Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
224 posty 8257 komentarzy

Jaja bzdyklaczy cz.IV

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W kazdym razie jedno jest pewne - jaja były, są i będą.

 Siedzi fizyk na katodzie,
moczy nogi w kwaśnej wodzie.
Pisze dwóje w stanie wolnym,
moczy pióro w kwasie solnym.
Jak dostaniesz cztery dwóje,
dziennik zaraz wyparuje.

KOMENTARZE

  • Zamknięcie, które jest otwarciem
    Honoratka leżała na kontuarze, myśłała intensywnie pogryzając kopiowy ołówek, od którego usta miała fioletowosine. Obfite piersi wylały się jej na krzyżówkę, więc zniecierpliwiona upchęła je na swoje miejsce. Honoratka ostatnio wzięła się zamiast za krzyzówki z "przyjaciółki" za te z "przekroju", bo chciała doszlusować do tych klentów, co odbierali towar z zaplecza. Hasło, które sprawiało jej dużą trudność brzmiało - zamknięcie, które jest otwarciem.
    Może to TY Drogi Czytelniku wybawisz z opresji naszą ulubioną sklepową.
  • @
    Witojcie Syćkie!

    W ramach programu dokumentacyjnego właśnie wróciłam z "Przystani". Szprotki - bossskie!!! Niestety, ponieważ powoziłam, przeto nie mogłam pobrać wódeczki, choć nasza pogoda wręcz się tego domaga.

    Ale - najchętniej posiedziałabym tam z Wami! Jeno przy pogodzie i na dworze, bowiem w środku palenie jest verboten no i człowiek przechodzi fryturą. Czego nienawidzę, jak psów!
    Popatrz, Ewuś, w Zooschwitz niczym nie przeszłyśmy! A frytki byli jak drut! Hej, na te małe zeberki musimy pojechać. Teraz już z całą pewnością się wykluły! Może w środę? Ale nie będę miała auta :(((

    OZu - to kiedy, uprzejmie, Cię ujrzymy na żywca? Jak już się wymoczysz w tych gaciach pławnych z dwugarbów? Każesz nam czekać i czekać na siebie, jak jakaś, z przeproszeniem, hrabinia.
  • @sigma
    ***** i dzięki za wierszyki, które skrzętnie zbieram.
  • @KOSSOBOR 00:22:31
    Małe zeberki z frytkami ! Paluszki lizać. ;-))
  • @KOSSOBOR 00:22:31
    Haj Kossodrzewino !!!

    Radzę Ci już powoli się zabierać za materiał dokumentalny: "Śladami kulinarnych doświadczeń Oza".
    Bo mógłbym jeszcze napisać o kwaśnicy w górskiej chacie, jak się od Rumi wjeżdża do Gdyni (czernina też tam warta spróbowania), o monstrualnym kotlecie schabowym w "Swojskim jadle"", niestety zlokalizowanym na przeciwko Urzędu Skarbowego, co nieco psuje apetyt. O fantastycznych siejach, sielawach i przede wszystkim moich ulubionych okonkach w marnym baraku w Borkowie za Żukowem. I też uwaga - trzeba jeść tylko na zewnątrz, bo w środku kuchenne zapachy zabiją oskomę.

    Czyli Ozu jest praktykiem. Zawsze otwartym na dobrą kuchnię. Jedna obsuwa likwiduje zakład żywienia zbiorowego z ważnej listy punktów wartych odwiedzenia. A do "U Ewy" w Sasinie zawsze każdemu warto się wybrać.
    Tfu, na kryptoreklamę to wygląda.

    No lete rozprawiać się z Coryllusem. Ten cham nazwał mnie ( mnie? MNIE ???!!!!) trollem. Podwarszawski prostak.
  • SIGMA NASZA KOCHANA
    Co myślałaś jak pisałaś pierwsze "Jaja bzdyklaczy"?
    Takiego hitu jeszcze w blogosferze nie spotkałem. Aczkolwiek o czymś takim myślałem proponując Klub Dyletanta.
    I jakie cudowne przewietrzanie pamięci. Komórki, które wydawały się już na zawsze zamknięte nagle się otwierają, zostawiając na języku szczypiący smak orężady. TO- JEST-CUDOWNE!

    Dzięki Ci za to.
    I wszystkim współtwórcom, których tutaj zdążyłem pokochać.
  • @jazgdyni 07:39:16
    Hania określiła go krótko a trafnie - syfon.

    Też miałem z nim scysję na niepopkach. Nie użyłem żadnego ze słów uznawanych za nieparlamentarne, a on poleciał inwektywami; widać, że uderzenie było celne. Jeśli odsiać figury erudycyjno-stylistyczne, to pisze dobrze a często i celnie.
    Cierpi ostatnio na syndrom oblężonej twierdzy, bo rozszerzył swoje blogowanie np. na nicek.info i tam go zbluzgano za malkontenctwo.
    Pewnie dlatego Ci się oberwało, a swoją drogą to OZa tak spostponować, no nie uchodzi.
    Idę obejrzeć.
  • @jazgdyni 07:44:43
    Zaletą i synonimem trwałości tej struktury jest wielość bytów, a nawet światów, doprawionych tak sporą dawką wariactwa, że cokolwiek by się napisało, nawet dość luźno związanego z latami pięćdziesiątymi, to i tak każdy pucelek wskakuje i wpasowuje się w całość. Nie wiem jak inne docenty, ale ja powoli już nie ogarniam tego. Może by spis person i ich współzależności wysmażyć, hę?
  • @tadman 09:29:28
    Wbrew pozorom tych bytów nie ma aż tak dużo. Jednakże się przenikają, wędrują i przepoczwarzają. A scena jest naprawdę duża i tak nie widzę, by ktoś, będący świadkiem tamtych czasów opisał to z perspektywy półwiecza.
  • @jazgdyni 07:39:16
    Witaj w klubie !
    @#$%-nych przez literata który w kontaktach internetowo-bezpośrednich
    nie toleruje jakiegokolwiek odstępstwa od JEGO zdania.
  • @tadman 00:11:00
    Tadziu, od rana zagadki; litości! Poza tym nie podałeś na ile liter jest hasło i czy pionowo, czy poziomo. I że trzecią litera jest z. Chodzi o drzwi?
  • @KOSSOBOR 00:22:31
    Ty zdajesz sobie sprawę z faktu, że ja nawet nie bardzo wiem, gdzie ta "Przystań" jest;)
    Pamiętam, jak Tata opowiadał, że przed wojną codziennie chodził na małą czarną do kawiarenki gdzieś na Starowiejskiej; mial tam ulubione miejsce i oczywiście jego pies też mial prawo wstępu:) Gdzie te czasy?
    A do zoo z chęcią - jedno auto wystarczy na nas dwie. To kiedy?
  • @Iza 00:44:19
    Dzięki:)) A może byś podrzuciła jakiś wierszyk ze swoich zbiorów na początek przyszłościowych jaj b.cz.V? Bo mnie się zapas wyczerpał ;(
  • @cyborg59 03:02:59
    Jak nie pinczerki, to zeberki - coś w końcu trzeba wrzucić na ruszt;)
  • @tadman 09:29:28
    Jakieś wesołe (lub koszmarne!) opisy "person" jako nieobowiązkowa część
    sagi może być. Tylko że postaci były animowane i stylizowane przez wiele osób. Mamy różne widzenie.
    Tylko nie chciałbym wyznaczać ram postaci ; to natychmiast zabija rozwój.
  • @jazgdyni 07:44:43
    Łomatko! Pierwszy wywiad typu "Co autor mial na myśli pisząc "jaja b.", a ja nie przygotowana! Co ja takiego mogłam wtedy myśleć?
    Czy już nie pora na zmianę oleju? Jaki jest sens istnienia? Gdzie jest u licha mój ulubiony polar? Dlaczego jest tak zimno? Co dziś na obiad? Dlaczego znowi mi jakaś świnia zamknęła nie założoną ksiązkę?
    No, w każdym razie, jedna z tych rzeczy na pewno pasuje.
    Ja też dziękuję wszystkim współautorom, bo właściwie to trochę mi przypomina takie przedwojenne, codzienne pójście na tę małą czarną i pogaduszki do ulubionej kawiarenki:)
  • @tadman 09:29:28
    Oj, chyba spis i te współzalezności zajełyby nam tyle samo miejsca, co same jaja. A co się będziem przejmować:) W razie potrzeby jakoś same wyłażą z kątów;)
  • @jazgdyni 09:52:27
    Cher cousine Alphonse był mitomanem erotomanem i jako taki bił na głowę wszelkich wędkarzy pospolitych, co to z 10-centymetrowej płotki robią dwumetrowego szczupaka. Co ciekawsze, jakiś zybcyk w umyśle kuzyna sprawiał, że najdalej po trzecim powtórzeniu i dopieszczeniu kolejnego wspomnienia z życia, wierzył święcie w każde swoje słowo!

    Poza tym był histerykiem i hipochondrykiem. W sumie stwarzało to postać, która mogła przyprawić o ból głowy każdego, kto się z nią styka.
    Dlatego też całkiem szczerze wspomniał owe 60 hektarów zapylonych bez zadyszki jabłonek.
    To że w realu nie rozpoznawal kwitnącej jabłonki od gruszki czy śliwki w niczym nie zmieniało jego głębokiego przekonania o własnych, nadzwyczajnych wyczynach.
  • @Iza 00:44:19
    Izuniu, a dołączże do nas!!! Możesz swoje pomysły spokojnie tu wieszać. Nawet od rzeczy. My i tak nawiążemy :)))
    Popatrz - starczy, że OZu wypsnie się jakieś niewinne słówko i już akcja toczy się potoczyście.

    Ewa wrzuciła napełnianie syfonów - ooo, to piękny temat! U nas były cztery takie do noszenia do punktu napełniania gazem. Baaardzo ciężkie... No i działały bezbłędnie do połowy butli. Potem - zdychały. a jeszcze bardziej potem - wyłamywała się plastikowa "naduszka" na palce.

    No i miałaś ochotę, by przyjechać na EURO o 3miasta? Zachęcamy!
    Co nie? Ewuś?

    /Pamiętacie tę frazę: "co nie?"/
  • @cyborg59 03:02:59
    O to, to!!! Małe zeberki z frytkami! A OZu tu banalnego /choć legendarnego!/ schabowego podrzuca!

    To i Ty może przyjechałbyś na czas EURO do Zoppot?

    Zooschwitz wita!
  • @sigma 11:04:46
    Jak to dobrze, że nie mam zwyczaju pijać czarnej kawy przy komputerze.

    "Dlaczego znowi mi jakaś świnia zamknęła nie założoną ksiązkę?"

    "Poza tym nie podałeś na ile liter jest hasło i czy pionowo, czy poziomo.."
    Czy pionowo coś zmienia?

    Nie drzwi tylko pass, szczególnie trzecie, a czwarte też.

    A tak btw, to współautor miał na myśli, że zamknięcie III jaj.be było równocześnie otwarciem IV jaj.be.

    Moi Drodzy, ale teraz musimy być poważni bardziej, bo IV, to jest to na co czekaliśmy i czekamy. Jak dojdziemy do V, to już będziemy u siebie?
  • @jazgdyni 07:39:16
    Nie ma sensu wchodzić w spory z Coryllusem. No ale Ty mnie nie słuchasz!!! A już Ci kiedyś mówiłam - znaczy pisałam. To syfon. Należy tylko czytać.

    W Chmielnie nad jeziorem jest knajpa, w której podają GÓÓÓRĘ sielaw!
    Ale prawdziwą tajemnicą przyjemności kulinarnych jest TOWARZYSTWO.
    Jak se człowiek sam pojedzie - to do kitu jest. Nagie żarcie - bez sensu. To i kanapkę z żółtym serem można zjeść /pamiętacie - w 1953 i dłuuugo potem był tylko jeden gatunek - nieśmiertelny tylżycki/, zamiast tracić czas i pieniądze na te specjały pobierane w samotności. Ja nie wiem, OZu, ale mnie to jakoś nie kręci. TOWARZYSTWO!!! Wtedy nawet ciepła wódka może być.
  • @tadman 09:22:17
    Tadziu & All - to chodźcie, też bądźmy syfonami!!!

    Potrzeba rozpropagowania Jaj.be!!! Reklama!!! Recenzje!!! Cy cóś.
  • @tadman 09:29:28
    Ewuś kiedyś dała taki spis - gdy nam się pierwszy raz pokręciło i przestaliśmy ogarniać. Ale to w zasadzie nic nie daje. Nie ograniczamy się przecież. Bo po cholerę? Powtarzam: duch lytracki tchnie, kędy chce!
  • @sigma 10:29:13
    Kochanie - do "Przystani" możemy się wybrać! Gdy B. będzie żeglował całą nockę po morzu. Jeno musi być cieplej, coby na zewnątrzu siąść.

    Co sądzisz o środzie, jeśli idzie o Zooschwitz? Moje auto będzie u doktora :(

    A może pomyślimy o rajzie po Kaszubach? To cudowna kraina.
  • @sigma 10:39:17
    :)
    A wiesz, że moja mama i jej znajome miały żelazny zwyczaj kawiarniany? Co tydzień! Albo kawiarnia w Grandzie /to zazwyczaj po fryzjerze, panu Kazimierzu/, albo Akwarium we Wrzeszczu. Nie mówiąc o lodach u Włocha w Zoppot. Bachory były zabierane! :)
  • @sigma 11:04:46
    Jednakowoż mała bzdyklaczka dziwnie do cher cousine'a Alphonse podobna...
  • @KOSSOBOR 11:43:12
    Kiedym ciekawa, co się wykluło w zoo:) Środa może bec.
    Odwołałaś koniki z wtorku? Nb.tak się zastanawiam, bo może we środę po prostu jednym samochodem pojedziemy na koniki?
  • @KOSSOBOR 11:23:23
    Piaskownica była przysiądnięta ze wszystkich stron przez poważne towarzystwo. Z marsem na czole bezjedynki i Januszek oglądali nawzajem swoje klasery wymieniając niewiążące uwagi na temat ewentualnych zamian.
    Wycięte po barbarzyńsku z listów ojca znaczki z królem Jerzym VI budziły średnie zainteresowanie, chociaż w końcu król to król. Zawsze lepszy od kogoś, kto krolem nie jest. Pomijane obojętnie były znaczki z uwiecznioną przodującą klasą robotniczą, czy Bierutem. Oczywiście żadne z młodocianych filatelistów nawet do ręki nie wzięłoby znaczka szwabskiego! Klasery poniemieckie z tonami hitlerów i hindenburgów we wszystkich kolorach mogly służyć najwyzej do ciskania w tapira, żeby przestał ryć w grządkach z truskawkami. Natomiast każde z nich chciało być posiadaczem jakiegoś znaczka ze zwierzątkiem! Za wszelką cenę!
  • @tadman 11:32:28
    Pionowo zmienia wszystko;)
    Pas - no popatrz, jacy uni w tym przekroju brydżowi. Niech im będzie na piwo.
    Tak, widziałam ten komentarz ŁŁ u coryllusa - bardzo dla chytrusa charakterystyczny. No i koneksje- kto u kogo bywał...

    Dlaczego w jajach b. nr 5 mamy dopiero być u siebie? a teraz u kogo jesteśmy?
  • @jazgdyni 09:52:27
    Kuzyn Alphonse powoli wracal do świata żywych. Jednak powrót zakłócały mu jakieś dziwne wrażenia. Jakby mu ktoś po twarzy szorowal mokrym ściernym papierem! O, a teraz po szyi! Towarzyszyło tym dziwnym zjawiskom sapanie i mlaskanie. Kuzyn przyśpieszył ocykanie, żeby choć trochę zacząć kontrolować niepojętą sytuację.
    Kiedy jednak uchylił powiek, zamknął je czym prędzej, bowiem w tejże chwili ze smakowitym mlaśnięciem papier ścierny raz jeszcze przeleciał mu po twarzy!
    Otworzył jednak znowu oczy, kiedy poczuł, ze kieszeni jego eleganckiego tużurka są brutalnie penetrowane przez nieznanego rzezimieszka.
    No tak! Kiedy zobaczyl oddalający się świńskim truchtem zadek tapira oblizującego się wciąż smakowicie po znakomicie wysmażonym jajku sadzonym, pojął wszystko! Tapir gwizdnął mu też z kieszeni torebkę z jego ulubionymi mordoklejkami!
    Kuzynowi prawie wróciły już wszystkie zmysły, kiedy monstrualna pszczoła wychyliła się z okna i ze smutkiem oznajmiła, że nie może się dodzwonić do pogotowia.
  • @KOSSOBOR 11:23:23
    Jeszcze jest bardzo dobra fraza: No, coś ty!?
  • @sigma 15:22:01
    I: "ja nie mogę..."

    Odwołałam już w piątek. Kochanie - to Zooschwitz - środa. Organizacyjnie będzie lepiej. A do piątku może moje auto się wyleczy i będzie git ;)
  • @sigma 14:59:29
    Kolekcje tematyczne to było to. Powiew świata. Kupowanie celofanowych
    kopert z "gotowcami" tematycznymi było niemoralne. Zdobywało się listy
    ludzi mieszkających na całym świecie gotowych odpisać i przykleić ciekawy znaczek. Ubecja infiltrowała filatelistów z wiadomych względów.
    Ojciec słusznie uratował "Hitlery" przestemplowane na Pocztę Polską.
    Były "wstydliwe" , nienawidzone, niszczone. Obecnie jako ciekawostki
    dość wartościowe.
  • @cyborg59 21:43:59
    A byli jeszcze filumeniści - całkowicie zapomniane hobby, bo w końcu teraz na pudełkach od zapałek nie ma już nalepek. Pamiętam swoją kolekcję nalepek z grzybami;)
    Natomiast syn zbierał pudełka po papierosach. Też teraz już chyba nieistniejące hobby.
    Podobnie jak zbieranie butelek po alkoholach;)
  • @sigma 22:19:00
    Nalepki zapałczane też gdzieś mam.Najstarsze były z takim czerwonym(?)
    rdzawym słoneczkiem z promieniami. Ale, ale ! Mam gdzieś kolekcję
    zapałek reklamowych papierowych, otrzymanych od kolegi mojej starszej
    siostry( w 53r była dorosła!), marynarza. Po latach doczytałem Hiszpański
    na reklamach i zrozumiałem rysunki i uśmieszki dorosłych. Zanim poszedłem
    do szkoły kolekcjonowałem reklamowe zapałki burdeli latynoskich !
  • @cyborg59 21:43:59
    Czy masz może namiary na zaufanego filatelistę w 3mieście?
  • @sigma 22:19:00
    Dla mnie najcenniejsze były pudełka od zapałek baltonowskie - z tym radosnym marynarzem niosącym prezenty.
    Gdy opisywałam powrót ooO na pompie do Polski i te małe na plaży - to właśnie ten obrazek miałam na umyśle :)
  • @sigma 22:19:00
    Ewa, czy zielone szparagi się obiera? Pilne!
  • @cyborg59 23:18:23
    Cyborgu ! Ostrzeżenie, ty hieno marynarska. To w walce ze streotypami typu: marynarz --> burdel. Prawda logiczna była taka, że schemat był: marynarz --> dostęp do burdeli. I było to okropnym powodem do zazdrości wszystkich męskich szczurów lądowych. Fakt, że po przepłynięciu Kanału Kilońskiego wizyta na St. Pauli i Reeperbahn była obowiązkowa. Lecz tylko w celach turystycznych a nie seksualnych. Sic.
  • @KOSSOBOR 02:50:30
    Nie kradnij - to JA miałem ten obrazek w głowie, gdy opisywałem powrót o:0 ( rany kiedy w końcu nauczycie się prawidłowych stopni agenckich !!!).

    Ty, za to, obrazek rozszyfrowałaś. Ot co.
  • @KOSSOBOR 02:51:18
    Obiera się.

    OSTRZEŻENIE !!!

    W całym swoim, dość długim życiu nie byłem na nic uczulony. Mogłem jeść żyletki, a szklanki i kieliszki, jak stary Kozak, nawet próbowałem.

    Tymczasem, w zeszłym sezonie, natrudziliśmy się obieraniem, którego nienawidzę, pęczków soczystych i odpowiednich szparagów, by je ugotować i podać w ulubiony sposób, czyli a'la polonaise. Po 10 minutach od konsumpcji zacząłem drapać się po głowie i już po chwili cała głowa, twarz, ramiona były pokryte swędzącymi bąblami jakby po kontakcie ze sforą jadowitych meduz seawasp. Biedna Frau smarowała mnie całego hydrokortyzonem, a ja cały czas trzymałem w ręku komórkę, aby przy pierwszych odznakach duszenia się dzwonić po pogotowie.
    Spragniony wiedzy, jak zwykle, zacząłem szukać w necie i znalazłem, że szparagi w żadnym wypadku nie są alergenne. ALE ! hodowcy świnie posypują uprawy coraz częściej środkiem chemicznym przyspieszającym wzrost jarzyny. A ON JEST, jak najbardziej działający na uczulonych.
    W minioną sobotę córka zaprosiła na pyszny krem ze szparagów ( trzeba koniecznie dodać gałki muszkatołowej). I sytuacja się powtórzyła, aczkolwiek nie w takim natężeniu. Reszta osób nie ucierpiala.

    Miejcie to na uwadze i krem pod ręką.
  • @KOSSOBOR 02:51:18
    Tych mrożonych nie obierałam i sama widziałaś,że były jadalne w całości. Natomiast te świeże potrafią mieć łykowate końcówki.. z tym, ze ja bym się tym nie przejmowała;) w razie czego najwyżej końcówki się nie zje.
  • @sigma 08:48:31
    Zapylałem !!! Słowo honoru, że zapylałem.
    Dzień dziś chłodny, ale bezwietrzny. Jabłonka, którą mam tylko jedną, obsypana kwieciem jak nigdy. Na pszczoły chyba trochę za zimno. Więc wziąłem piórko i cierpliwie machałem w kwiatostanach. Niestety, nie mam w domu gumowego aparatu, który zalecał nasz kolega Cyborg Żorż (o tym za chwilę). Jabłonka za to rozpachniała się zajebiście (wybór słów nieprzypadkowy).

    Cóż, chyba już nadszedł czas, byśmy naszemu skromnemu Cyborgowi, wynalazcy ulubionych, krokusowych cebulek tapira, nadali jakieś swojskie, ciepłe imię. Ja proponuję Cyborg Żorż. Jakoś mi tak ładnie brzmi i będzie łatwiej wprowadzić do akcji (W żadnym wypadku nie w połączeniu z kuzynem Afonsem !!!)
  • @jazgdyni 09:12:24
    Żorżyk kojarzy mi się tylko z gitarzystą basowym od Młynarskiego;)
    A może Zbyszko ze Szczecina w odróznieniu od tego z Bogdańca? Cyborgu, podejmij męską decyzję:)
  • @KOSSOBOR 02:51:18
    Zajrzałam przed chwilą do oczka, coby zobaczyć, jak się mają roślinki. Jest kilka kijanek, kilka pijawek też się przewinęło. Roślina od Ciebie ma się dobrze, świezo wsadzone kosaćce tez i w dodatku wyłazi cóś z dawniejszych nasadzeń! Czyli jednak przetrwały mrozy i czekały tylko, aż zdejmę z nich tę warstwę liści i igieł! Hurra! a ta zakichana rzęsa wodna już sie mnoży na potęgę;(
  • @KOSSOBOR 02:51:18
    Zidentyfikowałam Twoją roślinę! To osoka aloesowata!
  • @sigma 09:50:15
    Czy ty jesteś dzisiaj w pełni sił? Jak coś może nazywać się osoka aloesowata ! Tego nawet wymówić się nie da, a co dopiero toto ma rosnąć.

    Ps. List otrzymałyście?
  • @KOSSOBOR 02:47:16
    Już od lat nic w tych kierunkach nie ruszałem. Wszystkie te zbiory zostały
    szczelnie spakowane. Byl taki czas że nadprodukcja znaczków przy jednoczesnej inflacji i braku pieniędzy zamknęła mi możliwości kontynuowania . Trochę też ; znudzenie. Nigdy nie robiłem tego bardzo poważnie. Kontaktów nie nawiązywałem.
  • @jazgdyni 06:25:22
    DO WSZYSTKICH !
    Posiadanie zapałek nie świadczy o obecności w burdelu ! ;-))))
    Można nawet nie zejść ze statku : shipchandler przynosi różne reklamówki !
    Właśnie dlatego dostał je dzieciak ! A co? Miał je do domu zabrać?
  • @cyborg59 11:03:23
    Noooo....

    Czuj się rozgrzeszony przez brać marynarską Żorżu (jeśli wolno?)
  • @jazgdyni 10:34:51
    >nawet wymówić się nie da

    Jaja bzdyklaczy, huh? Try this, flyboy ;->

    - Chiastofil naprzeciwlistny
    - Portulaka wielkokwiatowa
    - Wiesiołek dwuletni
    - Kupkówka pospolita
    - Ubiorek wiecznie zielony
    - Psioząb ogrodowy
    - Kocimiętka właściwa
    - Drżączka średnia
    - Sromotnik bezwstydny
    - Maworek pomarszczony
    - Języki teściowej
    - Fotel teściowej
    - Pijanica
    - Głodek kaukaski
    - Bluszczyk kurdybanek
    - Gniadosz królewski
    - Firletka poszarpana
    - Kuklik zwisły
    - Języczka wąskogłówkowa
    - Podrzeń żebrowiec
    - Widłoząb miotlasty
    - Żółtlica owłosiona
    - Merzyk fałdowany
    - Niecierpek balsamina
    - Zarzyczka górska
    - Podejźrzon rutolistny
    - Nasięźrzał pospolity
  • @DelfInn 13:24:35
    No a taki wrzaszczyk gęślaczek?
    A szczeżujek rzerzuszy?
    A chrzęstówka zastodolna?

    A OZu już marna osoka aloesowata przeszkadza! W sumie same samogłoski - gdzie tu problem?
  • @jazgdyni 10:34:51
    Otrzymaliśmy!
    1/spotkanie integracyjne z ogierem i hucułem - z wielką chęcią;) Trza by wziąć tapira, żeby się, biedaczek, nie nudził w domu.
    2/OZ-u, zauważyłam w Twoim komencie u Izy, że w wyrażanych pochwałach i uwielbieniu dla ŁŁ używasz majestaticus pluralis. Jeżeli właśnie wcieliłeś się w króla Lula, to w porządku, ale jeżeli masz na myśli klub dyletatanta - to protestuję. ŁŁ nie tylko nie wielbię, ale uważam - obok karkażuja - za postać co najmniej podejrzaną. Jeżeli mam okreslić uczucie, jakie we mnie budzi - to jest to uczucie kota, który chodzi na sztywnych łapach wokół kotlecika nadzianego trutką, która to trutka daje już o sobie znać. Parcie faceta i nE na kryterium uliczne jest ewidentną prowokacją.
    Dlaczego Ty go wielbisz i popierasz - pozostaje dla mnie niezgłębioną tajemnicą. Może zatrułeś się szparagami?
  • @cyborg59 11:03:23
    A przecież na co drugim plakacie widniały wtedy wieszcze słowa: Zapałki + Dziecko = Pożar!!!
    I co- i pstro. Porozdawali dzieciom zapałki. Uch, te karły reakcji! Na pewno liczyli, że łuny pożarów rozświetlą ciche szczęście naszej socjalistycznej ojczyzny w drodze do lepszego jutra! Ale się zawiedli, bo wyście zapałki dołączyli do swoich zbiorów filumenistycznych. I tak Wasza dziecięca pasja ocaliła świat!
  • @sigma 13:41:50
    Otóż to! Brawo! Lećmy dali, Pani! :)

    - Dizygoteka wytworna
    - Enkiant wygiętoszypułkowy
    - Zamiokulkas zamiolistny
    - Etlingera wyniosła
    - Kleiszcze smakowite
    - Brachychiton klonolistny
    - Bauhinia zmienna
    - Glorioza wspaniała
    - Welwiczja przedziwna
    - Cyfomandra grubolistna
    - Mangostan właściwy
    - Kigelia afrykańska (Drzewo kiełbasiane :)
    - Erytryna grzebieniasta
  • @DelfInn 14:02:31
    Oj, tych niezwykłych roślin jest cała kupa;)
    -Kociząb trzonowy
    -Marzanna owlosiona
    -Krużganek kurdybanek
    -Patio zastodolne
    -Grzebień elektryczny
    -Dyskoteka wiejska
    -Zmywarka wytworna
    -Beza opasła
  • @DelfInn 14:02:31
    Buła w skupieniu smażyła konfitury z kleiszcza smakowitego. Wziąwszy rondel miedziany, wsypała tam kilka funtów dojrzałego owocu, umytego i wysuszonego, zasypała cukrem w tej samej ilości, a teraz merdała w rondlu łyżką drewnianą, ilekroć konfitura zaczynała bulgotać.
    Jednoczesnie na boku żarła sobie bezę według najlepszych porad Jolki używając do tego naprzemiennie widelczyka, noża, widelca, piły, hebla i młotka. Tego ostatniego celem zmiękczenia bezy, bo już była bardzo stara.
  • @sigma 13:56:21
    - Łapa kangura
    - Dziwadło olbrzymie
    - Wieczornik damski (tu zjechałem :)))
    - Pęcherznica kalinolistna (właściwie, jak to czyta jakiś logopeda, to powinien podziękować :)
    - Żmijowiec zwyczajny
    - Płomykówka galaretowata
    - Koniopłoch łąkowy (o proszę, znów coś dla naszych Pań :)
    - Wulpia mysi ogon
    - Zaraza krwistoczerwona
    - o! okazuje się, że jest jeszcze lepszy podejźrzon! - księżycowy :)
    - Zroślicha stopowcowa

    OZ'u! Masz i ćwicz! :-)))
  • @sigma 14:12:32
    trelemorele! :-)))
  • @DelfInn 14:21:19
    Ale we wrzaszczyka gęślaczka, szczeżujka rzerzuszego i chrzęstówkę zastodolną uwierzyłeś;)))
  • @sigma 14:19:05
    Stara nie buła była, jeno beza była, bo była beza błękitnotęskna barwą bezbrzeżnej bliskoznaczności Bałtyku, bowiem bzik bzdurny a buńczuczny buszował bohatersko w bułowym brzuchaczu bzdurnościerkokwietnościście...
    tia... to ja juz se pojde :)
  • @sigma 14:29:51
    Jak wymyśliłem samodzielnie wampirzyczkę zpiekłatoniczykówiankę, to mi tamte niestraszne się wydały, a poza tym, co od Ciebie - to prawda. No. :)))
  • szalony zielnik
    miodunka plamista
    marchewnik anyżowy
    arcydzięgiel litwor
    pokrzyk wilcza jagoda
    tojad mocny
    krzewuszka cudowna
    żywotnik zachodni
    miodunka ćma

    Z ta ostatnia wiąże się historia z okresu studiów. Pojechaliśmy zimą do chaty kolegi pod Błatnią. Było zimno, wiec czekając w kuchni na ogrzanie się, a także chałupy raczyliśmy się zapasami przyniesionymi z dołu. Niestety gąb było wiele i zapasy się wyczerpały. Do sklepów daleko i za późno, a bractwo podochocone. Odbyto naradę i kolega naruszył żelazny zapas właściciela ukryty pod podłogą w 'tajnej' skrytce. Wyciągnął dwie butelki stwierdzając, że zawartość to miodunka ćma, miodunka, bo na miodzie, a ćma bo wysokoprocentowa i szybko powodowała osuwanie się w niebyt. Jedna faktycznie była miodunką, a ta druga cynamonówką (brrr).
    Było spore zaskoczenie kiedy dowiedziałem się nazajutrz, że to na cześć kwiatka, który trąci miodem. Sprawdziłem, takie cóś istnieje.
  • @sigma 14:19:05
    Tymczasem kleiszcze się marmoladziło potulnie a medytacyjnie i oddawało wywaru co najlepsze mialo, a to: samej Giridź tchnienie, co zamieszkuje jego korzenie, Maheśwari i Lakszmi, co mieszkają w pniu - aromatu cud, siłę Dukszajani z gałęzi, Parwati co liśćmi rządzi - dał zdrowia ciuciaty, a Gauri z kwiatów - urody czarkę. Długo mięszane, rozbulgotane, już niemal wrzeć zaczęło, lecz pilnowała przed tym Buła, aby tylko się grzało a nie wrzało, aby, gdy przyjdzie wnet i wczas - jadźńawrykszas w ceremonium płomiennym we łbie rozświetliło. (rany, nie wiem o chodzi, ale może wy się w tym połapiecie - http://pl.wikipedia.org/wiki/Kleiszcze_smakowite, Do jaj b. smakowie! :)))
  • @DelfInn 13:24:35
    Szczery jestem, to ci powiem - tylko 15,4% nieznanych. Ha.

    A fotel teściowej to sam hodowałem. Niestety biedak nie dorósł do właściwych rozmiarów. Chociaż igły miał należyte.

    Osobiście głosuje na dwa ostatnie:
    - podejźrzon rutolistny i
    - nasięźrzał pospolity.
    Lecz prawdę powiedziawszy, bez zaglądania tu i tam, podejrzewam, że sobie zmyśliłeś ;)
  • @DelfInn 14:38:50
    Ani beza, nai buła mlodymi nie były; bohaterstwo to było tedy pierwszej próby brać się bezzębnej bule do bezy babuleńki. Buzdyganem tedy , co to go była buła miała po pradziadku atamanie koszowym, bęcnęła buła bezę bez łeb, a ta jeno jękła, stękła i rozpukła się jak pył gwiezdny na bezmiar drobinek. I to był koniec bezy, jako że myszy niecnoty jeno z niej miały pożytek wyzbierawszy drobinki do ostatniego okruszka. Bo cukier krzepi!
  • @sigma 13:41:50
    No tylko wymów po pijaku i to szybko AOL, TFU ALOESOWATA.
    Popróbuj wśród znajomych na dobrej imprezie ;).
  • @DelfInn 14:40:37
    Oj, wstydzę się teraz, żem zawiodła Twoje zaufanie i takie byty nieprawdziwe powołała do życia wśród jaj b.;) Przepraszam:)
    Alem się strzymać nie mogła, coby nie wymyśleć czegoś naprawdę trudnego do wymówienia.
    Nb.to miała być chrząszczówka zastodolna;)
  • @tadman 15:01:57
    A propos osuwania się w niebyt kolorowymi trunkami. Sklep, w nim - kolejka, ale mała, stoi tam pan, lekko spożyty acz, widać, nieco niedoważony, spragniony znakiem, i nieużyty. Sunie, dochodzi i w te słowa leci.
    - Poproszę wiśniówkę! - Na co, beznamiętnym, wypranym z usłużności, rutynowym głosem ekspedientka pyta.
    - A o jakim smaku? Cytrynowa, wiśniowa, czy pomarańczowa?
  • @sigma 13:51:28
    Ja ciebie rozumiem> Dlatego prosiłem Kosodrzewinę o wyjaśnienia.
    Mówmy o tym na privie, a jeszcze lepiej na mailach proszę (co nie znaczy, że uciekam od tematu; wprost przeciwnie.
    Jutro działalność zawieszam celem próbowania gaci dwugarbnych.
  • @sigma 14:12:32
    Marzannę owłosioną to nawet znałem...
  • @jazgdyni 15:22:58
    To są i moje typy, chociaż Enkiant wygiętoszypułkowy i Zamiokulkas zamiolistny tez maja swój urok :) A podejźrzon księżycowy na Niemiaszka dobry - odłamkowy :))) Nic nie wymyślałem, wszystkie są autentyczne.
  • @jazgdyni 15:24:40
    Cos Ty, właśnie wtedy jest łatwiej!
  • @DelfInn 14:20:08
    Tu z kolei przoduje wulpia mysi ogon.

    Robimy Top 10?
    Albo Taniec z chwastami?
  • @DelfInn 14:38:50
    Kakało wykipiało !!!
    użyto a i użyto w !
  • @sigma 15:26:47
    Oj, ależ prawidłowo właśnie - wszak bzdyklacz bytem samoistnym w wyobraźni jest prawdziwie, tedy i nam wymyślać śmiało inne takie ku tej tam chałwie ludu pracujomcego mniast i wsi!
  • @DelfInn 15:11:31
    No, no...
    Niech cię licho weźmie (to podziw)
  • @jazgdyni 15:33:53
    Hę? Coś mję ominęło, bo nie chwytam ;)
  • @jazgdyni 15:32:35
    Też wybrałem ten mysi ogon! :) Skojarzył mi się z naszymi bezjednynkowczannami.
  • @DelfInn 15:38:32
    "...bo była beza błękitnotęskna barwą bezbrzeżnej bliskoznaczności Bałtyku, bowiem bzik bzdurny A buńczuczny buszował bohatersko W bułowym brzuchaczu bzdurnościerkokwietnościście..."

    Jak be, to be - nie ma litości.
  • @jazgdyni 15:32:35
    "
    Taniec z chwastami albo szalony zielnik.
    Czyli
    nazw wszelakich tejemnice zebrane
    a akredomatycznie wpitupitu zero-G-losowanie

    Praca zbiorowa.
    "
    ...
    Hm?
    ...
    Ojno, dobra, coś zbiorowego.
  • @DelfInn 15:32:06
    Ja się zacinam na samogłoskach wtedy. Niestety. I dzieciaki wrzeszczą złośliwie - A tata już pijany, już pijany ! ...
  • @jazgdyni 15:47:15
    A, to... no dobra, to kasuje zatem!
  • @DelfInn 15:48:21
    W wymyślaniu, nie mam przy was szans...
    Widać lata treningu. Pewnie, gdy ja się pilnie uczyłem i studiowałem w pierwszej ławce, to wy w ostatniej wymyślaliście. Jak ten to swoje elektrino.
  • @jazgdyni 15:27:52
    Z jakiej wysokości skaczecie do wody w ramach tych ćwiczeń ratunkowych? Kiedyś na Discovery oglądałam jakąs katastrofę w przestworzach, ale helikopter wylądował na morzu i dopiero się ewakuowali.
  • @jazgdyni 15:24:40
    Po dobrej pomarańczowo-cytrynowej wiśniówce nie takie rzeczy wymawiam bez zająknięcia;)))
  • @sigma 13:56:21
    Dzieci zawsze zabierają zapałki nieodpowiedzialnym "dorosłym" !
    Dzieci są za małe by walczyć z pożarami . To w ramach antykoncepcji !
    Jak wiadomo: pożar - zapałki = dziecko , tak więc by nie było nadliczbowych gąb do wykarmienia ; dzieci usuwaja z równania zapałki.
  • @DelfInn 15:49:57
    Nie!!! nie kasuj, proszę:) To ładne bez względu na w i a;)
  • @jazgdyni 15:52:07
    I strzelaliśmy z procy haczykami z papieru;)
  • @cyborg59 15:56:36
    Pożar - dziecko = zapałki.
    To na wypadek, gdybyś kiedyś nie miał ich pod ręką;)
  • @sigma 15:52:20
    Ale też Sigmo, helikoptery spadają. Nie lecą jak kamień. Najczęściej pilot wstrzymuje upadek kontrolowaną rotacją (taki wirujący bąk).
    Skoki są różne. Ale najważniejsze to zrzucanie helikoptera do wody, gdzieś tak z 3 metrów, gdy towarzystwo wewnątrz grzecznie przypięte pasami. W tym clou dnia, zrucanie z przewrotem do góry nogami.
    Trzeba nie wpaść w panikę, mieć te trochę powietrza, elegancko się porozpinać z szelek i dostojnie przez drzwi wypłynąć na powietrze. Żeby letko nie było, to chamy jeszcze ubierają w wetsuit, lub inne inflatable, żeby człowiek czuł się jak żółw w skorupie. Jest cały zestaw tych przyjemności.
    A w medical pre-screen, nie wiem dlaczego, pytają się czy się nie choruje na schizofrenię?
  • @jazgdyni 06:25:22
    O!

    Tiaaaa....

    Janiołki!
  • @cyborg59 15:56:36
    >pożar - zapałki = dziecko
    rotfl :)))
    to by sie zgadzalo, jak pokazuja akce ratunkowa to zazwyczaj wylatuje ktos z pozaru i trzyma dziecko. no, czasem psa, ale to juz tutaj nie ma reguly na glupote :)))
  • @sigma 15:58:48
    i ryżem z opakowan (tutek?) po importowanych olowkach!
  • @jazgdyni 06:42:46
    Cholerka! Kupiłam, bo słyszałam, że się NIE OBIERA!

    Jestem faunem /nie poprawiać!!!/ szparagów, ale ... w tym roku miały jakiś dziwny smak - bezsmak...
  • @DelfInn 16:03:44
    A podobno za króla Ćwieczka to grochem strzelali;)
  • @sigma 08:48:31
    No to mam tzw ambiwalentne odczucia, psia krwia... Obierać - nie obierać. Ciało mdłe podpowiada, że nie obierać...

    /Ambiwalentne odczucia ma się ponoć, gdy teściowa rozbije się naszym samochodem.../
  • @jazgdyni 09:12:24
    A nie było w Gdyni knajpy u Żorża? Coś mi się obiło, ale ja siusiumajtki byłam wtedy.
  • @jazgdyni 16:01:24
    No jakby Cię nie ubrali w piankę, to byś ciut zmarzł w tej wodzie. A do czego im schizofrenia? Czyżby podejrzewali, że wtedy będziesz się ewakuował wielokrotnie, za każdym razem w innym wcieleniu?;)
  • @sigma 09:38:58
    Jakie "ze Szczecina", jakie "ze Szczecina"!!! Von Tettin - ot co! No trzymmy się my jakichś zasad !
  • @DelfInn 16:02:33
    No popatrz, to ten wynik odejmowania nawet udowodniono w praktyce;)
  • @sigma 09:44:04
    Bo stawy należy bagrować! Ja jestem stary stawonog i wiem. A moja rzęsa jakoś zanikła jakby... A może jej tylko nie widzę, jako stawoślep?
  • @sigma 09:50:15
    Osoka aloesowata? O jasny gwint!
  • @DelfInn 16:03:44
    A ja robiłem takiego papierowego diabełka, cierpliwie ucierałem kredę na pył, napełniałem tym diabełka. Cierpliwie czekałem, aż pani doktor Gałuszka wywoła mojego kolegę, ba przyjaciela Czesia do odpowiedzi, wtedy go szarpałem, on się odwracał, a ja mu z diabełka całą pylistą kredę na twarz.
    Pani doktor wygłaszała wówczas słynną sentencję: - Oj B., czemu ty zawsze jesteś umorusany w tej kredzie, idź się natychmiast umyj.

    Cdn.
  • @jazgdyni 10:34:51
    Otrzymałam i odpisałam. Kiedy wracasz z tych lodowatych odmętów? Będziesz miał tam komputer?
  • @sigma 16:06:51
    dobra, dobra... hm... tego... ;-) oj tam! zasada jest? jest! no, to najwazniejsze. nawet komuna nie pomogla w zadnym z etapow na patriotyczne szczelanie. i teraz tez tak bedzie, zobaczysz. ha!
  • @cyborg59 10:51:54
    Dzięki za info :)
  • @cyborg59 11:03:23
    Tiaaaaa.......

    Wszyscy tak mówią...........
  • @KOSSOBOR 16:11:31
    bagrować, stawonóg, stawoślep... Widzicie kochani, jak sama pieknie dochodzi!? ;-))))
  • @KOSSOBOR 16:08:24
    Była knajpa pod tem tytułem. Czasami jak całorodzinnie wróciliśmy za późno z grzybobrania czy tam innej wyrypy, a głodni byliśmy jak nie wiem co, tośmy tam jedli obiadek. To znaczy rodzice jedli cały obiadek, a my z bratem po porcji dziecinnej. Jak pomyślę z perspektywy lat, że najczęściej szlajałam się po knajpach w wieku smarkatym, to mnie to nawet bawi;)
  • @KOSSOBOR 16:09:52
    To jak jest Zbigniew po teutońsku???
  • @KOSSOBOR 16:08:24
    Pewnie, że była. Najlepsza w całym Trójmieście. Tuż przy PLO.Mmmm... jake kołduny, jaki forszmak...
  • @jazgdyni 16:13:19
    I tak wygląda scyra prawda na temat Twojego pilnego uczenia, podczas gdy my bąki zbijaliśmy w ostatniej ławce....Ha,ha!
  • @sigma 16:08:41
    Szlag ich wie? Może bym zrobił, żeby helikopter wyszedł ze mnie?
  • @KOSSOBOR 16:13:38
    Wracam już w środę rano, więc komputera nie biorę. Tylko książkę, którą z Sigmą czytamy.
  • @jazgdyni 16:18:41
    ty, z gdyni wyjdzie helikopter, spoko wodza :) damy rade :)))
  • @jazgdyni 16:17:38
    Skąd wiedziałeś, żesmy zawsze wybierali kołduny w barszczyku? I chociaż byliśmy niejadki, to kołduny wyżeraliśmy jak zagłodzone wołoduchy;) Ale potem już sił nie starczało na drugie danie;(
  • @DelfInn 13:24:35 @ Sigma
    ................... Dżizes!!!

    Ładny film kiedyś widziałam. Lorda grał naturalnie stary Peter O'Toole. Równie naturalnie miał oranżerię, której był pasjonatem. Na pytanie: jakie to kwiatki? odpowiadał np. tak: białe, zwisające, małe kulki. Albo: niebieskie zwisające duże kulki. Etc..
    To moja opcja.

    Hmm... Tylko jak opisać szparagi??? ;)
  • @sigma 16:17:01
    Zbygfryd
    To proste.
  • @jazgdyni 16:18:41
    Znaczy, wcielisz się w helikoptera?
    Super! Tylko nie zapomnij na głowę założyć wiatraczka.
  • @jazgdyni 16:22:05
    Zbygfryd von Tettin! Genialne! Cyborgu, mam nadzieję, że podzielasz nasz zachwyt;)
  • @sigma 16:18:20
    Cośty! To koleżeńska przysługa.

    Czesiu po całonocnej balandze w akademiku był jak zwykle nieprzygotowany. A ja go, w taki oto chytry sposób ratowałem z opresji.
    Pani doktor dała się nabrać chyba z 1000 razy.
  • @DelfInn 14:38:50
    Nie odchodź!!! Delfinnnnnnieeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • @KOSSOBOR 16:21:41
    Wątłusz zielony?
    Zielonek ołówkopodobny?
  • @jazgdyni 16:22:05
    odpada, nie przetlumaczyles zby :)
  • @DelfInn 16:29:03
    Delfinnie, jesteś zachwycający:)))
  • @DelfInn 16:29:03
    Dobra dzieci, żegnam was teraz, jak kiedyś Miś z Okienka.;).
    Mam po 6 samolot.

    I nie bawcie się już tymi zapałkami, bo tak czy inaczej narobicie kłopotu.
    Szczególnie jak zaczniecie równanie całkować.
  • @sigma 16:32:36
    zachdel w fincycający? :) ćesko trochi, ale jednopiknie! Hej! :))))
  • @jazgdyni 16:35:40
    Powiedziałeś to! Powiedziałeś! Nie wymigasz się! Całkowanie... I świat stał się inny...:) Ty... Misiu, Ty! :-)))
  • >all
    Szkoda, że nie dali mu na imię Wojciech, bo mieniecki równoważnik to Adalbert, a zdrobnienie to Adaś i koło się zamyka.
    Na mojego Ojca Babcia mówiła Zbiniu lub Biniu.
  • @sigma 16:00:20
    Co to mogło być?

    Facet, pracownik naukowy Politechniki Gdańskiej, ojciec kilkorga dzieci - co zaznaczamy, ze względu na temat - zawsze po przyjściu do domu brał zapałki, jednostajnym ruchem obrywał im łebki i następnie nagie patyczki łączył gumką recepturką w wałki o średnicy ok. 4 cm. A jeszcze następniej stawiał te wałki na półkach biblioteki, pod książkami. To trwało latami.

    Dzieci się więcej już w tym stadle nie urodziło, fakt.
  • @DelfInn 16:40:10
    No wiesz !!
    To ja tu w dowód czystości intencji zaprezentuję jeden dokument, który zabieram (tzw. EMIT)

    alcohol negative
    amphetamines NEGATIVE
  • @jazgdyni 16:35:40
    Tylko nie jak miś z okienka! Bo jak tak, to nawzajem;)))
  • @jazgdyni 16:44:41
    Fukc, nie ten klawisz, więc kontynuuję:

    barbiturates
    benzodiazepines
    cocaine
    MDMA (ecstasy)
    methaphetamine
    metadone
    opiates
    phencyclidine
    cannabinoids ALL NEGATIVE !!!!

    I kto ma ładniejsze nazwy, ha ?
  • @sigma 16:45:50
    Miś mi z okienka świsł,
    a może jednak zwisł.
  • @KOSSOBOR 16:27:03
    Spoko :) Stoję, stoję, czuję się świetnie, ach jak wspaniale :)))

    A! Słuchajcie, słuchajcie, że tak biblijnie zagaję, chciałem coś powiedzieć bez związku z tematem, jednak bez wklejania tych tam i takich tam, bo też mi sie kiepsko wtedy wczytuje, więc zamiast tego tekst jeno zaprezentuję, bo pomimo że wykonawca obecnie jakby niestety mainstreamowy, to w tamtym wykonaniu i wtedy całkiem dla rzeczywistości pomorowy. Dykcja rulez! Hopsa!

    Co tak szura, to sierść szczura
    Pierwszy szczur jest już na murach
    I ociera się o ściany
    Stoi cały rozczochrany

    Szumi, szura i szeleści
    Oddech szczura ściany pieści
    I podnosi w górę Ziemię
    Szczurze plemię, szczurze plemię

    Nogi, nogi, setki nóg
    Tupią, tupią, tup, tup, tup
    Nogi, nogi, setki nóg
    Tupią, tup, tup

    Szczury tłoczą się w piwnicach
    Niespokojna okolica
    Miasto w dymie, miasto ginie
    Pierwszy szczur jest już na linie

    Ciemną nocą słychać piski
    Syczą groźne, szczurze pyski
    Bez litości, bez ochłody
    Gilotyna ścina głowy

    Nogi, nogi, setki nóg
    Tupią, tupią, tup, tup, tup
    Nogi, nogi, setki nóg
    Tupią, tup, tup

    Szumi, szura i szeleści
    Oddech szczura ściany pieści
    I podnosi w górę Ziemię
    Szczurze plemię, szczurze plemię

    Szczury tłoczą się w piwnicach
    Niespokojna okolica
    Miasto w dymie, miasto ginie
    Pierwszy szczur jest już na linie

    Nogi, nogi, setki nóg
    Tupią, tupią, tup, tup, tup
    Nogi, nogi, setki nóg
    Tupią, tup, tup

    A tu wykonanie - trzeba zjesc kropkę w Tobie (: http://www.you.tube.com/watch?v=yEIde4Zp1tk
  • @jazgdyni 16:48:02
    Jezus Maria, jeśli tego u Ciebie nie stwierdzili, to o zgrozo masz 100% krwi we krwi. Jesteś OZu mocno niedzisiejszy.

    Mimo wszystko - Bon voyage!
  • @sigma 16:17:01
    Nie wiem, jak jest Zbigniew po teutońsku. Jeno Zygfryd mi na Zet wychodzi.
  • @tadman 16:42:32
    Binfryd, Zbindram, alibo Zbihard, albo Zbig von Tettin.
    Ale dalej "zbi" nie przetłumaczone;(
  • @jazgdyni 16:20:47
    To ja Sigmę przesłucham na okoliczność książki w środę, w Zooschwitz. Pomachamy Ci nad foczostawem :)
  • @tadman 16:48:05
    No chyba pamiętacie? Bronisław Pawlik skończył "Misia z okienka" i myśląc, że już nie jest na wizji i fonii powiedział "A teraz, drogie dzieci, pozałujcie mnie w dupę." To był najlepszy "Miś z okienka" stulecia!
  • @jazgdyni 16:48:02
    >I kto ma ładniejsze nazwy, ha ?

    Methionylglutaminylarginyltyrosylglutamylserylleucylphenyl-
    alanylalanylglutaminylleucyllysylglutamylarginyllysyglutamyl-
    gycylalanylphenylalanylvalylprolylphenylalanylvalylthreonyl-
    leucylglycylaspartylprolylglycyllisoleucylglutamylglutaminyl-
    serylleucyllysylisoleucylaspartylthreonylleucylisoleucyl-
    glutamylalanylglycylalanylaspartylalanylleucylglutamylleucyl-
    glycylisoleucylprolylphenylalanylserylaspartylprolylleucyl-
    alanylaspartylglycylprolylthreonylisoleucylglutaminylasparaginyl-
    alanylthreonylleucylarginylalanylphenylalanylalanylalanyl-
    glycylvalylthreonylprolylalanylglutaminylcysteinylphenylalanyl-
    glutamylmethionylleucylalanylleucylisoleucylarginylglutaminyl-
    lysylhistidylprolylthreonylisoleucylprolylisoleucylglycylleucyl-
    leucylmethionyltyrosylalanylasparaginylleucylvalylphenylalanyl-
    asparaginyllysylglycylisoleucylaspartylglutamylphenylalanyl-
    tyrosylalanylglutaminylcysteinylglutamyllysylvalylglycylvalyl-
    aspartylsrylvalylleucylvalylalanylaspartylvalylprolylvalyl-
    glutaminylglutamylserylalanylprolylphenylalanylarginylglutaminyl-
    alanylalanylleucylarginylhistidylasparaginylvalylalanyl-
    prolylisoleucylphenylalanylisoleucylcysteinylprolylprolylaspartyl-
    alanylaspartylaspartylaspartylleucylleucylarginylglutaminyl-
    isoleucylalanylseryltyrosylglycylarginylglycyltyrosylthreonyl-
    tyrosylleucylleucylserylarginylalanylglycylvalylthreonylglycyl-
    alanylglutamylasparaginylarginylalanylalanylleucylleucyllysyl-
    glutamyltyrosylasparaginylalanylalanylprolylprolylleucylglutaminyl-glycylphenylalanylglysylisoleucylserylalanylprolylaspartylglutaminyl-valyllysylalanylalanylisoleucylaspartylalanylglycylalanylalanyl-
    glycylalanylisoleucylserylglycylserylalanylisoleucylvalyllysylisoleucyl-oleucylglutamylglutaminylhistidylasparaginylisoleucylglutamyl-prolylglutamyllysylmethionylleucylalanylalanylleucyllysylvalylphenyl-nylvalylglutaminylprolylmethionyllysylalanylalanylthreonylarginy-lserine
  • @KOSSOBOR 16:43:41
    Jakiś odkrywczy środek antykoncepcyjny?
  • @sigma 16:51:37
    Zbihart abo Zbyhart
  • @tadman 16:58:04
    No a "zbi"?
  • @sigma 16:54:37
    Ale to był ostatni Miś w wykonaniu Pawlika.
  • @sigma 16:51:37
    Zbig za bardzo Brzezińskim trąci... A temu panu dziękujemy. Od dawna.
  • @sigma 16:54:37
    Oj, czy on aby nie powiedział :"A teraz ,drogie dzieci ,pocałujcie misia w dupę"? Kto pamięta?
  • @sigma 16:59:46
    Bisshart, pasi?
  • @tadman 17:02:12
    Czyli Biś; bardzo przywitecznie;)
  • @tadman 17:02:12
    abo Binnhart, choć trochę leci Sapkowskim
  • @DelfInn 16:50:45
    No dobrze jest! :)))

    Stawonog w odróżnieniu od stawonoga /l.p. - stawonóg/. Ponieważ posiadam nogi, a nie nógi. Logika, psze Delfinna! A co! ;)
    Język polski jest najbardziej zajebistym językiem świata!!! Hough!

