Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
224 posty 8277 komentarzy

Jaja bzdyklaczy cz.VI

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

No i proszę! Wieszcz nawet i to przewidział! Tym razem nie arcyksiążę w Sarajewie, nie Helena i ten tam Parys, tylko potworny tyran syryjski ma być przyczyną wojny. Jak zwykle walczymy o pokój - to tak na wypadek, gdyby ktoś nie wiedział.

Niedaleko Damaszku

Siedział diabeł na daszku.

W kapeluszu czerwonym

Kwiatuszkami upstrzonym. 

KOMENTARZE

  • cd.
    Po unicestwieniu problemu terierów manchesterskich mysz jednak wciąż nie mogła oderwać się od księgozbioru. Była to bowiem odmiana myszy bibliofilskiej. Zostawiła ndgryzionego Larousse'a, sięgnęła po następny tom i czytała z wypiekami:
    " Traktat ryski zawarty po klęsce bolszewików w 1920 roku przewidywał wypłatę Polsce tytułem rekompensaty za wkład ziem polskich w budowanie gospodarki rosyjskiej w okresie rozbiorów kwoty 30 mln rubli w złocie (ustalenia te nie zostały jednak nigdy wykonane pod różnymi pretekstami przez stronę sowiecką)….”
    Mysz próbowała sobie wyobrazić tę górę złota wartą 30 milionów rubli, ale wyobraźnia ją zawiodła.
  • @sigma 10:03:33
    Miało być o seksie , a tu wojna w tle !
  • @sigma 10:03:33
    A sumy "bajońskie" ? Kurna ! Cała jewropa nas okradała tyż !
    Niech się zgłosi jakaś nacja z dowodami że do grabienia kraju nad Wisłą
    rączki nie przykładała ! Proszszsz... Czekam!
  • @cyborg59 10:36:21
    Ciekawa sprawa z tymi "sumami bajońskimi" :
    ...// Znaczenie słowa :
    To frazeologizm nawiązujący do historii: w 1808 r. cesarz francuski Napoleon zawarł w Bayonne (Francja) układ, na mocy którego sprzedał Księstwu Warszawskiemu swoje wierzytelności na zawrotną wówczas sumę 43 milionów franków. Długi te nigdy nie zostały spłacone, a władzom Księstwa z całej transakcji zostały tylko bezwartościowe papiery. Stąd wyrażenie bajońskie sumy oznacza ogromną, niewyobrażalną niemal, a jednocześnie nieosiągalną kwotę.
    Uwaga! Poprawne jest tylko wyrażenie bajońskie sumy, inne związki wyrazowe z przymiotnikiem bajoński (np. bajońskie ceny, bajońskie koszty, bajońskie wydatki) to błędy językowe. //...

    Ale najciekawsze jest to jak "sumy bajońskie" traktuje Wikipedia !
    Sprawdźcie sami . ;-p
  • @cyborg59 10:47:24
    Sorry Cyborgu, przeklejam z poprzedniego tomu, a do ciebie wrócę po lanczu.

    @KOSSOBOR 02:47:40
    Jeżeli jest koncyliacyjny, to jest Riczard po mężu pani Buket, będącej niedoścignionym wzorem dla wielu dam z aspiracjami.
  • @cyborg59 10:31:30
    Ale o jakim seksie? Jakoś mało spostrzegawcza jestem, musi. Chiiiba że ten Parys i ta cała Helen. Ale ona była ładniejsza od Assada - tak se myślem. Assad nie jest w moim typie - nie idę na tę wojnę. Chromolę.
  • @KOSSOBOR 12:09:31
    A oto : ova "bzdy-equa" sextam partem !
    Szósta część ! Część szósta z założenia jest o seksie.
    Dyletanckie podejście do seksu nakazuje pokazanie szerokiego spektrum
    tematu. Zaczęliśmy tedy od remanentu : kto i na jakie kwoty wydymał
    nasz kraj.
  • @cyborg59 12:32:14
    Ta, ta - napalił się Januszek - szóstka musi o seksie. I nie pomożech, że to sechs pomiędzu fu"nf und sieben. NIE TYM RAZEM.

    Dziewczyny! Doktor przyjmuje!
  • @jazgdyni 11:33:05
    No właśnie ! Taka koncyliacyjność kończy się w najlepszym wypadku
    brakiem połowy "ogona" (łeh..,łeh... ogona!).
  • @jazgdyni 12:46:13 @ Cyborg
    Chłopcy... nooooo.....

    /Jak tu Ewuś wróci, to nie chciałabym być w Waszej skórze........../
  • @KOSSOBOR 14:19:46
    Jak Riczardowi ? Łopatką po ogonku ?
  • @KOSSOBOR 14:19:46
    Co ty masz do naszych skór? Że co, niby nie wyprawione, albo zbutwiałe?
    Ja tam jestem przyzwyczajony i CHCĘ być w mojej skórze.

    ps. łopatki zostaną zarekwirowane na mocy Tomu Vi.
  • @cyborg59 14:31:07
    Skarbie - RYYYczardowi!

    Ale to nie Ewuś mu przycięła ten ogonek, naprawdę.
  • @jazgdyni 14:59:05
    Bez łopatek - nie ma Jaj. To oczywiste. Łagodniejszą formą jest kąt ostry. Ale, jak znam niestabilność wulkaniczną Madame, zostaniecie obaj z Cyborgiem zapędzeni łopatkami do kąta ostrego właśnie. Nie ma zmiłuj! Siła siła sie odciska, rzekła dupa do mrowiska - cokolwiek by to miało znaczyć.

    Qurna! Znowu następna burza!
  • @KOSSOBOR 15:07:43
    Ja powiem Ewci, że ją używasz za straszaka i robisz z niej Babe Jagę.
  • @KOSSOBOR 15:07:43
    A co do burzy, to reklamuj u pani bezkropkowej - chciała chmury, to je napędziłem.
  • Trailer
    Babcia zajrzała do Tadzinka; leżał w łóżku, a kolor jego, znaczy się chorego, był hell feldgrau. Nie dziwota, bo zgodnie z zaleceniami dr. Jaromija na Tadzinka przypadłość najlepsza była ścisła dieta, która bardziej osłabiała głupości, niż ciało w którym one mieszkały. Popisowym lekarstwem dr. była aplikowanie leczonemu delikwentowi owsianeczki zrobionej na wodzie, bez dodatku soli w wymiarze 3 x dziennie, minimum przez tydzień.
  • @tadman 16:15:00
    To ja też:

    Coraz więcej czasu Januszek spędzał w swoim ultra-tajnym piwnicznym laboratorium. Teraz właśnie się krzątał w białym fartuszku, głupio ozdobionym koronkami, który niania wymusiła na nim, gdy niedawny eksperyment wyżarł cały przód sweterka.
    W doświadczeniach Januszkowi pomagał Igor, kochany gość. Tata zabrał go do siebie, gdy po wybuchu w swoim laboratorium doktor F. dosłownie zniknął. Igor ze wzruszeniem głaskał ściany tego starego laboratorium i twierdził, że teraz atomy doktora są wbudowane w te ściany. Doktor F. w końcu był jego ojcem (i matką, bądźmy dokładni).
    Teraz Igor bardzo przywiązał się do Januszka i do taty. Mama ciągle jeszcze mdlała na jego widok, ale tata mówił, że się przyzwyczai.
  • @jazgdyni 16:40:35
    Najpierw musi być wybuch, a potem akcja nabiera rumieńców. ;)
  • Trailer_1
    Babcia wycofała się do kuchni i zaczęła pomywać statki po obiedzie, bo jeszcze musiała je powycierać, pochować, no i posprzątać kuchnię. Musiała to zrobić w miarę szybko, bo była zaproszona na fajwoklok do pani Wolszonowej z naprzeciwka. Bardzo lubiła te herbatki, bo sąsiadka nie miała żadnych wyrzutów przy obsrywaniu znajomych. Zawsze można było dowalić komu trzeba, relaksując się przy tym zupełnie.
    No jeszcze musiała zrobić owsianeczkę dr. Jaromija, ale wmusić będzie musiał ją w Tadzinka dziadek. Pójdzie mu zapewne łatwo, bo to już ostatnia porcja lekarstwa.
    Pomyślała, że od jutra zacznie wnusia futrować już mniej dietetycznie., więc malec przed wysyłką do domu odzyska siły.
  • @tadman 18:05:46
    Do eksperymentu nad którym pracował potrzebny mu był najnowszy wynalazek, czy odkrycie - kwas dezoksyrybonukleinowy, czyli popularne obecnie DNA, Na początek postanowił nie zajmować się tym pierwszym członem - dezoksy zostawi na później. Resztę kombinował z tego co miał pod ręką - kwas rybny uzyskał po prostu ze śledzików w occie. Rolmopsy odpadały, bo były skażone kwasem ogórczanym. Nukleinę natomiast zastąpił okleiną. Po przetestowaniu okazało się, że miał produkt najwyższej jakości.
    Pora przejść do następnej fazy, już trochę bardziej dramatycznej, ale jeszcze nie do końca szokującej.'
    To będzie potem.
  • Kronika filmowa
    Babcia wychodząc przypomniała dziadkowi, że o siódmej ma podgrzać owsianeczkę, rozcieńczyć ją wodą do konsystenci łyżkolubnej i nakarmić wnuka.
    Dziadek przyrzekł zadanie wykonać na czas. Wnuk podsypiał sobie, a dziadek czytał sobie WTK, Karuzelę, Świat i Dookoła Świata, Głos Wybrzerza, Dziennik Bałtycki, Panoramę Północy i Wieczór Wybrzerza.
    Kiedy stojący zegar wybił trzeci kwadrans po szóstej dziadek ruszył na spotkanie owsiance. Wyciągnął owsiankę ze spiżarki, dobrechtał wody, podgrzał na gazie, włał do miseczki Tadzinka, tej z muchomorkami i ruszył nakarmić wnuka.
    Malca było niezmiernie trudno obudzić, a kiedy już do tego doszło, to okazało się, że bardzo mu się chce pić. Dziadek poszedł do kuchni po wodę, zabierając z sobą miseczkę. Tadzio po wypiciu wody stwierdził, że bardzo chce mu się siusiu i poszedł do ubikacji. Dziadek zaczął węszyć jakiś podstęp wnuka, więc zaczaił się pod ubikacją i zdybawszy nic nie podejrzewającego Tadzinka uprowadził go do kuchni, posadził na kredensie i zaczął karmić.
    Okazało się, że Tadzinkowi zniknęły usta, potem pojawiły się w postaci cienkiej podkówki, a na końcu otworzyły się szeroko, czemu towarzyszyło beczenie i potok łez.
    Nic to nie pomogło, bo dziadek marynarz przecie, choć tylko holownikiem na ferze pływał, nie takie burze potrafił pokonać. Na koniec udobruchał wnuka stwierdzeniem, że od jutra przejdzie już na normalną paszę.

    Babcia zabradziażyła u sąsiadeczki, więc po otworzeniu drzwi zdjęła pantofle i w samych pończochach chciała niezauważona przemknąć na piętro. Kiedy już na nim była, to zauważyła iz pończochy kleją się jej niemiłosiernie do podłogi, więc rada nierada zapaliła światło.
  • @cyborg59 10:36:21
    A sumy neapolitańskie wywiezione przez Bonę?
    Rzeczywiście Wiki tak ciekawie redaguje tekst o sumach bajońskich, że nie wiadomo, nas okradli, czy myśmy okradli. Jak z tą sprawa o kradzież roweru - jesteśmy w to zamieszani;)
  • @jazgdyni 11:33:05
    Tylko małzonek Hiacynty Bukietowej jest dość korpulentny, natomiast Rysiek jest chudy i wyliniały - zanim trafił do stajni, musial wieść marne życie.
  • @KOSSOBOR 14:19:46
    Ten obrotowy partyjny Mojsiewicz, co to ostatnio siedzi w PIS chce renesansu energetyki jądrowej! I podobno cały PIS tego chce! Rączka w rączkę w naszym nie-rządem! To znaczy, że niesławne głosowanie z 13 maja 2011 za energetyką jądrową nie było żadnym przypadkiem! I ten obrotowy eskimos pluje na Ziobrę, który jest przeciw! (tylko dlaczego dopiero dzisiaj, a podczas głosowania był za? )
    http://mojsiewicz.nowyekran.pl/post/69761,ziobro-zostal-atomowym-pozytecznym-idiota-niemiec
  • @cyborg59 14:31:07 i jazgdyni
    Jeżeli sądzicie, że mogłam skrzywdzić kota, to jesteście porąbani. Natomiast was, żabki, skrzywdzę z dużą satysfakcją."Łopatką po ogonku ";)))
  • @jazgdyni 15:12:35
    Odpędzisz ty wreszcie te chmury!!! Tego nie idzie strzymać - co chwila leje!
  • @tadman 19:21:35
    Tadzinek udawał, ze śpi, ale w marzeniach jawiły się przed jego oczyma różne pychotki, które by zjadł. Najpierw pojawiła się miseczka poziomek w śmietanie. Zjadł. Potem befsztyczek z cebulką umajony młodymi kartofelkami przysypanymi suto koperkiem i polanymi masełkiem. Zjadł. Teraz na stół jego marzeń wjechał półmisek z zielonymi, młodziutkimi szparagami, takoż obficie polanymi zasmażką i masełkiem. Też sobie podjadł, chociaż już z pewnym trudem. Z pewną taką obojętnością nadkąszał kolejne smakołyki: marcepanowe kartofelki, świeżo upieczoną drożdzową babkę z rodzynkami, czy miskę bobu. Zlekceważył misę agrestu i placki ziemniaczane. Popił to wszystko baardzo gazowaną oranżadą i zasnąl.
  • @sigma 08:52:26
    Prawda że ciekawie ? Zapłaciliśmy (złotem !) tylko połowę nominalnej
    wartości wierzytelności i wychodzi że jesteśmy winni jeszcze 20 baniek.
  • @sigma 09:03:45
    To był test psychologiczny. Teraz wiemy że trzeba się wystrzegać łopatek.
  • @sigma 08:54:17
    Ryczard też jest wyleniały, a korpulentny to jest mąż Stokroty.
    A jakie on ma życie z Hiacyntą? Też marne.
  • @sigma 09:04:48
    Dopiero na środę, czwartek coś załatwię, teraz jestem zajety.

    A następnym razem uzgodnijcie między sobą, czy chcecie te chmury, czy nie. Przecież to było konkretne zamówienie.
  • @jazgdyni & sigma
    Ja tam cienki jezdem, ale dmuchnem, na jakieś trzy godziny z okładem powinno starczyć .
    Wypogodzi się tak 12:30.
  • @sigma 09:01:26
    To tak jak z Lesboną.
  • @@@
    Widoki pogody z orbity wkleiłem na jajach V, coby bałaganu nie robić !
    Grenlandia dla agenta też jest.
  • @cyborg59 11:35:16
    A ja poszukuję dobrego portalu pogodowego, coby w starym stylu pokazywał mapę, najlepiej Europy, z sytuacją baryczną, wyżami, niżami i frontami.
    Teraz to jest tylko pogoda dla głupków - słoneczko, chmurki, temperaturka.
  • @jazgdyni 16:29:50
    http://meteo.icm.edu.pl/
  • @jazgdyni 16:29:50
    Przykład, po wybraniu Gdańsk:

    http://meteo.icm.edu.pl/php/meteorogram_list_coamps.php?ntype=2n&fdate=2012073000&row=115&col=84&lang=pl&cname=Gda%F1sk
  • @@@
    Mam coś bardzo wygodnego, ale tylko w moim regionie.
    Jest to radar pogodowy doplerowski. Wykrywa pionowy ruch kropel deszczu. Umieszczony nad lotniskiem w Berlinie, sięga głęboko w Polskę.
    Domalowałem czerwoną kreskę z białą kropeczką .Między jednym deszczem adrugim nadchodzącym z zachodu ; wnuczek w kaloszach gania
    po ogrodzie. System pozwala tak wyliczyć wyjazd do marketu że sucho
    w obie strony a burza w trakcie pobytu w sklepie !
    Obrazek na starych ( V) jajach.
    ---------------------
    http://allmetsat.com/
    -------------------
    To jest cymes : all - met - sat = wszystkie !
    Wiekszość danych opracowana przez siły zbrojne USA.
    Jazgdyni polecam -> Monterey ( czwarty u góry ).
  • @DelfInn 16:40:52
    Tak, to fajna prognoza, znam ją.
    Jednakże, ja jestem meteorolog starej daty. Chciałbym widzieć Europę i pół Atlantyku i rozkład wysokiego i niskiego ciśniena plus oczywiście wszystkie fronty. Z tego sobie lubię sam prognozować. A wymietło to z internetu. Są natomiast na płatnych portalach.
  • @tadman 19:21:35
    Drogi Czytelniku nie była to krzepnąca krew, jak zapewne się spodziewałeś. To nie Tadzinek i nie dziadka zamordował, bo w tamtych czasach, mimo głębokiej komuny, dzieci znały swoje miejsce i nikt im, i ich rodzicom nie wmawiał durnot dra Spocka. Dzieciska biegały po placu, polu czy dworze, ganiały się do upadłego, grały w policjantów i złodziei, kopały piłkę, grały w 2 ognie. Uczyły się od piaskownicy, poprzez boisko, aż po szkołę żyć i bawić się w gromadzie. Nie było takiej atomizacji, tfu, gdzie dziecko z drugim komunikuje się przez Skype' a, Gadu gadu, czy forum. A jak spotka już kogoś w realu, to mu umiejętności życia w grupie nie staje i jak go ktoś wnerwi, choćby spojrzeniem, to mu tak dołoży, że GAME OVER.

    Czym się dzisiejsze dzieciaki różnią od tych z doby lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych? Ano tym, że dla ówczesnego dzieciaka największą i najdotkliwszą karą było siedzenie w domu.
  • @tadman 18:24:35
    Qurczę, Tadziu, to do czego się babcia przykleiła, do cholery?! Zasuwasz jakieś umoralniające kawałki pedagogiczne, a fabuła piszczy z głodu i się nie ciągnie! :[[[!!! No nie mam co czytać, jak już na chwilę wpadnę do lapotopa!
  • @jazgdyni 18:19:37
    OZ-u, co ty wyrabiasz?! Natychmiast przestań!
    Tego lata stopiło się aż 97% powierzchni pokrywy lodowej Grenlandii. Podobnej sytuacji nie odnotowano w ciągu 30 lat obserwacji satelitarnej. W tym czasie topniało maksymalnie 55% lodu pokrywającego wyspę.
    Lód topniał niemal na całej powierzchni Grenlandii, od nisko położonych brzegów po środek, gdzie miał grubość 3 kilometrów. Zjawisko odnotowano nawet w położonej na wysokości 3 200 m. n. p. m. bazie polarnej Summit, gdzie nie zdarzyło się to od 1889 roku. Zazwyczaj lód utrzymuje się powyżej wysokości 2000 m. n. p. m., nawet, gdy nad wyspę napływają masy ciepłego powietrza.
  • @KOSSOBOR 21:41:51
    Agent O;o wraz z szamanem Małą Płetwą na złość tapirowi roztapiali pokrywę lodową. Częściowo robili to chuchem, częściowo przy użyciu soczewki wykonanej z denka butelki po wysokoprocentowym alkoholu - ta ostatnia metoda była taka sobie, bo słońce było marniutkie. Produkowali też na potęgę CO2 żrąc miskę za miską bób. To się musiało źle skończyć...

    Nie wiadomo po co to robili, bo tapir w najmniejszym stopniu nie przejmował się brakiem lodu. Żuł swój betel, podziwiał cudne kopytka i w wolnej chwili wiosłował kierując sofę z dala od cielących się lodowców.

    Natomiast Eskimosi zaczynali być zaniepokojeni. Bez pokrywy lodowej czuli się po prostu goli i łysi. Szczególnie, że odkryte spłachetki ziemi z szaloną szybkością pokrywały się kwitnącą roślinnością, a do roślinności Eskimosi nie mieli w ogóle stosunku. Żadnego.
  • @sigma 22:23:17
    Najbliższy wulkan zirytowany ich działalnością zdecydował się interweniowac dodając do atmosfery swoje ustawowe roczne 130-230 milionów ton dwutlenku węgla.
    Agent O;o i Mała Płetwa nie dawali za wygraną i przyśpieszyli produkcję CO2. Prawie padali z wycieńczenia, jednak osiągnęli zaledwie marniutkie 27 milionow ton.
    Wulkan pokazal im przy użyciu chmury dymu gest Kozakiewicza i splunął siarką w ich stronę, co ich dodatkowo zbulwersowało. Matka Natura naprawdę nie miała za grosz wychowania, ot co!
  • @sigma 22:23:17
    Te rewelacje o topniejącej Grenlandii zapodal ten idiota Piński;)))
  • @tadman 18:24:35
    Wobec powyższego agent O;o i Mała Płetwa poszli na ilość mając nadzieję, że im automatycznie przejdzie w jakość. Zaczęli mianowicie produkowac na potęgę nowe soczewki, które natychmiast po uzyskaniu osadzali frontem do słońca, aby topiły i topiły... Niestety, każda nowa soczewka oznaczała kolejną butelczynę wysokoprocentowego alkoholu, który trzeba było przedtem wypić, po czym wyćwiczonym ruchem utrącić denko.. Nie było zmiłuj się. Przecież nie mogli pozwolić na zmarnowanie zawartości. Zresztą byłoby to nieetyczne, nieekologiczne i skaziłoby sporą powierzchnię Grenlandii. Produkując z poświęceniem nowe soczewki posuwali się po powierzchni Grenlandii zygzakiem lecz wytrwale.
  • @sigma 22:33:02
    Ożesz ty, czy one, znaczy się Eskimosy, muszą się do wszystkiego przypikigrylać? Tu im lodu za dużo, więc go topią, tam im piasku za mało, więc dokonują aneksji, a tam za miedzą za dużo ponoć atomu pod skałami mają, to im naukowców z motocykli na refleks weryfikują, a tam gdzieś beczki z gazem duszącym są ukryte, więc szukają ich ciężkim sprzętem wojskowym i lotnictwem. Trzeba przyznać, że Grenlandia to najważniejszy kraj na świecie, bo bez Eskimosów było by na świecie bardzo źle.
  • @sigma 22:33:02
    Trzeba jednak na jego usprawiedliwienie podać że chyba wszyscy normalni
    wyjechali na wakacje , zostawiając idiotów na zastępstwie :
    ...// Researchers don't know yet if this will contribute to sea levels rising in Greenland //....
    Agencie uważaj ! Dopływając do Grenlandii będziecie mieli pod górkę !
    Badacze jeszcze nie wiedzą czy przypadkiem poziom morza nie wzrośnie na Grenlandii !!! ;-))))
  • @cyborg59 04:00:28
    Znalazłem oryginalne zdanie w raporcie NASA :
    ...// Researchers have not yet determined whether this extensive melt event will affect the overall volume of ice loss this summer and contribute to sea level rise. //....
    Zabawa w głuchy telefon trwa, globalne ocipienie pogłebia.
  • @sigma 23:01:45
    Skromnie powiem, mam spory potencjał, destrukcyjny zwłaszcza. A do tego lubię mocne wejścia. Pokolenia będą pamiętać, że Ozu przyjechał.
    A wszystko dlatego, że w umyśle powstał kalambur taki, że Grenlandia to przecież Zielona Wyspa i trzeba coś z tym zrobić. Poza tym dosyć lubię Duńców, a mają tylko tą niezmiernie płaską Jutlandię, gdzie najwyższym punktem jest most przez Bełty i zawsze zazdrościli Norkom górzystego krajobrazu, to teraz będą mieli.
  • @cyborg59 04:56:02
    Toć przecież dziecko w podstawówce wie, że na Grenlandię płynie się pod górkę. Wystarczy sobie wziąć globus. Wodospadów nie ma. A poziom morza podnosi się o 0,1386 milimetra.
    Zresztą, dzięki takim, czy innym wpływom, w tym głónie Słońca i Księżyca, poziomy naszych mórz i oceanów różnią się w danej chwili o dobrych parę metrów.
    A NASA to zawsze były mędrki.
  • @jazgdyni 06:01:11
    W retorcie gulgotała gęsta zawiesina.
    - Ivan, podaj mi jeszcze szczyptę chromu. - poprosił grzecznie Januszek.
    Laboratorium było dobrze zaopatrzone. Właściwie było wszystko, co było potrzebne w eksperymentach.
    To był świat NANO. Atomy same się układają jak potrzeba. Łączą się odpowiednio bez zachęty, tworzą krótkie cząstki, lub wobec potrzeby, długie łańcuchy.
    Januszek doszedł do technologii NANO, leżąc na łące i obserwując pasące się krowy. Jedzą trawę, popijają wodę i nic więcej, a fabryka befsztyków pracuje pełną parą. Tu coś rozłoży, tu coś odpowiednio połączy. Pofermentuje, podgrzeje, pokatalizuje i proszę, samo z siebie i z wody wraz z trawą mamy befsztyki. Jak te atomy odpowiednio poustawiać, albo zmusić do ustawiania to można zrobić wszystko.

    Na przykład stół. Albo Hanię.
  • @jazgdyni 06:01:11
    Ci z NASA jak co roku zmierzyli odbicie radarowe od śniegu w środku lata.
    Wyszło że cały śnieg jest "śniegiem mokrym" . Po polsku - ODWILŻ.
    Glacjolog stwierdził że w lodowcach warstwy po takich odwilżach układają się regularnie co około 150 lat.
    Cały śnieg o którym pisałem, to oczywiście jego powierzchnia widziana
    z góry. Warstwy wewnętrzne są dalej zmrożone.
    "Całkowite roztopienie " wyprodukowali pismaki.
  • @cyborg59 08:07:59
    To właśnie durne pismaki (lub usłużni pracownicy propagandy, co na jedno wychodzi) narobili huku z globalnym ociepleniem, by banda cwanych eskimosów mogła sobie zarobić.
    Podobnie jest z permafrostem, lub inaczej, z wieczną zmarzliną. Nie można powiedzieć, że się stopiła, bo nagle kwiatki rosną.
    Ech, mieszanie w głowach prostaczków...
  • @jazgdyni 10:00:06
    Pismaki myślą ze internet jest dla nich, wygoda, łatwość ściągania.
    Dla mnie jest to wielki weryfikator. Całkiem sporo "łałtorytetów" poszło się
    zajączkować, jak tylko człowiek znalazł źródło z którego rżnął koleś.
    Świetnie trafiłeś z wieczną zmazliną, warto zapamiętać.
  • @jazgdyni 10:00:06
    Łaszadnyje, małczatyje krasawicy. Płocho małczat tak dołgo. Budiem riezać.
  • @jazgdyni 15:31:59
    Może też być Pferde Damen oder Horse ladies.
  • @jazgdyni 15:34:13
    Patrząc na stare statystyki ; jaja mają ciężkie poniedziałki, ale wtorki ?
  • @jazgdyni 15:31:59
    Znowu groźby karalne!
    Nie dość, że roztapia tę wieczną zmarzlinę do wysokości 2000m npm., to jeszcze grozi! I to niewinym, słabym i bezbronnym kobietom. Oj, nieładnie..
  • @cyborg59 15:39:57
    Jak to wyłapujesz, że w poniedziałki nie lubimy jaj, a we wtorki wręcz odwrotnie?
  • @sigma 16:02:44
    Ogólnie na całym portalu w poniedziałek ciężko. Widocznie przez pewien czas ważne są postanowienia solidnego popracowania. Do wtorku.
  • @cyborg59 16:23:42
    We wtorek już się zbliża łikend, więc humor się poprawia.
    A nasze cyklistki koniują się.
  • @jazgdyni 17:08:21
    Wypróbowałeś portal z satelitami pogodowymi ?
    Z innego Twojego wpisu wiem że masz trudności z transmisją filmów.
    Z grafiką chyba nie ?
  • @cyborg59 17:33:13
    Firewall obcina wg znanego tylko sobie klucza. Grafikę generalnie puszcza.
    Tak, popatrzyłem sobie na satelity, to jest dobre narzędzie. Ale my tutaj dostajemy, w formie odpłatnej, na aktualną pozycję, 4-dniowe prognozy, które mają 90% pewność. Takie mieć w domu.
  • @jazgdyni 18:17:05
    Burze i deszcze metodą eżektorową wyssały resztki wilgoci i energii z Ewci, Hani, Tadzia, a kropka poszła w ujemną nieskończoność.
    To niedotyczy cyborga, bo on sie olejem przejmuje, no i mnie, bo jestem daleko.
    Dla pozostałych stuknięcie w klawisz, ba, spojrzenie na ekran jest ponad siły. To był tragiczny wtorek. Czy się skończył?
  • @jazgdyni 10:15:57
    Poniedziałek już od wtorku/ poszukuje kota w worku
    Wtorek środę wziął pod brodę/ Chodźmy sitkiem czerpać wodę./
    Czwartek w górze igłą grzebie / I zaszywa dziury w niebie.

    I tak dzień za dniem mijał ze świstem, jakby to miało być ostatnie lato tego swiata.
  • @jazgdyni 10:15:57
    Sezon ogórkowy trwał w pełni, bezczelny i opasły jak jaki poseł z tych bardziej obrzydliwych. Spojrzenie w telewizor, szczególnie w porze wiadomości, groziło niestrawnością, a w ostrych przypadkach zejściem śmiertelnym albo wyjściem z siebie i stanięciem obok. Zza pagórka wyglądała Wojna i zastanawiała się, czy by nie kontynuowac szczytnych tradycji, kiedy to zaczyna się rozrabiać w lecie.
    Kot stajenny Biszkopt sennym wzrokiem odprowadzał śmigające wokół ptactwo, ale co myślał, to myślał.
  • @sigma 10:35:24
    Siedząc pod daszkiem po dokończeniu wszelkich stajennych obowiązków, stosownie do okoliczności zastanawiałyśmy się z Hanią nad końcem świata. Żeby umaić sobie ten posępny, bądź co bądź, temat, pożerałyśmy najpierw porzeczki rozdyźdane z cukrem, a potem pysznego, mrożonego arbuza. W sumie, sytuacja wydawała się do opanowania, a nawet jeśli nie - to i co my na to możemy?
  • @sigma 10:41:51
    Cyborg siedział na przyzbie mocząc prawe odnóże w gorącym oleju bo mu
    zawias zardzewiał. Dawał się jeździć na rowerze, ale już chodzić z trudem.
    Zastanawiał się nad problemem budowy trzeciej toalaty, jak na razie to miał
    do wyboru 11 schodów w dół, lub 13 do góry. Przez chwilę zastanawiał się
    nad rozwiązaniem niestandardowym: pojechac rowerem do parku do toalety dla niepełnosprawnych. To było wczoraj i przedwczoraj, dziś jest
    lepiej.
  • @sigma 10:35:24
    Wojna była mocno zaniepokojona, normą było że próbowano ją wywoływać przy okazji wyborów, ale tym razem los kuzynki Rewolucji
    wykorzystanej i sponiewieranej, jej samej nie wróżył sprawiedliwości.
    Co się czepiacie i "udamawiacie" ! - pomyślała ze złością - kuzynka Interwencja aż się rwie do akcji.
  • @sigma 10:41:51
    Sezon ogórkowy i ewentualny koniec świata niczego nie usprawiedliwia. Dobry Dyletant wykazuje indyferentyzm w tych sprawach. Lub jeszcze lepiej = ćpa na to.
    Biszkopt niech uważa, bo sępa na niego naślę.
  • @cyborg59 11:19:38
    To masz kłopot. Raz możesz nie zdążyć z odkręcaniem tych wszystkich śrubek.
  • @cyborg59 11:19:38
    A mówiom, że cyborgi to majom proste życie i bez dylematów; podprogram z rowerem, ubikacjom w parku jest doskonały i jak tu mówić, że te cyborgi som drentwe. One coraz bardziej podobne ludziom, a jak się upodobniom na ful, to drżyjcie lemingi i inne ofiary postempu.
  • @jazgdyni 11:53:28
    Znasz to! Rozwaliłem sobie paznokieć na kciuku zamkiem błyskawicznym,
    przy szybkim (na granicy z awaryjnym) otwieraniu tej klapki od imitacji
    wibratora.
  • @tadman 12:20:44
    Trzeba przeprojektować lemingomierz bo strasznie mnie przekleństwa,
    a takie pomięte są do kitu.
  • @jazgdyni 11:52:16
    Zauważyliście, bacowie, że wczorajszy skandal w sprawie szajki uboli pracujących w naszej ambasadzie w Łucku i wydających na lewo masowo wizy mafii ukraińskiej - zniknął z mediów jak sen jaki złoty?
  • @cyborg59 11:19:38
    Do naoliwienia zawiasów uzywa się nie oleju , tylko glukozaminy duo stawy z pokrzywą do rozpuszczania w takie musujące pitko. Ilekroć zaczyna mi dokuczać stara, narciarska kontuzja kolana, piję to i temat znika na kilka miesiecy. Ażeby nie było, że to jest jakaś marna kontuzja - swego czasu już brałam na nią blokady i miałam skierowanie na operację. A teraz mam ją w nosie;)
  • @sigma 13:29:50
    Bo to przerasta media ;-p
    Przerasta na wylot.
  • @cyborg59 11:46:25
    Wojna najbardziej była zirytowana tym, że nie mogła wybuchnąć znienacka. Znacka, to nie to - mamrotała ze złością. - Jak tak, to ja to chrzanię i na złośc nie wybuchnę.A co ! I co mi zrobią?
  • @jazgdyni 11:52:16
    My tu przedstawiamy po kolei bohaterów stajennych, ale przyjmowani są oni przez Dyletantów jakoś mało życzliwie - Ryśkowi chciano dać łopatką po resztce ogonka, a na Biszkopta sępa nasyłają! Podlecy!
    Ja nie wiem, czy wobec powyższego będziemy ryzykować i kontynuować potrety, skoro są tak bezczeszczone;((
  • @tadman 12:20:44
    Myśmy już przeszli ten etap rozwoju domu i łazienki są na każdym poziomie. Teraz bawimy się w wyjście na ogród i adaptacje suteren. Piwnica tzw.węglowa i szczurza zamieniły sie w bardzo porządną pracownię.
    Zapewne tak samo wyglądał rozwój każdego dworu, czy domu angielskiego. Tylko oni nie mieli tylu przepisów do ominięcia;)
  • @sigma 13:45:21
    Od środka smarowanie glukozaminą z dodatkiem :
    Boswellia serrata. Boswellia Serrata jest drzewem, które występuje w na terenie Indii w rejonach Rajasthan i Madhya Pradesh.
    (pewnie drewniane nogi cyborgom-piratom z tego robią).
    Na rozgrzanie maść końska.
  • @cyborg59 16:40:25
    Też mamy tę zieloną końską maść - co dobre dla konia, na pewno człowiekowi nie zaszkodzi;)
    Co za diabel z tą ankietą dla mennicy? Zrezygnowałam z klucza, ale ktoś wie, o co chodzi/
  • @sigma 16:50:08
    Dajcie to jeszcze raz, tylko powoli - jak z tą glukozaminą, ile jej i jak przyjmować. Co to jest "glukozamina duo stawy z pokrzywą", bo nie znam. I jakie musowe pitko? Zaczynasz Ewciu, jak Pytia.
    A ja obolały jestem i potrzebujący. Dzisiaj przyszedł prowiant - dwa kontenery i było all hands on deck i jutro mój kręgosłup i kolana będą zdychać.
  • @sigma 13:39:20
    My tu naprzeciwko Biszkopta nic nie mamy. Nawet po brzuszku pobrechramy. Ale od ptaszków niech się odpitoli. No
  • @jazgdyni 19:31:12
    Ale Biszkoptowi jako kocurowi ani śni się polować. Ale to już nawet popatrzeć nie wolno? I pomarzyć?
  • @jazgdyni 19:29:29
    Ta glukozamina to jest ten tego... najlepiej jak dam linka na ulotkę:
    http://www.i-apteka.pl/product-pol-25999-DUO-STAWY-Glukozamina-x-90-tabl.html
    I taką tabletkę wrzuca się do szklanki z wodą i ona robi "szszszszszsz", po czym się pije i jest lepiej. Na stawy. Ja tam sobie robię jedno pitko dziennie, ale Ciebie jest tak na oko dwa razy więcej, to pewnie musiałbyś sobie robić dwa.
    I tylko ten wariant z pokrzywą i manganem w postaci musującej jest jakoś wchłaniany przez organizm. Te tabletkowe nic nie dają.
    Ale skąd chcesz wziąć tę glukozaminę na pokładzie teraz zaraz - nie pojmuję.
  • @sigma 20:38:04
    Tej właśnie akurat nie mam. Ale mam inną, też rozpuszczalną. Tylko szszszsz nie robi. A ja lubię wszystko, co robi szszszsz. Zaraz skoczę i popatrzę, bo lubię rzeczy rekomendowane.

    A Biszkopt oczywiście, morze sobie marzyć, ale o myszach, nornicach i stonogach.
  • @jazgdyni 15:12:35 i cyborg
    No. I coś tam nawet pokapało. Te cirrostratusy, co mi je nagnałeś widziałam osobiście. Ale jakieś takie leniwe;). Pewno to z upału;). Aż miałam:
    1- podziękować za podesłanie i chwilę ulgi przy burzy, 2 - prosić o więcej, ale (też z gorąca) skapcaniałam i nic mi z tego nie wyszło.

    @cybrog - o widzisz, jest o seksie - słusznie zauważasz, kto i na ile wydymał nasz kraj. Policzalne i rozliczone jak w burdelu (bo to bardzo akuratne instytucje są, nie to co władzie Pchlewa) pomyślała Gryzelda.
    I poszła rżnąć (drzewo!!!!).
  • @sigma 09:04:48
    Przedmuchaj (te chumry) do mnie - przyjmę z wdzięcznością! "Jazgdyni" jakoś je przedmuchał, to widać da się tak:).
  • @tadman 18:24:35
    I jeszcze (Iber ales) ówczesne dzieciaki żarły co popadło (także z podłogi), także nieumytymi łapami i jakoś od tego nie chorowały. Ale to może sprawka Igorów? Te Igory to tak mają - poszperają, poszperają i jelitko wyczyszczą;). Fajnie znać Igora. Mój mi przywozi krówki-ciągutki z Ukrainy! A czasem bakteriofagi:). Jak to Igor. I u nas nie ma sraczki. Bo mamy Igora. "Pod komórką". Nie w piwnicy.
  • @jazgdyni 10:15:57
    "a kropka poszła w ujemną nieskończoność" A żebyś wiedział! Bo to było tak:
    Rejmont muszem zrobić. Przeprowadzke małom znaczy siem. Znaczy jedne bambetle tu a drugie ówdzie przemieszczam. W tem zbożnem celu wywaliłam na podłogę zawartość szafy. Somsiady z dołu popiskiwały przyduszone. Wywaliłam pół wysypanego. Drugie pół wsadziłam do szafy. Nie pokazało się żadne wolne miejsce. Za to Gryzelda dostała zaburzeń vertigo (bez karuzelki). Wpadłam na to, że to od zmiany pola grawitacyjnego. Bo najpierw Gryzia napierniczała w polu robionym przez materię o gęstości porównywalnej z jądrami (gwiazd!!! Bez skojarzeń!). A potem się gęstość materii zmniejszyła o połowę. Czyli grawitacja takoż. Czyli poziom morza poszedł się paść. Chmury burzowe ze strachem omijały zawirowania grawimetryczne. "Bez kropki" poprzestała na wyrównaniu bilansu masowego przez emisję gazów (bób i tajniaki).
    Nic ponoć w przyrodzie nie ginie. Igor przyszywa sąsiada do krzesła...
  • @sigma 10:41:51
    Mrożonego arbuza!!!! I dyletantów nie zaprosiły! To gorzej niż z poziomkami!
  • @sigma 13:34:56
    Glukozamina rąbie wątrobę. (Nie są to żadne dla Igora arkana). Stawy to się oliwi boswelią. Kadzidłem Franków albo trzykrólskim. (Serio!) Boswelia serrata (czy jak to po romulusowemu leci) i stawy jak nowe! Sprawdzone! Też przemytem i przemywaniami robionymi przez wprawne a liczne paluchy Igora.
  • @sigma 13:29:50
    Nihil novi sub krzywe Iovi. Pierw sie przyciszy, potem odnowi.
    Zdrowie Igorów! (Bo co se będziem zdrowie psuli rozmową o dyplomatołkach).
  • @cyborg59 16:40:25
    Z ust mi wyjąłeś te rozumne słowa. Boswellia to święta roślina jest! Goi rany, goi nawet chrząstkę (a to fizjologiczne trudna sprawa), broni przed bakteriami, odmładza skórę, do tego pachnie, konserwuje i co kto chce. Dlatego lubią ją Igory i Igoriny. Możliwe, że cyborgi też.
  • @bez kropki 23:14:54 @OZu
    OZu, proszę, nie rąb wątroby glukozaminą! Zrąbiemy sobie wątroby czymś radośniejszym, o ładniejszej nazwie.

    @ All

    Sorry - jestem bardzo zajęta. Ale wrócę, gdy i wena malarska pójdzie w cholerę, a ta lytracka powróci nazad.

    A Wy piszta, Skarby!
  • @KOSSOBOR 01:56:06
    W całym laboratorium nie uświadczysz ani jednej łopatki. Łopatki, jak wiadomo służyły głównie do okładania Januszka i małego Tadeo, oraz do utrącania ogonków kotkom, które robiły bolesne miauuuu. Więc Januszek usunął tą niebezpieczną broń.
    Miał za to niezbędne materiały do badań i projektu. Sporą ilość wylizanych przez Ewcię i Hanię torebek po orężadzie, włosy, które skrupulatnie pozbierał z grzebieni i szczotek, jak się bawili w fryzjera no i parę chusteczek, które służyły do zatamowania licznych zadrapań i skaleczeń. Było na czym pracować. Materiał został skrupulatnie podzielony i spoczywał w dwóch pudłach oznaczonych dużymi literami H i E.

    To się dopiero zdziwią. Już wkrótce...
  • @bez kropki 23:14:54 % cyborg
    Tak, wiem, że wątroba i śluzówka żołądka cierpią od glukozaminy, ale nie w sytuacji, kiedy zażywam to raz na pół roku;)
    Tym niemniej z chęcią przerzucę się na tę boswellię, tylko powiedzcie, które to:
    http://allegro.pl/swanson-boswellia-serrata-extract-30kaps-i2477631943.html
    http://allegro.pl/boswelia-boswellia-ekstrakt-250-mg-100-kaps-i2464900502.html
  • @bez kropki 23:12:26 & all
    No to wpadajta na tego arbuza;) Zrobimy arbuzowe spotkanie integracyjne. Poznacie osobiście Biszkopta i Ryśka, a także nasze osobiste koty: Hani Gocię i Czekoladę i moją Tuśkę i Sziszę.
  • @bez kropki 23:00:22
    Zrobione i nareszcie słoneczko. dobry pomysł nie jest zły;)
  • @jazgdyni 21:04:10
    Tak, jak tez lubię wszystko, co robi szszszsz. Kiedy dłuższy czas jestem tego dźwięku pozbawiona, sama siadam sobie w kącie i robię szszszszsz; i od razu lepiej;)
  • @jazgdyni 21:04:10
    Biszkopt jest kotem dostojnym i nie będzie marzył o stonogach! W życiu!
  • @jazgdyni 07:19:33
    Oto na co mnie hochsztaplerujecie:

    Glukozamina (siarczan glukozaminy) – organiczny związek chemiczny pochodzenia naturalnego. Przypuszczano, że przyczynia się ona do odbudowy chrząstki stawowej i może wywierać wpływ na zmniejszanie odczuwania bólu oraz sprawniejsze funkcjonowanie stawów. Preparaty siarczanu glukozaminy wykorzystywane są przy wspomaganiu leczenia choroby zwyrodnieniowej stawów. W roku 2001 opublikowano badanie wskazujące, że lecznicze działanie glukozaminy nie jest pewne[2]. Metaanaliza opublikowana w 2010 roku stwierdza, że w porównaniu z placebo, glukozamina, a także chondroityna i ich połączenie nie zmniejszają bólu stawów i nie mają wpływu na zwężenie szpary stawowej. We wnioskach z badania zaleca się odstąpienie od refundacji leczenia glukozoaminą i zaprzestanie przepisywania tego związku przez lekarzy[3].
  • @jazgdyni 09:54:50
    Za pracę siedzącą i za przemieszczanie się z miejsca na miejsce w takiejż pozycji, Bozia pokarała mnie skrzypieniem w stawie kolanowym. Ostrzeżenie to zlekceważyłem, więc spotkało mnie gorsze, bo po jeździe w samochodzie z podkulonymi nogami rozprostowywanie się do pozycji "wyprostnej" i uruchomienie kolan trwało trochę. Lekarz zaordynował mi zastrzyki w kolano i glukozaminę. W połowie serii zastrzyków dorwałem się do ulotki i okazało się, że jest to lek typu, który kompletnie ignoruję, czyli lek H O M E O P A T Y C Z N Y (!). Nie zrobiłem lekarzowi przykrości i wybrałem do końca. Wyżarłem również glukozaminę i kolano jak zgrzypiało, tak zgrzypiało.
    I wtedy przypomniałem sobie podejście mojego Ojca do spraw medycznych. Ojciec zaczął odczuwać kłopoty przy poruszaniu się i diagnoza brzmiała - ostrogi. Zalecenia były takie: podkładka gąbkowa z wyciętym otworem pod ostrogę. W skrajnym przypadku miało skończyć się zabiegiem operacyjnym.
    Ojciec wydedukował, że jak będzie stosował się do zaleceń lekarza, to ostroga będzie sobie rosła bez przeszkód.
    Podjął męską decyzję - "Trudno, niech boli, ale zdepczę cholerę!".
    Wybrał twarde buty, bez miękkiej wyściółki i deptał cholerę podczas długich marszy. Ojciec wygrał pojedynek; ostrogi poszły w cholerę.

    Ja mając przykład w domu zrobiłem to samo z kolanami i zamiast dojeżdżać do pracy to chodzę. Tracę na tym jakieś 20 minut, ale ruch spowodował, ze kolana są lepiej oliwione i zgrzypienie ustało. Najlepszy jest rower, bo stawy kolanowe i skokowe pracują bez mikrouderzeń, które towarzyszą np. joggingowi.
    Precz z chemią i homeopatią niech żyje zielsko, czyli boswellia.
  • @sigma 09:28:00
    Oooo! To świetny pomysł! Mrożone arbuzy wrzucim do alkoholu i na pohybel glukozaminie.

    Tymczasem w pobliskich krzakach - chociaż takiej formuły na Greenlandii ni ma ze względów oczywistych, jednak formuła " w pobliskim lodzie/śniegu nam nie pasuje - glukozamina integrowała się z cichym zabójcą, Stefanem Fluorem.
    Agent ooO stwierdził, że to świństwo oraz zamach na jego wątrobę. Przeto dalej wraz z Małą Płetwą produkowali panele słoneczne, wprawnym uderzeniem finki odcinając dna od licznych flaszek - nie glukozaminy, bynajmniej! Postanowili połączyć tak uzyskane soczewki po piętnaście sztuk. Ooo wyliczył to naukowo - taki panel stopi lądolód ekspresowo. Do wiecznej zmarzliny potrzebowali jednak paneli po siedemnaście sztuk. W tym celu złożyli już zamówienie u ochmistrza i właśnie przyszedł kontener, który pracowicie rozładowywali nocą. Znane nam dźwięki przenoszonych skrzynek z piwem, które to dźwięki przebywają na półkach naszej pamięci od czasów tzw. studenckich*, otuliły śpiącą Greenlandię szklaną symfonią, odbijając się od zboczy gór lodowych i podwajając symfonię echem.
    Glukozamina zacierała wredne łapki.
    Stefan Fluor niczego nie zacierał. Wiedział, że jak ktoś pije - to zębów nie myje. Co go nieco zniechęcało do życia, mimo fertyczności koleżanki glukozaminy.

    * Mamy tu na myśli dźwięki dochodzące z korytarzy akademików w piątek i sobotę wieczorem. A także w inne wieczory.
  • @sigma 09:31:01
    No pewnie! Fuj!!!
  • @KOSSOBOR 10:30:33
    Polśniewając siarczaną żółcią glukozamina wdzięczyła się do Stefana Fluora, który nawet byłby nie od tego, zeby to nudne życie ocukrzyć sobie z braku laku choćby i aminocukrem, jednak ruda tantalowa nie dopuściła do żadnej integracji. Wychynęła zza winkla najbliższego lodowca i zorientowawszy się błyskawicznie w sytuacji runęła na konkurencję. Ponieważ dzięki wydajnej pracy agenta O;o i Małej Płetwy poziom morza wokół Grenlandii wciąż się podwyższał, miała przewagę, bo runeła z górki, i zbiła glukozaminę z nóg. Glukozamina widząc rudą próbowała robić dobrą minę do złej gry i wyciągnęła rękę ze slodyczkowatym - Cześć, Glucia jestem.
    Jednak nie z rudą takie numery!
    Cichy zabójca probowal jakoś sprawę łagodzic twierdząc, że Glucia jest jego kolegą z wojska, którego przypadkiem spotkał, ale wystarczyło jedno spojrzenie rudej, aby dalsze słowa zamarły mu na ustach.
    Widząc beznadziejność sytuacji, Głucia wczołgała się z powrotem do tubki i z cichym szszszszsz udała w dalszą drogę. Życie nie było letkie.
  • @sigma 12:48:07
    No i popatrzcie, jaka cisza w mediach - tymczasem Madonna przez Warszawę pójdzie z torbami - ciągnie ze sobą 200 osob obsługi , trzy dni wczesniej zaczynają przygotowywać scenerię koncertu - Gronkowiec wstrzymała cały ruch w okolicy do północy - Stadion Narodowy ma 60 tys. wolnych mijsc - a zjawiło się marne kilka tysięcy MWzDM, czyli garstka tabloidowych celebrytów i wyliniała resztka ich wyznawców.
    Idzie ku lepszemu zdecydowanie, bo jeszcze w 2009 na lotnisku w Bemowie na koncert tej niezbyt utalnetowanej, podstarzałej dupencji zlazło się 79 000 idiotów.
  • @tadman 10:24:03
    Tylko że ja jestem rowerzysta. Na szczęście mogę dalej jeździć, ale już
    przejście całego marketu skończyło się wczoraj syczeniem przez zęby
    do kasjerki i syczacymi przeprosinami : pani wybaczy będę musiał kicać.
    Wróciłem te trzy kilometry rowerem i nawet udało się znieść zakupy do piwnicy.
  • @jazgdyni 09:54:50
    To co sobie aplikuję to:
    chlorowodorek (!) glukozaminy. 420mg + 15mg Boswelli
    Siostra tamtej (żółtej) jest w kolorze : biel kredy szlamowanej.
    Na opakowaniu jest uczciwie napisane : suplement diety, na ochronę stwów.
  • @tadman 10:24:03 i sigma
    O dżogingu prawdę rzekłeś!!!!! Tajemnica to straszna i ukrywana, że nasze stawy (a już zwł. SOPTY!!!!) zaprojektowano na poruszanie się po podłożu miękkim i/lub "urozmaiconym" - nie płaskim i twardym (nasze posadzki jak lustra). Tudzież nasze stawy nie lubią być obciążane (wbrew nazwie) skokowo. Stąd rowerek (stacjonarny, bo mozna regulować "siłę docisku") i inne takie to świetne rady.
    Chrząstkę, maź, szparę czy tam co REGENERUJE I GOI: woda z Solca Zdroju i olibanum (czyli boswelia).

    @sigma: ja bym brała to silniejsze. Nie mam opakowania tego, co ja brałam, to nie porównam dawek. A najważniejsze: kupujemy olejek eteryczny z olibanum i tym smarujemy chory staw, masując. Potem czekamy aż się wchłonie i dopiero wtedy się ubieramy (pozwolić olibanum wsiąkać w ciuchy to obraza boska!) Najlepiej na noc.
    Uwaga: narpiw robim próbę alergiczną, według znanego schematu. Potym stosujem olejek olibanum tak, że na łapki skropione oliwą z oliwek osoba towarzysząca kropi nam 1-2 krople olejku z olibanum. Hardkory stosują olibanum "na żywca" bez rozcieńczania. Hiper hardkory smarują tym całe chore ciało.
    Uwaga 2: zdradzam Wam tu tajemnice straszne tylko dla wtajemniczonych przeznaczone. Niech Bozia broni, by się ta wiedza dostała do zastępów leminżych - zniszczą resztki olibanum! Bo to ginąca i rzadka roślina jest. Nie wiem jak w Indiach, ale w Etopii skąd pochodzi "moja" boswelia (nie serrata, tylko ta druga, ale tyż pikna i robi) tak właśnie jest. Przetoż stosuje się ją tylko w razie PRAWDZIWEJ potrzeby (a nie bradziażąc po leminżemu), jak bezcenne panaceum:). Jak dar mędrców ze wschodu:), jak tajemnicę templariuszy czy inszych maltańczyków (tych od leczenia) :).
    Robi się tak: żywicę rozpuścić w spircie lub oleju (zalezy na co nam trzeba) i powstałym płynem smarowac chore miejsca. Do uśmierzania bólu, w razie totalnego braku czegokoliwek innego, suto okadzamy chorego dymem z żywicy (kadzidło).
    Po własnych doświadczeniach (chodzę tylko dzięki trzem cudom: wodzie z Solca Zdroju, olibanum i wraczowi, co się był ogłupić na studiach nie dał) osobiście cenię olibanum wyżej nawet niż bób;). I nawet niż arbuzy (dzięki za zaproszenie! Niestety uziemienie trzyma mnie na uwięzi i zerwać się w podróż nie zdołam - masz szczęście - hihi).
  • @cyborg59 13:19:41
    Unieruchamiać na noc? Albo an dzień? Krioterapia? Mądry lekarz? (Wiem, wiem to najtrudniejsze do zdobycia...) Smarowanko z olibanum zaszkodzić nie powinno. Wraz z pewnym odpoczynkiem, bo ta kuracja wymaga czasu na regenerację stawu.
  • @sigma 13:07:49
    Iiii tam, na biedną nie trafiło. Chce, niech zwiedza Wawę nawet i z większą świtą - co jej będziem żałować. My tu lubim cudzoziemców, czy jak to tam Pan Piecyk ujął był.
  • @bez kropki 13:56:32
    A niech zwiedza;) Ale zawsze przyjemnie, że naród powoli wypisuje się z leminżych zastępów. Lepiej późno, niż wcale - jak powiedziała ta babcia spóźniając sę na pociąg;)
  • @bez kropki 13:53:02
    A co to za woda z Solca? Jest jakaś handlowa, czy trza samemu zbierać? Jako wielki miłośnik wód mineralnych, nawet tych najbardziej obrzydliwych, ale jajczarskich (zapach), jak Zuber, jestem niezmiernie ciekaw. Wody stosuję namiętnie, a Józefa (wiadomo) ile się da. Podkreślam - wody mineralne, nie jakieś tam periery.
  • @jazgdyni 14:25:57, Raaatuuunkuuu!
    Rybeńki wy moje kochane ratujcie!
    Jaki jest święty od cierpliwości i panowania nad nerwami?
    Mam tutaj drugiego mechanika, który na 100% marynarzem nie jest. Wytłumaczyłem mu, czym jest agregat awaryjny i jak się to je. On to chyba widział pierwszy raz na oczy. Dobrze. Ale dzisiaj poprosił, bym mu pomógł zrobić, jako wybitny fachowiec (hmmmm), testy i inspekcje hydraulicznych power packów. Pracę, którą sam drobiazgowo wykonałbym przez 30 minut, z nim, we dwójkę, robiliśmy 3 godziny.
    - Słuchaj jakie było ciśnienie? - pytam
    - Nie wiem - pada odpowiedź - A po co to potrzebne?
    - To skąd wiesz, że to buduje ciśnienie, a nie miele oleju?
    - No rzeczywiście. To pójdę sprawdzić jeszcze raz....
    I tak co chwila. Liczyłem już do 100, nuciłem pod nosem, ale jak jeszcze raz poprosi, a ja z miękkiego serca się zgodzę to:
    a. ja się pochlastam
    b. jego pochlastam
    c. jego i siebie pochlastam
    d. zabiorą mnie do białego pokoiku z wieloma paskami do przypinania i puszczą mi łagodną muzyczkę, albo szum wodospadu.
  • @jazgdyni 14:25:57
    Woda z Solca jest dostępna tylko w Solcu.
    Jajcarska jest jak najbardziej na świecie:) (serio!)
    Służy do kąpieli i tą leniwą metodą remontuje organizmy. PIć też można, lecz z ostrożna (bo jest silna i może zorbić niezłe kuku jak sie ją przedawkuje).

