Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
224 posty 8257 komentarzy

Jaja bzdyklaczy XIV, czyli skutki jednej głupiej ustawy.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Od tej chwili las nawiedzają wyłącznie łysi z amstaffem (nie na smyczy), zboczeńcy, złodzieje, bandyci, rozjeżdżający las gówniarze na quadach, okoliczni alkoholicy orazi poszukiwacze skarbów.

Dawno, dawno temu dzień w dzień chodziłam z moją zbójecką trójką psów do lasu na spacer. Dwie goldenice i chart kaszubski grzecznie szły przy nodze na potrójnej smyczy, po czym u podnóża góry zwanej przez tutejszą ludność Diabelną siadały i smycze im odpinałam. Po załatwieniu spraw zasadniczych psy zaczynały obiegać mnie w promieniu mniej więcej 20 metrów i w trakcie godzinnej pętli w lesie doprowadzały do miejsc, gdzie coś ciekawego się zdarzyło. W ten sposób dowiadywałam się, że borsuki mają małe (Balunia leciała po mnie i doprowadzała mnie do nory w borsuczej górze i macierzyńsko popiskiwała nad wejściem), że ukradziono samochód i rozebrano go na sztuki, że poszukiwacze skarbów znaleźli pociski przeciwczołgowe (Bebe pokazywała mi takowy ze zdjętą łuską), że kłusownicy zabili sarnę (strasznie ciężko doszorować potem psa ), że mafia próbowała kogoś zastraszyć (psy doprowadziły mnie do urwanego i zwisającego z buku sznura), że idą na nas dziki (psy chowały się za drzewami i nerwowo skamlały, żebym do nich dołączyła), że w krzakach siedzi zboczeniec (Bajbus warczał i wskazując nosem pytał się, czy może faceta pogonić), że idzie znajomy, zaprzyjaźniony pies (od razu zaczynała się zabawa w ganianego), czy też kilku łysych z amstaffem (cała trójka szła przy nodze zjeżona i złowrogo warczała).

Z części tych rewelacji zwierzałam się policji i psia czujność zawsze spotykała się z ich uznaniem. Spotykaliśmy też regularnie leśniczego i nigdy nie miał pretensji, że psy nie są na smyczy; w końcu sam widział, jak się moje psy zachowują. Zresztą widział również, że zawsze przy okazji zbieram potłuczone szkło, czy jakieś plastiki w siatę. Przez te lata stanowiliśmy pożyteczny element lasu.  

Potem wprowadzono obowiązek prowadzenia psa na smyczy i w kagańcu.

Straż miejska na stałe ustanowiła sobie u podnóża Diabelnej miejsce łapanek.

Od tej chwili las nawiedzają wyłącznie łysi z amstaffem (nie na smyczy), zboczeńcy, złodzieje, bandyci, rozjeżdżający las gówniarze na quadach i poszukiwacze skarbów.

Z niepojętych przyczyn tego towarzystwa jakoś straż miejska nigdy nie zaczepia.

Stojąca na skraju lasu babcia z kundelkiem wielkości kota – oto jest ich ulubiona ofiara.


 

I tak właśnie wyglądają skutki jednej głupiej ustawy.

A jak pomyślę, że wciąż rosnąca banda urzędników wytwarza dzień w dzień kolejne setki kretyńskich ustaw – źle mi się robi.

 

A te śliczne maluchy są ofiarą innej kretyńskiej ustawy - zakazu rozmnażania i sprzedaży psów bez rodowodu.

I skoro tak,  zostaną (za zgodą Właściciela) - wprowadzone do Jaj Be jako kameralny nonet karelski na niedźwiedzie. Tapir padnie z zachwytu. Już nie mówiąc o bezjedynkówkach, które adoptują je na pewno.

 

 

Zresztą -  żeby nie było - my też jestesmy  ofiarami.   I to całego stosu ustaw. Tylko nas już nikt nie adoptuje.