    Niech żyje język polski!!!
  • @tadman 17:04:43
    a Misshart, wymawiany miśhart czyli twardy miś. Więcy nie moge.
  • ALL :)))
    Przyszły wyniki biopsji! Psica ma łagodny, nienabłonkowy guz! W domu panuje ogólna radość i wszyscy roztkliwiają sie nad Balunią, jakby to była jej osobista zasługa;) Balunia jest w siódmym niebie:)
  • @sigma 10:19:21
    U nas dzień tmavy, smutny, złe myśli napędza, łamie psyche co słabszym, a tu taka dobra wiadomość. Proszę podrapać mordę za uchem i otwartą dłonią pomasować podgardle. Niech ma. :)
  • TNT
    Wczoraj natrafiłem na mocno poważne produkcje rzeczonego. Nieobecność proponuję usprawiedliwić i obdarować w realu chałwą: tu moje kręcenie głową, jako znak uznania i zaskoczenia jednocześnie.
  • @tadman 10:37:34
    Będzie jeszcze bardziej przekonana, że dokonała czegoś nadzywczajnego;))) Ale niech ma!
  • @tadman 10:45:36
    Czyje produkcje?? Daj linka. proszę
  • @sigma 11:56:24
    Trochę jestem zamknięty w getcie jaja.be, tak że nie widzę dalej niż czubek własnego nosa. Wczoraj poczytałem sobie dyskusję (ponad 330 głosów) pod nawołującą do przewrotu notką ŁŁ i zobaczyłem ciekawych ludzi o nickach val i Andrzej22, a wśród nich też TNT, czyli PzT czyli von Trottyl.
    Wyszukiwarka nE jest więcej niż beznadziejna, ale wejdź tu
    http://lazacylazarz.nowyekran.pl/post/61899,spoliczkowane-spoleczenstwo-czas-na-przewrot
    A potem poszukaj naszego opiekuna bunkra gdzieś w Tucholi, ale już z wyszukiwarki, czyli CTRL + F i wpisz szukaną frazę. Potem pożeglowałem za nim na wody KK. Zobacz jak dostało się księdzu profesorowi Guzowi.
    Jak poczytasz, to mu bez pisemnego usprawiedliwienia od rodziców wybaczysz dość długą nieobecność. Chałwa mu!
  • @sigma 11:56:24
    Jak już tak ze zdumieniem patrzymy co się w tej sieci dzieje, pozwolę sobie na plotkę. Troszkę pobyłem sobie u fizyków na S24 ; był tam oczywiście
    W.M . Podskakiwał więc mu przypomnialem że od czterech notek odezwał się do niego tylko jeden czytelnik. I tu zdumienie: bo natychmiast adm. nE
    nakręciła "filozoficzną" dyskusję u W.M. Na salonie ten sam post olano.
    Zastanawiąją się natomiast kim jest.
  • @cyborg59 14:33:16
    Nie bywam na S24 i nie bardzo wiem, jak tam co znaleźć; daj, prosze linka na te cuda na kiju;) Trzeba przyznać agenturze, że pilnuje nas dzień i noc;)
  • @sigma 15:11:09
    Tak to wygląda:
    http://sts.salon24.pl/415892,electrino-poczatek-bledow
    To ostatnio, ale wczesniej też był kubeł zimnej wody.
    Może dlatego w miarę kulturalnie (jak na niego).
    Tyle tylko że w międzyczasie, kiedy zatrzymano i skasowano dwie notki
    z personalnymi atakami na "einego", po skargach do administracji,co dziwne
    nieskutecznych(!), a tam wywalają za byle co, padło; mnie nie można
    wywalić(!).
  • @cyborg59 17:09:14
    No, rewelacja, że nE nareszcie rozdzielił naukę i technikę od niekonwencjonalnego Waldemara. A kto na tej notce "Ilu wymiarowy czas?" jest tą tajemniczą adminką?
    Dyskusja na S24 wybitnie luzacko odnosi się do W.M.;)))
  • @tadman 12:38:48
    Tak, ten komentarz Ptasznika pod circ już z ukontentowaniem czytałam, ale wklejam, bo pyszny:
    "1. niech księża przestaną odwracać się zadkiem do ołtarza,
    2. niech moderniści rzucą broń i podniosą rączki do góry,
    3. niech przestaną smrodzić masoństwem,
    4. niech tabernakulum wróci na ołtarz główny , do centrum kościoła,
    5. Dziwisz niech się zrzeknie żydomasońskiego medali kard. Bea , który przyjął od Anti Defamation League,
    6. niech galanci przestaną pomykać w garniturkach i założą sutanny jako widomy znak przynależności do Boga i na dowód że Kościół jest "znakiem sprzeciwu" (dotyczy to również ks. prof. Guza),
    7. niech Kościół zrobi porządek z tymi różnymi "charyzmatycznymi" kółkami wzajemnej adoracji z których wychodzą takie potworki jak Bufetowa .
    (połowa tych gnojów - posłów w obecnym Sejmie ma za sobą oazy i "ruchy charyzmatyczne")

    "po owocach ich poznacie"
    Owoce Soboru widać jak na dłoni w USA i w Europie Zachodniej, w której Kościół po prostu został zabity.

    Dobrze wiesz że tak jest , więc nie zaprzeczaj.

    "Dziwisz zorientował się że zrobił błąd" ? No to kurka wodna drogo ten jego błąd kosztował Polskę.
    Oznacza to że mianowanie durnia arcybiskupem i kardynałem jest możliwe mimo asystencji Ducha Św. ?
    nadużycie link skomentuj
    Ptasznik z Trotylu 10.05.2012 20:25:27"
  • @tadman 12:38:48
    O po ŁŁ i jego prowokacjach Ptasznik też się przejechał jak złoto:)
  • @sigma 18:11:32
    W tym kontekście ks. Małkowski trzyma fason, bo na codzień guzików zapina i odpina moc.
  • @tadman 12:38:48
    W jakim getcie, w jakim getcie?!
    Czyżbyś się czuł tu zamkły bez prawa wyjścia?
  • @sigma 10:19:21
    Juhu!!!!!!!!!!!!

    Zrób Baluni budyń co najmniej!!!!!!!!!!
  • @sigma & tadman
    Zgadzam się z Ptasznikiem. Nie wszystkie niuanse wypowiedzi łapię (person.)
    Jak wspominamy; może tak ...W Szczecinie surowy poprotestancki kościół,
    w Rawiczu gdzie jeździłem do babci były boczne chóry (żona twierdzi że to
    też moda protestancka i ma osobną nazwę). Niemniej jednak można było
    wreszcie z boku podpatrzeć jak odprawia się mszę w naszym imieniu.
  • @sigma 18:11:32 @ Tadzio
    Toż mówiłam!!!! Słuchać mamusi, psia krew!!!!!!!
    Potem trza stać w kącie i się wstydzić.
  • @sigma 18:13:40
    Kilka razy zanęcałam von Trottyla i zanęcałam do kontynuacji. Brakuje tu Go.

    Gdy zrobiło się sieriozniej z bunkrem - zrobiliśmy rozpierduchę literacką /pardon!/ i sprawy szły dalej. A nawet przerosły oczekiwania. Owszem, von Trottyl ostro szedł, ale jakże inspirował /z konieczności :)/

    Trottyluuuuuuuuuuuuu! Wraaaaaaaaaaaacaaaaaaaaaaajjjjjjjjjjjjjjjjjjj!!!!!!!!!!!!
  • @sigma 19:31:26
    Tymczasem ooO znudziły się proste baraszkowania z SEALSami w stawie i zapragnął czegoś mocniejszego. I nie było to ani barollo, ani skacz, proszę Czytelników Szanownych.
    Nikt nie wiedział, że od kilku dni zaprzyjaźniona Frau Schnitzel dziergała zapamiętale na drutach dwugarbne gacie, do których materiał dostarczył sam von Targow, podskubując po obiedzie wiadome wielbłądy. Wielbłądy, jak wiadomo, są pierońsko głupie, co widać po twarzach. Tak więc zupełnie nie mogły się zorientować, z którego garbu aktualnie skubie von Targow, a do dwóch nie potrafiły zliczyć. No i w ogóle. Wszystko im się merdało, a zwłaszcza przyczyna ze skutkiem.
    Gdy już gacie byli gotowi i dla pewności wata została umieszczona w uszach, ooO przytaszczył nad staw domowy wiatraczek, produkcji krajowej. Przywiązawszy wiatraczek do głowy - wprowadził go palcem w obroty i wziął tęgi rozpęd. W ostatniej chwili przytomnie złapał dwoma palcami nos, zatykając dziurki, po czym wybił się na brzegu i wskoczył do wody.

    Foki zdębiały! Takiej sztuczki jeszcze nie widziały!

    Ale było potem, na brzegu, pochrząkiwań, poklepywań płetwami, dzióbków w ciup i przewracania oczkami! Nawet Helga przyniosła dodatkowe wiadro matiasów i posłała naszemu legendarnemu ooO całusa - jakkolwiek nie wyglądałoby to dwuznacznie w jej wykonaniu. OoO leżał na prawym boku, tak od niechcenia, zmęczone oczy agenta przysłonił, jak to miał w zwyczaju, ciemnymi okularami agenta i pławił się w zasłużonej sławie.

    Mała Buba stawiała babki na brzegu stawu, co również brzmi dwuznacznie. Brunhilda przyglądała się dziecięciu z aprobatą i zrobiła oko do tapira.
    Ten jednak spał, jak zwykle, zmęczony swą niedawną rolą na zadku Ireny podczas żurfiksu u Hrabiny, w co wrobił go fryzjer, pan Kazimierz. Zwłaszcza męczące było to, gdy Irena, chcąc wypić herbatę z tych cieniutkich miśni, przysiadała półzadkiem, elegancko na sofie. Sięgając po cynamonowe ciasteczka, przenosiła ciężar na drugi półzadek. Ponieważ towarzystwo było bardzo arystokratyczne, przeto tapir, naturalnie, nie mógł nawet pisnąć, nie mówiąc już o ryku, by nie kompromitować bzdyklaczy. Znał przecież wagę swojej roli, no i miał udział w zysku pana Kazimierza. Doprawdy jednak, tapir mógł czuć się wymaglowany i przedobiednia drzemka była zrozumiała.
    Józio, z miną kretyna, stale próbował nowy zgryz, jak zwykle nie ogarniając otaczającej go rzeczywistości.

    W końcu z wieżyczki na dyrekcji rozległo się pianie wiernego kondora: "Mittagessen!"
  • @KOSSOBOR 21:57:13
    "Mittagessen" było ulubionym sygnałem dla wszystkich stworzeń małych i dużych w całym Zooschwitz. Nawet taki kretyn, jak Józio, rozumiał po niemiecku, jak się okazuje!
    Tapir otworzył jedno oko, usiłując godnie - bo w końcu dziecko patrzyło - przyjąć kształty naturalne, a nie zbliżone do sofy Hrabiny, natomiast Dundee i Bungee otworzyły dwoje oczu. To znaczy Dundee jedno i Bungee drugie. Pozostałe oczy stwierdziły, że dopóki Helga nie przyjdzie z wiadrem, będą kontynuowały leniwą drzemkę. Nie było się co spieszyć. Pośpiech bowiem, jak wiadomo, wskazany jest przy łapaniu pcheł, względnie przy sraczce, a obie te okoliczności szczęśliwie nie dotyczyły krokodyli. Dzień był bowiem piękny, a sprawy toczyły się normalnie. To znaczy pchły miały małpy i tygrys. Jak zawsze. To drugie - kaczki. Też z resztą - jak zawsze.
  • @Lia 10:05:26
    Uprawiamy tu emigrację wewnętrzną - energooszczędną, niskokosztową, wysoce rozrywkową, a nawet - powiedziałabym - z lekka obłąkaną;))) Zapraszamy w niskie progi:)
  • @Lia 10:05:26
    No proszę, z radością stwierdzam, że nam się tu nowe dziecko urodziło (a nie tylko w zooschwitz). Już za same imię Kolegium sgeruje Panu Profesorowi Nibyrybie pniątkę do indexu.

    Witam Liję.
  • @sigma 10:24:20
    Wrrrrróóóciiiiiiiiiiiiiiiiiii.........łem.
    Do rozumu jeszcze nie.....
    Sama naza teho co przeżyłem HUET (helicopter underwater escape training - przecież to to talny absurd, czego oni jeszcze nie wymyślą, ratowanie się z podwodnych helikopterów ?!?!?)
    I do tego szkoccy protestanci wyczuli katolika i spuścili mu pod tą wodą taki łomot, że już tylko myślę - pocomito?

    No poco ci to palancie?
  • @Lia 14:57:16
    Nie ma to jak kumoterstwo, prawda ;).
  • @Lia 14:56:37
    Cześć jestem cyborg z zachodnich rubieży. Tu nie ma nic wymyślonego !
    Jeżeli cokolwiek z tego co tu opisano nie miało jeszcze szansy zaistnieć;
    będzie miało drugą szansę.
    Znaczną część zapisu stanowią wspomnienia, takie migawki.
    Czasami sami nie wiemy jakie skarby, perełki pamietamy. Czasami otwieramy
    szufladki pamięci u innych.
    Do roboty !!
  • @cyborg59 17:49:06
    Ja ci tu odpowiem mondralo:

    "co do podejrzenia, jakie wypowiadam w niniejszej książce, że wszyci są robotami, czyli maszynami, to trzeba pamiętać, iż w latach mojego dzieciństwa w śródmieściu Indianopolis lub w tłumie cyrkowych widzów często spotykało się ludzi, przeważnie mężczyzn, cierpiących na zaawansowane stadium syfilisu, czyli " locomotor ataxia".
    Ludzi tych zaatakowały małe mięsożerne korkociążki, widoczne pod mikroskopem. Kręgosłup ofiary zrastał sie w miarę tego, jak korkociążki wyjadały mięso spomiędzy kręgów. Syfilitycy sprawiali wrażenie ogromnie dystyngowanych -wyprostowani, wzrok skierowany przed siebie."

    Cyborgu! Bój się Boga , nie masz tych symptomów?



    ps. Cytat: Kurt Vonnegut "Śniadanie mistrzów"
  • @jazgdyni 13:56:45
    Ale OZu! Co Ty mówisz?! Przecież po wykonaniu helikoptera leżałeś na brzegu, na prawym boku - by nie uwierał Cię glock, ciesząc się zasłużoną sławą! SEALSy były zachwycone! Naprawdę. Same widziałyśmy dzisiaj, w Zooschwitz. I ani jednego protestanta czy innego lutra wokoło!

    Ewcia i Hania, nie zważając na brak górnych jedynek, uwielbiały wyprawy do Zooschwitz. Szczególnym jednak zainteresowaniem, dla którego brak doprawdy logicznego wytłumaczenia, darzyły staw z fokami. Oraz frytki, ale zostawmy to teraz. A więc przed tym stawem z fokami mogły stać godzinami. Nikt nie wiedział, co tak interesowało małe dziewczynki w tym jakże banalnym widoku plażujących fok ... Publiczność zmieniała się wielokrotnie, a one stały tam i stały. Czyżby widziały coś, czego inni nie dostrzegali?

    PS. Biedne dwugarby. Po tej depilacji przez von Targowa wyglądały więcej, niż żałośnie. Naprawdę. Tylko jeden, gniady, najwyraźniej nie wpadł w łapy dyrekcji. Był bardzo efektowny.
  • @Lia 19:06:39
    Cześć! Jestem Kossobrebrzebrzoborzyrzyna cy cóś, już nie pamiętam. Ale perełki - i owszem, noszę codziennie. Nawet w siodełku. Bez perełek człek jest nagi i odarty.
    Witamy i czuj się u nas .... hmm... Jakbyś chciała się czuć? :)
  • @jazgdyni 13:56:45
    To zaproś tu herszta tych protestanckich Szkotów i my z Ewuś taki łomot dziadu spuścimy, że ruskich miesiąców się nauczy!!! :[[[ I oskaczemy zwłoki, as well.
  • @Lia 19:06:39
    Olejże niecnoto wapory starców.

    Umilże swój żywot małmazją i miodem.

    Czuj się miedzy nami jak nimfa urocza.

    Śpiewaj nam, graj nam i baw, razem z sobą.



    Tu szpetnie powinienem zakląć bo stołek podkomputerowy wdarł mi się w pośladek.

    Czuj duch zrywam się z wędzidła .

    Kossodrzewina wróciła a Ewka kota kastruje.
  • @Lia 19:39:09
    Jam jest z tych nafciarzy, u których ceni się nos.
    TZN. ogólnie, mam alergię i jak węglowodory wydobywają sie przez jakąś paskudną szczelinę, to ja dostaję wypieków, kręciołka w nosie, napad kichania nieustający (po pierwszym sto lat... a po 12 co?)
    I jak ta ropa jest juz przydeptana i siedzi na niej obyma półdupkami jakaś duża matka (BP, Shell, Statoil) to my wyrażamy najwyższą pogardę i ruszamy w bój - Kmicic, Wołodyjowski, Zagłoba ! Rycerzy trzech, bonam się O, Oleńka podoba...
  • @KOSSOBOR 19:43:15
    Siostro ty moja nieustępliwa !
    Ty pojęcia nie masz co oni ze mną wyczyniali. W głowie mącili, podkładali świnie, za zezwłok ciągnęli i po prostu chcieli zniszczyć tego małego, skromniutkiego robaczka z Polski.

    Ale, jekiemż oZ, podwodą za czasów nie tak dawnych, w swobodnym występie wytrzymywałem 4 (słownie cztery!!!) minuty, i niech mi tu jakiś gówniarz, bez dobrej zaprawy nie usiłuje insynuować, wiec szkoty paskudne wymiękły. Co wcale nie znaczy, bym po tym całym nurkowaniu nie miał potężnego mętliku w głowie i po powrocie do hotelu nie padł na łoże ja ciężarna przed połogiem.
  • @Lia 21:13:25
    Ty mi tu karpiem pachniesz.

    Czy pan profesor potwierdził plenipotencje?

    Tudzież towarzystwo przaśne...
    Aczkolwiek pewna dychotomia nauk współczesnych powoduje duuuuuży dysonans poznawczy.

    Tudzież zapuszczamy sie w obszary szare i czarne, pełne pułapek i gwintów. Warczymy i piszczymy....

    A tak ogólnie, zapraszamy do Klubu Dyletantów, czego nam szanowna Redakcja odmawia. Klub jest po to by był.


    I już.
  • @jazgdyni 20:49:31
    "Kossodrzewina wróciła a Ewka kota kastruje."

    Kossodrzewina spada do pracowni, bo praca to zając - jednak.

    No........ Ewcia się z Tobą porachuje, porachuje.................................. porachuje. Tak!
  • @Lia 20:53:48
    Gdybym to ja wiedziała, co "Kossobre co", to żem bym powiedziała.

    No to czuj się tak, jak tam chcesz. Za piecem. Albo przy wspaniałej porcji lodów "Melba" z których słynął onegdaj Grand Hotel w Zoppot.

    Lia... Lia - to bardzo literackie. A jeszcze bardziej - filmowe. Śliczne!
  • @jazgdyni 21:07:18
    To musisz nam o tym połogu wśród lutrów opowiedzieć koniecznie. Dzisiaj się zastanawiałyśmy: po cholerę OZu takie cóś?!
    Nawet foki pukały się w czoło /co wyglądało jak chlastanie płetwą/. Naprawdę.
  • @KOSSOBOR 21:42:47
    Kanapiki dla mężów co to już nie ma ją się ochoty ściągać z łózka a są głodni jak pies:

    - Kromeczka ładnie wysmarowana masełkiem, tak, żeby nie brudziła paluszków, dwa plasterki szyneczki, lekko podwędzanej, na to serek plesniowy, moze byc turek camaemert, ,lekko posypujemy sola i pieprzykeim, pare kropelek occtu z modeny ( ale tego syropiastego, a nie bezczelnego płynu), płatki szczypiorku i już mamy kanapkę #1.
    Jak zwykle - chlebaczek, masełko, a na to metka, drobno siekana cebulka, krople tabasco, - kanapka #2.
    Ser żółty, najlepiej ementaler, lub inny słodki, parę listków odpowiedniej sałaty, fileciki anchovies, kropelka dobrego octu, sól pieprz do smaku.

    Bez takich kanapek nijak nie idzie zasnąć.
  • @jazgdyni 22:02:48
    kanapki z sosem tabasco przed snem szamać,
    to zmory nocne i mary senne do siebie spraszać.
  • @jazgdyni 22:02:48
    Qurczę, przełykam ślinkę względem tych kanapików. A tu już 1.30 i jogurt w pobliżu. Łee.....

    Fenomenalny skład! Z octem - bym nie pomyślała.
  • @tadman 23:31:37
    Mocne jedzenie w ogóle jest niedozwolone przed snem. Jednakowoż OZu spowodował, że MUSZĘ zjeść jakąś kanapkę! Mimo nieprzyzwoitej pory.
  • @Lia 02:56:42
    Nocny patrol po inspekcji składa meldunek: Na jajach.be jaj nie ma. Nie dowieźli.
  • @tadman 03:50:14
    Piotr Gwint przekręcił ciało w stronę brzegu metalowego łóżka, a obudzone łóżko jęknęło z niezadowolenia sprężynami. Gwint, wychylony do połowy, gmerał wokół, aż znalazł półlitrówkę. Pociągnął z niej dużego bula. Nie, nie, nie szło o zwykłe pijaństwo, bo był to gest prawdziwego samarytanina, za te wszystkie umęczone głody krążące nad dzielnicą. Głody sfrunęły i ułożyły się w nogach gwintowego łóżka i bardzo szybko zapadły w sen, poświstując z cicha z wdzięczności. Musiały szybko spać, bo już niedługo będzie wstawać słońce.
  • @tadman 09:13:51
    Tego dnia bzdyklacz obudziła się nie dość, że niewyspana, to jeszcze z zapowiedzią migreny. Jakiś młodociany kretyn bawił się pół nocy kapiszonami. Uch! Jakby gnojka dorwała... Tu przez chwilę w w myślach rozdeptywała młodocianego idiotę, a nawet chwilę poskakała po zwłokach. Trochę jakby pomogło. Niestety, w tym momencie nadbiegło w podskokach maleństwo i zaczęło zadawać pytania. Mała bzdyklacz zaczęła już sylabizować litery duże i drukowane, czyli łupem jej badań padały najczęściej afisze typu : Bądź czujny wobec wroga narodu! albo Dbaj o zdrowie. Tęp muchy!, lub tez Stonka ziemniaczana. Pasiasty dywersant.. Jednak przy haśle: Ręce precz od Korei! bzdyklacz wymiękła i poczuła, że łeb jej pęka, a życie jest nie do zniesienia. Szybko jednak wytłumaczyła maleństwu, że zrobiono błąd i miało być "od kolei", bo nie nalezy stać na szynach, aż pociąg nadjedzie, a maszynista wyskoczy i pogoni ją, jak to ono zrobiło ostatniej środy. Maleństwo usatysfakcjonowane odbiegło w podskokach tępić muchy i stonkę, a bzdyklacz zrobiła sobie gorący kompres i położyła się w cieniu.
  • @Lia 09:53:22
    Zaraz poezja. Nie, to są jaja.be, a w ramach konwencji wist do Ciebie [umęczone głody :)] i możesz założyć uprząż i pociągnąć dalej i to w stronę najbardziej Ci odpowiadającą. Spróbuj, to nie boli. :)
  • @KOSSOBOR 19:43:15
    Ależ kochana! Mysmy byłyśmy odkryłyśmy przypadkiem ślad zbrodniczej działalności OZa! Przecież to on, padalec jeden, musial w środku nocy, dla zmylenia przeciwnika, podpełznąć do biednych śpiących baktrianów i im powyrywać tę wełnę całymi płatami z róznych fragmentów ciała! I teraz już nawet wiemy, w jakim kolorze ma te gacie z dwugarbnego wielbłąda! W brudnobiałym! A potem zapewne zmusił nieszczęśną Frau Schnitzel do uprzędzenia mu z tego wełny i pośpiesznego wydziergania na drutach owych gaci, co ta uczyniła nie bacząc na późną porę, bo do agenta O;o ma stosunek wiernopoddańczy, niepojęty dla reszty istot ludzkich!

    Zresztą to mi również tłumaczy tę nieruchomość brudnobiałej lamy, która nas była zmyliła do tego stopnia, żem podejrzewała ją o bycie z plastiku! Zapewne OZu na początku chciał spróbować na niej swoich sztuczek i biedna lama osłupiała!
  • @jazgdyni 20:49:31
    Tobie to już nie pomoże nawet choćbym odliczała do trzystu dwudziestu!Jak nie kiełbasa z tapira, albo trzewiki z krokodyla, to kastruje koty! Albo je truje cyklonem B! Potwór!
  • @sigma 09:51:54
    Ból głowy jakby zelżał, albo raczej zaczynał lżeć, kiedy bzdyklacz po prostu poczuła, że maleństwo stoi nad nią i wywierca w niej dziurki ostrymi spojrzeniami bystrych ślepek. Z jękiem otworzyła oczy. Zgadzało się. Stało.
    - Mamusiu! - wrzasnęło przenikliwym głosikiem, od którego w mózgu bzdyklaczy nastąpiło spięcie, zwarcie i swąd. - A ten maszynista powiedział, że jak mnie dorwie, to mi nogi z dupy powyrywa! Czy to jest możliwe?
    Bzdyklacz odliczyła najpierw w duchu do dziesięciu. Potem chwilę pomyślała.
    - Wysoce nieprawdopodobne, ale możliwe - odparła wreszcie z przekonaniem.
  • Peer Gynt
    Gwintu spał wyjątkowo niespokojnie. Coś go przygniatało go do żelaznego łóżka i to z taka mocą, że nogi łóżka zaczęły się rozjeżdżać, a całość niebezpiecznie trzeszczeć. Piotr tracił dech, a nogi bolały go jakby wkręcono je w imadło. Otworzył sklejone kacem oczy, potoczył nimi wkoło. Pokój, specjalnie nie zmienił się od wczoraj; dekadencki urok małej libacyjki wciąż trwał, a zapach świeżo trawionego alkoholu dodawał dodatkowego uroku temu spartańskiemu locum. Zdębiał, kiedy spojrzał w kierunku oparcia łóżka, Całe łóżko było zasłane umęczonymi głodami. Zdziwił się, że było ich aż tyle, ale przypomniał sobie, że w noc kilka razy odstawiał samarytanina i chyba wdzięczne głody spłynęły również z innych dzielnic. Zauważył, że głodów przybywało.
    Zaklął szpetnie po norwesku, bo zrozumiał, że umęczonych głodów w nocy jest mniej, bo ich właściciele najzwyczajniej śpią, a teraz już są na chodzie, a wraz z nimi ich umęczone głody.
    Cholera, to mi wygląda na wrażą, antysocjalistyczną działalność popleczników amerykańskiej soldateski. Muszę złożyć meldunek. Tym razem nie dam zaciągnąć się do knajpy. Sprawa wygląda na poważną i rozwojową. Może jakiś awansik, albo chociaż premijka się przytrafi. Uśmiechnął się do własnych myśli.
  • @tadman 14:14:10
    Mała bzdyklaczka odgalopowała, ale niedaleko, bo po drodze natknęła się na przedstawiciela mas pracujących, który akurat zawieszał następny afisz propagandowy. Odcyfrowała składając bukwa po bukwie:
    Nasza odpowiedz spekulantom to terminowa dostawa ziemniaków!
    Zrozumiała tyle, że domagają sie od niej ziemniaków. Ale komu miała je dostarczyć? I dlaczego? I dlaczego ona ma w odpowiedzi ciskac w spekulanta ziemniakiem?
    Niewiele myśląc wykonała w tył zwrot i pogalopowała z powrotem do matki.
  • @sigma 14:50:39
    Gwint w końcu wygrzebał się z domu. Postawił kołnierz, nasunął na czoło kapelusz i założył ciemne okulary, wcisnął ręce do kieszeni płaszcza. Wyglądam dość niedostępnie, więc nikt mnie nie zaczepi i spokojnie dotrę do punktu kontaktowego. Kiedy przechodził przez jezdnię ktoś pociągnął go za rękaw płaszcza, a ten został w dłoni obcego. Płaszcz też był na służbie i udawał Burberry, choć był zrobiony z krajowej dermy, ale był to tak zwany odrzut z eksportu, który załatwili mu w centrali. Gość stał na środku ulicy z idiotyczną miną i zwisającym rękawem ersatzu Burberry. Wqurw, jak jasny gwint, naszedł naszego Gwinta, więc rzucił:
    Gnoju zniszczyłeś mi urzędowy uniform. Bekniesz za to!

    - Pietrek nie udawaj wariata, kolegi z wojska nie poznajesz. To ja Zdzicho. Po dłuższej chwili nastąpiło rozpoznanie i kumple z wojska poszli do najbliższej knajpy oblać niespodziewane spotkanie.
  • @tadman 14:14:10
    Się zgadza! Bowiem Gwinta zostawiliśmy, po tym, jak zwariował, w Klinice Psychiatrycznej profesora Bilikiewicza /ooo! to była bardzo znana postać gdańskiej psychiatrii/. Natomiast po uduszeniu /na fest!/ odwiedzającej go Majorowej - został przeniesiony na oddział zamknięty. A tam się różni szwendają, umęczone głody też. Natomiast przekupni sanitariusze donoszą cichcem alkohol. Gwint, dla świętego spokoju sanitariuszy, w zasadzie innych środków spowalniających i łagodzących - nie potrzebował. Interes kwitł: sanitariusze zarabiali oraz mieli ów święty spokój. Gwint Piotr był w siódmym niebie. No i pozbył się Majorowej przecież. I to na sicher!
  • @KOSSOBOR 15:41:09
    Jednak zanim dobiegła do domu, żeby wyjaśnić kwestię spekulantów i ziemniaków, mijając Dom Partii stanęła jak wryta. Na frontowej elewacji pysznił się ogromny napis:
    Józef Wisarionowicz Stalin - Ojciec wszystkich polskich dzieci!
    Pod spodem zaś widniała wąsata morda antypatycznego faceta.
    Mała bzdyklaczka zadrżała.
    To nie mógł być jej tatuś! Za nic!
    Zalewając się łzami i potykając o własne nogi popędziła do mamy. Mama na pewno powie, że to nie jest jej tatuś!
  • @sigma 16:07:36
    Bzdyklacz w duchu przeklęła te parszywe czasy, ten koszmarny przodujący ustrój oraz ze szczególnym uczuciem - autora ostatniego afisza propagandowego.
    Uspokoiła łkajace maleństwo, że wąsaty zbir nie tylko nie jest jej tatusiem, ale w ogole nie jeste tatusiem jakichkolwiek polskich dzieci. Po czym zabrała się za wyjasnianie, czym jest metafora, ale szło jej kiepsko, bo maleństwo było akurat etapie dosłowności.
    Na przykładzie metafory"ciotka Stalina" wyjasniła maleństwu, że w tym konkretnym przypadku panie, o których mowa nie są bynajmniej spokrewnione z wyżej wzmiankowanym panem, ale mają tylko zbliżone poglądy.
    Maleństwo przytomnie zauważyło, że w takim razie, czy dzieci Stalina mają też zbliżone do niego poglądy?
    Bzdyklacz pojęła, ze niefortunnie wybrała metaforę.
    - Nie - odparła stanowczo. - Oznacza to tylko, że ten pan czuje się w prawie wychować wszystkie polskie dzieci, jakby były jego.
    - Ale ty nie pozwolisz mnie jemu wychować?- pisnęło maleństwo przerażone.
    - W życiu - wycedziła bzdyklacz złowrogo przez zęby. Pogłaskała czule maleństwo po łepetynie, po czym wyciągnęła z głebi kredensu zachomikowaną czekoladę z orzechami.
    Maleństwo na widok czekolady momentalnie zapomniało o ojcu wszystkich polskich dzieci i mlaskając z lubością zabrało się za słodkości.
  • @KOSSOBOR 15:41:09
    Gwint wybudził się z insulinowej śpiączki. Dygotał cały, rzucał się, właściwie każdy jego członek robił co chciał.
    - Gdyby nie kaftanik i pasy to pewnie leżeli byście na ziemi - powiedział dr. Bilickiewicz.
    Co was ugryzło, że użarliście jeden rękaw kaftana?
    - Czy znowu spotkaliście Zdzicha z wojska? - zapytał przymilnie doktor.
    W głowie Gwinta zapalił się ostrzegawczy sygnał
    - Pewnie chcą wydrzeć szczegóły tajnej misji Zdzicha. Oj, nie znajdą go, bo nie wiedzą, że ja wiem, że oni nie wiedzą i że nigdy nie będą wiedzieć. Pamiętam - uśmiechnął się do swoich myśli Gwint - jak niby to konsultował mnie dr Fraud czy Freud, taki mały zakompleksiony doktorek, który za pomocą elektrycznej machiny chciał wydrzeć mi wszystkie moje myśli. Głupek nie wiedział, że jak chcę to mogę mój mózg kompletnie wyłączyć. Oplótł mnie masą kabli i podłączył do swojej aparatury. Zadawał mi różne pytania i wlepiał gały w jakiś ekran, na którym była jakaś kropka. Widać było, ze był cholernie niespokojny, by po godzinie wrzeszczeć
    - Zum Teufel! Donnerwetter!
    -Verfluchten Polacken! Potem nerwowo odłączył mnie od tej swojej maszynerii i kazał się podpiąć asystentce. To co po chwili zobaczyłem na ekranie jeszcze do dzisiaj przyprawia mnie o mdłości.
  • @tadman 16:44:31
    Tadziu, masz u mnie wódkę. Zimną! :)
  • @sigma 16:32:21
    Bzdyklacz, dla pewności, wyciągnęła jeszcze z kredensu torebkę mordoklejek, schowaną właśnie na taką - czarną - godzinę, gdy mała bzdyklaczka, Zulą zwana przez liczne ciotki, będzie jej zawracać łeb podczas drzemki.
  • @tadman 16:44:31
    Tadziu, wybrnąłeś genialnie;))) Co racja, to racja!
  • @KOSSOBOR 22:33:04
    A będzie, jak amen w pacierzu, bo właśnie zoczyła hasło:
    Kułaka w oczy kole zasiane wspólnie pole!
  • @sigma 12:38:15
    No wiesz !!!

    Ja w ogóle zaczynam podejrzewać, że wy, jak ciotka Kazimiera, macie alergię na mężczyzn. Szczególnie na prawdziwych mężczyzn. A prawdziwy mężczyzna nie pyta, tylko bierze, co mu potrzebne.
    Takie tam pitolenie... Lamy miałem pytać???
  • @sigma 00:07:22
    To hasło:

    Józef Wisarionowicz Stalin - Ojciec wszystkich polskich dzieci!

    wywołało poruszenie, nie tylko u bzdyklaczy.
    Bezjedynkówki zwołały naradę, w miejscu zazwyczaj przeznaczonym do narad tajnych lub knujących, czyli na polance, między gęstymi krzakami jeżyn.
    Ewuncia, bo ona przewodziła bandzie czworga, choć mniejsza, nie tak wyrośnięta, jak Haneczka ladaco, lub Marzenka - no cóż..., zagaiła poważnym tonem:
    - Musimy porozmawiać o seksie. - Komunikat, oczywiście wywarł spodziewany efekt i trójka dziewczyn umilkła, a nawet przestała żuć i się wiercić.
    - Januszek! Chodź tutaj! - Ewuncia zawołała władczo z gęstwiny kolczastych krzaków.
  • @jazgdyni 04:53:49
    W środku ciemnej nocy, Ozu, śpiący jak zazwyczaj w swojej ulubionej pozycji, czyli na wznak, z nogami zgiętymi w kolanach i jedną nogą założoną na drugą, mlasnął. Po chwili jeszcze raz mlasnął, a potem jeszcze próbował żuć, co spowodowało, że się ocknął. To całe mlaskanie spowodowały jakże umęczone głody, jak zwykle czające się po kątach.
    Chwilę śródnocnej świadomości wypełniły mu myśli o zbliżającej się konferencji "Czy mycie nóg w bidecie jest objawem braku kultury?", następnie miła myśl o truskawkach i już spokojnie ponownie zasnął.
  • @jazgdyni 04:53:49
    - No, co to jest seks? - spytała Ewcia. - To liczba. Między fünf i sieben - oświadczyła tonem nie znoszącym sprzeciwu.
    Eins, zwei - Polizei
    drei, vier - Offizier
    fünf, sechs - alte Hex
    sieben, acht - gute Nacht
    neun, zehn - auf Wiedersehn - wyrecytowała jak maszynka.
    Języki to potęga. A język wroga trzeba znać!
    Jutro będziemy się uczyć ruskiego. A dzisiaj - szwabskiego. Do roboty!
  • @jazgdyni 04:37:51
    Jak się jej wyrywa kłaki, to się nalezy spytać!
    A tak w ogóle pojąć nie mogę, coś ty się tak uparł na ten brudnobiały kolor! Gacie teraz zawsze już będą wyglądać na nie wyprane!
    Ten brunatny był o wiele ładniejszy! No i praktyczny!
  • @sigma 08:17:55
    Reszta gangu przytaknęła ze zrozumieniem. Wszyscy znali ten szkopski wierszyk i często go używali przy zabawie w chowanego.
    Ale coś wisiało w powietrzu. Wszyscy to czuli i niepokój narastał. Tak jak rumieńce na policzkach. Zniecierpliwiona Ewuncia władczym tonem ryknęła, jak depilowana lama - Januszek, chodź tu natychmiast!

    Do czego nagle potrzebowała Januszka, którego przecież zwalczała namiętnie i całkiem bezinteresownie? Może powoli dojrzewała?
  • @jazgdyni 08:54:40
    - Januszek, ty się zawsze wymądrzasz jak nie wiem co - oznajmiła Ewcia. - To w takim razie powiedz, co będzie po elf, zwölf ?
  • @sigma 09:38:31
    Januszek, który poprzez swoją cichość i skromność potrafił dosłownie znikać z otoczenia, wtapiać sie w ściany lub co niektóre meble, słyszał już to i owo. Kojarzyć też potrafił i dodać dwa do dwóch.
    Więc zaczął z pełnym przekonaniem i odpowiednią wiedzą teoretyczną:
    No więc, słuchajcie, sex to... - i koniec; dalej nic. Niesłychana wstydliwość, którą miał od urodzenia, zamurowała go dokumentnie. Słowa więcej nie potrafił wydusić z siebie.
    A na dodatek mgliście podejrzewał, że bezjedynkówka ma jakieś tajemnicze, okropne plany wobec niego.
    Reszta zgromadzenia stała z zapartym tchem.
  • @Lia 12:20:14
    Wyłowiłem Twoje umęczone głody i proszę, nawet OZu je zaakceptował.
  • @tadman 10:49:00
    Chłopiec przez długą chwilę się zastanawiał, a że właśnie skończył wesołą książeczkę nijakiego Kurta Vonneguta, która leżała na samym wierzchu w bibliotece tatusia, czyli nie była w zbiorze tekstów zastrzeżonych, miał dylemat.
    Czy powinien opowiedzieć im o bobrach?
  • @jazgdyni 09:49:32
    - Elf, zwölf - einige Wölfe! - wrzasnęła triumfalnie Ewcia, kiedy Januszka zamurowało i ani be, ani me, tylko próbował chytrze zmienić temat, żeby nie wyszła na jaw jego niewiedza w kwestii tego, co jest po elf.
    - Ojej, mama mi kazała iść do sklepu i kupić pół kilo węgorza z drobiu w opakowaniu zastępczym - przypomniała sobie znienacka Hania na zasadzie niepojętych skojarzeń.
    I lekcja języka wroga została chwilowo przerwana.
    Tylko czerwony jak rak Januszek coś tam wciąż mamrotał o seksie, ale i tak go nikt nie słuchał.
  • @sigma 15:21:19
    -Carramba ! - wymruczał, a potem zaklął szpetnie siedzący w uchu tapira D.U.P.A (diabeł usługowo podręczny alias anioł stróż).
    Znowu spalone, niezjedzone. Ale w końcu je dorwę.
  • @Lia 17:01:27
    Wszystkim polecam myśl o truskawkach.
    To lepsze niż myśli o kobietach.
  • @jazgdyni 15:34:19
    Mała bzdyklacz powoli oswajała się z rzeczywistością, a nawet na nią z lekka uodparniała. Hasło:
    Nie pij! Powierzamy ci nasze wspólne dobro!
    już nie doprowadziło jej do stanu histerii z związku z niepojętym zakazem pobierania płynów, mimo że żadnego dobra nikt jej nie powierzył.
    Natomiast widniejące nieopodal inne hasło:
    Imperialistyczny wróg kusi cię Coca-Colą!
    sprawiło, że zakonotowała sobie tylko w łepetynie słowo coca-cola, żeby kiedyś tego spróbować, jak nadarzy się okazja.
    Zaczęła też grupować slogany propagandowe w grupy tematyczne. Powyższe dwa dołączyła do tematu :"napitki" razem ze znanym już:
    Bimber przyczyną ślepoty.
    Przyczesała grzywkę ( bardzo dbała o swoją powierzchowność, jak każda panienka), wypolerowała kopytka na zwisającej końcówce ostatniego sloganu, co sprawiło, ze słowo "Colą" stało się nieczytelne i wyciągniętym kłusem poleciała do domu na podwieczorek.
  • @Lia 17:07:27
    OZ = Ojciec Założyciel
  • @Lia 18:14:05
    No wiesz, jakto czego?

    Następna ateistka.
  • KOSSOBOR
    Bezjedynki dotarłszy do rybnego stanęły na końcu kolejki - niezbyt długiej, najwyżej do skrzyżowania, ale w końcu było ciepło. Nudziły się okropnie, więc kredą świśniętą ze szkoły wypisywały rózne rózności na chodniku.
    Hania pisała w pocie czoła: Jeśli chcesz iść na Sąd Boski, pracuj tak jak Wicek Pstrowski.
    Widząc to Marzenka natychmiast temat pociągnęła i na swoim kawałku chodnika napisała: Pstrowski jest to górnik srogi, przekroczył normę, wyciągnął nogi.
    Ewcia w międzyczasie obserwowała postępy dwóch kolejkowiczów w opróznianiu jednej butelki denaturatu oraz dwóch wody brzozowej. Ten od denaturatu jakby wiądł szybciej.
  • @Lia 18:14:05
    "Tylko że mię coś podkusiło. Staropolszczyzne sie mnie zachciało."

    To z telefonicznej rozmowy Goldberga z Rappaportem o sęku, dziurze, wekslu, tartaku i rasach psów.
  • @Lia 18:29:21
    Oj ty niewierna, nie pojęłaś mojej odpowiedzi, dziecko...
  • @sigma 18:29:26
    Aczkolwiek ci od denaturatu to było kulturalne towarzystwo. Nie wlewali tego błękitu, ze tak powiem, prosto do ryja, jak fornale jakieś, tylko dyskretnie przepuszczali ciecz przez chlebek do musztardówki i pili dopiero, gdy napój skrzył się nieskazitelną transparentnością. Poza tym przejście przez chleb dodawało mu aromatu mazowieckich pól złocistych, dożynek i towarzysza Ochaba. Po wychyleniu szklaneczki oddenaturowanego denaturatu, zamaszyście chuchali w cokolwiek mokry i fioletowy chlebek i cierpliwie czekali na zakąskę, która miały być, tak przez wszystkich wypatrywane moskaliki.
  • @Lia 18:29:21
    Dzisiaj pracuję tylko na zasadzie rezonansu. Jak nie wiesz, co to rezonans, to wyjaśni tobie Cyborg, jedyny pośród nas człowiek - maszyna.
    On też często się wzbudza na zasadzie rezonansu i takich tam sprzężeń. Szczególnie jak mu 11 harmoniczna podbija.
    Małe też pracują na zasadzie rezonansu, choć jeszcze o tym nie wiedzą.
    Chyba jedyny, który ma wolną wolę jest tapir.
    Ale on też o tym nie wie.
  • @Lia 19:18:43
    Ojtam, sama zrozumiesz, gdy cię już do mnie przywiodą...
  • @sigma 18:29:26
    Bezgórnojedynki naturalnie nie miały pojęcia, o co chodzi z tym Pstrowskim, ale wiedziały, że w domu powodowało to wybuchy śmiechu absolutnego wśród dorosłych. Tak więc w końcu przestały bazgrolić po trotuarze i swoim zwyczajem narysowały kredą klasy, Ewcia wyciągnęła z kieszonki kawałek poniemieckiego kafla, wydłubanego z sieni, i zaczęły grać. Skoki dziewczynek powodowały miarowe i mimowolne ruchy głowy u denaturatów i brzozowych. Także u arystokracji - u salicylów, którzy pobrali poranną dawkę zaraz po otwarciu pobliskiej apteki.
    Po dziesięciu minutach skoków, kolejka gwałtownie się zmniejszyła i jej trzon wylądował w pobliskich krzakach, skąd zaczęły dochodzić wiadome odgłosy.
    Kolejkowicze byli zachwyceni i pogłaskali dziewczynki po główkach.
    Te, swoim zwyczajem, skromnie spuściły oczęta, schowały cenny kafel i wyciągnęły z kieszonek pomięte karteczki ze spisem zakupów. Zrezygnowały z paru pozycji, których jakoby "nie dowieźli", by za tak zaoszczędzone pieniądze udać się do zielonej budki pani Janeczki po pół kilo kiszonej kapusty i trzy ciepłe lody.

    Ciepłe lody były absolutnym hitem, na równi z oranżadą w proszku. Owszem, ściągały osy, więc należało te lody jeść szybko. Ciepłe lody były również jakąś resztką prywatnej działalności wytwórczej, której przecież nie miało już prawa być. Przez co ich cenność i tajemniczość jeszcze wzrastała. Taki lód kosztował 1 złoty. I był oblany "czekoladką".

    No a jedzenie brudnymi paluchami kiszonej kapusty z rozpływającej się na dole szarej torebki papierowej - było samą rozkoszą. Naturalnie również z powyższego powodu należało jeść tę kapustę szybko.

    Na szczęście budka pani Janeczki była blisko piaskownicy, więc uczta zapowiadała się wspaniale i kulturalnie: na siedząco.

    Januszek, miętoląc w kieszonce fartuszka miętolowego, świśniętego tatusiowi, nieśmiało wyjrzał zza krzaków... Ewcia, Hania i Marzenka szybko się naradziły i ustaliły, że Januszek dostanie po jednym lizie od każdej z nich, ale z boku loda, a nie z góry, bo zlizałby całą "czekoladkę".

    Cóż, Drodzy Czytelnicy. Jak wiemy, przy wódce to się nazywa "na krzywy ryj". Ale do takiej konstatacji Januszkowi było jeszcze przecież bardzo daleko, choć początki, jak widzimy już miał.
  • @jazgdyni 18:57:36
    Jednak woda brzozowa miała tę przewagę nad denaturatem, już nie mówiąc o płynie borygo, że był to - podług konsumentów - smaczny i niereglamentowany napój alkoholowy dostępny w każdym kiosku czy sklepie z kosmetykami. Mniejsza o smacznośc, ale brak reglamentacji oraz dostępność w każdym kiosku i drogerii - to było to! Poza tym nie wymagała przepuszczania przez cokolwiek, ale była gotowa do konsumpcji a vista. Pewną wadę stanowiła cena - denaturat wypadał jednak taniej, nawet jeśli doliczyć cenę chleba do przefiltrowania cieczy.
    Takich to uczonych dyskusji zdeterminowanych pijaczków były bezjedynki znudzonymi świadkami.
    Ponieważ wciąż towaru nie rzucono, a pijaczkowie po zakończeniu tematu podparli ścianę i się zdrzemnęli, dziewczynki zaczęły grać w klasy.
  • @KOSSOBOR 21:54:58
    No i popatrz - obie jednoczesnie kazałyśmy im grać w klasy;)
    Ale nikt, dosłownie nikt nie docenił urody "węgorza z drobiu w opakowaniu zastępczym";(
    A byl taki!
  • @sigma 22:01:57
    Zaprawiony w bojach pijak był uświadamiany, że nie powinien pić denaturatu, bo to trucizna. Odwinął się zgrabnie, cytując jakiś przepis, który stanowił, że w sklepach spożywczych nie można sprzedawać trucizny, więc on pije i już. Hmm, ale nie wiem czemu nie zagryzał pastą do butów, albo pastą do zębów.
    A propos pasty do zębów, to pisze o jej spożywaniu przez swoich krajan W. Suworow w drugim numerze Uważam Rze HISTORIA.
  • @tadman 22:16:45
    Nie mam URze;( Dlaczego oni, do jasnej, niespodziewanej anielki, spożywali paste do zębów? Zamiast musztardy?
  • @sigma 22:20:50
    Dla elegantszych pijaczków o bardziej zasobnych portfelach kioski oferowały Przemysławkę. Była to w założeniu woda kolońska produkcji krajowej (woda brzozowa była produkcji ruskiej). Uważana ogólnie za ciekawą alternatywę dla banalnej produkcji Polmosu.
    Zgodnie z reklamą Przemysławki:
    "Górne nuty to owoce cytrusowe, które w połączeniu z nutami ziołowymi i lawendy dają wrażenie świeżości i czystości."
  • @jazgdyni 04:37:51
    Brawo, świetnie to wyłuszczyłeś w krótkich marynarskich słowach i masz rację, bo czy takimi można nazwać DelfInna, cyborga59, albo mnie. Był jeszcze jeden prawdziwy, ale ostatnio go nie ma i boję się, że jednak się pomylił.
  • @sigma 22:20:50
    Nie odbieram wrażeń. Nie ma to jak lektura wykonana niezaocznie.
  • @sigma 22:06:40
    Skarbie, był taki, ale - za Gierka! Oraz wyrób czekoladopodobny. W 1953 takich cymesów wątpliwych nie było! Żarcie było prawdziwe jednakowoż.

    Co do Gierka. Napisałam post o "Polsce B". Bez łopatologii. http://kossobor.nowyekran.pl/post/62667,moj-kraj
    Podczas pisania tej notki uświadomiłam sobie, że Gierek zrobił jednak zbiornik na Dunajcu! Dunajec powodował straszliwe powodzie. Przeniesiono Czorsztyn i Maniowy do góry i zalali teren. Mieszkańcy Bogu dziękowali, mimo protestów ekologistów ze stolycy. A te okrągłostołowe gnoje zatapiają te ziemie /"Polskę B"/ regularnie, skreślając cały plan regulacyjny, antypowodziowy ś.p. pani Gęsickiej - właśnie z powodu nienawiści do tamtejszych mieszkańców, spowodowanej ich preferencjami wyborczymi /polskość to nienormalność, należy zatopić.../. Ergo: Gierek jakimś patriotą był jednak....
  • @tadman 22:29:56
    No widzisz. Tak już jest, że trzeba to przypominać, że jest ciągle (choć w niedobitkach) coś takiego, jak prawdziwy mężczyzna.
    Przecie oni już zaczęli lansować twory typu babo-chłop, albo "pan" Biedroń.

    A zauważ, że te małe, a już tak złośliwe i z dominantą, Januszka widzą tylko w jednej roli - zasmarkanego beksę i co tu dużo gadać, przedmiot pastwienia się. Co z tych dziewczynek wyrośnie? Jakie żony i jakie matki?

    Dlatego tamta przyszłość była taka straszna, a efekt tego widzimy dzisiaj.

    Również dlatego jestem popierającym, gdy odważna córka Maria Wiktoria protestuje przeciwko ojcu despocie, w sposób cokolwiek niekonwencjonalny, aczkolwiek dla niego bardzo bolesny, jak to widać na tym słynnym zdjęciu z koncertu.
  • @KOSSOBOR 23:38:05
    Nie przeczytam tego co napisałaś.
    Nikt nie czyta moich wpisów, to dlaczego w rewanżu ja mam czytać.
    Oko za oko.
  • @jazgdyni 05:08:56
    To hasło pogrążyło rozbudzoną poznawczo i ideologicznie małą bzdyklaczkę a mamusię doprowadziło do ostatecznej rozpaczy i cięzkiej migreny w rezultacie.
    Oto one:
    "Zamiast prącia trącać w kącie - stań na Narodowym Froncie"
  • @jazgdyni 05:07:35
    OZu! Litości! To hołota dopuszczona jest! Nie widziałam tego zdjęcia, znam jedynie z opisu /linknij, proszę/. Nie należy w ogóle zajmować się tą hołotą - w jakimkolwiek aspekcie!
  • @jazgdyni 05:08:56
    Se nie czytaj. Alem napisała to również po Twoim poście, http://jazgdyni.nowyekran.pl/post/62634,czy-sa-granice-tolerancji-i-zaczadzenia , gdzie rozpaczliwie piszesz: "Wkrótce też, magicy i macherzy publicznych standardów, wraz z zachodnimi kolegami, którzy u siebie wykonali już lwią część roboty, zaczęli nas wychowywać. Złym jest ksenofobia, nieufność i cała ta pieprzona, zaściankowa tradycja. To właśnie ta ohydna, prowincjonalna Polska B."
    Swoim postem chciałam wzmocnić Twój przekaz.

    To tera do kąta ostrego i się wstydzi!!!

    A na Moskwę nie mogę wejść, bo stale jest blokada. Blokady są o różnych godzinach . Jak i na wiele innych artykułów.
  • @jazgdyni 05:08:56
    "Nie przeczytam tego co napisałaś.
    Nikt nie czyta moich wpisów, to dlaczego w rewanżu ja mam czytać.
    Oko za oko."

    A co z zębami? Z zębami coooo?

    http://teksty.org/kabaret-starszych-panow,zab-zupa-dab,tekst-piosenki



    Ząb, zupa, dąb...

    Przed drzwiami do dentysty
    siedzimy według listy –
    we wzroku mamy szklisty
    polarny strachu ziąb.
    Cierpienia szare cienie
    czekamy na cierpienie –
    co dłuższe ma korzenie
    niż obolały ząb.

    Oj!
    Ząb zupa dąb zupa ząb
    dąb zupa ząb zupa dąb ząb dąb
    Ząb zupa ząb zupa ząb dąb
    ząb.

    Gdy zadmie bólu trębacz
    w zepsutą konchę zęba –
    gdy włosy staną dęba,
    a oko wpadnie w głąb –
    w cierpienia futerale
    płoniemy od zapaleń,
    tańczymy nerwów balet,
    złorzecząc na ten ząb.

    Oj!
    Ząb zupa dąb zupa ząb
    dąb zupa ząb zupa dąb ząb dąb
    Ząb zupa ząb zupa ząb dąb
    ząb.

    Lecz kiedy się wyczerpie
    kontyngent naszych cierpień
    i w nagłej bólu przerwie
    zakwitnie ulgi klomb –
    wyjdziemy od dentysty
    skąpani w szczęściu czystym,
    jedynym, rzeczywistym –
    że nas nie boli ząb.

    Oj!
    Ząb zupa dąb zupa ząb
    dąb zupa ząb zupa dąb ząb dąb
    Ząb zupa ząb zupa ząb dąb
    ząb.

    I zamiast w życiu wcale
    nie szukać innych zalet
    i się radować stale,
    gdy ból nie krzywi gąb-
    my znów będziemy chcieli
    pieniędzy i niedzieli,
    i innych dupereli,
    wciąż ostrząc na nie ząb.
  • @KOSSOBOR 10:29:49
    Ano masz rację.
    Tylko nie pojmuję twojego kreślenia "dopuszczona jest". Do czego - wiadomo. Ale przez kogo. Ja zwalczałem z całej siły.

    A zdjęcie widziałem u Toyaha, notka "Wszystkie dzieci prezydenta":
    http://www.toyah.pl/
  • @KOSSOBOR 10:36:17
    Ależ ja przeczytałem. To wy nie czytacie. Ani śladu. Ani mru, mru...

    Marsz do drugiego ostrego, bo właśnie wymysliłem trójkąt i kwadrat, które mają same ostre kąty.
  • @KOSSOBOR 10:48:17
    Dentysta już na mnie czeka i poleruje te machiny, czypce, duta i korkociążki dozębne.
    Brrrrrrrrrrrrrrrr.
  • @jazgdyni 11:18:56
    W pisanie haseł, odezw i komunikatów dla ludności wkrótce zaangażowani byli najwybitniejsi twórcy i najlepsi poeci tamtych czasów.
    Któż był ojcem (lub matką) tego hasła, które ostrzegało w każdym Osrodku Zdrowia:
    "Nie podnoś na słońce oczu, puki nie zrobisz analizy moczu"

    ???
  • @jazgdyni 11:17:09
    Bo Ty nie rozumiesz szału twórczego! Od czasu natknięcia się w prasie branżowej na wywiad z A. Wodą nosiłam się z zamiarem, tylko brakowało mi kopa /branżowo - łydki/. Ale jak przeczytałam Twój post, to żem zara pogalopowała z moim. To był ten ostateczny impuls :) No, szał twórczy, OZu.