    Podejście do wód masz wzorcowe. Dyletanckie wręcz.
  • @jazgdyni 14:42:41
    O ja pierdziu!!!! Miałam raz taką stażystkę. Szybko się jej pozbyłam (zamieniłam na taka z głową zamiast d*y na karku). Nie wiem co zrobić na morzu - za burtę przecież go nie wyrzucisz, bo nie wolno zanieczyszczać morza. Konwencja zakazuje.
    Może zastosuj jakąś odpowiedź typu zen;) Np.
    - Pomożesz mi w tym/tamytm?
    - Drzewo rosnące nad brzegiem - I z mądrą miną odlewitowujesz w sfery wyższe:)
  • @sigma 13:07:49
    Widziałem cos na ten temat w złonecie, ale nie klikałem by nie nabijać licznika. Dzięki za info.
  • @All
    I zrobiła się nam ławeczka w ośrodku zdrowia. :)))
    Pani, to betka, niech Pani lepiej posłucha co mnie dolega.
  • @@@
    Znikła upierdliwa wyciągaczka danych !
    Pytanie : zadziałał program podesłany przez kolegów (a nie chciał bo
    skrypt był nowoekranowy), czy zadziałała akcja kolegów którzy zaczęli masowo wpisywać adresy do pism informatycznych i specjalistów od spamu
    nie stroniąc od sklepów z art. erot. ???
  • @tadman 15:39:51
    A co robić jak lekarze trują?? Nie żeby wszyscy, wystarczy, że trochę:(.
  • @tadman 15:39:51
    Zmieniamy skrzydło kliniki ! Wracamy proszę koleżeństwa na nasz oddział.
    Oddział tej, no , tej ....no bezobjawowej !
  • @cyborg59 17:47:02
    Żebyście sobie nie myśleli, że jak ja się tak rozmarzam nad poziomkami i porzeczkami, to ja tu nic nie mam. Dzisiaj na deser, do obiadu (17:30), jak codzień, był schłodzony arbuz w kostkach, takiż melon, truskawki naturalne, winogrona takie i takie, a osobno w koszyku przez całą dobę jabłka, gruszki, mandarynki i pomarańcze i banany, które najszybciej wychodzą (te małpie atawizmy).
    No.
  • @jazgdyni 18:31:21 i cyborg
    No paczpan sam schłodzone melony rąbie a nam poziomek żałuje. Żyła jedna. Dobra, dobra, ja tam Waści nie żałuję. Tyko jak już dobrze podjadleś, to dmuchnij znowu jakim stratusem - bo się zaniedbujesz i u mnie żywe Słońce żywym ogniem rzyga (zabrakło słówka na "ż") w pysk.

    @cyborg
    Wiła wianki i wrzucała je do falującej wody, wiła wianki i wrzucała je do woooody!
    Tam w zielonym gaiku siedziała kukaczka. I z zielonego buka kukała na szpaczka kuku, kuku, kukała na szpaczka.
    Aaaaa, to ten bezobjawowy syndrom tej tam bezobjawowej w grupie rechocących staruszków:). Czyli samo zdrowie. Podbudowane w dodatku melonami, arbuzami, porzeczkami ala ciapa z cukrem no i bobem oczywiście! Do tego potajemne okadzanie dyletantów olibanum - tyż konserwuje i nie chodzi o to, że dym wędzi.
    Wasze zdrowie! (Ja już tylko jogurtu kubek wychłepcę, bo mi się nic więcej w bebechu nie zmieści - hihi - słusznie sigma zauważyła, że lato daje nam klęskę urodzaju, taką, że dzięki Ci Boże!:).)

    A ten bób, mosterdzieju, to może ta poselska energia wiatrowa??

    W labie pozbawionym łopatek Gryzelda obserwowała jak Igor starannie ukrywa łopatę nierdzewną w fałdzie ujemnej nieskończonej zróżniczkowanej przez stałą grawitacji jąder (gwiazd). Nie wszystkie bowiem wyniki eksperymentów zaliczały się do tych, którymi Igor mógłby się chwalić. Nie wszystkie też dało się przerobić na krówki-ciagutki. Stąd łopata jako ostatnie ogniwo galwaniczno-pokarmowe. Cenna, bo nie reagowała na pozostałości Igorowych eksperymentów.
    Upał zniechęcał do wyjścia z podziemia. Errrr, to jest z piwnicy.
    Jabłka, gruszki, mandarynki znikały w sposób, który zadziwiał stewarda. Gryzelda nie widziała powodu, by się opowiadać komuś, kto miał tak mało złotych pasków na mundurze a mundur z poliestru.
  • @cyborg59 17:47:02
    Jolka dalej trwała na posterunku i z dużą już wprawą redagowała dział porad dla czytelników. Siedziała sobie na biurku naczelnego i kiwając giczałami pisała na kolanie, co następuje:
    Piszecie, obywatelko, że męża zabrali do psychiatryka z diagnozą schizofrenii bezobjawowej, której nigdy żeście, obywatelko, u męża nie dostrzegli. Oczywista, żeście nie dostrzegli, bo skoro ona bezobjawowa, to po czym byście mieli ją poznać?
    Piszecie dalej, że małzonek jedno, co robił, to zwykł kląć brzydko na naszego świętej pamięci Ojca Narodów i Wielkiego Językoznawcę, ale nie czynil tego nigdy wobec osób postronnych. Skoro tak, to skąd niby wy, obywatelko, o tym wiecie, aaa?
    Możemy wam doradzić, obywatelko, tylko jedno. Związek z elementem antysocjalistycznym nalezy zerwać. Napiszcie, obywatelko, wniosek rozwodowy i wpatrując się w świetlane jutro zacznijcie nowe zycie. Pracując na niwie bądźcie awangardą mas walczących o lepsze życie, postęp i demokrację, o pokój i socjalizm!
    Skończywszy to arcydzieło Jolka przeczytała je raz jeszcze bardzo z siebie zadowolona. Splunęła do stojącej w kącie spluwaczki, sięgnęła po Sporta, po czym wprawnym ruchem przeszukała szuflady biurka. Znalazłszy Carmeny naczelnego, schowała Sporta i szybko się ulotniła z pokoju.
  • @bez kropki 19:13:17
    No wiesz... mundur z poliestru???
    Z solidnego rapaportu jeden, a z diagonalu drugi. Cista wełna kochana. A pasy są czy. I już wyżej nie podskoczę. Mimo, że jako superwajzer to i kapitanów miałem pod sobą (cztero-pasiastych).

    Nie przerabuiamy na krówki ciągutki. Ani na nic, co się ciągnie.
    To będzie coś, co uszczypnąć można.
  • @tadman 15:39:51
    Bezjedynkówki bawiły się w ogonek do przychodni. Siedziały na rancie piaskownicy, kaszlały i kichały oraz licytowały się na objawy.
    - Moja pani, ja to już trzy noce nie śpię, tak mnie trzęsie - zaczęła Marzenka.
    - Pewnie cholera panią trzęsie - zauważyła cynicznie Hania.
    - A to swoją drogą, bo stary już tydzień do domu nie wraca. Wróci jak przepije wypłatę - zgodziła się Marzenka z dużą wprawą.
    - Pani, ja to dopiero mam! - wtrąciła się Ewcia. - Ze spaniem to nic, śpię bez nijakich problemów, ale jak już się obudzę i roztworzę oczy, to widze cuda, cudeńka!
    - a tak konkretnie to niby co pani widzi?
    - Pomarańcze, banany, truskawki, winogrona, mandarynki! Wszędzie, całe sterty!
    - Aleś wymyśliła! - zażaliły współsiedzące w ogonku. - Żeby nas tylko oskoma żarła. Tak to my się nie bawimy. Wymyśl coś innego.
  • @sigma 19:59:48
    A jabym tam na bób się zamienił ;(

    - Panie a od tego bobu to gule wyskakują - dodał Januszek. - Masz pan wiatry i gule za jednym zamachnięciem.
  • @jazgdyni 20:35:48
    - Ale tam! Ja mam najgorzej! - wrzasnęła Hania. - Cała jestem w drobny rzucik czerwony z białym! Na pewno mam szkarlatynę!- Po czym pokazała starannie pokropkowany brzuch - częściowo szminką świśniętą matce, a częsciowo pastą do zębów. Brzuch robil rzeczywiście silne wrażenie i reszta panienek aż jęknęla z wrażenia.
    Tylko Januszekdalej twierdził, że ma gorzej, bo ma gule, ale ponieważ nie mógl tego okazać, został zlekceważony.
  • @jazgdyni 19:56:03
    Trzysta, trzsz, czysta wełna, to wyższe szarże. O tym Gryzelda wiedziała już po pierwszym zahaczeniem ząbkiem o mundur trójpaskowy. Niższy staf i w niższych sferach to polyester. Czysty, żywy, palący na Słońcy.
    To już dużo lepszy (bo strawialny, jako, że wykonany z celulozy nieskalanej kontaktem ze Stefanem F.) był portret Słońca Narodu (znaleziony za szafą wraz z pulemiotem, przeterminowaną ćwiarą czyściochy i resztą wyposażenia na wypadek bób, bob... A! Już mam "na wyapdek bomby A"). To też Gryzelda zanalizowała osobiśćie (bez uciekania się do labu).

    Dzieciarnia siedząc na brzegu piaskowniczki słabowała z gorąca. Udawanie kolejki chorych i chorszych przychodziło im więc z łatwością. Słońce paliło. Krówki ciągutki skwierczały. Wraz z olejem hydraulicznym z agregatów zapasowych, w którym cyborg moczył swe złącza spawane. Januszek wykonywał tajemnicze manipulacje z pulemiotem na chmury i w ziemi dziury. Marzenkę na ten widok trzęsło. Nie wiedzieć z obawy, czy z zazdrości o przednią (jakoby) zabawkę.
    Gule gulgotały. Noc zapomniała, że ma ochłodzić. Chmury uciekły na biegun (ten na dole globusa) - pewno tak z upału się ześlizgnęły.
    Mózgi się lasowały. Sąsiedzi (przytłamszeni chwilowymi zawirowaniami grawitacyjnymi) przestali zaliczać Igora do zjaw.
    Szał nocy letniej jednem słowem.
  • @sigma 21:03:36
    Tego, że został z gulami zlekceważony nie mógł wytrzymać nawet przez chwilę i wrzasnął straszniej od Hani: - a mi nogę wykręciło.
    I zarzucił nogę za głowę. Kolejka zamarła.
  • @jazgdyni 21:30:01
    - A mnie pogryzl wściekły pies i mam najgorzej! - kwiknęła Ewcia i zaczęła ponuro warczeć i szczerzyć kły. Próbowała też toczyć pianą z pyska, ale średnio jej wychodziło. W przystępie wynalazczości rzuciła się na środek piaskownicy i zaczęła konać w drgawkach drąc ziemię pazurami, jak na ruskich filmach wojennych.
  • @tadman 10:24:03
    ..."niech żyje zielsko!"

    - Niech żyje! Niech żyje! Niech żyje!!!" - wycharczała Miąższ na modłę himilsbachowską i padła na trawę z błogim wyrazem pyska. Świat był piękny, choć o kontemplacji w tej sytuacji trudno mówić.
  • @tadman
    Toteż kiedy pojawil się spóźniony Tadzinek i powiedział, że jakoś tak dziwnie się czuje, nie zrobił tym wyznaniem żadnego wrażenia. Wszyscy co do jednego byli znacznie chorsi od niego, a niektórzy byli nawet konający.
    - Słuchajcie, bo mi tak dziwnie spuchło pod brodą - wyznal Tadzinek bez przekonania, ale nie doczekal się zainteresowania. Marzenka trzęsla się i głucho kaszlała, Hania drapala się po brzuchu jak najęta, Januszek próbował się rozplątać z supła, w jaki się zaplątał, a Ewcia właśnie kłapała zębami usiłując któregoś z kolejkowiczów ugryźć w łydkę.
  • @sigma 21:41:13
    Tadzio błyskając latarką i wydając syrenie odgłosy zręcznie imitował karetkę. Z nadmuchiwanym materacem podszedł do Ewci i srogo oznajmił: - proszę się rozejść, chora potrzebuje powietrza. Powiedział to, mimo, że nikt się nie gromadził, ale przecież zawsze się tak mówi.
    - A teraz zabiorę chorą do kostnicy - stwierdził na koniec.
    Coś chyba mu się pochrzaniło, ale Ewcia bardzo szybko wyzdrowiała.
  • @bez kropki 19:13:17
    "... porzeczkami ala ciapa z cukrem..."

    Jak CIAPA Z CUKREM! Jaka CIAPA Z CUKREM!!! Rozdyźdzne!!!!!!! Powtarzam drukowanym lyteramy: R O Z D Y Ź D A N E !!!!!!!!!!!!
  • @jazgdyni 21:56:23
    - Słuchajcie, on jakoś dziwnie wygląda! - zgodziła się cudownie uzdrowiona Ewcia patrząc z zastanowiem na facjatę Tadzinka.
    - No, spuchł jak nie wiem co - przyuważyła Hania wciąż się drapiąc, bo miała chyba uczulenie albo na szminkę, albo na pastę, albo na oba.
    - Na pewno ma puchlinę wodną - oświadczyła dobrze poinformowana Marzenka, po czym głucho zakasłała i zatrzęsła się, żeby nie być gorsza.
    - A ja mam paraliż! - wrzasnął Januszek , który czuł że zwycięża, bo teraz on był najchorszy.
  • @sigma 21:41:13
    - Czegóż te bachohy tak wahczą, do cholehy?! - wściekała się Gloria, która już od dłuższego czasu nie mogła skupić się na mrożonym arbuzie, pokropionym ukochanym kłętru z Cipeksu.
    Jednak jazgot i warczenie w piaskownicy nie ustawały.
  • @KOSSOBOR 22:32:16
    Weście koleżanko tą renklodową wenę pod kontrolę, zanim zrobi z ciebie niewolnika i udzielajcie się trochę społecznie.
    Rację miała Ewcia, jak ci tą wysypkową chorobę przypisała, bo pewnie cała jesteś w kropeczkach farby.

    Ps. A beret też ubierasz do malowania?
  • @jazgdyni 22:45:40
    Beretu nie. ale późniego Petruccianiego, Wariacje Goldbergowskie i Wołochów & Lasoniów

    http://www.youtube.com/watch?v=U8hZhChmLV4&feature=related


    To letem .
  • @KOSSOBOR 23:25:15
    Hania zanim przystąpiła do pracy, stała przed lustrem i układała głowę. Na środek dała Petruccianiego, żeby sobie siedział spokojnie jak w gniazdku, okrążyła to nastroszonymi dziko Goldbergowskimi Wariacjami i jak piórka poutykała Wołochów & Lasoniów. Całość prezentowała się tak imponująco, że w Ascot zrobiłoby niewątpliwą karierę. Poprawiła jeszcze tylko loczek za uchem, który wyrósł nie wiadomo kiedy.
    No i zaczęło się. Poprawiła okulary na nosie i bluesowym krokiem w rytm Miniaturowego Michałka udała się do pracy. Gdy do głosu dochodziły Wołochy wycinała hołubce, a przy wariacjach przysiadała.
    Było to piękne, aczkolwiek dosyć męczące. Mimo to praca szła pełną parą.
    Renklodę zaczęła malować od pestki, bo zawsze uważała, że wszystko ma być jak należy. Potem przykryła ją soczystym miąższem, że aż musiała przerwać na chwilę, gdyż tak ślinka ciekła, że posiliła się R O Z D Y Ź D A N Y M I !!!!!!!!!!!! jagodami i uśmiechnęła się granatowo.
    A przez Lasoniów, jak dudnili, nie mogła się udzielać i nawet na listy odpowiadać. To była pełna wena podparta dekoracją głowy.
  • @KOSSOBOR 22:21:29
    Na naszym starożytnym zapupiu, ozdobionym nowoczesnymi ruinami starożytnymi, "rozdyźdany" to słowo z języka wyrazów obcych polsko-polskiego. U nas to się zowie "ciapa". W ogóle ciapa to pojemne słowo. I na odpadki wyrabiane przez Irogów, i na konsystencję smakowitych deserów, i farb (mniej smakowitych, ale za to jakich ładnych kolorystycznie, bo RENKLODOWYCH!) i na błoto pod nogami i na wodę niezbyt starannie oczyszczoną, i na konsystencję piasku w niektórych piaskowniczkach (piasek ten zdaje sie żyć własnym, odrębnym życiem biologicznym) itp.
    "Rozdyźdane" po dyletancku przyjmuję do swego osobistego słownika. Wszak uczy się człek całe życie a i tak umiera durniem, jak mawia moja alzheimeryczna babcia (89 lat i już zdążyła zapomnieć po co żyje, trzyma się siłą przyzwyczajenia do słonecznego żaru, kurczaków w śmietanie I ARBUZÓW, niestety podawanych bez kłętru - a to żyły z nas!).
  • @jazgdyni 05:02:42
    Gryzelda, jako gryzoń, skojarzenia z Transylwanią miała dosyć ograniczone w treści. Drakula niejaki. Wyrodzony gryzoń. Zakała rodziny. Ale mimo to, może właśnie on by ząbkami tę szparę w tym monolicie wygryzł?? Jeśli ktokolwiek to tylko on.
    Szkoda, że u Ewci to tylko symulacja, bo kto wie - czasem jak się młoda osoba tak dobrze zapowiada, to może z niej coś być nawet. Nie, jednak cudownie ozdrowiała Ewcia nie może posłużyć do obróbki powierzchniowej monolitów. Nie ten zgryz. Szkoda. Korzyść bowiem byłaby obopólna - ileż to dodatkowego kruszywa by przybyło do piaskowniczki (po rozłożeniu monolitów na poszczególne składniki mineralne)! Ileż nowych, inspirujących zabaw byłoby możliwych! Ot, choćby kamienowanie pacjentów-kolejkowiczów! Albo inne rozrywki na świeżym powietrzu przesyconym plazmą słoneczną.
  • @jazgdyni 18:31:21
    "Truskawki naturalne" - ha, ha, ha... Na Grenlandi........
    Ad. wychodzenie bananów - to nie tylko atawizm. To również wychodzenie plomb / niektórzy mówili "blomb" / na skutek stałego ostrzału dna i rudej. Jak ta ruda się odwinie i wam przypieprzy - to żadne banany, ani mrożony arbuz skropiony kłętru nie pomoże!
  • @jazgdyni 05:02:42
    Uśmiechając się na granatowo stwierdziła, że to kolor doskonale komponujący się z żółtymi renklodami. Przeto trwała w granatowym stuporze, dopóki nie zatęskniła za indygo. Indygo to był kolor nad kolorami, ale doprawdy nie wiedziała co zeżreć, by uzyskać indygowy uśmiech. W końcu postanowiła zeżreć tubę farby olejnej Rowneya - czegóż nie robi się dla sztuki.

    - Oh yes! - dodała Miąższ, skropiła się kłętru i przewaliła na drugi bok. Dojrzałe lato pachniało ziołami.

    - Thansylwania... Thansylwania... - marzyła tymczasem Gloria.
    - No coś ty! Tam są wampiry! - wzruszyła ramionami Madame Silvanne.
    - I ty to mówisz, Silvanne? - dorzuciła Irena zastanawiając się, czym by tu Silvanne wprowadzić w trans.
    Poszeptały na boku z Glorią i postanowiły zabrać Silvanne do Zooschwitz, celem odwiedzenia Miąższ na jej łączce pełnej ziół, o ile ta hitlerówka Helga nie przeleciała wybiegu z kosiarą.
  • @bez kropki 10:57:42
    Ciapa. Ale i breja.

    A R O Z D Y Ź D A N E to dla mnie całkowita nówka, pachnąca starocią. Cudna!!!
  • @bez kropki 11:03:29
    Jakoś życie mi odmówiło bliższych kontaktów ze świnkami morskimi. Miałam tylko jedno, ale za to wstrząsające.
    Dobre ćwierć wieku temu , kiedy żył jeszcze dr Tadeusz Kobzdej, wpadliśmy do jego mieszkania na Starówce Gdańskiej, bo mąż będący wówczas jego asystentem na geometrii ASP mial coś uzgodnić, a nie była to jeszcze epoka telefonów komórkowych. Panowie zaczęli kwestię omawiac, a ja oglądałam w niemym podziwie obrazy na ścianach. Skończywszy własnie przysiadałam na staroświeckiej kanapce, kiedy mi w tym przeszkodził rozpaczliwy okrzyk profesora: "Proszę nie siadac!" Prawie lewitowałam z wrażenia. Okazało się, że w owej kanapce jego świnki morskie zrobiły sobie sypialnię z living roomem i spiżarnią i pokojem gościnnym. Wygryzły w trawie morskiej korytarze na wszystkie strony, nie naruszając jednak zielonego pluszu. Tak więc na oko kanapce nic nie brakowało. Ale przysięście na kanapce groziło biedactwom holocaustem.
  • @KOSSOBOR 12:48:12
    Odwiedzić lamy w Zoo - to nie jest zła myśl. Tylko póki jest tak gorąco, to tam umrzemy na udar cieplny, a jakby się oziębiło, to będa tam dzikie tłumy. nie wiem, czy nie lepiej poczekać na koniec wakacji.
  • @sigma 13:25:32
    Ze świnką morską, na dodatek futerkową zapoznałem się na własne żądanie. Wziąłem ją na wakacje do domu z MDKu. Znalazła się u nas po ciężkim boju z Mamą, która była pełna najgorszych przeczuć. Wtedy wykorzystałem chyba cały zapas kłamstw w tzw. dobrej wierze.
    Świnka była białą albinoską :) o różowych oczkach i długiej sierści, bo była to angora. Zapału starczyło na tydzień, a potem świnką zaczęła zajmować się Mama. Zbierała mlecz, przynosiła trociny, zadawała karmę, czyściła klatkę, czesała futerko itp. Czasami miałem wyrzuty sumienia, ale skoro Mama nie narzekała, to skrupuły dostawały skrofułów i szybko umierały. Dopiero po pewnym czasie okazało się, że Mama robi to z wyrachowania, bo przyniesienie patyczaków, czy innych zwierzaków torpedowała. Najbardziej odczuliśmy, kiedy w domu miała się zjawić szpicopodobna Żabka w biało-czarne łaty. Po naszych zaklęciach Mama przypominała casus Magdy - albinoski i wszystkie nasze argumenty padały jak muchy, albo inne szczeżuje.
    A muszę powiedzieć, że morskie świnki są bardzo mało zdecydowane. Była w MDKu krótkowłosa świnka w biało- czarno-brązowe łaty. Wabiła się Hanka. Dopiero po roku okazało się, że to raczej Hanek. Może zamierzała kandydować do Sejmu?
  • @tadman 14:56:26
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    A cynaderki lubicie?!
    .

    .
    .
    .
    .
    .
  • @jazgdyni 15:06:28
    F U J !!!!!!!!! :[[[[[[[[[[[[[[[[[[
  • @sigma 13:25:32
    O zdrajca!!!!!!!!!!! Precz z geometrią wykreślną!!!!!!!!!!!!!!
    No żem nie wiedziała, że Żeglarz Bałt zajmował sie tym okropieństwem i to na dodatek u Kobzdeja /dawnego asystenta Otta/! Udręka na ASP! Prowadził Kobzdej. Męczyłam się przeokrutnie. Niczego nie rozumiałam. Wszystkie kolokwia o kant d. były. A geometria odbywała się w soboty, gdy cały ludek aespowski malował w pracowniach lub pił wódkę. Mój profesor był bardzo zaniepokojony stałą sobotnią absencją swojej ulubionej studentki. Dorwał mnie kiedyś na ławeczce na hallu - a tu termin ostatecznego egzaminu się zbliżał i byłam pogrążona w czarnej rozpaczy - i pyta, czemu to nie chodzę na malarstwo sobotnie. No to mu mówię, ze w soboty mam tę straszliwą geometrię wykreślną. A profesor wybuchowy był /Ewuś przy nim to małe miki wulkaniczne jest/ i aż podskoczył, że jakiś tam Kobzdej /brat malarza/ przedkłada swój nieważny przedmiot nad jego MALARSTWO! Jak się wściekł i zawinął, jak poleciał do dziekanatu, jak znalazł Kobzdeja, jak mu nagadał - jednym słowem - przed samym egzaminem zwolnił mnie z konieczności zdawania tego świństwa. No płakałam ze szczęścia! Profesor uratował mi życie!!!
  • @sigma 13:31:43
    Się pomyśli.
  • @KOSSOBOR 15:09:26
    TO NIE JEST ODPOWIEDŹ !!!
    Siadaj dwója, lub za karę narysować cynaderkę w trzech rzutach wpisaną w stożek.
  • @KOSSOBOR 15:23:10
    W piaskownicy Hania oskakiwała ponurego trupa geometrii wykreślnej. Wokół wianuszkiem leżały płaskie świnki morskie - małe kobzdejki. Ewcia jednak przykładała zimny okład na sempiternę, uprzednio strząsnąwszy z niej zielony plusz. Żeglarz Bałt popadł w dyskomfort: takiego obrotu spraw się nie spodziewał.

    - Geomethia wykhleśna?!?!?! Przecież tego nawet wymówić nie można! - prychnęła Gloria, gmerając srebrną łyżeczką z herbami w arbuzie. - Oooo, taki ahbuz z kłęthu to co innego!
  • @jazgdyni 15:06:28
    Ależ oczywiście! W sosiku z kaszą, pokrojone w plasterki, a do tego kiszony ogórek. Poza upałami wskazana lorneta. Powodzenie tej potrawy leży w niezbyt dokładnym płukaniu, tylko tyle by usunąć kamienie nerkowe i zabójczy dla szkliwa piasek. Wystarczy jedno obgotowanie i odlanie wody. To uwydatnia specyficzny słodkawy aromat i smak nereczek. Mniam.

    @KOSSOBOR
    Czy Glohia ma na myśli Cointreau?
  • @tadman 15:51:43
    Można jeszcze wkroić pieczarki, to aromat się zamknie.
    A kasza tylko gryczana oczywiście. Ogóreczek kiszony, nie małosolny. Do tego zmrożony Maximus chyba najlepszy, ale koniecznie z butelki 3/4. Nereczki nie znoszą półlitrówek.
  • @tadman 15:51:43
    Kłętro wyglada naprawdę lepiej, Tadziu.
  • ALL
    Stopniem absurdu i idiotyzmu masz nie-rząd wyraźnie próbuje pobić własny rekord. No popatrzcie tylko, ponad stu bandziorów, którzy mieli wyrok śmierci w 1988 teraz z nowymi nazwiskami i czystą kartą wychodzi z pudła i wraca do zawodu. A my, co, łopatkę mamy za cała obronę;(
    A wbrew pozorom, gdzieś czytałam, że te bandziory bardzo w pudle dbają o kondycję i zdrowie.
    http://niezalezna.pl/31566-mordercy-wychodza-na-wolnosc
  • @sigma 18:00:56
    Przekroczenie obrony koniecznej to użycie narzędzia silniejszego niż to, którym dysponuje bandyta. Jednym słowem nalezy przy drzwiach postawić regalik i na nim umieścić młotki, siekierki, noże róznej długości, broń gazową, paralizator, łuk, miecz etc etc, żeby była pod ręką. Kiedy bandyta dzwoni, spoglądamy w ekran monitoringu i sprawdzamy, co dzierzy w ręku, po czym wybieramy ze swoich zbiorów broń równorzędną i przystępujemy do konfrontacji. Tak to sobie chyba wyobraża prawo.
  • @sigma 18:13:06
    Dokładnie tak! Jak on Ciebie łopatką, to Ty go też możesz tylko łopatką i nie silniej niż on Ciebie. W ten sposób będziecie się okładali łopatkami po głowach do dnia Sądu Ostatecznego. (Jest nadzieja, że TEN Sąd będzie jakiś racjonalny... Ale to tylko nadzieja-matka głupich.) W żadnym wypadku nie możesz wziąć np. szpadla i rąbnąć napastnika w łepetynę (żeby go zamroczyło, żeby w konsekwencji móc go spętać i bezpiecznie poczekać do przyjazdu policji), bo to już jest nadużycie samoobrony koniecznej.
    Podsumowując: gdybym mogła coś radzić bandziorom, to niech na ofiary (napadów, najlepiej rabunkowych, w końcu co mam im żałować?!) wybierają tych idiotów od samoobrony koniecznej, humanitaryzmu wobec przestępców, zakazu KS itp. - Czysty zysk i dla napastników, i dla społeczeństwa, przy tym pełne bezpieczeństwo i higiena pracy:).
  • @sigma 18:13:06
    PS. Inna rzecz, że taki specnaz używa łopatek jako broni. Bardzo ponoć skutecznej;). Mnie jeden taki poradził raz na zawsze, że jak mam dziwną sytuację, to mam se saperkę do łapki wziąć. To jest niewinne narzędzie pracy (ziółka tym zbieram, takie uspokajające - hihi) a nie żadna premedytacja:). A dobrze wyważone narzędzie pracy, dobrze w dłoni "pracuje":). Jest proste, wszechstronne;) i w ogóle niech żyje piaskowniczka, hip, hip huraaa - ryknęła zgodnie paiskowniczkowa dzieciarnia (zastęp młodocianych zielarzy uzbrojonych w łopatki).

    Inny znajomy mi doradzał długoletnie studia w temacie "rąbnąć w obronie możesz tylko raz, potem to już będzie premedytacja, w związku z tym musisz być dobrze przygotowana do tego rąbnięcia. I też najlepiej, żeby przygotowanie miało formę taką cokolwiek nietypową - np. montaż sztuki nowoczesnej z gazrurek i betonu - hihi - tj. żeby w śledztwie nie wszyło, że się zajmowałaś studiami w niniejszym temacie, bo to będzie taka premedytacja jak stąd do Kłaja a tego to władzie nie lubią, oj nie".
    Powyższe polecam jako temat do medytacji. Pod wodospadem i nad tematem.
  • @KOSSOBOR 15:23:10
    Geometria wykreslna jest ważna dla malarzy, bo tak jak niektórzy chrzanią perspektywę, to hadko patrzeć. Oczywiście przy abstrakcjach kolorystycznych to się nie daje zauwazyć, ale pamiętam, jak kiedyś byliśmy na jakiejś wystawie i Bogumił pokazywał błąd za błędem. Tu cień wypadał nie tam, gdzie powinien, ówdzie okna były w skosie w stosunku do reszty, jeszcze gdzie indziej istoty na pierwszym planie były wielkości tych na dalszym.
  • @sigma 18:27:49
    "Geometria wykreslna jest ważna dla malarzy" Ktoś Ci dziś powiedział, że dobrze prawisz??
    Owszem, arbuz lepszy, ale nim Sysktyny nie stworzysz, pomyślała Gryzelda wgryzając się w graniaste granita z arbuza (wpisane w stożek).
  • @tadman 15:51:43
    Łeeee, nereczki... Śmietnisko. Takie samo jak wątróbka. Jak już to mięsko z pierwszego tłoczenia na zimno, z premedytacją z pastwiska wybrane i ciupasem w łeb walnięte.
  • @bez kropki 18:27:36
    a powiedział choć, gdzie nabyć taką saperkę wielofunkcyjną???
  • @sigma 18:59:41
    Nie powiedział, tylko mi nabył:) W prezencie:). W jednym z popularnych "supermarketów".
  • @bez kropki 18:22:19
    Tak, właściwe narzędzie w ręce decyduje o powodzeniu akcji! Sama się o tym przekonałam razu pewnego zupełnym przypadkiem.
    Było lato, gorąco, okna otwarte. Gdzieś niedaleko od kilku godzin ćwiczył jakiś maniak na perkusji. Juz po półgodzinie, jak to się tutaj mówi, nie szło strzymać tego łomotu. Żeby zagłuszyć to cholerstwo wyszłam do ogrodu i zaczęłam rąbać drzewo. Jednak perkusja przebijała się przez wszystko i to dup dup dup zaczęło mnie powoli doprowadzać do obłędu. Tak jak stałam z siekierką w ręku wyszłam na ulicę, żeby zlokalizować, gdzie drań ćwiczy, bo dźwięk wskutek nagłośnienia szedl jakby ze wszystkich stron. Trzebać trafu, że akurat wyszła sąsiadka, więc jej spytałam, kto uskutecznia ten potworny łomot. Lekko nerwowo odpowiedziała, że to jej brat ćwiczy. Podziękowałam za informację i poszłam sobie. A brat jakoś szybko skończył dalsze ćwiczenia i nigdy więcej już ich tutaj nie kontynuował.
    A dopiero potem sobie przypomniałam, że sąsiadce nie wytłumaczyłam, że akurat rąbałam drzewo i siekierkę wziełam odruchowo, bo zaraz miałam kontynuowac.
  • @bez kropki 18:27:36
    No i popatrz jak przewidująco bezjedynkówki wybrały narzędzie wielofunkcyjne;)
  • @jazgdyni 15:33:23
    A stożek obraca się wokół swojej osi pochylonej pod kątem..............

    PRECZ Z GEOMETRIĄ WYKREŚLNĄ!!!
  • @tadman 15:51:43
    Powaliłeś mnie, Tadziu tym zabójczym dla szkliwa piaskiem..........

    @ Tadziu

    Naturalnie, Gloria ma na myśli kłętru.
  • @sigma 18:00:56
    http://kossobor.nowyekran.pl/post/70157,seryjni-mordercy-i-gwalciciele-wyjda-z-wiezien
  • @sigma 18:27:49 @ Kropka
    PRECZ Z GEOMETRIĄ WYKREŚLNĄ!!! Hough! - wrzasnęła Hania ostatecznie i stanowczo. I przywaliła geometrii z bańki. Potem z liścia. I dla pewności - z kopa. Geometria po tym już się nie podniosła. Natomiast morskie świnki pomału nabierały kształtów trójwymiarowych i dostojnym krokiem świńskim oddaliły się w kierunku kanapy wykładowcy.

    Naturalnie - macie racyją z tą geometrią.
  • @sigma 19:14:16 i Kossobor
    Tak, bezjedynkówki wybrały bezbłędnie:). Wszak dyletanty są, no nie?!:)

    A co do siekiry, to (dzięki za przydmuchanie chmur) wytrzymaj proszę anegdotkę rodzinną. Otóż my som prymitywy tak staroświeckie, że siekira jest u nas przedmiotem kultowym. Jedną z trzech rzeczy, jakie bym zabrała na bezludną wyspę. Ostrze sprokurował ojciec, stylisko - pradziadek. W ogóle pradziadek mój jedną bardzo paskudną sprawę załatwił był za pomocą siekiery właśnie. Dialektycznie. Powiesił ją nad wejściem do swego szałasu (wydziedziczono go z domu i wyzuto z ziemi) i powiedział, że ta siekiera spadnie na łeb krzywdziciela. Sama z siebie. Tak jakoś. NIe, nie miał więcej nieprzyjemności... ;)
    A całkiem niedawno ja (nieodrodna jego prawnuczka) woziłam tąż rodową siekierę na przednim siedzeniu auta (wiem, wiem, że to niebezpieczne w razie koziołkowania, nagłego hamowania itp.) No ale woziłam. Przypiętą pasem bezpiezceństwa, na siedzeniu pasażera. Bez zabezpieczania ostrza. I nosiłam w łapce (bo jestem osobą rodzinną i sentymentalną, bardzo przywiązaną do rodzinnych pamiątek, no taka romantyczna płaksa - wiecie) ile razy musiałam przejść koło takiego jednego sąsiada, któremu się nie spodobałam (to on mnie zrobił krzywdę, nie ja jemu i to on mnie "gonił" i gnoił, nie ja jego - może trudno to zrozumieć, ale trafiają się takie sytuacje). Drogą pośrednią mu wytłumaczyłam, że jak cokolwiek (kół, kłonica, pies, człek - mnie wsio ryba) wejdzie w moją przestrzeń powietrzną, to ja się (strachliwa i nerwowa, jak to kobita) tą maskotką rodzinną zacznę oganiać od niebezpieczeństwa. Spokój mam do dziś.
    Ale to była paskudna sprawa i jednak premedytacja;). Tobie wyszło po prostu artystycznie. A już zwł. zestawienie siekiery i rąbiącej perkusji - ma swój smak!:). Polać jej! Może być kłętru ?

    @Kossobor: Mamy racYją z tą geometrYją (Yją wyją, bo lubim symetryją).
    PS. Zajrzyj proszę na priv. Ja chyba nie 1-szy raz głupieję w tym temacie;). Ale nie wszystko da się łopatką:). Acz prawie wszystko można łopatologicznie:). Ale to już inne historie.
  • @KOSSOBOR 19:26:55
    Madame Silvanne w zamyśleniu stała na środku garażu i kontemplowała róznoraki złom na ścianach. Postanowiła w hallu wejściowym stworzyć rzeźbę współczesną pt. Koza. Nawiązywala w temacie oraz użytym materiale do dziel Picassa. Z gazrurek powstały nóżki, kolanka zwierzątka powstały z nasadzonych na gazrurki muterek, pękaty tułów tworzyła stara kanka na mleko, szyją był solidny pogrzebacz, a łepek puszką nieco ulepszoną designersko przy użyciu młotka. Wstawione w puszkę dwa masywne śrubokręty dawały kozie poroże godne uwagi. Z szyi zwieszal się kozie łańcuch aż do dwóch starych trzypizurków wstawionych w gazrurki, które znakomicie udawały raciczki.
    Rzeźba była rozbieralna, a każdy element można było użyć niezgodnie z przeznaczeniem. Ale o tym Madame Silvanne nawet nie myślała. Parokrotnie kozę rozebrała i złożyła z powrotem oliwiąc złącza, zatarła ręce i spełniona twórczo poszła napić się herbatki.
  • @sigma 19:57:59
    Dziś tylko czytam i się śmieję..... i marzę o cynaderkach.
  • @sigma 19:57:59
    Do kanki, przedziurawionej z tyłu - wsadź giwerę /też naoliwioną i wychuchaną!/ jako niechybny objaw koziego obżarstwa bez opamiętania. To znaczy /w razie co/, że zeżarła Ci cały bób /gdyby coś/. I zatrzepocz rzęskami nad błękitem swych oczu niewinnych. Wiesz - strzeżonego Pan Bóg i giwera strzeże.
  • @bez kropki 19:49:22
    Żem odpisała jak tam umiała. Przewertuj pobliskie ciucholandy, koniecznie!
  • @KOSSOBOR 20:13:12 i sigma
    Dzięki. Zalecenia już w realizacji.

    W temacie kozy: Tak, nie masz to jak sztuka nowoczesna! Ta wielofunkcyjność przy jednoczesnej abstrakcyjności (apage geometrias!), te niezwykłe możliwości twórczego rozwijania dzieła (wręcz prowadzenia dialogu!) przez widza i odbiorcę! Ten lukrowany upcykling (tak unijny i politpoprawny!!) Oooo!
    Koza jako demonstracja aktywacji wybiórczej percepcji i degradacji antycznego "miłuj bliźniego swego" (rym w prozie zamierzony)!
    Glut niech się schowa. Ze świstem i wstydem. Monolit niech runie (przy takich samych efektach).
    I jeszcze to ekspresywne współdziałanie przy odtwarzaniu dzieła (po naoliwieniu i zakonserwowaniu oraz rozładowaniu) na nowo!
    Gryzelda trwała w podziwie nad nieznanymi horyzontami jakie otwierała przed nią sztuka nowoczesna. Jako jednostka wielkoduszna nie miała pretensji o to, iż przedmiotem dzieła była koza a nie świnka morska (dowolnie wymiarowa i dowolnie skanapowana/skoszarowana). Nawet owszem, taka świnka nie ma wszak rogów ani problemów z tego..., no, z biodegradacją bobu.
    I, oczywiście, też nie myślała o użyciu dzieła sztuki (sztuk jeden) niezgodnie z przeznaczeniem! Ale jakby tak zrobić hapening i z tej koziej... orkiestry rąbnąć w monolit? To co? Władzie Pchlewa oberwałyby rykoszetem? Eeeee, lepiej nie, to za blisko piaskownicy. A tam nie wiadomo co dziecięta po kieszeniach poukrywały.
  • @bez kropki 20:38:39
    Jak to nie wiadomo co poukrywały w piaskownicy?! Wiadomo! Kilka handgranatów /były już w użyciu - specjalistka: Ewcia/ i słoik wecka z zimną fuzją czy innym rozszczepieniem atomów. Ale go zakręciły.
    Ewuś, co my tam jeszcze miałyśmy?
    A Januszek czegoś nie doniósł?
    Tadziu doniósł jednego dolara amerykańskiego.
    Żyć nie umierać!

    Stosowny ubiór to rzecz szalenie ważna w siodle. Stosowny w sensie wygody i adekwatności. Wszelkie przypadłości ułańskie /otarcia/ są do kitu. Zwłaszcza, gdy jest się na koniu codziennie.
    Po pierwszym dniu będzie boleć dupsko i wszystko wokół. Należy następnego dnia wsiąść na konia i udawać, że jest OK. I przejdzie /zakwasy/ i honor nie zostanie nadwyrężony. Acha - po upadku z konia - natychmiast wsiadamy i jeździmy dalej z uśmiechem na paszczy. Nie mażemy się, nie wzywamy Świętych Pańskich a już zwłaszcza mamy. Będzie dobrze!
  • @sigma 18:59:41
    A można też saperkę nabyć nie w "supermarkecie" (jak ja nie lubię tej nazwy!!!!), ale do wyboru, do koloru, pełna profeska i dowolny łobuz, no, ten! "obóz" miało być!!. Np. o tu:
    http://wojsko.com.pl/saperki-c-26.html
    Nie jest to reklama, tylko przykład wyników z googla. Aczkolwiek osobiście kupiłam tam parę rzeczy. Tanio i jakość dobra. Zwł. odzież zimowa (bo nie cały rok trwa lato).
    A moje młode przebąkuje, że zamiaruje zanabyć hełm. Natowski (oczywiście). Z noktowizorem. Żeby się nie potknąć w drodze do łazienki...
  • @KOSSOBOR 21:16:41
    Począwszy od trzeciego dnia wiemy dlaczego John Wayne chodził jak chodził.
    Żyjecie tam ? Podobno Trójmiasto zalane.
  • @bez kropki 21:39:34
    To która z tych zalinkowanych saperek jest najsłuszniejsza do samoobrony?
  • @cyborg59 21:50:00
    Znowu coś przeoczyłam;( Gdzie 3-miasto jest zalane?
  • @KOSSOBOR 21:16:41
    Ale to wszystko bezzwrotnie wyssała z piaskownicy trąba . Z tym że chyba od czasu przekopywania się na durch do Australii z powrotem dowieziono piasek, bo przy kolejce do przychodni już występuje. Dopiero przy takiej inwentaryzacji zawartości piaskownicy widac, jak nie pilnujemy ciągłości;(
  • @KOSSOBOR 20:11:55
    Ale broni ostrej nie wolno mnieć ani używać;( Ewentualnie można w kozim derrierze trzymać wiatrówkę; też rzecz niezła i na krótki dystans można nieźle dosolić. Tylko jak potem udowodnić, że to nienaumyślnie?
    Co innego łopatka czy mój ulubiony damski tomahawk ( ten od perkusisty). Rzadko kiedy jednej z tych rzeczy akurat nie używam.
  • @jazgdyni 20:11:00
    To na Grenlandii ni mo cynaderek? No coś ty?
  • @sigma 22:23:24
    Trąbią że przejście podziemne przy kolejce. Tyle dosłyszałem.
    Wczoraj kiedy siedzialem sobie spokojnie w ogrodzie , demolowane było
    prawobrzeże.
  • @cyborg59 21:50:00
    Ale to się chodzi tak tylko przez pierwsze dni - potem jest normalnie.

    Zalało, zalało. Ale nie nas, dzięki Bogu. A Ewuś mieszka na górze, więc Jej nie stanowi.
  • @sigma 22:26:29
    Piasek do piaskownicy podesłałem z Grenlandii. Nie wysypali. Szukajcie tam złotego Rolexa, bo chyba tam właśnie mi się zgubił. I jak chcecie to uzupełnijcie piaskiem i kamyczkami nerkowymi. Szpital ma tego ponad tonę.
    Trąba Zajebista zabrała zawartość, przejrzała wszystko i oddała ze wstrętem, bo jej sie zużyte gumy do żucia w tryby turbiny dostały.
  • @KOSSOBOR 03:02:52
    Ewcia pozazdrościła Januszkowi tajnego laboratorium w piwnicy i postanowiła swoją piwnicę przerobić na pokój myśliwski. Miała już wspaniałą kolekcję łopatek, a jej znak firmowy - "damski tomahawk", którym omalże nie utłukła szalonego perkusisty, miał wisieć na honorowym miejscu. Afera z perkusistą, dzięki pytlującej sąsiadce rozniosła się po okolicy i wkrótce zapanował tam kompletny spokój i dobrobyt. Szumowiny omijały ten skrawek Gdyni szerokim łukiem, milicja też wolała nie zaglądać, a sąsiedzi stali się mili i uśmiechnięci. A perkusista, jak sie zabierał do ćwiczeń, to pałeczki dokładnie owijał grubymi tamponami z waty. Tego właśnie dokonała nasza Ewcia i można tylko żałować, że żaden reporter nie uchwycił jej wówczas, z rumieńcami na twarzy, dzikim błyskiem w oczach i siekierką w stanie gotowości bojowej.
    A teraz do kolekcji poszukiwała jeszcze saperki - tej morderczej broni do siekania i okładania. Januszek poczuł się cokolwiek nieswojo.
  • @jazgdyni 07:17:27
    Moim serdecznym przyjaciółkom zakochanych po uszy (po uszy!!! mozna sobie odmrozić!) w Coryllusie gorąco polecam
    http://szeremietiew.nowyekran.pl/post/70202,jak-odmrozic-sobie-uszy
    Zanim znowu zaczną wydawać forsę i kupować książki, to przestrzegam, że nie każda interpretacja historii, czy to Coryllusa, czy Łysiaka lub Wildsteina jest jedynie słuszna lub prawdziwa.
  • @sigma 22:22:35
    Niestety nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Po prostu:
    1 - nie mam doświadczenia w użyciu saperki w walce wręcz,
    2 - żadnej z tych, które tam widać na obrazkach nie miałam w łapie.
    Ale ja bym kupowała najprostszą (nie składaną i o najmniej wymyślnym kształcie łopaty). Aczkolwiek jeden z moich znajomych stwierdził, że ni ma jak składana. No, ale on, bidulek, ma nowoczesne auto z aktówką zamiast bagażnika. Dlatego jemu odpowiadają wszelkie składaki.
    Długość i masa to też ważne parametry ("wyważenie" "jak leży w ręce"). Z tych danych chyba tylko długość można sprawdzić w necie. I przed kupnem wypróbować samemu przy pomocy drąga danej długości.
    Można też (tak jak mój znajomy ten od saperkowego prezentu) nie bawić się w szczegóły, kupić rzecz najtańszą (nie będzie szkoda jak się zniszczy a ja swojej używałam już do róóóżnych rzeczy) i stąd "supermarket".
    Moja z "supermarketu" kosztowała (parę lat temu) dwadzieścia kilka złotych. Czyli tyle co ta rosyjska (n.b. wg mnie ta właśnie wygląda najsolidniej, widać inni internauci byli tego samego zdania, bo już ich zdaje się nie ma na stanie).
  • @jazgdyni 07:17:27
    "saperki - tej morderczej broni do siekania i okładania" Także do rażenia zdalnego (rzucania) - identyko jak tomahawkiem. Oraz do ogłuszania. Walenia "a la sztacheta" (nie mylić z Alą Sztachetą) lub "na odsieb". Na odlew (nie związane z odlewnictwem i odlewaniem), czyli "z mańki". oraz do (powiedzmy że) kłucia, no, dźgania. I rozdyźdywania.

    A perkusista to powinien siedzieć w takiej kanciapie wygłuszonej czym się da. Do tego pływająca podłoga jako mus.

    A zbrojownia (sentymentalne muzeum Ewci) to czegój w piwnicy?? W salonie nie łaska??? No bo jak to tak? Siekirkę po pradziadku do piwnicy??

    A propo Korylusa i jego fanów - hmmm... Błądzić jest rzeczą ludzką. Dyskutować dyletancką. (Nie wiem jak to bardziej elegancko powiedzieć, by nie obszczekiwać Pana C. za oczami.)
  • @bez kropki 09:31:06
    Tu masz rację - dlaczego nie w salonie!? Pyszniłaby się tymi wszystkimi siekaczami i łopatkami, a już widzę, na honorowym miejscu, czyli nad kominkiem byłaby wypchana głowa Januszka.

    Pan C. jak każdy konus, czy kurdupel ma cały worek kompleksów.
  • @jazgdyni 10:09:28
    Wypchana przez Igora oczywiście:).
    Tyle tylko, że w piwnicy bezpieczniej przed trąbą. Z piwnicy by wszystkiego nie ukradła. Ale w salonie bardziej salonowo.
  • @bez kropki 10:22:12
    Ostrzegam przed siekierkami i młotkami z marketu !
    Była taka poręcza, turystycza, malutka ! Będzie na wycieczki. Kupiłem.
    Upadła mi ..... i..... się STŁUKŁA ! Wszystkim znajomym pokazywałem
    krystaliczną strukturę (żeliwa ??)
  • @cyborg59 11:01:52
    To nie jesteś pierwszy:). Mój znajomy też się pochwalił osiągnięciem takim jak zepsucie młotka:) Uderzył i młotek się rozpękł, jak czarownica albo inszy wampir:). Ale moja saperka póki co i koła okopywała, i śnieg odwalała, i lód odbijała (bo że była tania, to se nie żałuję, tylko jadę nią ostro i po betonie).
    Tak więc z tymi supermarketami to loteria. N.b. czasem się zastanawiam, czy aby nie takie właśnie dodatkowe rozrywki, taki niewinny hazardzik nie są aby dodatkową opcją w pakiecie supermarketowych towarów. Ale to inszy temat. Oczywiście, jak ktoś używa tych sztućców częściej niż ja, jeśli dodatkowo ma do czynienia z okolicznościami, w których nie może sobie pozwolić na nawalankę sprzętu, to kupuje te z resursów (wojskowe) i chyba będzie zadowolony.
    A jak pięknie będzie wyglądać taka radziecka saperka w salonie obok zdobycznych łopatek i innych siekaczy?!:)
  • @bez kropki 11:53:07
    Nie jesteście odosobnieni. OBI zaoferowało i szybko przeceniło niby żeliwne kociołki z grillem. Ładnie to wyglądało i w sam raz na szybki podręczny posiłek z rusztu. Cóż z tego - walnąłem o stół i się potłukło jak porcelana - chińska porcelana. Nie sprawdziłem, a to było Made in China. Tylko świnie, zamiast wycofać, tylko przecenili.
  • @jazgdyni 12:46:00
    Jaskbyś nie wiedział to nasi geniusze zlikwilowali dobrze prosperującą hutę i odlewnię żeliwa sferoidalnego w Szczecinie. Jedyną w europie, produkująca
    ruszty pod katalizatory chemiczne.
  • @cyborg59 14:22:18
    Nie wiedziałem - a nie dało się tego wykupić?

    Ty mi panie Rozencwajg nie mów o hucie, bo mnie tutaj zamknęli największy suchy dok na Bałtyku. Do tego z taką wielką suwnicą bramową. I z 5000 tysiącami ludzi. O!
  • @jazgdyni 15:01:16
    Jedyne, co się nam zostało po stoczni gdyńskiej to mój ulubiony młotek dolomitowy 1,5 kg wykuty na zamówienie tamże. Idealnie lezy w ręce, idealnie wyważony, a ponieważ jest to młotek taternicki, więc ma obejmy zabezpieczające przed spadnięciem z mosiądzu wcięte w główkę. Cudo! Słuzy mi od 30 lat i nic mu!
  • @jazgdyni 15:01:16 i cyborg
    Jak piszecie takie rzeczy, to we mnie wnętrzności rebelizują (że tak polecę Sienkiewiczem).
    Nosz, kruca bomba, zaczynam rozumieć Gryzeldę, której coraz bardziej leży idea rozpier*enia monolicików. W salonowej atmosferze zbrojowni damy z towarzystwa.
  • Krótkie notki małej psotki
    @All

    Frau zaczęła już stanowczo przesadzać z tymi porządkami.
    Dzisiaj poinformowała mnie przez telefon, że myje śmieci przed wyrzuceniem.

    @Hania

    Po wytrysku twórczej weny w sprawie renklody oraz licznych doniesień w sprawie poziomek, bobu, porzeczek, spodziewam się, a właściwie jestem pewien, że następny obraz będzie w stylu Arcibalda. No niech będzie - Giuseppe Arcimboldo.

    @Ewcia

    Co byś powiedziała, na niepowieszenie nad kominkiem pogłowia Januszka, za niedźwiedzia polarnego i morsa?

    @Cyborg59
    Widziałeś co prof. Dakowski sądzi o zimnej fuzji? Ale zgrywus.

    @Tadman

    Co wąchasz, jak przekwitły jaśminy?

    ______________________________________

    Szlag mnie trafia, jak sobotnio balujecie, a ja dla rozrywki siedzę przyklejony do kompa ;(((((
  • @jazgdyni 21:48:35
    Taaaa... baluję... Szafy sprzątam. Prawie jak Frau. Tyle tylko, że nie myję przed wyrzuceniem. Co najwyżej drę (mordę albo papióry - w zależności). Na jaja wpadłam dla higieny psychicznej, bo ileż tak można zasuwać??
    Ale też mam przed oczami obraz Gryzeldy ze słomką w pysku, wylegującej się łapami do góry w przekopanym przez Trąbę piaseczku (Rolexa niestety NIET) i pożerającej KUKURYDZĘ (ponoć nie GMO), alibo bób alibo pomidory. Z szafranem (nowa dostawa była!!)
    O! Kukurydza to wyższa szkoła wtajemniczenia podniebień!
  • @bez kropki 21:57:49
    No nie żartuj !!!

    Gryzelda wygrzewa się na słoneczku popijając mojito prawdopodomnie, a ty kręcisz się w kołowrotku!?

    Rany, co za czasy ;X
  • @jazgdyni 21:48:35
    Dziewczyny śledcze z Trójmiasta (tak, to wy)!

    Rozejrzyjcie się po trójmiejskiej scenie i sprawdźcie, czy właściciel Amber Gold to ten Mariusz Plichta od salonów Skody?
    Ale jaja!!!
  • @jazgdyni 21:48:35
    Eee, chyba nie wytopiło słońce tego największego igloo, co za miejscową remizę robi, więc...

    Oj wącham, wącham, ale nie napiszę, by nie oskarżono mnie z powodu tej malej ilości do użytku własnego. Nawet Babcia mi pozwala. Mówi, że to zdrowsze niż mentolowe. Tak powiedziała głaszcząc mnie po główce, a ja się Babci słucham.
  • @jazgdyni 22:14:08
    Aye sir! - Czasy SOM podłe - byle świnia sie byczy (nawet i bez drinków z palemkom - tak to nam sie nie przelewa) a homo sapie (z nadmiaru roboty i braku sił). Ni ma sprawiedliwości na tym śfiecie! Powiedział Igor po skonstatowaniu, że ukradli mu z labu wszystkie łopaty i zawiesili w salonie,
  • @tadman 22:45:07
    No. Bapci czeba słuchać. Przychówkowi swemu to powtarzam. Bapcia wie co dobre. I kupuje złote zemby zamiast dolaruf jakby chciał ten, no, jak mu tam, ten cinkciarz, co go dzieciaczki niewinne okradły.
    (Nie, nic nie piłam, na jajach odsiaduję dzisiejszą zawieruchę...)
    I jak bapcia mówi, że Skoda, to szkoda. I cześć.
  • @jazgdyni 21:48:35
    Arcimboldo - niesamowity malarz!
    Wena jak się przyczepiła - tak siedzi mi na głowie. Co już jest męczące.

    OZu, Ty napisz o przygodach na morzach i oceanach, bo ja o buddystach czy innym zarzynaniu kuraków nie jestem w stanie.....................
    Ja już tylko tak, jak w ostatniej frazie zwrotek "Modlitwy" Okudżawy:
    http://www.youtube.com/watch?v=xoRjh-pf5C0&feature=related

    Tuż przed śmiercią Okudżawa ochrzcił się......

    Dobranoc Wszystkim :)
  • @KOSSOBOR 02:43:00
    Nie wybrzydzaj. Ciri bardzo ładnie i filozoficznie skomentowała. I to Ciri! Jest w temacie. Ty też studiowałaś filozofię. No chyba, że nabyłaś do niej wstrętu. Zdarza się w najlepszej rodzinie.
    Morskie opowieści też będą. Ale tak się składa, że myśli moje nie są monotematyczne. Skaczą sobie tu i tam. Lecz zawsze ciągną tam, gdzie jest wesoło. A w buddyzmie, jak się nie jest napuszonym indykiem, jest wesoło.

    Ty się przez tą wenę rozchorujesz i będziemy ci musieli kupić kaftanik.
    A za Arcimboldem przepadam.
  • @bez kropki 22:48:00
    Ty musisz zdecydowanie przedyskutować z Gryzeldą wzajemne stosunki. Albo - albo...
    Chyba nie ześwini się?
  • @KOSSOBOR 02:43:00
    Jeszcze poprzez wrodzoną przekorę i złośliwość trochę filozofii:

    "Prawa myślenia nie muszą być prawami bytu, nawet jeśli myślimy, iż nimi są. Ileż kobiet myślało, że ich mężczyźni nie zdradzają! Z faktu tego myślenia wynikało tylko to, że tak myślały i nic więcej."

    .
  • @KOSSOBOR 02:43:00
    Taak i ten majestatis pluralis. Januszek naprawdę sobie pozwala. Ja tam jestem za demokracją bezpośrednią, albo użyję łopatki.
  • @jazgdyni 05:40:03
    Kochany OZu - właśnie moje filozoficzne podejście do życia spowodowało, że uwypukliłam tę ostatnia frazę: "I mnie w opiece Swej miej". A niech se tam inni kicają przy bębenkach, zarzynają kurczaki czy nie rozgniatają robaczków. Całkowicie mi to wisi i powiewa.
    / Kiedyś coś Ci opowiem. Będzie "zatkało kakało". Naprawdę. /

    Oj tak, kaftanik i codzienne wyprowadzanie na spacer. Może być do stajni :)
    No pisałam, że już mnie ta wena wqurza. A tu nawet napić się ni ma z kim, jasny gwint! Wyjechali na wakacje wszyscy nasi.............