 

KOMENTARZE

  • Tadzinek jest zdecydowanym wrogiem psów, a poszło to tak.
    Kiedy zbliżał się do glinianki, gdzie koledzy byli zajęci rzucaniem Rolfowi patyków do wody. Rolf to była czarna bestia niewiadomego pochodzenia, która latem kręciła się w pobliżu glinianek, bo to i z dzieciakami można było pobawić się w aportowanie, a nawet spałaszować kanapkę, co to zapobiegliwe matki wtryniały dzieciakom w kieszeń. Tyle patyków lądowało w wodzie na raz, że zdezorientowany Rolf postanowił znaleźć sobie inną zabawę. Właśnie do glinianki zbliżał się Tadzinek, więc Rolf radośnie szczekając rzucił się w kierunku chłopaka dużymi susami.
    Tadzinek oczami wyobraźni widział już, jak Rolf chce mu skoczyć do gardła i w jego ochronie wykonał w tył zwrot. Rolf skacząc z rozpędu na plecy Tadzinka obalił go w trawę. Tadzinek nie zdążył zmówić ani kawałka Zdrowaśki i tylko czekał na zatopienie kłów w szyi. Trwało to chwilę, aż Tadzinek poczuł na szyi coś mokrego, ciepłego i dość szorstkiego. To Rolf dobrał się do szyi Tadzinka.
    Od tamtego czasu Tadzinek ma objawy kliniczne psiosy nervosy, szczególnie wtedy, gdy pies jest większy od ratlerka.
  • @tadman 21:19:03
    Opanuj psiosę nervosę, bo trza nadać maleństwom imiona!
    Rzucam pierwszy pomysł! Jako nonet kameralny mogłyby się zwać: Skrzypka, Viola, Waltornia, Perkusja, Wiolonczela, Klarnet, Fagot, Puzon i Kontrabas.
  • @sigma 21:24:17
    A historia tych maleństw jest tutaj:
    http://www.ekspedyt.org/karluum/2013/10/14/19275_oddam-szczeniaki-w-dobre-rece.html
  • @sigma 21:24:17
    Cudne maluchy!!! Nieee, no coś Ty! Karelski pies niedźwiedzi jako Perkusja, z przeproszeniem? Znałam jednego, zwał się Fin i to było imię adekwatne. One muszą mieć imiona trącające Północą.
  • @KOSSOBOR 21:36:04
    Skald , Thor, Odyn, Sigvald, Harald.
  • @KOSSOBOR 21:36:04
    No dobrze, niech będzie. Na terenie Karelii leżą dwa największe jeziora Europy – Onega i Ładoga. Poza nimi do największych jezior Karelii zalicza się Kieret, Kujto, Leksoziero, Niuk, Ondoziero, Piaoziero, Siegoziero, Suojarwi, Topoziero, Wodłoziero i Wygoziero oraz 66 tysięcy innych, drobniejszych jezior.
    No to kolejny komplet imion: Onega i Ładoga, Kieret, Kujto, Niuk, Leks i może kilka większych rzek: Kiem, Wodła i Suna.
  • @sigma
    Czy wiesz ile jest chłopców i ile dziewczynek? Rodzeństwo Simby i Simba miały robocze imiona w kolejności narodzin. Poniedziałek - Simba, Wtorek , Środa, Sobota- Diana i ostatni Czwartek pechowiec. Nie tylko urodził się w zamartwicy ale spadł ze sporej wysokości. To była upiorna banda. Pierwszej nocy ( naprawdę) opuściły pudło od tapczana przyznane im na legowisko i ku rozpaczy matki rozpełzły się po całym mieszkaniu. Biegała lamentując , a ja zbierałam maluchy po podłodze. Co noc tak łaziły. Gdy były starsze żyły z wyboru pod szafami , wybiegały tylko do miski warcząc i gryząc się. Dopadały nieszczęsną matkę i wisiały jej na cycku ssąc i gryząc gdy czasem nieśmiało usiłowała się oddalić. Oprócz tego ich najlepszą zabawą była nocna gonitwa po całym mieszkaniu. Śpiącym przebiegały na ogół po głowie. Wszyscy zatem spali na brzuchu. Wreszcie zostały szczęśliwie pooddawane i został Simba z matką. Bardzo szybko ją zdominował. Nie śmiała przy nim wejść do swego pokoju bez pozwolenia. Wszelkie zabiegi wychowawcze nie dawały rezultatu. Natomiast na łódce był wspaniały. Umiał nawet balastować.
  • @sigma 21:24:17
    Po kilku nerwowych telefonach pomiędzy twierdzą a zameczkiem, Mme i Hrabina długo grzebały w szafach, a następnie równie długo robiły mejkap w łazienkach.
    Gdy w końcu Gloria pojawiła się w hallu zameczku - Woyciechowa chwyciła za siekierę, co to ją miała dyskretnie schowaną za drzwiami i już chciała pędzić na milicję, gdy rozpoznała w końcu Hrabinę.
    - Że też państwa takie niewczesne żarty się trzymają! - pokręciła głową. - To ten jakiś Halołin, czy co?
    - Nie, dhoga Woyciechowo, to poważna sphawa. Muszę pilnie jechać do Mme Silvanne.