    To co będzie z tym ostrym? Preferuję kwadraty /po znajomości, dobra?/.
  • @jazgdyni 11:18:56
    Fakt. Brrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr. Brrr, brrr, br, br, br, rrr rr, r.
    To wiertło, a nie wyraz solidarności i współczucia. To będzie - gdy zasłużysz.
  • @jazgdyni 12:42:38
    Preferuję wańkowiczowskie "cukier krzepi" z glossą "wódka lepij" . /nie poprawiać!/
  • @jazgdyni 12:42:38
    "Nie podnoś na słońce oczu, puki nie zrobisz analizy moczu"

    A nie brzmiało ono tak: "Nie podnoś na Słońce Narodów oczu, puki nie zrobisz analizy moczu"?

    Z czasów studiów mojej siostry na medycynie pamiętam /częściowo, niestety/ taki wierszyk /może ktoś zna resztę zwrotek?/:

    W prosektorium trup na trupie
    Medyk grzebie palcem w kości
    Bo to już nie boli gości

    Na farmacji wiara równa
    Wyrabiają z ziółek leki
    By je sprzedać do apteki

    A weterynarzy zgraja
    Obcinają koniom grzywy
    Przez co koń jest nieszczęśliwy /troszki niegramatycznie, ale rym się liczy/

    Pardon! ;) Ale tylko te zwrotki pamiętam.
  • @KOSSOBOR 20:19:11
    Wyczuwasz blusa...

    A tematy prac doktorskich:
    -Wyższa Szkoła Marynarki Wojennej - "Dobór załogi pod względem wzrostu do służby na łodziach podwodnych".
    -Akademia Medyczna Gdańsk - "Wpływ pozycji kucznej na akt defekacji".
  • @jazgdyni 21:37:52
    A teraz do baranów:

    Tą postać warto przybliżyć. Tak własnie wzrastali przyszli bohaterowie.
    Ulubionym zająciem Januszka było włóczenie się po okolicznych wzgórzach,
    taplanie się w rozlicznych stawach i bajorkach, oraz penetrowanie również
    mnogich bagien. Rezultay tych wypraw, pieczołowicie wyczyszczone i
    zakonserwowane, zgromadzone były w najdalszej częsci piwnicy, gdzie
    już nikt oprócz niego nie zaglądał. Miał już tam 10 pancerfaustów, 2
    szmajsery, trzy skrzynie naboi ( lub nabojów, tego jeszcze nie rozstrzygnął)
    róznego kalibru, 2 granatniki plus 20 sztuk amunicji do tego, 10 handgranatów,
    ładnie utzrymany CKM i troche broni białej, z chlubą zbiorów - sztyletem
    z wytrawioną gotykiem sentencją "meine ehre heisst treue".

    Zbiory były pieczołowicie zamaskowane wrakami mebli i różnym takim, typowym
    dla piwnic śmieciem. Januszek dobrze wiedział, ze gdyby to zostało odkryte,
    to jak często ojciec mówił w gniewie "nogi z dupy by powyrywał", a biedna
    mama by na miejscu zemdlała i trzeba by ją odwieźć do szpitala.

    Nie wiedziały też o tym bezjedynkówki. Bo, po pierwsze baby nie potrafią
    utrzymać tajemnicy, po drugie, mają głupie pomysły, a to delikatny i wybuchowy temat,
    no i po trzecie, ich niewiedza dawała Januszkowi pewną przewagę
    psychologiczną i jak podejrzewał, również filozoficzną.

    Po co mu był ten arsenał? Jak to po co? Przecież dobry obywatel, to
    dobrze uzbrojony obywatel. Ewcia i Hania to tylko plotły bez przerwy, a on chłop
    prawdziwy i w swoim mniemaniu obywatel, realizował.
  • @jazgdyni 21:40:45
    Pi, pi, pi....
    Jak już nam te górne wyrosły, to miałyśmy bandę. Banda miała bazę. U kapitanówny S., której tata podnosił norkom wraki w portach po wojnie /co nawet opisał Lucjan Wolanowski/. Jeszcze była z nami kapitanówna J., Danusia, zwana Jachem. Kapitan J. dowodził "Mazowszem" i zabierał panienki na przejażdżki morskie. Panienki siedziały skromnie przy stoliku kapitańskim, naturalnie i kapitan J. nie wiedział, że w bazie, w ogrodzie u kapitana S. był niezły skład amunicji, którą pieczołowicie zbierałyśmy, celem obrony i w ogóle, wszelkim celem.

    - Sobie nie myśl, Janusku, że baby to tylko plotą bez przerwy - powiedziała Hania, próbując zębami poniemiecki nabój, ale ze względu na wiadome, górne braki, nie szło jej to za specjalnie.
  • @KOSSOBOR 20:34:51
    Korrrrrrrekta!!!!!!!

    - Sobie nie myśl, Janusku, ze baby plotą bes pserwy - powiedziała............... etc..
  • @KOSSOBOR 20:38:35
    Własnie usiluję sobie przypomnieć, gdzie w ogrodzie zakopaliśmy z bratem taki półmetrowy pocisk;)
  • @jazgdyni 21:40:45
    A kumpel z sąsiedztwa opowiadał, jak wkroczył do salonu dzierżąc handgranata za zawleczkę - zgromadzeni tam goście zamarli w pół słowa, ojciec nakazał mu bezruch i w ciągu ułamka sekundy przejął granata, po czym na paluszkach wyniósł z domu, po czym wrócił, dla odmiany wyprowadził z salonu synka i złoił smarkaczowi skórę, że po dziś dzień pamięta.
  • @jazgdyni 11:17:09
    No już, już - czytamy - strasznie jesteś niecierpliwy - Tobie naprawdę trzeba sprawić Chińczyka;)))
  • @jazgdyni 11:14:47
    W "Fakcie" to zdjęcie pojawiło się pierwsze. Przez dłuższą chwilę nie wierzyłam własnym oczom.
  • @sigma 20:44:35
    No powinnaś go zlokalizować przed ewentualną dobudową.
  • @sigma 20:57:47
    Ja też. Myślałem, że to znowu ex-Pazura się prezentuje.
    Bolek doprawdy musi być ekstremalnie wściekły.
  • @sigma 20:54:19
    A mnie się zapodział gdzieś ten sztylet, czego doprawdy żałuję. On od wojny był po prostu wbity w ziemię i nie miał nawet plamki rdzy. Dobry Solingen.
  • @jazgdyni 04:23:08
    Nie wiem, czy idzie o wściekłość jedynie. To znacznie gorsze, bo całkowita utrata twarzy, no ale o tym Bolek nie ma najmniejszego pojęcia. Współczuję Wałęsowej, mimo wszystko. Bolek zapewne potrafi jedynie to przeliczyć na brak ewentualnych profitów finansowych, ale matka???!!!

    Powtarzam - hołota dopuszczona. Była hołota potrzebna w swoim czasie i teraz pozwalają jej żyć życiem pozłacanym i brykać publicznie. /Hołota bryka na swoim poziomie. / To w ramach zapłaty za usługi hołoty. Z których się przecież wywiązała, czyż nie? Taki piękny kraj skręcony na sicher - jest za co hołocie płacić... A że hołociarstwo i lump wylezie spod każdego pudru i pozłotki - no cóż...

    Lata temu byliśmy wszyscy w Gdańsku na chrzcie tego k....ątka obecnego. Już wtedy się mówiło, że to dzidziuś Mietka, bo tatuńcio "siedział" w Arłamowie. Naturalnie byliśmy oburzeni takimi plotkami!
  • @sigma 22:06:40
    Wychynąwszy jeno łbem wpierw, by okiem rzucić w sytuację, a po chwili tułowiem właściwym wylazłwszy z pobliskiej miejskiej rabatki kwiatków - chabrów bławatków i pstrych bratków - na rozsłoneczniony trotuar, tapir zbliżył się ku namazaniu ceglastym pobliskim, spoźrzał i, jako że dusza zeń była dyletancko artystyczna, jął żuć widoczną a niechybnie tępą, jak myślał, myśl. - O ile wezmę... żuj, żuj, żuj... powiedzmy ten kamyczek i trafię w pierwsze pole... żuj, żuj, żuj... będę mógł doskakać do główki chłopka... żuj, żuj - jak wynika z mej zzakrzakowej obserwacji... żuj. Zatem dwie nogi nie są konieczne, bo skakać trzeba na dwóch... żuj, żuj, czyli odjąć dwie trzeba, jak uprzednio żuj wykazano. W tym żuj, żuj celu muszę wziąć cztery nogi i umieścić je o tak, a wtedy żuj żuj wyjdą dwie nogi jak na tych egipskich freskach, żuj, żuj... Wyjdą nogopodobnie i zastępczo. Wówczas ustawiwszy się znów jak na freskach, jakby bokiem, a nawet całkiem będąc zboku... żuj, żuj... odejmę dwie nogi od wcześniejszych czterech, co mi da... żuj, żuj dwie nogi niezbędnie konieczne do wykonania ambitnie anomalnej akrobacji... żuj, żuj... Jednak... żuj, żuj... wcześniej bym się napił. Żuj chuch!
  • @DelfInn 12:56:19
    Cymesik ! ;)))
  • @jazgdyni 04:23:08
    Od tamtej chwili co dzień zaglądam do "Faktu", żeby zobaczyć, co na to Spaślak, ale widocznie go przytkało z wściekłości;)) Alez córunia im podsumowała rodzinkę;)))
  • @DelfInn 12:56:19
    Żuj, żuj, żuj - myślał dalej po wydudlaniu z butelki ciepłego napoju zwanego dla zmylenia przeciwnika lemoniadą, po którym zrobiło mu się jakby gorzej. - O, udało się! - sam się sobie zdumiał, kiedy trąbą dorzucił kamyczek w środek pierwszego pola. - No cóż, jak tak, to lecimy z tym koksem! - pomyślał dziarsko i stanął dęba. - Ach! - sam się sobie zachwycił! - żeby tak żył Podkowiński! Co za "Szał" by ze mną w roli głównej teraz wymalował! Upojony tą wizją wykonał kilka precyzyjnych kicnięć i wylądował w jaju, czyli tam, gdzie trzeba. Ale, niestety, zapomniał po drodze zgarnąć kamyczek z pierwszego pola... Była skucha;(
  • @DelfInn 12:56:19
    Cymesik z bitą śmietaną!!! :)))
  • @sigma 14:21:11
    Nie poddał się jednak! O nie! Miał zbyt wiele wolnego czasu do stracenia, aby pozwolić takiej pokusie przyjść pod czaszkę. Kicał zatem dalej. A czas... jak to czas, leniwie kołysał to w przód, to w tył a przystanąwszy gdzieś, to tu, to tam, zawijał też o tę i tamtą latarnię na boki, w górę, na skos, choć chętniej jednak w dół. Rozochocona gromadka entuzjastów wyrobów alkoholopodobnych przewinęła się spod kiosku subtelną akwarelą ultramarynowej przyczynowości po śmietkach powieści w radosnej acz nieśpiesznej nadziei znalezienia odpoczynku w pobliskich chaszczach, tuż za kwiecistą rabatką. Wyszli zza rogu, dopełniając uroczy obraz średniej wielkości miasteczka o wielkomiejskich ambicjach. I wtedy wszyscy ujrzeli skaczącego tapira...
  • @KOSSOBOR 14:39:43 &jazgdyni
    Dzięki! To teraz już wiecie jak koszmarny projekt mam do zrobienia :)))
  • @DelfInn 15:05:54
    I zamarli. Wszyscy. Nawet entuzjaści wyrobów. Na widok tapira zaliczającego tymczasem już drugą klasę popadli oni bowiem w zwątpienie. Różowe myszki tańczące tango milonga - owszem, zdarzało im się. Słoń wykonujący piruety na fortepianie - również. Ale tapir grający w klasy - nigdy! Czyli szło ku gorszemu! Carramba! Czyżby Ruskie do wody brzozowej zaczęły dodawać jakieś środki halucynogenne? A może wytwórnia denaturatu postanowiła uczcić najbliższe Święto Pracy wykonaniem 300% normy oraz podwyższyć procentowość owego płynu? Któż mógł wiedzieć, co jeszcze snuło się po ich umysłach wskazujących na spożycie? Urocze średniej wielkości miasteczko zachwiało się w posadach - przynajmniej w ich oczach - i runęło w nicość, wprost na kwiecistę rabatkę.
  • @DelfInn 15:05:54
    Tak im się przynajmniej zdawało. Bo istotny jest punkt odniesienia. W rzeczywistości bowiem to oni runęli miażdżąc niewinne bratki, dzwonki i bławatki oraz zionąc alkoholem na te, które przetrwały kwietny holocaust w ich wykonaniu.
  • Mjr. Wij i płk. Stonoga
    http://www.youtube.com/watch?v=mQGiKYm75n8&list=PLBB5DD9F81076BDC4&index=9&feature=plpp_video
  • @DelfInn 15:07:02
    Się nie boi! Żuj chuch!
  • @Ptasznik z Trotylu 22:03:36
    No jesteś nareszcie!!! Toż wołalim i nawoływalim kulturalnie przez dłuższy czas.
    Ty nie śpiewaj, Ty pisz!!! ;)
  • @Ptasznik z Trotylu 22:03:36
    Słuchaj, ostatnio Werner i Sorokin pod byle pozorem opuścili bunkier pod czujnym okiem kontroli Sanepid-u, ale po 16-ej, jak kontrol se poszła, pewnie wrócili, bo inkuby trza doglądać. To może byś cóś wymyślił, co dalej?
  • @KOSSOBOR 22:23:28 & SIGMA
    Melduję się i proszę o pozwolenie pozostania.

    Bez śpiewania nie ma pisania. Trza się wczuć w epokę. Zresztą co to za książka bez obrazków.

    Już wszystko wymyślone i zaplanowane. Przecież to zaplanowano już w 1940r. in Zakopane.
  • @sigma 22:26:59 @ Ptasznik
    No i w ostępach czają się zastępy. Rycerstwa dobrze nam znanego, które już mchem zaczęło porastać z nudów i wilgoci. A nawet Zbyszko von Bogdanitz podrdzewiał troszki.

    Jak spieprzali spod baru "Przystań" w Zoppot, nawiązałam do wyścigów: Jurand obstawił swą wierną kobyłę, Beatkę i ta, podstawiając nogi i zajeżdżając zadkiem - wygrała wszystko jako fuks. Potem Jurand z kupą wygranego szmalu, dogonił, a nawet przegonił wiejących towarzyszy. Liczyłam, że zanęcę tym Izunię do Jaj.be, no ale Ona tęskni za Zorillą. Zorilla już od 1989 roku bryka na Niebieskich Łąkach, a taka Beatka, wprawdzie z 1410/1953 roku żyje i ma się dobrze.

    A tu Delfinn wrzucił nam tapira jako faraona. Fresk egipski znaczy. Cholerka, co robić? Z faraonów, poza aktualnym tapirem, znam tylko Zelnika.

    Za Gierka były faraony - tak nazywano szkielety kurczaków w całości. Do kupienia w mięsnych. No i mrówki byli. Faraona.
    Ładny byłby fresk egipski z mrówkami....................................
  • @Ptasznik z Trotylu 22:43:47
    O, jak dobrze, że będziesz kontynuował! Już żeśmy się martwili, że za bardzo dokuczaliśmy Twoim bohaterom i się w ich imieniu obraziłeś;)
  • @Ptasznik z Trotylu 22:43:47
    Ja nie mogę, zaskoczenie pełne. Ta forpoczta w Borach Tucholskich to pokłosie spotkania w Zakopanem!
    Dopiero niedawno namierzyłem Twoje wojaczki na nE. Świetnie, bo już bałem się iż jednak się pomyliłeś.
  • @sigma 14:07:07
    Spaślak !? Tak go nazywasz? Dla mnie to stanowczo zbyt łagodne. Wieprz? Jabba? Muł?
  • @sigma 18:11:43
    Ty tu mi to jedno wytłumacz, bo zawsze z tym mam problem - czym sie różnią bratki od bławatków?
  • @Lia 21:51:19
    A no widzisz...
    Masz zadanie domowe. Idź do pierwszych bzdyklaczy (tytułu złośliwie nie podam) i policz ile we wszystkich odsłonach ile było komentarzy.
    Jak je wszystkie przeczytasz, to będziesz miała gust tak wyrobiony, ze przyjmą na Harward, bez rozmowy wstępnej i za darmo. A u nas praca doktorska to mały szczawik.
  • @KOSSOBOR 22:56:16
    Widzę w następnym obrazie odniesienia do faraoniastości.
    Może ty z pełnego profilu?
  • @sigma 22:56:23
    Też tak myślałem. Że chłopak słaboodporny jakiś. My mu bohaterów rżniemy i kulawimy, to nie zdzierżył i uciekł. A tu popatrz - jednak chłop z jajami i kutasem.
  • @jazgdyni 06:33:45
    O szarym poranku mgły snuły się nisko nad polami i zalegały w rowach i wąwozach. Strzygi i topielice przeciągały się smętnie i ziewały po kolejnej głodowej nocy. W przepastnych bunkrach Borów smród również snuł się nisko, tak, że nawet karaluchy nie wychodziły ze swoich tajemniczych dziur i szczelin. Panował ciągle mrok. Lecz jakby wyczuwając noc na zewnątrz, małe, pokraczne twory spały, zanurzone w snach o przyszłej chwale. Ten rudy, najbardziej wyrośnięty, jak zwykle spał na gałęzi wrzuconej do słoja, głową na dół. Pozostałe osobniki zagrzebały się w podartych strzępach Trybuny Ludu, które to strzępy służyły im za kołdrę i poduszkę. I papier toaletowy oczywiście.
  • @KOSSOBOR 22:56:16
    Niestety! W środku rabatki było mrowisko. Polegli w nierównym boju z denaturatem małomiasteczkowi alkoholicy oczywiście o tym nie wiedzieli, bo skąd?
    Mrówki - jak tylko napłynęła do nich pierwsza fala alkoholowych wyziewów - ruszyły w zwartym szyku do boju. Falanga mrówczych robotnic, a wszystkie z profilu, zgodnie z zasadami sztuki egipskiej - zresztą czy ktoś potrafi sobie wyobrazic mrówkę w anfasie? - to tak ubocznie, bez związku z tematem, bo oznacza, że my też kontynuujemy te szzczytne tradycje sztuki faraonów - runęły na powalonych. Scen, które nastąpiły, ludzkie pióro nie opisze! Słynna scena ataku na Telimenę to w porównaniu z tą - po prostu mały pikuś! Dość powiedzieć, że grupa małomiasteczkowych poległych pokryta gdzieniegdzie mrówkami z dzikim rykiem przebiegała okoliczne ostępy otrzepując się i tarzając, a takoż zdzierając ze siebie ubogi lecz chędogi odziewek - i w końcu siejąc swoją golizną spustoszenie moralne w oczach zebranych w oknach okolicznych mieszkańców. nierzadko przecież kobiet i dzieci!
  • @jazgdyni 06:19:14
    Przeca to nie moje określenie. Żebym ja pamiętała, czyje - ale nie pamiętam. Tym niemniej funkcjonuje od wieków;)
  • @jazgdyni 06:23:30
    Chaber bławatek - takie niebieskie, co rośnie w zbożu.Z astrowatych.

    Fiołek ogrodowy, inaczej bratek ogrodowy - na rynku sprzedają to na kopy. Rodzina fiołkowatych.Pełna gama kolorystyczna.
  • @tadman 23:23:51
    Tylko tapir nie miał czasu na głupstwa i wyrapianie gał na jakieś latające wokół z wrzaskiem golasy. Kończył w skupieniu trzecią klasę. Szło mu naprawdę całkiem nieźle.
  • @sigma 08:14:46
    No widze, widze..

    To w polu tom ja zwykle chabrem zwał (słyszałaś, podobno z tego bimber robią?).
    A bratków to mam cały ogród, wrrrróć - o tej porze roku ogród jest opanowany przez niezapominajki, które plenią się jak muchy w stajni.
  • @jazgdyni 06:33:45
    A propos :

    "Przyganiał kutasik sercu że nigdy nie staje,
    a na to serce tak mu baje - ty głupi kutasie,
    ty móżdżku cielęcy, jak ja raz stanę,
    ty nie staniesz więcej"

    Julian Tuwim
  • @jazgdyni 08:22:36
    A na niezapominajkach plenią się mszyce jak ruskie czołgi.
    Zanęć biedronki, one krążą wokół mszyc "jak lew ryczący, patrzący kogo by pożreć".
    Biedronki przynęca się roślinkami o srebrnoszarych liściach.
    Powiedział mi o tym ogrodnik z pałacu w Łańcucie, który sadził jakieś srebrnoszare zielsko pomiedzy różami rabatowymi na dziedzińcu przed pałacem.
  • @Ptasznik z Trotylu 08:38:54
    You made my day!!!

    Piękne !

    Choć dzisiaj wtorek, z doświadczenia mój najgorszy dzień tygodnia, to zapowiada się pięknie :)))
  • @Ptasznik z Trotylu 08:52:15
    No więc sobie wyopbraź, że moje niezapominajki w życiu mszycy nie widziały. Muszą być kaszubskie, co jak wiadomo zjadliwe jest.
    Biedronki i pczoły zachęcam jak mogę. Kalina japońska przekwitła - a pachnie jak bustwo. Kwitnie bez - też pachnie jak bustwo. Jabłonka przekwitła - sam zapylałem zgodnie ze wskazówkami Cyborga, choć nie zdobyłem wibratora. Do kwitnięcia szykuje się jaśmin cytrynowy, mniejszy i delikatniejszy od zwykłego i zapach jest zupełnie inny. Oczywiście, chciałbym mieć taki i taki, ale mój ogródideczek to tylko 100 metrów kw.
  • @jazgdyni 09:05:13
    Szedłem w jedną stronę (po bułeczki).
    Po stawie pływał kaczor.
    Nerwowo popalał papierosa i zerkał na zegarek.
    Szedłem z powrotem.
    Na stawie już były cztery kaczory.
    Paplały coś bez przerwy i prężyły muskuły.
    Będzie brydżyk albo mecz w telewizorze...
  • @KOSSOBOR 22:56:16
    W konfrontacji z wirtuozami "służb" Wernerem i Wańką Sorokinem, wspomaganymi przez tutejszych, wypróbowanych towarzyszy - Wija i Stonogę, ten gamoń von Bogdanitz i pijaczyna Jurand to po prostu zwykłe pederasty ... no , niech będzie że - geje.

    Nie maja startu i niech nie szukają fartu.
  • Wańka Sorokin skraca sobie i Wernerowi czas za pomoca garmoszki
    Wańka rozciagnął miech garmoszki i zaśpiewał na cały głos, ot wsiej duszi:

    Bywało wspomniu ja, na woliuszkie siebia,
    Był ja wsiem krasoju i igrał sud'boju
    Pliewał ja s wysoka,

    Saszka był kagda-to chwat,
    Saszka był so wsiemi brat,
    Eeech ! Golowuszka bujnaja maja,
    Posiediejesz skoro u mienia ...

    Werner postukiwał w takt Stielhandgranatem o skrzynkę z amunicją.

    Wania Sorokin śpiewał jednak bez dźwięku bo źródła operacyjne poinformowały go że Sigmie źle się aktualizuje , czy cóś.
    A szkoda.
  • @Lia 12:19:13
    nie dość że wgrane filmiki utrudniają dostep, ale w dodatku jest to bez związku z "jajami b"
  • @Ptasznik z Trotylu 10:48:30
    Wańka śpiewał bezgłośnie nie dlatego, ze sigmie coś się nie aktualizuje, lecz ze względów konspiracyjnych; przecież wróg nie śpi, a gdyby dotarła do niego (znaczy, wroga) ta pieśń, doszedłby na pewno do jakichś wniosków i wszystko, a przynajmniej część wszystkiego byłaby stracona. I co wtedy?!
  • @Ptasznik z Trotylu 10:39:08
    Ty się opanuj i nie okazuj tak bezwzględnego uwielbienia dla swoich bohaterów, bo mamy dysonans poznawczy, po czyjej Ty właściwie jesteś stronie;))
  • @Ptasznik z Trotylu 08:38:54
    Co za dzionek! Wczoraj poznałam "9 kochanek kawalera Dorna" Makuszyńskiego, a dziś całkiem nieznanego Tuwima. Nic, jeno człek nadrabia braki w wykształceniu;)
  • @jazgdyni 08:22:36
    O chabrowym bimbrze nie słyszałam. Z bratków też robią? Wynalazczość ludzka nie zna granic;)
  • @Lia 19:40:55
    Jakiego nośnika informacyjnego człowiek by nie włączył -od razu jako główny temat wrzucają tam seks: taki, siaki lub owaki - najczęściej ten ostatni.
    Dlatego też w jajach b. seksowi mówimy nasze kolejarskie "nie"!
  • @KOSSOBOR
    Dalej prowadzisz śledztwo w sprawie tego zbrodniczego ślimaczka lub amurka, który wyżera rzęsę z jeziorka i chcesz go złapać na gorącym uczynku?
    I wskutek tego zaniedbujesz jaja?
  • Mjr. Wij
    Wysłużony poniemiecki Citroen gładko połykał kolejne kilometry.
    Mjr. Wij z niesmakiem zmuszony był wciągać woń kiełbasy swojskiej, którą przed chwilą spożył jego kierowca, kapral Kosiba.
    Wij odkręcił korbką boczną szybę aby prędzej uleciała odrażająca woń wieprzowiny.
    Do Borów Tucholskich jeszcze kawał drogi.
    Wij wcale nie miał ochoty na to zadanie ale nawet nie mrugnął okiem kiedy jego przełożony, płk. Świątkowski wtajemniczał go w szczegóły tej misji.
    Miał wrócić do przeszłości o której z całych sił pragnął zapomnieć.
    Zanim stał się podporucznikiem, porucznikiem, kapitanem a wreszcie majorem Wijem, wschodzącą gwiazdą Resortu, służył innym panom.

    Kiedy w 1942r. Izaak Weihman uciekł z getta łódzkiego, dość długo udało mu się ukrywać dzięki litości ludzi ale po kilku miesiącach wpadł , rozpoznany na ulicy przez SS-Obersturmfuhrera Wernera v. Tettingen, rezydenta wywiadu Reichssicherheitsamtu.
    Izaak nie chciał umierać, więc z miejsca zaoferował wydanie kryjówek kilku swoich towarzyszy niedoli oraz ludzi którzy ich ukrywali i żywili.
    Wszyscy tamci zginęli ale on żył.
    SS-Obersturmfuehrer v. Tettingen docenił inteligencję i gorliwość młodego Izaaka i obiecał mu życie w zamian za współpracę.
    Od tej pory Izaak , jako V-Mann Gestapo wyszukiwał i denuncjował podobnych sobie nieszczęśników, ukrywających się po aryjskiej stronie oraz ludzi którzy udzielili im schronienia.
    Jesienią 1944r. przed ewakuacją, v. Tettingen wezwał go i skierował go do bezpiecznej kryjówki, obiecując że jeszcze się kiedyś spotkają.

    Po przejściu frontu, Izaak , nazywający się teraz Jacek Wij, nie musiał długo czekać na zatrudnienie.
    Nadreprezentatywność jego współplemieńców w organach Resortu ludowego państwa umożliwiła mu szybki awans służbowy a jego gorliwość w demaskowaniu i eliminowaniu zaplutych karłów faszystowskiego podziemia i płomienna wierność idei Lenina-Stalina, zyskiwały mu uznanie przełożonych i kolegów z Resortu.
    Major Jacek Wij z zapałem wrywał paznokcie, gruchotał żebra, przypalał papierosem twarze wrogów ludu pracującego.
    Nie, bynajmniej nie czynił tego osobiście, bowiem żle znosił widok krwi, co umiejętnie ukrywał.
    Miał od tego wyszkolonych podwładnych, których nigdy nie brakowało.
  • @sigma 21:53:44
    Ja jestem po stronie muzyki.

    A niech mnie zbanuje.

    http://www.youtube.com/watch?v=rIqZNbO6FqQ&list=FLuXZ5YdYDOIQUertFMc8oyw&index=58&feature=plpp_video
  • @Ptasznik z Trotylu 22:18:00
    A mógłbyś tak dać tekst pod spodem, proszę. Ruskiego uczyłam się zaledwie 9 lat i nie kumam, co on tam śpiewa;)
  • @sigma 21:56:21
    z chabrów jest różowy (to dla zmylenia przecienika), chlanie bimbru z bratka polnego poprawia cerę.
  • @Ptasznik z Trotylu 22:18:00
    I w dodatku traktuje mnie w 3 osobie;(
    W stylu:"Niech Marysia wytrze kurze.".
    Oj, nieładnie.
  • @tadman 22:33:53
    Natomiast chlanie bimbru z konwalii majowej uważane jest za zażywanie leku nasercowego
  • @sigma 22:32:00
    //A mógłbyś tak dać tekst pod spodem//

    "Siur, ino nie na podłogę" - jak mawiała "po amerykancku" znajoma gaździna z Poronina, repatriantka z Ameryki.

    Lubię Leszczenkę i jego fokstroty.
    Ta typowo zachodnia, amerykańska muzyka w połączeniu z językiem "radzieckim" jest fascynująco perwersyjna.

    To coś takiego jak zdarzenie gdy moi znajomi Ruscy zawołali mnie kiedyś "przychodź szybko bo w telewizorze za chwilę będzie leciał ZACHODNI film".
    Rozsiedliśmy się wygodnie z piwem "Żiguliowskim" i rozpoczął się film "Winnetou wódz Apaczów" z Pierrem Brice.
    Film był z dubbingiem.
    Wszystko było w miarę ok, ale w momencie kiedy dzielny Winnetou wskoczył na mustanga, machnął strzelbą i wydał okrzyk APACZI WPIERIOOOD !!! , nie wytrzymałem i piwo wytrysnęło mi nosem i dostałem takiego ataku histerycznego śmiechu, że długo nie mogłem się uspokoić.
    Ruscy pytali, co się stało ?
    No i co miałem im powiedzieć. Powiedziałem że to atak nerwowy.
    Zafrasowali się , pokiwali głowami i stwierdzili że muszę więcej pić.

    A oto tekst "Saszki" na życzenie Szanownej Pani

    Bywało wspomniu ja
    Na woliuszkie siebia.
    Był ja wsiem krasoju
    I igrał sud'boju,
    Pliewał ja s wysoka.

    No a tiepier siżu
    i piesenku paju,
    sztoby liekcze było
    w dni razłuki s miłoj,
    w okoszeczko gliażu.

    Saszka był kogda-to chwat,
    Saszka był so wsiemi brat.
    Eech ! Gołowuszka bujnaja maja,
    Posiediejesz skoro u mienia.

    Nie tużi moj Saszeńka,
    W żizni wsio poprawitsia.
    Bros' ty gore ta pakażi fason,
    Da Saszka żiw i wsio jeszczio silion.

    Tłumaczyć , czy nie trzeba ?
  • @sigma 22:37:06
    No daj tą kurę.
    Sam jej wytrę.
  • @Ptasznik z Trotylu 23:03:13
    Czy ja dobrze rozumiem, że ówże Saszka siedzi w pudle i wspomina piękne czasy, kiedy nie siedział?
  • @Ptasznik z Trotylu 23:05:13
    :))) Nie dam kury. Niech wysiaduje jaja be.
    Ale chociaż przeszedłes na 2 os. To się nazywa postęp;)
  • @Ptasznik z Trotylu 23:03:13
    APACZI WPIERIOOOD !!! to jest piękne;)))
    Warto by kiedyś tego użyć.
    Wot, żizń Indiańca nie jest taka prosta, jak sie nam wydaje;)
  • @sigma 23:10:45
    Tak wnioskuję.
    Kiedyś był Wirażka, "pliewał s wysoka" i jeszcze "igrał sud'boju". (no to chyba nie komsomolec).
    A teraz ma "dni razłuki s miłoj"
    No to pewnie siedzi.

    Sołżenicyn w "Archipelagu" przytoczył słowa 12-letniego Pieti :"mój dziadek siedział, mój tata siedzi i ja jak dorosnę też będę siedział. W Rosji wszyscy porządni ludzie muszą siedziec".

    Porąbany kraj.

    Leszczenko , który po rewolucji mieszkał i śpiewał w Rumunii (i w Polsce też), sam zmarł w rumuńskim więzieniu za dowcip o Stalinie.
  • @jazgdyni 06:33:45
    " A tu popatrz - jednak chłop z jajami i kutasem."

    Misiu, chłop z samymi jajami to jednak nie chłop. Jakby nie patrzeć. Z przeproszeniem. Dam i damów. Albo pań i paniów.
  • @sigma 08:11:08
    Na znak absolutnej dezaprobaty, wszystkie kobiety i dzieci w oknach odwróciły się profilem. Przebywający własnie w Zoppot reżyser Kawalerowicz zatarł ręce - inspiracja!!!
  • @Ptasznik z Trotylu 08:52:15
    Zielsko nazywa się : starzec. Naprawdę.
  • @jazgdyni 09:12:32
    A bo panie kaczorrry siedzą w okolicznych ogródkach na jajach. Kaczych.
  • @Ptasznik z Trotylu 10:39:08
    No jak nie mają startu i fartu? A jak wiali z Zoppot? No i Jurand zgarnął szmalec za Beatkę, wierną kobyłę jego, na wyścigach w Zoppot - Wyścigi!
  • @sigma 22:01:06
    Tak! Seksowi i zibenowi! Nie! Hough!

    Tapir Czajnik jednakowoż czule spojrzał ze swojej rabatki na krągłe kształty /bo innych nie miała/ Brunhildy. Kretyn Józio, jak zwykle, niczego się nie domyślał etc..........................
  • @sigma 22:03:48
    Jak zdybię gnoja, co mi wyżera rzęsę do której obie przykładamy się z takim poświęceniem oraz udarem słonecznym, to ręka, noga, mózg na ścianie! Faraona z niego zrobię!!! :[[[

    Trzecia transza rzęsy hoduje się w wielkiej donicy zanurzonej w cieczy, znaczy w stawie. Jak jutro rano tej rzęsy tam nie będzie - to i z donicy zrobię faraona!!! :[[[
  • @Ptasznik z Trotylu 23:19:42
    W Berlinie oglądałam w telewizorze jakiś western amerykański, klasyczny. Naturalnie - jak to u Niemców - z dubbingiem. W momencie gdy John Wayne powiedział do kogoś równie znanego, wyciągając pistolet na prerii : "Ha"nde hoch!" moja reakcja była podobna. Nie posiadałam się ze szczęścia.
  • @KOSSOBOR 00:11:44
    W defowskiej ekranizacji powieści Karola Maya też były smaczki:

    - Ich bin Winnetou.
  • @KOSSOBOR 23:50:33
    Dzisiaj też szedłem po bułeczki.
    Na stawie awantura.
    Kaczorowa ruga starego, że zaniedbuje obowiązki i się ogląda za tą głupią gęsią.
    Koledzy stoją na brzegu i udają, że to nic do nich.
    Wracałem z powrotem.
    Pełna harmonia na stawie.
    Kaczor z kolesiami raczy się piwkiem.
  • @tadman 06:09:38
    Wraz z krwiście czerwonym słońcem, mgły nad Borami zaczęły się też podnosić. Dołączył do nich smród. Miał on kolor żółto zielony i był gęstszy i bardziej zwarty od porannych mgieł. Sączył się długimi strugami ze szczelin i dziur w ziemi. W pobliskich stawach żaby wskoczyły do wody, na niebie sznur żurawi zmienił kierunek lotu, a pasące się już konie uznały, że nagle potrzebują kowala.
    Grzyby zdecydowały, że podarują sobie wzrost w tym roku. Któż zresztą miałby je zbierać w takim smrodzie.
    Pod Człuchowem pojawił się znak na drzewie. Jedni mówili, że to swastyka, inni wprost przeciwnie, że to sierp i młot. Tylko Zenon, miejscowy głupek, stwierdził, ze to piłka do gry w nogę.
    Wszyscy jednak zgodnie orzekli - zbliżają się ciężkie czasy
  • Recepcja muzyki współczesnej wsród ludu pracującego miast i wsi
    Podsłuchane w PKS-ie , we wspaniałych latach 70-tych:

    "Łun mi mówił że łun gra na dżazie
    a łun ino w bymben wali"
  • @KOSSOBOR 00:02:44
    znaczy co? Narysujesz donicę z profilu?
    Zajrzałam dziś z pewną taką nieśmiałością do oczka wodnego spodziewając się, że jak u Kononowicza - nie będzie tam już nic - wszystko wyżarte i czarna dziura - a tam cisza, spokoj, sielanka i nic się nie zmieniło.
    I już bym popadła w błogostan, kiedy oko moje zawisło na burej mordzie wyłaniającej się z tym piekielnym, świdrującym "łaułau" spod jodły. Chwyciłam szyszkę i pieprznęłam w kocura, ale oczywiście nie trafiłam. Za to rudy kocur, który jak się okazało, siedział nieopodal pod parzydłem lesnym, potraktowal to jako przejście na jego stronę i zwycięsko burego pogonił.
  • @tadman 06:09:38
    Te dubbingi to wyjątkowe cholerstwo. Co ja bym dała za porządny film z podpisami - lepszej metody nauki języka nie znam.
  • @Ptasznik z Trotylu 23:19:42
    Ano porąbany. Ale skoro w Rosji wszyscy porządni ludzie muszą siedzieć, to tych porządnych niby jeszcze sporo:) Modli się człowiek o to Rosji nawrócenie, modli, a skutek taki jakby się gotowanym grochem o tę ścianę waliło;( Nie ma letko.
  • @sigma 10:11:06
    Ruscy mają jakiś defekt w mózgu.
    Pojedyńczo są "do rany przyłóż" i nie znam bardziej serdecznych ludzi ale w grupie i pod sztandarem ideologii są morderczą bandą.

    Choćby i teraz: budują jednocześnie pomniki i katom i ofiarom.
    Na moje zdziwienie odpowiadaja :"takie czasy były".

    Jakieś rabstwo głęboko zakorzenione w głowie.
  • @sigma 10:01:53
    Nie narysuję donicy ani z prawego, ani z lewego profilu, jeno trepem z cholery faraona zrobię :[[[

    A ty już jesteś blisko do zrobienia pięknego, pasiastego /pasowego/ fresku z kotów płci męskiej, rozumiem?

    Alem z góry spojrzała na staw - i rzęsa jest!!!
  • @Ptasznik z Trotylu 10:40:03
    Rabstwo genetyczne. Nic nie poradzisz.
    Daj sobie z nimi spokój.
  • @KOSSOBOR 11:52:54
    Ok . My sobie z nimi damy spokój.
    Problem w tym że oni sobie z nami nie dają spokoju.

    Dlaczego Polacy są takimi beznadziejnymi głupimi kurwami ?

    Rózne mądrołki wysnuwaja tu na NE swoje mądrości , jak by tu zapewnić Polsce niepodległość a Polakom wolność.

    Ja podaję jedyną prawdziwą i skuteczną receptę: kałach, RPG7, i STRZAŁA plot. w domu każdego dorosłego Polaka.(Szwajcarzy mogli ?)

    Zero reakcji ze strony mądrołków.

    Ten motłoch chciałby żeby Pan Bóg wywalczył im wolność i zabezpieczyl niepodległość a na samą myśl że być może trzeba by ulać skurwysynom trochę krwi albo poświęcić trochę własnej albo przynajmniej pogrozić bandziorom bronią, te mendy srają w gacie.
    Stać ich tylko na pieprzenie farmazonów w internecie.

    A przecież jest to takie proste: wymusić w referendum powszechne prawo do posiadania broni przez przeszkolonych, pełnoletnich obywateli i niepodległość mamy na tacy.
    NIE MA DZIŚ WAŻNIEJSZEJ SPRAWY. Reszta to bzdety i pieprzenie kotka za pomocą młotka.

    Dlatego jeśli do mnie przyjdzie jakaś kurwa z reżymu okupacyjnego żeby mnie do czegoś zmusić w imieniu tego reżymu, to bedzie to ostatni dzień życia tej kurwy i mojego też.
    Ja jestem przygotowany a za resztę , za te owce bezmyślne nie będę się napinał , bo nie ma za kogo.

    Polaków juz nie ma albo jest ich garstka.
    Reszta to Polactwo.
  • @Ptasznik z Trotylu 10:40:03 & 12:18:30
    Pierwsza część do podpisania obiema ręcami od zaraz. Drugiej nie rozumiem, przecież masz fugasy, miny ppiechotne i ppancerne, a jak nie masz pozwoleństwa na materiały wybuchowe, to pozostaje skopiować wieszcza:
    "Wpadł w beczkę wkopaną,
    Gdzie wodę zbierano,
    Ani pomyśleć o wyskoczeniu."
    A potem głodem go.
  • @tadman 12:41:07
    Ja jakoś dam sobie radę ;-)
  • @Ptasznik z Trotylu 12:18:30
    Ano widzisz. Zaraz będziesz zbierał połbie od naszych pań. One uważają, że banda ryżego świadomie wpycha nas w konfrontację, żeby krwi narodu upuścić, a potem co zostanie ostro wziąć za pysk.
    Ja od całych lat dwóch tu walczę o to, że przewrót MUSI być. Na naszych warunkach i przez nas wybranym momencie. Czy przewrót musi być krwawy? W żadnym wypadku. Pytanie - jak to najlepiej zrobić, jest absolutnym priorytetem.
  • @jazgdyni 14:47:48
    Januszek miał swój dzień. Z kartonową tubą latał po okolicy, a właściwie po całym terenie łowieckim bandy bezjedynkówek, i wrzeszczał:
    -Ewcia się zakochała !!! Ewcia się zakooooochaaaała !!!! Do tego dodawał bez sensu: - Zakochana para, Ewcia i Barbara!!!
    Tak było już od dobrych paru godzin.
    Tymczasem obie bezjedynkówki, Hania i Ewcia siedziały w dobrze znanej nam skrytce w gąszczu jeżyn. Ewcia wściekła, czerwona i buchająca fluidami. Wydawało jej się, ze nawet tapir ma ironiczny uśmieszek. Bo miał.
    Hania prowadziła swoje śledztwo.
    - Słuchaj, to tak naprawdę, możesz mi chyba powiedzieć, przecież wiesz, że ja nikomu nie wypaplę, pocałował cię ten Mareczek?
    Wiadomo, że w tamtych czasach i we wieku naszych bohaterek, całowanie się chłopaka z dziewczyną było czymś absolutnie okropnym. To był akt płciowy, jak gdzieś Haneczka wyczytała, prowadzący do tak strasznych skutków, ze aż obie z wypiekami przełykały niesamowite wzburzenie. Przecież, każdy średnio rozgarnięty wiedział, że - od - ca - ło - wa - nia ro - dzą się dzie - ci !!!
    - Jak się całowałaś - drążyła Hania - to teraz będziesz w ciąży i urośnie ci brzuch i nie będziesz mogła pójść do szkoły.
    Na tak okropną wizję Ewcia ryknęła jak cietrzew, nieopatrznie potwierdzając tym tylko mgliste podejrzenia Hani i Januszka.

    Była święcie przekonana, że jej życie legło w gruzach. Bedzie się teraz musiała z Mareczkiem ożenić. Koniec swobodo dzieciństwa !
    - Ja nieeeeee chcęeeeee być doooorosłaaaa ! - łkała, poprzez czkawkę, która ją dopadła znienacka.

    Tapir tylko westchnął i tylko uśmiechnął się na wspomnienie Brunhildy.
    - Głupie dzieciaki - pomyślał, ale jak zwykle głośno tego nie powiedział.

    Okolica zamarła.

    A Januszek, już, z całej siły przez tubę, zachrypniętym głosikiem podśpiewywał - AAAAch co to był za śluuuub!
  • @jazgdyni 14:47:48
    OZu, w tym jest problem begraben:"... przewrót MUSI być. Na naszych warunkach i przez nas wybranym momencie. "
    Nie mamy żadnych możliwości. Tylko plumkamy w klawiaturę. A jak będą chcieli - to nam klawiaturę odetną i kicha.

    Ptasznika co do broni - absolutnie popieram. Ale i to popieranie - to plumkanie jeno... :(((
  • @jazgdyni 15:14:55
    No coś jest z tym Mareczkiem... Ale cooo??? Właśnie wpadłam na Marylin Monroe i szczena mi dokumentnie opadła. To psychol jakiś?
  • @Ptasznik z Trotylu 12:18:30
    Całkowita zgoda. Sama szukam Polaków...
    Gdzieś, kiedyś, jakoś - zoperowano mózg narodowi.
  • ALE JAJA !!!!!!!
    LUDZISKA !!! LL ZWOLUJE SOBÓR WATYKAŃSKII III !!!!!!!

    ;-))))))))))))
  • @Ptasznik z Trotylu 18:01:35
    Kto? Lóza Luksembulg? Czy ŁŁ?
  • @tadman 18:20:21
    //Kto? Lóza Luksembulg? Czy ŁŁ? //

    No właśnie tu kłopot bo ja ich nie rozróżniam.
  • @Ptasznik z Trotylu 18:01:35
    PzT, aleś im poleciał. Obok, trochę na górze było też coś ŁŁ o praktycznej konstytucji. Jak będę w najbliższej przyszłości widział w Warszawie ŁŁ, to buchnę go w mankiet. OO, czyli Opatrznościowego Ojca trzeba szanować. :)
  • @KOSSOBOR 16:26:36
    Będziesz mi podawać naboje ?
  • @KOSSOBOR 16:28:43
    Czyżby nasza Sigma miała to coś? No wiesz... i to nawet więcej, że przez klawiaturę przechodzi.
  • @jazgdyni 18:52:35
    OZ-u, ty się mi narażasz coraz bardziej. Akurat wróciłam ze składania zeznania w sprawie o rzekome pogryzienie jakiejś bokserki przez naszego Bajbusa i po prostu czuję, że z całego naszego stada to ja najchętniej zagryzłabym parę osób, a potem se poskakała po trupie. Nie będę wskazywać palcem kogo konkretnie bym, ale jak strzelę w ten rudy, spiczasty pysk, to się nogami nakryjesz!
    Bowiem w odróznieniu od naszego stada, gdzie w skali agresywności od 1 do 10, one się ustawiają gdzieś na -1, ja bym się swobodnie ustawiła gdzieś między 8 a 9. Powyżej mnie są już tylko amstaffy.
  • @jazgdyni 18:52:35
    Tak jest, zgadłeś! Zionę seksapilem! I bucham z pyska ogniem piekielnym!
  • @tadman 18:26:43
    Dajcie jakiegoś linka, bo w ogóle nie kontaktuję, o czym wy mówicie. Jaki sobór? Jaki LL? Jaka praktyczna konstytucja? Człowiek na chwilę nie może się oddalić od komputra, żeby się od razu coś nie zaczęło dziać;(

    A może to jest sposób na to, żeby zaczęło? Jak z tym parasolem?
  • @jazgdyni 15:14:55
    Wtedy Ewci nagle przyszło do głowy jedynie słuszne rozwiązanie problemu. Chwyciła łopatkę i przyłożyła nią Januszkowi po łbie kilka razy, po czym dla urozmaicenia przykopała mu w kostkę. Januszek zawył i jak zwykle zaczął się mazgaić. Ewcia jeszcze mściwie wepchnęła go w pokrzywy, po czym wzięła łopatkę i razem z Hanią poszły na poszukiwanie Mareczka, żeby i on dostał, co mu się słusznie należy. W miarę jak się oddalały z miejsca zbrodni wycie Januszka dochodziło coraz cieniej i ciszej zgodnie z efektem Dopplera.
  • @jazgdyni 14:47:48
    Każde z powstań:listopadowe, styczniowe i warszawskie było efektem prowokacji i dlatego zostały przegrane. Chcecie koniecznie mieć następne?
    Do cholery, priorytetem jest chronić tkankę narodową!
    Wiem, że przyjemnie byłoby powiesić szereg osób na latarniach, ale koszta ostateczne tej przyjemności są za duże!
    Powstanie nalezy zaczynać wtedy, kiedy wróg próbuje się z nami dogadac, bo to oznacza, że akurat dostal marną kartę.
  • @Ptasznik z Trotylu 10:40:03
    To jest coś dziwnego, bo to nie tylko rabstwo, ale i to, że oni tak mieli zawsze, jak mają - oni nigdy nie byli wolni! Nawet nie wiedzą, że można tego pragnąc.
  • @sigma 19:22:34
    Jak już się wyżyłaś, złomotałaś i skopałaś biedne stworzenie, to chociaż pomyśl, co tapir sobie pomyśli.

    A 8-9 w skali, którą ja poważam, to już poważna sprawa. Dlatego tajfuny nazywało imionami pań. Mój ulobiony, to tajfun Lola.
    Ale zawsze mogę zmienić ;)/
  • @jazgdyni 19:29:55
    Tajfun Lola to se może po mnie pozamiatać!
  • @jazgdyni 19:29:55
    Tapirowi w miarę rozwoju wypadków uśmiech się poszerzał. Lubił ten pogłębiający się dramatyzm sytuacyjny. i lubił, jak z sytuacji zostaną wyciśnięte wszystkie możliwości dramatyczne, jakie nastręczała. Tak, to było to! Czuł, że płynie w głównym nurcie zdarzeń!
  • @sigma 19:17:35
    Proszę oto ŁŁ - OO po dwakroć
    http://lazacylazarz.nowyekran.pl/post/63159,czas-na-sobor-watykanski-iii
    http://lazacylazarz.nowyekran.pl/post/63026,praktyczny-projekt-nowej-konstytucji

    Przeczytaj sobie pod tym pierwszym sznurkiem PzT. Miód.
  • @sigma 19:25:57
    Tak...

    Ja ci tylko powiem - tak dalej być nie może.


    I tyle.

    A na prowokacje to jedni reagują, a drudzy nie.
    Nie będę tutaj palcem pokazywał, kto dziś pięknie zareagował na prowokację (he,he, he - zaśmiałem się rubasznie).
  • @sigma 19:34:14
    Myślałem, ze po naprawdę dobrym tajfunie, to już nie ma co zamiatać ;)).
  • @tadman 20:14:29
    U Izy było ostatnio o sprzątaczkach za komuny, co to zamiast sprzątać, brały się za rządzenie wszechświatem. ŁŁ ma wyraźnie ze sobą ten sam problem.
  • @sigma 19:22:34
    Sigmo, dzwonił do mnie Herr Doppler i powiedział, że jak się obiekty oddalają to dźwięk jest niższy, a jak się zbliżają to wyższy, ale Januszek zawsze wszystko robił na opak. ;)
  • @sigma 20:28:53
    Piękna obserwacja.
  • @tadman 20:29:11
    Jak bym chwilę poprzypominała sobie dźwięk oddalającej sie karetki, to bym rzecz skojarzyła, ale co nagle, to po diable;(
  • @sigma 20:30:52
    Jak się obiekty poruszają wolno, to sę tego nie słyszy, chyba że jest się Biniendą. ;)
  • @jazgdyni 20:26:18
    W domu mama, jak zwykle oglądała bez zrozumienia sińce i zadrapania na ciele Januszka.
    - Co tym razem sie stało? - spytała cokolwiek sarkastycznie.
    - Przeszedł po mnie tajfun - ze zgrozą odpowiedział nasz miły i grzeczny chłopczyk.
  • @jazgdyni 18:52:35
    @ Sigma
    Znam jedną damę, z którą odwalamy kawał ciężkiej i dość brudnej roboty fizycznej. Obie jesteśmy w stosownych ubiorach, całkowicie bez wdzięku czy tam czegoś. Na co dzień ta pani ubiera się podobnie, jak ja : spodnie, cichobiegi, cokolwiek na grzbiet, kolory zasadniczo kryjące, pozycja: zawsze coś jest do zrobienia. Gdy zobaczyłam tę panią na otwarciu wystawy w koronkowej, czarnej sukience i pantofelkach - nie mogłam uwierzyć własnym oczom! Absolutny seksapillllllll! 1000% seksapilu! Zmiana była absolutnie szokująca.

    Nie, nie, głos mi się nie obniżył do barytonu /posiadam sznapsbaryton papierosowy/ ;), ale do dzisiaj jestem pod wrażeniem owej metamorfozy. Myślę, że to jest właśnie to, co wyczuwają faceci. Ponieważ jestem facetką - to nie wyczuwam. Jeno opisuję, co oko widziało, a oko z widzenia ma magistra. Sztuki ;)
    Pozory mylą III
  • @jazgdyni 20:36:31
    No, dobrze, już dobrze - powiedzial tajfun pojednawczo wsadzając ryj przez okno. - Było się nie wygłupiać. Następną razą pamięta, żeby mi tu nie imputowac jakichś takich!
    Co powiedziawszy tajfun oddalił się godnie w siną dal.
  • Płk. Stonoga
    Psze księdza, psze księdza, ja nic nie zrobiłem !!!
    Usmarkany i zapłakany Stasiu Stonoga łkał i piszczał, truchtając obok wikarego, Ks. Maćkowiaka, który zdecydowanym, żołnierskim krokiem maszerował do chałupy Stonogów.
    Po całej poleskiej osadzie Wielka Głusza już się rozniosło że Stasiu Stonoga podkradał drobniaki z kościelnej skarbonki, więc ludzie z ciekawością zerkali zza płotów, zgadując ile też stary Stonoga wlepi pasów na Stasiowe dupsko.

    Michał Stonoga, wdowiec , bohater Wojny Bolszewickiej, odznaczony za odwagę wszystkimi możliwymi odznaczeniami wojskowymi i żarliwy katolik, gdy usłyszał od wikarego jakiej to zbrodni dopuścił się jego młodszy syn który jako "taki bolszewik" już niestety nie będzie mógł być ministrantem, aż poczerwieniał z wściekłości i gdy ksiądz sobie już poszedł, w milczeniu i bez słowa wpalił Stasiowi dwadzieścia pasów na gołą dupę a potem długo w noc modlił się na kolanach przed obrazkiem Przenajświętszej Panienki Ostrobramskiej.

    Z tego zdarzenia pozostał Stasiowi zawzięty antyklerykalizm i narastająca wrogość wobec ojca.
    Kiedy Stasio podrósł, zwąchał się z czerwonymi, którzy metodycznie penetrowali poleskie wsie i miasteczka, przygotowując grunt do wszechświatowej rewolucji.
    We wrześniu 1939 , starszy brat Stasia Józef , zmobilizowany , zginął gdzieś pod Olkuszem a wkraczająca władza radziecka skutecznie zajęła się starym Stonogą, który jako osadnik wojskowy czyli element antysowiecki, dostał kulę w tył głowy w pińskim NKWD.

    Stasio , jako zdeklarowany komunista miejscowej jaczejki bolszewickiej uniknął zwykłego losu członków rodzin "wrogów ludu" i po przyjęciu obywatelstwa Kraju Rad, został przez Komsomoł skierowany na kurs "politgramoty" a następnie na kurs niższych dowódców NKWD.
    Wkrótce NKWD stało się nowym domem i rodziną Stanisława Michaiłowicza Stonogi.
    W 1942r. Stasio został skerowany na nowy odcinek pracy operacyjnej , już jako kapitan budzącego powszechną grozę SMIERSZa Pierwszego Frontu Białoruskiego.
    W lipcu 1945. Stasio wziął czynny udział w plugawie osławionej Obławie Augustowskiej i nie dał się nikomu wyprzedzić w pomysłowości i bezwzględności w walce z wrogami komunizmu i sowietskoj własti.

    Krótko potem Naczalstwo przypomniało sobie że tow. major S.M. Stonoga był niegdyś etnicznym Polacziszką a że należało wspomóc bratni , socjalistyczny kraj, więc Stasio został odkomenderowany w stopniu pułkownika do tworzącej się Informacji Wojskowej LWP.

