Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
224 posty 8257 komentarzy

Jaja bzdyklaczy cz.VIII albo prawdziwa historia

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jest to historia, która wyraźnie rozgranicza tych, którzy są domownikami w naszym kraju od tych, którzy nam do tego domu nieproszeni wleźli.

Zdarzyło się to dawno, dawno temu, gdzieś w latach 60-ych lub 70-ych zeszłego wieku w Gdańsku, na Starówce, gdzie Staszek Michałowski, malarz i repatriowany wilniuk (1915-1980). miał pracownię malarską.

Staszek miał nieszczęście mieszkać w pobliżu ASP – miejscu fatalnym geopolitycznie, bo każdemu po drodze. No i kiedyś gospodarzowi koledzy artyści zwalili się na głowę i w owej pracowni odbyła się mocno zakrapiana impreza. Wszyscy świetnie się bawili -poza gospodarzem, który od początku zachwytu nie wyrażał, a wkrótce miał już wszystkiego dość.

Po czym zniknął.

Kiedy po dłuższym czasie goście zauważyli nieobecność gospodarza, zatroskani zaczęli poszukiwania. 

Znaleźli go w przedpokoju. Siedział w kącie i sprawiał wrażenie bardzo przygnębionego.

W dodatku cały czas jęcząc powtarzał: - Do dooomu, do doomu!

Goście zaczęli na wyprzódki tłumaczyć Staszkowi, że przecież jest we własnym domu.

Na to Staszek wyprowdzony z równowagi nieporozumieniem ryknął:

- Wy!!!

 

No i to jest właśnie to, co człowiek by najchętniej powiedział różnej swołoczy, która siedzi w naszym kraju i się rządzi:

- Won!   

KOMENTARZE

  • @
    Chciało by się...
    Jak to było z tym Kozakiem i Tatarzynem? Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma. Za media, za finanse różne, różniste, za kulturę, za politykę, za partie. Nawet nam ostatnio stręczył NIE NAUCZANIE historii.
  • @KOSSOBOR 21:11:25
    Wiesz, nasi okupanci chyba już nie zdają sobie sprawy, że siedzą na nie swoim - oni mi trochę przypominają tych kwaterunkowych lokatorów;)
  • @sigma
    Ja preferuję jednak pieniek, katowski topór, sznur i latarnie - wygnanie to za mało.

    Jest zbrodnia - MUSI być kara!
  • @Ciri 21:58:41
    Też preferuję, ale jesli natychmiast pójdą w cholerę, daruję ich zdrowiem;)
  • @KOSSOBOR 21:11:25
    A jak tam dziś się miewa primadonna?
  • @sigma @KOSSOBOR
    ja nie jestem tak łaskawa :)

    dołączam się - jak tam Mimi i Czekolada?
  • kociska dość opornie, ale się uczą
    Nasza, po pewnym czasie okazało się, że ma sprofilowane żądania. W dość specyficzny sposób miauczy i podbiega raźno do drzwi balkonowych by ją tam wypuścić. Wie, że na taką grę wstępną przystaje żona i córka. Mnie nie zaszczyca takimi zabiegami, choć czasami próbuje, gdy pań nie ma w domu.
    Po przyjściu do domu kotka podchodzi do mnie i paca mnie łapką kilkukrotnie. To zachęta do przywitania się w postaci dość brutalnego pociorania, podrapania za uchem i na koniec oklepania boków. Powtarza tę prośbę 2 lub 3 razy i daje za wygraną, bo wie iż więcej nie będzie. Nie wiem czy umie zliczyć do trzech, czy reaguje na moje
    stanowcze
    - To koniec, Fruźka. Więcej nie będzie.
  • Chciałem u Tevelde
    wpisać się pod notką, ale stosowane dotąd hasełko nie działa. Widać, że była jakaś weryfikacja. :P
  • @tadman 23:10:56
    Mimi ziewnęła nieobowiązująco i machnąwszy łapą na sprawy niegodne jej uwagi zajęła się obiadkiem. Obiadek podała Wojciechowa na rodowych srebrach, więc czuła się w pewnym stopniu doceniona.
    Brakowało jej jednak owych akcentów luksusu, do których była przyzwyczajona - jako to tropikalnego kwiecia w wazonach, dyskretnych bilecików z wyrazami uwielbienia, biżuterii walającej się tu i ówdzie, bezcennych futer, na których mogłaby ostrzyć pazury - no ale świat nie jest doskonały.
  • @tadman 23:30:02
    Widzę, że nie Ty jeden dzisiaj zostałeś tknięty przez przeczucie;) Od rana użerałam się o dostęp do swojego konta, bo z SG mnie nie wpuszczało. W końcu po prostu pokopałam w archiwum, znalazłam swoją notkę, z niej wskoczyłam na swoje konto i się zalogowałam. Ale admin nie dopuścił myśli, że z SG nie da się wejść na swoje konto i dalej twierdził, ze na pewno podaję niewłaściwe hasło;)
  • @Ciri 22:38:27
    "Puszczaj, chamie! -krzyknął wreszcie przyduszonym głosem. Milczenie. - Puszczaj, chamie! Daruję cię zdrowiem! "

    Jestemy obecnie w sytuacji Zagłoby, a nawet gorzej, bo jego sytuacja wbrew pozorom była zupełnie bezpieczna, a nas mordują bez znieczulenia. Stąd też moja uwaga;)))
  • @sigma 22:08:51
    Nie pójdą.
  • @tadman 23:10:56
    Tadziu, jesteś potworem! Jak możesz tak tej Fruźce...

    - Ach! - Gloria pacnęła się w głowę po francusku - Przecież nasz Tadzinek tak od dzieciństwa ma! Potwóh, po phostu!
  • @Ciri 22:38:27
    Konsumpcja na rodowych srebrach ze stali nierdzewnej przebiega zachwycająco. Kuweta też przebiega zachwycająco.
    Natomiast naprawdę martwię się Czekoladą. Owszem, Czekolada jest nieco szurnięta i straszliwy z niej cykor /psychosomatyczny/ , ale jest w totalnym stresie. Jak już /rzadko/ dojdzie do misek i coś zje - zaraz wymiotuje. Nie wiem, czy w ogóle wchodzi do toalety, gdzie stoi kuweta. Przemyka pod ścianami w panice. Obawiamy się o nią. Jednak jutro, gdy będzie pogoda, otworzę kocicom ogród. Myślę, że Mimi wróci, a Czekolada MUSI wyjść. Oby wróciła... Mimi wywaliła Gocię z fotela... Ma jakąś nieprawdopodobnie silną osobowość - to koteczka po przejściach przecież i od niej samej zależało dotąd jej przeżycie. Gocia też jest w stresie, ale to kociczka bardziej zrównoważona, niż szurnięta Czekolada. Naprawdę martwimy się bardzo.
    Antybiotyk Mimi łyka dobrze. Jeszcze jutro.

    Bo, Drodzy Dyletanci - to Ciri uratowała tę kociczkę :)
  • @KOSSOBOR 00:28:25
    Najlepszą metodą zaprzyjaźnienia kotów było wykąpanie ich w tym samym szamponie z kocimiętką - jak pachną tak samo, to się bardziej swojsko czują i animozje znikają. Tylko Mimi jeszcze kąpać nie można.
    Druga metoda - bardziej drastyczna - zamknąć wszystkie 3 w jednym pokoju na noc (tylko nie w pracowni, bo obrazy!) - po 3 nockach się zaprzyjaźnią.

    Martwię się o Czekoladę, żeby obrażona gdzieś nie zniknęła na dłużej - koty są nieobliczalne i strasznie dumne i chimeryczne.

    3mam kciuki
  • @Madame
    Bardzo nieelegancko Madame, bardzo nieelegancko.
    Przenieść imprezę na nowe salony i nie poinformować. No, chyba że chciałaś się mnie pozbyć, to wtedy jesteś usprawiedliwiona.
  • @jazgdyni 09:12:35
    Ja tam nie mam kłopotów z psychicznymi i psychosomatycznymi chorobami moich kotów. Znają one dobrze smak mojej śrutówki i dobrze wiedzą, że bardzo nie lubię, gdy zachowują się niezgodnie ze standardami. A standardy ja wyznaczam. Już podają łapę, a teraz będę uczył aportowania.
    A jak coś nie tak, to pif-paf w schaby i jest spokój.
  • @KOSSOBOR 00:15:57
    Glohio! Jeśli już podajesz moją ksywę to phoszę w całości, a więc Khhhwawy Potwóh.
    Ja tylko mentalnie dhęczę stwohzonko ;) i śhutu nie używam. :P
  • @sigma 23:41:24
    Kiedyś pisałem na pewnym forum i też nagle zacząłem mieć kłopoty z logowaniem. Napisałem do admina, a ten wytłumaczył mi po eskimosku, że zapewne wprowadzam źle hasło albo go zapomniałem.
    Widać, że wszystkie Eskimosy po jednych pieniądzach.
    Hue, hue, hue.
  • @jazgdyni 09:12:35
    OZu, nie marudź! No dobrze, następną razą - ilekroć pojawi się nowy odcinek jaj be, będę trąbić;)
    I tak dzionek wczorajszy spędziłam usiłując dostać się na swoje konto na niezależnej, co mi się udało dopiero okręzną drogą przez archiwum.
    Nawstawialiście tyle tych filmików, ze mi się znowu komputer zawieszał, to niby co miałam zrobić? Sama się od siebie wyprowadzić?
  • @KOSSOBOR 00:12:55
    No wiem, że nie pójdą. Cóś mi to przypomina sytuację, w której bandzior obrabowawszy nas podrzyna nam gardło tępym kozikiem, - a my w owej chwili mu proponujemy, żeby wszystko zwrócił i nas puścił, to mu nic złego nie zrobimy.
    Tym niemniej sądzę, że gdyby miał minimum rozumu, to by poszedł, póki czas. Lepiej by na tym wyszedł. Ale nie ma rozumu, a historia dalej się toczy. I w końcu ktoś mu to manto spuści, po czym spuści wodę. Bo takie są prawa natury.
  • @KOSSOBOR 00:28:25
    Trzy kocice to jest zawsze problem, bo one są terytorialne. Jak najszybciej Mimi powinna pachnieć, jak pozostałe.
    No popatrz! A ja się obawiałam, że to Gocia z Czekoladą będą chciały pogonić Mimi ze swoich śmieci. Tymczasem ona zrobiła im wejście smoka.
  • @jazgdyni 09:23:49
    OZu, zaaportuj se bułeczki ze sklepu, i odczep się od Bogu ducha winnych stworzonek, bo ja się tam zjawię z gwintówką!
  • Aaaaameeeen!
    (mam na myśli ostatni akapit).
  • @Ciri 21:58:41 i sigma
    Latarnie to nie. Mogłyby się popsuć a to zawsze koszty. Ale pieniek i topór są wielorazowego użytku.
    Nie będę się spierać czy wygnanie, czy egzekucja, bo mnie temat (zdrajców i paskudników-szkodników) odrrrrraża. Jedno jest pewne - kara musi być.

    @sigma: A co zrobił P. Michałowski?? Chyba nie zostawił sprawy przynoszonych do niego bib, bez rozwiązania?
  • @tadman 09:45:28
    Obie nasze kocice mają charaktery ze stali - jak już wpadną na jakiś pomysł, ne ma siły, żeby zmieniły koncepcję! Ostatnio Tuśka uparła się, że ona będzie nocować na mnie, a waży ze trzy tony. Ponieważ wie, że po dobroci się ze mną nie da, bo zrzucę i obsobaczę, odczekuje aż zasnę i wtedy się mości. A ja się budzę w środku nocy zastanawiając się, kto mi nawrzucał ten worek z kartoflami na brzuch;)
  • @sigma 10:17:05
    A ja mam lepszy pomysł - pleckami do siebie na wzajem a te wintowki na wroga. Koty dla zmylenia przeciwnika wpuścić w bocznej szarży a ogólny kierunek działań taki bardziej zewnętrzny.
  • @bez kropki 10:21:32
    A, nie wiem. Historię tę bowiem znam z opowiadań naszego przyjaciela, też Staszka, malarza i architekta, który uczestniczyl w owej imprezce. Niestety, obaj Staszkowie są już świętej pamięci, więc spytać ni ma kogo, co było dalej;) A ciekawość męczy;)

    Tak myślę, że najlepiej by było te swołocze zaszczepić na własny koszt tymi zabójczymi szczepionkami, którymi dotychczas traktowano noworodki; kto czym wojuje, od tego ginie.
    http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=7392&Itemid=53
  • @sigma 10:33:10
    Tyle, że biorąc pod uwagę masę ciała, to co szkodliwe dla noworodka, dorosłemu tak nie zaszkodzi.
    A jak już padł temat szczepień, to ja se pozwolę głośno pomyśleć. Otóż jako dyletantka od dawna męczę się z pytaniem na które nikt dotąd nie potrafił mi odpowiedzieć. Jeśli otóż medycyna akademicka twierdzi, że niemowlak karmiony cycem, przez pół roku ma odporność (ochronę) na to wszystko, na co ma odporność matka, to po kiego grzyba i po jaką czarną ospę szczepi się dzieci w pierwszej dobie i pierwszych miesiącach?! Czy nie byłoby rozsądniej (zamiast walić dziecku cały ten biochemiczny koktajl i ryzykować powikłania) zrobić (nieszkodzące nikomu) badania krwi matki? Pod kątem przeciwciał (na jakie choroby i w jakiej ilości)? - To by pomogło podjąć RACJONALNĄ decyzję o szczepieniu bądź nieszczepieniu dziecka. Racjonalną, bo wynikającą a konkretnych przesłanek a nie porąbanego kalendarza. (Porąbanego, bo ustalanego wyłącznie w oparciu o kryteria finansowe a nie o rozeznanie sytuacji epidemiologicznej na ten przykład).
    Wiem, że te badania są drogie. Nie, nie oczekuję, że zapłacą za nie podatnicy. Ja (i wielu innych rodziców) chętnie byśmy za nie zapłacili, gdyby tylko była taka możliwość. A fachowcy na to nic? To co z nich za fachowcy? Chyba, że tymi fachowcami na prawdę są. No, ale wtedy trzeba nam postawić więcej latarń...
  • @bez kropki 10:44:11
    Zasadniczo większość szczepionek, szczególnie wielowalentnych nie tylko nie uodparnia na dane choroby, ale raczej je na te choroby uwrażliwia i to w postaci znacznie bardziej złośliwej; poza tym powoduje mnóstwo powikłań i ze śmiercią włącznie. Prof.Majewska ostatnio podała, że przejście choroby zakaźnej w dzieciństwie jest jedynym słusznym rozwiązaniem
    http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=7388&Itemid=53

    Tak więc z tymi szczepionkami - jest to tylko kwestia forsy dla koncernów produkujących te świństwa oraz depopulacji zgodnie z założeniami NWO.
  • @Polonia 10:49:54
    To już drugi przypadek, o którym słyszę, że własnie pielęgniarka przyjmuje do wiadomości, że szczepionki to jest świnstwo. Ale lekarze pediatrzy idą w zaparte - czego się nauczyli na AM - to jest niepodważalne. A więcej wiedzy, szczególnie sprzecznej - nie przyswoją za Chiny.

    Wzajemne najserdeczniejsze pozdrowionka:)
  • @sigma 10:33:10
    Nie wspominaj mi o szczepionkach !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Otóż moi drodzy, w przyszłym tygodniu muszę zaszczepić się na 10 chorób!!!

    Oto lista:
    Chickenpox Vaccination
    Hepatitis A
    Hepatitis A and B
    Influenza Vaccine
    Malaria Medication
    Measles-Mumps-Rubella
    Polio
    Rabies Vaccination
    Tetanus
    Typhoid

    I co wy na to!?
    A jak już poszedłem do Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej, to podsunięto mi oświadczenie do podpisania,że akceptuję iż po 60-tce zaszczepienie grozi ciężkimi powikłaniami, a nawet śmiercią.

    Ha!!!
  • @sigma 09:56:19
    Masz trąbić jerychońsko, bo ja już głuchawy jestem.
  • @sigma 10:17:05
    Jak się już nauczą aportować, to będę je uczył tańczyć kankana.
    Ptakojady przebrzydłe.
  • @jazgdyni 10:57:43
    OZu, Ty naprawdę, czy tylko dla jaj? (be) Przecież ten zestaw jest niemożliwy. Ospa wietrzna? Wścieklizna? Różyczka? Nie daj się! Przecież każda z tych szczepionek osobno grozi ciężkimi powikłaniami, a nawet śmiercią. I to niekoniecznie po 60-ce.
  • @jazgdyni 10:57:43
    Nie możesz zamiast tego podpisać oświadczenia, że wolisz zarazić się każdą z tych chorób i ją odchorowac, aniżeli się szczepić?
  • @jazgdyni 10:59:54
    Ano tak. Też serce mnie boli, ilekroć tym łajzom uda się cos z ptaków upolować. Naszczęście od paru miesi ęcy przynoszą wyłącznie myszy i chwalę futrzaste.
    Wczoraj Szisza wskoczyła na orzech włoski, gdzie gawędziły sobie sroki - bo ona ma o sobie mniemanie;) ale jej dały popalić;)))
  • @sigma 11:11:05
    Dobre sroki, dobre. Ale je też będę uczył kankana.
  • @jazgdyni 10:57:43
    100%-owo na serio.
    Mamy tzw. żółte międzynarodowe książeczki szczepień i powyższe szczepienia MUSZĘ mieć tam odnotowane. Mafia szczepionkowa wywarła nacisk na armatorów i te szczepienia, podobnie jak drug and alcohol test, są elementami świadectwa zdrowia. Bez tego nikt nie da pracy.

    Mam nadzieję trafić na jakiegoś rozsądnego doktora, który mi to jakoś rozwiąże.
  • @Ciri 21:58:41
    no, wreszcie się w całości zgadzam z Ciri !
  • @jazgdyni 11:25:43
    Do WSZYSTKICH
    Luuuuudzie! To Wy serio juz na "wewnętrznej emigracji"???

    A na BARYKADY, NIE OBIJAĆ SIĘ na wesoło!! (t. zn. - nie tylko się obijać..)

    Można i trzeba
    Mirek
  • @Mirosław Dakowski 11:35:24
    Niniejszym zawiadamiam, że po podaniu adresu najbliższej barykady natychmiast się na nią udam, oczywiście pod warunkiem, że została ona wzniesiona w słusznej sprawie (o tym ja decyduję).
  • @Mirosław Dakowski 11:30:44
    No niech tam - może już być ten pieniek i topór, ale ja mam cieśń nadgarstka i nie mogę toporem robić;( Parę gałązeczek sobie łupnąć pod kominek - jeszcze uradze, ale łeb uciąć - niekoniecznie.
  • @jazgdyni 11:25:43
    Czy nie mółbyś jakoś tak załatwić, żeby te szczepionki dostał pluszowy misio, którego doniesiesz, a Ty tylko pieczątki w międzynarodowej książeczce?
  • @sigma 12:03:01
    Właśnie coś takiego kombinuję. Myślałem też o protezie ramienia, którą bym podstawił. Albo sztuczny pośladek. Coś wymyślimy.
  • @jazgdyni 10:57:43
    A где вы потеряли гепатита C?
  • @Ciri 07:18:58
    Wspólne kąpiele i sole trzeźwiące. Dla mnie, naturalnie - te sole.

    Otworzyłam drzwi do ogrodu. Wyszły Gocia i Czekolada. Szybko wróciły. Czekolada nawet coś jadła i piła. Pewnie jadła również nocą - o czym świadczyły pace na podłodze. Tak więc rano musiałam sprzątać po chałupie efekty stresu Czekolady. Ale po popołudniowym jedzeniu - jakoś jest spokojnie. Zobaczymy. Idę na całość - to znaczy: niech się kocurry socjalizują wzajemnie. Jeszcze martwię się używalnością kuwety przez Czekoladę - nie zaobserwowałam...
  • @sigma 10:15:18
    Sama jestem w szoku! Natychmiast to zrobiła, jak tylko półprzytomna wysunęła się z kontenera. Ona właściwie tylko "pojawia się" i niemal bezgłośnie otwiera pyszczek. Efekt jest piorunujący!
  • @sigma 10:33:10
    Jedna nasza koleżanka w ogólniaku też miała zawsze puste mieszkanie /rodzice byli w pracy, uprzejmie/ na trasie do i ze szkoły. Tak że często nawet do tej szkoły nie dochodziliśmy. Było bardzo przyjemnie. Ludzieee! Jaką ja miałam kartę w pierwszej mojej partii brydża! Mój partner brydżowy włosy sobie z głowy wyrywał, bo, naturalnie, nie potrafiłam jeszcze tego rozegrać. Ponoć to reguła u początkujących - te dobre karty.
  • @jazgdyni 10:57:43
    O w mordę!!! No nieeee....
  • @jazgdyni 11:21:39
    Kankana i czaczę - w moim imieniu też.
  • @jazgdyni 11:25:43
    Zapytaj, po prostu, ile kosztuje pieczątka w książeczce /żółte papiery???/ i uiść spokojnie ku obopólnemu zadowoleniu stron. A na najbliżej napotkane logo koncernu farmaceutycznego - nasikaj ostentacyjnie, acz dyskretnie. A co se bedziesz żałował!
  • @jazgdyni 11:44:21
    !!! :) !!!
  • @Mirosław Dakowski 11:35:24
    Professore! Toć my tu i walczym i się bawim.
    Ponuractwu nasze zdecydowane nie!
    No i obserwujem. A jak wyciągniem wnioski - to zobaczym. Czy warto i z kim. Bo my stare wróble, doświadczone som.
    No i kocice cywilizujem. A jak nie ucywilizujem - to koniec świata będzie w domu i zagrodzie. /W domu u Madame i Glorii, w zagrodzie u OZa./ To poważna sprawa jest, znacznie poważniejsza od kandydata na premiera, z przeproszeniem.
    Tak że luzik, acz oczko łypie dookoła.
  • @KOSSOBOR 15:00:25
    Noż chaljera, przez trzy godziny nie mogłam się zalogować na jajach be i dopiero teraz, kiedy zrobiłam awanturę, nagle cudownym sposobem się dało! Jak ja lubię to subtelne poczucie humoru admina!
  • @sigma 16:29:27
    Dobrze że najpierw wszedłem tu , dla sprawdzenia czy mam dostęp.
    W moim przypadku : po napisaniu prawdopodobnie będę musiał rozłączyć
    internet, wejść ponownie by cokolwiek napisać. Problem jest tylko i wyłącznie z nE. Obecnie! Kiedyś miałem tak z Niezależną przez 9 miesięcy.
  • @cyborg59 18:18:00
    Wczoraj cały dzień walczyłam o dostęp do własnego konta na Niezaleznej. Myslałam, ze szlag mnie trafi, bo admin z uporem godnym lepszej sprawy, nie chciał przyjąć do wiadomości, że z SG nie da się wejść na konto, tylko twierdził, że na pewno sie mylę w haśle dostepu.
    W końcu wlazłam do archiwum, znalazłam jakiegoś swojego posta i przez niego wlazłam na swoje konto, gdzie się już spokojnie zalogowałam.
    ŁŁ napisal mi w odpowiedzi na zażalenie, że oni się w takie hocki klocki nie bawią, jak blokowanie czyjegoś konta. No to co to było? Miałam omamy przez 3 godziny?
  • @KOSSOBOR 14:44:51
    Chyba nie wytrzymam i w wolnej chwili do Ciebie wpadnę, zeby zobaczyć socjalizację tego kociego towarzystwa;)))
  • @jazgdyni 12:26:06
    Agent O;o pracowicie rzezal kozikiem sztuczne ramię. Niestety, wykonane arcydzieło pozpostawiało zbyt wiele do zyczenia, by można było liczyć na zmylenie przeciwnika tak biegłego w oglądaniu fragmentów ludzkiej anatomii jak pielęgniarka.
    Wobec powyższego agent jak gdyby nigdy nic udał się na spacerek po Świętojańskiej, nucąc pod nosem byle co wkroczył do Trolla, tamże chwilę pokontemplował modę męską, po czym - zanim ktokolwiek się zorientował - wyszedl ze sklepu trzymając pod ramię ramię manekina.
    No, tym razem akcja była bez pudła - ramię było jak zywe! Byle tylko sam się nie pomylił przy podawaniu do szczepienia!
  • @tadman 13:06:51
    Nie wiem c-żółtaczka jakoś ich nie interesuje. Podobnie jak hemoroidy i stulejka.
  • @sigma 19:03:37
    Zaczynam się o ciebie martwić. Stań przed lustrem i sprawdź, czy ty to ty. Napewno? Wsiadanie do obcych samochodów i to z brutalami za kierownicą, próby logowania się na onecie zamiast na ekranie. Czy ktoś ci czegoś nie podmienił. Sprawdź, może masz szwy za uszami. A może to jakaś dywersja syna czterech ojców, który teraz się mści za zmarnowanie mu przyszłości i pewnie jeszcze zaprzyjaźni się tobie na złość z młodym Tuskiem.
    Dziwne dziwy.
  • @jazgdyni 19:15:51
    Nie wsiadłam przecie do tego samochodu! I za kierownicą nie siedział na szczęście żaden brutal, tylko biedny człowiek, kóry byl tak osłupiały, że ani pisnął! I nie na onecie się usiłowałam zalogować, tylko na własnym koncie na Niezależnej!
    Ale tak w ogóle to zgadzam sie z Tobą i chyba pójdę dziś wczesniej spać.
  • Skandal na paradzie. część trzecia
    Tak toczno , tawariszcz gienierał. Nikakowo nacijonalizma nie budiet - Kandelabr prężył się przed słuchawką.
    Tłumek przydupników stał kornie w pewnym oddaleniu, czekając aż ich chlebodawca zbierze joby i przyjmie dyrektywy od swego generała prowadzącego.

    Wreszcie Kandelabr wyrecytował ostatnie "tak toczno " i odetchnął głęboko. Wyprężone mięśnie i ścięgna z ulgą powitały koniec raportu przed gienierałem armii Bastriukinem W. I., wszechwładnym delegatem carskim.
    Kadelabr sflaczał i przygarbił się a na jego czerwone oblicze powrócił zwykły bezmyślny , zadowolony z siebie uśmieszek.

    W tym samym czasie Wytrzeszcz również zbierał joby i dyrektywy ale nie od jakiegoś delegata ale od samej Adolfiny.
    - ... und mein lieber, diesmal keinen polnischen Nationalismus - syknęła Adolfina.
    - jawohl ! trzasnął obcasami Wytrzeszcz.
    - sonst bekommst du keinen Posten in der Kolonialverwaltung - zgrzytnęła Adolfina tłumiąc złośliwy chcichot - auf wiederhoeren.
    - jawohl ! trzasnął obcasami Wytrzeszcz.
    Trzęsącą się ręką otarł pot z płaskiego czoła i oddał słuchawkę przydupasowi.
    Był wykończony nerwowo. Ci filateliści mnie wykończą - pomyslał.
    Gromadne zjazdy miłośników znaczków pocztowych zawsze wywoływały zamieszanie. Mieli oni zwyczaj wystawiać na widok publiczny antyrządowe i antywytrzeszczowe transparenty i wykrzykiwać chóralnie różne hasła które bardzo się nie podobały Adolfinie, gienierałowi Bastriukowowi a nawet samemu oberredaktorowi Parchzeitungu.

    Dziś jeszcze ta parada i można się spodziewać gremialnego zjazdu filatelistów, którzy jak zwykle będą wszczynać burdy.
    Muszę podkręcić szefa straży gminnej - postanowił Wytrzeszcz.

    c.d.n.
  • @jazgdyni 19:05:17
    To dziwne, bo giepatit-C może się z kolei zainteresować nieszczepionymi. A szczepionka przeciwko malarii w warunkach eskimoskich to jakaś jawna kpina. Są tam jakieś komary?
  • @tadman 00:28:02
    Tylko w warunkach eskimoskich szczepionka przeciw malarii jest 100%
    skuteczna, co znacząco podnosi średnią. W warunkach tropikalnych
    planuje się powrót do stosowania DDT.
  • @cyborg59 06:37:04
    To jakaś totalna bzdura. Na tydzień przed wyjazdem na tereny malaryczne zaczyna sie brać pastyle, bierze się je potem codziennie przez cały pobyt i jeszcze tydzień po powrocie. Wszyscy chodzą zaczadzeni i otumanieni.
    Więc po co do q... nędzy jeszcze szczepionka?
  • @jazgdyni 08:19:27
    Te szczepienia to jakaś tajemnicza sprawa. Do 2010 nikt się tym nie przejmował. Zasada była taka, że były mapy terenów zagrożonych i gdy człowiek tam się udawał, to musiał mieć tą żółtą febrę, czy inną dżumę. I nagle w 2011 wybuchło, że wszyscy muszą mieć pełen zestaw aktualnych szczepień. Trzeba być idiotą, żeby nie podejrzewać biznesowych działań koncernów farmaceutycznych. Tu się q... coś wyrabia z tym parciem do szczepień. Nagle istnieje przymus szczepień dla marynarzy. Podobnie jak dla dzieciaków.
    Coś tutaj bardzo brzydko śmierdzi.
  • @jazgdyni 08:37:20
    Dobijające jest to , że na koniec naukowych wywodów o konieczności
    szczepień , ich skuteczności, pozytywnym wpływie na populację,
    nagle zostajesz poczęstowany zdaniem : od lat nie było nawet małej
    epidemii choroby xy, KTÓRA POTWIERDZIŁABY SKUTECZNOŚĆ obecnie
    stosowanej szczepionki , w związku z czym kontynuowana jest w małej
    skali produkcja przedwojennej, dającej powikłania i niemożliwej do stosowania razem z innymi.
    No właśnie ! Z dzieciństwa pamiętam że trzeba było odchorować (gorączka)
    szczepienie, mieć przerwę przed innym szczepieniem by było wiadomo
    czy szczepionka się "przyjęła", zadziałała. Odczyn zapalny, gorączka były
    znakiem że organizm uczy się walczyć.
  • @cyborg59 12:03:32
    Co do zasady działania szczepionek, jako czynnika mobilizującego i uczącego układ odpornościowy nie mam zastrzeżeń. Kwestia w standaryzacji i braku dostatecznego przebadania. Jak zwykle powstało mnóstwo badziewia i teraz szczepienia to hazard.
  • @jazgdyni 08:37:20
    Myślę, że to nie tylko działania firm farmaceutycznych, a nade wszystko prawników.
    Moja firma ma akredytację od 12 lat. Od trzech lat zaczął się dziwny ruch w jednostce akredytującej, bo jeśli akredytowana firma narazi klienta na szkodę, to do odpowiedzialności może być pociągnięty nie tylko sprawca szkody, ale także ten, który udziela akredytacji.
    Przypomnę sławną sprawę kobiety z USA, która paląc papierosy zachorowała na raka, bodajże płuc, i wydębiła od PAll Mall 3 mld $. Jako obronę firmy tytoniowe zastosowały napisy ostrzegające, które zajmują lico paczki i teraz jest git.

    >cyborg59
    Szczepionka na człowieka, a DDT lub podobne świństwo na komara. Ot co!
  • @cyborg59 18:18:00
    A ja mam stale problemy z "niedostępnością". O wszelkich możliwych porach. I niemożliwych - np. po 1szej w nocy i później.
  • @jazgdyni 19:05:17
    Co to jest "stulejka"? Ja znam "zołzy" - bardzo poważna choroba u koni.
  • @sigma 21:39:04
    No, spróbowałby pisnąć Madame taki jeden z drugim......... SAMOBÓJSTWO!
  • @cyborg59 06:37:04
    DDt - świetny środek na malarię i pchły.
  • @tadman 00:28:02
    Komary jak byki! W przebraniu. W foczych futrach, żeby nie zmarznąć. Ta matka natura to chytra sztuka.
  • @cyborg59 06:37:04
    W Indiach mimo 99,9% wyszczepienia przeciw gruźlicy, gruźlica szaleje. To szalenie deprymujące, więc żeby polepszyć sobie statystyki muszą wyszczepić całą ludność jakiegoś kraju, gdzie gruźlicy nie ma.
  • @jazgdyni 08:37:20
    OZu, korumpuj, negocjuj, rób, co chcesz, ale nie daj się zaszczepić! A nie dałoby się starym sposobem sfałszować pieczątki w tej książeczce zdrowia? Dziesięciogroszówka do ręki i kowboju, do dzieła!
  • @jazgdyni 12:27:14
    Przypomniała mi się historia tych nieszczęsnych amerykańskich żołnierzy wysyłanych do Iraku, którzy zostali na raz zaszczepieni przeciw czemu popadnie. Część cięzko przechorowała, któryś zamienił się w warzywo.
  • @KOSSOBOR 15:33:31
    Własnie przyrządziłam opieńki spod katedry. Są przepyszne! Niech żyje msza trydencka!
  • @jazgdyni 10:57:43
    Ja bym se na Twoim miejscu prywatnie zapłaciła za oznaczenie przeciwciał: polio, ospy wietrznej (czikenpoks), tężca (tetanus) i tyfusa.
    Tudzież bym wydarła z archiwum kartę chorób (od pediatry), bo pewno te choroby przechodziłeś. Wraz z kartą szczepień (tężec, duż brzuszny - typhiod, jeśłi dobrze kojarzę). Wg wiedzy (lekrazy, nie szamanów) suma w/w dokumentów zwalnia (przynajmniej kiedyś zwalniała) z obowiązku szczepień w w/w zakresie.
    DO tego bym zapytała cóz to za "malaria medication", bo wszak na malarię szczepionki NIE MA, więc co to za cudo-wianek Ci proponują.
  • @sigma 12:01:14
    Na cieśń nadgarstka zapraszam na priv - inzynierskimi sposobami się z tego wykaraskałam bezoperacyjnie. - To jedno (żebyś nie miała cieśni).
    A drugie - jak Ciebie ręka ma zaboleć, to ja mogę (w swoim czasie) rąbać, bo trochę się zastałam i ruch mi się (w swoim czasie przyda). Tak więc chętnie będę rąbać. Mogą być łby. Byle były wystarczająco głupie i/lub szkodliwe.
  • @tadman 13:06:51
    Na giepatita Cy szczepionki niet.
    A na A i B też by se mógł zrobić oznaczenia przeciwciał. I znaleźć odważnego doktora, któren by wysmarował potrzebne kwity.
    Rzecz w tym, że na zachodzie nijak nie przyswajają faktu, iż w zapyziałej Polandii swego czasu szczepiono wszystkich na wszystko jak leci (co w nielicznych przypadkach się przydaje) i potem mają straszne obawy , graniczące z histerią, kwarantanną i półrocznym leczeniem antybio, jak gościowi wyjdzie coś tam nt. gruźlicy (że niby jest nosicielem a to odczyn po szczepieniu i znak odporności). I trzeba im ściągać opinie takich aj-waj fachulciów wyższego sorta, żeby uwierzyli, że nie trzeba się nad delikwentem znęcać, bo to jest odporność a nie nosicielstwo.
  • @sigma 16:29:27
    No to widzę nie ja jedna cierpiałam wczoraj na wstręt mego kompa do NE. Komuś się chciało próbować wywalić serwery NE?? Aaaaa, pewno z przepracowania tak mi się spiskuje.
  • @sigma 18:49:50
    "omamy przez 3 godziny". NO to widzę, że byłam w dobrym towarzystwie. Tylko trochę krótko;). Bo u mnie to trwało dłużej. Ale już przeszło. Przynajmniej memu kompowi. Bo mnie się umysł wciąż się buntuje wobec niemożności nabycia: rury żaroodpornej, biustonosza stosownego, sztylpów, chleba bez polepszaczy i paru innych równie "snobizdycznych" drobiazgów.
  • @bez kropki 18:03:00
    I stworzymy udatne katowskie duo;)))

    Napisałam do Cię na priv:)
  • @bez kropki 18:00:09
    Ty jesteś genialna!
    OZu, słuchaj się bezkropki, bo my okropnie nie lubimy tracić przyjaciół;)
  • @bez kropki 18:07:54
    W powiązaniu z tym, co pisze cyborg, spiskowa teoria dziejów jest faktem. Jesteśmy ścigani;)))
  • @bez kropki 18:10:28
    Rurę żaroodporną można nabyć na allegro w sklepach, gdzie sprzedają kozy Jotula. Chleb nalezy se upiec samemu na zakwasie. Sztylpy oraz sztyblety - zdobyć w szmateksach okolicznych. Tamże biustonosz?
  • @sigma 18:51:01
    Te allegrowe ruły są za mało żaroodporne:(. Chleba piec sama nie będę, bo bym musiała istnieć w trzech egzemplarzach. Co najmniej;). No i mieć zapasowe nadgarstki;) (do wyrabiania ciasta). Rzeczy tak luksusowych jak sztylpy, sztylbety i stosowne biustonosze w naszych szmateksach - zdecydowanie niet. Jakbym chciała się przebrać np. na bal maskowy za wampira, bezdomnego albo wesołą panienkę, to bym się obłowiła;). Ale jak chcę artykuł pirszej poczeby (biusthalter, sztylpy), to ni ma. - Ot, doświaszczynie egzystyncjalne, jak mawiał mój śp. Tato. :)

    A genialna nie jestem. Miewam chwile rozkwitu. W dobrym towarzystwie je mam:).

    Na duo (katowskie) się piszę - Ty delikwentowi usiądziesz na nogach, coby nie fikał a ja uczynię swoją powinność toporkiem.

    Ściganie i spiskowanie zasadniczo traktuję łukiem stromogotyckim (przypominam, że to eufemizm na "olewać"). Zdecydowanie bardziej wolę pomagać przyjaciołom (stąd mi łeb paruje, co by tu poradzić "jemuzgdyni" i niestety nic nie wymyśliłam, ale za Ty też zajrzyj na priv).
  • @bez kropki 19:26:12
    Zaglądłam właśnie byłam na priv;) Wielkie dzięki za instrukcję obsługi;)
    A w szmateksie czasem cós się dorwie - ostatnio dorwałam właśnie porządne, włoskie sztyblety .
    Co znaczy, że rura do kozy Jotula jest za mało żaroodporna? Czy Ty planujesz spust surówki???
    Mamy maszynę do robienia chleba - sama miesza.
  • @sigma 20:25:31
    Nie lubię chleba z maszyn. Żadna albowiem nie wymniesza tak jak ja:). Poza tym nie mam ich gdzie trzymać (tych maszyn). Poza tym wkurza mnie ich mycie, suszenie, chowanie. Nie, w mojej mikrej kuchni nie ma na to miejsca. A chleb życzę sobie mieć z piekarni. A co? Focha mam i cześć:). Nie mylić z marszałkiem Fochem:).

    Surówki nie;). Ino wyżarzanie do 1100C:). Przez ileś tam czasu:). I to wystarczy, żeby wykończyć każdo rułe dostępną w naszych hurtowniach specjalistycznych;)).

    Gryzeldy tak miewają;). Jak to gryzonie;)
  • @KOSSOBOR 15:33:31
    Mimi przeciągnęła się leniwie na fotelu i przymrużonymi slepiami zlustrowała obecne w salonie towarzystwo, które niekulturalnie przerwało jej drzemkę poobiednią.

    No tak! Pod sekretarzykiem kotłowały się Gocia i Czekolada w ten plebejski sposób dając upust rozsadzającej je energii.
    Natomiast na fotelach przed kominkiem rozsiadły się Gloria i Sylviane i zapewne w swoim wyobrażeniu omawiały ostatnie problemy polityczno-gspodarcze. Jednak nadmiar użytych przydawek zdobiących sprawił, ze Mimi położyła uszy po sobie, zwężonymi ślepiami spojrzała z dezaprobatą, zasyczała wyniośle, po czym zdecydowanie obróciła się plecami do obecnych i zwinąwszy w szczelny kłębek zasnęła ponownie.
  • @bez kropki 21:10:42
    No to pozostaje Ci tylko złapac złotą rybkę;)))
    Już widzę, jak jej (tej rybce) szczęka opadnie. Pierwsze zyczenie - rura żaroodporna, drugie - sztylpy; trzecie - biustonosz. Tego jeszcze nie miała, jak zyje;)
  • @sigma 20:25:31
    Gryzelda chyciła gazrurke (opatka była już passe), przepadła z nią we mgle i mroku nocy. Dobiegający zza mgły metaliczny zgrzyt elektryzował nielicznych zabłąkanych przechodniów. Utwierdzał ich też w przekonaniu, że w Pchlewie straszy. No, zważywszy urodę antycznych ruin nowoczesnych (wzniesionych na ruinach parku) oraz inne wybitne osiągnięcia umysłowe lokalnych luminarzy i władziów Pchlewa, pogląd ten nie był taki całkiem bezpodstawny. Ale zostawmy politykę. Na wypadek wpadki Gryzia miała opracowany tekst, że nie rozwala, tylko tworzy. Albo potworzy. Nie ważne. Dzierga na żaroodpornej gazrurce pancerny biusthalter. Performąs taki. Z Fochem. I przytupem. Tłumionym mgłą. (Gazrurka była też z tłumikiem.) Ostatecznie ten drobny przyrząd do manikiuru (w sam raz dla Irene) może też być udostępniony Januszkowi. Celem podjęcia negocjacji z bladymi (w białych kitlach) potomkami wampirów i strzyg.
  • @sigma 22:34:33
    Bidna złota rypka! Żadna tego nie wytrzyma;)! Nie, nie można męczyć zwierzątek (w tem miejscu do innych przewinień i zbrodni jajcarzy dodajemy znęcanie sie nad źwierzątkamy). Tak więc rypka - nie. Pozostaje handel. Hurtowy i detaliczny. Obwoźny i uliczny.
  • @sigma 17:43:19
    STOP !!! Gdzie opieńki, poszukuję uporczywie. Stop. Donieś natychmiast.
  • @bez kropki 22:44:17
    Rany !
    Oz sobie zaserwował nadmiernie energetyczny obiadek u "Ewy" i od razu towarzystwo upiekło mu placek. To ja kochani będę ukłuty, różnymi igłami w rózzżne członki, a potem będę cierpiał jak moi wewnętrzni policjanci podniosą alarm. Trzymajcie kciuki, może przetrwam.
    Kiedyś, gdzieś procesy inicjacyjne były nie mniej krwiożercze.
    Wiedźcie tylko jedno - jak przetrwam, to będę waszym antybiotykiem.
  • @sigma 22:27:54
    Aktualizacja sytuacji na froncie: Mimi leży na stole w salonie, zwinięta w średnio szczelny kłębek. Gocia leży na fotelu bujanym. Przedtem, zafascynowana, przyglądała się kominkowi siedząc z płomieniami fejs tu fejs. I hit dnia: Czekolada skorzystała z kuwetyyyyyy!!!!!!!!!! Ale dlatego, że Mima śpi na stole :)

    Cóś mi się przypomniało. Gdy Gocia pojawiła się w naszym domu, bachorek z grobową miną zapytał: mamo, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że Gocia będzie z nami aż do śmierci?
    On ma wampiryczne poczucie humoru...

    Mimi wpieprza, aż miło. Nadrabia swój marny czas.
  • @jazgdyni 23:15:18
    Jak się dasz - to Cię nie znam!!! :[[[
  • @jazgdyni 22:59:24
    Ha! Zamiast szwendać się po jakichś "Ewach", należy szwendać się z Madame i Glorią. Te zaś w pięknej, barokowej kaplicy udusiły się dość skutecznie kadzidłem, od którego były odzwyczajone od czasu Vaticanum Secundum. Przypomniały też sobie łacinę, choć z początku szło im kiepsko. Następnie w zachwycie słuchały brawurowego koncertu organowego, rozpoczętego najbardziej brawurowym "Alleluja" na świecie, haendlowskim, co je znacznie podniosło na duchu i w ogóle. Gwiazdki furgotały, dzwoneczki dzwoniły, a aniołki trąbiły. Po czym udały się do ogrodu rajskiego, rozważając cztery strony świata wedle modły masońskiej. Zerwawszy dwa jabłka z drzewa wiadomości dobrego i złego, olały węża /ostrołuk gotycki!/ i skupiły się na uprawie papirusów. Wąż zresztą sikał w czwórnasób do sadzawki ze złotymi rybkami. Nieco już otępiałymi. Rozłożyste babie lato leżało bezwstydnie na trawniku, mimo otaczającej je zewsząd jesieni. Jego czerwony kolor Madame przypisała szwedzkiemu granitowi. Co nieco zirytowało Glorię, dopatrująca się w sztuce koniecznie metafizyki. Przeszedłszy doliną szeptów, odwiedziły wieszcza. Tu Gloria sobie przypomniała, że właśnie znalazła w archiwaliach autograf córki wieszcza. Ma też w archiwaliach autograf Himmlera, ale tym się nie chwaliła. No mniejsza. Nad prostokątnym stawem nie miały żadnych przemyśleń, bo jakież można mieć przemyślenia nad prostokątnym stawem? Przecież żadne. Spostrzegłszy tedy na normalnym stawie nietypową kaczorrę, o jasnych piórach, pokontemplowały nieco siedzące w krzakach czarne przedwiośnie i udały się w kierunku Horno - Popławskiego. Całkowicie dojrzałego. Acz gołego. I dzieci to oglądają!!! No trudno. Podumały jeszcze, na skutek tej golizny, nad predylekcją Żeglarza Bałta do żeglugi po Bałtyku w październiku i stwierdziwszy, że jest mrozoodpornym Żeglarzem Bałtem, udały się pod wielkie drzewo, gdzie Madame zrealizowała swą pasję zbieracką - w trzy minuty miała torbę opieniek. Tym razem nie zbierała kostki brukowej z tej prostej przyczyny, że obecna tam kostka miała 1 x 1,5 x o,3 m. I była ułożona na sicher. Po czym obie damy ruszyły dostojną kawalkadą do zameczku Glorii, celem obserwacji socjalizacji kocurr i konsumpcji pampuchów ze śliwkami. Przy których rozstrzygały sprawy świata tego, o czym jak wyżej u Sigmy. Sprawy świata tego rozstrzygają się bowiem najlepiej przy pampuchach, jak powszechnie wiadomo. Rezydentka Mimi II tymczasem trwała uparcie w ścisłym kłębku. Dzień był piękny, mimo pomysłu Baluni, żeby się wysikać. No cóż, nie można mieć wszystkiego.

    Tak więc zdobycie pilne opieniek nie jest skomplikowane.
  • @jazgdyni 22:59:24
    Katedra Oliwska, parking przed frontową elewacją.Stop. stoisz twarzą do katedry, po prawej stronie na trawniku pod drzewami;. Stop.))))
  • @bez kropki 22:44:17
    No dobrze, może być handel. Nieco mi brakuje tych furmanek, które niegdyś jechały ulicą, a furmani się darli:"Kartooofle!", albo "Szmaty, butelki!" Zawsze śmy się wieszali z tyłu, a on nas zganial batem i dzikim rykiem. Ech, gdzie te czasy;)
    Wyobraź sobie tylko - jedzie furmanka, a wozak się drze:"Biustonosze!"
  • @KOSSOBOR 00:53:00
    Masz bardzo ładną laudację od Coryllusa na nE:)))
    http://coryllus.nowyekran.pl/post/76787,maslowska-i-tradycja-ziemianska
  • @sigma 10:49:57
    "...- jedzie furmanka, a wozak się drze:"Biustonosze!""


    Spadłam z kanapy lapotopowej :))) i polały się me łzy rzęsiste, aczkolwiek nieregularne, bowiem trzęsę się za śmiechu.

    Kocurry w ogrodzie :)
  • @sigma 10:52:05
    O! Dzięki za linkę :)
  • @KOSSOBOR 13:07:50
    "Spadłam z kanapy lapotopowej(...) trzęsę się za śmiechu" - No i prawidłowo, i po to są jajabe (z akcentem na ostatnią sylabę).

    -Biustonoooosze, ja kogo prosze, dla pani i pana, dana moja dana.
    A z innego wozu:
    - Złom, złooom skupuje, ruły kororowe, nierdzewne, rude, mrozoodporne, żaroodporne! Rude, rude, tantalowe, za pińć groszy i komu rułe komu, bo ide do domu!
    Malutki gajgerek zawieszony obok latarni przy chomącie pracowicie zliczał impulsy tych kolorowych. Cykał znacznie bardziej regularnie niż zegarek wozaka (magnetyzm, no!). Koń z filozoficznie spuszczoną głową dumał nad sensem życia i szczepionek przeciwtężcowych. Opieńki gromadnie ukrywały się po rowach, miedzach i katedrach polowych (nie mylić z kuchniami).
    Bladożółte słońce przedzierało się przez znikomaśne chmury. Neutrina od niechcenia przelatywały Ziemię na durch. Biedronka multikropka usiłowała zadekować się do snu zimowego w ergonomicznej i siekaczonomicznej klawiaturze Gryzeldy. Gryzelda pracowicie darła i niszczyła dokumenty (które do zniszczenia a które na wabia jako niby to zniszczone).
    Nad wszystkim polatywał duch jesieni. Babie lato jednak uparcie nie odpuszczało.
  • Ziemiaństwo w natarciu
    Dzisiaj nie jest żurfix, więc Gloria spokojnie sobie spała po sobotnionocnych szaleństwach.
    Koty uszanowały dobry sen pani i wyniosły się z sypialni, oczywiście za sprawą Wojciechowej.
    Przewidująca Wojciechowa owinęła kowadełko dzwonka "legniną" i był to pomysł trafiony, bo wczesnym rankiem nawinął się jakiś egzaltowany gość, co to koniecznie chciał z panią o ziemiaństwie prawić.
    Egzaltowany czy nie, ale Wojciechową to zupełnie nie brało. Posadziła gościa w służbówce i coby nie "zemrzył" dała mu "arbaty" z cukrem i tartę z jabłkami, co od wczoraj została. Biedak czekał dość długo, znaczy się 3 "arbaty" i dwa kopiaste talerzyki tarty.
    W końcu Gloria zwlekła się z łóżka i po dokonaniu toalety wyszła do gościa.
    - Dzień dobry; witam dziedziczkę - powiedział gość, buchnąwszy Glorię w rękę, po czym skłonił się szarmancko.
    - Oh - powiedziała Gloria - ja chyba skądś znam pański głos.
    - Czyżbyśmy się już kiedyś spotkali? Niestety, ja mam bahdzo khótką pamięć do twahzy.
    - Sachebleu! - zaklęła Gloria i poprawiła - Mehde! Tyle 'eh' w jednym zdaniu.
    - Phoszę mi przypomnieć swoje nazwisko.
    - Leszczyński jestem - odpowiedział gość.
    - Z któhych Leszczyńskich? - zapytała Gloria.
    - Szczerze mówiąz to z żadnych. Zna mnie pani z relacji filmowych z klubu Ronina.
    - Z Honina? Ten Leszczyński?
    - Wojciechowa!!! - krzyknęła Gloria. Weź od pana okhycie i phowadź na pokoje.
    - Honina! Leszczyński! O Boże, ten Leszczyński! Gloria wprost oniemiała z powodu tak nieoczekiwanych odwiedzin.
    W międzyczasie wpadła do kuchni aby podostrzyć sobie zęby, bo rozmowa z Leszczyńskim powinna być mocno interesująca.
  • @KOSSOBOR 01:40:18
    Ozowi nie rób proszę wyrzutów. Wszak "Gdy ci smutno, gdy ci źle - idź do knajpy, napij się." jak mawia Gryzelda.
    Dziwi mnie, że kadzidło to luksus. U nas jest w użyciu cały czas. Alergicy o tym wiedzą i se w kruchcie cicho siedzą.
    A! To mi coś przypomniało. Onego czasu jeden ksiądz z kaplicy gdzieś tam na Wschodzie się poskarżył, że nie ma nic. Dachu, stołu, kadzidła. Zaradzić moglim tylko na brak kadzidła. Jeden znajomy dał oskubać swojego jałowca. Oskubałam (z jagód). Ręce miałam po tym jak średniowieczny męczennik albo co. Do tego dodalim różne tam rośliny (tajemnica zakładu) a do tego moja mama podsypała prawie równą ilość proszku bursztynowego. Księdzu potem powiedział, że kadzidło jest królewskie. (No bo takie miało być, choć i bez olibanum. Zresztą w dzisiejszych czasach olibanum, jako roślina zagrożona, winno być używane z rozmysłem.)

    Ale najlepszy jest dla mnie opis haendlowskiego "Alleluja" - dzwonki, trąbki i "wogle" - tak, to jest to. Jak on to zrobił, że wyszło mu monumentalnie, dreszcztworząco a nie kiczowato?? Dobry był w te klocki znaczy się. Wypić za niego, kto tam w najbliższym czasie będzie w knajpie (na kuracji knajpa!), proszę!

    Opieńki w oliwie albo w Oliwie też mają swój smak:).
  • @bez kropki 16:59:23
    Hendel, Hendel... moja ulubiona sztuka: "Kolacja na cztery ręce" z Hendlem - Wilhelmi i Bachem - Gajos. Wprawdzie Reżyserował to Kuc, ale jeszcze przed zmianą wyznania na Kutz. Polecam!

    Własnie puściłam sobie w tle "Muzykę na wodzie". Słodkości :)
  • @KOSSOBOR 17:49:44
    No i bardzo dobrze. ALEEEE... Pooooszli wszyscy robić politykie. Albo lytrature. A jaja leżą i kwiczą. Aż szkoda. Bo to fajny środek uzdrawiający jest:). Co zaświadczam osobiście. Z własnego podwórka i praktyki medycznej;).
  • @bez kropki 20:39:00
    Jak to? Ja przeflancowałem wiekopomne zdarzenie gloriowokoryłowe na prośbę zainteresowanej zy ziemiaństwa do jaj.be. Ha!
  • @tadman 20:58:23
    A bo ten Tadzinek to ogrodnik;). Co widać było w poprzednich odsłonach jajbe.
  • @bez kropki 21:17:41
    Że niby przesadzam? No cóż, jaja.be tego wymagają.
  • @tadman 21:33:49
    Nie!!!! Nie przesadzasz. Flancujesz. Jak sam napisałeś:).
    A tak swoją szosą, to w młodości mej bardzo wczesnej zastanawiałam się czy jest różnica między słowem "flancować" a "francować" (bo tak mówił jeden taki, który miał ogrodnictwo i wadę wymowy). Ale to nie ma związku z tematem ziemiańskim. Za to zagwozdka językowa wprost na jaja.
  • @bez kropki 15:19:37
    A elektrina latały niepocieszone wokól końskiego łba; wciąż nie mogły się pogodzić ze zniknięciem z eteru ich ulubieńca, waldiego. - Waldy! - skamliły cichutko. Lecz tylko echo im odpowiadało bardzo podejrzane - "dy!"
  • @tadman 21:33:49
    Tadzinek w pocie czoła przesadzał: najpierw przesadzał opieńki, potem komenty, a na końcu jaja. Niestety, tak mu się wszystko pochachmęciło, że nie pozostało nic inego, jak usmazyć z tego wszystkiego jajecznicę be. Trochę się martwil, jak do jajecznicy zapasują komenty, ale były całkiem, całkiem; może nieco kwaskowate.
  • @sigma 22:32:08
    Kwaskowate, ale leciutko i ta maleńka nutka goryczki! O! To było to! Prawie jak gałka muszkatałowa! (do jajecznicy - polecam) - Leciusieńskie garbniki uwydatniają korzenny smak i przysmak całej jajuśnicy jaka się zgotowała. Szczypiorek. A dla chętnych opieńki. W Oliwie. No.

    Co do elektrin, to dobrze, że "dy" a nie "du" na ten przykład! Ale zresztą to bez znaczenia. Na te tak drobne różnice, koń się otrząsał (potrząsając łbem) i parskał (praskając hacelami w kostkę brukową znormalizowaną). Ogonem odmachiwał się gapiom, elektrinom i gzom. Neutrina i tak waliły na durch. Geigerek miarowo tykał. Gryzelda poczuła, że zwały betonu (ozdobny ogród nowoczesny na ruinach - niechby choć cokolwiek Tadzinek do niego przeflancował!!!) mogą mieć jakiś praktyczny sens. Zwł. w połączeniu z żaroodporną gazrurką.
    Świat ze świstem toczył się do przodu zakrzywiając się nieco bokiem. A może po prostu wykrzywiając się kpiąco. Światy równoległe zaległy w stuporze. Muzyka sfer niebieskich pozostała jako jedyne tło do promieniowania neutrin i innych resztek po Wielkim Wybuchu. Wena przefruwała wahając się które zjawisko bardziej jej odpowiada.
  • @bez kropki 22:48:14
    Akurat podczas kolejnego bezsensownego przelotu Weny ze świata równoległego przedostał się kot. Ujrzawszy przelatującą z trzepotem Wenę kot zebrał się w sobie, wybil z czterech łap, złapal ją, zdławił i zeżarł głośno mlaszcząc.
  • Mój syn miał pozmywać.
    Nie pozmywał. Podobno kot go zmusił do zaśnięcia. Ma to po mnie (syn znaczy, do kota się nie przyznaję).
  • @Asadow 23:46:20
    Ma po tobie kota? Para się lepiej chowa;)
  • @sigma 23:59:35
    Para... hmm pary wodnej np. w ogóle nie widać.
    Z przedmiotową parą kocią jest tak, że widać pół pary, albo - licząc łapy - 3/8.
  • @Asadow 00:07:23
    Czy można jeszcze dostać Nobla za teorię promieniowania kota doskonale czarnego?
  • @sigma Tadziu Kropka, Asadow
    Posłuchajta ludziska, co Wam tera powiem! Otóż nam odbija. Poważnie mówię. Zaczynamy jajcarzyć wszędzie, gdzie nam jaja ślina na klawiaturę przywiedzie. Tadziu zaczął Jaja u Kossobor niejakiej - potem je przefrancował na tutaj. Takoż Kropka tam zawlokła konopie, z przeproszeniem, tfu ich mać! Kto się zaczął u Sigmy z kotkami co wylizują gorsiki, a? A jeszcze Ewuś krotochwilna odpowiedziała u tej Sigmy całej, temu Asadowowi na te kotki i gorsiki. I jeszcze oczko do niego puściła. No jasssny gwint i kruca fuks!
    A dejta to sysko tutej! Bo, jak bum cyk cyk, se pomyślo, że my jakieś popiepsone som! A przeca my som nie popiepsone. To znaczy my nie som popiepsone. Ament.
  • @Asadow 00:14:13
    Tu mamy inżynierów stosowanych, psze Pana. Ino śpią. A jak się obudzą - to wszystko wytłumaczą /powiedzmy/. Tak, że z całą pewnością dostaniesz Nobla za teorię pochłaniania doskonałego alkoholu przez kota albinosa wobec katalizatora tych pochodnych tamtych konopi. Się nie boi. Tylko trochę cierpliwości. To zdolni inżynierowie są.
  • @bez kropki 20:39:00
    No jesteśmy zajęci, fakt. Się porobiło i u Sigmy i u mnie.