    Gdy Gloria zadzwoniła do twierdzy, Mme na jej widok wyciągnęła podręczny miotacz ognia, natomiast Hrabina na widok Mme wyciągnęła browning.
    Jednak, dzięki Bogu, szybko rozpoznały się po błękitnych oczętach.
    Poćwiczyły jeszcze stosowny, menelsko - bandycki krok a la prime minister, naciągnęły kaptury i zagwizdały na już odpowiednio przygotowane przez Mme Bebe i Bajbusa.
    Psy wyglądały straszliwie! Poza wampirzymi zębami /ze sklepu z Halołinem/, miały mordy utytłane w keczupie, co - swoją drogą - bardzo lubiły. Na ich szyjach lśniły ogromne kolczatki sado - maso, kolcami na zewnątrz, naturalnie.
    Gdy obie damy, wraz z wolno biegającymi psami wyszły na dzielnię - dzielnia zamarła... Jakiś dziadeczek kurcgalopem wpadł do klatki schodowej i zaryglował drzwi, usiłując opanować gwałtowne bicie serca.
    Obie damy, wraz z psami z wolna, acz nonszalancko skierowały się ku lasowi i Diabelskiej...
  • @Iza 21:53:11
    Tak na oko (jak wiadomo, na oko umarł jeden stolarz) jest pięć suczek i cztery pieski. Ale głowy nie dam. Może Karluum wpadnie i nas oświeci bardziej miarodajnie.

    Łomatko! Malamuty to są rasy prymitywne i piekielne - biedna mamusia labradorzyca. Nasza goldenica Balunia by zwariowała. Jej szczeniaki zachowwały się wzorowo i słodko - no i przynajmniej póki nie przejrzały - nigdzie się nie rozłaziły. Szczególnie że siedziały w kojcu zbudowanym na środku pokoju;) I co najważniejsze - w nocy spały!
  • @Ptasznik z Trotylu 21:47:31
    Bardzo dobrze, ale za mało. Musi być dziewięć.
  • @Ptasznik z Trotylu 21:47:31
    I Krystyna, córka Lavransa ;) oraz Król Grot.
    Ale te imiona rzeczywiście pasują.
  • @Iza 21:53:11
    Kochamy nasze zwierzaczki, kochamy...

    Kizia Luiza zwaliła zabytkową karafę, co to Niemców i bolszewików zdołała przetrwać...

    Kochamy nasze............... ;)))
  • Od tego polowania na niedźwiedzie
    upodobniły się do obiektu polowania. Mam nadzieję, że nie poszło im w masę, bo Tadzinek przygniecion zakończyłby żywot nad glinianką.