    Hej, Chinole Was tam prześcigają z tymi tantalami na Greenlandii!!!
  • @tadman 22:45:07
    Bezjedynkówki jak zawsze siedziały w piaskownicy i ćwiczyły majestatis pluralis.
    - My, z Bożej łaski, Hania, czujemy się już dobrze po tej śwince, cośmy ją przeszli - zauważyła Hania z pewnym powątpiewaniem.
    - A myśmy obiecali mamie, ze przyjdziemy się pobawić najwyżej na pół godziny, bo mama powiedziała, ze jeszcze żeśmy nie doszli do siebie po tej chorobie - zawiadomiła dumnie i bezbłędnie Marzenka.
    - A nam się chce siku! Zaraz wrócimy! - wrzasnęła Ewcia i poleciała.
    Tadzinek, który jak pierwszy się pochorowal, tak i pierwszy wyzdrowiał, przemyślal tekst dogłębnie:
    - Babcia powiedizała, że jesteśmy rekonwalescentem i mamy nie latać i sie nie spocić. Bo jako rekonwalscent jesteśmy takim kims, kto nie czuje się dobrze, ale czuje się lepiej, aniżeli wtedy, kiedy czuł się gorzej, aniżeli czuje się teraz.
    Pozostali próbowali w lekkim osłupieniu przyswoić sobie treść tej wypowiedzi, kiedy Januszek ryknął:
    - A myśmy dostali lanie, bo się bawiliśmy w okultyzmy!
  • @sigma 10:50:17
    Ale się wkurzyłem. Jeszcze cały się trzęsę. Dostaję bardzo brzydkiej wysypki, jak mi się imputuje coś, co nie miało miejsca.

    GDZIE JA UŻYŁEM MAJESTATIS PLURALIS !!!!!!!!!!!!!!!

    Czy tu w tytule: "Dyletanci, w tym katolicy są otwarci na świat".? Przecież to prawda. Jesteśmy otwarci na świat. Nie ma w tym twierdzeniu nic więcej.

    I tak idzie dalej z całym tekstem. Podejrzewam, że po pierwszym zdaniu odrzuciliście ze wstrętem i dalej nie czytaliście.

    Ten, kto udowodni, że zaistniał majestatis pluralis otrzyma 1000 złotych nagrody.
  • @sigma 11:04:36
    Nie wiem czym sobie zasłużyłem, że tak piękne słowa, będące misiowokrólikowoalicjową emanacją, padły z ust moich.

    @KOSSOBOR
    Dobrze prawicie KOSSOBORze.

    @jazgdyni
    Od kiedy to OZ daje pieniądze, przecież on je wydziera, zwąc ten proceder eufemistycznie zbieraniem podatków.
    Zwróćcie uwagę - ZBIERANIEM! HUE, HUE, HUE!
  • @jazgdyni 11:56:23
    OZu, ty się nie próbuj po lisiemu wywinąć - masz skłonność do wypowiadania się w imieniu ludzkości, albo co najmniej Klubu Dyletantów - i nas, dyletantów , to wnerwia. My, dyletanci, życzymy sobie demokracji bezpośredniej. Ty nie bądz taki karkażurowaty!
  • @tadman 12:28:15
    Gwoli prawdzie, zapodaję, że tetst o rekonwalescencie jest autorstwa Ludwika Jerzego Kerna i pochodzi z "Przekroju" z lat 60-ych z tzw. tekstów "O Wacusiu". Naumiałam go się wtedy na pamięć, bo bardzo wielkiej urody jest;)
  • @sigma 14:22:59
    Nie mam skłonności do mówienia w imieniu.
    To ty tak odbierasz, niedobra.
  • @jazgdyni 14:49:40
    - Januszek! Karkażuszek! Januszek! Karkażuszek! - darły się bezjedynkówki oskakując swoją oszołomioną atakiem ofiarę i wymachując łopatkami. Januszek zastanawiał się, czy jednak nie wolał być dzieciątkiem. W końcu te kołysanki nie były takie złe...
  • @sigma 14:54:30
    Krwi!!! Krwiiiiiiiiiiii !!! - zakwiczał Januszek i poszedł kupić super-łopatkę. Męską.
  • @jazgdyni 15:03:28
    No już dobrze, dobrze. Nie lataj tak, bo się spocisz.
    Jan XXIII podczas audiencji udzielonej wenecjanom: "Mam dziś na głowie jeszcze wiele spraw, więc nie zatrzymujcie mnie. O, przepraszam! Nie zatrzymujcie nas." ;)
    Następni papieże już nie używali majestatis pluralis.
  • @sigma 14:54:30
    Widziałaś wstęp !?
  • @jazgdyni 15:13:46
    Jaki wstęp?
  • @sigma 15:24:35
    Tak myślałem!
    Schowali się za piaskownicą , będą się łopatkami napierniczać.
    Przyjmijmy że "dyletanci" , nawet z dużej litery (początek zdania), to nie
    to samo co : "klub dyletanta".
    Chodziło o dyletancki sposób zdobywania wiedzy : rozpoznanie bojem.
    Posyłania dzieci i kobiet przodem, nie popieram.
  • @sigma 15:24:35
    Jaki wstęp !? Jaki wstęp !?.....
    Tego o zdaniu odrębnym, dodałem specjalnie dla ciebie.
  • @@@
    Czytaliście to u Jurka Wawro ?

    ...//Proszono mnie o wystosowanie apelu do blogerów, by ograniczyli swą twórczość do maksimum 2-3 tekstów tygodniowo. Nikt nie ma czasu na czytanie kilku wartościowych tekstów dziennie. A jeśli nie są wartościowe - to po co je pisać?

    Może redakcja wprowadziłaby jakiś stosowny zapis w regulaminie? Może jakiś handel 'prawami' - na wzrór prawa do emicji CO2? ;-) Chętnie część swoich praw odstąpię.....//

    Ciekawe co się dzieje ?
    Pierwszy raz widzę i słyszę takie coś !
  • @cyborg59 23:14:34
    Rzeczywiście, ciekawostka.
    Pierwszy raz słysze o przymusie czytania czegokolwiek.
    Jak rozumiem, ma to okiełznać Pińskich i JKM;) Czyżby pobiły się służby w łonie nE?
    Daj linka, prosżę, bo nie mogę znaleźć;(
  • @sigma 23:28:20
    Areopag , najnowszy Wawro.
    Napisał w P.S. do sporej notki. Chyba już masz. Blękitny Ocean na to wpadł
    i podał dalej.
  • @cyborg59 00:01:54
    Wskoczyło na dwójkę : Refleksje na temat wolności
  • @cyborg59 23:14:34
    Wawry nie czytam - facet jest czerwony mentalnie. Oraz nieodwracalnie. Się nie przejmujcie. Co to za "autorytet", qurna?!
  • @cyborg59 23:14:34
    Zapomnieli o staropolskim "Od przybytku głowa nie boli".
    Albo facet sie lansuje, że pisze niby tyle dobrych tekstów.
  • @jazgdyni 16:34:34
    Zadowolona Ewcia już przyjaźnie obtłukiwała Januszka łopatką po głowie. Wstęp przysiadł na deseczce piaskownicy i robił skromne miny - chociaż oczywiste /nóżki razem, łapki skrzyżowane na podołku, łebek nieco pochylony bocznie i mruganie rzęsami/.
    Januszek na wszelki wypadek też robił miny - jednym okiem pełne pokory, a drugie oko w tym czasie popatrywało na splendor. Splendor, jak to splendor - byt ulotny - fruwał sobie w powietrzu nad piaskownicą i był doskonale obojętny na wyrazy aprobaty dla wstępu, które Ewcia wtłukiwała Januszkowi w głowę.
    Hania, próbując odkręcić słoik wecka z zimną fuzją, jak zwykle westchnęła:
    - Nie filozuj, Janusek, nie filozuj...
    - Będziemy filozować!- wściekł się Januszek, bowiem już widział swoją przyszłość, a pluralis maiestatis weszło mu w krew. - I przestańcie mnie walić tą łopatką! Nawet z aprobatą!!! - wrzasnął do Ewci, bowiem uważał, że wyznał grzechy, zadość uczynił i w ogóle. Ale poprawy nie zamierzał przyrzekać. Za Chiny!!!
  • @jazgdyni 02:16:34
    OZu, w tej chwili proszę iść spać!!! O tej porze tylko jazz i artyści. Reszta - pobożnie kalapito!
  • @KOSSOBOR 02:31:54
    Ty Nocny Marku ! ;)
    Pewnie jeszcze absynt popijasz?
    Jak ci się tworzy? Widać dobrze, jak nie możesz się oderwać.
    Ja miałem ciężki dzień i o 8 padłem w fotelu. Obudziłem sie o w pół do drugiej i dalej już biała noc. Zresztą u nas ludzie pracują na okrągło.
    I to jest właśnie fajne na tym statku - jak ciebie nie potrzebują i się zdrzemniesz po objedzie, to nikt nie ma za złe. Praca przeplatana wypoczynkiem non stop. Śniadanie 5:30 - 6:30, lunch 11:30 - 12:30 i obiad 17:30 - 18:30. A do tego zimny bufet, kawa z ekspresu, zimne soft drinki, soki, owoce na okrągło. Muszę ci wyznać, że taki styl mi leży. Jest praca, to się orze ile tam trzeba godzin, nie ma to luz. Można poczytać spokojnie.
    A na list nie odpowiedziałaś. Ha!
  • @KOSSOBOR 02:29:40
    A już prawie miał przygotowaną dobrą zabawę. Padało okropnie i wszędzie była ciapa i kałuże. Więc Januszek wymyślił, ze zbudują barykadę i będą się bawić w walki uliczne, tylko zamiast koktajlami Mołotowa, będą się obrzucać błotem. Po jednej stronie Ewcia i Tadeuszek, a po drugiej Januszek, korespondencyjnie z Cyborgiem i Kropeczką. Hania jak zwykle siedziała okrakiem na barykadzie i coś tam bazgrała kredkami.
    Niestety wyszło gorące słońce, wszystko wyschło i barykada sie rozsypała.
  • @sigma 15:24:35
    Przeczytaj pocztę!
  • @
    Tymczasem na podworcu zameczku, wokół klombu z agawą biegała Gloria, usiłując odpędzić się za pomocą packi na muchy od tej cholernej weny renklodowej. Wena za wygraną tak łatwo jednak nie dawała.

    - Weź jej przykop - poradziła Irena, jak zwykle zajęta piciem herbaty z miśni i oglądaniem swoich kopytek.

    - Łatwo mówić, gdy ma się cztehy nogi! - wściekła się Gloria. - Jak ja niby mam jej przykopać, jak ta choleha stale mnie goni? Jak przykopię - to padnę na dziób!

    - No fakt - zgodziła się bzdyklacz. Kijowo macie bez czterech nóg.

    - Ale manikiurzystka za to tańsza od kowala! - odcięła się Hrabina.

    Madame Silvanne siedziała na kamiennych schodach przykrytych przez Wojciechową kobiercem - celem dodania splendoru popołudniowemu fix żurowi, albo żurfixowi u Hrabiny - i rozdyźdywała porzeczki z cukrem w starym murano ze zbiorów Hrabiego.

    - Wiesz, Glorka, może skoczę po saperkę? - powiedziała od niechcenia. - Packa na muchy to jednak nie jest dobry pomysł na wenę.
    Madame - bez entuzjazmu, bowiem popołudnie dojrzałego lata było leniwe - udała się na tyły zameczku do szopki z narzędziami. Po chwili zza baszty dobiegł jej podekscytowany głos:
    - Chodźcie!!! Szybko!!! Ale jaja!

    Irena, krztusząc się herbatką, ruszyła galopem. Również Gloria, nie zważając na upierdliwą wenę, pognała do ogrodów. Nawet Wojciechowa przerwała dłubanie w bobie i pokłusowała za wszystkimi.
    Widok był fascynujący: nasz legendarny ooO, który wpadł na chwilę z zimnej acz roztapiającej się Greenlandii, teraz w pomarańczowej, długiej kiecce z odsłoniętym seksownie jednym ramieniem, w ciemnych okularach przysłaniających zmęczone oczy agenta, biegał po alejce dookoła stawu, odganiając szczoteczką na długim kijku robaczki i ślimaczki /jeżeli ślimaczki można odganiać, naturalnie/ i drąc się wniebogłosy: "Hare kryszna, hare kryszna, kryszna kryszna kryszna, hare, hare". Miał przy tym eudajmonistyczny wyraz twarzy no i w ogóle - czuł się epikurejsko.

    - Jasssssssny gwint! - Madame aż przytkało, a z jej głowy powoli zaczęła wydobywać się znana nam już smużka dymu. Robiło się niebezpiecznie, ale, na szczęście, Silvanne jeszcze nie dotarła do szopki z narzędziami, gdzie była saperka. A nawet szpadel oraz grabie.

    - Ludzie są różne - i poprzeczne i podłużne - skonstatowała filozoficznie wierna sługa, której przecież od dawna nic nie dziwiło. Świat Hrabiostwa był bowiem pełen spraw zaskakujących.

    - Ale sobie czaprak wybrał! No wiocha! - prychnęła Irena, która uważała jedynie stonowane kolory. - Żarówa!

    - No coś takiego! - Gloria zrobiła okrągłe oczy. - Pogięło go, czy co? Udahu przecież na tej Ghhenlandii nie mógł dostać?!

    Gdy ooO uśmiechnął się szeroko /eudajmonistycznie, jak wiemy/ do swoich ulubionych przyjaciółek i do wiernej sługi, i znad pomarańczowej kiecki błysnęła czerwień - wszystko stało się jasne:
    - Choleha, znowu żuł betel! Na pewno z tym zaćpanym i zasmahkanym wiecznie kuhduplem, Małą Płetwą! - jęknęła Hrabina.
    - I pewnie popijali łiskaczem - pokiwała głową Madame, a w tym czasie Irena dmuchała na wiadomy dym, usiłując go rozwiać, bowiem pragnęła, by żurfix nie zakończył się krwawą jatką: chodziło o imponderabilia i z Madame żartów nie było.

    - Słuchajcie, muszę zadzwonić do Fhau Schnitzel, by posphawdzała, czy już czegoś z chałupy nie wynosi - zatroskała się nie na żarty Gloria.

    - Ady niech sprawdzi u notariusza, czy tej chałupy już tym kicajom nie zapisał - trzeźwo dodała Wojciechowa. - U nas na wsi był jeden agronom i miał córkę, co ona też do tych kicajów przystała. No mówię państwu, ale było! Pod gieesem stała i jakieś świństwa ludziom wciskała, takie słodkie ulepy jakieś. Agronom z chałupy wstydził się wyjść! Potem mu wyniosła telewizor. Potem lodówkę. Ale lodówka stara była. A potem zapisała kicajom chałupę! No jeszcze tego brakowało! Ale agronom ich spychaczem pogonił - z satysfakcją zakończyła opowieść Wojciechowa, z pełną aprobatą dla nieszczęsnego agronoma.

    - Kochanie, czy my mamy spychacz? - krzyknęła Gloria w kierunku okna Hrabiego.
    - Chyba nie mamy! - odkrzyknął Hrabia z głębi otomany, nie przejmując się zupełnie wydarzeniami w ogrodach zameczku.

    Gdy entuzjazm ooO, nie znalazłszy zrozumienia, o aprobacie nie wspominając, nieco przygasł - Gloria powiedziała swoje sakramentalne: "Nie filozuj, OZu, nie filozuj" i wszyscy zgodnie udali się na ciąg dalszy żurfixu na kamienne schody, pokryte kobiercem, i na rozdyźdane porzeczki w cennym murano. OoO, mimo miłości do natury, prostoty i robaczków, poprosił jednak o poduszkę pod sempiternę. Co innego bowiem filozowanie, a co innego siedzenie na kamieniach.
    Gdy Gloria mu powiedziała, że właśnie zadzwoniła do Frau i Frau powiedziała, że na kolację będzie schabowy z kapustą - w oczach naszego legendarnego ooO wyraźnie zarysowała się ulga.

    Wena natomiast zachwyciła się kolorem pomarańczowym. Ale o tym ooO jeszcze nie wiedział.
  • @jazgdyni 03:35:30
    Na wieść o barykadzie, i o tym że nie tylko kryją się po kątach, zadzierają
    nosa, ale piorą we własnej paczce ; całkiem sporo niedzielnie ubranych
    dzieciaków przybiegło zobaczyć widowisko. Próbowały wybudować swoje
    maleńkie barykadki pod hasełkami zasłyszanymi w domu ale tak naprawdę popatrywały na jedną dziewczynkę , tę co to po wyjściu z kościoła potrafiła
    panią z domu otwartego o rumieńce przyprawić. Rozczarowały się.
    Dziewczynka wykazała dużo taktu.
  • @KOSSOBOR 04:12:25
    Czy ty nie masz ataku !? Ataku geniuszu oczywiście. Otóż ataki geniuszu bywają bardzo niebezpieczne. Trzeba pić dużo i nie wiem, czy zwykłe kętru wystarczy, czy nie trzeba przejść na wspomniany absynt, albo lepiej na solidny bimber.
    W każdym bądź razie - nie daj się i uważaj, żeby to nie przeszło w postać chroniczną, bo będziesz nie do wytrzymania.
  • @KOSSOBOR 04:12:25
    Kobiety rzadko są daltonistkami - rozmyślał o:0, - za to są niedbałymi leniuchami i nawet mojego stopnia i pozycji nie pamiętają i wystukują jakieś oOo. Co to jest oOo, to chyba u Ruskich albo w Chinach - wściekał się.

    I nie potrafią odróżnić dostojnego szafranu buddyjskiego, od jakiś tam pomarańczy tych wariatów Krisznowców. Będę im musiał coś o tym napisać, bo niedouczone - snuł sobie powoli w głowie.
  • Ja też
    Tadzinkowi było cholernie głupio, że dziewczynki ratowały Januszka ustawicznie, a to łopatką, a to schabowym, a to rozdyźdanymi porzeczkami, słowem karcącym, a nawet chytrze po damsku (skąd one tak wcześnie to wiedzą?) poduszeczką pod sempiternę, a on nic tylko dyplomatycznie choruje. Wziął się w sobie, wstał, obudził dziadka i zapytał jak można coś dużego naprostować. Dziadek obudzony ledwie co nie za bardzo kontaktował, ale powiedział, że na ferze mają giętarkę do rur, na dodatek samobieżną. Tadzinek ucieszony cmokną dziadka i uradowany pobiegł na ferę. No stało ci z boku jakieś zardzewiałe gracisko. Była to pewnie owa giętarka do rur dużej średnicy, co to z rurociągu Przyjaźń została, czy może miała być użyta, tego Tadzinek dokładnie nie zbadał. Wsiadł na siodełko. Okazało się, że gaz i sprzęgło były trochę za daleko, więc nasz ratowniczy skombinował dwie cegły, które położył na pedałach i wtedy od biedy mógł dźwigniami sterować. Odpalił to cudo i przy wrzasku przerażonych czekających na ferę ruszył na pomoc Januszkowi, który wdał się w śmiertelny flirt z jakąś zołzą o dziwnym imieniu Hani Krzysza.
    - Ciekawe jaką odznakę dają w zuchach za uratowanie kogoś i wyprostowanie? - myślał Tadzinek.

    PS Po czasie okazało się, że nie była to giętarka do rur dużej średnicy, używanych do budowy rurociągu Przyjaźń, a wyprodukowana w dobie głębokiego stalinizmu i będąca do śmierci tego, co miał usta słodsze od malin, na stanie lokalnego Kumitetu PZcoś. Jeśli ktoś zbłądził, wypaczył się lub odchylił się od właściwego kursu był wiązany w gustowny kaftanik i wkładany do giętarki, a ta odginała delikwenta we właściwą stronę i z drugiej strony wychodził nowy socjalistyczny człowiek, no trzeba było go tylko rozdziać z kaftanika.
  • @jazgdyni 03:28:29
    Odpowiem wkrótce. Przepraszam. Ale chyba nic mądrego mi do głowy nie przychodziło.

    Też lubię tak zorganizowany dzień - znaczy życie. Tak się działo, gdy miałam gosposię - Hausgestapo panią Felicję. Mogłam pracować od rana, nie przejmując się zakupami, obiadem, sprzątaniem i w ogóle. Tak jest też na plenerach malarskich. Można malować od śniadania. No chyba że koleżeństwo trunkowe jest - a to norma raczej. Ja jeszcze dodatkowo brałam sprzęt jeździecki ze sobą. No ale koleżeństwo przychodziło do stajni i już na maneżu Jaś W. wyciągał szklaneczkę...
  • @jazgdyni 06:35:44
    Ja nie wiem, czy to atak, czy jednak odkopałam się wenie i po prostu zatęskniłam do lytratury. Ale... musiałam jakoś uogólnić ostatnią sytuację, rozumisz pan. Ona wymagała uogólnienia.
  • @jazgdyni 07:17:13
    To mi napisz, co to jest o:O , bo ja nie wiem. A OoO to jest coś ważniejszego od 007, jak wiadomo. To nawet jest ważniejsze od tej starej wywiadówy, M. Pasuje?

    Dla mnie to ganc poremańczowy. No problem for mi. Jedne tam zenki.
    http://kossobor.nowyekran.pl/post/21895,zenek-sie-wkurzyl-i-co-to-ma-wspolnego-z-popperem

    Jest to dla mnie obce. Mogę czytać z zaciekawieniem /zwłaszcza o tych lamach u Ossendowskiego, gdy pisał o Ungerze/, ale absolutnie mnie Wschód nie fascynuje, ani nie pociąga. Ani filozofia. Ani sztuka. Ani muzyka /Tadziu wie :)/.
    Fascynująca jest kultura białego człowieka. Jak taki Lama Dalaj ma się choćby do "Wariacji Goldbergowskich"? Albo do późnego Petruccianiego?
    Odpal sobie jego płytę "Pianism" i nirwana zapewniona. Ale TWÓRCZA nirwana. Cud!!!
  • @KOSSOBOR 10:50:19
    Przeczytałem o zenkach - świetne! Natychmiast ruszyłem zatłukłem czy muchy, rozdeptałem dwie dżownice i niezliczoną ilość pratchawców. Więcej nie było.
    Ja to jestem taki: - 90% kultura białasów a 10% inne kultury.

    Nirwana, to jak napisałem święty spokój. A osiąga się go tak:

    Kiedy smacznie usnę pod gruszą,
    Na dowolnie wybranym boku,
    Wtedy mam, co na świecie najświętsze -
    Święty spoooooookój....

    Zasadnicze tutaj jest - na dowolnie wybranym boku.
  • @jazgdyni 15:04:56
    OZu, gdzie są wszyscy? Co się dzieje?
  • @KOSSOBOR 01:55:42
    To tam u was coś się dzieje! Może znowu trąba i siedzą pod stołem? Może pierun kulisty zżera im słowa, może choroba grzybowa zaatakowała delikatne opuszki jednego palca, którym piszą?
    Ale najprawdopodobniej to zwykłe olewajnictwo i wtorkowe byczenie się.
  • @KOSSOBOR 01:55:42
    Tutaj też niestety ma zastosowanie teoria oscylatorów. Większość pracuje, jak oscylatory obcowzbudne. Dać kopa, to brzęczy. Sam z siebie nie zaśpiewa. Tylko reagowanie. A ciągle słychać - róbmy coś! Róbmy coś! A co najwyżej, to każdy ewentualnie chętnie się podłączy. Jak popatrzyć, to każdy biadoli. No, ewentualnie profesorowie stawiają diagnozy. A gdzie liderzy, co powiedzą na przykład tak: wy KOSSOBOR od dzisiaj macie mieć zawsze ulubiony pędzel przy sobie. Ale trzymać go odwrotnie. I jak się napatoczy jakiś zdrajca albo tchórz, to go tym pędzlem w oko. Bycie narodem jednookich, jest lepsze niż naród ślepych.
  • @jazgdyni 05:44:41
    Ciekawy sposób zdejmowania zaćmy !
    I werniksem go !!!
  • @KOSSOBOR 01:55:42
    To przez ten święty spoooo-ookój:) wyśpiewany przez "jazgdyni":).
    A przynajmniej taką mam nadzieję dla wysiadywaczy jaj. Bo ja osobiście napierniczam jak Gryzelda w kołowrotku:(.
  • @bez kropki 12:37:43
    Jaka jest moc na wyjściu kołowrotka Gryzeldy ??
    Pozwolenia są ?
  • @cyborg59 15:42:36
    Zahaczona mumijnie Gryzelda obiegła klomb przy dworku/pałacyku, przesmyknęła między Zulą a Glorią (a może odwrotnie), szurnęła po łopatkach (których wcale w piaskownicy nie ma, bo Trąba zabrał(-a) ) a następnie odpaliła turbinę i włączyła GAGa*. Ukryła się za zasłoną dymną niemumijnego ceodwa. Pobór nafty do tego celu jej nie obchodził, bo zasilanie było awaryjne z pierona, no, tego z błyskawicy znaczy się. Tak zakamuflowana, Gryzelda oddała się ulubionej rozrywce, czyli napierniczaniu w kołowrotku.
    *GAG - Górniczy agregat gaśniczy "na bazie" silnika lotniczego. Gazy spalinowe z turbiny były w stanie stłumić każdy pożar (kopalnie) - nie było takiej gruby i takiego pożarku, które by ten eksperyment wytrzymać mogły. Nie były to żadne dla fachulcia arkana.
    Obecnie po GAGu ani słychu ani dychu. Podobnie jak po pozwoleniach emisyjnych, energetycznych, certyfikatach termoizolacyjnych (a! Nie, to nie ta bajka!) na kołowrotek Gryzeldy.
  • @bez kropki 17:27:23
    q-a wcieło mi pół godziny pisania i się zniechęciłem.
    Jestem kaczka: q-a, q-a, q-a.
  • @jazgdyni 06:09:56
    Pif-paf ! Sierpień to sezon na kaczki , uważaj !!
  • @cyborg59 09:18:16
    Zaprzyjaźniony weterynarz twierdzi, że sierpień - miesiącem pcheł;) Sezon polowania na ww. - otwarty.
  • @jazgdyni 05:10:42
    Jasny gwint, sama już nie wiem, w co ręce włożyć, tak zasuwam, a ten mi tu byczenie się insynuuje!
  • @jazgdyni 07:17:13
    Mnie tam OO kojarzy sie jednoznacznie;)))
    Właśnie, skojarzenia...
    A swoją drogą najwyższy byłby czas poruszyć kwestię sanitariatów za peerelu. Dlaczego one musiały być wtedy tak upiorne? Jakim cudem nagle zrobiły się takie czyściutkie, estetyczne? To mnie początkowo zmyliło - w tym 1989 - prawie uwierzyłam, że komuna przeminęła, skoro można wejść bez strachu do publicznej wygódki . I skoro skończyło się polowanie na papier toaletowy. A w dodatku przestal on przypominać papier ścierny. Co oni zrobili z tymi zapasami ściernego?
  • @KOSSOBOR 04:12:25
    Szafran buddyjski, łeh,łeh... Szafran jest kolorem żółtka jajka, a nie takim żarówiastym oranżem, jak to co wdziewają te różne dalaj lamy i inne lamy też. Nb. czy one przypadkiem też sie nie żywią ziołam jak nasza Miąższ?
  • @sigma 10:39:38
    Nie bujsia. Znam amatorów, którzy cały czas polują na ten papier ścierny, bo już sobie za przeproszeniem d... przyzwyczaili i nic innego im nie pasuje.
  • @jazgdyni 10:42:48
    Irene u fryzjera robiła sobie ondul - długie powłóczyste korkociągi. Jednocześnie leciało pedikiur. Zawsze wówczas żałowała, że nie może zrobić manikiuru (albo jak się kiedyś mówiło - Antek robi manicórę, haha). Nie mniej zażądała sobie tipsy w gwiazdki. A co tam...
    Całe to pucowanie, bo przyjeżdża najbliższa psipiółka, bzdyklaczka Matylda z krainy Oz ( zbieżność z Ozem przypadkowa).
    Oj będą tańce i swawole...
  • @jazgdyni 12:36:16
    Chyba wszystkim zjada dziś robotę ! Idzie się ......
  • @sigma 10:32:11
    Kot pomny na polowania i środki chemiczne schował sie do szafki na warzywa, wie że tam nawet najbardziej ekologicznego środka ludzie nie stosują. Śpi w misce z nierdzewki. Inne posłania są pacyfikowane modłą
    wietnamską.
  • @jazgdyni 10:42:48 & sigma
    Skończył mi się zapas z lat 80-tych w warsztacie , stosowany był do polerowania styków. Teraz idę w koszty kupując ścierny gr. 2 000 .
    Do domu kupuję dwa rodzaje ; dla mnie jest szary.
    Co prawda obecny nie dostarcza już tych doznań ale zawsze....
    Na odporność mojego odwłoka niewątpliwy wpływ miała dwuletnia przerwa w studiach wypełniona użyciem "Żołnierza Polski Ludowej" jako substytutu.
  • @jazgdyni 12:36:16
    Jakbyś zgadł! Bowiem Irene i Matylda mialy towarzyszyć Silvanne do Transylwanii - a przecież temu całemu Drakuli niesposób się pokazać bez manikiuru i pedikiuru, nie mówiąc o wiecznej ondulacji. Ta ostatnia jest niezbędna, żeby w razie spotkania z powyższym włosy nie dały rady stanąć dęba. Nic tak nie działa deprymująco na wampiry, niż sytuacja, w której ofiara się nie boi.
  • @cyborg59 17:03:47
    Nie znam metody wietnamskiej? To znaczy, może i znam, ale nie wiem, że to ona;)
  • @cyborg59 17:11:39
    Te substytuty z epoki;) Tak bez związku - obecnie na najmiększym papierze chyba wydają GW?
    Pamiętam z dzieciństwa, jak gosposia bardzo chwaliła, że Tata z rejsów przywozi regularnie The Times - mówiła, że świetnie się nim czyści szyby. I chyba Daily Telegraph tez chwaliła;)
  • @sigma 18:05:42
    Mimo różnych genialnych ściereczek nadal lubię użyć gazety. Syn przynisi z
    pracy wkładki " praca", "ogłoszenia", wie że reszta jest niemile widziana,
    nawet jako rozpałka. Do czyszenia szyb, nawet tych nowoczesnych dobra.
    Gosposia miała rację ! W papierze z tamtych czasów można znaleźć ziarnka
    piasku , rysujące szkło, a farba drukarska brudziła białą olejną farbę.
    Marszczenie papieru na świetlicy w wojsku to był rytuał.
    Dyżurny ciął gazetę na części , ale zapobiegliwy czlowiek przygotowywał papier do użycia, mnąc go i rozprostowując. Pozbawiony "gładkości" lepiej
    spełnia swą rolę.
  • @cyborg59 17:03:47
    Śpi w misce z nierdzewki, mówisz? Gryzelda gotowa tolerować kota majacego pojęcie o materiałach. Niekoniecznie wybuchowych.
    A co do ekhem, ponownego użycia papieru gazetowego, to mnie się źle kojarzy - sąsiadka mojego ojca poszła siedzieć. NIe wiem na ile lat, ale szczęśliwie umarł Stalin a potem była jakaś amnestia i posiedziała krócej niż musiała. A poszła siedzieć mianowicie za podtarcie se "odwrotnej strony medalu" gazetą na odwrocie której było zdjęcie generalissimusa...
    Tak więc wycieranie "Wybiórczą" to chyba ryzykowne??
  • @bez kropki 18:57:19
    Jak oni do tego doszli??? Siedzieli w dole?
  • @sigma 19:01:28
    Teraz jasne dlaczego u ruskich papierków nie spuszcza się z wodą !
    Do kosza, a potem ; kontrola !
  • @bez kropki 18:57:19
    Tego aspektu nia brałem pod uwagę ! A strony tutułowe zawsze zdobiły
    buźki KC i generalicji. (radość po latach !)
    W przypadku ludowego wojska ; pierwsze użycie ! Tak ! Dyżurny natychmiast po otrzymaniu pakietu , dwa trzy egzemplarze zanosił do świetlicy ( po wojskowemu = na świetlicę), resztę bez otwierania, nożem,
    elegancko równiutko rozcinał.
    "wybiórcza" , tia .....
    Chyba teraz też znaleźliby się tacy co oskarżenie o zamach na majestat by
    poparli.
  • @bez kropki 18:57:19
    Co tam w ramach tej samoobrony trzeba robić (bardzo to tajemniczo napomknęłaś w komentach do notki o gwałtach w Jarosławiu)???
    Przecież nie można wszędzie chodzić z saperką.
  • Profesorek
    W bloku sąsiadującym z piaskownicą zamieszkał pan Hardtmen, który uczył w miejscowym LO języka obcego, zdaje się że rosyjskiego. Profesor zachowywał się na tyle niestandardowo, że miejscowi nie mówili o nim inaczej, jak profesorek. Był cokolwiek miękki w ruchach i w mowie. Po pewnym czasie okazało się, że był dobrze ustosunkowany i był lektorem partyjnym. Z tego tytułu prowadził pogadanki umoralniające na okolicznych zebraniach POP, a także w miejscowym radiu. Jego specjalnością było chowanie młodzieży i ocena działania lokalnego KK, a także tego w Warszawie i Rzymie. W tym celu często bywał w kościele na mszach porannych i wieczornych, a nawet zaglądał na Anioł Pański. Oczywiście robił to w celach poznawczych, choć trzeba przyznać, że był mocno przygotowany, bo był świeżo po KULu i po WUMLu.
    Ponieważ z żoną Nadzieją nie miał własnych dzieci, to zaczął zgłębiać zwyczaje obcych dzieci. Często przesiadywał w krzakach okalających piaskownicę. Bezjedynkówki i reszta bywalców piaskownicy była tym ubawiona, bo profesorek maskował się przed wejściem w krzaki zakładając moro, nakładając furażerkę w którą nie wiedzieć czemu wtykał jedlinę, choć w kolo rosły same liściaste drzewa. Robił tę maskirowkę tak nieumiejętnie, że dzieciaki wiedziały zawsze gdzie jest profesorek. Zaczęły go specjalnie prowokować, by szybkim przemieszczaniem się zmusić go do zmiany miejsca obserwowania i wyjścia z ukrycia. Jednak te zabawy nie miały przyszłości i szybko dzieciakom znudziły się. Wtedy zwołały wojenną naradę. Mówiły do siebie szeptem, więc profesorek nic nie mógł usłyszeć.
    Od tego czasu w piaskownicy oraz w okolicy zaczęły dziać się rzeczy dziwne. Chłopcy zaczęli w krzakach kucać, nie tylko przy wysyłaniu paczki, a dziewczynki przy wysyłąniu listów przestały kucać. Dziewczynki zaczęły strzykać śliną przez szparę, gwizdać na palcach, a chłopcy zaczęli się mazać. Początkowo przychodziło im to z trudnością i często zapominali o ustaleniach, ale z biegiem czasu przychodziło im to łatwiej, a tym czynnościom na opak towarzyszyły śmiechy i przekomarzania. Profesor znalazłwszy tak ciekawy obiekt badawczy spędzał dnie całe w krzakach i zapomniał o lekcjach rosyjskiego, więc wywalili go z LO. Gdzieś po dwóch tygodniach dzieciakom zaczęło się to już wyraźnie nudzić, gdy zaobserwowały, że w krzakach od pewnego poranka nie ma profesorka. Postanowiły wyśledzić, co też z nim się stało. Po krótkich inwigilacjacj i "przypadkowym' przepytaniu Nadziei okazało się, że profesorek dnie całe coś gryzmoli na papierze, a potem wystukuje do późna na maszynie do pisania.
    Dzieciaki straciły zainteresowanie, bo całe dnie zabierało im przekopywanie się na Antypody.
    Gdzieś na początku sierpnia przyjechała na sygnale karetka i zabrała profesorka. Mama Marzenki powiedziała, że profesorka ubrali w kaftanik i wywieźli na Srebrzysko.
    Znacznie później wydało się, że profesorek napisał coś na blogasku.
    - Fuj, jakie wstrętne słowo - powiedziała Hania.
    - E tam - powiedziała Marzenka. Gorsze było to co napisał. Wiecie, że zatytułował to "Chowajmy waszą młodzież biseksualnie".
    - O żesz ty - powiedział Januszek. Ja się z tej bajki wypisuję i strzyknął śliną tak daleko, jak dotąd nikt.
    - Wiecie co, proponuję zdeponować nasze łopatki w piaskownicy i jak ten profesorek się tu pojawi, to mu za te krzaczaste świństwa damy wycisk - powiedziała Ewa.
    - I oskaczemy - chichotała Marzenka razem z Tadzinkiem.
    W ten oto sposób dzielna piątka z piaskownicy w Gdyni uratowała polską młodzież na lat ponad pięćdziesiąt.
  • @tadman 20:08:37
    ileż to problemów jawi się, kiedy zaczyna się przygotowanie do wyprawy! Ot, choćby taki problem, jak wpisany na listę "szal i długie portki do zwiedzania monastyrów'. Irene powoli dochodziła do wniosku, że jedyne, co uratuje ją, Matyldę i Silvanne to ogromne prześcieradło, które każda na siebie narzuci. Wtedy z odsloniętym łbem i końcówkami kopytek będą mogly te klasztory zwiedzać skolko ugodno. Jeżeli przypadkiem natkną się w górach na Drakulę, moga w tym stroju robić za trzy (dwa końskie i jeden ludzki) duchy, w razie rozpoczęcia wojny i wybuchu bomby - mogą się po narzuceniu prześcieradeł spokojnie czołgać w stronę najbliższego cmentarza, natomiast po zdobyciu szczytu gór można sobie na prześcieradle przysiąść. Można też nim wzywać pomocy, ogłosić kapitulację, a na nim zrobić piknik. Zgodnie ze wskazówkami prof.Dakowskiego - przescieradło jest tez najtańszą metodą schłodzenia i ochrony przed palącym słońcem.
  • @sigma 21:22:02
    Zresztą w razie ataku weny twórczej, można też na prześcieradle namalowac dowolne malowidlo, a nawet renklodę.
  • @sigma 21:26:50
    Tadzinek, nie wychodząc z roli, którą trenował przez 2 tygodnie, zaczął ryfolić.
    Ewcia szturchnęła go łopatką pod łopatkę, aż skrzesała iskrę.
    Au, boli - jęknął Tadzinek i przez łzy wyłuszczył, że nie umie malować i w tak zwanej wenie konsumpcyjnej to on może zjeść kilogram renklod z pestkami, a nawet z robakami, ale namalować to nie..
    Brrr - aż otrząsnęło Ewcię, która znana była w kręgach piaskownicy z dużej wrażłiwości konsumpcyjnej. Bele czego nie zjadła, o nie.
  • @tadman 21:40:26
    W kręgach zbliżonych do piaskownicy tapir spokojnie spozywal renklodę za renklodą. Nie była mu do tego potrzebna żadna wena - ani twórcza, ani konsumpcyjna. Betel się skończył. W morzu się zrobiło pod górkę. Ruda tantalowa ze Stefanem F. zaczęli rządzić sie w okolicy i nawet ostatnio smieli zaproponować mu ochronę, oczywiście za opłatą. Najwyższy czas było wracać na stare śmieci.
    Bardzo byl z siebie zadowolony, ze wreszcie namówił focze komando na obranie kierunku SE - było też oczywiste, ze foki muszą pchać przed sobą kanapę z rozwalonym na niej tapirem, bo inaczej nie będą mialy przewodnika. Po rejsie z Grenlandii kanapa wskazywała na pewne ślady zużycia, ale tapir spokojnie ją zawlókł w krzaki koło piaskownicy, gdzie uwil sobie wygodne gniazdko. Najwyższy był czas na zmianę legowiska, bo wyrósł z tego spacerowego wózka, w którym dotąd sypiał.
  • @sigma 22:26:55
    Wkładka mięsna w renklodach nawet mu odpowiadała, bo po Grenlandii mial wyraźny niedobór białka. Zastanawial się, co za cholera nawlokła w krzaki tyle gałęzi choinki, ale mial nadzieję, że tajemnica sama się wyjaśni. Wizja podrózy na Antypody na durch spodobała mu się. Rozwalony na kanapie półtrąbkiem podspiewywal sobie "Zbudujemy nowy most, jeszcze jeden nowy most" etc, a w marzeniach już się widział, jak znajduje samorodki złota, kumpluje się z kangurami i nurkuje na rafie koralowej.
  • @sigma 22:33:17
    Po spożyciu takiej ilości renklod na chwile go zamgliło, ale już po chwili zaczęło się rozchodzić miłe ciepełko, albowiem tapiry mają przyspieszoną fermentację i do tego wysokoprocentową. Kurcze, pies drapał betel, przerzucam się na śliwki, po czym czknął i beknął dyskretnie, bo ogólnie był dobrze wychowany i błogo rozciągnął sie na kanapie.
  • @sigma 22:33:17
    - Henklody, henklody, henklody, henklody, henklody, henklody, henklody, hrenklody - dlaczego wszyscy są nienormalni??? - myślała Gloria. - I dlaczego wszyscy pojechali do Thansylwanii? Że Madame - to hozumiem, ale heszta? Takie ładne lato, a oni tylko monastyhy, Dhakule, wampihy i przyspieszona fehmentacja. I jakieś prześciehadła! Sapehki!!! Pogięło ich wszystkich? Henklody, henklody, henklody, henklody - dlaczego wszyscy są nienohmalni? Chyba już poha spać - ziewnęła na koniec.
  • @jazgdyni 00:46:46
    - Acha, jeszcze oscylatoh obcowzbudny - przypomniała sobie, zasypiając.
  • @KOSSOBOR 03:49:22
    Obcowzbudny i rezonansowy, ty Nocny Marku renklodowy. Tylko 3 godziny spańka dzisiaj.
  • @tadman 21:40:26
    Cyborg przeszukiwaL pamięć operacyjną , notatnikową, rezerwową, stałą,
    ulotną, bąbelkową, ferrytową i nic ! Dopiero odwołanie się do pomocy
    specjalnych agentów śledzących dało rezultat : RYFOLONO u stokrotki !
    Cyborg się nieco uspokoił ; śledząc skład ryfolących u niej , doszedł do wniosku że słowo to nie ma konotacji ani bi- , ani tri- , ani nawet wieloseksualnej, jak początkowo sądził.
    Postanowił ryfolenie dodać do katalogu słówek obserwowanych.
  • @cyborg59 10:15:58
    Czy to ma coś wspólnego z waleniami, bo nie znam?
  • @tadman 21:40:26
    Tadzinek ryfolil i ryfolił, az wszystkioh zaczęły zęby boleć. Nawet tapir wybudził się z drzemki porenklodowej i nie ruszając się z miejsca zaczął w kierunku nieznośnych dźwięków ostrzał pestkami malowniczo ułożonymi w sterty wokół kanapy.
    Jednak najwyraźniej Tadzinek był w stanie wskazującym i pod wpływem; nic go nie było w stanie zmusić do zaprzestania ryfolenia. Nawet jakby zintensyfikował swą działalność.
    Z okna wychyliła się zirytowana Gloria i wrzasnęła: - A przestaniecie wy hyfolić, wsthętne bahohy!
    Wojciechowa westchnęła ciężko i przeszła do działań bezpośrednich. Odkluczyła spiżarkię (wiadomo, że pinczery, rudy oraz mulę róż, już nie mówiąc o Hrabim , nie były istotami godnymi zaufania) i sobie tylko znanych zakamarków wydobyła słoik konfitur wiśniowych. Na wszelki wypadek, gdyby okazał się on (wypadek) ciężkim, w drugą rękę wzięła torebeczkę z mordoklejkami. Tak zaopatrzona, nie zapomniawszy oczywiście zamknąć spiżarni na siedem spustów, udała się ciężkim krokiem w stronę piaskownicy. Przed nią szła groza, a nad nią leciał motylek, oczywiście. Dotoczywszy się na pozycję bezbłędnie zlokalizowała źródło ryfolenia. Wydawało się niepozorne, a proszę, co potrafiło! Wprawa, jak wiadomo, czyni mistrza! Wojciechowa podsunęła Tadzinkowi pod nos słoik z konfiturą. Tadzinek wykonał zbieżnego zeza, oblizał się, ale czynił swoje dalej. Wojciechowa spokojnie sięgnęła do torebeczki, nabrała garść mordoklejek i wraziła w otwartą paszczę zatykając ją na amen. Ryfolenie ustało jak nożem uciął. Wojciechowa wiedziała z doświadczenia, że ma jakieś poltorej godziny spokoju i spokojnie udała się wyrabiać ciasto na pierogi z jagodami.
  • @cyborg59 10:15:58
    Ktoś u Pińskiego pod H. /profesor po... KULu!!!/ napisał, że jak zrobim palowanie - to wtedy H, będzie nawet tri. I to mi się podoba.

    Robić - nie mówić!!!

    /"Nasza młodzież" - rozumiem, że chodzi o "marsze żywych" ?/

    Acha, nie mam telewizora, więc się nie męczę. Tylko napiszcie mi, jak będzie koniec świata, dobra? Bo głupio nie wiedzieć.
  • @jazgdyni 10:19:22
    Oczywiście, że chodzi o walenie, cokolwiek miałoby to znaczyć i cokolwiek pod tym rozumieć.

    Kto Ci nie pozwala spać? Ja bym zabiła! No ale istnieje coś takiego, jak jamka popołudniowa - baaaaaaaardzo lubię :)
  • @sigma 19:01:28
    Jak do tego doszli (czy siedzieli w dole, czy w zwykłym g*nie epoki), to było i jest tajemnicą śledztwa.

    A co do samoobrony (ale nie partii polit, tylko umiejętności lania w pysk lub gdzie indziej i nie wody), to ja polecam tak:
    - WSZYSTKIM (bez różnicy, płci, wieku i stanu cywilnego - wsio ryba - świecki, duchowny i nie ważne szafranowy czy fioletowy) lekturę książki "Zawsze bezpieczna";
    - Więcej reklamy (eufemizm na "faux pas") popełniać nie będę. Ale zdradzę, że są różne kursy samoobrony, od najbardziej "babskich" i njuejdżowskich, po normalne - dla każdego coś dobrego; W wielu szkołach instruktorzy dają możliwość "wynajęcia" ich na weekend (przyjeżdżają do danej miejscowości, tylko trzeba samemu zorganizować grupę, salę, nocleg dla instruktora), w celu przeprowadzenia doraźnego szkolenia;
    - W rejonie podkarpackim istnieje szkoła sztuk walki, która z fizycznej fajtłapy (co więcej: obarczonej pewnymi problemami zdrowotnymi!) zrobiła osobę samoobronną (pomimo w/w ograniczeń); Wspominałam o tym u siebie, więcej nie będę, bo patrz zakaz;) reklamy; Sądzę, że inne rejony kraju nie są pod tym względem dyskryminowane;)
    - Jak wybrać szkołę/instruktora, to osobny temat, na razie go pomijam, żeby nie brnąć w offtopy; jak ktoś będzie ciekaw, to wtedy możemy rzecz pociągnąć;
    - Nie ma śmichów-chichów trza baby przerobić na bezjedynkówki (co to łopatką po głowie wychowają bliźniego swego) a następnie je doszkolić (choćby z użycia saperek i innych sztućców).
  • @KOSSOBOR 11:51:10
    Drużyna druha Borucha ostatnio mocno dała się Trójmiastu we znaki. Wszystko to w ramach promowanej przez najwyższe czynniki akcji pt. Niewidzialna Ręka. A to skopali komuś po nocy ogródek, szatkując przy okazji poletko cebulek tulipanowych, a to przyprowadzili dziecko do domu doprowadzając jego matkę do obłędu, bo szukała malca po całym mieście nie pojmując, gdzie mógł pójść spod sklepu. Jednym słowem, czego by nie zrobili wiedzeni dobrymi chęciami, tym skuteczniej i solidniej brukowali drogę do piekła.
    Jednak była grupa istot ludzkich, która działalność drużyny oglądała z dużym zainteresowaniem. Bezjedynkówki wraz z Januszkiem i Tadzinkiem czuli się zainspirowani.
    Oczywiście nie w głowie im było kopanie ogródków, odprowadzanie nie zgubionych dzieci, czy podobne idiotyzmy. Głównie fascynowały je nieograniczone możliwości działania w ramach Niewidzialnej Ręki w połączeniu ze świeżo posiadaną sztuką pisania
    Nikt więc ich nie podejrzewał o jakiekolwiek współsprawstwo, kiedy na murze koło witryny mięsnego pojawił się napis:
    Stalin jest gupi.
    Za to z dużą satysfakcją oglądały, jak sprowadzeni grafolodzy, fotografowie, śledczy i towarzysze partyjni sprawdzają alibi wszystkich obywateli w promieniu kilometra, pobierają próbki pisma, konfiskują ołówki kopiowe, kredy i kawałki cegieł.
    Nikt ich nie podejrzewał, ponieważ nikt nie przypuszczał, że już umieją pisać.
  • @sigma 15:27:27
    Mała retrospekcja ? Ja nie rozumiem jak tak małe, ale jednak szalenie rezolutne istotki nie zauważyły że kac spłeczny po śmierci Stalina już minął.
    To że milicja siłą rozpędu chronić imię ojca narodów będzie przez kolejne dekady rozumiem.
  • @cyborg59 15:41:28
    No więc Transylwania i monastyry. Wyjątkowo ponura kombinacja. Fakt, świętej góry Athos, gdzie naprawdę piękne monastyry zwiedzać nie mogły, bo tam od tysiąca lat bab nie wpuszczają. Klaczy też. Ostatnia koza, co się przypętała jakieś pięćset lat temu natychmiast zamieniona została na kotleciki i gulasz segetyński. Były jeszcze Meteory, ale Irenne niezbyt się sprawdzała w alpinistycznych wyczynach.
    Przejmujący zapach dobitnie poświadczył, że powoli zbliżają się do najbliższego klasztoru. Panowali tu niepodzielnie Bracia Brudasy. Składali oni uroczyste przyrzeczenie, że nigdy nie będą się myć, tym bardziej kąpać. W okolicy znani byli jako Flejtuchy, bo nieprana odzież, tudzież niestrzyżone głowy i brody, takie właśnie powszechne słowa same nasuwały. Panie dyskretnie zaczęły wyciągać perfumowane chusteczki i zastanawiać się czy dobrze zaplanowały podróż. Intensywnych zapach miał różne odcienie, bo mnisi głównie żywili się czosnkiem, cebulą i ciecierzycą.
    Cóż, ale poszły w zaparte, jak monastyry, to monastyry - wszystko zniosą. Choć Irenne w skrytości rozmyślała, czemu nie pagody i zapachy lotosu i kadzidełek?
  • @cyborg59 10:15:58
    ryfa - wpadka, nieudana akcja (slang miejski)
    ryfa - osoba nielubiana (ponoć z języka młodzieżowego)
    ryfa - gęba, mina, wyraz twarzy )z gwary wielkopolskiej)
    Ryfa, Ryfka - żydowskie imię Rebeki

    Od tego przedostostatniego zapewne to pochodzi; przez błędne odczytanie czyjejś uwagi o osobie płaczącej - "ale ryfa!" to zapewne nie określenie płaksy, a wyrazu jego twarzy. Ponieważ ryfolić już się przyjęło w znaczeniu ryczeć, więc niech zostanie jako wkład w jaja.be.
  • @sigma 15:27:27
    Grafolodzy, grafolodzy. A żebyś wiedziała! Na jednym WSK była raz taka akcja - nieznany sprawca napisał coś na dyrektora na drzwiach kibla. Ponieważ śledztwo nic nie dało, drzwi posłano do grafologa... Sprawca ponoć pozostał niewykryty, ale wysłanie drzwi do grafologa przeszło do legendy.
  • @jazgdyni 17:20:01
    Ale ja naprawdę ruszam w góry pt.Bukowina i Maramuresz i w trakcie wędrowania po górach będziemy nawiedzać obronne monastyry z XV i XVIw - nb.wciąż są to czynne klasztory. A Irene i Matyldę zabieram, bo przyda im się trochę polatać po górach;)
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Malowane_cerkwie_północnej_Mołdawii

    I w porównaniu z tymi klasztorami te twoje pagody, lotosy i kadzidełka to chłam i kicz dla turystów.

    A ten kawałek Karpat ma sporo dwutysięczników, a przypomina moje ulubione Tatry Zachodnie - z ta róznicą, ze tam nie ma tłumów.
  • @tadman 18:41:16
    Nie miałam pojęcia, co to znaczy;) A nawet trafiłam z tekstem. Nie ma to jak braki w wykształceniu. Od razu intuicja kobieca się rozwija.
  • @bez kropki 19:04:43
    To mi przypomina, że w cz.I jaj be był już wątek faceta, który kupuje gazetę, pracowicie ją drze na okreslone kawałki, idzie do wygódki, zawiesza całość urobku na gwoździu, po czym stwierdziwszy, ze na wierzchu jest portret Ojca Narodów, z żalem zdejmuje tę kartkę (każda kartka na wagę złota), drze na milion kawałeczków wrzuca w czeluść. Żeby potem nie było kłopotów, bo nie wiadomo kto skorzysta z wygódki;)
    Więc tak sobie myślę, ze w opisanej przez Ciebie historii po prostu ktoś nie podarł tej kartki ,a ktoś inny ją przuważył i zakablował, gdzie trzeba.
  • @cyborg59 15:41:28
    A pamiętacie, jak trudno było nazbierać ten obowiązkowy kilogram makulatury dla szkoły? Papier gazetowy szedł na wiadomo co, a gazety wtedy to było 6-8 stron - nie to, co teraz. Najlepiej mieli ci, którzy mieli kogoś z rodzin w jakimś urzędzie - urzędy jak zawsze produkowały tony papieru do wyrzucenia.
  • @sigma 19:06:41
    Fajnie masz, ktoś mi opowiadał, że jest cudnie. Przygotuj sie też, bo grzybów tam jest mnóstwo.
    Ty jedziesz w realu, ale my będziemy surowo komentować na jajach.
  • @tadman 18:41:16
    Na Niepoprawnych było o tym "ryfoleniu u stokrotki".
    Przyjmuję jako fajną ciekawostkę , a właściwie cieszę się że jest jakieś
    słowotwórstwo, bo w pewnym okresie "ulica" utknęła na trzech słowach.
    Myślę że młodziaki, tak jak my, absorbują za pomocą internetu słowa z innych regionów.
  • @sigma 19:25:22
    Z makulaturą ? Kłopot ? HI-hi ! Moja szkoła była dokładnie naprzeciwko
    drukarni Kuriera Szczecińskiego. Portier nawet specjalnie nie reagował, byle
    nie włazić na halę maszyn. Akurat z tym problemu nie było.
  • @sigma 19:25:22
    Kilogram? Tylko jeden?! Toście mieli burżujskie życie towarzyszko! Bo u nas obowiązkowo dobrowolne było dziesięć kilo! A potem nawet dwanaście!
    I była z tym u nas w domu straszna bida, bo rodzina wrogów ludu i ustroju gazet nie kupowała programowo. Takie tam Tajmsy i Dajlimajle nie były dla nas dostępne. Choć się zes*-tego-ten, a tych 10 kg nie było z czego wziąć.
    Ratowało nas miejsce pracy ojca. Przez cały rok pracowicie zbierał zachodnie(!) foldery otrzymywane od współpracowników firmy. Potem te foldery zanosił do szkoły (bo to ciężka cholera była, te 10 kg mam na myśli, że to nie dla dziecka ciężar). Regularnie wzbudzał tym nieufność, podejrzenia a nawet oburzenie i wściekłość. No bo tak:
    - paka na oko o wiele za mała (jako, że gramatura papieru kredowego była dużo większa od gazetowego chłamu), po zważeniu okazywało się, że jednak miała wymagany "gabaryt", a to było podejrzane; Raz to nawet rozbebeszyli tą paczkę przy ojcu i sprawdzali, czy w środku nie ma złomu(!);
    - zawartość była ZACHODNIA!! (apage satanas, zachodnias i w ogóle strrrrrach) No to ojciec wytłumaczył, że jeśli cokolwiek przerabiać na papier toaletowy to tylko "zachodnią propagandę" a nie przemówienia partyjne przecież!! Wzbudził tym jeszcze większą furię, ale już taką cichą;) ;
    - nie podobało się, że paczka była jedna, jednorazowo odstawiona, "bo to wicie, chodzi, żeby w młodzieży przysposabiać ducha oszczędności i skrupulatności" (tak piramidalne debilstwo zbywaliśmy "obleżywym milczeniem" - ten ostatni zwrot stanowi autentyk).