    Bez Jaj nie ma życia! Hough! No i chyba już nam się rzuciło, tylko nie wiem, czy jedynie na klawiaturę, czy jednak już na głowę.
  • @KOSSOBOR 02:40:13
    Prosto sprawdzić:
    1. weźmisz świnski ryj.
    2. weźmisz komputer starego typu (z budą i monitorem - najlepiej elektronowym) po północy.
    3. odłączysz klawiaturę.
    Jeśli przestaniesz jajcarzyć - to rzuciło się na klawiaturę, jednak...
    4. dalej podłączysz klawiaturę i odłączysz se głowę.
    Jeśli też przestaniesz jajcarzyć, to i na głowę Ci się rzuciło.
    To wszsytko się u nas nazywa "empyria na świnskim ryju" - specyalność zakładu.
  • @sigma 22:32:08
    Odnośnie tej jajecznicy, co to ja jej wielkim miłośnikiem jestem, to naszły mnie reminiscencje, bowiem wczoraj spożyłem przepyszny móżdżek cielęcy, co to sam przez się jest jak najbardziej jajecznicowaty i obecność gałki, w tym również muszkatołowej, jest jak najbardziej pożądana, coby smak zaokrąglić do właściwych wyżyn kulinarnych, które to wyżyny ja ustanawiam na wysokości co najmniej jakichś Alp Julijskich, lub też innych Kordylierów, zwracając przy tym uwagę na kształt grani, źlebów i szczytów.
  • @KOSSOBOR 02:24:04
    Czy ja wiem? Mnie tam nic nie odbija. Ot zwykły kac, spowodowany jak zwykle głupotą ludzką, poprzez mieszanie trunków w nieodpowiednich proporcjach. Bo wszystko zależy od proporcji. To nie my rozlewamy jajabe po tematach, to życie staje się, jak to proroczo już chyba rok temu zauważyliśmy, całkowicie zjajabeczałe.
    Uważny obserwator zauważy, że nawet nasi wściekli wrogowie, po uprzednim zamknięciu drzwi na klucz, spuszczeniu zasłon, wyłączeniu światła i zbudowaniu klatki Faradaya, zakradają się,by w orgiastycznym podnieceniu poczytać sobie choć trochę nasze jajabe.
    No i potem, to już samo, podświadomościowo roznosi się, jak zaraza.
    Pewne akcęty (nie poprawiać!) naszych jaj dało się nawet wyraźnie zauważyć w ostatnim przemówieniu Naszego Miłościwie Nam Panującego Płemiera (nie poprawiać!).
    My, po prostu, jako osoby z nadmiernie wyczulonym słuchem, jako pierwsze pojęliśmy tą jakabeczowatość rzeczywistości.
    Odkrycie to powinniśmy jakoś nazwać, lecz obawiam się, że zaraz zaczną się kłótnie, więc żeby przeciąć je w zarodku, oświadczam, że prawo o jajabeczowatości rzeczywistości nazywa się prawem OZa.
    I już.
  • czy wczoraj była to noc komety?
    chyba tak, bo działy się rzeczy straszne i to ponad podziałami. ;)
  • @tadman 07:50:21
    Tadzinku, wytłumacz proszę, co za noc komety, bo ja mam pewne opory na złączach, więc transmisja u mnie nie najlepsza.
  • @Asadow 00:14:13
    Po ostatnich wyczynach szan. Komitetu (noblowskiego, chociaż może już tylko"kumitetu") odpowiedź brzmi: TAK.

    Co do dzieci i kotów, to i tak masz dobrze jako rodzic. Istnieją albowiem młode (rodzaju ludzkiego), które bez kota i śpiączki potrafią "zapomnieć" o zmywaniu gratów albo zrobieniu czegoś innego o co przez pół dnia się POTYKAJĄ. Kandydaci na polityków jak nic! (I co z tego, że porządnej rodziny! To się w najlepszej może trafić!) Tem bardziej, że trzy ósme łap to coś, co trudno sobie wyobrazić:).
  • @KOSSOBOR 02:24:04
    Nie, nie odbija nam. Słusznie Ozu ujawnił prawo Oza.
    (Aczkolwiek zasadę "jaja sadzimy tu, nie gdzie indziej" przyjęłam i postaram się wprowadzać w czyn.)
  • @bez kropki 09:21:29
    Aby tydzień pięknie się zaczął. dedykuję wszystkim Paniom ulubiony kawałek mojej śp. Mamy:


    http://youtu.be/F7x9ILhSYiI
  • @jazgdyni 09:45:02
    Jakby się kot skradał:). Tak te dźwięki sobie lecą z elegancką nonszalancją:).

    Co do reszty: klatka Faradaya mnie ucieszyła;).
    A że wzięci razem do kupy mamy zdolności prorockie, to się co i rusz potwierdza:). Tak samo jak to, że absurdy tzw. poważnego życia przewyższają to, co jesteśmy w stanie wymyślić na jajach.
  • @bez kropki 10:00:55
    O! A propos prorockich uzdolnień jajcarzy - ledwie, ledwie Gryzelda wychynęła z zakamarków zakręconego (tj. zakrzywionego) wszechświata z żaroodporną gazrurką w łapce a tu juszsz jeden bloger grzmi (w dziale poważnym) nt. putinowskiej gazrurki blokującej rodzimy port. (N.b. o gazrurce Gryzelda majaczyła dużo wcześniej.)
    Tak więc, ludzie, nie żartujcie z jajcarzami a klatki faradaja otoczcie drutem kolczastym i zasiekami ze śliwkowych pampuchów. No.
  • @bez kropki 10:00:55
    No nie znałaś "Małego kwiatuszka" !? Ja się na tym wychowałem, aż rodzice nie oszaleli na punkcie "Hit the road, Jack".
  • @jazgdyni 11:18:55
    Wielu rzeczy nie znałam. I długo by o tym gadać czemu tak. Ale pogoda taka ładna, że lecę się brać za robotę oraz korzystać z resztek październikowego słońca, wdzięczna losowi za to co się trafiło. - To lepsze niż smęcić, zwł. w taki dzień:). A do w/w szczęśliwych trafunków zaliczam też spotkanie ludzi, którzy w tak przyjemny sposób otwierają nowe horyzonty, także te grenlandzko-dżezowe:).
  • @jazgdyni 08:19:23
    cytat z wiki
    "W przeszłości bardzo jasne komety stawały się pożywką dla ludzkiego strachu, prowadząc do wybuchów paniki i histerii, bo powszechne było przekonanie, że stanowią dla mieszkańców Ziemi znak przed nadejściem jakiejś katastrofy."
  • @tadman 11:50:34
    Ale tak było dawno temu. Bo teraz katastrofa już się stała i dzieje bez przerwy. Zatem grunt to się nie dać:).
  • @Asadow 00:07:23
    Pierwiastek z 3/8 pary kotów przeciągnął się leniwie , parsknął, parabellum wyciągnął zza pasa i - parbleu! - paradygmat parafowano na poczekaniu.
  • @Asadow 00:14:13
    Co do Nobla nie mam danych, ale zawsze możesz Acan od nas dostać order z kartofla;) Zapodaj Waść ową teorię, co byśmy wiedzieli, o co biega;)
    Czyżbyś miał na stanie kota doskonale czarnego??
  • @KOSSOBOR 02:24:04
    Oj tam, oj tam, nie przesadzaj Aśćka; już oczka puścić nie można?
    Możemy sobie śpiewać na znaną melodię:
    Popiepsone jarmarki,
    popiepsone zegarki etc
  • @Asadow 02:52:33
    Empyryia empyryią, aleś Acan zapomnial, co by była pełnia księżyca. Bez tego wszystko na nic, bo nic nie widać.
  • @jazgdyni 03:37:13
    OZu, przestań o jakichś móżdżkach zasuwać, bo mnię mgli
  • @tadman 07:50:21
    Tak, światy równoległe się przeniknęły wszerz i wzdłuż oraz w poprzek. Zapanowała groza i paradygmat.
  • @bez kropki 10:00:55
    "z elegancką nonszalancją" - bardzo ładna fraza;)
  • @bez kropki 10:00:55
    Słuchajcie! Przecież to jest handel niewolnikami!
    Działacz PO Mirosław Skorupski od ponad 14 lat ściąga do Polski nielegalnie piłkarzy z Afryki, wynajmuje dla nich okratowany barak usytuowany zaledwie kilkaset metrów od boiska, na którym regularnie gra premier Tusk. W tymże baraku mieszkają zawodnicy, którzy mają nieważne wizy a poza są okradani z wypłat.

    Tak się zastanawiam, co oni jeszcze wymyślą, zeby zarobić na te waciki;)
  • @sigma 13:57:42
    Jednak kobiety nie są pamiętliwe. Brak choć jednego wyjątka, któren by potwierdził teł regue...
  • @Asadow 14:26:32
    Reguła regułą, ale o czem takiem zapomniałam?
  • @sigma 14:02:56
    Właśnie nie pełnia a nów -wtedy wszystkie koty są czarne a zatem nie brak materiału badawczego do tego Nobla. Promieniowanie kota doskonale czarnego, elektryczność kociej sierści, fluoresencja kocich oczu i iskry z ogona.

    Handel niewolnikami?? Znaczy w PZPN Murzynów męczą? Ale na serio męczą, czy jaja se ze mnie robisz?? A oni, ci Murzyni, to tak chętnie do nas przyjeżdżają, czy w jakichś łapankach ich tamten pan zdobywa?? Bo w jakiejś tam futbolistycznej klasyfikacji to jesteśmy za Burkina Faso bodajże.
  • @sigma 14:37:00
    ależ ja nic takiego nie insynuję! Wszystko przepływa w jak najbardziej paradygmatowym (?) porządku, w przestrzeni zakrzywionej zgodnie z obowiązującą modą.
  • @sigma 14:02:56
    Spaliłem się ze wstydu. Jak mogłem...
    Aha! To przez brak księżyca - pisałem po ciemku i nie zauważyłem, że go nie było.
  • @Asadow 14:41:17
    Zakrzywionej albo wykrzywionej. Po friedmanowsku albo w zwykłym grymasie. Nie w modzie a na czasie;). Sorry, sorry za nazbyt już abstrakcyjne żarcięta. Ale jak tak pobuszowałam dziś po necie, to mię mgli jako sigmę po móżdżku "jegozgdyni";). Wampiryzm i czasoprzestrzeń, której odbiło. To są wnioski z dzisiejszych obserwacji. Jajabe to (miłe) przedszkole nonsensu i abstrakcji wobec poziomu nonsensu abstrakcji (by nie rzec chamstwa i g*na) jakie serwuje nam życie. To juz chyba ten móżdżek lepszy. Acz ja osobiście bywałam zemglona i po móżdżku, i po "móżdżku" (takim z drożdży, jaki się u nas czasem robiło). To jedno, co będę wypominać (te oba rodzaje "móżdżków") :) Więcej rzeczy do wypominania nie pamiętam:).
  • @Asadow 14:47:13
    O i to jest gicio. "to przez brak księżyca. Pisałem po ciemku i nie zauważyłem, że go nie było" - Kupuję ten tekst:).
  • @bez kropki 14:50:23
    Abstrakcyjne? Czyta się jak "Wstęp do fizyki czasoprzestrzeni". Realizm naiwny aż piszczy!
    Zakrzywienie - wykrzywieniem, ale jakie te loczki urocze, na inter-wałkach kręcone!
  • @bez kropki 14:38:33
    Żeby nie było, ze se z brudnego palca wyssałam;)
    http://niezalezna.pl/33856-dzialacz-platformy-handluje-ludzmi
  • @Asadow 14:55:49
    Gryzelda postanowiła podkręcić grzywkę tricolor na inter-wałkach. Nieświecący Księżyc pozostawał w stanie spoczynku. Albo raczej zawieszenia. Między siedzibą Twardowskiego a stanem a la kot (bez kotów ani rusz!) Schroedingera (ten, co to jest a go nie ma, żyje ale zdechł).

    Realistycznie naiwne małe gajgerki tykającym stadem wyległy na tereny zabaw i byłego parku.

    No i bardzo dobrze z tym Ksieżycem - dzięki jego nie świecącemu światłu nie będzie nic widać, jak Gryzeldzie nie wyjdzie ta trwała, np. na skutek okolicznych wałków pospolitych. Taaaa... tylko wałki! Bo w Pchlewie to nawet porządnych wałów skombinować się nie da. Ot, takich przeciwpowodziowych. Ale to już inna bajka. Bo jak o melioracjach rozmawialim z jedną panią, to tam konopie weszły w paradę i zrobiło się coś całkiem już dziwnego;). Zatem możne to lepiej, że włazdzie Pchlewa nie są w stanie wznieść się znad wałków na poziom porządnych, wypasionych wałów (a na polderze zalewowym swoją szosą budują apartamentowiec! Czekamy na duszoszczypitielne relacje w mediach i wywiady z bidulkami-powodzianami z tego apartamentowca.)
  • @sigma 15:06:14
    Przecież wiem, że byś nie stulała! A że niemiło się od tego robi, to prawda. Tfu! Gdzie nie spojrzysz same paskudztwa. Aż czasem brak pomysłu jakby to po jajabeowemu odreagować. To już lepiej pójdę do sklepu poirytować się polepszaczami w chlebie (ale w bułkach typu gniot ich nie ma, więc niech żyją gniotowate buły!) :).
  • @bez kropki 15:19:10
    >Aż czasem brak pomysłu jakby to po jajabeowemu odreagować.

    Siostra katechetka postanowiła porozmawiać z dziećmi o świętych.
    - Dzieci kochane, jak myślicie, co trzeba zrobić żeby zostać świętym?
    - Umrzeć! - pada odpowiedź z klasy.
    Katechetka postanowiła spróbować z innej strony.
    - Dzieci, czy znacie jakiegoś świętego?
    - Wincenty Witos!
    - No raczej nie. Kościół nie ogłosił go świętym - odpowiada katechetka.
    - Święty Mikołaj! - słychać po chwili.
    - Brawo! A z czego znany jest Święty Mikołaj?
    - Wstrzymał Słońce i poruszył Ziemię!
  • @Asadow 14:41:17
    Choć czasoprzestrzeń wykrzywiała się hadko hen za horyzontem zgodnie z zasadami realizmu naiwnego oraz panującą modą, Tapir nie dał się nabrać na te nowomodne teorie i spoglądając nerowowo na zegarek przyśpieszył kroku.
    Wiedzial oczywiście, że gdy przestrzeń jest zakrzywiona, linia prosta nie musi być najkrótszą drogą między dwoma punktami, tym niemniej w praktyce zawsze jakoś była. No chyba, ze na tej linii prostej był jakis wądół, który wstrzymywal jego pęd do czasu, az się pozbierał do kupy i znów stanął na łapy.
    - Fizycy - myslal gorzko i niepochlebnie w takich chwilach.
  • @bez kropki 15:10:34
    Za Tapirem jak za panią matką pędziło stadko tykających, czkających i tkających małych gaijgerków potykając się co i rusz, bo jednak ten brak księżyca dawał się odczuć.
  • @DelfInn 15:33:43
    A można wiedzieć, dlaczego św.Mikołaj zajął się Słońcem, zająl się Ziemią, a Księżycem za Chiny?! Aaa! Co to za ostracyzm wobec ciała, bądź co bądź, niebieskiego?! Tego się po nim nie spodziewałam.
  • @sigma 16:10:39
    Im bardziej przyspieszał kroku, tym bardziej zegarek mu ciążył. Przy v=0,8c drogę Tapirowi przebiegł kot. Doskonale czarny. Wypromieniowywał z siebie ambiwalentne uczucia wobec realizmu naiwnego, relatywizmu krytycznego oraz abstrakcji brutalnego real lajfu. Święty Mikołaj uparcie trzymał Słońce, z niezmiennym uśmiechem na dobrotliwej twarzy.
    Wądoły okazywały się płaskie (w rachunku tensorowym, po odpowiednim przekształceniu). Gorzkie i niepochlebne myśli spływały po fizykach jak po kaczkach. Takich w glazurze po syczuańsku, czy tam jak.
    Trwała Gryzledy utrwalała się w interludiach, no, tego! Na inter-wałkach!
    P.oseł handlował ludziną. Na szczęście na sztuki, nie na kilogramy.
    Senność morzyła zacny gród w Pchlewie i jego sztukę na sztuki.
  • @sigma 13:59:24
    Mię sie widzi, że Kolega hoduje kota, bo to koty załatwiają Nobla np. Schrödingerowi, czy Lorenzowi. Nie dały rady załatwić jej Newtonowi, bo te szwedzkie łajzy czekały z nią aż do śmierci fundatora.
  • @bez kropki 14:50:23
    Cytuję: "to mię mgli jako sigmę po móżdżku "jegozgdyni";). "

    To nas o jednego mniej? Czyżby były to następstwa pobytu w Transylwanii? Inkubacja jednat trochę czasu zabiera.
  • @tadman 17:10:57
    Bój się Boga, Tadziu! OZu, łodezwij się, proszę, bo a nuż, a widelec... kto to może wiedzieć...
  • @bez kropki 14:50:23
    Co wy z móżdżkiem, pieski francuskie ? W Brazylii jadłem ciunciulino (fonetycznie) i zapewniam, ze nie były to bycze jaja, bo do tych wyjątkowo mam wstręt. Także samo nie tknąłbym żywego mózgu w Singapurze.
  • @Asadow 14:55:49
    Pan nam tu fraktalami sadzisz?
  • @bez kropki 16:26:03
    św.Mikołaj trzymając krzepko wyrywające się Słońce, i pokopując Ziemię, aby zechciała ruszyć leniwe dupsko, bo inaczej nici z pór roku, a wtedy nie wiadomo, co zrobi ten nieobliczalny Vivaldi - jednoczesnie strzelił z bicza na ukrywający się za winklem Księżyc, który myślał, chytrusek, że jak go nie widać, to wystarczy. Księżyc z kwikiem wystartował z takim przyśpieszeniem, że w krótkich abcugach zaistniała pierwsza kwadra, druga kwadra, trzecia kwadra i czwarta tez. Dopiero jak dostał zadyszki ustabilizował się na dostojnym truchcie, ale - helas! - obserwująca te nadzwyczajne zdarzenia astronomiczne ludzkość wiedziała już, że idą ciężkie czasy. Toteż kiedy nadeszły, wcale się nie zdziwiła, ale nawet - powiedziałabym - dowartościowała się, ze tak potrafi rozpoznawać znaki czasu..
  • @jazgdyni 18:26:26
    Otarłam zimny pot z czoła... Sam nie wiedziałeś, co Ci groziło.
  • @DelfInn 15:33:43
    Jeżeli to były twoje dzieciaki Delfinnie, to jestem w kropce (tylko bez głupich myśli).
  • @bez kropki 16:26:03
    Używasz hamiltonianu, czy zwykłego Laplacka?
  • @sigma 17:51:17
    Jasem ahoj zdrowy pane Tadicek ! Ahoj!
  • @jazgdyni 18:33:26
    Te naszye damy jeszcze nie dotarły do kulinarnego parnasu i są na poziomie zwykłego mięska. Co wspomnę o takich delicjach jak cynaderki, albo móżdżek to dostają odruchów. Bedę musiał coś z tym koniecznie zrobić, bo jeszcze nam umrą, nie zaznawszy podniebiennych rozkoszy.

    Ps. Jena nawet się skarżyła , że nie lubi kawioru !!! Pewnie mlecza albo dorszowych wątróbek tez by nie skosztowała. Groza, mówię wam.
  • Antykot za pomocą tensorów
    rozbełtał ostatnie fraktale.
    - Koniec tej chodowli, trzeba będzie skombinować nowe...
    Dodał słuszną porcję konopi.
    - Kur....nia miały być sadzone! No trudno, będą przypominać pieczony mózg tapira.
    Nie, żeby ktoś kiedyś jakiegoś tapira ukatrupił dla wątpliwych walorów smakowych jego rozumu. Jednak istnieje prawda obiektywna, zawierająca prócz tego co było, jest lub będzie, także to co być może. Podobnież jest w niej takoż pieczony mózg onego.
    Antykot podrapał się w bok organizmu. Dla obserwującego go z ukrycia Mikołaja wyglądało to bardziej jak polizanie, ale cóż Mikołaje wiedzą o kotach elementarnych?
    W tym momencie Antykot dostrzegł pędzący za oknem księżyc!
    - Za wcześnie!!! Miał być o 2 błyski noża później!!! - Pomyślał przerażony.
    Jego organizm zdecydował za niego - skoczył i zaczepił anty-pazurem o krater. Antykot zdążył tylko się z tym pogodzić i pomyśleć:
    - Aaaa co tam... I tak wrócę.
  • @Asadow 18:57:14
    Antrykot za pomocą tenisówek
    rozbełtał ostatnie frędzelki.
    Wtedy Frau naprawdę się wkurzyła.
    Przecież wszyscy wiedzą, że ona ma monopol na frędzelki i z każdego chaosu potrafi otrzymać porządek. Wykańczała bifurkacje jednym trzepnięciem.
    A z migdałowym ludzikiem, czyli Mandelbrotem poradziła sobie tak:

    http://youtu.be/G_GBwuYuOOs
  • @Asadow 18:57:14
    "Nic nie jest wieczne!" - to była ostatnia myśl, która przeniknęła jestestwo antrykota /nie poprawiać!/ zaczepionego o krater, gdyż w tym samym momencie Wojciechowa przyłoiła mu kopyścią, nie bacząc na zakrzywienie przestrzeni, fazy księżyca i ogarniające ją zewsząd fraktale, jadowicie wirujące po kuchni.
    Chciała po prostu zdążyć z obiadem.
  • @bez kropki 09:21:29 @ Sigma
    A dejże to na motto! : "Jaja sadzimy tu, a nie gdzie indziej". Rewela!!!
  • Gloria i oczy w 8
    Gloria dzwoniła do drzwi trzy razy i nikt nie raczył jej otworzyć. Zajrzała do torebki, pogmerała i w końcu znalazła klucze. Otworzyła drzwi, a za nimi czaiła się niczym niezmącona cisza.
    - Poszła ty - syknęła Gloria i przyłożyła jej szpicrutą, bo była właśnie wracała z jazd konnych. Cisza krzyczała, ale w końcu oddaliła się w głąb mieszkania.
    - Sachebleu, czy w tym domu służba sthajkuje? - i uderzając rytmicznie szpicrutą po nodze udała się do kuchni. W kuchni panował pospolity burdel, naczynie nie byłu umyte od śniadania, a o obiedzie nie było nawet mowy.
    Zdenerwowana Gloria udała się na poszukiwania Wojciechowej. Znalazła ją rozpłaszczoną na stole w salonie, a wokół niej leżały papiery i książki.
    - Co tu Wojciechowa hobi w salonie?
    Wojciechowa zerwała się na równe nogi mamrocząć
    - Olaboga! Pani wróciła, pani wróciła.
    - Dlaczego Wojciechowa ghzebie w moich papiehach?
    - Nie grzebie, bo je odłożyłam na serwąntke.
    - A to u diaska co? i wskazała szpicrutą.
    - Ja pani dobrodzice wszystko wyjaśnie. Tylko jak już to niech pani tylko lekko oćwiczy i nie po gębie, bo jak ja sie pokaże w sklepie i na targu - skomlała wprost Wojciechowa.
    To już Glorię rozwścieczyło dokumentnie.
    - Ja biję służbę? Kto Wojciechowej takich bzduh nagadał?
    - No panowie zawsze bijali służbe, wiem to z dodatkowych lekcji w kumitecie.
    Rozległ się suchy trzask - to Glorii opadły ręce.
    Rzuciła okiem na pozostawione na stole książki. Tytuły były jakieś dziwne 'Struktury mezomeryczne w chemii organicznej', Chemia kwantowa', 'Kataliza wysoko i niskotemperaturowa', 'Przemiany fazowe', 'Chemia fizyczna', 'Termodynamika', 'Wymiana ciepła', 'Z entropią za pan brat'.
    - Co to ma znaczyć?
    Wojciechowa spłonęła rumieńcem.
    - To wszystko przez tego mojego nowego absztyfikanta. No wie pani, tego Józka.
    - ...?
    - No on powiedział, że najpierw sie musze podszkolić z teoryji, a potem bedziemy razem gotować.
    Teraz z kolei Gloria zarumieniła sie aż po same korzonki włosów.
    Wojciechowa widząc, że pani nie ma zamiaru bić, ani krzyczeć więc zaczęła nawijać.
    - No, na początku lata, jakem miała wychodne to poszły my z siostrą do wesołego miasteczka na karuzele. A tam, pani wie, chłopaki sczepiaja łancuchy.
    Wojciechowa zauważyła, że pani nic nie kacza, więc wyłożyła jak krowie na miedzy.
    - Karuzela jest na łańcuchach i jak chłopak galanty jest, a sprytny to dogoni dziewczyne co przed nim jedzie i szczepi sie. Wie pani jak to chłopy, naobiecujo a to wate cukrowo, a to kogutka z piórek uszczelić na szczelnicy, a to loda kupić...
    - Dosyć - Gloria przerwała potok słów Wojciechowej.
    - Niech Wojciechowa skonczy tę nawijkę i phzejdzie do hzeczy.
    - No ten Józek co go na karuzeli poznałam pracuje u hrabiego Dziaduszyckiego.
    - Chyba Dzieduszyckiego? - wtrąciła Gloria.
    - Nie pszepani, Dziaduszycki, bo to dziad jeden i mało płaci Józkowi.
    Gloria uniosła wysoko brwi, aż toczek zsunął się jej na tył głowy.
    - Już kończe. Józek zbiera pieniądze i chce iść na swoje i potrzebuje wspólnika. Znaczy się mnie.
    Glorii brwi podjechały jeszcze wyżej, aż toczek zsunął się na ziemię.
    Co ma wspólnego ta litehatura leżąca na stole z tym Józkowym gotowaniem.
    - Oj, ma, oj ma - powiedziała Wojciechowa. Muszę się podszkolić.
    - Phzecież Wojciechowa umie gotować, a w hazie czego pożyczę Cwiehciakiewiczową czy Gumowską.
    - No, niby umiem, ale Józek chce otworzyć kuchnie molekularnom.
  • @Asadow 18:57:14
    Mikołaje może nic nie wiedzą o kotach elementarnych, ale sporo o kotach kreskowych. 34-e mgnienie wiosny wpłynęło na kreskowego jak ożywczy eliksir. Nie zwracając najmniejszej uwagi na elementarnego maści czerń absolutna i promieniująca, kreskowy wytrzepal parę pcheł z futra i przytomnie podążył na brzeg krateru niedużego wulkanu, gdzie Wojciechowa własnie kopyścią mieszała różne ingrediencje na wyjątkowe wulkan party. Przybyli tłumnie goście nachwalić się nie mogli potrawy, której smak, pieprzność, gorąc oraz niezywkłość naczynia wzbudziły podziw. Na antrykot w warzywach i opieńkach załapal się i kreskowy, i tapir, a nawet zziajane gajgerki. Warto było sie pośpieszyć. Nie minęło kilka godzin ,a w wulkanie pojawiło się dno. Co bardziej żarłoczni goście wyskrobali dno łyżką, a przybyły tamże OZu wylizał wulkan do czysta.
  • @bez kropki 10:30:19
    Tapir obserwował całą sytuację i wnioskował na podstawie przesłanek, siedząc w mdławych promieniach październikowego słońca, o które zaparł się Mikołaj K. Jak zwykle - leczył korzonki, aczkolwiek lekarstwo już nie było tak szparkie, jak onegdaj - wiadomo, jesień. Widząc nadchodzącego śpiesznym truchtem ululanego dzika, warknął:
    - Won!
    Dzik zapłakał, bowiem nie było dzisiaj w Zooschwitz ani Sratatamusa, ani Sratacelsusa, ani nikogo, komu mógłby opowiedzieć swoją historię.

    Myśli tapira, niezależnie od przyszłości jego móżdżku, krążyły wokół rury, o której przecież wiedział na podstawie wyżej wzmiankowanych przesłanek, że zadziała! Jest rura - jest reakcja. Nie rozumiał, co w tym może być dziwnego.
  • @DelfInn 15:33:43
    Delfinnie! Święty Mikołaj była kobietą!
  • @sigma 16:21:18
    Tym niemniej ostatni z gaigerków darł się w niebogłosy: "Biustonooooszeeee! Biustooooonooooo szeeee!!!"
    Niebogłosy jednak były, jak wiadomo, zakrzywione i pozostały całkowicie obojętne na wrzaski gaigerka i przenikające je neutrina. Naturalnie przenikające fraktalnie.
  • @bez kropki 16:26:03
    Gryzelda myślała intensywnie: "Inter-wałki najlepiej kręci się na... na... " - tu jej wzrok padł na świeżo zabetonowany park w Pchlewie i już wiedziała! Niestety, w tym samym momencie interludia uleciały i tak pracowicie nawijana rozetka oklapła. Jakże więc ceniła sobie te czarne ray bany, które uratowały ją przed nadciągającym nieuchronnie krawężnikiem połączonym z nieubłaganą sennością!
  • @tadman 17:10:57
    Móżdżek bulgotał i skwierczał na patelni, a tymczasem Gloria zakończyła rozmowę z tym Leszczyńskim z tego Ronina. Dorzuciwszy tych pochodnych tamtych konopii, przemyśliwała, jak tu napisać list do legendarnego ooO, mimo móżdżku.
    Wojciechowa tymczasem usiłowała wcisnąć antrykota /nie poprawiać/ do krateru, z którego fraktalnie i uporczywie się wybrzuszał. W końcu znalazła sposób - zmieniła krater na większy i przykryła go pokrywką. Obiad bowiem, jak wiemy, musiał być na czas.

    W międzyczasie Gloria napisała długi list i już, już miała przyozdobić go kolorowymi szlaczkami i wkleić suche kwiatki, gdy niespodziewany podmuch wiatru porwał go bezpowrotnie w czeluści czaso i sraso przestrzeni. A nawet pierdaso.
    Zmiąwszy tedy wiadome przekleństwa pod nosem, machnęła w końcu ręką: a w d...e!
  • @tadman 23:15:04
    Wojciechowa zajrzała do wulkanu i z uznaniem przyjęła skutki wstępnego mycia. Chlusnęła do środka Ludwikiem i umyła wulkan naprędce, po czym wytarłszy ścierką powiesiła lśniący w kuchni.
    Teraz mogła wreszcie przysiąść fałdów nad cząstkami elementarnymi.
  • @sigma 23:51:07
    Po wylizaniu wulkanu (hmmmm...) przez Oza, jak to Madame zaobserwowała, oraz po wymyciu Ludwikiem przez Wojciechową, wulkan przeszedł w stan spoczynku na długie lata.
    A tymczasem Wojciechowa zapłonęła niebywałym entuzjazmem do kuchni mole, jak ją nazywała i to wyjątkowo z gotowaniem na wulkanie.
    Niestety, na chwilę obecną nie było w okolicy czynnych wulkanów, a rozkład jazdy wulkaniczny pokazywał, że w najbliższym czasie nie ma czego się spodziewać. Kratery i kraterki, już przez znanego biznesmena i dewelopera P. zaczęły być zamieniane na kwaterki - dla samotnych, młodych małżeństw, a także par pozostających w związkach partnerskich.

    Lecz czego jak czego, ale bystrości i spostrzegawczości Wojciechowej nie można było odmówić. Wiedziała bardzo dobrze, że jeśli wzbudzić odpowiednio Madame, to zaczyna ona dymić prawie jak Etna albo inna Pina Tubo, czy Krakatau. I jakież to ekologiczne - mamy żywy, przemieszczający się wulkan i jak najbardziej odnawialny. Tak sobie Wojciechowa rozmyślała.
    Teraz zajęła się dwoma problemami: jak doprowadzić Madame do takiego stanu, żeby jej poziom wulkaniczności nadawał się do gotowania i pieczenia, oraz jak uzyskać potem jej zgodę by dała pogotować trochę na sobie.
  • @sigma 23:16:58
    OZu?! Do czysta?! Wulkan?! Nie mogę!!! :D :D :D
  • @jazgdyni 07:05:47
    Mme ma niesamowity pociąg do kapeluszy i kapelutków. Nawet przy pracach ogrodowych i porządkowych w domu osłania swe blond pukle takimiż. Dzięki takiej zapobiegliwości chodzi raz na kwartał do ondulacji na zimno (wiem, że to blaga) i raz na rok na mycie głowy w salonie "U Antoniego" (także, ale świetnie wygląda).
    Po tym przydługim, a formatującym sprawę wstępie przejdźmy do meritum.
    Najpierw trzeba sprezentować Mme kapelusz z duużym teflonowym rondem, potem mocno ją wzbudzić, a potem można już piec (zdrowo, bo bez tłuszczu!).
  • @tadman 09:29:07
    Ten teflonowy kapelusz to rewelacja. Ale również z piekarnikiem.
  • @jazgdyni 10:13:10
    I własnym obiegiem powietrza.
  • @jazgdyni 10:13:10
    Można by zainstaloeać pantograf, który byłby użyteczny w trakcie ładowania madamowych źródeł energii odnawialnej.
  • @tadman 12:19:48
    No to idźmy na całość i doróbmy jej kółka. Świecić może oczami.
    I tak oto mamy Pierwszy Ruchomy Wulkan Samoładujący z Piekarnikiem "Ewcia".
  • @jazgdyni 14:12:17 & consortes
    Oż, wy cholery! Ja tu pracuję pro publico bono, a oni mi w tym czasie kółka i pantograf doprawiają! Już mi na wstawionego posta powalczyć o Ojczyznę, a nie jaja sobie robić!
  • @sigma 15:07:08
    Będziesz miała kółka, to tak jak my będziesz mogła działać wielotorowo. I pro publico bono i pro jajco bono.
  • @sigma 15:07:08
    Kiedy ten "samoładujący wulkan" to coś pięknego! Wyobraź sobie: jedzie taki wulkan samobieżny ulicą i pada komenda "odłamkowym ładuj". No to samoładujący wulkan ładuje i wali tym odłamkowym:). Ileż by to problemów do razu rozwiązało! A do tego i szklarze by zarobili, i fotoreporterzy (zwł. frontowi), i jeszcze może seryjny samobójca by przy okazji lotem gacka spadł łbem do dołu??
    Na poście frotnowym - byłam. Com napisała - napisałam. By choć paroma kliknięciami zrobić ruch!
  • @sigma 15:07:08
    Czy oni Cie przypadkiem nie obrażają? Ten cały pantograf to nie jest jakieś świństwo?
  • @jazgdyni 15:16:02
    Przemyśl konstrukcję jeszcze raz: Ewuś wyraziła ostatnio życzenie, żeby mieć taki puszysty ogon jak Mimi. I ja się z Nią zgadzam. Z takimi ogonami, to byśmy ho, ho! byśmy byłyśmy.

    /Mimi wtedy po raz pierwszy, przy Ewie, wyszła do ogrodu i jej ogon był iście atomowy z powodu nowych doznań./
  • @KOSSOBOR 19:26:43
    Pantograf to jest ten perpedyk, dzięki któremu tramwaj albo lokomotywa pobiera prąd z sieci. Takie w kształcie rombu. Składane. Iskrzy przy rozkładaniu:) Na dachu się toto mieści.

    A ray-bany (jak już jesteśmy przy wyjaśnieniach technicznych) to pozerstwo. Gryzelda nosi takie ze sklepu behape. No serio. Sklep ze sprzętem behape dla strzelców, piechurów, nurków i temu podobnych. No bo jak taki strzelec (wyborowy, albo zwykły szeregowy) ma strzelać z automatu bez okularków? Toż oko se może zaprószyć. Albo może go Słonko oślepić. Dlatego strzelce (zwł. te od strzelnic wiatrówkowych, ale inne też) musowo używają okularków fronto... eeee... behapowych. Gryzelda zaś lubi rozwiązania praktyczne, ergonomiczne, odporne na modę i idiotów oraz zwyczajnie pancerne.
  • @jazgdyni 18:32:10
    Nie wiem. Tego najprostszego. Z początku książki:). U mnie działa:). A konkretnie raz (dawno temu) uratowało mi to tyłek. Jeden taki (opiniodawca) chciał mnie umoczyć i zmusić do zapłacenia kary za niedotrzymanie terminu (które to niedotrzymanie sam usiłował sprokurować). Tabele takie ogromniaste (oparte na współczynnikach statystycznych, ale takich wyjętych chyba z ucha), po kilkadziesiąt "okienek" każda miałam przeliczać wedle kobylastych wzorów. A tych tabel w tych prognozach było od zajechania. Z tej rozpaczy dokonałam paru czarów (które onego czasu jeszcze było pamiętałam ze szkółki), zrobiłam z tego macierz i tak na skróty rąbałam. A jak mi ten pawian jeszcze zagęścił czas (tj. znowu dał mi go nieracjonalnie mało a nawet jeszcze mniej), to poszłam po najmniejszej linii oporu - tensory w ciągu jednej części jednej nocy uratowały moją twarz i zarobki;). A gościu się wkurzył, bo z tego wykładu to on uciekł był i skutkiem tego nie mógł mnie zahaczyć:).
    Daaawno to było, ale miło powspominać:). No i jaki to doping dla młodego, które już wie, że tensory go nie miną;).
  • @sigma 18:29:50
    No przeca pisałam o "móżdżku Oza" a nie "Z Oza" :))) (Dla Oza to komplement, bo to znaczy, że on ma ten móżdżek na stanie a to wcale nie jest takie częste ostatnimi czasy.)
    Poza tym jak mogłaś pomyśleć, że konsumuję móżdżki ssaków morskich?! Taż końwencja je chroni (te ssaki)!
  • @bez kropki 19:55:44
    Ja ci dam móżdżek !!!!
    Móżdżek to prastara struktura mieszcząca się najbliżej szyi. Stosunkowo prosta topograficznie, choć ma więcej neuronów niż cały pozostały mózg, że tak powiem - sapiens. Głównie odpowiada za motorykę, choć też w pewnym stopniu za najprymitywniejsze emocje.
    Jak widać, jest to struktura dogłębnie atawistyczna. Jasne, jako gutang i neandertal (choć ci byli nieco wyżsi i blondyni - prawdziwe norki), ma móżdżek odpowiednio umięśniony.
    Nawet pozostała mi zdolność poruszania płetwami.
  • @jazgdyni 20:56:44
    Płetwy Januszkowi się wreszcie przydały.
    Gdy cała ferajna zgromadziła się już w piaskownicy, to nagle nastąpiło oberwanie chmury i zamiast piaskownicy mieliśmy dosyć głęboką sadzawkę. Ewcia, jako najmniejsza, niechybnie by utonęła, gdyby nie refleks tapira, który wyciągnął ją na brzeg chwytem ratowniczym. Hańcia wystawiła małe chrapki nad poziom wody i spokojnie oceniała sytuację. Za tapirem, bo jakże mogłoby być inaczej, nadciągnęła kanapa, gdzie bezpiecznie usadowił się Tadziu z Marzenką i czując się już prawie, jak na bezludnej wyspie zaczęli planować rodzinę. Co było dodatkowo shandikapowane wydłużonymi urlopami macierzyńskimi.
    A Januszek? No cóż, z powodu swego móżdżku, pływał i czuł się jak ryba w wodzie.

    Siedzący na wysokości chyży rój szerszeni odleciał jak nie pyszny. Nie będzie haratania.
  • @KOSSOBOR 19:30:41
    Taak, nie da sie ukryć, że koty zawsze wyglądają zachwycająco! Nawet jak mają 100 lat. Ja też chcę mieć futerko w prążki i puchaty ogon.
  • @bez kropki 19:55:44
    No tośmy OZu przysolili do wiwatu nawet bez odłamkowego;)))
    Ty o tym móżdżku, ja mu kazałam wulkan z potrawką antrykotową z opieńkami wylizać do czysta. Jak to go nie załamie, to nic go nie załamie. No chyba żeby zwaliła się na niego szafa gdańska;)
  • @jazgdyni 22:38:18
    Wszystko byłoby proste, gdyby Ewcia sie nie zirytowała. Zaczęła dymić i iskrzyć, a pantograf od razu przekazał napięcie 220V sadzawce piaskownicowej, ta zaś jako dobry przewodnik pozostałym zebranym. Elektrowstrząsy może i były zbawienne dla zdrowia w dawnych czasach, ale im to przeszło. Miejscowo powstałe pioruny waliły w rozmyte nawałnicą babki z piasku, błyskawice zaś oświetlały nieco speszone towarzystwo, które na skutek elektrowstrząsów gremialnie świeciło oczami i dobrym przykładem. Świecili wszyscy poza tapirem. Tenże bowiem zepchnąwszy Tadzinka i Marzenkę, wlazł na kanapę i zasnął.
  • @sigma 22:51:42
    Szafy gdańskie to mi pszepani służyły do chowania się z koleżankami, gdy byłem nieletni.
  • @sigma 23:02:17
    Biedna Ewcia nie wiedziała, że przeszliśmy na napięcie 230V i z powodu niekomatybilności napieciowej, piruny, iskry i pozostałe fajerwerki nie miały spodziewanej mocy.
    Trzeba będzie Ewcię przeregulować do standardów EU.

    Ps. Sinusoida też była nieco kiepska. Trzecia harmoniczna się panoszyła i wychodził świst i buczenie.
  • @jazgdyni 23:20:28
    Gloria wychyliwszy się z okna zameczku dłuższą chwilę podziwiała wyładowania atmosferyczne nad piaskownicą i miły szum deszczu.
    - I co te bachory tam wyrabiają, że tak swieca? - myślała leniwie.
  • @sigma 23:30:10
    Jednocześnie paliła papierosa w długiej lufce. Z powodów oczywistych, iż ojczyzna nasza, do odległego roku2030 ma się stać wyspą wolną od tytoniu, Gloria zaczęła palić na zapas. Palenie w długiej lufce pozwalało napalić się do ostatniego okruszka. Więc mysląc leniwie wzrok jej się skierował do ogródka, gdzie bujnie już zaczęły kwitnąć piękne i rozłożyste krzewy konopii. Przeznaczonych na obrusy oczywiście.
  • @sigma 22:51:42
    Na wieść iż mogłaby się zwalić na Oza, szafa gdańska podjęła strajk i się powiesiła. Zamiast Lenina na bramie.
  • @jazgdyni 23:41:42
    Na obrusy, jak obrusy. Ale na prześcieradła, siemię i olej. Przy czym "olej" to rzeczownik a nie tryb rozkazujący od "olewać".
    A palenia na zapas nie polecam. Znacznie lepiej zrobić sobie zapasik do celów kolekcjonerskich (oczywiście). Ale z napisem, że to wspomagacz kompostowania biomasy w ogródku (co taaaakie mumijne jest!). Albo, że to jest niezbędny składnik biodegradowalnych (niech żyje biodegradacja!) farb malarskich.
  • @bez kropki 09:17:27
    Przypominam, że zgodnie z tezą tego głupka Freuda, gdy śni się szafa, to oznacza to kobietę.
    Ale gdańska?
  • @bez kropki 09:21:26
    Gryzelda oczywiście skosztowała po kolei każdą farbę z tubki słynnej firmy Schmincke Mussini Oils wymieszanych z Old Holland Classic Oil Colors, niezależnie, ze zawierały one stront, arsen, tytan, ołów i jeszcze drugą połowę tablicy Mendla (lejewa).
    Stwierdziła - co nie zabije, to wzmocni (głównie siekacze).
  • @jazgdyni 09:26:41
    Co za szczęście, że nigdy tego Freuda nie czytałam!:) Swoją szosą, to on chyba nieźle szmyrgnięty musiał być? Jak ten gostek w dowcipie, któremu się wszystko kojarzyło;).
    Skoro jednak p. Freud zaniedbał kwestię szaf GDAŃSKICH (cóż za dyskryminacja 3city!), to spróbuję nadrobić.
    Gdańska to albo z Gdańska (Freudowi wsio ryba szafa czy baba), albo taka barokowa, rokokowa (zawijasy, fidrygasy, wygibasy i Freudowi też rypka, czy szafa czy kobita).
    Jak widać tłumaczenie snów jest całkiem proste zwł. jak się wcześniej człek okadził w dymku palenia na zapas.
  • @bez kropki 09:37:08
    Niewątpliwie kojarzysz gdańską?
    To naprawdę kawał szafy! I stary dąb !
    I te przetoczenia i lwy i takie tam.
    To musi być barokowa i rubensowska dama.
  • @jazgdyni 09:33:50
    Zwł. że stront to składnik postępowej pasty do zębów;)))
    Po tych próbach Gryzelda rozmazała po pyszczku i tapirku (rozetce tricolor, nie po Tapirze!) resztki farb. Tak uzbrojona (w malowidło wojenne oraz zapas paliwa do ziania ogniem z pyska) mogła się pokazać paparazzim. Przestraszone chmury pierzchały. Metale ciężkie w zderzeniu z pantografem i sinusoidą świeciły przydając gwiazdorskiego blasku szafie gdańskiej, rozetce i otoczeniu.
  • @jazgdyni 09:43:11
    I to właśnie pradziadek Freud miał na myśli:).
  • @bez kropki 09:46:49
    To jak w tym kontekście się ma meblościanka Kowalskich?
  • @jazgdyni 09:50:41
    Jak im się śni (i czy śni się im razem, czy osobno), czy jak podpiera ścianę, żeby nie wypadła (ściana)? Osobiście to ja tam nie wiem. Pomimo bidy (a może właśnie dzięki niej) uchowałam się przed meblościanką. Mielim normalne meble. Nawet fornirowane. Potem doszły szafki z Wyszkowa a potem szafki-samodziełki (z płyty z marketu ciętej wg zamówienia).
    Tak więc mnie meblościanka nie straszy ani po nocach, ani we dnie.
    Z kolubryn mam podwyższone tapczany z przepastnymi skrzyniami - oj! To muszą być jakieś odległe potomki szaf gdańskich. Takich z gzymsem i kręconymi kolumienkami oraz nogami w kształcie figlaśnych kul.
  • @bez kropki 09:57:04
    //Z kolubryn mam podwyższone tapczany z przepastnymi skrzyniami - oj! To muszą być jakieś odległe potomki szaf gdańskich.//

    Za pozwoleniem - z prawego łoża?
  • @KOSSOBOR 23:49:58
    Antykot otworzył oczy.
    - Gdzie jestem?
    - Kim jestem!?
    Za oknem rozpościerał się jakiś nieznany kosmodrom.
    Antykot pokierował się chwiejnym krokiem do drzwi z obrazkiem kuwety.
    W przedsionku siedziała Uśmiechnięta, która ząrządała czegoś. Antykot wywalił zawartość kieszeni. Uśmiechnięta wybrała jeden z przedmiotów i pokazała bliżej nieokreślony kierunek.
    Antykot skierował się w nieokreślonym kierunku.
    Po uporządkowaniu zawartości kuwety stanął przed lustrem.
    Oczy zaokrągliły mu się ze zdziwienia: antrykot /nie poprawiać/!.
    - Co jest, do cholery? - wypalił.
    Wybiegł, wytoczył się z kosmodromowego przybytku.
    Na drugim końcu placu ktoś przetaczał lwy. Powietrze pachniało ozonem.
    Antykot myślał tylko o jednym ... tapirze.
  • @Asadow 10:31:18
    "z prawego łoża" - A kto ich tam wi??! Otwierają się do góry. Ani na prawo, ani na lewo. Odgórne jakieś takie. No.
  • @bez kropki 10:59:04
    ACHTUNG !

    Poszukuję najlepszego przepisu na krem z dyni.
    Warunki wstępne:
    - musi być odpowiednio kremowy i dyniowaty,
    - musi zawierać sporo imbiru,
    - mleko kokosowe mile widziane,
    - posypany prażonymi pestkami i podlany kroplą oleju z dynią.
  • @jazgdyni 11:20:30
    I co jeszcze powinno być w tym przepisie?
    Czy ta dynia ma być poddana obróbce termicznej?
    Jakiej?

    No i ile dokładnie ma być tych składników - jakie proporcje?

    Jak to doprecyzujesz, to masz u mnie swój przepis! Na bank (nie para).
  • @bez kropki 10:59:04
    Nie chciałem być niedyskretny (ale tak wyszło, no trudno...) - tylko jeśli z prawego, to są to tapczany z Gdańskich. Z TYCH Gdańskich.

    P.S. - nareszcie zrozumiałem, czemu tamtejsi miejscowi mówią "Z Tychów", a nie "z Tych".
  • @jazgdyni 09:26:41
    Jak śni się szafa gdańska, chodzi o kobietę z Gdańska; to proste;)))
  • @sigma 13:13:31
    Czyli ten cały Freud wykazywał się znajomością kobiet gdańskich i szaf gdańskich?
  • @jazgdyni 11:20:30
    Ops! Czemuj sie nade mnom znęcasz? JA I DYNIA?! Brrrr! Z dyni lubię nasiona i widok rozdyźdanego dyniowatego paskudztwa. Moja rodzina toto żre (w postaci zupy mlecznej) az im się uszy trzęsą a ja uciekam z domu, bez mała jak inne jajcary na widok cynaderek czy inszych flaczków. Przegięciem jest pożeranie przez te stare konie przecieru dyniowego ze słoiczków dla niemowląt (sama dynia, tylko chyba z żółtkiem, no, to, to nawet ja mogę przełknąć acz raczej w charakterze kary) - No i cóż poradzisz...
  • @jazgdyni 13:24:23
    Ja się nie znam. Wedle mej (złośliwej) oceny on udawał, że się zna na kobietach. Przypisywanie mu znajomości czegokolwiek z Gdańska to chyba nazbyt już daleko idący wyraz wiary w jego umiejętności;> (Nie, nigdy nie twierdziłam, że jestem aniołem operacyjnie pozbawionym złośliwości).
  • @bez kropki 13:33:35
    O dyni śnić - będziesz bogata. :D
  • @tadman 14:09:59
    Dawaj, dawaj....

    - śnić o cukinii ?
    -- śnić o podagryczniku?
    - śnić o dobrze zakiszonym ogórku?
    - maślaczki?

    Tłumacz wróżbito.
  • @jazgdyni 14:28:31
    o cukinii śnić - leczo będziesz robił
    o cukinii śnić i o maślaczkach - spotkanie z wilkiem
    o podagryczniku śnić - narazić się na gniew Mme
    o dobrze zakiszonym ogórku śnić - Bruner, ty...
  • @tadman 15:43:04
    ;)))
  • @bez kropki 13:33:35
    W trakcie trwania lokalnych wyładowań atmosferycznych - korzystając z odnawialnego źródła energii na miejscu, ktore wciąż dostarczało prądu - bezjedynkówki splotly rączki w koszyczeki i drobnymi kroczkami wykonały klasyczny pas de bourrée z "Jeziora Łabędziego". Skok do zalanej piaskownicy księcia łabędzi w postaci Januszka w płetwach zrobiło silne wrażenie na bezjedynkowych łabędzicach, bowiem książę poślizgnął się i wyłożył w błocie jak długi. Wskutek tego - wydawałoby się - nieistotnego drobiazgu - cała reszta akcji potoczyła się w zupełnie nowym kierunku. Książę bowiem wynurzywszy się z kałuzy wrzasnął: - Cholera z tymi płetwami! - na co przyleciała niania, która już od dawna szukała podopiecznego i załamując ręce i utyskując zabrała go do domu.
    Bezjedynkówki jednak nie przejęły się brakiem księcia i rozplótłszy rączki siadły na rancie piaskownicy i waląc w toń wodną kijami i młócąc kopytami, bawiły się dalej w straszliwą burzę na morzu.
  • @sigma 17:57:44
    Joł!!!
    w Zooschwitz wybuchła panika. Co robić, co robić...Zespół Interwencyjny Szpitala Psychiatrycznego im. Konrada Wallenroda odmówił, twierdząc, że to nie leży w ich zakresie. Helga niestety, już dawno musiała dać za wygraną. Zwykle, dwa plaskacze przez łapy, jak w każdej podstawówce, wystarczały by zapanował spokój. Tym razem Helga dała dyla do Salonu Odnowy dla fok i zdecydowała nie wychodzić z jacuzzi, mimo, że właśnie sesję tam miały morsy i miejsca nie było za wiele. Jej rośli pomocnicy o niskich czołach biegali w kółko, początkowo krzycząc - Ajajaj, ajajaj - ale już po chwili coś im się skojarzyło i złapali się za ręce i zaczęli nucić - kółko graniaste, czterokanciaste...
    Totalny chaos, armagedon i gomorra.
    Co się stało?

    Goryl Maciek wpadł w szał.

    Ta szuja, kondor Jacek doniósł Maćkowi, że puchacz Ebenezer rozszyfrował go. A tak się starał, tak długo kodował, używał nawet 256-cio bitowego zabezpieczenia. Wszystko na marne. On, amant i bożyszcze pci i płci, nie miał już tajemnic. Cała misterna intryga i gra, przez tego wyłupiastego gada miała się wydać. Rozpacz i wstyd odebrały mu zmysły. Zaczął tłuc głową o mur w najgrubszym jego miejscu. Wezwany architekt ogłosił zagrożenie budowlane. Wrzask i wycie obudziły nawet naszego dobrego znajomego Gutanga. Na nieszczęście otworzył oko i natychmiast został opluty.

    Von Targow pomny nie tak dawnej kompromitacji z oddziałami ZOMO był bezradny. I jeszcze ten idiota Jacek proponował, by wezwać lotnictwo do zbombardowania klatek goryli.

    Gloria, która swoim słynnym automobilem przejeżdżała opodal, słysząc wrzaski i harmider, tak po prostu, po kobiecemu, zainteresowała się tym i udała się na miejsce.

    Tamżesz, stanęła przed klatką Maćka, popatrzyła przez dobrą chwilę na miotającego się goryla, a potem nagle wszyscy usłyszeli jej, jakże słynne - SACHEBLEU !!! - i jeszcze - HUHE !!!

    I zapanowała cisza.

    Gutang wytarł twarz i ponownie zapadł w jamkę.
  • @jazgdyni 20:08:45
    Hop hop !?


    Echo echo echo cho ooo


    Hop hop !?


    Echo echo echo cho ooo


    Hop hop !?


    Echo echo echo cho ooo


    Hop hop !?


    Echo echo echo cho ooo
  • @jazgdyni 18:02:16
    Kran naprawiłam. Po czym padłam na pysk i spoczęłam na laurach.
  • @bez kropki 18:15:42
    Polecam akupunkturę - zamiast laurów kaktusy.
  • @jazgdyni 18:29:38
    Akupunktura jest be. Nie mylić z jajami be.
    Dla tych co bardziej rygorystycznych światopoglądowo jest diabelska, bo jest z Azji, dla tych mniej rygorystycznych jest dziwna, bo jest z Azji:). Wiem, że nie boli, ale wystawiać się na igły?? Brrrr! Laury lepsze. A jeszcze lepszy niż lepszy jest laur (olejek) - sprzyja pracy umysłowej bez zmęczenia:). A do tego ładnie pachnie i też go czasem używałam jak nie chciałam pachnieć kwiatkami.
    PS. Absolut laurowy NIE pachnie jak kuchnia, szynka czy inne temu podobne. Pachnie absolutnie:).
  • @bez kropki 19:05:38
    To ja ci powiem tak - na temat zapachów, Azji i medycyny; przywiozłem sobie dosyć dawno temu z Szanghaju, gdzie spędziłem parę miesięcy lecznicze mazidło w metalowym puzderku. Nie żadna tam "maść tygrysia", coś pięknego. Parę rozmasów na skroń, parę u nasady nosa i jeszcze to samo na szczęce w kącikach uszu i czujesz, jak świat się zmienia.
    Ty ich nie lekceważ, oni na prawdę coś mają w tej medycynie.
  • @jazgdyni 19:57:50
    Aleszszsz! Sama stosuję ich niektóre sposoby:). Powyżej napisałam co "vox populi" w różnych odmianach sądzi o medycynie azjatyckiej a nie co ja sądzę;).
    Osobiście uważam, że jakby tak skutecznie odsiać ludowe zabobony, to byśmy "na bazie" sztuczek Azjatów uzyskali świetny wspomagacz/dopełniacz naszej medycyny akademickiej.
    Absolut laurowy podpowiedział mi pewien Japończyk:). Tatarzy nie wiedzieli do czego może służyć:).
    A tej maści - zazdroszczę! Jak mnie powali katar, to się udam do gdyńskiej Canossy:) po ten nektar:).
    Inna bajka to pachnące maści hinduskie. Na rany. Albo na egzemę(!).
    Z bliższego rejonu - pachnące krymskie mazidło na twarz - przecitrądzikowe. Działa i u starych, i u młodych. Najlepiej się uzupełnia z naszym "akademickim" kwasem azelainowym. W lżejszych przypadkach odwala się tym skuteczną kurację bez antybiotyków(!), bez kortyzonu, czy innych hormonów.
    N.b. leki z eukaliptusem (rewelacja na katar i zapchane zatoki) sprowadzam z Ukrainy, bo u nas eukaliptus chyba jakąś klątwą jest objęty - coraz mniej jest preparatów z nim i coraz niższe stężenia.
    Jeszcze puder z bambusa (też ichniej proweniencji) muszę wypróbować - przydałby się kosmetyk matujący nie zawierający metali ciężkich:).

    Taaaa... Gryzelda pracowicie przeżuwała bambus. Na zmianę z eukaliptusem. - Czyniła zapasy na zimę. A co?!
  • @jazgdyni 19:57:50
    PS. Z zabiegów azjatyckich, od akupunktury wolę wachlowanie:). Nie muszą być strusie pióra. Wystarczą pawie;).
    Ale to oczywiście żart, bo z wielu ich doświadczeń warto skorzystać. Ot, choćby uzupełnienie gimnastyki o porządną, wydajną pracę przepony (oddech) - rewelacja na długą metę (ii długo by pisać czemu tak i jak to się objawia).
  • @jazgdyni 19:57:50
    Hańcia i Ewcia, w swoich domach, siedziały w szaflikach i brzęczały zębami. Podlewano im ciepłą wodę i masowano obolałe miejsca.
    Uparły się bezjedynkówy, że przejadą się na koźle pani Gertrudy.
    Kozioł owszem, był przyjacielski i towarzyski. Z wielką przyjemnością przyjmował, Trybunę Ludu do żucia, choć, gwoli prawdy Żołnierz Wolności cieszył się większą oskomą.
    No i nagle, mała i duża postanowiły, że będą amazonkami. Piersi jeszcze nie miały, więc z obcinaniem nie było kłopotu. No, ale przecież, najważniejsze ujeżdżanie. Tapir od razu podniósł kartkę z dużym napisem NO PASARAN, więc po krótkiej naradzie los padł na kozła pani Gertrudy.

    I to był duży, duży błąd.