    Z pyska fajnie im patrzy.
  • @KOSSOBOR 21:59:33
    Jako pierwszy napatoczył im się wyjątkowo rozbestwiony gówniarz na quadzie. Toteż skotłowały go z pełną satysfakcją, przy okazji demolując pojazd. Psy zostawiły na wrednym typku sporo mejkapu, więc Mme wyciągnęła keczup i uzupełniła psi makijaż.
    Rozchybotanym, knajackim krokiem udały się dalej ćwicząc ohydny rechot. Nie bardzo im to wychodziło i zwabiony damskimi głosami z krzaków wynurzył się pełen nadziei ekshibicjonista. Jednak nie zdążył ujawnić swego zboczenia, bo psy runęły na niego warcząc, co zwróciło uwagę pań, które bez namysłu przystąpiły do akcji. Skopanie zwyrodnialca i puszczenie go w dalszą drogę bez płaszczyka sprawiło im sporo satysfakcji.
  • @KOSSOBOR 22:13:54
    Te chaljery chyba się dzisiaj umówiły. Własnie Szisza zwaliła mi z parapetu orchideę.
  • @sigma 22:03:05
    To dodaj tych kilka jezior o żeńskim brzmieniu. Ale nie za rosyjskim.
  • @sigma 22:16:41
    Kooochamy nasze zwierzaczki.................
  • @ All
    A gdzie, qrna, gwiazdki od Szanpaństwa? A?
  • @sigma 22:15:18
    Na widok majaczącej pod Diabelską Straży Miejskiej, obie damy wyciągnęły z dresów po flaszce wina Wino i dość ostentacyjnie, przyznajmy, zrobiły tulipany na najbliższym kamieniu.
  • @sigma
    Którego wybrałabyś? Ten drugi to będzie niezły bandzior, a ostatni cwaniak.
  • @tadman 22:14:49
    Tadziu, to są średniej wielkości psy. Dość pierwotna rasa.
  • @KOSSOBOR 22:27:01
    Smrodek sikacza zakonserwowanego siarką w ilości jeden do jeden rozpełzł się po lesie i prawie zadławił Glorię i Mme Silvanne, już nie mówiąc o psach, - ale czego się nie robi dla dobra ludzkości. Mimowolnie się zatoczyły, co na przedstawicielach prawa i porządku wywarło jak najgorsze wrażenie.
    Toteż Straż Miejska poczuła nieodparty przymus bezzwłocznego udania się w odwrotnym kierunku niż para ohydnych moczymordów.
  • @Iza 22:30:21
    Pierwszego. Jest cudny.
  • @sigma 22:35:27
    Albo przedostatniego. Taki bystrzak.
  • Moje propozycje imion
    Kiża, Aunus, Uchta, Lapen, Ranta, Borg, Suna, Wyg, Niuk, Kantel. Ostatnia nazwa to instrument karelski. Tak na szybko chciałam dać coś karelskiego. Niektóre z nich to część wyrazu, bo cały był za długi.

    Te psy są słodkie i dzielne. Poniżej filmik z tymi psiami z YouTube oraz link do oryginału w dobrej jakości.

    http://youtu.be/SrKGuSdGvhY

    http://animal.discovery.com/tv-shows/dogs-101/videos/karelian-bear-dog.htm
  • @sigma
    A ja drugiego. Chyba mam skłonność do niedobrych chłopców.
  • @Leoparda
    Nasze maleństwa mają mniej białego niż te z filmu. Ciekawe czy zamiast szczekać będą wyły. Jak Simba i wszystkie prymitywne rasy lub ich mieszańce.
  • Koty Glorii i Mme
    były oburzone takim niespotykanym zauroczeniem jakimiś ustawicznie lejącymi wszędzie psiakami. Początkowo owo zauroczenie, by nie powiedzieć histerię, przyjmowały spokojnie, ale po pewnym czasie wkurzyły się i przypomniały o swojej obecności traktując stosownie tu orchideę a tam karafkę. Niech wiedzą kobity, że koty górą są i basta.
  • @Iza 22:49:32
    To wycie jest dla mnie niespodzianką. Nie znam się dobrze na psach, choć go mam.
  • @Autor
    Generalnie u nas w kraju produkcja głupich przepisów jest plagą.
    Szkoda, że nie potrafią posły-osły z równą łatwością pisać dobrych i bardzo dobrych ustaw.
    Na ale nic dziwnego, że tak się dzieje, bo do mądrego rządzenia trzeba wysilić mózgownicę, a to niestety sprawia większości niesamowitą trudność:))))