    Obywatelu pukowniku, jesteśmy na miejscu.
    St. Szer. Kubica Józef , szofer Stasia, pozwolił motorowi willysa popracować jeszcze chwilę na wolnych obrotach a następnie przekręcił kluczyk, willys prychnął i zamilkł.
    Płk. Stonoga rozejrzał się po otaczającym ich lesie i mruknął do szofera.
    Prześpijcie się tu Kubica do rana a rano wracajcie do jednostki.
    Nie będę was potrzebował.
    Kiedy St.szer Kubica przykrywał się dokładnie płaszcz-pałatką, Stonoga wszedł już w ciemny las.
  • Słuchejcie no, Sigma
    "na wiele to was nie stać"
  • @Ptasznik z Trotylu 22:16:25
    Już się odnieśliśmy do tej cennej, robotniczo-masowej uwagi ŁŁ;)
    Znowu, jak za komuny: Wy, sigma, nie dorastacie do walki mas.
  • @tadman 20:29:11
    Niewykluczone też, ze pomyliło mi się na skutek kontaktów z innym Niemcem, tym, co to mi wszytsko chowa;)
  • @KOSSOBOR 21:20:47
    Zaczynam podejrzewać, że wiem, kogo masz na myśli ;)))
  • @sigma 22:36:50
    - Holmesie, jesteś genialny! Jak na to wpadłeś?!
    - To proste, drogi Watsonie, nie założyłeś bowiem etc... ;))) /A myślałam, że zaraz się kapniesz, pod Marylin!/

    Ewuś, to kiedy jadziem do "Przystani" na szprotki? Może Januszek, jak przestanie się mazać, też z nami pojedzie? - rozmarzyła się Hania na samo wspomnienie baru "Przystań". Chociaż tam ostatnio siedziała z jednym masonem, ale na swoje usprawiedliwienie - wódki nie piła /tylko dlatego, że, niestety, powożącą była :(/
  • @Ptasznik z Trotylu 21:59:20
    Ptaszniku, nie mam punktu zaczepienia. My se ze wszystkiego jaja robim, a tu - już się nie da. Więc kontynuuj po swojemu, a my równolegle coś tam...

    :)
  • @sigma 21:55:54
    Zgroza i przerażenie !!! Tajfun składający wyrazy pojednania i to przez okno! Januszek wlazł pod łóżko i spędził tam noc całą dygocząc i zastanawiając się, czy nie lepiej schować się w piwnicy. Tam razem ze swoimi pancerfaustami i handgranatami czułby się bezpieczniej.
    Lecz rozsądek mówił mu, że to nic nie warte przeciwko tajfunom.
  • @KOSSOBOR 02:39:43
    No, jakoś człowiek nigdy nie umieszcza siebie wśród podejrzanych;)
    Wczoraj była akurat pogoda na pobyt na plaży, a nawet w porywach - wsadzenie nogi do morza. Dzisiaj już chłodny wiaterek powiewa, a ja tam jestem ciepłolubna.
    Ale pomysl znakomity sam we sobie:) Januszka możemy zabrać, jesli obieca nie robić głupich kawałów;) A może i Tadzio dołączy:)
  • @KOSSOBOR 02:39:43
    Ja się piszę i nawet pragnę. Niech no tylko te skalne turki przestaną się mnie czepiać. Teraz sobie wymyśliły specjalne świadectwo zdrowia (UKOOA), choć mam międzynarodowe.
    Przystań i peskadero do pifka lub pod wódeczkę - perfecto!
    Sam też ten piknik chciałbym przygotować, ale przez te norki to może wyjść pic-nic.
    No zobaczymy...
  • @sigma 09:21:54
    Czy ja, osoba na wskroś niewinna i lilijowana zrobiłem choć jeden (1, one) głupi kawał?
    No?
  • @jazgdyni 09:18:05
    Jeszcze wczoraj nieziemsko wkurzony tajfun "Ewcia" następnego dnia znacznie się uspokoił, trąby powietrzne pozamykał w komórce na węgiel, pieruny i błyskawice wepchnął pod tapczan na zaś, a na świat spojrzał okiem życzliwszym. Cóż, wszystko mija, nawet najdłuższa żmija - jak mówi stare, ludowe przysłowie. To samo dotyczy tajfunów.
    Pętał się teraz po ogrodzie wołając "kici, kici", bo jednego kota brakowało od wczoraj, a inwentaryzacja żywiny rzecz istotna. I gdzie tę małą prążkowaną zarazę poniosło?
  • @jazgdyni 09:39:05
    Wiesz, to nie tak.
    To jest trochę tak jak z tym oskarżonym o gwałt. Może i nie mial okazji, ani motywacji, ale narzędzia sposobne do popełnienia tej zbrodni posiadał;)
  • @sigma 09:50:02
    Szedłem w jedną stronę (po bułeczki).
    Kaczor na stawie, zręcznie zataczał kółka i ósemki.
    Lubił to ze względu na u kreskowane.
    Wracałem z powrotem.
    Zgraja kaczorów z widocznym podnieceniem rozprawiała o pogodzie.
    Podobno były huragany, gradobicia, gołoledzie i susze.
    Eee, takie tam kacze gadanie.
  • @sigma 09:46:22
    Którą? Sziszę czy Tośkę?

    Co sądzicie zatem, Ty i Januszek, o piątku, wieczorową porą? Tak o 18tej? Tadziu chyba nie dotrze...
  • @jazgdyni 10:13:34
    Słuchaj, czy po waszym stawiku pływa osoka aloesowata, którą implantowałam tam wraz z koleżanką od licznych a nie policzalnych mopsic?
  • @KOSSOBOR 11:37:43
    Ależ Moja Droga,

    piszę, że pływa kaczor.
    Czy piszę, że pływa osoka aloesowata?
    Nie piszę.
    Okej, wyszedłem jeszcze raz popatrzeć.
    Może się ukryła.
    Ale gdzie tam.
    Podejrzewam, że tapir był i wtranżolił z korzeniami.
  • @KOSSOBOR 11:36:16
    Sziszę nam wcięło. Wczoraj kocury błakały się po ogrodzie nawołując; dzisiaj już i one zniknęły. Martwię się.
    Piątek może chyba być, chociaż chyba esemesiłaś póxniej, że lepiej przyszły tydzień?
  • @jazgdyni 10:13:34
    a trzęsienia ziemi nie zauważyły? Psiakość, człowiek się wysila na efekty specjalne i pies z kulawa nogą nawet nie zwróci uwagi;(

    Myśmy tez zataczały we wtorek kółka i ósemki na placu maneżowym, ale nie ze względu na ó kreskowane;)
  • @sigma 13:16:06
    Bo żebyście mogły robić cokolwiek innego na maneżu to potrzebna byłaby hiszpańska szkoła jazdy. Niestety.

    Tak walczykiem sobie pojechać...
  • @sigma 13:12:56
    Tak, tak - przyszły tydzień. Bo mój ostatni sms się liczy :(

    Okropne z tą Sziszą... :(((
  • @@@
    Zarobiony jezdem !!! (ale czytam ) mamy 400 !
  • @cyborg59 18:59:54
    Idę w jedną stronę (po bułeczki).
    Nic.
    Wraca z powrotem.
    Nic.

    Coś wisi w powietrzu.
    Kaczory już wiedzą.
  • @januszkowe skarby
    zawierały nie tylko wybuchowe rzeczy. Były też wśród nich pewne zapiski, robaczki na skrawkach pożółkłego papieru. Januszek niewiele z nich rozumiał, jednak ich conocna lektura - z latarka pod kołdrą - nieodmiennie przeszywała go jakimś niejasnym a groźnym, pierwotnym dreszczem. Zdawać by się mogło, że wszelkie szkolenia, w których codziennie uczestniczyli dorośli, były czynnościami próżnymi, gdyż wobec tego horroru jakim był ostatnio model tajfuna - imperialistycznej bomby atomowej "Tornado" - 190 cm długości, 28 cm fi, waga - 135 kg, zakończonej błyszczącym płaszczem z piroceramu - to, co niegdyś ludzie czynili sobie nawzajem w okresie pokoju i w majestacie prawa po prostu powalało - do samego rana. I może o to w tym wszystkim chodziło? ;)

    Cennik opłat pobieranych przez kata miejskiego
    26 II 1743, Koszalin

    Specification der Scharf und Nachrichter Executionis-Gebühren
    1. Vor die Landes Verweisung mit dem Staub Besen 4. Gulden
    2. Jemanden aus der Stadt Jurisdiction zu verweisen 18. lssl [Lübischer Schilling]
    3. Für einen Deliquenten zu torquiren 5. Gulden
    - solchen zu verbrenne 5 . Florine
    4. Einen Deliquenten zu decolliren 5. Florine
    5. einen zu hencken 5. Florine
    6. Einen zu rädern 5. Florine
    7. Einen zu sacken 5. Florine
    8. Vor decolliren und verbrennen zugleich 10. Florine
    9. Für die Begräbnis der Selbst-Mörder 5. Florine
    10. Wenn Er eine Deliquenten ins Hals-Eisen schliesset 9. Florine
    Abdecker Gebühr
    Vor 1. Kuh, Pferd und Ochse 3. Lssl
    Vor kleines Vieh als Schaf, Schwein und Kälber 1 groschen 4 pfeningen
    Die Vorstädter aber geben doppelt, wiel si kein Quartal-Geld geben, das Vieh mag liegen wo es will.
    Wenn aber fremden in der Stadt Vieh stürzet, bekomt Er doppelt.
    Vor 1. Pferd aber nach solcher alten Observantz Ein Reichsthalern, was aber auf Dem Felde oder auf
    dem Wege fält, Muss ihm nach Königlicher Verordnung angesaget werden, wovon aber kein Gebühr
    erfolgen kann.
    Ist verlesen und approbiret in Collegio den 26. Februar 1743.

    Tłumaczenie:

    Wyszczególnienie opłat egzekucyjnych kata i oprawcy

    1. za wygnanie z kraju z publicznym smaganiem rózgami 4 guldeny
    2. wydalenie kogoś z granic jurysdykcji miejskiej 18 szelągów
    3. za torturowanie jednego przestępcy 5 guldenów
    4. ścięcie jednego przestępcy 5 florenów
    - spalenie takowego 5 florenów
    5. wieszanie jednego na szubienicy 5 florenów
    6. łamanie jednego kołem 5 florenów
    7. utopienie jednego w worku 5 florenów
    8. za ścięcie i zarazem spalenie 10 florenów
    9. za pochowanie samobójcy 5 florenów
    10. jeśli przykuwa on jednego przestępcę do pręgierza 9 florenów

    Opłaty rakarskie

    Za jedną krowę, konia i wołu 3 szelągi
    Za drobne bydło, jak owca, świnie i cielaki 1 grosz 4 fenigi

    Źródło: http://f.polska.pl/files/247/224/217/Cennik_kata_koszalinskiego_1743.pdf - za: http://olesnica.nienaltowski.net/Rodzaje_kar.htm

    I jeszcze:

    CENNIK OPŁAT ZA TORTURY

    Dotyczy arcybiskupstwa Kolonii z 1757 r. Przytaczam ten cennik ze względu na wyszczególnienie rodzajów tortur, sposób wykonywania i ich rytuał. Moneta Alba to najpewniej odpowiednik Krajcara.

    CENNIK (ceny w Reichstalarach i albach)
    I. Za rozrywanie na ćwierci czterema końmi 5 rt. 26 a
    2. Za ćwiartowanie 4 rt
    3. Za sznur niezbędny do tego celu 1 rt
    4. Za rozwieszenie onych ćwierci w czterech rogach rynku. włączając w to cenę sznura, gwoździ i transportu 5 rt 26 a
    5. Za ścięcie i spalenie na stosie, wraz z wszelkimi kosztami 5 rt 26 a
    6. Za sznur niezbędny do tego celu oraz przygotowanie i podpalenie stosu 2 rt
    7. Za uduszenie i spalenie na stosie 4 rt
    8. Za sznur oraz przygotowanie i podpalenie stosu 2 rt
    9. Za spalenie żywcem 4 rt
    10. Za sznur oraz przygotowanie i podpalenie stosu 2 rt
    11. Za łamanie kołem żywcem 4 rt
    12. Za sznur i łańcuchy niezbędne do tego celu 2 rt
    13. Za zdjęcie ciała przytwierdzonego do koła 2 rt 52 a 14. Za samo ścięcie 2 rt 52 a
    15. Za sznur niezbędny do tego celu oraz za chustę do przykrycia twarzy 1 rt
    16. Za wykopanie dołu i złożenie w nim ciała 1 rt 26 a
    17. Za ścięcie i rozpięcie ciała na kole 4 rt
    I8. Za sznur i łańcuchy niezbędne do tego, a także za chustę 2 rt
    19. Za odrąbanie ręki lub kilku palców i ścięcie; łącznie 3 rt 26 a
    20. Za dodatkowe przy tym piętnowanie rozpalonym żelazem 1 rt 26 a
    21. Za niezbędne do tego sznur i chustę 1 rt 26 a
    22. Za ścięcie i zatknięcie głowy na palu 3 rt 26 a
    23. Za sznur i chustę niezbędne do tego 1 rt 26 a
    24. Za ścięcie, rozpięcie ciała na kole i zatknięcie głowy na palu; łącznie 5 rt
    25. Za niezbędny do tego celu sznur, łańcuchy i chustę 2 rt
    26. Za powieszenie 2 rt 52 a
    27. Za niezbędne do tego sznur, gwoździe i łańcuch 1 rt 26 a
    28. Zanim rozpocznie się egzekucja: za szarpanie przestępcy rozpalonymi do czerwoności szczypcami, niezależnie od wyżej wspomnianej opłaty za powieszenie; każdorazowo 0 rt 26 a
    29. Za całkowite lub częściowe odcięcie języka oraz następujące potem przypalanie warg rozpalonym do
    czerwoności żelazem 5 rt
    30. Za sznur, szczypce i nóż używane zazwyczaj przy tej okazji 2 rt
    31. Za przybicie gwoździami do szubienicy odciętego języka lub odrąbanej ręki 1 rt 26 a
    32. Jeśli ktoś sam się powiesi, utopi lub w inny sposób pozbawi życia za jego odczepienie i przeniesienie, a także wykopanie dołu, w którym można złożyć zwłoki 2 rt
    33. Za wygnanie człowieka z miasta lub z kraju 0 rt 52 a
    34. Za chłostę w więzieniu, wliczając w to rózgi 1 rt
    35. Za obicie 0 rt. 52 a
    36. Ta postawienie pod pręgierzem 0 rt 52 a
    37. Za postawienie pod pręgierzem i wychłostanie, wliczając w to sznur i rózgi 1 rt 26 a
    38. Za postawienie pod pręgierzem, napiętnowanie i wychłostanie, wliczając w to węgle, sznur i rózgi,
    a także maść używaną przy piętnowaniu 2 rt
    39. Za zbadanie więźnia po napiętnowaniu 0 rt 20 a
    40. Za przystawienie drabiny do szubienicy, bez względu na to, czy tego samego dnia ma być powieszona tylko jedna, czy też więcej osób 2 rt


    WYNAGRODZENIE ZA TORTURY
    41. Za wzbudzenie strachu poprzez okazanie narzędzi tortur 1 rt
    42. Za torturę pierwszego stopnia 1 rt 26 a
    43. Za wyłamanie i zmiażdżenie kciuka 0 rt 26 a
    44. Za torturę drugiego stopnia, włączając w to późniejsze nastawienie stawów oraz cenę maści, której się przy tym używa 2 rt. 26 a
    45. Jeśli wszelako jakaś osoba zostanie jednocześnie poddana torturom obydwu stopni, kat ma otrzymać zapłatę za obydwa stopnie tortur, nastawianie stawów i maść, za co wszystko należy mu się 6 rt
    46. Za podróż i wydatki codziennie, za każdy dzień, wyłącznie jednak te dni, w czasie których dokonuje on egzekucji lub torturuje, bez względu na to, czy za dni te ukarany będzie tylko jeden, czy też więcej przestępców 0 rt 48 a
    47. Za wyżywienie dziennie 1 rt 26 a
    48. Za każdego z pomocników dziennie o rt. 39 a
    49. Za wynajęcie konia wraz ze stajnią i obrokiem dla niego, opłata dzienna 1 rt 16 a
    50..jeśli tortury lub egzekucja odbywają się w Kolonii, kat winien otrzymać za wykonane czynności wynagrodzenie według powyższego cennika bez jakichkolwiek dodatków za koszta nadzwyczajne, takie jak podróż, diety, wyżywienie, siano i obrok dla konia, i winien być całkowicie usatysfakcjonowany wspomnianym wynagrodzeniem
    51. Kiedy dokonuje on egzekucji w Melaten i Deutz, otrzymuje dodatkową opłatę za siano dla konia i nic ponadto
    52. Jako że punkty 16, 32 i 40 niniejszego rozporządzenia nakładają się na kompetencje grabarza, przeto grabarz powinien także otrzymywać stosowne wynagrodzenie
    53. Jeśli kat wykonywać będzie swoje rzemiosło dla tych, którzy są bezpośrednimi wasalami arcybiskupstwa lub wasaIami tychże wasali, winien on otrzymać wynagrodzenie o jedną trzecią większe od podanego wyżej, a to z przyczyny. że nie dokładają się oni do rocznej pensji, jaka jest mu wypłacana
    54. Wasale owi mają obowiązek zatrudniać wyłącznie jego, w żadnym wypadku nikogo obcego, bez względu na to jakiego rodzaju egzekucja ma być przeprowadzona
    55. Ponieważ uskarżano się wielokrotnie, że podczas egzekucji, którymi kieruje urzędnik arcybiskupstwa, kat ośmielał się żądać pewnych sum pieniężnych lub jako dodatku do obowiązujących opłat lub zamiast nich, praktyka ta, jako wyraźne nadużycie, ma się raz na zawsze skończyć. Z tego też względu nakazujemy, by wszyscy urzędnicy arcybiskupstwa trzymali się wyżej wymienionych zasad i płacili katu wyłącznie przewidziane niniejszym stawki i nic ponadto; mają oni także każdorazowo rozliczać się z nich i przedstawiać skarbowi arcybiskupa stosowne pokwitowania
    Dan w Bonn,15 stycznia 1757
  • @DelfInn 12:14:55
    Słuchaj,
    podrzuć szybko adres i komórkę.
    I może by trochę spuścili za to wygnanie z kraju z publicznym smaganiem.
    Miałbym na początek zamówienie tak na 1000 sztuk.
  • @jazgdyni 12:22:56
    :-))) To o tym kacie, to oczywiście przez całą tę wybuchowo-konspiracyjną działalność Ptasznika, za co mu szczerze jestem wdzięczny zresztą. Przypomniałem sobie też, że jesteśmy w centrum zimnej wojny (nie tylko w jajach b., niestety) i umknął nam watek atomowy. Natychmiast przypomniał mi się fantastyczny Alistair MacLean i jego genialne "Złote rendez-vous" (o ile ktoś lubi sensację, czy kryminały) i tamten opis bomby atomowej. Ach, co tam. zacytuję - może się ktoś skusi i przeczyta całość? Aha, książka jest z 1962 roku, więc bliska jajabowym czasom. Cytat o tej bombie, rzecz dziej się na okręcie Campari, który przewozi bogatych turystów, kilka dni wcześniej ktoś jednak skradł bombę A z amerykańskiego ośrodka naukowego, zaginął także jej konstruktor o wdzięcznym imieniu dr...Slingsby Caroline"

    "Kapitan Bullen zapytał o szczegóły. Zażądał opisu zaginionego naukowca i bomby, mówiąc, że sam wkrótce wykryje, czy znajdują się na pokładzie, czy nie. Nastąpiło piętnaście minut przerwy na przygotowanie wypuszczenia w eter ściśle tajnych informacji, po czym, acz niechętnie, podano oba opisy.
    Były one dziwnie podobne do siebie. Długość „Tornada” - metr dziewięćdziesiąt - dokładnie odpowiadała wzrostowi doktora Caroline. Doktor był niezwkle chudy, bomba zaś miała tylko dwadzieścia osiem centymetrów średnicy. Doktor ważył dziewięćdziesiąt kilogramów, „Tornado” - sto trzydzieści pięć. „Tornado” okrywał jednoczęściowy futerał z polerowanego, anodyzowanego aluminium, doktora zaś dwuczęściowy, szary garnitur z gabardyny. Głowicę „Tornada” wieńczył szary kaptur z piroceramu, a głowę doktora czarne włosy, przedzielone zdradzieckim siwym kosmykiem.
    W sprawie doktora rozkaz brzmiał: zidentyfikować i zatrzymać; w sprawie „Tornada” - zidentyfikować, ale nie, powtarzam, nie dotykać. Bomba powinna być zabezpieczona, a nastawić ją mógł tylko jeden z dwóch ekspertów znających jej budowę, jednak trudno było przewidzieć, jaki efekt na delikatnym mechanizmie „Tornada” mogły wywrzeć wstrząsy spowodowane transportem".
  • @DelfInn 12:14:55
    - O w mohdę!!! - jęknęła Hrabina i oddaliła się spiesznie celem depilowania podagrycznika i innych czników. Podczas oddalania się, zerknęła na ogród Madame Silvanne: był wydepilowany dokumentnie, podobnie jak ogród Żorża von Tettin. Tam jednak wyraźnie tchnęło IG Farben Industrie. Jednakowoż lata już jakieś minęły od działalności IG Farben na tym terenie, więc wychowanek Żorża, mały Dżordż, który jeszcze mylił szczotkę z płcią przeciwną - rozczulająco chłeptał mleczko z miski wiekowej kocicy rzeczonego Żorża.

    Januszek, obserwując kaczki pływające po pobliskim stawie, notował w kajeciku codzienny stan. Kaczy. Na stawie. Postanowił, że zostanie ornitologiem wodnym. Piątego dnia obserwacji - ni z gruchy, ni z pietruchy - wpisał jednak do kajeciku następujący wierszyk:

    Na spacer wyszła rodzina kacza,
    kacze kupry w wodzie maczać.
    Kaczor maczał - w tym jest sęk,
    żeby kaczy kuper zmiękł.

    Kaczor kaczkę wziął pod skrzydło,
    bo takie kacze jest prawidło.
    Stary indyk dał im ślub,
    żeby rozmnażali drób.

    Co napisawszy, umaił wierszyk pięknym szlaczkiem.
    Był bardzo z siebie zadowolony, gdy tak nieoczekiwanie, nad stawem, pod płaczącą wierzbą, dopadło go natchnienie. Jednak po chwili, gdy już ochłonął nieco od naporu weny, zmartwił się nie na żarty: to ornitologia wodna czy literatura? A może drobiarstwo? Przecież słyszał w domu, że drobiarstwo, podciągane jednym tchem pod badylarstwo i hodowlę nutrii, lisów oraz norek - miało się nawet za komuny całkiem nieźle. A on chciał się mieć nieźle! Natomiast wielokrotnie, również w domu, słyszał, że poeci i malarze to gołodupce są. A gołodupcem nie chciał zostać żadną miarą.
    Od pomieszania zmysłów wybawiły go jak zawsze, Ewcia i Hania, wołając z piaskownicy:
    - Janusek, chodź się bawić w sklep!
    - W sklep nie będę się już bawić! - odkrzyknął Januszek, mając całkiem inne plany na zabawę. Dzieci bowiem jednak rosły.
  • Smutne skutki picia wódki w połączeniu z Ordnungiem
    Wziąłbyś się do roboty - warknął Werner do Sorokina znad szmaty, którą pracowicie zmywał podłogę bunkra (Ordnung muss sein).
    Sorokin, dobrze już wlany, lekko zataczając się na mokrej podłodze, myszkował w skrzynkach z amunicją i z żywnością.
    Sorokinowi kończyły się już desantowe tabletki Stolicznej i usilnie szukał czegoś z czego można by napędzić gorzały.

    Z jednej ze skrzynek , opatrzonych emblematem SS wyjął niepozornie wyglądającą puszkę z napisem ZYKLON B VORSICHT GIFTGAS !
    Otworzył puszkę i ujrzał wewnątrz małe szarobiałe perełki.

    Ej, Gospitalnik, a szto eto takoje - uniósł puszkę wysoko nad głowę.

    Werner spojrzał i zmartwiał, ryknął jeszcze LASS DAS, DU DRECKSKERL !! a następnie ujrzał jak na zwolnionym filmie pijanego Sorokina który stracił przyczepność na mokrej podłodze, zachwiał się i wypuścił puszkę z ręki.
    Deszcz małych szarobiałych perełek jak kaskada spadł na mokrą podłogę. Perełki natychmiast zaczęły rozpuszczać się sycząc.
    Z podłogi zaczął unosić się gaz.

    Werner rzucił się w kierunku skrzyni z maskami pgaz ale w połowie komnaty nogi ugięły się pod nim, upadł i zaczął drzeć pazurami kołnierz munduru, charcząc i czkając.
    Sorokin próbował wstać ale zaraz padł na podłogę i znieruchomiał.
    W pojemnikach z inkubami słychać było re re re i bul bul bul ale nie trwało to długo.
    W komnacie zapadła martwa cisza.


    I tak oto szanowne Bzdyklacze uratowałem Polskę.
    :-)
  • @KOSSOBOR 19:51:38
    - Poczekajcie! Zaraz przyjdę! - wrzasnął i popędził do domu, nie zważając na napierającą jeszcze ciągle wenę, która podyktowała mu taki wierszyk:

    Co to jest?
    Po wodzie pływa,
    kaczka się nazywa?

    I mutacja futerkowa:

    Co to jest?
    Ma wąsiki i pazury,
    łowi myszy oraz szczury?

    Mutacja futerkowa zdała mu się bardziej zagadkową, ale nie miał czasu dłużej się nad tym zastanawiać, bowiem już dobrał się w piwnicy do handgranatów, panzerfaustów, sztyletów esesmańskich i innych armat. Obwieszony armaturą, klekocąc i szczękając metalicznie - stanął nad piaskownicą i rzekł głosem nie znoszącym sprzeciwu:
    - Bawimy się w wojnę!
    - Oooo... - rozdziawiły buzie Ewcia i Hania, a wiatr wpadał poprzez miejsca po górnych jedynkach i melodię na wantach grał.
    - Nie oooo, tylko ooo! - uściślił Januszek /na przyszłość/ i dodał:
    - Robimy bitwę pod Grunwaldem!
    - To ja będę Marusią! - rzuciła podekscytowana Marzenka, która właśnie nadbiegła, widząc kłębiący się w piaskownicy tłum. Po prawdzie - kłębił się tylko obwieszony Januszek, gdyż armatura bardzo przeszkadzała mu w ruchach, a dziewczynki stały jak zamurowane i buzie nie chciały im się zamknąć, mimo przeciągu i tumanów kurzu, wzbijanego przez kłębiącego się Januszka.

    W dalekich Borach, porastające mchem i rdzewiejące w krzakach rycerstwo przewalało się z nudów to na lewy, to na prawy bok. Beatka, wierna kobyła Juranda, obżerała się do nieprzytomności zieloną, majową trawą, którą, jak wiemy, żaden koń nie może obeżreć się do nieprzytomności, chociażby żarł tę trawę do nieprzytomności. Beatka była oczytana, więc spokojnie żarła trawę do nieprzytomności.

    - Popatrz, Zibi, jesteśmy sławni! - rzucił Jurand von Spychow do von Bogdanitza.
    - A nawet kultowi! - dodał Schwartz Zawischa, zapalając papierosa i przysłaniając oczy ciemnymi okularami.
    - Nie kręć się, do cholery! - długowłosy, dziwny facet w staroświeckim garniturze zatrzymał gest Zawischy ostrym fuknięciem i szybko rysował coś w swoim szkicowniku: - I wywal tego peta - co ty, chcesz żeby bachory się deprawowały, jak przyjdą oglądać obraz?

    Ponieważ pan ów był wierny historycznym detalom, przeto tuż przed samym wernisażem, gdy jego wredna żona zauważyła dziwny szczegół na twarzy Zawischy, mistrz wszedł na drabinkę i szybko zamalował ciemne okulary, które przysłaniały oczy rycerza. Baba miała rację, no ale humor mistrzowi popsuła - jak zawsze. Postanowił, że utopi ją w Bosforze. A w każdym razie to namaluje. Niech babsko wie!
  • @Ptasznik z Trotylu 20:18:44
    Odebrałeś PW? Tam był trzeci inkub...

    Kochany, to my tu rdzewiejemy w pobliskich krzokach, a Ty przerwałeś nam zabawę?!
  • @Ptasznik z Trotylu 20:18:44
    A ryży inkub tak ładnie wisiał głową do dołu, w słoiku, na patyku..........
  • @KOSSOBOR 20:45:48
    //Odebrałeś PW? Tam był trzeci inkub...//

    Wsio, co było w komnacie , "podochło".
    Solidna robota IG Farbenindustrie.

    "proroctwa mnie wspierają" : tak samo skończy się antypolska współpraca Adolfinyz ruskim kuduplem.

    A mjr. Wija i płk. Stonogi nikt już nigdy nie widział. Zaginęli w boru.

    Znudziło mnie pisanie o tych mendach jewrejskich.
    Napiszę coś o Średniowieczu. Do szuflady.
  • @KOSSOBOR 20:45:48
    Ja piję.

    Komentować nie bede.
  • @jazgdyni 21:37:40
    Pani moja (Frau) chciała mnie zapędzić do roboty.
    A ja jej nato:
    - pucu, pucu, chlastu, chlastu, nie mam rączek jedenastu...
  • @Ptasznik z Trotylu 21:08:18
    Do jakiej szuflady! Do jakiej szuflady! Tutaj wrzuć! A my z pewnością pociągniem, a nawet rozciągniem wątek.

    To odebrałeś to PW o trzecim inkubie ? Bo nie zrozumiałam.
  • @jazgdyni 21:50:25
    Tylko mam dwie łapki małe, do lornety doskonałe. A meduza?
  • @Ptasznik z Trotylu 20:18:44
    Wynika z tego, że przeciwnik był bardziej niebezpieczny niż nam się zdawało. Bunkier to była atrapa, bo przecież to coś się jednak wyhodowało i dorwało się do żłobu. Szkoda, bo nad bunkrem była jakaś kontrola. Zawsze można było kogoś podesłać i sprawę rozwiązać.
    Musi hodowali w jakimś supertajnym laboratorium i to tak świetnie chronionym, że produkcję na nasze nieszczęście zakończono.
  • @KOSSOBOR 01:26:04
    Co meduza !?
    Wystąpiły znowu jakieś kłopoty z meduzą? Trzeba fachowca?
  • @jazgdyni 08:14:25
    Biję się dzisiaj.
    Biję się dzisiaj z myślami.
    Iść dzisiaj po bułeczki?
    Co na to kaczory?
    Eeeetam, w kaczy kuper.....
  • @jazgdyni 08:23:36
    Wątki mnożyć, nie lenić się, co to jest? Wiosenna niemoc?
    Do rrrroboty!.......Do roboty!............

    Całe zooschwitz było poruszone do głębi. Nie spodziewał się nikt, ze popularność spowodowana wiadomymi jajami będzie komentowana na całym świecie i stanie się obiektem zazdrości chyba całej fauny i flory.

    Oto niektóre fakty.

    Z japońskiego zoologu uciekł pingwin. Dorwali go niestety po paru dniach. Zgromadzonym reporterom oświadczył, że chciał dostać się do Oliwy. Wg. niego to raj. I zawsze marzył o pluskaniu się w foczej sadzawce razem z prawdziwym agentem.

    W łódzkim zoologu zmarły dwie żyrafy. Atak serca nastąpił pod koniec relacji wędrownego żurawia, który opowiadał o Oliwie. Biedaczki zeszły z tego świata po prostu z zazdrości. Rozchorowanie się innych lokatorów dyrekcja łódzkiego zoo starannie ukrywa. W całym kraju wprowadzono zakaz parkowania przelotnych żurawi na terenach ogrodów zoologicznych.

    Na całym świecie nastąpił niemalże wybuch mody na tapiry. Najambitniejsze gwiazdy Holyłudu zaczęły się pokazywać na imprezach z tapirami. Strona internetowa kolumbijskiego tapira Manuelo przeżywa oblężenie. Handlowcy rzucili na rynek szereg produktów z logo tapira. Modnym też stają się operacje plastyczne wydłużania nosa na wzór tapirzego ryjka.

    Równocześnie z modą na tapira, rozprzestrzenia się moda na nowy strój wieczorowy dla mężczyzn. Nowa kolekcja Armaniego właśnie wprowadziła nową linię ubiorów pod nazwą Gutang. Jest to rodzaj rudego, włochatego garnituru, do złudzenia przypominającego wierzchnie okrycie orangutana. Ostatnio ten strój kazał sobie uszyć sekretarz generalny ZSRR Nikita Chruszczow.

    Tyle na tą chwile.
  • @jazgdyni 08:57:57
    Januszek wymyślił piekielną zemstę za ostatnie upokorzenia doznane od bezjedynkówek.
    W całym kraju osiągnęła właśnie apogeum akcja walki z wścieklizną, następnej imperialistycznej zarazy nasłanej na biedny uciemiężony, komunistyczny naród.
    Januszek sprytnie rozpuszczał przerażające opowieści, jak to ugryziony przez wściekłego psa chłop, z pianą na ustach wpadł do chałupy i zarąbał siekierą całą rodzinę. Albo ten chłopak, też zarażony wścieklizną, doznał szczękościsku wysiadając z przepełnionego autobusu i jego biedne szczęki nieszczęśliwie i nierozerwalnie zacisnęły się na drzwiach pojazdu i w rezultacie był on wleczony za autobusem przez całe miasto.
    Ale prawdziwą zgrozę wywoływały opowieści, jak to podejrzani o zarażenie wścieklizną są poddawani serii okropnych zastrzyków, niesłychanie bolesnych i nie wiadomo dlaczego robionych dokładnie w pępku.

    Następnym krokiem tajnego planu była zabawa w wolną amerykankę, która w ludowym wykonaniu Januszka i bezjedynkówek polegała na zapasach, kopaniu i gryzieniu. Właśnie o to gryzienie chodziło. Gdy tylko mógł gryzł bezjedynkówki po rękach i nogach, pozostawiając szereg widocznych śladów.

    Po tej wyczerpującej zabawie na szkolnym boisku, chłopak zgodnie z planem pobiegł z obłędem w oczach do szkolnej higienistki.
    - Psze pani !!! - wołał swoim specyficznym dyszkantem - Nieszczęście! Czarny, straszny pies, który chodził bokiem i miał całą paszczę w pianie, pogryzł obie bezjedynkówki. On był wściekły ! I teraz one będą wściekłe ! Szkoła tego nie wytrzyma.

    Rezolutna higienistka, świeżo po kursach walki z wścieklizną, bez namysłu wezwała karetkę pogotowia, zawiadomiła dyrektorkę szkoły i prewencyjny oddział Milicji Obywatelskiej.
    Januszek wrócił tymczasem na boisko, odnalazł dziewczynki wywalił na nie jęzor i pokazał zgiętą ręką. Był to znak największej obrazy, który musiał być natychmiast ukarany. Puściły się więc całym pędem za uciekającym chłopcem. Ten mały szybkobiegacz, wyćwiczony w nagłych ucieczkach, kluczył i za nic nie dawał się złapać. Małe, spocone i potargane, zaczerwienione od wysiłku, już chciały zrezygnować z pogoni, gdy nagle z otaczających krzaków wyskoczyli sanitariusze i milicjanci, chwytając zaskoczone małolaty.

    - Widzicie! - wrzeszczał Januszek - rzuciły się na mnie i chciały mnie pogryźć. Są wściekłe !!!

    Wierzgające i rzeczywiście gryzące bezjedynkówki zostały zapakowane do karetki i tam unieruchomione.
    Ostatnim widokiem był Januszek, obrazowo pokazujący iniekcje dokonywane dokładnie w pępek.
  • @jazgdyni 08:14:25
    Co z meduzą? Trudno w cholerę trafić widelcem. No i rozpływa się w temperaturze pokojowej.
  • @KOSSOBOR 10:44:38
    Widelcem???
    Meduzy się je durszlakiem.
  • @jazgdyni 09:53:33
    O żesz....

    Muszę to przemyśleć.

    Myślę.

    Że niech no tylko Ewcia wróci.

    To nie wiem co.

    No właśnie. Co?

    Jak długo to trwało, zanim małe zdołały wyjaśnić, że pogryzł je Januszek, a więc takie nietypowe zachowanie z całą pewnością świadczy o wściekliźnie?
    Nie wiemy.
    Jednak już wkrótce, właśnie gdy Januszek usiłował przed lustrem w łazience uformować swoją fryzurę w tak modny ostatnio "kaczy kuper", do drzwi zapukały: dwa oddziały prewencji, lekarz toksykolog, trójka klasowa i miejscowy konfident. Januszek gwałtownie wietrzył łazienkę po wypaleniu mentolowego, jak zwykle - świśniętego tacie. Wiedział bowiem, że za to akurat przestępstwo będzie na gołą, jak nic. Oddziały prewencji mu nie stanowiły - był przecież nieźle uzbrojony.
    Niania jednak, zaprawiona w bojach, oświadczyła przybyłym siłom porządku, że smarkacza nie ma w domu, a państwo nie pozwalają jej wpuszczać obcych do chałupy pod ich nieobecność. I że z całą pewnością Januszek siedzi nad stawem i obserwuje kaczuszki, do czego ma dziwną predylekcję. A także pisze wiersze. I że nie są to z pewnością objawy wścieklizny, a kto wie? Może wybór przyszłej drogi życiowej? No właśnie, kim ten mały w przyszłości zostanie? Ornitologiem czy poetą? A może hodowcą drobiu? - zastanawiała się głośno.
    Dowódca prewencji, przy słowie "ornitolog" nie był pewien, czy niania go nie obraża. Toksykolog wyczuł delikatną woń mentolowego, wydobywającą się spod drzwi łazienki. Miejscowy konfident był niepocieszony - zawsze chciał zobaczyć ten tajemniczy dom i jego podejrzanych mieszkańców od środka, a tu kicha. Bowiem niania, jako przedstawicielka uciśnionej klasy robotniczej zdołała przekonać przybyłych na interwencję, że należy poszukać Januszka gdzie indziej. Odstąpili więc i rozpierzchli się po pobliskich i podalszych krzakach.

    Niania stanęła pod drzwiami łazienki i powiedziała spokojnie:
    - Wyłaź! Tylko wywietrz porządnie, bo jak tata wróci, to ci nogi z dupy powyrywa za tego mentolowego.
  • @KOSSOBOR 11:19:05
    Niebezpieczeństwo było już tak blisko, ale autorka się rozmyśliła względem natychmiastowego tu i teraz, więc Januszek może przed dalszym ciągiem opowieści wziąć jeszcze cięgiem w 4; teraz wszystko leży w spracowanych rękach niani i długości jej języka.
    Niania zanurzyła ręce w mydlinach, bo musiała jeszcze wyprać rzeczy państwa na jutrzejszą wizytę na milicji. Na stole groźnie leżał świstek, na którym wyraźnie stało, że rodzice Januszka mają się zjawić nazajutrz o godzinie 15:30 w celu odbycia pogadanki uświadamiającej. Januszek intensywnie wpatrywał się w kartkę i obmyśliwał, co by tu sprokurować.
  • @KOSSOBOR 11:19:05
    Po zażegnaniu niebezpieczeństwa (chwilowo) Januszek przystąpił do akcji maskującej. Świsnął jedno cygaro ojca, wypalił je do końca, zaciągając się intensywnie. Zgodnie z przewidywaniami zzieleniał i pokrył się zimnym potem. Następnie zamknąwszy oczy odważnie rzucił się w rosnące w kącie dorodne pokrzywy. Ból był okrutny, ale wytrzymał. Na koniec, ze swoich przepastnych zbiorów wyciągnął buteleczkę oleju rycynowego, który był mu potrzebny do eksperymentów na bezjedynkówkach, i wypił całą stołową łyżkę paskudztwa.
    Po tych przygotowaniach, krokiem zranionego jelenia udał się do ubikacji, wołając swym rozpaczliwym dyszkantem: - pomocy! Ja chyba umieram!

    Nawet uniwersyteckie konsylium profesorów nie będzie w stanie rozpoznać zarazy, która dopadła Januszka. Zielony, spocony, cały w wysypce i do tego z wulkaniczną biegunką, stanowił zagadkę medycyny, co pomoże mu przetrwać w spokoju, aczkolwiek w boleściach, parę następnych dni.
  • @tadman 13:34:31
    Wkurzona meduza dzierżąc przy oku lornetę wycelowaną w stronę bajora, gdzie kaczory jak zwykle nic nie robiąc opowiadały sobie głodne kawałki - wpatrywała się intensywnie w zbliżającą się delegację. Szczególne wrażenie zrobił na niej dzielnicowy, który prezentowal soba 120 kilo zywej wagi i niejednego wieprza mógłby w kąt zapędzić, gdyby wpadł na taki pomysł.
    Delegacja stanąwszy rozciągniętą tyralierą nad brzegiem bajora zlustrowała bez trudu okolicę pod kątem nieobecności tamże Januszka. Spoglądali teraz bez zachwytu na tkwiące przy brzegu czyjeś dziurawe kalosze oraz takież wiadro. Dzielnicowy nawet kopnął wiadro i zaraz gorzko tego czynu żałowal, bo przerdzewiała blacha puściła i stopa mu uwięzła we wnętrzu. Tańczył teraz w błocie na jednej nodze i delegacja nareszcie się ożywiła. Kaczory na wszelki wypadek zdecydowały się na masową ewakuację. Widząc to biedne kaczki siedzące w trzcinach na jajach wymamrotały kilka nieparlamentarnych kwaknięć pod ich adresem i przytuliły się do podłoża udając mniejszy fragment ziemi matki.
    Dzielnicowy wreszcie nogę uwolnił. Gdyby nie to niefortunne zdarzenie zapewne, by się Januszkowi upiekło, bo delegacja by się rozeszła. Jednak zirytowany ich rechotem dzielnicowy oznajmił, że smarkacz na pewno jednak jest w domu.
    Delegacja udała się więc z powrotem; dzień był piękny, ptaszki śpiewały i jeżeli chodzi o nich - mogli tak cyrkulować cały dzień. Panie z trójki klasowej zaczęły nawet niewinny flirt z toksykologiem i obsługą karetki. Sanitariusz w porywie nadziei zaproponował nawet, że poleci do karetki i przyniesie koc.
    Tę właśnie chwilę, kiedy delegacja z powrotem stanęła u wrót, wybrał sobie Januszek na próbę opuszczenia domu celem niespotkania się z rodzicami, kiedy ci przeczytają wezwanie na komendę.
  • @jazgdyni 16:18:03
    Co gorsza Januszek był zielony na twarzy i cały w wysypce! Panie z trójki klasowej jak jeden mąż zawołały ze zgrozą :"Januszek! Co z tobą, dziecko?" i na wszelki wypadek cofnęły się na z góry upatrzone pozycje za karetką. Sanitariusz i kierowca karetki uzbroiwszy się w kaftan i założywsze rękawice zaczęli polowanie na Januszka. Niestety, gdyby nie ten olej rycynowy, być może udałoby mu się umknąć. Jednak tak nie miał szans! Po krótkiej gonitwie okutany w kaftan i przywiązany do noszy został wrzucony do karetki. Sanitariusz z marsem na czole oglądał palec, w który Januszek zdążył go ugryźć, kiedy na chwilę zdjął rękawice, żeby przypiąć smarkacza do noszy.
  • @sigma 16:47:21
    I tu spotkała ich niespodzianka. Przed domem stała karetka pogotowia, a zdenerwowany doktor wzywał przez radio posiłki z Akademii.
    Wrzasnął w stronę zbliżającej się grupy, by trzymali się z daleka, bo panuje w tym miejscu zaraza i on, mocą prawa zarządza kwarantannę, zamknięcie terenu i dezynfekcję wszystkich i wszystkiego.
    Januszek, który na chwilę opuścił toaletę przyglądał się temu z zaciekawieniem zza zasłony.
    Zastanawiał się, czy aby deczko nie przesadził.
  • @KOSSOBOR 11:19:05
    Tę akurat chwilę wybrały sobie trzy bezjedynkówki, zwabione widokiem karetki, delegacji i temu podobnych atrakcji. Każda trzymała w ręku jakiś fragment uzbrojenia Januszka i każda wyglądała jak wcielenie niewinności.
    - Proszę pana! - zwróciły się piskliwie do przedstawiciela milicji obywatelskiej - myśmy to znalazły w piaskownicy! Jednoczesnie złożyły u stóp opasłego przedstawiciela waadzy po handgranacie przypadkowo i nieświadomie wyciągając zawleczki.
    - Padnij! - ryknął dzielnicowy błyskawicznie spychając granaty do rowu.
    Kto mógł, padł, kto nie mógł - nie padł. Karetka zawarczała i oddaliła się z szybkością światła, jak rzadko. Trójka klasowa przytuliła się do kocyka.
    Bezjedynkówki umieściły się w rowie z drugiej strony drogi.
    Wybuch pozbawił szyb większośc domów w okolicy.
    Kaczory, które akurat wracały nad bajoro, zrobiły w ty ł zwrot i oddaliły się ze świstem.
  • @jazgdyni 16:18:03 @ Tadziu
    Nie zauważył tylko, biedaczek, że niedopałek cygara utknął mu między górnymi dwójkami, przytrzymywany przez wyrzynające się już nowe jedynki. Gdy tata zaczął mu się bacznie przyglądać, Januszek zrobił buzię w ciup - ale ciup był za krótki. Zrobił więc buzię w trąbę i ta forma okazała się skuteczna.
    - Syneczku, co ci się stało? - zdziwił się Doktor tak nieoczekiwaną metamorfozą facjaty latorośli.
    - Udaję tapira - odpowiedział Januszek na tyle rezolutnie, na ile pozwalała mu trąba.
    Jednak w tak zwanym międzyczasie musiał biegiem udać się do łazienki, gdzie jednocześnie udało mu się pozbyć inkryminowanej resztki ojcowskiego cygara. Wrócił więc letki z cichej toaletki i już zupełnie nie bał się pytania, które przecież zawisło w powietrzu: skąd zna tapira i co mają znaczyć nielegalne wyprawy do Zooschwitz przez dziurę w płocie.

    Tak więc Januszek uratował czwórę wielostronnie, a nawet, można powiedzieć - wszechstronnie.
    Stawiając się następnego dnia na milicji - Doktorostwo mogli już z czystym sumieniem wyrazić najgłębsze oburzenie najściem organów na dom, wystraszeniem niani i męczeniem chorego na nie zidentyfikowaną chorobę dziecka.

    Januszek, jak zwykle stojąc w oknie /ale czujnie w pobliżu łazienki/, spokojnie pokazał Ewci i Hani język.
    Małe obróciły się ostentacyjnie tyłem i obmyślały zemstę. Ale tego dnia nic im nie przychodziło do głowy. W końcu przysiadły na skraju piaskownicy razem z Marzenką, która przebrana za Ulricha z Jungingenowa, dalej udawała radiotelegrafistkę Marusię. Marzenka bowiem przyniosła trzy pajdy świeżutkiego, jeszcze ciepłego chleba ze smalcem i kiszone ogórki. Słyszała przecież od starszych, że radiotelegrafistki Marusie lubiły kiszone ogórki.
    - One nie jadły, tylko zagryzały - Marzenka poinstruowała Ewcię i Hanię.
    - Zagryzały? - zdziwiły się dziewczynki.
    - Zagryzały! - potwierdziła Marzenka.
    - To jadły te ogórki czy zagryzały? I jak to się robi, żeby nie jeść a zagryzać?
    - No nie wiem, ale na wszelki wypadek jedzmy tak boczkiem.

    Januszek dwoił się i troił w oknie /z małymi i szybkimi przerwami, jak wiemy/, by wyślipić, co te małe tam knują, ale mógł jedynie zobaczyć plecy Ewci, Hani i Marzenki, i nawet do głowy mu nie przyszło, że one już zagryzają!
  • @KOSSOBOR 17:18:19
    Nie tylko zagryzały, ale i zakąszały;) Zakanszanie jest wyższą formą zagryzania.
  • @sigma 17:12:37
    Tak więc wybuch i nieznana zaraza spowodowały, że milicja omijała tę dzielnicę szerokim łukiem. Zwycięstwa mógł sobie gratulować Januszek na równi z Ewcią, Hanią i Marzenką.
    Bachory rulez!

    Tylko dorośli nie mieli o tym pojęcia.

    Kaczki i kaczory jednakowoż przeżyły wstrząs i zastanawiały się poważnie, czy jednak nie lepiej im było w Zooschwitz, niż na tej wolności. Jednak ponieważ kaczątka już zaczęły się wykluwać, starszyzna kacza postanowiła, że ten sezon spędzą jeszcze na stawiku, a potem się zobaczy. Ale z całą pewnością trzeba będzie wynegocjować u von Targowa duży parasol z powodu tych cholernych czapli.
  • @KOSSOBOR 17:41:36
    Paskudny imperialistyczny krwiopijca oprócz stonki i wscieklizny, miał jeszcze, w celu dręczenia, podwójnie uciemiężonego narodu, w zanadrzu:
    a. tężec
    b. jad kiełbasiany
    c. tasiemce
    d. hainego-medinę.

    Tężec i jad kiełbasiany najmocniej przemawiały do wyobraźni młodocianej bandy czworga. Szczególnie bezjedynkówki marzyły o tym jak po zarażeniu Januszek gwałtownie tężeje. Wprawdzie nie miały pojęcia, na czym to tężenie polega, ale moc tego słowa była wspaniała, a wrodzona ciekawość powodowała, że bez przerwy wpychały skaleczony palec Januszka, w ziemię, piach, błoto, a nawet, o zgrozo, w gnojówkę.
    Jad kiełbasiany to było również coś fascynującego. Wprawdzie nieco im się mylił z jadem żmii zygzakowatej, bo to i to, to znaczy i żmija i kiełbasa były obłe i długie. Nie miały niestety przez długie lata pojęcia, że ten ulubiony jad (jad - co za pyszne słowo) wkrótce stanie się przebojem, zamieniającym twarze pań w maski. Z powodu potencjalnego zagrożenia maluchy unikały kiełbas, jak ognia. Ostawały się tylko parówki i serdelki, które przecież kiełbasami nie były. Prawda?

    Imperialistyczny wróg, jako broń rezerwową posiadał jeszcze owsiki i włosienie. Z przyczyn natury etycznej (estetycznej?) pomińmy te dwie zarazy milczeniem.
  • @KOSSOBOR 17:41:36
    Szereg milicyjnych raportów, jakoby gdzie nie wetknąć w dzielnicy Orłowo łopaty, tam się znajduje niewybuchy, mocno zniechęciły władzę ludową do umieszczania tam swoich cennych osób - i tak przetrwała dzielnica willowa składająca się z tzw.pływających. Dochodziły do tego pogłoski, jakoby panowała tam wścieklizna, a bardziej nerwowi dodawali do tego dżumę i cholerę. Tymczasem na cholerę można było tam zachorować tylko, jesli ktoś w stanie ostatecznego skretynienia napił się wody bezpośrednio z rzeczki Kaczej. Co do dżumy pogłoski się nie potwierdziły. Przy wściekliźnie jednak trudno było ustalić coś pewnego. Jedni twierdzili, że właściwie wszystko, co tam zyje powinno być wystrzelane, inni zaś uspakajali, że najwyżej połowa.
    Tapir jednak z Bubą i Zulą nawiedzali Orłowo regularnie nic sobie nie robiąc z rozsiewanych plotek.
  • @jazgdyni 19:19:10
    & All

    Zobaczcie, co znalazłam u Nathanela. To tekst Jerzego Ofierskiego:

    "Kiedyś występowałem gościnnie w Poznaniu. W początkach mojej artystycznej kariery, właśnie w grodzie Przemysława, po koncercie mogłem się przekonać, jak wielu życzliwych i oddanych mi ludzi mam koło siebie. Kiedy konferansjer wypowiadał sakramentalne „dobranoc państwu”, zaczynało się życie towarzyskie. Tym razem byłem już człowiekiem obcym. Mieszkającym w Warszawie. Znajomi i koledzy albo wyjechali na własne koncerty, albo nie przyszli, ponieważ z góry wiedzieli, że impreza jest szmirowata. Co zatem miałem robić w mieście szczęśliwej młodości? Zasadniczo wiedziałem, tylko nie mogłem się zdecydować, do którego lokalu pójść. Po namyśle wybrałem Moulin Rouge. Nie pamiętam, ile kosztował bon konsumpcyjny, ale chyba około dwustu złotych. Dużo. Towarzystwo zastałem marne. Nie mówię już o sekretarzu generalnym ONZ, ale nawet sekretarz KW bawił tego wieczora gdzie indziej. Nie warto było nawet się brzydzić orkiestrą, złożoną z zupełnie nie znanych mi muzyków. Kilka żarówek przepalonych, żarcie fatalne. W całym lokalu ani jednego wspomnienia młodości. Napotykając na gwałtowny opór organizmu, niechętnie spożyłem podaną przez kelnera potrawę, doznając uczucia, że najadłem się jak małpa gumy. Potem jeszcze przykry moment płacenia za to gastronomiczne nieporozumienie i nagła decyzja: wychodzę!

    Mimo że decyzja była nagła i w zasadzie arbitralna, całkiem zdecydowany nie byłem. Podświadomie czułem, że jakieś wspomnienia młodości mogą się ukrywać gdzieś w zakamarkach lokalu. W szarych komórkach mózgowych tliła się nadzieja, że może stanie się cud... że dobra wróżka rozjaśni nudę zmieszaną z kwaśną zawiesiną dymu papierosowego. Zatrzymałem się w szatni i intensywnie myślałem. Moja przygoda z myśleniem została brutalnie przerwana. Poczułem delikatne puknięcie w but. Potem następne. Obok mnie obojętnie przechodził kelner. Znowu pstryknięcie w pantofel. To nie bolało, ale było denerwujące. Szatniarz gorliwie podał mi palto. Odsunąłem odzież zdecydowanym ruchem.

    – Proszę powiesić. Zmieniłem plany. Zostaję.

    Rzecz w tym, że wiedziałem, skąd się biorą te pstryknięcia. Kiedyś uświadomił mnie znajomy kelner. Otóż jeśli w szatni znajdował się „przytruty” alkoholem gość i zwlekał z wyjściem na ulicę, kelnerzy „pstrykali” go w pantofel gumką lub grzebieniem. Zaniepokojony nie znanym zjawiskiem gość, nie zwlekając wychodził z lokalu. Nie mam nic przeciwko takim zabawom, nie znoszę jednak, kiedy jestem ich obiektem. Wróciłem do stolika, zamówiłem kieliszek wódki i befsztyk tatarski na zakąskę. Zamówienie zostało zrealizowane błyskawicznie. Wtedy wybiła godzina mojej zemsty. Wyciąg- nąłem z górnej kieszonki marynarki Natalię. Ach, prawda... Drogi Czytelniku, ty przecież nie wiesz, kim była Natalia. Jarema Stępowski, będąc na występach w Stanach Zjednoczonych, przywiózł mi Natalię w prezencie. Była to plastikowa glista. Bardzo ładnie wykonana. Polubiłem to zwierzę. Nosiłem je zawsze przy sobie. Włożona do rozrobionego z jajkiem tatara prezentowała się znakomicie. Jak żywa. Pod dotknięciem widelca prężyła się i zwijała. Zawołałem kelnera.

    – Co to jest? – zapytałem.

    Kelner popatrzył i zbladł.

    – Jezus Maria! Zaraz zamienię!

    – Ja nie proszę o zamianę, tylko pytam, co to jest? – Poruszyłem glistę widelcem. Malowniczo wygięła ogon w mięsnej masie. Wyglądała rewelacyjnie.

    – Doprawdy, nie wiem, skąd się to mogło wziąć w potrawie...

    Całkowicie panowałem nad sytuacją.

    – Wyjaśnię panu. Z brudu. Z brudu, proszę pana. Czy w tej garkuchni jest jakiś kierownik?

    – Oczywiście, ale...

    – Żadne ale. Proszę poprosić kierownika i przy okazji przynieść książkę zażaleń.

    Minęła chwila i wraz z kelnerem pojawił się zaaferowany kierownik.

    – Dobry wieczór, panie Ofierski...

    – Nie powiedziałbym, że dobry.

    – Pracownik mi zameldował, że...

    A więc bydlak mnie zna. Okazuje się, że wszyscy tu mnie znają, a mimo to pstrykają po butach. Nie ze mną takie numery, Bruner...

    – Prosiłem nie tylko o pańskie przybycie, ale również o książkę zażaleń, chcę w pana obecności dokonać stosownego wpisu.

    Kierownik wyglądał jak skazaniec na pięć minut przed egzekucją. Ponownie poruszyłem zwierzę widelcem.

    – Czy widział pan coś takiego w przyzwoitym lokalu? Tak dla ciekawości... Jaką wy macie kategorię?

    – Panie Ofierski, proszę wybaczyć i zrozumieć. My tatara dostajemy z garmażerii...

    – „Proszę wybaczyć”? Nie obchodzą mnie wasi dostawcy i źródła zaopatrzenia w padlinę. Prosiłem o książkę zażaleń. Muszę zostawić na piśmie ślad tego wydarzenia. Zamierzam wykorzystać materiał w radio lub w telewizji.