    Kozioł był filozofem. Jednocześnie sceptykiem, stoikiem i kontradykiem.
    Osiodłanie czegoś takiego równało się spaniu w jaskini pełnej żmij Zyg-Zag. Biedne nasze milusińskie, skąd o tym miały widzieć.

    Zrobiły to co zrobiły i teraz telepały zębami w szaflikach z letnią wodą.
  • nie przesadzałbym z tą wschodnią medycyną
    Te zapachy i dobroczynne działanie spowodowane jest cechami gleby, wysoką temperaturą i nasłonecznieniem, no i zielskiem samym w sobie.

    Udało mi się raz pić herbatę przywiezioną prosto z Indii. Nie był to żaden z gatunków znanych nam ze sklepów. Składała się z listków, które dawały zapach i smak, i próchna, które nadawało kolor i moc. Wszystkie herbaty kupowane w sklepach LUX lub pite w herbaciarniach mogą najwyżej konkurować z trzecim parzeniem tej wspominanej herbaty. A, aromat był doskonały.

    Od tamtego czasu wiem, że herbata może byc napojem bogów, ale długa droga z Indii czy Chin kradnie to, co w herbacie najcenniejsze.
    Nie wiem czy pamiętacie socjalistyczną królową herbat Układu Warszawskiego proweniencji gruzińskiej, która miała masę patyków w sobie? Ah!
  • @tadman 21:30:20
    Herbaty pochodzące z odpowiednika naszego "zielonego ryneczku" z Indii lub Chin - oj!:)) Poezja!:) - Też mam przyjemność znać. ALE jednak stanę w obronie (racjonalnie stosowanych) metod azjatyckich. Długa ględa to będzie, kto nie ma czasu lub chęci czytać o chorobach, niech poczyta cokolwiek innego.

    Otóż razu jednego byłam se w ZSRR (apiać na Krymie). No i zachorowałam. Na anginę. W lecie. Ropną. No co ja poradzę. Wracz żaden prywatnie tam nie przyjmował, państwowo - totalna niemożność a do kraju daleko. We wsi, w której byłam nie było nawet rynku, żeby se na czarno kupić "bajera" i penicylinę z przemytu. Jak padłam na ławkę na poczcie, tak już siedziałam, myśląc mętnie, że jak mnie zgarnie milicja, to może choć konsula uda się zawiadomić i może za jakiś tydzień dostanę antybio. A gorączka mi rosła. Ze wzrostem gorączki malały moje chęci do życia i pomysły na zaradzenie złu.
    No i przyszła jedna baba, pół-Tatarka zresztą. Popatrzyła, pokiwała łbem, zabrała mnie do domciu, ciągnąc pod ramię;), bo byłam bliska utraty przytomności. W domciu ta pani zastosowała: dziwaczne masaże, gł. głowy i brutalne, iście azjatyckie tortury, czyli przygrzewanie stóp (solą z patelni, miało to cholerstwo ze 200C, wyłam z bólu a ona kazała na tym trzymać stopy!), do tego jakieś dziwne żarcie i picie. W nocy pociłam się jak szczur (to już wiedziałam na pewno, że ona nie chciała mnie otruć ani eksterminować w inny sposób, tylko ratować). Gorączka runęła na łeb na szyję i z kwikiem uciekła. Rano, cokolwiek osłabła spojrzałam w gardło - ani śladu ropy (a męczyłam się z dziwnymi zjawiskami w gardle potwornie, zwł. podczas tego czarowniczego masażu, dusiłam się i omal nie zwymiotowałam). Dalej rano gospodyni kazała leżeć, nakarmiła i napoiła czymś mniej dziwnym. Masaż wykonała mniej męczący i jakiś inny. Przespałam resztę dnia jak suseł (twardym, głębokim, kamiennym snem - nie wiem co to było, co mi do picia dała...). Na następny dzień, opuściłam jej mieszkanie jako rekonwalescentka (cokolwieczek jeszcze słaba, ale na chodzie i zdrowa), z nakazem płukania nosa i gardła wodą wprost z morza, siedzeniem w cieniu i wygrzewaniem się w gorącym piasku. Gorący piasek mnie po tej drakońskiej kuracji wykańczał, więc poprzestałam na cieniu i zielonej herbacie z jakimiś dodatkami. Powiedziała, że teraz już na parę lat mam spokój z anginą. Miała rację.
    A żeby ropa zeszła (w ciągu kilkunastu godzin!) bez zabiegów typu "oczyszczanie gardła" (brutalny zabieg polegający na wyduszaniu ropy - tym mnie w razie "daleko do lekarza" leczyli w Polsce i też działało) albo antybiotyk, to się nie spotkałam. Na zakończenie pani powiedziała, że tej metody walki z ropną anginą i podobnymi zakażeniami nauczyła ją ciotka-Tatarka. Niech jej się ręce święcą!
    Hinduskie maści na egzemy albo krymskie na trądzik - opisałam wyżej. O olibanum była na tym forum mowa już wcześniej. Że co? Że klimat służy ziołom? No pewnie! Toteż trzeba korzystać Z TYCH WŁAŚNIE ziół i cieszyć się, że potrafią (przynajmniej w lżejszych przypadkach) zastąpić leki o większych skutkach ubocznych. A jeśli pomaga też akupresura(? - te dziwne masaże i to głowy??), to byłoby niemądrze się przed nią bronić:).
    Ergo: nie wszystko co tam w tej Azji mają to zabobony i czarownictwo. Część to skuteczne zabiegi. I mnie męczy tylko to, jak oddzielić ziarna od plew.
    A! O akupunkturze też ta pani coś wspominała, ale akurat nie było we wsi tej osoby, która to miała opanowane. W ten sposób ominęło mnie leczenie igłami;).
  • @bez kropki 21:54:10
    Droga Kropko! Twoje widzenia przy wysokiej temperaturze są bardzo interesujące i bardzo inspirujące, bo u mnie tylko szum w uszach i omamy wzrokowe w postaci mroczków. :)
  • @bez kropki 21:54:10
    Tadzinek grzebał patykiem w herbacie, Gryzelda dała rozetką w laury i - dla pewności - posypała się jeszcze zielem angielskim. Januszek masował klawiaturą swoje ego i dłubał w ego Maćka, natomiast Asadow czmychnął za zakrzywienie, za którym lwy pilnie poszukiwały antrykota /nie poprawiać/.
    Niestety! Dzisiaj, zamiast antrykota /nie poprawiać/ była tylko potrawka z tych nudnych kurcząt. Na dodatek z marchewką, co rozwścieczyło lwy do białości.
    A dlaczego nie było antrykota etc.?
    A dlatego nie było antrykota, że ....

    Ale zacznijmy od początku.

    Dzień był wyjątkowo piękny. Wysokie, błękitne niebo rozpościerało się nad doliną, która rozpościerała się pod wysokim, błękitnym niebem. Przed bramę Zooschwitz zajechał automobil Glorii i lando Madame Silvanne. Obie damy postanowiły bowiem spędzić ten dzień na przechadzkach, rozmowach i kontemplacji. Pokontemplowawszy tedy foczostaw z przeżartymi matiasami sealsami, ruszyły w prawo, ku kopytnym i rogatym. Po drodze nawet Gloria uległa pasji zbierackiej Madame, bowiem kasztany sypała jesień jak skry. Z dala doszedł je rejwach gęsi i ryk. Obładowane kasztanami, ruszyły szybko w kierunku wybiegu jeleni, odwiedzając po drodze - ale jedynie z uprzejmości i dla dobrych obyczajów - ululanego dzika. Ten, jak zwykle, zamrugał rzęsami znad okularów krótkowidza i rzekł:
    - Opowiem wam swoją historię, chcecie?
    - Chodu! - wrzasnęła Gloria do Madame i obie damy przytomnie dały w długą.
    Długa była dość krótka, bowiem za kolejnym zakrzywieniem już czekał Stefan.
    Nooo, temu to Madame nie mogła się oprzeć!
    Stefan nadstawiał się to z prawej, to z lewej, a Madame nic, tylko zmieniała patyki łamiące się przy czochraniu Stefana. Stefan był zachwycony. Wpatrywał się w Madame swymi przepastnymi oczyma i co jakiś czas podnosił piękną głowę, donośnie rycząc. Gloria zatykała nos, bowiem piękny Stefan śmierdział jak skunks. Jak to Stefan. No i te ryki zdały jej się doprawdy jednoznaczne!
    - Sylvka, on hyczy DO ciebie - ostrzegła Madame, ale ta, jak zwykle, zamrugała błękitnymi oczętami, nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji.
    Nagle, z tyłu, rozległ się głos:
    - Proszę pani, takie zabawy ze Stefanem nie są bezpieczne. To może źle się skończyć, ponieważ jeszcze trwa rykowisko.
    - No mówiłam, Hehh Dihektoh, że Stefan podejhzanie hyczy do Madame! Ale ona to hobi bez kontekstów, a tylko w hamach dobhoci dla zwiehząt! Phzecież Stefan sam się nie podhapie za pohożem!
    W tym momencie Stefan po raz kolejny podniósł piękny łeb z imponującym wieńcem i zaryczał tęsknie.
    Całe Zooschwitz już wiedziało, że Stefan się zakochał. I to w drugiej połowie października!
    Miła pogawędka z von Targowem trwała i trwała. Von Targow bardzo przypadł obu damom do gustu: wysoki, szczupły, szpakowaty, o przemiłym timbre głosu, chętnie i dużo opowiadał o Zooschwitz. Gloria nawet stanęła na zawietrznej, gdyż woda toaletowa, której używał von Targow była doskonała i stłumiła skutecznie smród ryczącego Stefana. Ponieważ Stefan cały czas tęsknie i jednoznacznie dawał sygnały Madame.
    Czas jednak nieubłaganie naglił i damy musiały odwiedzić tygrysa Zygmusia i jego PT małżonkę, Magdę. Zygmuś spał na grzbiecie, jak zwykle, natomiast tuż przy ogrodzeniu rosły olbrzymie ilości opieniek... Niestety, tzw. opieńka tygrysia jest niedostępna i grozi śmiercią oraz kalectwem, a na dodatek jest obiektem monitorowanym. Czy jesteście w ogóle w stanie wyobrazić sobie rozpacz Madame???!!!

    Oto dlaczego lwy nie dostały antrykota etc..


    To wszystko wydarzyło się NAPRAWDĘ.

    Gdybyż von Targow wiedział, z kim rozmawia............ Miałybyśmy przechlapane :) To uroczy człowiek jest!
  • @bez kropki 20:16:40
    Ano widzisz - ćwiczenia oddechu to przecież czysta joga.
  • @KOSSOBOR 23:52:35
    Ach, jak wam zazdroszczę tak miłego dnia. Choć pewnie te opieńki tygrysie doprowadziły by mnie do szału. Ja jestem wściekły, bo w tym roku ani razu nie natrafiłem na opieńki i prawdziwki. Będącego pod ochroną szmaciaka, jak mała główka kapusty trafiłem. Ale efekty grzybobrania są tak marne, że wczoraj udałem się do Dominika i zamówiłem sobie całkiem nowe okulary. A potem pojechałem do Instytutu i odebrałem minimalną niezbędną porcję kłucia. Resztę chyba się da załatwić na papierze. Oczywiście system przeszedł na standardy EU i biurokracja jest potworna (ceny też, ale firma refunduje).

    Pewien byłem, że w tak piękną pogodę amazonkowałyście. Galopem po żółtych liściach.... Ech...
  • @tadman 22:22:17
    Tyle tylko, że to nie omamy. Przypiekanie gołych stóp czymś powyżej 100C zdecydowanie i konkretnie sprowadza pacjenta w najbardziej brutalną strefę real life'u. Tego się nie da opisać. Wszelkie omamy pierzchają, mózg trzeźwieje (wydobywa się spod wpływu gorączki) i człek sam ma ochotę pierzchać w ślad za omamami;).
  • @jazgdyni 06:31:08
    Ja podchodzę do sprawy bardziej przyziemnie i praktycznie - nie "ćwiczenia oddechu", tylko "aby ćwiczenia (i wszelka aktywność fizyczna) obejmowała także oddech". To nie tylko podnosi wydolność (ważne zwł. dla zdechlaków, ale atleci też mogą uczynić progres), najważniejszym chyba efektem jest biochemiczne stiuningiowanie (wręcz odmłodzenie) organizmu, za co on, cholernik "odwdzięcza się" niespodzianką;)
  • @bez kropki 09:25:28
    Wiem, wiem czepliwy jestem. A ta BTW, co za cholera zostawiła Cię samą wśród obcych na ławce?
  • @jazgdyni 06:47:31
    Miałeś nie dać się kłuć, tylko WSZYSTKO załatwić na papierze. Teraz sprawdzaj w lustrze, czy to jeszcze jesteś Ty.

    Te opieńki tam zostały, koło Zygmusia. Ale być może dzisiaj opiekunowie je zebrali.

    W Ochotnicy dopiero teraz ruszyły grzyby. Z rydzami włącznie.

    Jeszcze mam okres karencji i nie mogę dosiadać - to jednak była dość solidna gleba. Zaczepy kapturów się tentego... Napawamy się więc jesienią z ziemi. No i Heven został sprzedany - bardzo mi smutno z tego powodu. Przywiązana byłam do tego konia, no ale nie był moją własnością.
  • @tadman 10:36:00
    Po prostu sama tam byłam. Chwilowo, bo chwilowo, ale akurat tak wypadło. Rodzina była wyjechana i trafiło na te akurat dni. Samo życie.
    Na pocztę polazłam sama w nadziei: znalezienia książek telefonicznych (naiwna idiotka!)m, znalezienia lekarza, zawiadomienia kogoś ze znajomych (ocena - jw. - wszak takie rzeczy to nie w ZSRR miłującym wolność). Epoka była przedkomórkowa i przedinternetowa. Do tego w ZSRR mocno tajna a jeszcze jak chodziło o cudzoziemca i kontakt z zagranicą a do tego z TEGO przysiółka (żeby dojść na pocztę przedarłam się przez kordon milicji, bo akurat tow. pirszy sekretarz opuszczał swą pałacowatą daczę w tym raju robotników i chłopów.
    Wszystko się dobrze skończyło i nie ma się co oburzać:), aczkolwiek dziękuję za ludzkie zainteresowanie. Obecnie można se posnuć refleksje nt. świetlanych warunków życia i rozwoju ludzkiego pogłowia w kraju o najlepszym pod słońcem systemie - tiaaa;))).
    Ja i tak miałam lajtowo, bo byłam tam tylko na wakacjach;). Żyć w tym raju nie dałabym rady żadną mocą;). Nawet gdybym miała co dzień dostawać "wianek z liścia bobkowego", jak pewna bliska osoba określa wieńce laurowe;) (tu: stosowane jako lek na ból głowy - działa - hihi).
  • @KOSSOBOR 12:02:46
    Po konsultacjach z jedynym doktorem, któremu ufam, wybraliśmy małą grupkę bezpiecznych, a nawet dających zysk szczepionek i się zaszczepiłem. Jaki zysk, zapewne zapytasz. Ano taki, że pobudza się cały układ odpornościowy i to w sposób szokowy. Jak na przykład zażywanie Ribomunylu przez pół roku. Więc chyba warto było zrobić ten jeden krok. Żółta febra odpada - wszyscy twierdzą, że w tym wieku może zabić.

    Grzyby sprawdzę jutro w Niesiołowicach. Chyba będzie to pożegnanie lata. A we wtorek lecę powitać jesień w Portofino. Nie znam tych rejonów, które podobno są najpiękniejsze w całej Italii.

    Mniemam, że już cię nic nie boli i nie dokucza? Paskudnie jest tak wyrżnąć o glebę. A koni, jak zwykle, żal...
  • @jazgdyni 12:20:38
    Portofino... Heh! Wybaw się tam, wywczasuj i wysmakuj za nas wszystkich kiszących się tu pospołu z tymi grzybami co ich nie ma;).
  • @bez kropki 12:17:35
    Kochanie, wińce laurowe są wyłącznie z liści bobkowych! Ergo taki "laur poetycki" to w istocie "bobek poetycki".
  • @jazgdyni 12:20:38
    Ty mi musisz powiedzieć, co to za czort ten Rimbomunyl, który nazwiemy roboczo z francuska: Rębo /Rimbaud/. I czy on się komponuje z nereczkami.
    Zaczynamy tutaj jak, nie przymierzając, stare pierdziele. No dobra, średnie pierdziele. Kropka się nie liczy, bo Ona młódka jest.

    Jeszcze letko sztywna szyja :( Po takim czymś - 6 tygodni jak w pysk.
  • @bez kropki 12:17:35
    Wyraz wawrzyn przyszedł do Polski w średniowieczu przez Czechy. Łacińskie laurus (a konkretnie lavrvs) przeszło u Czechów w lavr i potem w lavřín, jak można mniemać po historii imienia Wawrzyniec, które również dotarło do nas przez Czechy (kolejne przemiany: Laurentius → Lauryn → Ławrzyn → Wawrzyn → Wawrzyniec/Wawrzeniec) z lawrzinu nastąpiła przemiana w ławrzyn a następnie w wawrzyn.
    Podobną historię ma nazwa "liść bobkowy"/bobkový list (po czesku bobek to grosz), która pochodzi od dziś już rzadko używanej w Polsce i w Czechach nazwy "Drzewo bobkowe"/"Bobkový strom", która z kolei pochodzi nazwy owoców warzynu (łac. bacca laurea) zwanych potocznie bobkami. Wieńce splecione z gałązek lauru z jagodami przysługiwały uczonym, stąd uczony otrzymywał stopień naukowy baccalaureatus pochodzący od bacca laurea coronatus, od XIII w. uzyskiwany na uniwersytetach, jako najniższy stopień naukowy. Stąd też polskie terminy bakałarz, bakalaureat czy laureat.
  • @jazgdyni 20:08:45
    Dopiero teraz, kiedy z miarodajnych źródeł dowiedziałam sie, że nie ma i nie było w ZOO kondora Jacka, przypomniałam sobie, skąd on mi się wziął.

    Otóz dawno, dawno temu, kiedyśmy z mężem byli na seminarium doktoranckim z historii współczesnej na KUL u prof.Jacka Woźniakowskiego - poszliśmy sobie do ZOO i stanęli przed klatką z kondorem. Kondor na nas spojrzał, jak to on - przenikliwie, drapieżnie, przedziubując się na wylot. No i jednogłośnie orzkeliśmy, że mają identyczne spojrzenie (znaczy kondor i prof.)! I stąd wziął się kondor imieniem Jacuś ew.Jacupuś;)

    Przyznaję bez bicia, że dyr.Targowski mógł w istocie o tym nie wiedzieć;)))
  • @bez kropki 20:14:24
    To mi przypomina inną historię. Razu pewnego, oczywiście dawno, dawno temu - w biurze projektowym w Niemczech, gdzie pracował Bogumił, była zatrudniona księzniczka perska, bliska krewna cesarza Rezy Pahleviego. Księzniczka była wielkooką, drobną, ogromnie sympatyczną istotką. Podczas jakiegoś mojego pobytu tamże zgadało nam się, że męczy mnie bezsenność. No i Adriana na to rzekła, że ona też ma od zawsze z tym kłopoty i jej mama (mieszkająca w Iranie) zbiera na to w górach ziółka i jej dosyła. I dostałam torebkę tychże - pojęcia nie mam czego - jakieś niebieskie kwiatuszki. Słuchajcie! Jak to pachniało! A jak się po tym spało!
  • @KOSSOBOR 23:52:35
    Jest prezmiłym dżentelmenem i może byśmy skończyły z tym von Targovem, proszę?
    A tych opieniek to po dziś dzień nie mogę odżałować;( Dobry kilogram tam tego był. A przecie monitoring dotyczyl tygrysów, a nie opieniek.
  • @bez kropki 09:29:31
    "za co on, cholernik "odwdzięcza się" niespodzianką;)" - intrygujesz, Waćpani?
  • @jazgdyni 12:20:38
    To z tej feralnej dziesiatki w końcu poza febrą, co wykluczyłeś?
  • @jazgdyni 20:25:18
    Bądź tak dobry, prosze, i nawiedź w naszym imieniu w kościele San Giorgio relikwie św. Jerzego przywiezione tutaj przez portofińskich korsarzy w XII wieku i spytaj, czy by nie mógł zaciukac naszego smoka.
  • @sigma 15:05:30
    Mnóstwo wykluczyłem - wściekliznę, tężec, grypę, ospę, żółtaczki. Chelery już nie robią.
    Natomiast gdybym, teoretycznie pojechał na Afrykę (ale nigdy nie pojadę) to rozwalą człowiekowi pastylkami na malarię. Nie wiadomo, co gorsze.
  • @sigma 15:09:46
    Może ci przywiozę kawałek smoczej skórki. Ale jumać relikwie !?
  • @sigma 15:03:06
    Jesteście lelije.

    Dyr. Targalski jest przemiłym człowiekiem i ma duże poczucie humoru. Ja bym mu na pewno opowiedział o jajach.be i roli Zooschwitz w cyklu. Pewien jestem, że byłby rozradowany, jak nikt.

    Ma lekramę u nas.
  • @jazgdyni 18:56:19
    To rozumiem, ze malarii nie dostałes. Czyli została odra, świnka, rózyczka, polio i dur brzuszny. I tak nieźle. Pięciowalentna szczepionka na raz. I co, dobrze się czujesz?
  • @jazgdyni 18:57:36
    Jasny gwint, jakie Ty masz chuligańskie skojarzenia; masz w naszym imieniu pomodlić się tamże.
  • @jazgdyni 19:07:18
    Lekramę! Jakby nas rozpoznał, to następną razą poszczuje nas Stefanem. I wcale się mu nie zdziwię. Też bym.
  • @jazgdyni
    OZu, przestań nas protekcjonalnie poklepywac po plecach i imputowac nam egzaltację na swoich rozpierduchach w temacie "coryllus", bo taki Ci ruski miesiąc łopatkami na łbie wypiszemy, że popamiętasz! Masz to jak w banku! I pamiętaj, zeby swoje pomysły jako OZa konsultować z nami i bez akceptacji pozostałych członków Klubu Dyletantów - nie wprowadzać w zycie, bo nas potem tylko szlag trafia.
  • @sigma 19:47:33
    Chyba ja rzeczywiście jestem nadopiekuńczy.
    A w szczególności do samic alfa, to jest pironsko ciężkie zadanie. Ale ja się staram i co mnie za to spotyka - połajanki z jednej i bluzgi z drugiej strony.
    Jesteście niewdzięcznice i tak w ogóle to chyba mam gorączkę, a dreszcze na pewno. Zbroję, białą oddam na złom i niech was tam szarpie harpiom.
  • @jazgdyni 20:02:35
    Jesteśmy okropne niewdzięcznice;)))
    Weź jakąś aspirynę i nie przezięb tych szczepień, psiakostka.
    A tak bez związku z powyższym, zauważ, jakie to niezwykłe! Jedziesz akurat do miasta, gdzie jest pochowany św.Jerzy - imiennik naszego św.Jerzego, który dziś obchodzi dzien urodzin dla nieba.
  • @sigma 20:37:39
    No popatrz nie skojarzyłem. Od razu radośniej na sercu. Faktycznie.
  • @jazgdyni 20:02:35
    Vit. C 1000 i do wyra!!! Jak poprzeziębiasz te france, które pozwoliłeś sobie wszczepić /dla chleba, Panie, dla chleba/ to Cię nie znam! :[[[
  • @KOSSOBOR 14:23:15 i sigma
    :) Aha:). Stąd u nas w domu się o poetyckich i innych laurach mówiło (jak trzeba się było wyrazić z przekąsem) właśnie "wionek z listka bopkowego":)

    Co zaś do niespodziewanego "odwdzięczania się" przez niewdzięczny;) a dobrze natleniony organizm, to ekhem, same wiecie...
    Wyjaśnienie wg mnie jest proste (uwaga: to moja teza robocza, nie stwierdzony fakt). Otóż jak w silnikach musi być paliwo i utleniacz, tak w organizmie musi być papu (węglowodany czyli paliwo) i utleniacz, czyli tlen (identyko jak w silniku samochodowym). Jak wtryski i pompa (dawno temu: gaźnik) są dobrze uregulowane, to w silniku nie powstaje nagar i można jechać a jechać. Jak natlenianie paliwa nie bangla, to silnik się zakopca i koniec jazdy (w uproszczeniu).
    U nas jest podobnie, choć my som ssaki łożyskowe a nie diesle. Tj. Jak wysiłek fizyczny jest dobrze zgrany z dostawą tlenu (co Azjaci pielęgnują wręcz po wariacku a my po równie wariacku zaniedbujemy), to mamy dobre utlenianie na poziomie komórkowym. (Zwróćcie proszę uwagę, że w naszych komórkach zachodzi reakcja taka sama, jak np w kominku, tj: węglowodany (u nas skrobia, w kominku drewno czyli celuloza) + O2 = CO2 + H2O). Ergo: jak mamy dobrze uregulowane natlenianie, to spalamy bez "kopcenia";) i organizm, nawet i starej młódki chodzi jak stary dobry diesel z dawnej produkcji, co to milionik bez kapitalki robił z palcem w uchu.
    Osobiście polecam głębszy (oddech!, ale kielon też se czasem można) od czasu do czasu + nieco refleksji nt. właściwej pracy przepony + tłuszcze nienasycone = nie wiem jaki przebieg jest możliwy, ale moje pradziadki robiły 90tkę "przebiegu" z palcem w uchu:), więc chyba coś w tym jest.
  • @sigma 14:56:18
    W ogóle jeśli chodzi o zioła, to obserwuję (nie wiem na ile to powszechne) ciekawe zjawisko - te zioła dla nas "nowe" (nie występujące na naszym terenie, rzadziej stosowane) działają czasem w sposób mocniejszy niż na "tubylców". Tzn. korzystajmy ze swoich (bo mamy je wypróbowane od pokoleń), ale jak się trafi coś "obcego", to bierzmy, bo powinno spektakularnie podziałać.
  • @jazgdyni 18:57:36
    A jak jeden magnat ukradł był w Rzymie święty obraz;), to odbębnił potem do Rzymu pielgrzymkę w ramach zadośćuczynienia (pieszą! Co prawda pomoc techniczna w postaci ładownych wozów ponoć za nim zasuwała), ale obrazu nie oddał i mamy teraz w PL sanktuarium.
    Co nie znaczy, że zachęcam do rąbnięcia smoczej skórki;). W dzisiejszych czasach okropnie bym nie miała ochoty narażać nikogo na pieszkę do Rzymu - po autostradach? W tych obłokach spalin??:)
  • @jazgdyni 20:02:35
    Oj tam, oj tam połajanki! Delikacik się znalazł! Gryzelda targa w zębach ten wionek z listka bopkowego a on się skarży na połajanki;).
    Teraz leżeniem lecz odczyny poszczepienne.
  • @bez kropki 21:52:50
    Słuchajcie, poczytałam sobie o odkryciu Kopernika u Asadowa i wygląda na to, ze nie dość, że system geocentryczny obowiązywal w nawigacji do XX wieku, to jeszcze i tak pomysl Kopernika jest słuszny tylko dla osób mieszkających na Słońcu, natomiast podług Einsteina i tak w ogole wszystko kręci się wokół wszystkiego!
    Ponieważ ja tam nie mieszkam na Słońcu, czuję się oszołomiona.
  • @bez kropki 21:52:50
    No a biedny, ufny św.Mikołaj to juz w ogóle nie wiedzial, co ze sobą zrobić. Wypuścił wierzgające Słońce i rozgoryczony zapatrzyl się na latające po padoku Ziemię i Księżyć, nie mówiąc o całej reszcie.
  • @bez kropki 21:52:50
    Gryzelda już była za progiem, kiedy nagle ją przystopowało. Poraziła ją bowiem myśl, że z niespodziankami wszystko jest nie tak, jak myślała! Wyjdzie sobie na spacer, natleni się, potem pożre smaczny obiadek, a potem nie ma zmiłuj się! Mur beton będzie niespodzianka! A ona zawsze myślała, ze niespodzianki biorą się z tych czekoladowych jajek, co to się je kupuje w sklepie.
    Tym niemniej Gryzelda potrząsnęła grzywką i z zawziętym wyrazem pyszczka i wypiętą odwaznie piersią udała się jednak na spacer. A co się będzie czaić? Czy to ona niespodzianki nie widziała?
  • @bez kropki 21:45:48
    Dobrze, że dodałaś o tej pracy przeponą. Bo większość nie kształcona w tym kierunku, oddycha płytko, tylko górą płuc. I powietrze zalega i jełczeje. Stąd, ja mimo wszystko polecam codzienne ćwiczenia oddechowe. Wystarczy tak z 10 powolnych wdechów przez nos idących na dół do przepony i napinających brzuch, krótka chwila przerwy i również powolny wydech ustami przez lekko uchylone wargi. Dodatkowo - zwalnia się praca serca i człowiek się wybitnie uspakaja i znika napięcie. Za darmo mamy bardzo fajne lekarstwo.
  • @bez kropki 21:51:23
    Wiem, wiem, szatani by mnie ścigali do końca życia: oddaj skórkę, oddaj skórkę...
  • @bez kropki 21:52:50
    Pomogło leżenie, już jestem wyspany i dreszcze przeszły, okno uchylone i klawiatura wygląda przyjaźnie.
    Zapraszam do dyskusji o rozmawianiu. Bo to ważne.
  • @sigma 22:32:23
    Jak każda miła pani, o pewnym poziomie próżności, wiesz, że to lipa z tym słońcem - świat kręci się wokół ciebie !
  • @@
    Po odbytym spacerze poprzez Zooschwitz, zakłócone tylko epizodem z nieosiągalnymi opieńkami, Gloria i Sillvanne, zdecydowały usunąć vela von Targow i przywrócić mu rodowe nazwisko. Świntuszki, to tak, jakby rozebrać go do naga. Widocznie kondor Jacek je interesuje.

    Ale poważnie, usłużni donieśli, że... no i jak teraz pisać, T. absolutnie wykluczone, no, niech będzie pan dyrektor jest postacią o sporym poczuciu humoru. Wobec tego zamierzam mu podesłać co pikantniejsze wyrywki , dotyczące jego ogródka i poinformować go, kim były miłe staruszki, z którymi miał miłą konwersację.
    Zadaniem naszym jest propagować śmiech i radość pośród narodu. Również śmiech dyrektorski. Poza tym, wówczas będzie miał oko na lamę Miąższ.
  • @jazgdyni 05:27:40
    No nie wiem, jak v.T. zareaguje na takie kawałki, jak: "v.T. rzucił się na ziemię szlochając: "Mój Dundeee!!!"" i inne świństwa. Ja tam bym mu nie podsyłała ani co smaczniejszych kawałków, ani w ogóle. Wiesz, Zooschwitz to ulubione nasze miejsce spacerów. No i ta sado-maso Helga.
    To nie jest najlepszy pomysł.
  • @KOSSOBOR 09:21:53
    Wiesz co - boisz się !!! Pisać to było fajnie, a teraz schować pod kordre (jak mówił mały Kuba).
    A mieliśmy wydać jaja, więc wszćko bu się wydało.

    Ech kobiety, kobiety - raz dzielne jak lwice, raz jak małe króliczki.
  • @jazgdyni 09:43:43
    Przecież chodzi o to, że nie chciałybyśmy, aby nu było przykro, jak to przeczyta; a nie o to, że się go boimy.
    Ech, jak to mężczyzna... za grosz empatii;)
  • @jazgdyni 04:54:41
    //I powietrze zalega i jełczeje.//
    To mi się podoba. Nie fakt jełczenia, ale zwrócenie nań uwagi.
    Skoro jełczenie to oksydacja... trzeba ochraniać powietrze przed wpływem tlenu atmosferycznego.
    Tradycyjnie - przechowując je w zaciemnionym, suchym miejscu.
    Nowocześnie - pakując próżniowo lub w atmosferze gazów szlachetnych (w ostateczności - azotu).
    Metod takich jak palenie - mimo, że istotnie zmniejszają stężenie tlenu, ze względu na skutki uboczne (zanieczyszczenie przewodów kominowych sadzą) - nie poleca się.
  • @jazgdyni 04:54:41
    Żeby jej powietrze nie zjełczało, Gryzelda silnie robiła przeponą biochemicznie odmładzając organizm. Jednoczesnie pilnie baczyła na zegar biologiczny: cafło jej się o rok, o dwa, o trzy, o cztery - oj, lepiej przestać, coby nie przefajnować i nie dojść do wieku niemowlęcego.
  • @jazgdyni 04:54:41
    Nie tyle "napinających" (brzuch), co wypinających.
    Ważne dla zalatanych: to jest właśnie ćwiczenie dla nich. Raz w ciągu dnia przechodząc przez park, skwerek, jakieś najmniej zasmrodzone miejsce - parę takich oddechów i od razu człek się inaczej czuje.
    Uwaga techniczna: nic na siłę, ale jakby się dało, to wydech dłuższy od wdechu. Na luzie, w zgodzie z własnym organizmem (tj. nie tam, że guru kazał odliczać, wizualizować i kto wie jakie cudactwa wyczyniać, oddech to rzecz naturalna i tego się trzymajmy, ale bez jełczenia - hihi).
  • @jazgdyni 04:58:37
    Ważne. Ale też przerażające, że coś takiego jak dyskusja, rozmowa wymaga omówień, "przypomnienia materiału" (tu: z zakresu czemu toto służy i jak się toto odbywa)...
  • Dziękuję! Pierwsze miejsce przyjmuję z zakłopotaniem.
    Tadzinek siedział na stryszku i strasznie się nudził. Była paskudna ulewa i nie było mowy aby pojechać na spotkanie z tymizgdyni.
    Babcia dała mu do przeglądania stare numery 'Wieczoru Wybrzeża', wiadomo z Kajtkiem i Koko. Starczyło mu to na jakieś dwie godzinki i znowu wkradła się nuda. Tadzinek obmyśliwał i obmyśliwał, aż w końcu wymyślił.
    - Babciu potrzebne mi są nożyczki, klej, koperta i znaczek i nie czekając na reakcję babci ściągnął z maszyny krawieckie nożyce.
    - Tylko nie te - krzyknęła babcia.
    W końcu Tadzinek mógł pójść na stryszek z wszystkimi potrzebnymi rzeczami.
    Po jakiś trzech godzinach babcia zaniepokoiła się, bo kochany wnusio ani do łazienki nie biegał, ani nie przyszedł po picie lub pajdę chleba, a była już pora drugiego śniadania.
    Babcia wstała od maszyny i zajrzała na stryszek. Tadzinek siedział przy stoliku i coś pracowicie wycinał z gazety.
    - Pewnie wycina kolejne komiksy - pomyślała babcia i wycofując się ze strychu udała się do kuchni, aby coś przygotować do zjedzenia dla pracowitego wnusia.
    Tadzinek z gazet wycinał nie kolejne odcinki komiksu, ale poszczególne litery z gazetowych tytułów.
    Nasz kochany Tadzinek przygotowywał anonim dla miejscowego dzielnicowego. Szło mu to dość opornie, bo socjalistyczny klej biurowy miał to do siebie, że nie chciał kleić papieru, natomiast świetnie kleił palce.
    Kiedy anonim na Michała z sąsiedztwa, co to ze swoją bandą chciał starą wdowę Maciejową ograbić z pamięci o mężu, był gotowy Tadzinek założył babcine jedwabne rękawiczki i wytarł wszystko ręcznikiem w celu usunięcia śladów. Słyszał jeszcze o DNA, co to może wskazać piszącego anonim, więc wymyślił, że cały anonim, a potem kopertę ze znaczkiem przeprasuje gorącym żelazkiem, żeby to DNA usunąć.
    Korzystając z okazji, że babcia była zajęta w kuchni, włączył duże krawieckie żelazko i przeprasował nim wszystko dokumentnie. Niektóre litery przylepiły się do żelazka, ale Tadzinek fachowym okiem stwierdził, że czytelność anonimu na tym nie ucierpiała.
    Ledwo zdążył wyłączyć żelazko, odkleić z niego litery, wrzucić pod stół rękawiczki i schować za siebie kopertę, a do pokoju wkroczyła babcia.
    Tadzinek posuwając się bokiem wziął z rąk babci talerzyk ze słodką bułką i dżemem wiśniowym i wycofał się do kuchni. Babcia rzuciła za nim, że ma na stole w kuchni kawę z mlekiem do wypicia.
    Kiedy zjadł wszystko, ubrał buty, narzucił pelerynę i meldując się u babci poiedział, że idzie na pocztę wrzucić list.
    Babcia nie zdążyła nawet się zapytać do kogo ten list, jak trzasnęły wejściowe drzwi.
    - Nińciu, chyba ktoś do nas przyszedł - powiedział wybudzony ze snu dziadek.
    - Nie, to Tadznek pobiegł ze swoim listem na pocztę - odpowiedziała babcia.
    - To on umie pisać? - zdumiał się dziadek i momentalnie zapadł w sen.
    - Pisać? Nie on raczej wycinał ten list - powiedziała już raczej do siebie babcia.
    Tadzinek podskakując biegł na pocztę, podśpiewując pod nosem
    'Anonim jest dobry na wszystko'.
  • @tadman 19:26:56 Jeśli ktoś chce zaśpiewać z Tadzinkiem to proszę
    piosenka = anonim

    http://www.youtube.com/watch?v=kkiMU6epe5w
  • @tadman 19:26:56
    Gdy tak sobie podskakiwał i podśpiewywał, dobiegł w końcu do Urzędu Pocztowego i wrzucił list do skrzynki, jednocześnie postepowawszy sobie nieco. Natychmiast tego pożałował. Nie stepowania, naturalnie, a wrzucenia listu. A dokładniej - wyprasowania listu. A przecież mógł osiągnąć dwa w jednym! I donieść i otruć milicjanta! Że też o tym zawczasu nie pomyślał! Cóż, nie od razu bywa się mistrzem - pocieszył się w duchu, postanawiając solennie, że następny anonim już będzie śmiercionośną pułapką. Problemem do rozwiązania pozostało, jak zatruć list i jednocześnie usunąć odciski palców. Wróciwszy tedy do domu, począł przeglądać półki z książkami w poszukiwaniu słynnej serii z kluczykiem. Niestety, trafił tylko na Chmielewską.
  • sztirlic z importu
    Niniejszy tekst został zaimportowany za zgodą autora o nicku Shork spod linku
    http://www.ivrp.pl/viewtopic.php?p=288108&highlight=#288108

    Nie tylko na jaja.be pisuje się jajcarsko o Sztirlicu. Autor wykorzystał ostatnią wpadkę polskich władz.

    Wysłany: Sob 20 Paź, 2012 15:40 Stirlitz wpadł!

    Berlin godzina 12:31
    Stirlitz wpadł. Siepacze faszystowscy zaprowadzili go do pokoju przesłuchań i zostawili samego żeby zmiękł.

    Stirlitz nie załamał się i dany mu czas wykorzystał na kombinowanie jak by tu wybrnąć z sytuacji. Największą trudność przynosiło mu odgadnięcie źródła przecieku.
    Czy Niemcy namierzyli jego radiostację gdy nadawał? Nie. Bo wtedy zdjęliby go w wynajętym mieszkaniu. A może jego kontakt wpadł i go wsypał? Nie. Przechodził pod domem, gdzie mieszkał kontakt, a na parapecie stało osiem żelazek i dwie klatki po kanarku, jako oznaka, że jest czysto.
    Więc może radiotelegrafistka Natasza puściła po pijaku farbę w czasie dorabiania sobie na boku w domu uciech dla emerytowanych esesmanów? Nie. Jeszcze się leczy na syfilis. - Stirlitz odruchowo podrapał się w kroku.
    Więc kto?
    Wszystko było przemyślanie. Po wpadce z orderem bohatera Związku Radzieckiego, Bormann łyknął bajkę o dodatkowym przydziale kartoflanki w bufecie. Od tego czasu śledziło go tylko czterech zamiast dwunastu szpiegów. I nawet w lodówce zrobiło się więcej miejsca.
    Mijała czwarta godzina aresztu. Stirlitz nerwowo spoglądał na zegarek.
    Bormann wszedł jak zwykle niespodziewanie.
    Kopnięciem odsunął stolik, rozwalił się na krześle. Zapalił papierosa i lampę.
    Stirlitz zmrużył oczy.
    - Wpadłeś.- wysyczał Bormann. - Nic cie już nie uratuje mamy twarde dowody.
    Stirlitz zrozumiał że wpadł i zbladł. :)
    -Ale jak? To niemożliwe! Wszystko było przewidziane i zaplanowane przez najlepszych radzieckich analityków! Bormann, błagam. Powiedz mi jak.
    - Bormann zaciągnął się głęboko. Westchnął i podsunął Stirlitzowi paczkę Biełomorów i amerykańską zapalniczkę, wiedząc że ten może nie znieść prawdy.
    - To proste Stirlitz. Luty mija, więc z centrali w Moskwie przysłali ci PIT do rozliczenia, a ponieważ nie znali twojego adresu przyszło na adres Abwehry.
  • @@@
    Kochani dziękuję. A już myślałam, że będziemy się spotykać tylko na jajach be. Po prostu nie życzyłam sobie, żeby mnie bele kto tyrpał.
    " Tyrpać - w gniewie kogo szarpać, targać, tarmosić, niepokoić, napastować, zaczepiać; trącać, potrącać, uderzać, szturchać. : Tyrpnijmy się kieliskami, Jak cie tyrpnę to się przewaliś" . Słownik języka polskiego Jana Karłowicza, Adama Kryńskiego i Władysława Niedźwiedzkiego, tom VII str. 192
  • @sigma 23:25:36
    Jest problem. Problem nazywa się = Wulkaniczna nadwrażliwość Silvanne=. Oczywiście Madame. Gdy pewien stary dziad, ze starczym rechotem (hłe, hłe) nazwał młodsze koleżanki milutko "staruszkami", a nie jakoś inaczej, to młodzieńcza krew Mdme, tego nie zdzierżyła i uznała to za chamstwo. Tak, drogi czytelniku, za chamstwo. A gdy uprzednio, ten sam wstrętny staruch, przypisał tymże młodzieńczą egzaltację , to ominęła go opierdka, takiego kalibru, że miało mu aż w pięty pójść.
    Wniosek z tego jeden - rzeczone koleżanki są na tyle młode, że jakakolwiek wzmianka o wspaniałych latach życia jest tematem tabu.
    Ja już jestem tak stary, że swobodnie mogę mówić o latach i sobie z tego żartować. Jednakże interlokutorzy są drażliwi jak... i znowu się boję powiedzieć jak, bo granice drażliwości, są dla mnie niepojęte.

    Zauważam jeszcze jeden aspekt. Przemieszało się zupełnie ludziom tematycznie. Podczas gdy w komentarzach do zwykłych notatek piszemy poważnie z pełnią kurtuazji, to na jajach, zdawałoby się, można sobie pofolgować i się wyzłośliwiać. Gdy z Frau mogę się nabijać pełną parą, z aplauzem towarzystwa, to do niektórych trzeba podchodzić na paluszkach, w jedwabnych rękawiczkach i szszsz...

    Tak, tak, wiem poczucie godności jest bardzo różne i poczucie humoru również. I najtrudniejsze jest śmianie się z samego siebie. To właśnie wymaga tak zwanego pełnego luzu i absolutnego poczucia humoru.

    Nazywanie niewinnego żartu chamstwem, jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe i niepojęte. Przecież i egzaltacja i staruszki to stwierdzenia tak nieprawdopodobne, że właśnie humorystyczne.
    Niestety, u Mdme, poczucie humoru potrafi się zacinać.
  • @jazgdyni 03:38:30
    Po przemyśleniach doszedłem do wniosku, że zawieszam moją działalność na jajach, aż się nauczę kultury i wrażliwości.
    Pa
  • @jazgdyni 03:53:03
    OZu nie wraca, ranki i wieczory,

    We łzach go czekamy i trwodze,

    Rozlały się wątki, pełne złości posty

    I pełno trolli na drodze.
  • @@@
    Bloger spotkał blogera :
    http://zygumntbialas.nowyekran.pl/post/77496,czy-polacy-sa-bad-guys
    Czyli na marginesie posta b. ważna informacja o @KulaLis62.
  • @jazgdyni 03:53:03
    Obrażona, stara wrona...

    Bezjedynkówki patrzyły ze zgryzotą, jak Januszek obładowany wszystkimi swoimi zabawkami odchodzi z piaskownicy. Ewcia ze szczególną, bo to ona była winna. Chyba przefasoliła z ta reprymendą.
    - Janusek, nie wygupiaj się! - wołała piskliwie.
    - Janusek, wracaj! - wtórowała Hania i Marzenka!
    -Janus, no nie bądź taki! - perswadował Tadzinek.
  • @Iza 02:47:00
    Kochana Izo! Viribus unitis udało się wywalić padalca! Hip hip hurra! Tak się cieszymy, że tu z nami będziesz dalej:)
    Nie wiedziałam, że słowo "tyrpać" ma tak szerokie konotacje;)
    Mimo piekielnego kataru (który jak wiadomo jest śmiertellną chorobą) i solidnej gorączki, jestem w stanie docenić smakowitość tego zwrotu: "Jak cie tyrpnę, to się przewaliś". Po prostu mniut;)
  • @jazgdyni 03:38:30
    Niestety, OZu, nie jesteśmy już w wieku, w którym ta kategoria dowcipów mogłaby nas bawić do łez. Takie to jest zycie i nic na to nie poradzisz;)
  • @sigma 09:30:00
    OZu, ............ na imputowanie nam rzekomej "egzaltacji", ani na uwagi, jakobyś musial napisać swój idiotyczny post, .......,............................. co myślę o Tobie, Twoich uwagach i całym poście......................................Jednak są granice chamstwa i właśnie je przekroczyłeś dziarskim krokiem.
    ..............................................................

    No i powiedz, czy po czymś takim nic tylko iść i się powiesić?
  • @cyborg59 09:24:33
    Jak dobrze, ze w wyłapałeś tę informację! Coś by trza zrobić, jakoś pomóc KulaLisowi - Opole ciut daleko, ale może ktoś mieszka bliżej. Rozprawa 30 października!
  • @jazgdyni 09:58:01
    Nie wieszaj się, Ozu, proszę - no już, zaraz wezmę i usunę co gorsze wyzwiska - szlag mnie trafi z tym katarem - no, wracaj do piaskownicy:)
  • @jazgdyni
    No widzisz OZu u bab to albo katar, albo przemarsz wojsk. Dlatego trzeba się nimi opiekować i trzymać je krótko. Wracaj, wracaj tako rzecze GENsek.
  • @
    Gloria nerwowo kartkowała książkę telefoniczną, krztusząc się dymem z papierosa, trzymanego w kąciku ust. Ale sprawa zdawała je się wymagającą natychmiastowej interwencji, choćby tam nie wiem co. Nawet mimo hrabiego, spoczywającego na otomanie i będącego doskonale obojętnym na bieżące wydarzenia. A nawet mimo niemożności skręcenia szyi w prawo - nad czym Gloria będzie musiała popracować, bowiem wściekła Irene już telefonuje codziennie ze stajni, że najpiękniejsze dni przeleciały im koło nosa, a ona nudziła się na padoku.

    - Cheh cousine Alphonse? - krzyknęła do słuchawki, słysząc znajome chrząknięcie. - Jest sphawa i musimy koniecznie wybhać się do ciotki Aldony. Tak, tak, zahaz! No dobha, potem możesz phzyjść na te wąrhóbki czy tam anthykota, jak już musisz.

    Ciotka Aldona bowiem, zwana w rodzinie dla swego emploi oraz wyglądu zewnętrznego Fryderyczkiem, zawsze rozsądzała kłopotliwe sprawy, zdawałoby się - beznadziejne.

    Tak było i teraz, gdy Hrabina zreferowała ciotce Aldonie całą sprawę, co skwapliwie potwierdzał cher cousine Alphonse, licząc na późniejszy obiad w zameczku.

    - Moja Glohio - zaczęła ciotka Aldona. - Otóż sphawa wygląda tak: zahówno damom nie wypada wypominać , co ja mówię: wypominać!, nie uchodzi nawet phzywoływać tego phoblemu! - znaczy się wieku, jak i dżentelmenom nie należy podkreślac ich..., no..., jakby tu wam to powiedzieć... no, że są, że nie mogą..., ze są im... - ciotka Aldona doprawdy nie potrafiła znaleźć stosownego słowa, traktując zawsze i Glorię i cher cousine Alphonse jak dzieci.
    - Że są impotentami? - Gloria pomogła ciotce, a cher cousine Alphonse, nie wiedzieć czemu, spiekł raka.
    - Ach, ci ahtyści! - jęknęła zgorszona Aldona. - Dophawdy, chehi, twoja bezpośhedniośc zawsze mnie zdumiewała! Czy to nie nadmiehny wpływ Wojciechowej? Co za czasy! Choleha jasna! - dodała, nieco się zapominając.
  • @KOSSOBOR 15:10:28
    "Choleha jasna" - niom, fakticznie, co za czasy;).
    A do tego plamy na słońcu utrudniające komunikację. Jonosferyczną, stratosferyczną (teraz to w modzie), netową i takie tam;)
  • @KOSSOBOR 15:10:28
    Gloria z cher cousine Alphonse wrócili do domu i już za chwilę Wojciechowa podawała nie tylko wątróbki, ale także antrykot.
    Mimowolnie słyszała o czym Państwo dyskutowali zawzięcie. Rzuciło się jej to na uszy, więc stanęła na środku pokoju, wzięła się pod boki i powiedziała:
    - Nie wiem o co sie Państwo spierajom. Jeteście w tym wieku podobne do siebie.
    - Ależ co Wojciechowa plecie - oburzyła się Gloria.
    - Już ide do kuchni, ale co mam powiedzieć to powiem, bo by mnie rozerwało tam przy garnkach. Wy na sztywnienie mięśni bierzecie botox, a oni małe niebieskie pastylki.
    - Soli, soli - spazmatycznie krzyczała Gloria. Ja, botox?! Wojciechowa nie będzie miała wychodnego w tym tygodniu.
    - Nie, to nie. Józek poczeka.
  • @tadman 22:50:34
    "Józek poczeka". Zwł, żech mu doła. No, jedne ksionżke mu dałam. "Mechanika kwantowa w prostych zadaniach".
  • @bez kropki 09:38:50
    - Józek poczeka. Zwłaszcza, żech mu doła. No, jedne ksionżke mu dałam. "Mechanika kwantowa w prostych zadaniach" - powiedziała Wojciechowa i odąwszy się, poszła do kuchni, ostentacyjnie waląc garami o piec.

    - No widzisz, widzisz Fąsiu, jaka ta służba tehaz bezczelna się zhobiła! - Gloria już nieco wróciła do siebie.
    - Dawnemi czasy, moja droga, kucharka na pokoje mogła wejść jedynie za wezwaniem i pozwoleniem. Ot co! - cher cousine Alphonse skwitował całe zamieszanie, nie chcąc już dłużej rozwodzić się nad Wojciechową i tą całą, jakże żałosną, sytuacją.
  • @KOSSOBOR 18:49:34
    Ciotka Aldona, ciotką Aldoną. Koncyliacyjny kuzyn z importu też niewąska sprawa. Ale Gryzelda martwiła się (gryzła się) na własny rachunek. Góry lodowe w milczeniu obijały się o siebie. Dobrze jeszcze, gdy to miało miejsce pod Grenlandią, ale w geograficznych okolicach Pchlewa?? Dostojne ich (tych gór) milczenie i katedralny ogrom wiały chłodem. Chłód, głód, cisza i milczenie. Żywioły te były obce żywiołowej Gryzeldzie.
    Podobnie jak wszelkie (ageistowskie i familiarne - ganc pomada) wzmianki o wieku... Taaa... paręnaście wieków temu Gryzelda, w poważnym swym wieku byłaby uznawana za osobę wiekową. No. Bo to i wiek ponad średnią statystyczną, i inne urozmaicenia życiowe (w takiej starożytności byłyby poczytane za łaskę bogów albo wręcz interwencję Zeusa), i rozetka (z resztkami indygo na rudym a więc robiąca pod siwiznę).
    Gryzelda z rozpaczą rzuciła się w wir wydarzeń rozetką do przodu (przegryzka z "Zadań z mechaniki kwantowej dla kretynów" w najmniejszym bowiem stopniu nie ukoiła miotających nią emocji i obaw co do zapadłej ciszy).
    Wir jednakże był na urlopie, rozmył się we mgle i odpłynął hen, ku Grenlandii, "ku limanom i Morzu Czarnemu" jako napisał jeden taki.
  • @bez kropki 21:23:06
    Mimo ciotki Aldony, mimo "Mechaniki kwantowej dla kretynów", mimo wielu różnych rzeczy, Gloria popadła w stan roztrzęsienia nerwowego, łagodzonego jedynie jesiennym spleenem i podtrzymywaniem konwersacji przez cher cousine Alphonse'a. Był to bowiem dżentelmen, co by nie mówić - nawet o piechocie wybranieckiej, a o Irene już nie wspominając - doskonale wychowany.
    - Mój dhogi Fąsiu, naheszcie do czegoś się phzydajesz - westchnęła Gloria, zaciągając się papierosem i rzeczonym spleenem.
    - W rzeczy samej. Staram się, cheri - odparł Cher cousine Alphonse, głaszcząc Mulę Ruża.
    Gloria szybko dorzuciła kuzynowi na kolana Rudego, który usiłował przemknąć mimo z pokaźnym kawałkiem wątróbki w pysku. Kocury natychmiast wszczęły bójkę, cher cousine Alphonse machał rozpaczliwie rękami, a Gloria, by uciszyć all that jazz po prostu włączyła patefon. Bowiem muzyka łagodzi obyczaje. Także kocie.

    http://www.youtube.com/watch?v=QRLicHKhLYI&feature=BFa&list=AL94UKMTqg-9DQo4vJ-7e3adDPtrD2DYPD
  • @KOSSOBOR 00:00:31
    Patefon zazgrzytał i płyta się skończyła. W tym momencie weszła Wojciechowa:
    - Stara pani hrabina dzwoni.
    - Ileż hazy mam Wojciechowej powtahzać, że nie mówi się "staha pani hhabina", tylko "pani hhabina X"! - Gloria wściekła się nie na żarty. - Niech się Wojciechowa ogahnie w końcu, bo to jest nie do zniesienia! To, że jadamy kahtofelki w munduhkach nie sphawia, żeby się spoufalać, do q..... - tu Gloria ugryzła się w język i pobiegła do telefonu.

    Cher cousine Alphonse słyszał "tak, ciociu", "oczywiście, ciociu", "dobrze, ciociu, zahaz idziemy".

    - Zbiehaj się, Fąsiu. Natuhalnie ciocia Aldona, jak zwykle, uważa że nie wszystko nam jeszcze powiedziała. Idziemy do niej na hehbatkę. To i dobhze, bo dzisiaj na Wojciechową pathzeć nie mogę. Zmyje gahy, to niech siada do tych kwantów i pehpedyków, czy tam czegoś, jak musi.

    - To na czym skończyliśmy, moje dzieci? - zapytała ciotka Aldona, gdy już wszyscy delektowali się herbatą ulung, jedyną dostępną podówczas w sklepach. Niestety, nawet cudem ocalałe, lekko popękane skorupki miśni nie zdołały poprawić smaku słomy rozdeptanej pod stodołą - tak charakterystycznego dla tej herbaty.
    - Na impotentach, ciociu - podpowiedział cher cousine Alphonse, znowu - nie wiedząc czemu - spiekłszy raka.
    - Och! Co za obyczaje! - westchnęła ciotka Aldona, poprawiając w zakłopotaniu swój siwy harcapik ujęty czarną aksamitką. - No cóż, wiedziałam, ze w końcu będę musiała taka hozmowę z wami, dzieci, przephowadzić.
    Gloria wzniosła oczy do nieba, cher cousine Alphonse chrząknął, jak zazwyczaj.
    Ciotka kontynuowała:
    - A więc, całkowicie nie-do-pusz-czal-nym jest, cał-ko-wi-cie!!! wypominanie damom, nawet w żartach, ich wieku! Może w gminie są takie żahty phzyjęte, ale nie wśhód ludzi kultuhalnych. To wykluczone. I hównie niedopuszczalnym jest odcinanie się dam ta całą... no, nie będę już mówić. To jest phzekhoczenie dobhych obyczajów i całkowicie sphzeczne z comme il faut!
    - Natuhalnie, ciociu - przytaknęła Gloria, popijając herbatę, której Irene nawet nie wzięłaby do pyska.
    - Oczywiście, ciociu - dodał cher cousine Alphonse.

    W tym momencie u drzwi rozległo się pukanie.
    - Otwóhz, Fąsiu, phzecież nie ma służby! - zakomenderowała ciotka Aldona, zwana w rodzinie - jak pamiętamy - Fryderyczkiem.

    Po chwili do salonu wmaszerował dziarsko ululany dzik, chrząknął, skłonił się, strzelił raciczkami i zatrzepawszy rzęsami znad okularów krótkowidza powiedział:
    - Opowiem wam swoją historię, chcecie?

    Wszyscy wznieśli oczy do nieba, ale dobre wychowanie i komilfo nakazało im uśmiechnąć się uprzejmie. Lodowatości iście grenlandzkiej tego uśmiechu nie dostrzegł jednak ululany dzik, bowiem, jak wiemy, był krótkowidzem.
  • @KOSSOBOR 15:25:16
    Zagłębiona w "Prostych zadaniach z mechaniki kwantowej dla kretynów" Wojciechowa nawet nie zauważyła, że państwo wyszli. Skoro jednak to do niej dotarło, postanowiła wykorzystać ich nieobecność i zrobić mały eksperyment, do czego podręcznik bardzo zachęcał. Zdjęła z haka wypucowany wulkan i postawiła na piecyku. Wsypała do środka sporą przygarść atomów, dodała włoszczyzny, posoliła i po zagotowaniu dorzuciła jeszcze 10 deka cząstek elementarnych, po czym kopyścią energicznie całośc zamieszała pilnując jednak, aby nie przekroczyć szybkości światła. Kiedy czasoprzestrzeń niebezpiecznie się zakrzywiła, jak to ona, Wojciechowa, niewiele myśląc, zdjęła wulkan z ognia, zaciągnęła potrawę śmietaną, posypała drobniutko posiekanym koperkiem i dała do spróbowaniu kotu Schrödingera ku wyraźnemu rozgoryczeniu Rudego i Mulę Róż.
    Kot Schrödingera akurat na tę okazję postanowił być i korzystając z tego faktu żarł jak wołoduch - na zapas, kiedy znowu go nie będzie.
  • @bez kropki 21:23:06
    Tak więc kiedy Gloria eskortowana przez wciąż szarmanckiego kuzyna Alfonsa powróciła do domu, stwierdziła z rezygnacją, że zamiast dwóch - ma trzy koty. Na dodatek ten trzeci, cholernik jeden, przywklókł ze sobą tajemniczy kontener, gdzie wlazłszy znajdował się równocześnie w każdym z możliwych stanów, co nie tylko ją, ale nawet Wojciechową, doprowadzało do obłędu. Był jednocześnie żywy i martwy, czyli - jak twierdził - był fundamentalnie nieokreślony i pysznił się tym faktem w sposób odrażający. Rudy i Mulę Róż kombinowały w kącie, co by tu z tym fantem... bo nie zamierzały tak tego puścić na żywioł.
  • @sigma 18:39:01
    - Słuchaj, Mulek, a moze mu psylać? - zastanawiał się Rudy, który z powodu bójki w ogrodzie stracił właśnie górną jedynkę. A także dwójkę.
    - No można, można... Ale jak zaczniemy go lać i okaże się, że właśnie go nie ma? - Mulę Ruż Róż zrobił zafrasowaną minę.
    - Ale nikt nam nie powie, ze popełniliśmy gzech zaniechania! No i moze pincery się rusą? Jak tak wespół w to zespół, to ogajniemy go substancjonalnie, co nie?