    Potem, wraz z postępem techniki, kraju i ustroju, doszły do tego steeeerty wydruków z Odry:) To już wzbudziło w szkole drgawki śmiertelnego strachu. - No bo jak to tak? z TAKIEGO zakładu wydruki?? KOMPUTEROWE???! To może tajemnice państwowe albo w ogóle szpiegostwo?! (Jak się miało mieć szpiegostwo do wyrzucania i do recyklingu papieru, tego nie raczyli nam wyjaśnić - ot, jedna z nierozwiązanych zagadek i menadrów logiki ustroju częściowo minionego.) A DO TEGO TAKIE MARNOTRAWSTWO! - Zadrukowana tylko jedna strona a powinny być dwie!! Ani dyro, ani szkolna spycholożka nie byli w stanie objąć umysłem krew w żyłach mrożącej tajemnicy, że komp może drukować tylko po JEDNEJ stronie. Wywierali na ojca presję, żeby wywarł presję na swego pracodawcę, żeby drukowali po dwóch stronach i "bardziej zwięźle, bo jak to wygląda: tu znaczek, tam linijka, tu kilka cyfr i na to cała strona?!?! Takie marnotrawstwo papieru pochodzącego za dewizy?!?!" (cytat oryginalny, specjalnie sobie zapamiętałam).
    W tej sytuacji wróciliśmy do jedynej dostępnej prasy, tj. "Wiadomości fabrycznych" (nie nadawały się do kibla, bo nędzna farba brudziła odwłok ołowiem a to wszak bardzo niezdrowo) - Czytający tego "Beobachtera" po użyciu (czyli PRZECZYTANIU a nie po czym innym - hiehie) oddawali go ojcu. A sterty z Odry służyły mi jako papier rysunkowy - ależ byłam szczęśliwym dzieckiem! W dobie braków, także braków w zakresie bloków rysunkowych, ja miałam do dyspozycji całe bele, metry kwadratowe, taśmy na kilkanaście metrów bieżących, silnego, szerokiego papieru o dużych arkuszach! I te cudne dziurkowania po bokach!:)
    Tylko musiałam za ten luksus (tj. za uporczywe i antypaństwowe niekupowanie gazet przez rodziców) płacić polowaniem na papier toaletowy i staniem po niego w wiekuistych kolejkach. Ale to też mi się przydało - zyskałam dzięki temu umiejętności społeczne:) np. łatwość nawiązywania kontaktów, łatwość funkcjonowania w środowisku multi-kulti;) (żul, plotkara, tajniak, podejrzany seksualnie typ w peruczce, emerytka po linii, rencistka wręcz przeciwnie, zbowidowiec, akowiec i inne takie - hihi), operatywność, empatię (baba w ciąży tylko co 3ci normalny kolejkowicz !! - hihi) :) oraz masę innych cech. (Nie, "zamiłowanie" do ustroju odziedziczyłam po rodzicach, nie wyniosłam go z kolejek - tu zawiniło dziedziczne obciążenie rodzinne.)
  • @bez kropki 08:15:22
    Ale ja miałam dostarczyć kilogram na miesiąc! Czyli 12 na rok;(
    I w szkole pilnowano tego, żeby dostawy były comiesięczne; żadne tam zbiorcze. Wpływało to na stopień z zachowania.
    Jak dziś pamiętam chwilę, kiedy wychowawczyni pojawiła się w klasie ze stertą niebieskich malutkich książeczek i rozdała je nam mówiąc, że jesteśmy teraz członkami TPPR i musimy płacić składkę 2 zł (tu już nie pamiętam, czy na miesiąc ,czy na rok), a także przymusowo dobrowolnie zaabonowała w naszym imieniu :Murziłkę". Bylismy w II klasie podstawówki i takich rzeczy siię nie zapomina. A także uwag rodziców po otrzymaniu listy płatności;)
    Zajrzałam do nieocenionej Wiki:
    Do lat 80. TPPR liczyło ok. 3 miliony członków, głównie poprzez masowe zapisywanie uczniów i pracowników przedsiębiorstw i instytucji państwowych. W 1991 TPPR zostało przekształcone w Stowarzyszenie Polska-Rosja.
    No proszę! Nic w przyrodzie nie ginie;)
  • @bez kropki 08:15:22
    Wreszcie się ktoś zwlókł z barłogu !
    Coś mi nie pasowało z tym kilogramem, więcej targaliśmy przez jezdnię.
    A może to był czyn podjęty w naszym imieniu przez nasze kochane kierownictwo?!
  • @sigma 08:50:28
    Firma ojca przymusowo prenumerowala Kraj Rad . Ojciec przynosił.
    Sporo było treści popularno naukowych - reszty nie czytalem.
    W szkole po naradzie stwierdzili że powinienem Kraj Rad wkładać do środka
    paczki. Szczególnie te nowsze bez śladów zaczytania. Bo to świadczy...
    Papier był gruby, prawie kolor, wyraźny. Miałem przody przy gazetkach szkolnych, a klasa plusy.
  • @sigma 08:50:28 i cyborg
    A ja składki NIE zapłaciłam. Ani razu. "Nie, proszę pani, nie mam pieniędzy. Nie mam kieszonkowego, mama też nie ma. Tata? Tata przepił całą wypłatę. I co z tego, że trzeźwy? Mała wypłata, to się nie nawalił jak trzeba."; "No normalnie nie ma forsy - z pracy ją wywalili, bo nie poszła na stadion potępiać warchołów radomskich, to nie ma pieniędzy. To wszystko przez tych 'warchołów'. No!"; Wersja hard "Mama mi kazała powiedzieć, że to przez 'warchołów radomskich' " (reszta leciała podobnie jak wyżej). Nauczycielce-działaczce trudno wszak było podważać winę "warchołów";))). Za to Murziłkę kupowałam, bo nauki języka pilnowali oboje rodzice. Tu już nauczycielka nie pytała czemu naraz mam pieniądze;). Chyba wolała nie ryzykować;). Uznawała, że lepsze częściowe zwycięstwo niż absolutna wojna;). A może po prostu była choć trochę normalna??
    Podsumowując: dobrze było być szkolną prymuską z ruskiego;). Takich bali się zahaczać;). A znajomość języka czasem się przydaje, do dziś:).

    Współczuję nadgorliwej dyrekcji szkoły. Że też to nie ma bata na takich kretynów... Ale nie dam głowy, czy mój tato nie skorumpował właściwej pani, żeby mi te przydziałowe (z góry wręczone 10 kg) po prostu "wzięła i rozpisała" na cały rok...:)

    @cyborg - O tak! Za czyn i zobowiązanie, to można ręczyć!:) Wczoraj wieczorem, w ramach walki z bezsennością, oglądałam znaczki dziadka (dobrze, że nie wywaliłam cholerstwa, znaczki mam na myśli!). I tam są takie perły jak np. "Plan 6-letni to 723000 nowych izb mieszkalnych", "Plan 6-letni to 2,3 x więcej energii elektrycznej", "Plan 6-letni to 100 000 000 ton węgla w r. 1955", "Naprzód do walki o plan 6-letni!", "Międzynarodowy dzień dziecka" (a w środku Bierut), "Międzynarodowy dzień kobiet 8 III 1953" (a w centrum chłop z czerwoną flagą) A! Nie! Chłop w kombinezonie roboczym jako emblemat dnia kobiet, to już inny temat:).
  • @sigma 08:50:28
    PS. Pisałam Ci PS ale komp zachował rewolucyjną czujność i mi go zeżarł. Przerzucił mnie na portal branżowy!! No!
    Ale jako element wrogi klasowo, ja Ci jeszcze raz walnę tą wrogą propagandą.
    Otóż jestem dumna z siebie, bo w zw. z tym obowiązkiem comiesięcznym (prawie jak okres - też odrzuca i też na czerwono - stąd jednoznaczne skojarzenia - wybacz, proszę), razu jednego walnęłam teksta, którego wymyśliłam sama z siebie, bez podpuchy rodziców. - No, bo proszę pani, są braki w zaopatrzeniu i dlatego trzeba przed terminem wykonać plan. W "Kronice filmowej" tak mówili. No to ja dlatego we wrześniu całą tę makulaturę przyniosłam. Nie, więcej tej zachodniej propagandy nie mają. Zabrałam im wszystko. Jak będą mieli, to jeszcze im zabiroę, ale nie mają. Gazet się u nas nie kupuje ani nie wyrzuca." Oczywisty brak logiki w ostatnim zdaniu zdaje się w ogóle nie zwrócił uwagi nauczycielki. Nie wiem czy się bała, czy może była tak wybitnym przedstawicielem zawodu;)). Ale to już całkiem inny temat.
  • @cyborg59 09:09:36
    To widzę z tym bywało podobnie;). U nas też niektórzy wkładali do środka paczek (po naradzie czynników w szkole) :). - Niektóre rozwiązania są uniwersalne:). Także co do gazetek ściennych i plusów;).
  • @bez kropki 09:30:17
    ...// Gazet się u nas nie kupuje ani nie wyrzuca." Oczywisty brak logiki w ostatnim zdaniu zdaje się w ogóle nie zwrócił uwagi nauczycielki //....
    Taka była logika etapu ; ona znała życie !
    Czy panie kupowały "Burdę" ? Pierwsza w kolejce "zdobywała" od konduktora Warsu , potem była wymiana. A niby skąd nazwa "drugi obieg"? Pierwszy obieg też obiegał wielu. A......! Na koniec, przedostanim
    miejscem dla kolorowych męskich i damskich była fryzjernia Władeczka !!!
  • @cyborg59 09:57:37
    Nas nie było stać ani na Burdę (nie mylić z burdami, bo te się nam zdarzały często, zwł. jak siedzielim cicho i NIC nie robilim, ale to inny przykład logiki systemu) ani na fryzjernię. Pomijając fakt, że (jak słusznie prawisz) TYCH gazet na makulaturę nikt by nie oddał. I, tak, chyba masz rację - możliwe, że pani tak właśnie zrozumiała to ostatnie zdanie... Widzisz, jak to po latach człek dochodzi do oświecenia;). Bez jaj be by tego nie było;).
  • @bez kropki 10:17:00
    Inna sprawa, że wiele kolorowych polskich i niepolskich magazynów zbirało sie latami. Stosy Młodego Technika i Fantastyki chyba do dziś zalegają po piwnicach. To było jednak nic,l bo panie mogly po raz setny przeglądać te wszystkie zdobyczne Burdy, Neue Mode, Glamoury, a młodzi, jakże rzadkie National Geographic. To były skarby rodzinne !
  • @jazgdyni 11:33:59
    Na nadchodzące dni, dla wszystkich, a w szczególności dla udających sie w dalekie podróże polecam hasło do rozmyslań:


    "OGÓREK PĘKA WZDŁUŻ"
  • @jazgdyni 11:56:23
    Jako etatowy rozbijacz jedności klasowej (do dziś nie wiem czy chodziło o klasę szkolną, czy społeczną) nie będę kontemplować w/w hasła. Zamiast tego poddaję hasło alternatywne "nie pękaj, daj innym pęknąć ogórku":).
    Fantastyka była "gupia" (gdybym przewidziała poziom obecnej prasy, nigdy bym tak o F nie mówiła!), "Młody technik" był infantylno-przerośnięty (nierówny: tu jak do dzieci a tu jak do doktorantów). Za to "Przegląd techniczny" albo "Skrzydlata Polska", o! TO było COŚ. Tylko niestety ku memu wielkiemu żalowi nie mogłam ich zbierać, bo były, jak zauważyliście, częścią "obiegu". Z tego obiegu tylko nieliczne egzemplarze (a i to do podziału między innych) mogłam sobie kawałkami zachować. Do dziś znajduję fragmenty traktujące np. o odkryciach medycznych i innych takich, dziś będących w standardzie...
  • @jazgdyni 11:56:23
    Odzew: parówka takoż .
  • @bez kropki 12:02:52
    Bardzo lubilem i lubię prawdziwa fantastykę (tę twardą, naukową - nie fantazy). Były jeszcze "Problemy" i żółte kartki z fantastyką. Jeżeli przyjąć
    przecinek w środku : młody , technik - to wystarczyło nie czytać części
    dla młodziaków. Przegląd techniczny (wychodzi od 18xxx) był klasą samą
    dla siebie. Dopiero "spawacz" zawiesił jego wydawanie i zniszczył redakcję.
    Półkownik którego wprowadziłem do naszej akcji był bardziej wzięty z
    Przeglądu ... niż z filmoteki , choć tam tego ducha umieściłem.
    " Nauka polska półkownikiem stoi" - gdzieś jeszcze żółknie artykuł który zbulwersował środowisko. Niskonakładowe publikacje wewnątrzinstytutowe
    były wyżej punktowane przy awansach naukowych od publikacji wczasopismach światowych !
  • @bez kropki 12:02:52
    Przegląd Techniczny dopiero się rozwinął, a apogeum osiągnął dopiero, jak zaczął w nim pisać Kuśmierek. Skrzydlata Polska oczywiście. Motor, też nie najgorzej. Morze to samo. Tata kupował prawie cały kiosk co tydzień, a ja ten stos przynosiłem, aby przy okazji skroić mentolowego.
    Ty mi tu Kropka teraz nie filozuj, bo młodzieżą będąc w Młodym Techniku się zaczytywaliśmy. No, chyba, że już masz 90 lat. I w Dookoła Świata też.
    A jak ktoś nie lubi fantastyki, to nic nie poradzę. Frau na przykład nie znosi i muszę z tym żyć.
  • @cyborg59 12:28:48
    I zakończenie : my nie pękamy.
  • @cyborg59 12:54:25
    Lem i Assimow a później Philip Dick byli naszymi bohaterami.
    Taki "Głos Pana" - cy-me-sik!
  • @jazgdyni 13:17:05
    A otóż nie kużden się w "Młodym Techniku" zaczytywał. Mię nudziło (celowe użycie słowa wieloznacznego). Bo albo infantylno-debilne przepisy na bezużyteczne gadżety, albo całkiem niezrozumiała magia. To z "Przeglądu Technicznego" będąc szczerbatą smarkatą (bezjedynkówka??) dowiedziałam się czemu wibracje to "gorączka maszyn" oraz paru innych użytecznych rzeczy. Swoją szosą do dziś podziwiam kunszt niektórych autorów (nazwisk nie pamiętam, to nie był wiek na zapamiętywanie nazwisk, albo to może skleroza po 90tce - hihi) - że pisząc rzeczy fachowe wykładali je tak jasno, że uczeń podstawówki był w stanie ogarnąć dany tekst przy niewielkich tylko wyjaśnieniach ze strony starszych.
    "Dookoła Świata" ziało mi komuną. Prenumerowalim "Poznaj Świat" (mniej ziało), bo NG był poza zasięgiem. A tam był cudny dodatek na ostatniej stronie - MAPY! Raz z łaski Zachodu wydrukowali tam zdjęcie satelitarne Morza Martwego (o ile dobrze pamiętam). Ten skarb sobie wycięłam i długie lata się nim pasjonowałam... A teraz mam "pod ręką" caaaałe google maps i ani chwili czasu, by se Morze Martwe pooglądać (ale sfinksa i piramidy, ziggurat i parę innych tego typu obiektów dzięki google maps zwiedziłam!)

    A wracając do "Młodego Technika", to jak to baba: wolałam się technikami/inżynierami młodszymi lub starszymi zajmować w bardziej kreatywny sposób niż się w nich zaczytywać;). Co miało ten potworny skutek, że zostałam złapana nie na kino albo kwiaty czy inszy bajer, ani nawet nie na auto, czy motór, tylko na prywatną wiertarkę kolumnową, piec do pirolizy o skoku 1C(!) oraz węglik boru:). Taaaa... Słusznie "spawacz" toto zamknął - toż wywrotowa prasa była! - Takie spustoszenie w mózgach blondynek czynić!!
  • @jazgdyni 13:17:05
    PS. A fantastyki (ja też) NIE znoszę. Może dlatego, że rzeczywistość przebija wszelkie fantazje??
  • @jazgdyni 13:20:02
    I dlatego nie uważam "Fantastyki" i potem "nowej Fantastyki"
    za kiepską lub infantylną ! Jestem starszy więc cudownie zwalili mi na głowę
    całą najlepszą, przedtem niedostępną literaturę fantastyczną . Szczególnie
    formy krótkie pisane zwięźle dla fanzinów, czasopism. Na poczatku mogli
    nas raczyć garściami pereł, zwłaszcza że jak pisał Parowski (rednacz) prawa
    do druku dawali za friko bo nadrabialiśmy 30-50 lat , dobre tłumaczenia
    leżały po szufladach. Dopiero potem wylęgły się sagi o krasnalach ogrodowych tłumaczone nieudolnie na komputerze. No i te... Conany .....
  • @jazgdyni 13:17:38
    A własnie że my pękamy - ze śmiechu;) ale ani wzdłuż, ani wszerz.
  • @cyborg59 12:54:25
    Roczniki "Przeglądów Technicznych" wciąż leżą i nikt nie ma sumienia ich wyrzucić. Podobnie "Przekroje" z lat 60-ych. Co prawda te ostatnie niemożliwie powycinane, bo jako smarkula wycinałam i wklejałam do specjalnego zeszyciku kawały Mrożka. Oraz humory z zeszytów szkolnych. Mama abonowała "Ty i Ja". Dla nas, smarkaczy, leciał "Płomyczek", a przedtem "Świerszczyk" na szmacianym papierze. Roczniki "Poznaj Śiwat" chyba zostały wywalone. Było chyba jeszcze coś takiego jak "Kobieta i życie", bo pamiętam, że na ostatniej stronie były plotki z wielkiego świata. I co tydzień leciało się do kiosku, gdzie miało się swoją teczkę.
  • @bez kropki 14:07:58
    No to się przyznam. Krótki wyskok za granicę do obcej uczelni zaowocował
    drobną naprawą, konsultacją. Nie mogłem przyjąć pieniędzy, a oni zapłacić.
    Uczelnia odpaliła mi ze swojej puli prenumeratę NG (na dziesięć !!!! lat!!!).
    Pierwszy numer przyszedł w styczniu 1981 Góra świętej Heleny.
    Potem cenzura nakazała celnikom konfiskatę numeru z Włęsa na okładce.
    Celnikom ! Powalczyłem z radością z celnikami ; mam pisma świadczące o walce o wolność prasy ! A co ! Walczyłem ze śmiechem. Nadal się śmieję!
    Wiecie co celnicy robili z zakwestionowanymi towarami ? Przeznaczali na
    "cele społeczne". Wiecie na jaki cel społeczny przeznaczyli celnicy mój
    (z nalepką adresową !) NG ?? Przekazali do czytelni studium językowego
    mojej uczelni !! Tam też byli dywersanci.
  • @bez kropki 10:17:00
    Burdy się pożyczało pod słowem honoru, z namaszczeniem oglądało. Potem przy użyciu kalki podłożonej na papier odwzorowywało swoje wykroje, przepisywało pracowicie opis krawiecki, no i potem przystepowalo do wytworzenia kiecki, bluzko, czy innego przedmiotu marzeń;) Własne Burdy trzymało się latami w celach wymiennych;)
  • @bez kropki 14:07:58
    Ale jaja !!! Na widię cię złapał pan małżonek?! Niezły haczyk i wędkarz !
    Masz rację, to było Poznaj Świat - mniej ekonomi politycznej i propagandy.
    A świat to sobie oglądaj na Google Earth, jak masz dobrą maszynę. Można nie tylko z góry ale też pod kątem. No i już wiele miast jest 3D.

    Popatrz popatrz, na wiertarkę, wiadomo, ale na widię???
  • @cyborg59 14:33:34
    Przecież taki Jęczmyk to był geniusz przekładu. Twarda była tak kreatywna, że jak by ktoś wziął i sprawdził, to oni już to wszystko wiedzieli 50 lat temu. A taki Ubik, to świat, który się właśnie zaczyna.
  • @sigma 14:58:59
    Hihi:). Kto dziś zna ten smak?:) ALe u nas było apiać inaczej niż u innych - u nas nie było "Burd". Jedne rzeczy mama szyła sama "z głowy", inne przerabiała z kupnych/sklepowych/starych (A co?! Miałam git-fason-cud-moda płaszczyk z przedwojennej kapoty przodka! A do tego obszycie barwną krajką!), prawie nic nie było z ciuchów, bo za drogie i nylonowe. Czasem szło się do krawca. Boszszsz! Moje młode już nie zna tej namaszczonej procedury - raz na parę lat szczeniarę się prowadziło do krawcowej albo jeszcze lepiej do krawca i tam na miarę (no, z zastrzeżeniem "trochę na wyrost pani nadda") się obstalowywało płaszczyk, kieckę, portki!:) Bryczesy ręcznie szyte z angielskiej wełny przez "przedwojennego" krawca ktoś w wieku przedszkolnym nosił?! Jego chyba bawiło szycie dla malucha:). Sam zaproponował że nie żadne infantylne portaski, tylko bryczes "taki jak dla ludzi, jak przed wojną ludzie nosiły". Mnie żal, że te bryczesiki cudowne gdzieś przepadły:( Takie były dziurkowane i sznurowane na kawałku! Cuuudo!
    No tak, i jak ja miałam nie być wrogiem ludu i ustroju?! Jak taka ustrojona w te bryczesy albo haftowaną bluzkę (kawałki wycięte spod pyska moli z jakiegoś przedwojennego "desu") waliłam do przedszkola?!:) - Dopióro na jajachbe osiągam oświecenie... Taaa... Wisz jazgdyni? W celu nirwany nie potrzeba szafranowych szat, wystarczy posiedzieć na jajach (w celu, żeby odreagować oberwaną półkę w szafie) - od razu człeka oświecenie dopada.
  • @sigma 14:46:35
    Nie wyłamuj się, wolno tylko wzdłuż.
  • @@@
    Te archiwa gazet są obciążeniem dla naszego pokolenia (naszych pokoleń).
    Często człowiek gna by coś na strychu odnaleźć zamiast najpierw komputerowo poszukać. Tymczasem można założyć że już ktoś zeskanował, fachowym opisem opatrzył.
  • @sigma 14:53:26
    Świerszczyki ?????????????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • @sigma 14:58:59
    Burdy były przywożone, albo spod lady z Empiku na Świętojańskiej.
  • @cyborg59 14:58:19
    Zazdroszczę. Piętrowo:).
    A ci celnicy to Cię uspołeczniali po prostu, ty kapitalistyczny sobku, jeden Ty;) - Sam byś chciał te NG czytywać! Ni ma tak - cza sie s ludem pracującym podzielić - jak komuna, to komuna! - do czytelni te zakazane świństwa! Taaa... kolejny przykład logiki ustroju? Do użytku prywatnego - niebłagonadiożne, ale do czytelni (użytek publiczny) może być?? Aaaaa, może tam jeden normalny dywersant siedział, który nie chciał zniszczenia wartościowej prasy - niech se studenci poczytają o szerokim świecie...
    Swoją szosą, już też nie miała Ci się kiedy ta prenumerata zaczynać, tylko w pamiętnym 1981... oj...
  • @jazgdyni 15:09:26
    A bo on się koncertowo tą widią (i innymi perpedykami) posługuje. To ten "Przegląd Techniczny" tak mnie zboczył na amen;)). Od dziecka ta demoralizacja poszła!:) Wywrotowa prasa, wywrotowa, panie dziejku!
  • @jazgdyni 15:14:38
    "Świerszczyk". Nie świerszczyki. Taki z kącikiem komiksu "Co robi nasz Bobik?"
  • @jazgdyni 15:09:26
    PS. Poza tym najsampierw chodziło o kryształ:) tego węglika. Bo widię znałam od szczerbaka (czyli od etapu szczerbatego, bezjedynkowego dziecka) Ale kryształ, to nie to samo! Oooo!
    Jak widać nie wszystkie baby lecą na brylanty. Diament to banał jest;). Jak nie ma lonsdaleitu, to mogą być węgliki. Względnie azotki;))) I nie chodzi tu bynajmniej o produkt końcowy bidegradacji bobu (się skończył, teraz zaczyna się kukuruza, na ryneczku każą mi wierzyć, że się im nie skrzyżowała z GMO).
  • @cyborg59 15:13:45
    A właśnie, że nie wszystko zeskanował! O GAGu nie ma nic. NO dobra, może to byłą straszna tajemnica państwowa. Niech im będzie Bartek. Ale wspomnianego przez Ciebie półkownictwa w nauce w necie nie ma:(. A szkoda - bym se poczytała...
  • @jazgdyni 15:14:38
    Ty nie bądź taki zbereźny, Ozu;)
  • @bez kropki 15:13:12
    Tak, przerabiane rzeczy, ile wspomnień. Babcia miała futro z kotów syberyjskich. Potem z futra została kurteczka , a na końcu serdaczek. I na serdaczek się załapałam;)
    Mam tez po dziś dzień szorty tropikalne z sortu mundurowego Marynarki Handlowej.Zasadniczo były Taty, ale się do nich przywiązałam;)
    Wizyt u krawcowej nie znosiłam. Te wieczne przymiarki i zawracania głowy- strata czasu.
    Siostra babci kończyła szkołę hafciarstwa w Zakopanem. I haftowaną przez nią bluzkę nosiłam latami, aż zostały same hafty na dziurach;(
  • @sigma 16:08:41
    Ty się nerwuj Ozem, tylko się przygotuj na spotkanie z Drakulą. Jakby co, to zabij go pytaniem od Gryzeldy - kiedy też ten spotworzony gryzoń zechce zrobić coś użytecznego i pomoże w rozdyźdaniu monolicików antycznych ruin nowoczesnych?! Bo jednej wiertarki do tego mało!
  • @cyborg59 15:13:45
    Też się załapalismy na prenumeratę National Geographic w póznych latach 80-ych dzięki przyjacielowi siedzącemu w W.Brytanii. To były egzemplarze czytane od deski do deski;) Później, jak się pojawiła polska wersja przez parę lat tez mieliśmy, ale jakoś nam się znudziła.
    A małżonek ma sterty "Planów modelarskich", "Modelarza" i "Morza".
    Mama siedzi na rocznikach "Tygodnika Powszechnego" z lat 50-ych, 60-ych, 70-ych. Teraz pismo zeszło na psy, ale w tamtych czasach to było coś.
  • @sigma 16:14:51
    Przymiarek też nie lubiłam. Serdecznie i z całej duszy opętanej "Przeglądem Technicznym";) Ale jak sobie (nie bez złośliwości) porównam tę ówczesną mękę z obecnym wyszukiwaniem normalnych ciuchów... A jak jeszcze opowiadam młodszym o szyciu na miarę dla "szczerbaka", to mi nie wierzą w "taki luksus za komuny";)). W przeróbki wierzą bardziej. Za to nie wierzą w udowodnioną historycznie trwałość tkanin (a widać, że także futer) przedwojennych. No i gadaj tu ze szczylami;). To już lepiej na jajach posiedzieć i poczekać na dalsze stopnie oświecenia:).
  • @sigma 16:20:59
    Z innej beczki, acz też o starszawej prasie: A u mojej babci w szafie znalazłam dwa numery "Die Wermacht"! Z roku 44. Brali już wtedy w d* a w tej gazecie (Kolor!!! Papier tak dobry, że mimo braku pietyzmu w przechowywaniu nie rozpada się jak taka np. Trybuna Ludu) idylliczne obrazki żołnierza z żoną w Karpatach (pewno Bukowina, czy coś podobnego). Młode zabroniło mi tego wyrzucać - to dokument z epoki i ma zostać. Coś tam mamrotało takiego, że jak mu nadoje mumijna politpoprawność, to zaniesie tę gazetę na zajęcia z niemieckiego. Jako wymagane czasem "teksty w języku". Albo na WOS.
  • @bez kropki 15:17:24
    Mylisz się mój NG był bardzo uspołeczniony. Wiele wykładów z fizyki
    ubarwianych było slajdami z niego, koło astronomiczne upraszało mapy gwiazdowe i wszechświata podobnie Kościół Akademicki !
    Sigma potwierdzi jakie wspaniałe hologramy, jako pierwsi dołączali do
    czasopisma. Trudno było trzymac to pod korcem.
  • @cyborg59 17:07:29
    Dobrze, dobrze;). To nie był zarzut ad personam, lecz wtręt w stylu epoki:).
    A że niektóre materiały (zwł. ze starszych) NG się same proszą o nietrzymanie pod korcem, to prawda. Moje młode też do szkoły nosi (i pilnuje jak brytan, żeby mu nie rozszarpali) mapy nieba, albo Afryki;) czy schematy Kosmosu i inne temu podobne:).
    Ale my tu gadu gadu a jaja leżą odłogiem. Ale tak się obżarłam (pierogów), że nie mam siły ruszyć mózgiem. A tu jeszcze ta oberwana półka. (Nie, nie, to muszę załatwić sama. No jak ja mogę odrywać chłopa od np. spektrometru i zamieniać mu MALDI na młotek??! W końcu czytelnictwo PT zobowiązuje i sama powinnam wiedzieć, jak chwytać młotek w wersji roboczej "na szafkę" a jak w trybie "na pomoc Kossobor trzymającej pędzel odwrotnie, gdy leczy zaćmę u głupców i tchórzy".) A jeszcze czeka kukurydza i pomidory z obowiązkową dawką oleju (lnianego, nie że do uzupełniania w głowie - hihi - bo na to za późno). A w przerwach przeglądam zawartość szafki. I znajduję tamże różne delikty literatury fantastycznej (tj. akta sądowe...) No i jak ja mam lubić fantastykę?!
  • @bez kropki 17:20:42
    Były jeszcze Szpilki i Karuzela, a dla wyrafinowanych humorystów - Krokodyl.
  • @sigma 19:06:41
    http://www.google.pl/search?hl=pl&q=malowane+cerkwie+p%C3%B3%C5%82nocnej+mo%C5%82dawii&bav=on.2,or.r_gc.r_pw.r_qf.&biw=1280&bih=709&um=1&ie=UTF-8&tbm=isch&source=og&sa=N&tab=wi&ei=WTMlUOrnAsnUtAaO4IE4
  • @bez kropki 15:22:09
    Wiadomo, co robi nasz Bobik w Świerszczyku.
  • @cyborg59 15:13:45
    A jak już idziesz na strych po jakąś starą gazetę, to nie zostajesz tam do późnych godzin wieczornych /koniec światła/, zaczytując się w kurzu?

    W mojej starej pracowni, w ogrodzie, był piec węglowy. Coby malować i nie odmrozić sobie paluszków, należało w nim napalić. Zabierałam się więc do rozpalania, zaczynając od skłębienia gazet pod szczapki. No i utkwiwowywałam w kucki pod tym piecem, rozczytując starą prasę /nagle niezwykle ciekawą/ i pokrywając się lodem.
  • @bez kropki 17:20:42
    Kochana, wolę przypieprzyć saperką. Ty wiesz, ile kosztują miękkie pędzle do olejnych farb???!!!!!!!

    Taaa, saperka na zaćmę jest najlepsza!
  • @ Ale jaja!!!
    Ale jaja!!!!!!!!!! Madame upatrzyła sobie roślinkę. Roślinka rosła na maneżu jednej kobyły, Karaczi. Kobyła cudna jest, ma wszystko na miejscu, tak, jak trzeba. Bardzo żeńskiej urody. Piękne, duże /co lubię/, wyraziste oko. Gniada. No miodzio.
    - To idź ją wykop /dziewannę, znaczy, nie kobyłę/ - powiedziała Gloria, której nie chciało się ruszyć sempiterny spod wiszącego daszka i od rozdyźdznych porzeczek, które przywiozła w koszyczku Madame.

    I WIECIE, CO ODRZEKŁA SILVANNE????!!!!!!!
    Otóż odrzekła ona mianowicie, że ... NIE MA ŁOPATKI!!!

    OZu!!! Śmiało! Dawaj następną sektę! Upiecze Ci się.
  • @KOSSOBOR 18:50:19
    Tak . Poddasze przebudowałem , ale w "skosach" są skarby. Jak się skarby wyciąga to potem trzeba sprzątać poddasze.
    Teraz doszły kserokopie materiałów które córka czytała na filozofii, i dała mi
    do spalenia. Podobno wyglądam dziwnie po piwnicznym spotkaniu
    z Różą Luksemburg lub Leninem. Ale szkoda nie przeczytać wyselekcjonowanych artykułów . Szkoda nie wiedzieć czego uczą obecnie.
  • @KOSSOBOR 18:59:53
    To żegnajcie, Dziewczynki i Chłopcy. Mamusia idzie malować.
    Odkrywszy żółcień strontową - popadła w istny zachwyt. Prawie podobny do zachwytu żółcienią Rembrandta, którą się upaja od jakichś trzech lat.
    A na wolumenie kupiła śliczne, kobaltowe naczynie - flaszkę, idealnie komponujące się z żółtymi renklodami. Kosztowało całe 5 zeta. Więc mogła sobie jeszcze zafundować dwie flaszki terpentyny balsamicznej. Jej szczęście nie miało granic /nie zna granic ni kondonów wolny śpiew/.

    - Henklody, henklody, henklody, dlaczego wszyscy są nienohmalni? - podumała Gloria i udała się na górę, do pracowni w baszcie. Zostawiając Wszystkim wczesnego Petruccianiego. Autumn Leaves.

    Chociaż ceniła sobie najbardziej dojrzałych już artystów - czyli "późnych". Sama właśnie osiągnęła to nieskromne poczucie.

    Ukojenie znalazła w klasyce martwej natury i w późnym Petruccianim. Postanowiła, że pójdzie na grób swojego profesora i powie Mu o zrozumieniu światła. O czym mówił w czasie ich krótkiej, intelektualnej przyjaźni pod koniec swojego życia.
  • @KOSSOBOR 18:59:53
    Sama się prosisz ! Co powiesz na mormonów ?
  • @cyborg59 20:15:19
    Ależ ja się nie proszę! Ja tylko uprzejmie donoszę, że Ewcia zapodziała gdzieś łopatkę. Z pewnością - czasowo. No i jednak ma ten cenny młotek na podorędziu. Ale może OZu zdąży w tzw. międzyczasie wskoczyć na chwile do jakiejś sekty? Mnie tam ganc pomada - mogą być i mormoni. Chociaż amisze są bardziej malowniczy. No i ładny film był z Harrisonem Fordem. "Świadek". 1985 rok.
  • @KOSSOBOR 23:03:30
    Mam skoczyć do hormonów? Co wy, w moim wieku?
  • @KOSSOBOR 18:59:53
    Przyznaj się, że popuściłaś ze śmiechu - EWCIA BEZ ŁOPATKI !!!!!!
    Hulaj dusza, diabła nie ma !!!
  • @KOSSOBOR 19:49:47
    Rozumiem, "późny artysta" to taki zaczynający malowanie o dwudziestej, a kończący rano, bo mu światło przeszkadza.
    Jeszcze niedawno nazywał się wampir. Lepiej sprawdź górne trójeczki.
  • @jazgdyni 02:00:49
    Skarbie, najsamprzód skocz do koja, bo już pora. Gdzie się szwendałeś przez cały dzień???!!! To tam u was, na łajbie, można się szwendać?

    A jutro twój hormon pomyśli, o jaką tu by jeszcze sektę zahaczyć. Mentalnie, natu"rlich.
  • @jazgdyni 02:45:02
    Diabeł jest.
    Jeno Ewcia bez broni była.
    Fakt - kiedy Jej powiedziałam, żeby poszła na padok Karaczi ukopać tę dziewannę i kiedy powiedziała, że nie ma łopatki - obie kulałyśmy się ze śmiechu.

    Nie mówiąc już o Silvanne, która wpadła w trans - słuchaj, Ona NAPRAWDĘ tam zaraz jedzie!!! I jest mi winna wódkę, bo Jej wykukałam tę Transylwanię. Chociaż tak dla jaj. Ale nasze Jaja po prostu zamieniają się w życie. Jesteśmy albo geniuszami, albo prorokami - tak najskromniej mówiąc.
  • @jazgdyni 02:47:31
    U mnie trójeczki OK - bez przerostów. No ale Ewuś winna pilnować zgryzu w tej Transylwanii.
  • @KOSSOBOR 02:59:50
    Madame Silvanne bardzo starannie przykładała się do pakowania na wyprawę. Wiedziała, że jednego dnia monastyry, a drugiego wampiry. I tak dalej. Przez dwa tygodnie. Poczytawszy stare księgi, postanowiła dla bezpieczeństwa, dla zdrowia i w ogóle - zakupić ze trzy warkocze czosnku. Jako się rzekło - i na wampiry, bo to dobry, stary sposób, i na przeziębienia no i na to w ogóle. Czosnek gwarantował również przestronny i samodzielny przedział kolejowy - nikt już się nie dosiadał ze względów oczywistych.

    Pewnym problemem było pochodzenie czosnku, bowiem Madame bardzo przestrzegała ekologicznego stylu życia. Nie opychała się kostkami cukru, jak Gloria i Irena po udanych galopach, twierdząc, że ona tylko cukry proste uważa. A więc czy czosnek chiński, czy polski? W końcu dla zdrowia i dla w ogóle zakupiła dwa warkocze czosnku krajowego, a na wampiry - czosnek chiński, jako z pewnością na dodatek jeszcze trujący. Jak taki wampir zatopi górne trójki w metalach ciężkich i innej rtęci, to już z pewnością szlag go trafi na sicher.

    Widzimy teraz Madame, jak wprawia się w walce za pomocą nunczako, do czego właśnie służy jej warkocz chińskiego czosnku. Co nie napawa zachwytem jej licznej żywioły, bo ta wolałaby, żeby Madame ćwiczyła za pomocą parówek lub - jeszcze lepiej - serdelków. Nawet bez musztardy.
  • @KOSSOBOR 03:18:09
    Niech Madame szybko skoczy do lasu, najlepiej nad brzegami jezior, szuka osiki i nastruga worek kołków. Drzewo łatwo znaleźć, bo się całe trzęsie. A Wiking niech poświęci parę łyżeczek z rodowej zastawy i poodlewa srebrne kulki. Mogą nawet z procy strzelać. Wampiry ogólnie bardzo nie lubią tych trzech elementów.
    I W ŻADNYM WYPADKU NIECH SIĘ NIE DA NABRAĆ NA KINDER BUENO !!!
  • @@@
    Kiedyś napiszę o tym jak naszli mnie mormoni, i co z tego wynikło.
    W zasadzie katolik, dla treningu , powinien zapoznać się z ichnią księgą.
  • @KOSSOBOR 02:56:26
    Rozbroiłam się przypadkiem; parę dni temu jechaliśmy po kolejną partię kamieni i łopatka była, oczywiście, w użyciu. Potem kamienie z bagażnika poszły do taczki, a łopatka z nimi. Sama byłam zdumiona stanem bezłopatkowym najbardziej;) Taka mimowolna i nieświadoma bezbronność; groza człowieka ogarnia, bo co ja bym zrobiła, gdyby w tym czasie pojawił się jakiś perkusista, albo inny zbączeniec.
  • @bez kropki 16:26:23
    Akurat ostatnio robilismy porządki w papierach i odkryła się akwarela sprzed lat trzydziestu, kiedy to syn był jeszcze malutki. Jego ulubioną zabawą byłp wycinanie z bristolu różnistych trójwymiarowych domków, samochodów etc. (oczywiście z zakładkami, żeby można było po wycięciu i przygięciu skleić) i budowanie zaczarowanego miasta. Oddawał się temu zajęciu z pasją i w końcu zaczarowane miasto zajmowało ćwierć pokoju dziecinnego i było nietykalne. Po czym wyrobiwszy sobie w dzieciństwie wyobraźnię przestrzenną został architektem;)
    A na wzmiankowanej akwareli namalowane jest własnie to zaczarowane miasto. Chyba oprawimy i powiesimy, bo zrobiło nam sie na ten widok nostalgicznie;)
  • @cyborg59 17:07:29
    Potwierdzam;) Oglądaliśmy hologramy z podziwem prawdziwego tubylca, który pierwszy dorwał te szklane koraliki;)
  • @KOSSOBOR 18:50:19
    No więc dlatego Bogumił ułożył sobie swoje ulubione na podorędziu i ilekroć zapali w kominku rozkłada się na kanapie z którymś z zabytków i sobie poczytuje. A w kominku zapala się reklamami - wrzucają tego badziewia tyle do skrzynki, że niech sie na coś przyda. Szczególnie że ostatnio w ogóle nie ma pojemników na makulaturę. Ja tam jestem wytresowana, żeby papieru nie wyrzucać do smieci.
  • @KOSSOBOR 18:59:53
    Jasny gwint. Ta szufla, którą wzięłam ze stajni nijak nie nadawała się do kopania, a dziewananna ma korzeń długi. Potraktowałam ten wykopany obgryzek ukorzeniaczem - może się przyjmie.
  • @cyborg59 20:15:19
    Ja tam na wszelki wypadek ostrzegam, że już mam z powrotem łopatkę w bagażniku. Żeby nie było!
  • @jazgdyni 03:47:06
    Zaznaczam, co zarządzam, co następuje:
    wampiry najlepiej oswaja się metodą "na idiotę". Dajmy na to, taki wampir zbliża się siejąc grozę i szczerząc górne szóstki. Tymczasem prawdziwa blondynka odrywając się od kontemplowania widoków, czy czegokolwiek innego, patrzy bez specjalnego zainteresowania, uważając w głębi duszy, że tego folkloru ciut za dużo i podtykając wampirowi mapkę, pyta:"Czy może mi pan powiedzieć, którędy do tego monastyru?"
    Osinowe kołki są passe. Czosnek i tak weźmiemy, ale sami zeżremy. Kinder Bueno nie.
  • @cyborg59 09:33:03
    Nie mogę dokładać do sterty książek czekających w kolejce, następnych. Na razie brnę przez tego cholernego coryllusa t.I i zaczynam być zła.
  • @sigma 10:14:32
    Zacznę od końca .
    Wzdragałem sie zawsze przed informacjami i kontaktem z autorem;
    dzieło ma się bronić samo. O to Ci chodzi ?
    Rozpalaj zwykłym, nie lakierowanym papierem, dopiero kiedy jest dobry cug ; likwiduj toksyczne kolorowe reklamówki.
    Z łopatką na mormonów ??? Śmiech wystarczy !
  • @jazgdyni 03:47:06
    OZu, co Ty robisz o czwartej nad ranem?! Co wy tam urządzacie na tej łajbie?!!!
  • @cyborg59 09:33:03
    Nie kiedyś, nie kiedyś, tylko dawaj tę opowieść!
  • @sigma 10:14:32
    To napisz wstępne dwa, trzy słówka o tomie I. Jestem bardzo ciekawa!
  • @KOSSOBOR 11:24:05
    Siedziałem przy kompie i pisałem. Ja przeszedłem kurs przyspieszonego spania pod miedzą.
  • @sigma 10:14:32
    Co? Jednak Daeniken oder Da"niken?
  • @tadman 14:12:20
    Cześć. Ty też się szwendasz i Cię ni ma! :[[[
    No właśnie chciałabym, żeby Ewa coś napisała o tych tekstach, jeszcze zanim wyjedzie na wampiry. I monastyry.
  • @jazgdyni 13:10:48
    Skarbie, wyrychtuj ten czajnik z zimną fuzją na wyprawę Madame na wampiry i monastyry. Jak takiemu jednemu z drugim wampirowi przywali czosnkiem i dołoży czajnikiem - to jeno mokra plama i smród z wampira zostanie. A Madame Silvanne zostanie bohaterem narodowym Transylwanii. Co dla nas z kolei będzie okazją do przyjątka hucznego ku czci Madame. No chyba, że oni tam czerpią zyski turystyczne z wampirów i kolega Palownik Drakula jest chronionym znakiem firmowym. Ponieważ Vlad Drakula Palownik był synem Vlada Diabła, przeto nie wiem, czy sam li tylko czosnek pomoże Madame. Tak więc szykuj ten czajnik.
    No i to hrabie byli, jednakowoż... ;)
  • @KOSSOBOR 14:32:09
    Gloria postanowiła, iż pojedzie do Silvanne i usilnie będzie starała się odwieść ją od zabierania Ireny do Transylwanii. Nie wyobrażała sobie bowiem dwóch tygodni bez żurfixsów pod wiszącym daszkiem, bez bzdyklaczy i porannych galopów. Za Chiny!!! Owszem, dojmujący brak rozdyźdanych porzeczek przez owe dwa tygodnie postanowiła ofiarować w intencji udanej wyprawy Madame i jej szczęśliwego powrotu.

    Irena tymczasem jak zwykle siedziała półzadkiem na otomanie i oglądała sobie kopytka z nowymi tipsami.
    Hrabia obłożył się pinczerami, rudym i mulę różem i - też jak zwykle - nic go nie dziwiło ani nie poruszało. Jednak po pewnym czasie, obserwując spod oka Hrabinę ciskającą się przy telefonie do Madame, powiedział:
    - Ty sprawdź, Glorio, czy my nie mamy jakichś związków z hrabią Drakulą - wiesz, te rodzinne koneksje paneuropejskie. No bo wtedy trzeba by zrobić spis wampirów dla Silvanne - które może tym czosnkiem gwizdnąć, a które są jednak rodziną.
    Co mówiąc, znacząco pstryknął się w górną trójkę.
  • @KOSSOBOR 14:32:09
    Hrabia, nie hrabia, nie ma znaczenia. Przypominam, ze ostatni miał na imię Val i miał jakieś chemiczne manufaktury w Antwerpii. Więc może wesoła rodzinka ?
    Jak to ładnie brzmi - Pani na Transylwanii...
  • @KOSSOBOR 14:32:09
    Poczytałam sobie historię Drakuli i całkiem mi się podoba; szczególnie sposob traktowania wrogów i zdrajców. Nie wiem, ilu mamy posłów PO i agentów wojskówki, ale myśle, że wbicie ich na pal nie zajęłoby Drakuli wiele czasu. A jaki efekt propagandowy! Te póxniejsze kretyński opowieści to własnie czarny PR szwabski, turecki, ruski i węgierski. A i fantazję mial ci Drakula ułańską. Musi skuzynowany z nami.
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Wład_Palownik
  • @tadman 14:12:20
    Jestem pod koniec t.I, bo obiecałam jutro oddać go już Hani i mam mieszane uczucia. Jest to zbiór historyjek o różnych ludziach i różnych wydarzeniach. O ile idea ocalenia od niepamięci jest cenna, o tyle nuży mnie ciskanie przez coryllusa wyrokami o charakterze ostatecznym. Według niego np. Sergiusz Piasecki był pisarzem genialnym, co podobno można stwierdzić przeczytawszy dowolny fragment jego powieści. No cóż, swego czasu przeczytałam "Kochanka wielkiej Niedźwiedzicy" i jeszcze szybciej się z tą książką rozstałam. Jak dla mnie facet stanowi awangardę obecnych powieści pisanych przez złodziei, morderców, awanturników, zboczeńców, czyli najogólniej istot z półświatka. A jeżeli chodzi o jego genialny styl, to naprawdę ktoś tu zwariował. Może rzucę cytatem:
    "Żyliśmy jak królowie. Wódkę piliśmy szklankami. Kochały nas ładne dziewczyny. Chodziliśmy po złotym dnie. Płaciliśmy złotem, srebrem i dolarami. Płaciliśmy za wszystko: za wódkę i za muzykę. Za miłość płaciliśmy miłością, nienawiścią za nienawiść."
    Gdzie tu geniusz? Zwykłe toporne wspomnienia zamkniętego w pudle lumpa.

    Odrażające są dla mnie wspomnienia coryllusa o jakimś przodku, który żył z zakładów. Zakładał się, że zabije konia pociagając go za ogon i nigdy zakładu nie przegrał.
    W połączeniu z opisem ojca coryllusa, który zajmował się zabijaniem świń, czy cieląt, co tenże opisał w "Dzieciach Peerelu" - to korzenie, z których on wyrasta są upiorne.

    Poglądy zasadniczo ma słuszne, ale jakoś nie zmienia to faktu, że jako pisarz mnie nie zachwyca, a jako historyk jest gawędziarzem.

    Może t.II, nad którym Braun się tak rozpływa, będzie lepszy, ale zostawiam go sobie na Transylwanię wieczorą porą, jak już przestaniemy obserwować spadające Perseidy. O ile oczywiście, po zlezieniu z tych dwutysięczników będziemy jeszcze w ogóle mieli siły na cokolwiek;)
  • @cyborg59 11:11:16
    W kominku rozpalamy tymi zeszycikami ofert różnych supermarketów. Te z lakierowanym papierem idą do smieci.
    Ale wieczorową porą dzwonią pasikoniki! Niech się cykady schowają;)

    I jeszcze jedno, co mnie męczy w tym t.I - faktura opowiadań jest płaska jak naleśnik. Słabo puentowana. Bez kulminacji. Bez pogłębienia postaci. Bez drugiego planu.
  • @jazgdyni 20:59:12
    Kochany, ja cię proszę, nie! Litosci! Nie chcę być pani na Transylwanii;)
  • @KOSSOBOR 14:22:14
    Zbiegło mi się w czasie kilka rzeczy i wolnego czasu przy komputerze nie było.

    Babcia zapaliła światło. Cała sień była opieczętowana małymi stopami z charakterystycznym platfusem. Ślady prowadziły do łazienki, do kuchni i do sypialni Zaniepokojona zajrzała do sypialni. Zobaczyła w świetle padającym z przedpokoju, że Tadzinek miarowo oddycha w koszuli uflorzonej jak nieboskie stworzenie. Dziadzia oczywiście smacznie chrapał na otomanie pod namiocikiem z gazety. Miała im wiele do powiedzenia, i to nie chym głosem, ale doszła do wniosku, że lepiej zobaczy jak wyglądają kuchnia i łazienka do których prowadziły ślady. Weszła do kuchni i zaświeciła światło i o mało nie zaklęła po francusku, ale na szczęście język ten nie był jej znany. Kredens rozwalony na oścież, szuflady powysuwane, w zlewie walały się ubrudzone naczynia, a spiżarka była otwarta.
    Zajrzała do spiżarki, a tam był burdel taki, jaki zostawiły w 44 Ruskie, kiedy zegarków szukały. Cukier rozsypany, dżem ze słoika wyjedzony, bakalia też ruszone, ba nawet walały się śledziki, co w occie czekały na śmietanę. zaczęła to wszystko porządkować i myć. Na końcu zmiotła podłogę i ją zmyła. Ponieważ jaja,be czytane są przez rodowe damy, więc opisu łazienki im oszczędzę.
    Na końcu obudziła dziadka.
    Dziadek otworzył oczy, podparł się na łokciu, spojrzał na babcię i wymamrotawszy - A to ty Nińcia - opadł na otomanę sygnalizując głośnym chrapaniem, że zapadł w dalszy sen.
    A teraz nastała kolej na Tadzinka. Kiedy go dobudziła, a ten zademonstrował minę świętego niebożątka, odpuściła mu reprymendy. Wytarła go mokrym ręcznikiem, na końcu brudne stopy i przebrała w nową koszulę.
    Tadzinek nie pytany zaczął nadawać jak katarynka, że dziadek go nakarmił owsianeczką, że opowiadał iż to ostatni dzień diety, że od jutra będzie mógł jeść już wszystko, a nawet, że pójdzie do piaskownicy z zimną fuzją. T,adzinkowi pociekła ślinka, ale musiał poczekać aż dziadek pójdzie na otomanę, a tu dziadek czytał Wieczór Wybrzeża i siedział na krześle. tadzinek zaczął mocno ziewać i jojczyć, że mu się chce spać. Wiadomo, że ziewanie jest zaraźliwe, więc dziadek udał się na otomanę i zasnął.
    Tadzinek zaczął intensywnie myśleć. Jeśli dzisiaj jest wieczór, a jutro będzie mógł jeść te wszystkie rzeczy i z dietą będzie koniec to nic nie stoi na przeszkodzie żeby dzisiaj tę dietę zakończyć.
    Udał się do kuchni i zaczął próbować różnych rzeczy: suszonych jugosławiańskich śliwek, sułtanek, skórki pomarańczowej kandyzowanej, łyżkami jadł cukier, a potem zrobił sobie mieszankę kakao+cukier, wyjadł pół słoika Ovomaltiny, potem zrobił sobie pajdę ze smalcem, wypił kwaśne mleko co w spiżarce było w trakcie, pęto suszonej rzeszowskiej pogryzał czekoladkami, co je w apteczce znalazł, a na koniec wziął się za wspomniane wyżej śledziki i wtedy nagle zachorował, a potem to wziął go mus na bieganie, a potem usnął.
    - No mój drogi, teraz będziesz jeszcze nusiał przez dwa dni pościć, bo musimy doprowadzić twój żołądek do ładu - powiedziała babcia.
    Tadzinek nawet nie mruknął, bo wiedział że z babcią to nie przelewki.
    Babcia pogłaskała Tadzinka po płowej główce, zgasiła światło i zamknęła drzwi.
    Będę musiała wysłać telegram do Binia, żeby przyjechał i małego zabrał do domu, bo jeszcze ten głodomór może na szpilki, igły, agrafki i zatrzaski się przerzucić. Obawy babci nie były bezpodstawne, bo babcia Tadzinka była krawcową.
  • @sigma 21:49:13
    Ja to sobie pomyślałem po przeczytaniu - jakby drwal drwa rąbał. Brak wewnętrznej wrażliwości i subtelności.
    On te świniobicia opisuje, jak chleb powszechny, normalny fragment życia.
    Nie wiem, może jestem nadwrażliwiec.

    Ale sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało.
  • @sigma 21:51:06
    A co? Masz coś przeciwko powampirzeniu sobie troszeczkę? Ot tak, dla złapania tylko szwungu.
  • @jazgdyni 22:32:36
    O, własnie! Trafiony, zatopiony! Nie jesteś nadwrażliwiec. Albo ja też jestem.

    I w dodatku są tam niespójności - z jednej strony teoretycznie gloryfikuje ziemiaństwo na niekorzyść mieszczaństwa, czy chłopstwa. Z drugiej sam opisuje różnych pieprzniętych arystokratów jak tego Marcina Radziwiłła. Nie zna żadnej z tych sfer.

    Z ciekawostek - nie wiedziałam, że Wańkowicz (zgadzam się, że marny pisarz) szukał talentów pisarskich po więzieniach. Jak się okazuje, to on wypromowal Sergiusza Piaseckiego i Urkego Nachalnika.

    Z tym, ze wciąż nie mogę uchwycić tego, co mnie najbardziej męczy i sprawia, że facet jest dla mnie z innego świata i to zdecydowanie antypatycznego.
  • @sigma 21:40:02
    Serdeczne dzięki za zrealizowane zamówienie KOSSOBORka i mojego.

    A syfon jest z niego i nic go z tego nie wyleczy. Wystaw sobie, że twierdził gdzieś, że po przeczytaniu pół strony (sic!) z Ulissesa wiedział, że JJ jest nienormalny. Jest mocny w historii, psychiatrii zdalnej, w kreowaniu się. Ktoś sprytnie podpuszczał Coryllusa, że gdyby był w stanie obronić swoje tezy głoszone w II tomie, to powinien wydać go w jakimś wydawnictwie z tradycjami, które daje do recenzji nadsyłane książki, a on wydał ją własnym sumptem, dystrybucję robi sam (komuś z krytyków obiecał, że choćby zapłacił, to mu nie wyśłe książki hue, hue, hue). Może to nowy sposób promowania i dystrybucji książek w typie Daenikena? Klientela firm typu Amber Gold i firm sprzedających cudowne a uzdrawiające materacyki z magnesami, garnki Zeptera itp jest dość liczna, więc dlaczego by jej nie zagospodarować.
  • @jazgdyni 22:34:07
    Zdajesz sobie sprawę, że akurat teraz będzie można zobaczyć nawet sto spadających gwiazd na godzinę! Co mi tam wampiry wobec takiej atrakcji! A ile sobie można zażyczyc;)
  • @tadman 22:51:34
    Tak, nigdzie nie daje źródeł, bibliografii, informacji - po prostu wszystko podaje na wiarę. Czysta hochsztaplerka.
  • @tadman 22:51:34
    To jest dość typowe dla pewnego typu ludzi, że nie mają ci oni żadnego dobrodziejstwa wątpliwości, wiedzą wszystko i rąbią osądami na lewo i prawo.
  • @sigma 22:54:57
    Czyżby Alef Stern zamiast robić w politykę, zaczął robić w historię? To chyba ten sam sznyt.

    Nie czytałem Piaseckiego, ale margines nie mógł mówić zdaniami złożonymi jak u Prousta. ;)
  • @sigma 23:03:20
    O to, to. To chyba nas drażni.

    Gospodyni ustrzeliła czterechsetkę. Gratulacje. :)
  • @sigma 23:03:20
    A nie jest to dorobek dzieci PRLu? Wątpić to taka wstrętna słabość; silni nigdy nie wątpią i zawsze mają rację. ITBBNT
  • @sigma 22:52:46
    Uwielbiam Perseidy. Rok temu z wnuczką się zachwycałem. A ty jeszcze w górach widok bedziesz miała wspaniały.
    W życzeniach nie zapomnij o Tusku.
  • @sigma & tadman 23:05:43
    Dla mnie najbardziej przykry jest całkowity brak pokory. I buta - buta parobka; do takiego pochodzenia przyznaje się z dumą.
  • @tadman 23:05:43
    Ten sam! Jakbyś zgadł! No to mamy zlokalizowanego p.Alefa;)
  • @tadman 23:11:40
    Niekoniecznie dzieci peerelu; margines społeczny, te różne mafie, sitwy więzienne i inne też to mają wpisane w geny.
  • @jazgdyni 23:17:09
    A ile spadających gwiazd mieliście na godzinę?

    Nie zapomnę, nie ma obawy;)
  • @jazgdyni 23:20:14
    Klasyczny self-made man. Cóż, każdy chce żyć. Chociaż ja bym tam wolała być lesnikiem, gdybym miała taką możliwość wyboru.
  • @ ad. Koryl
    Ale Wy wredory jesteście. No dobra. Poczekam na I tom i wtedy coś powiem.
    Piasecki nie jest zły, bez przesady. No i ciekawe miał dzieje, co by nie mówić. To nie jest lump! Owszem - przestępca. Ale z jaką kartą!!! Tak że zupełnie się nie zgadzam ze zdaniem Ewy. No ale ja mam predylekcję do wariatów ;)
    Melchior odkrył go w najcięższym kryminale - w Św. Krzyżu.
    Piasecki był absolutnym antykomunistą. W Prylu był na niego całkowity szlaban. Czy wiecie, że jego syn, który pracował na Politechnice Gdańskiej nie mógł się do ojca przyznawać ze względu na bezpieczeństwo? http://pl.wikipedia.org/wiki/Sergiusz_Piasecki
  • @
    http://www.youtube.com/watch?v=6JSF7rEEtnc

    To film Grzegorza Brauna z 2010 r. o Piaseckim. Errata do biografii.
    Polecam.
  • @KOSSOBOR 03:41:42
    Czytałem "Zapiski oficera Armii Czerwonej" bardzo późno, bo jakieś 3 lata temu. Chyba nikt trafniej nie opisał w tak krótkiej formie mentalności nowego radzieckiego człowieka. Jest wprawdzie przewidywalna, ale tylko dlatego, że o ZSRR czy NKWD wiedziałem już sporo, znałem okoliczności mordu w Katyniu, Proces Szesnastu, fakty o śmierci gen. Fieldorfa, ogrom procesów odpryskowych, a także stan zdrowia fizycznego, a nade wszystko psychicznego ludzi podziemia, którzy w PRLu lata całe siedzieli w celach śmierci.
    Dziedziczka w tym pamflecie jest jedną z piękniejszych, a tragicznych postaci, która w skrócie pokazuje niewdzięczny los Polski i Polaków w nowym otoczeniu.
  • @KOSSOBOR 23:25:15
    "Transylwania" ;)
  • @KOSSOBOR 03:41:42
    Nie lump, to prawda, przepraszam. W "Kochanku W.N." on mi trochę przypominał tego głupkowatego dupka, Twardocha, który występuje w zapodanej "Erracie do biografii...' "Człowiek ,który zyje pełnią zycia" itp.pierdoły.
    Piasecki życia łatwego nie miał i przeżył je najlepiej, jak umiał. Człowiek uczciwy i odważny, czego nie d się powiedzieć o Wańkowiczu, który go okradł z praw autorskich. Nic dziwnego, że później faceta stać było na podrózowanie i rózne fanaberie. A swego czasu jako licealistka tak lubiłam jego "Ziele na kraterze".

    Pewnie powinnam była zacząć czytanie od jego późniejszych książek. Polecił mi go przyjaciel, powstaniec warszawski, więc naprawdę do "Kochanka W.N." podeszłam z pełnym zaufaniem. Ale się zniechęciłam, bo Piasecki był tam prymitywny, język toporny, problemy czarno-białe, rozwiązania zero-jedynkowe.

    No więc to jest plus Coryllusa, że wyciągając rózne postaci sprawia, że człowiek przygląda im się na nowo. Nawet, a być może szczególnie że zostały narysowane z użyciem nadmiaru superlatywów;)
  • @sigma 09:15:27
    Na S24 któraś z pań (nie pomnę, choć to zeszły tydzień), napisała zgrabną
    i bardzo pozytywną recenzję książki M. Rozwinęła się dyskusja.
    Jedynym problemem było to; czy opracowania są źródłami, czy należy
    podawać źródła.
    Na to wszystko wpadł JE Autor. Rozdzielił razy; kto powinien zajmować się
    romansami, kto gównianą polityką amarykańską, paru osobom zalecił nieczytanie jako lek. Takich anonimowych jak ja pogonił na drzewo banany prostować.
  • @sigma 09:15:27
    A mnie zainteresował sam problem przemytu w tamtych czasach - niczego o tym nie wiedziałam. Więc czytałam z zainteresowaniem, ale nie jest to, naturalnie, książka życia. No i weź pod uwagę, że Piasecki polskim, literackim językiem zaczął mówić późno...
    Ten wąteczek filmu z Twardochem jest, fakt, do kitu. To Braunowi nie wyszło. No i ten potomeczek kahału obok... Już patrzeć na te facjaty nie mogę. Ale wkleiłam film dla informacji - a więc oglądajcie z "pominięciem Twardocha" ;)
    A Wańkowicz... fakt, świnia. Chociaż rodzina. Piasecki cierpiał biedę, a Mel w Prylu opływał. I właściwie świetnie się czuł w tym Prylu. Chodząc w aurze opozycji /nawet się przesiedział troszki/. Naturalnie, "Ziele" każdy czytał. Mam wiele jego książek z dedykacjami - zbierała je moja siostra, bywająca na każdych targach książek, gdzie Wańkowicz podpisywał swoje dzieła.

    Dla mnie zajadły antykomunizm jest wartością samą w sobie. Jak u Józefa Mackiewicza /nieszczęśliwie dał się obstawić przez Żydów/ę, kuzynkę Michnika, jakby tracąc wyczucie, kto ten komunizm ludzkości spuścił na głowę/. Piasecki nie został obstawiony, zauważ.

    A Mel od dziecka był bezczelnym gnojkiem, o czym opowiadała mi moja teściowa, ale ja chyba już o tym pisałam.
  • @tadman 08:58:37
    Za tekst o Kossak-Szczuckiej , do którego własnie dotarłam, darowuję Coryllusowi wszelkie winy. Zgadzam się z każdym słowem. To najwybitniejsza pisarka, a jednoczesnie człowiek wyjątkowego formatu. Chowałam się na trzech tomach jej "Dziedzictwa". I na "Krzyżowcach". A potem pamiętam z jakim niesmakiem odebrałam we wspomnieniach Samozwaniec wizytę obu panienek, czyli Madaleny i Marii w Gorkach u stryjostwa i pogarda z lekceważeniem, jakim Magdalena obdarzyła tamże swoją siostrę cioteczną, która na bosaka zajmowała się gospodarstwem, zamiast, jak one, w wytwornych toaletach pić herbatkę i jeść ptifurki.
    I zaraz po powrocie z Transylwanii kupuję Anny Szatkowskiej-Rosset-Bugnon "Był dom..."
    To jest wyjątkowo miłe uczucie, jak się wie, że jest książka, na którą sie będzie z niecierpliwością czekać:)))
  • @sigma 10:55:13
    Zeszliście na tory literatury, o której nie mam zbyt dużego pojęcia. A to dlatego, że tata mój, który mnie literacko ukształtował, a książek mieliśmy z 10 tysięcy, miał Piaseckich, Rodziewiczówny, czy panią Kossak-Szczucką w sporej pogardzie.
  • @cyborg59 10:33:34
    eska z kotkiem w awatarze

    Czy z M. nie jest tak jak z Grycankami, czy Miss Europy, która jest po prawdzie Mrs, że gdzieś tam pływają w niebycie i nadchodzi godzina X i w wielu miejscach, w sposób skoordynowany pojawia się informacja promująco toto i tak tworzy się celebrycki szlif, który polega na tym, że ktoś jest, ale w sensie obecności w mediach.
    M. ma w sobie coś z domokrążcy. Otwiera walizkę z próbkami, a ty oglądasz przy hymnach pochwalnych na temat funkcji i użyteczności tych gadżetów, wybierasz, płacisz, a potem dostawa i wtedy przekonujesz się ile to warte. Wydaje mi się, że to nowa forma marketingu internetowego zgodnego z zasadą "kot w worku". Dlatego czekam na recenzję.

    M. pieklił się z kobitą na forum o to, że zaliczyła go do mainstreamu i poleciały słowa: "łżesz", "oszustko", "tchórzu i kanciarzu", "bez honoru", a na koniec - "Może masz chociaż tyle przyzwoitości, żeby powiedzieć „przepraszam”?". Zaznaczam, że Pani podczas dyskusji trzymała formę.
    Jeśli nie jest to ustawka, to ja przepraszam za Koryła tę Panią. Takie mamy elyty.
  • @tadman 11:23:19
    Tak, niewiarygodna jest zgrzytliwość na złączu;) Te słuszne poglądy z jednej strony i to chamstwo nie liczące się z niczym, ani z nikim z drugiej. Jeżeli coś by wskazywało na ustawkę, to własnie to. Bo głoszone oficjalnie poglądy mają się nijak do postaci je głoszącej. Jakim cudem Edek z "Tanga" wyzbyty wszelkich form i norm miałby głosić szczerze takie poglądy?
  • @tadman 11:23:19
    I to życzliwa, prostoduszna @eska oberwała. Jasny gwint, współczuję.
  • @sigma 12:02:37
    Nie, tak potraktował Davenię u Nicka, a Eska z racji przychylnej recenzji została oszczędzona.
  • @tadman 11:23:19
    Tadziu, co to znaczy "M"? Nie łapię.
  • @KOSSOBOR 13:14:36
    Marna z ciebie szpiegówka - M to koryło.
  • @sigma 21:23:46
    "A i fantazję mial ci Drakula ułańską. Musi skuzynowany z nami. "

    Ponieważ Gloria właśnie wybierała się na żurfix do Madame z listą wampirów z Transylwanii, pomna jednak na uwagę Hrabiego i to znaczące pstryknięcie się w górną trójkę, postanowiła dociec domniemanych związków rodzinnych, by Madame, uniesiona swą gwałtownością, nie przyłożyła czosnkiem, a nawet czajnikiem z zimną fuzją, który dostarczył ooO, komuś z krewnych. Krewni to krewni - wiadomo. A któż nie znał się bardziej na koneksjach rodzinnych, niż cher cousine Alphonse?!

    - Vladeczek? Ależ oczywiście! - szeroko uśmiechnął się cher cousine Alphonse. - To dobry chrześcijanin był. Tylko trochę gwałtownik.
    - Palownik - odparła Gloria.
    - No fakt, też trochę. Ale to takie czasy były, moja droga. Albo my, albo oni, Turki znaczy. No więc kuzyn Vlado był całkiem niezły w te klocki, całkiem niezły - uśmiechnął się cher cousine Alphonse, popatrując na Irene, która jak zwykle: otomana, półzadek, kopytka i herbatka z miśni. No ale w głębi serca myślał o piechocie wybranieckiej. Cóż...
  • @sigma 21:23:46
    http://www.suhaibwebb.com/blog/wp-content/uploads/Vlad_Tepes_002.jpg

    Spojrzawszy na cher cousine Alphonse gloria skonstatowała, że rzeczywiście, podobieństwo było uderzające. Hrabia natomiast zasłonił się gazetą, spod której wystawał tylko ogon mulę róża.
  • @jazgdyni 13:22:42
    No tego to się domyślam, ale dlaczego "M"?
  • @KOSSOBOR 13:38:33
    Takie M-ać nazwisko, Ty.
  • @KOSSOBOR 13:38:33
    Rodzice dla zmylenia czytelników dali mu na nazwisko Maciejewski a na imię
    Gabriel. Pod takim napisał książkę, a teraz wpadnie i Cię zje !!!!!!
  • @KOSSOBOR 13:36:02
    Jak Ewcia wróci i wszędzie zacznie chodzić w ciemnych okularach (słynny światłowstręt) - uważajcie !!!
  • @KOSSOBOR 13:36:02
    Ten przodozgryz u wampira może utrudnić działanie górnych trójek,
    a w efekcie śmierć głodową.
  • @jazgdyni 18:30:30
    Ostatni promień słońca zniknął za górami i wokół rozlała się ciemność. Pierwsze nietoperze zaczęły krążyć wokół murów, a po chwili cała chmara wyleciała na łowy. Krypta wydawała się pusta. Nagle z przeraźliwym zgrzytem odskoczyło wieko trumny. Jej lokator, jakby napędzany niewidzialnym mechanizmem, sztywno wyprostowany podniósł się do pozycji pionowej. Suchym językiem oblizał mięsiste wargi. I w końcu otworzył oczy. Były czerwone.
    Nieliczni turyści po wieczornym posiłku, zakropionym szklaneczką cujki rozsiedli się na tarasie, by w ciemnościach obserwować niebo i pędzące Perseidy. Irene została wewnątrz, by przy świetle, po raz kolejny podziwiać zakończone tipsami swoje zgrabne kopytka. Nagle wzdrygnęła się. W pamięci otworzyło się coś dawno zapomnianego i pogrzebanego. Grzywa się zjeżyła i dreszcz przebiegł przez ciało.
    - Wyłaź Bzdywlad, czuję cię. Wiem, że tu jesteś.
    - Witaj droga kuzynko - odrzekł upiór, który zmaterializował się na rozłożystym żyrandolu - widzę, że przyprowadziłaś mi świeże mięsko. - zamlaskał obleśnie i ponownie oblizał swoje wargi. - Czterysta lat śniłem tylko i czekałem na impuls, aż wreszcie ktoś z rodziny mnie obudzi. Wiedziałem, że to będziesz ty, Irene, moje ulubione najmłodsze bzdyklaczątko, takie niewinne i prostolinijne.
    - Ani mi się waż zrobić krzywdę moim przyjaciołom. To szlachetni i odważni ludzie i są pod moją opieką.
    - Oj, to bardzo niedobrze, po tylu latach bezruchu, jestem głodny i spragniony, a to co zobaczyłem wydaje się apetyczne i lekkostrawne.
    - Powtarzam, nie waż się! Nie zmuszaj mnie do tego, czego tak bardzo nie lubię. A wiesz, co potrafię.
    - Dogadamy się na pewno moja malutka kuzyneczko... Bzdywald zniknął z suchym trzaskiem, jakby złamanej gałązki i tylko dziwny zapach, jakby bzu zmieszanego z siarką zaświadczał o jego tu pobycie.
    Perseidy przesłonił na moment dziwny cień. Jakby coś nisko przeleciało. I wszystkim nagle zrobiło się zimno.
  • @jazgdyni 15:54:29 + @ Cyborg
    No ja durnowata jestem! Ewuś mi to dopiero wyjaśniła perzy szparagach, a teraz Wy.
    Nieee, mnie nie zje. Zje Ewuś i Tadzia. Ale Ewuś jest nieźle uzbrojona, m. in. w halabardę . Naprawdę, nic nie zmyślam.
    Jasny gwint! Miałam przywieźć od Ewy pierwszy tom! :[[[ Ale zagadaliśmy się, naturalnie.
  • @jazgdyni 18:30:30
    Ty wiesz, wulkanizm połączony z wampiryzmem?!?!?! Trzeba będzie tę energię jakoś ukierunkować po powrocie Ewy z Transylwanii. Myślę, że możemy już spisywać listę życzeń. Gdzie się zbiera Trilaterale?
  • @cyborg59 19:28:04
    Kiedy Vladeczek był NAPRAWDĘ zajebisty!!! Sobie o nim poczytajcie. Mnie tam pasuje.
  • @jazgdyni 21:12:08
    Nikt nie wiedział o tym, że Madame Silvanne te osinowe kołki, co to je wystrugała przed wyprawą do Transylwanii, nie zamierzała używać do PRZEBIJANIA, a do NABIJANIA. Sivi Vladeczka wywarło bowiem na niej naprawdę duże wrażenie.
  • @KOSSOBOR 21:44:44
    Eeee tam, Nosferatu był lepszy !
  • @KOSSOBOR 21:38:46
    To nie była halabarda, tylko glewia - Piotr był zdruzgotany moją niewiedzą;(
    Glewia (łac. glavea, glavia) – broń drzewcowa, zaopatrzona w żeleźce w postaci grotu o kształcie szerokiego, jednosiecznego noża, niekiedy odgiętego lekko do tyłu, osadzonego na drzewcu o długości 2-2,5 m. Późniejsze glewie miały jeden lub dwa kolce na grzbiecie noża, czasem wygięte lekko ku dołowi, co upodabniało je do gizarmy. Glewia pojawiła się w XII wieku, powszechnie używana była w XIV - XVI wieku (głównie w Zachodniej Europie) jako broń piechoty. Od XVI wieku służyła jako broń paradna, na wyposażeniu straży pałacowych.
  • @KOSSOBOR 21:38:46
    Dzwoniłam do Cię zaraz po wyjeździe, bo też skojarzyłam po czasie, ze zapomniałaś Coryllusa. Alesmy się zagadali;)
  • @sigma 22:07:59
    Rany sigma !
    My som proste. Ino poznali noże i widelce ;)))
  • @KOSSOBOR 21:42:57
    Teraz spisujcie życzenia! Potem siedząc na gór szczycie będę odfajkowywać pozycję za pozycją w miarę spadania gwiazd.
  • @jazgdyni 22:11:27
    A ten tuczek do kartofli, to co? Bo kce sem sprawić. Morsztanger, czy tak?

    ŻYCZENIE
    1. Być szczęśliwym do końca długiego życia.
    To ja - wasz Januszek
  • @jazgdyni 21:12:08
    I bardzo proszę nie napuszczać na mnie wampirów, kiedy ja będę pracowicie i starannie zaliczać kolejne spełnione zyczenia prowadząc w tej kwestii porządną buchalterię. No chyba, że Ci nie zalezy na spełnieniu;)
    Co do Władeczka - nie ma obawy; to raczej ja go napuszczę na krótką delegację do Polski. Niech se powisi pod kopułą Sejmu ,a wieczorem rusza na łów!
  • @sigma 22:30:38
    Wszyscy którzy głosowali za przymusowymi szczepieniami są jego! Niech się biedaczek, raz napije do syta;)
  • @sigma 22:11:56
    Nie składam życzeń, bo zapewne pomyślisz o dyletantach, a za to mam radę.
    Wampiry atakują tylko wtedy kiedy wyczują, że człowiek się ich boi, a jeśli się boi, to się poci, a jeśli się poci, to wydziela kwas mlekowy, więc:
    - nie pić mleka po żadną postacią, szczególnie zsiadłego,
    - stosować podwójną dawkę perspiranta '48 h'
    - sprezentować Vladovi pastę do zębów z fluorem,
    - wręczyć bon do kliniki dentystycznej "Twoja trójka".
  • @sigma 22:07:59
    Też tak sądziłam, że to nie jest halabarda, ale to wynikało jeno z mojej wiedzy teatralnej - niewielkiej. Mówię o halabardnikach na scenie ;) No ale nie brałam się za dyskusję na temat broni w pobliżu Piotra :)))
  • @sigma 22:30:38
    Kochanie, Vladeczek, nie Władeczek!!!

    No żałuję tego tomu I-ego :(
  • @sigma 22:45:05
    Sejm, senat - jak leci. Takoż rząd w całości, wraz z agendami. Samorządy - w większości. Urząd Finansowy - do zera, wraz z komputerami. Telewizory. I ich gwiazdory. Etc.. Myślę, że las 20 tysięcy pali będzie zbyt mały.
  • @KOSSOBOR 09:45:49
    Ja mogę je ostrzyć i nacierać łojem.
    Problem techniczny - ustawiamy z delikwentem już nabitym, czy tez najpierw pal osadzamy w gruncie i potem nabijamy.
    Cyborg powinien zrobić plan i bilans energetyczny, bo może też bedzie możliwe wykorzystanie ich jako wiatraki.
  • @jazgdyni 09:53:24
    Plan jest taki :
    Zgodnie z nowym prawem sztuki przeznaczone na cele energetyczne -
    trzy kilometry od zabudowań.
    Sz(t-cz)uki celebrycko, prominencko, politiczeskie - jak dotychczas - w centrach miast, pod reflektorami. To się zbilansuje z tymi palo-kręciołami
    podmiejskimi.
  • @KOSSOBOR 09:42:02
    Cher cousin Vladeczek, bien entendu;)
  • @jazgdyni 09:53:24
    Trza by się cofnąć do Trylogii, jak to tam było; chyba nawlekali końmi, a potem dopiero pal osadzali w pionie. Zaczynają się problemy logistyczne...
  • @cyborg59 11:45:51
    Nigdy w armii tureckiej nie odnotowano tyle dezercji, jak wtedy, kiedy Drakula na ich drodze ustawił las pali. Zupelnie jakoś motywację wojsko utraciło. Ciekawe, po którym palu nasza wojskówka wykupiłaby wszystkie bilety na Antypody?
  • @tadman 23:14:03
    Niech się Vladeczka boją ci, których on dopadnie;)
    Nie będę go futrować pastą z fluorem, ani wysyłać do dentysty, bo ma robotę do wykonania. Tych swołoczy sie u nas namnożyło jak wszy. On ma świetnego nosa do wyłapywania padalców.

    Karta NFZ na zagramanicę jest ważna tylko pół roku - czyste świństwo.
  • @KOSSOBOR 09:42:02
    Może wpadnij dzisiaj, alibo jutro po ten t.I. Zobaczysz, jak wygląda sajgon w naszym wykonaniu;) Poza tym będę gotować bigos, bo Bogumił sobie zawinszował. I co sekunda coś sobie przypominac, co muszę zapakowac;)
  • @sigma 13:55:45
    8|
    Ależ Sigmo, o narzędzia pracy należy dbać, więc nie broń Vladeczkowi dostępu do dentysty; no, można by go ewentualnie wysłać do szlifierza na podostrzenie trójek.
  • @sigma 13:55:45
    A paszport dla dziecka 12 miesięcy. Ale przekraczając granicę musi być
    ważny jeszcze minimum pół roku. Miły urzędnik wyda dziecku paszport po
    trzech miesiącach od wniosku, z datą wniosku (wolno mu !). Zadanie:
    Jak zaplanować wyjazd i jak wyliczyć datę złożenia wniosku paszportowego.
  • @sigma 13:59:38
    Twoje okrucieństwo nie zna granic. Zaczęłaś od poziomek, potem rozchechłane porzeczki, a teraz bigos na okrasę.
    Przynajmniej powiedz, czy tylko z kiszonej, czy również ze świeżej?
  • @jazgdyni 17:13:24
    Wyłącznie z kiszonej plus grzybki etc.
    Mogę zaserwować na spotkanie integracyjne z okazji powrotu z Transylwaniii;)
  • @sigma 18:30:12 wygooglane
    A pokud Vážená Paní Kolegyně bude pokousána???
    A já se nebojím, protože mám těžkou anémii; mohu předložit lékařské potvrzení. :))
  • @tadman 18:54:17
    No ładnie - teżku anemii :)))
  • @tadman 18:54:17
    A to zaświadczenie w sprawie anemii zapodajesz w sprawie ew. ataku wampirów, czy w sprawie bigosu?
    A pierwszego zdania nie panimaju;(
  • @sigma 13:49:29
    Konie zostawiamy w spokoju. Palujem rosomakami.
  • @sigma 13:59:38
    Pewnie już nie wpadnę :( Ale pamiętaj o czerwonym winie do bigosu!!! Do przyprawiania bigosu, naturalnie, a nie do przyprawiania.
  • @cyborg59 15:12:42
    Z miasta A wyjeżdża pociąg do miasta B i jedzie z prędkością.... Z miasta B wyjeżdża pociąg do miasta A i jedzie z prędkością.... U P I O R Y szkolne!!! A kysz!!!!!!!!!
  • @jazgdyni 17:13:24
    OZu, no czym się przepisów! Nie rozchechłane /cóż za wulgaryzm!/, a R O Z D Y Ź D A N E !!!!!!!!!!!
  • @KOSSOBOR 20:58:21
    A możesz mi podać różnicę, bo jestem ciekaw. Myślałem, że to to samo.
  • @sigma 20:13:04
    Bigos to nie kaszanka, chociaż bigos może być dobrym pretekstem. ;)

    A pokud Vážená Paní Kolegyně bude pokousána??? wykłada się jako 'A jeśli Szanowna Pani Koleżanka będzie pokąsana???"

    Eee, tłumaczenie zabija zamysł.
  • @jazgdyni 21:08:50
    prefiks roz-miękcza znaczenie np: roz-dyźdane, roz-walone, roz-pieprzone, roz-... a, znowu wujek Alojz z efu.
  • @tadman 22:30:52
    Poemat o palowaniu.

    W jego miazgę
    Wlad wbił drzazgę,
    Ten sie darł,
    że aż zmarł.
  • @tadman 22:30:52 + OZu
    No i między dyźdać a chechłać jest ogromna różnica!!!
    OZu, zamknij oczy i usłysz!
  • @jazgdyni 00:20:16
    Extra! Dawaj więcej!
  • KRWAWA HISTORIA SŁOWA DYŹDAĆ @KOSSOBOR 01:16:39
    Historia słowa "dyźdać", jak większość epokowych odkryć jest historią przypadków, często krwawych. Otóż słowo to pojawiło się w blogosferze w Roku Pańskim 2009 pierwszego dnia Świąt Bożego Narodzenia, a to za sprawą ciężkiego losu karpi w okresie przedświątecznym, zakończonym najczęściej dekapitacją.
    Autorka, bo była to kobieta, ukrywająca się pod nickiem 'kunegunda' najwyraźniej używając po raz pierwszy słowa 'dyźdać' najwyraźniej pomyliła jego znaczenie ze słowem 'dyrdać'.
    Przez wiele lat słowo to krążyło w niebycie, aż przyszedł czas na porzeczki i KOSSOBORa razem z Mme Silvanne. Miały one ochotę na porzeczki, ale dla osób niemających dostępu do porzeczek au naturelle (zrywanie i odszypułkowywanie zębami on site daje niezapomniane doznania smakowe) pozostaje dyrdanie do sklepu lub na targ i nabycie tam. Są dwie szkoły - szkoła porzeczki czerwonej (dla osób o odchyleniu wiadomo) i szkoła porzeczki czarnej (dla osób o odchyleniu, też wiadomo).
    Kupne porzeczki jeść należy w formie rozdyźdanej, mogą być z dodatkiem cukru, szczególnie w lata dżdżyste i chłodne - polecany jest cukier trzcinowy), bo buraczany to fuj).
    Do rozdyźdania wystarczy łyżeczka (najlepiej wykonana ze srebra; pożądane by była z monogramem, a lepiej z herbem) i kubeczek z miśnieńskiej porcelany, w duchu holenderskim, znaczy się kobaltowy i z wiatrakami na licu (w środku musi być nienagannie biały). Wsypujemy dwie garście porzeczek (mogą być myte/oszypułkowane) i dodajemy curku po uważaniu. Potem łyżeczką robimi porzeczkom małe miki, aż utworzy się breja gotowa do jedzenia. Hardcorowcy twierdzą, że porzeczki powinny być niemyte, bo tracą aromat, a wrzucenie ich do miśni bez odszypułkowania daje niewymowną przyjemność wyławiania ich z rozdyźdanej masy językiem i spluwanie nimi wkoło.
    A oto pierwszy ślad w internecie słowa 'dyźdać'.
    http://siec-milosci.blog.onet.pl/1,AR3_2009-12_2009-12-01_2009-12-31,index.html
  • @tadman 07:27:20
    Jest w Rosji za Uralem szkoła porzeczki białej, ale działa w ukryciu z powodu wtrącania jej wyznawców do więzienia przez siepaczy Putina.
  • @tadman 07:31:54
    Na piknikach pod wiszącym daszkiem Madame preferowała rozdyźdywanie całkowite, natomiast Gloria wolała rozdyźdywanie poniekąd, z małymi, czerwonymi, strzelającymi kuleczkami. Irena porzeczek nie preferowała, wolała rozdyźdywać trawę i zioła - najlepiej w połączeniu.

    Dzisiaj, siedząc samotnie pod daszkiem, Gloria rozpamiętywała starą, przedwojenną szkołę porzeczki białej. W ogrodach na tyłach zameczku jeszcze było kilka poniemieckich krzaków tego specjału. Irena, z wypucowanymi kopytkami, zajęła się mieszaniem ziół z trawą, natomiast Mme Silvanne pakowała rzeczy na wyprawę do Transylwanii. Przyjrzawszy się krytycznie paczce z dwudziestoma tysiącami pali, już zaostrzonymi i nałojowanymi, szybkim ruchem dorzuciła następne dwadzieścia tysięcy i dopiero ta ilość ją ukontentowała. "No" - pomyślała - "To tyle tytułem wstępu." Cały czas jednocześnie warzyła kociołek bigosu dla Żeglarza Bałta, jako warunku sine qua non jej wyprawy. Bez bigosu - nie ma Transylwanii!

    Gloria tymczasem obdzwoniła kuzynostwo i cher cousine Vladeczek już ustalał listę wampirów chronionych, by wiadoma niestabilność wulkaniczna Madame nie wykosiła znacznej części rodziny.

    Madame na koniec dorzuciła trzy warkocze czosnku, w tym dwa chińskiego, pogroziła pięścią podagrycznikowi i powoli ruszyła na południowy wschód.
  • @KOSSOBOR 18:16:56
    No, ostatni punkt programu, czyli zapakowanie sterty rzeczy zwalonych na środku pokoju - załatwiony. Jeszcze musiałam przenieść Tuśkę, która cały dzionek leżała w gniazdku, które sobie uwiła na tej stercie i wyraźnie też chciała do Transylwanii. Jutro o piątej pobudka.
    Lodówka pęka w szwach: barszczyk z kołdunami, sterta kotlecików, bigos, ziemniaczki ze skwarkami puree, kompocik z renklod - jest szansa, że rodzina pod moja nieobecność z głodu nie umrze;) Przynajmniej zaraz pierwszego dnia.
    Dzisiaj poza tym mieliśmy gości, których trzeba było podjąć dostojnym obiadem, a potem w dolnej sali kominkowej (;))kawką, ciasteczkami, owocami i konwersacją.
    Ledwo żyję. Jak byś przelatywała w okolicy, wykładam Coryllusa t.I koło komputera. Leży i rzuca się w oczy;)
    Ahoj, przygodo!
  • @tadman 07:31:54
    Wiedziałam, ze o czymś zapomniałam! Łopatka! Koniecznie dopakować! Mapa nieba na sierpień! Dopakowac! Długoterminowa prognoza pogody! dopakować! Pasta do zębów bez fluoru! Dopakować! 3 kilo ziemniaków! Niekoniecznie.
  • @jazgdyni 00:20:16
    Kto spotka Vlada Palownika
    Ten wzywać musi ratownika
    Co by miał szansę w dzień następny
    Skorzystac z tegoż datownika.
  • @tadman 22:30:52
    Sylvianne zastanawiała się, czy by po powrocie z Transylwanii nie wyznaczyć sobie jakiegoś dnia przyjęć, czyli żurfiksu, co by goście zjawiali się wtedy, kiedy ich się oczekuje. Żurfiks z prefiksem, dajmy na to po-niedziałek, który występuje zazwyczaj po niedziałku. Sylvianne lubiła niedziałki, a już szczególnie letnie niedziałki . Byłoby to miłe rozpoczęcie tygodnia.
  • ALL
    Bawcie się grzecznie i nie przeziębcie uszu pod moją nieobecność;)
    Pa pa i do zobaczyska za dwa tygodnie!
  • Wojciechowa i jej rozumienie świata
    Wojciechowa spotkała Mme Silvanne. Po zwyczajowej wymianie uprzejmości zagaiła Wojciechowa
    - Słyszałam, że Państwo z Ewcią do wód jadą.
    - Jedziemy, ale nie do wód, a jeno do Transylwanii.
    - Wojciechowa zatrzepotała rzęsami, jak wtedy gdy jej absztyfikant w 27 o rękę ojców prosił i zapytała
    - A daleko to?
    - Oj daleko Wojciechowo, ze 3 dni będziemy tam jechać.
    Wojciechowa jęknęła, bo wyprawa na Skwer Kościuszki to była dla niej zagranica, gdyż dalej nigdy się nie wyprawiała.
    - A jest tam jaka woda?
    - Nie, nie ma, bo to góry.
    - Góry? a co tam szanowne Państwo będziecie robić?
    - Robimy wyprawę śladami Vlada Palownika zwanego Drakulą.
    - A cóż to za czort?
    - To nie czort a wampir.
    Wojciechowa przeżegnała się 3 razy, splunęła przez lewe ramię, a następnie załamawszy ręce zaczęła biadolić nad losem Ewci.
    Mme Silvanne próbowała rozwiać obawy Wojciechowej i powiedziała, że Ewcia bardzo cieszy się na spotkanie z Vladem i naszykowała w tym celu łopatkę.
    - Łopatkę? A po co?
    - Chce go zaktywizować i skierować jego uwagę na naszą izbę na Wiejskiej.
    - Też coś - powiedziała Wojciechowa i wymawiając się gotowaniem obiadu pożegnała się życząc stopywody podkilem, jak często mawiał tato Marzenki.

    Vlad Palovnik Drakula z nudów
    Po zamku snuł się nocą cudów
    Kiedy coś trzaskało drzwiami
    Pobrzękiwało łańcuchami
    I jęczało o północy w wieży
    Że żaden mąż nie zdzieży
    A co tu mówić o młodzieży
    Z miasta zwanego Gdynia
  • @tadman 23:23:13
    Ahoj rebjata, jest tu wasz tata !
    Po dobowym odcieciu od netu, telefonow i innej komunikacji, wysilek naprawczy zakonczyl sie sukcesem. Niestety, sygnalek tu slabiutki, wiec wierny laptop nie wyrabia i stukam na kompie sieciowym i jestem oslepiony bo monitor mam 27 calowy i zaraz bedzie mnie szyja bolala od krecenia glowa, wodzac oczami po tym monstrum.
    Nie udalo sie z Ewcia pozegnac, ale za to ja przywitam.
    Zebyscie wiedzieli, ze tu u poludniowego cypla Grenlandii pogoda jest iscie piekielna. Tu sie wylegaja wszystkie te nize, ktore potem nas atakuja.
    No, ale jestem szczesliwy, ze jestem z wami, bo przerwa zapowiadala sie na pare tygodni.
    Usciski dla wszystki.
  • @jazgdyni 01:03:49
    Na pożegnanie Mme Silvanne Gloria specjalnie zamówiła znajomych Cyganów /jej ulubioną orkiestrę dętą uważała za niestosowną na tę okoliczność/, którzy zagrali jej "Pożegnanie z Silvanne": http://unzippedfly.bandcamp.com/track/po-egnanie-z-sa-aszem-farewell-to-salasz

    Wszyscy płakali, a potem poszli na wódkę, naturalnie. Nastrój był dekadencki.
  • @sigma 22:07:39
    Przygodo ahoj!
    No to jednak raczej poczekam te dwa tygodnie z Korylem :(((
  • @jazgdyni 01:03:49
    No dziwiłam się, że Ciebie nie było. Sądziłam, że jesteś zajęty na amen.

    Też Cię ściskamy, OZu!
    Iza zaczęła pisać po powrocie z leniuchowania :)
    3m się!
  • @KOSSOBOR 01:52:19
    Tak, juz slad u Izy zostawilem.
    A masz racje, zarzniety jestem na amen. Siec to byl jeden punkt z pieciu, a z ciekawszych to jest w pelni skomputeryzowana kawiarka, ktora zamiast robic co do niej nalezy, pokazuje na ekranie mlotek. Ze niby co? Mam ja rozwalic?

    Usciski
  • @jazgdyni 02:01:33
    Masz ją strzelić pięścią, jak dawne radia i telewizory. Pomny na oscylator obcowzbudny. A jak nie ruszy z kawą - bierz ją na buta i za burtę.
  • @KOSSOBOR 10:46:10
    Jakze to tak? To niemalze dzielo sztuki - Bravitor na 10 litrow za 5000 dolarow. Mam respekt. I okazalo sie, ze chciala, zeby jej zabki z kamienia oczyscic.
  • @jazgdyni 14:16:11
    No paczpan, czyli furth sprawa do dentysty wraca, prawie jak z kuzynem Valdeczkiem. A swoją szosą, u takiego Praczeta, wampiry się pożywiają kawą...
  • @bez kropki 15:14:09
    To ja jestem vampire; z caym wielkim szacunkiem dla Praczeta.
    Ach, Niewidzialna Akademia...
  • @jazgdyni 14:16:11
    To jakiś kiepski software ! Nie potrafi powiedzieć co mu dolega i od razu z młotkiem do ludzi ?!
  • @cyborg59 16:15:51
    Cholera! Co to znaczy software? A brifing? A brand? Jasny gwint, pora umierać...
  • @jazgdyni 16:09:55 i All
    Ni bój nic;). Paczpan jak ładnie tadman o wampirach napisał. A poza tym Gryzelda ma zapas kavy oraz svojego Igora, vięc się vampirów nie boi. Bardziej się boi o tych, którzy do Transylwanii pojechali z chińskim czosnkiem. No bo tak: chińskie zupki robi się w Radomiu, chińskie mleko robi się z melaminy, chińskie buty robi się z tektury z melaminą, chińską zupę z gniazd jaskółek robi się z błota a 100letnie jaja robi się w kwartał(?). No to jak te Chinole tak ze wszystkiego robią jaja, to z czego robią czosnek?? I czy w efekcie czosnek ten (śmierdzący rybami wg zdania wytrawnego kipera - pana od jaboli) podziała na wampira?? Takiego spoza rodziny oczywiście!
    No i do tego zimna fuzja, jak wykipi, to się stanie transmutacja i czosnek (chiński ma się rozumieć) za rogiem Grenlandii przed internetem ukryty, zamieni się w, dajmy na to, ruskie trampki??

    Gryzelda włożyła bryczesy. Zimno pięknego lata nie pozwalało już na bieganie "luzem". Włożyła je wiedząc, że podczas wizyty w parku miejskim i tak się uwalają błotem powyżej kolan i wszelkiego pojęcia/poziomu. Gustownie brukowane alejki (po raz 3ci w ciągu ostatnich 5 lat!) pokrywało rozdyźdane błoto. Były gazon pokrywało rozdyźdane błoto i kałuże. Ślad Irene wampirycznie odcinał się na rozdyźdanej dyźdaninie ogólnej. Trawniki zastąpiono powierzchniami pokrytymi korą i opadłymi liśćmi. Okrywę tę wzbogacały dodatkowo śmieci trudne do zebrania z racji roślin nasadzonych na tle tego mulczu. - Kwiaty zostały zastąpione przez krzaczunie o wymiarach 10x10x10 cm wsadzone w mulcz co chwilę. Krzaki zostały zastąpione cisem. Zabrakło złotokapu. Szkoda. - To by pomogło w likwidacji problemu dzieciarni dewastującej ten jakże uroczy zakątek. A do tego chamstwo "jedyniesusznegopolinii" pisarza...
    W dalszym ciągu parku i spaceru Gryzelda dostrzegła iż troskliwa dłoń otuliła monolity (nowoczesnych ruin starożytnych postawionych zamiast daszku) folią strecz. Zapewne dla ochrony przed deszczem, który tego pięknego lata siekał poziomo.
    Jednak to nie troskliwość władziów Pchlewa zwróciła uwagę Gryzeldy.
    Gryzelda się gryzła, jak też Vlad i kumple (wyrodzone gryzonie) zareagują na odwiedziny krewnych. Uzbrojonych w łopatki. Podświadomość zaproponowała Gryzeldzie uroczą wizję nocy i domu latających saperek. Zaczajony vampir, ukryty Vlad. W błocie, czy może po wiejsku albo na Wiejskiej? Tego juz podświadomość nie precyzowała.
    Karta NFZ i paszport dla dziecka (eee tam trzy miechy! - wystarczy zbesztać ministra i decyzja jest w terminie odwrotnym) polatywały nad pobojowiskiem świszcząc potępieńczo i domagając się kawy z odkamieniaczem.
    Polowanie... Polowanie? Polowanie z wampirami na swołocze. Polowanie ze świnkami na trufle.
    Gryzelda zorientowała się, że homeostaza i entropia otoczenia zostały poważnie zaburzone. Może przez zabranie grafenowego czajnika a może przez wzniesienie monolitów (obleczonych w folię p.deszcz).
    Zaburzenie pola kwantowomentalnego trwało nadal "Sejm, senat - jak leci. Takoż rząd w całości, wraz z agendami. Samorządy - w większości. Urząd Finansowy - do zera, wraz z komputerami. Telewizory. I ich gwiazdory. Etc.. Myślę, że las 20 tysięcy pali będzie zbyt mały" A sanepid?? I przymusowe szczepienia? Oraz sól drogowa w każdym spożywczaku? i jaja z ryb? Do tego naginata, czyli glewia (nie mylić z halabardą, bo ma mniej odgałęzień i do innych celów służy) i miecz samurajski, czyli katana, czyli po prostu szabla. Krzywa (szabla).
    "Ale nasze Jaja po prostu zamieniają się w życie. Jesteśmy albo geniuszami, albo prorokami - tak najskromniej mówiąc." Bąknęła jeszcze intuicja do podświadomości.
    Obiegając skwerek Gryzelda zauważyła jeszcze grenlandzkie chmury nad skwerkiem i horyzontem. Kopnęła się do domu. Do młotka i posłanka z piernackiem na jajach.
  • @KOSSOBOR 16:41:43
    A tam, zaraz umierać! Zresetować się. Setą. I galaretą;). Może być z rozdyźdanych porzeczek. Jak mawia kuzyn Vladeczek. Albo z lepszą oprawą - w miśni z poranną kawą.
  • A gwiazdy (wsio ryba telewizyjne, spadające, czy upadłe)
    są u nas niewidoczne z powodu grenlandzkich chmur. No, jeśli kolega-bloger jednym dmuchnięciem takie nam sprowadził, to czego możemy się spodziewać po powrocie pani z Transylwanii??
    (Piszcie ludzie, bo wszak my som nie tylko prorocy, ale i stachanowcy, dla których wyklepanie 500 setek to pikuś.)
  • @bez kropki 17:26:40
    A ja sobie ogladam dostojnie plywajace gory lodowe, ot co, przyznam skromnie, ze jeszcze nie ogladalismy tego (w chwilach wznioslych przechodze na pluralis).
  • @jazgdyni 22:39:38
    Skarbie - kapoczek i termos z gorącą herbatką, oraz płetwy - gdy te góry lodowe oglądasz. W razie co - jak znalazł.

    Co to jest, qurna, software?!?!?!
  • @bez kropki 16:48:43
    "Gryzelda włożyła bryczesy".

    Anegdota będzie. Prawdziwa.
    Łonego casu, pod moim starym domem, wieczorami parkował znany amant z Hipodromu, bowiem na sąsiedniej ulicy mieszkała mężatka, którą postanowił rozwieść. Co zresztą zrobił skutecznie, zajmując z czasem miejsce małżonka. Ale póki co, małżonek ówczesny musi był wybuchowy raczej, bowiem Przemek, jako się rzekło, parkował wyczekująco na naszej ulicy, pod moimi pięknymi drzewami przed domem. A sąsiadów z przeciwka miałam wścibskich i ciekawskich - stale tkwili w oknie sprawdzając, co też dzieje się ciekawego w okolicy. Zwłaszcza u artystów ;) No i któregoś dnia sąsiad mi mówi, że pod moją chałupą parkuje ciągle jakiś facio w LEGINSACH. I pyta, co to za formacja seksualna cy cóś. A Przemek przyjeżdżał prosto ze stajni i miał na dupsku bryczesy. Sąsiad jednak o koniach pojęcia nie miał.
  • @KOSSOBOR 00:04:57
    Wszystko co nie jest hardware jest software.

    UWAGA, UWAGA JAJA WJEDZAJA NA STACJ E "500"
  • @bez kropki 16:48:43
    No bo z tą Transylwanią to były zupełne jaja /jak zwykle/, które zmaterializowały się w realu! Ewuś właśnie pomyka w stosownym kierunku. Szukałam czegoś, by Mme Silvanne /imię wymyśliłam Ewie stosownie do jej ogrodu szalonego, zresztą pod samym lasem będącego - o! i się rymującego!/ wpadła w trans. No wiesz - zioło i te rzeczy. A tu naprawdę nadarzyła się Ewie ta wyprawa! No to poczytałyśmy se o Vladzie Palowniku i szalenie nam się spodobał. Więc dawaj! No a że Ewuś gwałtownik jest - przeto zapewne będzie masakrowała wampiry spoza listu rodzinnej, naturalnie. I jak napisałam - wampiry będą okładane czosnkiem /nunczako - widzicie już Ewuś w tej roli?!!!!/ i do tego trującym, bo chińskim.

    Ponoć ma wrócić lato :) Dobrze, bo mnie już spleen ogarniał, co to seta i galareta nie pomoże.
  • @KOSSOBOR 00:16:53
    Bogiem, a prawda - to SA takie nadmuchane u gory leginsy, jakby kto pieluche zalozyl (a moze zakladacie, bo przecie od konskiego grzbietu dupsko boli).
  • @KOSSOBOR 00:04:57
    To jest to co napędza kije-samobije. Same kije zaś to; hardware.
  • @jazgdyni 00:25:57
    OZu! Zabiję, turku jeden! Co to jest, qurna, hardware???!!!
  • Trochę smuteczku
    http://www.youtube.com/watch?v=Qgp7aBI27Nc
  • @jazgdyni 00:28:39
    Palowanie będzie!!! :[[[ Niech no tylko Ewcia wróci!
  • @jazgdyni 00:28:39
    Dupsko boli, jak pierdoła wsiada po raz pierwszy. Potem drugi, a nawet trzeci i czwarty. Potem nic już nie stanowi. No chyba że zmiana siodła na kijowe.
  • @cyborg59 00:31:10
    I Ty, Brutusie ?!?!?!
  • @tadman 00:32:13
    Zajebista lekrama się pokazuje /czy widzisz często krew, gdy myjesz zęby?/ - o ten smuteczek Ci szło?;)

    Tetmajerowie to rodzina Kędzierskich - Leszczyńskich, właścicieli dużej części Ochotnicy. Dwór, Tetmajerówkę, spalili Niemcy podczas okupacji /pacyfikowanie Ochotnicy, która miała silną partyzantkę/. Kazimierz leży na tamtejszym cmentarzu. Włodzimierz - nie wiem, ale chyba też. Iza powinna wiedzieć.
  • @jazgdyni 22:39:38
    Kafiewarka kolegi (nie taka duża) miała w zwyczaju prowadzić dialog.
    W podobnej sytuacji wyglądało to tak :
    - Niezbędne odkamienianie ! [wkład wymieniono] [ pomiń ]
    ( nie mamy czasu na pierdoły wybieramy [ pomiń ] )
    - Zaakceptuj obniżenie jakości produktu! [akceptuję] [ nie akceptuję]
    ( oczywiście akceptujemy)
    - Czy jesteś pewien ? Wybór [tak] obniża trwałość grzałki ! [tak] [nie]
    (przyjmujemy do wiadomości i już możemy zacząć wprowadzać dane
    napoju który zamawiamy)
    Kiedy maszyna juz wie ile ; wody, kawy, mleka, cukru, pianki zamawiamy :
    - Dla wygody, trwałości i lepszego smaku kawy monit będzie wyświetlany
    przy kolejnych zamówieniach ! [wkład wymieniam teraz] [ potem]
    (wybieramy [potem] i już po chwili dostajemy kawę)
    - Życzymy smacznego! By wymienić wkład odkamieniający -> patrz
    instrukcja s.15. [wkład wymieniono] [pomiń]
    ( po wciśnięciu [pomiń] maszyna czeka na następnego frajera.
  • @cyborg59 01:06:26
    I po co ci to było, Grzegorzu Dyndało?
  • @cyborg59 01:06:26
    Ta wredniejsza malpa - stanela i juz. I stala, az jej melity nie wlalem i wykonalem 11 krokow odskalania. Skubana.

    Hania:
    hard jest twardy a soft jest miekki. I nie ma tu zadnych podtekstow bo Ewcia zawroci.
  • @KOSSOBOR 01:09:00
    Mnie na nic ! Ja sobie piłem dolewkę herbatki z termosiku i podziwiałem.
  • @KOSSOBOR 00:27:13 i jazgdyni
    No i bardzo dobrze, że się wyprawa trafiła!

    Co do reszty: mnie uczyli, że hardware (czyli twarde gary) to jest to, co mogę kopnąć jak mi komp nie działa. Software (czyli mientkie graty) to jest to czego kopnąć nie mogę, czyli oprogramowanie. Ale tłumaczyli jak blondynce naturalnej;). W każdym razie, od tych kilkunastu lat nie popełniłam żadnej gafy rozmawiając o nawalance softu/hardwaru. Czyli chyba z grubsza ten podział działa.

    A bryczesy wzięły mi się stąd, że jak moje młode pojechało "na konie", to go nie miałam w co ubrać. I w tej rozpaczy (o której coś wiesz) jeden gościu podarował memu przychówkowi enerdowskie bryczesy, funkiel nówki nienoszone. Młode se zwęziło, podszyło, po czym wzbudziło zawiść;) wszystkich kolegów tym trofeum "zdartym, wicie z enerdowca".:) O.

    Co do reszciejszej reszty, to mnie się czknie (wybaczcie!): żadnych Kossak-Szczuckich, nie wspominając Rodziewiczówien a tym bardziej mniejszych nazwisk, u nas w domowej biblioteczce nie było. Chyba by rodzicieli skręciło, jakby mieli nabyć Rodziewiczównę;).

    @jazdgyni: góry lodowej - JEJ! TOŻ sama egzotyka! Dawaj jakie zdjęcia!
  • @jazgdyni 01:20:28
    Ale co to jest to "ware" do cholery ! W połączeniu z soft czy hard? Bo zacznę się rozpisywać o zaletach żółcieni strontowej czy żółcieni Rembrandta i będzieta z Cybem takie głupki jako i ja jestem w temacie ware. Ostatnio miałam pasjonującą rozmowę z Żeglarzem Bałtem na temat king's blue. Mam dalej jechać??? :[[[
  • @KOSSOBOR 00:47:24
    U mnie lekramy niet. Smiteczek, bo gospodyni niet. Wybrałem kawałek smutnej muzyki, Tetmajer przyklejony był do niej. A muzyczka a propos, bo napisał ją Rumun.
  • @bez kropki 09:01:03
    Ano widzisz - to już jestem bliżej zrozumienia. Ja jako była blondynka naturalna. Platynowa. Po dwóch miesiącach żagli na Mazurach - zieleniałam ;) Prawie naprawdę.

    To te bryczesy w kolorze feldgrau? A czapeczka z wygiętym deklem jest? ;)

    OZu nie może dać fotek, bowiem stale jest w pogotowiu p. lodowym: kapoczek, termosik i płetwy w razie co. A w tzw. międzyczasach czyści ząbki jednej drogiej kawiarce. W Soplicowie kawiarka se sama ząbki czyściła.
  • @KOSSOBOR 10:04:58
    To napisz coś o pewnym minerale ; kosztownym jak złoto, wydobywanym w Afganistanie. Przez brak którego na rynku (i cenę) , obrazy holenderskich
    mistrzów mają zielonkawe niebo, u Leonarda szare.
    Coś tam jednak wiemy ! ;-)))
    Ale masz rację ogólnie rzecz biorąc minia w pokoście i biel tytanowa lub
    cynkowa, nie mówiąc o khaki i szarej jasnej.
  • @tadman 10:10:30
    A u mnie naprawdę wyskakuje lekrama z tą krwią! Taki koszmarek dodany do filmu. Więc popadłam w stosowny smuteczek.
    Muzyka ładna.
    Skoro nie ma gospodyni - musimy urządzić jakąś imprezkę, a OZu dodatkowo wstąpi na chwilę do hormonów czy innych amiszy. Wiesz - starych nie ma, chata wolna, oj będzie bal!


    http://www.youtube.com/watch?v=EEBpyB3k9Uc&feature=related
  • @KOSSOBOR 10:04:58
    Blekit krolewski szczegolnie w polaczeniu z royal red jest bardzo pieknym zestawem i nalezy do moich ulubionych. Zolcien strontowa ma za malo nasycenia, jak dla mnie. Ja wole zolcienie cieple, takie bradziej bananowe.

    No juz dobrze - nie pien sie. Slowo ware generalnie okresla sprzet. Masz - silvervare to srebra, czyli dokladnie sztucce. W technice komputerowej, wszystko to, co ma postac fizyczna, jest "twarde - hard" same komputery, czyli pudelka, ekrany, drukarki, kable i co tam jeszcze, to wlasnie hardware. A to, ze komp pracuje, pokazuje na ekranie, liczy i gada, to najpierw tegie glowy zapisaly w postaci programow na papierku, potem wstukaly klawiszami i jest jak jest. To znaczy - fizycznie tego nie ma, bo to tylko zapis, program. I to dlatego jest takie miekkie, czyli software. W pewnym sensie to tez sprzet, ktory jestintegralna czescia komputera, jak te wszystkie windowsy, facegooki, adobe, firefoxy. A le, czujesz, to ta miekka czesc, ten umysl komputera.

    Paniala? Jesli tak, to mam u ciebie mojito.
  • @bez kropki 09:01:03
    Dzisiaj poranek jest przecudny, poranek, bo ja jestem do was 4 godziny do tylu. I w skosnych promieniach ajsbergi prezentuja sie majestatycznie i dostojnie. Beda fotki, beda. Ale czekam jeszcze na wieloryby. Mamy zoologa na burcie, ktory stoi z lorneta i wypatruje mamale. Musimy wtedy przerwac strzelanie, bo one tego nie lubia.
  • @cyborg59 10:26:23
    Czy chodzi ci o kobalt?
  • @KOSSOBOR 10:30:41
    Wyjechala na wakacje nasza pani przedszkolanka,
    Hania zadba by na stole stala butla no i szklanka...
  • @jazgdyni 11:13:54
    Nie . Lapis lazuli. Najpierw sie wymundrowalem a potem sprawdziłem w necie. Tylu ludzi już pisało o znaczeniu trwałego błękitu w malarstwie że trudno ich przebić.
  • @cyborg59 10:26:23
    Z lat 60tych i 70tych - ugier jasny, ugier ciemny i ewentualnie ugier średni.
    No!
    Jeszcze gołąbkowy i lila - róż. ;)

    Nieee, no ja tez wiem, gdzie jest taka, dajmy na to, wtyczka. A za najgenialniejsze odkrycie ludzkości uważam odkurzacz.

    Moja lodówka była uprzejma wysiąść za skromne 550 zeta. Poszła jej elektronika. Ja mam więc domowy hardcore, ale co jej wysiadło? Ten panel sterowania to software? Dla mnie to wszystko jest HARD!!! :[[[
  • @jazgdyni 10:57:20
    Paniała!!! No!

    O, widzę, żeś biegły w kolorach! Szapo ba! - powiedziała Gloria po francusku.

    A jak wysiadł mi panel sterowania w lodówce - co co mi wysiadło? Soft czy hard? Hard jest cena za naprawę i bardzo hard jest dłuuugi termin naprawy :(
  • @cyborg59 10:26:23
    Lapis lazuli. Strasznie drogi. Do ucierania. Brrr....... Niech żyją olejne farby w tubach!!! Juhu!!!!!!!!
  • @jazgdyni 11:00:58
    Oj, OZu, na te wieloryby też uważaj! No i zapewne już i tak ogłuchły od waszej strzelaniny. Pamiętasz, jeden Cię zapraszał na trzydniową imprezkę do baru "Jonasz". On właśnie, ten wieloryb, był głuchy.
  • @KOSSOBOR 14:44:23
    550 zeta to więcej niż hard, bo to cóś koło 1/2 ceny nowej lodówki podrzędnej marki. Na sercu też robi się hard.

    Kiedyś kolory to byłą większa sztuka, bo teraz akryl ze skomputeryzowanego mieszalnika. ;)
  • @jazgdyni 11:00:58 i Kossobor
    Oooo! To ja temu zoologu zazdroszczę roboty! Ma przynajmniej możliwość poprzebywać w towarzystwie inteligentnych ssaków;). Nie, żeby załodze czegoś brakowało - o nie! Ja tak ogólnie, rodzaj ludzki mam na myśli.
    A zdjęcia jak będą, to dawaj. I te góry lodowe, i te ssaki morskie. Zoolog też może być.
    (Moje młode pyta, czy zamiast "zoolog" nie powinno być "OZOlog". Ale to pewno dlatego, że na fejsie nie mają grupy z jajami. Bzdyklaczy ma się rozumieć - hihi.)