    Kierownik zaczynał właściwie płakać.

    – Panie Jerzy, tyle razy był pan u nas. Nigdy się coś takiego nie zdarzyło... Doprawdy, nie wiem...

    Zwrócił się do kelnera.

    – Przynieś butelkę francuskiego koniaku. Musimy na koszt firmy przeprosić pana Jurka.

    – To dziwne, panie kierowniku – nadal byłem nieubłagany – z robactwem w zakąsce nie potraficie sobie poradzić, a w szatni pstrykać gości po butach umiecie.

    – Pstrykali pana?

    – W pełnym tego słowa znaczeniu.

    – Rany boskie! Ja tych sukinsynów powieszę za... Stokrotnie przepraszam.

    A teraz " dobranoc Państwu ( i państwu) " - teraz można zacząć życie towarzyskie.

    Przygotował:
    Nathanel
  • @KOSSOBOR 01:24:55
    Cyklon wytłukł tylko to co było w bunkrze.
    Tego Arschlocha co pływał motorówkami nie zahaczył, bo hodowano go w innym miejscu.

    Zdecydowałem się zakończyć historię Wernera i Sorokina, bo to co musiałbym pisać dalej, byłoby bardzo smutne.

    Circ kazała mi pisać a ja się jej słucham , bo to mądra kobita i ma od Boga dar (nie wiem jak to określić - intuicji , czy cóś), chociaż straszny narwaniec.

    Będę pisał o Średniowieczu, bo to była jedyna epoka godna Człowieka a została zniszczona wroga rodzaju ludzkiego, "Węża Starodawnego" który "jest kłamcą i ojcem kłamstwa", który wsadził zuchwałość ludzką na wysokiego konia, za wysokiego, na zgubę ludzkości.
    To będzie rzecz o zapomnianych technikach rzemiosła, o zapomnianych obyczajach i o zapomnianych symbolach.
    Jak bardzo inni, lepsi, byli ówcześni ludzie od dzisiejszych homunkulusów, jest rzeczą nie do pojęcia przez nasz umysł , skażony szatańskimi pierdami "Humanizmu", "Reformacji" i "Oświecenia" tudzież innych cuchnących onuc Krasnoj Armii, sprzedawanych nam dziś przez handełesów jako perfumy "Soir de Paris".
    To jest qrwa nie do pojęcia, jak ci wszyscy sataniści nabełtali nam w głowach.
  • @Ptasznik z Trotylu 00:04:48
    Próbą samoobrony organizmu ludzkości przed gangreną Oświecenia, był XIXwieczny Romantyzm ale nie dał rady, bo nie był budowany na Bogu lecz na instynkcie serca ludzkiego.
    Brak mu było dyscypliny, wynikającej z ugruntowanej wiary, więc nie mógł odeprzeć Zła.
  • @Ptasznik z Trotylu 00:04:48
    Ptaszniku! Skręcam się z ciekawości! Musisz być cholernie obcykany - to gigantyczna wiedza jest!
    Może masz rację z inkubami, bo to byłoby zbyt smutne... No i z wyrywanych paznokci trudno sobie robić j... . Pisałam Ci, że nie miałam punktu zaczepienia. Niby wszystkim możemy zrobić klawiaturą z d..y jesień Średniowiecza, no ale jednak...

    To ciekawe spostrzeżenie z tym Romantyzmem. I trafne, jak się zastanowić. Taki mały, ale dla nas istotny przykład - popieprzony Mickiewicz i jeszcze kilkoro z emigracji wokół Towiańskiego... Człek o tym czyta i w pale mu się nie mieści!!!

    Mam nadzieję, że jednak będziesz tu wpadał, jakieś cymelia zamieścisz czasem ze swoich zbiorów :) Uwielbiamy staropolską literaturę.

    No i - jak napisałam - zżera mnie ciekawość co do tego Średniowiecza. Podeślij coś, jak napiszesz!
  • @Ptasznik z Trotylu 00:04:48
    Średniowiecze to ekscytujący okres w historii Europy. Mało poznany. Chciałbym ci zarekomendować, jeżeli oczywiście jeszcze nie czytałeś, "Filary Ziemi" Kena Folleta. Ten utalentowany pisarz literatury sensacyjnej, nagle dokonał wnikliwych studiów historycznych i napisał ogromniastą sagę o budowniczych katedr. Jest bardzo wierny prawdzie historycznej, a książka stała się autentycznym bestsellerem. Świetnie się czyta i jest przepastnym źródłem wiedzy o odległych czasach.
  • @KOSSOBOR 21:33:44
    Czy zwróciłaś uwagę, że kolega Nathanel został zapłodniony przez nasze jaja b.? To tutaj niedawno przypomnieliśmy "Kierdziołka" - pana Ofierskiego, którego nb. poznałem osobiście i jako smarkacz łowiłem z nim świnki w Sole w Porąbce. Przemiły i dobry człowiek.

    Ps. Świnki, to takie rybki, jeśli przyszłoby wam dywagować o porannym stanie mojego umysłu.
  • @jazgdyni 05:24:40
    W ten spokojny niedzielny poranek wyziewy z opuszczonego bunkra spowodowały, ze całe Wybrzeże spowite było mgłą. Kaczory na stawie były rozdygotane, bo nie mogły określić, czy ten smród to efekt porannego kaca po wczorajszej imprezce, czy coś innego, oraz czy to mgła, czy tylko wzrok zamglony. Wysłały więc natychmiast młodego, by skoczył do dyżurnego sklepu i dostarczył odpowiedni zapas maślanki.
    Rozbudzone w bunkrach inkuby były głodne. Ryży nerwowo huśtał się na gałęzi. Pozostałe głodowo buczały i pierdziały. Jeszcze nigdy tak długo nie były zostawione same. "Tatusiowie" znikli. Tak na prawdę Sorokin i Werner przedzierali się na południe, żeby załapać się na transkontynentalny pociąg Moskwa - Paryż. Ohydztwa były coraz bardziej głodne i wściekłe.
    Ryży rozbujał się na gałęzi tak mocno, że słój w którym był uwięziony zaczął się kolebać z boku na bok. Widząc to, inkub zdwoił wysiłki i po chwili słój z trzaskiem spadł z półki i potłukł się doszczętnie. Ryży porwał ze stołu zapomniany młotek i po kolei zaczął tłuc słój za słojem.
    Już po chwili całe te robactwo rozpełzło się na wszystkie strony w poszukiwaniu pokarmu; choćby glisty lub stonogi.
    Rudy skierował się na NNE, co niestety wypadało blisko Oliwy, a konkretnie we Wrzeszczu.
    - Ein, zwei, drei... ein, zwei, drei - powtarzał za tatusiem Wernerem. - szagom, wpierod - za tatusiem Sorokinem...
  • @jazgdyni 06:32:51
    Halo egzekutywa !

    Pozwoliłem sobie w imieniu KD złożyć deklarację:

    http://jazgdyni.nowyekran.pl/post/63512,deklaracja-wychodze

    Proszę o uwagi.
  • @Ptasznik z Trotylu 00:04:48
    Kiedyś brałam udział w ratunkowych wykopaliskach; wokół jeziora Pakość kopało 11 ekspedycji archeologicnych - terren miał zostać zalany. To wszystko były osady wczesnośredniowieczne. Pamiętam łyżwę wykonaną z krowiej piszczeli - na tym naprawdę musiało się nieźle ślizgać po lodzie.
    Ale wracając do współczesności - Ptaszniku, jeśli chcesz, teleportuj jaja be. do średniowiecza - postaramy się poduczyć. To jest skandal, jaką pupę przyprawiono tej ostatniej mądrej epoce. Możesz nam podrzucać lektury, proszę, zebyśmy bez sensu nie sięgali po bzdety.
  • @sigma 11:09:26
    Sorry sigmo, The Pillars of Earth to najlepsze beletrystyczne dzieło o średniowieczu od 40 lat.
    Chyba, że o tych bzdetach, to nie do mnie. Chętnie pożyczę, ale tylko wersję polską.
  • @jazgdyni 12:08:49
    To ja chcę pożyczyć!!! Chociaż beletrystyki w zasadzie nie czytuję. Ale jako wstęp do epoki? Czemu nie? Ostatnim wstępem do epoki był Tarantino: "Zrobię mu z dupy jesień Średniowiecza" ;) ;) ;)
  • @jazgdyni 05:24:40
    Kochanie, czy my dywagujemy o porannym stanie Twojego umysłu? NEVER!
  • @jazgdyni 06:32:51
    No, toś wybrnął z zakończenia wątku :) Ale on dopełzł do Gdańska, a nie do Langfuhr. To "robotnicze" osiedle po przeciwnej od stoczni stronie Błędnika, zdaje się.
  • @DelfInn 12:14:55
    No i popatrz, jak zawsze, najważniejszy był pieniądz. Wycenić wyłamanie stawu, nastawienie stawu i maść.
    Ciekawe, czy w rodzimej ubecji też byli tacy, co dostawali premie za 360% wykonanej normy w wyrywaniu paznokci. Etatowość w tej branży powinna ich właściwie zdemotywować do pracy, bo czy się stoi, czy sie leży... ale oni chyba pracowali tam z powołania.
  • @sigma 11:09:26
    Ooo!!! Świetny pomysł z tymi lekturami! Ptaszniku!!!???!!!
  • @jazgdyni 12:08:49
    Jako żywo, to nie było do Ciebie! No wiesz! Po prostu na temat średniowiecza od wieków produkuje się wszytsko od sztancy: wieki ciemnoty i zabobonu. I nie warto kopać się przez sterty barachła, jeżeli Ptasznik wie, po co sięgnąć warto.
  • @KOSSOBOR 12:21:39
    Z beletrystyki w temacie chyba najbardziej cenię sobie "Bolesława Chrobrego" Gołubiewa - sześcioksiąg mamy zaczytany;) W sumie mógłby być bazowy do przerzucenia bzdyklaczy do średniowiecza;) Język : mniodzio! Janionowa oczywiście sie nad tym wyżywała, co jest najlepszą rekomendacją.
  • @sigma 12:32:48
    My spokojnie możemy wyżywać się nad Janionową. Zaczadziła polonistykę gdańską. To było kiedyś nawet ciekawe, ale przyniosło fatalne skutki - wyprodukowała takich pracowników naukowych.........................
  • @sigma 12:32:48
    No to macie obie panie coś o średniowieczu jak w banku. To 1000 stronicowe dzieło Folleta, do którego materiały zbierał przez 14 lat, o budowniczych katedr, zostało sfilmowane i leciało w tv. Lecz mało z książki było w tym serialu. Chodzi o te szczegóły prostego życia.
    Niestety, to jest o Anglii z czasów królowej Maud.My wówczas mieliśmy jeszcze gorzej, za Mieszka i Chrobrego.
    Czy wiecie, że nawet w zamkach nie było wówczas jeszcze osobnych sypialni?
  • @KOSSOBOR 12:51:54
    Janionowa mimo opcji politycznej miała parę ciekawych, kontrowersyjnych pomysłów.
  • @KOSSOBOR 12:51:54
    Taak, przyznać się do lubienia Gołubiewa na gdańskiej polonistyce, to było gorzej wejścia w ugnojonych walonkach na salony;)) Janionowa wtedy jeszcze miała markę; teraz już każdy wie, co o babie myśleć i traktuje ją jak Szczukę, Hollandówę czy inną ciotkę Stalina
  • @jazgdyni 13:12:49
    //Czy wiecie, że nawet w zamkach nie było wówczas jeszcze osobnych sypialni?//

    Zamki musiały być zbudowane z materiału solidnego i tu królował kamień na wapno z domieszką klejącą w postaci białek z jaj kurzych.
    Jako że nie znano wówczas izolacji poziomej ani pionowej, w takiej budowli musiało być latem zimnawo a zimą morderczo zimno.

    Do spania i pobytu dziennego służyła zatem tzw. "ciepła izba" - sala wyłożona drewnem, które trzymało ciepło.
    W "ciepłej izbie" spało Państwo oraz ewentualnie "domestici" - najbardziej zaufana służba. Często, dla zapewnienia Państwu intymności (aby ród nie wygasł musieli się przecie rozmnażać), mieli oni łoże w postaci zamykanej szafy, w której to mogli sobie figlować bez spojrzeń i lepkich komentarzy służby.

    Żołdaków z załogi zamkowej do "ciepłej izby" na szczęście nie wpuszczano. Mieli oni swe "koszary" w szopach, zazwyczaj drewnianych, przytulonych do wewnętrznej strony murów zamkowych.

    Jak znajdę to wkleję fotkę takiego dobrze zachowanego łoża-szafy.
  • Lektury
    Nie chciałbym polecać beletrystyki .
    Najgodniejsze uwagi są oczywiście teksty źródłowe, no i ewentualnie literatura naukowa (choć tu trzeba uważać na "naukowców - ideologów" spod znaku fartuszka i węgielnicy).
    Co do beletrystyki to i Follet i nawet Umberto Eco doznali "ukąszenia heglowskiego".
    Dość dobre "Imię Róży" i dobry "Baudolino" (fantazjowe bestiarium średniowieczne - Umberta Eco, jakkolwiek pisane z tezą komunomasońską "Kościół - be".

    Generalnie , jeśli chcecie poznać ducha Sredniowiecza bez propagandy, to polecam Zofii Kossak "Krzyżowców" (choć w sferze bronioznawstwa jest to horrendum), oczywiście Gołubiew, Karol Bunsch.

    Należy pamiętać że Średniowiecze to jednak 800 lat, przy czym z mojego punktu widzenia najbardziej interesujący jest okres od X do końca XV wieku.
  • O takie cóś wykonał niegdyś Wasz sługa dla pewnej nadobnej damy
    http://i.imgur.com/wXYqB.jpg
  • @Ptasznik z Trotylu 15:35:57
    Świetnie, trzeba dać odpór rozpowszechnionym sądom, gdzie synonimem najbardziej krwiożerczego sądownictwa jest Inkwizycja (próba wody, stosy), największego ciemniactwa - średniowiecze, a największego wyzysku - dziesięcina.

    Średniowiecze może być pożywką dla tzw. sapkowszczyzny, która jest płaska jak tylko naleśnik może być i bazuje na wyliczaniu ciemnych stron tej epoki. Wymienił je bidulka wszystkie i teraz już robi za gównojada, bo żywi się tym, co już przetrawił i wydalił (czytaj napisał).
    Powstała zabawka do której się nie wraca. Skłamałbym, bo kilkukrotnie wracałem do opisu ostatniej walki Ciri i Bonharta, bo tam było to, co raz zawarł Sapkowski - życie i zmaganie się z podstępnym złem. Gdyby tą drogą podążył... ale jej całą szerokością podążal JRRT z orszakiem swoich postaci, a Tom Bombadil jeszcze krążył tu i tam.

    PzT, jeśli coś wiesz na ten temat, to może coś skrobnij. Niedawno przeczytałem, że pogromy w tym okresie miały taką genezę, że narody całe były mocno zadłużone u lichwiarzy, co spowodowało kontynentalne zubożenie ludów, to za sobą pociągnęło głód i brak środków na higienę osobistą, wodociągi i odprowadzanie ścieków, a to skończyło się epidemiamii dżumy, cholery czy czerwonki i zmniejszyło w znacznym stopniu populację Europy.
    Oj widać w tym czyjś zamysł, oj widać. Czy obecnie nie jesteśmy w podobnym położeniu?
  • @tadman 16:53:54
    A ja jestem zszokowany nieznajomością "Filarów Ziemi". Książka o której pisze się już prace naukowe. Sprzedano bodajże 14 mln egzemplarzy, przetłumaczono na ponad 40 języków. XII wieczna Anglia okresu Anarchii
    i śmierci (morderstwa) arcybiskupa Thomasa Becketa.
    Fakt, w Polsce nikt tego specjalnie nie reklamował. Rzetelność historyczna i dbałość o szczegóły to wielkie zalety tej powieści, która zresztą ma kontynuację.

    Trochę o tym tutaj:
    http://en.wikipedia.org/wiki/The_Pillars_of_the_Earth
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Filary_Ziemi
  • @KOSSOBOR 12:21:39
    Przeniesione ciupasem w straszliwe mroki średniowiecza bezjedynkówki usiłowały ustalić, co mają na sobie. Zamiast obuwia typu pepegi mialy na stopach skórznie z paskiem. Nawet wygodne. Zamiast tych cholernych pończoch fildekosowych miały nogawice, które ... hmm... opadały tak samo jak pończochy. Lniane giezła stanowiły częśc podspodnią kiecki, a na giezło miały nałożoną suknię. Na pasku ze zdobną skuwką zawieszona była sakiewka. Na łepetynach miały nałęczki z białego płótna. Siedziały grzecznie rządkiem na przyzbie i usiłowały sobie przyswoić nową rzeczywistość.
  • @Ptasznik z Trotylu 15:21:29
    Kossak-Szczucka może i z uzbrojeniem była ciut nie a propos, ale na koniach się znała, jak mało kto.
  • @sigma 18:36:17
    Tymczasem o:0 wraz z von Targowem, obaj wytrawni smakosze, rozkręcają mały interesik (tylko na własny użytek). Na południowym zboczu najwyższego wzniesienia razem wspólnie i własnoręcznie zasadzili parę drzewek kawowca. Agent własnymi kanałami sprowadził parkę cybetów.
    Gdy młode podrosną, a drzewka wydadzą pierwsze owoce, będzie pyszna kawka, na którą będzie się zapraszać creme de la creme de la societe z Zoppot (no i Orłowa).
  • @sigma 18:32:56
    To napisz też jak Januszek był ubrany.

    ps proszę, nie usuwaj mnie ;)
  • @jazgdyni 19:51:03
    Przed oczami przewijał się im kolorowy tłum niedzielnie odzianych postaci. Nieco osamotnione bezjedynki poczuły się znacznie lepiej, kiedy w tłumie wypatrzyły Januszka. Z trudem go zresztą rozpoznały, bo mial na sobie płócienne białe gacie z nogawkami sięgającymi poniżej kolan, a od góry skrywał go fioletowy dublet z baskinką. Najwyraźniej kupiony na wyrost kapelusz z rogożyny spadał mu na nos. Świstał przeraźliwie na glinianym, odpustowym kogutku i jednoczesnie wymachiwal batem, co sprawiało, że przechodnie starali się trzymać odeń z daleka. Przysiadłszy wraz z nimi na ławeczce próbował rozpatrzeć się w sytuacji.
  • @sigma 20:57:13
    Łomatko! Ja wysiadam! Jesteś niesamowita...

    Januszek, a dejże tę książkę o tych filarach pod Maud /to katedra jezd?/ cy cóś, bo nijak nie mogiem się wczuć. No i jak se uświadomię stan chirurgii szczękowej , nie mówiąc o nie obeznaniu w cesarskich cięciach , w kochanym Średniowieczu - to ja wysiadam. Absolutnie! Papierosków też nie było ani mojego kochanego cougarka, co on szybki jest. Co lubimy.

    No, jak Ewuś przejdzie do średniowiecznej armatury... A może, boć ma dziatki z tym otrzaskane. To już wolę handgranaty und so weiter. Jakby bardziej swojskie?
  • @KOSSOBOR 21:33:00
    Januszek nie byłby sobą, gdyby się od razu nie pochwalił, że tata mu kupił drewnianego półtoraka do nauki szermierki i że już jest świetny w strzelaniu z łuku, bo trafia w jaje z dwudziestu kroków.
    Dziewczynki jednak były nie gorsze. Trajkocząc jedna przez drugą zawiadomiły go, że najdalej za kwartał mają dołączyć do fraucymeru księznej Anny i że się świetnie składa, bo zaprzyjaźniona z nimi Danuśka już tam jest i je we wszystko wprowadzi. I będą dwórkami, żeby sobie nie myślał!
  • @jazgdyni 19:49:40
    A tapir i Buba nie mogą z tą kawką?
    Kupi jest kupi.

    Von Targow z zatroskaną miną przerzucał papiery na biurku. OoO, dopiero co wyszedłszy ze stawu, rozparł się w fotelu naprzeciw, dyskretnie ociekając wodą. Zmęczone oczy agenta przysłaniały mu naturalnie ciemne okulary agenta, spod których rzucał od czasu do czasu spojrzenie przez okno: foki wyraźnie tęskniły.

    - Słuchaj, ooO, kicha! - westchnął von Targow.
    - Co - kicha?
    - Komitet Wojewódzki nie chce dać dofinansowania na cybety.
    - Qurna!
    - No qurna, qurna... Musimy jakiś to obejść.
    - Obejść? Bez przydziału dewiz niczego nie obejdziemy. Indonezyjce nie handlują za ruble. Masz tu niezły zwierzyniec. Wybierz coś, co będzie robiło za luwaka. To roślinożerca jest?
    - Nie, to taki jakby rozciągnięty kot. Taka norka przerośnięta. Żre wszystko, zdaje się.
    - Cholera, myślałem, że tapir i Buba się zdadzą...
    - Nie zdadzą. Raczej tygrys. Wiesz, większa wydajność jakby...
    - Myślisz, że możesz zmusić tygrysa do zeżarcia kawy?!
    - Nooo, ma się ten autorytet ... - von Targow uśmiechnął się nieznacznie, acz z wyższością.
    - Dobra - zgodził się ooO - To na początek niech będzie tygrys, a potem ja, swoimi kanałami - tu ooO uśmiechnął się nieznacznie acz z wyższością - sprowadzę te rozciągnięte koty czy tam coś. Wiesz, z norkami miałem do czynienia...

    Interes zapowiadał się świetnie. Kawa rosła w zacisznej dolinie, kwitła i owocowała. Von Targow i ooO wypili więc po stakanie dyrektorskiego araratu, zagryźli ogórkiem i spokojnie przepalili.

    Całą noc von Targow, przy pomocy specjalnego narzędzia do pikowania pieczeni, który gwizdnął pani von Targowskiej, implantował w wołowinie najpiękniejsze owoce kawowców. Rankiem, następnego dnia, w towarzystwie ooO i wiernego kondora, udał się do klatki z tygrysem, uprzejmie niby to zwalniając Helgę z obowiązku karmienia. Do końca bowiem nie wiedział, dla kogo rzeczywiście pracowała Helga.

    Dla bezpieczeństwa cisnął ochłap przez kraty i zaraz odskoczył:
    - No jeeedz, Zygmuś, jeeedz! Taaatuś dziś śniadanko przyyyniósł - przymilał się von Targow.
    Wierny kondor powtarzał jak papuga: "Tatuś! Tatuś!"

    Zygmuś był nie tylko najbardziej leniwym tygrysem na świecie, ale na dodatek był jeszcze rozespany.
    W końcu jednak woń wołowiny sprawiła, że poszedł powoli do miski i - by nie tracić czasu na dłuższe teremedie kulinarne - pochłonął jednym chapsem śniadanie, zamierzając jak najszybciej kontynuować poranną drzemkę. Nagle - zamarł. Oczy mu wyszły na wierzch i zaszły łzami. Potężnym napięciem mięśni brzucha wyrzucił połknięty właśnie kawał wołowiny. Splunął siarczyście, patykiem wydłubał ostatnie ziarno, które utkwiło mu między trzonowcami /jednego trzonowca bowiem już nie miał/ i ryknął:
    - Tyyyyyyyy gnooooooo..................
    Ale von Targow końcówki już nie usłyszał, wiejąc ze zdumiewającą szybkością, doprawdy nie licującą z...
    OoO wiał z podobną szybkością.
    Nie mówiąc o kondorze, który natychmiast poczuł się jak drób śniadaniowy, a nie chciał przecież być drobiem śniadaniowym dla Zygmusia. Wiejąc - dla bezpieczeństwa jednym skrzydłem osłaniał kuper, na którym już prawie czuł przedni zgryz rozsierdzonego tygrysa.

    Tak więc trzeba było poszukać nowego przetwórcy. Gdy nasi przedsiębiorczy plantatorzy kawy odzyskiwali siły w gabinecie dyrektora, nagle wzrok ooO padł na kondora:
    - Ty! Ty przecież jesteś mięsożerny!
    Wierny kondor zaczerwienił się od czubka głowy po kuper: nigdy! przenigdy! To nie licowało z godnością wiernego kondora po pierwsze, a po drugie - żreć te nasiona mógłby, owszem, ale ten cały ciąg dalszy!!! NEVER!!! Ohyzda!
    Co pomyślawszy, wtulił łeb pod pachę von Targowa i najzwyczajniej rozbeczał się.

    Tak więc znowu trzeba było poszukać nowego przetwórcy. Tym razem padło na roślinożercę.
  • @KOSSOBOR 22:51:03
    Targow i o:0 zabrali sie za naukową lekturę.
    Po dość długiej chwili i zadumie, gdy spokojnie wypalili po MDM-ie, przyszedł czas na opinie:
    - Niestety, tylko cybet i nic innego. - Westchnął agent, i wulgarnie dodał - dlaczego one wszystkie mają najlepsze zapachy koło dupy?
    Chodziło mu oczywiście o cybeton - cykliczny keton, (Z)-9-cykloheptadeceno, silny i niesłychanie drogi związek chemiczny, który podobnie jak ambra, czy piżmo, na rynku perfumeryjnym osiągał zawrotne ceny. Ha, ha - pomyślał, - gdyby tylko te wszystkie pięknisie wiedziały czym są te wszystkie szanele!
    - A dla nas jest problem, bo właśnie przez te zapaszki musi być cybet i żaden tygrys, czy kondor go nie zastąpi. Tu nie chodzi tylko o prozaiczny proces trawienia, lecz także o ten końcowy efekt nawaniania.
    - Co ty kondor masz - Targow zwrócił się do pupila - zwykłe guano. A może masz jakieś ukryte gruczoły o których nie wiesz. Kaczki mają.
    Kondor bezpiecznie ewakuował się na wysoką gałąź, gdyż nie życzył sobie, by mu z drugiej strony grzebali.
    - Mam pomysł - wreszcie twarz agenta rozjaśnił uśmiech - bracia Czesi intensywnie pracują nad nową petardą (tak w świecie agentów nazywano materiały wybuchowe), nazywa się toto roboczo C4. Mam parę kilogramów do przetestowania i dostanę jeszcze więcej. Sukarno jest też naszym przyjacielem, więc śmiało mogę mu trochę odpalić za parkę cybetów. Jadę jutro do Wieżycy, gdzie w ośrodku nad jeziorem zakwaterowaliśmy bratnią delegację.

    - Się załatwi. Będzie kawka !
  • @sigma 21:46:57
    Januszek się darł -bede gieremkiem, tfu giermkiem, ce dorosłe spodnie !!!
    Sigma dawaj !
  • @jazgdyni 06:59:30
    Idę w jedną stronę (po bułeczki)
    Po stawie kręci się zadowolony kaczor i pogwizduje pod dziobem.
    Przyleciała mewa śmieszka.
    Chichoty w całej dolince.
    Świecą się mocno oczy kaczorowi.
    Wracam z powrotem.
    Śmieszka i kaczor zniknęli.
  • @jazgdyni 08:14:32
    Tymczasem w zooschwitz dojrzały inne owoce.

    http://youtu.be/i-002cfqdrk

    Nasze milusińskie, ku rozpaczy von Targowa udowodniły, że ludzkie słabości nie są im obce.
  • @jazgdyni 08:38:44
    Ps. Będąc tam na krzywika, tapir oczywiście schlał się jak świnia.
  • @jazgdyni 08:38:44
    Już ta historyjka o owocu marula kiedyś była ;)
    W Afryce zwierzątka żrą marulę, bo to jedyne źródło wody i witaminy C w okolicy. Natomiast w zoo oliwskim wobec naszego klimatu, w którym więcej pada niż nie pada i wody jest w bród, owoc marula największe wzięcie mial wśród okolicznych pijaczków;)
  • @sigma 10:44:15
    Była, była, ale jak przyjemnie ją obejrzeć znowu - człowiekowi kompleksy i poczucie winy mija, jak ręka odjął. ;)
  • @KOSSOBOR 11:24:56
    Toteż z maniacką rozkoszą od czasu do czasu wrzucam tą pouczającą historyjkę.
    Słuchaj Kossówko, pozwól na moment, mówię szeptem (inni nie czytać!!!); czy ta nasza sigma to jakaś totalna abstynentka, nieobyta z naszą wspaniałą tradycją alkoholową? Jakaś marula jest żródłem wody i witamin!!!
    Mu też to nazywamy witaminki w płynie :)))). Popatrz tylko na tego słonia, co nie może ustać po witaminkach. Albo te małpy - wody się opiły, ha, ha.
    Wytłumacz jej co i jak, bo mnie nie wypada, a poza tym, to ona na mnie poluje z gwintówką.
  • @sigma 10:44:15
    Piszesz:
    "...zwierzątka żrą marulę, bo to jedyne źródło wody i witaminy C..."
    i dalej:
    "... owoc marula największe wzięcie mial wśród okolicznych pijaczków;)"

    Zdecyduj się do licha - w Afryce cacy a u nas tylko dla pijaczków?
  • @jazgdyni 12:26:27
    Ustalę jutro, co i jak z tymi witaminami i wodą.
    O ile nie dostaniemy znowu udaru w siodłach, jak ostatnio. No ledwo żywe byłyśmy, a tu trzeba było się odcukać, by wsiąść do aut i dotrzeć do domów. Trochę to trwało: siedziałyśmy w jedynym miejscu, gdzie był cień /12ta w południe/ - pod śmierdzącym, byłym chlewikiem, piłyśmy wodę i żarłyśmy cukier w kostkach, by jakoś postawić się na nogi - znaczy, posadzić za kierownicami.
    Poszło. Żyjem.
    Jutro biorę więcej cukru.
    Jakby cóś - to prosimy o osiodłane koniki na naszym pogrzebie. Może być też orkiestra dęta, co lubię. Jestem prawie pewna, że widok konika i orkiestra dęta sprawią, że szybko wstaniemy z grobów :)
    Tak więc teoretycznie masz spokój z tą gwintówką do jutra, do wieczora. No a potem, wiesz... zakosami, po krzokach, pozycja półkuczna, strój maskujący. No chyba, że Gerwazy wcześniej wróci /bo teraz ma wychodne/. Ale na to już nic nie poradzę.
  • @jazgdyni 12:29:51
    Posłuchajta, Syćkie! Jak będziem przy forsie, zrobim zlot gwiaździsty taksówkami w "Przystani", bo ona jest z wyszynkiem. Musi też starczyć na taksówki powrotne, albo przyjadą po nas Kooochane Rodziny. I se spokojnie zobaczym , co do tych witamin i wody. Git?
  • @KOSSOBOR 16:25:46
    Sława i popularność Jaj bzdyklaczy i nasz ogród po światowym tournee, dotarł nawet za ostatnią żelazną kurtynę.
    =============================

    08:43, 02.12.2008 /PAP. Przywódca Korei Północnej Kim Dzong Il odwiedził ogród zoologiczny w Phenianie

    Dyktator zobaczył niedźwiedzie i tygrysy
    _______________________________


    Przywódca Korei Północnej Kim Dzong Il odwiedził ogród zoologiczny w Phenianie, gdzie obejrzał tygrysy, niedźwiedzie i akwarium - poinformowały we wtorek media państwowe trzy miesiące po doniesieniach o przejściu przez Kima wylewu krwi do mózgu.
    Wszystko wskazuje na to, że wizyta udała się wyśmienicie. Kim pochwalił wygląd zbudowanego u stóp góry Taesong ogrodu zoologicznego i nazywał go skarbem północnokoreańskiego narodu komunistycznego - podała oficjalna agencja prasowa KCNA.

    Północnokoreański przywódca podkreślił, że w zoo znajduje się wiele różnych zwierząt przysłanych w prezencie z całego świata - w tym niektóre rzadkich. Zmartwił się jedynie brakiem tapirów i bzdyklaczy. Zaoferował dwie wielkie pandy i cztery małe za jedną bzdyklacz Zaapelował też do pracowników o dobrą opiekę nad zwierzętami.
    +++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

    Polski komitet nominujący do literackiej nagrody Nobla zastanawia się poważnie nad zgłoszeniem do tegorocznej nagrody pani E.O. (znanej jako sigma) za zasługi w promowaniu nowatorskich i rewolucyjnych form literackich w nowoczesnej przestrzeni.
  • @KOSSOBOR 16:25:46
    Ty popatrz co my już mamy naciukane:

    a- z wnusią na koniki przyjechać, coby dziecko (autentyczna bezjedynkówka!) ciotki w siodle zobaczyły, a jak będą łaskawe, to i posadziły,
    b- piknik integracyjny w lasku w Gdyni z gryllem i konikami (to ja),
    c- spotkanie rozrywkowe, lekko alkoholiczne (delektowanie się marulą w płynie) pod smażone rybki i kalmarki w krążkach, z zewnętrznym dowozem.

    Ad c. Norki mnie mają w potrzasku, którym potrząsają, chamy co 3 dni. Ostatnio w piątek, że wyjazd właśnie dzisiaj. Coś się pochamieli w stosunku do Polacken, ale oni mnie jeszcze nie znają, a jak mnie poznają, to do końca życia będą żałować (bodajże por. Dub z "Dzielnego wojaka Szwejka")
    Dlatego, droga poboczna - zadanie, organizuj towarzystwo, tak na czwartek, piątek, gdzieś na 18:00 już na miejscu w Zoppot.
    Daj zync.
  • De avro hyspanico
    Est etiam aurum, guod dicitur Hyspanicum, quod conficitur ex rubeo et puluere basilisci et anguine humano atque aceto. Gentiles enim , quorum peritia in hac arte probabili est, creant sibi basiliscos hoc modo.

    Habent sub terra domum superius et inferius et ex omne parte lapideam, cum duabus fenstellis tam breuibus, ut uix aliquid luminis appareat per eas, in quam ponunt duos gallos ueteres duodecim aut quindecim annorum, et dant eis sufficientem cibum. Qui cum incrassati fuerint, ex calore pinguedinis conueniunt inter se, et ponunt oua. Quibus positis, eiciuntur galli et imittuntur bufones , qui oua foueant, quibus datur panis in cibum. Fotis autem ouis egrediuntur pulli masculi sicut pulli gallinarum, quibus post dies septem crescunt caudae serpentium, statimque, si non esset pauimentum domus lapideum, terram intrarent. Quod cauentes eorum magistri habent uasa aenea rotunda magnae amplitudinis, ex omni parte perforata, quorum ora sunt constricta, quibus imponunt ipsos pullos et obstruunt ora cupreis cooperculis atque sub terra infodiunt, et ingrediente subtili terra per foramina nutriuntur sex mensibus.
    Post haec discooprierunt et copiosum ignem apponunt, denec bestiae interius omnino comburantur.
    Quo facto cum cum refrigeratum fuerit, eiciunt et diligenter terunt, addendes ei tertiam partem sanguinis hominis rufi, qui sanguis exsiccatus et tritus erit.
    Haec duo composita temperantur aceto acri in uase mundo, deinde accipiunttenuissimas tabulas rubei cupri purissimi, et super eas liniunt hanc confectionem ex utraque parte atque mittunt in ignem. Cumque canduerint, extrahunt, et in eadem confectione extingunt et lauant, sicque tamdiu faciunt, donec ipsa confectio cuprum transmordeat, et inde pondus et colorem auri suscipiat.
    Hoc aurum omnibus operis aptum est.

    O złocie hiszpańskim.
    Bywa także złoto zwane hiszpańskim , które sporządza się z czerwonej miedzi zmieszanej z proszkiem bazyliszka, ludzką krwią i octem. poganie bowiem, których biegłość w tej dziedzinie jest znana , hodują sobie bazyliszki w następujący sposób.

    Mają pod ziemią pomieszczenie, z dołu , z góry i z pozostałych stron wyłożone kamieniem, z dwoma okienkami tak wąskimi , aby tylko odrobina światła przez nie się przedostawała; w nim umieszczają dwa stare koguty w wieku dwunastu lub piętnastu lat i dają im wystarczającą ilość pokarmu. One, gdy się utuczą, z gorąca tłustości parzą się ze sobą i znoszą jaja. Wyrzucająnastępnie koguty i wpuszczają ropuchy, które jaja wysiadują, i którym dają do jedzenia chleb. Z wysiedzianych zaś jaj lęgną się męskie pisklęta podobne do kurzych kurcząt, którym po siedmiu dniach rosną ogony węży. i które natychmiast, jeśli podłoga domu nie byłaby kamienna, wkopałyby się w ziemię.
    By temu zapobiec ich hodowcy mają owalne naczynia ze spiżu, o dużej objętości, z otworami ze wszystkich stron, których wloty są zwężone; w nich umieszczają owe pisklęta i zmknąwszy wejśia miedzianymi pokrywami, zakopują naczynia w ziemi; pisklęta przez sześć miesięcy karmią się wpadającą przes otwory drobną ziemią .
    Po upływie tego czasu odkrywają naczynia i kładą na silnym ogniu, dopóki sie zwierzęta cąłkowicie wewnątrz nie spalą.
    Gdy naczynie wystygnie, wyjmuja spalone części i starannie je ucierają dodając do tego trzecią część krwi człowieka rudowłosego, która winna byc wysuszona i starta.

    Te dwa składniki mieszają ze sobą w czystym naczyniu z ostrym octem; następnie biorą najcieńsze arkusze najczystszej czerwonej miedzi , smarują je z obu stron spreparowaną wyżej miksturą i wkładają w ogień.
    Gdy płytki rozgrzeją się do białości, wyjmują je i w tej samej miksturze studzą i płuczą; czynia to tak długo , aż owa mikstura na wskroś przeżre miedź i wreszcie przyjmie wagę i kolor złota.
    Takie złoto jest sposobne do wszelkiego rodzaju prac.

    Teofil Prezbiter XI/XII w.
  • @Ptasznik z Trotylu 19:04:03
    Może spróbujemy? Kto dostarczy człowieka rudowłosego?
  • @Ptasznik z Trotylu 19:04:03
    No bossskie!
  • @jazgdyni 19:08:18
    Ptasznik go utrupił przeca!
    No ale Ty go zre... zrea... zrera... zrararara.... zrerarowałeś!!!
  • @jazgdyni 16:56:54
    Forsę dzielimy procentowo. A pijemy równo. Należy przygotować kilka paczek liści bobkowych na wieńce. Chałwy. Chwały. A z resztą!
  • @jazgdyni 17:25:42
    Jak dobrze pójdzie - dam znyc. Ale raczej na piątek. /Nie idzie jeździć na kacu w takie upały, to pewne zejście śmiertelne./ Obaczym :)
  • @KOSSOBOR 20:49:41
    Jo, pniątek jest fajniasty. Oczywiście zabieram Frau.
    Ale jak będzie więcej luda,, to bym raczej zarezerwował miejsca.
  • @KOSSOBOR 20:46:27
    No coś ty - nie bądź taka zocha ! Bobkowe?! W makro są drzewa oliwkowe w sprzedaży a i laur też się znajdzie, nie suszony bobek, jak po kozach.
  • @jazgdyni 21:04:56
    Bobki to wersja oszczędnościowa, dopóki nie dostaniem Nobla.
    Frau jest nieodzowna. Sadzonych nie zamawiamy. Przez grzeczność, no i do wódki nie pasują.
    Ja tam nie mam stosunków, by zamawiać jakiś stolik. Kto pierwszy - ten łapie miejsca "na zewnątrzu", co by można było palić. Jutro obgadam sprawę z Sigmą. Najwyżej Ty zamówisz stolik, jakby co. To nawet będzie bardziej comme il faut.
  • @KOSSOBOR 23:42:15
    Znaczy się już mamy chodzić w wieńcach?
    Sadzone wykluczone; wszystko bez jaj.
    Dogrywaj szczegóły, a ja załatwię komilfo.
  • @jazgdyni 05:56:10
    Wieczorkiem pogadałem sobie z kosem Stefanem.
    Żywiłem go całą zimę jabłuszkami i tak się zaprzyjaźniliśmy.
    Nawet zażegnałem konflikt między nim a małym hitlerkiem kwiczołem.
    Stefan przylatuje, gdy widzi mnie jak siedzę przy komputerze, w pokoju na piętrze, siada na ściętym czubku tui, więc jesteśmy na równym poziomie.
    Przez uchylone okno zaczyna mnie wywoływać swoimi trelami.
    Ja udaję, przez długą chwilę, że nie mam dla niego czasu.
    Jednakże potem zaczynam mu odpowiadać.
    Powiedziałem mu, że osobiście zapyliłem 365 jabłek na jabłonce, więc będzie pokarm na każdy dzień roku. Jabłuszka już pęcznieją.
    Tak sobie trochę gadaliśmy do momentu, gdy przeszedł na ultradźwięki.
    Tłumaczyłem pacanowi, że ja już tego nie słyszę, ale on czasami się zapomina.
    Cześ Stefan, do jutra (czyli dzisiaj).
  • @jazgdyni 06:12:17
    sigmo - pogoń towarzystwo do roboty. Może rodziców wzywać za nieusprawiedliwioną absencję? (nb. ciebie też to dotyczy, konie i bolące... nie są usprawiedliwieniem).
  • @jazgdyni 12:04:45
    No dobrze. Żeby dać dobry przykład zaraz sobie udzielę nagany z wpisaniem do akt;)
  • @KOSSOBOR 23:42:15
    Będziemy w tej "Przystani" siedzieć z wieńcami bobkowymi na czole? To może być nie najbrzydsze;)))
    Może się za coś poprzebieramy? Za baby z jajami, albo co?
    Chłop z węglem w wieńcu bobkowym na czole tez może wyglądać nieźle.
  • @jazgdyni 21:02:40
    Jak domniemuję, siedzimy na zewnątrz z widokiem na plażę, a włos nam fruwa na wietrze, my zaś powolutku siniejemy z zimna, ale nie odpuszczamy, bo niby co?:)
  • @Ptasznik z Trotylu 19:04:03
    To je pikne i niebanalne. To co, zaczynamy hodowlę? Chociaż to palenie ropuch to mi się nie podoba. I skąd u licha w dzisiajszych czasach wziąć 15-letniego koguta? Wiem, że kura, jak się uprze może żyć i 30 lat, ale nikt im nie daje tak długo pożyć, bo ludzie są świnie;(
  • @jazgdyni 17:25:42
    Wiesz, tam jest taka mała kucka szetlandzka - bardzo skoczne i sympatyczne stworzonko imieniem Sally - może po prostu zaklepać jej po naszej jeździe lekcję - niech się dziecko uczy konnej jazdy:) A my sobie w sędziówce posiedzimy i pogadamy
    Te Norki są zwykłe zasranzen, żeby tak Cię trzymać w zaiweszeniu!
  • @jazgdyni 16:56:54
    Ręce precz od naszej bzdyklaczy! Never! Żółtkom mówimy nasze kolejarskie nie! I tapira też nie damy.
  • @KOSSOBOR 16:21:09
    Tak się powoli cofam z czytaniem komentarzy i pojęcia nie mam za co ja mam Januszka z tej gwintówki;)) To się nazywa suspense;)
  • @sigma 15:17:17
    Raport z wizji lokalnej przeprowadzonej w dn. dzis. o godz 17:00 w barze "Przystań Zoppot am See.
    - Nęęęęęęęęęędzaaaaaaa!

    Pełen full elementu napływowego, ergo, żarcie do dupy, bo nie ma co się wysilać. Rezerwacji nie prowadzą. Ze świeżych rybek, tylko co im dostarczą (dorsz, ew. flądra). Siedzenie na niby tarasie - po pięciu minutach spadek temperatury ciała o 2 stopnie, hipotermia murowana. Nie starają się, wewnątrz śmierdzi rybą. Zapchane szczurami lądowymi od wrzeszczących 3-latków do dziadków na wózku.
    Plan awaryjny - Kamienny Potok schodami na dół przy plaży. Bodajże jest to Koliba.

    cdn
  • @jazgdyni 18:18:08
    Słuchajcie, a może by tak mój ulubiony cypelek rewski? Można przy okazji zrobić po nim mały spacerek, żeby się przekonać, jaki tym razem kształt przybrał;) Jeszcze przed sezonem, więc tłoku chyba nie ma?
  • @jazgdyni 18:18:08
    Więc bar "Przystań" jest coś warty tylko po sezonie. Przez tą cholerną futbolówkę szczury przyjechały wcześniej. A to wiadomo, wiąże się z obniżeniem standardów.
    W "Kolibie" nie ma rybek niestety. Ale punkt jest dobry. Jutro przeprowadzimy wizję lokalną.
    Jest też jeszcze jedna knajpka na plaży, za Łazienkami Północnymi, czyli też praktycznie Kamienny P.. Ale dojście jest dłuższe. Prowadzi ją niejaki Alosza. Córka twierdzi, że właścicielem jest Awdiejew. Nie wiem. Pokarm mają niezły. Kiedyś jadłem całkiem pyszny chłodnik, a to przecież sztuka.
  • @sigma 15:07:55
    Nie da rady przy tych prognozach. Zaraz spojrzę na lotniczą........jest - 14 stopni dzień, 5 noc, zachmurzenie niewielkie, deszcz zero, wiatr 10-15 km/h z WNW., czyli w dziób.
    Szukamy ratunku....
  • @jazgdyni 18:54:59
    Czyli "Przystań" pozostaje w oparach literatury. Mówiłam, że w środku capi! Wymyślcie cóś, a potem może tak, jak Ci napisałam na priv.
    W Oliwie jest "Manekin". Sympatyczny - naleśnikarnia. O! to jest pomysł! Knajpa jest przy Uniwersytecie. No i ciąg dalszy - jak wyżej. ?
  • @sigma 18:49:13
    Sigmuś - "Manekin" i potem mam pomysł.
  • @sigma 18:49:13
    Ma być zimno jak cholera co do tych spacerków, no a rano jeździmy, więc wywietrzone będziem. Wietrzyć się drugi raz???
  • @sigma 15:17:17
    Się Januszka zapytaj - On się Ciebie boi. A zwłaszcza gwintówki.
  • @KOSSOBOR 19:39:31
    W Gdyni dzieci mówią, że bardzo sympatyczna atmosfera jest w kawiarni "Anioł" k.Kamiennej Góry. No i żywa muzyka.
  • @sigma 15:14:40 @ OZu
    Też myślałam o Sally! Masz świetny pomysł! OZu - tam takie bezjedynkówki właśnie jeżdżą. A pani instruktor Nina jest ŚWIETNA!!! Jak pisałam - warunki przaśne, ale to kompletnie nie ma znaczenia. Konie dobre, nauka - pierwszorzędna. Bezpiecznie. Dojazd od Ciebie jest prosty - jedziesz obwodową i skręcasz z niej za stosownym drogowskazem. Albo jedziesz za Sigmą :)

    Zabieramy naturalnie pitko i przysmaki na mały posiad.
  • @sigma 18:49:13
    Dobra, jadę do Rewy zobaczyć czy grubas skończył przebudowę. Bo odwalił chatę na brzegu morza, że hej !

    Ale, ale mon cheri, co z transportem, bo ja zamierzam pić?
  • @KOSSOBOR 19:45:29
    Art info podrzuca mi jakieś bzdurki, a to Lebensteina w czarno-białym fasonie, a to Wygrzywalskiego Feliksa (!!!) w jakimś lesbijskim aspekcie. I co ja mam im powiedzieć - że Kossak Jerzy z następną konnicą jest marny. A Duda - Gracz, śp. Jerzy, zresztą, to nie moje areały. A ile oni chcą!!!

    Koń jak koń. Nawet kobyła. A kucyk to koński lylyput. Jest dobrze.

    Ale my tu mamy problem w ręku. Sprawdzam jutro grubego w Rewie. Myślimy jak transport, bo to cokolwiek daleko. Dorsza robi cymes. I żórek tez niezły.

    Będę sprawdzał dalej - ale piątek 18:00 jest sicher,
  • @jazgdyni 21:05:14
    No właśnie! Przecież to nie może być daleko! Bankrutować bowiem nie chcemy! Więc jeszcze myśl/cie. Ja dużego pojęcia o knajpach nie mam. Zjedzmy coś w pobliżu i potem tak, jak Ci napisałam. ???

    A po co latasz po tym art.info? To dla frajerów. Dobry marszand musi mieć 100% lub więcej zysku na obrazie. Udaj się do artystów bezpośrednio.

    Duda natychmiast po śmierci zdrożał nieprzytomnie. Cóż - taki los artystów. Co jest pocieszające w kontekście mojego zejścia i pozostawienia obrazów bachorkowi. ;) Właśnie z tą myślą przewodnią maluję :)))

    Ooo, Salinka jest bardzo małym liliputkiem, ale stosownym. Przy mocnej osobowości, naturalnie :) Wszystkie kurduple mają mocną osobowośc.
  • @jazgdyni 21:05:14
    Hania ma rację, że to ciut daleko. I w sumie też te nadmorskie są fajne, jak jest ciepło. Oliwa ma Rukolę,(ta sopocka jest do niczego), zaś z gdyńskich bardzo mi smakowało w Santorini - byliśmy tam na spotkaniu po greckim rejsie i souvlaki było pyszne, i sałatka grecka też. Wnętrze niby jest zgrzebne, ale stolik trza zamawiać zawszasu. I w Rukoli też.
    No, sama nie wiem. A jak Ty widzisz tego Manekina?
  • @KOSSOBOR 21:49:44
    Uważam, że Sally to akurat wielkość dla bezjedynkówki. Pamiętasz, jak ta mała Hania na niej zasuwała?
  • @jazgdyni 20:52:49
    Jeżeli to do mnie, to ma cherie, bo ja nie jestem facetem;)
    Bogumił powoli się łamie, czy by nie dołączyć i prawie się zdecydował. Wtedy duży samochód wystarcza na pięć sztuk luda; natomiast do mojego na pewno się pięć sztuk nie zmieści;(
  • @jazgdyni 21:05:14
    Olewamy Rewę. Zaś inną razą, kaj cieplej bedzie. Padło na Oliwę.
  • @sigma 22:47:43
    Gdzie jest ta Rukola i co tam dajo?
  • @sigma 22:50:21
    Zasuwała i nie słuchała się Niny uporczywie :)
  • @KOSSOBOR 01:03:38
    Zarzucacie mnie takimi egzotykami, które mi nic nie mówią. Ani Rukoli ani Manekina nie znam. Nie znam też Anioła. Więc nie wiem.
    No więc tak, Santorini jest niezłe, choć dość ponure. Też tam jest ładnie tylko w słoneczny dzień. Jak już tak kombinujemy, to rekomenduję meksykańską na Wła IV "Pueblo". Fantastyczna zupa z di mare albo kukurydziana, poza tym całe żarcie cool. Mogę natychmiast zarezerwować. Frau urządza tam babskie party. Podawajcie ile osób, przekonaj Bogusława, bo inaczej mnie zjecie w kapeluszu, potrzebuję męskiego wsparcia. A może ktoś z jajcarzy b. też będzie w okolicach?
  • @KOSSOBOR 21:49:44
    Artinfo przysyła mi aukcje automatycznie, ale teraz to już siłą rozpędu. Trochę ineresowała mnie szkoła monachijska a i trochę Suchanek. No i tak ogólnie co się pojawia. Ja już raczej rozdaję dzieciom obrazy niż kupuję.
    Aczkolwiek nigdy nie wiadomo jak coś wpada w oko ;)
  • @sigma 22:57:26
    Francuski znam tylko tyle, żeby czasem rzucić bonmota. A gramatyka i odmiany? Boże odpuść.
    Samochody sobie odpuszczamy, Bogumiła w żadnym wypadku.
  • @sigma 12:21:19
    >Ciekawe, czy w rodzimej ubecji też byli tacy, co dostawali premie za 360% wykonanej normy w wyrywaniu paznokci.

    Właśnie w tym kierunku i moja myśl pomykała, gdym to wklejał... Więcej nie piszę - musiałbym dublować Twoje wpisy a to bez sensu tutaj ;) Zdrowia!
  • @jazgdyni 09:44:22
    Mam nadzieję, że na Bałtyku będzie tak ohidnie, że Bogumił się rozsądnie złamie i wybierze zacisze z nami. Hmm... zacisze....... Autom - precz!
  • @KOSSOBOR 11:31:38
    Tym się egzekutywa będzie raczyć:

    http://manekin.pl/gdansk,menu

    Ja zjem
    - na słodko za: Izę, bezkropki, contessę, reszta była przejazdem, więc popiję słodko
    - na wytrawnie za: Cyborga, tadmana, Delfinna, PzT, EwM, resztę popiję piwskiem
  • @jazgdyni 16:01:10
    A pamiętacie:

    "Pytają mnie:
    - Szanowny Panie Rumian, co to jest? Wypadają mi włosy z etoli.
    Odpowiadam:
    - Wprawdzie nie wiem co to etola, ale radzę nie jeździć na rowerze."

    Taaaaa...

    Raz wróbelek Elemelek znalazł w polu kartofelek...

    A przypominacie sobie co było wówczas NAJSTRASZNIEJSZE pośród zaraz, trucizn, jadów i nieszczęść opowiadanych sobie wówczas szeptem, najlepiej w ciemnym pokoju?
    No co?
    JAD TRUPI !!!!
    Ta niesłychanie potętna trucizna wytwarzała się zaraz po śmierci i groziła zagładą całemu miastu. Strach ogarniał od samego patrzenia na nieboszczyka (jakby to samo było mało), bo wiedziało się, ze stoi się w obliczu potwornej zarazy. Przypominam, że wówczas nie było jeszcze zombie, wampirów i całego tego asortymentu. Ale był za to jad trupi, stokroć straszniejszy.
    Nie przeszkadzało to nam biegać za każdym pogrzebem w sąsiedztwie, a wówczas w Gdyni pogrzeby obsługiwał prawdziwy karawan, ciągnięty przez dwa kare konie przykryte fioletowymi sukieneczkami.
    Gorzej było... niektóre rodziny kultywowały tradycję wystawiania umarlaków na widok publiczny, tzn. leżał on sobie spokojnie, albo w łóżku, albo w trumnie na stole, ze świecami itepe, i drzwi były otwarte i każdy mógł wejść z ulicy i się pomodlić. My o modleniu nie myśleliśmy, tylko ładowaliśmy akumulatory do późniejszych strasznych opowieści. Zmory nocne były codziennym zjawiskiem w naszym dziecięcym towarzystwie.
    Miałem spore sukcesy w straszeniu rówieśników... może kiedyś opowiem.

    Tak, jad trupi to było to.
  • @jazgdyni 16:01:10
    Łomatko!!! Odwiedźcie tegozgdyni od takich mischungów, bo zrobi sobie krzywdę, a potem trzeba będzie zmieniać tapicerkę w samochodzie.
    Dzięki! Przepiję do ekranu.
  • @jazgdyni 16:01:10
    Oh! YES!

    Jeno tam nie działa komilfo, więc kto pierwszy, ten lepszy i rekwiruje stolik. Na pięterku jest chyba sympatyczniej :)
  • @jazgdyni 16:37:30
    Misiu, z Tobą wszystko OK?

    Bon appetit... /acha, nad e jest apostrif, gdyby cóś/.
  • @tadman 18:11:09
    Och, Tadziu, szkoda, że Ciebie nie będzie. I Całej Reszty PT Jajcarzy ;)
  • @KOSSOBOR 21:47:17
    U Was 6 kilosów, a u mnie 600, więc Wam łatwiej i wilków nie ma. ;)
    Zręby położycie, to konstrukcja stanie mocna.
    Nic straconego, bo przed nami jeszcze tyle piątków i niedziel.
  • @tadman 22:32:47
    No, zgadzam się z Hanią, mógłbyś wreszcie dokooptować w realu do naszego zacnego towarzystwa;)))
    Jakich kilosów?
    Zręby położymy z naleśników?
  • @KOSSOBOR 21:41:12
    Zdecydowanie na pięterku.
    No co oni tacy, że komilfo u nich nie działa? skandal! Jak będzie dziki tłum, to jak za najlepszych studenckich czasów zalegniemy podłogę?
  • @jazgdyni 16:01:10
    A na koniec płatek miętowy;)))
    (mam nadzieję, że oglądałeś tego Monty Pythona)
  • @KOSSOBOR 11:31:38
    Złamał się. Jesteś pewna, że tam jest zacisze???
  • @DelfInn 11:14:13
    Wzajemnie zdrowia zyczę:) A czemuż to nie kontynuujesz z nami jaj?