    Rudy zatarł wredne łapki - bowiem lubił bijatyki, lecz pinczery ani myślały wyłazić spod ciepłego koca na otomanie. Przecież jesień już była!
  • @KOSSOBOR 19:47:46
    Wobec tego, że de facto jesień nadeszła i pinczery za nic nie chciały wyleźć spod koca, Rudy i Mulę Róż poszeptały sekretnie w kącie, po czym jak gdyby nigdy nic wlazły do tajnego kontenera kota Schrödingera!
    I teraz to one były fundamentalnie nieokreślone!
    A kot Schrödingera, który powiedzmy sobie szczerze, nazywał się w cywilu Albert E. - mógł się teraz wypchać sianem, bo już nie miał szansy się wcisnąć i jako takiemu załamała mu się funkcja falowa i przeszedł do stanu konkretnego, co go załamało dodatkowo !
    Załamany Albert E. łasząc się wlazł na kolana Glorii i skarżył się boleściwie na swą ciężką dolę kota fundalmentalnie okreslonego.
    Gloria czuła, że kręci jej się w głowie i ma mroczki przed oczyma, zaś siedzący naprzeciw cher Cousin Alphonse ma trzy głowy. Nie było dobrze.
  • @sigma 20:39:19
    Nie było dobrze. Gryzelda szóstym zmysłem czuła, że zagonienie nieobecnych na herbatkę albo na jaja przy pomocy gazrurki nie będzie dobre... A tu zima idzie i lody (także te dyplomatyczne) tajać nie chcą. Usiadła w kwiecie lotosu. Na podręczniku do mechaniki kwantowej (kwanty, kwarki, perpedyki ORAZ prepiteta) i skórze z kota Schroedingera (to "od bólu nerek") gazrurkę położyła sobie na kolanach. Rozpoczęła medytację.
  • Neutrony
    Bałt robił jakiś projekt, ale wena właśnie miała wychodne, więc zwyczajem starym wpadł na jaja.be, by sobie trochę wyprostować zwoje mózgowe.
    Wiele dziwnych rzecz już tu czytał, ale ostatnie notki Mme, szczególnie z kotem określonym i potrójnogłowym kuzynem mocno go zaniepokoiły.
    Wyszedłszy ze swojej pracownianej wieży spuścił się po dzikim winie, które wymagało jeszcze leżakowania, i udał się do Mme. Mme leżała w lóżku i wyglądała dziwnie. Pierwsze co zrobił, to zaodynował jej rtęciowy termometr.
    Termometr wskazał 41 stopni, co świadczyło o rozpoczęciu reakcji łańcuchowej. Jedynym sposobem było zastosowanie moderatora szybkich neutronów, co jak wszyscy dobrze wiedzą od czasu Czernobyla jest odwiecznym hobby grafitu. Bałt pozbierał wszystkie dostępne w domu klasyczne ołówki, nawet kufitki (ukłon w stronę cyborga59, który od dawna jest "czerwony") i powtykał je w koafiurę Mme. Temperatura zaczęła powoli opadać.
  • @bez kropki 21:29:03
    Jasny gwint! "skórze z kota Schroedingera" Kiedyś Ty zdążyła obedrzeć biedaka ze skóry? Przecież dopiero co siedzial na kolanach Glorii i zawodził smętnie, że to, że może być równocześnie martwy i żywy jest założeniem filozoficznym diagonalności wprowadzonym do fizyki kwantowej w zasadzie komplementarności! Gloria usłyszawszy to omdlała.
  • @tadman 21:37:05
    Termometr rtęciowy pochodził ze zrzutów alianckich. Starannie zachomikowany (zagryzeldowany??) na czarną godzinę, ukryty wraz z krzywom rurkom, gazrurkom, handgranatami, konopiami (bez prawa obrotu na rynku), majerankiem (docelowo do wycofania z rynku), eukaliptusem (stopniowo wycofywany) i paroma innymi niepoprawnymi politycznie i/lub nielegalnymi rzeczami. To wymagało znacznie większej odwagi niż podejście do trójgłowego kota, czy prątkującej neutronami Mme...
  • @tadman 21:37:05
    Neutrony na widok grafitu z ołówka zgłupiały i zwolniły na wszelki wypadek, bo się wystraszyły. Dodatkowo się speszyły, kiedy Bałt zwalił im (i Mme) na łeb ociekający lodowatą wodą kompres. I to był ich koniec, ale na szczęście nie Madame, która ochotniczo zaczęła robić w domu za ekologiczne i samodawialne źródło energii cieplnej, co nie od rzeczy biorąc pod uwagę rachunki za gaz.
  • @sigma 21:47:05
    Jak to kiedy? Wtedy kiedy był martwy. Wtedy został obdarty. Ze skóry w tym konkretnym stanie kwantowym. Jednym z dwóch.
    Resztki zimnej wody z kompresu ocuciły Glorię.
    Wszyscy w napięciu czekali na werdykt cioci Aldony. Licząc elektrony.
  • @bez kropki 21:49:12
    Zrzut Aliancki i Zwis Ozdobny w jednym stali domu. O czarnej godzinie tknięci jedną myślą ruszyli w stronę zameczku Hrabiny. Otworzyła im Wojciechowa, ktora będąc obrażoną zaanonsowała ich niedbale jako "jakieś takie pszyśli, prosz pani" i wepchnąwszy do salonu odtoczyła się pośpiesznie na pozycje kuchenne trzasnąwszy znacząco drzwiami.
    Pierwszym co rzuciło sie w oczy nowo przybyłym, był trójgłowy kuzyn Alfons, który bezradnie wachlował omdlałą Glorię "Dziennikiem Bałtyckim" otwartym na stronie ; nekrologi. Zrzut i Zwis tylko spojrzeli i dołączyli do grona omdlałych. Wyczerpany sytuacją kuzyn Alfons ogłosił strajk włoski i zajął sie zawartością barku.
  • @bez kropki 21:57:40
    Alez on nie jest w jednym z dwóch stanów, tylko w obu naraz! Jak mogłaś! Oddaj mu skórkę, bo przecie łysy nie będzie chodził po świecie, po białym.
    A usiądź se na ekologicznej poduszce z chmielowych szyszek.
    Naprawdę chcą wycofać majeranek? Co on im zawinił?
  • @sigma 22:01:28
    Strajkując zaczą od 'stock'-a, potem obalił jakieś spumante, poprawił 'campari', a na końcu obżarł rafię z takiej jednej i upijając się na smutno sięgnął po coś bardziej treściwego i zaczął konsumpcję krupniku. Tu zmorzył go sen.
  • @tadman 22:44:45
    Wskutek czego, kiedy Wojciechowa nie mogąc strzymać z ciekawości, co to takie ciche przyjęcie w salonie się odbywa, wylazła z kuchni i stanęła we drzwiach - na parkietach mozaikowych ścieliły się cztery sztuki małowmównych zwłok - w tym trzy omdlałe i jedna uchlana.
    Rudy i Mulę Róż dalej tkwiły w kontenerze, skąd robiły "zyg zyg marchewka" kotu Schrödingera, ten ostatni zaś pluskal się na środku stołu w wazie z ponczem, a czasami z rozpaczy polewal sobie ponczem łeb używając po temu odpowiedniej łyzki wazowej, bo był kotem znakomicie wychowanym.
  • @sigma 22:51:23
    Wojciechowa szybko wycofała się do służbówki i z duchówki wyciągnęła z lekka przyrumieniony egzemplarz "Prostych zadaniach z mechaniki kwantowej dla kretynów". Przewertowała go i znalazła odpowiedni wzór i podstawiła do niego Glorię, Alphonse'a i Aldonę. Wyszło jej, że ta trójka jest, a jakoby jej nie było. To rozwiązanie spowodowało wybuch takiego szlochu, że wiedziony niepokojem serca Józek w te pędy zameldował się pod drzwiami wejściowymi zameczku Glorii, które odkluczyła Wojciechowa, wiedziona też kołataniem serca.
    Szlochając i bucząc naprzemian moczyła gorsik Józka.
    - Czego ryczysz głupia? - zapytał obcesowo Józek.
    Wojciechowa pokazała odrobione zadanie z mechaniki kwantowej.
    - Nosz kurde, niezła jesteś - i niezdarnie pocałował ją w mokry nos.
    - Z tego zadania mi wyszło, że pani teraz jest, a właściwie jej nie nie ma i kto mi teraz wypłaci pensję.
    - Buuu - i uderzyła w jeszcze większy płacz.
  • @tadman 23:18:46
    Kot Schrödingera w końcu jednak wylazł z ponczu, bo mu się zimno zrobiło. Nie mogąc dłużej ani chwili patrzeć na Rudego i Mulę, które dalej tkwiły w jego kontenerze, obrócił się do nich zadkiem i skonfundowany zaczął sobie wylizywać gorsik.
  • @sigma 23:32:47
    Józkowi na takie losu zrządzenie nie pozostało nic innego jak wypuścić z objęć Wojciechową i pójść w ślady kota Schrödingera, czy jakmutambyło.
    Uprasza się Mme o niewyjmowanieołówków i przejście w stan standby.
  • @tadman 23:44:29
    Mme spojrzała z odrazą na Grypę, z którą od kilku dni leżała w łózku.
    Nie mając żadnych skłonności homoseksualnych czuła się wyczerpana i zbrzydzona nachalnym towarzystwem wyżej wzmiankowanej, jednak żadne perswazje, żadne zachęty, co by poszła se w cholerę na Grypę nie działały.
    Mme po prostu czuła, że sam widok tej zarazy wystarcza, żeby gorączka jej skoczyła do 44 stopni w porywach wraz z przelotnymi opadami deszczu.
    Założyła starannie czapeczkę narciarską, żeby grafity nie wypadły i obróciwszy się zadkiem do Grypy wylizała sobie gorsik.
  • @sigma 23:32:47
    Od czego ululał się już na fest. I to był szok dla autora kota Schroedingera - takiego stanu nie przewidział. Życie pełne jest bowiem oczywistych oczywistości, o którym się filozofom kwantowym i innym perpedykom, oraz perypatetykom nie śniło.
  • @tadman 22:44:45
    Sen otworzył jedno oko, potoczył nim po wnętrzu opustoszałego barku i westchnął: "co trzy głowy, to nie jedna", po czym już konkretnie zachrapał. Trzynastozgłoskowcem.
  • @KOSSOBOR 00:41:22
    KOSSOBOR w formie!
  • zajrzyjcie do Izy
    bo pisze cudności o kucharkach. Niech Gloria się cieszy, że zatrudnia Wojciechową.
    http://izabela.nowyekran.pl/post/77709,efekt-erasto-b-mpemby-czyli-logika-odkrycia-naukowego
  • @sigma 22:07:11
    A "wogle", to skórę z kota (Schroedingera) ściągnięto za winklem Wszechświata. No, za tym zakrzywieniem.
    Szyszki chmielowe - namakają a po zamoczeniu capią kotem;), dlatego Gryzelda ich "nie uważa". Co innego kocia skóra - toż trofeum dla gryzonia!

    A majeranek to było hasło wywoławcze przy okazji jakiejś dawnej dyskusji o Codex Alimentarius. Co to z jednej strony: konieczność ograniczenia witaminizowania wszystkiego co na półkach sklepowych (jak bierzesz poważne suplementy, to musisz się wystrzegać żarcia sztucznie witaminizowanego i konia z rzędem temu, kto kupi tłuszcz, nabiał, napoje bez dodatkowych sztucznych witamin) - postulat słuszny. A z drugiej (ponoć) planowane ograniczenia na zioła i wyroby lecznicze (co nie opatentowane, to docelowo ponoć ma być be i zakazane). Czyli ten majeranek w donicy będziesz ukrywała jeszcze więcej niż maryśkę, bo ona tylko rozrywkowo-medytacyjna a majeranek leczniczy.
    Przepraszam, tak mi się odbiło tem majerankiem, bo to i o kucharkach była mowa, i jestem po ciężkich poszukiwaniach preparatów z fizjologicznie czynną dawką eukaliptusa (znalazłam, ale nie w PL - ciekawe...). A eukaliptus ma tę "wadę", że odtyka zatoki. Brutalnie, na chama, łod renki i czasem zdąży odwalić swoją robotę bez konieczności brania antybiotyku.
    Teraz dojrzewam do pomysłu, by importer w/w olejku reklamował go dwojako:
    1. Na stronach na serwerach spoza UE w sposób prawdziwy (wraz z ostrzeżeniami o możliwych skutkach ubocznych!);
    2. Na stronie na serwerze w UE, jako dajmy na to "cudo na mole i ja pier*le; kadzidełko, pachnidełko; abrakadabra, końcowa stacja-medytacja" - Pod tą postacią w UE można;). (W tym momencie Gryzelda pogłębia medytacje nad gazrurką żaroodporną - hihi).

    A bez łysego kota Schroedingera nie byłoby wątku na jajach a kto wie? Może i przewrotu w fizyce?? Wszak dyletanci zdolni są. Do wszystkiego;))).
  • @sigma 23:56:21
    Grype wykopujem tak (rady dla NIEalergików):
    - nos (nasadę), czoło, poliki (zatoki z ropą, albo nawet przed zalegnięciem się gronkowca, ale nie Zatokę Perską) smarujemy olejkiem ti (czyli kamforowym w modnej nazwie);
    - gardło, stopy, za uszami, wokół pępka i gdzie tam "jazgdyni" poradzi - smarujemy rozcieńczonym olejkiem goździkowym (uwaga: PO URPZEDNIEJ próbie!, bo to cholerstwo PARZY!),
    - wyro, spanie, szmata na łeb (wełniania drapiąca opaska na czoło i uszy), skarpety na nogi (najlepiej też szorstkie wełniane), elektrolity i Wojciechowa w drzwiach ("pani ni ma w domu i nie wiem kiedy bedzie"),
    - nie pamiętam co jeszcze na grypę brałam, bo to dawno było (chiba jako początkująca staruszka mam początkującego Alzheimera, czy jak mu tam); Ale mój stary wracz wszystko z gorączką leczył dietą płynną (niesłodzony kompot z jabłek i żadnego żarcia przez 1-2 dni, za to spanie na cały zegar); Na Krymie leczą to mieszanką aspiryny i "balsamu" (czyt. nalewki na ziołach) "Złote pole" (Wiem, wiem, że to zabójcza mieszanka, ale działa i co ja na to poradzę. Nie mam jednak dostępu do prawdziwego "Złotego pola".) :(
    - gorączki poniżej 39C (w trendzie wzrostowym) nie zbijamy. Przesypiamy ją, paskudę. Chory ma mieć spokój, święty spokój i jeszcze więcej!
    -jak już trzeba tę zołzę zbijać, to nie ograniczamy się do podania leków, ale i przestajemy chorego "wygrzewać", wręcz (DELIKATNIE!) chłodzimy (ręce, nogi, GŁOWA)
  • @tadman 09:38:23
    Zbytek łaski, psze Pana, zbytek łaski. ;)
    Kossobor musiała spełnić pewne obowiązki, bowiem ciocia Aldona, z siwym harcapikiem, sznurowanymi trzewiczkami do kostek i laseczką stwierdziła, że byt piaskowniczki jest zagrożony.
    A przecież słuchamy SIĘ cioci Aldony, n'est-ce pas?
  • @KOSSOBOR 17:48:51
    Byt piaskowniczki zagrożony?? HEEEE? I na jajach o tem cisza...?
    A do tego w miejsce Weny (co była uciekła) przyplątała się Grypa. A Stefana F. nie idzie na nią napuścić:(.
    Kota Schredingera oskalpowali z Nienacka, więc Wojciechowa musi (nie odstępując obowiązków kucharskich przy wulkanie) skorygować "Zbiór prostych zadań z mechaniki kwantowej dla kretynów".
    I jednej głowy było za mało - wyrosły trzy a i tak nie pomogło?!
    Oj!
    Bardzo niedobrze.
    Splinowi mówimy nasze stanowcze "nie". Chmurom i lodowatemu zimnu (także w stosunkach międzyludzkich i międzykocich) mówimy "sio, sio!"
    Co by tu jeszcze wymyślić??! Gazrurka na wszystko nie pomoże, niestety.
  • @@@zobaczcie ten zachwycający portret we wnątrzu wierchowki nE;)))
    Dostałam od @trybeusa copyright na wrzucenie na jaja, ale nie potrafię wkleić portretów bohaterów, więc musicie zajrzeć na oryginał. Chyba, że ktoś potrafi wkleić tutaj, to bardzo proszę.


    W sumie to nie zaglądam, bo tutaj cały czas jestem...ale zauważam znowu jakieś poruszenie i gdakanie...

    Na początku chcę scharakteryzować grzędy (hierarchie) jakie tutaj obowiązują . Kiedyś wspomniałem, że Nowy Kurnik składa się z Elity Niższej Grzędy (ENG) i Elity Wyższej Grzędy (EWG). Dzisiaj skupię się na EWG, która zasiada na tzw. areopagu dość nałogowo i bez jakiejś logiki przynajmniej statystycznej lub nawet według tzw. rachunku prawdopodobieństwa.Już mówię co następuje, a więc:

    -Kogut Marek z partii Proso Jest Najsmaczniejsze (PJN)

    -Kogut Aleksander, dawny współgazownik Gospodarstwa, który ostatnio dużo prawił o etyce w biznesie, według mnie trochę spóźniony temat ...temat ten można było poruszyć, jak Łoś Waldek z partii Pastuchy Są Leniwe (PSL) negocjował z Niedźwiedźiem Władimirem ceny gazu dla Gospodarstwa.

    -Kogut JKM (Jątrzyć Kłucić Mącić ) lub jak kto woli Judajski Kogut Modyfikowany, którego kaczki ogłosiły jako persona non grata na marszu, który ma byc w najważniejsze święto Gospodarstwa .Kogut ten w sumie nie ma nic do przekazania , ale jest zawsze na Wyższej Grzędzie ( czy napisze czy nie , czy przeczyta czy nie , czy pierdnie czy nie ), zawsze jest na WG..kurde nawet sie mi rymneło...

    Po dłuższej ciszy w Nowym Kurniku znów jakieś poruszenie ...oto Kogut Naczelny wygramolił się na Wyższą Grzęde ( z racji pozycji kierowniczej było to oczywiste) i wciągnął w pierś powietrze ...

    ...nadął się, twarz mu poczerwieniała ...wszyscy w Nowym Kurniku zamarli, cóż będzie dalej ...Naczelny wciągał powietrze coraz bardziej ...wydawało się, ze już niedługo pęknie...

    ... i nagle zapiał tak intensywnie,że cały Nowy Kurnik zadrżał w posadach ...wydawało się, że wszystkie szyby w kurniku popękają , a sam kurnik zapadnie sie pod ziemię...

    ...Naczelny zapiał, że Lis Donek i ta cała jego Partia Oszustów (PO) to zdrajcy (w sumie to nie odkrył Ameryki), zdrajcy i po stokroć zdrajcy , natomiast kaczki są nudne i ponure. Stwierdził też, że znakomita większość Gospodarstwa nie jest zainteresowana ani Partią Oszustów, ani kaczkami co według niego zrozumiałe(?) Stwierdził też, że nie ma już debat... (prawdziwych debat już nie ma, jak śpiewał tam kiedyś, ktoś tam ), że dziwne jest dla niego, że lisy już nie debatują z kaczkami (?)...no i lepszy jest Lis Donek haratający w gałe niż straszne i ponure kaczki z Naczelnym Kaczorem w tle ...stwierdził też, że kaczki się mogą zesrać, zrobić 200 konferencji na tematy od gospodarki, porzez zdrowie, aż do higieny intymnej a i tak nie zmienią swojego stałego już nudnego i ponurego wizerunku... i w ogóle wszystko jest strasznie ponure, czarne, sieriozne i bez polotu...no i w ogóle wszystko jest BAAAARRRDZOOOOO DOOOO DUUUUUPY !!!!! ... dokończył pianie Kogut Naczelny...

    W Nowym Kurniku zapadła grobowa cisza, wszyscy wstrzymali oddech ...wszyscy czekają , kiedy Kogut Naczelny wyłoni ...Gabinet Cieni...CDN*

    *wszystkie postacie są fikcyjne, wszelkie zbieżności oczywiście przypadkowe

    http://trybeus.nowyekran.pl/post/77798,znow-zagladam-do-kurnika-po-dluzszej-przerwie#comment_650131
  • @sigma 22:44:47
    szkoda szkodaśna, że nie ma tu jednego psora, ale on nie z kuraków, a raczej z tych co kółko w nosie mają; no i zostaliśmy mimowolnie świadkami przyjaźni ponad podziałami, znaczy się kurzastych z bydlątkami. Jednak dalsze badania doprowadziły do odkrycia skrzętnie skrywanej przed lemingami tajemnicy, że przyjaźń ta oparta jest na fakcie, że one są tej samej proweniencji (excuse le mot, ale frazę tę z lubością stosuje nasza stechnicyzowana przyrodniczka, co kropki nie ma). Bo przyjaźń może kwitnąć w klasie, pomiędzy nimi, a nawet ponad. Czołowy badacz tego zjawiska spoczywa już w kryształowej trumnie , więc royalties nie obowiązują.
  • @tadman 00:01:43
    Ja bym jeszcze dodała spaśnego Koguta Ryszarda zwanego Sponsorem, który, co by nie zrobił - czy to będzie zaśpiewanie piosneczki, czy opowiedzenie , co mu se wczoraj przyśniło - zawsze leci na jedynkę SG. Bryluje z małżonką wśród naszych najwyższych sfer w branży ubojnia, ale z nieznanych przyczyn w Naszym Kurniku jest traktowany jako zbawca.
  • @sigma 10:09:40
    No żesz Droga Sigmo! Czego się burzysz? On ma w umowie sponsorskiej jakie usługi sponsorowany ma dostarczać sponsorującemu. Był i Prezydent Kurnika, co to z rozmiarów sądząc, żadną miarą kurzastym być nie może. Każdy kurnik ma swego amatora, znaczy się lisa... i tu mój koncept wysiadł. :)
  • Koko koko
    kurnik spoko?
  • @Asadow 12:03:08
    A mówili, że to durna piosenka, a słowa tak wieloznaczne. :))
  • @tadman 11:43:09
    Wicie, rozumicie, my jestesmy dziki swojski drób - jak te kaczki, które w naszym zoo spokojnie dokooptowały do różnych nadzwyczajnych okazów, bo życie w zoo łatwiejsze i ciekawsze;)
    Tak więc, wracając do tematu, jako dziki drób, który na tyłach Naszego Kurnika siedzi, ciekawskim oczkiem zagląda, co tam nowego w części oficjalnej, sam se zaadaptowal na grzędy poziomy konar rosnącego nieopodal dębu, a czasami dla jaj wyrwie jakiemu kogutowi pióro z ogona, żeby se za wiele nie wyobrażał - jesteśmy w sytuacji nieco ryzykownej.
    Ale tyle dobrego, że w końcu pastuch elektryczny rozciągnięty wokół Naszego Kurnika chroni wszystkich po równo;) Oczywiście do czasu.
  • @Asadow 12:03:08
    Do czasu. Tylko trzeba uważać, bo jak ubojnia drobiu zgłosi zapotrzebowanie i koguty z SG zaczną bojowo piać wzywając do kryterium ulicznego, to cóś by z tym trza zrobić - masz jakiś pomysł?
  • @tadman 11:43:09
    Może, może Prezydent być kurzastym, nic się nie bój - takie karmne gąsiory dochodzą czasem do niespotykanej wagi. Zapewne ww. ma jakieś zadanie na godzinę W - ogłoszenie jakiegoś rozporządzenia z mocą ustawy w imieniu wszystkich blogerów wszechświata z przyległościami - w którym to rozporządzeniu załączy wszystkie dosłane przez oficera prowadzącego punkty plus jeden - że on zostaje na stanowisku, choćby ubojnia drobiu całą resztę przerobiła na kurczaki rosołowe.
    Na razie się wprawia co i raz wrzucając na SG jakieś głupoty, żeby o nim nie zapomniano.
    Baranom prowadzącym do rzeźni złoci się rogi - co można pozłocić Prezydentowi Kurnika?
  • Bardzo dobry tekst
    Pozdrawiam.
  • @sigma 12:49:56
    Grzech nie mieć. Grzeszę :-(
    No... ten tego, trzeba chyba ćwiczyć jakąś samoobronę?

    Skoro jesteśmy w tym folwarku zwierzęcym...

    Znacie? To posłuchajcie! (wszelkie podobieństwo... itd. itd.)

    http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=P3AAdkfiamU
  • @Asadow 18:02:01
    Puma jest świetna.
  • @Asadow 18:02:01
    5* za film.
    Genialny!!!
  • @KOSSOBOR 20:39:12
    Zwarta grupa swojskiego, dzikiego drobiu siedziała na dębie i pogdakiwała z troską o tym i owym. Najpierw o tym, że Kogut Naczelny jak zwykle zostal pozycjonowany na najlepszej grzędzie ze swoim wiekopomnym artykułem o dłubaniu w nosie. Potem o tym, że ten idiota Judajski Kogut Modyfikowany własnie odkrył Korczaka - oczywiście lepiej późno, niż wcale, ale tylko czekać, a odkryje rower i to dopiero będzie. Potem nastroszywszy się, bo nocą już i przymrozki się trafiały w Naszym Kurniku - zauważyły, że poniektórym to dobrze, bo grzeją pierze w Portofino.
  • @tadman 19:05:35
    - A może by też tak polecieć do ciepłych krajów? - zauważył nostalgicznie ktoś z grupy.
    - Wolno wiedzieć za co? - zauważył ktoś inny i zapadła zgorzkniała cisza przerywana tylko głośną kłótnią Koguta Naczelnego z Modyfikowanym Judajskim na temat wyższości dłubania w nosie nad królem Maciusiem.
    - I tak dobrze, że chociaż Kogut Ryszard przestał się produkować z tymi "Czterdziestoma kasztanami", bo już mnie szlag trafiał - sennie zauważył jakiś głos ze zbitej sterty pierza.
    - Mnie tam jeszcze bardziej wnerwiał Kogut Aleksander, któremu po najdłuższym życiu zebrało się znienacka na wyklady o moralności; dopilnowałby lepiej własnego stada w swoim własnym kurniku - odparł zrzędliwie inny głos, po czym w Naszym Kurniku zapadła cisza, bo sen zmorzył najwytrwalszych dyskutantów.
  • @sigma 22:24:10
    Stirlitz również siediał na dębie w służbowym uniformie. Bylo w nim cholernie niewygodnie, ba, jakieś piórko ustawicznie wchodziło mu w nos i niemiłosiernie łaskotało; ale to nie koniec Stirlitzowych niewygód, bo w dupę wchodziła mu gałąź, na dodatek echte dębowa.
    Żałował swojej decyzji o kamuflażu na dębie, tym bardziej, że Natasza telegrafistka, która dorabiała wiadomo czym i gdzie, ostrzegała o fałszywym tropie, który zapewne podrzuciła Abwehra.
    Bronił się na dodatek przed zaśnięciem, które mogło skończyć się lotem nurkowym ku ziemi. Nagle zastrzygł uszami pod słuzbowym uniformem i wiedział, że to wygniatanie dupska to dla ukochanej rodiny, która jest w niebezpieczeństwie, opłaciło się bo jedna z kurek zdradziła gdzie przebywa ich herszt wydawało się nic nieznaczącym "grzeją pierze w Portofino". Teraz musiał szybko skontaktować się z Nataszą telegrafistką, a to wymagało zniknięcia z dębu po angielsku. Wybrał jednak wariant mieszany radziecko-angielski i wrzasnął - Lisy! W następującym po tym zamieszaniu ulotnił się iście po angielsku.
  • @Asadow 18:02:01
    Tymczasem tapir wciąż nie mógł zasnąć i to mimo że przewlókł swoją kanapę w pobliże Naszego Kurnika, żeby choć raz uniknąć odwiedzin dzika i wysłuchania historii jego życia. W końcu miał większe problemy. Z marsem na czole rozmyślał o problemach wszechświata. Bo jeżeli wszystko kręci się wokół wszystkiego, to jeżeli za punkt centralny weźmiemy jego, tapira - to świat kręci się wokół niego! Poślinił kopiowy ołówek i dokonał niezbędnych poprawek na zużytym egzemplarzu "O obrotach ciał niebieskich", po czym obrócił się zadkiem i wreszcie spokojnie zachrapał. Zaś zgodliwy Wszechświat wraz z galaktykami, czarnymi dziurami wykonał wokół niego majestatyczny obrót.
    Hen, w Portofino, zdumiony Januszek na przeczystym śródziemnomorskim niebie dojrzał te harce Drogi Mlecznej z przyległościami i nie wiedząc nic o ustaleniu systemu tapirocentrycznego - głęboko się zadumał, co by to miało znaczyć.
  • @sigma 23:25:18
    To wg chińskiej wróżby kupionej u Wietnamczyków na pchlim targu znaczyło jedno, że jaja.be schną dla/za* Oza.

    */ niepotrzebne skreślić
  • @tadman 23:24:26
    " W następującym po tym zamieszaniu ulotnił się iście po angielsku."
    Czyli, po prostu, pierdyknął w glebę. Nikt jednak tego w ogólnym zamieszaniu pt.: lis w kurniku! nie zauważył.
    No - prawie nikt... Bowiem gdy Stirlitz pozbierał się z gleby, wytrzepując z uszu i nosa pierze, oraz wyciągając je z innych miejsc /z przeproszeniem/, które przecież musiał jakoś zakamuflować, a więc gdy Stirlitz pozbierał się z tej gleby i ruszył do Nataszy telegrafistki /tu Oka, tu Oka.../ - gnany wiadomo czym i naturalnie zapominając natychmiast o domniemanym przez Tadzia dobru rodziny - nagle usłyszał przed sobą:
    - Chcesz? Opowiem ci moją historię.
    On to bowiem był, nasz ululany dzik, który drobiąc raciczkami i poprawiając okulary krótkowidza na nosie, ruszył tropem kanapy tapira, odczuwając nieprzepartą chęć pogawędki.
    Rozdzierające: wooooonnnnnn!!!!!!! Stirlitza przyprawiło Kurnik o niejaki niepokój.
  • @KOSSOBOR 01:45:58
    Tapir natomiast, słysząc, co się święci, wlazł pod kanapę, rozgarniając krążący wokół PT Wszechświat.

    Niestety - nie trafił w czarną dziurę.
    Przeto po chwili ujrzał wsuwający się pod frędzelki znajomy ryjek i - nie zgadniecie! - co usłyszał!
    - Opowiem ci swoją historię, chcesz?

    Tapir zaszlochał. Jednak wyjść spod kanapy już nie było tak łatwo, o nie! Gdy ululany dzik doszedł do kolegów z wojska - tapir zemdlał.
  • @sigma 23:25:18
    Antykota obudziły metaliczne zgrzyty i popiskiwanie od dawna nie konserwowanych łożysk.
    Znowu wybrane przez niego miejsce spoczynku wypadło w pobliżu Osi Obrotu.
    - Jak ten tapir mnie tu wytropił? - Zmartwił się.
    - Skoro tak... - podszedł do radiostacji i nadał szyfrogram do Stirlitza:
    "tapir obrócił się przed snem". Technicznie rzecz biorąc, nie był to szyfr, jednak i tak nikt nie uwierzyłby, że wiadomość o tapirze wysłana do asa wywiadu mogła być otwartym tekestem.
    Antykot wrócił do legowiska i ostrożnie, by nie wykonać żadnego obrotu położył się na brzuchu i zmrużył oczy.
  • @KOSSOBOR 00:00:31
    Oj KOSSOBORZE,

    całusy i uściski za Dalidę. Tak było, potwierdzam.
  • @KOSSOBOR 15:25:16
    Coś nagle Glorii porobiło sie z zębami, tak, że nagle jama (ustna) zrobiła sie malutaka i jakaś taka niefunkcjonalna. Fakt, faktem, nagle zabrakło jej ajystrokjatycznego hhhhhhhh, a pojawiło się piękne, aczkolwiek nie tak posh-posh jjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjj.
    Więc Glojja.
    - Co też ciocia mówi, bo nasz znajomy agent mówi, że nie ma nic gojszego niż pjudejja.
    - A phudehia, mon a mi, to coś co hobi duży zamęt. Ale wy nie jesteście chyba phudehyjne, se pa ?
  • @sigma 18:10:41
    Spasiony ponownie wlazł do komory i wyłuszczył: - no niech oni teraz spróbują mnie zobaczyć choć przez moment martwym.
  • @jazgdyni 16:52:39
    Biorąc pod uwagę, że słowa te wyrzekł dopiero, kiedy 1/odebrał bezkropce bezprawnie gwizdniętą skórkę; 2/wychlupał cały poncz z wazy i ululał się na cacy; 3/chytrze wywabil z komory Rudego i Mulę udając, ze w wulkanie coś jeszcze jadalnego zostało - jego irytacja była w pełni zrozumiała, a nawet usprawiedliwiona. Teraz znowu był kotem fundamentalnie nieokreslonym, ale zarazem spasionym i ululanym i nikomu nic do tego!
  • @Asadow 08:26:18
    Sratatamus od pewnego czasu większość go spędzał w barze "Przystań" na sępa urzynając się w drobny rzucik - bowiem niepowodzenia, jakie go spotykały przy wykonywaniu wyuczonego zawodu - bardzo go zniechęciły.. Odkąd jednak wszedł w życie system tapirocentryczny życie weń wróciło. Co i rusz przylatywali doń spanikowani petenci płci obojga pytając, co by miały wieścić gwałtowne, a niepojęte ruchy ciał niebieskich. Sratatamus zależnie od oceny klienta wahał się i przepowiadał albo wizytę policji skarbowej albo wizytę bruneta wieczorową porą, po czym mówił: "stówa", albo "dwie stówy" i wracał do baru "Przystań", ale ze znacznie weselszą miną. Tematu końca świata unikał jak zarazy, bo być może z punktu widzenia budowania wizerunku był to temat korzystny, ale z finansowego zupełnie nieopłacalny. Zanim zdążył powiedzieć "Stówa, petent bladł, mówił Łomatko! i pędził załatwiać sprawy ostateczne, a on zostawał z suchym pyskiem.
  • @sigma 18:56:58
    Zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz.........
    takie sobie harce z kotem, to już taka marna napierdułka intelektualna. A teraz sobie trochę poeksperymentujemy o naszej, jakżeby ukochanej czarnej Marii. Biedaczka... całe młodziutkie życie żyła w świecie czarno - białym. I oto nagle eksperymentator przyniósł czerwoną różę. Cóż ona zobaczyła. Co to są qualia kochani. Do roboty, do roboty....
  • Eksperymentalnie
    umieszczam zdjęcie antykota. Wprawdzie go nie widać, ale jego istnienia można dowieść indukcyjnie, na podstawie braku części tła - w kształcie kota.

    https://lh6.googleusercontent.com/-fqHNIimsZbA/UIwcGwwojjI/AAAAAAAAGVY/KRsqPFp2B_s/s752/kot_i_antykot.jpg
  • @Asadow 19:40:56
    Czy tu mamy do czynienia z reakcją na poziomie kwantowym?
    Kwanty mi się wyraźnie rozzmywają.
  • @Asadow 19:40:56
    zapomniałem dodać, że pomiary czasu półtrwania suchej karmy są spójne z teorią antykota.
  • @jazgdyni 19:45:34
    Ustalmy pierwej, czy obaj widzimy ten sam rudy kolor kota.
    Ja widzę... taki rudy w paski. No... jasno-rudy. Trochę jak zeschłe trawy, tylko lekko cieplejszy. Pewnie jest zbliżony do koloru pewnego gatunku drewna... tylko nie wiem jakiego... Zgadza się?
  • @Asadow 19:40:56
    W momencie kontaktu antymaterii z materią (zwykłą) obie ulegają anihilacji. Czyli należy podejrzewać, że to, co widzimy jest to znowu złudzenie apteczne - uchwyciłeś typową czarną dziurę w kształcie antykota
  • @Asadow 19:51:38
    Ale na jakim gustownym akceleratorze w geometryczne wzory leży ten Rudy. (A właściwie dla odróznienia od rudego- ten Jasnorudy) I na jakim luzie wytwarza antymaterię. I to nawet się nie rozpędzając!
  • @sigma 19:53:52
    sprawdziłem rachunku... jestem zdruzgotany. Czarny-dziur-kot daje jeszcze lepszą zgodność z pomiarami.

    A... czarny, koto-kształtny antrykot?
  • @Asadow 20:06:33
    Tylko, niestety, czas półtrwania mokrej karmy w przypadku naszych kotów nie daje się zmierzyć;(

    To już jest ich czterech! Antrykot, Antykot i Tykot i Kot!
    A jeżeli dodamy Dziur-kota, to nawet pięciu. Jak dębów!
    Zdębiałam.
  • @Asadow 20:06:33
    Czy czarny antykot-antrykot chodzi na co dzień w trykocie? Fe. Mam nadzieję, że nie.

    @ all
    Piszę, a Fruźka chce się dostać do dolnej szafki. Odwoływałem ją od roboty aż 6 razy, udzielałem głasków, a ona apiat' od nowa. Palnąłem jej przemowę, dałem głaska i Fruźka zatrzymała się przy szafce. Obejrzała się na mnie, wylizała gorsik i z dumnie podniesionym ogonem wyszła z pokoju.
  • @tadman 20:32:32
    Skonfundowałeś ją! Tadziu, jak mogłeś!
  • @tadman 20:32:32
    Zwarty kłąb dzikiego drobiu na dębie jak co dzień przed snem wymieniał uwagi na tematy nieobowiązujące.
    - Słyszeliście dziś tego Judajskiego Modyfikowanego? - rzekł ktoś. - Zawiadomił świat o tym, że liście z drzew wspadają i mamy jesień! I za tę wiekopomną wiadomość powędrował na wysoką grzędę. Ja tam rozumiem, że on juz do reszty zgłupiał, ale czy oni juz w Naszym Kurniku rozumu nie mają, żeby takie głupoty umieszczać na widoku?
    - Ale, ale - przerwał mu głos inny. - Ja tam Judajskiego puszczam koło uszu! Za to dzisiaj wpuścili na grzędę kwokę Małgorzatę, która zasunęła taki spirytystyczny bełkot, że oko bieleje!
    - Nie mów - zainteresował się sennie ktos jeszcze. - A momenty byli?
    - Masz! Pokazywała obrazki duchów!
    -Gołych?- zainteresował się gwałtownie przebudzony głos.
    -No co ty! Zwariowałeś? - Duchy zawsze chodzą w nocnych koszulach. Tak własnie mają. Kwoka Małgorzata mówiła, że zajmuje się tym tematem od dawna, więc wie.
    - Aha. Eee - zauważył mocno zniechęcony głos.
  • @ Potwory! To są potwory!
    Lista spraw do zrobienia i załatwienia, jako to: węże wodne z ogrodu usunąć, pazury kocicom obciąć, odkamienić kran etc..
    Bachorek wrócił z pracy i wziął się za listę oraz kocice.
    Mima, która pierwszy raz w życiu miała taki zabieg - jakoś to nieźle zniosła. Po czym rzuciła się urządzać dzikie galopady po chałupie, wliczając w to meble wysokie, stół z kolacją, nasze biedne kolana i tak dalej. W tym czasie manicure miała wykonywane Gocia. Wydawała z siebie ryki iście tygrysie, niczym rwana przez Mme opieńka, a tu jej Mima przed szlachetnym nosem rasssy europejskiej lata jak popieprzona. Antykota Czekoladę olewamy co do obcinania pazurów, bo to nie jest w ogóle możliwe. Antykot Czekolada tylko czeka, aż opuszczę lapotopa i kładzie się natychmiast na klawiaturze, celem antylapotopowania. Tak więc, gdy wracam, w stole w salonie zieje wielka, wielowymiarowa czarna dziura. Dziura ma zielone, wiecznie zdziwione oczy. Mima, która zapewne - jako nędza ogrodowa - nie miała dzieciństwa, jeno walkę o przeżycie, weszła w stadium drugiego - jeśli nie pierwszego - dzieciństwa. Uczynniła wszystkie, dawno zapomniane i zalegające kociozabawki, acz najlepszą zabawą jest taczanie głęboką nocą kasztanów, com je zebrała, ulegając pasji zbierackiej Madame. Łomot w chałupie jak diabli, tak po drugiej w nocy. Do czwartej. Mima przestała już jeść cokolwiek, czyli jakieś kitykety, z przeproszeniem. Jeno royal canin. Gocia właśnie drze dziób w mezzosopranem dramatycznym, z naciskiem na "ł", czyli: "mia- ŁUUU". Jutro muszę zanieść zakupione puszki z kociokarmą olewaną do sąsiadki, której koty niczego nie olewają. Gocia dalej tym mezzosopranem... Mima codziennie leje w ogrodzie potwornie grubego burego bez jednego oka. To kocica - lwica. A wynosi 1/3 jednookiego. Ale bury sam się naprasza. Chyba zwariuję. Nieeee, no bardzo kocham moje koty, w tym jedną dziurę po kocie - Czekolade, znaczy. Taaa, bardzo przecież, naturalnie, kocham moje koty.
  • @sigma 20:58:54
    Jeden z lasu się napatoczył i też przysiadł na dębie. Miejscowe obstawiały co to może być. Głosy były mocno rozrzucone, bo obstawiały od orła po cietrzewia z jednej, a z drugiej od bażanta po kszyka. Rejwach się zrobił na grzędach straszny, aż sowa, nasza stara znajoma, wychyliła się ze swej dziupli i obsobaczyła towarzystwo, że nie pozwala jej historii lasu pisać. Pzepytała na okoliczność kurzaste i okazało się, że spór toczony jest o tożsamość tego nowego.
    - A nie łaska było zapytać - zapytała sowa.
    - To se zapytaj sama, bo on na pyskatego wygląda - powiedziała któraś z ENG.
    - Jak się nazywasz? No, nie gap się głupio, do ciebie mówię ty nowy z lasu. No! - i spojrzała znad okularów.
    - No, Leszczyński i też jestem na pierwszej stronie 'Dziennika Naszego Kurnika'.
    Kury zaczęły się przepychać, by zdobyć autograf Leszczyńskiego, choćby na skorupce jajka.
  • @Asadow 19:40:56
    Hmm... rozumiem, że Twoja PT Rodzina śpi w koszyczkach?
  • @jazgdyni 16:50:05
    - Pjudejja jest bajdzo dobja, tjochę pjudejji nie zawadzi. To tak, jak pjeprz do pomidojów, cy cóś - deliberowała Gloria nad nie zapraszaną przecież przez nikogo pruderią, usiłując jednocześnie tłumić czkawkę.
    - Kto tu wpuścił pruderię? - cher cousine Alphonse jak zwykle był dżentelmenem.
    - Chyba nasz jegendajny zejo zejo zejo - odpowiedziała Hrabina, choć telepało jej jestestwem od pawimentu do sufitu salonu.
    "Nie, no nie mogę tego słuchać!" - pomyślał cher cousine Alphonse i mimo, że był dżentelmenem, jako się kilkakroć rzekło, z całej siły acz znienacka strzelił Hrabinę otwartą dłonią w plecy.
    - Noż q.h.a, Fąsiu! - wrzasnęła Gloria i cher cousine Alphonse już wiedział, że czkawka przeszła, jak ręką odjął - par excellence.

    Tymczasem Pruderia wraz z Nienackiem, skromnie przysiadłszy w pobliżu barku, sączyli niepostrzeżenie dla innych butelkę po butelce. Których zawartość zna Tadziu i OZu. Który nawet poemat o butelkach i ich zawartości ongi napisał był.

    Jakież było zdziwienie małego Januszka, który siedząc na skraju piaskownicy, ujrzał wytaczającą się z zameczku Hrabiny, pijaniutką w sztok Pruderię. Za Pruderią drobił boczkiem - raz jednym, raz drugim - ululany na sicher Nienacek, pogwizdując to "Tango Milonga", to "Nie zaznał przygód kto nie służył w marynarce".

    Wojciechowa przyglądała się wszystkiemu bardzo sceptycznie. Baczyła tylko, by to rozochocone towarzystwo nie rozdeptało jej kwanta i nie zahaczyło o perpedyk, stojący przy płocie. No bo czym by Józek wrócił do domu?
  • @KOSSOBOR 01:28:31
    Fe - no - me - nalnie. Towarzystwo Skrybów Jajeczno - Namolnych wybitnie rozkwita z każdym kilometrem mojego oddalenia, produkując race intelektu, pióropusze humoru i grzmoty niepospolite. No... jestem pod wrażeniem. Widać nawet grypa się do czegoś przydała. No i to, prawdziwe odkrycie dla mnie, że antykot ma na imię Albercik.

    Zmysły mi się wyostrzyły po parugodzinnej jamce, którą to zmuszony byłem odbyć, by nabrać sił po wariackiej, typowo włoskiej jeździe przez Ligurię i Piemont, a następnie locie niezbyt wysokich lotów liniami lotniczymi.
    Nie ma to jak w domu. Nigdzie bym się nie ruszał, gdyby nie upór Frau, która wzięła się i uparła, żeby złożyć swą kształtną główkę na poduszce, na której spoczywała wielka Eleonora Duse. Mam cichą nadzieję, że nie było w tym żadnych podtekstów, jak to miało miejsce, w przypadku Isadory Duncan. Tym bardziej, że i Sarah Bernhardt się gdzieś tam kręciła z boku, więc widzicie - towarzystwo cokolwiek podejrzane.

    Jednak nie jestem malkontentem i nie zaprzeczę, że z rozkoszą zanurzyłem się na chwilę w cudownym klimacie Wielkiego Gatsby'ego.

    Toteż moje chwilowo wyostrzone zmysły zwróciły uwagę, że to całe kurne towarzystwo siedzi na dębie... Siedzi na dębie??? Toż wrona siedzi na dębie i dłubie palcem w zębie. A tu, kurczę, żadnych ciemnych okularów nie widać. Przekonany jestem, że zgodnie ze specyfikacją unijną, towarzystwo nielotów funkcjonalnych siedzi na wiązie. Wprawdzie liście już opadły, więc trudno o precyzyjną weryfikację, ale struktura korony nie powinna stwarzać problemów dla dobrego dendrologa.
    Więc musimy znaleźć dendrologa - kurnikologa.

    Albowiem od jakości niosek zależy jakość naszych jaj.
  • @Asadow 19:51:38
    Dalej tam rudy. Rudy to jest płemieł i czołg.
    To od biedy lekko orzechowy. No... ostatecznie można go nazwać młodokocim.
  • @jazgdyni 02:45:28
    Towarzystwo kaczorskie stało na brzegu sadzawki i popalało sobie porannego, pierwszego. Lekko zdezorientowane tą zimową zmianą czasu. Nikt tego nie lubi, a ile to kosztuje !
    - Ty, a gdzie ssię ty wałęsałeś ? - rzucił któryś w moją stronę.
    - Tylko nie wałęsałeś, wypraszam sobie takie świństwa - odparłem wyniośle.
    - Bo nie widzisz, że wszyscy powolutku zaczynają się oddolnie organizować. Najpierw my, a teraz kury w kurniku. Trzeba tylko uważać, jak świnie w chlewie zaczną coś robić, bo one zawsze coś wykręcą.

    - Takie życie - dodałem filozoficznie - przyjdzie i kolej na nas...
  • @KOSSOBOR 00:57:24
    dano nam do zrozumienia, że mamy w tym zakresie wolność wyboru, choć zdaje się, że preferowane jest spanie pokotem.

    Akurat na zamieszczonym zdjęciu część rodziny znajduje się pod spodem.
  • @jazgdyni 02:45:28
    piękna ta ostateczność. Dziękuję za to określenie. Odkryłeś dla Polski, dla Polaków nowy kolor!
  • @Asadow 09:18:53
    Tak, tak... Koty wybitnie są niedowartościowane kolorowościowo. Choćby w porównanu z pieskami i konikami. A takie małpy to już nie ma oczym mówić.

    Ps. Kiedyś miałem kota ecru i pistacjowego, ha!
  • @KOSSOBOR 21:16:14
    Na szczęście jeszcze przed atakiem Grypy wszystko z ogrodu zostało sprzątnięte łącznie z akurat obwieszoną pąkami daturą - bo wiadomo pierwszy przymrozek i ją szlag trafi. No ale w warunkach domowych datura potraciła liście i pąki i i tak ją trzeba było odstawić na zimowe spanie. Ale z tego wynika, że według datury, lato powinno trwać dłużej. I ja się z nią zgadzam!
  • @KOSSOBOR 21:16:14
    No dobrze, ustalmy - Gocia to mezzosopran, Mimi - sopran, a Czekolada - mam nadzieję, alt. Masz szansę na wytworny, futerkowy chór, który na trzy dobrze zestawione głosy odśpiewa Tobie co dzień "Panie Janie", albo co innego, a jak potrenuje, to i co lepszego;)
  • @jazgdyni 02:27:11
    Witaj, baco:) Nareszcie w domu! Mamy nadzieję, że bardzo ekspresyjna i emocjonalna osobowość Duse dosoli nam nieco nasze jaja be - w końcu fluidy to fluidy, a tydzień na tej samej poduszce, to kupa czasu.

    Zaznaczam, że to nie wrona, jeno dudek, że zacytuję:
    Dudek siedzi na dębie
    I dłubie sobie w zębie
    A ludziska głupie powiadają,
    Że ...dudek siedzie na dębie

    i de capo al fine;)
  • @jazgdyni 02:45:28
    Młodokoci - bardzo wytworne. Z lekka fędesieklowe.
  • @sigma 09:48:12
    O! Przpomniałam sobie ciąg dalszy tej piosneczki z czasów młodoludzkich - nie to brzmi zdecydowanie gorzej;(

    Dudek siedzi na dachu
    Na księżyc patrzy przez lupę
    A ludziska głupie
    Powiadają, że... dudek siedzi na dachu etc.
  • @sigma 09:37:22
    No tak - wszystko jasne !!! Hoduje daturę !!!

    Jak wszystkie krasnoludki wiedzą datura to ho, ho. Zawiera hioscyjaminę, skopolaminę i atropinę. A jakie halucynacje wywołuje! A parę kropelek więcej i delikwent schodzi z tego świata, w średniomocnych męczarniach i zabawnych konwulsjach. To chyba ostrzeżenie do Januszka, by Ewci raczej nie zaczepiał.

    Ps. Czy rzeczona grypa nie była zemstą za walkę ze szczepionkami?
  • @sigma 09:48:12
    No dobrze... to gdzie wrona siedziała ? Na słupie ?
  • @jazgdyni 10:04:42
    Poeta nie uściślił, niestety. Zlekceważyć taki istotny problem.

    Wierszyk o wronach

    W powietrzu roziskrzonym
    siedzą na drzewie wrony,
    trzyma je gałąź gruba;

    śnieg właśnie zaczął padać,
    wronom się nie chce latać,
    śnieżek wrony zasnuwa.

    Tuż pole z krętą rzeczką,
    w dali widać miasteczko
    uprzemysłowione -

    a wrony, jak to wrony,
    patrzą okiem szalonym,
    wrona na wronę.

    Gdyby je zmienić w nuty,
    dźwięczałyby dopóty,
    dopóki strun choć czworo -

    a tak, na wronią chwałę,
    siedzą czarne, zdrętwiałe
    in saecula saeculorum.

    Nocne niebo już kwitnie,
    Wszystko świeci błękitnie:
    Noc, wiatr, wronie ogony;

    Zaśnij, strumieniu wąski -
    dobrej nocy gałązki,
    dobranoc, wrony.
  • @sigma 10:15:55
    Ładne.
    Choć wrony to ponure osobniki.
  • @jazgdyni 10:04:42
    a tak w ogóle, to wciąż jeszcze nie podjęliśmy decyzji, jakim rodzajem drobiu krajowego jestesmy - stąd te bezosobowe formy "z kłębu pierza odezwał się głos";)) Masz jakieś sugestie?
  • @jazgdyni 02:27:11
    Na fędesieklową nutę:

    Biały hrabia wszedł do białego salonu, odsunął białe zasłony na białym oknie: za oknem było biało. Siadł przeto do białego fortepianu i zaczął grać białe tango.
    - Panie hrabio, jak pan pięknie gra - zachwycił się kamerdyner Jan w białych rękawiczkach.
    - Iiii, tak sobie popierdalam - odpowiedział biały hrabia niedbale.
  • @Asadow 09:17:01
    Pokot ścielił się gęsto. Pod spodem - jak zawsze.
  • @jazgdyni 09:37:00
    Phi, phi! Każdy mówi, że ma pistacjowego kota. Albo że lubi pistacjowe lody. A jak przychodzi co do czego, to i tak zamawia truskawkowe. W ostateczności - malagę.
  • @sigma 09:37:22
    Weź kopnij tę Grypę w zadek! Sio, sio! Daj jej drobne na jaką flaszkę i niech spada. Wraz z tą całą Pruderią.
    U mnie w ogrodzie panoszą się jeszcze węże wodne, ale krótki ich syczący żywot! Oj krótki!
    Kany ścięte, acz jeszcze nie przetransportowane do garażu.

    Proponuję: wiosna - lato - początek jesieni. I od początku.
  • @sigma 09:40:14
    Właśnie jest problem z rozpoznaniem głosu Czekolady - bo ona wyłącznie spieprzającą kotką jest. Może by "bimbała" w "Panu Janu"? /nie poprawiać!/.
  • @KOSSOBOR 10:36:27
    No nie - co do lodów, jestem fanatykiem kawowych. I wszystkiego co kawowe. A propos w Excelsiorze kawę (pyszną) podawano w srebrach. Nie przesadzam. Cała zastawa srebrna, a porcelana jak bibułka.
    Ale ku wściekłości Włochów zamawiałem Americanos z mlekiem.
    Przewracali oczami, lecz ja na prawdę nie mogę się napić tymi ich naparsteczkami espresso.
  • @jazgdyni 10:22:28
    Jak zwykle PT Jajcarze się mijają. I mówią o GAwronach. Wrona to corvus cornix: http://pl.wikipedia.org/wiki/Wrona_siwa

    A my gadamy o tym:
    http://www.jerzywojcik.com/wp-content/uploads/2008/12/wrona.jpg

    A tu chodzi o to:
    http:
    //upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/8/8d/Hooded_Crow_(Corvus_cornix)_(11).jpg/240px-Hooded_Crow_(Corvus_cornix)_(11).jpg

    Co nie ma specjalnego znaczenia w poezji, naturalnie.
  • @KOSSOBOR 10:53:14
    Znaczy zaliczamy gawrony do drobiu i to one siedzą na dębie/wiązie na zakurniczu?
  • @KOSSOBOR 10:36:27
    Niestety, nie da się ukryć, że tak jest. Ale potrafi być nawet gorzej. Chwali się, ze lubi pistacjowe ponad wszystko, a jak przychodzi co do czego, zamawia czekolade z pianką i ptysia. Ewentualnie herbatę z rumem.
  • @KOSSOBOR 10:41:31
    Jestem za! Jak tak wydajemy zarządzenie z mocą ustawy z natychmiastową wykonalnością pod groźbą kary aresztu do lat 3:
    Niniejszym likwiduje się miesiąc listopad, który bezprawnie i złośliwie od wielu lat, mimo wielokrotnych ostrzeżeń, okupował sześć miesięcy, zamiast przysługującego mu jednego.
    Podpisano:Wrona bez ogona
  • @jazgdyni 10:46:30
    Z kawy to ja najbardziej lubię zapach - wieczorową porą, jak się idzie włoską uliczką i ze wszystkich ekspresów i filiżaneczek unosi się ten boski zapach.

    Natomiast pijać nie pijam, bo mi się od tego trzęsą łapki, uszka i ogonek;(
  • @sigma 12:02:48
    Serduszko niezwyczajne, nie przyzwyczajane od maleńkości, poprzez butelkę ze smoczkiem z dobrą kawką.
    Kawę należy pić w dużych ilościach, aby mieć dobre zdrowie.
    Naprawdę. Tak twierdzą harvardzcy doktorzy.
  • @jazgdyni 10:46:30
    w roku osiemdziesiątym byłem przez trzy tygodnie w Tharandcie (pod Dreznem) na TU. Moja pierwsza wizyta w ichniejszej mensie dała mi wiele zadowolenia. Po skończonym obiedzie było rutynowe ciastko i kawa oder herbata. Gruba kucharka zapytała czy chcę kawę, na co odpowiedziałem, że herbatę. Widząc, że herbata nalewana jest z jakiegoś rodzaju termosu wspomniałem zaraz sobie smak kolonijnej herbaty i dodatkowo poprosiłem o śmietankę. Biduli oczy wyszły z orbit i upewniła się, czy rzeczywiście toto chcę do herbaty. Po moim przytaknięciu wlała mi śmietankę do pustej filiżanki, a ja śmietankę luu do herbaty. Tego było już za wiele dla kucharki i zaszwargotała z szybkością karabinu (dla mnie ta mowa jest niedostępna). Wtedy napatoczył się jakiś Hindus, który coś zaszwargotał do kucharki, a do mnie po angielsku, że sądząc z napoju to jestem albo Anglikiem, albo Polakiem i dla towarzystwa też zamówił herbatę ze śmietanką.
  • @sigma 11:54:22
    Na zakurniczu i gawron kura, się nie boi!
  • @sigma 12:00:55
    Oraz grudzień, styczeń i luty. Na pohybel dziadom!!!
  • @sigma 12:02:48
    Rzecz całą łagodzi Żeglarz Bałt, o ile właśnie nie żegluje po Bałtyku. Ale zasadniczo - stale żegluje. A jak własnie nie żegluje, bo Bałtyk jest zamarznięty, to robi kawę w wystrzałowym, zabytkowym ekspresie, rzężącym jak jaki pohaniec wbijany na pal. I to rzężenie jest miodem na uszki Madame, naturalnie, o czym już sporo tu rozprawialiśmy na okoliczność Transylwanii. A kawusia pyszna jest w murowanej piwnicy, gdzie datura przejrzewa.
  • @KOSSOBOR 15:13:23
    Na pohybel! Hej szable w dłoń! Niech żyje ocieplenie klimatu!
  • @tadman 12:36:50
    To ładna opowieść, ale co to jest, Tadziu, to TU?
  • @jazgdyni 12:22:20
    Kiedy ludzi dzieli się na kawiarzy i herbaciarzy; i ja należę do tej drugiej grupy uzaleznionych, a ściśle biorąc do sekcji uzaleznionej od Earl Greya, czyli olejku bergamotowego;)
    Nb. inna grupa harvardzkich doktorów twierdzi to samo o herbacie, co ta pierwsza o kawie:)
  • @jazgdyni 10:22:28 & Dilettanti
    http://www.youtube.com/watch?v=KYnH9w1DqJE
  • @sigma 15:23:12
    A obie grupy tych harvardzkich doktorów są płacone przez różne kompanie wschodnioindyjskie i inne .
  • @KOSSOBOR 16:18:39
    A pomyśleć, że gdyby nie Portugalczycy opłaceni przez Angoli, to pilibyśmy to samo co Cejrowski.