    Pozdrawiam.
  • @Iza 22:47:32
    Chciałabym zobaczyć jego portret, jak dorośnie - to dopiero będzie bandzior, skoro już teraz potrafi przybrać taki wyraz twarzy;)
  • @leoparda 22:38:37
    No, proszę. Tylko 300 karelskich psów niedźwiedzich w USA! W Polsce też to rzadkość. Te 5 stów, które winszuje sobie za szczeniaka właściciel jako zwrot kosztów własnych - to naprawdę super okazja.
  • @leoparda 23:16:49
    Te psy wymagają mocnej, stanowczej ręki.
    Znajomi kiedyś, kiedyś mieli tego Fina, którego wspominałam. Pan domu był polującym i usiłował przekabacić psa na niedźwiedzie na... kaczki i sarny. Nic z tego nie wyszło, mimo treningu i zwłok dzikiego kaczora wielokrotnego użytku, przetrzymywanych ku zgrozie małżonki w lodówce. Fin wolał żywe koty okoliczne i to dość skutecznie.

    Natomiast kiedyś, gdy znajomi byli na spacerze z Finem, jakaś entuzjastka wpadła w zachwyt: jaki śliczny!, jakie ma łatki!, jakie ma uszki !, jaki ma ogonek! /ogony mają zakręcone, na jednym boku/ - ze świecą takiego pięknego kundelka szukać!!! Kama i Marek byli naprawdę załamani!!! :)

    Fin nie znał pojęcia moresu. Do czasu, gdy wyjechał na wakacje wraz z Funiem, moim dogiem, pod namioty, nad jezioro. Efekt był taki, że Funio mieszkał w naszym namiocie, naturalnie /bał się żab/, a Fin musiał spać na zewnątrz. To również wpędziło moich znajomych w depresję.
    Zwierzaki.........................
  • @Iza 22:49:32
    Te na filmiku i szczekają i wyją.
    Doczytałam się, że Sowieci prawie załatwili Finom eksterminację karelskiego psa na niedźwiedzie.
    Oraz że w latach 60-ych XX wieku zastosowano w Polsce dolewkę krwi łajki rosyjsko-europejskiej w celu uniknięcia chowu wsobnego, wobec braku drugiego reproduktora tej rasy. Było to dopuszczalne ze względu na bardzo bliskie pokrewieństwo obu ras. Hmm.
  • @tadman 23:05:12
    Psy też wczoraj wariowały i skakały po wsiem. Nie ma letko, jak się ma w domu zwierzyniec;(
  • @AdNovum 08:09:00
    Zwłaszcza, że ta głupota poparta jest często stosowną kaską od zainteresowanych ustawą.

    No więc rozpędzenie tego towarzycha, jedna rada stanu, a za przekroczenie budżetu - kara śmierci i konfiskata mienia. I szlus.
  • @leoparda 23:16:49
    Kilka lat temu nocowałam w schronisku, które na tyłach miało kojce z - jak to je nazywali - haszczakami. Bo właściciele zajmowali się wyścigami huski. I całe stado przepięknie śpiewało przez pół nocy. Ale byliśmy tak zmordowani, że nic nam to nie przeszkadzało (to było po drugim dniu rajdu konnego przez Kaszuby;)))
  • @AdNovum 08:09:00
    Do tego dochodzi i uzasadnienie konieczności swojego istnienia na stanowisku różnych urzędasów. No, prawo Parkinsona w czystej postaci.
  • @sigma 22:34:16
    W poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, obie damy wróciły na dzielnię, cały czas jeszcze jakby wymarłą. Czasami zafalowała jakaś firanka, ale jedno rzucenie okiem przez Mme załatwiało sprawę. Drugi raz nie musiała już rzucać ani okiem, ani czymkolwiek. Psy nareszcie się wybiegały, jak za dawnych czasów, które w podaniach zawsze są dobrymi.
  • @KOSSOBOR 10:09:02
    Toteż na następny spacerek Gloria z Mme Silvanne wybrały się znów do Zooschiwtz, aby skontrolować, co w trawie piszczy.
    Niestety! Opieńki koło wybiegu tygrysów już zeszły na psy.
    Tym niemniej udało im się zdybać co nieco podgrzybków w okolicy wybiegu łosi, których cała szczęśliwa rodzina złożona z mamy, taty i bliźniąt płci nieznanej, obserwowała grzybobierące (od: grzybobranie) damy z pełnym spokojem.
    Jednocześnie kot z zoologa wybrał sobie miejsce na głaskanie przez bywalców na wewprost klatki rysia - doprowadzając tego ostatniego do amoku. Spojrzenie, jakie ryś utkwił w kocie każdą inną istotę doprowadziłoby do spopielenia na miejscu. A kot nic. Takie to są koty.
  • @sigma 15:36:43
    Dodam jeszcze, że:
    1o - kot był bury i miał RÓŻOWĄ obróżkę, wysadzaną dyamentami. Tak, że w pierwszych słowach swojego listu Mme i Hrabina wzięły go za tę idiotkę, Irenę, szlajającą się po Zooschwitzu i wdzięczącą się do publiczności. No ale w drugich słowach już rozróżniły obróżkę od czapraka i przytomnie zatelefonowały do stajni, by umówić się z Irena na wtorek, na poranne galopy. Irene rzuciła, że ona chętnie, bo właśnie nabyła piękny, różowy czapraczek, wysadzany dyamentami. Mme i Hrabina wpadły w panikę i udały się do dyżurnego veta Zooschwitzu. Bowiem na wybiegu osłów działy się rzeczy wielce niepokojące.

    2o - wszystkie grzyby powędrowały do kosza - były bowiem tęgo nadziewane. Nawet bardziej, niż sikorki.
  • Te faszyści (te psiaki mam na myśli) to mnie nasuwają taką myśl
    (w/w stylizacja na ętelektualistę - celowa). Że otóż jurban ledżęd mówi o gościu, co se był ofczarka kaukaskiego (słitaśnego szczeniaczka) na ruskim bazarze zanabył. Ofczarek rósł, rósł i rósł aż wyrósł i wtedy się pokazało, że to niedźwiedź któregoś tam koloru. No paczpan co ten Czernobyl robi, jakie mutanty.
    (Szczeniaczki mają tak puchate mordki, że aż się kojarzą z misiami, stąd mnie naszło wspomnienie w/w anegdoty.)
  • @KOSSOBOR 22:27:01
    I za to kochamy damy! Energia i tulipany!
  • @AdNovum 08:09:00
    No kiedy właśnie dobre prawo jest prosteeee! Gryzia jak czasem widzi niektóre prawne potworki to się zastanawia co jarał autor, bo ona by tego nie wymyśliła za żywota, Chiny i psoniedźwiedzie!
  • Antytolerasta
    Trzasnęły drzwi na dole.

    To pewnie Tadzinek wraca na kolację - pomyślała babcia odkładając szycie.

    Ale zamiast zwykłego bębnienia bosymi nogami usłyszała jakiś ciężki krok, więc wyjrzała na schody.

    To Tadzinek wyglądał jakby wracał z niemieckiej niewoli. Tadzinek rzucił tynisówki*, cmoknął babcię w policzek i udał się do łazienki bez popędzania. Babcia poszła do kuchni, aby przygotować kolację. Tadzinek wyszedł z łazienki i to bez rytualnego prychania i kwękania, że niepotrzebnie się mył, bo przecież był czysty. Usiadł przy stole, a babcia postawiła przed nim jajecznicę i pajdę skośnie ukrojonego chleba, wyrównanego masłem, tak jak lubił.

    Tadzinek smętnie mieszał widelcem jajecznicę, ale babcia nie pytała o nic, ponieważ wiedziała, że Tadzinek na pewno nie wytrzyma i powie co go trapi.