    Zajrzałam, co porabiasz i zgadzam się z Twoimi uwagami w sprawie desakralizacji przestrzeni publicznej. Architekci projektujący kościoły chyba są dobierani na zasadzie skumplowania z hierarchami, patrz. casus starego masona i satanisty Dźwigaja. Mam też pretensje do Glempa - projekt Budzyńskiego, który wygrał w konkursie na świątynię Opatrzności Bożej był piękny - natomiast ten, który jest realizowany jest, mówiąc delikatnie, upiorny. Przypomina potwornej wielkości betonowy grobowiec.
  • ALL
    Powysyłałam na cztery strony świata linka na ten protest ws." Polish death camps", ale na wypadek, gdybyście nie zaglądali do korespondencji zapodaję tutaj też:
    https://wwws.whitehouse.gov/petitions/!/petition/issue-official-apology-referring-nazi-concentration-camps-german-occupied-poland-polish-death-camps/0HXPvkxJ?utm_source=wh.gov&utm_medium=shorturl&utm_campaign=shorturl

    USA ma to do siebie, że rzeczywiście reagują na takie rzeczy, więc może wreszcie poskutkuje, jak to podpiszemy masowo. Bo na tych naszych gnojków rządowych to ja bym nie liczyła.
  • @sigma 22:54:58
    No! Tam - to nie bardzo. Ale przy nas - Bałtyk sztormowy to pikuś z masłem :))) Tak więc przed B. dużo przygód...
  • @sigma 23:13:22
    A dajże to jako post na nE!
  • @ OZu
    OZu - czytałeś? B. będzie Cię wspierał w piątek.
  • @jazgdyni 16:37:30
    Jasem myślał, że TRUPIM JADEM (brrr) obudzę strachy dzieciństwa, ale towarzystwo tylko bieżączką zajęte.

    Smutno mi Panie...
  • @tadman 18:11:09
    Ty mnie nie znasz....
    Jak sobie podjem babeczki to zaraz mam ochotę na kabanosika, Zaraz potem biorę się za porcje lodów kawowych. Którą oczywiście zagryzam kiszonym ogóreczkiem. Harmonię smaków można osiągnąc tylko przez dysonanse.
  • @KOSSOBOR 21:45:55
    Powiedz mi, jak sie do apostrofa dorwać. Wiem, że jest ale nie umiem.
  • @tadman 22:32:47
    Uwierz mi, gdybym był Kulczykiem albo chociażby Niemczyckim, to bym podesłał samolot po ciebie. I po innych też. I bawilibyśmy się wszyscy razem jak trzeba.
  • @sigma 22:51:48
    600 kilosów to 600 000 metrów od nas. Gdyby szybko skakał, tak metr na sekundę, to po 166 godzinach byłby u nas. Czyli troszku za późno, bo to jest około tygodnia.
    Wypróbujemy następną razą ;)
  • @sigma 22:54:24
    Olatek miętowy After Five jest obowiązkowy oczywiście.
  • @sigma 23:13:22
    Powinnaś zrobić wpis na nE. Ja już zaprotestowałem i mam konto w Białym Domu.
  • @KOSSOBOR 23:52:21
    Bogu dzienki. Bezjedynkówki plus Frau = Januszek nie ma szans nawet beknąć.
  • @jazgdyni 05:29:58
    Idę w jedną stronę (po bułeczki (dostarczają już o 5:30)).
    Na stawku widać tylko kuper Kaczora.
    Widocznie skoczył do żabki po zaopatrzenie.
    Wracam z powrotem i jestem zaproszony na prezentację.
    Przodem maszeruje trójka kaczych bezjedynkówek a za nimi moja dobra znajoma Bzdykaczka.
    Dumna jak paw i mądra jak zawsze.
    Inne matki wiodą dzieci za sobą ufne w ich posłuszeństwo.
    Bzdykaczka woli je mieć z przodu.
    Strzeżonego Pan Bóg strzeże.
  • @jazgdyni 06:07:06
    Smutno...

    Znowu pustynia....
  • @jazgdyni 06:07:06
    O, już poza bzdyklaczką mamy bzdykaczkę! Bardzo dobrze, tylko tak dalej;)
  • @KOSSOBOR 23:52:21
    Pojęcia ni mom :((( Sigma nam powie! Umiem umieścić apostrof po literce. Nad- nie.
  • @sigma 13:03:41
    To w ogóle jest śliczny refren... :)
  • @KOSSOBOR 13:11:09
    Nad rzeczką w pobliżu krzaczka
    Mieszkała sobie bzdykaczka.
    Lecz zamiast trzymać się rzeczki,
    Robiła piesze wycieczki;)
  • @sigma 13:54:52
    Na stawku w pobliżu krzaczka...
    ....
    Miast trzymać się tej sadzawki,
    Robiła piesze wyprawki

    Wymagamy od innych precyzji, to i sami bądźmy precyzyjni.

    A propos, bzdykaczka pojawiła się już w pierwszym tomie. Zaaferowane towarzystwo, nie rozróżniło bzdykaczy od bzdykaczki.
    Tak to jest z tym czytaniem po łebkach...
  • @sigma 13:54:52
    Dawaj resztę! To jest niezmiennie cudne!
  • @jazgdyni 14:19:34
    Będą kabanosiki. Po magdalenkach. Się nie boi!
  • @KOSSOBOR 16:04:41
    Nieco zmodyfikowany Brzechwa:

    Nad rzeczką opodal krzaczka
    Mieszkała sobie bzdykaczka
    Lecz zamiast trzymać sie rzeczki
    Robiła piesze wycieczki

    Raz poszła więc do fryzjera:
    "Poproszę o kilo sera!"
    Tuż obok był apteka:
    "Poproszę mleka pięć deka".

    Z apteki poszła do praczki
    kupować poczytowe znaczki.
    Gryzły się kaczki okropnie:
    "A niech bzdykaczke gęś kopnie!"

    Znosiła jaja na twardo
    I miała czubek z kokardą,
    A przy tym, na przekór kaczkom,
    Czesała się wykałaczką.

    Kupiła raz maczku paczkę,
    by pisać list drobnym maczkiem.
    Zjadając tasiemkę starą
    Mówiła, że to makaron,
    A gdy połknęła dwa złote,
    Mówiła, że odda potem.

    Martwiły się inne kaczki:
    "Co będzie z naszej bzdykaczki?"

    Aż wreszcie znalazł się kupiec:
    "Na obiad można ją upiec!"

    Pan kucharz bzdykaczkę starannie
    Piekł, jak należy, w brytfannie,

    Lecz zdębiał obiad podając,
    Z bzdykaczki zrobił się zając,
    W dodatku cały w buraczkach.

    Taka to była bzdykaczka!
  • @jazgdyni 14:19:34
    A, przepraszam, zwrotka pierwsza ulega podmianie na wariant Januszka:

    Na stawku w pobliżu krzaczka...
    Mieszkała sobie bzdykaczka
    Miast trzymać się tej sadzawki,
    Zbierała w koszyk purchawki
  • @sigma 16:20:01
    Polska język to bardzo piękna i trudna przedmowa

    Bzdyklaczka znad rzeczki,
    Co opodal krzaczka mieszkała,
    Piesze sobie robiła wycieczki,
    A wody się trzymać nie chciała.
  • @tadman 18:30:01
    Widzicie !!! Widzicie !!!

    Jak tadman plamę daje -

    - żadna Bzdylkaczka nie mieszka opodal krzaczka,
    ale BZDYKACZKA, znana człapaczka.
  • @tadman 18:30:01
    Człapaczka zwana bzdykaczką
    Mieszkała pod wyżymaczką,
    Wody się trzymać nie chciała,
    Opodal krzaczka mieszkała.
  • @sigma 19:26:46
    Wyżymaczka spod krzaczka,
    Trzymać się wody nie chciała,
    Za to bzdykaczka-człapaczka
    Nawet bardzo, nawet tak.
  • @sigma 19:26:46
    I jeszcze poprawiam

    Wyżymaczka jak kaczka,
    Wody się zawsze trzymała,
    Natomiast kaczka praczka,
    Zdecydowanie jej unikała.
  • @tadman 19:47:00
    Raz pewna bzdykaczka z zoologu
    Pisała namiętnie na blogu.
    Lecz choć tyle pisała
    Nic a nic nie mądrzała
    Wbrew wizji ekologów
  • @tadman 19:47:00
    Ten wariant jest bardziej intrygujący;)))
  • @sigma 20:03:45
    EXTRA
  • @sigma 16:16:16
    Cudne :) !
  • @sigma 20:05:27 @ Chłopaki
    Mamy konkurencyją?
    http://www.sfora.pl/Tusk-i-Merkel-w-nowej-roli-Zobacz-kto-im-je-z-reki-g44030-45446

    Pardon...
  • @KOSSOBOR 21:18:46
    Łomatko!!!! One karmią z renki* Eskimosy**.

    */ zwyczajowo ręką w gumowej rękawiczce
    **/ oczywiście są to pingwiny, ale tylko na Eskimosów dają dotację, circa 1 BTU rub na twarz, więc je dyrektywą unijną zaliczono do Eskimosów
  • @tadman 22:09:32
    ERRATUM
    jest--------powinno być
    rub-------------ryb
  • @jazgdyni 06:07:06
    O żabce /mój ukochany serial, "Simon's cat"/
    http://www.youtube.com/watch?v=4Z6YUGGlwtA&list=UUH6vXjt-BA7QHl0KnfL-7RQ&index=1&feature=plcp
  • @KOSSOBOR 21:18:46
    Donald schował ręce za siebie i obrzydzenie wykrzywiło mu gębę. Jako farbowany Kaszub brzydzi się ryb.
  • @KOSSOBOR 23:45:05
    Kotsimon powinien być dokooptowany do bezjedynkówek. Ten sam typ eksperymentalnej ciekawości i wrodzony zespół potrzeby dręczenia (vide Januszek).
    Żabcie są w moim mini-ogrodzie pod ścisłą ochroną. (prawdę powiedziawszy to są ropuchy, ale nie mówię tego Frau).
  • @sigma 20:03:45
    Bzdykaczka se idzie ulicą,
    cudownie kraśnieje jej lico,
    A za nią trzy małe pociechy,
    Wciskają swój pedał do dechy.
    (znaczy spieszą się)

    Głupie??? Jasne, że głupie.
  • @jazgdyni 05:00:58
    Dzisiaj Dzień Dziecka!

    -Ty będziesz naszym dzieckiem - oznajmiła nasza gangsterska triada (Marzenka jeszcze się stroiła, cóż dawne nawyki) lekko zaniepokojonemu tapirowi. Okrążyli go w ogródku, bezjedynkówki natychmiast wyciągnęły, grzebienie, szczotki i wstążeczki, zaczęły tapira czesać, zaplatać warkoczyki, wplatać kokardki i ogólnie dekorować na ten szczególny dzień. Tapir znosił to ze stoickim spokojem, aczkolwiek co nieco ponuro. Uśmiechnął się dopiero, gdy Januszek wyciągnął z kieszeni zjumane z ogrodu botanicznego cebulki przeróżnych egzotycznych kwiatów.
    Gdy już młode damy uznały, że tapirek, bobas, jak na niego mówiły jest dostatecznie śliczny i udekorowany (przybyła właśnie Marzenka chciała mu jeszcze zrobić makijaż, ale reszta się sprzeciwiła) cała gromada ruszyła do szkoły.

    Przed apelem i tym całym cyrkiem, który szkoła zazwyczaj odprawia na Dzień Dziecka, dzieci zgromadziły się w swoich klasach. Nasza czwórka grzecznie usiadła w ławkach, a tapir z zainteresowaniem dokonywał inspekcji paprotek i pozostałej flory zgromadzonej na okiennych parapetach.

    Pani wychowawczyni weszła do klasy i dzieci grzecznie wstały z ławek.
    I wtedy ona zamarła. Ujrzała tapira, wesolutkiego, całego w kokardkach i warkoczykach, jak hippis jakiś, albo nawet rastafarianin.
    - Co to jest ?! - Wysyczała zmienionym głosem i pobladła gwałtownie. - PROSZĘ NATYCHMIAST USUNĄĆ TO ZWIERZĘ !!!
    Milutki nastrój, który od samego rana panował natychmiast wyparował. Najbardziej przeżyła to Ewcia, najmocniej zaangażowana w warkoczyki. Klasa, która dobrze ją znała, zobaczyła to co zazwyczaj. Ewcia, gwałtownie, jak wulkan Etna zaczęła drżeć, czerwienieć na twarzy i oczy już zaczęły ciskać błyskawice. Oj, zaraz grzmoty nadejdą.
    Szybkim i zdecydowanym krokiem wyszła na środek klasy i stanęła na przeciw nauczycielki, tworząc mimowolnie nieco patriotyczny obrazek, jako, że wychowawczyni była blada jak śnieg, a Ewcia, wprost przeciwnie, czerwona jak piwonia, czyli były narodowo biało czerwone.

    Później wiele dzieciaków opowiadało, że z głowy Ewci zaczął unosić się delikatny dym i para. Jak z tej Etny przed wybuchem.

    - TO TY JESTEŚ ZWIERZĘ, WIĘC SIĘ STĄD WYNOŚ !!! - ryknęła dziewczynka nieswoim głosem, potężnym i grzmiącym.
    Struchlała nauczycielka pospiesznie pozbierała swoją torebkę i dziennik klasowy i opuściła klasę.
  • @KOSSOBOR 23:45:05
    Kot Szymona jest cudny. Nie wiem, czy znajdę ten filmik, jak kiedyś chciał, zeby mu drzwi otworzono;)
  • @jazgdyni 07:12:46
    Łomatko! A to se narobiłam;(
    Człowiek opisał dwa przypadki, kiedy z lekka się zdenerwował i co? Wychodzi na furiata;(
  • @sigma 14:07:53
    W Commedia dell'arte istotnym czynnikiem jest przesada i bufonada. Przecież nie grasz Kolombiny.
    Ja do wyboru mogę natomiast być Pantalone lub Dottore ;).

    P.s; Tapir u nas jest zwierzęciem jak najwyżej chronionym. Poza tym - nazywać przyszłego prezydenta zwierzakiem?!

    Tapir !na prezydenta !
    Tapir !na prezydenta !
    Tapir !na prezydenta !
    Tapir !na prezydenta !
    Tapir !na prezydenta !
    Tapir !na prezydenta !
    Tapir !na prezydenta !
    Tapir !na prezydenta !
  • @jazgdyni 14:28:11
    Żeby udobruchać Ewcię (bo nic nie wiadomo) Januszek dedykuje jej swój ulubiony utwór, przy którym od lat się wzruszał, i nie raz łezka w oku zaszkliła.
    Teraz, przez tego s... Obieraka Banana, brzmi on wyjątkowo sarkastycznie.
    Więc również tekst do kontemplacji naszych najlepszych przyjaciół.

    http://youtu.be/WJzYsIeIGVs


    deviate to contemplate
    this audio visual opiate
    one hundred years from now
    title fights and human rights
    we're satellites - you're parasites
    hey yah ya!
    now I've got to tell you
    that I've been down
    down so low that I bit the ground
    let's hear it from the heart of America
    ya da dee yeh - yeh ee oh
    in America
    urelei USA
    for America

    where's the peace and understanding?
    go drum go dance sound on sound
    all this peace and understanding
    go drum go dance round and round
    in America yeeooo ay da yeeooo ah

    a pocket full of posies
    and cheap scented roses
    every house should have it's hat on
    so in and out and round and round,
    up and down and lost and found
    hey ah ha!

    magazines and gasoline
    and made-in-Taiwan western scenes
    will you hear us in the heart of America?
    ya da dee yeh - yeh ee oh
    in America
    urelei USA
    for America

    where's the peace and understanding?
    go drum go dance sound on sound
    all this peace and understanding
    go drum go dance round and round
    in America yeeooo ay da yeeooo ah

    na na ne na ne na na
    all this peace and understanding

    where's the peace and understanding?
    go drum go dance sound on sound
    all this peace and understanding
    go drum go dance round and round
    in America yeeooo ay da yeeooo ah

    all this peace and understanding
  • @jazgdyni 14:44:19
    - Januszek się podlizuje!!! - rozdarła się Ewcia na całą piaskownicę z przyległościami, aż tapir zasłonił kopytlkami uszy.
    - No, wiesz, on nie wiedział, że ty potrafisz z byka... - usprawiedliwiła Januszka Hania z pełnym zrozumieniem, bowiem od dziecka wykazywała się sporą empatią.

    All this peace and understanding... łeh, łeh... mają Amerykańce pojęcie o sobie.
  • @sigma 16:28:46
    Po pierwsze primo - to Angole na całego nabijają się z Amerykaców.

    Cały ten pokój i porozumienie...blah, blah... audio-wizualny narkotyk, pic i fotomontaż...blah, blah, blah
  • @jazgdyni 17:05:06
    Przyganiał kocioł garnkowi. Angole tyż dobrzy.
  • @sigma 13:59:20
    Uwielbiam Kota Somona. Ostatnim moim hitem jest "Double Trouble" :)))
  • @KOSSOBOR 23:52:06
    To jest mój ulubiony:
    http://www.youtube.com/watch?v=4rb8aOzy9t4
  • @sigma 23:57:24
    Cwane koty zawsze były inspiracją i wzbudzały zachwyt.

    Całkiem odwrotnie niż cwani faceci.
  • @sigma 23:57:24
    A to mój :)))))))):


    http://www.youtube.com/watch?v=3VLcLH97eRw
  • @jazgdyni 00:39:18
    Zimno i pada. Kocice siedzą w chałupie i wyglądają przez szklaną ścianę do ogrodu. Po to właśnie jest szklana ściana.

    A tu o tych columbusach palumbusach:

    http://kossobor.nowyekran.pl/post/15225,ludzie-i-golebie
  • @jazgdyni 00:39:18
    http://kossobor.nowyekran.pl/post/34507,owsianko-kocha-pana-ryszarda-kapuscinskiego-naturalnie
  • @KOSSOBOR 09:10:21
    Oj panie, idą zmiany.

    Jest
    KOSSOBOR 09:10:21, jazgdyni 00:39:18
    a powinno być
    KOSSOBOR 00:39:18, jazgdyni 09:10:21
    ;)
  • @tadman 09:20:57
    Ja sama jestem w szoku ;)
  • @KOSSOBOR 09:38:32
    Polecany wywiad kończy się bardzo pięknie, a nieczekiwanie. Wiara ponad kontynentami. Dzięki!
  • elementy jaj be z blogu cyborga:
    Po raz pierwszy Waldi sam na salonie stwierdził :
    ...// Dopóki nie rozbiorę się z genearcją prądu to do elektrino nie będę przechodził.//....
    No to wieczorem będzie "ramka w polu" ;-)))

    cyborg59
    _______________________________________________________
    Buła dreptała międzyatomowym kanałem, aż doszła do bajora, gdzie już czekała na nią bzdykaczka. Na szczęście ten paskudnik Waldi nigdzie się na nią nie zaczaił w krzakach; okropnie bułę irytował, szczególnie gdy zaczynał wymachiwać jej nad głową tym swoim, za przeproszeniem, elektrinem. Rozmyślała, czy by nie dodac tej szczególnej odmiany zbączenia do innych znanych dewiacji.

    sigma
    _______________________________________________________
    Była bezpieczna gdyż waldi rozbierał Genearcję wzrokiem szamocąc się z rozporkiem. Wierne Elektrino, smutne, puszczało wiry w kąciku (rozwartym jak kochające ramiona). Genearcja rozczarowana impotencją która w końcu wyłoniła się z mroków; oddaliła się podzwaniając widłami o ramkę
    z prądem. Potrzebowała energii, napiecia ! A on ? Bez potencjału, zero
    i uziom w jednym.
    ;-)))) kopiujemy na jaja ?

    cyborg59
  • ALL!
    Nasze jaja cz.IV zajmują już zasłużoną czwartą pozycję na najpopularniejszych postach;)
  • @sigma 11:22:53 & Cyborg
    Śliczności! :)))
  • @sigma 11:43:54
    Ooo! Juhu und so weiter!!!
  • @sigma 11:43:54 , @ OZu
    Kabanosiki z trzech /!/ dobrych firm.
    Grzaneczki z drobno pokrojonych ciabat, robione na maśle czosnkowym.
    Grzaneczki ze szlachetnego razowczyka na zakwasie - robione jak wyżej.
    Pomidorki o smaku prawdziwych pomidorków + prawdziwy ser szopski, owczy, z Bułgarii + kaparki + oliwki zielone + żywa bazylia + nieco przyprawy do brusketki + dobra oliwa extra vergine.
    Cytryny do smaku dla chętnych.
    Pieczareczki delikatnie marynowane.
    Pyszny mimolette.
    Orzeźwiające winogrona do mimolette.
    Najlepsza na Kaszubach i w Polsce północnej babka magdalenka z Kościerzyny.

    Gloria rozglądała się smętnie po kuchni. Ani Rudy, ani Molę Róż, ani nawet pinczerki nie wykazywały najmniejszego zainteresowania późnowiosennymi specjałami.
    To były jedyne momenty, w których Gloria żałowała, że cher cousine Alphonse był zajęty nie wiadomo czym na mieście i nie wpadł na żurfix. Ooo, cher cousine Alphonse z pewnością nie pozostałby obojętnym na owe specjały!

    Tak więc mogła liczyć jedynie na Irenę. Nie wiedziała jednak, że bzdyklacz właśnie robi miękkie oczy do cher cousine Alphonse, który jakoś tak codziennie, niechcący, jakby mimochodem zawadzał o padok. Gdy patrzył na małą Zulę - rozpierała go słuszna duma.

    Rozpierała go jednak coraz rzadziej, bowiem jak wiemy, Zula z Bubą włóczyły się coraz częściej to po Orłowie, w okolicach rzeczki Kaczej, to po górnej Oliwie, w okolicach Zooschwitz. Czasami wpadały na Grabową, gdzie obserwowały Madame Silvanne, depilującą rozpaczliwie ogród, zasilony wedle wskazówek legendarnego ooO owym superhumusem. Po zasileniu bowiem wszystko, z podagrycznikiem na czele, rosło tak z pięć razy szybciej. Gdy Madame Silvanne wyszła rano na ganek i zobaczyła kłębiące się zwoje podagrycznika przebijające kamienne schody i wrastające już w drzwi, wqurzyła się niemożebnie i swoim, tajfunowym zwyczajem - najpierw zadymiła z głowy, a następnie wziąwszy podręczny miotacz ognia ....................................................................................................................................................................................................................... no.
    Zula i Buba stały z otwartymi z wrażenia buziami. Nawet wtedy, gdy na sygnałach zjechała cała straż pożarna z Trójmiasta, milicja, bezpieka, miejscowi konfidenci oraz karetki pogotowia. Co, naturalnie, rozwścieczyło Madame Silvanne jeszcze bardziej: skierowała więc miotacz ognia o zasilaniu własnym na kłębiący się za płotem tłum i syknęła: "Wszyscy won!!!" Na dodatek, zza Madame Silvanne, wyskoczyły dwie krwiożercze bestie, Bebe i Balunia. /Trzeci potwór, Bajbus, nawet nie odłożył porannej gazety; wiedział bowiem, że na kobiety można liczyć jak na Schwartz Zawischę./ Na ten widok wiał nawet miejscowy konfident z bokserem. Gdy po chwili wszystko na ulicy ucichło i wróciło do normy, a podagrycznik dopalał się skwiercząc, Madame Silvanne powiedziała słodko do Zuli i Buby: "To chodźcie, maleństwa, na truskawki, jak już przyszłyście. Należą nam się. To był kawał dobrej roboty!"

    Zula z Bubą chętnie zgodziły się z Madame Silvanne: o tak, to był kawał dobrej roboty. Nie mówiąc już o truskawkach!
  • @KOSSOBOR 13:19:06 - przeniesione z Twojego blogu
    Buła cudem uratowowawszy się przed Waldim wraz jego oblesnym elektrino dotarła na sam czas do bzdykaczki. Bzdykaczka zajęta była własnie kręceniem korby wyżymaczki. Spomiędzy gumowych wałków wysuwał się właśnie dzlachetny rysunek głowy rybaka w woddoodpornym kapturze oraz liczba 50 - wszystko w zieleni. Zieleń działała na bzdykaczkę uspokajająco. Zoczywszy bułę bzdykaczka przekazała jej odpowiedzialne zadanie kręcenia korby, a sama zajęła się podawaniem papieru.
    Kręciły i podawału spiewając przy tym z uczuciem na cztery głosy :"Ni srebro, ni złoto, ni nic, chodzi o to, by młodym być - więcej nic!"
  • cyborg cd.
    Ile prądu zużywa żarówka a ile płynie dalej ?! - wyjęczał w, odwracając uwagę od spodni które opadły odsłaniając słabiznę.

    cyborg59
    _______________________________________________________
    Genearcja pominęła wyniosłym milczeniem kłopoty i troski żarówek, splunęła pogardliwie i zarazem unicestwiająco obrzuciła całokształt W. wzrokiem, w którym ewidentnie dawało się odczytać każdemu obecnemu w promieniu trzech kilometrów: Z tym typem nigdy, przenigdy choćbyśmy zostali sami na wyspie bezludnej! Zgiń, przepadnij, siło nieczysta! A kysz!

    sigma
  • @KOSSOBOR 21:18:46
    http://wpolityce.pl/artykuly/29697-anna-fotyga-potrzebny-jest-solidarny-sprzeciw-laureat-tej-nagrody-nie-powinien-byc-polskim-premierem?utm_source=feedburner&utm_medium=feed&utm_campaign=Feed%3A+wPolitycepl+%28Najnowsze+informacje+wPolityce.pl%29

    A kto był patronem tej nagrody podaje dodatkowe szczegóły nasza nieoceniona wiki.

    sorry za offtopic
  • @KOSSOBOR 13:19:06
    Dlaczego nie użyłaś pierwszego akapitu w odpowiednim momencie?! Ty okrutna !
    Ślina kapie na klawiaturę i pewnie zrobi zwarcie. Wszystko tak jak trzeba i tak jak lubią to wszystkie koty psoty.
    Humus jest dla ludzi doświadczonych, a nie dla impulsywnych kobiet. Jak zwykle chodzi o złote proporcje.
  • @sigma 14:36:08
    No popatrz! Żem chciała wkleić. Ale i tak wkleję, żeby tam nie wiem co!

    "KOSSOBOR
    Buła cudem uratowowawszy się przed Waldim wraz jego oblesnym elektrino dotarła na sam czas do bzdykaczki. Bzdykaczka zajęta była własnie kręceniem korby wyżymaczki. Spomiędzy gumowych wałków wysuwał się właśnie dzlachetny rysunek głowy rybaka w woddoodpornym kapturze oraz liczba 50 - wszystko w zieleni. Zieleń działała na bzdykaczkę uspokajająco. Zoczywszy bułę bzdykaczka przekazała jej odpowiedzialne zadanie kręcenia korby, a sama zajęła się podawaniem papieru.
    Kręciły i podawału spiewając przy tym z uczuciem na cztery głosy :"Ni srebro, ni złoto, ni nic, chodzi o to, by młodym być - więcej nic!"
    nadużycie link skomentuj usuń
    sigma 02.06.2012 14:30:17"
  • @jazgdyni 15:04:51
    Ależ używałam tego akapitu kilkakrotnie, jeno częściowo, coby nie wyjść na jakieś chamstwo namolne. A chamstwo namolne to jest chamstwo namolne i nie lubimy chamstwa namolnego.

    Kocice też mają pomidorki o smaku prawdziwych pomidorków w dupie.

    Okropne te kocice. Siedzo i gapio sie na deszcz. A jak wyjdzie słońce - to zara leżo i sie opalajo. No i śpio. A jak znowu zatnie i przywieje - to siedzo i sie gapio. Potem znowu leżo. A pomidorki płaczo i oklapiajo.

    Była to, proszę Państwa, prognoza pogody na dzisiaj. Do późnego wieczora nie ulegnie zmianie.
  • @tadman 14:59:33
    .
  • @KOSSOBOR 19:06:36
    Wyjątkowo ascetyczny komentarz otrzymałeś, Tadziu;)))
  • @sigma 19:27:02
    A ło czym tu gadać... :(((

    Ewuś, jedziemy na płatki dzikiej róży, jak się zrobi ładniej? /mail/
  • @sigma 19:27:02
    Żeglarze winni nam, Dyletantom, wódkę, żeśmy Ich odwiedli od wypłynięcia i uratowali życie. Straszszszna pogoda! Brrrrrrr........ Z chałupy nie wychodzę!
  • @sigma 19:27:02
    scfelenie bez sawonu
  • @KOSSOBOR 19:47:11
    szału nie ma, ale od biedy w koszuli można wyjść, aby poniuchać jaśminów, bo właśnie ruszyły.
  • @tadman 19:58:37
    Przetłumacz, Tadziu, proszę. bom dziś letko schetana i nie mogę się nadwerężac;)
  • @KOSSOBOR 19:39:15
    No jasne, że jedziemy. Alibo na Hel tramwajem wodnym, alibo do Górek Zach. Albo gdzie indziej;)
  • @sigma 20:05:56
    wzieli go bez mydła
  • >KOSSOBOR
    Prawem kaduka trafiłem na Twój post o Owsiance, a szczególnie na zacytowany wywiad z wnukiem Hailje Selassje. Wart każdych pieniędzy. Propaguję go między swoich. Dzięki!
  • @tadman 19:58:37
    No bój się już nie wiem kogo, Tadziu...................
  • @tadman 20:37:45
    :)
  • @tadman 20:30:39
    Tadziu, zdradzę Ci straszną tajemnicę. Ewcia jest bytem ponad nami, człowiekami niegrzecznymi. Ty wiesz, że Ona NIE ZNAŁA o druhu Boruchu?!?!?!!! A to przeca z dzieciństwa niemal. A Ty o scweleniu bez savonu..............
    Czasami Jej mówię, że muszę Ja troszki przydeprawować :)
  • @tadman 20:30:39
    Kogo?
  • @KOSSOBOR 00:02:09
    A ja nie;( No, nie bądźcie tacy i powiedzcie!
  • @KOSSOBOR 09:10:21
    Haniu,
    to literacka perełka internetowego felietonizmu.
    Po prostu cudne!
  • @KOSSOBOR 09:15:55
    Przypominam sobie to. Czytałem, czytałem.
  • @KOSSOBOR 17:57:02
    Kocice są przecież jak dzieci. A powszechnie wiadomo, że w czasie deszczu dzieci się nudzą.
    http://youtu.be/DXiNhBB3noQ
  • @KOSSOBOR 17:57:02
    No i jeszcze dla poprawy nastroju ogólnego w tych trudnych czasach:

    http://youtu.be/JGVOtZjtY-s
  • @KOSSOBOR 19:47:11
    Tylko o wódce gadacie. Wy jej nie konsumujecie.
  • @tadman 19:58:37
    To jest pikne.
    Idzie do kajecika najlepszych zwrotów okolicznościowych ;)
  • @tadman 20:00:10
    Zawsze jesteś o tydzień do przodu.
    U nas dopiero nabrzmiewają pąki.
  • @sigma 08:27:13
    Proszę do linka podanego 02.06.2012 o 14:59:33 i dodatkowo zapraszam do naszej kochanieńkiej wikipedii, która dopowiada resztę o patronie owej nagrody. Tylko proszę nie miej do mnie pretensji, jeśli Twe liczko ze wstydu zapłoni się.
  • @jazgdyni 10:54:59
    Lilunia już wkleiła wcześniej
  • @KOSSOBOR 00:06:57
    Ale jaja!...............
    Toż druh Boruch jest postacią mityczną naszych czasów.
    Pracuj Haniu nad nią, bo to jakieś dziecko zapóźnione jest. Bidulka. Do jakich szkół chodziła?
  • @tadman 11:00:25
    Nie widziałem. Działałem w dobrej wierze, panie władzo.
  • @jazgdyni 10:33:32
    Skromnie dziękuję w imieniu sprawy ;)
  • @jazgdyni 10:48:45
    No one w ogóle maja pomysły... Donice w salonie musiałam obłożyć rurami papierowymi, bowiem Gocia /vel Gówniara, vel Zakała Rodziny/ uważała, że pod palmą to świetny szalecik...
  • @jazgdyni 10:56:14
    To poczekaj do posezonu i "Przystani".
  • @jazgdyni 11:00:55
    Trójka w Gdyni. Ja pracuję, pracuję nad naszą Sigmą, ale Ewcia impregnowana jest na deprawacje :)
  • @KOSSOBOR 09:10:21
    Słusznie podejrzewałem, że warto zajrzeć do rzeczy uprzednio napisanych, o czym było w "Fortecy". Świetne i z nerwem społecznikowskim podpartym sporą dawką
    http://www.google.pl/imgres?hl=pl&biw=1255&bih=636&gbv=2&tbm=isch&tbnid=xdYMG9nFW9xK1M:&imgrefurl=http://www.hyperica.pl/ziolowy_poradnik.html&docid=UzOcVvhsql2cVM&imgurl=http://www.hyperica.pl/images/ziola/aronia.jpg&w=400&h=400&ei=zCvLT9H3BIO50QX_hr3aAQ&zoom=1&iact=hc&vpx=861&vpy=270&dur=2417&hovh=225&hovw=225&tx=109&ty=115&sig=115404219470238538000&page=1&tbnh=136&tbnw=122&start=0&ndsp=20&ved=1t:429,r:11,s:0,i:92
    A tak BTW, głowa sierpówki, synogarlicy tureckiej (Streptopelia decaocto) to swoista replika Nefertiti w świecie zwierząt. Dla mnie nie ma nic doskonalszego, choć zbudowana z szarości.
  • @KOSSOBOR 11:30:40
    Udałem się do sklepu po bułeczki.
    Trochę później przy niedzieli.
    Na stawku lekcja, klasa pierwsza.
    Lewa noga,
    Prawa noga.
    Hop, głowa na dół, kuper do góry.
    Kupiłem więcej bułeczek
    I wróciłem nad stawek.
    Zadzwoniłem donośnie - przerwa !
    Wygłodzone towarzystwo przydreptało do mnie.
    Macie bułeczki, a potem z powrotem do nauki.
    Bzdykaczka mrugnęła porozumiewawczo.
  • @jazgdyni 12:37:56
    Pewien wężowaty ruch i nagłe poczucie jakiejś śliskości przerwało tapirowi kontemplację ziela lulka czarnego. Coś mu ono przypominało, ale nie był pewien. Pewną ideę lub pomysł. Spojrzał w lewo i tak, z trawy wyłonił się pyton Mirek.
    -Cześć- zagaił - słuchaj ssssssstary, obracasz sie w różnych ssssssferach, więc może coś słyszałeś. Podobno skóry pytona można dobrze ssssssprzedać. Tak się złożyło, że miałbym parę do zzzzzzbycia. Ten twój koleś agent nosił przecież buty z krokodyla. Ze ssssssskóry pytona ssssssą jeszcze lepsze. Pogadałbyś z kim trzeba.
    - A co ja z tego będę miał - tapir, jak zwykle czuły na ineresiki na boku, zapytał rezolutnie.
    - Wiesz jaki mam dobry węch. Tak się złożyło, że odkryłem zagubiony przez kogoś transssssport chińskiego czosssssnku. Sssssssam ssssssobie podjesz, a resztę możesz opylić do tego waszego baru Przysssstań.
    - Okej pogadam z o:0, ale nic nie obiecuję. Jak go znam, to gościo ma zmienne kaprysy. Może mu pytonie skórki będą odpowiadać może nie... A nie pogadałbyś również z Kobrą i tą Zygzakowatą? - tapir wyraźnie się rozkręcał. Już w wyobraźni widział potężny szyld "Skład skór gadzich" i on sam w fotelu, z nogami na biurku, podgryzający sobie cebulki tulipanów i żonkili. - Jak by było tego więcej i bardziej różnorodne, to by była większa szansa na klienta. No ale koniecznie musimy pogadać z o:0. Bez niego będzie dosyć ciężko. Dobra, daj mi dwa dni.

    Myśląc intensywnie powrócił do napoczętego lulka czarnego.
  • @jazgdyni 13:54:48
    Podczas gdy jasnota biała krzewiła się po kątach, tapir przemierzał długie aleje Zooschwitz, by odnaleźć legendarnego ooO . Na próżno! Gdyby bardziej integrował się z życiem tutejszych mieszkańców, a nie tylko pokątnie z Brunhildą, podczas gdy ten kretyn Józio..., no, mniejsza z kretynem Józiem, to przecież wiedziałby, że ooO można zastać albo w gabinecie von Targowa, a już na sicher - nad foczostawem. Gdzie właśnie całe towarzystwo przewracało się na kolejny bok, a ooO dyskretnie wyłuskał spod siebie gniotącego go glocka, z którym się nie rozstawał.

    Tapir usłyszał za sobą znaną już nam piosenkę, wykonywaną przez czaplę, która była uprzejma zlecieć w końcu z gniazda nad stawem i nie robić do wody, jak to miała w paskudnym zwyczaju /dlatego foki pływały z parasolkami/ i kroczyła teraz ścieżką, drąc się na cały dziób: "Potem poszłam do dyreeeeekcjji,
    spodziewając się wypłaaaatyyyy,
    bo lodówkę mam na raaaatyyy."
    Nie mogąc pohamować odruchu, dziobnęła przy tej , nadarzającej się mimowolnie, okazji tapira w krągły zadek.
    Obracając się i tocząc wściekłym wzrokiem dookoła, tapir automatycznie omiótł spojrzeniem staw. Widząc tam wśród SEALSów naszego legendarnego ooO, kopnął dla porządku w czapli kuper i radośnie krzyknął w kierunku brzegu: "Ach witam, witam szanownego i legendarnego, naturalnie, ooO!"
    "Cholera, znowu zawracają mi dupę!" - westchnął w myślach ooO, no ale musiał przecież być zawsze gotowy do akcji.
    - Jest interes do zrobienia! - rzekł tapir, podkłusowawszy na brzeg.
    - Hmm... - rzekł tajemniczo ooO.
    - Potrzebujemy tylko wylinek. Ty masz stosunki z von Targowem. To załatwisz.
    - Hm... - odpowiedział ooO.
    - A jak będzie za mało tych wylinek, to...
    - Hmm...
    - To już tam Helga ma swoje sposoby, by te wylinki przyspieszyć.
    - Hmm?
    - A nawet podwoić produkcję.
    - Hmm...
    - No, niech dwukrotnie wyskakują ze skóry.
    - Hmm... - odpowiedział ooO.
    Co wqurzyło tapira.
    Jednakże właśnie w tej chwili ścieżką mimo stawu dreptało stare, dobre małżeństwo: ten kretyn Józiu i Brunhilda, rozkosznie kręcąc zadkiem, i tego już tapir nie mógł sobie odpuścić, mimo tak świetnego interesu do zrobienia.
    - To stoi? - upewnił się tapir, zrywając się do lotu za Brunhildą.
    - Hmm... - ziewnął ooO i usnął dyskretnie, uprzejmie nie dociekając znaczeń.
  • @KOSSOBOR 15:22:08
    Niby usnął, ale z pod półprzymkniętych powiek czujnie obserwował otoczenie. Moment lekkiej złości szybko mu przeszedł. Czemu ci cywile nieustannie przekręcają jego stopień. o:0 to nie marne ooO. Jakby na generała mówić pułkownik, to by się chyba wściekł. Nie szkodzi, westchnął. I tak stopnie są tajne.
    Na dany palcem znak SEALSy zaczęły wyczyniać cyrkowe numery, odwracając uwagę i dając agentowi sposobność do zanurkowania i przedostania się do śluzy, przez którą przedostał się do Tajnego Centrum Dowodzenia. Wysuszył się, ubrał puszysty frotowy biały szlafrok i nalał sobie dabla Macallana 1926 za 33 tyś funtów, którego butelczynę osobiście dostał od młodej królowej brytyjskiej. Hmmm.... przypomniał sobie miłe chwile w Londynie, lecz szybko powrócił do rzeczywistości.
    Wiadomość mimowolnie poprzez tapira, przesłana przez pytona Mirka, asa podsłuchów i skradania się, była intrygująca. Dotychczas bacznie przyglądał się rusko - szkopskiemu knuciu w Borach, gotów natychmiast zareagować w istotnym momencie. Ale dowiedział się, że oba typki rozjechały się do swoich central, korzystając z dwóch pociągów relacji Moskwa - Paryż. Jednakże ryże stworzenie, które po nocach przemykało się w kierunku Gdańska, w dzień śpiące, najczęściej z własnego wyboru w oborach, mimo, że świnki i pozostała trzoda nie mogła znieść okropnego smrodu i widocznie traciła na wadze.
    - Taaaa....- głośno westchnął o:0 - tu będziemy mieli problem...
  • Mała rzecz a cieszy
    Wklejam tu by nie płoszyć publiki na Stronie Głównej.

    Colt Navy mod. 1851 , kal. 0.36 cala.
    http://www.youtube.com/watch?v=_NWE85IcPks&feature=related
  • @Ptasznik z Trotylu 21:18:21
    Myślisz, że nastraszyliśmy na SG? ;)
  • @KOSSOBOR 21:37:17
    No , może nie wszystkich ale głównego "katolickiego militarystę NE" na pewno, skoro napisał że boi się nawet "myślozbrodni".

    Dziękować Bogu, w Polsce takich pukawek w prywatnych rękach jest już na pewno ze 150 tys. (nie podlegają rejestracji, więc może nawet więcej).

    A tym co się wszystkiegoi boją, powtórzę powiedzonko babki mojej żony, zacnej kobiety z wioski pod Hrubieszowem : "Jak się ktoś boi to gdy umrze, to mu bździnami zadzwonią"
    Powtarzała to swojemu mężowi ("niespotykanie spokojnemu człowiekowi") który robił jej wyrzuty (za okupacji) gdy w swoim domu zaożyła pralnię i kuchnię dla pobliskiego oddziału partyzanckiego AK.
  • @Ptasznik z Trotylu 21:51:58
    No popatrz, większość z nas ma takie "uwikłania" rodzinne, a co z nami /no, z NAMI - nie :)/ zrobiły mendia przez 23 lata? Bezjajeczne społeczeństwo! Walimy dalej, Ptaszniku!!! :)))
  • @KOSSOBOR 22:19:39
    Niech się oni boją a nie my.

    A prawda jest taka że już walą w galoty.
    Inkub podniósł wiek emerytalny wszystkim tylko nie górnikom.
    Rozmawiałem niedawno z jedym górnikiem z Sosnowca.
    Powiedział że dla nich zebrać na wyjazd do Warszawy 10.000 ludzi z trzonkami do kilofów to żaden problem.
    Pokazaliby Ryżemu ruski miesiąc.
  • @jazgdyni 17:59:01
    http://www.sfora.pl/Zuchwala-kradziez-w-polskim-zoo-Zniknelo-7-malp-a44123

    Jest robota dla legendarnego ooO. No chyba, że zdążyły zgolić wąsy.
  • @KOSSOBOR 22:40:52
    Spokojnie, tamaryny dostały zadanie i teraz je wykonują. Ma to powiązanie z sytuacją międzynarodową.
  • @@@
    Hej,

    Trochę mnie życie wypięło z netu, ale obiecuje przeczytać przynajmniej. Jak tam w piatek, wymarzilście solidnie? ;) Petyszyn podpisałem choć to wymaga założenia konta u tych eskomisoow. Jest dopiero 4800, needed 20k z hakiem, wiec trzeba nagłaśniać. Lece dalej. Do ciepłego!
  • @DelfInn 08:33:15
    Wymarznięcia ogólnego nie było, bo chordy hunów futbolowych już opanowały bar Przystań i schronić się trzeba było w przyjaznych i kocich wnętrzach pełnego uroku zamku jednej z naszych hrabiń (hrabianek?).

    Wracaj zdrowo do roboty ;)
  • @jazgdyni 09:27:21
    LENIUCHY WIOSENNE DO ROBOTY!!!
    Nie ma kto ciągnąć wątków!!! Zapaść?!?!

    W imieniu KD nagany i ostrzeżenia otrzymują:

    - sigma. To przecież matka, a matka jest tylko jedna. Ogrodowa walka z pogrzebalicznikiem nie usprawiedliwia absencji i niemocy.
    - cy borg. Kara dodatkowa - na tydzień odcięcie od prądu.
    -tadman - tygodniowy zakaz wąchania jaśminów
    - ptasznik z trotylu - godzinę dziennie mieszanie nitrogliceryny, żeby nie zatęchła

    Pozostali usprawiedliwieni.
    No !!! Bo będzie ze świadectwami !
  • @jazgdyni 09:27:21
    Nie zachowuj sie jak mój szef! :-))) Dzięki! :)
  • @jazgdyni 09:53:51
    Słusznie prawisz, OZu!

    To mówiłam ja, dyletancik oboczny. Lizusek :)
  • @jazgdyni 09:27:21
    Gloria smętnie dłubała w półtorametrowej babce magdalence ... "Choleha, kto to zje?"
    No i magdalenka zajmowała sporą część kuchni.
    Liczyła już tylko na tamaryny cesarskie. O ile nie zgolą wąsów, naturalnie. Niby to mają tajne zadanie, no ale z tymi małpiszonami to nigdy nie wiadomo, co one wykręcą. Złośliwe są bowiem i całkowicie nieobliczalne.

    Z rozpaczy postanowiła przygotować bachorkom polędwiczki wieprzowe, zabejcowane w winie i czosnku. Ale się rozmyśliła, bo kto kupuje mięso w poniedziałek? Oraz: kto słyszał w latach pięćdziesiątych o takim zjawisku kulinarnym jak polędwiczki wieprzowe? No własnie, nikt. Ale przecież każda świnka takie polędwiczki posiadała z natury rzeczy. To kto je wpieprzał?
  • @DelfInn 10:20:13
    Warknąłem, bo piszę i piszę, mieszam tropy chochlą i nić. Wierna Kossodrzewina usiłuje wspomagać i nic!

    A przecież my wszyscy to jeszcze dzieci. Czasami trzeba pokazać szpictutkę ;)
  • @KOSSOBOR 10:21:33
    Wierna Hania, dostaniesz podwójną orężadę :)))
  • @KOSSOBOR 10:30:31
    Wpieprzał je ten, kto kupował schabowe z kością. Oni ich wtedy nie oddzielali ! (mówię o polędwiczkach, żeby co).
    ___________________

    Kociska otworzyły oczy po porannej dżemce. Z pogodą bez zmian. Pora zająć strategiczne pozycje przy oknie na świat, by obserwować niesforną przyrodę i pogodę. Nagle stanęły jak wryte, wygięły ciała w łuk, podniosły włosy od uszu do końca ogona. W odwiecznie zarezerwowanej tylko dla nich loży przy oknie siedziała banda obcych, ni to kotów, wąsatych ogromnie i okropnie gadatliwych. Z boku, przy kominku siedział jeszcze jeden, znacznie większy. Prawdziwy małpiszon, cały rudy i bezogoniasty.
    No szok; wściekłe i sfrustrowane kociska wycofały się na z góry upatrzone pozycje, postanawiając zaczekać na rozwój sytuacji.
  • @KOSSOBOR 22:19:39
    Właśnie ze źródeł zbliżonych do dobrze poinformowanych dowiedziałam się, że tę smarkatą foczkę , cośmy ją były wizytowały od maleńkości wypuszczają do Bałtyku! No i jak my ją mamy odwiedzać w tych warunkach? Dyrektor Targowski twierdzi, że to już druga focza smarkula, którą wypuszcza na wolność. Oczywiście, kondorowi w to graj!
  • @Ptasznik z Trotylu 22:30:01
    "Policję patrolującą miejscowość Turzysko w gminie Adamów zaatakował widłami mieszkaniec wsi. Funkcjonariusze próbowali powstrzymać pijanego meżczyznę bez użycia broni, potem strzelali w powietrze. A kiedy rolnik nie zrezygnował z ataku - w nogi meżczyzny. Mimo to chłop zmusił patrol do ucieczki."
    I to mi się podoba;)
  • @DelfInn 08:33:15
    Delfinnie, a Ty nigdy nie bywasz w ta strona?
    Jak byś kiedy zamiarował, to urządzimy wieczorek integracyjny na Twoją cześć:) Naszym hasłem przewodnim jest bowiem:
    Bzdyklacze wszystkich krajów, łączcie się!
  • @jazgdyni 09:53:51
    Podagrycznikiem, do jasnej, niespodziewanej anielki! A w ogole z powodu mrozów nie walczę z jw. (chwilowo) Żeby potem nie było ze mną, jak w tym cytacie:
    "Brytyjska poczta wypuściła serię znaczków z podobizną tragicznie zmarzłej ksieżniczki."
  • tadman
    Buła smętnie tkwiła w loży VIPów gdańskiej Ergo-Areny wyalienowawszy się z rozentuzjazmowanego tłumu. Odziała się była bowiem na pobyt nadworny, a we wnętrzu loży temperatury panowały tropikalne. Oczywiście mogła się była rozdziać częściowo, ale jej się nie chciało. Na szczęście po chwili ktoś przytomny rozsunął szklane ściany działowe i nieco wzrost temperatury przytemperował. Jednak zarazem odgłosy hucznej zabawy wydostały się na zewnątrz loży, gdzie na boisku akurat odbywał się trening koszykarzy. Po kolejnej wypowiedzianej wrzaskliwym i świdrującym głosikiem uwadze dwóch obecnych bezjedynkówek - trener stwierdził, że ich nie przekrzyczy i zażądał ciszy. Niestety, bezjedynkówki nie potrafiły mówić inaczej, niż jak wyżej, a miały do powiedzenia sporo. W związku z powyższym szklane ściany trzeba było z powrotem zasunąć i w środku zapanowały ponownie tropiki. Sytuacja była bez wyjścia.
  • @sigma 12:05:18
    A bo ten wierny Jacuś myśli tylko o własnym kuprze.
    Mam nadzieję, że do von Targowa nie doszły jeszcze Jaja.be, bo miałybyśmy przechlapane na wejściu.
  • @sigma 12:11:39
    >Podagrycznikiem

    Z młodych liści można na wiosnę sporządzać sałatkę o aromatycznym, gorzkim smaku, ale zawierającą cenne witaminy. Przyrządza się podobnie, jak szpinak. Można również siekać, wrzucać do zupy i robić barszcz, a z rozwiniętych dorodnych roślin najlepiej do wykorzystania nadaje się ogonek liściowy.[4]
    Roślina kosmetyczna
    Ze świeżego ziela można sporządzać oczyszczające maseczki kosmetyczne. Działają one rozgrzewająco i poprawiają oddychanie skóry.
    Roślina lecznicza
    Dawniej leczono zielem podagrę i pamiątką tego jest zwyczajowa nazwa rodzajowa.

    Surowiec: ziele i korzeń zawierające m.in.: białka, tłuszcze, prowitaminę A, witaminę C.

    Działanie i zastosowanie: Roślina posiada działanie słabe uspokajające, moczopędne, przeciwzapalne. Herbata z suszonych liści podagrycznika (1 łyżeczka na 1 szklankę wrzątku, parzyć pod przykryciem przez 15 minut, przecedzić i w razie potrzeby pić 3-4 razy dziennie po 2/3 szklanki) to lek zalecany w kuracji podagry, żylaków odbytu, stanów zapalnych nerek i pęcherza, pomocniczo w kamicy nerkowej oraz na poprawę przemiany materii. Świeże liście przykładane na rany powodują szybsze ich gojenie się. Sokiem wyciśniętym z nich można nacierać miejsca ukąszeń przez owady.

    Roślina paszowa
    Pasza z tej rośliny jest nieszkodliwa dla zwierząt, jednak mało pożywna i wodnista. Bydło zjada ją niechętnie.
  • @sigma 12:08:42
    I będziemy koronować tapira na prezydenta? ;-)))
  • @DelfInn 12:45:44
    No a jak?! Tylko do tego musi zebrac się kworum.
  • @DelfInn 12:44:55
    Bydło zjada ją niechętnie, a my musimy koniecznie to paskudztwo żreć? Precz z podagrycznikiem!
  • @DelfInn 12:44:55
    Pogrzebalicznik poczuł się pogrążony i zdekonspirowany. Tak się maskował, a oni odkryli jego prawdziwe korzenie. Los ordynarnego podagrycznika jest smutny. Zrobią z niego jakąś sałatkę. Może barszcz. Albo uzyją ma maseczkę dla jakiejś wstrętnej staruchy. Dobrze, że chociaż bydła nie będa skarmiać.

    Postanowił się nie dać i zdwoił wysiłki w opanowaniu ogródka.
  • @jazgdyni 11:34:57
    Kiwając się - już zupełnie nie filozoficznie - nad magdalenką, Gloria posłyszała nagle jakieś dziwne odgłosy w salonie: ni to śmichy, ni to chichy, jakieś szurgoty, ciężki odgłos z fotela oraz syki Rudego i Molę Róża. Pinczerki, jak zwykle, spały, licząc na Hrabiego, zazwyczaj odganiającego od swoich ulubieńców nawet muchy, nie mówiąc o pchłach.
    Wpadłszy do salonu - stanęła jak wryta. Dobyła z zakamarków pamięci skromny, dworski ukłon - jakże nieprzydatny w tych chamskich, prostackich czasach! - dygnęła i schyliła głowę, mówiąc: "Najjaśniejszy Panie... co za zaszczyt..."
    - Pogięło cię, Glorka? - usłyszała z głębokiego fotela, w którym siedział rudy małpiszon bez ogona, bawiący się glockiem. - Toż to herszt bandy tamarynów, a nie żaden Najjaśniejszy Pan!
    - Oł??? - zdziwiła się Hrabina.
    - Zwiały wczoraj z Zooschwitz i von Targow prosił, bym gnojki odszukał, bo Helga jest zajęta wylinkami. No i mogłaby straszyć na mieście, sama wiesz... To odszukałem - a cóż to dla mnie! ha! ha! ha! - i w drodze powrotnej wpadliśmy do ciebie, bo było blisko.
    - A wiesz - Gloria w końcu rozpoznała naszego legendarnego ooO w przebraniu maskującym - A wiesz? To się świetnie składa! Zaraz przyniosę magdalenkę! - ucieszyła się.
    - Ty jakaś męcząca jesteś z tą magdalenką, ale dobra, dawaj to ciacho - może mi się te cholerne małpiszony nie rozlezą na boki - westchnął zrezygnowany ooO i przerzucił glocka do drugiej łapy.

    W tym momencie pipnął nadajnik. Wysłuchawszy wiadomości, ooO zerwał się na nogi, wrzasnął: "Małpy! Do domu!" i rzucił się do drzwi.
    - Oł? - zdziwiła się Hrabina po angielsku, było to bowiem po jubileuszu królowej.
    - Ja temu von Targowowi nogi z dupy powyrywam! Goreeeeeeeee!!!!!!!!!! - ryknął ooO i już go nie było. Dla pewności ostatnią z watahy karnie galopujących przed nim małp trzymał na czubku buta.

    Po chwili zadzwonił telefon i Madame Silvanne szlochała w słuchawkę: Ty wiesz, Glorka, ty wiesz?!!! Von Targow wywala tę małą foczkę do morza! Wyobrażasz sobie? D O M O R Z A !!! Taką małą!!!! D O M O R Z A !!! - zanosiła się Silvanne.
    - Oł? - zdziwiła się Gloria.

    Rozmowę przerwał dziwny szelest, wyraźnie słyszalny w słuchawce: to pogrzebalicznik, zasilony wedle rady ooO superhumusem, właśnie wpełzał był do pokoju i oplatał kable, robiąc przy tym obraźliwe miny.

    Madame Silvanne zadymiła podwójnie, a nawet potrójnie: z powodu upału w loży VIPów, z powodu oczywistego dymienia w sytuacjach, które ją wqurzały i z powodu napędu własnego. Który przełożyła na wspomniany już, podręczny miotacz ognia i z impetem ruszyła przed siebie. Żeglarz Bałt w ostatniej chwili uratował telefon przed pożogą. Bowiem Drodzy Czytelnicy, telefon w latach pięćdziesiątych to było HO! HO! A nawet więcej.

    "Doprawdy, nie zaznał przygód, kto nie służył w marynarce!" - rozmyślał Żeglarz Bałt, tuląc cudem ocalony przed furią Madame Silvanne aparat.

    - Oł? - zdziwiła się ponownie Gloria, widząc wyłaniający się ze słuchawki zielony pęd, wyraźnie penetrujący okolicę.