    TU to niegdyś po polsku politechnika, a obecnie po unijnemu techniczny uniwersytet.
  • Dżipes robi nam konkurencję
    przepisując to i owo
    http://gps65.nowyekran.pl/post/78113,przygody-januszka-naiwnego-cz-1
  • @tadman 17:35:58
    Nie bój, nie da rady.
  • @tadman 16:54:00
    Ach, so...
  • @tadman 17:35:58
    Tam, w notce, jest ŚWIETNA animacja!
  • @tadman 16:54:00
    Ja bardzo lubię yerba mate.
  • @KOSSOBOR 21:44:35
    Do obłędu doprowadzają nas tzw.ludzie kochający zwierzęta. Co chwila taki jeden z drugim - mimo że wielokrotnie prosiliśmy, by tego nie robili, wrzuca przez płot jakąś żywność dla naszych psów, "żeby się nie zmarnowała". Czasami to są całe siaty. Goldeny są psami ufnymi i żarłocznymi. Całą uprzednią nocą spędziłam nad Bebe, która skręcona w pałąk co chwila żałosnie piszczała, bo znowu czymś się obżarła. Liczyłam tylko, że jest to ostra niestrawność, a nie -dajmy na to- rozszczepiona kość kurczaka. Na szczęście psica ma strusi żołądek i już ma się lepiej, ale cośmy przezyli - to nasze.
    A na tych "kochających pieski" idiotów naprawdę nie ma siły. Żadna perswazja nie skutkuje.
  • @sigma 22:17:59
    Q. mać! Pozostaje Wam zrobić wewnętrzne ogrodzenie, tak 1,5 - 2 metry od płotu. W starym domu miałam idealną sytuację - psy były wypuszczane tylnym wyjściem do ogrodu, a odgrodzony od ogrodu front domu był ślicznym zieleńcem. Natomiast - i owszem - buszowały na spacerach pod oknami bloków... Wtedy jeszcze psy mogły biegać bez smyczy i kagańców. Zwłaszcza po Wigilii śmierdziały smażoną rybą...
  • @sigma 22:17:59
    Podrażnię się trochę, bo drażnienie z tobą, to duża frajda, choć przyznam trochę taka, jak szybkie pokonywanie rzeki pełnej piranii ;)))/

    Może sąsiedzi uznają, że pieski są rzeczywiście niedokarmione?
    Znam trochę goldeny i wiem, że mimo pokaźnego brzucha, świetnie im wychodzi mina umierającego z głodu więźnia tyranów. To są spryciule pierwszej kategorii i nie możesz się wściekać na sąsiadów, że poprzez aktorskie żebractwo dwóch małych drani, zostali wprowadzeni w błąd.
    Fakt faktem, poprzez te zabiegi, wasi pupile postawili gospodarzy w nie-najlepszym świetle. Niech Maciejowa popyta po okolicy, czy nie krążą opinie, że jesteście okrutnymi dręczycielami zwierząt.

    A tak wogóle, to trzeba chyba będzie zastosować kurację prof. Pawłowa, aby goldeny warczały na obce żarcie.

    Ps. Będę sprawdzał efekty i od czasu do czasu podrzucał solidny antrykot do ogrodu (dokładnie - dwa antrykoty)
  • @jazgdyni 08:54:35
    Właśnie rozglądam się na allegro za jakimś sprzężonym działkiem Boforsa z demobilu w dobrym stanie - żeby nie było, że strzelam bez ostrzeżenia;))
  • @jazgdyni 08:54:35
    Golden ma wbudowaną w swój charakter łagodność. Kiedyś na moich oczach sędzia kynologiczny zdyskwalifikował (i słusznie) pięknego eksterierowo goldena, bo ten na niego zawarczał, kiedy chciał mu zrobić przegląd uzębienia.
  • @sigma 09:13:43
    Wiem, wiem... ale ma też w sobie niepohamowane obżarstwo. Żal czasami patrzeć na te beczki na nogach.
    Ja się z tobą zgadzam - trzeba je pokarmowo pilnować. Zjedzą wszystko, a jak pisze Irving, nawet więcej. Ja te psy kocham, ale muszą mieć one spory kawałek ogrodu, którego nie mam.
  • @jazgdyni 08:54:35
    Agent ooO, dla niepoznaki zapisawszy się do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, skradła się wzdłuż płotu, taszcząc dwie torby z antrykotami. Jedna torba z dwoma antrykotami była dla Bebe i Baluni, natomiast druga torba dla odmiany z dwoma antrykotami była dla Bajbusa /ooo, ten to szczególnie wychudzony jest!/ i kotów Madame.
    Co się biedak zamachnął, by przerzucić torby przez płot zarośnięty krzakami - torby odbijały się od rzeczonych i boleśnie okładały ooO. Po godzinie jęków, a nawet wrzasków, dochodzących zza płotu, Madame już doprawdy nie musiała odpalać działka Boforsa. Dla porządku jednak przeczyściła je ostentacyjnie miotełką z piórami, przetarła lufę rękawem i zaczęła nieznacznie tupać prawą nogą...
  • @sigma 18:56:58
    Ululany to jest dzik. A nie kot. Zwł. Schroedingera i do tego pistacjowy.
    A co do obrotów ciał niebieskich i tapira, to nie cała niebieskie, ino indygowe. I wtedy nie tapir ino śfinka morska. Gryzelda najdokładniej rzecz ujmując.
    O! Z Gryzeldą był problem. Zostawiłam ją byłam na medytacji and gazrurką. Odstawiłam młode pod dziurę w płocie. Brałam udział w przerzucie słomy (tak, w paździenriku a wszystko w celach naukowych) oraz w praniu pieniędzy (nie wiem czy przed praniem były brudne, czy nie, ale za to teraz na pewno są czyste i za to lubię Boscha, już mniejsza o to, którego).
    A tam Gryzeldzie głowa puchła. I nagle ją oświeciło. Toż na jajach była mowa o polityce!!! Rąbnięcie gazrurką w łeb, koniec świata i świst-dżyst nastąpiły równocześnie.
    Skóra kota (Schroedingera) uciekła i zaczęła żyć własnym życiem, wraz z kotem, w komorze (kwantowej oczywiście) i w sposób skwantowany (a jakże).
    Świnkomorskocentryczny model Wszechświata otrząsał ze siebie Sratatamusa, nastraszał tapira, przestraszał kurnik itepe.
    Na kręćka we łbie i wizje gwiazd pomóc mógł tylko szaman wielki.
  • @jazgdyni 10:22:28
    Ponure?? He?? Godne, spokojne i inteligentne jak mało kto w Zooschwitz;). Chyba u Budzyka pisałam jak se wronki obierały orzechy włoskie przy pomocy mego auta;). Toż nawet niektóre ssaki (naczelne, nie wspominając kura naczelnego, czy tam czego) miałyby problem z wpadnięciem na ten pomysł!
    A raz to nawet słyszałam jak wrona śpiewa. Serio:). Było paskudne przedwiośnie, żadnych ptaków jeszcze nie było (bo jeszcze nie wróciły z Portofino). I tylko ta wrona na gałęzi śpiewała do Słońca!:) Modulowane takie śpiewne krakanie. Inna sprawa, że miaukot Czekolady znacznie łatwiej zaklasyfikować niż owo wronie alternatywne śpiewanie , ale to BYŁ ŚPIEW.
    "Znasz-li ten kraj, gdzie datura dojrzewa, formaggio blask majowe złoci drzewa, znasz-li ten kraj?!"
  • @KOSSOBOR 10:33:53
    PIĘĘĘĘKNE!
  • @jazgdyni 12:22:20
    "harvardzcy doktorzy" Jakiś nowy klon radzieckich?;)
  • @sigma 15:23:12
    A próbowałaś białej herbaty? Nie jako pendant do zapierdalającego na biało hrabiego;), tylko do picia? Ten subtelny zapach i smak, którego niby nie ma a wypełnia całe podniebienie i nos!
    Ale może to tylko taka pocieszajka dla tych, którzy nie mogą się uraczyć niczym mocniejszym;). Mimo to spróbować chyba warto. Tylko trzeba trafić na dobrą białą - taką z szarozielono-białymi liśćmi a nie zażółconymi! U nas taki jeden mały sklepik ma ją jako Yunnan i, ciekawa rzecz, żadna biała ze sklepu typu lux nie umywa się do tego junana.
  • @bez kropki 11:03:43
    A dziękuji, dziękuji :) Jakoś PT Koleżeństwo nie było łaskawe zauważyć uroku tej opowiastki. Fakt - specyficznej.

    Wysłuchałam jej w studenckiej bazie, w Bieszczadach, tuż przed wyruszeniem na Krzemień. Chłopaki z WATu były i dzięki temu dostaliśmy pozwolenie na wejście do Wora Bieszczadskiego. Z zaznaczeniem, że NICZEGO, a już zwłaszcza jedzenia! NIE WOLNO zostawiać w bacówkach. To były lata 70te. Na nogach miałam jedynie tenisówki - bo prosto z żagli, z Mazur w te Bieszczady pociągnęłam. A w plecaku miałam nawet płetwy, no. I dobrze, bo lało jak z cebra w tych całych Bieszczadach!
  • @KOSSOBOR 12:13:31
    Znaczy jak płetwy w góry, toś przepowiedziała nasz Basen Narodowy??

    Aaaaa! Pardą! Miało nie być o polityce, bo od tego łeb boli! (Gryzeldę) Szamana szukamy, szamana wielkiego,w wionku z liścia bobkowego. Do leczenia, nie na gwałt;).
  • @KOSSOBOR 12:13:31
    Ja tam nie chwalę, boś mnie po czymś takim oburkła, e.
  • @bez kropki 12:29:16
    Gryzelda w wionku bobkowym na koafiurze w głębokim skupieniu nad procedurami budowała Maszynę Piekielną. Dla zmylenia przeciwnika na tabliczce znamionowej stało co prawda maszyna drukarska Indigo e-print 1000 PZ/XII/45000/ZlK, ale już ona swoje wiedziała.
    Oczywiście najważniejsze były owe rytualne procedury wypisane w instrukcji obsługi w trzech opasłych tomach z suplementem i erratą.
    Tego też musiała i zamierzała się trzymać z całych sił, choćby tam nie wiem co - gromy, pierony i monitujące telefony od dyrechtora.
    Niestety procedury były wyłącznie po hebrajsku oraz staro-cerkiewno-słowiańsku. Tak więc Gryzelda obłożona słownikami, gramatykami i krótkimi rozmówkami miała lektury do Bożego Narodzenia, albo i dłużej.
  • @KOSSOBOR 10:46:06
    Niestety, katar w typie wybuchowym wciąż dawał się Mne we znaki i cierpiała na tym celność ostrzału. Już nie mówiąc o tym, ze przy kolejnym kichnięciu siła odrzutu prawie zrzuciła ją z dachu. Toteż tylko raz jeszcze gospodarską ręką przetarłszy nasączoną oliwą szmatką lufy - przykryła działko pokrowcem i zlazła po drabinie na filiżankę herbatki.
  • @KOSSOBOR 23:34:40
    Jak byś zgadła, o czym sobie rodzinnie i marząco pogadywaliśmy;) O nowym płocie! 2 metry wysokości, szczelny, z podwyższonym przymurkiem. Od góry przyozdobiony siekanym szkłem i drutem kolczastym. Strzelnice rozstawione regularnie, ganek dla straży kryty daszkiem od niepogody, na narożnikach wiezyczki obronne.
  • @jazgdyni 09:52:07
    Agent O;o zbliżal się ostrożnie przebraniu samca bernikli do zakurnicza.
    Był z siebie dumny jak nie wiem co, bo przed chwilą spotkane dwie bernikle coś do niego zagęgały, on im odpowiedział, a one na to zasyczały wściekle i go nawet kawałek pogoniły! Do tego stopnia opanował język gęsi w tak krótkim czasi -o, nie każdy tak potrafi! Co prawda zastanawiał się, co on im takiego okropnego odpowiedział - i powiedzmy sobie szczerze - nie miał pojęcia. Przy następnym spotkaniu postanowił im tylko przyjaźnie zamachać kuprem. Strzezonego etc..
    Po tysiącznych kłopotach, fortelach i wybiegach - dotarł na miejsce. Dąb w istocie stał. Zaraz, zaraz, dąb czy wiąz? Grzebanie w liściach w poszukiwaniu ostatecznego argumentu na wiele się nie przydało, poza pełnym uznania gdaknięciem jakiejś kury, której wygrzebał przy tym robaczka. Po ostatnim sztormie liści było w bród - mógł nie ruszając się z miejsca założyć zielnik.
  • @tadman 12:32:08
    Przede wszystkim po ustaleniu jak po hebrajsku jest "góra" i "dół" sześciu silnych tragarzy ustawiło skrzynię górą do góry na 16-ym pietrze kawalerki, gdzie Gryzelda sobie chytrze bydliła. Winda, niestety, znowu się zepsuła.
    Teraz Gryzelda usiłowała we wnątrzu skrzyni odnaleźć element 143 pt. "oś obrotu wszechświata." Ryła wzdłuż i wszerz skrzyni, ale oś wcięło.
  • @sigma 15:20:46
    Zakurzyło się z zakurnicza, jakby wybuchła afera piekarnicza, na skutek kaprysu panicza Arnolda.
    Bernikel 0:o po tysięcznych kłopotach, fortelach i wybiegach wziął rozbieg i dotarł do górnych grzęd. Niestety, musiał użyć spadochronu, bo grzędy były obsadzone nawet na ułamkach, pomiędzy liczbami całkowitymi. No tłok i tyle. Zdecydował odłożyć śledztwo na chwilę.
  • @jazgdyni 18:08:25
    Za 0:o zaczął skradać się Stirlitz przebrany za Teichhuhna, piórka nastroszył, ale było mu w środku cholernie ciasno i kiedy wziął rozbieg by siąść na najniższej z gałęzi dębu, kostium maskirowki zatrzeszczał w szwach, które nie mogły już dłużej znosić katuszy i puściły. Całemu kurnikowi ukazała się zawartość pierzastego uniformu, czyli Stirlitz w macosze i skarpetkach na podwiązkach i stopach obutych w płetwy. Kury nie mogły się powstrzymać i zaczęły temu pseudokurakowi ubliżać i naigrywać się z niego.
    Stizlitz zakrył słabiznę, zrzucił płetwy i na paluszkach (w stylu Pink Panther) oddalił się w kierunku osiemastego mgnienia wiosny, choć był to późny październik.
    Oddalając się na stronę klął siarczyście po radziecku robotę KGBowskich krawcowych.
    Rozmarzył się - Gdybym miał taki sprzęt jak 007 to... jobtwojumat'.
  • @tadman 12:32:08
    Ja żem Cię oburkła???!!! A coś Ty za taka mimoza, Tadzinku, a? A jak Cię Fruźka oburkiwowywuje, to z nią nie gadasz?
  • @tadman 19:04:10
    http://www.youtube.com/watch?v=8FqcQlmQMho
  • @KOSSOBOR 19:35:30
    Noo, po Twoim trzygłowym omieceniu pustego barku i stwierdzeniu, że co trzy głowy to nie jedna, ja KOSSOBOR w formie, a wy KOSSOBOR napisaliście zbytek łaski, zbytek łaski.;), no i ja to za oburkiwanie wziąłem. Ot co!
    No jasne, że nie!!! Bo jak Fruźka mnie oburknie, to staram się trzymać język za zębami, by cholera nie wezwała karetki ze Srebrzyska i żeby mnie za gadanie z gadającymi kotami nie zabrali. :P
  • @tadman 20:34:09
    No!
  • @ Dilettanti & All
    Lećcie tam: http://rebeliantka.nowyekran.pl/post/78149,dosc-destruktorow-cywilizacji-lacinskiej-w-prokuraturach-i-sadach
  • @sigma 15:11:19
    No i w nocy - prąd!
  • @sigma 15:20:46
    Zielnik składał się ze stron tysiąca.
    Pięćset stron zajmowały liście dębu, starannie ponumerowane, natomiast drugie pięćset zajmowały liście wiązu - równie ponumerowane starannie. Bernikiel oO skonstatował jednakowoż , że kupa liści pod drzewem wiadomości kurzych i innych wcale się nie zmniejszyła! Pomachał tedy kuprem - tym razem rozpaczliwie - i jął dalej tworzyć dzieło życia, opus magnum! - bowiem prawdziwy bernikel nigdy się nie poddaje!

    Tymczasem, w Zooschwitz, Sratacelsus, poprzez swoją magiczną lunetę dojrzał ciągi nieskończone, tworzone z takim zacięciem - aż mu języczek z dzioba wysunął się był - przez bernikla. Stwierdził przeto, że coś w tym musi być. Tylko jeszcze nie wiedział - co.
  • @KOSSOBOR 19:35:30
    O świtaniu dnia następnego, gdzieś koło 12-ej Hrabina obudziła się w nastroju burkliwym. Pierwszą ofiarą była wierna sługa, której Gloria wyrwała pawie pióra z kapelutka "na wychodne" burcząc pod nosem, że pawie pióra przynoszą nieszczęście. Wojciechowa w ramach retorsji
    cisnęła paroma garami w kuchni, trzasnęła kilkoma drzwiami i nałożywszy na głowę wulkan wyszła z hukiem.
    Jako następny został oburknięty kuzyn Alfons, który przybył z myślą kontynuacji strajku włoskiego. Niestety, okazało się, ze uprzednią razą z Tadzinkiem wysączyli wszystko, co było do wysączenia.Hrabina na jego widok burknęła coś o przekleństwie w charakterze rodzinnej moczymordy; na takie dictum kuzyn Alfons zmył się z horyzontu w podskokach.
  • @tadman 19:04:10
    Tadziu, co to jest ta macocha jako fragment bielizny Sztyrlica? Pierwszy raz coś takiego słyszę.
    Nb. kurki wodne w realu też nie włażą na drzewa;)
  • @sigma 22:54:04
    No niby się zmył, ale jednak, ponieważ pora obiadowa nieuchronnie się zbliżała /"Prosiaczku, zbliża się pora podwieczorku, to kogo dzisiaj odwiedzimy?"/, cher cousine Alphonse przycupnął za najbliższym zakrzywieniem, postanowiwszy czekać na dalszy rozwój wypadków.

    Dalszy rozwój wypadków rozgrywał się jednak pod płotem, gdzie stał perpedyk Józka, a także sam Józek. Oraz Wojciechowa, z błyszczącym wulkanem na głowie, jednak bez piór.

    Co na to stary Wojciech?
    Co na to Pruderia?
    Kiedy będzie obiad?

    O tym, Drogi Czytelniku, dowiesz się z naszego ulubionego ciągu dalszego.
  • @sigma 22:56:38
    A jak ta macocha to jakieś świństwo jest? Może lepiej nie pytać?

    Wracałam kiedyś ze stajni, porą wiosenną acz wieczorową /szarzało już/ i przejeżdżałam rowerem koło stawów oliwskich. Nagle coś mi nad głową zakwakało. Noż prawie żem wyrżła w glebę! A tu na ogromnym, równoległym do ziemi konarze kasztanowca siedziały rzędem kaczki krzyżówki, psze Państwa! Zamiast moczyć kupry w wiosennym stawie i prowadzić wiadome, wiosenne życie towarzyskie.
  • @KOSSOBOR 23:26:59
    W Zooshwitz wrzało.
    - Po moim trupie! Po moim wściekłym trupie!!! - miotał się, naprawdę wściekły von Targow.
    Otóż tzw. elyta, jak nazywano towarzystwo kręcące się wokół Prezesa, zwanego popularnie Pudingiem, postanowiło zorganizować Hubertusa na terenach ogrodu. Dyrektor, mając dobrze w pamięci zorganizowanie słynnego przeciągania liny na lotnisku, był pełen najgorszych obaw. Albowiem moc Prezesa była wielka i jego zachcianki były spełniane tak, jakby był Królem Słońce.
    - Żeby banda pijanych fornali rozjeżdżała mi konno ogród, płosząc trzody, wprawiając zwierzęta w w stres terminalny, dewastując łąki i pastwiska.
    - Proszę mi natychmiast policzyć wszystkie lisy. I borsuki również i całą tą pomniejszą zwierzynę. Acha ... i sprawdzić, czy gdzieś zapasowe kity się nie walają. Nie mogę przewidzieć, co im do tych głupich łbów strzeli.
    - Słuchaj, a może by tak ich poszczuć naszymi niedźwiedziami i wilkami? - doradzał kondor Jacek, totumfacki Targowa.
    - Bzdura, jak znam tą ferajnę, to będą mieli i Uzi i kałachy i cholera wie co jeszcze... granaty? Miny przeciw-pancerne? Rakiety ziemia - ziemia?
    To prawda, towarzycho zwane elytą było do wszystkiego zdolne. Nie było na nich mocnych i jeszcze na dodatek miało poparcie Centrali.

    Gutang stwierdził tylko: - mam!
    - Stary, musisz się tylko dokładnie dowiedzieć, kiedy oni mają ochotę tutaj pohasać. A my dokładnie w tym samym czasie zorganizujemy Wielkie Terenowe Widowisko Edukacyjne - "Przejście Hannibala Przez Alpy". Pagórki są, słonie są, reszta zwierzaków też. Harcerzy od Borucha zamienimy w wojowników, plus dziatwa z okolicznych szkół i zobaczysz, że nie odważą się nam podskoczyć.

    - To jest myśl - odetchnął von Targow...
  • @sigma 22:56:38
    No, a jeśli miało zwierzę wodne do kurzaków doszlusować, to choć niech nazwą je przypominało. :)

    Macocha to kalesony razem z podkoszulką z rozporkiem z przodu i klapą z tyłu, zapinaną na guziki. Góra z dołem była złączona, a zapięcie było na ramieniu. Można toto było zobaczyć na westernach.
    Tak to nazywała moja babcia
  • @tadman 11:30:49
    Sztyrlic był tak zirytowany swoją straszliwą wpadką , a już szczególnie rechotem drobiu i uwagami na swój temat, że dobiegłszy truchtem do płotu okalającego zameczek z pewnym trudem zdarł z siebie ową macochę obrywając z nerwów połowę guzików i gubiąc resztki pierza. Nareszcie wolny wydobył z kubła na śmieci chytrze tam ukryty pakiet, rozerwał go i spokojnie włożył swój normalny esesmański mundur, po czym elastycznym krokiem oddalił się z miejsca zbrodni pogwizdując jak gdyby nigdy nic.
  • @KOSSOBOR 23:26:59
    Bystre oko Wojciechowej padło na przewieszoną przez płot macochę i zalśniło dziwnym blaskiem. Podczas niedawnej wizyty u p.Władeczka celem wykonania wiecznej ondulacji przejrzała ci ona całą stertę "Kobiet i Życie", "Mód" i innych pisemek kobiecych z epoki, w związku z czym pełna była lansowanych tamże pomysłów typu:
    Jak zrobić wieczorową kreację z powłoczki?,
    czy tez
    Nie wyrzucaj starych opon! Będą jak znalazł na obramienie gazoniku".
    Teraz nareszcie i ona miała szansę! Ściągnęła nietypowe wdzianko ze sztachet i otrzepała z pierza. No cóż...Solidny, choć nieco przybrudzony materiał i obszerny krój w pełni odpowiadal jej gustom i gabarytom.
    Pożegnawszy się pośpiesznie z Józkiem (w końcu samymi kwantami człowiek nie żyje), pognała z macochą do zameczku, gdzie zamknąwszy się w łazience wdziała na się niezwykłą kreację najpierw tyłem do przodu, a potem odwrotnie.
    Była olśniona. Lato szło, a ona przecie nie miała, co na siebie włożyc! Tymczasem teraz wystarczy to wytworne spodnium wyprać, wyprasować, doszyć guziki - i już na jej widok zżółkną rózne znajome szantrapy.
  • @jazgdyni 05:23:40
    Zmierzch zapadł nieco wczesniej niż zazwyczaj z powodu nakazanego przez dyrektora von Targov cofnięcia zegarków o godzinę. Pierzaste poddały się temu terrorowi nieco utyskując, ale tak i cóż niby miały zrobić...
    Równiez nasz znajomy krajowy drób nieokreślony już siedział na równie fundamentalnie nieokreslonym dębowiązie i plotkami osładzał sobie wieczorną nudę.
    - No, kogut Ryszard dziś znowu zasunął gadkę szmatkę o konieczności wprowadzenia w Zooschwitz samodzierżawia, bo my się rzekomo nie potrafimy sami rządzić! ! - zagaił ktoś.
    - Uch, irytuje mnie ta pacyna służb specjalnych - warknął jakiś głos. - My, zwyczajne zwierzęta, mamy tu do powiedzenia tyle, co Żyd za Niemca, ale oczywiście winni temu bardakowi nie są oni, tylko my!
    - A znowu Judajski Modyfikowany darł dziś bez sensu dziób na nie mam pojęcia kogo! I tez go wpuścili na najwyższą grzędę! W tym Naszym Kurniku chyba są sami nienormalni - zauwazył ktoś posępnie.
    - No jak zwykle produkował się też kogut Marek z partii Proso Jest Najważniejsze i opowiadał w charakterze musztardy po obiedzie głodne kawałki na temat wyborów na Ukrainie, jakby to kogo obchodziło. Tak na moje oko to se tam jakąś synekurkę szykuje, jak już wyleci z eurokurnika.
  • @sigma 18:53:27
    Co wy !!! - co wy !!! - rozdarł się kogucik Oczko.
    Ja nie widziałę, ja nie słyszałę ! Cojest, cojest?

    Ktośtamgdzieś !?

    A jam cały jak ta beczka prochu! Rozsadza mnie!
  • @jazgdyni 19:58:44
    Dla Hańci i Ewci

    http://youtu.be/oABEGc8Dus0
  • @tadman 11:30:49
    Noż mówiłam, że świństwo!
  • @sigma 18:10:00
    "..... i już na jej widok zżółkną różne znajome szantrapy."

    - oraz : zołzy, prukwy, stare purchawy, rude małpy, koczkodany, głupie cipy, z tyłu liceum - z przodu muzeum, zdziry /stare, naturalnie/, babsztyle, babony, ........................................................................ tu Autorzy zdają się na inwencję własną oraz doświadczenie PT Czytelnika.
  • @jazgdyni 20:26:31
    Ohiiida!

    A tak bawi się BIAŁY CZŁOWIEK.
    Hubertus. Chyba u malarza Novak - Zemplińskiego, którego można zoczyć na filmiku. Za lisa robi śliczna lisiczka.

    Voila!

    http://www.youtube.com/watch?v=yc2ZwVXeVYM
  • @KOSSOBOR 21:06:13
    Ojtam, ojtam. Jak się odpierzy i odpierze, potem wysuszy, odprasuje, guziki z perłowej macicy przyszyje to... (tu wzorem Koryły reklama - zakład krawiecki mojej babci 'Nińcia' szyje, przerabia i nicuje odzież szybko i tanio).
    I w tym zakresie plebs jest lepszy od herbowych, co to do Widnia lub Paryżewa jeździć muszą w zakresie ubioru.
    Plebs, a właściwie niejaka S. z miejscowości Karlet potrafiła zacłony na wystrzałową suknię spożytkować.
    Od tamtego czasu cher cousine Alphonse o całą godzinę pojawiał się później u Glorii i to bynajmniej nie z powodu przestawienia czasu.
  • @jazgdyni 19:58:44
    "A jam cały jak ta beczka prochu! Rozsadza mnie!"


    Spokojnie, OZu, spokojnie. Pofilozuj trochę, to Ci przejdzie.
  • @jazgdyni 19:58:44
    - A już najgorsze, że podsypali trotylu do karmy i Januszek się tego nawtykał jak jaki wołoduch - zauważył ktoś konfidencjonalnie. - Taka podpucha tych wsioków parszywców. No i teraz bidaka rozsadza, to jasne. Żeby tylko z tego nam tu nie pękł.
    - Daj mu trochę nitrogliceryny, bo inaczej się rozpuknie z tych nerwów. Mam tu gdzieś fiolkę; będzie jak znalazł.
  • @tadman 21:59:51
    Cher cousin Alphonse odczekał czas jakiś za tym zakrzywieniem czasoprzestrzeni. Kiedy jednak minął go w pędzie perpedyk Józka, wiedział, ze droga wolna. Wyglansował buciki chusteczką, przygładził wypomadowane wąsiki, sprawdził nienaganność kantów u spodni, po czym stwierdziwszy, że przedstawia się perfekcyjnie, śmiało stanął u wrót zameczku i zakołatał kołatką w kształcie traktora, bo Hrabina szła z duchem postępu, przynajmniej na oko.
  • @sigma 22:23:55
    Tymczasem Gloria wrzeszczała do słuchawki, będąc w stanie najwyższego wzburzenia:
    - Sylvka? No nasz zeho zeho zeho nam zahaz się hozpęknie! Hatuj! Masz nithoglicehynę? Tak! to świetnie! Wysyłam Wojciechową! Pejpedykiem! - dodała ulegając kolejnemu wstrząsowi.

    Na całe szczęście cher cousine Alphonse, wykorzystując otwierane właśnie przez Wojciechową, udającą się migiem do Madame Silvanne, wierzeje - wśliznął się do zameczku, bowiem zbliżała się, jak wiemy, pora obiadowa. Słysząc tedy dramatyczne "pejpedykiem" - strzelił z liścia Glorię w plecy i kłopot minął jak ręką odjął - o czym już raz pisaliśmy.
    - Och, Fąsiu, cóż ja bym bez ciebie zjobiła, tfu! zhobiła, natuhalnie! - ucieszyła się Hrabina, odczuwając wyraźną ulgę.
    - Kuzyneczko, dla ciebie - wszystko. A co dzisiaj Wojciechowa serwuje na obiad?


    Natomiast nitrogliceryna, jako też trotyl były naturalnie na stałym wyposażeniu Madame, wraz z podręcznym miotaczem ognia i działkiem B.
  • @tadman 21:59:51
    A łącznie z przestawieniem czasu - pojawiał się o dwie godziny później. Chiba że obiad był wcześniej.

    Spadam. Idę czytać hermetycznego Mickiewicza, Kempińskiego. To dopiero są jaja!!!
  • @sigma 22:19:34
    Ewuś, co to jest ten cały "wołoduch"? Już drugi raz tego używasz.
  • @sigma 22:23:55
    - Kto tu, do chojeji powiesił tjaktoj? - zdziwiła się Gloria, zamykając drzwi za Wojciechową co to tym migiem do Mme.
    Cher cousine Alphonse chrząknął znacząco, co natychmiast Hrabinę otrzeźwiło, bowiem miejsce powyżej którego plecy kończą swą szlachetną nazwę - miała już porządnie obite. Taka sztuczka literacko - logiczna.

    A teraz, Drogie Dzieci, pocałujcie Misia ...
  • @KOSSOBOR 00:16:29
    Januszek siedział w swoim podziemnym laboratorium i zacierając łapki zabierał się do roboty. Wierny Franky włączył był właśnie i rozgrzał spektrometr masowy najnowszej generacji, typu J24.
    Próbki zostały pobrane od sąsiadów, czyli Glorii i Mdame. Gloria poszła na pierwszy ogień. Puff, pstryk i już na ekranach pokazały się wyniki. No tak, nikotyna w ogromnych ilościach, a poza tym nieco nitrogliceryny. Pewnie jej Wojciechowa używała do wyrabiania ciasta i zmiękczania metodą wybuchową steków. Taaa....
    A teraz powinno być ciekawie. Mdame to przecież chodzący wulkan. Po umieszczeniu próbki w komorze i naciśnięciu guzika "Start" przez chwilę nic się nie dział. Jednakże po pary sekundach dało się słyszeć niepokojące brzęczenie lub burczenie. Januszek rozejrzał się dokoła, lecz żadnych kotów nie było w okolicy. I wtedy spektrometr zaczął podskakiwać i żarzyć się błękitnawą poświatą. Zabrzmiało coś, jakby młynek do kawy. A potem ekran zaczął sypać, jak karabin maszynowy, albo działko B. Rany, czego tu nie było: najwięcej było materiałów inicjujących, czyli piorunianu rtęci i azydku ołowiu. To zrozumiałe, pomyślał, bo Mdame znana była z łatwości wybuchania, czyli tzw. short fuse. Dalej było materiały kruszące, też w ilościach niesamowitych - kwas pikrynowy, trotyl, nitrogliceryna, dynamity, heksogen i te najsilniejsze - PMW, tetryl, pentryt. Nie zabrakło też materiałów miotających - czarnego prochu i nitrocelulozy.
    W tym momencie błękitna poświata aparatu zaczęła przechodzić poprzez róż w intensywny pomarańcz, a buczenie przeszło w przenikliwy pisk. Na ekranie zaczęły się pokazywać - ciężka woda, tryt, uran i pluton.

    Na szczęście, zanim doszło do niekontrolowanej reakcji łańcuchowej, aparat podskoczył i zdechł.

    Rany Boskie - pomyślał Januszek - i to wszystko tylko z jednego włosa Mdame.
  • @KOSSOBOR 00:16:29
    Frycek z wypiętą piersią stał nieruchomo jak posąg. Po pazurzastymi łapami mial ułożone w artystycznym nieładzie muszelki, śliwki, piórka, pomarańcze, przepiórcze jajeczka, topazy, ametysty i diiamenty luzem. Tuż za nim wisiało ogromne tremo w złoconych ramach, które choć nieco oślepłe ze starości, przecie dzielnie dwoiło wszystko, co jak wyżej, a dodawało do rzeczywistości chrapiącego na rekamierce tapira oraz Mimi, która właśnie próbowała dać mu do zrozumienia, że po pierwsze - rekamierka jest jej leżem, a po drugie chrapanie w salonie jest be - i teraz wylizywała skonfundowana gorsik, bo nie dość, że łapa ją rozbolała, to nawet tapira nie obudziła. No a przede wszystkim kryształowa tafla odbijało Glorię, która w skupieniu przenosiła cały ten bardak w świat Sztuki przez duże Sz.
  • @sigma 16:21:41
    Kuzyn Alfons wiedział, że przypominanie, domaganie się, czy choćby sugerowanie posiłku w takiej chwili grozi śmiercią lub kalectwem. Zasiadł więc półgębkiem na foteliku i udając zachwyt światem Sztuki zdrzemnął się na chwilkę. W końcu jak wróci Wojciechowa była nadzieja, że życie wróci do ustalonych kolein.
    Jednak Wojciechowa wróciwszy zamiast runąć do kuchni, wpadła do swojego pokoiku i zamknęła się tam na cztery spusty. Dochodził stamtąd turkot maszyny do szycia, przekleństwa Wojciechowej, kiedy zerwała jej się nitka oraz potworny łomot i gruchot, kiedy ściągnęła z szafy pudło z guzikamii i onoż wypsnęło jej się z rąk, a tysiące guzików rozprysło się po pokoiku.
    Kuzyn Alfons zupełnie nie odnajdywał się w tej sytuacji.
  • @sigma 16:21:41
    Dwoistość, a nawet troistość lustra powodowała, iż Gloria, usiłując oddać pędzlem przez duże P ów cały bardak, zawsze kończyła na wiadomym motywie:

    http://cudaswiata.files.wordpress.com/2009/10/jacques-louis_david_016.jpg

    No, ewĘtualnie na takim:
    http://madameguillotine.files.wordpress.com/2009/12/new-6-cat_i_38-1275.jpg

    A przecież doprawdy wielokrotnie usiłowała domalować tapirowi trąbę! Nic z tego niestety nie wychodziło. A to z powodu owego tajemniczego pędzla przez duże P, jednakowoż z dwoma włoskami.

    Tapir był jednak bardzo zadowolony ze swojego nowego wizerunku. Natychmiast też nazwał go: "Monsieur Recamier". Fachowcy popadli w stan graniczący z paniką: należało zmienić całą historię sztuki!!!

    Wykorzystując zamieszanie, spowodowane ostrą dyskusją Glorii i tapira na temat koloru szatki monsieura, Frycek czmychnął, unosząc dyskretnie diamenty luzem.

    Cher cousine Alphonse usiłował pogwizdywaniem "Mostu na rzece Kwai" zagłuszyć narastające z siłą wodospadu burczenie w brzuchu - bowiem, jak się domyślamy, pora obiadowa przeleciała jak marzenie jakie senne. Westchnąwszy tedy, powlókł się do baru "Biały Ruczaj" na ruskie ze skwarkami.
  • @KOSSOBOR 00:06:44
    Pardon: Kępińskiego. Zdzisława.
  • @KOSSOBOR 22:32:02
    Wołoduch (gwara kociewska) = obżartuch
  • @KOSSOBOR 17:54:20
    - Mam błękit khólewski, mam błękit khólewski, mam błękit khólewski Henesansu! - podśpiewywała sobie zachwycona Gloria, otwierając pokaźną tubę farby a 26 zł., którą nabyła za namową Żeglarza Bałta. Wiadomo - żeglarze mają predylekcję do błękitów. Zaraz też pociągnęła po fryzurze pana Szopę, uzyskując lśnienie jego dziewiętnastowiecznych loczków. Postanowiła również, że włączy patefon z płytą Kędry - to gwarantowało wirtualny powrót do dawnych czasów, bowiem maestro Kędra grał na fortepianie starego pana Hrabiego. Naprawdę.
    Uporawszy się z loczkami pana Szopę - usiłowała błyskawicznie acz niepostrzeżenie domalować monsieurowi Recamier wiadomą trąbę, jednak znowu nic z tego nie wyszło. Doprawdy - musi tkwić w tym jakaś tajemnica!

    Na którą nie zważając tapir wulgarnie zachrapał i przewalił się na drugi bok.
  • @KOSSOBOR 22:51:07
    Błękit królewski renesansu charakteryzuje się tym, że w sposób renesansowy oddaje królewskość błękitu. A dokładnie jest to błękit nieba jaki było widać z okien Windsoru o 12:35, 12 czerwca, czyli wówczas, gdy król otworzył oczy, wyjrzał przez okno i wykrzyknął: - O, ten błękit nieba jest doprawdy królewsko niebieski. I wtedy renesans zabrał się do roboty, produkując tubki po 26 zł/sztuka.
    Błękit paryski, poprzez wrodzone lenistwo żabojadów spóźnił się nieco, więc tubki błękitu paryskiego są tylko po 19 zł/sztuka.

    Na te dywagacje, tapir, który przede wszystkim, lubił kolory rude plus czystą imperialną czerwień, ponownie wulgarnie zachrapał (czyli z poświstem i mlaskaniem) i przewalił się na bok trzeci.
  • @jazgdyni 07:25:40
    Wszechświat starał się nadążać za obrotami tapirzego cielska, ale przy obrocie na trzeci bok zwątpil, przeklął złudne pozory i się wyalienował.
  • @KOSSOBOR 22:51:07
    Natomiast Frycek w szalonym locie z przygarścią diamentów luzem wpadł do jubilera i zażądał wykonania na poczekaniu diademu odpowiedniego dla kurfirsta. Sterroryzowany złotnik uległ i zrobił, co mógł, wskutek czego, kiedy Gloria ponownie wróciła do działalności twórczej, Frycek znów dumnie wypinając pierś stał w charakterze głównej ozdoby konsoli, a na jego łbie ponad grzebieniem lśniły niezmąconym blaskiem diamenty w koronie.
  • @sigma 10:31:02
    - Zyg-zag, zyg-zag - rzekła Gloria i zaśmiała się perliście Gloria.
    - Co ty Fhydehyku panienką jesteś, żeby w diademach pahadować?

    Jak nie pyszny Fritz zerknął w lusterko i stwierdził, że cała jego niewątpliwa męskość zniknęła z powodu diademu. Wyglądał, jak jakiś pedał.
    Choliera, diamenty nie pasują prawdziwym samcom...
  • @jazgdyni 11:06:54
    Tapir otworzył jedno oko. Określiwszy swoje miejsce w czasie i przestrzeni, przewrócił się na czwarty bok.
    A Wszechświat popadł w całkowitą prostrację.
  • @jazgdyni 11:06:54
    Nic Fryckowi nie zniknęło! Król czy książę m u s i nosić koronę, bo to atrybut jego stanu. A diadem to po prostu taka mniej rygorystyczna korona;) Ale niech Ci będzie - errata - sterroryzował złotnika, co by ten migiem wykonał mu koronę - i teraz stał dumnie na konsoli, a na łebku nad grzebieniem - profilem do Glorii, żeby wypaść hieratycznie - lsniła diamentami jak kurze jajka - korona. Zaś przez pierś mial przepasaną wstęgę Orderu Wschodzącego Słońca.
  • @sigma 19:51:34
    Order Wschodzącego Słońca (jap. 旭日章 Kyokujitsu-shō?) – odznaczenie przyznawane w Japonii. Jest trzecim najważniejszym orderem po Najwyższym Orderze Chryzantemy i Orderze Kwiatów Paulowni, a przed Orderem Drogocennej Korony. Został ustanowiony 10 kwietnia 1875 przez cesarza Meiji.
  • @jazgdyni 09:12:30
    Któż bardziej zasługuje na Order Wschodzącego Słońca niż kogut, który w końcu wyżej wzmiankowane słońce co dzień budzi i grzecznie namawia, żeby wylazło zza horyzontu! A zauważ, że i japońska jego nazwa zupełnie przypomina pianie kuraka: Kyokujitsu-shō!
  • @sigma 13:18:18
    I Przypominam nasze hasło:

    Dobry kogut w jaju pieje !

    Hej, zapiałbym też sobie...
  • @jazgdyni 14:03:56
    A kto Ci broni?
  • @sigma 14:50:51
    Zapitywowuję, czy Gospodyni wysłała nam kolejną prenumeratę - czyli część VII? Czy też opitala się bezecnie? Tłumacząc to już to tą świnią - Grypą o dwuznacznych preferencjach, już to ołowiem pod czapeczką, już to nieustającą koniecznością wylizywania gorsiku? A?!
  • @KOSSOBOR 20:16:54
    Gospodyni walczyła ze szczepionkami.
    Więc dopadła ją grypa.
    Aż strach pomyśleć, że jest jeszcze tężec i wścieklizna.

    Ewuś zaszczep się ;)
  • @jazgdyni 07:13:25
    Bezjedynkowcy w całym komplecie, już w jesiennych pończochach i takiż trzewikach (och te przeklęte sznurowadła) siedzieli w kółku w piaskownicy i z mozołem wartym lepszej sprawy, której chwilowo zabrakło, składały klocki Kego, które Tadzinek przywiózł ze Wschodu, a które z fotograficzną dokładnością oddawały gabinet Iljicza, w którym dla dobra świata, pracował dzień i noc.
    Była to działalność wielce edukacyjna i podnosząca na duchu.
  • @jazgdyni 09:03:12
    Gdy tak siedzieli i siedzieli, a mozół im się znudził - jak to bachorom - każde z nich poszło w poszukiwaniu lepszej sprawy. Lepsze sprawy jednak chwilowo wybyły, lubo to miały inne sprawy. Co natychmiast psim swędem wyczuł ululany dzik. I zgadnijcie, co powiedział?
  • @KOSSOBOR 02:15:39
    Ululany dzik miał tendencję do powtarzania się. Powiedział mu o tym znajomy drop, który jako ptak z akademickim stażem, znał to i owo. Z naciskiem szczególnie na owo, bo było one znacznie bardziej interesujące.
    Toteż dzik stwierdził, że nie będzie się powtarzał. Nie ważne, czy ululany, czy nie ululany, co właściwie prawie nigdy sie nie zdarzało. Albowiem można powiedzieć, że dzik był ululany permanentnie. Ktoś mógłby się zapytać, skąd on na to miał forsę. Odpowiedź była prosta - nie miał. Był on bowiem wybitnym krzywikowcem. Siódmy zmysł podpowiadał mu, gdzie odbywa się impreza i towarzystwo jest już w stanie, w którym im jest wszystko jedno. Dzik, nie dzik. No i podłączał się dyskretnie, robiąc przy tym inspekcję stołu, pomijając zakąski i koncentrując sie na smukłym szkle. Następnie sprawdzał lodówki i prawdopodobne ukryte zakamarki. Był w tym niesłychanie biegły i intuicja zazwyczaj go nie zawodziła. Ktoś mógłby powiedzieć, że był zakałą środowiska. Ale to nieprawda. Dzieci kochały dzika, bo pomrukiwał groźnie i straszył je namiętnie. A wszyscy wiedzą, że nie ma nic lepszego, jak postraszone dziecko. Od razu zje kaszkę, czy pójdzie do łóżka. Więc często ululany dzik (cokolwiek by to miało znaczyć) robił za niańkę, w co bogatszym towarzystwie. Pan domu musiał tylko przestrzegać, by wszystkie te koniaki, łiskacze i zwykłe wódki zebrać i zamknąć dobrze w kasie pancernej. No i na koniec trzeba było wysłuchać jego opowieści, gdyż mądre rady dropa nic nie dały.
  • @jazgdyni 02:39:24
    No własnie mamy problem z ululanym dzikiem, Huston!
    Docent drop przykłada do ululanego dzika, znanego wszem i wobec z: po pierwsze primo: krzyworyizmu, a po drugie primo z: predylekcji niepowstrzymanej do przedstawiania swojego nudnego życiorysu w postaci smętnej - a więc docent drop przykłada do ululanego dzika miarę naukową, w tym wzorzec dzika z Sevres. Jakże się myli docent drop! Ale jako akademika - nie idzie go przekonać. Zaciął się, po prostu. I to bynajmniej nie przy goleniu.
  • @KOSSOBOR 02:15:39
    Wobec niesłychanego powodzenia jakim cieszyło się uprzednie wulkan party, Gloria postanowiła urządzić następne połączone z wernisażem ostatniego arcydzieła zatytułowanego "Frycek Wspaniały we wnątrzu". Zamierzała też obok obrazu ustawić Frycka w koronie przepasanego orderem, a w tle rekamierę ze spoczywającym na niej Tapirem.
    Gdyby Mimi zechciała w trakcie przyjęcia raz jeszcze bezskutecznie stłuc tapira celem wysiudania go z jej osobistej rekamierki - byłoby to tylko z pożytkiem dla Sztuki przez duże Sz.
    Kuzyn Alfons przyklasnął z zapałem genialnemu pomysłowi, bowiem myśl o antrykocie w opieńkach nie dawała mu spokoju. Ruskie ze skwarkami z baru "Złoty Ruczaj" jeszcze mu leżały na żołądku.
    Wojciechowa po przyszyciu guzików i odprasowaniu swej nowej kreacji wróciła już do świata żywych i odniosła się do tematu nawet zyczliwie.
  • @jazgdyni 02:39:24
    Wojciechowa Józka wysłała do lasu po opieńki z przykazaniem, żeby bez nich nie wracał i zaczęła przemyśliwać resztę wytwornego menu.
    Natomiast Gloria otworzyła szafę i stanęła przed nią w zadumie. Przecież nie mogła się znowu pokazać w tej samej kreacji! Zresztą już i pogoda temu nie sprzyjała. A właściwie, czy nie możnaby urządzić wulkan party w domu, ale z widokiem na wulkan? I grzejąc się przed kominkiem popijać wodę ognistą? Bo przecie nie będzie urządzać ogrodowego party, na które wszyscy przylecą przystrojeni, jakby się wybierali na Szpicbergen!
  • @tadman
    - No powiedz, Fąsiu, jak byś to wszystko widział? - spytała Gloria z wyraźną nadzieją na pomysłowość kuzyna.
    -A gdyby tak zaprosić na przyjęcie druha Borucha z drużyną? Mogliby służyć do donoszenia potraw z wulkanu do salonu. Zahartowani są, to im słota, ni gradobicie nie zaszkodzą, a i Wojciechowa będzie w lepszym humorze.
    Najwyraźniej uniesiony wizją smakołyków kuzyn Alfons bardzo dbał o dobre samopoczucie Wojciechowej.
  • Podbechtany Tadzinek
    Tadzinek strasznie zazdrościł bezjedynkowcom, oczywiście za wyjątkiem Marzenki, ze potrafią pisać i to nie tylko drukowanymi literami. W trakcie jednego ze spotkań w piaskownicy bezjedynkówki powiedzialy, że pisują bloki.
    - Bloki? – zdziwił się Tadzinek
    - I zawsze pod osłoną ciemności – dodał Januszek.
    - Bo my jesteśmy blokerami – poprawił z nieskrywaną wyższością.
    - A to piszecie na płotach? - zapytał ciekawy Tadzinek.
    - Hi, hi, hi - zaśmiały się bezjedynkowce.
    Tadzinek spojrzał podejrzliwie dookoła; wydaje się, że nawet Marzenka wiedziała o co chodzi.
    - No co, nie powiecie mi... - i już zaczął podejrzanie moczyć się w oczach.
    - Nie, bo ty nie umiesz pisać! - powiedziała z wyższością Hania.
    - No! - poprawiła Ewcia.
    - Ale ja umiem pisać anonimy! He! - powiedział Tadzinek.
    - Powiedz lepiej, że je wycinasz - powiedział Januszek.
    Cala trójka wybuchła śmiechem. Nawet Marzenka dołączyła ze swoim świszczącym chichotem.
    - Dobra, jak nie chcecie powiedzieć, to nie - i Tadzinek bez pożegnania oddalił się w kierunku stacji kolejki.
    Bardzo przeżywał brak zaufania okazany przez bezjedynkowców.
    Wrócił do domu, burknął babci, że już jest. Babcia oderwała się od maszyny i powiedziała o czekającym w duchówce obiedzie.
    - Nie jestem głodny - odparł Tadzinek. Babcia spojrzała spod okularów.
    - Chodź no tu - i położyła rękę na czole Tadzinka.
    - Nie, nie masz temperatury.
    - Umyj ręce i chodź do kuchni. Mam dla ciebie buchty na parze z sosem czekoladowym.
    Tadzinek okazał umiarkowane zainteresowanie, ale wymył ręce i skonsumował buchty. Poszedł na stryszek i na starych numerach 'Wieczoru Wybrzeża' cos gryzmolił. Co chwila przychodził do babci i pytał jak się pisze jakieś słowo.
    Babcia bardzo się niecierpliwiła, bo miała pilnie uszyć dla pani Wolszonowej sukienkę na ślub jej chrześniaczki, więc wytarmosiła dziadka i kazała mu wstać z otomany i robić za tadzinkowego konsultanta.
    - Idź no tam do niego na strych, bo coś tam gryzmoli i pomóż mu.
    Tadzinek przestraszył się nie na żarty i szybko powiedział, ze musi iść na dwór, bo obiecał coś pokazać dzieciakom z sąsiedztwa.
    Dziadek wykorzystał chwilę nieuwagi babci i zapadł w sen, a Tadzinek skradł jeszcze babci mydełko krawieckie i czmychnął na dwór.
    Tadzinek wrócił po dziesięciu minutach trochę wystraszony, szybko się umył i poszedł spać.
    Następnego dnia rano bardzo się spieszył na kolejkę, żeby spotkać się z bezjedynkowcami. Oczywiście zastał całą czwórkę w piaskownicy, która krztusząc się popalała mentolowego przyniesionego przez Januszka.
    - He, a ja też jestem blokerem – krzyczał z daleka.
    - A co napisałeś? – zapytał Januszek.
    - No napisałem mydełkiem skradzionym babci hasło – powiedział Tadzinek.
    Czwórka była bardzo poruszona wiadomością przyniesioną przez Tadzinka i w końcu Januszek ponowił pytanie.
    - Co ja wam będę opowiadał – i ręką wygładził piasek w piaskownicy i napisał coś patykiem.
    Trójka byzjedynkowców + Marzenka spojrzała na napis, a tam było napisane tak:
    ‘USTA OD MALIN JES DUPA’

    - A co to znaczy? – zapytali wszyscy nieomal jednocześnie.
    - To tajemnica, ale hasło s k o n s u l t o w a ł dziadek – cedząc trudne słowo skłamał Tadzinek.
    Triumf Tadzinka nie trwał długo, bo Hania zapytała gdzie toto napisał.
    - No, na płocie pani Wolszonowej.
    - No nie, nie mogę!
    - Ale plama!
    - Trzymajcie mnie, bo się przewrócę! Bloker, raczej parkanoker!
    Januszek zrobił blachę Tazinkowi i powiedział, że bloker pisze tylko na blokach, a na płotach to może każdy głupek.
    Tadzinkowi było cholernie głupio i niepewnie zapytał:
    - No to co mam zrobić?
    - Jak chcesz być blokerem to musisz to hasło napisać na jakimś bloku – powiedział Januszek.
    - Najlepiej w dzień - chichocząc dodała Hania.
    - Będzie się liczyło, jeśli zrobisz to na bloku komisariatu w Porcie – dodała nie pozostająca w tyle Marzenka.
    - Dobra – powiedział zrezygnowany Tadzinek.
    Dwa dni później, babcia siedziała przy maszynie, gdy zadzwonił wejściowy dzwonek. Babcia zeszła na dół i otworzyła drzwi, a za nimi stał dzielnicowy Stasiak i Tadzinek trzymany przez tegoż dzielnicowego za ucho.
    - To pani wnuk? – zapytał milicjant.
    - Tak, to mój Tadzinek. A co się stało? Czego go pan ciągnie za ucho?
    - Trzymałem go tak, aby mi huncwot nie uciekł. Niech sobie pani wyobrazi, że wychodzę z komendy i widzę, że jakiś szczeniak coś smaruje na budynku. Wołam na niego, a ten dalej smaruje, jak gdyby nigdy nic, więc ja go łaps za ucho.
    - A co Tadzinek napisał? On przecież jeszcze nie chodzi do szkoły.
    - On napisał drukowanymi ‘usta o’, bo więcej nie zdążył – powiedział dzielnicowy puszczając ucho Tadzinka.
    Babcia przytuliła Tadzinka, pogłaskała go po główce i powiedziała:
    - To ty umiesz pisać?
    - A tu jest narzędzie – powiedział dzielnicowy i wręczył babci mydełko krawieckie.
    Babcia spojrzała przeciągle na Tadzinka.
    - Niech go pani przypilnuje żeby nie mazał po murach, bo może to się źle skończyć – zasalutował i powiedziawszy do widzenia dzielnicowy podszedł sobie.
    Babcia obejrzała czerwone ucho i zapytała Tadzinka czy go nie boli. Tadzinek potał ucho i tajemniczo uśmiechnął się, bo przecież to niewielka ofiara jeśli już jest się pełnoprawnym blokerem.
  • @tadman 20:41:52
    Tadzinek swoim odważnym, aczkolwiek, trzeba to przyznać, nieopierzonym działaniem wywołał pewien popłoch. Lokalny, bo lokalny, ale popłoch o pewnym natężeniu.
    W dźwiękoszczelnej i dosyć tajnej sali, w pewnym ponurym miejscu, zebrała się liczna grupa blondynów. Rosłych i umięśnionych. Widać, że dobrze znających judo i takie tam wtykanie palców w oczy, ciosy w grdykę i usypianie przez przyduszanie. Byli wyraźnie zaniepokojeni. Smarkateria odważnie, już w biały dzień zaczyna pisać hasła na murach i to gdzie, na budynku komendy! I co to miały znaczyć te "usta"? To takie wieloznaczne.
    Wniosek - gdzieś w okolicy rodzi nam się wywrotowa komórka, którą trzeba zidentyfikować, osaczyć i najlepiej, przeniknąć do środka.
    Tadzinek, prowadzony przez dzielnicowego Stasiaka za ucho, coś tam mamrotał o blokach i piaskownicy. Główny blondyn uznał to za niezmiernie ważne i rozkazał natychmiast rozpocząć akcję inwigilacyjno - operacyjną pod pseudonimem "Piaskownica". Nie będzie spokoju wśród blondynów, puki potencjalna komórka terrorystyczno - wywrotowa nie zostanie zidentyfikowana, policzona, członkom pozakłada się kartoteki i roztoczy się nad nimi dyskretną obserwację.

    A sam Tadzinek, cóż, na razie miał przerąbane.
  • @sigma 19:44:39
    Józek, nieco przygłuchy przecież, powrócił wieczorem z furą kopiaście załadowaną pieńkami. Dumnie zwali to na podwórzu i zawołał Wojciechową: - Myszko, przywiozłem!
  • @jazgdyni 06:40:59
    Znowu zatopiona w kwantach Wojciechowa przyjęła ten fakt z podziwu godnym stoicyzmem. Oznajmiła jeno z lekka zaskoczonej Glorii, ze wobec powyższego, zamiast wulkan party na dzikie tłumy z antrykotem w opieńkach w charakterze dania głównego, urządzi się nieduży fajwoklok z ptiberkami na góóóra pięć osób plus Tapir i Frycek, oczywiście. - Niech nam ilość przejdzie w jakość! - zakończyła swoje expose gromko i zanim Gloria zdążyła otrząsnąć się ze wstrząsu, zjechała z pozycji.
  • @jazgdyni 06:36:46
    Toteż kiedy całe towarzystwo zebrało się następnym razem w piaskownicy, ze zdumieniem zaobserwowało w okolicy kilku rosłych blondynów w skórzanych płaszczach, którzy usiłowali się wtopić w otoczenie i sprawiać wrażenie, jakby tak sobie wyszli na spacerek.
    Januszek podczołgał się nawet do jednego z nich na tyle blisko, aby usłyszeć, jak tenże z naciskiem i coraz bardziej beznadziejnie powtarza do kieszonki od płaszcza: - Tu Oka, tu Oka, słyszysz mnie?
  • @sigma 08:49:31
    Dzieciaki już dawno zapomniały o siłach nadprzyrodzonych po nieudanej wyprawie na opuszczony cmentarz oliwski. Ale siły nadprzyrodzone nie zapomniały o nich.
    Teraz właśnie nasza gromada zabawiała się w blokowaniem i różnymi przyrządami typu kreda, cegła i tym podobne, wypisywała na murach hasła, które utkwiły im w kształtnych główkach. Takie jak: "nie podnoś na słońce oczu, puki nie zrobisz analizy moczu", albo coś kompletnie dla nich niezrozumiałego: "Zamiast prącia trącać w kącie stań na Narodowym Frącie!!!".
    A gdy Hańcia zapisała swoim równiutkim pisemkiem "Buk,własność, Oiczyzna", to blondynom zaczęły trząść się ręce.
    Byli na tropie...
    Wtem, w ten spokojny jesienny wieczór wdarł się znienacka podmuch silnego wiatru, zakręcił opadłymi liśćmi i potargał wszystkim włosy.
    Rozległ się tętent i ulicą Wielkiej Rewolucji nadjechała czarna, błyszcząca kareta, ciągnięta przez szóstkę karych rumaków. Na koźle siedział stangret w trójgraniastym pierogu, którego twarz dziwnie się rozmywała, tak, jakby jednocześnie była i nie była. Z tyłu na koźle lokajskim stało dwóch Murzynów w białych, upudrowanych perukach. Kareta zatrzymała się po złowieszczym: prrrrrrrrrr!!!, tuż przy bezjedynkowcach.
    A w całej okolicy wszystkie psy nagle poczuły potrzebę wlezienia pod coś: pod stół, pod kanapę, a jamnik mecenasa Krętego, nawet pod podłogę. Natomiast koty zaczęły biegać jak oszalałe, wdrapując się coraz wyżej na ściany. Tylko Mimi dorwała się do kosmetyków Glorii i zaczęła sobie malować usta na czerwono.

    Jak później na przesłuchaniu stwierdzili blondyni, bo cały sprzęt, jaki mieli na wyposażeniu, czyli magnetofony marki "Nagra", kamery Roleiflex i długopisy kulkowe zawiodły okrutnie i to w jednym momencie, drzwi od karety uchylił wielki czarny kot. Zaraz za nim wytoczył się chudy osobnik, na pierwszy rzut oka widać, że bikiniarz, w przykusych spodniach, pomarańczowych skarpetkach, kraciastej marynarce i czapeczce z daszkiem z napisem "Skra Sopot".
    - Czołem dzieciaki ! - zagadnął miłym głosem - szukamy pałacyku hrabiny. Pomożecie?
    Chociaż pałacyk był tuż za rogiem, to przecież dzieciaki takiej okazji nie mogą przepuścić.

    Oj będzie się działo....
    Co zresztą potwierdzili traumatycznie zszokowani blondyni. Wszyscy na środkach uspakajających.
  • Inny rosły a skórzasty
    dostał zadanie rozejrzeć się w okolicy, gdzie mieszkała babcia Tadzinka. Po wykonaniu zadania wrócił do bazy i zameldował, że nie znalazł nic ciekawego poza chwaleniem na płotach cech umysłowych i innych miejscowej smarkaterii.
    Oczywiście nie mógł znaleźć, bo pani Wolszonowa, Kaszubka z dziada pradziada, nauczona była żyć w strefie granicznej i zawsze rano przed piątą dokonywała inspekcji obejścia.
    Znalazła rano napis Tadzinka, ale nie sprawił jej kłopotu, bo wystarczyła tylko mokra szmata.
    Na inną okoliczność pani Wolszonowa trzymała na podorędziu szmergiel i farbę identyczną w kolorze, jak ta którą pomalowany był płot. Przeżyła narodowy socjalizm, to i przeżyje sprawiedliwość socjalistyczną.
  • @tadman 10:01:49
    Tatusie i mamusie tysiąc razy ostrzegały, że nie wolno zadawać się z obcymi. Ale gdzie tam, dla bezjedynkowców to jak rzucanie grochem o ścianę. Dziewczynki natychmiast zainteresowały się pięknymi, czarnymi jak smoła i o ognistych oczach konikami. Te, łaskawie dawały się głaskać, choć przechodziły je dreszcze i przewracały oczami. Januszek próbował rozwikłać niesamowitą tajemnicę stangreta. Wyjął okrągłe lusterko z Brigitte Bardot, które wycyganił od kolegi Sznapsa, za trzy mentolowe. Teraz sprawdzał stangreta i rzeczywiście, jego twarz nie odbijała się w lusterku. Tadziu stał zafascynowany i wpatrywał się w lokajów. Nigdy jeszcze nie widział prawdziwych Murzynów i znał tylko małego Bambo, co w Afryce mieszka.

    Drzwi od karety były nadal uchylone i ponownie ukazał się kot, wielki jak człowiek, który właśnie najczystszym ludzkim głosem oznajmił: - ależ proszę, proszę, zapraszamy do środka, przejedziecie się trochę z nami.

    Było widać, że ktoś jeszcze jest w środku. Dzieciakom nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wpakowały się do środka i konie ruszyły z kopyta.
    We wnętrzu karety było niezmiernie obszernie. Toż to był cały pokój. Gdzie tam salon jakiś. Kot, który się dziwnie skurczył, grzał się na kominku, w którym wesoło trzeszczały smolne szczapy. Na szezlongu siedział nieduży grubasek, któremu jedno oko zaszło bielmem, a z ust sterczał żółty kieł. Lecz natychmiast dzieciaki zorientowały się, że panem jest on, postać rozparta na dostojnym fotelu, z zarzuconą na ramiona peleryną, z jaskrawo czerwoną podszewką
    Klasnął w ręce i zawołał: - Lody dla wszystkich!
  • To chyba namiastka czarnej 'wołgi',
    ale ta nie była taka obszerna. Wiem, bo byłem w środku. Za to w bagażniku było kilka gumowych worków z gwoździami od środka. Ładowało się do takiego worka łatwowiernego dzieciaka, zawiązywało się i woziło w bagażniku po mieście. Jak krew z dzieciaka zeszła, to odstawiało się worek do tranplantologa, a ten brał sobie co chciał.
    W ten oto sposób populacja łatwowiernych dzieciaków uległą zmniejszeniu w statystycznie istotny sposób.
  • @tadman 20:10:15
    O w mordę!!! A co na to honorowi dawcy krwi???!!!
  • @tadman 20:10:15
    No i, Tadzinku, przecież w naszych czasach wszyscy wiedzieli, że NIE WOLNO DZIECIOM WSIADAĆ DO CZARNEJ WOŁGI!!!
  • @sigma 08:43:03
    Gloria czuła się jednak w obowiązku, by powiadomić zaproszonych gości o ptiberach.
    - Sylvka? Ja cię phoszę, zjedzcie coś w domu, bo na skutek niephzewidzianych okoliczności, na phzyjęcie będzie jeno pothawka celulozowa, ale za to z kwantami. Na deseh Wojciechowa chce zasehwować ptibehy. No ja wiem, gdzie to masz, kochana, ale tak i cóż zhobisz? Takie czasy! Aha, bahek też ophóżniony. No już mówiłaś, gdzie to masz, skahbie! To co? Phzekładamy?

    Po chwili Gloria grenlandzkim tonem oznajmiła Wojciechowej, że ma dzisiaj wychodne i jeżeli jeszcze raz zobaczy tu Józka, to mu nogi.... ale Wojciechowa już nie dosłyszała końcówki, bowiem migiem strzeliła drzwiami. Natomiast Józek i tak był głuchy.
  • @KOSSOBOR 23:14:24 @ OZu
    Właściwie to i dobrze się składało, że przyjęcie zostało odwołane, bowiem Madame, czując swąd i zapach siarki w powietrzu, już miarowo tupała nogą, natomiast ręką kręciła młynki nunczako, zrobionym z dwóch warkoczy chińskiego czosnku.
    Czosnek dyskretnie świecił w zapadającym zmierzchu.

    Dzieci natomiast pochłonięte były pochłanianiem lodów. Hania przytomnie jednak stwierdziła, że ona je tylko lody z bitą śmietaną. Miły gospodarz natychmiast wyjął spod przepastnej peleryny pojemnik ze śmietaną w spreju, co w końcu dało dzieciom do myślenia: w latach 50tych nie było śmietany w spreju - kto jak kto, ale one wiedziały o tym najlepiej.
  • @KOSSOBOR 23:26:27
    Podczas gdy dzieciaki połykały fantastyczne lody, a Hania sprawdzała granice dobrobytu, wymyślając do lodów, a to prażone migdały, scukrzoną skórkę pomarańczową, czy pyszny sos malinowy, i wszystko to, jak za dotknięciem czarodziejskiej (???) różdżki zjawiało się przed nią, w ponurym pokoju w Terenowym Centrum Operacyjnym zszokowani blondyni stwierdzili, że w akcji "Piaskownica" odkryli infiltrację, kawitację i prostrację (to raczej u siebie). Rzeczona kareta z całym ekwipażem wydała im się nagle mglista, jakby wyrwana ze snu. Przecież ich celem była młodociana komórka wywrotowa, specjalizująca się w antysystemowym graffiti, czyli sianiu niepokoju. A tu nagle, jakieś dziwne, bez wątpienia międzynarodowe, kontakty z osobnikami podejrzanymi w jak największym stopniu.

    Stwierdzili, że będą potrzebowali posiłki, gdyż bez wątpienia mamy tu do czynienia z wyjątkowo grubą aferą.
    Zmieniono też kryptonim a kcji z "Piaskownica" na "Czarna wołga"
  • @jazgdyni 10:00:56
    OZu, rozumiem tyle, że "Mistrz i Małgorzata" wywarł na Tobie niepowtarzalne wrażenie;)
  • @KOSSOBOR 22:58:43
    U nas jeszcze pokutowała wizja groźnego kominiarza, który miał niegrzecznego dzieciaka porwać. Ewentualnie, zupełnie zapóźniona wersja, Cyganów w tej roli;)
  • @KOSSOBOR 23:14:24
    Utapirowana Wojciechowa w swej nowej kreacji, na którą zarzuciła cudem zdobyty płaszcz ortalionowy udała się więc z woniejącym prawdziwą "przemysławką" Józkiem do kina "Znicz" na "Rio Bravo"; Józek mógł se być półgłuchy, ale bilety zdobyć umiał.
    Na podwórku zaś została ogromna sterta pieńków i melancholia po zarzuconym wulkan party. Obłoczki mgły czepiały się sterczących korzonków potężnych karczy, zaś wszystkie jeże z okolicy uznały, ze to znakomite miejsce do zapadnięcia w sen zimowy.
    W salonie natomiast Gloria próbowała obudzić tapira i nakłonić go do udania się wraz z Fryckiem w ich ulubione krzaki. Prawdę mówiąc stęskniła się już za swoją rekamierką oraz chwilą spokoju.
  • @tadman 20:10:15
    Jak to, byłeś w środku? Wlazłeś do czarnej wołgi? Tadziu, bój się Boga!
  • @jazgdyni 07:21:21
    A dodatkowo dodano brygadę antyterrorystyczną ,która pod kryptoniemem "Akcja Pasztet" miała przeniknąć do wrogich struktur i je zinfiltrować. Agentów dobierano pod kątem wyglądu - jeżeli ktoś sprawiał wrażenie, ze nie przekroczył lat 18-u - natychmiast wciągano go na listę i wydawano stosowny ubiór:spodenki do kolan, pończochy na podwiązkach i paletko z przyszytą do rękawa tarczą. Z broni dostawał procę oraz prawdziwego straszaka na kapiszony. Powodzenie akcji było gwarantowane, bo wydano im również na zanętę skonfiskowaną z urzędu celnego gumę do zucia.
  • @sigma 15:23:29
    Oczywiście. Była czarna i była to 'wołga'. Uprzednio jeździł nią dyrektor, a jak kupili mu 'poloneza' to 'wołga' poszła dla ludzi, m.in. i dla mnie. :)
  • @tadman 16:37:13
    O! Jestem, Tadziu, pod wrażeniem. Ale jak tak, to musze się pochwalić;)
    Znajomy plastyk kupił Ziła - sto adinadcat - 6-metrową limuzynę, którą wożono Chruszczowa. Blachy pancerne półtora milimetra, na to drugie tyle cyny, więc bydlę kompletnie nierdzewne, ale ważyło jakieś dwie tony.
    Niestety, były to czasy problemów z benzyną, więc wstawil silnik diesla.
    Bo on tym potworem jeździł.
    I kiedyś jak go odwiedziliśmy to głównym clou programu było wizytowanie Ziła (stojącego w garażu). W środku zmieściło się całe przyjęcie;) A i barek był.
  • @sigma 15:09:07
    Mylisz się, mylisz - zyg-zag...

    Nie napisałem jeszcze, że to Woland i Behamot.

    Ale zgaduj dalej ;)
  • @sigma 17:19:04
    Czyli widzisz, dokładnie przyjęcie jak w karecie.

    Ps Dwie tony !!!? To ważyło cztery tony !
  • @jazgdyni 18:58:21
    A masz rację! Bogumił mówi, że najmarniej 5 ton. Plastyk ów zrobił na dachu bagażnik dachowy ze stalowych kątowników, którym woził swobodnie tonę stali - bo jako kowal artysta potrzebował sporo tego. Silnik do tego potwora wstawił z kombajnu Vistula. Opony wzmacniane, wojskowe.
  • @jazgdyni 18:58:21
    Czyżbyśmy mieli wspólnego znajomego?
  • @sigma 19:58:59
    Oj, chyba nie, tylko coś tam słyszałem.
  • @jazgdyni 18:58:21
    No właśnie. Dwie tony (z haczkiem) waży Red Smoczyca Gryzeldy (po załadowaniu). Ale kij tam ze stalą. Wobec ululanego dzika w roli niańki, ust malin na płocie i czarnej karety (ekologiczna i biodegradowalna wersja) Wołgi, na dalszy plan zszedł osobisty problemik Gryzeldy. Taaaa... Zatargi(?) czy może niepokoje w Zooschwitz. Wobec nich upadła możliwość skorzystania z konsultacji szamana wielkiego. Na nic wionek z listka bopkowego, okadzanie i trójnóg.
    Cannabis, Canaris, Thegetoff, von Thargoff (o ! TEN! O tego chodziło zmąconemu umysłowi Gryzeldy)... NIeosiągalne. Bardziej niż kombajn Vistula.
    Mniejsza z tym.
    Skwantowana ilość drewna bardzo się przyda na zimę.
    Wulkan party - jeszcze bardziej.
    Zmęczenie (materiału) wyłazi z Gyzeldy i otoczenia.
  • @jazgdyni 20:26:35
    Gdy już dzieciaki napchały się lodami po same uszy, to starszy, dystyngowany pan, do którego należała peleryna z czerwoną podszewką, zawołał:
    - Hallo !
    Pojawiła się dziewczyna w czarnej sukience i białym fartuszku.
    - Halla, podaj naszym gościom teraz coś specjalnego, czego zapewne jeszcze nie znają.
    I Halla szybko przyniosła tacę pełną buteleczek z takimi cudami jak Coca Cola, Pepsi Cola, 7 Up, Sprite.
    Dzieciaki oniemiały z zachwytu, bo coś tam już słyszały o tych cudeńkach.

    Acha, trzeba tutaj wyjaśnić czytelnikom, że czas w karecie biegł swoim indywidualnym tempem. W rzeczywistości, na zewnątrz minęła tylko chwilka, tak że rodzice nie mieli powodów do alarmu.
  • @jazgdyni 21:06:40
    Proszę, tylko nie za dużo kwantów, bo Monsieur Waldemar le Président de l'Agence Internationale de l'Énergie Atomique zostanie przyciągnięty z siłą wprost proporcjonalną do sześcianu malejącej odległości, a potem to już łańcuchowa pójdzie.
  • @bez kropki 21:06:06
    O! Znalazłaś się:) Czy świnki morskie zapadają w sen zimowy? A smoki?
    Sterta pieńków zwalona przed wrotami zameczku mogła wystarczyć do hibernacji 120 jezy, 35 świnek morskich, dwóch smoków pełnogabarytowych oraz trzech niedźwiedzi brunatnych. Toteż część zwierząt z Zooschwitz z zainteresowaniem popatrywała na stertę zastanawiając się tylko, jak by tu przemieścić się w słusznym kierunku bez budzenia podejrzeń. W związku z długotrwałymi opadami deszczu wokół sterty rozlało się spore jezioro, co wzbudziło dodatkowe zainteresowanie pary bobrów.
  • @jazgdyni 21:06:40
    OZu! Hela NIE MIAŁA SUKIENKI. MIAŁA TYLKO FARTUSZEK...
  • @KOSSOBOR 02:19:43
    No coś ty! Autor nie deprawuje nieletnich.
    Hella miała czarną sukienkę zapiętą na ostatni guzik pod szyją, z białym kołnierzykiem. Wyglądała skromnie, aczkolwiek, trzeba przyznać ponętnie, co natychmiast dało się zauważyć po Tadzinku, który postanowił mówić basem.
  • @KOSSOBOR 02:19:43
    @jazgdyni 21:06:40
    OZu! Hela NIE MIAŁA SUKIENKI. MIAŁA TYLKO FARTUSZEK...
    nadużycie link skomentuj
    KOSSOBOR 07.11.2012 02:19:43

    No, no! Czy to aby szkoła była? :))
  • @tadman 10:48:49
    To była ... hmm... trupa obwoźna.
  • @jazgdyni 06:53:26
    Po czym zaśpiewał, również basem:
    "Helka mi się spodobała.
    ożenię się z Helką.
    Helka cała - taka mała,
    a ............"

    Ale tu już nawet dziadek nie wytrzymał, wstał z otomany i wziął pasa...
  • @sigma 22:04:31
    Świnki morskie zapadają na stany przeciwne hibernacji. Coś jak antygrawitacja;).
    Smoczyce na zimę nie są hibernowane. Co więcej, one nawet lubieją umiarkowany mróz. Jak dostaną porządne zimowe botki, to se hulają (mocą wszystkich posiwiałych ze starości reniferków mechanicznych) po śnieżku. Wymagają tylko (przy większych mrozach) odpalania z czarnej skrzynki. No, znaczy się z aku rozruchowego (ach, ależ by się tu przydały pantografy Mme!), który Gryzelda nosi w torebce wraz z gazrurką żaroodporną, skrobaczką do szyb i zmiotką do śniegu. A! Błyszczyk do warg Gryzelda także w torebce nosi. Bo odmrażacz do zamków nie nadaje się do warg. Podczas gdy błyszczyk do zamków - owszem.

    Zaś opady deszczu i związane z tym błoto, oprócz bobrów przyciągało (grawitacja błotna??) także dzika. Apiać ululanego. Para bobrów uznała, że przerycie terenu przez dzika może być doskonałym przygotowaniem przyszłej bobrzej inwestycji. Tym lepszej, że co - od powierzchni pałacu postawionego na wodzie (nie na lądzie) też będą liczyć kataster???

    Zaś ruchy masowe (ziemi, wody oraz zwierzostanu, z pominięciem głodu, ognia i wojny) zdecydowane powinny zostać obrzucone okiem szamana wielkiego. No bo jak świat ma się kręcić bez szamana?? Same kwanty nie poradzą, zwł. od czasu jak kot Schroedingera, zniesmaczony użyciem jego futra przez gryzonia, udał się był w stan wzbudzony. I teraz wypromieniowuje z siebie owo zniesmaczenie (stąd zresztą lekka głuchota Józka).

    Zaś... Zaśpałam i lecę nadrabiać stracony czas

    PS. Zaś Gryzelda się nie ukrywała, ani nie gubiła. To wszystko przez to zakrzywienie czasoprzestrzeni;) i wynikające z niego turbulencje;).
  • @bez kropki 12:51:27
    PS. Stan przeciwny hibernacji to nadaktywność;), nie mylić z ADHD, czy innym MHD;). Wymuszona warunkami środowiskowymi (ta nadaktywność). Bowiem zamieszkiwanie w towarzystwie skrzynek narzędziowych i komputerów poukładanych w piramidki jak klocki Kego, Lego i w ogóle Jego Ego;), to na dłuższą metę prowadzi do zamieszek. Zamieszkiwanie do zamieszek. Zamieszkowania. Zmiksowania. Zfiksowania. Aaaaa, tam! Lepiej polecę odebrać Smoczycę, bo właśnie zadzwonili z warsztatu, że jej buty wymienili na zimowe i parę jeszcze perpedyków też. Teraz reniferki mechaniczne rżą (jaki odgłos wydają renifery?? - Czy to już widać, czy jeszcze nie widać, że bez szamana w wieńcu z liścia bobkowego moja wiedza kuleje??) czekając aż zima tradycyjnie zaskoczy drogowców.
  • @tadman 21:53:45
    Jeśli to TEN Waldemar o którym myślę, to i bez sześcianu, łańcuchowa (piła) pójdzie w ruch. Ale sza! Miało nie być o polityce. To już lepiej porozmawiać o mundurku Helli. Fartuszku. Bo mundurek to chyba raczej Helga?? A to wszak inna bajka.
  • @bez kropki 13:07:55
    Helga to sado - maso i przewerbowania, a Hela - to zupełnie inne kręgi, by tak rzec.
  • @bez kropki 12:51:27
    Słuchaj, co z tym szamanem wielkim w liściach bobkowych?
    My tu, jak dotąd, mielim jednego wielkiego szamana, Małą Płetwę, wiecznie najaranego i zasmarkanego, bowiem żuł betel. No i nie to, żebym nadawała, ale to kumpel OZa, znaczy naszego legendarnego ooO, przypominam uprzejmie. Te szczepienia i odczyny poszczepienne mogą mieć jakiś związek z podejrzanymi znajomościami agenta. Przecież tak naprawdę, niczego - poza czerwoną łuną na północnym - zachodzie nie widzieliśmy. Wszystko działo się za zakrzywieniem globusa. Zważ, że nasz ooO poepatował zatopionymi katedrami /fakt - piękne!/ po czym poszedł się zaszczepić... Hmm.....
  • @KOSSOBOR 17:22:39
    I to mimo naszych próśb i ostrzeżeń!!!
  • @KOSSOBOR 17:22:39
    Nnnnnajgggorsze są te oooooodczyny popopoposzczepiennnnne....!!!!!
  • @jazgdyni 19:10:15
    Aha. A najgorsze są czerwone łuny na północnym zachodzie.
  • @KOSSOBOR 17:22:39
    Dla mnie szamanem (nie mylić z tzw. lekarzem) jest każdy mądry łeb (stąd liść bobkowy jako symbol uświęcony starożytną tradycją), którego nie zepsuły studia medyczne i w efekcie taki egzemplarz leczy a nie szkodzi. Wbrew pozorom mało ich jest i powinni podlegać ochronie prawnej a może nawet gatunkowej. Dopóki nie podlegają tej ochronie, to Gryzelda czuje się w obowiązku sadzać takich na trójnogu i okadzać. Może być zapach paczuli, albo co tam dany egzemplarz lubi.
    A takim szamanem w obszarze jaj jest dla Gryzeldy von Targov(? czy jak mu tam - postać na poły legendarna, obrosła w liść bobkowy tudzież szamańską sławę). Leczy kręgowce i bezkręgowce, dokonuje cudów medycyny, organizacji a może nawet stanowi oś Zooschwitz?? Wbrew prokurwatorom na palisadzie i ululanemu dzikowi, który kombinował coś z jeleniem(??).
  • @bez kropki 19:37:55
    Dyrektor von Targov w wianku bopkowym siedział jak co dzień zrezygnowany, ale z miłym wyrazem twarzy, na trójnogu. Kondor Jacuś okadzał go intensywnie, podczas gdy delegacja za delegacją składały u jego stóp wiązanki kwiecia oraz inne dowody uczuć. Jako ostatnia zjawiła się delegacja prokurwatorów i złożyła u jego stóp sześćdziesiąt tomów protokołów z przesłuchań, po czym audiencja dobiegła końca.
    Teraz surykatki zręcznie posortowały złożone wyrazy czci. Wiązanki kwiecia poszły do wazonów, laurki na ścianę, zaś sześćdziesiąt tomów zostało zwalone koło kominka, bowiem akurat skończyła się podpałka.
  • @KOSSOBOR 02:19:43
    Miała jeszcze aksamitkę na szyi;)
  • @jazgdyni 19:10:15
    Agent O;o z pewnym niepokojem przyglądal się sobie w lustrze. Wysypkę w drobny rzucik znosił całkiem dzielnie. Jeżeli chodzi o gorączkę, to nic poniżej 42 stopni nie robiło na nim wrażenia. Drgawki charakterystyczne dla tańca świętego Wita nawet w jakim stopniu go bawiły.
    Wpatrzył się czujnie w swoje odbicie kontrolując to, co widział z rzeczywistością namacalnie.
    Jednak się nie mylił! Policzył raz jeszcze! Raz, dwa, trzy, cztery, pięć! Jasny gwint! Na ile pamiętał, o co najmniej trzy nogi za dużo! I co on w tej sytuacji włoży na dzisiejsze przyjęcie?
  • @tadman 10:48:49
    Dziadek, skoro już się poczuł w obowiązku, wykonal go solidnie. Tadzinek masując sobie starannie owo miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, siedział półgębkiem na jednym z pieńków i gorzko rozmyślał nad swym losem oraz ogólnym stanem głębokiego niezrozumienia go przez świat, a dziadka w szczególności.
    Melancholię owej sytuacji przerwał odgłos szurania i sapania dochodzący zza krzaków. Zbliżał się. Po solidniejszym sapnięciu i szurnięciu z krzaków wyłonił się tapir ciągnący swoją kanapę w stronę sterty. Dociągnąwszy kanapę na pozycję tapir z wrodzoną zręcznością obudowal ją stertą pieńków, zamaskował jedliną, po czym wczołgał się do środka, a otwór zamaskował. Kryjówka byłaby nie do wykrycia, gdyby nie dochodzące ze środka potworne chrapanie. Toteż nic dziwnego, że dzik bez wahania skierował się w stronę dochodzących go dźwięków.
  • @sigma 22:59:02
    Ponieważ jednak barykada z pieńków okazała się nie do przebycia, historii życia dzika wysłuchał biedny Tadiznek, co przelało czarę goryczy, bo doprawdy, ile w końcu człowiek może znieść
  • @KOSSOBOR 17:25:05
    - Ptiberki! Ptiberki - mamrotała Gloria sarkastycznie łamiąc z nerwów zapałkę za zapałką w bezskutecznym usiłowaniu zapalenia papierosa.
    Stojący nieopodal kuzyn Alfons trwał w nieutulonym żalu z powodu fiaska wulkan party, jednak ocknął się z tegoż i szarmancko podał kuzynce ogień .
    - A może - zaczął z nadzieją w głosie. - A może Wojciechowa mogłaby tak coś upichcić bez tych opieniek?
  • @jazgdyni 19:10:15
    Nasze ty bidactwo poszczepienne!
  • @bez kropki 19:37:55
    No nieeee...., to Żwirek kombinował z Muchomorkiem, a nie ululany dzik z jeleniem!
    Lejeń Stefan, osobisty znajomy von Targowa, pokombinował już ze wszystkimi łaniami na wybiegu i następnie robił maślane oczy do Mme. Mme, jak zwykle niczego się nie domyślając, drapała Stefana patykami za uszkiem i porożkiem, co Stefan przyjmował z wielką aprobatą, jednakowoż w głowie miał jedno, co wyrażał wiadomym porykiwaniem. Ponieważ telewizory chciały nakręcić von Targowa na tle ryczącego Stefana /boć to jesień była/, przeto von Targow poprosił Mme, by kontynuowała. Co zrobiła z dobrym skutkiem. Kamera ruszyła, Mme drapała, Stefan ryczał. Niestety, tak przy tym śmierdział, że Gloria poszła na odległą ławeczkę i z ulgą zapaliła papierosa.
  • @sigma 22:41:11
    Podczas okadzania PT Dyrekcji słoń Wujek Birara cały czas miał nadzieję na kosz delikatesowy. Niestety, tym razem prokurwatorzy byli nieprzejednani. Tomy przesłuchań i szlus. Do dzisiaj ich dupska bolą od tej palisady! Co gibbony olewają całkowicie.
  • @sigma 22:42:57
    A, to bardzo przepraszam. Jak miała aksamitkę, to wszystko OK.
  • @sigma 23:20:53
    Gdy tak czara goryczy przelewała się i przelewała, Tadzinek stwierdził, że niekoniecznie każdy akurat musi w swoim życiu podążać drogą ululanego dzika. Nie, z pewnością Helka jest inna, niż pani dzikowa, no i ma aksamitkę!
  • @sigma 23:31:46
    - Phzecież Wojciechowa poleciała na Hio Bhavo! No i nie wiadomo, kiedy whóci, bo phzecież powiedziałam, że jak tu się Józek jeszcze haz pojawi, to mu nogi z...., no dobha. Ale powyhywam! - nie wytrzymała jednak Gloria.
    - To w takim razie zapraszam cię, droga kuzynko, do baru "Biały Ruczaj" na gryczaną z zsiadłym mlekiem - Cher cousine Alphonse skłonił się - jak zwykle - szarmancko.
    - O w mohdę, Fąsiu - odparła zachwycona Gloria.
  • @KOSSOBOR 01:47:51
    Niewiasty w fartuszku i aksamitce, to bardzo drażliwy temat. Nie wiadomo dlaczego, ale taki model bardzo gwałtownie oddziałuje na samczą wyobraźnię. Należy do kategorii A+. Do tej samej kategorii należą jeszcze trzy modele:
    - niewiasta w krótkiej czarnej spódniczce i białej bluzeczce, w białych podkolanówkach i koniecznie z warkoczykami (nie warkoczem!),
    - niewiasta o surowym obliczu w czarnej obcisłej garsonce i czarnych pończochach, z linijką w ręku, z nauczycielską stanowczością w oczach,
    - niewiasta w kusym, białym stroju pielęgniarki kwalifikowanej, obowiązkowo w pielęgniarskim czepku na głowie.
  • @sigma 22:48:20
    A przyrost odnóży trwał nadal! Ciało mu się zaczęło wydłużać i segmentować, a każdy segmencik miał swoją parę odnóży. Rany Boskie, pomyślał 0:o - ja nie mam tyle butów!
    - Ciekawe jak skończę - pomyślał refleksyjnie - czy jako zwykła stonoga, czy może jako jakiś wij paskudny? Skolopendra?
  • @jazgdyni 06:50:48
    Łomatko, tylko teraz nie wpadnijmy w Kafkę! No, nie można ruszyć czegokolwiek, żeby się od razu nie przypałętywał jakiś kawałek literatury;(
  • @KOSSOBOR 01:54:29
    - Bo dziadek to ma za nic moje uczucia! - myślał sobie Tadzinek buntowniczo.- Ale ja i tak ożenię się z Helką!
    - Chociaż, jak już się ożenię - myślał sobie ubocznie. - To niech ona coś wrzuci na grzbiet, bo co ludzie powiedzą?
  • @jazgdyni 06:50:48
    Na szczęście skończyło się na sześciu odnóżach. Jedna ledwo agent O;o z ulgą odetchnął i otarł pot z czoła, poczuł dziwne swędzenie na plecach. Obrócił się tyłem do lustra i wyczyniając rózne sztuki przy użyciu lusterka do golenia wpatrzył się trwożnie w podejrzane miejsce między łopatkami. No tak! Teraz tam coś wyrastało!. Agent O;o aż zdjął ciemne okulary, aby sie upewnić. Niestety! Były ci to niewątpliwe skrzydełka i rosły jak szalone migocąc feerią barw.
    Jednak agent ducha nie stracił! O, nie takie rzeczy przeżył!
    - Motylem jestem! - zaśpiewał, zamachał próbnie skrzydełkami i usiadł na gzymsie szafy.
  • @sigma 09:43:34
    Jednakże już po chwili zaobserwował, że proces jeszcze się nie zakończył.
    Chociaż aktualnie nie palił papierosa, zauważył wydobywający się z nozdrzy dym. A po chwili, z większym wydechem omalże nie podpalił firanek. Rany !
    Buchał ogniem. Zaczęło go swędzić ciało, a rzadkie włoski na rękach, zaczęły się przekształcać w opalizujące łuski. Zamieniał się w smoka !
  • @sigma 09:34:23
    Tylko nie karaluchy, proszę cię bardzo.
  • @sigma 22:41:11
    Bardzo, bardzo właściwe podejście do akt! Od razu mówiłam, że nie ma to jak właściwy człowiek na właściwym trójnogu! No.
  • @jazgdyni 10:11:10
    Gdy tak siedział na gzymsie szafy /gdańskiej/, podpalając firankę za firanką, a nawet osmalając słynne frędzelki Frau, pomyślał, że należałoby się skontaktować z Gryzeldą, celem zmiany obuwia smoczego na zimowe. Bo z tą pogodą to nigdy nie wiadomo!
  • @KOSSOBOR 12:36:55
    Smukły smok to jest coś !
    Szczególnie dla tego spaślaka 0:o...
  • @KOSSOBOR 12:36:55
    Ooo tak! Gryzelda dysponuje znajomościami we właściwych kołach (nie mylić ze sferami), można więc przez nią (wieniec bopkowy, okadzenie) liczyć na ułatwienia w kwestii zmiany smoczego obuwia. Zwł. że Gryzelda uwielbia wszelkie buchające ogniem z pyska (może się przy takim uda gazrurkę zahartować??)
    Ale na razie Gryzelda pogrążyła się (po rozetkę) w przekopywanie swej torebki. Miała w niej same niezbędne rzeczy. Oprócz wyżej wymienionych miała też lusterko (przydatne, gdy trzeba objerzeć coś niedostępnego), jajo b (nie bzdyklaczy tylko bursztynowe po babce w formie wisiora do pasa - przydatne, gdy trzeba w bojówkach iść na koncert i udawać, że to taki styl). Nie miała za to grzebienia (i na cóż on rozetce!). Co znacznie gorsze nie miała biedula szczotek do komutatora!!
    A tu koncert za pół godziny!
    Jeszcze tylko jedwabna szmata (wielobarwna kokarda) na szyję pod ten mundurowy sort i można iść. Śp. Vivaldi może się nie obrazi.

    A! Kwestia zamiany smoczego obuwia i ziania ogniem z pyska pozostaje otwarta.
  • @bez kropki 17:19:14
    A czy lusterko na rewersie było z Giną Lollobrigidą, czy z tym pedałem Travoltą?
  • @jazgdyni 10:11:10
    Przebiegająca pokój zaaferowana Frau kątem oka zauwazyła małżonka na szafie.
    - O, jak już tam wlazłeś, to przy okazji zetrzyj kurze! - zawołała tylko i tyle ją widziano.
    Agent O;o z irytacją zamachał ogonem, aż trące o kominek łuski wznieciły kaskadę iskier i ryknął wzburzony podpalając przy okazji meblościankę naprzeciwko.
  • @bez kropki 11:26:02
    Miąższ nieco się spóźniła na audiencję; uczyniła to zresztą jak zwykle celowo, bowiem była zainteresowana nie tyle audiencją, ile złożonymi wyrazami czci. Teraz snuła się po sali kominkowej niby to wąchając bukiety, z których po jej przejściu zostawały nędzne resztki. Miarowy poziomy ruch jej dolnej szczęki wskazywał wyraźnie, że dobór kwiecia w bukietach bardzo odpowiadał jej wyrafinowanym gustom. Rozmarzonymi ślepiami omiatała sufit, czasami jednak błyskawicznie kosząc nimi na boki w obawie, ze ktoś przuwazy jej niecne praktyki.
  • @jazgdyni 19:48:02
    Na rewersie miało/ma logo, czyli po ludzku mówiąc znak firmowy pewnej POLSKIEJ firmy kosmetycznej. Bo to było lusterko celowo oderwane od puderniczki. Bo na co komu puderniczka? Zwł. zużyta, czyli pusta?? Lusterkiem można wzywać pomocy, albo oślepić smoka, gdyby za bardzo już się rozognił, albo wrażych pilotów, albo co. A puderniczcka i do tego pusta?? No, jeszcze puder, to ostatecznie zastępnik magnezji czy choćby talku na skałki albo do mordobicia. Ale jak już się wyczerpał, to przecz z puderczniką;). Na co komu taki wyczerpany puder??
  • @KOSSOBOR 12:36:55
    Tadzinek musial jakoś odreagować lanie, historię życia dzika oraz szalone uczucie, jakie nim targało - inaczej by pękł. Wyciągnął z kieszeni kawałek kredy świśnięty spod tablicy w szkole i na płocie okalającym gniazdo rodowe Hrabiny zaczął wielgachnymi kulfonami sadzić swój rytualny tekst: usta o...
    Niestety, akurat na tę chwilę Wojciechowa z Józkiem wrócili z kina, zaś z drugiej strony żwawym krokiem nadchodził jakiś dziwny przerośnięty chłoptyś z opadającą pończochą. Tadzinek niewiele myśląc przerwał dzieło i runął w krzaki gubiąc pogonie.
  • @sigma 23:25:40
    Tadzinek darł się w niebogłosy, ale po odejściu na stronę ucichł podejrzanie szybko i wyciągnął ze spodni 'Manifest komunistyczny' Marksa, który jak najbardziej jest do dupy.
  • @tadman 00:49:04
    Przerośnięty chłoptaś, z opadniętą już na fest pończochą, stanął pod płotem i miał całkowity dysonans poznawczy: oto dziecię, co właśnie czmychnęło w krzaki, napisało: usta o, a przecież zawsze dzieci piszą na płotach: dupa. Albo: Tadziu kocha Helę. Albo: no, to co dzieci piszą przez samo h, ale przerośnięty chłoptaś naturalnie nie wiedział - bo i skąd? po WUMLu?! - czy pisze się przez samo h, czy ch, no a już problem u, względnie ó był nie do rozwiązania. Na wszelki wypadek namacał w kieszeni krótkich spodenek nagana i rozejrzał się dookoła.
  • @KOSSOBOR 03:51:26
    Glorio, czy chodzi o słowo 'ruj' lub 'rój'. No może być jeszcze z przymiotnikiem chyży, a nawet rudy chyży rój.
  • @sigma 22:13:26
    Jeśli chodzi o wyrazy czci, to Gryzelda nawet częściowo podzielała zdanie Miąższ. Ona sama (Gryzia znaczy) z ulgą obserwowała odpływ paparazzi od swej osoby. A jak pa-pa-razzi odpływali, to znaczy, że gdzieś w okolicy pałętał się prawdziwy, duży i nie nadmuchiwany gwiazdor/gwiazda. Jeśli tym obiektem astronomicznym miałby być von T. to Gryzelda nie będzie miała nic przeciwko temu, by okadzanie było dodatkowo uwieczniane przez paparazzich.
  • @tadman 00:49:04
    Protestuję. "Manifest" nie za bardzo jest do d*. Papier za twardy...
  • @sigma 22:13:26
    Jeszcze (offowo) o wyrazach czci. Parę dni temu moje młode wróciwszy schetane ze szkoły rzuciło we mnie tekstem: Przemocą uśmiercaliśmy artystów, żeby było kogo czcić na szkolnej akademii z okazji 1 listopada.
    Tak więc z tym czczeniem nie przesadzajmy (aczkolwiek organiczny recykling bukietów zasługuje na pochwałę).
  • Ewa!
    Hajda na Koryłę! Pisze, że Musierowicz miała plecy i takie tam różne różniste rzeczy.
  • @tadman 11:05:54
    Eeee?? Czy mnie oczy mylą? Co jajcarzy obchodzi leszczyna (zdrobnienie od leszcza??)? Co nas obchodzi anatomia p. Musierowicz (jak była wydawana za pyrlu, to musi i plecy miała i co w tym dziwnego nawet gdyby??)?
    Najważniejsze: nie czyńmy honorów komuś, kto nie łapie jajcarstwa:). (Wiem, żem wredna - hihi - nigdy nie twierdziłam, że nie - hiehie.). Tj. nie czyńmy tych honorów np. poprzez dyskusję czy klikanie.
  • @bez kropki 11:15:12
    Noż psze państwa znieczulica jakaś czy cóś od wschodu idzie powoli, a plecy to anatomicznie bardzo ważna czenść człowieka, bez pleców trudno żyć w realu, no i pracy człowiek ni ma i można mu naskoczyć, a on nic musi milczeć i nosić na tych plecach naskakującego, aż padnie znojem dobity.
    Kiedyś człowiek bez tej części ciała, to musiał uciekać się do twardych stron wyrwanych z 'Manitestu' lub dzieł wszystkich w XXX tomach. :))
  • @tadman 11:23:33
    Ależ nikt nie przeczy,
    że to ważna rzecz - plecy.
  • @bez kropki 11:26:30
    Dobre :)
  • @bez kropki 10:37:35
    Oj tam, oj tam, jako dupochron "Manifest" jest wręcz idealny;)
  • @tadman 11:05:54
    Właśniem była skomentowała - od razu dałam komenta i na niezaleznej i na nE. Coryllus jest tak chamowaty, że zęby bolą. Żeby nie ten tom II, to bym tępiła jak Tyrpę.
  • @sigma 15:04:04
    Aaaaaa, d*chron, to insza inszość, psze pani. Te twarde okładki, ten welinowy(?) papier o dobrej gramaturze...A do tego ten efekt wypełniacza półek... Zwł. w poprzedniej epoce. Taaaa, jako dupchron "Manifest" to narzędzie wręcz idealne. Ja osobiście jednego razu przebierałam raz sadzeniaki siedząc na kamieniu w drzwiach piwnicy w zimny dzień. Żebym nie złapała "wilka", babcia mi dała pod tyłek jakąś grubą księgę. Zdaje się, że to było coś z klasyków komunizmu, trzymane w domu właśnie w tym celu (innych książek było szkoda, szmat czy poduszek tym bardziej, karimat wtedy nie było i w efekcie zostawał papier, czyli pokaźne knigi, jako izolacja cieplna).
  • @sigma 15:07:10
    Toś nawet nie zadymiła ani odrobinkę. Powinien Ci nie odpowiedzieć, no chyba tylko wypominając niezamknięcie drzwi. Po mojemu to musiał mieć bardzo nieciekawe dzieciństwo, że empatycznych cech sobie nie wyrobił, bo był ostro tępiony, więc na wszystko odpowiada wszawym atakiem. Skacze jak wesz na grzebieniu, ale tylko do czasu, bo któregoś dnia go wyczeszą, co by to nie miało znaczyć.

    No, ale ma on nie jedną twarz, szczególnie gdy... Ale sami to oceńcie. Rok 2009.
    http://amazoniawweekend.blogspot.com/2009/08/madryt-pietnasta-rano.html#comment-form

    Na dole pisze '9 komentarzy' i trzeba kliknąć w komentarze i wtedy ukażą się.
  • @sigma 15:07:10
    Odpowiedzial u Tevelde i nawet nie skakał.
  • @KOSSOBOR 03:51:26
    Przerośnięty chłoptaś jednak zamiast nagana wydobył kawałek kredy, ktry dostal jako podstawowe wyposażenie i po głębokim namyśle napisał : "Jurek jest gupi". Napisawszy tę wiekopomną informację - kredę schowal do kieszeni, a za to klnąc jak szewc, spróbował podciagnąć opadającą pończochę i jakoś zapiąć podwiązkę. Niestety! Zgubił się gumowy element podwiązki! Sytuacja była beznadziejna. Inwigilowany przepadł, pończocha opadła, a i druga sprawiała takie wrażenie, jakby zaraz miała. W dodatku nieopodal ktoś potwornie i obrzydliwie chrapał.
  • @tadman 16:05:18
    Starałam się nie holokauścić, bo cały czas mam w rozumie ten t.II, a i t.III w przygotowaniu - no i uwagę już nie pamiętam kogo, że niszczenie Corylllusa będzie na rękę róznym takim, których nie lubię zdecydowanie.
  • @sigma 16:37:59
    A Jarek był poza zasięgiem, bo razem z bratem grał w filmie.

    Wiem, wiem, że było Jurek.
  • @tadman 09:56:40
    Naturalnie, Tadzinku. Przecież Glptia "rój", względnie "ruj" zawsze wymawia przez "h".
  • @sigma 16:41:43
    Pierwsze primo nie "niszczenie" a "zaprowadzanie na drogę cnoty". Drugie primo... nie bałabym się tak strasznie owego "będzie na rękę różnym takim" niefajnym. Otóż ja tam osobiście po przeczytaniu coś-tam coryllusa, po próbie dyskusji itp, doszłam do wniosku, że to szkodnik. Wg mnie on szkodzi sprawom narodowym. Wybacz, nie mam sił, czasu i ochoty wracać teraz do owych tekściorów, żeby dokumentnie wykazać co też mianowicie wzbudziło we mnie owo podejrzenie o szkodnictwo. Ale ostatecznie, mam prawo do subiektywnych wrażeń. Jeśli się okaże, że krzywdzę nimi niewinnego, to się nawet ucieszę. A teraz dosyć o tem, bo są ważniejsze sprawy.
    Ot, choćby taka, że jak wczoraj byłam na tym tam koncercie, to mi się dostało miejsce w 1szym rzędzie. Bynajmniej nie jako VIPowi;), tylko dlatego, że w maleńkiej salce były to jedne z gorszych miejsc (i co z tego, że kawałek dalej posadzili biskupa!?). Mogłam se z tego miejsca obserwować balowe lakierki dyrygenta. Oraz poprawić se nastrój faktem, że jedna z pianistek była w lakierkowych trampkach! (Podniosło mnie to na duchu na tle mych bojówek i czarnej bluzy okraszonej jedwabnym fontaziem). Najlepsze było spostrzeżenie, że fortepian słuchany od dołu brzmi lepiej niż od góry. Serio - to otwarte pudło to pic na wodę, od spodu słychać tak, że ciary przechodzą! Drży torebka, którą trzymasz w ręku, fałdy spodni, fotel i podłoga. - Odbierasz dźwięki całym sobą a one spadają na Ciebie, krystaliczne i lekkie jak deszczyk albo coś równie orzeźwiającego:).
    A jeszcze wyszła taka mała dziewczynka z maleńką cyfrówką i robiła zdjęcia w zbliżeniu temu potworowi-fortepianowi, kontrabasom itp.
    Ergo: każdemu doradzam posłuchać Griega leżąc pod forteklapą:). Nowe doznania - gwarantowane:).
  • @sigma 16:37:59
    A opadające podwiązki można (dysponując pasem do pończoch) poratować monetą np. 2groszową. Nie wiem tylko, czy etatowy chłoptaś przerośnięty dysponuje czymś tak kapitalistycznym jak gotówka, albo czy mu Hellka (nie mylić z Helką, Helgą, czy Heklą) pożyczyła na akcję swój pas. Wszak stanowi on niezbędne uzupełnienie aksamitki.
    Ale, ale, chrapanie stanowi znacznie gorszy znak. Czyżby tapir??
  • @bez kropki 18:15:00
    W świetle informacji, jakie właśnie uzyskałam, przyznaję Ci rację. Okazuje się, że ten gnojek w celach autopromocyjnych zełgał całą historyjkę; że Musierowicz przyszła na jego wieczór, przeczytała t.I i go skrytykowała. Nie przeczytała, nie skrytykowała, a faceta nie zna.
    W dodatku przecyztałam zalinkowane pzez Tadzia bzdety Jareckiego bardzo przez Coryllusa wychwalane - dno.
    A co Ty masz na niego? Przyda się każda broń, skoro już zdecydowałam sie zacząć dyskusję.
    Nb. to chyba Iza uważa, że Coryllus jest uroczym facetem i ma sluszne poglądy, więc wszelkie mu dokopywanie będzie robieniem na rękę wrogim siłom.
  • @bez kropki 18:15:00
    Dobrze, następną razą wczołgam się pod fortepian, i o ile mnie stamtąd nie wywleką, wysłucham koncertu.
  • @sigma 18:25:10
    "A co Ty masz na niego?" - masz nieludzkie i okropne wymagania po prostu;). - Mam wracać do coryllusa?!;) Aż tak źle mi życzysz?;) Dooobra, jak co skumam na nowo albo se przypomnę ze starszych, to nie omieszkam się podzielić.

    Co do "specyficznych" sposobów autopromocji, to... Taaaa - zdecydowanie polecam poleżenie pod fortepianem:). A od Wody to już chyba lepsza wóda, co zresztą zdaje się było przedmiotem rozważań na jajach (tj. przydatność wódy w niektórych okolicznościach życiowych oraz jaki to rodzaj wódy być ma).

    Co zaś do "słusznych poglądów", to hmmm... każdy ma prawo się mylić. Tak więc i coryllusowe prawo ewentualnie błądzić i nie tu jest pies pogrzebany. Ale w świetle tego, czego mnie uczył tata, człek prawy będzie brał pod uwagę krytykę (należycie uzasadnioną).
    Teraz to już naprawdę powinnam zmienić temat. W końcu ileż to można tak pokazywać swój paskudny charakter;) albo inne charaktery przez różne litery;))).
  • @sigma 18:25:10
    Dobrze wam tak. Jak starsi mówili jak jest z tym człowiekiem, to było tylko achtam, achtam...
  • @jazgdyni 19:11:37
    Doooobra. To już lepiej chodźmy na tę wódę poleżeć pod fortepianem. Albo do piaskowniczki by ze smakiem obsmarować najnowszą fascynację Tadzinka Hellką (nie mylić z Helką, Helgą czy Heklą). (Ileż w końcu można o Koryle??!) A pogoda jaka tam u Was? Zaś u Ciebie samego odczyny poszczepienne w formie łun wciąż dokuczają? Zioń na nie ogniem i niech spłoną, amen.
  • @jazgdyni 19:11:37
    Czytając musimy być świadomi.
    O 'Finnegans Wake' Jamesa Joyce'a, a właściwie ostatnim jego polskim tłumaczeniu napisał trochę i w tym tekście pochwalił się, że wystarczyło mu przeczytać zaledwie pół pierwszej strony, by mógł postawić Joyce' owi psychiatryczną diagnozę.

    Blogowanie Koryły, a właściwie ferowanie przez niego sądów przypomina mi w nachalny sposób pisanie Alefa Sterna. Nie będę przytaczał epitetów.

    Link, droga Sigmo, przytoczyłem, aby pokazać jeszcze jedną cechę Koryły, rodem z żydowskiej tandety, gdzie sprzedawca pokazując klientowi w lustrze dopasowanie do figury mierzonego ubrania stosownie zbiera jego nadmiar a to z przodu, a to z tyłu.
  • @tadman 20:38:35
    No z tym fornalem to pociągnęłaś no i teraz masz na nE spokój.
  • @jazgdyni 19:11:37
    Uch, wypiłam gorące mleko z miodem, bom już zionęła ogniem piekielnym;) Pasy bym z chama darła!
    No, miałeś rację, przyznaję. Tym razem zebrane dowody pozwalają wykluczyć jakąkolwiek pomyłkę sądową. Gnojek, jak już był przyparty do muru, zamiast przeprosić, zaczął wyzywać. Żałosny dupek.
    Zbanował mnie i myśli że dużo mu to pomoże, łeh,łeh...
  • @sigma 23:13:45
    czosnek dodaje. nie zeby cos... ale ponoc pomaga. poza tym lubie. nie od zawsze. nie lublilem brukselki, teraz lubie. za to nie lubie brukseli. mam nadzieje ze mieszkancy czosnowa mnie nie zlinczuja... kazdy ma jakas nadzieje... no, ale przeciez nie kazdy jest kazdy, nie? ech ;-)

    Tapir na prezydenta!
  • @DelfInn 23:39:17
    Do mleka z miodem dodajesz czosnek??? I brukselkę??? Delfinie, to się źle skończy - takich cudów żaden żołądek nie wytrzyma i zaczną się retorsje;)

    No popatrz, to Ciebie gnojek zbanował już dawno. Nic dziwnego, że u niego pod postem taka martwa cisza - zupełnie casus Tyrpy &consortes - każdy niechętny zbanowany;)))
  • @sigma 23:54:54
    To nie tak. Ja raczej dodaję rózności do mojego żołądka. On się upomina, a ja mam litość, więc skarmiam czym podleci. No, nie zawsze się dobrze czuję, fakt. Ale czy ja mam się dobrze czuć i to nazywać życiem? Czy jak ktos na kogoś pluje, w dodatku na kobietę, to to jest jakaś karma, która to uzasadnia i co syci? Chyba nie. Ja przynajmniej tego nie czuję. I nie trawię. Przez grzecznośc po przyjęciu nie zwracam. Ale już w domu jest smutno przecież... Mnie bany nie szkodzą. Banują tchórze tylko, ja się mam ich bać? Sam banuję, owszem. Ale nie z bezradności przecież.

    Tapir!

    :-)
  • @sigma 23:54:54
    Gorące mleko, z miodem i czosnkiem, przed snem ma w narodzie wiekową tradycję. I na prawdę działa. Niedogodność jest tylko jedna - śpi się samotnie w pokoju i to najlepiej w odległym skrzydle pałacu. Ale za to w pokoju padają trupem wszystkie pająki, muchy, mole i wszystkie inne roztocza.
    Druga osoba, gdyby też razem z nami spała, też niestety by padła.
    Powstający przy wydechu fosgen, czy jakiś tam acetylen to poważne gazy.
  • @bez kropki 19:19:26
    Pogoda u nas taka, jak lubię. Prawdziwie jesienna. To wyjrzy słoneczko, to zaciągnie szarugą. Kolorowe liście ciągle na drzewach, czynią krajobraz ciepłym i przytulnym. Polska jesień.
    Odczyny zaczynem przyczyny. Szczególnie w formie łun. Obe łuny to coś fajnego.

    Tapir!

    Ps. zrzynam to pozdrowienie od Delfinna, bo bardzo mi się podoba.
  • @jazgdyni 07:14:06
    Delfinnowe pozdrowienie jest dobre, bo jest trafne:) "Tapir na prezydęta!" to jest to!! A w temacie pozdrowień jako takich (i bez polityki) mnie się bardzo podobało (chyba też Delfinnowe) "Chałwa!".

    Co do reszty:
    - fosgen to poważna sprawa,
    - czosnek rozwala niektóre wątroby i flaczki otaczające,
    - tłumaczyć się z lubienia czosnku nikt nie musi (to nie do Ciebie, to do Delfinna),
    - ludy cywilizowane do leczenia zakażeń górnych dróg oddechowych nie używają czosnku, fosgenu, siarki i pomiotu, tylko rzeczy PACHNĄCYCH. Osobiście polecam olejek z "drzewa herbacianego" (jak mylnie u nas tłumaczą nazwę bodajże kamforowca) a na odetkanie zatok - eukaliptusowy. Uważać z tą kuracją muszą tylko alergicy i kobiety w ciąży. Przy czym słowa "osobiście polecam" należy tu rozumieć nie jako "ja wam chamy z wyżyn cywilizacji gadam", tylko "cywilizowani polecają a ja wypróbowałam i zaświadczam, że dobre". - To tak na marginesie różnych zderzeń cywiliacyjnych.

    Delfinn!

    Eeeee, miało być "Tapir!"

    I w ogóle: chałwa!
  • @jazgdyni 07:14:06
    Zauważyłem, że nasza niekończąca się opowieść ma jeden feler - otóż silna i decydująca reprezentacja redaktorek zadbała oto starannie, aby w tekstach nie ukazała się choćby jedna wiedźma! Wprawdzie w epizodzie wystąpiła Baba Jaga, a i Helga przechadza się po ścieżkach Zooschwitz z nieodłączną nahajką. A le są to tylko nieistotne elementy fabuły.
    Opowieść musi mieć swoje wiedźmy!
    Zastanówmy się, kto ewentualnie z żeńskiego personelu jaj.be kwalifikowałby się na wiedźmę? Bezjedynkówki raczej nie, no ewentualnie na adeptki, szczególnie Ewcia siejąca opatką spustoszenia.
    Dalej szukajmy - Gloria i Silvanne są chyba też mało wiedźmowe, mimo puszczania dymów i sporadycznych wulkanicznych eksplozji Mdame. Wiedźmy są przecież opanowane i zimne jak sopel zestalanego azotu.
    Może Maciejowa? Nie, przecież to dobroduszna istota, a jej stosunek do Jóżefa zaprzecza całkowicie wiedźmowatości.

    Czyli mamy problem. Czas leci, lata przybywają, a opowieść nie ma wiedźmy. Przez to nie może zostać pełnoprawnym członkiem literatury współczesnej.
    Co na to powie Coryllus!?

    Niniejszym rozpisuję konkurs (z nagrodami, a jakże) na wykreowanie na na jajach.be prawdziwej, soczystej wiedźmy.

    Ps. Zabrania się pod groźbą nagany posługiwania się w tej kreacji postacią doktor Kopacz. To by było zbyt łatwe.
  • @jazgdyni 09:21:54
    I teraz prawdziwe wiedźmy poczują się urażone. Może nawet urażą Cię piorunem? Pieronem piorunem. Otóż, proszę ja Ciebie, "wiedźma", to jak sama nazwa wskazuje jest "ta, która WIE (różne rzeczy, ale niekoniecznie się tym chwali". Wychodząc tedy z definicji, wiedźm tu jest co najmniej kilka i to w dobrym gatonku każda. Jeśli zatem kreują akcję opowieści to czy umieszczanie ich w tej akcji nie byłoby nadmiarem?;) Porządna wiedźma nadmiaru nie lubi, pokreuje se, pokreuje (dla jaj!) a do uwieczniania jej w lytraturze się nie pcha. Jeszcze by jakieś przyszłe pokolenia ustawiły tę opowieść (z umieszczoną w niej wiedźmą) obok "niedźwiedzia"???! No zonk totalny i wogóle.
    A Maciejowa (Wojciechowa?) ma stosunek (ten do Józka) całkiem życiowy i praktyczny (a kto jej będzie kwanty w żyrandolach wymieniał??!). Zatem wykluczyć jej z grona kandydatek nie można.
  • @bez kropki 09:20:32
    Zatkana zatoka Botnicka czekała z niecierpliwością na dostawę eukaliptusu, który miał dostarczyć masowiec "Akademik Ryżanow"
    Ryże znane są z przetykania zatok.

    Tapir!
  • @jazgdyni 09:49:33
    Zatoka Botnicka zatkana została nie Katarem, tylko Gazrurką Gazpromu. Na to żadne chyże ryże nie pomogą (tylko wręcz odwrotnie). Chyżemu ryżemu ryjowi i koleżkom, jako przypadkowi szczególnemu, pomóc może tylko i wyłącznie eukaliptus, zgoda. Ale nie w formie wyciągu (z konta czy olejku), tylko w postaci bejzbola, amen.

    Tapir!
  • @bez kropki 10:01:21
    Ototo!