    @Kossobor: no pewnie, że feldgrau (o ile rozumiem niemiecki i kolory). Bo to oficerskie gacie są! Z tamtejszego woja. No. Zamiast czapki z ugiętym deklem był toczek. Przepisowo.
    Za czapkę z ugiętym deklem młode coś tam pod nosem mamrocze;).
    Ja z kolei mamroczę, bo młode do tych "z enerdowca zdobycznych" bryczesów nie chciało szelek po pradziadku!!! (jego pradziadku). Jak to tak można spostponować szelki, pradziadka i rodzinną historię. Przecież nie każdy ma w posiadaniu szelki po pradziadku własnym rodzonym! No!
    :)
  • @KOSSOBOR 14:44:23
    Sluchaj uwaznie, bo nie bede powtarzac - jak sie lodowce program popieprzyl i nie wie czy jest cieplo czy zimno, to wysiadl software. Powinien przyjsc facio z lapem-topem i na nowo poustawiac - gora 100 zol. A jak sie cos sfajczylo i czesci trzeba wymieniac to hardware. Czesci nie powinny byc az tak drogie. Wowczas warto zainwestowac w nowa lodowke, albo masz ogrodek - kop ziemianke.
  • @KOSSOBOR 14:44:23
    I bardzo słusznie dla Was to jest hard. Bo ten panel, jako rzecz materialną, możliwą do kopnięcia kwalifikujemy jako hardware, czyli twardegraty.
    Teraz sprzęt tak ma. Byle burza, czy przepięcie, czy lądowanie talerza (latającego) na Marsie. Nie to co kiedyś. - Mojej starej komórce zaszkodziła dopiero tomografia komputerowa... Jeszcze musiałam ją siłą oddzierać od tego koła z magnesem.
    A pralka wysiadła po ok. 20 latach służby. Mechano powiedział, żeby kupić nową, bo on nie ma takich starych silników ze zrzutów alianckich... ("Jazgdyni" - jak co znajdziesz na tej Grenlandii zadekowane przez aliantów, to dawaj znać - może opchniem.)
  • @KOSSOBOR 14:51:38
    A wiesz z czego Grecy i Rzymianie wyrabiali purpure na togi? To dopiero bylo drogie i mnostwo roboty.
  • @bez kropki 15:24:25
    Zapewne gdyby były krwiście czerwone to młode byłoby zachwycone, a niektórzy znajomkowie w szczególności.
  • @jazgdyni 15:27:54
    przepraszam, że sie wetne - ześlimaki
  • @tadman 15:32:02
    tyryjska albo królewska purpura też obleci ;)
  • @tadman 15:32:02
    Wypraszam sobie. No bo tak:
    Moje młode uwielbia czerwień. W odpowiednim zastosowaniu. Na konie, to już mu ktoś porządny porządnie porządny gust wyrobił - ino kolory "maskujące". Purpura tyrysjska - lepsza od czerwieni;) (wiem, że nie do mnie mówione, ale w końcu też mogę się łopatką ponaparzać, nie? hihi). Ale w zastosowaniach "konnych" odnoszą się do niej uwagi jw.
    A kumpli grawitujących ku czerwieni moje młode chyba raczej nie ma. Zaczerwieniło się na taki zarzut zbereźny. No!
    Poza wszystkim to nie były hajdawery z Zaporożca, tylko oficerki z Enerdowca. Tak więc feldgrau i nic ponad to - w dekiel nam nie bije (nie wygina go).
    Mówi, że te "enerdówy" wygodniejsze od legginsów a koniom nie przeszkadzały (a wszak TO jest podstawa).
    :)
  • @bez kropki 15:27:30
    Masz na myśli te głowice wodorowe ?
  • @jazgdyni 15:27:54
    Togi wyszły z mody. Aczkolwiek chyba były wygodne (może poza fikaniem koziołków). A już na pewno przewiewne.
    Ale, ale. Jest do Ciebie prośba: jak się będziesz nudził (hiehie - złośliwy żart), to opisz jak te badania geologiczne z tą armatą wyglądają. Bo tu niektórzy się pasjonują armatą na sznurku. ORAZ GEOLOGIĄ. A opis badań, jak one w praktyce wyglądają, to coś, czego nie ma w necie a nam brakuje. Sigma jak wróci to nam opowie o wampirach a w międzyczasie prosiem o góry lodowe, mammalia morskie i badania geologiczne metodą sejsmiczną robione.
  • von Targow i Helga mają zgryz
    W fokarium wielkie poruszenie, bo całe sealkommando wyległo na ocembrowanie basenu, ale foki zamiast jak zwykle kraść ostatnie promienie letniego słońca, pochylały się nad lokalnym wydaniem przodującego organu. Z foczej ciżby padały zduszone a urywane słowa-klucze: Amber? piramida!, gold!, von Targow?!, Plichta?, donacja???, gibbony!!!, Gryzelda?, Filip? lwy? Nieparlamentarnych słów, a padało ich wiele pod różne adresy, oczywiście nie przytoczymy.
    Ogoniasta powiedziała głośno
    - Musimy powołać zooschwitzową komisję śledczą. Ja mogę być przewodniczącą. Kogo wybierzemy jeszcze? Proszę o propozycje.
    Gryzelda zeskoczyła dzielnie z kołowrotka i wyłuskała z foczej ciżby trochę sfatygowany czytaniem egzemplarz lokalnego przodującego organu i czytając go zaczęła konsumpcję.
    Jeśli drogi czytelniku chcesz się dowiedzieć, co stało w organie, to zapraszamy pod link:
    http://wpolityce.pl/wydarzenia/34166-kolega-plichta-nie-oplacal-sie-w-platformerskim-gdansku-chyba-tylko-pawianom-bo-lwom-i-gibonom-juz-tak-i-to-jak
  • @tadman 17:11:47
    Gryzelda poczuła zew krwi. A może tylko powinowactwo z wyrodzonymi gryzoniami (Vlad i spółka). Można albowiem gdyż ponieważ być świnką. Ale nie małpą! Ssaki ssakami, ale jakiś porządek być musi. W ogólności świnie mają ogony krótsze niż wiele małp, co je (gryzonie) upodabnia do ludzi.
    Przodujący organ bardzo się przydał. Na pobudzenie ruchów robaczkowych jelit.
    Teraz Gryzelda szuka saperki, żeby ekologicznie ukryć i przyswoić przyrodzie te tam, ekhem, no, wyroby końcowe swej gryzoniowej przemiany materii (przyspieszonej spożytym przodującym organem).
  • @cyborg59 16:42:56
    Wodorowe, nie wodorowe, ganc pomada. Byle sprzęt AGD nam działał. Czyli w najogólniejszym skrócie chodzi o części zamienne do sprzętu. AGD ma się rozumieć.
  • @tadman 15:34:19
    Moze byc, morskie slimaki.
  • @tadman 14:55:34
    No ale to mój ukochany Electrolux. Wysoki, spory i nie trzeba klękać przed lodówką. Mechano powiedział, że zapewne było jakieś "przepięcie" w sieci i od tego elektronika siadła. Tak więc cały panel. A że model sprzed 5 - 6 lat, więc nie jest w bieżącej produkcji i na ten cały panel /hardware!/ cza czekać z tydzień. Jasssny gwint!

    Ależ taki mieszalnik to ekstra sprawa! Sama korzystałam przy malowaniu mebli. No ale my tu gadamy o artystowskich kolorach. Mieszanych wiedzą, wyczuciem i okiem malarza. I to jest dopiero sztuka. Sztuka zabić kruka. A nie, to szło inaczej: To nie sztuka zabić kruka, ale sztuka całkiem świeża - gołą dupą siąść na jeża. To szalenie bzdyklaczowy wierszyk jest - nic tu nie ma sensu.
  • @bez kropki 15:24:25
    Może Młode wolało szelki bawarskie, by się poniekąd utrzymać w temacie?

    Acha, ślub brałam w surducie mojego dziadka. Naprawdę. I dla kurażu walnęłam dwa duże koniaki. Młode niech tego nie czyta, bo Ci się znarowi. No ale to był przymusowy tzw. ślub cywilny, który wówczas był obowiązkowy, a który nas przyprawiał o uczucia niepoważne i paroksyzmy śmichów - chichów. Tak więc do USC udałam się krokiem chwiejnym /te koniaki walnęłam na czczo, pod papieroska/, natomiast mój mąż udał się tam w dżinsach. Jednak jako hrabia - założył fular, by być adekwatnym. Ja - wręcz przeciwnie. Ci artyści... ;)
  • @jazgdyni 15:25:52
    Nie mogę kopać ziemianki, bo wykopałam staw. Już pomału przyswajam to ware.
  • @bez kropki 15:27:30
    No właśnie to samo powiedział mój mechano - byle zaburzenie w sieci - i elektronika kaput. Jednak te urządzenia obcowzbudne były super! Moja dawna gosposia traktowała WSZYSTKO obcowzbudnie. Nic jej się nie oparło - w każdą stronę! Nowy odkurzacz ciągnęła po schodach za rurę...
  • @jazgdyni 15:27:54
    Z jakichś robali? Napisz o tym.
  • @KOSSOBOR 00:14:53
    Sqa takie muszelki w M. Srodziemnym z gatunku rozkolcow i szkarlatnikow, ktore gdzie niegdzie sie wylawialo i rozgniatalo tysiacami uzyskujac intensywny i trwaly barwnik. Po prostu morskie stworzonka przerabiane na farbe.
    Co do kolorow to bylem takze w Sienie.
  • @KOSSOBOR 00:14:53
    Bardzo sympatycznym językiem pisane opowiadanie znajdziesz tu :
    http://mediteran.pl/2012/05/1717/
  • @cyborg59 03:34:46
    Małżom to oczywiście nie mogło się podobać. Żeby je trzebić tysiącami, ba dziesiątkami tysięcy, by jakiś arbiter elegancik mógł sobie zafundować purpurowy paseczek na todze. Postanowiły zniknąć na długie lata, tak że tym idiotom wyparują te bzdurne pomysły z głów.
  • @jazgdyni 09:29:26
    Ich muszle naprawdę są piękme ! Przykre jest to że na pytanie : gdzie je
    oglądać, masz w internecie odpowiedzi : oceanarium w .....
    Zaskoczony jestem tak wielkim zakresem koloru. Ale to tak; ze względu na cenę. To tak jak ze złotem : od białego (z palladem) do czerwonego (miedź)
    zawsze jest złotem.
  • @cyborg59 09:42:18
    Wyławiałem sam kiedyś muszle na morzach i oceanach. Zanim jeszcze przywóz tego stał się nielegalny. Dzieci chyba ze trzy szkoły w to zaopatrzyły. Marzeniem była lewoskrętna Concha geografica, lecz były one za głęboko.
    W Tanzanii nawet mnie wojsko zaaresztowało, jak wybierałem się na rafę nurkować. Ech... czasy.
  • @@@
    Siedzieli na drzewie
    Metody z Cyrylem
    Jazz Boogie Woogie, Jazz Boogie Woogie
    Łowili na wędkę
    Gile i motyle
    Jazz Boogie Woogie, Jazz

    Wybaczcie kochani, ale muszę odreagować " pojednanie".
  • @Iza 11:30:37
    Fajny sposób odreagowania ! Ja mam stany lękowe. W Rosji nic nie drgnie
    ale rozłam w naszym kościele bardzo prawdopodobny.
  • @Iza 11:30:37
    Cyryl, jak Cyryl, ale te Metody!
  • @tadman 12:38:11
    Jakoś nie widze lewackich pikiet przeciwko zawłaszczaniu słowa "naród".
    Nie widzę faceta z transparentem "P...lę ja dawno sie pogodziłem".
    Gdzie nowy "wspaniały" świat ???
    Gdzie tęczowi ??
  • @cyborg59 14:15:39
    Nie dostali rozkazu, Cyborgu, nie dostali.
    Przepraszając cię za sformułowanie - to roboty marki Blumsztajn & Co.
  • @jazgdyni 15:25:04
    One mają imprezę integracyjną gdzieś pod Wa-wą z racji przedłużonego weekendu. Zintegrują się na amen. A flaga ich tęczowa, nawet bardzo. Ten o twarzy kształtu gruszki też tam zapewne jest.
    OZu a może by ich tak do tej rury zagonić i gruchnąć ich Neptunowi lub Boreaszowi, niech sobie ich wezmą.
  • @cyborg59 11:36:25
    Iiii tam "rozłam prawdopodobny". Optymista z Ciebie. Żeby tak wyrazić pogląd a nie urazić strony o której mowa, to rzeknę tak: jaki tam rozłam wśród cyników i koniunkturalistów... Tak więc nie bój jeża. Cynicy się nie rozłamią a to co stanowi istotę Kościoła przetrwa nie takie bajoro.
  • @KOSSOBOR 00:03:50
    Bez szelek. Se tak te oficeróy zeszyło, że mu z tyłka nie zlazły, nawet i bez szelek.

    A co do przepięć, to teraz ponoć można sprzęt od niego ubezpieczyć na wyapdek awarii takich jak opisujesz? Osobiście nie wiem, czy to prawda i czy taka polisa zadziała w praktyce. Nadmieniam o tym jako o znaku czasu - kiedyś nie trza było się zabepieczać ani ubezpieczać od "przepięć". Teraz jest wyrazem zamiłowania do hazadru brak upeesa (czy choćby stabilizatora) przy kompie. Ale swoją drogą - przecież nowoczesne urządzenia (też bym lubiła lodówkę, przed którą nie trzeba klękać! Ja przed swoją siadam na stołeczku i tak z nią z pozycji siedzącej konwersuję) są zabezpieczane i przed przepięciami ze strony "zewnętrznej" i przed wytwarzaniem zaburzeń przez siebie!
    Ale gosposię ciągnącą odkurzać za rułe, bym jednak przeciągnęła. Nie żeby ją też "za rułe";), ale słowem przez rozum, to bym jednak "przeciągnęła". Ta elektronika taka teraz kapryśna;). Oraz nieprzewidywalna. Prawie jak artyści:), czy co?!;)

    Opis ślubu - przepiękny! Dzięki! Młodemu rzecz mimo wszystko zreferowałam (częściowo), bo to tak ładna historia. Aczkolwiek ja osobiście uważam śluby cywilne - przynajmniej jest to normalny, porządny kontrakt cywilny, umowa cywilno-prawna, w której wiadomo o co chodzi i jest ona poniekąd symetryczna. Choć oczywiście, jak do każdej umowy cywilnej, nie warto podchodzić do niej z nabożeństwem a jedynie ze zdrowym rozsądkiem i praktycznie.
    Młode pyta, które z Państwa Młodych miało kapelusz:).
  • @bez kropki 16:10:31
    Kiedy rozwałka szła od zewnątrz to wierni trzymali sztamę z hierarchami i gucio, więc nastąpiła modyfikacja działania, czyli rozwałka i zepsucie idzie od środka, co może być bardzo skuteczne, vide Turowski, waszkinelebonieckie tudzież nasz kochany były kardynał. Mówi, że Cyryl jest mężem opatrznościowym dla świata, więc jego zwierzchnik, znaczy się Wołodia zapewne bardziej
    http://www.cerkiew.pl/index.php?id=patriarcha_cyryl_wywiady&tx_ttnews[tt_news]=17164&tx_ttnews[backPid]=3544&cHash=6a2f6d338e11255f40e45c5c83c46cf1

    Kropko, pamiętaj iż tego, czego nie dokonała przez wieki ostra polityka niemiecka względem Serbołuzyczan, to w trzydzieści lat załatwiła przyjazna polityka enerdowska.
  • @tadman 15:34:06
    Nie gruchać Neptunowi - jest wszak konwencja o zakazie zanieczyszczania morza! ;) No!;)
    A ssaki (także te pływające czyli "jazgdyni" i wieloryby) niech się trzymają razem! Przeciwko płazowatym!
    Gryzelda majaczy rozprawą o Metodym. O metodzie znaczy. Monokryształy węglika boru. Wiecznie rosnące "jedynki" lub "trójki" (w przypadku zaburzeń gentycznych oraz pól: grawitacyjnego i morfogenetycznego oraz softwarowego). Ostre jak brzytwa bezjedynkówki. Polimeryczne węgliki azotu. Ciekawe czasy.
    No nic. Abyśmy zdrowi byli!
  • @tadman 16:31:16
    "Mnie to mówisz?" ;)
    Ale co tam. Na dziś mam dość polityki;) Tak mi się przynajmniej zdawało i taki miałam cel;) A tu młode przytargało "praczeta" i "Misjonarzy z Dywanowa"... - Nijakiej ucieczki od tej polityki człek nie ma;). Nawet w piernatach;).
  • @bez kropki 16:42:19
    No to bez polityki. Kolega z pracy, informatyk i totalny abnegat zapałał miłością do koleżanki, też totalnej abnegatki. Mimo, ze oboje po jednych pieniądzach, ale postanowili się zarejestrować w USC. Świadkami była koleżanka i kolega, oboje ubrani zgodnie z powagą sytuacji, a pan młody był w dżinsach i rozciągniętym swetrze, a pani młoda podobnie. Pani urzędniczka poprosiła młodych o podejście i zajęcie miejsc wpatrując się w świadków. Nie potrafiła ukryć zdziwienia, kiedy to wg niej potencjalni świadkowie zajęli miejsca przewidziane ceremonią.

    Ja bym zapytał o spodnie. :))
  • @tadman 17:10:58
    Po prostu mieli zdrowe podejście;). Spodnie też na pewno;)).
    Owszem, owszem, schldny strój to ważna rzecz, ale jak ktoś tego nie czuje, to na kij mu być niewolnikiem ciuchów? Zwł. na WŁASNEJ ceremonii/bez-ceremonii?!:).
    Patrząc na drugą stronę urzędowego stołu: nie wiem, czy bym nie wolała, żeby kierownik USC nie był ubrany w zwykły (no, elegancki) garnitur a nie w togę i łańcuch? W końcu to jest urząd a nie sąd czy uczelnia;). Wydają akty urzędowe a nie nie dyplomy;). Taki np. notraiusz (też wydaje akty urzędowe o zawartych umowach cywilno-prawnych) togi nie nosi. Wystarcza mu schludny i elegancki ubiór w stonowanych kolorach. Tak też (na ogół) ubierają się jego klienci. Wymuszanie (jak za komuny bywało) celebry, budzi skutki odwrotne (acz ja osobiśćie zamilkłabym wzruszona widząc pannę młodą w surducie i bryczesach(?) :) i pana młodego w fularze (i spodniach, ma się rozumieć - hihi)).
    Jak to te brycesy bywają wszechstronne:). Mniejsza tam o szelki po pradziadku i bawarkę;).

    Zabrali czajnik z grafenu z fuzją za granicę i paczpan - przyjechał Cyryl i (stare) Metody!
    Gryzoń Gryzelda się gryzie, czy właściwa pani zabrała do Transylwanii monokryształ węglika. Dla Vlada-palownika w celu ostrzenia... języka!
    (Piszę okropnie i to ma być kontrast do wyszukanych form, jakimi wypowaidają się tu niektórzy:).)
  • @jazgdyni 01:14:08
    Ach, Siena........................
  • @cyborg59 03:34:46
    Dzięki. Zostawiam sobie lekturkę na niedzielkę :)
  • @tadman 12:38:11
    To się wzięło stąd, że na ul. Cyryla i Metodego w Warszawie była mordownia ubecka.
  • @bez kropki 16:25:44
    Nasza pani Felicja to było istne Hausgestapo! Czasami przychodziła na kacu - wtedy wszyscy chodziliśmy po ścianach i suficie, starając się nie tupać. Liczne jamniki jednak tupały i miały to w nosie. Jak to jamniki. Karol - terier rosyjski był bardziej spolegliwy.

    Jasne - umowa cywilno - prawna. Ale ta OPRAWA!!! :))) No i świadkowie - znane postaci z podziemia - biskupicy język kołowaciał, gdy czytała ich nazwiska i zawody. A tam... i tak byłam na bani.

    Kapeluszy niet!
  • @KOSSOBOR 23:17:24
    U was też się mówiło: " komunistyczna ksiądz samica" na urzędniczkę USC?
  • @bez kropki 17:41:28
    Kochamy wyszukane formy np. oparte o imiesłowy różniste, by całą taką malowniczą frazę zakończyć dobrą, prastarą i arcypolską q.. Wiesz - kontrapunkt ;))), synkopy i te rzeczy. Lytratura - jak muzyka musi być, psze Pani.

    A tu taki śliczny, epicki utwór z czasów świetności Młynarskiego. Jest Pluciński i Leśniak! Ale nie wiem, kto robi za Krysię? Jednakowoż Krysia klasyczna jest.

    http://www.youtube.com/watch?v=RRfiddT5-aM

    Ewuś nas zabije za muzyczne ilustracje, gdy wróci. No ale tera chata wolna i szalejem! A Mme Silvanne już z pewnością puknęła jakieś wampiry, naturalnie nie te z listy rodzinnej.
  • @KOSSOBOR 23:17:24
    U kolegi, którego matka była dentystką, a ojciec gdzieś wysoko w zjednoczeniu, sprzątała stara Ślązaczka. Była bardzo starej daty i uparta.
    Ogólnie byli bardzo zadowoleni ze sprzątającej, aż do momentu kiedy doktorowa zrobiła przemeblowanie i stół węższym bokiem zawędrował pod samiuśki parapet okna. Po pierwszym sprzątaniu stół zawędrował na środek pokoju. Po kolejnych przesuwaniach stołu sprzątająca poczekała na doktorową i jej wyłuszczyła, że stół w porządnym domu musi stać na środku pokoju. Doktorowa znalazła wyjście i stół stał pod oknem, a przed wizytą sprzątającej kolega przesuwał stół na środek. Któregoś razu zapomniał przesunąć stół na miejsce i sprzątająca zastrajkowała.
    - Jo tu u wos nie byda sprzontać, bo wy mi starej na bzdury robicie.
    Nie pomogły namowy i doktorowa musiała sama sprzątać.
  • @cyborg59 23:30:20
    U nas szła: biskupica. Naprawdę mieliśmy ten "cywilny" ślub w głębokim poważaniu.
  • @KOSSOBOR 23:41:17
    U nas ksiądz-samica.

    I małe bezsigmowe szaleństwo, zupełnie nie związane z tematem :)) w żeńskim wykonaniu
    http://www.youtube.com/watch?v=OImhE7JJ9yc
    i coś zupełnie poruszającego
    http://www.youtube.com/watch?v=3aF9AJm0RFc
  • @tadman 00:01:55
    Hej, co tu za bisurmaństwo odchodzi !? Zbereceństwa pewno jakieś, bo ja tylko widzę:
    SonicWALL Network Security Appliance
    Alert
    This site has been blocked by the network administrator.

    URL: http://www.youtube.com/embed/3aF9AJm0RFc

    Musi być nielicho, niegrzeczniusy. Za wszystko przyńdzie zapłacić (i stół na środek).
  • @tadman 23:38:11
    Nasza "Felunia" to ciężka jazda była. :))) Ale byliśmy do niej bardzo przywiązani. Tak bardzo, że czasami pożyczałam pieniądze na tygodniówkę dla Feli! Owszem, w domu były liczne uszczerbki /obcowzbudność wspomniana/ na konsystencji i całokształcie, ale co tam! Prawdziwa "wierna sługa", by tak rzec. No i ja miesiącami w szpitalach przebywałam, a dom był jednak prowadzony i mama zadbana. Gdy wróciłam /a już właściwie nie miałam wrócić/ do domu, to pani Felicja, jak za dawnych czasów, czekała na mnie przed domem, u płotu, witając i płacząc. No i te wszystkie paskudne diety, które musiałam stosować - w jakimś sensie dzięki Feli zaczęłam powoli normalnie prosperować: gotowała bowiem dwa obiady, dla mamy i moich panów, i dla mnie. Kartofle bez soli - NIEWYOBRAŻALNE ŚWIŃSTWO! W ogóle - wszystko z wody i bez przypraw. I jeszcze pilnowała, bym to jadła :)
    Po kilku latach, gdy była Msza Św. po śmierci mamy, Fela naturalnie siedziała z nami w ławce rodzinnej. Inaczej być nie mogło.

    Spisywałam jej powiedzonka i różności, chcąc napisać "Tango nuovo" ;) /Edek przy niej to pikuś był/, no ale jakoś nie przyszło do tego. A miała REWELACYJNE odzywki i fenomenalnie przekręcała wyrazy. Do dzisiaj mówimy "andrenalina", "sumelant" /to o moim bachorku - symulującym bumelancie/ i inne takie. No, Fela to Fela była!
    Córka rybaka z Kątów Rybackich. Chodziła jak królowa! W samym środku tłumu widać było, że idzie pani Felicja.
    Jedna z anegdot. Był w piwnicy cały stos pięknych serwet i serwetek z haftami, herbami i monogramami. Jeszcze często z XIX wieku. Nigdy nie miałam siły, by się za to wziąć - nie potrafię prać "gatunkowo" - bielenie, krochmalenie, prasowanie coś tam. Wzięła się za te serwety Fela. Brała pranie do siebie. Przyniosła, bardzo dumna i rzeczywiście serwety były wspaniałe. Więc postanowiłam, że będziemy ich używać na co dzień. Fela pięknie nakryła stół do obiadu, mówiąc, że dała "te z herbamy". "A co dzisiaj damy na obiad, pani Haniu?" - zapytała z dużą nadzieją czegoś extra. A był piątek, więc tradycyjnie - piątkowo mówię: "Jak to - co?, pani Felicjo? Kartofelki w mundurkach i gzik." Fela była załamana. Naprawdę!
  • @jazgdyni 00:16:34
    Żadna zberezeństwa, a jeno Alice Russell "All Alone" i Johnny Cash "Hurt". Wrócisz to wysłuchasz i obejrzysz.
  • @KOSSOBOR 00:22:25
    KOSSOBORku, to coś niepojętego w dzisiejszych durnych czasach - brać pieniądze i wykonywać pracę pożądnie, a do tego dodawać gratis kawałek siebie.
  • @jazgdyni 00:16:34
    Ewuś nas na bank przetrzepie opatką.
  • @KOSSOBOR 00:34:50
    Ślady po opatce goją się dość dobrze, szczególnie gdy zadane płazem, ale po trójkach nie tylko, że nie goją się, ale zmieniają człowieka(?) mentalnie.
  • @KOSSOBOR 00:34:50
    Jako, ze ja nie wrzucam, to będę donosił.

    (U nas była Trudzia z Hejtusu za Pomieczynem. I Zielińska z Dostawami z Ręboszewa .
  • @tadman 00:33:21
    I to w XXI wieku! Bo Fela to lata 2000. :)
  • @tadman 00:38:53
    Ale co, myślisz, że Ewuś się tam zwampirzy ?
  • @jazgdyni 00:46:54
    Skarbie, donieś nam zimnego grolscha. Wczoraj dawałyśmy onego pod fląderki, z Andą, nad brzegiem morza. Knajpa nazywa się Zatoka Sztuki /?/ w Sopocie.

    U nas dawniej, dawniej - też były pomoce z Kaszub. Ale żadna nie umywała się do pani Felicji. No i to była moja osobista gosposia, nie rodziców.
  • @KOSSOBOR 01:15:22
    Żadna obecnie nie spełniała oczekiwań Frau. Chodziła za nimi i tylko poprawiała. Jak chodzi o porządki, to Helga przy Frau to mały pikuś.
  • @jazgdyni 09:28:09
    Grupa, pełna napięcia i oczekiwań, z głowami wypełnionymi mrożącymi krew w żyłach opowieściami, powoli zbliżała się do ponurego zamczyska, a właściwie, do tego co z niego pozostało. Przeszli przez kulawy, zwodzony mostek i załomotali do masywnych wrót. Madame, po dłuższej chwili, już miała się rozczarować, bo nad uszami pokazały się pierwsze smugi dymu, gdy usłyszała zbliżające się człapanie. Po chwili rygle zostały ze zgrzytem odsunięte i powoli wrota uchyliły sie, tworząc sporą szparę. Zdrastwujtie - uniwersalnym językiem zagaiła Madame - my do hrabiego Drakuli.
    Nieduży facecik, który im otworzył, o wyglądzie dosyć niechlujnym, czarniawy i nieogolony, jak nie przymierzając Ozu po dwóch tygodniach na morzu, w gumiakach i podniszczonej kraciastej koszuli, uniósł, znamionując zdziwienie krzaczaste brwi, wyjął niedopałek smrodliwego papierosa z kącika ust i odrzekł: - Zdrastwujtie. Po czym podrapał się po czarniawej, kędzierzawej łepetynie. - O żadnym hrabim nie słyszałem. Nazywam się Ilia Draculescu i to moje gospodarstwo.
    - Jakże to - wtrąciła się Irene - co z tym palowaniem? Po co my dźwigamy te 20 000 pali?
    - Paliki to ja używam do pomidorów i chętnie od was kupię każdą ilość.
    - A co z tym nabijaniem na pal? - Madame nie ustępowała.
    - E tam, córka Marijka swoje laleczki na palikach ustawia, żeby odstraszyć kukurały, które, gady przepastne, lubią wyżerać nasze pomidory. Ale wejdźcie, zapraszam, szanowni państwo, mam właśnie kaneczkę świeżej palinki.
  • @jazgdyni 10:56:06
    - Kaneczkę świeżej palinki! - wykrzynkęła Madame - to jeden z lepszych środków do dezynfekcji trójek!

    Buszująca w fosie Gryzelda ujrzała iż przez zwały gruzu przedziera się Stirlitz.
    "Strirlitz" pomyślała Gryzelda. "Oszszsz, bzdyklacz" pomyślał Stirlitz. "Qrna, kontrapunkt" pomyślał Ilia i otworzył szerzej drzwi swej ofermy, no! Tej! FERMY. Czyli stosownie zrujnowanego zamku.
  • @tadman 23:38:11
    Ja tam ze Śląska nie jestem ale kończąc sprzatanie , sprawdzam czy lampa
    "patrzy " na środek stołu. Ty mi powiedz ; jak postawisz stół pod oknem,
    to jak Ty pójdziesz na Kopiec Kościuszki ? Od przeciągu heksenszus Cię
    weźmie ;-)))
  • @cyborg59 11:45:20
    Współczuję tym, których postrzał ów trafia. Ale na szczęście czarownic coraz mniej. A mnie osobiście nigdy nic od przeciągu nie trafiło. Pewno z powodu, że "złego diabli nie biorą". Innym doradzam mieć w domu boswelię na wypadek (również) "postrzału".
    A do sprzątania, to nie przestawiam mebli. Sprzątam pod nimi. Oszczędzam bowiem energię;). A z kolei o stół przestawiany na środek, to bym się poważnie obraziła. Bo to i ryzyko obrażeń przy obijaniu się (o ów stół przechodząc lub pędząc), i zabrane mi światło dzienne (a to już zbrodnia!). Gospocha, kórej najcieńszym narzędziem pracy jest wazowa łycha, niech nie prycha, tylko ma szanować bliźniego swego i oczy jego amen. Że się jej w wyobraźni nie mieści stół stojący inaczej niż tradycyjnie, to trudno. Brak wyobraźni nie jest karalny. Tj. nie powinien być karą wykonywaną na bliźnich...
    Zaczynam doceniać fakt, że sprzątam sama...
  • @bez kropki 11:41:36
    Gdy Draculescu otworzył wierzeje do zamku na oścież, oczom przybyłych ukazało się siemnadcat' mgnawienij wiesny. Wywarło to na wszystkich ogromne wrażenie, tym bardziej, że Stirlitz już wpychał całe towarzystwo do środka. Naganem. W kaplicy zamkowej, dawniej - magazynie, a jeszcze dawniej - kaplicy zamkowej, pop już czekał z ofertą konwersji za niewielką opłatą w euro.

    Ale Stirlitz nie wiedział, z kim ma do czynienia. Oj, nie wiedział ci on!

    PS. OZu - pali Mme Silvanne zabrała 40 tysięcy, co uprzejmie przypominam. Jak pamiętamy, liczba 20 tysięcy jej nie satysfakcjonowała. A 40 tysięcy - i owszem, ale tylko tytułem wstępu.
  • @KOSSOBOR 12:31:07
    No teraz to mnie rozwaliłaś;). Zdalaczynnie. Wampirycznie;). Idę się pozbierać. Naganą (Nie, to NIE jest odmiana nagana!) I posprzątać ten nieporządek;). Może (jeszcze tym razem) obejdzie się bez pomocy Igora.
    40 tysi palików?? Jak się ełro rypnie, to twardą walutę Mme będzie miała jak znalazł! A zawsze to można przerobić czy to na wykałaczki (a bo to wiadomo, co taki Draculescu poda na kolację?!), czy to na opał do stosu, errrr, "do ogniska" miało być! Albo do pędzenia. Nie wokół stołu, tylko palinki (jak sama nazwa wskazuje "palonej").
    Magazyn, magazyn - wielkie rzeczy! A oczyszczalnia ścieków nie łaska?! (Ja tu anegdot nie opowiadam, proboszcz w Borszczowie mi opowiadał, że pewni nasi bracia pojednani, nie ci w wierze, tylko ICH bracia, mieli taki użyteczny plan wobec kościoła w tymże Borszczowie.)
    Dobra. Idę sprzątać. Koty, wampiry, bryczesy i inne ekscesy.
  • @KOSSOBOR 12:31:07
    Zabrała 40 tysięcy, fakt. Ale nie chciała o tym informować, a tym bardziej pozbywać się wszystkiego. To przecież sprytna główka.
  • @KOSSOBOR 12:31:07
    Nie wiedział również, ten cały Stirlitz, że Madame palinka kojarzy się jednoznacznie: skinieniem ręki przywołała więc najętego Szerpę, który taszczył po górach cały ten kram już zaostrzonych i nałojowanych 40 tysięcy pali.
    Na pierwszy ogień poszły trzy kukurały, które własnie, korzystając z zamieszania, zatopiły dzioby w słodkim i ekologicznym - naturalnie - miąższu pierwszego z brzegu pomidora. To było dla Madame już zbyt wiele! Po chwili więc wyprawa wzbogaciła się o owe kukurały, nabite na rożna. Madame ubolewała, że zostało już tylko trzydzieści dziewięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt siedem pali, no ale dobra psu i mucha.
    Nawet Draculescu spojrzał z uznaniem na Madame i postanowił zaoferować jej engagement na sezon.
    Tym samym szanse Stirlitza mocno zmalały.
    Pop, jak to pop; zrobił popie oczy i udawał, że się modli, mając ciągle nadzieję na te euro.
  • @
    Dzieci, mamusia spada. Bowiem mamusi kuzynka, Wareżanka jedna /Wareżanka jedna usta ma jak wiśnie, kto tego nie widzi - niech go dunder świśnie. U ha, ha!/, wydaje za mąż swoją młodszą córkę. Tak więc pamiętne śluby będą zapewne. Ale prawdziwe - kościelne! Już o tym pisałam chyba, że wszyscy w tej rodzinie mają skandynawską kalkę czytelną na pierwszy rzut oka: kształt głowy i jaśniutkie, blond włosy. To Waregowie osiedli na Litwie. A kuzynka Margot jest wspaniała towarzyszką wypraw mamusi - gdy mamusia się wyprawia. Może w następnym roku się wyprawi? W tym roku jednak pilnie ćwiczy na maneżu i wczoraj została dwukrotnie, głośno pochwalona przez instruktorkę Ninę za skoki. Co tu skromnie przywołuje. A co jej tam!
  • @KOSSOBOR 13:33:44
    Mamuśka to co raz bardziej taka spadająca jest, Co rusz jej nie ma. I to jedzie odwiedzić swoją nordycką rodzinę (stąd pewnie to zamiłowanie do feldgrau). Uściskaj młodą parę od wszystkich jajcarzy i Dyletantów. Zadbaj by w głowach porządek mieli (kłania się Frau) i by nie zeszli na lemingową ścieżkę.

    A my, Kropa i chłopy, teraz się pobawim.
  • @jazgdyni 14:04:53
    A tak w ogóle, to im się teraz ta palinka przyda. Nie mylić z palami, bo okazja nie ta! Opić zdrowie młodych, zdrowie koni, tudzież zdrowie tej jeźdżczyni, co coraz to i lepsze rzeczy wyprawia (konne skoki mam na myśli!)
    Draculescu zaprosił towarzyszkę Mme wraz z towarzyszami na kurkurację. Tzn. na kury, kurację (mają w zamku parę fajnych zabiegów spa, jako to gorący olej, albo zimne kąpiele) i kolację. Sztirlic musiał się kontentować papierowym pojednaniem (sorry za czkawkę przy stole!). Nie ta pora (roku), czy co?
  • @jazgdyni 14:04:53
    Bedom jaja w kropy ! (i bezkropy)
    Od czego zaczynamy ?
  • @jazgdyni 10:56:06
    Bardzo podoba mi się Twoje pisanie. Ale pomyślmy o alternatywnym rozpoczęciu, tym bardziej prawdopodobnym, że Mme Silvanne ma spore zdolności lingwistyczne. Pomyślmy o tym, że Mme jest francuskim łącznikiem. Przeróbko, ahoj! (nie mylić z Gdańskiem Przeróbką)

    Grupa, pełna napięcia i oczekiwań, z głowami wypełnionymi mrożącymi krew w żyłach opowieściami, powoli zbliżała się do ponurego zamczyska, a właściwie, do tego co z niego pozostało. Przeszli przez kulawy, zwodzony mostek i załomotali do masywnych wrót. Madame, po dłuższej chwili, już miała się rozczarować, bo nad uszami pokazały się pierwsze smugi dymu, gdy usłyszała zbliżające się człapanie. Po chwili rygle zostały ze zgrzytem odsunięte i powoli wrota uchyliły sie, tworząc sporą szparę.
    - Bonjour - uniwersalnym językiem zagaiła Madame - my do hrabiego Drakuli.
    Nieduży facecik, który im otworzył, o wyglądzie dosyć niechlujnym, czarniawy i nieogolony, jak nie przymierzając Ozu po dwóch tygodniach na morzu, w gumiakach i podniszczonej kraciastej koszuli, w baskijskim bereciku z antenką na głowie, uniósł, znamionując zdziwienie krzaczaste brwi, wyjął niedopałek smrodliwego gauloisa z kącika ust i odrzekł:
    - Qui porte le diable? Po czym podrapał się po czarniawej, kędzierzawej łepetynie. - O żadnym hrabim nie słyszałem. Nazywam się Ilia Draculescu i to moje gospodarstwo.
    - Jakże to - wtrąciła się Irene - co z tym palowaniem? Po co my dźwigamy te 20 000 pali?
    - Paliki to ja używam w mojej winnicy i chętnie od was kupię każdą ilość.
    - A co z tym nabijaniem na pal? - Madame nie ustępowała.
    - E tam, córka Marie swoje laleczki na palikach ustawia, żeby odstraszyć kukurały, które, gady przepastne, lubią wyżerać nasze winogrona. Ale wejdźcie, zapraszam, szanowni państwo, mam właśnie beczułkę świeżego cydru.
    Mme Silvanne spojrzała w bok, gdzie w murze obrośniętym bluszczem widniała żelazna furta na wpół uchylona.
    - Cóż tam jest za tą furtą panie Draculescu?
    - Tam? Hmm, tam jest cmentarz z pysznymi poziomkami.
    Mme Silvanne aż zachwiała się i w 30 sekund później pobladła na licach.
    - Cóż się pani stało? Tam tylko umrzyki leżą, co kiedyś vladaly, hmm, władały tym zamkiem.
    - Czy leży tam hrabia Drakula? - drążyła sprawę Mme.
    - Nie wiem, nikt tam nie chodzi odkąd pamiętam, bo ludziska mówią, że jak ktoś tam zawita, to po nim.
    Rozmowę przerwało nieoczekiwane pojawienie się Arsena Lupin z Szerpą Tenzingiem Norgay'em.
    - Bonjour - powiedział Arsene, trując jak zwykle.
    - A dokąd wyruszacie tak dobrze wyekwipowani? - zapytał Ilia
    - Na Lwów, panie - odpowiedział Szerpa zadziwiająco dobrym polskim.
    Mme Silvanne nie mogła wyjść ze zdumienia i aby zaspokoić swoją ciekawość spytała Szerpę
    - Skąd u Waści taka dobra znajomość polskiego?
    Szerpa uśmiechnął się szelmowsko i odparł
    - A to bardzo długa i pokręcona historia, ale jeśli Mme ciekawa, to jutro podczas wyprawy w góry będę Mme zabawiał moja historią.
    - Mme strzeliła pąsa, ale skwapliwie przystała na jutrzejszą wycieczkę.

    Tak oto drodzy czytelnicy rodzi się historia alternatywna, która wykona niejedną woltę ku Waszemu zaskoczeniu.
  • @tadman 15:17:18
    Lepiej, żeby historia wycięła woltę, niż żeby te wolty wyczyniały wolty i ampery w lodówce pewnej zacnej blogerki... Czekamy w nbapięciu. I na sześćsetę i na dalszy ciąg mrożącej cydr i krew w żyłach historii.
    (Eeeee, ten Draculescu coś szkli z tym cmentarzem - w końcu skoro cmentarz, to ktoś tam nieboszczyków do pochówku zanosił. I co? Całe orszaki pogrzebowe poznikały?? Osinowy kołek, nieodzowna saperka i hajda?)
  • @cyborg59 14:51:09
    A jaja to się dzieją na bieżąco. Na świeżej koszuli cywilnoprawnego umownego męża Gryzeldy wykwitły rdzawe plamy... Wywabianie (różnymi spoosbami) wywabiło je, że tak powiem na świat. Ładnie się teraz prezentują takie wywabione na wierzch z głębi włókien... Słońce też im rady nie daje (póki co). Najwięcej ich w rejonie kołnierzyka, albo mówiąc wprost tętnicy szyjnej... Jak to jednak wady zgryzu należy likwidować - pomyślała Gryzelda nieżyczliwie o wyrodzonych gryzoniach z przerośniętymi trójkami i zamiłowaniem do historii.
  • @cyborg59 14:51:09
    Adin, dwa, czietiery, piat - naczinajem twista grat !!!
  • @tadman 15:17:18
    Dooobre ! Akcja się zagęszcza. No i do znanych nam już uprzednio trucizn dołączył Arsen. Jeszcze koronki są potrzebne i będzie pełna gala.

    Ciągnij bracie ten wóz.
  • @bez kropki 15:51:35
    Tam jest krypta bezdenna. Czarna i ponura. Siedlisko pająków, żmij i nietoperzy. Tylko na stoliku przy centralnym katafalku ktoś zostawił talerz z czerniną i szklaneczkę bloody mary.
  • @bez kropki 15:55:47
    Poprawka - jaja są bezczasowe. Niedawno dowiedziono, że czas jest wymysłem komunistów i do XIX wieku zegarki służyły tylko ku ozdobie tak zwanej wyższej klasy, podobnie jak parasolki od słońca i mazdrygały i pudle.
    Więc wszystko jest na bieżąco - wczoraj, dzisiaj i jutro.
  • @jazgdyni 19:35:26
    Bloody Mary, czy jak ją zwą, bardzo dobrze koresponduje z drakulicznymi klimatami.
    Co zaś do Arsenka, który zdrowotnie se popija wodę minieralną, to teraz trudne czasy nastali. Dawno, dawno temu rudy arsenu eksploatowalim jako srebronośne. Jeszcze wcześniej hitem rynkowym była aqua tofana, czyli woda poniekąd mineralna specjalnie sycona. Obecnie w dobie spektrografii tofana nie ma racji bycia z powodu łatwości wykrycia. Zaś ruda... Ruda tolerowana jest tantalowa, bo srebro dobywamy jako odpad z kopalni miedzi Wraz ze zlotem, ale o tem potem. Aczkolwiek z tym tolerowaniem rudej rudy, to Gryzelda ma swoje zdanie. Nie, to nie były ślady szminki. To były ślady rdzawokrwawe. Rude po prostu. ORGANICZNE. Ze śladami niewinnego żelaza jedynie. Aczkolwiek w kontekście Transylwanii, ślady żelaza nie mogą być tak w pełni niewinne.
    Dla ochłonięcia Gryzelda wyszła na spacer. Do dziury w ziemi pełniącej obowiązki atrapy parku w centrum Pchlewa. Przyuważyła dalsze zmiany. Krzaczki-chwastaczki (te 10 x 10 x 10 posadzone od czasu do czasu) zaczęły znikać. Raczej nie w sposób nadprzyrodzony. Część mulczu (stale wzbogacanego śmieciami) nosiła ślady działania saperek. Łopatek takich, nie kobiet z wojska. Za to w drugim środku parku wokół cyntralnego dżewa posadzono... TADAM! Już wiadomo gdzie się podziały paliki zarekwirowane Madame i towarzyszom. Otóż w tym drugim środku parku posadzono las palików. A przy każdym paliku wsadzono po patyku. Tzn. posadzono coś jakby winnicę. Tyle, że w cieniu, więc z bluszczu. Paliki mają tak z 0,5 metra każdy, przy nim bluszczyk kurdybanek. Tego bluszczyku na patyku to se nie żałowali - jest go tak z pół ara a może nawet cały ar. Jest zagadaką godną rozwikłania magnetyzmu albo grawitacji, jak ten bluszcz ma, kurkurał, rosnąć?! Ot, niepojęte...
    Ale co tam chlewik, znaczy parczek. Czekamy na wieści z Transylwanii. Jakby tak Madame i towarzysze mogli którego wampira (nie z rodziny) nie odbijać, tylko przywieźć na konopnym sznurku... Gryzleda byłaby wielce zobowiązana. Wampir zostałby przywiązany do nowoczesnych ruin starożtynych z surowym nakazem, by na surowo pożerał/wypijał każdego, kto przyjdzie sadzić dalsze bluszcze czy inne takie.
  • @bez kropki 19:51:22
    Miało być "nie DObijać". Literówka z przegrzania styków. I na widok dziury w ziemi (jeszcze nie bezdennej) pełniącej obowiązki parku.
  • @jazgdyni 19:32:45
    Skoro OZu jesteście tak wyrozumiały, to jeszcze podrepczemy w miejscu, by później wystrzelić z akcją, która Mme Silvanne o ustawiczne wyrzuty sumienia przyprawiać będzie.

    Grupa, pełna napięcia i oczekiwań, z głowami wypełnionymi mrożącymi krew w żyłach opowieściami, powoli zbliżała się do ponurego zamczyska, a właściwie, do tego co z niego pozostało. Przeszli przez kulawy, zwodzony mostek i załomotali do masywnych wrót. Madame, po dłuższej chwili, już miała się rozczarować, bo nad uszami pokazały się pierwsze smugi dymu, gdy usłyszała zbliżające się człapanie. Po chwili rygle zostały ze zgrzytem odsunięte i powoli wrota uchyliły sie, tworząc sporą szparę.
    - Witojcie - uniwersalnym językiem zagaiła Madame, by po przerzuceniu się na angielski dodać - my do hrabiego Drakuli.
    Nieduży facecik, który im otworzył, o wyglądzie dosyć niechlujnym, czarniawy i nieogolony, jak nie przymierzając Ozu po dwóch tygodniach na morzu, w gumiakach i podniszczonej kraciastej koszuli, i wytłuszczonym kilcie, w meloniku na głowie, uniósł, znamionując zdziwienie krzaczaste brwi, wyjął wygasłą fajkę z wrzośćca z kącika ust i odrzekł:
    - What the fuck? Po czym podrapał się po czarniawej, kędzierzawej łepetynie. - O żadnym councie nie słyszałem. Nazywam się Ilia Draculescu i to moje gospodarstwo.
    - Jakże to - wtrąciła się Irene - co z tym palowaniem? Po co my dźwigamy te 20 000 pali?
    - Paliki to ja używam w mojej owczarni i chętnie od was kupię każdą ilość.
    - A co z tym nabijaniem na pal? - Madame nie ustępowała.
    - E tam, córka Mary swoje laleczki na palikach ustawia, żeby odstraszyć kukurały, które, gady przepastne, lubią wyżerać nasze owieczki. Ale wejdźcie, zapraszam, szanowni państwo, mam właśnie beczułkę świeżej whiski.
    Mme Silvanne rozglądała się na boki wietrząc podstęp, bo przecież prawdziwy Anglik na 'witojcie' powiedziałby 'what the fuck?. Mme palnęła się w czoło otwartą dłonią mówiąc w kosmos 'Ale ja głupia, przecież powiedział; musi, że prawdziwy Anglik! Hmm, tylko to nazwisko Dragulescu'. Mme dalej prowadziłaby dysputę z samą sobą, ale tę autorozmowę przerwało nieoczekiwane walenie do bramy. Dragulescu otworzył ją i wszyscy ujrzeli nieziemskiej piękności bóstwo, które zagaiło
    - Hello! How do you do.
    - How do you do - odparł Dragulescu.
    - I'm Iza, Iza Scorupco.
    Przejdźmy dla wygody piszącego na bardziej ludzki język.
    - A gdzie odwieczny towarzysz 007? - zapytała Mme.
    W tym momencie w rakietoplanowych butach nadleciał 007
    i niezbyt zgrabnie wylądował na podwórcu wzbijając tumany kurzu.
    Arsene Lupin bardzo źle odebrał pojawienie się 007 i pomimo nieschodzącego uśmiechu z jego wąskich warg Gryzelda zauważyła, że z oczu jego szły iskry i zaczął z lekka śmierdzieć siarką, a właściwie wodorkiem arsenu, który jest bardzo trującym gazem.
    Gryzelda wiedziała od OZa, że do kompletu potrzebne są jeszcze koronki. Gryzelda rozejrzała się po gospodarstwie Dragulescu, ale koronek nigdzie nie uświadczyła. W tym celu udała się z wyciągniętym z szafy prześcieradłem na stronę, aby wystrzyc cóś na kształt i podobieństwo koronek.
    Bez tego akcja nie chciałą się zazębiać i tryby nie trybiły.
    - Zęby w ruch! - Gryzelda wydała komendę i przystapiła do pracy.
  • @jazgdyni 19:28:13
    Adin, dwa, tri - powiedział do kamery Kaszpirowski wraz ze swoją grzywką.
    I wszyscy uwierzyli.
  • @bez kropki 20:10:38 & All
    Mamusia wróciła!!! No!
  • @tadman 22:43:56
    Naturalnie były to koronki richelieu - innych Gryzelda nie poważała.
  • Bonus podkręcający akcję
    Dragulescu, jak każdy prawdziwy Angol podał doskonałą herbatę.
    Wszyscy byli zadowoleni, za wyjątkiem tego truciciela Arsena, który odebrał raczenie herbatą jako kolejny afront.
    - Państwo pewnie głodni, bo zdrożeni - powiedział Dragulescu i plasnął w dłonie dwa razy.
    W sali pojawił sie bardzo wysoki służący o grobowej minie i wyglądzie takim, jakby przed chwilą opuścił zakład krawiecki dla ludzi.
    - Słicham, sir - zadudnił niemile jego głos.
    - Frankenstein, podaj naszą popisową potrawkę, która pozostała nam jeszcze z wczorajszego dnia.Zznajdziesz ją w wiadomej ci lodówce. (tu ukłon w stronę tych, którem lodówki sie psują)
    Po około godzinie potrawka wjechała na stół. Trzeba przyznać, że wyglądała i pachniała smakowicie. Goście rozpoczęli konsumpcję prowadząc intersującą rozmowę na temat historii zamku i jego właścicieli.
    Mme konsumując jak zwykle w sposób dystyngowany potrawkę natrafiła językiem na coś niejadalnego. Dyskretnie wypluła to coś na chusteczkę ozdobioną koronka i monogramem. Poddała to coś inspekcji. Była to drzazga wielkości zapałki.
    - O Boże, mogłam się udławić!
    Dragulescu z lekka się zmieszał, ale kazał Frankensteinowi odebrać znalezisko od Mme Silvanne i sprawę załatwić z kucharzem.
    Mme była gotowa przysiąc, że była to osinowa drzazga i tą uwagą podzieliła się z gośćmi.
    Dragulescu zaśmiał się nerwowo i powiedział:
    - Droga Mme w moim domostwie nie uświadczy Pani osinowego drewna w żadnej postaci. Zapewne była to wykałaczka, którą kucharz spinał mięso przed pieczeniem i zapomniał jąo wyjąć. Jeszcze raz serdecznie przepraszam za ten nieoczekiwany dodatek konsumpcyjny.
    Nagle dało się słyszeć niesamowity wizg, który po chwili scichł zupełnie.
    Wszyscy wzdrygnęłi się przy stole, nawet tacy twardziele jak 007 i Arsene.
    - Ach, to nic. Mój kucharz pożegnał się właśnie z posadą. - powiedział Dragulescu.
  • @tadman 23:08:27
    Tymczasem zapadł zmrok i długie cienie zaczęły coraz bardziej otaczać stół. A jedyna świeca już wypaliła się do połowy. Gdzieś skrzypnęły niedomknięte okiennice i zawył kucharz. Pierwszy netoperek zaczął krążyć pod wysokim, gotyckim sufitem.
    Stary angielski zegar wybił północ.

    http://www.youtube.com/watch?v=TnKGHJG2oHU&feature=related
  • @KOSSOBOR 23:29:54
    To był lokalny Big Ben. Tylko nieco mniejszy. Wraz z XII wybiciem rozległ się upiorny zgrzyt i światła pociemniały.
    - Państwo się nie martwią UPS włączy się za chwilę.
    I rzeczywiście, nagle na stole wykwitła maleńka świeczuszka, która dodała blasku tej na wpół wypalonej. Tylko, że teraz każdy siedzący przy stole rzucał dwa cienie i te cienie zaczęły się między sobą szarpać. Chodziło zapewne o pierwszeństwo i starszeństwo.
    W tym momencie bezszelestnie wkroczył Franek Sztajn z dużym półmiskiem i oznajmił: - Podano kucharza, opsss.... podano do stołu.
  • @KOSSOBOR 23:49:11
    Madame Silvanne tymczasem dymiła coraz bardziej i bardziej, i nagle, zerwawszy się od stołu, wrzasnęła:
    - Mam w dupie wampiry i wykałaczki! Ruszać się! No już! Po polsku będzie!
    I wraz z Szerpą ze Lwowa poprowadziła w pierwszej parze ognistego mazura, którym zawsze rozpoczynały żurfixy u Hrabiny.

    http://www.youtube.com/watch?v=TnKGHJG2oHU&feature=related

    Wszyscy odetchnęli z ulgą, jak nie przymierzając onego czasu ooO w pomarańczowej kiecce, miotełką w łapce i kwiatkami na szyi, gdy usłyszał od Glorii, że Frau na kolację zrobiła schabowego z kapustą i kartofelkami.
  • @KOSSOBOR 23:58:13
    Naturalnie : http://www.youtube.com/watch?v=_mt7J9PmBbU

    Lapotop się walnął!
  • @KOSSOBOR 23:58:13
    O Ś W I A D C Z E N I E


    My, piszący o północy jesteśmy północnikami.
    Co nie oznacza, że dwoje nas razem tworzy cały nocnik.

    Za zarząd
    OZ
  • @KOSSOBOR 23:58:13
    To był zaiste widok godny wieszcza, albo przynajmniej Wyspiańskiego (poety i malarza). Dymiąca Madama z ognistym Mazurem.
    - Krzesanego, krzesanego ! - wołała podochocona Irene z kąta ostrego.
  • @jazgdyni 00:09:44
    Następnie Franek Sztajn zaprezentował brejk densa. To było doprawdy niesamowite. Ruszał się tak, jakby poszczególne części jego ciała pochodziły od innych ludzi.

    Zabawa rozkręcała się na całego....
  • @jazgdyni 00:05:44
    A kto jest naszym pełnonocnikiem?
  • @KOSSOBOR 00:25:36
    Pełnonocnik pojawia się u nas tylko o poranku. To pan Zdzisio.
  • @jazgdyni 00:29:38
    Oczywiście pan Zdzisiu Urynał, zapomniałem dodać.
  • @jazgdyni 00:18:01 przyśpieszamy
    Rano Mme dokonując makijażu zauważyła w lustrze, że jej trójki nie chcą schować się pod górną wargą i opierają się na dolnej wardze.
    - Czyżby? - powiedziała zastanawiająco spokojnie do siebie.
    Szybko z podręcznej kosmetyczki dobyła fiolkę z kolagenem i strzykawkę, naciągnęła kolagenu w strzykawkę i ostrzyknęła sobie górną wargę. Przyjrzała się swojemu dziełu z uznaniem, bo trójki zniknęły pod wydatna górną wargą.
    - Hmm, westchnęła, będę musiała do końca pobytu w Transylwanii być na jarskiej diecie. Żadnych mięs, bo tutaj człowiek nawet nie wie, co mu na talerz kładą.
    Na dole w jadalni, Irene odwołała Mme na bok i lekko skrępowana poprosiła o pożyczenie fiolki z kolagenem. Napatoczyła się również Gryzelda i też poprosiła o fiolkę, bo u niej transylwańskie jadanie mięsa spowodowało kompletne zachwianie proporcji w uzębieniu, a mianowicie siekacze były o połowe krótsze niż trójki. Gryzelda martwiła się bardzo o swój status gryzonia. Jej rodzona matka nie przebaczyłaby jej tego wampirzego mezaliansu, który objawiał się wyraźnie mniejszymi szansami na znalezienie partnera na stałe.
  • @jazgdyni 00:09:44
    Tu Madame schwyciła widelec tkwiący w kucharzu /bowiem nie miała ciupaski/ i ochoczo rozpoczęła charakterystyczne, góralskie drobienie, śpiewając: Hej, wampiry, nie bijta się, mam ja dla was dużo pali, podzielita się.

    Stirlitz tymczasem, poruszony góralskim folklorem, ze łzą w oku wspominał Lenina w Poroninie. Ale już Madame nacierała na niego z widelcem, dla niepoznaki stosując krok macedoński, więc Stirlitz nie wiedział, czy Madame naciera - czy się cofa. Jednakowoż była już coraz bliżej, więc Stirlitz machnął ręką na Lenina w Poroninie i zaczął przejmująco śpiewać znaną, góralską /jak mu się wydawało/ pieśń o Zakopanem mieście głównem, w którym baca bacę trzasnął etc.. Gdy doszedł do zwrotki drugiej, w której w rzeczonym Zakopanem na rozstajach chłop powiesił się etc.. - Madame włączyła podręczny miotacz ognia, który, jak wiemy, miała zawsze przy sobie.

    Morał z tej opowieści jest taki, że agenci, którzy za bardzo wczuwają się w domniemany folklor miejscowy, sądząc że oto stosują udatnie sztukę mimikry - kończą marnie oraz gwałtownie. Czyż musimy tu mówić, iż Madame dla pewności przebiła Stirlitza wraz z jego wspomnieniami z Poronina osinowym kołkiem ? I przyklepała łopatką? Zwłok już nie miała przyjemności oskakać.

    Arsene Lupin cichcem zwiewał z zamku Draculescu - nie z nim te słowiańskie numery! Stanowczo wolał Ritza.
  • @tadman 00:41:13
    Wargi wargami, ale nagle Madama poczuła, że robi się jej ciasno. rzeczywiście - właśnie wyrzynały się jej dziewiątki i dziesiątki.
  • @tadman 00:41:13
    Gdy z uznaniem przyglądała się swojemu dziełu, zanuciła zasłyszaną od Pani Izy piosenkę: "Hej! Pobije nas ktosi, albo my kogosi! Hej! Bo się nam kolagen nad trójką unosi!" Bowiem góralski folklor zdawał jej się nad wyraz skuteczny.
  • @jazgdyni 01:03:44
    No coś ty! Dziewiątki i dziesiątki ma gostek od telewizora!

    http://g.gazetaprawna.pl/p/_wspolne/pliki/583000/583832-zygmunt-solorz-zak-fot.jpg

    Ma kłopoty z domykaniem.