    Tymczasem, w pobliskiej piaskownicy, Ewcia, Hania i Marzenka postanowiły położyć ostateczny kres chemicznym doświadczeniom Januszka. Ewcia dyskretnie odkopała ostatni handgranat, czujnie przysypany w rogu piaskownicy w wiadomych już nam okolicznościach i wykorzystując odwołanie Januszka przez nianię na truskawki ze śmietaną, dziewczynki zakradły się do szopki, w której Januszek mieszał te swoje mikstury - i wcale już nie chciał się z dziewczynkami bawić w sklep! - a następnie cichcem podlewał tym świństwem okoliczne ogródki.

    - Padnij! - rozkazała Ewcia, obeznana doskonale z handgranatami.
    Następnie wyciągnęła zawleczkę i cisnęła granat w czeluść szopy.

    Huk - hukiem, ale smród, który rozniósł się po okolicy, był nie do wyobrażenia!
    Co ułatwiło wpełznięcie do Gdańska rudego reraka - nikt tego nie zauważył i nie poczuł!!!

    Przerażona niania zamknęła wszystkie okna i teraz Januszek mógł tylko wygrażać bezjedynkówkom pięściami.
    Pokazały mu język, naturalnie.
  • @sigma 13:28:38
    "Działanie i zastosowanie: Roślina posiada działanie słabe uspokajające, moczopędne..."

    Ewaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!! Nie zbliżaj się do tego świństwa przed treningiem! Nigdy we wtorki i w piątki!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • @KOSSOBOR 13:55:47
    Mnie się spodobał ten kawałek: "Świeże liście przykładane na rany powodują szybsze ich gojenie się"... i bąć tu mondry i pisz wierszem, fiu... ;)))
  • @KOSSOBOR 13:49:14
    Foka to takie miłe zwierzątko u nas. Ale nie radzę ci poruszać się po Skandynawii i wykrzykiwać: foka, foka !.
    Usunięcie z towarzystwa i aplauz przejeżdżających bajkersów to będzie najmniejsza kara. Pewnie mandat za obrazę też.
  • @KOSSOBOR 13:55:47
    Cwany podagrycznik działa nawet zdalnie poprzez fluidyzację i presję psychologiczną. A presja psychologiczna z kolei działa na trzewia i ostatni odcinek jelita grubego.
    Taki wredny/
  • @sigma 13:28:38
    Czy ja wiem? Skoro alternatywą są oczyszczające maseczki...;)
  • @sigma cd
    Właściwie to nawet taniej budżetowo wyjdzie. Co za oszczędność na wodzie i energii! Ot, jesteś brudny, po pracy czy też tak powiedzmy po konnym spacerze i musisz się oczyścić a w kieszeni - pusto... Co wtedy, dumasz? Ano, nic prostszego - ot, hyc w sigmowy ogródek i dawaj się tarzać w podagrycznika chwaszczach, kłączach, liściach, kwiatach, zwojach i oto już wychodzisz oczyszczony! No, tak po tygodniu, ma się rozumieć. Bo z chwastami nie ma lekko...
  • @jazgdyni 14:23:46
    Nie wiem, co znaczy po ichniemu "foka", ale własnie się dowiedziałam, że Brad Pitt tez nie ma się co zjawiac we Szwecyji, a jeżeli już, to lepiej, żeby się nie przedstawial. Dwuznaczne usmieszki za plecami i chichoty ma wtedy zapewnione.
  • @KOSSOBOR 13:55:47
    Madame Silvanne jak co dzień umaiła kapliczkę - tym razem kosaćcami, barwinkami i margarytkami - starając sie podczas zbierania owego kwiecia omijać wzrokiem podagrycznik i się mu uporczywie a obraźliwie nie odkłaniać. Dopóki bowiem nie zostały nawiązane między stronami stosunki towarzyskie, mogła cholernika gonić z ogrodu; jednak gdyby - nie daj, Panie - zdołał dopiąć celu i zostal jej przedstawiony - musiałaby go znosić, a może nawet polubić. Niedoczekanie!
  • @DelfInn 14:39:01
    Jak przyjedziesz, możesz tę metodę wypróbować;) No i cerę potem będziesz mial jak anioł. Już nie mówiąc o tym, jaki będziesz uspokojony. A tempo przemiany materii wzrośnie do tego stopnia, że ledwo zdążysz coś włożyć z jednej strony, już wyleci z drugiej! A już co do podagry - śladu po niej nie zostanie.
  • @DelfInn 14:39:01
    Tapir tarzał się właśnie w podagryczniku celem oczyszczenia cery, czasami z nudów wygrzebując i wtrajając jaką cebulkę papuziego tulipana. Musiał podreperować prezencję, bo szykowała się koronacja! Do trąby mu było w czerwonym, więc byl nie od tego. Stare exposé, które przyszykowal sobie, kiedy mial zostać prezydentem blogosfery, będzie jak znalazł!
  • @sigma 15:03:34
    A nie, dziękuję! :)) Dodałem to jeno względem tej sałatki witaminowej, co jej bydło nie chce żreć - alternatywą jest opisana maseczka oczyszczająca, no masakreczka - czegóż to nie zrobi dla zdrowia urody człowiek, to się o tym bydlętom nie śniło! :)
  • @sigma 14:52:51
    Von Targow zacierał ręce, rumieniec antycypacji pokrywał jego lico. Z ekscytacji podskakiwał sobie w miejscu.
    W terrarium, zanurzony po uszy w wodzie siedział jego najnowszy nabytek i łypał złośliwie oczami, całkowicie pozbawionymi powiek. Poruszył się, jakby trochę bokiem. Pyton Mirek wysoko na gałęzi rozmarzył się - ładny kotlet. Ale natychmiast się zreflektował, dobrze wiedział, że gdyby coś niechcący się przytrafiło, to von Targow kazałby go wypchać.

    Zakochany dyrektor nie potrafił oderwać wzroku - to była pierwsza w Polsce pipa americana.
  • @sigma 15:03:34
    Takie trawienie nazywa się przejście grawitacyjne i trzeba uważać na stopy.
  • @jazgdyni 19:22:13
    Mała, już teraz morska foczka miała umocowaną, przez naszego fajnęgo kolesia prof. Pt, etc Krzysia Skórę, małą antenkę na grzbiecie.
    Opinia publiczna usłyszała, ze to po to by śledzić jej trasę i harce.
    Ale to nie prawda. Foczka przeszła intensywny kurs hebrajskiego i jako nośnik ładunków nuklearnych skierowana została do Hajfy. Anteną będą przychodziły rozkazy od Goldy albo Izaaka.

    "Może w Hajfie niepoznany
    słodkie hoduje banany".
    O kim to?
  • @jazgdyni 19:20:52
    OZu! Proszę natychmiast wyjaśnić, co to znaczy foka u norek, jak również Brad Pitt. O pipie a. nie wspominając!!!
    No zupełnie nie wiem, o czym mówimy! Kompletny dyskomfort psychiczny!
  • @jazgdyni 20:05:44
    No taaaaaaa.... Powiedz to Madame Silvanne................... Toż nie utulimy kobity!

    A wtedy to nie był Mosze? Dajan znaczy.

    http://www.gazetakaszubska.pl/temat/prof-krzysztof-skora - no popatrz, już sam wygląd Profesora kwalifikuje Go do Dilettanti :)

    To kiedy jedziemy cało kupo do Fokarium? Jesienio? Wrzesień jest OK. Zwłaszcza na Półwyspie, po sezonie.... Spleennnnnnnnnnnnnnnnnn..........
  • @jazgdyni 20:05:44
    O Bin Ladenie, jeno zmieniłeś mu miejsce pobytu.
    Ty przestań obciążać niewinne stworzenie jakimiś kretyńskimi zadaniami na rzecz różnych parszywców.
  • @KOSSOBOR 20:31:17
    Na półwyspie też są krzaki dzikich róż. I w Brzeźnie koło plaży. Ale wciąż zimno, psiakostka.
  • @KOSSOBOR 20:25:03
    Wstydź się! Takie świństwa cie interesują !

    Kąt ostry? No/!
  • @sigma 20:31:47
    W dobie postępu i utylizacji, gdzie "każdy kłos na wagę złota", nie możemy pozowlić, by nasi (i wasi) wychowankowie, tak bez wdzięcznego odpłacenia się, żegnały się z nami.

    To tylko jedna bombka i bum.
  • @sigma 20:33:54
    A naleśniki z kwiatu czarnego bzu próbowałyście robić?
  • @jazgdyni 21:03:24
    Są jeszcze z kiścią kwiatu akacji, ale po zjedzeniu człowiek czuje się jak po brzozówce.
  • wielkie wyjście
    Cher cusine Alphonse był umówiony z pewną damą na małą kolacyjkę w przytulnej restauracyjce opodal Rynku. Od samego rana był najwyraźniej podekscytowany, pogwizdywał pod nosem i sprawdzał swoje odbicie w lustrze. Wpadł do niego koło południa tapir. Rozwalił się na otomanie i zapalił skręta.
    Zuważył dziwne podniecenie Alphonsa i zapytał
    - Czy nie mógł byś tak na chwilę usiąść i porozmawiać z człowiekiem.
    - Nie - odparł Aphonse.
    - Właściwie nie mam czasu, bo dzisiaj jestem umówiony na mieście z pewną apetyczna damą. Jestem taki podniecony.
    - Nie wariuj - powiedział tapir lustrując uważnie Alphonsa.
    - Wlaściwie powinieneś wpaść do Gienka, aby trochę cię podstrzygł i ogolił.
    - Co, jest aż tak źle - zaniepokoił się Alphonse spoglądając na zegarek.
    - Masz sporo czasu i jeszcze zdążysz, więc biegnij, a ja zaopiekuję się twoimi kwiatkami - powiedział tapir, ukradkiem oblizując się.
    Świeżo ostrzyżony i wygolony cusine Alphonse po powrocie do domu aż załamał ręce, bo wszystkie kliwie, hiacynty i noliny były powyrywane z doniczek i pozbawione cebulek. Sprawca zbiegł z miejsca przestępstwa.
    Alphonse szybko posprzątał ślady zbrodni i kiedy odkręcił wodę, aby umyc się usłyszał charakterystyczny dźwięk dochodzący z kranu, a świadczący o tym że ciśnienie wody w kranie znowu spadło i z mycia nici.
    Spojrzał na zegarek. Do spotkania były juz tylko trzy kwadranse. Co robić?
    Zgarnął wszystkie potrzebne rzeczy i pobiegł do Glorii. Wpadłszy, wyłuszczył jej powód swoich odwiedzin i po uzyskaniu zezwolenia wpadł do łazienki. Po dokonaniu ablucji zerknął na półkę z kosmetykami hrabiego. Stały tam różne markowe wody, których nasz zestresowany Alphonse, chowany na "Prastarej" nie znał. Nie wiele się namyślając skropił się obficie chyprem, ubrał i nieziemsko zadowolony wyskoczył z łazienki. W tym samym czasie do domu wrócił hrabia. Rozdziewając się w sieni pociągnął nosem i zdumiony zawołał:
    - Glorio, czy to czasem bomba nie pierdolnęła w perfumerię?
    - Ależ nie - odparła Gloria - to cheh cusine Alphonse wypachnił się twoim chyphem, bo biedaczek nie miał w domu wody i przyszedł dokonać ablucji u nas. Wiesz ma dzisiaj ważne spotkanie na mieście z jakąś damą.
    - Czy rzeczywiście aż tak to śmierdzi? - zapytał zaniepokojony Alphonse.
    - Co teraz zrobić? Poradźcie!
    Hrabia zaordynował powtórną kąpiel, ale tym razem bez zlewania się pachnidłami.
    Alphonse rad nie rad wskoczył do łazienki i ponownie wykąpał się. Juz gotowy do wyjścia został pochwalony przez Glorię za zdecydowanie bardziej dyskretny zapach. Pożegnał się szybko z hrabiostwem i wybiegł na spotkanie z tajemniczą damą.
  • @sigma 20:33:54
    W Brzeźnie są na wydmach, za drutami. No i to jest bardzo publiczne miejsce - głupio będzie.
  • @jazgdyni 20:58:02
    Już siedzę w kącie ostrym, ale pytam dalej, naturalnie.
  • @tadman 22:26:18
    - Choleha, nawet nie skosztował magdalenki! - westchnęła Gloria tracąc już wszelką nadzieję.
  • @KOSSOBOR 23:01:47
    Odtrącona magdalenka wkurzyła się okropnie. Zwinęła papier listowy z empirowego sekretarzyka Glorii i ogryzek kopiowego ołówka, i chowając się w pakamerze zaczęła pisać.

    Do egzekutywy przy MZBM Gdańsk Letnica
    w/m

    Ja, Magdalenka zamieszkała przy ulicy Wypiek Cukierniczy 4 niniejszym donoszę, że w ww. lokalu...

    W tym momencie do pakamery weszła hrabina.
    - Co tak siedzisz tu po ciemku. Proszę wyjdź i chodź do salonu, bo właśnie przyszli goście. Czująca się troche nieswojo Magdalenka schowała pod bielizną rozpoczęte pismo i poszła do salonu, nie zdając sobie sprawy na jakie naraża się niebezpieczeństwo.
  • @KOSSOBOR 22:56:25
    Ja ci nie powiem. Nie i nie. Te resztki dobrego wychowania jescze zachowałem.
    Poproś Ewcię. Między dziewczynami to jakoś naturalniej.
  • @jazgdyni 17:59:01
    - Taaaa....- głośno westchnął o:0 - tu będziemy mieli problem...

    Chyba po raz pierwszy w życiu agent poczuł się poważnie zaniepokojony.
    Wiadomość przekazana przez pytona, który również zarządzał zespołem tajnych laboratoriów, w tym analizy chemicznej, przyniosła doprawdy straszną prawdę.
    Analiza smrodu który roztaczał ryży inkub, a także smrodu pozostałych inkubów, które rozpełzły się po kraju była tragiczna. Próbki dostarczone w wolach gołębi grzywaczy, po analizie wykazały, że te dranie Sorokin i Werner użyli mieszaniny produktu IG Farben Verdumt B4 i ruskiego z Instytutu Mendelejewa Odurman Sierioznyj. Rezultat był zastraszający.
    Ten potworny smród, nawet w minimalnym stężeniu pojedynczych ppm-ów, otumaniał i odurniał wszystkich, którzy się z tym zetknęli.
    Wkrótce spore grupy naszego społeczeństwa zostaną skażone i odurnione. Wówczas będzie można z nim zrobić co tylko się zechce.

    Efektem ubocznym zatrucia była znaczna predylekcja do potraw smażonych na grillu i skłonność do nadmiernego picia piwa.

    - Taaaa....- głośno westchnął o:0 - tu będziemy mieli problem...
  • @jazgdyni 10:21:04
    Wrzucam tu historyjkę, którą przyjaciele podsyłają pocztą:


    Syndrom Starczego Braku Skupienia

    Przejawia się on następująco:
    Decyduję się na podlanie ogrodu.
    Kiedy rozwijam wąż do podlewania ogrodu, patrzę na mój samochód i stwierdzam, że wymaga umycia.
    Kiedy udaję się po kluczyki do samochodu zauważam leżącą na stole pocztę i rachunki, które wcześniej wyjąłem ze skrzynki.
    Postanawiam przejrzeć pocztę przed umyciem samochodu.
    Kładę kluczyki na stole i wrzucam reklamy do kosza i zauważam, że jest pełny.
    Decyduję się odłożyć rachunki i opróżnić kosz.
    Wtedy przychodzi mi na myśl, że wychodząc z koszem do śmietnika będę blisko skrzynki pocztowej więc mogę najpierw wysłać rachunki płatne czekiem.
    Biorę do ręki leżącą na stole książeczkę czekową i stwierdzam, że został mi jeden czek. Nowa książeczka czekowa jest w biurku w gabinecie.
    Wchodzę do gabinetu a na biurku stoi puszka Coca Coli, którą niedawno piłem.
    Stwierdzam, że Coca Cola jest ciepła i trzeba ją wstawić do lodówki.
    Idąc do kuchni z Coca Colą w ręku zwracam uwagę na kwiaty na parapecie wymagają podlania.
    Odstawiam Coca Colę na parapet i odkrywam leżące tam moje okulary, których szukałem od samego rana.
    Postanawiam, że lepiej będzie jeżeli je zaraz położę z powrotem na biurko, ale najpierw podleję kwiaty.
    Odkładam okulary na parapet i idę do kuchni po wodę. Nagle zauważam pilota telewizyjnego. Ktoś zostawił go na stole kuchennym.
    Zdaję sobie sprawę, że wieczorem kiedy będziemy chcieli oglądać telewizję będę znowu szukał pilota i nie przypomnę, że jest na stole kuchennym. Decyduję się położyć go na miejsce przy telewizorze. Tam gdzie powinien być. Ale najpierw podleję kwiaty.
    Przy nalewaniu wody do dzbanka wylewa się trochę na podłogę. Odkładam pilota na stół, biorę szmatę i wycieram podłogę.
    Wracam do pokoju i próbuję sobie przypomnieć co ja właściwie chciałem zrobić.
    Pod koniec dnia:
    Ogród jest nie podlany
    Samochód jest nie umyty
    Rachunki są nie zapłacone
    Puszka ciepłej Coca Coli stoi na biurku
    Kwiaty są suche
    Jest tylko jeden czek w mojej książeczce czekowej
    Nie mogę znaleźć pilota telewizyjnego
    Nie mogę znaleźć moich okularów
    I nie wiem co zrobiłem z kluczykami od samochódu
    A kiedy zastanawiam się dlaczego dzisiaj nic nie zostało zrobione jestem naprawdę zdumiony bo wiem, że przez calutki dzień byłem bardzo zajęty i jestem rzeczywiście zmęczony. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to poważny problem. Mam jeszcze prośbę. Przekaż tę informację wszystkim, których znasz, bo nie pamiętam komu ją już opowiadałem.

    Nie śmiej się, jeżeli to nie jesteś Ty, Twój dzień nadchodzi!!!
  • @jazgdyni 11:14:52
    - Jak do tego kurwa doszło ?!?! - Pieklił się agent na cały głos. - Dlaczego ja nic nie wiem!?
    Tapir jeszcze nigdy nie widział go tak wkurzonego.
    - Srutu tutu, starsi bracia itepe. Oraz przyjaźń polsko - żydowska i Józiu Cyrankiewicz. To są moje foki !!! Broń specjalna najnowocześniejsza na świecie.- Wydzierał się nadal. I pomyślał - muszę natychmiast pogadać z Mośkiem, tym farbowanym jednookim lisem, kibucnikeim, nie, to już lepiej z Goldą, chociaż nie, z Ukraińcami też się ciężko gada, tak, najlepszy będzie Icek Jeziernicki, to kolega po fachu i szamirsko zdolny; zrobi karierę.
    Chwycił za telefon - Icek to ty?
    - A kto mówi?
    - Jeżeli to nie Icek, to po co ci wiedzieć.
    Po wymianie zwyczajowych, wstępnych grzeczności o:0 wyłuszczył mu problem. Jakieś nieustalone krętackie mendy, dały się przekupić i sprzedają naszą najlepszą uczennicę Mośkowi. Tak się nie robi! To nie jest interes tylko bandytyzm. Przecież my krajanie z grodzieńskiego nie będziemy sobie świństw robić. Byłem na twojej bar micwie i wiem gdzie przechowywany jest ten napletek. Konkretnie u mnie w słoju. Chyba nie chcesz, żeby moi ludzie ci go z powrotem przyszyli. Wpłyń natychmiast na tego jednookiego kibucnika, aby wycofał się z transakcji. Elegancko i z godnością. Bo choćby nie wiem co, to do transakcji nie dojdzie, gdyż foczka ma wszyty ładunek autodestrukcyjny, a JA wiem jak go uruchomić.
    - Aj, waj o:0, spokojnie, przecież jesteśmy przyjaciółmi, czyż nie? A ja przez te wszystkie lata zastanawiałem się, kto ten napletek podpieprzył. Wiesz co? Kupię go od ciebie. Mamy takie śliczne pomarańcze w tym roku.
    - Ty mi tu nie chrzań o pomarańczach, tylko pomyśl jak zażegnać kryzys. Jak wam Moszego załatwię, to macie kłopot z Egiptem. A napletka i tak nie dostaniesz. Jak nie będziesz współpracował w interesach, to wystawię go u Sotherbego za niezłą gotówkę. Przy okazji będziesz miał darmową reklamę, ha, ha. Pomyśl co rebe Rosenzweig powie. A Menachem i Golda to się posikają po nogach.
    - Nie mów tak; kolega tfu. Co z tobą jest? Ani zarobić, ani stracić!
    - Masz dosłownie dzień - odpowiedział o:0 - a potem uruchamiam procedury.

    Szamir zbladł. Czego, jak czego, ale procedur bał się okropnie.
  • @jazgdyni 09:43:54
    Poproś Ewcię.... ha,ha, ha!!!
    Ewcię? ? ?
    Dzisiaj powiedziałam: Zobacz, Ewuś, jaki Sajka /Sayonara - taka kobyła/ ma bebzun! A Ewuś, patrząc na tłusty brzuszek Sajki, zapytała: A co to jest bebzun?
    No.
  • @jazgdyni 11:14:52
    Piękne!!!
  • @jazgdyni 13:22:38
    O w mordę.....................................
  • @KOSSOBOR 15:25:39
    http://jeznach.nowyekran.pl/post/63817,nazwisko-jak-penis

    Ale o fokach nic;(
  • @KOSSOBOR 15:25:39
    Dlaczego się tak zimno zrobiło?! Jeszcze na koniach było całkiem znośnie, a teraz mróz;(
    O bezbunach nic w internecie ni mo;(
  • @KOSSOBOR 15:32:14
    A, dałam odpór na chamskie oskarżenia GPSa - uprzednio znalazłszy tę notkę, pod którą się ścięliśmy - dałam linka; oczywiście chodzi znowu o Waldemara M. o pczywiście, prezydenturę blogosfery. Robi się ciekawie:
    http://archiwum-y.nowyekran.pl/post/57040,pytania-do-kandydatow-na-prezydenta
  • @tadman 21:47:48
    Tadziu, Twoje podanie o przyjęcie do K.D. jest cudne:)))
  • @tadman 00:11:10
    Kot mulę róż akurat bawił się sam ze sobą w chowanego, kiedy pod bielizną znalazł rozpoczęty donosik Magdalenki. Niewiele myśląc rozsiadł się na kanapie, pióro zanurzył w kałamarzu i kontynuował zbożne dzieło:
    Ja, kot mulę róz, nie otrzymałem na metrażu zajmowanym przez obecne tu hrabiostwo, przydziału na swoje 6 (słownie: sześć) metrów kwadratowych, co niniejszym zażalam. Donoszę ponadto, że z tego, co mi wiadomo, rudy i pinczery też nie mają ani przydziału ani meldunku. Ditto kanarek.
  • @sigma 16:28:08
    Prośbe o przydział uzasadniam chęcią założenia rodziny, co w marcu jest nader zasadne. Nb.rudy też zamiarowuje, ale se jeszcze nikogo nie upatrzył. Co do pinczerów i kanarka nic mi nie wiadomo.
  • @sigma 16:16:55
    eetam cudne. jażem odłożył pozłotkie na półkie i żem napisał jak czuje. my tłumoki przez igielne pchać sie nie bedziem.

    mnie szczególnie podoba się konstrukcja "ja na tym polu to dobry jestem w te klocki"; ma gówniarz czucie języka. :D

    dzięki :)
  • @sigma 16:09:14
    Jeznach jest the best.
  • @sigma 16:11:38
    Ledwo wróciłam - poleciałam z rzęsą do stawiku. A kocice - ledwo otworzyłam drzwi - poleciały do chałupy. Już było dojmujące zimno!

    A tam, w internecie! A o druhu Boruchu jest?!

    Bebeeech, bebzuuun - toć samo się kojarzy! Noż kiedy ja Cię zdeprawuję?!
  • @KOSSOBOR 18:08:11
    Tak, tak sigmo. Panie mają setki pieszczotliwych okresleń. Sam mógłbym ze dwadzieścia wymienić.
  • @sigma 16:28:08
    Wiecie czemu koty regularnie siedzą przed oknem? Nie dla krajobrazu, czy słoneczka.
    Rozwiązują filozoficzną zagadkę wszechświata. Nie mogą zrozumieć szyby !
    Nic nie ma, a wyjść nie mogą! Czyli są dwa wszechświaty. Tu i tam. Można być albo tu, albo tam. Nie można być jednocześnie tu i tam.
    To kocia interpretacja zasady nieoznaczoności Heisenberga.
    I człowiek Schroedingera w jednym (my mamy kota Schroedingera, one mają człowieka).

    Słuchajcie, te niby spokojne przesiadywanie przed oknem to według ich pani takie bule co. A to są dla kociej nauki epokowe momenty.
    Pewnie się zorientuje dopiero, jak jej koty znikną w czarnej dziurze, albo przejdą do części falowej struktury, ze zwykłej korpuskularnej.
    Ciekawe, jak ona takie falowe koty zamierza karmić?
  • ZMĄDRZELI
    Nie wychodzili na ulice żeby się dać pałować, gazować i zamykać.
    Mieli w dupie styropianowe "martyrologię" i łzawe ballady "bardów" rewolucji.
    Nie chcieli by im zapalano znicze.

    Dogadali się z paroma mundurowymi, który zostało jeszcze trochę oleju we łbie, na tyle by widzieć że dalej to już równia pochyła.

    Przygotowali się dobrze.
    Popracowali ostro nad danymi.
    Nie żałowali potu na szkoleniu.

    A potem ...

    Jednej nocy powyciągali pięciuset skurwysynów z łóżek , związali, zakneblowali i zamknęli pod strażą w remizie.

    Rano kraj był już wolny, kto powinien - wygłosił stosowne orędzie do narodu i powoli wszystko zaczęło się porządkować.
  • @Ptasznik z Trotylu 21:18:55
    Rany...... Marzyciel...........?Grzybki już sie na łąkach pokazały?
  • @jazgdyni 21:25:36 + Ptasznik z Trotylu 05.06.2012 21:18:55
    A co, już pomarzyć nie wolno? Tyle już czasu trwa ta granda.
    Przypomina się tylko cytat z mędrca Europy, który musial miec podobne wrażenie, choć z drugiej strony barykady;):
    "To są ostatnie godziny naszych pięciu minut."
  • @sigma 21:40:16
    A kto to do mnie piszczał, jak myszka w potrzasku: nie mozemy tego, nie możemy tamtego...... nie możemy dać się sprowokować. Trzeba siedzieć cicho.
    Czułem się jak by mi ktoś cugle założył.

    Pomarzyć można ;()()
  • kip smajling
    http://www.youtube.com/watch?v=0lp_6nLf_AE&list=FLuXZ5YdYDOIQUertFMc8oyw&index=1&feature=plpp_video
  • @jazgdyni 21:55:52
    La donna è mobile ;)))
  • @jazgdyni 20:27:57
    Nie, no nie wymieniamy.
    Poza... Otóż dzikie paroksyzmy śmiechu zawsze wywoływał u mnie "wacek". Całkowicie aerotyczne.

    Pardon. Już siedzę w kącie ostrym.
  • @jazgdyni 20:37:36
    Jak używasz takich wyrazów, to ja nie jestem pewna, czy Ty nie chcesz mnie przypadkiem obrazić, co?!
  • @Ptasznik z Trotylu 21:18:55
    Rozwiązali wszystkie partie.
    Jednym pociągnięciem noża wywalili wszystkie wypociny sejmowe na czele z konstytucją.
    Etc.....
  • @tadman 17:47:11
    Ale Tadziu, przeklej to, proszę, tutaj! Bo nam umknie i nie będzie wiekopomne etc..
  • @KOSSOBOR 00:06:10
    No czy ty się szaleju najadłaś?! JA - kogoś obrażać? Szczególnie Ciebie?!

    Obrażający to ja tylko mogę być za kierownicą. Wiesz jak się wtedy człowiek zmienia. Ale zapewniam, ze nigdy jednocześnie nie prowadzę i piszę. Taki Napoleon to ja nie jestem.
    Użycie wyrazów uważanych za brzydkie jest uzasadnione, jeżeli jest kontekstowo niezbędne.
    Jakoś jestem przekonany, że sigma potrafi kląć jak szewc, gdy nikt nie słyszy. A reszta nas, w tym Ty?
  • @KOSSOBOR 00:10:00
    I na to wszystko wkraczamy my z tapirem.
    I referendum ogólnonarodowe.
    Tapir prezydentem czy królem?
  • @jazgdyni 05:18:53
    No wiesz... taka, dajmy na to, "interpretacja zasady nieoznaczoności Heisenberga" i temu podobne świństwa, które przytoczyłeś, wprawia mnie publicznie w konfuzję.

    Ewcia nie klnie! Naprawdę. To ja klnę. Ale nigdy, przenigdy nie mówię o przechodzeniu ze zwykłej struktury korpuskularnej do falowej! No fuj!!!
  • @jazgdyni 05:20:23
    Królem, natu"rlich.
    Chociaż może prezydentem?
    Cholera go wie.
    i nas.

    Na tych elekcyjnych to w zasadzie średnio wyszliśmy. Na przykład taki Ciołek, z przeproszeniem...
    Jakże cierpieć musieli tamtejsi Polacy, mając takiego gnojka, wyciągniętego z wyra Katarzyny /Katarzyna: dwa w jednym: Niemcy + Rosja/ za króla. Klasyczny inkub, zauważ. Chociaż pudrowany i perfumowany. Że też ręka zadrżała zamachowcom...
  • @KOSSOBOR 08:53:32
    Wstyd mieć ciołka w herbie - to już lepiej muła. I nazwisko też raczej wstydliwe.
    ..................................

    Podagrycznik cichcem, krok po kroku, centymetr po centymetrze, swoimi smoczymi, podziemnymi pędami zbliżał się do stanowiska bzów. Aż wreszcie korzenie splotły się w miłosnym uścisku. Owocem tej miłości mimo woli, został pan ogrodów i nieużytków, bzydagrycznik wyniosły.
  • @jazgdyni 09:08:26
    Który panieńskim rumieńcem pałał.
  • @KOSSOBOR 09:16:49
    A takoż szalonym uczuciem oraz żądzą odwetu. Na szczęście tymi ostatnimi uczuciami pałał wobec dwóch odmiennych podmiotów, bo inaczej by zwariował. Lub popadł w schizofrenię. Chociaż w porównaniu ze schizofrenią zawodową agenta O;o:o to i tak była betka.
    Otóż cichym lecz wiernym uczuciem pałal on do bzdykaczki - była to typowa dla kaczuszki i maka przypadłość, jeno ukierunkowana odwrotnie - niewykluczone,że wskutek doświadczeń cyborga. Ilekroć zoczyl przedmiot swej namiętności, pałał również panieńskim rumieńcem, oczywiście.
    Natomiast żądzą odwetu pałał do Madame Silvanne, z przyczyn oczywistych.
  • @sigma 10:27:44
    Pałanie jest bardzo niebezpieczną emocją. Zaklasyfikowaną do zaburzeń kompulsywno - obsesyjnych. Oczywiście, ze jest to generalnie zaburzenie kobiece. Potrafią one pałać do nowej torebki, do siedzenia na kobyle, do lodów Haagen Dazs, do zmuszania faceta, aby się ogolił, do kocurów i pięknego ogródka.
    To są pałania oboczne, poza głównymi, jakimi są pałanie miłością i pałanie nienawiścią.
    Nie mylić z pałowaniem, która to czynność jest zdecydowanie męska i umundurowana.
  • @sigma 10:27:44
    O nieszczęsny!!! Ten bzydagrycznik, znaczy. Nie miał jeszcze bladego nawet pojęcia o tym, że jak Madame Silvanne zapała i to zapała na zasilaniu własnym to.... to klękajcie narody!!!
    I nawet nie ma już "ratuj się, kto może" !
  • @jazgdyni 11:11:30
    OZu, Ty znowu jakieś świństwa kompulsywno - obsesyjne! I to z rańca, o 11.11!!!
  • @KOSSOBOR 14:23:33
    Jeno ręka noga, mózg, odnóżka, kiełek i korzonek na ścianie!!! O ile, naturalnie, wcześniej nie załatwi bzydagrycznika wyniosłego miotacz ognia Madame Silvanne.


    @ OZu.

    Bzydagrycznik wyniosły pałając kompulsywno - obsesyjnie panieńskim rumieńcem, nieumiejętnie interpretując zasady nieoznaczoności Heisenberga, przeto nie mając nawet pojęcia o możliwościach Madame Silvanne, ale za to mając kota Schroedingera w zanadrzu, przeszedł częściowo ze zwykłej, korpuskularnej struktury do struktury falowej.

    Co poważnie zaniepokoiło tapira, bowiem pora była przedobiednia i tapir wyraźnie odczuwał czarną dziurę w żołądku.

    To, że u tapira odczucia te występowały kompulsywno - obsesyjnie i z uregulowaną częstotliwością /śniadanie, podkurek, obiad, podwieczorek i kolacja, a także małe conieco przed snem/ - nie musimy tu chyba dodawać?

    Podobnie kompulsywno - obsesyjne odczucia oraz przechodzenie od struktury falowej do korpuskularnej występowały u tapira, gdy ścieżką wzdłuż foczostawu truchtała Brunhilda, rozkosznie kręcąc krągłym zadeczkiem i pogryzając mlecze.
  • @ All Dilettanti
    Wpadnijcie do Circ koniecznie. Wyszła z więźnia...
  • @KOSSOBOR 20:31:36
    Jasny gwint! Daj na priv, o co biega, bo to rozum staje! Circ w pudle - to w takim razie nikt się już nie ostoi.
  • @sigma 22:51:15
    Wejdźcie na jej blog - dwa ostatnie posty.
  • @KOSSOBOR 14:27:07
    Dokładnie o 11:11:30.
    Bądźmy precyzyjni.
    Świat jest generalnie świński.
  • @sigma 22:51:15
    Co się porobiło?
    Wiesz coś więcej?
    Już lete szukać....
  • @jazgdyni 08:13:35
    Już z Circ wymieniłem uściski.
    Dzielna dziewczyna....
  • tadman
    Królowa od rana biegała po pałacu usiłując znaleźć jakieś miejsce nie zajęte przez psy, gdzie by mogła złożyć swój dostojny derrière i wypić poranną kawkę. Niestety, wyścig do ostatniej wolnej kanapy o krótki pysk wygrał tapir. Z westchnieniem pełnym rezygnacji i typowo angielską flegmą królowa zadzwoniła na służbę i zaordynowała śniadanie do łóżka. Kiedy jednak wróciła do sypialni, oniemiała. Jej wspaniałe łoże z baldachimem chwiało się niebezpiecznie na wytwornych nózkach zakończonych lwimi łapami. I nic dziwnego. Na środku pierzyny spoczywała błogo Brunhilda, która własnie usiłowała podsunąć sobie pod łeb poduszkę. Na jej widok Brunhilda z zadowoleniem chrząknęła i wskazała znacząco okiem. Królowa z pewnym trudem wcisnęła poduszkę pod spasiony łeb, po czym zrezygnowana przycupnęła na stołeczku. Kawa i tak wystygła, więc chyba najlepiej będzie od razu pójśc na spacer. Może nie wszystkie ławki w parku zajeły zwierzątka. Albo udać się z wizytką do jakiegoś nieprzyjaciela zwierząt.
    Wdziała na grzbiet przecudny liliowy żakiecik i podpasowany do niego kolorystycznie kapelusik w kształcie wroniego gniazda i dzierżąc w ręce torebeczkę dziarskim acz majestatycznym krokiem udała się do wyjścia.
    I już miała zniknąć po angielsku za winklem pałacu, kiedy zwróciła jej uwagę wrzawa od strony bramy.
  • @sigma 16:10:43
    Wrzawa była na tyle głośna, że nawet Brunhilda wyjrzała z okna królewskiej sypialni. Naturalnie pałała przy tym kompulsywno - obsesyjnym rumieńcem. Wszakże dawno już nie panieńskim.
    Tapir uśmiechnął się spod trąby i wyciągnął kota Schroedingera zza pleców, bowiem tam był ów kot ugrzązł. Doprawdy, zasada nieoznaczoności Heisenberga była w tym wypadku o kant dupy potłuc. Bowiem wrzawa narastała.
  • @KOSSOBOR 16:53:18
    Trzy bezjedynkówki wkraczały właśnie na królewskie komnaty w strojach uznanych przez nie same za słuszne i właściwe. Wszystkie trzy z trudem stąpały w gwizgniętych mamom szpilkach, Hania miała na sobie wyciągniętą z szafy przedwojenną sukienkę z frędzlami, Marzenka suknię ślubną swojej mamy, a Ewcia strój krakowski z sypania kwiatków na Boże Ciało. Jednak największą ich dumą były diademy wykonane na pracach ręcznych z kasztanów, kartofli, żołędzi, piłeczek pingpongowych oraz suszonej jarzębiny. W części frontowej każdego diademu sterczały dumnie gęsie pióra po farbowane przemyślnie farbkami do jaj. Widząc królową wyglądającą zza winkla z lekko spłoszonym wyrazem twarzy, dygnęły grzecznie, co sprawiło, że królowa wzdrygnęła się gwałtownie i machinalnie uniosła dłoń w wystudiowanym geście powitalnym jednoczesnie mając oblicze dostojnym uśmiechem półgębkiem.
  • @sigma 17:50:25
    dyganie po angolsku: curtsey of the lady
  • @KOSSOBOR 00:29:14
    Nu, jak pani każe to sie tu wpisuje drugi raz. Mie nie czeba wypominać że orty wale bo na czeci rok w szósty to se czyms czeba zasłużyć no nie.
    Poprawiny zrobiłem.

    czołem dylletanty!
    Przepraszam, ja nie tutejszy i nie za bardzo kaman o co chodzi, więc się bardzo grzecznie zapytowywuję, czy dylettanty idom na wojne. Bedziem grabić, palić, ehem, no zapomniałem, a rezać też? proszem mnie objaśnić co mam zakupić w sklepie myśliwskim. mam małe kieszonkowe wienc kupie żeczy najpoczebniejsze. inwestycia musi sie zwracać. podajcie date kiedy ekfipunek musi być gotowy.
    pisaliście o koniach to sie pytam czy pal zaostrzony sie nada. jak tak to zatemperujem dyszel z pradziadka furmanki. nie chwalęcy sie ja na tym polu to dobry jestem w te klocki.
    a zapomniałem sie zapytać czy takiego jak ja co w szustej klasie czeci rok siedzi przyjmiecie do dyletanti? czy może być świadectwo z piontej klasy. no jeszcze zapomniałem że mam trondzik i nieświerzy odech, a nogi to mi capia na 50 metry. fotke też dołonczyć? a zapomnialem chce byc blogier naturalnie. koledzy mówio że moje pieprzne kawalki som git.
  • @tadman 20:51:59
    No jesteś! Korekty okiej som!
    Tera grasujem po Buckinhgamie. No sam się ten Buckingham prosił. Ale tak naprawdę - to wszystko, naturalnie, przez Januszka. No i trochę przez Izę.
  • @sigma 17:50:25
    Królowa wiele w swoim życiu widziała, ale takiej bezjedynkowej dezynwoltury to jeszcze nie.
    - Ach - pomyślała, ci Słowianie są jeszcze mało ucywilizowani. Będę musiała pchnąć do Joluni jakąś valise supérieur diplomatique, by w radiu zrobiła cykl pogadanek i bon tonu to bractwo nauczyła. Mogłaby zacząć nauczać ich jak jeść łyżeczką...

    Tu królowa wzdrygnęła się, bo z zamyślenia wyrwał ją natrętnie waniliowy czyjś oddech na karku. Odwróciła się nieśpiesznie i zobaczyła Magdalenkę monstrualnych rozmiarów, w częsci nadjedzoną.

    - JKM pozwoli - powiedziała Magdalenka, dygając tak emocjonalnie, że cukier puder oprószył z lekka królową.
    Królowa na chwilę starciła kontenans, ale paź królowej, który przelatywał opodał, szybko go podniósł, otrzepał z piachu i oddał go JKM.

    Królowa odzyskawszy to co zgubiła rozdarła jadaczkę i zaczęła wrzeszczeć:
    - Hilfe, hilfe!
    W ten oto sposób JKM wróciła do korzeni, które choć z lekka przegniłe, to jednak były najwyższej niemieckiej próby.

    Tu nastąpiła szybka reakcja bezjedynkówek, które nie znosiły, by ktoś w ich obecności, bez ich pozwolenia oczywiście, odzywał się w tym języku.
    Hania kopnęła JKM w lewą kostkę, a Ewa w prawą. Marzenka po wyjściu z niegroźnego stuporu rozryczała się. Po kwadranie uspokoiła się i wyjaśniła, że dotknęło ją to, iż JKM nie ma trzeciej kostki.
  • @tadman 21:20:56
    Na kształt Wunderwaffe królowa lotem koszącym przeleciała na drugi koniec szachownicy i zajęła kwadrat H8. Ślad jej przelotu znaczyła smuga cukru pudru. Paż żeglarz rączka w rączkę z paziem królowej idąc tym tropem w końcu ją zdybali, ale królowa zdawała się być zbitą z panatałyku. Pantałyk, nareszcie uwolniony, otrząsał się, warczał ponuro i na zmianę skomlał, aż nie mogąc sobie poradzić z nadmiarem emocji, ugryzł w zadek tapira. Tapir z wrażenia spadł z kanapy empire z takim impetem, że stojąca nieopodal etażerka z biustem Napoleona zatrzęsła się w posadach, a biust Napoleona spadł z piedestału mijając o milimetry tapira i roztrzaskała się w drebiezgi. Niewiele myśląc ruchem konika tapir przeskoczył na F4 i zajął z góry upatrzoną pozycję przy Brunhildzie.
  • @sigma 23:36:32
    Tymczasem uwolnione od męczącej obecności królowej bezjedynkówki wyjęły z kieszeni mocno zniszczoną talię kart i zaczęły grać w tysiąca. Jednak po chwili dokooptowała do nich Magdalenka i namówila na małą partyjkę brydżyka. Nie bacząc więc na pełne potępienia spojrzenia rzucane przez okoliczne białe i czarne pionki, spokojnie oddały się ulubionej rozrywce i w komnatach rozbrzmiewały jeno niepojęte uwagi, jako to:
    - Gra w kiery wyrabia maniery.
    - Mówiła matula, nie wychodź spod króla.
    - Nie wychodź bawole, czego nie ma na stole
    - Trzecia ręka bije i płacze.
    Oraz szereg zbliżonych.
  • @sigma 23:45:30
    Gra w piki daje wyniki.
    Trefelki, kontrakt niewielki.
    Graj pan, bo w Pińczowie dnieje.
  • @sigma 23:45:30
    Takoż ostatni światło gasi. Oraz tajemnicze: ja nie powiem, kto tu oszukuje, ale jak strzelę w ten rudy pysk!

    A propos "rudy". Gdy już smród po wybuchu w szopce rozwiał się wraz z doświadczeniami ogrodniczymi Januszka, ów nareszcie uwolnił się od męczącej nadopiekuńczości niani i powędrował na dwór. Piaskownica jednak była pusta...

    "Hmm" pomyślał Januszek i postanowił wytropić o co chodzi. A tropy wyraźnie prowadziły do Buckinghamu!
    "O żesz!" - pomyślał znowu, widząc wyraźne ślady trzech par szpilek. Włoskich. Takich, które przywozili pływający.

    Jak już pomyślał, to natychmiast postanowił, że on też. Bo sam nie będzie siedział w tej piaskownicy, gdzie zawsze mogła dojrzeć go niania. Ponieważ tropy wskazywały, że jego ukochane koleżanki, bez których przecież nie mógł żyć - chociaż za Chiny Ludowe do tego się nie przyznawał i dla niepoznaki znikał co jakiś czas z podwórka - a więc te tropy wskazywały, że bezjedynkówki przebrały się stosownie do wizyty w tak dostojnym miejscu.
    Pomyślawszy chwilę, świsnął mamie purpurowy szlafrok, do kieszeni, jak zwykle, schował mentolowego i dla pewności zasadę nieoznaczoności Heisenberga, i postanowił, że wizytę w Buckinghamie złoży jako kardynał. To zdało mu się stosowne i adekwatne. Oraz comme il faut. Po drodze przećwiczył kilka razy zwrot "Her Majesty" - na wszelki wypadek. Dygania, jako kardynał, nie ćwiczył, to zrozumiałe.
    Jak pomyślał - tak zrobił.

    Dziewczynki na widok wpadającego do Buckinghamu kardynała zatkało. W końcu Hania wydukała:
    - Czy eminencja siądzie z nami do brydżyka?
    - Dobra! - odparł eminencja. - Ale potem partia pokerka.
    - Rozbieranego? - zapytała Magdalenka, bowiem bardzo podobał jej się szlafrok mamy Januszka.
    - Paszła! - ryknął kardynał z udawanym oburzeniem. - Nie przy dzieciach!

    Kot Schroedingera tymczasem zepchnął z kanapy /XIX wiek, Indie, styl kolonialny/ ostatniego z corgich, który z płaczem poleciał poskarżyć się Królowej.

    Tapir, zachwycony miejscem na szachownicy obok Brunhildy, już miał przejść z fazy struktury falowej do korpuskularnej, no ale w tym momencie odezwała się stara, dobra czarna dziura. Potężna fala głodu popołudniowego kazała podążyć mu za głosem żołądka, całkowicie ignorując głos serca. Niestety! Gdy dotarł do kuchni w Buckinghamie stwierdził, że takich angolskich świństw nie będzie jadł, choćby i po swoim skromnym trupie.
    Wrócił więc na szachownicę i rzucił:
    - Brunia, nic tu po nas. Tu można umrzeć z głodu - czego nie lubię. Wracamy do Zooschwitz, do naszego wiernego von Targowa. W dupie mam splendory i froterowane posadzki, takoż styl kolonialny. Lecisz ze mną?
    - Pewnie, że lecę! - zatrzepotała rzęsami Brunhilda, bowiem przypuszczała, że ten kretyn Józio za chwilę obudzi się z poobiedniej drzemki.

    Splendor, słysząc tak lekceważącą opinię o sobie, powlókł się, przysypany cukrem pudrem, za ostatnim z corgich. Jednak z pewnością poczuje się lepiej w towarzystwie Królowej, a nie tych tu...
  • @KOSSOBOR 00:36:30
    Jubileusz królowej to jubileusz królowej i ma swoje prawa. Bzdyklacz stała przed tremem i przymierzała tręzelkę za tręzelką. Nic nie pasowało do okazji! No, może w ostateczności ta z naczółkiem nabijanym brylanatami, ale przecież miała ją już na sobie na ostatnim żurfiksie u Glorii! Żeby jednak nieco zmienić charakter ozdoby, wyjęła z wazonika bukiecik z pawich piór i nie bacząc na zabobony przypięła go sobie do ogłowia. Spojrzała krytycznie w lustro. - No, lepiej, bez dwóch zdań! Grzywę starannie wyszczotkowała i splotła w warkoczyki. Ogon na szczęście już odrósl po zbójeckiej wyprawie Januszka, ale na wszelki wypadek wplotła w niego wstążki. Tak przystrojona zaczęła wołać małą, żeby wreszcie wylazła z kąpieli! Chlupot i wylewające się pod drzwiami fale potopu mówiły same za siebie. Zula bawiła się świetnie i nie widziała powodu, żeby zabawę przerywać tylko dlatego, ze idą do jakiejś królowej. w dodatku wcale jej się nie podobał stosowny ozdobny kantarek i czapraczek, w których miała się prezentować. A dygu nie chciała nauczyć się za nic!
  • @sigma 08:57:04
    o:0, który dyskretnie prowadził nadzór nad rozwijającą się sytuacją w Bakingamie, w przebraniu pełniącego wartę Królewskiego Gwardzisty, w końcu nie wytrzymał, widząc niesłychaną konfundację Królowej wobec tapira i bezjedynkówek, i wybuchnął perlistym śmiechem.

    http://youtu.be/e6ttV4h5mbo
  • @jazgdyni 15:37:53
    Następnie dał głowę pod topór.
  • @jazgdyni 15:37:53
    Całą, tak dobrze rozkręcającą się zabawę, przerwała niania Januszka, gdy wpadła na trop szlafroka w kolorze purpurowym. Co nie było ostatecznie takie trudne, bowiem szlafrok był aksamitny, nieco już leciwy i "prószył" po krzakach, przez które nasz chłopczyk galopował Do Buckinghamu.
    Wpadłszy do pałacu - capnęła Januszka wraz z szlafrokiem za ucho i w skrajnej irytacji zabrała do domu. Po drodze jeszcze zdążyła syknąć: - Tylko wywal tego peta, bo tata ci nogi z .................... .

    Szlafroka najbardziej żałowała Magdalenka, chcąca przykryć swoje niedojedzone boczki, z których już dawno opadł lukier.

    Dziewczynki natomiast żałowały, że Januszek znowu zniknął: owszem, życie i wydarzenia tak się układały, że musiały, no po prostu musiały pokazywać mu co i rusz język, oraz wyczyniać najrozmaitsze brewerie, do których ich prowokował, jednakże bardzo lubiły Januszka i wprost nie mogły bez niego żyć.
  • @KOSSOBOR 18:42:53
    http://www.podajlape.pl/rasa/42/0/Welsh-Corgi-Pembroke.php#
  • @KOSSOBOR 18:54:17
    Korgusie cudowne, mimo, że sigma im choroby wymyśla.
    To pewnie z zawiści.
  • @KOSSOBOR 18:54:17
    Niniejszym składam doniesienie o nadużyciu, bo piszesz:

    "Kot Schroedingera tymczasem zepchnął z kanapy /XIX wiek, Indie, styl kolonialny/ ostatniego z corgich, który z płaczem poleciał poskarżyć się Królowej."

    a w Twoim linku pisze, że z bydłem sobie spokojnie radzi, więc powinien kotu pogonić kota, mimo że on Schroedingera.
  • @jazgdyni 20:07:05
    A gdzie, qurna, serial o kaczuszkach i bułeczkach?! :[[[
  • @tadman 20:36:02
    Kot Schroedingera to, naturalnie, męczenie OZa, który jakoś ostatnio wyczmychany jest.
    Jus nas nie kocha, cy cóś?

    Ale zwrot: ostatni z corgich - ma swoją wagę i smak, nieprawdaż :)))
  • @KOSSOBOR 00:02:55
    Jasem ładował moc w Węsiorach, popijając pyfko na kamieniach, so kaczuszki z niecierpliwością czekały.

    Gdy już oglądałem tych facetów ganiających za piłką, do drzwi tarasu stuk, puk. Stoi bzdykaczka i dwanaście maluchów łazi po ogrodzie.
    - Cześć Kaśka, ty na mecz? I skąd masz tyle dzieciaków? Nie czaruj, że wszystkie twoje.
    - Robię za kaczorankę (kaczą przedszkolankę) i oprowadzam po znajomych.
    - Zjecie coś? Głupie pytanie, jasne, że zjecie. Pszenny, czy żytni?
    Jednym okiem zerkając w TV, gdzie nasi opadali z sił, nakarmiłem trzódkę.
    Maluchy ładnie podrastają i, pardon damy, pokazują im się cechy pciowe, w postaci szarych i kolorowych piórek.
    Piłka kopana kompletnie ich nie interesowała.
  • @jazgdyni 07:33:32
    Dociekliwi czytelnicy mogą się dopytywać, jak to jest, że tak hyc-myc i już jesteśmy w pałacu królowej. Albo bliżej - Szczecin (tu cyborg się na nas śmiertelnie obraził i nie pisze) i hyc-myc jesteśmy w oliwskim zooschwitz.
    Otóż kochani, my już wówczas wiedzieliśmy co nieco i korzystaliśmy z superstrun. Geometria świata jest przecież tak powyginana i poskręcana, że to na prawdę żadna sztuka.
    Sporo nauczył nas Mruczek, kot Schroedingera, który obcując z tęgimi głowami fizykalistów - dyletanów, poznał setki praktycznych sztuczek.
    W superstrunach udało się agentowi wyeliminować wszystkie nieskończoności i otrzymał ścisłe rozwiązanie istniejące jedynie w 11 wymiarach! Dodatkowe 6 wymiarów krzywizny powoduje powstawanie wszystkich sił natury. Cząstki powstają w wyniku drgań struny, na podobieństwo tonów, powstałych po uderzeniu w bęben. Można wykazać, że grawitacja i elektromagnetyzm są sprzężone z drganiami o najmniejszej częstotliwości.
    Identycznie jak uderzenie w bęben działa o:0, gdy przebrany za gutanga, starym małpim zwyczajem uderz rytmicznie pięściami w swą pierś. Może wtedy z geometrią przestrzeni, siłami natury i superstrunami wyczyniać co chce.

    A zasmarkany Waldeczek stał pod płotem i ryczał jak przysłowiowy kijowski żubr. Paskudne dyletanty nadziały go na superstrunę i musi drgać, jak mu zagrają.
  • @jazgdyni 07:33:32
    No słyszałam, że bzdykaczki tam u Was wysiadują jaja w Waszych ogrodach. I że trza uważać, gdy się jedzie samochodem, bo lubią się przechadzać po kaczemu po ulicy.
    To co z ta osoką aloesowatą ode mnie ze stawiku? Powinna być widoczna. Idź po bułeczki i zobacz, proszę. Ślimaczki wodne są również ode mnie :)
  • @KOSSOBOR 11:42:21
    To jest tak. Sa dwa stawki: suchy i mokry. Mokry, okrągły, jest naprzeciw twojej koleżanki i niestety nic nie rośnie, nie ma tam jeszcze biosystemu. Drugi, podłużny staw, jest zbiornikiem przelewowym, zapełniającym się po ulewach. Durnota i brak forsy powoduje, że nasze miasto Gdynia, pozwala, żeby ten stawek wysychał doszczętnie. A, wg. mnie powinien w nim być pewien minimalny poziom. I tam marnieją rośliny wodne - tatarak, pałki, sitowie i inne. Może tam sadziłyście.

    To zależy jaki masz poziom moralności.

    http://jazgdyni.nowyekran.pl/post/64917,czy-narod-jest-glupi-a-przywodcy-wredni

    Jak się was nie zagoni, to pies z kulawą nie zajrzy. Lojalność jest częścią moralności.
    Ja przeczesuję od rana wszystkich znajomych, niewdzięczni, wy.

    ps. a propos tego wy na końcu. Strasznie to lubię, jak wszyscy Irlandczycy, na końcu zdania dodają YOU, jako ty! albo wy!.
    Taka fajna emfaza. Angole nie stosują
  • @jazgdyni 12:13:00
    Widziałam ten drugi stawik - rzeczywiście szkoda... Sama bym stanęła z łopatą i zaczęła pogłębiać! Zaraz przyjdą sąsiedzi ze swoimi łopatami i zrobicie sobie piękny i rozległy staw, pokazując miastu wałłła. My z Ewuś już dawno zaczęłybyśmy wespół - wzespół takie wykopki!
    Namówcie się po sąsiedzku i do roboty!

    Toż byłam u Ciebie! Do ostrego, uprzejmie proszę!
  • @KOSSOBOR 12:24:49
    Jest gorzej Moja Droga.
    Z powodu zaadaptowania superstrun do naszych celów ostry kąt w 11-wymiarowej przestrzeni jest baaaardzo cienki.
  • W czwartek wieczorem wystartowałem do Koszalina i o 05.30
    byłem już na miejscu. Wykonałem pomiary w dwóch budynkach i ruszyłem do Lęborka , gdzie też robiłem pomiar a potem (przez wspaniałe lasy) , przez Kościerzynę i Tucholę do domu.

    W wiejskim sklepiku pod Tucholą kupowałem fikołka, żeby nie zasnąć za kierownicą i z zainteresowaniem przysłuchwałem się rozmowie dwóch miejscowych pań, w której padało co chwila "ja" oraz jeszcze bardziej finezyjne "jo".

    Niby niebo to samo, te same chorągiewki na samochodach, ten sam Chrystus na krzyżach przydrożnych ale jakby cóś troszku inaczej.