    Drewno eukaliptusowe jest twarde i sprężyste. Świetnie nadaje się do wykonywania lasek, pałek i bejzboli.
    Tak wykorzystany eukaliptus przetka wszystkie zatoki i pogłębi cieśniny.
    Efektem ubocznym jest to, że działa też na wszelkie zwieracze, które natychmiast puszczają.

    Tapir!
  • @jazgdyni 10:18:02
    Aaaaaa! To dlatego eukaliptus się po cichu wycofuje z tubylczych wyrobów, z tubylczego rynku!!!- "Gupie" cukierki z euka sprowadzam z Niemiec, olejek coraz trudniej kupić, preparaty złożone z tym olejkiem to już w ogóle wymiotło, nawet spod lad (sprowadzam zza granicy unijnej). Niedawno podobny los spotkał pewien (skuteczny) preparat z olejkiem terebintowym. Co więcej faramceuci zapadli na amnezję. Nie pamiętają, że parę latek temu sprzedawali toto. Dziwny, panie, dziwy.
    Robiąc pętlę czasoprzestrzenną do Twego komenta o wiedźmach - może jednak zmienię zdanie. Otóż teraz widzę, że w interesie społecznym leży udawanie, iż wiedźmy to postacie czysto fikcyjne, literackie - taka, rozumiesz, przykrywka do przestępczej działalności podziemnej (tu: leczenia kijem albo pałą, albo olejkiem - zależnie od przypadku).
    Zatem: wiedźmy na jaja! Kto pirszy?! Może Tadzinek jako wiedźmin?? Tak w ramach równouprawnienia?
  • @bez kropki 10:26:44
    Ty to jesteś - znowu chłopa wypychasz na pierwszą linię !!! Ja myślę wiedźmy, czarownice! Zostaw biednego Tadzinka, truciciela w spokoju.

    Co do eukaliptusa, to mogę ci tylko poradzić uszycie stroju maskującego "Koala" i przedostanie się do odpowiedniego zoologu (Może Zooschwitz?).
    Tam w tym przebraniu będzież miała dosyć eukaliptusa.

    A co to jest ten terebintowy nie mam pojęcia. Frau farmaceutka przecie, mówi, że tera moda na olejek argonowy.
  • @jazgdyni 10:41:26
    O! Argon (ciekły) jest dużo lepszy od azotu!
    A nadto moda (na argan) robi swoje - Frau wie, co gada.
    Dawno, dawno temu, jak o arganie nie słyszał nikt w Lechistanie (i okolicach) sprowadzałam go via poczta i parę osób, z Maroka, wprost z wytwórni. Jako impregnat do mebli, bo coś tam, coś tam cło było niższe. I nikt się nie czepiał. A tera?? Łoooo! Olej arganowy płynnym złotem kosmetologii jest. Celniczki go znają a celnikom chyba żony każą go aresztować, czy co?;). W każdym razie cena istotnie kroczy w kierunku złota - myszy kościelnej a nawet Gryzeldzie przestało się kalkulować sprowadzanie arganu. Na szczęście moda, jak to moda (czupiradło głupie i bezmózgie) chwilowo jeszcze nie docenia oleju (właść. smalcu) kokosowego. Myszy kościelne przerzucają się zatem na olej kokosowy (do celów kosmetycznych, ale zeżreć też się go da bez szkody dla zdrowia). Do czasu aż dogoni je ta paskuda moda.

    Za koalę, mówisz, się przebrać?? Pewno już nic innego mi nie pozostaje. Nie dam bowiem rady pojechać do Kew by se przy ichnim ogródku jordanowskim listeczków nazbierać:(

    Gryzleda odstąpiła zatem od poszukiwań ośki i konstrukcji Machiny Piekielnej i przystąpiła do przygotowywania kostiumu koali. Trudna to sztuka, bo Gryzia do szycia nie bardzo wyrywna a do tego ta wereda moda a do tego konieczność uszycia kostiumu tak, by ukrył bojówki i strzeleckie okluary p.słon!
  • @bez kropki 11:11:59
    No popatrz ty, popatrz.
    Znasz ogrody Kew !? Toż to mój najulubieńszy zakątek. obok ogrodów Darwina w Breście.
    I jeszcze takich jednych w Rio, gdzie strażnik chodził za mną cały czas, gdy chciałem ukraść odnóżki żadkich kaktusów z grupy cefalo.

    Ps. Słuch już nie ten, więc arganowy przeszedł w argonowy.
    A tak właściwe, piszesz, to kokosowy? Mama moja, też farmaceutka. szalała za masłem kokosowym i zapach tem mi się zawsze będzie kojarzył z letnią plażą.
  • @jazgdyni 11:22:19
    Znam! jedną z wielu, bardzo wielu rzeczy, które mnie tam zachwycały była możliwość pochodzenia boso po trawie jak dywan oraz fakt, że absolutnie nikogo to nie dziwiło! A do tego jak mądrze to urządzili - w miejscu, gdzie bawią się dzieci jest "palisada" z eukaliptusów, czyli półcień (trochę słońca też), PLUS naturalne odkażanie powietrza PLUS naturalne antybiotyczne zwalczanie infekcji, które już się wdały.
    Nie mogłam się nazachwycać tym miejscem! Dłuuugo by pisać.
    Osobistej znajomości innych równie genialnych(?) ogrodów - zazdroszczę. Może jakiś post, fotoreportaż??

    Co do argonu, to nie rób sobie wyrzutów - do pewnych zastosowań nie ma jak ciekły argon i basta:).

    Z kolei argan jest świetny i wręcz genialny, tylko niestety popyt podkręcił ceny. A kokosowy ma nieco inną urodę, ale też jest prawie że genialny, nie tylko na plażę. (Twoja Mama wiedziała co dobre).
  • @bez kropki 13:01:37
    Strzym sie wzięło nachalnie i bez upudrowania wstrzymało korkociąg.

    Pragenzja absolutna.
  • Tadzinek w piwnicy
    Babcia od dwóch dni jest mocno przestraszona, bo Tadzinek przepadł jak kamień w wodę. Robiła z dziadkiem poszukiwania na własną rękę; ale nie było go ani na cmentarzu (w charakterze gościa), ani w piaskownicy, na milicji też. Tam właśnie babcia zgłosiła, znanemu już Wam dzielnicowemu, zaginięcie wnuka. Dzielnicowy przyszedł do domu dziadkostwa na wizję lokalną. Wyciągnął kapownik, kopiowy ołówek, poślinił go i zaczął prowadzić regularne przesłuchanie. Z babci nic nie można było wyciągnąć, bo albo płakała, albo labidziła, no a dziadek z racji swego hobby nic nie wiedział i nie widział.
    Dzielnicowy włożył kopiowy za ucho, kapownik pod pachę i zaczął oglądać domostwo.
    - Niech pani sprawdzi, czy coś pani nie zginęło - powiedział dzielnicowy.
    Po przejrzeniu kredensu i szafek w kuchni, spiżarki i stryszku dzielnicowy zapisał w kajeciku w punktach.
    1. walizka zaginionego leżała pod łóżkiem,
    2. nie ma rzeczy w które był ubrany przed zaginięciem,
    3. rzeczy pierwszej potrzeby (grzebyk, lusterko z GL, szczoteczka do zębów i książeczka SKO) były na miejscu,
    4. stwierdzone braki: prymus, garnek 5-litrowy, 1 opakowanie podpiwku, 20 butelek patentek, chochla i kij do gotowania bielizny, koc do prasowania, paczka świeczek i chyba pudełko zapałek oraz stary chleb.

    Dzielnicowy kazał se zrobić herbaty, wyprosił dziadków z kuchni i zaczął robić krytyczną analizę danych. Wyszło mu przez zaginanie kolejnych palców, że tylko jeszcze nie zrobił inspekcji piwnicy.
    Zawołał dziadka i zeszli do piwnicy. W świetle milicyjnej latarki zobaczyli wiele z rzeczy, których brakowało. Na podłodze stał prymus i 5-litrowy garnek, a opodal w dwóch szeregach patentowe butelki. Po chwili zauważyli, że w skrzyni z kartoflami śpi Tadzinek nakryty kocem do prasowania. Dzielnicowy obudził chłopca, a ten wcale nie zaskoczony obecnością milicjanta zapytał:
    - Którego dzisiaj mamy?
    - 21 lipca - odparł dzielnicowy.
    - A to świetnie, zdążę na Święto Narodowe - odparł Tadzinek.
    - Z czym - zapytał dzielnicowy i wyciągnął zza ucha kopiowy ołówek i zaczął pisać.
    - No jak to z czym. Z koktajlami Mołotowa!
    - Jezus Maria! - krzyknęła babcia, która też zeszła do piwnicy.
    Dzielnicowy wziął do ręki jedną z patentówek i lekko nią potrząsnął, a ta eksplodowała. Dzielnicowy zaczął szarpać się z kaburą, bo chciał to całe wywrotowe bractwo zterroryzować, zakuć w kajdanki i zaprowadzić na komendę.
    Dziadka też trafiła eksplozja, a właściwie szpryca czegoś ciemnego, musującego i słodkiego. Dziadek possawszy swoje wąsy stwierdził, że ten cały koktajl Mołotowa to nic innego jak poczciwy podpiwek.
    Dziadek z dzielnicowym wpadli w cokolwiek histeryczny śmiech. Rozsiedli się na opieńkach i ostrożnie otworzyli po butelce.
    Babcia zabrała wnuka na górę, kazała mu się umyć i przygotowała coś do zjedzenia. Nic nie mówiła i tylko przyglądała się wnusiowi.
    Wnusio po zjedzeniu był nawet rozmowny i nie pytany powiedział, że
    te koktajle Mołotowa to robił dla bandy z piaskownicy, która miała 22 lipca miała nimi poczęstować milicjantów.
    Z piwnicy dobiegał śpiew - Koktajl Mołotowa jest dobry na wszystko.
    - Wiesz babciu, to nie jest w porządku, że koktajlem przygotowany dla milicjantów raczy się jeden milicjant i to jeszcze z dziadkiem.
    - No cóż - stwierdził sentencjonalnie - nie łatwo dzisiaj być konspiratorem.
  • @tadman 04:05:38
    Babcia bardzo kochała swojego wnuka. Chociaż nie łatwo jest być babcią urodzonego konspiratora i rewolucjonisty - anarchisty.
    Często rozmyślała, co też z niego wyrośnie. Jakiś Badermainchof może? Albo, nie daj Boże Che?
    Po cichutku sprawdziła lektury, nad którymi Tadzio przesiadywał z latarką pod kołdrą. No no... "Wojna nieustanna", "Domowe sposoby syntezy jądrowej", "Niewykrywalne trucizny z tego co masz po ręką" i "Ania z zielonego wzgórza" (???).
    Tak, chłopak zdecydowanie szybko się rozwijał.
    I pewnie mu to przejdzie, gdy zacznie się interesować się dziewczętami.
    Nieszczęsna - nie wiedziała, jak bardzo się myliła.
  • @jazgdyni 11:52:52
    Oj, myliła się ona bardzo, bowiem od chwili, w której Tadzinek ujrzał znaną nam już Hellę z wiadomej /chłe, chłe... - jak to się pisze?/trupy obwoźnej, co to ta Hella niby tylko w fartuszku, ale jednak w aksamitce /!/ - a więc od tej chwili żadna istota dwunożna płci przeciwnej Tadzinkowi nie stanowiła. Popadł przeto w dręczącą dekadencję oraz fędesiekl. Fędesiekl był szczególny - bowiem był to fędesiekl radziecki oraz artystowski. Taki fędesiekl oraz dekadencja trawiły radzieckie środowiska twórcze - te, które jeszcze żyły albo nie siedziały - zawsze. Tadziu przeto zręcznie wykręcał się od fryzjera, zapuszczając blond plerezę, a także poprosił babcię, by mu uszyła rubaszkę.
    Na hasło: rubaszka, babcia popędziła na pocztę, by zatelefonować do rodziców Tadzinka. Koktaile Mołotowa to był jednak pikuś wobec dramatycznej zmiany osobowości wnusia.
  • @jazgdyni 11:52:52
    Hania przyszła do piaskownicy i przysiadła na brzeżku zdumiona i zasmucona - nikogo nie było! W kącie walał się pet mentolowego i to było właściwie wszystko. Gdy rozglądała się dookoła, Gloria właśnie otwierała okno w wieży zameczku. Gdy wielka chmura dymu, która wyleciała tym oknem, rozwiała się w powietrzu, Hania zobaczyła Hrabinę, upapraną farbami, z przewagą indygo i różu indyjskiego.

    - Prosę pani, dokąd oni wsyscy posli? Moze pani wie?
    - A wiem, wiem...
    - A moze pani mi powiedzieć?
    - Wszystkie bachohy poszły bawić się na thzepak u doktohostwa K. I chwała Bogu! Naheszcie jest cisza i spokój, i mogłam otwohzyć okno!
  • @KOSSOBOR 02:11:56
    Uzbrojone po zęby w rękawiczki i biało-czerwone flagi bezjedynkówki maszerowały wokół trzepaka wykrzykując świdrującym dyszkantem niezbyt dokładnie podsłuchane hasła.
    - Tusek do wora, wór do jeziora!
    - Gestapo! Gestapo!
    - Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę!
    Oszołomieni doktorostwo trwali za firanką.
    Niesstety, pan Władeczek też trwał nieopodal, a dokładnie za płotem i pilnie zapisywał.
  • @sigma 09:11:58
    Pan Władeczek był onegdaj przodującym czekistą.Niestety, wiek zrobił swoje; artretyzm usztywnił palce, wojna w artylerii stępiła słuch, a gwiazdy czerwone rozwaliły wzrok.
    Więc notował:
    - Tłuszcza do woła, wół do niesioła!
    - Gospoda, gospoda!
    - Raz siemię, raz motek czerwonych stokrotek.
    Cokolwiek by to miało znaczyć. Dowody to dowody.
  • @jazgdyni 10:53:02
    Wiek, wiekiem a czeka czuwa, czeka radzi, czeka aaaa, mniejsza z tym. Tow. Vladimir (aka Pan Władeczek) nie dawał się zwieść pozorom. Jak na porządnego czekistę przystało. Młody wiek obiektów, ich niewinne twarzyczki nie miały znaczenia dla sprawy. Istotne były dowody i rozkazy. Tylko to się liczyło.
    N.b. Pan W. odczuwał tu silne powinowactwo do nauczycieli - oba te zawody lubują się w pałowaniu nieletnich.
    Tym bardziej, że jak mu wyjawił pewien nauczyciel, siemię to może być albo lniane, albo konopne. Konopne przeznacza się dla kanarków (Canaris? Faszyści??). Już same zresztą konopie (na transparencie) wystarczą za dowód - toż substancja niedozwolona i git.
  • @jazgdyni 10:53:02
    Jednak kiedy piekielne panienki zaczęły wywrzaskiwać:
    - Hyży łój, idź na gnój!
    Pan Władeczek zwątpił. Mial jednak nadzieję, że sekcja szyfrująca dojdzie, co by to miało znaczyć.
    Trwał więc dalej dzielnie na posterunku, dzięki czemu doczekal się i następnego hasła:
    - Junta juje!
    Bezjedynkówkom to ostatnie hasło tak się spodobało, że powtarzały je w nieskończoność. Doktorostwo bojąc się, że w razie czego będą oskarżeni o niezawiadomienie władz o przestępstwie, na paluszkach zeszli do piwnicy, a tamże otworzywszy okienko wyleźli do ogrodka, po czym przez płot udali się do znajomych. Po drodze namawiali się, jak załatwić sobie alibi.
  • @bez kropki 14:00:06
    -Łyże łóje junta juje! - brzmiało następne hasło rozbestwionych i poniesionych inwencją i licecją poeticą panienek.
    I nikt nie wie, co by jeszcze małe zarazy wymyśliły i zrymowały, gdyby na szczęście nie usłyszała ich stroskana rodzina i nie uprowadziła do domu, bo pora już była wieczorna.
    Skostniały z bezruchu i solidnie przemoknięty pan Władeczek z obłędem w oczach unosił w charakterze łupu kilka rozmokniętych karteczek zapisanych kopiowym ołówkiem. Czuł się jakoś dziwnie. Toteż kiedy w drodze do komisariatu dojrzał z dala Tadiznka, który właśnie pracowicie wykańczał na froncie mięsnego kawałkiem cegły "a" w słowie "usta" - pan Władeczek jęknął tylko i udając, że nic nie widzi, przeszedł na drugą stronę ulicy.
  • @sigma 20:49:50
    Dotaskawszy się zdrowo na duńskie płaskostopie (bo tam wszystko plaskie, stopy tez), O:0 NIE został zaskoczony międzynarodową bandą pijanych w trupa artylerzystów.
    Biedny Sven Olof (n.b. kapitan) biegał w kółko i liczył: - jedne, dwa, trzy, ...., nie, nie, znowu dwóch brakuje!!!
    Wikingi rozpełzły się jak świerszcze, poszukując świeżych doznań, które sprowadzały się do extra butelki na krzywika.
    Oj, oj będzie ciężko jutro rano.
  • @jazgdyni 15:40:35
    Agent O;o zaczął wreszcie przestać utyskiwac, a korzystać z ułatwień, jakie dawało mu bycie smokiem. Przede wszystkim, nareszcie żadnych przesiadek, wyczekiwania na lotniskach, opóźnień, turbulencji i ciasnych foteli w samolocie! Obudziwszy się bladym świtem o 12-ej spakował walizeczkę, za pazuchę wsunął bezcenną książeczkę szczepień, wylazł przed dom, pożegnal się z rodziną i machnąwszy parę razy skrzydłami obrał kurs na Danię. Rozkoszując się panoramicznymi widokami leciał gnany wschodnim wiatrem rozłożywszy skrzydła "na motyla". Będąc w nastroju krotochwilnym, parę razy zionął ogniem na przelatujący samolot i poklepał go zielonym ogonem po grzbieciku, ale poza tym podróz przebiegła bez żadnych zakłóceń.
  • @sigma 16:14:20
    Dlaczego wszyscy myślą, że smoki mają takie fajne życie? Nie muszą latać samolotami i takie tam.
    Po pierwsze, są kłopoty z paliwem. Potrzeba do napędu mnóstwo wysokoenergetycznych cząstek. A jak wiadomo oko na nie ma płk. Szeląg i tak łatwo ich nie wypuszcza.
    Po drugie - kontrola lotu. Ledwo się człowiek wzbije w okolicach Gdańska, a już go zaczynają namierzać Iskandery z Królewca. Ile to trzeba kluczyć, żeby się im urwać.
    Po trzecie - niewiasty. Ale to temat na osobną opowieść.
  • @jazgdyni 18:07:08
    No coś Ty! Radar nie wyłapuje elementów niemetalowych. Dla lotnictwa myśliwskiego jesteś zieloną chmurką na niebie;)
    Toteż otoczony eskadrą F-16 agent O;o wcale się nie stropił. Wyjąwszy z walizki "Kubusia Puchatka" zaczął śpiewać głębokim basem:
    Jak to miło chmurką być
    Niebem płynąć jak po wodzie
    Mała chmurka na dzień dobry
    Taką piosnkę śpiewa co dzień
    Jak to miło chmurką być....

    F-16 były nie przekonane...
  • @sigma 21:24:43
    chociaż z drugiej strony... jeżeli to nie była mała, zielona chmurka, to co to było?
  • @sigma 21:26:19
    Zapominasz o technologii stealth, czyli zielone obiekty niewidzialne dla radarów. One wzbudzają jeszcze większy niepokój tych podejrzliwusów.

    Kubuś Puchatek nie pomoże. A zresztą Kubuś to była dziewczynka.
  • @jazgdyni 21:44:35
    Na pewno pomoże. tylko musisz być przekonujący.Czasami popadać deszczykiem albo co... Staraj się, wczuj się w rolę;)
    A Kubu ś Puchatek nie był żadną dziewczynką, tylko chłopczykiem przebranym za dziewczynkę. A właściwie Christopher Robin.
  • @sigma 21:26:19
    Bo przecież nie mógł to być pokryty zieloną łuską smok z walizką w łapie, który leci baksztagiem w kierunku NE i śpiewa jakieś głupoty o chmurkach...

    Tak sobie myśleli piloci w tych F-16, ale żaden nie zamierzał robić z siebie idioty, który jako pierwszy powie to na głos.
  • @jazgdyni 21:44:35
    Jesteś w błędzie. To Kopernik była kobietą, jak wszyscy wiemy. I już o tym mówiliśmy.
  • @sigma 22:08:27
    Naturalnie, "nie mógł to być pokryty zieloną łuską smok z walizką w łapie, który leci baksztagiem w kierunku NE i śpiewa jakieś głupoty o chmurkach..."

    Jednakowoż pilot F-16, wyszkolony wszechstronnie, w tym i w białym wywiadzie, szybko skojarzył smoczycę ze Shreka, więc na wszelki wypadek, bo przecież awans był tuż, tuż - zrobił do niezidentyfikowanego obiektu w kształcie smoka - oko. Agenta zatkało: wszystkiego mógł się spodziewać, z iskanderami wbitymi w zadek włącznie, ale TAKIE BEZECEŃSTWA!!!
    Już chciał wrzasnąć: gore!, ale stwierdził, że w jego wypadku byłoby to - prawdę powiedziawszy - masło maślane. Przeto pomny na dobre, stare sposoby, pokazał efowi szesnastemu język oraz wałła.

    - Alarm bojowy! - zakomenderował ef szesnasty i uzbroił wyrzutnie. - Już ja cię urządzę, ty imperialistyczna świ...., a nie, qurde - podrapał się w hełmofon. - To właściwie z kim my teraz walczymy? Kto tera jest za nepla?
    Szybko połączył się z bazą:
    - Tu Oka, tu Oka, czekam na rozkazy! Mam walić do zielonego smoka? Over!

    - Tu Bieriozka, tu Bieriozka, taaa......, pogięło cię?

    Ale ef szesnasty dwóch ostatnich słów już nie usłyszał, bowiem, jak wiemy, awans był tuż, tuż i należało się wykazać!
    Błyskawicznym, wyćwiczonym na pustyni Negev, ruchem odpalił pierwszą rakietę.

    ..................................................

    Gwałtowny wstrząs sprawił, że smok otworzył oczy. Kołysał się nad nim pijaniutki norek i tarmoląc smoka za ogon, domagając się świeżej flaszki, prosto ze smoczej torby podróżnej z naklejką "Poland".
  • @KOSSOBOR 01:28:40
    Norki już wróciły do standardów. Z rańca w szeregu po śniadanku w kantynie, maszerują podśpiewując: - do roboty ! Do roboty !
    Świeże filipińskie kuchciki nie potrafią parzyć kawy i trza będzie ich nauczyć. Albowiem poranna kawa (+ papieros) to podstawa udanego dnia. Więc zakrzyknąłem: łyże łóje junta juje - wzbudzając powszechną panikę i dysonanse poznawcze. No !
  • @jazgdyni 05:48:13
    Pusto w piaskownicy.
    Nasza milusińska, aczkolwiek wulkaniczna Ewcia pozbierała opatki i zabrała się za ich ostrzenie o twardy kamień. Gdy już była usatysfakcjonowana należycie, poszła okładać nimi tych co po krzakach wypisywali coś w notesikach. Rozsierdzona co niemiara opateczką po goleniach, to jednemu to drugiemu mitomanowi na usługach, słusznie przyłożyła.
    Hańcia, Januszek, Tadzio i nawt Marzenka polecieli za nią przyglądać się z ukontentowaniem tej krwawej masakrze. W kraju, gdzie nie ma walki byków, to opateczkowe okładanie stanowiło pewien psychologiczny ekwiwalent.
  • @jazgdyni 20:02:22
    Robimy se z Maxem jaja na niepopkach, to wkleję:

    sigma, 15 listopada, 2012 - 15:37

    Będąc intelektualną impotentką oraz życiową nieudacznicą siedziałam własnie koło zlewozmywaka zionąc bezinteresowną zawiścią (i tak dobrze, ze bezinteresowną, bo mogło być gorzej).. kiedy któż to zapukał do drzwi mej chatki na kurzej stopce? Któż to, jak nie trzyręki karzełek, który zazwyczaj wegetował na śmietniku (nie moim zresztą)! - Czem mogę służyć? - spytałam obcesowo wtargniętego znienacka gościa. cdn.
    ____________________________________________________

    Max, 15 listopada, 2012 - 15:53
    Zapowiada się ciekawie... :)))

    pozdrawiam :)
    ___________________________________________________


    sigma, 15 listopada, 2012 - 15:59

    Myślałam, że pokontynuujesz;)))
    Pozdrawiam
    _________________________________________________
    Max, 15 listopada, 2012 - 16:21

    Z miłą chęcią, ale obawiam się, że muszę się chwilowo zdezintegrować. Będę kontemplował moje nieudacznictwo i topił żale w butelce wody brzozowej. :)

    Zycie me utkane
    z bólu i zawiści

    Żując stare żale
    Tropem zgniłych liści

    Jesieni.
    Podążam.

    pozdrawiam :)))
    Max_________________________________________________


    sigma, 15 listopada, 2012 - 17:07

    Spełniwszy się zyciowo powyższym, nad wyraz udanym poematem karzeł otarł uznojone twórczo czoło z potu jedną ręką, drugą ręką chlusnął w gardło nieco przemysławki, a trzecią przyciągnął se krzesło,na którym oklapł nagle wyzuty z energii.
    - niczem - odparł na uprzednio postawione pytanie. - No chyba żeby i pani chciała się twórczo spełnić, to proszę, zaczekam.

    Pozdrawiam
    _______________________________________________________


    sigma, 15 listopada, 2012 - 17:44

    No gdzież mnie tam twórczo sie spełniać - krygowała się wiedźma przez chwilę, ale widząc, że karzeł podnosi się z krzesła, władczym ruchem ręki wstrzymała go, stanęła na środku ubogiej izdebki i z wyjątkowo marną dykcją wyrecytowała:

    Nic nie osiągnąwszy w życiu
    Zionę zawiścią w ukryciu
    Gorycz tak mnie inspiruje
    Bo nic nie organizuję
    W pretensjach i sfrustrowana
    Oraz niedowartościowana
    Wegetuję w okolicy
    Austrii, czyli zagranicy.

    Dygnęła i potoczyła wzrokiem po pułapie. Jednak jesli liczyła na owację, to sie przeliczyła. Karzeł trwał nieporuszony Sztuką przez duże SZ, a nawet znowu pociągnął przemysławki, żeby jakoś strawić ową wyjątkowo twardą sztukę Sztuki.

    Pozdrawiam
    ____________________________________________________


    Max, 15 listopada, 2012 - 17:51

    Minęło kilka sekund długich jak brzemienne minuty. Karzeł ożył. Podniósł wzrok, do uszu wiedźmy dotarło jego mamrotanie, coś jakby "ene due rike fake..."

    Wybrał dwie ręce i zaczął klaskać.
    ____________________________________________________


    sigma, 15 listopada, 2012 - 19:29

    Mimo że klaskał dość zdawkowo, wiedźma spłonęła rumieńcem, sława opromieniła jej czoło i w sumie zaczęła wyglądać zupełnie jak człowiek.
    a teraz opis przyrody, który jest niezbędny dla uczniów, którzy w przyszłości będą musieli napisać wypracowanie pt."Wątek przyrodniczy w ..."
    Tymczasem słońce nie mogło się zdecydować, czy zajść czy też wręcz odwrotnie - wzejść. Usiłowało sobie przypomniec, co to robiło ostatnio, ale niestety pamięć chwilowa już szwankowała.
    Toteż po wykonaniu udatnego zajścia, po chwili z powrotem wylazło nad horyzont, gdzie trwało w sklerotycznym otępieniu na poziomie mniej więcej godziny 16.30 wspierając się łokciem o horyzont i dłubiąc w nosie.
    ____________________________________________

    Max, 15 listopada, 2012 - 21:37

    Kiedy słońce spadało, nie mogąc spaść - karzeł podjął decyzję.
    - Wasyl - rzucił w przestrzeń, unikając wzroku wiedźmy.
    Krępującą cisze, która zapadła po jego słowach można było kroić tasakiem.
    - Mam na imię Wasyl - powtórzył.
    - Dla kolegów Wasia - dorzucił, czując, jak brudne klepisko zwolna usuwa mu się spod nóg.
    Wiedźma posłała mu spojrzenie swoich zimnych jak jezioro Ładoga oczu.
    "Dlaczego zawsze tak jest z kobietami?" - pomyślał z rozpaczą.
    Ale tym razem grał o coś ważniejszego.
    O swoją przyszłość.
    Dla kurażu sięgnął po kolejny kieliszek.
    Palący smak dobitnie uświadomił mu, że jest mężczyzną. Karłem, ale mężczyzną.
    Wstał.
    Drżącymi rękami sięgnął do kieszeni i odetchnął z ulgą. Jest!
    Dwa kroki, a w jego dłoni pojawił się nieokreślonego koloru zwitek papierzysk.
    - Jestem poetą. Pisarzem. I dramaturgiem - szepnął.
    - I... przyniosłem to...

    Słońce znowu zaczęło zachodzić.
    ________________________________________________

    sigma, 15 listopada, 2012 - 22:22

    - Z pijanym nie tańczę - wycedziła w końcu wiedźma asekuracyjnie, co sprawiło, że karzeł zadławił się kolejnym łykiem przemysławki, którą co i raz popijał dla kurażu.
    Zakrztusiwszy sie jednak kaszlal i kaszlał, póki wiedźma nie przydzwoniła mu po plecach z siłą wodospadu. Uderzenie przemieściło go na drugi koniec izdebki, zaś papiery, które dzierzył w ręku gdzieś się zatraciły.

    Tymczasem słońce zrobiło wahający sie krok do przodu i trzy do tyłu jakby tańczyło "Szkołę Sałomona Bliara", a nawet wyraźnie było słychać jak sobie pomrukuje pod nosem "szag wpieriod i dwie nazad" . Potem dało się jeszcze słyszeć "tam gdie gałstuk, tam piriod" i coś jakby "damy, damy nie krutitie zadom', po czym po wykonaniu kolejnych trzech kroczków do tyłu nastąpiła katastrofa. Słońcu opsnęła się noga i zwaliło się z hukiem za horyzont. Nastała kosmiczna czarna noc choć oko wykol.
  • @sigma 22:50:56
    Cd.jw. z niepopków

    Max, 15 listopada, 2012 - 23:38

    Ciemność, która spowiła świat i chatynkę, była błogosławieństwem.
    Padł na kolana, w nadziei, że nie wszystko stracone.
    Coś musiało ocaleć: jego sztuka, jego życie, jego przeznaczenie.
    Dwie...trzy kartki - mało...
    "Po raz kolejny - idiota!" - pomyślał.
    "Szukaj, durniu!"

    Demonicznym blaskiem zalśniła błyskawica. W jej świetle zlewozmywak wydawał się żyć własnym życiem. Karzeł potrząsnął głową.

    "Chciałem, tak bardzo chciałem..."
    Fiolet i błękit. Zlewozmywak odpowiedział - "Ty! Ty nigdy niczego się nie nauczysz..."
    ______________________________________________________


    AdamDee, 16 listopada, 2012 - 04:10

    Bum! Bum! Bum!

    Niczym w wojenny taraban ktoś załomotał do drzwi.
    Karzeł na ten dźwięk poderwał się na równe nogi i chciał coś powiedzieć, lecz strach ścisnął mu gardło i zdołał ledwie wyszeptać:
    - ukryj mnie, przyszli po mnie, znaleźli...
    Wiedźma wiedziona dotąd po trosze nieufnością, a po trosze niezrozumiałą fascynacją, nagle poczuła nieznany dotąd przypływ troski, jakby matczynej.
    - do alkowy, prędko !

    Podeszła do drzwi targanych kolejnymi uderzeniami, teraz już kopniakami. W tej furii spadającej raz po raz na dębowe deski było coś złowróżebnego.

    Przełknęła ślinę, kolejny kopniak sprawił, że instynktownie cofnęła rękę ale podjęła wyzwanie, szarpnęła klamkę i otworzyła na oścież wejście do chaty. Pięść ze świstem przemknęła przed jej twarzą, nie trafiając w drzwi zawisła w powietrzu i cofnęła się w panice.

    Przed drzwiami stała kobieta wieku i profesji trudnej do rozpoznania. Była ciężka i przysadzista. Twarz nie wyrażała emocji, małe oczy tonące w mięsistych policzkach taksowały wiedźmę zimno.

    - Gdzie on ? - spytała nieznajoma.
    - Kto ?
    - Widziałam, że tu wchodził - gdzie on ?
    - Ale... - wiedźma straciła i orientację i swój zwykły rezon ale nadal nie rozumiała związku między przybyszem, którego ukryła, a kobietą stojącą w drzwiach chaty.
    - Gdzie mój ślubny ?! Gdzie on ?

    Poczuła jak słabość wdziera się od stóp do całego ciała. "A więc to tak..." - pomyślała i nim zdążyła wyrwać się z odrętwienia, ponura kobieta była już w chacie i donośniejszym tonem, ośmielona swoją zuchwałością powtórzyła:
    - Gdzie on jest ?! Widziałam jak wchodził !

    - Wasia... znaczy, Wasyl jest...
    - Wasia ? Jaki on tam Wasia ? Koledzy z zagranicy wołają na niego Wasia, a on nie żaden Wasyl, a Bronisław.
    - Bronisław ?
    - Bronisław. Mówię pani, skaranie Boskie z tym chłopem ! Ledwie cztery tuziny dymów w całej naszej Ruskiej Budzie, ale nie ma wieczora żeby do domu na raz wrócił...

    Z alkowy dobiegło skrzypnięcie, szurnięcie i w drzwiach stanął karzeł. Zdało się, że jeszcze mniejszy niż był dotąd. Nerwowym ruchem zdjął i przetarł okulary. Założył je na nos, chrząknął nieśmiało i rzekł drżącym i suchym głosem:

    ...
    _____________________________________________________


    sigma, 16 listopada, 2012 - 12:18

    -Nie chcem, ale muszem stwierdzić, że schamienie obyczajów posunęło się w tej budzie ruskiej do granic niewyobrażalnych! Jednak w bulu i nadzieji liczę na waszą, małżonko, tolerancję. Bo do czegóż to doszło, żebym nie mogł się z koleżanką wiedźmą wymienić uwagami krytycznymi wedle mojej twórczości!
    Co rzekłszy drżącym ruchem przytulił do piersi pozbierane kartki i chwiejnym krokiem udał się zygzakiem do swojej chałupy, podczas gdy małzonka z sowiecką czujnością zamykała tyły zasłaniając swoją sporą postacią perspektywę, w związku z czym nikt nie dojrzał że słońce - nieco tylko poobijane - znowu wylazło nad horyzont.
  • @sigma 23:15:12
    Co jest, na rany?

    Tylko gospodyni sigma bawi się w przeszczepy, a poza tym nic. Null, zero.

    Ciemno wszędzie, głucho wszędzie - co to będzie, co to będzie...
  • @jazgdyni 06:22:33
    Hańcia i Tadzinek okutani w zimowe okrycia, w czapkach i szalikach powoli zagłębiali się w las. Niby szli razem, ale raczej osobno. Tadzinek potężnie ziewał. Rozglądali się dookoła, spoglądali pod nogi.
    - Chyba znalazłam - poinformowała Hańcia i ziewnęła przeciągle. Stała obok wielkiego obalonego drzewa, gdzie pod korzeniami wytworzyła się przytulna jama.
    Tadzinek pomógł koleżance nazgarniać liści i młodych gałązek jedliny.
    Wymościwszy wszystko ładnie, pożegnała się z wciąż poszukującym swojego miejsca Tadzinkiem i zabrała się do zapadania w hibernację.

    Chyba, do cholery, nie możemy im na to pozwolić !!!
  • @jazgdyni 11:11:59
    Gloria nawet nie miała czasu, by odpowiadać na pełne niepokoju depesze naszego legendarnego ooO, gdyż nie wychodziła z wieży zameczku. Od czasu do czasu jednakowoż sprawdzała, czy aby pod płotem nie stoi wiadomy perpedyk Józka, któremu zakazała pojawiania się w zasięgu jej wiatrówki po pamiętnym obciachu z opieńkami.

    Markotna ostatnio Wojciechowa donosiła przekąski, kawę i papierosy, a nawet starała się nie strzelać drzwiami i nie trzaskać garami oraz kwantami.
    Jednak Gloria była względem Józka nieprzebłagana. Co najwyżej mogła Wojciechowej pożyczyć kilka piór do kapelusza na wychodne, proszę bardzo. No i ten staw pełen bobrów dookoła zameczku!
    No, ostatecznie nie było to takie złe, jeśli dobrze się zastanowić, bowiem staw całkowicie wykluczał wizyty cher cousine'a Alphonse. Takoż i inne wizyty, na które Gloria doprawdy nie miała czasu, bowiem rozwiązywała fascynujący i palący problem indygo.
  • @jazgdyni 11:11:59
    Tadzinek z samego rana zjadł śniadanie i zafasował drugie do chlebaka, które wielkością mogłoby starczyć dla chłopa robiącego kowalskim młotem.
    Babcia zauważyła, że od sierpnia Tadzinek jadł więcej i wyglądem upodobnił się do syna pani Danusi, czyli babcinego wzorca zdrowia.
    - Córunia ucieszy się, że jej tak synka podtuczyłam – pomyślała babcia.

    Ponieważ była sobota babcia miała zamiar zrobić ciasto. Zajrzała do spiżarki, a tam zamiast całej kostki zwykłej margaryny mlecznej leżały jej nędzne resztki. Przyjrzała się owym resztkom i stwierdziła, że to nie sprawka myszy, a właściciela trochę większych zębów.
    Zajrzała do tajemnej skrytki w spiżarni i jęknęła.
    Poszła zbudzić dziadka. Dziadek nie za bardzo miał ochotę wstawać, bo wrócił niedawno z fery, ale babcia zachęciła go widokami na prawdziwą kawę i łinstony, co to je od jednej marynarzowej kupiła.
    Zasiedli w kuchni, zapalili po papierosie, a świeżo zmielona i zaparzona kawa swym zapachem delikatnie masowała kubki smakowe dziadkostwa.
    - Wiesz Boniu – powiedziała babcia – dzisiaj znalazłam nędzne resztki margaryny w spiżarce i sądząc po śladach zębów to robota naszego Tadzinka.
    - Uhum. Margaryna. Tadzinek ją zjadł bez popitki? – powiedział dziadek.
    - Przestań! A ze skrytki zginęły jeszcze dwie kostki masła, co to je pod wodą w garnczku trzymałam i jeszcze garnek ze smalcem.
    - To nie ja – zaprzeczył dziadek. Dziadek wpadł w zadumę puszczając przy tym piękne kółka.
    - Pamiętasz co powiedział dzielnicowy Stasiak, trzeba by sprawdzić, czy co jeszcze nie zginęło.
    - Mnie zginął olej wazelinowy do maszyny... a, no i jeszcze dwa pudełka kremu ‘nivea’.
    - A mnie zginęło pudełko czarnej pasty do butów i słoik towotu, co to mam do motoroweru.
    - Ale po co mu to wszystko? – dziwiła się babcia.

    A skąd mogli wiedzieć, że ich wnusio przygotowywał się do zapadnięcia w zimowy sen.
  • @tadman 10:10:00
    Sen zimowy dotknął wszystkich bez naszego legendarnego ooO, naturalnie, bowiem trudno spać, gdy armaty walą, norki chleją, Filipinki nie potrafią robić prawdziwej kawy no i w ogóle. Poza tym jest zimno i wieją wiatry. No i na dodatek Madame zdradza nas na boku! I to jawnie! Hohhendum!
  • @KOSSOBOR 11:21:15
    Januszek z niespodziewanej radości rzucił się na glebę i ślozy puściły. Zaniósł się radosnym łkaniem, tłukąc pięścią w piach piaskownicy.
    - Przyjaciele żyją.! Są zdrowi ! I nie opuścili go nagle. Niech żyje przyszłość, której zaledwie przed chwilą nie widział.

    - Stary, mówiłem ci przecież - mruknął tapir i zwalił się na drugi bok.

    Chałwa, chałwa !!!
  • @KOSSOBOR 11:21:15
    Wypraszam sobie bezpodstawne insynuacje! Na niepopkach znudziło mi się tylko głędzenie w kółko o Coryllusie, więc zaczęłam robić jaja;)
    a teraz usprawiedliwienie nieobecności:
    w sobotę popełniłam idiotyzm nieziemskiej miary - dałam się dzieciom namówić na ślizgawkę. Dla pełniejszego zrozumienia sytuacji dodaję, że w życiu nie jeździłam na łyżwach. Tak więc w ciągu tej godziny spędzonej na lodowisku w Oliwii dwa razy rymsnęłam się na lewo przygniatając sobie lewy nadgarstek, a raz na prawo przygniatając sobie prawy nadgarstek. I przez trzy dni byłam wyłączona z życia, bo mi się cieśń nadgarstka wściekła. Jeszcze teraz mam oba nadgarstki spuchnięte jak nie wiem co i połowę funkcji mam wyłączonych, ale chociaż mogę coś napisać;).
  • @sigma 16:54:55
    Gdyby mamusia nie była taka samodzielna i niezależna, to dzieci wzięłyby pod rence z obu stron i ciesno by było, ale bezpiecznie dla posiadaczki cieśni obunadgarstkowej. A tak wygniotły się trochę i trzeba odczekać, a może żelazko z podwójnym uderzeniem pary załatwi sprawę?
  • @jazgdyni 13:01:56
    Tapir, który ani przez chwilę nie stracił zimnej krwi, poklepywał łagodnie półtrąbkiem szlochającego bez opamiętania agenta O;o, któremu ślozy lały się jak groch w tempie wskazującym na to, że za chwilę włączy się czujnik alarmu o przecieku. Tapir dreptał w powstałej solance usiłując uspokoić agenta, ale nie było to proste. Zdecydowal się więc na krok ostateczny. Odnalazł jedynego załoganta, który mial coś wspólnego z basenem śródziemnomorskim, poczym siłą i perswacją doprowadził go do kuchni. Tamże zaś przymusił do wykonania porządnej kawy, po czym z filiżanką tejże dziarskim truchtem powrócił do agenta O;o, który właśnie ogonem zmiótł przybudówkę i podstawił boski napój pod wydatny zielony nochal. Szloch zamarł w mgnieniu oka, tapir cudem uniknął spopielenia wskutek radosnego ryku połączonego z zionięciem ogniem, po czym agent O;o capnął bezcenną filiżanke i wychłeptał zawartość. Był uratowany!
  • @sigma 16:54:55
    O cieśń nie lubi, gdy wkłada się ją pod pupę. Nawet przypadkiem, a co gorsza znienacka i gwałtownie. Wtedy się wścieka, purpurowieje i puchnie ze złości. Na purpurę, to Gloria mogłaby coś pomóc. Na przykład zmieszać z jej ulubionym indygo, lub choćby bielą tytanową. Na ale na wściekłość cieśni nie ma mocnych.
    Taaaa... nadgarstki z wyłączoną połową funkcji mogą być problemem.
    Jak na przykład poprawnie położyć cienie na powieki? Jak synowi doktora Hausa zrobić kogel-mogel. Albo ukochanemu, jak to robią wszystkie dobre żony, zawiązać sznurowadła, gdy idzie do swej codziennej harówki.
  • @tadman 10:10:00
    Tadzinek codziennie mierzył sobie przyrastającą warstwę tłuszczyku i był całkiem usatysfakcjonowany wynikiem. Jednak wykonanie gawry spotykało sie z niespodziewanymi problemami. Pierwszą, którą znalazł, zajęła Hania. Druga okazała się być od generacji własnością prywatną borsuczej rodziny. Trzecia była zejściem do sieci rur miejskiego ogrzewania i byłaby nawet całkiem całkiem, ale stanowiła miejsce stałego pobytu grupy bezdomnych, anonimowych alkoholików. A tu zima za pasem!
  • @jazgdyni 17:11:21
    Z indygo to mi się samo za chwilę zmiesza, jak zejdzie opuchlizna, a objawi się siniak; już to widzę oczyma duszy - te interesujące fiolety i zielenie m.in.Veronese. Można powiedzieć, że sama na sobie ćwiczę Sztukę;) Prawdziwy artysta nie zna granic poświęceń.
  • @sigma 17:26:12
    Na gwałt wsołaj Glorię. Ona właśnie teraz pracuje w tych kolorach będzie zachwycona.

    Ja się też muszę pochwalić, że łuskę mam szmaragdowo zieloną o opalizującą, jak pasikonik mołdawski.
  • @jazgdyni 18:34:45
    Kropa się gdzieś zawieruszyła, czyżby Gryzelda wyciągnęła ją na dłuższy spacer po parku? Albo biega z nią w kołowrotku. Tak, to chyba to.

    Cyborg natomiast udowadnia, że szewc bez butów chodzi. Bidaczkowi, elektronikowi, komp siada! Zamiast zmajstrować nowy ze swojej słynnej kosiarki, albo choćby laptopik z sokowirówki, tylko jęczy, jak na robota nie przystało.

    Przyjaciel z Trotylu już nie chce się specjalnie udzielać. Pewnie korzonki, lub wątroba siada - odhaczony.

    No a nasz duchowy ojciec Delfinn, jak duch prawdziwy, pojawia się i znika.

    Iza boi się, że nie uda jej się utrzymać należytej powagi i się rozchichoce.
    I już by nie była babą z siatą, a to nie przystoi.

    I tak oto całe commando pod dowództwem Mdame z cieśnią ale nie z tężnią, bo ona nie z Ciechocinka, melduje się na rozkazy, gotowe iść na czele. A czoło pogłaskało się po łysinie.
    Ot co.
  • @jazgdyni 19:10:51
    Gloria zarzuciwszy chwilowo walkę z indygo, zaczęła arcydzieło pod roboczym tytułem "Smok wawelski zżera niewiastę". Na pierwszym planie znajdowal się agent O;o, który bezustannie metodą barmana pucowal i polerował łuski, żeby wyjść jak najkorzystniej. Ponieważ Gloria zabrała mu polerkę, cichcem wyciągnął z kieszeni chusteczkę i kiedy tylko nie patrzyła -popluwal na łuski, po czym pracowicie je polerował. W mordzie trzymał ręce Mme Silvanne, które akurat przybrały interesujące, malarskie zestawienia kolorystyczne - znakomicie się zgrywające ze szmaragdową zielenią łusek. Reszta Mme, która nie pasowała kolorystycznie znajdowała się ukryta za smokiem i czytała se książkę. Wokół agenta O;o jak zwykle porozsypywane były w artystycznym nieładzie rządzonym żelaznymi prawami perły, muszelki, gliniane wazoniki, jajeczka przepiórcze itp. drobiazgi. Niestety, brakowało diamentów luzem, bo Frycek nie chciał się rozstać z koroną.
  • @sigma 21:02:25
    Dzieło zapowiadało się tak wybitnie, że rozochocona Gloria podskakiwała w miejscu i wydawała okrzyki. Miała nadzieję na Wawel, albo przynajmniej na Zamek Królewski. I po raz kolejny zastanowiła się nad złośliwością szpetnych Szwedów, którzy zdecydowali nie przyznawać Nobla z malarstwa.
    Tymczasem Mdame, z obunadgarstkową cieśnią indygo, ale nie z tężnią, z zainteresowaniem wgłębiała się w książkę, pod obiecującym tytułem "Pantaleon i wizytantki".

    Tapir był trochę naburmuszony, że tym razem to nie on będzie uwieczniony.
  • @sigma 16:54:55
    Co do Mme - insynuacje Glorii miały tęgie fundamenty. Już i kara straszliwa, która spotkała Silvanne, jej cieśnie, jej tężnie i jej w ogóle o tym świadczą! Gloria nawet zatelefonowała do Mme, by ściągnęła do piaskowniczki tego interlokutora od karła, bowiem podobała jej się onego poetyka. No ale Mme przecież nie może podnieść słuchawki, gdyż jej cieśnie i tężnie okoniem stają.

    Przeto Gloria oddaliła się ponownie, usiłując pogodzić indygo, róż indyjski i błyszczącą zieleń ogona ooO. A był to problem nie łatwy! Zwłaszcza, że w płaskim, metalowym, rozłożystym naczyniu, na mchu leżały już trzy wielkie, przepiórcze jaja, dopiero co wykluty niebieski pegazik i wszystkiego pilnował bąk amerykański - ptaszysko całkiem spore. Jednakowoż najbardziej dawał jej się we znaki doprawdy dojmujący brak diamentów luzem. Jednak ten Frycek to świnia jest!
  • @KOSSOBOR 22:23:06
    Co to jest z tymi niewiastami? Tylko diamenty i diamenty!
    Oczywiście upraszczają sobie sprawę, Gdyby zobaczyły takiego zwykłego diamenta, to pewnie tak, jak Frau kiedyś zrobiła, wyrzuciłyby go do śmieci. Dopiero pod rękami amsterdamskich i antwerpskich Żydów, odpowiednio poprzycinany i wypolerowany zamienia się w damski obiekt pożądania - brylant. I to jest to, co misiaczki lubią najbardziej. No i Frycek oczywiście. Ja to tak w ogóle podejrzewam, że Frycek musiał mieć srokę w rodzinie, patrząc na te jego zamiłowanie do błyskotek. Ranga kurfirsta tego nie usprawiedliwia. Frycek wnikliwie studiuje i podąża za modą. Ostatnio, na przykład zaczął sobie swój grzebień stawiać na żel, na irokeza. No i te kolczyki w uchu. Już więcej by się nie zmieściło.
    No, ale kwoki są zachwycone.
  • @jazgdyni 06:30:42
    Ja bardzo proszę, żeby Tadzinek się odezwał. Jakichś terrorystów zaaresztowano i wsadzono do ciupy, a nasz Tadzinek ma inklinacje.
    Proszę, żeby natychmiast oddał babci całą plastelinę i zapałki sztormowe.
  • @jazgdyni 16:46:29
    No, własnie, już słyszałam, że jak ostatnio ABW aresztowało jakiegoś terrorystę, to mu się wszytskie kredki z tornistra wysypały - czy to aby nie on? Tadzinku, odezwij się, proszę;)
  • @sigma 17:35:21
    Zgłasza się babciny strych. Na nim Tadzinek z wysuniętym językiem smarował coś poślinionym kopiowym. Po zarzutach Januszka, że tylko umie pisać 'wycinane' donosy szkolił się w tzw. pisanych donosach.
    Aby nie szkodzić bliskim nasmarował go na temat mitycznego zamachowcy Brunona Kapuśniaczka. Szło mu bardzo opornie, więc aby zmylić miejscowego 'echelona', znaczy się babcię, poszedł spać w ubraniu, a późną nocą udał się na stryszek, aby dokończyć donos. Zaadresował go na miejscowego dzielnicowego Stasiaka, a następnie poszedł wrzucić go do skrzynki. Położył się ponownie spać zanim butelkami zadzwonił mleczarz. Proszę się nie śmiać, bo Tadzinek, miłośnik przygód Hippolita Kwassa, napisał donos lewą ręką przez prawe ramię patrząc w lusterko.
  • @tadman 08:03:08
    Coś mi tu brzydko pachnie. Czy Tadzinek nie kręci troszeczkę i, nie daj Boże, mataczy?
    Usłużni donieśli, że zaobserwowano chłopca w parku, przechadzającego się powoli i z poważną miną, z dwoma dorosłymi osobnikami; jeden przeraźliwie chudy z fajką w zębach, a drugi grubszy i do tego w meloniku.

    Czy Tadzinek nie ma odwagi się przyznać, że był w towarzystwie i namiętnie dyskutował ze sławnymi Herr Schlockiem i doktorem Tsonem.
    Ha!
  • @jazgdyni 06:30:42
    Poważnie wyrzuciła?? Takim to lepiej podsunąć tanzanit. Droższy. Co ważniejsze: kolorowy. Tak więc trudniej się omylić.
    A do diamentów i ich pochodnych (brylanty) inklinacje mają nie tylko baby. Także różne mafie, usługi pralnicze, rządy mniej lub bardziej demokratyczne i inne takie dziwne stwory. Ale dość o polityce.
    Bez kropki się nie zawieruszyła. Bez kropki uprawia astrofizykę (jak w M2 upchać 4 osoby wraz z dobytkiem, czyli kompresja materii do gęstości gwiezdnej). No. Sąsiedzi przechodzący korytarzem już zwalniają (spowalnia ich lokalnie podwyższone pole grawitacyjne). Trochę ich broni fakt, że dźwi mamy z pancblachy a obok dla równowagi (energetycznej) postalwilim puste pudło (jako odpromiennik grwaitonów).
    Boją się. Boją się, bo jak się tak Gryzelda zamachnie, to ten dobroczyńca od Sejmu pójdzie w niepamięć;).
  • @sigma 16:54:55
    "Na niepopkach znudziło mi się tylko głędzenie w kółko o Coryllusie, więc zaczęłam robić jaja" Zdrowa reakcja. I jak najbardziej prawidłowa.
    Cieśń przed zabawą traktujemy opaskami. Tzn. zakładamy jej (cieśni, nie zabawie - zabaw nie ograniczamy bez powodu!) kluby w postaci opasek. Wtedy cieśń mniej grymasi jak przypadkiem trafi pod pupę czy inne niecieśniowe miejsce.
    A jak cieśń nie grymasi, to Pegazika można pogłaskać zawsze i a nuż odpłaci się nam weną ten pogłaskany Pegazik?? Chociaż konie to podobno fanaberyjne stwory.
  • @bez kropki 11:17:17
    Ty tak nie zagęszczaj przestrzeni, bo ci przejdzie w czarną dziurę i co zrobisz? Żadne Help nie dojdzie do nas. Szczęście, jak się zatrzymasz na czerwonym karle.
  • @jazgdyni 10:20:48
    My za rządem, jak za panią matką, więc gdy rząd mataczy to Tadzinek też, a nawet bardziej.
    Herr Schlock to echte Niemiec, a dr Tson to jak najbardziej echte Chińczyk aus DDR.
    Dr Tson powiedział mi żeby czniać tę całą dętą aferę i lepiej pilnować swojego portfela.
  • @jazgdyni 11:46:43
    A ja to bym nawet chciała, żeby niektóre z tych bescennyh popier*łek poszły w... czarną dziurę! Jak w ub. miesiącu się paliło u siąsiada, to wszyscy panikowali a ja siedziałam cicho z nadzieją "a nuż się zajmie i nie będę musiała się tym bajzlem zajmować??". Ale się nie zajęło:(. Strażaki jak wpadli biegiem (po schodach, do góry, objuczeni sprzętem, na ente piętro walili jak jakieś Abebe albo inszy Bolt - szacun i weg od nich z podwyższeniem wieku emerytalnego!), to ogień zbladł i padł. Sąsiad na drugi dzień taki przepłoszony chodził (na własnych giczołach) i mylnie odczytał użalanki płynące z mych ócz.
    Dziadek frontowiec nas nauczył: w razie "wu": kożuch na grzbiet (bez względu na porę roku!), dobre buty na nogi, do łapy (JEDNEJ!) garść tego, co najniezbędniejsze i chodu. Resztę niech szlag trafia a będzie dobrze.
  • @tadman 11:47:48
    O!:) Jaki fajny program!:) Mam na myśli to "my za rządem jak za panią matką". O taaaak! Niech rząd pilnuje portfeli (my też musimy, ale to oczywiste)!:). Czego jeszcze powinien pilnować ukochany rząd, gdy jajcarze zechcą "za nim, jak za panią matką"?:) Jakieś propozycje?:)
  • @bez kropki 12:00:25
    Tylko mi się tyłem do rządu nie odwracać, bo wydupczą.
  • @bez kropki 11:17:17
    4 sztuki człowieka do M2? Czyżby już mogli wznosić okrzyki, składać gratulacje, wycinać hołubce, a także zalewać się łzami szczęścia??
  • @bez kropki 11:21:22
    Wiesz, teraz to ja też już jestem mądra, jako ten typowy Polak po szkodzie.
    Wtenczas wszyscy mówili o ochraniaczach na kolana i czymś na głowę;(
    A jaja na niepopkach były bezpośrednim skutkiem komentarzy jakiejś nieprawdopodobnej baby @daf, która tamże zbluzgała nas, krytykujących genialnego Coryllusa od "bezinteresownych zawistników", "nieudaczników", "niespełnionych zawodowo i życiowo niedojd" etc etc. Wykorzystaliśmy więc jej wszytskie inwektywy i stworzyliśmy postać wiedźmy i trzyrękiego karła. Nb.to @Max odparł babie, że choćby był nieudacznym trzyrękim karłem mieszkającym na śmietniku, to ten fakt i tak nie wpływa na miarodajność jego wypowiedzi o p.C. ;)
    Ale zauważyłaś, jaki p.C. zrobił się kulturalny od tego czasu?
  • @sigma 13:06:46 i jazgdyni
    Jeszcze nie. Jakby co, to Wos, Towarzyszko, zawiadomią nasi ludzie (som wszędzie). To co na razie się tu dzieje, to przygotowanie artyleryjskie (oj, przydałoby się! Tak porządnie pier*ąć z jakiej katiuszy, wyrównać, zaorać i potem tworzyć na nowo, ciesząc się ile też zbędnych kurzołapów zabrał ze sobą wicher historii i podmuch katiuszy). Teren, wicie, rozumicie, cza przygotować. Co też czynim wbrew oporowi materii, energii i entropii;). Taaa... astrofizyka to nie przelewki. Szlifierka kątowa zdobi kredens (pokojowy) wraz z baterią japońskiej purcylany. Do tego ukochany tasaczek ze stali stopowej! No jakżesz takie skarby powierzać trzewiom piwnicy?! Ale tasaczek to jeszcze małe miki. A co z taką gillotynką do blachy? Samodzielnie ulepszoną??! Kredens pokojowy Gryzeldy śmiało będzie mógł konkurować z najlepsiejszą moderną. Tego, to żaden artystowski półgłówek nie wymyślił. Ani Salwador Dali. Ani Salwador Bliży. No.

    @jazgdyni: A do rzondu sie tyłem nie odwracać, o nie! Bo gotowi uznać to za wypinanie się na rząd. I stosownie ukarać. Czymś gorszym niż gra w "salonowca". Poza tem, po cóż się odwracać? Wszak układ pokarmowy można se odpowietrzyć mierząc w dowolnem kieronku a wiatry zmian zrobią swoje, bez naszego udziału;).
  • @sigma 13:06:46
    Zgubiło mi się "śmy". Miało być: "Czyżbyśmy"?
  • @sigma 13:15:39
    Nie zauważyłam, bo ja tego Pana od dłuższego czasu nie zauważam. Programowo i celowo. Oraz z wyrachowania. Kudy tam bowiem leszczykom/leszczynom (by i najgórniej szumiącym) do walki z gilotynką do blach?? Albo oporem materii?? Homeryckie boje toczone z krawatami męża oraz absoniezbędnymi perpedykami przychówka to też nie w kij dmuchał. A do tego piecyk woła o nową membranę. A francuza (w szafie) mi zastawili książkami (na podłodze u stóp kuchennej szafy narzędziowej)) (częstokroć uważałam wyższość klucza nastawnego płaskiego od niektórych książek, Coryl może się więc uważać za wyróżnionego porównaniem z dobrymi pisarzami) i do piecyka nie podejdziesz. No, bo jak to tak, bez broni??
  • @sigma 13:15:39
    PS. A "coś na głowę", to zawsze dobrze brzmi i działa:). Też by mi się przydało. Nawet i bez ślizgawki;).
  • @bez kropki 13:27:06
    Słuszna uwaga, którą wszyscy powtarzają mi po wielekroć od tej pamiętnej soboty;)))
  • @bez kropki 13:25:16
    "Klucz francuski" - no tak, widac, ze nie fachowiec. Prawdziwy fachowiec, a nie taki z kawalow. Otoz prawdziwy ma do wszystkiego osobne kluczyki, najlepiej plaskie Gedore z grzechotka. Wszystkie te uniwersalne narzedzia, jak kombinerki, francuzy, szwedy to dla amatorow. Dobry famchman ma swoje narzedzia i jest z nich dumny.
    A gilotyna do blachy to nie cokolwiek za duza do kuchni? Noooo, chyba, ze to element wystroju, albo do rownego krojenia chleba.

    ps. ale naprawde pssssssss... w jednej z 10 kieszeni moich pieknych pomaranczowych spodni roboczych tez nosze podrecznego francuzika.
  • @sigma 13:15:39
    A na czym to polega, bo nie mając internetu, a dopuszczon będąc przez dziecko i to po 24:00, bo wtedy leci darmowo każden bajt, koncentrowałem się na koszuli bliższej ciału.
    Widać, że był trafiony na 'ponkt', jak mówił papa Stamm.
  • @jazgdyni 13:47:57
    Nie wiesz, co gadasz i majaczysz w malignie, oczadzony oparami kapitalizmu, przetoż Ci wybaczam. Otóż klucz ów stanowi spadek. Wraz z siekierą (po pradziadku a utrzymana jak rządowa beemwica!) oraz kluczem płaskim (nierdz, to prezent od kuzyna i powiew nowoczesności). I tak ówże "francuz" stanowi spadek rodzinny oraz pamiątkę po czasach, gdy po papier toaletowy trzeba było stać 8 godzin i się zapisywać do kolejki.
    Z grzechotką! Jakieś kapitalistyczne zabawki! A weź, za komuny kup coś w miarę normalne! No to jak przodek wystał był i wysępił spod lady owego francuza (a że narzędzie proste i toporne, to się nie ma w nim co psuć i służy do dziś i mnie, i sąsiadom - NAWET oni nie byli w stanie zniszczyć tego narzędzia), to jak ja mam go (tak przodka, jak narzędzia) nie mieć w szacunku (czyt. w szafie!)?! I do roboty nie używać, skoro działa lepiej niż dostępne w "specjalizdycznych" sklepach zabawki??! Zwł, żem nie fachowiec, tylko nieco późniejsze pokolenie bab z siatami. Poza tem jestem uczuciowa i do pamiątek rodzinnych (tych użytecznych i wielofunkcyjnych) przywiązana. Poza tem jako baba mam prawo do fanaberii. I szlus. (A może ja tego francuza noszę w torebce zamiast narzędzi do manikjuru??) Ale to już inne tematy. W każdem razie ze staroświeckiego serwisu kuchennego i okolicznego proszę się nie nabijać, bo to i nieładnie, i na głowę nie służy;) (jak kpiącemu na tę głowę spadnie).
    A fachulciem jestem lepszym niż te nasze patałachy ze Spni. Sprawdziłam, to wiem. W boju sprawdziłam. Ament.
  • @bez kropki 14:07:43
    Eeeeee tam... Wiesz jak to jest?! Wiesz? To tak, jakby fryzjer i krawiec mieli jedne nożyczki i je sobie nawzajem udostępniali. I do głowy podcięcia i do materii kosmicznej skrojenia.
    Ot co.
  • @jazgdyni 14:40:10
    Ta... a pamiątki rodzinne trzeba kultywować.
    Ja po tacie mam słuchawki lekarskie i dobrze mi służą.
  • @tadman 13:50:56
    Wieść gminna niesie, że p.C. już dawno nikogo nie zwyzywal od najgorszych;)))
    Bardzo dobrze, żeś się koncentrował na koszuli;))) Swoją drogą, druga w nocy, a Ty tworzysz ten dialog wiekopomny - widzę to oczyma duszy.

    Nb. wyobraź sobie, zem dopiero co zerknęła na SG i co ja widzę?
    O g.9 p.C. wstawił swój post- też w formie dialogu na tenże sam temat, jeno nie między Holmesem a Watsonem, a między p.Millerową a Szwejkiem. Ma to - powiedziałabym - pewne cechy plagiatu.
  • @jazgdyni 14:40:10
    A taki Raciborski golokiem (narzyndzie do głowy ścięcia lub podcięcia) ostrzył se ołówek. Czyli się da. A golok trudniej zgubić od scyzorka. No i łeb niem wrogowi przykroisz, jakby co, bez problemu. Ot co.

    Poza tem: chopie, ja nie naprawiam arktycznych statków z działami 4D i w Technikolorze, ino piecyk gazowy z początku lat 70tych. I czasem uszczelki wymieniam. W kranach. Gupio bym wyglądała, jakbym tak do baterii wannowej przystępowała w rynsztunku typu: pełny zestaw kluczy wszelkich rodzajów i inszych perpedyków w odmianach i wielkościach. Tu sie bierze: kliszcze, francuza i śrubokręt. I starcza. Po co se życie komplikować? W dodatku gratami, których nie ma gdzie przechowywać??! (Otwornice, piły ze 3 rodzajów, wiertła do metalu, drewna i betonu, gwintownica i narzynki, grzechotki, pierdotki, kardany, nasadkowe, oczkowe, krzyżowe, gwiaździste, pier*iste, proste i zboczone - hihi). To trzeba faktycznie być zboczonym na takie utrudnianie sobie życia. A do tego wiertarka. Kolumnowa;). (Nie, to nie moje. Moje są narzędzia proste i wręcz prostackie odziedziczone po dzikich przodkach).

    A wszystko przez to, że mi wracz zalecił odpoczynek, unikanie stresów i relaks. Taaaa... genialna rada... Tera letem sortować wieszaki (może kogo powiesze??) i dogotowywać pęcak.
  • @bez kropki 14:07:43
    O, to. to! Pamiątki po przodkach! Ja tam jestem związana uczuciowo z następującymi narzędziami:
    1/młotkiem dolomitowym damskim 1,5 kg wykonanym ze stali narzędziowej w Stoczni im.Komuny Paryskiej w ramach fuchy dla Klubu Taternickiego gdzieś w latach wczesnych 70-ych.
    2/dłuta, które Tata przywiózł z Anglii w 1948 - tzw.dobro repatriacyjne - takiej stali już potem nie bywało! Rzeźbi w najtwardszym drewnie jak w maśle.
    3/tzw.szweda - jedna z niewielu pozostałości po znacjonalizowanej w 1950 stoczni remontowej Taty - też wyrób angielski, przedwojenny
    4/przedwojenna angielska ręczna wiertarka - no może trochę już występuje w charakterze zabytku, odkąd wymyślono wiertarki akumulatorowe;)
  • @sigma 15:23:28
    Noż głupio tak wisieć u Ciebie i tegozgdynii w ulubionych za słownie jeden post, toż siem zaparł i drugiego żem nocą wysmażył.
    Jak będą ze trzy to już nie będzie tak capiło kumoterstwem. :))
  • @tadman 15:59:44
    "za słownie jeden post" - "Dobrze myśli, mało mówi. W kilku słowach wiele znaczy. Niech się każdy tak tłomaczy!"
  • @tadman 15:59:44
    Jakie tam kumoterstwo panie... ciebie po prostu dobrze mieć na oku.
  • @sigma 15:30:08
    Ja wziąłem słuchawki, a mój dobry braciszek zegarek marki Schaffhausen,
  • @bez kropki 15:25:53
    Rany Boskie, ale z ciebie warsztaciara !!!
    A przecie miałaś leżeć i dyskretnie dychać. A ty produkcję otwierasz !
  • @jazgdyni 18:52:38
    Prozerpina się w końcu wściekła. Ja się jej wcale nie dziwię, jak ktoś tak bez przerwy na podwórku stuka i stuka.
    Nagotowała więc garniec ulubionej grochówki męża, takiej poprawnej, zawiesistej. Z boczkiem ze skórką, dwoma rodzajami kiełbas i na żeberkach.
    Neptunowi się tylko oczy zaświeciły, a po drugim talerzu tylko westchnął z satysfakcją i udał się na zasłużony odpoczynek.
    Rozłożył się na kanapie i zgodnie z przewidywaniami Prozerpiny, zaczął puszczać wiatry.
    Czym prędzej wyciągnęliśmy armaty z wody i zaczęliśmy spieprzać tam, gdzie wody spokojniejsze i tak nie wieje.
  • @jazgdyni 19:17:05
    Tymczasem na tę rozpustę przybyła Amfitryta, prawowita małzonka Posejdona. I cóż ona zobaczyła? Szwagierkę, Prozerpinę, jak się szarogęsi na jej smieciach, jak jakieś grochówki gotuje w jej osobistych garnkach! Czem prędzej zadzwoniła po małzonka niewiernej, niejakiego Hadesa i razem spuścili takie bańki zdrajcom, że tapir nie siada;)))
  • @sigma 19:28:42
    Ależ moja droga, przecież wszyscy tamci bogowie to byli swingersi.
    Ale zazdrość też była, fakt.

    Poza tym, muszę cię uświadomić, że jak się przechodzi chrzest równikowy, to obok Neptuna siedzi Prozerpina i to ją nieszczęsny delikwent musi pocałować w wysmarowane tabasco kolanko
  • @jazgdyni 19:42:31
    Ty masz rację, że podczas chrztu równikowego Posejdon siedzi ze szwagierką w charakterze żony! ale heca! Wszystko się im pochachmęciło.
    Z całą pewnością Prozerpina jest żoną boga świata podziemnego - Plutona. W greckiej mitologii tez - tylko zwie się Persefoną, a małzonek Hadesem.

    Amfitryta jeszcze na pożegnanie poszczuła szwagierkę swoim ulubionym delfinem obronnym i z lubością słuchała jej nieprzystojnych wrzasków, które ginęły w oddali. Kiedy jednak ujęła w swe delikatne rączki mężowski trójząb - Posejdon - siedzący dotychczas potulnie na kanapie i tłumaczący płaczliwie, że to nieporozumienie - dał nogę. Amfitryta wyćwiczonym rzutem posłała trójząb w ślad za umykającym, ale nie trafiła, niestety, bo akurat delfin obronny zaaportował jej większy fragment kiecki szwagierki.
    - Niech se tera leci do Hadesu goła, szantrapa jedna - burknęła z satysfakcją, zasiadła na opuszczonej kanapie i zadzwoniwszy do psiapsiółki nereidy, opowiedziała całą tę, straszną historię.
  • @sigma 20:36:49
    Jakby poczytać dokładnie Owidiusza i jeszcze paru innych, to się dojdzie do tego, że to właśnie Posejdon na rozkaz Zeusa uprowadził Persefonę z Hadesu. Zresztą jej się tam bardzo nudziło, więc nie dziw, że odwdzięczała się naszemu Neptunowi vel Posejdonowi.
    Choćby tą właśnie grochówką.

    Ps. A w Hadesie przy, tfu, mężu musiała być tylko cztery miesiące w roku.
    A morskich to wszyscy lubią.
  • @jazgdyni 18:52:38
    Tak szczerze mówiąc, to te gilotynki i gwintownice to moja większa połowa, nie ja osobiście.
    Dycham (jeszcze dycham!) niedyskretnie;). A produkcję, to owszem, poniekąd otwarlim. Zobaczym co też z tego wyńdzie.
    Ale dosyć o drobiazgach. Mnie zachwyciło słowo "warsztaciara". To dużo lepsza kategoria niż blachara, no nie:). A jakie przy tym wymowne:)!
  • @sigma 20:36:49
    Nereida wysłuchała, trochę poszczuła (a bo to wiadomo co gupiemu chłopu do łba szczeli? Chopa cza czymać krótko, co wie każdy już od starożytności), trochę pocieszyła (bo to sie faktycznie Prozerka mogła wściec o te huki na rodzinnem podwórku) a potem zaraz nadała smakowitą plotę obiegiem ("tylko nie mów nikomu").
    Delfin obronny dostał w podzięce kawał rybiego flaka i tarmosił się z nim dla zabawy, czym wydatnie zwiększał zamęt lokalnie panujący na morskim podwórku. Statki spieprzały jakby to je poszczuto delfinem (obronnym), ptaki, ryby i inne gady czy tam ssaki morskie spanikowane kryły się po norach lub spieprzały takoż.
  • @jazgdyni 21:06:19
    Znaczy cztery(?) miechy gotowała na wulkanie a pozostałą resztę roku grochówka w oparciu o kapustę morską i wielorybie żeberka? No cóż, dietę trza urozmaicać. Swoją szosą, cienka, cienka ta Persefka - toż nasza Mme ma wulkan w torebce na stałym wyposażeniu charakteru a ona tylko cztery miechy i "nie wyczymam więcej", phi!
  • @bez kropki 21:13:19
    Hades spokojnie podpierał ścianę podczas całej awantury. Teraz jednak , kiedy powoli sytuacja zaczeła wracać do normy przysiadł półgębkiem na kanapie i spróbował odemścić się za doznaną od szwagra zniewagę znaną starożytną metodą :oko za oko, ząb za ząb, a reszta za pieniądze.
    - Kochana szwagierko, jakżeż ci współczuję - zaczął konsyliacyjnie otoczywszy ją opiekuńczo ramieniem.
    Nie przewidział jednak, że nigdy nie opuszczający jego boku pies trzygłowy, odrażający kundel imieniem Cerberek, pożre się z ulubieńcem Amfitryty, delfinem obronnym.
    Widząc kotłujące się stworzenia -jeszcze wciąż rozjuszona Amfitryta cisnęła w kundla amforą, tym razem celnie, po czym obu pokazała drzwi.
  • @jazgdyni 21:06:19
    Ty nie kombinuj, bo Pluton sam uprowadził Persefonę. Ale rzeczywiście za zgodą tatusia. Nb. małżeństwo pozostało bezdzietne. Potem Persefona zakochała się w młodym Adonisie i nie chciała zwrócić go Afrodycie. Ostatecznie wyrokiem Zeusa Adonis spędzał z Persefoną trzecią część roku.
    Natomiast ze związku z tatusiem urodził się jej Zagreus, ale biedaczka jeszcze w kolebce zamordowali tytani, zeby się zemścić na tatusiu.
    Ach, ta mafia starożytna.
  • @sigma 21:34:56
    Amfora rozpękła się z hukiem. Wyrzut i jojczenie Hadzia dołożyło się do ogólnego rozgardiaszu
    - Takie dobre wino było! Zachomikowane (zagryzeldowane?) na czarną godzinę i ukryte przed ślubną małżonką! Oj!
    Tu się polały hadesie łzy na palenisko, ognisko, tabasko, Cerberka i szczątki amfory. Dym i para wodna przesłoniły scenę. Delfin (obronny) wypuścił dym uszami a Cerberek odwrotną swą stroną.
  • @sigma 21:42:16
    Oj tam, uprowadził! Skusił na granata, granaty, no, te, owoce takie a nie narzędzie pracy zamachowca!
  • @sigma 21:42:16
    A tu się podniecają jakimś tam kolekcjonerem trotylu kupowanego w ABW (to chyba dzisiaj taki niegdysiejszy MHD). Wtedy to były czasy. Hej!

    A ty mi tutaj Neptuna w cień nie usuwaj, bo jak ją ten palant Hades porwał, to Neptek się wściekł (słynny sztorm siedmiodniowy). Bo też miał na nią oko. Zresztą nie on jeden. Mali i duzi się do niej podwalali. Ale ona dobrowolnie skłaniała się ku marynarzowi. Zawsze tak jest i nic tu nie poradzisz.
  • @bez kropki 21:47:09
    Delfin z Cerberem (nie mylić z Cyborgiem, bo się wścieka) i tak po wszystkim pójdą na wódkę... wrrrrróć, na ambrozję.
  • @bez kropki 21:52:04
    Nie, nie, nie na granata - Hadzio skusil Persefonę na narcyza, znaczy taki kwiatek, natomiast jak mamuśka dowiedziała się, co tatuś z Hadziem uknuli, to ich zręcznie przyszantażowała nieurodzajem i głodem, no i wtedy Zeus ugadał się z Hadziem, żeby jednak bratanicę wypuścił, kazirodek jeden. Ale dowiedział się, swińtuch, że jeśli Persefona zje cokolwiek w Hadesie, to będzie musiała tam wrócić. No i podłożył jej granata, terrorysta.
    Ale wszystko w rodzinie.
  • @jazgdyni 22:20:56
    Jakiemu marynarzowi?! Adonis nie był marynarzem. Zresztą i tak Persefona podkochiwała się w nim bez wzajemności.
    A jeżeli chodzi o Posejdona, to jako żywo wiele miał przygód, ale nie z Persefoną!
    Podaję potomstwo Posejdona:
    Z Amfitrytą: Tryton, Rode, Bentesikyme
    Z innymi boginiami:
    z Gają: Anteusz
    z Afrodytą: Herofilos, Rodos
    z Meduzą: Chryzoar
    z Euryale: Orion
    z nimfą Toozą: cyklop Polifem

    Z kobietami ziemskimi:

    z Amymone: Nauplios
    z Kajnis: Koronos
    z Ajtrą: Tezeusz
    z Libią: Agenor
    z Tyro: Neleus, Pelias
    Matki nieznane: Megareus, Prokrustes
  • @sigma 15:23:28
    Ależ, ależ. Jest to koincydencja przesunięta w czasie, na moją korzyść, ale chyba nie przypuszczasz, że ów czytuje jakiegoś piszącego, co wyprodukował jak dotąd jedną notkę. Na ten temat rzuciła się blogerka, jak wygłodniałe psy na ścierwo. Wystarczy popatrzeć na SG ile tytułów zawiera w sobie Brunona Plecienia.
    Jestem w dalszym ciągu pod wrażeniem syntezy dokonanej na żywym organizmie jeszcze nie tak dawno chwalonego blogera. Przefajnował chłopak i chyba dotarło to do niego. Sigmusiu, mas talenta w zapasie i to nie w pełni wykorzystane.
  • @sigma 22:36:54
    Oj tam... to wiedzą te stare pisarczyki. A my marynarze mamy swoje źródła informacji. Gucio, poprzez dostępność ostryg był ciągle w potrzebie. Romans z Persią, jak ją nazywał, jest marynarską legendą. Kiedyś ci opowiem, bo tu dzieci mogą czytać.
  • @sigma 22:28:02
    No widzisz... do mej świadomości motyw z kwiatkiem nie dotarł. Pewno dlatego, że prezenty spożywcze mają wg mnie więcej sensu a już granaty (te do jedzenia, nie do porządkowania polityki i sprzątania polityków oraz innych śmieci) to ho, ho!
    Morscy mogą se myśleć co chcą (ostrygi to ochida), ale granatem damę da się rozerwać zawsze!
    ;)
  • @bez kropki 12:28:19
    Co to za maniery? Ostrygi ohida ?!

    Schłodzone na lodzie, rozwarte nożykiem, następnie oderwane tym samym nożykiem od skorupy i delikatnie skropione cytryną, cudownie spływają do ust, gdzie językiem sprawdza się, czy jeszcze żywe, a potem pozwala im się spłynąć wodospadem przełyku, do odpowiednio przygotowanego Chablis żołądka.

    Lepszy jest tylko kawior, anchovies i gorgonzola. I przede wszystkim pajda świeżego, wiejskiego chleba posmarowana grubo domowym smalczykiem
  • @jazgdyni 15:35:20
    Jak bym czytała wspomnienia ludożercy;)))
  • @bez kropki 12:28:19
    No więc wygląda na to, że Persefona też odmawiała spożycia czegokolwiek, ale przy granatach straciła rozsądek i instynkt samozachowawczy.
    Natomiast jeśli chodzi o Adonisa - to co prawda Zeus rozsądził, ze 1/3 roku spędzi z Afrodytą, 1/3 z Persefoną, a 1/3 sam se rozporządzi - ale Adonis zawsze rwał do Afrodyty bez żadnych ułamków i nie bacząc na werdykt sądu.
    A ostrigi to ohida. Zresztą za granatami też nie przepadam.
  • @jazgdyni 04:46:13
    Oj, ci marynarze to jak już zaczną tworzyć te fakty medialne, jak mówił drogi tow.Bronisław - to końca ni ma i ani im powieka nie drgnie.
    Naprawdę Posejdon nawet własną żonę musiał zdobywać podstępem na tresowanego delfina, bo wcale jej się nie spodobal z tymi zmierzwionymi, mokrymi kudłami i dzikim spojrzeniem.
  • @tadman 22:59:19
    A wcale pewności ni mom - p.C. najwyraźniej lata po necie i szuka pomysłu - no bo niby, gdzie ma szukać tego pomysłu? Przecie nie w głowie.
    Ty mnie tak nie komplementuj, bo jeszcze w końcu we wszystko uwierzę, nadmę się od nadmiaru wody sodowej, po czym rozpuknę w kawały;(
  • @sigma 20:25:52
    Tak ?! Ludożercy ?!

    A jak jabłko gryziesz, to nie słyszysz jak piszczy?

    .
  • @sigma 20:36:06
    I to jest właśnie to, co muminki lubią najbardziej / zmierzwione, mokre kudły i dzikie spojrzenie.

    Przypomnę tylko, jakie panny na niego leciały:

    Podaję potomstwo Posejdona:
    Z Amfitrytą: Tryton, Rode, Bentesikyme
    Z innymi boginiami:
    z Gają: Anteusz
    z Afrodytą: Herofilos, Rodos
    z Meduzą: Chryzoar
    z Euryale: Orion
    z nimfą Toozą: cyklop Polifem

    Z kobietami ziemskimi:

    z Amymone: Nauplios
    z Kajnis: Koronos
    z Ajtrą: Tezeusz
    z Libią: Agenor
    z Tyro: Neleus, Pelias
    Matki nieznane: Megareus, Prokrustes

    Podaję za Kosidowskim ;)))
  • @jazgdyni 20:56:56
    Agent O;o był zbulwersowany, bo filipińskie kuchciki nie dość, że kawy się robić nie nauczyli, to i z lunchem się spóźnili; twierdzili bezczelnie, ze to z powodu sztormowej pogody, chociaż przechyłu było najwyżej 30 st! No niesłychane!
    On sam trzymał się pazurami nadbudówki i z irytacją walił ogonem po nadzwyczaj delikatnych przyrządach wyższej tiochniki i o najwyższym stopniu tajności. Czasami, żeby wyrazić jakoś dosadniej swą dezaprobatę, ryczał i zionął ogniem, ale to naprawdę tylko w porywach.
    Kucharzom trzęsły się ręce z przerażenia, nogi ślizgały im się na rozlanych zupach, a zęby szczękały, ilekroć spojrzeli w stronę, gdzie lśniła zielona łuska lekko tylko zmatowiała do morskiej soli.
    Jednak kiedy agent O;o capnął przelatującego Filipińczyka i trzymając go w zębach spytał, czy to jest jedyne, co dostanie na lunch - w kambuzie zapanowała panika.
  • @jazgdyni 21:00:41
    Posejdon uważał, że to jemu, jako starszemu z braci, należała się władza nad ziemią; bardzo go frustrowało to, że dostal podrzędne władztwo nad morzami. On w ogóle był taki dość niedowartościowany przez to, że młodszy brat wiecznie był we wszytskim lepszy.
    Nie wiem, jak z innymi paniami - tak, jak rzekłam - żonę zdobył podstępem. Afrodytę na zasadzie zwrotu długu - pomógł jej przy tej dość żenującej historii, kiedy się dała złapać z Aresem w sieć. Meduza czy Euryale to siostry gorgony - nie słynące ani z urody, ani z miłego charakteru. Ajtra była tak szpetna, że ojciec musial spić Ajgeusa, zeby doprowadzić go do jej łoża. Posejdona uż nie musiał;) Pomógł Amymone, która polując niechcący trafiła strzałą w satyra, a ten począł ją gonić. Gdy wezwała pomocy Posejdona, ten zabił satyra i zajął jego miejsce.
  • Wg. Beaty Krupskiej smoki lubią zupę ogórkową
    Jeśli pokład był taką zupą polany, to został wylizany do czysta, a nawet, bo smoki są cholernie zapobiegliwe, zostały napełnione nią termosy, garnki, słoiki i inne wolumetryczne naczynia oraz oczywiście lodówka, a także zamrażarka na tak zwane zaś potem. Zaś potem musi kończyć się kompotem - proszę bez głupich uwag - ciastkiem i kawą. Do tego smoki uwielbiają mocno zapładniającą rozmowę w towarzystwie mieszanym.
    Niniejszym dementujemy, że smoki są zwolennikami dziewic sauté, bo nad nie przedkładają wiedźmy z racji ich naturalnej pieprzności, a z powodu deficytu takowych mogą w ostateczności zadowolić się sandaczem w panierce z masłem czosnkowym.
    W tym momencie przechył statku był >30 stopni i nasz smok wypadł z koi, oberwał laptopem w łeb, zaklął szpetnie po słowiańsku, zerwał się na równe nogi, ale ponownie się wygruził z powodu nadepnięcia szlajającej się pod nogami meduzy, która wdzięcznie pląsała z odpłaszczoną ostrygą. Ostryga szamotała się ponieważ w oczy szczypał ją sok cytrynowy, co ją nim OZu skropił, a nie zdążył skonsumować z powodu nagłego zapadnięcia w sen.
    Motto na dziś: Nie przysypiaj gdy konsumujesz ostrygi.
  • @sigma 21:09:41
    Ale znalazł się jeden kuchcik, dzielniejszy od pozostałych. Nazywali go Dratewka.
    - Taaa... znam, znam. Już to kiedyś przerabiałem - pomyślał agent.
  • @tadman 21:45:03
    Kto to jest Beata Krupska?
    Nie miałem przyjemności.
    I proszę mi rymem nie odpowiadać.
  • @jazgdyni 22:06:45
    Ależ rymy dotyczą Nadzieji, znaczy się żony tego co promował adin szag w period i dwa nazat'.

    Beata Krupska to autorka pierwowzoru jaj.be, który dzieje się wśród smoków, Makraucheń, krokodyli, cebul i żab. Była to ulubiona bajeczka moich dzieci. Jest tam przepiękny kawałek o czytaniu/nie czytaniu czasu z zegarka. Masz dużo czasu, więc... Tylko nie przyznawaj się Filipińczykom, bo będą ci specjalnie paskudzić kawę.
    Oto link http://www.mhkm.mud.pl/ksiega/ulubione/proza/sceny_smokow.html
  • @tadman 22:18:55
    Jutro rano się zapoznam. Lubię to, co dzieci lubią.
  • @bez kropki 11:17:17
    Za "dźwi" masz u mnie wódkę z popitką, o zakąsce nie wspominając! W stosownym czasie, natu"rlich.
  • @KOSSOBOR 23:24:45
    Oda do Posejdona odnośnie puszczania wiatrów

    Klaszcze morze w mą łupinę,
    Dziób się wznosi i opada,
    Może zbastuj, odpuść krztynę
    I się grochem nie zajadaj.
  • @jazgdyni 17:21:56
    Męża muzo sław zmyślnego
    co rzuciwszy Trojej-mieście
    w oceanu głebi strasznej
    szuka rymów aż nie zaśnie.
  • @jazgdyni 17:21:56 @ Cyborg
    Niestetyż! Nie mogę odpowiedzieć wierszykiem Drogie Dzieci, ponieważ poza "Panem Tadeuszem" i "Bagnetem na broń" znam tylko same świństwa. Ale nasza koleżanka contessa ostatnio ma wenę z przytupem i się realizuje w poezji dziadowskiej. Którą na dodatek można śpiewać - poezja śpiewana dziadowska - bo Contessa skrzypaczką jest. Aha, no jeszcze uwielbiam "Operę żebraczą": "Hej, niebieskie ptaszki, bracia złodziejaszki, do nas na dziadowski sejm!". Se pośpiewajta. Same.

    Znalazłam!!! :)))

    Hymn włóczęgów

    Jak dzwon, rozlegnie się śpiew,
    I przyjdą na zew,
    Włóczędzy ze wszystkich stron,
    Na zew i ze wsi i z miast
    Przybędą na zjazd,
    Przed króla żebraków tron,

    Zejdą się mężowie najprzedniejszych cnót,
    A witać ich będzie cały ludzki ród.
    Przyjdzie, kto bezdomny, głodny i ułomny,
    Komu w gębę napluł los.
    Ej niebieskie ptaszki, bracia złodziejaszki,
    Pierwsi zabierzecie głos.

    Do nas, do nas, na żebraczy sejm,
    Włóczykije i opryszki, hej
    Rzućcie torby w kącie, bracia urwipołcie,
    A ty wiedźmo wino lej!

    Wy niebieskie ptaszki,
    Bracia złodziejaszki,
    Cała księżycowa brać
    Pędziwiatry franty, brukowe amanty
    Nuże, nędza wasza mać.

    Do nas, do nas, na żebraczy sejm,
    Włóczykije i opryszki, hej
    Rzućcie torby w kącie, bracia urwipołcie,
    A ty wiedźmo wino lej!


    http://www.youtube.com/watch?v=apDDKlwZzz4&feature=related

    No, to pośpiewajta z nim razem. To proste...
  • @KOSSOBOR 02:40:35
    Moja droga,
    nie wywołuj wilka z lasu, bo może tak być, że wkrótce wszyscy będziemy uczestniczyć w operze żebraczej.
  • @jazgdyni 04:16:17
    Korzystając z twojej wspaniałomyślnej gościny Sigmo, pozwól na poniższy apel Klubu Dyletanta (bo jestem nieco ograniczony z edycją).

    Apel

    Zwracam się do was przyjaciele, jako do najbardziej kreatywnej grupy w tych okolicach, abyśmy wytężyli umysły i pomogli znaleźć odpowiednią nazwę do tego co się właśnie tworzy, pod hasłem "Obudź się Polsko".

    Wszystkie te RPNy, RNy, cz RONy pachną mi sowietami, bo oni się lubowali w takich akronimach.
    To musi być nazwa jednoznaczna i zarazem chwytliwa. Coś takiego, jak węgierski Fidesz.

    Zaznaczam, nie chcemy partii. Tworzymy ruch. I od dobrej nazwy trzeba zacząć.

    Hasło "Obudź się Polsko" bardzo mi się podoba. Szczególnie przez użycie "ź", które jest tylko nasze i niczyje inne.

    A mottem powinno pozostać "Bóg, Honor, Ojczyzna", bo nic tak nie wywołuje wściekłości i strachu rządowych przydupasów, jak te słowa właśnie.

    Co wy na to?

    OZ
  • @jazgdyni 05:43:12
    OZu, bardzo Cię proszę, uspokój się, wytrzyj nos i do kąta! Z ludźmi od p.Opary n i e b a w i m y s i ę. Ile razy niania ma ci to powtarzać!
  • @cyborg59 00:43:13
    Ty jesteś genialny! "Trojej-mieście" jest piękne:) Wyrazy najwyższego uznania:)
  • @jazgdyni 17:21:56
    Ależ wszystkich muzy opadły! Jakiś rój takowych się wyroił?
  • @tadman 22:18:55
    Nasz ulubiony agent O;o z trudem zdobywszy kilka cytryn zeżarł w końcu złapanego Filipińczyka i zadowolony z tak łatwo uzyskanej samowystarczalności konsumpcyjnej zasnął na miotanej sztormem łupinie, a przez skołatany zielny łeb snuły mu się rymy i idee, o które nikt by go nie podejrzewał patrząc w te prostolinijne gorejące ślepia.
  • @KOSSOBOR 02:40:35
    Wskutek swojej prostolinijnej natury na pierwszy dźwięk trabki agent O;o podskoczył, chwycił pierwszą z brzegu chorągiew i zaczął nią powiewać wydając stosowne okrzyki. Dopiero po chwili zorientował się, że w gronie pozostałych wykrzykiwaczy słusznych treści widzi tych samych sq....synów, co zawsze.
    Okrutnie zdetonowany, a i głodny, bo co to jest marny, chudy Filiipińczyk i to poprzedniego dnia, chwycił idące przodem spaśnego karkażura, skropił go obficie cytryną, wytaplał w tabasco i pożarł razem z butami nr 49.
  • @sigma 11:25:05
    Ależ droga Sigmo! Jak tak można? Od razu do konta? Jeszcze pewnie debetowego?

    Widzę, że się miotają, to chciałem temu nadać pewien wyraz, zanim będzie musztarda po obiedzie.
    Niech to się jakoś ładnie nazywa - na przykład "Wolność".

    Ps. Moja prostolinijność nw tym pokrzywionym świecie jest chyba plusem dodatnim ?
  • @jazgdyni 12:14:52
    OZu, to pozory - oni się nie miotają, oni już nam Polskę spaskudzili, zniewolili i okradli, a teraz chcą nam podrzucić swoją opozycję i swojego prezydenta, czy premiera, na którego sobie ustalili p.Oparę, uprzednio go ustawiwszy na pozycji opozycjonisty - dobroczyńcy- przy użyciu nE. Już nawet sami nie wiedzą, jak się ma ten ich ruch nazwać, bo to nieważne - teraz ma być jakiś Ruch Porozumienia Narodowego (RPN) -
    Chwilę przedtem był przecież RON.
    No ale razwiedce przecież nie chodzi o pozory, więc jak sie zwal, tak się zwał. Ważne, zeby wszystko mieć w ręku.
  • @jazgdyni 12:14:52
    Tłusty karkażur obficie skropiony cytryną na chwilę przytłumił burczenie w smoczym brzuchu, które jak werbel wzywało do boju zgromadzonych . Agent O;o bardzo zirytowany faktem, że znów go wyprowadzono w maliny oraz w pole toczył wokół prostolinijnym, ale bynajmniej nie łagodnym wzrokiem. Wytypowawszy kolejną przekąskę w postaci dorodnego t-rexa podgarnął go ku sobie trzonkiem chorągwi, zionął nań ogniem piekielnym i lekko zgrilowanego pożarl jednym chapnięciem.
  • @sigma 12:26:52
    Sigmo, nie zapominaj - jak holduje tylko jednej zasadzie:

    TAPIR NA PREZYDENTA !

    I zadne opary mnie nie otumania.
  • @sigma 12:35:05
    Z karkazura pozostal tylko karkas. Za tlusty.
    Teraz reksio - zylasty isuchy jak podeszwa.

    Podeslijze cos smakowitego, do ognistego pieruna.
  • @jazgdyni 12:55:59
    - A wódkę pijecie? - zagadnął z nagła Januszek zgromadzoną w piaskownicy ferajnę, strzepując niedbale popiół z mentolowego.
    - Ja nie piję, to grzech - Ewcia była najszybsza.
    - To znaczy mamusia i tatuś grzeszą, co nie? - Januszek drążył temat.
    - Ale oni są dorośli i mogą bez grzechu - Ewcia się nie poddawała.
    - Słuchaj, jak chcesz być anarchistką to musisz pić wódkę i palić razem z nami. Inaczej się nie da - chłopak oświadczył autorytatywnie - jutro przyniosę ćwiartkę z czerwoną kartką i albo pijesz, albo nie jesteś anarchistką.
    W głuchej ciszy rozległo się głośne przełknięcie śliny wszystkich dzieciaków.
  • @jazgdyni 12:55:59
    Grupa entuzjastów nowej, ekologicznej formy utylizacji szkodliwych jednostek - nawiązującej zresztą do wypróbowanych wzorców starożytnych - zbliżała się z pieśnią na ustach ku pogrązonemu w miłej drzemce agentowi O;o. Kilkoro dżwigało ogromny kocioł ze smakowicie bulgocącą potrawką, na którą składał się duszony waldemar m. wraz z warzywami przystrojeni obficie pietruszką i zbieleni sosem śmietanowym. Reszta pochodu niosła wiązanki kwiecia, a niektórzy transparenty.
    - Niech zyje nowa, odkrywcza metoda eutanazji! - stało na jednym wprost.
    - Gotuj z sercem! - stało na drugim dwuznacznie.
    - Jak ja gotuję, to każdemu smakuje! - stało zachęcająco na trzecim, niesionym przez Koło Gospodyń Wiejskich.
  • @jazgdyni 15:12:32
    To znaczy, tak się tylko wydawało Januszkowi. Bezjedynkówki stwierdziły bowiem, ze smarkaczowi znowu się we łbie przewróciło i czas na resocjalizację. Błyskawicznie też przeszły do rzeczy. Chwyciwszy podstawowe argumenty przydzwoniły nimi Januszkowi po łbie - tą prostą metodą wybijając mu z głowy głupie pomysły.
    Po chwili skruszony siedzial w kącie piaskownicy i obiecywał, że już więcej nie będzie.
    Wiadomo było, że za chwilę o obietnicy zapomni, ale póki co, był zresocjalizowany!
    W związku z tym można było przystąpić do rozwiązywania ważnych problemów, takich jak
    1/dożywianie agenta O;o
    2/gawry na zimę
    3/rozwiązanie palącego problemu, jaki jest sens życia
  • @sigma 15:41:04
    - Cekajcie, jak tylko wrócę ! - odgrażał się Januszek będąc już poza zasięgiem opatek i innych środków resocjalizacji - teraz mam klospasy i muszę być w piwnicy.
  • @jazgdyni 15:35:20
    Ochida. Te ostrygi. Tako rzecz Zaratustra.
  • @cyborg59 00:43:13
    Troje-miasto. Dobre. Prawie jak Troja;). Mityczne?
  • @bez kropki 20:32:28
    Zara tusta. zara tusta, wcale nie, ostriga jest bestuszczowa.
  • @jazgdyni 20:50:30
    Tako rzecze Zaratustra, żrąc łostrygi, chląc do lustra.
  • @jazgdyni 17:12:04
    Nadszedł zmierzch, który tą porą roku podchodzi ludzi nagle i podstępnie, więc piaskowe dziatki udały się na leże.
    W krzakach opodal piaskownicy zrobił się jakiś podejrzany ruch. Nie, nie był tą razą ani dzik, ani tapir, ani inne czwpronożne bydlę. Z krzaków wynurzyło się coś dwunożnego, żółtego, o czarnych ciekawskich oczkach, które wyzierały spod gęstwy czarnych włosów.
    W ręku trzymało to coś książeczkę i świeciło w nią latarką. Na niej pisało 'Polish Parirala'. Na horyzoncie pokazała się Wojciechowa, co od Józka tą porą wracała śpiesznie do zameczku, by zdążyć przed obudzeniem się hrabiny. To żółte, czyli Filipińczyk zastąpił jej drogę i czytając tekst z rozmówek odezwał się w te słowa.
    - Ty pani zaprować mie do smoki bo on glodna a ja samoboja kce.
    Wojciechowa zdziwiona była bardzo śpiewnym akcentem pytającego, delikatnie wyłuskała mu latarkę z ręki i oną latarką takie manto mu spuściła, że maskirowka spadła z Filipińczyka i nawet małe dziecko mogło poznać, że to Sztirlic, który po raz kolejny chciał umożliwić socjalistycznej i ludowej sprawiedliwości zdobycie argumentów do wysiudania Glorii z zameczku.
    - A ty matrioszko niewydarzono, ty suczy pomiocie, ty niedojdo, już moje buciki wdepczą cię w naszą 'trujmiejską' glebę i zabrała się wyjątkowo systematycznie do dzieła. Zapewne uniemożliwiłaby Sztirlicowi dalsze bywanie na jajach, ale zbliżał się niebezpiecznie czas pobudki hrabiny, a przecież ona miała 'banana' Józka, jak powiedziała Pani.
    Spojrzała na buciki. Były krwiście czerwone.
    Wskoczyła do piaskownicy, poprzebierała w piasku nogami, a następnie wiechciem trawy doprowadziła buty do akceptowanego brązu. Strzepała wdzięcznym ruchem głowy lekko zburzony pracą włos i odchodząc rzuciła za siebie:
    - Nie pokazuj się tu więcej, bo następną razą przyrządzę dzikowi i tapirowi 'strogonowa' z ciebie, i śpiesznie odeszła.
  • @bez kropki 21:16:00
    "Tako rzecze Zaratustra,
    żrąc łostrygi, chląc do lustra."
    Chląc do lustrą, śmiąc do sera
    I zgrywając bohatera.
  • @sigma 21:56:33
    Bohatera, co żywcem te bidne łostrygi rąbie. TFU! Ja tam lubię jak moje żarcie mi nie ucieka (że nie napiszę bardziej brutalnie). No, ale te dziki (czy tam wilki morskie) mają swoje wybryki. Żyfcem to można (do wyboru): popijać golonkie, albo wrogowi zrobić siakieś kuku.
    O! Józkowa Wojciechowa pokazała na przykładzie Sztyrlica, jak się żywcem robi "kuku".
    A z sera dopadłam w jednym sklepie camemberta z morelami. Z przeceny, bo mu się data kończyła a nikt go nie chciał. Po pożarciu go oświadczam, że był lepszy niż niektóre snobizdyczne sery woniejące krowim podogoniem;).
    Dobra, może starczy o pracy układu pokarmowego. Choć w przypadku smoków to bardzo poważna sprawa! Jak taki dostanie zgagi, to pół miasta obróci w popiół jak nic! Wojciechowa uwzględniła to zagadnienie i przestawiła wulkan ze strogonowem (z resztek Sztyrlica?? a może tylko z żywych ostryg) na mniejszy gaz.
  • @jazgdyni 17:12:04
    Co to są klospasy i dlaczego ich posiadanie przymusza posiadacza do pobytu w piwnicy?
  • @sigma 22:10:30
    Ja bym jeszcze rozumiała "kolapsy". W kontekście tej mechaniki kwantowej Józka i wogle tych 4 ton kwantów z klamerkami.
  • @sigma 22:10:30
    Musowo w piwnicy, bo KŁOS-PASZ: ZAKŁAD REMONTOWO MONTAŻOWY MASZYN I URZĄDZEŃ PRZEMYSŁU PASZOWEGO
    To może być zaczyn na nowe jaja :)
    Może być: close-pass, closet-pass, Klose-pass no i Januszkowe... ale ontowie.
  • @tadman 21:38:56
    Gloria w końcu wstała, choć zmięrzch już dawno zapadł. Wszedłszy do salonu, odśpiewała ostrym bas barytonem swoją ulubioną arię o oprychach, gdyż pora zdała jej się stosowną. Skonstatowawszy jednakowoż pewną przaśność owej arii, zaśpiewała "Red shoes" Toma Waitsa, tym samym wciągając się w stosowny nastrój bohemy i dekadencji. Gdybyż wiedziała, jak prorocze były te czerwone buciki!

    - Ubiłam jednego kagiebistę - powiedziała Wojciechowa, wchodząc do salonu i przerywając Hrabinie nastrój dekadencji i bohemy, jednocześnie wnosząc na srebrach kawę, śmietankę i cukier.
    - A papiehoski Wojciechowa kupiła? - zapytała Gloria, bowiem czekała ją kolejna doba w wieży zameczku, a problemu indygo i różu indyjskiego za Chiny nie mogła bez papierosków rozstrzygnąć.
    - Kupiłam i owszem, ale trochę się pogniotły.
    - A to czemuż?
    - Bo ubiłam jednego kagiebistę, pani Hrabino.
    - Ach tak, hzeczywiście, coś wspomniałaś. To bądź uphzejma posphzątać go, bowiem dni są jeszcze ciepławe i nie chcę, żeby mi tu śmiehdziało pod zameczkiem. To mnie hozphasza!
    Co powiedziawszy, Gloria zaciągnęła się pierwszym, porannym papierosem, choć zmierzch już na fest ogarnął świat.
    Dzięki temu Wojciechowa skrzętnie posprzątała resztki Stirlitza, a następnie posypała chodnik żółtym piaskiem, który świsnęła ze znanej nam piaskownicy, całkowicie nie bacząc na brak możliwości samorealizacji Ewci, Hani, Januszka i Tadzia.
  • @bez kropki 22:07:41
    Nie rozgłaszaj ! Jak camemberek jest zagramaniczny to naukowcy wykładające gastronomię nie potrafią wyczytać że podawana data to
    termin pełnej dojrzałości ! Bywało tak że w środku lata kupowałem niepotrzebną mrożonkę by ochronić serek kupiony za 1/4 ceny wyjściowej.
  • @bez kropki 20:33:30
    Jasne że mityczne . Ojciec nie był zadowolony że poszedłem do technikum.
    Trochę złagodniał, jak ze zdumieniem się dowiedział, że ani greki ani łaciny
    w liceum nie uczą. Na szczęście nie odpuścił i musiałem deklamować
    po jednym ślepym Greku : andra poj enepe...(fonetycznie, bo grecka klawiatura w tym miejscu nie chce chodzić).
  • @sigma 22:10:30
    Tadeo oczywiście trafił w 10. Klospasy yo close pass. Cały dzień strzelaliśmy między platformami. Podchodziliśmy nawet na 50 metrów.
    Więc tak - najpierw trzeba opuścić pędnik azymutalny, coby gdyby silnik główny stanął, mieć czym uciekać i nie rozwalić konstrukcji. Trzeba go przetestować, czy chodzi tak, jak trzeba. To było o czwartej rano. No a potem zaczęło się strzelanie. Tak do 21-wszej. No i każde bliskie przejście OZ musiał zapieprzać do Centrali Manewrowo Kontrolnej (CMK), żeby być w pogotowiu, gdyby, odpukać, odpukać, coś wizgło.
    Więc z żalem was zostawiając położyłem się spać o 21, bo byłem cokolwiek.

    Klospasy się skończyły i mamy teraz tylko czyste linie strzelania tak na 8 dni x 24 godziny. Co się przekłada na jakieś 2 tygodnie, uwzględniając pogodę.
    A Nepcio znowu po grochówce.
  • @cyborg59 03:14:18
    Dlatego też, ja po sery wybieram się do Auchan. Jest tam mnóstwo serów francuskich, których raczej mało kto kupuje. No i przeceniają.
    Trzeba się uważnie przyglądać i zaobserwować takiego, który wyraźnie chce uciec z półki. Acha, ten już jest zupełnie dojrzały i pięknie śmierdzi, jak szatnia po meczu. To my go cap i to za pół ceny. Nasze z Turka nie chcą tak ładnie dojrzewać niestety.
  • @sigma 21:56:33
    A złośliwe dwie niewiasty
    Poszły w pole wyrwać chwasty,
    Chwasty z chwostem pomyliły
    I w szpitalu wnet skończyły.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Chwast_%28ozdoba%29
  • @jazgdyni 15:40:39
    A mnie uczyli, że ten zlinkowany przez Ciebie "chwost" to się nazywa "kutas". Nie wiem jednak czemu próba urwania sztuki pasmanterii miałaby się skończyć w szpitalu. Na ogół pasmanteria nie sprawia takich problemów? No, chyba, że to znowu będą cztery tony sznurka z klamerką i trotylem.
    Aaa! W temacie materiałów wywrotowych: znalazłam knigę (z ofic. obiegu) "Roboty budowlane przy pomocy materiałów wybuchowych". No i nie wiem: spalić, zakopać, anonimowo wysłać do ABW, osobiście oddać do ABW udając się tam z płaczem, czy co innego zrobić z tym dziełem? Bo nie chcę, żeby mi o 6tej rano ateki wpadli do pokoju wraz z drzwiami i oknami (zima, panie, idzie) i jeszcze nas zaaresztowali za posiadanie materiałów wywrotowych. A jakby tak jeszcze w tej naszej obecnej w mieszkanku grandzie mieli robić kipisz, to by już nieludzkie było - zwariowałyby chłopaki jak nic! A przecież nie mogę do tego dopuszczać! Co zatem zrobić z dziełem naukowym o tak pięknym tytule i pouczającej treści??!
  • @jazgdyni 06:30:13
    Syp na fale majeranek. Może pomoże na morze?? Na gazy w każdem razie pomaga.
  • @bez kropki 17:37:43
    A nie masz kogo zakapować? Męża brata, syna itd.
    Oni takie kobiety cenią i zostawiają w spokoju.
    A ty w tym czasie cmyk, wysadzisz coś kopulastego.
  • @jazgdyni 17:52:53
    No kiedy właśnie rodziny nie chcę zakapować.

    Zresztą, czy ABW uwierzy, że to jest ulubiona lektura do poduszki mojej np. alzheimerycznej babki albo innej rodzinnej inwalidki??! No bo my jesteśmy rodziną patologiczną. Moje młode czytało raz Lenina a raz Akwinatę. Ja czytam Richelieu po rusku, moja matka obecnie czyta rosyjskojęzyczną gazetę niemieckich Żydów (bo jej w ręce wpadła i zafrapował ją artykuł o tym jaki wstrętny jest jakiś tam zachodni Gross) a moja babka przypomina se przeszłość, jak poczyta gadzinówkę Wermachtu z 1944r. (najgorsze przeżycia najgłębiej zostają a jej teraz służą do cucenia gasnącego umysłu). Czyta w kółko tą samą. No to może i o materiałach wybuchowych chcieć se poczytać, no nie? Ale jakie ABW, CBŚ, BWA, ABC, czy inne literki uwierzą w taką prostą prawdę?:)

    A gdybym chciała przy tej okazji pozbyć się wroga, to co? Uwierzą, że taki prezent od niego (od wroga) dostałam?? I że teraz tym oto prezentem dzielę się z dzielnymi służbami??!;)) Wolne żarty. Aż tak głupie, to one nie są:) te służby.

    Ergo: nadal mi grozi wizyta kominiarzy o szóstej rano i 5 lat kicia za usiłowanie;). Chyba, że wymyślimy jak bezpiecznie zutylizować dzieło. Wojceichowej na gryla (nie mylić z Grylem Bersem) pod te zapiekanki z tapira czy tam ze Sztyrlica to dać?? Okładanei opatkom nic tu nie da. Ani nawet wdeptanie bucikami w piach. Ani nawet okład z gazrurki żaroodpornej. A te hans kloss-pasy to chyba za duży kaliber na jedną niewielką ksiąscynę?
  • @bez kropki 18:37:24
    Oj, kochana, braki w szkoleniu konspiracyjnym z II WŚ się ujawniają;) Elementy trefne utykamy na strychu , gdzieś pod krokwiami, czy cóś. W ten prosty sposób całe mieszkanie zostało rozgrabione, a lornetka oficerska II RP - przetrwała do dziś i se mogę przy jej pomocy ptaszki obserwować. Nb. cały czas się zastanawiam, dlaczego rodzina pd tymi krokwiami nie upchnęła nic więcej?
    A nie, przepraszam, przetrwały jeszcze skrzypce dziadka - przechowane przez sąsiadów i oddane po wojnie.I przetrwał jeszcze obrazek z aniołem strózem, który zawsze wisiał nad łóżkami panienek. Taki klasyczny, gdzie dwie bose dzieciny w koszulkach lezą kładką nad przepaścią.
  • @bez kropki 17:38:32
    Od czasów starożytnych stosowano na wzburzone morze dwie metody uspakajające: albo lano oliwę, albo czyniono ofiarę ludzką. Ustalcie w drodze referendum, kto tam jest najbardziej redundantny i sru go do morza!
  • @sigma 18:51:46
    Ja nawet mam gotowe typy tych redundantnych. Oto wziąć parę trolli z NE. To się i porządek zrobi, i powietrze oczyści, i morze ofiarę dostanie. (Akurat u grześka Z jestem w sporze z pewną zasłużoną trollicą, która tak wypacza wypowiedzi swych rozmówców, że aż nie da się tego zreferować).
    Zaś majeranek zawsze można wypróbować. Na wiatry pomaga. Może i Neptusiowi pomoże?? Cza iść z postępem. Poza tem oliwy (tłustego) nie wolno zrzucać do morza. Więc zostaje albo ofiara albo majeranek.

    A krokwi nasze mieszkanie nie ma. Ani strychu. Może podrzucić trefnego fanta wrogowi?? I zaraz telefonik z donosikiem? Ale jak podrzucać wrogowi, to któremu? Osobistemu, czy może siakiemu politycznemu?? Ale nie mam dostępu do tych różnych pierdzigrzmotów, czy tam sralikotów. A podrzucić byle komu, to taka stracona okazja!:) Chyba już tylko w grylu Wojciechowej nadzieja na normalną pobudkę jutro!
  • @sigma 18:51:46
    Jest problem; powszechnie znienawidzony Vigil jest właśnie w domu. Sejsmiki nie cierpią part managera, ake nam nie robi. A my marineros jesteśmy, jak rodzina.
    I kogo tu sru?
    O, żeby była dziewica na burcie, to sprawa byłaby prosta. Ale nima.
    Więc będzie nami kolibało aż do us...ej....
  • @bez kropki 19:07:05
    Bezjedynkówki z Tadzinkiem i Januszkiem w drodze negocjacji wydębiły aby na chwilę wulkan od Wojciechowej. Całą zgrają gotowali w nim teraz znakomity rosół. Podstawę rosołu stanowił - wytypowany w drodze referendum - kogut Aleksander. Trochę się przedtem smarkacze posprzeczały w kwestii upodobań kulinarnych agenta O;o, ale w końcu ustalili, ze rosół jest rosół i jako taki na pewno mu zasmakuje. Była tez frakcja, która wolałaby, aby za podstawę rosołu na pierwszy ogień poszedł kogut judajski modyfikowany, ale ustalono w koncu, że co ma wisieć, nie utonie, a na rosół trza wziąć tłustego i nieco starawego koguta, bo na nic innego i tak się nie zda.
    Agent O;o już solidnie wygłodzony nie mógł się wprost doczekać, kiedy będzie mógł się dorwać do smakowicie pachnącego posiłku. Bezjedynkówki jednak tłumaczyły mu, że rosól musi się trochę pogotowac, żeby nabrać mocy; poza tym co chwila przypominało im się, że czegoś jeszcze zapomniały dodać. Najpierw Ewcia latała specjalnie do domu po listek bobkowy, potem Hańcia po ziele angielskie, wreszcie Marzenka po pietruszkę.
  • @sigma 19:49:08
    Wydał kuku, już bez ryku,
    nim się znalazł na palniku,
    Gdzie w kociołku sobie pyka,
    Rosół dla ammetopteryka.
  • @jazgdyni 20:28:28
    Ammeto co??
    Heeee??
  • @cyborg59 03:32:19
    Ano własnie. A ja nic tylko furt Owidiusza;( ". Aurea prima sata est aetas, quae vindice nullo, sponte sua, sine lege fidem rectumque colebat.", czyli jednym słowem, złudzenia na temat natury ludzkiej, co to niby niegdyś miała być lepsza. Łeh,łeh. A na to mitologia! A na to zasmażka!
  • @KOSSOBOR 02:40:40
    To całe pomylenie z poplątaniem pór dnia wynikało z nieznosnego obyczaju tapira, zeby się wiecznie obracać wzdłuż osi, co wprawiało wszechświat w ruch, a Słońce doprowadzało do obłędu. Już od dłuższego czasu z posępnym wyrazem twarzy wisiało ono na krawędzi horyzontu podpierając się łokciami i nie mogąc się zdecydować na zajście; twierdziło bowiem, ze nie ma motywacji. Osoby będące bliżej słyszały nawet jakieś mamrotanie od strajku i utyskiwania na niehumanitarne traktowanie.
  • @tadman 22:56:02
    No bo co, kurczę pieczone w pysk? Pracować na okrągło 24 godziny na dobę przez całe życie od maleńkości! I żeby choć jakaś szczypta uznania, ale gdzie? Nic tylko narzekają na jakieś globalne ocieplenie! a to im za gorąco, a to za zimno; nigdy w sam raz!
    Tak mamrocąc i zrzędząc Słońce naciągnęło na siebie sporego kumulonimbusa i zasnęło snem sprawiedliwego, a świat zamarł na godzinie 16.30.
  • @sigma 21:12:42
    Mało, że ta świnia, tapir, obracał się wokół osi, to na dodatek jeszcze przewalał się z boku na bok. O ile pamiętam - ostatnio przewalił się na już piąty bok! Więc Słońce z całej siły wszystkimi czterdziestoma pięcioma ręcami i siedemdziesięcioma sześcioma nogami trzymało się za horyzont, by nie popaść w ruch wirowy.

    Niestety! Biedny ooO nie wiedział o tym, że ani krasnoludki, ani ufo, ani neptuny nie istnieją, a bujawa pochodzi w prostej linii od przewalania się tapira. Któremu to zupełnie nie robi, bowiem na kanapie jest mu całkiem wygodnie.
  • @KOSSOBOR 03:34:34
    Nie wierzę.... Tapir ma swoje moce i układy, ale tu rządzi Neptun.
    Więc hasło na przyszłość: PRECZ Z GROCHÓWKĄ DLA NEPTUNA !!!
    Nie żadna z jego obecnych partnerek nie waży się pichcić tej, skond inąd ulubionej przeze mnie, zupy. Może być chłodnik na przykład. Działa delikatnie przeczyszczająco. Albo ten sławetny rosół z koguta. Też świetny.
    A przy żurku to by się chyba rozpłakał. I też niedobrze.
  • @jazgdyni 06:51:24
    Kiwa, jeszcze kiwa. Ale już nie w sposób tak okrutny, jak wczoraj.
    Jak widzisz obrazki na ścianie wiszące pod kątem 30 stopni i chodzisz jak krab, to niewiele można zdziałać. A wzięcie prysznica, gdy cały czas jedną ręką musisz się trzymać uchwytu, a zamknięcie oczu grozi dezorientacją i śmiercią w okrutnych konwulsjach, to jest prawdziwy surwiwal.
    Dobrze, że nie mam choroby morskiej, ale widziałem sporo zielonoskórych z obłędem w oczach.
    Ale nic to - do roboty!
  • @jazgdyni 07:24:50
    Będąc pokrytym zieloną łuską od stóp do głów agent O;o mógł spokojnie udawać, że 10 w skali Beauforta mu nie stanowi, a głośne beknięcia i ogólne mdłości wynikają li tylko z niestrawności, jakiej się nabawił pożarłszy twarde i łykowate mięsko, które stanowiło materiał bazowy słynnego rosołu. Zresztą nie można wykluczyć, że tak i było - kogut Aleksander miał już swoje lata i skierowanie go na rosół było ostatnią próbą, zeby na coś się jednak w życiu przydał. To znaczy. może nie tyle w życiu...