    A przecież kochamy Madame!
  • @KOSSOBOR 01:18:26
    Toteż załatwimy jej dobrego dentystę po powrocie, który opiłuje jej ząbki w delikatne esy floresy przy pomocy minaturowej piły tarczowej DeWald,
    Bardzo modny ostatnio jest model ząbków "Pirania".
  • @KOSSOBOR 00:57:03
    Dobre i mocne! Pozostał jeszcze 007.
  • @KOSSOBOR 01:18:26
    Dragulescu przysłuchiwał się wymianie poglądów i wtrącił swoje
    - Naturellment, bardzo kochamy Mme, abstrahując od jej udatnej powłoki cielesnej, szczególnie za to co ma w środku.
    Zaśmiał się krótko a złośliwie i zakończył kwestię nieobyczajnie na sposób doktora Lectera.
  • @tadman 09:55:06
    Madame, jak to ma w zwyczaju, postanowiła rozprawić się ostatecznie z chwastami mnożącymi się w jej ustach. Dokładnie tak, jak to zrobiła z podagrycznikiem - wyrwać wszystko z korzeniami. I zafundować sobie uśmiech a la Tom Cruise.
  • @jazgdyni 10:02:36
    Rany! OZu! Toż niedzielka dzisiaj jest! Co Cię tak na tematy stomatologiczne przypiliło?
  • @jazgdyni 10:02:36
    Przeglądając spis sekt, sekretów i sekretarek, ooO postanowił, że wpadnie na chwilkę, korzystając z nieobecności Madame, do scientologów. Przekonał go ostatecznie porcelanowy uśmiech Toma Cruise'a. Chociaż, chociaż..., hmm, Lato też by się nadał. No i do PZPN było znacznie bliży. A do Toma Cruise'a - dali.
    http://www.banzaj.pl/pictures/sport/pilka_nozna/grzegorz_lato_5.jpg
  • @ OZu
    No i mając taki gajerek w pysiu mógł już spokojnie żuć betel wraz z tym wiecznie zasmarkanym kurduplem, Małą Płetwą, nie obawiając się wiadomych skutków, które przypominam:

    http://2.bp.blogspot.com/-ImG9RpnOAug/TpTOpXfpkaI/AAAAAAAAIgI/GlqiqfDjbyg/s1600/betel+nut.jpg
  • @KOSSOBOR 10:52:06
    Tu, pod tym zdjęciem mamy prawdziwy dylemat. Czy niewiasta na nim przedstawiona żuła betel, czy jest może wampirką, świeżo po konsumpcji.
    Tego właśnie należy się obawiać po powrocie Mamdame.
    To sie nazywa "usmiech krwisty jak wiśnie".
  • @jazgdyni 10:57:10
    - O rany! oni znowu o dentyście gadają! - powiedział załamany kotek.


    http://i1.ryjbuk.pl/13fe1a95510c5aeccda9c88ec0111bc81d0b22d6/oniexx-jpg?1345367303110

    To spadam do pracowni. Jest cudowne światło! Do wieczórka zatem!
  • @KOSSOBOR 11:11:59
    Rany pogoda jak drut ! Ani chmurki.
    To ja lete na kuncert ! Przesadzam; koncert .
    Nie wiecie o co chodzi z kuncertem ? Dyrygentem Opery Na Zamku był pan Kunc. Darmowe koncerty promenadowe nazywały się więc; kuncertami
  • Frankie Stein (wł. Frankenstein) zdrobniale Frankie boy
    Frankie spojrzał na zegarek. Była za pięć dwunasta, więc czas na kolejne zajęcia zlecone przez Vlada. Zjechał w dół, aż do poziomu lochów po palu, po jakim zjeżdżają strażacy. Skierował się w stronę dziecięcego gwaru.
    - Czego ten Vlad nie wymyśli! Ja w ochronce dla nieletnich wampirów! Mam im bajki opowiadać! - podbechtywał się coraz bardziej, aż catgut zaczął niepokojąco strzelać w szwach.
    Otoczyła go dzieciarnia w upapranych krwią śliniaczkach, bo właśnie skończył się posiłek.
    - Wujo Frankie, wujo Frankie - krzyczały młode wampirki jeden przez drugiego.
    Frankie uśmiechał się blado, dopóki jego oko nie wyłowiło z tłumu maluchów jego ulubienicy Hani, wyjątkowo rezolutnej dziewczynki, która bardzo dobrze rokowała na przyszłość. Uśmiechnął się do niej ciepło, pogłaskał po główce i krzyknął:
    - Teraz idziemy myć ząbki.
    Hania uśmiechnęła się szeroko i pokazując paluszkiem na braki w uzębieniu zapytała
    - Fhankie boy, ja chyba myć nie muszę?
    - Wot maładiec - powiedział Frankie boy i odesłał Hanię do łazienki.
    Była chwila spokoju, więc przejął obowiązki od strzygi Antoniny. Nie było żadnych uwag, no może poza jedną, iż kłopoty aprowizacyjne odsunięte zostały na tydzień z powodu znacznej tuszy kucharza.
    Rozbrykana gromadka udała się do gabinetu historycznego, zajęła miejsca w ławkach, a za katedrą stanął Frankie.
    - Drogie wampirki - zaczął.
    - Fjankie, a Janusek ciągnie mnie za wajkocz - powiedziała Marzenka.
    - Januszek zostanie po lekcjach i za karę 100 razy napisze ' Nie będę ciagnąć dziewczynek za włosy' i zje bez popitki łyżkę stołową granulowanego czosnku.
    Po sali przebieg szmer przerażenia tam i z powrotem, a potem zszedł i było już spokojnie.
    Dawno temu - zaczął Frankie - wampiry żyły z ludźmi. Ludzie zajmowali się ludzkimi sprawami, a wampiry wampirzymi. Ludzie wierzyli, że na wampiry dobre jest kredowe koło narysowane święconą kredą, czosnek i świtanie, a na te najbardziej uparte osinowy kołek. Najlepszą metodą było unikanie spotkań z wampirami i ludzie to czynili. Najszczęśliwszym dla wampirów okresem było Średniowiecze, bo ofiar było wiele i w pierwszorzędnym sorcie. ale potem coś zaczęło się kiełbasić ludziom w głowach i uwierzyli w potęgę rozumu i zaczęli promować Odrodzenie, Oświecenie, a potem ateizm. Część tych szkodliwych poglądów przedostała się do świata wampirów, szczególnie iż drastycznie zmniejszyła się podaż dziewic. Kłopot też był z pozyskiwaniem krwi z mężczyzn, bo np. z takiego Cyborga59 można było tylko utoczyć kwaterkę oleju i kapkę towotu, a wiecie drogie dzieci, że tłustości unikamy za wszelką cenę, bo prowadzi ona do bardzo mocnego światłowstrętu. Powstał wtedy wampirzy ruch monetarystów, którzy stwierdził że można odebrać ludziom coś lepszego niż krew, a mianowicie forsę. Aby ułatwić sobie sprawę podrzucali ludziom różne brednie w rodzaju wolnomularstwa, kabały, kalendarza Majów, NWO, GMO, New Age, GreenPeace i w tym celu najęli akwizytorów, którzy tę zarazę reklamowali wśród ludzi różnymi sposobami. Ludzie łykali to, jak kaczki gówno i każdy chciał być w zgodzie z nową modą i nie narazić się na epitet oszołoma lub zwolennika pewnego gatunku wełny. Monetaryści potworzyli w tym celu banki, odebrali ludziom wszystkie pieniądze i dali im plastikowe sztony, za które ponoć wygodniej mogą wszystko kupić. Bardzo zazdtrośnie strzegli swoich banków nie pozwalając na żadne skoki.
    My, ortodoksyjne wampiry jesteśmy obecnie w mniejszości i musimy ukrywać się na takim odludziu jak te i opłacać się słono taki łachudrom jak Dragulescu. Życie, hmm, zmusiło nas do trzymania sztamy z takimi mętami jak: wąpierze, martwce czy wuki.
    Hania chłonęła wykład Frankiego, a pionowa bruzda na czole świadczyła, że intensywnie o czymś myśli i nagle wystrzeliła w górę rękę.
    - Widzę, że Hania ma jakieś pytanie - powiedział Frankie.
    - Pytanie, nie pytanie, może raczej stwierdzenie - nazywacie się przecie Frankenstein.
    Frankenstein uśmiechnął się i pomyślał, że z Hani to będzie wampirzyca, że hej.
  • @tadman 11:55:12
    Wymientkam...
    Jedno tylko pozwolę sobie wtrącić. Otóż wg mnie, dla jasności przekazu nie powinno być mowy o "skokach" (banków), tylko winno stać "SKOKi".
    Złota się używało do barwienia szkła na jedyniesłuszny kolor (czy to w Drakulowie, czy w Poroninie, czy w witrażach w monasterach), tj. czerwony...
  • @KOSSOBOR 11:11:59 i cyborg oraz tadman
    A bo dentysta to taki bezpośredni typ i bezpośredni przodek wampirów. Pozostają zatem w temacie. Oraz w nastroju (grozy).

    A cudowne światło, żeby (poza tym potrzebnym dla malarzy i fotografów) szlag trafił. Oj! Co też mi się pisnęło (napisało)?! Idę objerzeć trójki. Ale nie wiem czy jest sens. Bo u mnie kiedyś zdefiniowano nie kłyki (istotnie dopóki życie ich nie przytarło, to były dłuższe od pozostałych a kto by się tam kolagenem przejmował) ino kły jadowe. I polecono regularnie czyścić kanaliki.

    @cyborg: Tak, pogoda jak rybie oko. Zawsze tak jest jak się dogadasz z "jazgdyni" - on Ci zdalaczynnie dostarczy na żądanie potrzebny rodzaj pogody. Pewno tom armatom. Albo innom armaturom.

    @tadman - No ba! Dzieciom się zawsze daje najlepszych możliwych nauczycieli. Przynajmniej w cywilizowanych układach. Pod tym względem Draculovo z pewnością przewyższa niektóre znane mi atrapy szkół. Niech więc Frankie nie mamrota! A co mu tam dzieciaczki naderwą, urwą, przemieszczą, to Igor z powrotem przyszyje i Frankie Kamyk bedzie jak nowy-hardwarowy!

    Dobra, kończę te offtopy, czekam na dalszą część historii.
  • @bez kropki 16:21:13
    Gdyby nie to, że nasza ukochana kropka sama się przyznała, że jest naturalną blondynką, to po rozjaśnieniu nam informacji o skokach dostała by tytuł Honorowej Blondynki (brunetka się pyta w tramwaju motorniczego: - proszę pana czy ja tą linią dojadę na ulicę śliską? Jej przyjaciółka blondynka po chwili dodaje: - a czy ja też?)
  • @tadman 11:55:12
    Właściwie nazwanie tego kindersztubą ma tylko sens w wymiarze wampirzym. Wiadomo przecież, ze są oni z rodu długowiecznych i trójki zaczynają się im wyżynać grubo po pierwszej setce. Więc wampirze bezjedynkówki swoje lata mają. A dokładnie, według teorii światów równoległych dokładnie tyle samo, co ich ludzki odpowiednik. Czasami nawet losy się tak splatają i same się przełączają, że piękne 5 centymetrowe trójeczki nagle zaczynają rosnąć ludzkiemu bliźniakowi wampira.
    Wszystko to Franke Boy wiedział bardzo dobrze, ale uważał, że to jeszcze za wcześnie by wyjaśniać małolatom. Szczególnie takim, co mają predylekcję do filozofii i do mieszania. Farb oczywiście. Nasza mała wampirzyca była na przykład znana z tego, ze preferowała krew o tym specyficznym zielonkawym odcieniu. Raz nawet spróbowała żółci, ale stwierdziła, że wybitnie jej nie pasuje, a potem jeszcze przez tydzień pluła piaskiem.
    Już niedługo przedszkole będzie miało ćwiczenia praktyczne i wyruszy na pierwsze, nocne łowy.
  • @jazgdyni 17:31:55
    Kochany ! Bo najpierw to są wampirelle ! Zamiast , a dokładniej powyżej
    atrap jedynek rosną ; kłujka oraz ssawka.
    Powoduje to konieczność trzymania buzi w ciup. Szczególnie wtedy gdy nachdzi ochota.
  • @cyborg59 18:41:05
    Twoja elektroniczna pamięć (HDD?) zawsze mi imponuje. Jednakże chciałem zaznaczyć, że wamirellom ta przypadłość przechodzi, jak dojrzeją, na tomiast ludzkie kobiety mają kłujkę i ssawkę na zawsze.
  • @jazgdyni 20:23:49
    Tymczasem w Zooschwitz zapanowała eforia i pozorny dobrobyt. Niespodziewane pieniądze przewróciły niektórym ludziom i wielu lokatorom w głowach. Przy paśnikach pojawiły się białe obrusy. Zastanawiano się nawet nad zatrudnieniem kelnerów, ale na szczęście zrezygnowano. Natomiast podpisano kontrakt z byłą panią prezydentową, która miała uczyć wykwintnego przeżuwania (to dla kopytnych), eleganckiego obierania bananów (małpy i słonie) oraz stylowego rozszarpywania padliny (drapieżniki). Helga sprawiła sobie nowe bryczesy i szpicrutę, a wśród fok zapanowała moda na tatuaże i artysta, pan Daniel (ą, ę i paluszek odgięty) nie mógł wyrobić z zamówieniami. Przeważały oczywiście akcenty marynistyczne, choć na przykład foka Stefa poszła w kierunku dosyć obscenicznym.
    Tylko von Targow się martwił. Ten urodzony mizantrop spodziewał się zbliżającego nieszczęścia, a ta szuja, kondor Jacek, tylko go w tym utwierdzała. W końcu, po ostatnich doniesieniach prasowych dyrektor zaczął się zamykać i barykadować w gabinecie. Byle co wprawiało go w popłoch, a najbardziej odległe portowe syreny. Jakakolwiek wzmianka o sznurze, a nie daj Boże o pętli powodowała, że bladł okropnie, oblewał się potem i pędził do ubikacji.

    Gutanga jednak doczesny dobrobyt nie był w stanie wyrwać z buddyjskiej nirwany. Panta rei, powtarzał, panta rei...
  • @jazgdyni 21:22:52
    Lwy zaczęły zachowywać się niezwyczajnie. Od kilku dni przestały cokolwiek jeść. Nie pomogło nic, ani wieprzowina, ani wołowina, ba, nawet cielęcina nie znęciła lwów. Helga postanowiła wpuścić żywą świnię. Świnia ze strachu wdrapała się na zeschły patyk, co to drzewo udawał. Lwy strąciły świniaka i zamiast go rozszarpać skumplowały się z nim. Wyglądało to zabawnie, bo świniak spał wtulony w grzywę Leona. Rano do biura Helgi wpadł Józek, co lwami się opiekuje i powiedział, że lwy coś nagryzmoliły. Helga z Józkiem pobiegli do wybiegu dla lwów. Rzeczywiście, na dużym kawałku pakowego papieru stało napisane jak byk, że lwy protestują i powołały komitet strajkowy i będą głodować, aż do odwołania i chcą rozmawiać z von Targowem.
    Cóż było robić Helga poprosiła von Targowa. Wtedy lwy wyłuszczyły, że to świństwo, aby one robiące za króla zwierząt były traktowane jak jakieś małpy. Von targow nie rozumiał o co lwom idzie, a one wyciągnęły egzemplarz przodującego organu prasowego w wydaniu lokalnym i wskazały na tekst w którym stało, że von Targow otrzymał pieniądze od spółki zoo amber Golg geld circa about 1,6 mln na budowę pawilonów i wybiegów; von Targow przyznał rację organowi i stwierdził, że nie wie o co idzie lwom. Leon zaryczał z bezsilniości, ale na walnięcie w bok jednej ze swych wybranek wziął się w sobie i wyłuszczył sprawę raz jeszcze. My lwy czujemy się obrażone, aby pieniądze szły na jakieś małpy i na nas.
    - Nie jakieś małpy, ale gibbony - przerwał von Targow.
    - OK! - powiedział Leon. Żądamy aby cała sumę przeznaczyć na wybieg dla lwów.
    Tym żądaniem lwy zabiły ćwieka von Targowowi. Zapanowało niezręczne milczenie, które przerwała Helga nadbiegająca od strony swojego biura.
    - Herr von Targow, Herr Targow - krzyczała wymachując jakimś papierem.
    Okazało się, że było to nadzwyczajne wydanie lokalnej odmiany przodującego organu prasowego, w którym stało, że pieniędzy na lwy i gibbony nie będzie, bo na pieniądzach łapę położył prokurator.
    Kiedy ta wieść dotarła do lwów, te przeanalizowały sprawę i doszły do wniosku, że należy z przyczyn obiektywnych, niezależnych od von Targowa, zawiesić strajk. Aby przypieczętować ostateczną decyzję Leon wyłuskał z grzywy świniaka i kłapnięciem szczęk pozbawił go życia. leon sprawiedliwie podzielił świniaka. Smalował im niesamowicie po tak długim poście.

    Jakie z tej opowieści można wysnuć morały. Jeden wysnuje zapewne wiodący organ prasowy i ten pominiemy milczeniem, zaś drugi specjalnie dla was Drodzy Czytelnicy podajemy poniżej.

    Jeśli strajkujesz, to tylko między swoimi, bo w obcym otoczeniu możesz stracić nawet i życie.
  • @tadman 22:06:14
    Kondor Jacek, co to ma koneksje w liniach lotniczych, przyniósł wiadomość, że pieniądze z Amber Gold wyfrunęły do Niemiec.
    - Same? - zapytał przybity Leon.
    - Nie, chyba OTeeL wywiózł i splajtował - wyraził przypuszczenie Jacek.
    Gryzelda, która była świeżo po konsumpcji prodującego organu prasowego czknęła, po czym powiedziała, że w lokalach Amber Gold znaleziono 1 mln PeeLeNów, 50 kg złota, kilogram platyny i niecały kilogram srebra, były też jakieś dolce i ojro.
    Muszę się skontaktować z moim osobistym prawnikiem i ustalić założenie sprawy Pfichcie, czy jak mu tam, za straty moralne lwów, naderwanie autorytetu i rozstrój nerwowy - powiedział Leon.
  • @tadman 22:23:29
    Gutang wyciągnął spod koja, na którym leżał ciężką sztabkę, splunął na nią i wypolerował o futro. Złoto 999 zalśniło chciwym blaskiem.
    Nirwana musi mieć pewne podstawy - pomyślał - młody, głupi po ojcu, dał się skusić na chiński eliksir. Ale pewnie sobie wkrótce odbije. Tatuś zadba.
  • @jazgdyni 23:02:12
    Młodego należałoby ołopatkować płazem, a staremu też by się przydało, a nam za wykonanie usługi choćby po sztabce. Gryzelda też by coś przyrobiła, np. za obgryzienie pięt, tudzież przyodziewku.
    Temat mało rozwojowy, choć za kolor namiociku można starcić licencję, mimo wniesionych opłat do kasy miasta Sopot.
  • @tadman 23:17:03
    No to dobra. Skierujmy naszą uwagę na osobę, która uważała, że straciła najwięcej na tym wszystkim, czyli na panią ex-prezydentową.
    Popalała właśnie skręta, którego przedkładała nad wytworne Danhile, co to paliła przy żurfixsie z psipsiułkami, gdy została Damą.
    - Al, co to się do q... wyrabia? - zwróciła się do małżonka, który w pijackim stuporze uparł się rozwiązać Jolkę do góry nogami. - Gdy ty trzymałeś to gówno w łapach, to nie śmierdziało i było git. (W prywatności opuszczała ją ta durna, nadęta wytworność, której tak nienawidziła. W takich chwilach rozmyślała rozmarzona - Och, jakby tak przyjebać tej Stokrocie w trakcie wywiadu. But jej w oko wsadzić, jak tak lubi).
    - Milcz babo, jak nic nie rozumiesz. Kondonek się pogubił z tej całej paniki, że seryjny czycha teraz na niego i ma to być na następnych nartach w tych jego zasranych górach. Gdyby tak jak ja grał pijanego głupka, to lody by mu się same kręciły. Ruda małpa. Odebrał mi całą radość z piłki. - tu czknął i ponownie zabrał się za krzyżówkę.
  • @jazgdyni 23:36:38
    Hania nie przyjdzie dziś na pogaduchy. Gdy rozrobiła farby pod renklody nagle spłynął na nią duch Słynnego Polskiego Geniusza. Zaczęła malować kreskę. Po chwili już była na ulicy. A teraz już jest w okolicach Chwaszczyna.
    Przebiła Mistrza !!!
  • @cyborg59 11:23:15
    Uwielbiam koncerty na powietrzu. U nas są w Parku Oliwskim. Sama rozkosz!
  • @jazgdyni 00:16:12
    Ależ OZu, w Chwaszczynie na pamiętnych ślubach byłam zaś wczoraj. Kreska jako taka /a jeśli nie taka - to jaka?/ mię nie stanowi. Tera jeno kolory.

    /No nieźle muszą się nawalać pod dywanem, bo skoro już TVN podaje, że Marcin P. był słupem mafii i rzecz cała wiążą ze "słynnym trójmiejskim biznesmanem", to raczej oznacza, że rzeczywiście mogą być za chwilę seryjne samobójstwa bez udziału osób trzecich, czwartych i piątych. A niech się zarzynają - jeden kij./
  • @tadman 09:49:47
    "Pozostał jeszcze 007."

    Tadziu, mam ambiwalentne uczucia, bowiem ooO nawiązuje do tej numerologii, skądinąd. A ooO kochamy tak, jak Madame. No i jest bajeczną kopalnią tematów dla Jaj.be.
  • @KOSSOBOR 01:38:40
    No to wystaw sobie Waćpani ; koncert dla wampirów melomanów.
    W namiocie-muszli, miejscu najmniej nasłonecznionym gra kwartet smyczkowy, przepięknie z wirtuozerią, do pustego, zalanego słońcem
    rozarium. Nie grają sobie a muzom, o nie ! Nagradzani sa gromkimi brawami płynącymi z krzaków i miejsc zacienionych. Dzisiaj nawet najwytrzymalsze koneserki , razem z parasolami schowały się pod drzewa.
  • @cyborg59 18:41:05 @ OZu 20:23:49
    Psia krwia! Zostawić Was tylko na chwilę bez kontroli /kontrol wsiadł czy kontrol wsiadła?/ , to tu same świństwa się pojawiają!!! :[[[ :{{{ Mnie tam pędzli szkoda, coby Wam przyłożyć, ale niech no tylko Ewcia wróci!!! Nooooooo...... Będzie, że klękajcie narody!
  • @cyborg59 02:12:19
    Zazdroszczę Ci! A niech się leje z nieba żar czy deszcz - byle by tylko żywa muzyka była.
    Mój przyjaciel, wspaniały pianista, Paweł Rydel

    http://www.strefaimprez.pl/sites/default/files/imagecache/scale_590x330/photo/14414_pawel_rydel.jpg

    ma pracownię w przyziemiu. Właściwie całą nieomal powierzchnię zajmuje wspaniała, koncertowa yamaha, którą dostał w nagrodę od Reginy Smendzianki.

    http://www.torun.pl/pliki//img/smendzianka_du.jpg

    Trudno zapewne byłoby znaleźć fatalniejsze miejsce na koncerty :) Ale jestem najszczęśliwsza na świecie, gdy mogę zejść na dół, do Pawła pracowni, a on gra. I tylko to się liczy.

    Inna rzecz, że gdy przechodzę koło tej yamahy, to mam dokładnie takie same gęsie skórki jak przechodząc obok nissana GT... Fioł kompletny. Choć z raz /a nawet i dwa razy/ przejechać się takim nissanem. Dobra, niech to nawet porsche będzie. Od biedy.

    ;)
  • @KOSSOBOR 02:36:04
    To ON, nissan gtr


    http://www.blogcdn.com/www.autoblog.com/media/2011/02/10-2012-nissan-gt-r-fd-opt2.jpg

    A co ON ma pod maską.......................
  • @KOSSOBOR 02:44:00
    Rany ! Ale dostaniemy ! Robimy sami, bez Ewci zmianę na pudle.
  • @KOSSOBOR 02:44:00
    Zmieniła mi się sąsiadka z miłej na miłą. Brakuje mi p.Ani ; pierwszych skrzypiec naszej filharmonii. Nawet rozgrzewka dobrego muzyka jest
    koncertem.
  • @tadman 22:23:29
    Kiedy wreszcie w zoo zrobiło się nieco ciszej, do tych najważniejszych zaczęło docierać to o czym rozmawiają szeregowe zwierzątka, pracujące za
    codzienną miskę odpadków. Chomiki szemrały że też nie chciałyby latać
    z utargiem do nocnego trezora, a muszą. Wolałyby liczyć ziarenka w domu
    a nie wolno, wolałyby zanieść podatek w ziarenkach, osobisty mogą, ale
    firmowy tylko przelewem. Zwierzątka płakały że system je niszczy, tymczasem wystarczy postawić lewą termitierę "poza systemem" i pieski
    stepowe udają że jej nie ma.
  • @cyborg59 03:16:17
    Myślę, że Mamusia II nas wybroni, bo sama w tym palce maczała. Myślałem, że wykręcimy pod nieobecność jakiś 1000, nuale pokonaliśmy najgorszy wynik jaj.be. Przed nami następny cel. Urra! W pieriod!
  • @cyborg59 04:00:46
    Termitiera musi być nasza i nie może być zbyt pstrokata, a forsa sama leci. Można z niej (forsy) coś odpalić znanemu reżyssiorowi Fajdzie na film ku czci lub dać na źwierzątka w zoologu, one nie zaprotestują.
    Niedługo 31 sierpnia i będzie premiera paszkwilu Ch(och)lewa o Westerplatte (Tajemnica westerplatte). Znowu gnoje chcą zgnoić nam kolejną rocznicę, przedtem ściągali swołocz z niemiec, czy Rosji, a teraz będzie własnego chowu. Czyżby zakończyli proces?
  • @jazgdyni 17:08:58
    A bo ja lubię jak wszystko jest JASNE. Jasne?
    Skoki to dla mnie nogi gryzonia a konkretnie zająca. SKOKi natomiast, to coś co banki przyprawia o skoki np. ciśnienia.
    W temacie jasności: "mazdrygał" to literówka od "madrygał", czy może jakieś nowe pojęcie??
  • @tadman 07:37:20
    Zaraz! To toto zostalo jednak nakręcone ? Wydawało mi sie ze istnieją granice prowokacji. Mówisz że własnymi rękami.
  • @KOSSOBOR 02:36:04
    Koncertów w przyziemiu szczerze zazdroszczę...

    Nissan? Eeeee, tam;). - Panii, ta ni ma jak stary, robiony od ekierki kredens z wolnossącym dieslem:) Takiemu to nawet nieodśnieżone Beskidy niestraszne. Uroczy Nisio co by tam robił? Najpewniej zapadł w depresję czyli zaspę. I musialby go kredens z rowu wyciągać a potym drzeć na holu do jakiej stodoły przez zaspy, krpyty i wądoły.
    Co do Porszaka, to mój superinstruktor wyrzekł był raz prawdę życiową: a gdzież się w takim zmieści kosz piknikowy?! Dodał coś jeszcze o powiększaniu rodziny, ale tego już nie słuchałam.
  • @tadman 07:37:20
    Z tym Westerplatte, to nawet nie mam zamiaru się interesować, bo mi się wracz zabronił wnerwiać ostatnio.
    Pisz Ty lepiej o Drakulovie, bo idzie Ci genialnie:).
  • @bez kropki 08:15:59
    Ależ ty blondyńsko skrupulatna. Mazdrygał tak się różni od madrygału jak małpa pd mapy. Ty mi tu moich nowotworów, pst... słowotworów nie prostuj. Wujech chciał mazdrygała, który jest przepięknym maszpantem.
  • @cyborg59 08:17:21
    W jątrzeniu i prowokacji to tylko chyba lepsi od nich są włoscy piłkarze, którzy plują przeciwnikowi w oko pięknie się przy tym uśmiechając. Dlatego podziwiam Zidane za jego reakcję na tego Materaca. Bierzmy przykład - z byka ich.
  • @jazgdyni 08:35:09
    Jak się rzekło wyżej - niech mu (mazdrygałowi) też będzie Bartek - ja załować nikomu nie myślę:). Mazdrygałów też. Zaś słowotwóstwo jako takie jest wszak częścią jaj be:). Ale co to znowu są te jakieś maszpanty?? U nas takich niet. Chyba, że to znowu jakieś "rozdyźdane" pojęcie ze słownika polsko-polskiego wyrazów obcych:)?
    Małpa od mapy - dobre... Tego jeszcze nie słyszałam.
  • @bez kropki 08:27:01
    Ja to lubie takie. I Frau też.

    http://www.google.pl/imgres?imgurl=http://www.v10.pl/archiwum/serwis_informacyjny/aktualnosci/land_rover/Rande_Rover_Evoque_5d/range_rover_evoque_5d.jpg&imgrefurl=http://www.v10.pl/galeria/range,rover,evoque,5d,artykul,74058,12,jpg.html&usg=__W2rv_CwM5LUCUHto7WeQsK69Fig=&h=701&w=1024&sz=126&hl=pl&start=12&sig2=9NkYhuTS09TTc604Pk3MCw&zoom=1&tbnid=LXWruYdMucW5RM:&tbnh=103&tbnw=150&ei=td8xUKr7N4XJsgalmIDoCA&itbs=1
  • @jazgdyni 08:58:19
    Co ty nam tu ?!
    Stary Land Rover z szyną kolejową w miejscu zderzaka.
  • @jazgdyni 08:40:07
    Coś się kroi - uważajcie na pogodę. Wokół Grenlandii zadziwiająca flauta. temperatury w okolicach 4 - 5 stopni. Mocno mgliście i spokojnie. Spodziewajcie się parodniowych upałów.
  • @jazgdyni 08:58:19
    Ło mój baco! Pikny, bo cyrwony! (Samochód, nie baca, ma się rozumieć!) Ale, że nie od ekierki robiony, tylko arodynamiczny, to nie budzi bicia serca Gryzeldy i gryzeldowatych. Na szczęście budzi bicie serca innych i dobrze. Dzięki temu świat jest urozmaicony:).
  • @cyborg59 09:09:32
    Cicho no!:) Co bedziesz komu żałował? Ja mam jeszcze starsze:) (już może alkohol pić). Z amortyzatorami na tej szynie kolejowej:). I z piękną linią "od ekierki":). Przynajmniej wiem, gdzie mi się auto kończy (bo WIDZĘ te "kwadratowe" zakończenia). A to wszak podstawa dla blondynki:).
  • @bez kropki 08:56:08
    Nie słuszałaś bo się ulęgło pół godziny temu. My tfurczy jesteśmy. No.
  • @cyborg59 09:09:32
    Musi bedzie do Cyborga uderzyć, bo toto tylko z Niemiec się sprowadza. U nas, niesłychane, w salonie o dobre 50 tysięcy droższe niż w faterlandzie.
  • @bez kropki 09:16:13
    No i popatrz ! Jak do mnie na stary wasztat przyjechali strażacy , a potem
    pogranicznicy nowym terenowym mercedesem (wojsko miało go kupować)
    to skończyło się to śmiesznie, ale tylko przez chwilę.
    Cofając ze szfungiem urwali caluteńki szpanerski, plastikowy przód.
    Było śmiesznie do czasu jak się okazalo że leży tam koło z zawieszeniem.
    Mechanicy wezwani do zabrania wraku stwierdzili że z tak wychylonym kołem to w mercedesie "rencyma" można wyrwac koło.
    Strażak klął że mu "czarna nitro" wyschła i się wyda że miał kontakt.
  • @@@
    Uwaga ! Uwaga!
    Na stronie głównej jest ogłoszenie : krycie dachów wiórem osikowym.
    Może zanim nasi delegaci wrócą z wyprawy , uda nam się zabezpieczyć ?
  • @@cyborg59 08:17:21 & bez kropki 08:28:30
    Jakiś czas bidulki tak czuły się zaszczute, że ekipa kręcłai ujęcia gdzieś na Litwie.
    Było coś nie tak z wypłacaniem angaży, więc B. Linda się wycofał, a w jego miejsce wskoczył M. Żebrowski (ma w swoim "dorobku" '1612'). Gra też J. Englert. Ech, łza się w oku kręci gdy przypomnę sobie serial "Kolumbowie" nakręcony za komuny, wg komuchowatego Bratnego. Można było i teraz, jak widać, też można.
    Najlepiej jakby tego gówna nikt nie oglądał.

    Droga Kropko, ja naprawdę niewiele mogę załatwić, więc... :)))
  • @jazgdyni 08:58:19
    Uuuu! No nie, Land Rover udający samochód miejski! Nie mam, ale nie ma nic jak Land Rover Series I, II lub III, no kompromisowo uniwersalność i przyjazność dla kierowcy i pasażerów Defender.
    http://autokult.pl/2011/10/14/land-rover-niekwestionowany-krol-offroadu-galeria
    A Willysa wy znajetie? Wygód 0 (słownie zero). Ojciec jeździł nim po Bieszczadach. Mówił, że nie do... zajechania. No, tylko dzisiaj trzeba by mieć własny szyb.
  • @tadman 09:51:21
    Zaraz po uświadomieniu sobie co jest grane zaczęłem szukać.
    Szukając wpisujcie Westerplatte 2012 by uniknąć zasypywania starymi
    informacjami.
  • @tadman 10:01:57
    Willys to niestety. Ale Wrangler już jest. Mniej więcej taki:

    http://www.google.pl/imgres?imgurl=http://en.jeep-club.net/graphics/gallery/full/443_rockgear_main.jpg&imgrefurl=http://en.jeep-club.net/gallery_detail.php%3Fid%3D443&usg=__slCkNlmPRuwF-vdlqs8iFsyEj4o=&h=360&w=575&sz=55&hl=pl&start=27&sig2=EqIjygWZk6yAYXEdQxY0Vw&zoom=1&tbnid=ztxE2nA21gotOM:&tbnh=84&tbnw=134&ei=qfUxUOqLKMzLswa-hIGQCQ&itbs=1
  • @tadman 10:01:57
    Wiesz Ty co? Do Willysa pasuje nawet współczesne określenie :
    kompaktowy rekreacyjny wehikuł = CRV !
  • @jazgdyni 10:32:24
    Wygląda groźnie. Poproszę o wersję bez pełnej klimatyzacji, ale z ogrzewaniem. Wiadomo, idzie jesień, a potem zima.
  • @tadman 10:42:34
    Zakłada mu się czapkę na zimę. Nie sztywną niestety. I potrzeba dwóch ludzi i instrukcję. Ten dach to wynalazek szatana.
  • @cyborg59 03:16:17
    Ale że co z tym pudłem?
  • @KOSSOBOR 10:53:09
    Nie łapiemy się powyżej 1000, bo komputer Mme Silvanne się biesi, a gdyby, to Karkażura nie łapie się nawet na fixe joura.
  • @tadman 11:04:04
    Zepchniemy go do drugiej dychy, a może i dalej. A potem się dzieci bedą uczyć o nas w historii internetu.
  • @cyborg59 03:30:10
    Gdy woziłam bachorka na lekcje fortepianu łonego casu, Paweł mieszkał w bloku. Wysiadaliśmy z windy i już słychać było fortepian, bo Paweł wykorzystywał do grania każdą wolną chwilę. Więc zaczęłam przyjeżdżać 15 minut wcześniej i z rozkoszą stałam pod drzwiami :)
    Ogromnie żałuję, że nie odziedziczyłam żadnych talentów muzycznych :((( Tata znakomicie grał na skrzypcach, fortepianie i akordeonie. Dawniej tak lekarze mieli. Ale i jego brat, prawnik - również! W domu były dwa pianina i koncerciki. Gdy ćwiczył mój brat, chowałam się w kącie i słuchałam. Oraz kablowałam mamie, że Rysiu nie ćwiczy - właśnie żeby słuchać. Ulubionym utworem bezjedynkówki był "Marsz turecki" Mozarta.

    Bratu ojca pianino kiedyś uratowało życie. Wyrzuceni z Wielkopolski - osiedli w Oliwie. Gdzie stale ich nachodzili /każdego w tym czasie/ Ruscy w poszukiwaniu wódy i szabru wszelakiego - z naszego poniemieckiego domu wszystkie klamki /mosiężne/ poszły na Berlin... Stryj miał już wszystkiego dosyć i podczas kolejnej napaści nie wstał od pianina, nie reagował na poszturchiwania pepeszą i wrzaski, tylko grał i grał - udając... głuchego. Chyba stwierdzili, że jest nie halo i poszli sobie.

    Kilka przecznic dalej była w Oliwie niemiecka fabryka czekolady. I Ruskie tam odkryli raj dla siebie - kadź ze spirytusem. Część potopiła się na miejscu, część leżała w pobliskich rynsztokach, chłepcąc to, co z kadzi się wylewało.

    Mama mojej koleżanki opowiadała, że w Hrubieszowie była obwoźna budka z lodami. Ruski zarekwirował, naturalnie, zeżarł, ile mógł i padł nieżywy.
  • @tadman 07:37:20
    No sama nazwa /reżysera/ wskazuje, że on "nasz", echt essskimoski jest. A pieniądze - jak zwykle - Polaków.
  • @KOSSOBOR 11:18:11
    "Ogromnie żałuję, że nie odziedziczyłam żadnych talentów muzycznych :((( "

    Ja też nie ;((((

    Więc możemy stworzyć duet: "Trąba i Fujara".
  • @bez kropki 08:27:01
    Nie, no to auto tak dla jaj - co by poczuć moc pod stopą :))) Co lubimy bardzo. No więc przed śmiercią chciałabym ;)

    Zawsze kupowaliśmy auta z na tyle dużym bagażnikiem, by mieściły się tam moje średnie obrazy /100 x 120 cm./ Ale trzydrzwiowe i pół sportowe. Takie mamy wszyscy skłonności.

    No i kto by takiego nissana gtr upilnował pod chałupą - nie ma szans... To tylko marzenie.
  • @jazgdyni 08:40:07
    To też mój ulubiony moment życia publicznego Zizou walący z byka chama Materaca.
  • @KOSSOBOR 11:18:11
    Czy on z tych Rydlów?
  • @jazgdyni 09:09:36
    Upały są. Ale przed chwilą była biblijna pompa - brrrrrr......... Baliśmy się, że nam chałupę zaleje. Poza tym - pogoda cudowna, ciepłe, pełne spleenu wieczory. Koty nie chcą wracać na noc, wysiadując nad sadzawką.
  • @ KOSSOBOR
    KOSSOBORku, dostarczyłem kradzione materiały, a cyborg59 celnie spointował post o sprawie złotego słupa.

    Poniedziałek dzisiaj jakiś nietypowy, bo młócka idzie na całego. :)

    Trzymajcie się, do wieczora!
  • @jazgdyni 11:23:42
    Oraz rozstrój nerwowy u sąsiadów :))) też możemy stworzyć.
  • @tadman 11:31:10
    Z tych. Innych chyba nie ma? Paweł koncertuje na zjazdach rodzinnych w Bronowicach.
  • @KOSSOBOR 11:32:33
    Jestem przemoczony do nitki. Kolejka przy sklepowej kasie przetrzymała mnie. 15 m które musiałem pokonac miedzy garażem i domem by zamknąć
    okno na ścianie szczytowej. Deszcz gorący przyjemny.
  • @tadman 11:38:35
    Słuszna uwaga (o poniedziałku co zwyke jest jałowy).
    Pytanie : czy to elektryczność prawdziwa w powietrzu, czy po prostu
    czujemy jakieś fluidy fałszu i kombinowania.
    Miłośniczka (z wzajemnością) władzy Renata Rudecka-Kalinowska dwa dni
    wcześniej wiedziała że będzie zmasowany atak na Kaczystów, co potwierdzam, bo stojąc w kolejce prasówkę sobie zrobiłem. Acha !
    Dodatkowo Kukiz dostaje za płytę.
  • @cyborg59 12:11:42 @ Tadziu
    A teraz jest pięknie :)))

    To biorę się za robotę, no i pora dzień zacząć, bo ja tu od ulewy, która mnie gwałtownie wywaliła z wyra /strach o chałupę/ siedzę przy porannej kawce i papieroskach. A tu już 12.30!!!
    Do wieczora zatem :)
  • @@@
    Do Drakulova dobjał się facet z UPS'u z pilną przesyłką ze Stanów!
    Wujaszek Frankenstin przesyłał wyprawkę , i co tu dużo mówić łapówkę
    wkupne Hani do Drakulewa. Właśnie kłopoty z nazewnictwem były powodem trudności z dostawą Wujaszek napisał Draculove, a tu nawet
    swojskiego Drakulewa ludzie bez ukradkowego przeżegnania głosniej nie wymawiali, a ciszej to tylko nazwisko ministery szkolnictwa.
    Frankenstin który na szesnaście elementów był w trzynastu na 100%
    genetycznie zgodny z naszym Frankiem, równocześnie był aż w sześciu
    elementach na 50% genetycznie zgodny z samym Spingstinem !
    I to właśnie tenże Springstin na aukcji zdobył przesłane cacko.
  • @cyborg59 18:11:04
    Dzieci przybiegły rozpakować przesyłkę choć przeznaczona była dla
    szkolnego muzeum, i skrajnie (mimo wieku !) niebezpieczna. Na wierzchu
    przesyłki leżał list z własnoręcznym autografem sławnego stryjka.
    Pozbyły sie watpliwości : stryjaszek na modłę jankesów zaczął się jakiś czas
    temu podpisywać Springsteen , ale pismo i to co służyło za inkaust potwierdzało autentyczność.
    [IMG]http://i50.tinypic.com/2ywiskn.jpg[/IMG]
    A oto co ukazało się po rozcięciu papieru w różowe nietoperzyki.
  • @cyborg59 12:11:42
    "przemoczony do nitki" ZAZDROSZCZĘ.
  • @KOSSOBOR 11:26:14
    Moc pod stopom jest ze mnom, jak uciekam pod górkę (przedgórze Beskidów) piratom. Bo te piraty ścigają się, wyprzedzają na trzeciego, szczególnie przed niewidocznym zakrętem i na podwójnej ciągłej a następnie zajeżdżają drogę (to mają w standardzie). A ja się boję wariatów. No i chcę żyć. Więc przed każdą większą górką redukuję bieg i daję po garach. Smoczyca (typoszereg: kredens od ekierki) przysiada wtedy na ogonie, zabobi, zadymi i naabieraaa szwungu. Hondy różne i Mercedesy albo inne pojazdy piratów, postrachów szos i poboczy, zostają z tyłu. Oddycham z ulgą. Potem se pyrkam na ogonie następnej kolumny aut. A jako, że jadę z tyłu, to nikt mik drogi nie zajeżdża. I tak se stary strupel od ekierki wjeżdża do wsi z prędkością jaką Pan Bóg i Prawo o ruchu drogowym przykazuje. Jeździmy zatem jak starą kanapą - łagodnie i dostojnie:). Bagażnik - i tak jest dla mnie za mały. Ale dla mnie każdy byłby za mały (kołki, koronki, arszenik, inne niezbędne prepiteta). Choć nawet obrazów nie maluję i nie przewożę.

    Ale może zamiast marnować paliwo pokryję se dach osiczyną?? Albo będę im osinowymi kołkami w koła strzelać tym takim perpedykiem do wstrzeliwania kołkó w(dybli), co to w latach 70tych był modny??
  • @KOSSOBOR 11:38:42
    Oj, tam zaraz rozstrój!;) Nie przesadzaj:) - Jednym z powodów, dla których nie lubię "sjupermarketuf" jest fakt, że tam non stop nadają te kontrowersyjne dźwięki nazywane obecnie muzyką. Słuchać się tego nie da. Łeb mnie boli po 15 min. a zęby po 20. Autentycznie. A ludziom to nie przeszkadza. A nawet się podoba. No to w tej sytuacji uważasz, że trąba i bąba albo trąba i fujara wywołałyby jakiś dysonans?? Dajcie mocny akcent klawiszowy, przywalcie basami, do tego sieczka perkusyjna (koniecznie z kompa, bo chyba nikt jużak nie gra jak perkusiści w latach 70tych - tak, tak, starzeję się i WIEM O TYM) i hicior murowany. Np taki:

    Wą, wą, wą wąpiry,
    od Ewci dostały wciry,
    wciryryyry
    ahhh bejbe, I law ju,
    w Transylwani
    w Nisanie
    Drakula dostał lanie
    oooooo, bejbe aj law juUuUu.
  • @bez kropki 19:34:51
    Okazało się że z moją dzielnicą nawałnica obeszła się łaskawie. Sąsiednią
    pozbawiło prądu .
  • @cyborg59 18:25:22
    Był to poręczny, podróżny przybornik na wampiry : ochrona, zapobieganie,
    pierwsza pomoc, likwidacja.
    Gwarantowany wyrób szesnastowieczny.
  • @cyborg59 20:14:02
    A czosnek? Prawy górny róg? W proszku?
  • @ ALL
    Cholera, dzisiaj szewski poniedziałek; dratwa się rwie, szpilorek wbija się w łapę zamiast w podeszwę, smoła brudzi ubranie, a nie dratwę, igła przechodzi przez tworzywo z trudem, a ścieg nierówny, kopyto też się narowi, że o zydlu nie wspomnę. No cóż, robotę trzeba odwalić i fertig. Najwyżej będziecie reklamowali. Usługa objęta 24 godzinną gwarancją.

    Podczas kolacji zadzwonił telefon. Draculescu podszedł do aparatu by odebrać, podnióśł słuchawkę i widać było, że powoli wysuwają mu się trójki. Głos w słuchawce był tak donośny, że słyszeli go wszyscy uczestnicy kolacji. Zdało się, że nawet kucharz lekko się zaniepokoił i omsknął się z półmiska.
    Draculescu przysłonił usta dłonią i zapytał lekko skonfundowany.
    - Czy ktoś z Państwa jest biegły w obcych językach, bo ten gość nie wrzeszczy po rumuńsku.
    Mme Sivanne podeszła do telefonu, ujęła słuchawkę. Przez dłuższą chwilę słuchała, a po czym wybuchła z siłą znaną nie tylko Wikingowi.
    - Ty zapchlony komuszy kundlu, ty tani jabolu z przeceny, ty popłuczyno po Jamesie Bondzie, ty, ty tleniony fałszywy blondynie, co ty sobie myślisz, że masz przed soba jakąś niedojdę i będziesz mógł na mnie pyskować ile wlezie.
    - Co? Że przepraszasz?
    - Mam jako patriotka popierać polskiego agenta? Niedoczekanie twoje, ty nieodłączna połówko Brunnera.
    - Ołopatkuję cię dokumentnie.
    - Czym? Łopatką!
    - Jaką? Tytanową!!! powtarzam, bo to trudne słowo ty-ta-no-wą, łachudro!
    - Stanowczo zabraniam zbliżać się do zamku.
    Mme z wściekłością rzuciła słuchawką.
    - To ten bęcwał Kloss! No tak, musimy przygotować się na przyjęcie Klossa i Brunnera.
    - Może zajmie się nimi Frankie? - zapytał Draculescu.
    - O nie, to jest sprawa honorowa. To bydlę w drugim odcinku, jeszcze teatralnej wersji 'Stawki większej niż życie', pochylając się nad mapą powiedziało, że ten teren jest zajęty przez oddział AK, a z nimi, jak wiadomo, nie da się współpracować. - powiedziała Mme.
    - Mam w kosmetyczce słoiczek samtexu, co to od Ptasznika dostałam.
    Mme wyciągnęła z torby saszetkę, z niej słoiczek z którego zręcznym ruchem nabrała nieco samtexu i ulepiła w palcach zgrabny klucz. Pomalowała go metalicznym lakierem zaprawkowym do RR, który zawsze przy sobie nosiła. Służył on do ukrywania drobnych rys nabywanych przez samochód przy kolejnych parkowaniach w garażu, a jednocześnie zapewniał święty spokój w domu.
    Spojrzała z dumą na swoje dzieło. Klucz wyglądał jak wykonany z metalu. Przesuszyła go trochę przy kominku.
    Zawiesimy go koło zwodzonego mostu. Jak Kloss lub ten dureń Brunner włożą klucz do zamku i będą próbowali otworzyć zwodzony most, to samtex dupnie tak, że odejdą stąd do Abrahama.
  • @tadman 22:59:54
    Na Abrahama, jak wiadomo, rozpanoszyły się kantory. Właściwie Abrahama to taka mniejsza wALL sTREET. A w jednym z najokazalszych królował, a jakże, nasz stary znajomy Gwint. Służby przekazywały go sobie z rączek do rączek, aż został oddziałowym nadzorcą wymiany. Jako, że na komputerach się kompletnie nie znał, trzymał lapa obok topa i z mądrą miną wpatrywał się w notowania Forexu. Centrala mu przesyłała kurs dnia, a znany bankier JKB przesyłał mu buźki - uśmiechnięta - podnieść o jeden grosz, zmartwiona - opuścić o tyle samo.
  • @tadman 21:24:25
    Nic więcej o zawartości nie wiem . Licytacja była zakończona, tylko informacja że poszło za 2500$+post+vat.
    Sam bym chętnie się dowiedział.
  • @bez kropki 19:44:10
    :)))!

    Się ścigaliśmy kiedyś po dwupasmowej ulicy z psami. Od świateł do świateł. Tak z pięć razy. Mieli poczucie humoru :))) Ale potem skręcili i już nie było się z kim ścigać, bo to noc była.
    Ale cały czas mam poczucie, że moc pod stopom ze mnom w cougarze jest taka sobie. No, za mała :(
    Dynamit /to koń taki/, jak się opitula /co lubi/ - dostaje ze dwa palcaty w dupę i już nabiera mocy. Niestety, cougar na palcat nie reaguje - taka świnia.

    No i Gówniara /Gothica znaczy/ nie wróciła na noc do domu! Szlag by to! A lubię mieć wszystkie koty policzone przed snem.
  • @bez kropki 19:50:59
    Ja też kota dostaję od muzyki /?/ w sklepach. Wolny od tego paskudztwa jest market "Piotr i Paweł". Innych więc nie nawiedzam.

    Utwór piękny. O taaak, perkusja z kompa to jest to, co tygrysy lubiom najbardziej. U mnie po kilku minutach rodzą się nastroje mordercze. Takież również od telewizora włączonego na wizycie. Przy śpiewającym kole gospodyń wiejskich /"Łoj, dałabym ja dała, gdybym tylko miała. Oh bejbe aj laf ju."/ mogę wyrżnąć dowolną ilość współobywateli. Ale perkusja z kompa przebija wszystko. Fakt.
  • @cyborg59 20:14:02
    A te nożyczki - raczej współczesny zaciskacz chirurgiczny?
  • @tadman 21:24:25
    Przypominam, że Madame czosnek w proszku nie stanowi. Zabrała trzy warkocze chińskiego, trującego.

    A! Już wiem, po co jest ten zaciskacz do naczyń krwionośnych /z XVI wieku???/ - jak cię wampir dziabnie, to sobie podręcznie zaciśniesz.
  • @tadman 22:59:54
    - No ale zamek dupnie również, Madame - rzekł smętnie Draculescu.
  • @KOSSOBOR 01:45:14
    Po czym poleciał zebrać resztę pomidorów, zanim eksplozywność Madame nie zamieni ich w przecier.
    Gdy tak leciał, nadjechał czołg, z napisem "Rudy" /naturalnie!/ i Turecki zapytał, którędy na Berlin.
    - Q.! - zaklął Darculescu po rumuńsku. - Zlot tu se jakiś urządzili, czy co? Wpuścić podróżnych do chałupy - to się tak kończy! Z chałupy smród jeno, a z pomidorów przecier!
  • @KOSSOBOR 01:55:29
    - I nawet kurkurały mi wyżarli, psia krwia! - dodał, widząc ogryzione kadawerki nabite na wiadome paliki.
  • @KOSSOBOR 01:58:33
    Usiadł tedy nad brzegiem przecieru, czuła struna w nim drgnęła i zaśpiewał co tam ongi posłyszał w telewizorze: O bejbe aj laf juuu. Następnie zapłakał. Ale doprawdy nie dotyczyło to Madame.
  • @KOSSOBOR 01:40:34
    Tak ! Wgapiałem się w to coś, może to pean, czyli zacisk. Również zawiasy
    tak bardziej z "Lumber Kinga" ichnia "Castorama".
    Trochę brak mi "filmowego" młotka, ale podobno osikowy kołek trzeba wbijać jednym uderzeniem, wiec srebrny uchwyt wielokrotnego użytku
    jest jak najbardziej na miejscu.
  • @KOSSOBOR 01:44:09
    Taki zaciskacz można kontemplować na "lekcji anatomii dr Tulpa" - 1632
  • @KOSSOBOR 02:04:10
    Tak strasznie chciało mu się powampirzyć !
    Czystym przypadkiem (oczywiście !), wczoraj wisząc pod sufitem w mroku
    zoczył Monikę Stjepankowić jak nacierała się kremem z wysokim filtrem.
    Wampirella wyrastała szybko dzięki tym nowomodnym gadżetom, choć
    wiele ryzykowała, bo ksiądzwie co oni do tych kremów i puszek z napojami dodają. Monika była 150-letnią na-Sto-latką. W mglistą pogodę widywano
    ją w okolicy na czarniawym ogierze pół krwi. Na pełnokrwiste pozwalano
    dopiero po stoosiemdziesiątce, w Ameryce, niby takiej liberalnej dopiero
    po 210 ! No ale za to dochowali się mieszańców z voo-doo. Zaledwie
    130-latki narąbane lubczykiem i pietruchą, latają po ulicy, nawet wzbić się
    w powietrze nie potrafią.
    Monika już próbowała podfruwać; unosiła sie kilka centymetrów nad siodłem i trzepocząc zabawnie, nie do końca wykształconymi skrzydłami,
    rozbawiała starego podglądacza.
  • @cyborg59 08:22:07
    Franky Boy podśmiechiwał się co nieco pod nosem. Kto jak kto, ale on, na anatomii i niezbędnych narzędziach chirurgicznych i kosmetycznych znał się bardzo dobrze. Samych tamponierów mał ze dwadzieścia.
  • @jazgdyni 09:10:35
    W piaskownicy wiało nostalgią.
    - Brakuje ikry - jak zwykle, autorytatywnie stwierdził Januszek.
    - A co to jest, ta ikra? - spytała Marzenka, która z zapałem dokonywała inspekcji swojego uzębienia, jako że właśnie zaczęła używać pastę do zębów "Diamentowy błysk", którą podkradała mamusi.
    - Ja dostaniesz kopa w dupę, to szybciej się poruszasz. - Pod nieobecność Ewci, Hania zaprzestała zwyczajowego owijania słów w bawełnę.
    - E tam, ja jak dostanę, to siadam i beczę - delikatny Tadzinek, miał swój pogląd na świat.
    Ćwiczyli właśnie plucie na odległość i do celu. Hania zdecydowanie była poza konkurencją, bo brak jedynek stwarzał tak niesamowite warunki aerodynamiczne w jej ustach, że mogła wyprowadzać mokre pociski, jak najlepszy snajper.
    - A może tak byśmy się wybrali na stary cmentarz? - Januszek rzucał pomysły.
    - Ja nie idę - zastrzegł się Tadzio - ostatnim razem coś złapało mnie za nogę.
    - Nooo, widziałam - kpiła Hania - kosmata łapa wysunęła się z liści i szukała za co by tu się złapać.
    - Najpierw pójdziemy do kościoła i z kadzielnicy odlejemy sobie święconej wody - Januszek po inżyniersku rozwijał projekt - i weźmiemy zaostrzone patyki. Każdy ostry koniec zanurzymy w świętej wodzie. Wtedy będziemy bezpieczni. Hania będzie wodę niosła i jak tylko coś zobaczymy, to weźmie łyka i będzie tam pluła. Będziemy mogli atakować z dystansu.

    Tadzinek nie był jeszcze do końca przekonany, ale już poczuł się znacznie bezpieczniej.
  • @cyborg59 09:05:06
    Bo ta Monika to taka podfruwajka była.
  • @jazgdyni 10:00:40
    Cmentarze ciągnęły się w Gdańsku wzdłuż Alei. Ale tam dzieciom nie wolno było chodzić. Nie wolno im było również chodzić na stary, poniemiecki cmentarz w Oliwie, przy katedrze. Więc naturalnie tam poszły.
    Niestety, w kropielnicy było wody ledwie na dnie no i zakrystianin tak jakoś dziwnie się im przyglądał. Grzecznie więc przyklęknęły i na wszelki wypadek zmówiły paciorek.
    Po czym skonstatowały, że właściwie z katedry jest całkiem blisko do wiadomej dziury w płocie Zooschwitz...
    Gdy to uczyniły - nikt nie mógł ich wyprzedzić w błyskawicznym przemieszczeniu się w kierunku doliny - nawet liczne wycieczki podążające ulicą Spacerową i skręcające w Karwieńską.
    Był sierpień i nikt nie mógł zauważyć kilkorga dodatkowych bachorów w tłumie zwiedzających.
    Nikt też nie miał do tego głowy - dyrekcja i obsługa biegały w panice po Zooschwitz, przeliczając nowe wybiegi na sztaby złota. Sporo im tych sztab wyszło...
    Foki postanowiły, że nie zrezygnują z tatuaży, choćby nie wiem co! A niech się von Targow martwi.
  • @jazgdyni 10:00:40
    Stary zapuszczony cmentarz od dawna cieszył się fatalną opinią, która jeszcze wielokrotnie wzrosła, gdy stary Napieralski, notoryczny alkoholik, spędził tam noc i w alkoholicznym zmęczeniu i stuporze usnął na omszałym nagrobku. Od tego czasu jest siwiusieńki jak gołąbek, kropli alkoholu nie bierze do ust i milczy jak zaklęty. Wściekłe żony, gdy pijany mąż wraca po bibce z kolesiami do domu, co przecież jest zjawiskiem powszechnym, solennie obiecują, że gdy tylko zasną, to przetransportują ich na cmentarz. Stąd, co bardziej przezorniejsi przywiązują się do łóżek, a Januszek się zastanawiał, czy to nie stąd wzięło się powiedzenie - opętani przez wódkę.
    Mimo to, cmentarzysko było silnym magnesem dla nastawionych przygodowo małolatów. Miło było wspominać potem ten dreszcz grozy i niebezpieczeństwa, który towarzyszył podczas wypraw, nawet w najbardziej słoneczne i piękne dni. Sama myśl, żeby tam się wybrać nocą była tak przerażająca, że wprost paraliżowała. O nie, proszę pana, w żadnym wypadku. W pełnym słońcu, bezwietrznym upale, zawsze na cmentarzu coś szeleściło, a kątem oka, tuż na granicy obserwacji, widziało się szubko pomykające cienie. Tylko, gdy wzrok się tam skierowało, to wszystko było spokojne i zwyczajne. Mówię wam groza.
    Małolaty też się tam zmieniały. Nie było pokrzykiwań i całego tego małolackiego hałasowania. Wszyscy stawali się poważni, serca biły jak dzwony, a nogi były nastawione na błyskawiczną ucieczkę. Jeszcze raz wam powiem - groza.
  • @KOSSOBOR 10:30:17
    Właśnie tak wampiry określają istotki zaledwie stupięćdziesięcioletnie,
    aspirujące do wyższych lotów.
    Jak podaja współcześni badacze wampiryści :
    Wampirella nie pije ludzkiej krwi, a jedynie końską. Jeden łyk wystarcza jej
    na kilka lat, przy czym dla konia takie "puszczanie krwi" nie jest szkodliwe. Autor zaznacza, że wczesne formy zadowalają się przytulaniem do końskiej szyi, jest to właściwie pseudowampiryzm. Prawdziwy poczatek swój ma
    wampirellizm w momencie uświadomienia sobie konieczności odbycia podróży życia. Preteksty do takiej perygrynacji często są zdumiewające.
    - źródła:
    A. Sapkowski, A. Pilipiuk
  • @cyborg59 12:51:43
    Strasznie wobec tego jestem ciekaw, czy nasze końskie cyklistki ciągle są na etapie przytulania się tylko do koni, czy może użyły już kujki i ssawki i tak właściwie to my sobie tutaj gaworzymy z wampirellami.
    Dzięki, że przypomniałeś te istotne fakty.
  • @jazgdyni 15:26:56
    Niestety zestaw odczynników do przeprowadzenia testów przepadł t.j
    został włączony do ekspozycji muzealno-dydaktycznej pewnej tajemniczej
    szkoły.
  • @KOSSOBOR 01:45:14
    - Temu zamkowi już wiele nie zaszkodzi. - Bez ogródek rypnęła elegancka przecież Madame. - A za to zyskasz nową, głęboką kryptę mordę-, modre-, modernistyczną. W doskonałej lokalizacji i na promocyjnych warunkach. Ale chyba, żebyś nie chciał, to się założy kumulacyjny (ładunek). Czyli skumulujemy: plastyk, do tego atak akustyczny (perkusja z kompa). Do tego "ooo bejbe aj laf ju". Zwł. to ostatnie wytworzy wokół nich próżnię (przerażone powietrze będzie uciekać na Greenlandię). Dzięki temu implodują. Ładnie i kierunkowo. Eleganckie smugi na murze wykorzystać możesz potem jako podkład pod stosowne, stylowe grafitti. Albo po częściowym wyskrobaniu mieć sgrafitto (czy jak się to pisze - dop. "bez kropki", bo Mme wie takie rzeczy sama z siebie i z urzędu).
  • @cyborg59 15:32:39
    No to będziemy musieli zastosować PROCEDURĘ.

    A propos, nasze panie coś często preferują przyciemniane okulary.
  • @jazgdyni 16:00:11
    To ja odpowiem wprost (o tych okularach). Używamy przyciemnianych, lub wręcz czarnych (strzeleckich, ergonomicznych, nie przepuszczających światłą bokiem ani górą, że o dole nie wspomnę) a to z powodu... tak, taaak, światłowstrętu naszej skóry wokół oczu. Otóż na skutek w/w światłowstrętu, skóra owa ma tendencje do pokrywania się zmarszczkami na świetle słonecznym. No a przecież żadna 150latka (nastolatka) nie chce się postarzać! Stąd i okularki. - Przecież to logiczne!
  • @jazgdyni 10:54:26
    Myszy tańcują, gdy kota nie czują. A no właśnie. Nasz ulubiony tapir, po kanapowym powrocie, wychłodzony w arktycznych warunkach, rzucił się w wir, co jeszcze nie tak dawno było prosto określane, jako ruja i poróbstwo. Oliwskie upały podniosły mu poziom testosteronu tak wysoko, że albo szukał zaczepki, albo kochanki. Wszystkie lokatorki Zooschwitz oczywiście były zachwycone. Gnuśni mężowie i partnerzy marnie się przecież starali. Tylko jeden paw, idiota, co rusz demonstrował swój ogon, niezależnie czy partnerki były w pobliżu czy nie.
    Trzeba uczciwie przyznać, że z powodu tapira wiele rodzin cierpiało. Odbywały się liczne małżeńskie dramaty, gdy na świat przychodziła latorośl z rudą buńczuczną czupryną. Kogut kaukaski, na przykład chodził wściekły jak cholera, pragnąc wyśledzić, która z jego haremu zniosła jajko z tą ryżą, włochatą ozdobą na głowie, a nie z przepisowym grzebieniem.
    Panie zanadto się nie przejmowały tym mężowskim gadaniem i rozochocone puszczały się, na najmniejszy znak ze strony tapira.

    I gdzie nasz tapir uwił sobie swoje gniazdko miłosne? Oczywiście na starym, opuszczonym cmentarzysku. Właśnie zdążał tam z Konią, uroczą łanią, o niewinnym spojrzeniu brązowych oczu, która jednakże, o czym tapir miał już okazję się przekonać, była gorąca jak wszyscy diabli.

    A od strony ulicy, do bramy cmentarza zbliżała się nasza niewinna trzódka małolatów, która nawet nie przekroczywszy cmentarnych wrót, była porządnie wystraszona.
  • @jazgdyni 16:30:12
    Tadzinek nawet zapomniał o baniu się, bo pogrążon był w zadumie po pachy. Wykonywał dziwne ruchy rencami, aby nie utonąć w swych kaprawych myślach. Oj były ci one kaprawe jak rzadko kiedy. Tadzinkowi było bardzo smutno, ze tu, na gościnnych występach, nie miał nijakiego bliskiego duszy umrzyka, bo jakby miał, to mógłby posadzić Polygonum sachalinensis albo Sedum, względnie Senecio cineraria na grobie, pomalować ławeczkę, zapalić świeczkę lub małymi grabkami-pazurkami zgarnąć na kupę opadłe liście. Po chwili użalania się nad niewdzięcznym losem Tadzinek zaczął robić casting. Bardzo nie lubił wścibskiej sąsiadki babci pani Wolszonowej. Ona mogłaby zejść z tego świata i zamieszkać na cmentarzu w Nowym Porcie. No tak, ale to nie fajnie chodzić i oporządzać grób kogoś niemiłego i na dodatek obcego. Powinna to być osoba bliska Tadzinkowi, a więc z rodziny. Mogłaby to być ciocia z Oruni. No tak, ale ona czasami brała go na przechowanie i chodziła z nim na lody. Więc ciocia może się jeszcze przydać, a wujka oszczędzi, by cioci nie robić przykrości. No cóż, została tylko babcia i dziadek. Dziadek właściwie nie jest do niczego potrzebny, bo albo jest na ferze, a jak jest w domu to śpi. No tak, ale pożytek z niego taki, że kupuje 'Wieczór Wybrzeża' z komiksem "Kajko i Kokosz". No to chyba padnie na babcię, chociaż ona dobrze karmi, ale każe się codziennie myć, włącznie z zębami, sprawdza uszy i czy nie ma koronek wokół nadgarstków, no i strasznie krzyczy gdy Tadzinek próbuje szyć na jej maszynie. Ale kto wtedy dziadkowi ugotuje obiad, kiedy wróci z fery? Przecież nie Tadzinek.
    Myślał długo, aż wygruził się o wystającą płytę chodnikową. Bezjedynkówki z Januszkiem dostali spazmów na widok onej kupy nieszczęścia na chodniku. Kupa doznała wstrząśnienia mózgu i wtedy zrozumiała, że najlepiej byłoby, gdyby odeszli z tego świata oboje. Tadzinek mógłby nadal mieszkać u babci, kupować sobie gazetę z komiksem, a na lody poszedł by do cioci. Dziadkowi i babci byłoby miło razem leżeć na cmentarzu. Tylko jak to zrobić?
  • @tadman 17:32:38
    Niezły zbój był z naszego Tadzinka. Wiadomo, że często pozory mylą i pod postacią człowieka, który mdleje na widok jednej kropelki krwi, kryje się krwawy i bezwzględny morderca.
  • @jazgdyni 21:17:33
    "krwawy i bezwzględny morderca", który chce bąbą rozwalić drzwi zamku. Zabytkowego zapewne? Bo chyba, żeby chodziło o antyczny obiekt nowoczesny. Wobec takiego obiektu nie będziemy zgłaszać sprzeciwów.
    Ale na Klosa i Brunera Ruda tantalowa i łopatka Ty-Ta-nowa powinny wystarczyć. Tylko czy Tadzinek (ukryty pod kupką nieszczęścia) o tym wie? Czy może poszła już zaraz od wampirelli??
    Tak, tak.
  • @bez kropki 21:46:04
    Nasza lokalna Wampirella coś dzisiaj długo tworzy. Musi jakiś zachwycający kolor jej wyszedł i oczu oderwać nie może. Podejrzewam, że to krwawy kolor.
  • @@ jazgdyni 21:17:33 & bez kropki 21:46:04
    Tadzinek dopiero zamiarowywuje, więc może jest krwawy i bezwględny, ale nie morderca i się nie kryje. Zamiast strofować to poproszę o konstruktywną podpowiedź. Dam liznąć ciocinego loda.
  • @jazgdyni 22:21:41
    Trzysta lat temu, na odległej planecie Draculon, grupa buntowników pod dowództwem hrabiego Vlada morduje Radę Starszych i salwuje się ucieczką na naszą planetę. W ślad za nimi rusza żądna zemsty córka jednego z zamordowanych, (Vampir)Ella. Niestety, jej statek ma awarię i rozbija się na Marsie. Vlad tymczasem, wraz ze swoimi towarzyszami, buduje podziemne imperium na Ziemi. Ella dociera wreszcie na naszą planetę u schyłku XX-go wieku, dostając się na prom ekspedycji badawczej. Musi teraz powstrzymać Vlada przed uruchomieniem satelity mającego pozbawić Ziemię dostępu promieni słonecznych. Trzeba bowiem zaznaczyć, że przybysze z Draculona są wampirami. Z pomocą Elli przychodzi specjalny oddział komandosów walczących z wampirami. Dowódcą tego regimentu jest oczywiście Van Helsing.

    Z innego źródła

    Vampirella jest wampirzycą, ale niezwykłą: przystosowaną do życia we współczesnym świecie. Jest odporna na tradycyjne wampirze słabości: światło słoneczne, czosnek, krzyż, nie ima się jej nawet święcona woda. Posiada nadnaturalną siłę i zręczność. Na dodatek jest zabójczo piękna. Bez reszty poświęciła się jednej sprawie: walczy z wampirami i demonami pragnącymi zawładnąć Ziemią. Rozpoczyna się niekończąca się walka, która trwa do dziś.
  • @ALL
    Tem drugi opis przypomina mi kogoś, a Wam?
  • @tadman 22:31:47
    Kurcze, biznesmen się z ciebie zrobił i gotowe szkice scenariuszy przedstawiasz.
    A kogo byś widział jako "zabójczo piękną" Vampirellę? Tylko nie wyjeżdżaj mi z Dodą.
  • @jazgdyni 23:05:11
    OZu, zapalenie płuc Cię nie złapie, bo oklepanie tytanowymi masz po powyższym jak w banku. Kogo wysłaliśmy do Transylwanii obwieszoną chińskim czosnkiem? Hę?
  • @tadman 23:21:38
    No dobra, podroczyć się nie można, czy co? Nasza skromna Vampirella reaguje dosyć wulkanicznie na peany na łełe piwojej cześć. Obtłukiwanie to małe piwo. Oskakać jeszcze z Hńcią mogą, gdy człek już całkowicie bezradny przywitał się z glebą. Wyjątkowa ostrożność jak najbardziej zalecana.
  • @jazgdyni 23:27:56
    Uwaga!

    łęłe piwo usunąć, bo nie wiadomo jak ten czarci pomiot tam się znalazł.
  • @jazgdyni 23:40:41
    Ależ Skarbie - łełe piwo/jej/ jest super! Co wąchasz? Poza morskim powietrzem, naturalnie?
  • @jazgdyni 21:17:33
    "Niezły zbój był z naszego Tadzinka. Wiadomo, że często pozory mylą i pod postacią człowieka, który mdleje na widok jednej kropelki krwi, kryje się krwawy i bezwzględny morderca."

    Zupełnie jak Stefan Fluor. Ten był na dodatek jeszcze cichy.
  • @tadman 22:24:16
    Tadziu! No jak można być krwawym i nie być mordercą? No chyba żeś Marysia.

    - Blady Teddy! Blady Teddy - wrzeszczała Hania pod piaskownicą, bo usłyszała kiedyś, że dorośli coś takiego piją.
    Albo jej się pomydliło.

    A za rogiem Tadzio z nożem
    już zaczaił się, niebożę.
    Jak tu zarżnąć babcię z dziadkiem,
    żeby było - że przypadkiem?
  • @KOSSOBOR 01:42:06
    Tadzinek dopiero sposobi się by być. Nożem się nie posługuje, bo pozostawia ślady i można się nim skaleczyć. Do realizacji zamysłu potrzebuje środka bezwonnego, bezsmakowego i dającego efekt końcowy tożsamy z przypadłością fizjologiczną. W tym celu udał się do biblioteki i dokonał researchu i wyszło, że najlepsze będzie włosie końskie. W tym celu potrzebuje starą włosiankę, może być z odzysku ze starej marynarki i dobre ostre nożyczki. Wtedy Tadzinek oddali się z włosianką w ustronne miejsce, potnie włosie na drobniusieńki maczek, domiesza to do jedzenia. Efekt skrętu kiszek jak prawdziwy. I kto tu mówił/pisał, że Tadzinek jest krwawym mordercą, hę? Tadzinek pracuje skutecznie i bezkrwawo.
  • @tadman 22:24:16
    To nie strofowanie. To wyrazy podziwu.
  • @tadman 06:37:42
    Wiec mamy tutaj i trzeba sie z tym pogodzic, Tadzinka Lectera. Z wszystkimi konsekwencjami. Konsumpcja ofiary to rowniez odmiana wampiryzmu Trzeba go bedzie sprawdzic na trojki (moze teleskopowe?), jak rowniez na kujke i ssawke. So, making long short, Tadzinek wymaga inspekcji nalezytego organu (Sanepid ?)
  • @jazgdyni 14:14:34
    Tylko nie Sanpeidu! - Nie wolno się znęcać nad ludźmi ani nad wampirami. To jest gatunkizm! (wg Pratchetta).
    Nie można oddać kolegi w ręce isntytucji, która z ryb robiła jaja (albo jakos tak) a z soli drogowej wyrób dietetyczny. Humanitarnie jest za to potraktować go opatkom. Ty-tą-nową.
    A jeszcze lepiej posadzić go na trójnogu, okadzić i poczekać aż zakwitnie dalszym ciągiem wydarzeń w zabytkowym(?) zamku.

    Zaś pomysł teleskopowych trójek (i trujek jako uzupełnienia do kłujek i ssawek) bardzo mi przypadł do gustu... Zaraz, zaraz, kiedy to ja mam najbliższą wizytę u dentysty?:) Może podumamy o małej plastyce:) Zamiast tego kolagenu w wary, no nie?

    Ale, ale, jak my takie pytie jesteśmy, to ja Wam mówię, że wróci pani z Transylwanii wraz z towarzyszami i powie, że tam wampirów ni huhu. Pewno wszystkie przed nimi uciekają gdzie owoc-marchewka rośnie. Z obawy przed tymi kołkami i białymi prześcieradłami.
  • @bez kropki 14:24:37
    >Nie wolno się znęcać nad ludźmi ani nad wampirami. To jest gatunkizm! (wg Pratchetta).

    "Chodzi o film "Decydując się na śmierć", który będzie można obejrzeć na Wyspach w poniedziałek. Nakręcił go Terry Pratchett, znany na całym świecie brytyjski autor powieści fantasy, prowadzący od kilku lat kampanię na rzecz legalizacji pomocy w samobójstwie" - http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,9751513,Pratchett__Zobaczcie_dobra_smierc.html

    Itd. I zapewne nazwałby to aborcją postanalną, bo przecież jego zdaniem język wszystko zniesie. http://www.gazetapolska.pl/14523-zachwyceni-zabijaniem
  • @DelfInn 14:38:03
    Dzięki za podpowiedź ; o pewnych algorytmach w informatyce.
  • @DelfInn 14:38:03
    Ops! Prywatne poglądy p. T. Pratchetta to całkiem odrębny temat. Wolałabym ich nie mieszać z zabawą (jaką na tym forum i w tym momencie uprawiam) i żartami (bo tak traktuję jego twórczość - uwaga: twórczość, czyli sprawę odrębną od poglądów; nadto w tym miejscu zostawiam na boku rozważania na ile poglądy odzwierciedlają się w twórczości).
    Podkreślam, że wg mnie osobiste pomerdanie (wg mej prywatnej oceny) P. Pratchetta nie jest tematem na forum temu podobne. To CAŁKIEM inna para kaloszy.
    A z kolei cytowanie, choćby i Lenina;), TEŻ nie powinno stanowić problemu, o ile jest na temat rozwijany pod danym postem.
  • @bez kropki 15:22:10
    Vide Czubaszek, której metody satyryczne często małpujemy, a której
    poglądy mocno nas zaskoczyły.
  • @DelfInn 14:38:03
    Ja pojecia kompletnie nie rozumiem. Kazdy moze przeciez zakonczyc zycie na wlasne zyczenie. A jak jest tak durny jak Kosinski, to moze nawet popelnic potrojne samobojstwo (prochy/gorzala + podciecie zyl + plastik na glowe, i to wszystko w wannie). Nie ma takiego cierpienia, ktore by odebralo nadzieje. Mowie tu oczywiscie o czlowieku mentalnie zdrowym. Gdy ktos ma, np. depresje to wymaga pomocy a nie samobojstwa.
  • @bez kropki 15:22:10
    Pratchett jest Anglikiem, a to duzo tlumaczy.
  • @cyborg59 15:54:06
    Ta pani mnie zniesmaczyla doszczetnie. Teraz jest po prostu durna. Boze nie pozwol, by wiek zrobil ze mnie Kuca czy Czubaszek.
  • @jazgdyni 16:43:31
    Może się okazać że już niedługo karane będzie pomocnictwo w wyjściu
    z depresji, a nie w samobójstwie.
  • @jazgdyni 16:45:57
    Dodaj do tego Wajdę. Słyszałem go dzisiaj przez moment jak usiłował
    czarować upojnym barytonem. Chodzilo o film o Bolku. Już też bełkotał.
  • @cyborg59 18:46:58
    Bo to nie jest tylko z wiekiem zwiazane. Oczywiscie Znajda durnieje z wiekiem, ale wielu z tych kompulsywno - obsesyjnych (Niesiol), czy kompletnie bez kregoslupa (Wolek) jest po prostu, jak muj byly chinski piesek, ktory zyl w takim stresie, ze byl kompletnie do dupy.
    Ale chyba z tych starszych to "Profesor" jest numero uno.
  • @cyborg59 15:54:06 i jazgdyni
    Kogo zaskoczyły, tego zaskoczyły;).

    @jazgdyni: To że sir Pratchett jest Angolem (i co z tego wynika - hiehie), to powiedz DelfInnowi;).

    Że karalna będzie pomoc w wyjściu z deprechy a nie w samobójstwie - to prawie pewne.

    Ale zostawmy to może wraz z kucami (i przejdźmy do koni), Czubaszkami (i zajmijmy się jakimiś czubkami, choćby Frankiem Kamykiem albo Igorami), czy profesorami (NO! Jakem dochtór rehabilitowany!!)

    Ja osobiście się znarowiłam i czekam na tadmana dalszy ciąg histroii o zmaku. Ale od innych o piaskownicy też może być!
    U mnie chwilowo posucha twórcza. Pirat drogowy mnie dziś wyczerpał. Na szczęście tylko psychicznie. Fizycznie nic się nie stało a było nieprzyjemnie... Zdecydowanie bardziej wolę wampiry od piratów! Piratów na pal! Wampiry - do jaj be!
  • @jazgdyni 16:45:57
    "Boze nie pozwol, by wiek zrobil ze mnie Kuca czy Czubaszek." Nie bój żaby. Wg mnie to się zaczyna wczesniej. Popatrz na Kupę Powiatową;). Albo lepiej nie patrz, tylko zrób pobieżną analizę. Może być rozmaz;).
  • @bez kropki 19:59:27
    Dzie Tadzinek z bąbą na zamku?! Czy Ilia żyje po nalocie gości?? Przeżył nalot dywanowy (wiem, że było) Klosa, Brunera i Sztirlica?? Jak się Hania miewa w pszeczkolku? Wujek Frankie daje rady?? Hani? (hiehie)

    Z dentystą jeszcze się nie widziałam, ale za to moje młode widziało jak mi w stresie rosną kły. Pieseczek Januszka (były chiński, to nie wiem, na zupkę go przerobił, czy piesek w inny sposób przestał być chiński) od stresu był do d*. A innym od stresu rosną ząby. Zatem piraci, furiaci i smutasy - uwaga na zestresowane blądynki.
  • Mordunku,ratują!
    Ratujcie, ratujcie. Młode mówi, że bez wiedzy co sie dzieje z bąbą, zamkiem, Hanią, Ewą i Tadzinkiem nie pójdzie spać. Nie mogę go do wyra zagnać nawet opatkom. Tyż mu kłyki rosną. Cecha rodzinna czy behawioralnie nabyta?? Zapytam dentysty.
  • @bez kropki 20:13:45
    Tadzinkowi bliższa koszula, niż bąba u Draculescu, tam można stracić kwaterkę krwi, a tu życie, więc grzeje się do czerwoności i obmyśliwuje jakby tu dziadka i babcię unicztożyt'. Gdyby miał przykrywkę, jak Jantar Cold i premiera z synem w odwodzie, tudzież prokurator na L-4, to by sprawę miał z głowy, a tak musi zrobić feasibility study i wziąć pod uwagę wszystkie pro i contra. Z wiadomych powodów nikogo w to nie wprowadza.
  • @tadman 20:46:04
    A jakby tak (zanim bapcię i dziatka), dla wprawki potrzebował lectoratu (jako młodociany Lecter), to niech da znać. Ułowię mu paru piratów. Zaczopuję każdego kołkiem (w d*) a przez nos przeciągnę postronek i tak Ci przyprowadzę materiał na eksperymenty. Czego się bowiem nie robi dla nauki i społeczeństwa! Zwł. wobec rozdzierającego serce braku pokrywek, przykrywek, prokurwatorów, synów-premierów (czy jakoś tak) i L-4...
    Na takie feasibility to czasem można wziąć dotację mumijną. Brać te eurosy zanim je zamienią na kołki!

    Ale najprościej to chyba pójść po linii i usamobójczyć. Ostatnio w modzie są TIR-y (samochody i zestawy mylone z jedną międzynarodową Koń-wencją). Taaaak... To mi coś przypomna... "48 kul w jednym ciele - cóż za okrutne samobójstwo!" (Był to swego czasu popularny rosyjski dowcip, gdy u nich grasował seryjny samobójca.)
    No chyba, że ktoś jest ponad modą. Wtedy faktycznie jest problem, żeby stylowo i bezszmerowo...
    Koronki (nawet richelieu, w duchu cowieczornej lektury) i arszenik mogą nie wystarczyć. Smoki wybito a Igory zajmują się importem krówek i czekolady. Faktycznie masz problem!
  • @bez kropki 21:10:41
    Akcja fajnie mi się wiąże, ale z porodem, znaczy się z rozwiązaniem gorzej. Musi być optymistycznie, a tu akuszerka poszła do dworcowego bufetu na galaretę i lornetę, coby się jej ręce nie trzęsły i odbieranego towaru na glebę nie upuściła.
    Mogę donieść, że Tadzinek wyekstrahował z dziadzinej marynarki, znalezionej na strychu, prawdziwy koński włos koloru czarnego. W skrytości pociął go nożyczkami krawieckimi na drobniutko i ma tego ze dwie garście. Kluczowa będzie aplikacja.
  • @bez kropki 20:13:45
    Gryzia olała dupnięcie na zamku Darculescu, bowiem wpatrywała się bez opamiętania w stary gorset i inną geologię. Delikatnie ujęła w siekacze słodkiego amonita, ale on, świnia, zanurzył się w błękicie. Postanowiła, że gdy tylko będzie przy forsie, każe odpompować /na pompach świetnie zna się nasz legendarny ooO/ błękit i wtedy z cała pewnością amonit będzie jej. Draculescu, drapiąc się po kędzierzawym, czarniawym łbie, poprosił, żeby jak już - to i przecier odpompować, bo mu dół po chałupie zalewa.
    Gryzia, rozetka tricolor, nie w czuprynkę bita, zaczęła negocjować cenę.
  • @jazgdyni 19:11:02
    Skarbie, "muj" jest tak samo super, jak "łełe piwo/jej/". No ale nie odpowiedziałeś mi, co tam wąchasz?
  • @
    OŚWIADCZENIE

    Oświadczam niniejszym, że wszelkie praczety, czuby, kutze i fajdy mię legurarnie wiszom i dzyndzają mię.

    To mówiłam ja, Dyletancik Oboczny.

    Hough!!!
  • @KOSSOBOR 21:45:30
    Buch, to ja też

    OŚWIADCZENIE

    Niniejszym oświadczam, że nie zamierzam popełnić...

    a to już było, więc kolejne

    OŚWIADCZENIE

    Amonit w pomidorach to takie prostackie, natomiast amonit w błękicie jest okurant, szczególnie smakuje w letnie wieczory, ponieważ działa orzeźwiająco i tonizująco. Gryzelda, mimo że świnia, ale smak ma OK. Pewnie Kropka pędzi ją na truflach. Nie dopuszczam do siebie myśli, że może być pędzona takim ersatzem, jak oliwa truflowa. Brrrr! To więcej niż fopa, to zbrodnia!
  • @KOSSOBOR 21:45:30
    Było tak:

    śliczny, młody srokacz, Heven, miał kontuzję. Miał ją i miał. /Drugi miesiąc./ Zimą też miał. Teraz - ta sama noga. /No leg - no horse./ Był na środkach przeciwbólowych, z boksu wychodził na trzech nogach. Za Chiny nie pozwalał sobie zrobić zabiegów przy nodze - hardcore całkowity. Nikt nie mógł mu poradzić, żadne dutki, ani nico. W czwartek przyjechał do Hevena po raz któryś doktor. Koń miał pojechać do kliniki, do Gliwic. Wyprowadzają Hevena z boksu - a on nie kuleje! Na lonży - wygłupiał się jak szczeniak. To mój ukochany konik, z pewną wzajemnością :) Dziwią się ludziska, że mnie nigdy nie wywalił z boksu - co zwyczajowo czyni. Za cholerę też nie daje się złapać na padoku. A do mnie... sam podchodzi. No prawie płaczę!
    Dzisiaj więc mamusia jeździła na Heveniku. Owszem, potrzebował nico czasu na rozgrzanie się, pokonanie pewnego "usztywnienia" - miałam wrażenie, że jakby "chronił" tę nogę. Ale to długo nie trwało i sam pokazał, że już OK. Zasuwaliśmy więc, ale nie forsownie. Naturalnie bez skoków, a nawet drągów /to tylko wyższe, uważne przechodzenie we wszystkich chodach - drągi leżą na ziemi/.
    Potem zrobiłam mu myjkę z przytupem i wszelkie niuniania. Nie mówiąc o smakołykach. Dał mamusi kilka razy buzi.
    Mamusia jest w siódmym niebie. Ale boi się o tę jego nogę. To świetny koń. Z temperamentem. Młody, jako rzekłam. Te kontuzje mnie martwią bardzo.

    Naturalnie to doktor kazał go jeździć. Mam ambiwalentne uczucia - z jednej strony jestem szczęśliwa, że mogę dosiadać Hevena, a z drugiej - jest strach o kolejne odnowienie się kontuzji.
    Na padok nie wychodzi - bo zaprawił się właśnie na padoku.
    Już sama nie wiem co mam myśleć.

    No tak to dzisiaj było.
  • @tadman 22:00:17
    http://i47.tinypic.com/20r8qva.jpg

    Wklejam za Cyborgiem - ale tego obrazu z amonitami zanurzonymi w błękicie, co jest okurant i komilfo - ni ma :(

    Może Gryzia poszuka w necie?

    OŚWIADCZENIE

    Poza tym oświadczam, że trufle mię też dzyndzajom.
    Nie dzyndza mi poranna kawcia i papieroski. Ale przede wszystkim - przednia prawa Hevena.
  • @KOSSOBOR 21:42:32
    Masz kochana skandynawska klawiature, zeszta zaraz ci udowodnie : ø,Ø Ø
    æ, Æ, itd, to nastepuje rozdwojenie jazni, jedna chce zle napisac - moj, a druga nie lepiej muj. Tu zwyciezyla ta druga-

    A co wacham? Zebys wiedziala, ze wacham - mianowicie zime. Ona pachnie, ale zadko przychodzi nagle i mocno. A tutaj uderzyla w nos obuchem i obudzila szczeniece wspomnienia.
  • @KOSSOBOR 22:14:48
    A powiedz mi tylko, ty sie tulisz do Hevena? I kaszaneczke lubisz?
  • @jazgdyni 23:15:06
    No wiedziałam, że tak będzie!

    Jasny gwint! Heven tuli się do mnie! właśnie to sobie uświadomiłam.

    O kaszaneczkę pytamy nachodzących nas jehowitów, naturalnie.
  • @KOSSOBOR 23:23:18
    Oto cytata z naukowych opracowan:

    "Wampirella nie pije ludzkiej krwi, a jedynie końską. Jeden łyk wystarcza jej
    na kilka lat, przy czym dla konia takie "puszczanie krwi" nie jest szkodliwe. Autor zaznacza, że wczesne formy zadowalają się przytulaniem do końskiej szyi, jest to właściwie pseudowampiryzm."

    To plus ta kaszaneczka i ty nawet nie wiesz o tym, a jestes vampirella. Jak przekroczysz 150 lat, to trzeba bedzie na ciebie uwazac. Zebys nie zassala.
  • @jazgdyni 23:11:42
    W ciągu dalszym widzę również, że klawiatura robi Ci jako ten pomiot czarci ;) , ale już się nie czepiam.

    A my tu rozkoszujemy się spleenem sierpniowych wieczorów. Nieco dekadenckich. Pysznych.

    Odpisałam Ci na maila. Ale nie wiem, o co właściwie chodziło? Dzisiaj odpaliłam go jeszcze raz - i konstatacje te same. Odpisz mailem.
  • @jazgdyni 23:32:29
    No wiem, wiem, znam powyższy cytat, który był jeszcze powyżej. Alem nie miała czasu się odnieść.

    Było tu o teleskopowych górnych trójkach - bardzo ciekawe!

    A wiesz, że konie też mają kły?
  • @KOSSOBOR 22:27:56
    To straszne! Cyborginię wywiało. Bidulka, miała pierś z werkiem i to nie marki Ruhla tylko na 17 kamieniach. Duszyczkę miała też mechaniczną. Zostawiła robotę, a jej nie ma. Kto teraz zdejmie pranie, gdy zacznie padać w Rzeszowie. Kropka i Gryzelda już śpią. Chociaż, co tu po Gryzeldzie, kiedy ona cierpi na lęk przestrzeni i nie umie latać. Amonit musi być bardziej smakowity i wiele mówiący, bo w nim zaklęta jest historia, która śpi w każdym otworku pancerzyka, a błękit odwołuje się do otwartych przestrzeni akwenów czy przestworzy, budząc w widzu odwiecznego Tułacza z Zielonej Landii pisanej bez skandynawskiej czcionki. Ahoj! kurtularna przygodo!
  • @KOSSOBOR 23:34:29
    No wyslac wyslalem, ale na tym sie skonczylo. Teraz juz nic nie moge odbierac. Jestem na moim sluzbowym kompie i tu nie mam swojej poczty, tylko taka dziwna.
    Onic nie chodzilo. Tylko chcialem, zeby na Pawelka rzucil okiem specjalista, ktorego cenie. Jam mam jego abstrakcje, odpowiada mi w kolorach, a to jego pierwszy taki pejzaz, zafascynowany swiatlem Francji.
  • @KOSSOBOR 23:38:51
    Gdzie one maja te kly? Zartujesz.
  • @tadman 23:47:57
    Cholera! Czy one muszą się wszędzie wciskać?!
  • @tadman 23:47:57
    Ahoj, ahoj


    ps. kto sie wciskæ?
  • @jazgdyni 00:09:24
    No jak to kto? Tułacz Eskimos. :)
  • @jazgdyni 23:52:22
    I nawet nazywają się wilczymi zębami! Niekiedy się usuwa.

    To napisałam: "Ładny, trochę męczący... Zwłaszcza niektóra zieleń i niebo. Dół - taki sobie. Architektura - fajna. Coś mnie jednak hamuje w tym obrazie. Nie wiem... Może za jakiś czas Ci coś napiszę. "

    Znowu tam zajrzałam - zieleń... Niby rozmalowana, a jakiś kijowy schematyzm tam jest w tej zieleni.

    Niech maluje dalej - więcej wrażliwości /to, co zrobił w architekturze na tym obrazku/, niech oleje schematy. Bo jest jakaś schematyczna sztywność. Ale to nadmierne określenie. To obraz dwojaki - część jest wrażeniowa, a część wynika z "założeń". Olać założenia! Może to mnie w tym obrazie hamuje?

    Miasteczka francuskie w górach są przepiękne.
  • @tadman 23:47:57
    Tadziu! Toś epik liryczny! :)

    Skąd Ci się, u licha, wzięło to włosie /bardzo wyrafinowana metoda!/ i mordercze myśli?
  • @KOSSOBOR 00:15:46
    KOSSOBORku, dzięki za poglądową lekcję konkretu pomieszanego z niedookreśleniem. Cóż, fachura.
  • @jazgdyni 23:52:22
    http://www.equivet.pl/?action=prasa&artykul=art3
  • @KOSSOBOR 00:15:46
    dzieki, sporo widze podobnie.

    Powidz cos jeszcz o tych zebach i dlaczgo konie gryza.
  • @jazgdyni 23:52:22
    Wszystkie ogiery i wałachy , a nawet niektóre klacze mają kły.

    http://images1.fotosik.pl/52/axih60twcxczt3b2.jpg
  • @tadman 00:21:02
    Nie jestem w żadnym razie pejzażystą. Ale uwielbiam i podziwiam dobre pejzaże! Przepraszamy, Tadziu, za tę rozmówkę prywatną poniekąd, ale OZu nie ma tam poczty.

    @ OZu

    Może zdecydujesz się wkleić ten obraz tutaj, bo właściwie nie zachowujemy się grzecznie, tak gadając? O ile to nie jest prywatna sprawa /ale ilość adresów poprzedzających obrazek - świadczy, że chyba nie................/
  • @jazgdyni 00:23:04
    Konie to w ogóle małpy rude są. Z przodu gryzą, z tyłu kopią, a z grzbietu zwalają.

    Nie jestem znawcą końskiej stomatologii, ale taki wilczy kieł robi wrażenie - u nas jeden arab miał wilcze zęby, nawet dość spore. Co było szokujące, zważywszy na urok tego konika :)
  • @KOSSOBOR 00:38:29
    Pamietam, byl taki wiersz, co sie zaczynal - "O konski kiel sie sprawa rozbila..."
    Nie wiem kogo.
  • Moi Drodzy
    Dobrou noc!

    Idziemy ostro na 900, jak w Wielkiej Pardubickiej.
  • Líbí se mi to
    zdecydowanie nr 5

    http://www.sztukitera.pl/625/Sylwia%20Pawelc
  • @tadman 01:19:05
    Ale najpierw trzeba zdobyć 800 !
  • @KOSSOBOR 00:21:35
    Powaliła mnie poetyka : ...// spotęgowana tkliwość okolicy //....
    Koń jako tkliwy wampir o wilczych zębach. Chyba jestem biernym palaczem.
    Duje od Holandii.
  • @KOSSOBOR 22:14:48
    Ja się nie znam. I w ogóle mogę nie mieć racji. Ale co człeku pomaga, to koniowi też powinno? Ja bym (w sytuacji braku innej rady) rozcieńczyłą oliwką boswelię i smarowała chorą nogę (koniowi). Tylko dla konia, to bym jednak rozcieńczała, bo one, te konie, to zdaje się, wcale nie mają takiego "końskiego zdrowia".

    Reszta później i może nawet mi się uda amonita umieścić. Ale na razie muszę wrąbać salami (ono też surowe?), poprzytulać się z narowistym młodym i brać się do roboty.
  • @cyborg59 01:43:03
    Nieee :), no w tym wypadku to określenie medyczne - nadczułość śluzówki w pysku. Wiesz, tam, na górnej, bezzębnej krawędzi żuchwy, leży kawał ruchomego żelaza /wędzidło/ podczas użytkowania konia. Najlepiej jest wyobrazić to na sobie samym. Natychmiast wiesz, o co biega.

    U nas stale duje od kilku dni. Pranie fruwa po tarasie. Okna strzelają. Dynamit się płoszy - baran jeden.
  • @bez kropki 08:36:27
    No nie mają, a powiedzenie "końskie zdrowie" jest nad wyraz.

    Muszę rozczytać tę boswelię i zapodam Oli, naszej maestrze i właścicielce stajni.

    Salamiego w zasadzie omijamy. No ale rozumiem, że możesz mieć apetyty :) Te zdecydowanie idą w kierunku wampiryzmu /postwampiryzmu?/

    Przytulaj się, przytulaj, bo jak szkoła się zacznie, to z rańca będzie ino zamięsz, płacz i zgrzytanie zębów, na żadne pitigrili z bachorkiem czasu nie stanie.

    Lipiec mógłby trwać dwa miesiące, natomiast sierpień - trzy. Zwłaszcza ta druga połowa, spleenowata. Nie?
    Jestem przekonana, że w Niebie tak właśnie będzie.
    OZu naturalnie rozkoszuje się zimą - więc jak się postara - Szef zapewne mu zapewni.
  • @bez kropki 08:36:27
    Czy o tego chodzi ?
    [IMG]http://i45.tinypic.com/2rqm0yw.jpg[/IMG]
  • @KOSSOBOR 09:53:26
    Wiem ! Ale ja kocham wyrwane z kontekstu, dziwne znaczenia słów,
    zwrotów, zbitek. Bardzo dawno, nauczyłem się szybkiego czytania.
    Takie dziwne punkty w tekście, wymagające rozczytania powolnego,
    pchają się w oczy.
  • @cyborg59 10:46:30
    No paczpan, pełnia nad nami nie świeci a w Nim nadprzyrodzone zdolności kwitną. Witamy zatem kolejny przejaw nadwampiryzmu, postmodernizmu;), postwapmiryzmu na jajachbe. (Rozchodzi się o to, że bez ochyby trafiłeś "mego" amonita" w błękitach.)

    A że coś jest tkliwe, to ja się dowiedziałam od mego chirurga. Kolano tkliwe miałam:). Fajne, nie?:)
  • @tadman 22:00:17
    Darowanej oliwie nie paczy sie w kłyki! W ogóle, to wybaczcie, ale żebym nie pękła, to się muszę podzielić. Otóż pewna znajoma jednostka kompulsywnie jeździ po świecie i okolicy. Równie kompulsywnie przywozi stamtąd suweniry. A to irański szafran, a to indyjski pieprz i świeże mango, a to etiopska kawa, a to beskidzki pstrąg, a to jakiś tam kawior, a to toskańska (chyba) oliwa truflowa. Złota nie przywozi;(, ale kadziło i mirrę - TAK!:) (czyli boswelię i inne cuda natury). Dary te, jako rzadkie (tak w naturze, jak w czasie), bardzo sobie cenię. (Kiedyś młode wypaliło "Trzej królowie tu przechodzili" i tak się właśnie czujemy:).) Dodatkową przyjemnością jest iście dyletanckie delektowanie się smakami orientu i reszty świata w M2:). I sama już nie wiem, co jest lepsze: te intrygujące smaki/zapachy/właściwości czy królewska a serdeczna hojność z jaką jesteśmy obdarowywani.
    Nadto mam barbarzyńską przyjemność mieszania tych tak różnych smaków:).
    Jakby nie patrzeć - sama radość i każdemu takich "zbrodni":) życzę!
    Od innych znajomych mam warzywa z ogrodu (malinówki - pyyyycha, seler pachnący jak sztuczny - hihi - i inne takie).
    Podsumowując: JESTEM BOGATA:). Nawet jeśli wtrajam "tylko" makaron z serem i pomidorami:).
    A co do trufli, to wyglądają jak bobki Gryzeldy;). Gryzelda jakoś ma opory wobec czegoś takiego;). Woli wyroby nieco przetworzone;) i gotowe do użycia. Erzaców ci u nas tyle dokoła, że przynajmniej te smaczne nauczyła się cenić. Ale dość o tym. - Na jajach be ma nie być o polityce;). A skoro tak, to teraz z innej beki:
    Tak, amonit to zaklęta historia i dlatego muszę się gnieździć wraz z amonitami, trylobitami i czymś tam jeszcze, czego nie rozróżniam, ale młode tak, ale na szczęście są to skamieliny - nie biegają po chałupie i tego się trzymam.
    Tak więc nie ma wyboru - ahoj kultu..., chulthu..., kurturarna... kurtularna przygodo!
  • @bez kropki 15:27:51
    "Podsumowując: JESTEM BOGATA:). Nawet jeśli wtrajam "tylko" makaron z serem i pomidorami:)."

    Uuu... Bez czosnku albo cebuli? Wracz' zakazał?
  • @tadman 16:48:28
    "Bez czosnku albo cebuli? Wracz' zakazał?" Panie, żeby to jeszcze wracz! Jest gorzej(?). To bowiem mój ustrój (w sensie, że organizm, nie że polityczny) protestuje przeciwko czosnkowi i cebuli... Obciążenie rodzinne czy zmiany wywołane czynnikami środowiskowymi?? Nie podjemuję się rozstrzygać tej kwestii, bo Słonko zachodzi, to muszę zęby w coś wbić. Dawno już nic nie jadłam...
  • @bez kropki 19:08:12
    Ahoj Jajcarze !!!!

    Polarnik Ozu na chwile odzyskal kontakt ze swiatem. Jestesmy juz tak daleko na polnocy - 78N, ze satelit schopwal sie za horyzontem i musimy sobie pomagac, wyginajac fale.
    Ale ciesze sie, ze choc na chwile wpadlem, bo mialem tkliwosci mozgu.
  • @bez kropki 15:27:51
    Piękne! Przyjaciele to bogactwo! Reszta jest miłym dodatkiem. Tak czymać!!!
  • @bez kropki 19:08:12
    Nooo, Paaaaniiii.... Toż to są KLASYCZNE OBJAWY WAMPIRYZMU! Czosnkowstręt i cebulowstręt. I również ciemne okulary, naturalnie. Tak więc nasz legendarny ooO , przysłaniający zazwyczaj zmęczone oczy agenta ciemnymi okularami agenta - kwalifikuje się jak najbardziej.

    W tajemnicy Wam powiem, że Madame, jak przyjeżdża do stajni - zawsze ma na nosie ciemne okulary... Kiedyś nawet dała mi je potrzymać - ale tylko na chwilę. Naprawdę.
  • @jazgdyni 19:33:06 & All
    A czyż to nie mogłoby być o naszej Madame, jeno w wersji maskulinistycznej, by tak rzec?

    http://www.youtube.com/watch?v=IqdAbnnQm14

    I tak nas zacuka po powrocie z Transylwanii, więc użyjmy se, a co nam tam!
  • @KOSSOBOR 19:57:28
    A tam zacuka! Narpiw sie chyci za głowe a potem za pilnik. I z tym pilnikiem w ręce będzie za nami ganiać i kłyki nam spiłowywać. Zróbmy se zatem teleskopowe. Naukowo i niedrażniąco oraz niealergicznie (dla uczulonych na wampiry). Okularków się naturalnie nie pozbywamy. Podobnie jak upodobań kulinarnych (tomaty - tak, salami - teeeż; cebula i czosnek - nieeee, nad metką i tatarem jeszcze podumamy).
    Pocieszam się nadzieją, że Mme ganiać za nami będzie bez piany na ustach. A jak już, to tylko i wyłącznie z pianą po paście do zębów. Bez fluoru naturalnie, bo ze Stefanem F. nikt z piaskownicy i reszty świata nie życzy sobie mieć do czynienia.
    I od razu pocieszę bardziej: jechałam se dziś autem i mnie tknęło. - Taka piękna kopara dziś jechała przede mną! Takom opatkom do piaskownicy zasunąć - noooo, to by było COŚ. Najbardziej chyba dla Januszka, bo on lubi takie różne werki możliwie duże i hydrauliczne a do tego na dizla.
    Na próby spiłowania kłyków będziem się zatem opędzać. Opatkom. Samobieżnom. Amen.
  • @jazgdyni 19:33:06
    Uuu! Jak za dawnych czasów; łączność jonosferyczna, o zachodzie !
  • Zawiązanie ponowne akcji
    Babcia szturchnęła w bok śpiącego na otomanie dziadka. Dziadkowi chrapanie uwięzło w gardle, lekko krztusząc się podniósł się na łokciu i nieprzytomnym wzrokiem potoczył dookoła.
    - A to ty Nińciu!
    - Mam poważna sprawę. Czy nie zauważyłeś, że Tadzinek bardzo dziwnie ostatnio zachowuje się?
    - Nie, a bo co?
    - Od trzech dni robi mi co chwila inspekcję w kuchni, myszkuje po spiżarce i w kredensie.
    - Może po tej owsiance nie doszedł jeszcze do siebie" Hmmm.
    - Eee tam! Zrobił się jakiś podejrzanie przymilny i codziennie przepytuje mnie co będzie dzisiaj do jedzenia.
    - Wiesz interesuje się szczegółowo jadłospisem i to na cały dzień.
    - No, to bardzo dziwne. Musisz go Nińciu wziąć sprytem.
    - Już ja wnusiowi pokażę kto tu rządzi - powiedziała babcia, ale dziadek tego nie usłyszał, bo zaczął znowu chrapać.
    Babcia wkroczyła do kuchni i zauważyła, że Tadzinek odskoczył od spiżarki udając, że skacze na jednej nodze.
    - Babciu a co dzisiaj będzie na śniadanie?
    - To co zwykle, a więc kawa 'dobrzynka' z mlekiem, słodka bułka z masłem i dżemem wiśniowym i papierówki.
    - A może chcesz wiedzieć co będzie dzisiaj na obiad?
    - A co będzie?
    - Twoja ulubiona zupa kalafiorowa, a na drugie kotlety mielone z młodymi ziemniaczkami i mizeria, a na deser kompot ze śliwek.
    - A mogłyby być gołąbki w sosie pomidorowym?
    - Raczej nie, bo zanim wstałeś byłam w mięsnym, kupiłam mielone mięso i teraz czeka w spiżarce by je doprawić, dodać cebulki, obtoczyć w bułce tartej i usmażyć. Jak wrócisz z podwórka to wrzucę na tłuszcz i podam takie z patelni. A gołąbki mogą być zaraz po niedzieli, może we wtorek. Dobrze?
    - Dobrze.
    Babcia zakręciła się szybko koło kuchni i naszykowała Tadzinkowi śniadanie, a sama poszła do Graczyka kupić bułki dla dziadka, o których zapomniała, a przecież dziadek szedł po południu na ferę.
    Babcia za drzwi, a Tadzinek do spiżarki. Mielone mięso stało w misce przykryte ścierką. Odkrył ścierkę, z kieszeni wyciągnął jedną garść, a potem drugą drobno pociętego końskiego włosia i całość wymieszał. Miskę przykrył ścierką, umył ręce i zasiadł do śniadania.
  • @tadman 20:17:25
    Tadzinek się po prostu szykuje na szefa kuchni w ekskluzywnym restoranie.
    Niestety, dziadek po bułkach z polepszaczem dostał tkliwości w żołądku i reszcie przewodu pokarmowego. W związku zestem przeszedł na dietę - sucharek (najlepiej maca) i biała herbatka. Mięso mielone (z wkładką) zostało jako danie do wmuszenia w Tadzinka i resztę dzieciarni (żelazo! nie mylić ze srebrem!!). Tadzinek ściągnął dziadkową pęsetę filatelistyczną oraz babciną igłę. Nie pomny na odgłosy dobiegające zza okna (spleen, piaskownica, mechaniczna opatkaw ruchu i biegu), kolekcjonował kawałki czarnego włosia nieznanego pochodzenia. Wybierał je z kotleta.
    Tak, tak "nieznanego pochodzenia", bo dziadkowa tweedowa marynarka (odrzut z eksportu a może nawet eksport z Londynu) nie była tym rodzajem włókna, które byłoby pokrewne czarnym krwiożerczym kłakom. Na koniach dziadek w onej marynarce nie jeździł. Czarny kudeł rozrósł się i uelastycznił w świeżym, surowym mięsie... Przypalił się tylko ciut, ciut, gdy jednym (rosnącym) końcem dotknął był srebrnych szczypczyków do cukru leżących trochę obok a trochę poniżej...
    W Draculowie ziemia osypywała się do leja...
    Chronione nietoperze uciekały piszcząc jonosferycznie.
  • @tadman 20:17:25
    Ti jest ludziska NIE-SA-MO-WI-TE. Kompletna flauta. Ani zmarszczki na wodzie. Powierzchnia oleista lekko pofalowana, ciemna oliwka. Majestatyczne góry o fantazyjnych kształtach, lekko seledynowe. Wczoraj było tajemniczo mgliście, a dzisiaj superrefrakcja i widać na 10 mil. Warto żyć dla takich momentów.

    ps. znowu na swoim pudełku piszę i Hania przestanie się wyśmiewać.
  • @jazgdyni 19:33:06
    Wygiąwszy tedy kilka fal i poczuwszy nieprzepartą tkliwość mózgu, nasz legendarny ooO popluł w klawiaturę i zaczął pisać: "Muj łełe piwojej żadko ..."
    "Cholera!" - pomyślał. "Ta klawiatura jakaś dziwna..."
    Spróbował jeszcze raz: "Muj łełe piwojej żadko..."
    "O żesz ty pomiocie czarci!"

    Postanowił odprawić egzorcyzmy nad pomiotem.
    W tym celu udał się po lodzie do swojego wielkiego przyjaciela, zasmarkanego wiecznie kurdupla - Małej Płetwy.
    Mała Płetwa tkwił w nirwanie, przywdziawszy kiereję z pomarańczowego, sztucznego misia. Bowiem zmienił w międzyczasie wyznanie. To pomarańczowe zdało mu się bardziej komilfo na te nowe czasy.
    Jak już wiemy, pomarańczowy kolor ooO nie mógł zaskoczyć, jednak doprowadzenie Małej Płetwy do przytomność /jakiej - takiej/ zajęło mu dobrą dobę.
    O szczegółach doprowadzanie nie będziemy tu rozprawiać, bowiem są to oczywiste tajemnice służb - jak błyskawicznie wyjść z upojenia. Alkoholowego i innego.
    Dość, że ryki trzeźwionego właśnie Małej Płetwy skruszyły pobliskie góry lodowe.
    O egzorcyzmach nad czarcią klawiaturą naturalnie nie mogło być mowy - gdy ooO zdało się, iż Mała Płetwa spojrzał nieco przytomniej, ten zaraz usiadł do swojego kompa i odpalił wiadome relacje z brazylijskich lupanarów, jednocześnie zaniósłszy się płaczem na widok sponiewieranego sztucznego misia w kolorze niegdyś pomarańczowym.
  • @jazgdyni 22:31:29
    Tja........ Ti ti ti ti ti

    Ściskam wszystkich i letem do pracowni.

    OZu, zrób zdjęcia!!! I pokażesz nam, gdy wrócisz. Zrobim zlot wampirów na zameczku u Glorii. Madame pokaże palowanie, a Ty - zimną flautę. Patronować nam będzie cher cousine Vladeczek. Tylko Frau proszę cieplej przyodziać!

    Ty zobacz, co nam z niebożęcia Tadzinka wyrosło!!! :{{{ Już się boję! Cichy zabójca Stefan Fluor to małe miki przy tym dziecku!

    A oto On, cały On - nasz Tadzinek:


    http://www.youtube.com/watch?v=DXiNhBB3noQ


    Coś chyba mię się dzisiaj odwrotnie na mózg rzuca z pciami, jasny gwint - ale to wszystko przez ciśnienie i ten spleen wiadomy.
  • @tadman 20:17:25
    Tadziu! Bój się Boga!!!

    Ty wiesz, jaka przyszłość Cię czeka?! Ty póki czas się zmień!

    http://www.youtube.com/watch?v=Pvgm3rXc7tA&feature=related

    Drab jednak się zmienił i został warszawskim dorożkarzem. Tak, to ten facet, który zbierał suchy chleb dla konia. Konie czynią cuda.
  • @KOSSOBOR 22:42:55
    pomarnaczowy mis przyjrzał sie swemu , naturalnie pomranczowemu, odbiciu w lustrze nader krytycznie. futro bylo raczek w kolorze gray-pomrancz.
    - chyba przed pujsciem do pracy podskocze do mallu tytanowa opatka i wezme kompiel w krenciole express, a w mienczydzasie zrobie zakupy lub zjem pizze albo kfcyf.
    co zamiarowal to zrobil. kiedy zrobil pierwsze wynurzenia za zakrentu to napatoczyla sie staruszka w okularach i olasce. sporzala, przetarla okulary i oczy, zrozumiala ze widzi misia nie misia wiec wrzasnela i zaczela naiwaniac pomrancz laskom, az sie zasapala a mis bronil sie ze czepania nie zamawial po czym, odrzucila laske i biegiem oddalila sie w inna strone. lekko obity mis poszedl odebrac wypranego misia. wisial ladnie na wieszaku i byl jasnopomarancz z nutom zielonego melona.
    czyszczycielka zarzondala kwitu, ale kwit wyczepala babcia.
    bes kwitu nie moge wydac - biadolila pani ekspress.
    nuale ja tak nie moge isc do pracy bo mie komputer nie wpusci do roboty.
    dobra dam panu polowe pomranczy, a drugom po poludniu, ale cena bedzie dwa razy wysza i jak bedzie pan przy komputerze to niech pan dupom nie swieci bo on nie wpusci.
    pani wziela nozyczki i urzla pol pomranczy. wiekszom se zostawila a drugom dala misiowi. mis sie ubral ale dyndalo mu to i owo
    wienc skolapsowal w sobie i upodobnil sie do kartofla niskoskrobiowego.
    turlajac sie do wyjscia nadzial sie na automat do pzodujoncego organu prasowego nabyl go, a ze byl dzisiaj pierwszym klientem zostal w nagrode spryskany perfumkami na 100% spirytusie. spirytus wpadl w oko misiowi i zrobil mu duze qq.
    pomrancz, a wlasciwie jego mniejsza polowa juz w formie RAZa szarpla sie do przodu z dzikim rykiem i wpadla pod te zlyzkom i zostala zglajszachtowana. wsczonsnienci widzowie mogli zobaczyc za kfcyf tak szybko sie nie trawi , bo byl jak ze zdjencoa nad kasom.
    za chwile po misiu zaczeli wszyscy jezdzic, ale on znosil to ze spotoickim spokojem bo bylo mu juz to obojetne. nawet zrezygnowal z drugiek polowki pomranczy.

    ja oswiadczam, ze pisze zawsze bardzo powaznie i sierioznie i chcialem cos jak kropka albo kosso napisac ale mi sie klawiatura zbiesila wywalila banner na ktorym stalo
    'mowimy przecz tandetnym komentatorom nie pasram'

    ozu jusz bedziesz przedostatni. :))
  • @KOSSOBOR 23:12:48
    Ile osób zamordowała Agatka? Marek Walczewski muchy nie skrzywdził.
    A Linda Blair była dzieckiem.
  • @tadman 23:21:30
    Masz umnie Nobla. Nie rzartuje. To była rewelka wysokokotanowowodoryczna. Musi kosztowało cię srogo i będziesz miał nocne mary.
  • @jazgdyni 23:57:18
    OZu, numer z perfumkami, szczypaniem w gały, widokiem treści żołądkowej zerżnąłem bezczelnie. Ciekawe czy pamiętasz z czego?
    Mary to mam codziennie, bo na nich śpię. ;)

    Dobrou noc
  • @tadman 00:10:11
    Czekaj, czekaj... chodzi mi po głowie, czekaj.........
    No i teraz mam noc przez ciebie przerąbaną, bo będzie ciężko wyłączyć główny komputer.
  • @tadman 23:21:30
    Tadziu! Za qq i nie pasram - masz u mnie trzy wódki i kwiaty!!! Umieram ze śmiechu, sąsiedzi zapewne się gorszą, boć to druga w nocy jest.
  • @jazgdyni 23:57:18
    OZu, rzarty rzartami - ale jak Tadziowi tak zostanie???!!!

    To pa, dziewczynki i chłopcy. Tadziu sypia na marach jak pełnokrwisty /???/ wampirellus, a mamusia spada do koja, bo rano - na koń! Juhu!!!

    Śpijcie dobrze i spokojnie. Oraz upojnie. Takoż - przystojnie. I w ogóle, oby nam się! A nie - to nie ta okazja. To jednak pa.
  • @jazgdyni 00:35:13
    Kybernetycky banan !
    Ty u