    W końcu wyrzucił z siebie:

    - Wiesz babciu, że ja jestem paskudnym nietolerastą!
    - O - powiedziała babcia, aby podtrzymać rozmowę.
    Byłem już koło domku pani Janiakowej, kiedy od nas wyszedł stary Dreszel. Był ubrany dziwnie, bo w dres, czapkę z daszkiem i tynisówki.

    - Tak? - powiedziała babcia i dodała - Nie widzę w tym nic dziwnego.

    - Tak, ale Dreszel rozglądał się niespokojnie na boki, jak jaki złodziej, więc schowałem się za żywopłotem i zacząłem go obserwować. Podszedł do furtki, dalej tak dziwnie się rozglądał. Poszedł w tę uliczkę która prowadzi do Wisłoujścia. Jeszcze raz się rozejrzał i nagle ruszył biegiem. Pomyślałem sobie - idiota.

    - No, nieładnie. Wiesz wnusiu, minęło już ponad półtora roku jak zmarła Janka, więc Dreszel zaczął uderzać do tej wdowy Wolszonowej, ale ona mówi, że jest za gruby i musi zgubić brzuch, więc dlatego wziął się za bieganie.

    Do kuchni wszedł dziadek, co zdziwiło babcię, bo zwykle budził się przed ferą na ostatnią chwilę.

    - Nie widziałaś Nińciu moich tynisówek i dresu?
    - A po co ci one?
    - No wiesz wybieram się na bieganie z Dreszelem.

    Babcia strzymała, ale Tadzinek nie i rzucił drobny żółty rzucik na makatkę z kobaltowym napisem "Myj się zimą wodą, a będziesz zdrową i młodą".

    Babcia wyszła z dziadkiem w poszukiwaniu stroju sportowego, a Tadzinek pomyślał, że zapyta hrabinę, czy żółć pasuje do kobaltu.

    Tadzinek aż podskoczył na krześle z wrażenia, bo wpadła mu do głowy myśl, że może dziadek tez zaczął biegać o nową babcię.
    - Musimy to zbadać - pomyślał. Ciekawe, bo kiedyś to nazywało się szerszelafam, a teraz mówią na to z angielska dżoging.

    */ tynisówki (poprawna nazwa - tenisówki) - produkt krajowego przemysłu gumowego; sportowe obuwie na cienkiej podeszwie z elastycznej gumy z płóciennym wierzchem. W latach 50-60-tych popularnym sposobem odświeżania tynisówek było pastowanie pastą do zębów "Nivea".
  • @sigma
    Klyent na warsztacie metalowym
    http://annabutrym.pl/wp-content/uploads/2011/10/klyjent_na_warsztacie_metalowym.jpeg
  • @KOSSOBOR 10:01:24
    Zachwyty nad preślicznym "kundelkiem", czyli rasowcem przypomniały mi inny autentyk. Otóż jednego razu szłim z przychówkiem przez park. Pani (na oko nadziana forsą jak sikorki ziarnem, jasnogród i kapiący dostatek) prowadziła na smyczy hmmm... było to niewątpliwie zwierzę. Coś jak skrzyżowanie basseta z "ludwikiem" (antyki, nie płyn do naczyń) z naszego tubylczego "antykwariatu" (czyt. handel kopiami i nie książek tylko onych antyków), z jamikiem, z bógwiczemjeszcze. Oczy kaprawe, cielsko ciężkie, łapki kwiliły stanem zapalnym, kręgosłup wołał o chorobie, uszy uszargane w błocie po pachy. No i młode nie zdołało (ech ten wiek szczenięcy i otwartość wobec świata) z najgłębszym współczuciem i litością palnęło "jaki brzydki kundelier terrarystyczny!" A to była jakaś spec-rasa bardzo wtedy (teraz też?) na topie. :)
    Tak więc zachwyty nad "finem" wyglądającym jak normalny pies (te tam uszka, zakręcony, nie obcięty-okaleczony ogon, inne cechy) proszę brać za DOBRĄ monetę. Ogół nie ma obowiązku wyznawać się w njuansach (literówka zamierzona) psiej mody. