Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
225 postów 8584 komentarze

NOWY BOHATER X MUZY

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Ostatnio coraz więcej filmów o szlachetnych agentach komunistycznej bezpieki. Biednych, ale zacnych, schorowanych staruszkach. Nowa kategoria. Widocznie szlachetni bandyci, policjanci, prostytutki i inne istoty upadłe są już passe.

 Obejrzeliśmy sobie parę dni temu „Tożsamość” /Unknown/

Jest to coś w rodzaju thrillera nakręconego przez Warner Bros. w kooprodukcji USA / Wielka Brytania / Japonia / Kanada / Niemcy / Francja.

Scenariusz tego arcydzieła popelnili Oliver Butcher i Stephen Cornwell.

 Otóż leci to tak: doktor Martin Harris budzi się po wypadku samochodowym w Berlinie i odkrywa, że jego żona go nie rozpoznaje, a jego tożsamość przyjął inny mężczyzna. Resztę filmu wszyscy usiłują się pozabijać, nie bardzo wiadomo dlaczego.

 Tak najogólniej wygląda ta idiotyczna historia.

 I nie chodzi mi o bezsensowność scenariusza, bowiem rzekomy doktor okazuje się najlepszym agentem tajemniczej a wszechpotężnej organizacji, która po jego wypadku zastępuje go kimś innym, a jego postanawia zlikwidować. Dlaczego – tego nie wie nawet reżyser. Jednak doktor nie na darmo jest najlepszym agentem zabójcą i to on załatwia odmownie wszystkich co do jednego, po czym odchodzi w lepsze jutro z zaprzyjaźnioną w międzyczasie długonogą panienką. Nb.panienka jest Bośniaczką z wyrżniętej przez Serbów rodziny. Jak poprawność, to poprawność.

 Co mnie jednak dopiero zirytowało – to postawienie starego komucha w roli bohatera pozytywnego - działanie typowe dla zinfiltrowanych przez komunistów scenarzystów Hollywood.

 Jest on zresztą jedyną postacią jednoznacznie pozytywną - emerytowany członek Stasi, kruchy, uroczy staruszek, który w swoim schludnym acz ubogim mieszkanku ma na ścianie zdjęcia swej chlubnej przeszłości.

Poleca go zresztą prześladowanemu agentowi pielęgniarka w szpitalu.

Poleca go jako dobrego człowieka, który pomaga ludziom.

Zresztą owa pielęgniarka, życzliwa dusza w chwilę potem zostaje zamordowana.

Diabeł wie czemu. Widocznie skończyła się jej dniówka.

 Otóż, ten stary, poczciwy agent Stasi sam mówi o swojej zawodowej karierze kapusia i wyrywacza paznokci współobywateli z dumą – dumą podzielaną przez całą resztę społeczności filmowej.

I przecież prawie bezinteresowną pomoc prześladowanemu agentowi  przepłaca życiem! Stary weteran bezpieki popełnia bowiem bohaterskie samobójstwo zażywając kawę  z cjankiem, który w przewidywaniu takiej właśnie chwili trzymał w puszce po herbacie. Serce się kroi.

Dlaczego właściwie się truje? A, o to trzeba by spytać niespożytego rezysera i scenarzysty.

Ze scenariusza to nie wynika.

 Drugim bohaterem pozytywnym jest wynalazca genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy, który przy użyciu swego genialnego wynalazku chce uratowac świat od głodu. Żeby tym dogłębniej spełnić wymagania, jakie widz ma wobec bohatera pozytywnego, przybywa na kongres, na którym ma zawiadomić świat o swym wynalazku i przekazać go w ręce głodującej ludności, w towarzystwie dwóch smarkatych blondyniastych córeczek.

Dlaczego na kongres naukowy wlecze dzieci, zamiast zostawić je w domu?

A, o to też trzeba się spytać scenarzysty.

 Diaboliczna organizacja zamierza podczas tego kongresu wykraść naukowcowi informacje o owej kukurydzy, a jego zamordować. Ażeby ukryć tę zbrodnię, wysadza całe piętro hotelu Adlon w Berlinie, gdzie ów kongres się odbywa. Liczy na to, że wówczas wszyscy będą myśleć, że celem zamachu był arabski książę, który sponsorował odkrycie owej zmodyfikowanej genetycznie kukurydzy.

 Zapewne prościej było poczekać, aż ów naukowiec podczas kongresu po prostu przekaże wdzięcznej ludzkości ową kukurydzę, ale o czym by wtedy był film?

Zresztą, nieważne. Chcieli mieć tę kukurydzę, niech im tam.

 Natomiast irytuje mnie ten nowy, cichy bohater naszych czasów, ten prześladowany przez paskudnych reakcjonistów ubogi staruszek - emerytowany tajniak.

Bo ostatnio coraz więcej filmów o szlachetnych agentach komunistycznej bezpieki. Biednych, ale zacnych, schorowanych staruszkach. Nowa kategoria. Widocznie szlachetni bandyci, policjanci, prostytutki i inne istoty upadłe są już passe.

Owi starzy weterani służb specjalnych mają tak porywająco skomplikowaną osobowość. I takie dobre, choć czasami zawiedzione w swych uczuciach serce.

 Gdyby taki świat uboli sądzić po "Różyczce" - nie kierowali się oni w swych działaniach rozkazami zwierzchników. Sami decydowali, co zrobią, albo i nie, zaleznie od drgnień swej niedocieczonej a wrażliwej duszy.

W jakiejś chwili dręczona wyrzutami sumienia tytułowa Różyczka zawiadamia oficera prowadzącego, że więcej nie będzie donosić na Jasienicę, bo wychodzi za niego za mąż. Sumienie jej nie pozwala. A na to żółty z zazdrości, zakochany w niej oficer prowadzący chwyta z archiwum ubecji donosy Różyczki i podtyka je pod nosJasienicy, żeby go tylko zniechęcić do małżeństwa. Jednak na swoją zgubę Jasienica się nie zniechęca i żeni, a wtedy ubol z czystej zazdrości wyrzuca go przez okno.

Szalenie prawdopodobne.

Czy ktoś tu cokolwiek konsultował z kimkolwiek znającym się na rzeczy?

Już od czasu, kiedy TW Bolek wyrywał co lepsze kawałki ze swojej teczki, wiadomo że akta były numerowane i zszywane. Wynoszenie akt bez zezwolenia było niemożliwe. Każdorazowy dostęp do nich był odnotowany.

Zofia O'Bretenny, czyli prawdziwa TW podsunięta Jasienicy, każdy krok konsultowała z oficerem prowadzącym. Od historyków ubeckich (to dopiero byłby ciekawy wątek, gdyby go rozwinąć!)dostawała listy pytań, jakie miała zadać Jasienicy po wykładzie, aby go sobą zainteresować. Propozycję małżeństwa przekazała do decyzji ubecji, która po licznych konsultacjach zdecydowała się na nie zezwolić. 55-letni profesor UW popełnił mezalians z 40-letnią pracownicą dziekanatu.

Donosiła aż do śmierci Jasienicy, zresztą po śmierci dalej była bezpiece przydatna.

W końcu w mniejszym stopniu chodziło o to, co uczynił, czy powiedział reżimowy pisarz, jakim był Jasienica, a bardziej ubecji zależało na informacjach z tego dość hermetycznego środowiska.

Poza tym siadła na całej twórczości Jasienicy i dopiero wieloletnie procesy z jego córką oddały prawo do twórczości ojca córce. Skruchy za to, co czyniła, nie okazała do końca życia, które zakończyła w roku 1997.

 

Jeszcze bardziej zakłamane jest niemieckie "Życie na podsłuchu". Samo założenie, że jedyną postacią sympatyczną jest w tym filmie oficer Stasi, który z niepojętych dla nikogo przyczyn nagle zaczyna śledzoną przez siebie parę wybitnych artystów bronić przed inwigilacją kosztem własnej, zaprzepaszczonej wskutek tego odruchu serca kariery - jest mniej więcej równie prawdopodobne jak istnienie UFO (a może nawet mniej).

Ostatnie kadry filmu, kiedy to ów dobry człowiek, niegdyś świetny agent zepchnięty przez żelazne ramię Stasi do poniżającej pracy na poczcie, przegląda książkę uratowanego przez siebie pisarza i widzi tam dedykację dla niego, dla dobrego funkcjonariusza bezpieki numer taki a taki – wyciska po prostu  łzy z oczu.

 NRD przez cały okres swego istnienia nie potrafiła się pochwalić choćby jednym artystą klasy choćby średniej. W kraju, w którym 100 tys. obywateli było funkcjonariuszami Stasi, a 200 tysięcy tajnymi współpracownikami tejże - nie było już miejsca na cokolwiek poza podsłuchiwaniem i podglądaniem obywateli.

Nie oglądam ja filmów za często, więc skoro w wyrywkowo obejrzanych kilku filmach pojawił się ten nowy bohater – to znaczy, ze tych filmów musi już być sporo. 

 Czy ja się kiedyś doczekam czasów, kiedy w filmach bohaterem pozytywnym będzie skatowana ofiara tego parszywego, schorowanego staruszka?

 

 


 

 
 

 

 

 

 

PRZECZYTAJ TAKŻE

KOMENTARZE

  • "Czy ja się kiedyś doczekam czasów..."
    pewnie jak pomoże go pani nakręcić swoim życiem, publicystyką i blogami.
    Ukłony.
  • @Avern
    Człowiek orze, jak może;) Nawzajem serdecznie pozdrawiam :-)
  • @sigma
    Masz dwie 5* /w tym moja/ i 85 odsłon. Z prostej arytmetyki wynika, że 83 osoby to właśnie owi parszywi, schorowani staruszkowie, cy co?
    Bo przecież każdy lubi opowiadanie filmów!