    ;-)
  • @Ptasznik z Trotylu 16:32:20
    A jesteś! :)

    No jo, u nas, na Kaszubach tak się mówi. Ja jestem naleciałość z Wielkiej Polski i zawsze mnie ucho bolało od tych germanizmów. Chociaż moja babunia poznańska używała składni niemieckiej dość obficie. Np. mówiła, jak się zapomniała: ja mam ale w szafie wisieć/powieszone :))) Ta podpórka "ale" /aber/ jest czysto niemiecka.
    No ale jak pacjenci taty z Kaszub mówili - to rzeczywiście brzmiało to dziwnie w uszach dziecka. Teraz już się nie dziwię :)

    No i stąd te vony i -schwitze na Jajach.be, boć tu towarzystwo nadmorskie. Ale same importy z różnych części Polski. Także tej dawnej, z Kresami.
  • @KOSSOBOR 20:24:02
    A dzisiaj bzdykaczka uczyła małolaty prawidłowego przechodzenia przez ulicę. Stała w żółtym kubraczku z potężną tablicą STOP, a dzieciaki karnie, w szeregu przechodziły to w tę, to w tamtą stronę.
    Później, przy kawce, opowiadała, że jest coraz więcej kłopotów z młodzieżą.
    Palą po kątach, a jak bierze je na łąkę na poobiednią przekąskę, to z premedytacją pośród traw wyszukują paskudne grzybki. I potem uczą się pływać na grzbiecie. Głupie takie.
  • @KOSSOBOR 00:36:30
    Po dłuzszej chwili królowa otrząsnęła się ze wstrząsu. Rozejrzała się bacznie po okolicy. Tapir zniknął z kanapy i rozpłynął się w powietrzu. Za to pod kanapą tkwił nadąsany pantałyk i z nerwów obgryzał portierę.
    Królowa miała jednak rękę do takich bestii. Gwizdnęła i pantałyk ruszył w podrygach i prysiudach ślizgając się na wyfroterowanym parkiecie, po czym z trudem przed nią wyhamował. Królowa spokojnie przełożyła mu przez łeb torebkę, dosiadła go na oklep i używszy berła jako palcata, przynagliła do wyciągniętego kłusa. Stwierdziła bowiem, że im większy osiągnie dystans od pałacu, tym będzie bezpieczniej dla monarchii. Zachowując nienaganny dosiad kłusem ćwiczebnym przekroczyła kwadraty C4, B4, A4 i nareszcie wylądowała poza szachownicą.
  • @jazgdyni 13:48:08
    Buła nie nadążała za rzeczywistością. Popełniwszy tego i uprzedniego dnia, a takoż zapoprzedniego również - szereg zbrodni doskonałych, usiłowała nadgonić z czytaniem zaprzyjaźnionych postów. Jednak zbrodnia, szczególnie doskonała, ma to do siebie, że wypruwa z człowieka flaki - tak więc kondycję miała nieszczególną. Z koncentracją też było kiepsko. I gnaty bolały. Właściwie głównie marzyła o gorącej kąpieli. I herbatce Earl Grey, od której była uzależniona. a takoż, żeby się grzmotnąć do łóżka i pospać.
  • @Ptasznik z Trotylu 16:32:20
    - Jo, jo - powiedziała królowa z kaszubska z pełną satysfakcją. Zsiadła z pantałyka i puściła go na łąkę, a sama zdecydowanie udała się do najbliższego baru mlecznego, bo doprawdy - jak tak dalej pójdzie - to sniadanie zje koło południa!
  • tadman
    Jednak wskutek zakrzywienia czasoprzestrzeni biedaczka trafiła do baru mlecznego we wczesnym peerelu. Już zapach mokrej, lekko zbutwiałej i brudnej ściery, którą pomywaczka niedbale przecierała blaty z lekką królową przystopowal przy wejściu. Jednak przybity do blatu aluminiowy nóż na łańcuchu sprawił, że zbladła - jako że droga niepojętych skojarzeń przyszło jej na myśl wspomnienie niektórych żon Sinobrodego. Za ladą kusiły ją smakołyki takie jak miseczka dwudniowego budyniu z plamą soku na grzbiecie, sałatka śledziowa z przewagą ziemniaka, a także specjalność tego baru: bułka z masłem!
  • @sigma 21:53:49
    Natomiast von Trottil w wiejskim sklepiku koło Tucholi kupił na wszelki wypadek dwa fikołki. Z czego jeden pobrał na miejscu, a drugi miał przygotowany jako aperitif dla Królowej, na porę przedobiednią /czy co tam i kiedy ci Angole jadają - to w sumie nie jest interesujące, o czym już rozprawialiśmy na Jajach.be/, bowiem właśnie wybierał się do Buckinghamu na partyjkę szachów.

    Gdy zbliżał się do ogromnej, kutej bramy pałacu, ostatni z corgich zaczął wściekle ujadać, co tak rozśmieszyło gwardzistę, że primo: spadła mu niedźwiedzia czapa, pozbawiając tym samym godności monarchię, a secundo: dał na skutek uwłaczenia godności monarchii głowę pod topór.


    Jak wiemy, na skutek tucholskich konszachtów von Trottila, gdzie w Borach siedziała wiadoma nam zgraja blaszaków, już nieco rdzewiejących z nudów i porastających mchami i porostami, udało się rzecz całą odwrócić.

    Von Trottil pogadał na osobności z Jurandem, a ten gwizdnął na wierną kobyłę swoją, Beatkę.
    W ostatniej scenie z Borów widzimy, jak Jurand coś jej tłumaczy pokazując palcem tekst w otwartej książce. Beatka, choć z pewnymi oporami, bowiem wierną kobyłą Juranda ona była, jednak w końcu skinęła ślicznym łbem na zgodę.

    Tak więc w następnej już scenie widzimy dziedziniec Buckinghamu, kładącego głowę pod topór gwardzistę i ... w tym właśnie momencie wpada Beatka, rzucając się na rzeczonego z krzykiem: "Mój ci on jest!!! Mój ci!!!"

    Co tak zachwyciło Królową /no, ten łeb szczupaczy, ta sucha nóżka Beatki i w ogóle/, że machnęła ręką na godność monarchii i odwołała egzekucję.
    Pantałyk i splendor miały nosy na kwintę, bowiem uwielbiały takie ostre imprezki, z których Angola ongiś słynęła.
    Ostatni z corgich właściwie nie wiedział, co o tym myśleć, bowiem był jednak psem pasterskim. Powlókł się więc na kanapę i kazał kamerdynerowi włączyć telewizor, gdyż właśnie występował tam jego ulubiony kot Simona. Kaczor Donald już mu się bowiem znudził, a Myszka Miki - to naprawdę ramota.

    Tymczasem Królowa udekorowała Beatkę Orderem Podwiązki i nadała jej tytuł lorda /???/, zawieszając kobyle na szyi wieniec z marchewek.
    Beatka owszem, marchewki zjadła, tytuł lorda /???/ zatknęła za ucho, przespała się w królewskich stajniach i następnego dnia czmychnęła do Borów, bowiem wierną kobyłą Juranda ona była.
    Gwardzista rozpaczał.................................................................
  • @sigma 21:48:21
    Mama wróciła, mama wróciła! - Jaja zaczęły radośnie podskakiwać.
    Bo czuły się już nieco opuszczone, a jak wiadomo, gdy jaja czują się opuszczone, to wydzielają ten tajemniczy, siarkowodorowy zapaszek. Tęskniły właśnie najbardziej za mamą, która przepadła gdzieś w czeluściach Neopeerelu. Teraz radosne powróciły do stanu pierwotnego. I ile gości naraz. I buła i Beatka i Jurand i Tuchola i królowa z całym Buckinghamem. I bar mleczny ukochany ze ścierą.
    Na nowo wraca stare!
  • @sigma 22:34:06
    Mucha tak na prawdę uważała się za królową baru mlecznego. Podobno była strasznie wysportowana, ale wszyscy wiedzieli, jaka z niej chwalipięta. Każdą salaterkę, czy to z budyniem, czy ze śledziem traktowała jako stadion, miejsce swoich popisów. Najbardziej jednak lubiła koszyk, gdzie ułożone były czerstwe kanapki z serem. Bufetowa nienawidziła muchy, choćby z tego powodu, że to ONA była królową baru. Właśnie obserwowała przygotowania do przemarszu czerwonych mrówek do koszyka z kanapkami. Ile to lat minęło - pomyślała - kiedy to ostatnio wybierały się w to miejsce?
    No więc w barze, oprócz typowego smrodku, panowała atmosfera dwukrólewia. Mucha i Bufetowa walczyły na śmierć i życie.

    I teraz sobie starajcie wyobrazić, co się w ich malutkich, gładkich móżdżkach działo, gdy nagle do baru wpada Elżbieta II, ciągle jeszcze w gronostajach i koronie i życzy sobie, by jej podano podwójny kefir. I to szybko.
    Obie królowe in spe zdurniały doszczętnie. Bufetowa już nie tylko miała kłopot z wymową "r" ale zaczęły jej się mieszać "p" z "b", "d" z "t" i tak dalej. Mucha wydała doprawdy trzecioligowy bzyk i obrażona spoczęła na fasolce po bretońsku.
    A szmata? Cóż, zasyczała zduszona silną łapą Bufetowej.
  • @jazgdyni 07:57:24
    Kaczory coś smętne siedzą dziś na brzegu.
    Podszedłem bliżej i wtedy usłyszałem:
    - Polacy, nic się nie stało, nic się nie staaaało, nic się nie stało...
    Kurcze, czyżby już coś wiedzieli !?
  • @jazgdyni 06:19:24
    POLSKA BABA

    Czoło potem się perli,
    Tętni bruk pod stopami,
    Maszeruje na Berlin
    Polska Baba z jajami.
    Maszeruje przez fronty,
    Przez granice się rwie,
    Tak jak w czterdziestym piątym
    Pierwsza Armia WP.

    Idzie Baba po lesie
    Podśpiewuje pod nosem,
    Oprócz jaj serek niesie
    I kociołek z bigosem.
    Zadrżał Zachód Europy,
    Spojrzał z lękiem na Wschód.
    Obudziły się Szkopy:
    - Salmonella u wrót!

    Berlin broni się słabo,
    Faszyzm w norze swej kona,
    Myśmy z tobą, o Babo,
    Polska Babo natchniona.
    Za kompleksy, za cięgi,
    Za historię, za kraj,
    Bij w zachodnie potęgi
    Celną serią swych jaj!

    Autorem jest oczywiście Andrzej Waligórski.
  • @cyborg59 16:51:10
    Wygląda, że nasze baby gromadnie idą na Zachód. I tylko, jak się czasem dorwą do jakiegoś hotspota, to emanują swoją twórczością. Ale coraz rzadziej. Nudzi im się i leniwe się robią. A wiadomo kiedy wątroba gnije.

    Waligórski, to wieszcz.
  • @cyborg59 16:51:10
    Cuuuuuuuuuuuuuuuuuudneeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Uwielbiam Waligórskiego!
  • @jazgdyni 16:59:08
    No ale co? Madame Silvanne burzy mury i korumpuje śmieciarzy. Takoż osobiście brukuje!
    Gloria się udziela "na zewnątrzu" i usiłuje przydawać splendoru Dilettanti. Ale i o ostatnim z corgich napisała. Nie mówiąc już, że maluje jak głupia.

    Ty jakiś marudny, OZu, jesteś :[[[
  • @jazgdyni 16:59:08
    PS. A jak Cię nie było - to ani me, ani be, ani że wyjechałem na pyfko na Kaszuby! No bardzo brzydko! A myśmy z Ewuś się martwiły, że zakłócono Ci ten stendbaj i zawracają d..
  • @KOSSOBOR 19:53:54
    Mdm. Silvanne robi za Wacka brukarza?! ;)))) No, no.

    To na Kaszubach było, jak Kazik śpiewa :
    Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni,
    Gdy dzieci nie ma w domu, to robimy się niegrzeczni...

    Poza tym wiesz, męska sprawa ta kopana...
  • @jazgdyni 07:57:24
    Podgrzawszy zielony brzuszek, Mucha postanowiła, że wqurzy Bufetową. No i tą drugą, w nakrapianym płaszczu. Zebrała się więc w sobie i zaczęła nisko buczeć, polatując od bretonki do zamazanej szyby gabloty. Od której odbijała się z dość obrzydliwym, przyznajmy, plaskiem. Na tyle głośnym jednak, że Królowej podwójny kefir utkwił w gardle.

    Bufetowa, widząc Muchę leżącą do góry nogami na bretonce /co robiła tak dla jaj, jak to Mucha/, ruszyła zza kontuaru, strzepując mokrą ścierę i mrużąc i tak już skośne oczy. Mimo tego widać było, że czai się w nich żądza mordu. Którą, naturalnie, zauważyła również Królowa, więc zgarniając gronostaje zaćwierkała: Oh, really?
    - Siedź cicho, bo mi Muchę spłoszysz! - syknęła Bufetowa.

    No i oczywiście nastąpiło to, co zawsze: Bufetowa z całej siły strzeliła ścierą w Muchę, bretonka rozprysnęła się dookoła, a Mucha po chwili spokojnie buczała pod sufitem, na niskich tonach tak, jak sobie postanowiła.

    Świat bowiem, mimo postępu, wcale się nie zmienia.
  • @jazgdyni 20:05:16
    No nie za wacka!!! OZu!!!!!!!!!!!!!!!
  • @KOSSOBOR 20:13:57
    Madame Silvanne owego dnia burzyła mury. Mury w końcu runęły grzebiąc pod sobą stary świat oraz młotek, który był jej niezbędnie potrzebny do dalszej akcji. Na szczęście młotek w końcu się znalazł - był to w końcu jej ulubiony młotek dolomitowy, damski, półtorakilowy - wykonany swego czasu na zamówienie przez stocznię jeszcze im.Komuny Paryskiej. Madame Silvanne bez tego młotka czuła się jak bez ręki, nogi, albo i czego innego.
    Przerzucenie półtora tony gruzu to był już drobiazg w porównaniu z ulgą odmalezienia swojej ulubionej zabaweczki.
  • @jazgdyni 20:05:16
    Poniedziałek zaczął się jak każdy poniedziałek - od skorumpowania śmieciarzy. Śmieciarze byli już wytresowani jak psy Pawłowa - zaczynali wynosić elementy pobojowiska, zanim jeszcze madame Silvanne zdążyła wypowiedzieć sakramentalne słowa: - Mozna panów prosić o zabranie tych paru drobiazgów? - i wskazać na górę badziewia.
    Po wyniesieniu owych drobiazgów ostatni smieciarz wytresowanym ruchem wystawiał łapę, w której lądowała dycha przewidziana taksą dla stałego klienta.
  • @KOSSOBOR 21:25:04
    No więc własnie! OZu, ty się pilnuj, bo ja mam młotek! To gorsze od łopatki.
  • @KOSSOBOR 20:13:57
    Mucha obleciała triumfalnie pobojowisko odbzyczawszy zwycięstwo, po czym wezwała służbową limuzynę, aby jak co dzień pojechać na masażyk na "Farmę Piękności". Zwróciła jeszcze tylko uwagę królowej, że mogłaby dla rozrywki rzadziej łazić do lekarza, bo naszego nieszczęsnego kraju na to nie stać, wypucowała tylnymi łapkami chitynowy pancerzyk, aż zalśnił jak jaki chromonikiel, zabzyczała lekceważąco w stronę bufetowej z jej ścierą i tyle ją widzieli.
  • Kto sz(t)uka, nie błądzi!
    A było to tak. W Zooschwitzu, w sobotę rano, Helga odczytała komunikat przez megafony, który to komunikat napisał sam dyrektor von Treptow.

    UWAGA! Niniejszym nadajemy komunikat: dzisiaj w porze nocnej zginęło jajo Kukułki transsyberyjskiej (Cuculus transsibericus). Pomimo usiłnych poszukiwań całego personelu nie udało się go odnaleźć. Uczciwego znalazcę prosimy o odniesienie zguby do budynku dyrekcji. Znalazca otrzyma nagrodę w postaci całorocznego bezpłatnego biletu do Zooschwitzu.

    Bezjedynkówki, siedząc na ławce, opodal wybiegu zebr, cierpliwie łapiąc pierwsze promienie marcowe słońca, zostały wprost zelektryzowane tą wiadomością. Skoczyły na równe nogi, bo odezwał się w nich diabelski melanż Poirota, Borewicza i samej Chmielewskiej, który kazał im w to wejść.

    - Słuchajcie - powiedziała Marzenka - może najpierw potargujemy się z dyrektorem o trzy bilety po jednym dla każdej z nas?
    - A czwarty dla Januszka - powiedziała zdecydowanie, jak zwykle lojalna Ewcia.
    - Ale jesteście głupie. Dość tego dadania, czas leci i jeszcze ktoś znajdzie to jajco - powiedziała przytomnie Hania.

    Dziewczynki określiły rewiry poszukiwań dla każdej z nich, znaki komunikowania się głosem, gwizdanie z powodu naturalnej szczerby w uzębieniu wychodziło im perfektnie, a także znaki pokazywane rękami.
    Punktem zbornym był pawilon małp.

    Dziewczynki rozbiegły się na strony i cierpliwie zaczęły penetrować okolicę. Niestety jajo jakby zapadło się pod ziemię. Zdesperowane dziewczynki zaczęły szukać dokładniej.

    Hania próbowała zinwentaryzować wszystkie jajka ptaków w zoo, ale okazało się, że kaczki, gęsi, flamingi, a nawet głupie kormorany nie były w ciemię bite i jazgotem, waleniem skrzydłami, a nawet dziobaniem przegoniły Hanię.

    Zdesperowana Marzenka zeszła, w jakiś sobie znany sposób, na dół do lwów i podnosiła z kojca po kolei każdego małego lewka i szukała w nim jaja, znaczy się świntuchy w kojcu, a nie w lewku.
    Ludziska widząc co się dzieje zawiadomili dyrekcję, a ta straż pożarną, pogotowie ratunkowe i miejscowy klub strzelecki. Zrobił się straszny rwetes, a w nim jak gdyby nigdy nic obradował sztab kryzysowy, który opracował plan ratowania Marzenki.

    Kiedy role zostały już rozdzielone i wszyscy zajęli przewidziane stanowiska, to okazało się Marzenki nie ma już między lewkami, a ta z zupelnie niewinną miną podeszła do von Treptowa i zapytała:
    - Co tu się dzieje panie dyrektorze? Dyrektor o mało nie wyzionął ducha, ale wziął się w garść i... ale Marzenka była szybsza i dała dyla.
    Klucząc i myląc pogonie kierowała się do punktu zbornego.

    Były tam już Hania i Ewcia. Ewcia była cała mokra, na dodatek śmierdzała moskalikami. Indagowana wyjaśniła w końcu, ze szukała jaja u fok, a te potraktowały jej obecność jako przyczynek do świetnej zabawy, czyli gonitwy z nurkowaniem w basenie.
    Ewcia z trudem uciekła rozbawionym fokom, które do wygłupów są pierwsze w całym Zooschwitzu.

    Potem relację kolejno zdawała Hania i na końcu Marzenka.
    Dziewczynki wyciągnęły kanapki, a na deser wylizały po torebce orenżady w proszku o smaku pomarańczowym.
    Trochę najedzone, a nade wszystko zmęczone zamilkły i powoli zaczęły się godzić z tym, że z biletów, jako nagrody będą nici.
    Dobiegło je jakieś mamrotanie od strony pawilonu. Usłyszały mniej więcej taki monolog:

    Dobro i zło można inaczej rozumieć, zależnie od wartości cywilizacyjnych, jakie się akceptuje. Nie ma separowanych bytów mentalnych, jak dobro i zło, bo wszystko jest kontekstowe, a źródłem pojęcia dobra i zła jest człowiek, a nie Bóg, bo Bóg nie ma możliwości wyboru zła lub dobra, a człowiek je ma. Ale furda człowiek, najważniejsze jest jajo, bo ono było ab ovo, a nawet sub sole, zakończyło bardzo niecenzuralnie, bo po łacinie jajo.

    Dziewczynki spojrzały po sobie zdziwione i zrozumiały, że mamroczące, a właściwie mądrzące się coś, to ani chybi jajo transsyberyjskiej. Zaczęły się po cichu skradać i zobaczyły, że na podmurówce klatki gutana leżało sobie pstrokate jajo i monologowało. Dziewczynki były tuż, tuż gdy złośliwy gutan złapał jajo wyciągając łapę przez pręty, zachichrał się złośliwie, jakby chciał powiedzieć, że biletów to nie będzie i połknął jajo.

    Dziewczynki zaczęły w złości rzucać w gutana drobnymi kamykami, a ten pokazał im jęzor i schował się w boksie.

    Ni stąd, ni z owąd napatoczył się Januszek. Dziewczynki w krótkich marynarskich słowach zdały relację i następnie uradzono wspólnie zdobyć jednak te bilety i to musowo cztery. Januszek, który miał najbliżej, skoczył do domu i po dłuższej chwili, nieludzko zziajany, zameldował się z kredkami, farbkami i tuzinem jaj podprowadzonych niani.
    Hania zabrała się za malowanie jaja, przypominając sobie jak ono wyglądało, zanim je gutan połknął. Malowała jajo z takim zapałem, że pierwsze rozleciało się jej w rękach. Z drugim i trzecim było podobnie, ale czwarte było tak doskonale odrobione, że rodzona Cuculus transsibericus dałaby się pokroić w plasterki, że jest to jej własne dzieło.

    Resztę jajek spożytkowano w postaci tzw. polskiej ostrygi, bo Januszek miał w kieszeni jakiegoś zardzewiałego gwoździa, którym można było precyzyjnie zrobić w jajku dziurki z obu końców.

    Posilone bractwo udało się z umalowanym jajem do dyrekcji.
    Uszczęśliwiony von Treptow zgodził się na ufundowanie nawet czterech biletów i zaprosił naszą wspaniałą czwórkę do odwiedzenia kukułki.
    Dzieciaki dzielnie się broniły, ale po wjechaniu im na ambit, że pewnie chcą zobaczyć jak kukułka przyjmie zgubę, uległy.
    Skapcaniała kukułka ożywiła się na widok jaja, zaczęłą świergolić nieprzytomnie, po czym pozwoliła von Treptowowi podrzucić sobie to kukułcze jajo, które przyjęła jak swoje.
    Dzieci zafasowały bilety, pożegnały się z dyrektorem i ruszyły do domu.

    W ten oto sposób późniejszy los Hani został przypieczętowany. Reszta paczki uznała, że sztuka jest potęgą i basta.
  • @sigma 21:47:23
    A ty myślisz, że ja co? Mam Certyfikat Wysokich Napięć. Wprawdzie niepozorny, nie do powieszenia na ścianie, ale zawsze.
    Jedną, rozsądną iskrą mogę stopić twój młoteczek i sprawić, że przez miesiąc będziesz miała swoje śliczne, krótkie włosy sterczące jak druty.
    Nawet brwi będą sterczeć.
    Taka w nas ukryta siła. Zapytaj Cyborga.
  • @sigma 21:56:50
    Czego jak czego, tego Bufetowa nie znosiła. Byle Mucha nie będzie jej podskakiwać. I to w obecności Królowej. Była przecież czystej krwi inkubem ( chociaż ze słoja z dopiskiem - nieudane). Do tego ważnym rycerzem w tajnej sekcie Bufetowców i Kelnerów. Już ona da Farmę Piękności tej bezczelnej. Jak tylko wróci, ona będzie gotowa. Z całym barem.
    Wyszykuje jej taki koszyk ze smakołykami, że ta nie wytrzyma.
    A to będzie śmiertelna pułapka.
  • @tadman 02:12:53
    Kukułcze jaja w żołądku gutanga, oczywiście naszego agenta w przebraniu, nadal prowadziło swe filozoficzne dysputy, zarażając o:0 egzystencjalno - religijnymi rozważaniami. Zastygł więc on, zwisając głową na dół zahaczony tylną łapą o uschnięty konar.
    Kurcze, był już coraz bliżej, by zapytać: - Być, albo nie być, oto jest pytanie...
  • @KOSSOBOR 21:25:04
    Wacka brukarza znam osobiście. Wypraszam sobie. Wszyscy nań mówią Gruby Wacek.
    Umyć język i płaty czołowe szarym mydłem, przy pomocy szczoteczki do zębów!
  • @jazgdyni 08:50:57
    Bufetowa na drzwiach wywiesiła kartkę z napisem "Zaraz wracam" i świńskim truchtem pognała do drogerii, gdzie nabyła cały ichni zapas lepów na muchy. Poszedł na to cały przydzial gotówki na tzw.fundusz reprezentacyjny baru mlecznego. Ale co tam! Na 1 maja weźmie się dekoracje z zeszłego roku. A lep musi mieć, choćby nie wiem co.
  • @sigma 10:27:53
    Bufetowa będąc już z powrotem w stołówce, oprócz normalnego strategicznego porozwieszania lepów, na koniec sama siebie dokładnie okleiła lepami, tak, że tylko skośne, świńskie oczka wystawały z tej mumi i szpara na jęzor. Otóż bowiem Mucha była szalenie czuła, gdy się na nią wywalało jęzor i (sorry) pierdziało wargami. Atakowała wówczas na ślepo i bez pardonu.

    Zaciekawiona królowa, kończąc podwójny kefir, który nieco uspokoił jej nerwy, odwrotnie niż scena, która się rozgrywała, z szumem w oczach i błyskiem w uszach, przyglądała się temu z oszołomieniem.
  • @jazgdyni 08:44:52
    Skarbie, Sigmuś ma jeszcze miotacz ognia o napędzie własnym! Pamiętaj!
  • @tadman 02:12:53
    Hmmm... Sztuka... sztuka...

    O mam! :
    To nie sztuka zabić kruka, ale sztuka całkiem świeża - goła dupą siąść na jeża.

    Fenomenalne to słowo: dupa - wymaga większej analizy. Zaiste jakże ubodzy językiem bylibyśmy bez tego słowa! I nie ma to, proszę Państwa, nic wspólnego z wulgarnością. Np. taka fraza: nogi z dupy powyrywam! - jest wręcz poezją!

    Nad tym również zastanawiał się gutan z jajcem kukułki w środku. Oooo! Wiele miał do przemyślenia, wisząc tak za tylną łapę!
    Niestety! Jak zwykle, owe filozoficzne dywagacje przerwała mu Helga, gdy wpadła z okrzykiem: "Foki się nudzą!"

    Co uratowało mu w sumie życie, bowiem gdy tylko udał się nad foczostaw, do małpiarni wpadła Madame Silvanne z miotaczem ognia o napędzie własnym w jednej ręce i młotkiem z drugiej. Z głowy, naturalnie, buchał jej dym - tym razem na modłę indiańską. Włos sterczał jej pionowo a oczy miotały błyski o znacznym napięciu. Jak widzimy - była nieco zirytowana.

    - Gdzie jest, qurna, ten małpiszon?! - ryknęła nieuprzejmie w drzwiach, co sprawiło, że nawet sado-maso Helga zapomniała swojego germańskiego języka w gębie.
    - Ich weiss nicht! Hilfe! Hilfe! Hitler kaput! - kwiliła, gdy już sobie ten język przypomniała.

    Trzy smarkule i Januszek zacierali łapki w krzakach - oni też nie lubili Helgi.
  • @KOSSOBOR 11:49:03
    Sztuka... Hmmm...

    Madame Silvanne o twarzy wczesnej Glorii z doświadczeniem Glorii późnej, siedziała za długim stołem, przykrytym białym obrusem. Niebo nad nią ciemniało. Długa perspektywa ukazywała krajobraz zamknięty mżącymi na horyzoncie górami i wodą. Madame Silvanne ubrana była w płaszcz z mchu, ramiona miała przykryte szalem w czerwono czarne pasy, a głowę zdobił zawój. Cały czas zastanawiała się, czy przyczepić do zawoju swoje ukochane perły, czy też powiesić sznurek pereł na szyi. Pojęcia nie miała! Na stole przed Madame Silvanne leżą i stoją: cztery okazałe gruszki, dzban biały w niebieskie kwiatki z wodą do podlewania mchu i pojenia konia, mały żłób z owsem, "złote" wędzidło anglo-araba Cypia, okazała malinówka z ogrodu E., gniazdo ptasie ze szklanym jajem w środku, tajemnicze kamienie błękitne i zielone, a także naczynie komorowskie, uratowane z pożogi. W owym naczyniu, na kępce mchu leży mała Grunia /xxoo/, która właśnie się wykluła. No, kilka dni temu. Albo jeszcze więcej. Grunia jest naturalnie cisawa, z odmianami, bo to ulubiona maść Madame.
    Siedząc tak za tym stołem, Madame rozmyśla, jak tu czmychnąć na papieroska, bo na obrazie nie wypada palić. Wiadomo, sztuka ma jednak swoje ograniczenia...
  • @KOSSOBOR 11:49:03
    Jedną z tajemnic Madame Silvanne, by efektownie i skutecznie wpaść w uczuć szał - była mała papryczka z Sorrento. Działała niezawodnie! Owszem, wymagało to dłuższego przegrzebywania zupki, ale korzyść była podwójna: rodzina uratowana przed pożogą, natomiast pożoga była skierowana we właściwym kierunku.

    Zaprawdę, gutan wiedział, co robi, gdy wskoczył radośnie do stawu ku uciesze wytęsknionych fok.
  • @KOSSOBOR 12:16:28
    Widzę to! Widzę to!
    Tylko musisz dodać nieco więcej pieprzu.

    I to: "...krajobraz zamknięty mżącymi na horyzoncie górami i wodą." może trochę opiszesz?
    Prooooooszę.
  • @KOSSOBOR 12:30:29
    Mam ten obraz w oczach, chocia ż tak to plastycznie opisujesz, że można sobie rzecz wyobrazić i bez uprzedniego obglądnięcia;)

    Grunia leniwie się przeciągnęła, machnęła ogonem na natrętną muchę i zastrzygła kształtnymi uszkami. Chapnęła sobie kęs malinówki, popiła wodą ze dzbana w niebieskie kwiatki i rozejrzała po okolicy. Hmm... wygląda obiecująco.Zeskoczyła na pawiment i drobnym kłusikiem obiegła salon.Trącone kopytkiem turkusowe i szmaragdowe kamyczki poturlały się po posadzce. Z poręczy fotela przypatrywała się jej sennie jakaś pręgowana kocica, ale jak wiadomo koty koni nie jedzą. Nawet malutkich. Druga kocica na widok Gruni krotochwilnie wywaliła się na grzbiet zachęcając do wspólnej zabawy. Trzecia, czekoladowa, spała na fotelu.
  • @sigma 12:37:06
    Hmmmm...
    Obudził się we mnie systematyk. A pamięć robi się c o raz bardziej emetalerska.
    Czy my już przeprowadziliśmy systematykę biologiczną bzdyklaczy?
    Bo wychodzi mi niezły bigos, a nawet i chłodnik litewski.
    Wiadomo bowiem, że:
    - jest to zwierzę,
    - niewątpliwie sapiens,
    - ale tutaj już jest kłopot; wiadomo, że jajorodne, ale jednocześnie ssak?!
    - spokrewnione z pegazami,
    - z tą kopytnościa i ewentualnie palcownością też jest kłopot. Może przyjmiemy, że kopyta noszą jak rękawiczki, żeby pomagały w galopie. Albo kopyto jest tylko na niebywale rozwiniętym kciuku, a reszta palców jest OK.

    Powinniśmy ten problem wspólnie przeanalizować i uściślić, bo inaczej przyszłe pokolenia nam nie wybaczą.
  • @jazgdyni 13:37:08
    Ale to już chyba Delfinn, albo Cyborg zajmowali się tu systematyzacją gatunków.
    Której mówimy nasze zdecydowane NIE!
    Żadnych ograniczeń!
    Duch lytracki tchnie kędy chce!
    Hough!
    I w ogóle.
  • @jazgdyni 12:33:39
    Jak skończę to może opiszę.
  • @jazgdyni 13:37:08
    Przyszłe pokolenia mogą nam naskoczyć. Kluczyki na kołek , wzmacniacz
    wyobraźni w garść !
  • Helga zasunęła story, spod łóżka wyciągnęła wielgachny kufer,
    podłączyła go do prądu, otworzyła umieszczone z przodu drzwiczki, które skrywały mały, okrągły ekran. Po kwadransie ukazał się obraz, a na nim
    http: //www.youtube.com/watch?v=3cju4d5Nd4c&feature=player_embedded
    Helga doznała siedmiu kolejnych orgazmów, po których padła bez sił na łóżko i z uwielbieniem powtarzała - Ich liebe dich.

    Dla oszczędzenia naszej Drogiej Gospodyni umieściłem w linku spację po dwukropku. Ci, którzy chcą jednak to obejrzeć, proszeni są o usunięcie owej spacji, zaznaczenie linku i skopiowanie go do paska adresu przeglądarki.
    Uprasza się o niespożywanie w tym czasie posiłków i nieprzyjmowanie płynów.
    Do wieczora.
  • @KOSSOBOR 11:49:03
    Jedynym miejscem w tych czasach w Oliwie, gdzie można było dostać lody /jedna kulka - 1,- zł./ była budka tzw. lodziary pod dworcem.
    Gloria, zaniepokojona stanem Madame Silvanne i dymem unoszącym się nad lasem, gdzie leżało Zooschwitz /co łatwo było połączyć/, poganiała bzdyklacz:
    - Huszaj się, Ihena, galopujemy po lody!

    Co uczyniły.

    Gloria, nie zastanawiając się, kazała sobie nałożyć pełen słój, bowiem w tych czasach stosowne termosy jeszcze nie były w powszechnym użyciu. Następnie dały sobie łydkę, a nawet łydę i już po chwili galopowały po ścieżkach Zooschwitz w kierunku małpiarni.
    Madame Silvanne płonęła, nie mogąc dorwać gutana, bowiem była nieco zirytowana, jak wiemy.
    - Popatrz, Sylvka, looodyyy ci przyniooosłyśmy - zagaiła Gloria, przebijając się przez kłęby dymu.
    - Z bitą śmietaną? - zainteresowała się Madame.
    - Bez. Lodziaha nie phowadzi bitej śmietany. Ale Ihena świsnęła Zuli biszkopciki. Gha?
    - Nie będę jadła cholernych biszkopcików dla koni! - wściekła się znowu Madame, a z oczu strzeliły jej pioruny.
    - To poślemy wiehnego kondoha do Włocha, do Zoppot po śmietanę. Kondziuuuu! Kondziuuu! A sam tu! - krzyknęła Gloria w kierunku drzwi małpiarni, wiedząc, że ten dyrektorski lizus i tak tam stoi i podsłuchuje.
    Na widok wysuwającej się zza winkla szyi Kondzia Madame Silvanne zrobiło się niedobrze - czemu doprawdy się nie dziwimy - i w naturalnym odruchu tego uczucia gwałtownie pozbyła się małej, piekielnej papryczki z Sorrento.
    W mgnieniu oka sytuacja w małpiarni wróciła do normy: zapanował spokój i przyjazna atmosfera zrozumienia oraz aprobaty. Oczęta Madame Silvanne zaokrągliły się i nabrały przyrodzonej łagodności błękitu nieba i nic doprawdy nie wskazywało na jej stan sprzed chwili zaledwie!
    Damy usiadły spokojnie do lodów, Irena dodatkowo do biszkopcików, wierny kondor - obrażony - udał się na skargę do dyrekcji, a tak cudownie ocalony gutan obserwował z brzegu foczostawu ostatnie dymy nad Zooschwitz, rozwiewane przez zachodni wiatr, co spienione gonił fale, z okrzykiem fok witając morza brzeg.
  • @KOSSOBOR 16:23:39
    Tymczasem gutan wciąż jeszcze trwał w stuporze kataleptycznym i co i raz twórczo monologował:
    Bić albo nie bić - oto jest pytanie.
    Kto postępuje godniej: ten, kto biernie
    Stoi pod gradem zajadłych strzał losu,
    Czy ten, kto stawia opór morzu nieszczęść
    I w walce kładzie im kres? - rozmyślał dramatycznie.
    Przemyślawszy kwiestię dogłębnie uznał, że jeżeli chodzi o niego - wolałby się bić. I to nawet niekoniecznie stawiając opór temu tam morzu nieszczęść, ale tak w ogóle - zawsze lubił rozróby
  • @sigma 16:32:50
    Tutaj przesadziłaś okrutnie, ha, ha.

    Gutang niezagramotny znał tylko pierwszą linijkę.
  • @KOSSOBOR 15:49:57
    Toć przecie napomknąłem, że pamięć już ementalerska.
  • @KOSSOBOR 16:23:39
    W przerwie meczu (męskie sprawy, wiadomo)
    polecam naszej znawczyni spraw bliskowschodnich, uroczej Kossodrzewinie
    wspaniałego czeskiego gracza o nazwisku Iraczek.
    Powinnaś mieć na niego oko.
    Grozi konfliktem z Grecją
  • @sigma 16:32:50
    Uwielbiam to.

    Ostatnio usłyszałam, że to jest już pewne i stwierdzone, iż "Szekspir" to w rzeczywistości był nieślubny /naturalnie/ syn królowej - dziewicy /no jasne/ Elżbiety I. Natomiast Szekspir tylko firmował nazwiskiem i wystawiał w teatrze. Co może polegać na prawdzie, bowiem w sztukach Szekspira jest zawarta wiedza z wewnątrz, do której komediant nie mógł mieć dostępu.
  • @jazgdyni 17:44:45
    Ćwicz gorgonzolę.
  • @jazgdyni 17:44:45
    Niestety, w naszej lytraturze specyficznej jakaś pamięć jest jednak konieczna. Ale... nie jesteś sam :( Ewuś chyba bardziej to ogarnia.

    Ale - musimy urządzić przyjątko autorów! Ja nie mogę tak na sucho! Artystom się należy!!!!!!!!!!!!!!!!
  • @KOSSOBOR 20:05:14
    .
    .
    .
    === W swoją miazgę ===
    === Drwal wbił drzazgę ===
    === Tak się darł, ===
    === Że aż zmarł ===

    To też Szekspir, nieślubne dziecko Róży Luksemburg (czy jakoś tak).
  • @jazgdyni 20:12:28
    Scena była nieco dziwna. Von Targow i Helga tańczyli chyba tango w rytm niesłyszalnej muzyki, gutang leżał rozwalony jak paw, pyton Mirek, bez sukcesu, usiłował stanąć na ogonie. Niby nic niezwykłego, ale robili to w klatce krwiożerczego i zazwyczaj wściekłego tygrysa. Jednakże tym razem on się obraził i siedział pod dachem, bo nie został zaproszony do imprezki.
    A imprezkę oczywiście zorganizował tapir, który zdobył ziele. Załatwił je od starej znajomej, kolumbijskiej lamy Olgi, bardziej znanej jako Miąższ.
    Skręcik krążył w koło i widać było, że ma moc. Helga z sado-macho przeszła na czyste macho i szeptała w ucho v T. - katuj mnie katuj... Co się niespecjalnie vonowi podobało, bo tak się składa, że on też wolał być katowany. Nad gutangiem unosiła się czysta filozofia i kompletnie zapomniał o agenckich obowiązkach.
    Czysta nirwana.
    Tymczasem kondor, stary donosiciel już zadzwonił na milicję i zakapował lamę Olgę, ze propaguje kapitalistyczne zboczenia.
    - Co to za ziele? - rozmyślał major Dzięcioł, przełożony kapitana Sowy.
  • @jazgdyni 23:08:23
    Ale major Dzięcioł znał tylko ziele angielskie, zwane wulgarnie liśćmi - z przeproszeniem - bobkowymi.
    No i przecież mamuśka dodawała to świństwo do każdej zupki.
  • @KOSSOBOR 23:19:15
    Ale kondor zapodał, ze oni to ziele palili. Co w tym złego, musi to byc tytuń, ewentualnie (strasznie lubił to słowo) machorka.
    A może oni palili cygara? No ale przecież w sklepach Jubilera można kupić kubańskie (fakt autentyczny j.k.)
    Pewnie dorwali ruskie Biełomorce, rzeczywiście po tym mogą wystąpić objawy.
    Choć ta lama Olga, to podejrzana postać. Podobno za piosenkarkę chciała robić.
  • @jazgdyni 23:08:23
    Miąższ postanowiła, że jednak rozbawi tego obrażalskiego tygrysa, Zygmusia, który od pamiętnej próby z ko/upi luwakiem, na widok von Targowa i agenta ooO zaszywał się w najdalszy kąt, odmawiając przyjmowania pokarmu i zagrzebując się w ściółce jak jakiś, za przeproszeniem, chomik.

    Zrobiwszy po swojemu buzię w lami ciup, podała Zygmusiowi skręta, trzepiąc długimi rzęsami. Zygmuś jednakowoż wolał grzybki.
  • @KOSSOBOR 23:26:16
    Mjr Dzięcioł jednak był bardzo ambitny i chciał się wykazać więc rej Oldze Miąższ postanowił zrobić kipisz.

    http://aleksanderpinski.nowyekran.pl/post/65225,znana-artystka-zatrzymana-za-narkotyki
  • @jazgdyni 23:25:30
    http://www.youtube.com/watch?v=ZuHfymLRQYk
  • @jazgdyni 23:37:55
    Oświadczenie Miąższ:

    "Ja, Miąższ, oświadczam niniejszym, iż nie mam nic wspólnego z tym starym, przechodzonym pudłem, wdzięczącym się do sralonu. Amen"
  • @KOSSOBOR 23:54:44
    To oswiadczenie lama przybiła obcasem w Zooschwitz na białej korze brzozy (Birken).

    I marsz do łóżka warknęła Frau.

    Pa, pa
  • @jazgdyni 00:11:39
    Jak nas jutro/dzisiaj Gospodyni opierpapier za te dymy nad /ale same wyszły, jak Boga kocham!/ i Birken, to się z rozumem nie pozbieramy ;)
    Byle nam tylko marszu żywych nie zrobiła, cholerka.

    No to pa.
  • @tadman 02:12:53
    Kukułka miała teraz zagwozdkę. Oto stanęła wobec sytuacji, którą zazwyczaj to ona stwarzała innym - podrzucono jej cudze jajo. I co miała zrobić z tym fantem? Przez chwilę z uznaniem kontemplowała wzorki wymalowane na jaju kredkami świecowymi, ale wkrótce się zdekoncentrowała - w końcu ilez mozna czasu spędzić na kontemplacji Sztuki? Jednak jej myśl zapłodniona twórczo zaczęła pracować. Najpierw skąpała jaje w błękitnej farbce. Potem znalezionym flamastrem wymalowała na nim wielkie kropki. No, teraz wyglądało naprawdę interesująco!
    Teraz do happeningu potrzebowała koalicjanta. Akurat niedaleko drzemał sobie tapir, który nadałby się idealnie! Tapir nie był od tego, żeby nie pouczestniczyć w happeningu. Zastanawial się tylko, czy to aby jednak nie jest to już performance, ale kwestie teoretyczne postanowł rozważyć później. Na razie wziął delikatnie jajo podtrzymując je trąbą i dyrdaczkiem udal się do klatki kondora. Kondorzyca akurat za zażywała kąpieli słonecznej, co znacznie ułatwiało przeprowadzenie planu. Jak gdyby nigdy nic tapir podszedł do jej gniazda i półgębkiem upuścił jajo.
  • @sigma 09:40:16
    Półtrąbkiem. /?/
  • @sigma 09:40:16
    Dyrdaczek jest znakomity.
    I tak, oczywiście półtrąbkiem.
  • @jazgdyni 13:34:55
    i póltrąbkiem upuścił jajo. Spoczęło polśniewając błękitem pośród zwykłych, banalnie białych, czterech jaj pp.kondorostwa. Po udanej akcji tapir oddalił się nieco i podśpiewując pod trąbą "Wesoiło było na moim pogrzebie" - przysiadł na ławecce i nie spuszczal oka z gniazda ciekaw reakcji. Kukułka przycupnęła nieopodal na dębie. Szczęsliwy tatuś czterech jajek znany nam lizus, kondor Jacuś, jako pierwszy zoczył przedmiot prawdziwej sztuki we własnym gnieździe. Zagulgotał tak, jakby mu ojcem wypadal jaki dorodny indor, przetarł ślepia skrzydłem na wszelki wypadek i bez zmieniania tempa zrobił awanturę żonie. Bo i czyjeż to było jajo - on się pyta?! Przecie nie jego! Z kim to koleżanka małzonka przestaje pod jego nieobecność, kiedy to on służbowo trwa wiernie przy dyrektorze?
    Małżonka gwałtownie wybudzona ze słonecznej drzemki mrugała oczkami i nic nie rozumiała. Doprowadzona siłą do gniazda przez rozjuszonego Jacusia, widziała już przedmiot pretensji, ale w dalszym ciągu nic nie rozumiała. A skąd ona ma wiedzieć, czyje jest to błękitne, nakrapiane jajo?
  • @sigma 15:46:24
    Jajo przezornie milczało.Tapir chichotał na uboczu, kukułka mało z dębu nie spadła, tak się wychylała, żeby nic nie uronić z przedstawienia.
    Tymczasem Jacuś zmylony kolorytem jaja robił dziką awanturę pawiowi z przeciwka. Paw zaprzysięgał się, że jest niewinny, ale powoli irytacja w nim narastała. Jacuś raz jeszcze łypnął okiem na nienawistnie błekitne jajo i dla odmiany przeniósł swe pretensje na papagaja amazońskiego, w istocie zbliżonego kolorytem. Papagaj patrząc na Jacusia bez zachwytu zaczął ostrzyć zakrzywiony dziób na wystającym kawałku blachy. Czynił to tak złowieszczo, że zdetonowany Jacuś dla odmiany zgłosił pretensje pod adresem pawiana, którego sempiterna lśniła odrażającym błękitem. Pawian niewiele myśląc wyrwał Jacusiowi pióro z ogona i zaniósł się grubiańskim rechotem - pomiędzy jednym a drugim wybuchem śmiechu udzielając kondorowi krótkiego wykładu na temat podstaw rozmnażania i hodowli ptaków i ssaków. To znaczy głównie skupił się na różnicach.

    Długo by to jeszcze trwało, ale na szczęście do roboty wzięła się matka natura. W błękitnym jaju zrobiła się dziurka, przez którą na świat boży wyjrzał dziób, a po chwili wylazło na wierzch bardzo mokre kurczę, nieco tylko utytłane na niebiesko.
    Kondorzyca w porywie uczuć macierzyńskich uściskała swoje pierwsze maleństwo, rozsiadła się na gnieździe i podjęła obowiązki rodzicielskie.
    Natomiast Jacusia aż przytkało z wrażenia.
  • @sigma 16:20:02
    Kurczę bladę, naturalnie.
  • @sigma 16:20:02
    No i ten dyrdaczek również przycupnął obok tapira, drapiąc się po różowym łebku, albowiem zupełnie nie rozumiał, o co w tym wszystkim chodzi. W pewnym momencie zapragnął takiego ciepła i miłości, których zażywało kurczę bladę, więc w radosnych podskokach udał się do gniazda pani kondorzycy, moszcząc tam sobie dodatkowe miejsce w zaciszu kondorzego kupra.
    Jacusiowi gały wyszły na wierzch z wrażenia: no ruja i poróbstwo, gdy on wiernie trwa przy dyrekcji!!! Co pomyślawszy, udał się do onej na skargę. Jak zawsze.
    Po drodze ta cholerna, zasrana czapla podśpiewywała jak to miała w paskudnym swym zwyczaju:
    "Potem poszedł do dyreeeeeeeekcji
    spodziewając się wypłaaaaaaaaaty,
    bo lodówkę ma na raaaaaaaaty".

    Ale tym razem kondor rozumiał to jakby osobiście. I słusznie, bo czapla zaraz zmieniła ostatni wers na: "Bo w bachory jest bogaaaaaaaty!"

    Przebiegając przez korytarz biura do gabinetu von Targowa i mijając lustro, kątem oka zarejestrował jakby okazały, jeleni wieniec nad swoją głową. Stwierdził, że jest mu wcale do dzioba z tą ozdobą.
  • @sigma 16:20:02
    Gdy dyrdaczek wybudził się z pierwszego, kojącego snu pod kuprem kondorzycy, zakwilił donośnie na znak, że jest głodny. Niestety, był problem - bowiem dyrdaczek, jak wiemy, jest ssakiem. I potrzebował tęgiej butli ciepłego mleka, a nie tego, co mogła mu oferować pani kondoria /fuj!!!/. Ot co.
  • @sigma 16:20:02
    Wrzask głodnego dyrdaczka postawił całe Zooschwitz na nogi: von Targow zwołał radę naukową.
  • @KOSSOBOR 17:02:46
    Miąższ tymczasem wyraźnie poczuła, że musi zrealizować swe nie zrealizowane /z powodu pobierania nałogowego wiadomych - OZu - ziół/ uczucia macierzyńskie. Pomyślała w rzadkiej chwili trzeźwości lamiego umysłu, iż wygłosi stosowny referat na radzie naukowej.
    Jak pomyślała - tak zrobiła.
    Von Tatgow był zachwycony! Nie zważając na dwuznaczne miny Jacusia, polecił Heldze, by zaniosła dyrdaczka na wybieg lam. Ale przedtem kazał Heldze przelecieć się po wybiegu z kosiarą, a następnie z grabiami. Lubił Miąższ, ale za cholerę nie miał do baby zaufania.
  • @KOSSOBOR 17:14:54
    Wściekły Jacuś, jako, że nikt na niego zwracał uwagi, von Targow nie miał dla niego ucha, a żona mu się puszczała na lewo i prawo, a na dodatek z ssakami (tfu, ohyda !!!), postanowił wykręcić numer. Wybitnie kryminalnym szeptem powiadomił dyżurnego komendy na biskupiej Górce (wszystkie ważne numery miał w głowie), że w Zooschwitz jest podłożona bomba, o niesłychanej sile rażenia. Jako, że Komendę akurat wizytował minister Bagno i oddziały były gotowe do prezentacji, więc można było ich rzucić do zadania.
    -Co z Zoochwitz? - spocony komendant zwrócił się do ministra.
    - Ewakuować !!! - odpowiedział wybitny członek BP i KC. - Natychmiast!
  • @jazgdyni 20:07:53
    O qurna! Ja wysiadam! Zrób z tym cóś!!!
  • @jazgdyni 20:07:53
    Tymczasem Gloria, Irena i tak cudownie ostudzona w swych zapałach lodami - Madame Silvanne, po krótkiej wizycie w barze mlecznym "Biały Ruczaj", tak, tak, tym koło dworca w Oliwie, gdzie jeszcze unosił się dziwny zapaszek angolskiej owsianki a Bufetowa tkwiła nieruchomo, wpatrzona w sufit i oklejona lepcami na muchy - udały się do zamku Hrabiny na zasłużoną herbatkę. Piły ją niesłodzoną pod wytworne czekoladki, które podarował Glorii nasz legendarny ooO. Były pyszne. Nawet Irena je chwaliła, choć, jak wiemy, czekoladki dla koni, a już zwłaszcza dla bzdyklaczy, są niewskazane.
    - A co tam! Raz się żyje! - rżała Irena, sięgając po kolejną pralinkę.
  • @jazgdyni 20:07:53
    Miąższ, która właśnie udawała się do "Białego Ruczaju" z powodu braku mleka własnego, a poganiana dojmującym wrzaskiem głodnego dyrdaczka /zioła wygoliła ta hitlerówka, Helga/, widząc zmierzające ku Zooschwitz samochody z Biskupiej Górki, zanuciła nonszalancko: "Mieciu M., z MSW, gdzieś pierdoło podział swoje KBW?" Co było skomponowane nieco później, bo bodaj w 1968 roku, ale co tam!
  • @jazgdyni 20:07:53
    Narastający warkot motorów na wąskiej drodze do Zooschwitz rozsierdził Zygmusia do białości. Własnie bowiem śnił był o pieczonych gołąbkach i tłustej Kaście z jabłkami. Kaśka - była to gęś gęgawa, która niemiłosiernie panoszyła się w Zooschwitz, wiecznie w pretensjach, darła co chwilę dziób, no i paskudziła na ścieżkach na rzadko oraz zielono.
    Teraz też się darła, zgodnie z rzymską tradycją.
    No ale o tym Zygmuś nie wiedział, pokładając swe ambicje w sile mięśni i zgryzu /chociaż, jak pamiętamy, nie miał jednego trzonowca/ oraz w uroku swych żółto - czarnych pasów. Wiadomo - wszyscy się go i tak bali. Nie musiał już więc czytać książek.
    Mówiąc krótko - tajger Zygmuś był matołem. Ale fakt - silnym matołem.
    A tego się generał nie spodziewał...., oj, nie spodziewał...................
  • @KOSSOBOR 22:15:55
    Madame Silvanne o twarzy wczesnej Glorii, z doświadczeniem późnej Glorii zeszła z obrazu na papierosa. Wszystko przebiegało i rozwijało się nieźle, choć powoli. Grunia co jakiś czas odbywała przebieżki po salonie, a nawet próbowała pierwszych galopów. Naturalnie nie tylko się ślizgała, ale i plątały jej się nogi. Szklane jajo dojrzewało w ostatnich promieniach słońca, otulone miękkim gniazdem. Gloria podlała swój płaszcz i kępkę mchu leżącą w naczyniu komorowskim i doprawdy, dalej nie wiedziała, co z tymi perłami. Postanowiła więc, że zje czekoladkę, poczyta i odpłynie.
    Cóż, sztuka to samotność.
  • Idą wakacje
    Wojciechowa znowu na śniadanie zrobiła znienawidzoną owsiankę, jak zwykle diabelsko gorącą. Gloria, niezbyt uszczęśliwiona tym faktem, smętnie mieszała szarawą popę łyżką.
    - Co tam panienka tak miesza - rzuciła od kuchni Wojciechowa.
    - Nie chcę, aby zrobił się kożuch.
    - Wielkie mi mecyje kożuch. Od tego się nie umiera, panienko.
    - A właśnie, że tak. W zeszłym roku od kożucha z Wojciechowej owsianki miałam krup z dyfterytem.
    Wojciechowa aż ujęła się pod boki, poczem pokiwała głową i niby to do siebie powiedziała:
    - skaranie boskie. Toż panienka ma fumy. Coś mi się widzi, że to wszystko za wcześnie, bo panicz z sąsiedztwa dopiero po następnej niedzieli ze szkół wrócą.

    Glorię ruszyła ostatnia uwaga Wojciechowej, ale dla niepoznaki wydęła wargi i powiedziała:
    - Phi, a kogo ten zarozumialec obchodzi.
    Wojciechowa spojrzała na Glorię koso, machnęła tylko ręką i odwróciwszy się do kuchni zaczęła wyjątkowo energicznie mieszać kopyścią w garnkach.
  • @KOSSOBOR 22:15:55
    Von Targow był skołowany. Rozmyślał intensywnie po telefonie z komendy. - Jak ci idioci wyobrażają sobie ewakuację? Wprawdzie swoboda u mnie duża, ale sporo inwentarza wciąż w klatkach. Co, z klatkami mam ich wywozić? Paranoja...
    W ogrodzie wśród towarzystwa poszła plota, że wybierają się na wycieczkę. Oczywiście teorie były różne. Wielbłądy zwykłe i dromadery twierdziły, że pojadą do Łeby, by tam sobie pochodzić po wydmach. Natomiast foki i całe towarzystwo wodno-ziemne mówiło o Wdzydzach, gdzie w tamtejszych jeziorach będzie można sobie urządzić zawody, a jeziora dodatkowo podobno obfite w płotkę, okonia i leszcza. Załoga latająca nie wybierała się tak daleko, bo tylko do Rębiechowa, gdzie nareszcie można będzie sobie polatać.
    Tymczasem gutang, gdy tylko zobaczył zwarte oddziały ZOMO formujące szyki, celem pacyfikacji ogrodu, doznał znajomego dreszczu. - Zaraz zobaczymy jacy jesteście dobrzy - pomyślał mściwie.
    Pęk kluczy do klatek miał już od dawna i oczywiście na pierwszego wybrał Zygmunta. - Stary, odłóż te marzenia o pieczonych gąskach i popatrz jakie mięcho samo przyszło do nas. Toto, ubrane w stalowe mundurki. Założę się, że takiego szarego kasku to ty nie zgryziesz. - o:0 drażnił próżność pasiatego. I już po chwili zobaczył znany błysk w oku i kapiące krople śliny z półgębka. - Zapraszającym gestem otworzył klatę - Chcesz spróbować stary? - Zyga nie cierpiał, gdy mówiono do niego stary, bo był stary. Więc się jeszcze tylko bardziej rozsierdził i ryknął - dawaj!.
    Podobne akcje dezinformacji, napuszczania i podżegania, jak to agent wrażych sił imperialistycznych, z dużą fachowością przeprowadził w siedzibach, co bardziej złośliwego, wściekłego i głodnego inwentarza.

    Zapowiadała się niezła jatka.

    Nagle Gen. Mieczysław pojął z całą jasności