    Super post! G. pt. "Różyczka" nie oglądałam. Ja w ogóle takich polskich filmów nie oglądam - z założenia. "Katynia" Wajdy również. To wszystko jest jakaś zgraja, która nawet nie wie, co to znaczy "myśleć po polsku". Ale - żyje z naszych podatków. Wniosek? Rozpirzyć całe to Ministerstwo rzekomej Kultury oraz Instytut Sztuki Filmowej. Won! Won! Won!
    Zdefiniować potrzeby POLSKIEJ !!! kultury i stosownie do tego - ewentualnie stworzyć jakieś ciało zawiadujące jedynie przekazywaniem docelowych grantów. Np. na zachowanie zabytków, na muzea, na biblioteki.
    A cała reszta, razem z tow. ministrem - won! To nie ma niczego wspólnego z POLSKĄ KULTURĄ. Amen.
    No, wkurzyłam się, cholerka!
  • @KOSSOBOR
    Żeby nie było, to "Różyczkę", "Zycie na podsłuchu" i "Czeski błąd" obejrzałam na organizowanym przez IPN przegląd filmów o bezpiece w demoludach. "Czeski błąd" był świetny. A na filmy polskich "twórców" nie chadzam z zasady, bo nie lubię wyjeżdżać do nadmorskiego miasta, zresztą stolicy Łotwy.
  • @sigma
    „Anna Tarczyńska w Nr 1 (618) tygodnika „Fakty i Mity” (5-12 stycznia 2012 r.) napisała: „Przez sito weryfikacji przeszły takie indywidua jak np. kontrwywiadowca płk. Krzysztof B., którego odwołano z misji w Iraku za pijaństwo (pewnego dnia tak zabalował, że amerykańscy lekarze z najwyższym trudem uratowali mu życie). Chociaż do komisji zgłosiła się dr Grażyna Niegowska, na którą spadło za sprawą pożal się Boże oficera wiele nieszczęść natury osobistej (m.in. pobicie, udokumentowana nielegalna prywatna inwigilacja z wykorzystaniem sprzętu służbowego, szantaż), płk. B. dostał robotę w SKW, bo….ładnie donosił na tych kolegów”. Jako jedna z ofiar przestępczej działalności płk. Krzysztofa B. będę pilnie śledziła rozwój wydarzeń, mających na celu obnażenie tego pożal się Boże oficera i ukaranie go przez polskie sądy - za niszczenie ludzi i szarpanie wizerunku Rzeczypospolitej – wszak sprawa z płk. Krzysztofem B. w tle jest w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu”. Taki polski incydent - może kiedyś doczeka się produkcji filmowej. Pod koniec stycznia warto zajrzeć do "Faktów i Mitów".
  • @Grażyna Niegowska
    "Fakty i Mity" nie jest pismem, do którego zamierzam zaglądać. Kiedykolwiek.
  • @sigma
    Kak zawiotsa eta opera...? Maskwa noczju? Niet... Leningrad zimoj? Toże niet! A! Riga lietom!"
  • @KOSSOBOR
    Nie znałam! Boskie;))
    Przypomniala mi się odp.radia Erewań:
    Pyt.: Czy to prawda, ze radzieckie lodzie podowodne maja rekord zanurzenia?
    Odp: Tak, to prawda, Dwie ciagle jeszcze pozostaja w zanurzeniu od 1957 roku
  • @sigma
    :)))

    /Ale... to wcale nie jest wesołe :((( po "Kursku". A tylko o "Kursku" coś tam wiedzieliśmy... I to nie do końca./
  • @KOSSOBOR
    Ano prawda. Szczególnie że nie wiadomo, ile ich łodzi pobiło rekord zanurzenia. I pewnie nigdy sie tego nie dowiemy.

    No to inny bez smutnych konotacji:
    Pyt.: Co to jest kwartet smyczkowy?
    Odp: Moskiewska orkiestra symfoniczna po powrocie z tournee zagranicznego.
  • @sigma
    Najbardziej lubimy te piosenki, które dobrze znamy :)))

    No to na kaniec:

    Przewodniczący kołchozu zwołuje zebranie i oświadcza kołchoźnicom, że "zawtra budiet interwju". "No a szto eto takoje - interwju?" - pytają kołchoźnice. "Ja toże nie znaju, czto eto interwju, no na wsjakij słuczaj wy pramojtsa" - odpowiada przewodniczący.
    Otóż ten dowcipek opowiedział mi oficer SB, mąż znanej i cenionej aktorki... Teraz zapewne miły staruszek :(
  • @sigma
    Gdyby się kto pytał - ode mnie 5*, te trzecie.

    Dziękuję i pozdrawiam.
  • @raven59
    Miło mi to słyszeć;) Pozdrawiam serdecznie

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

ULUBIENI AUTORZY

więcej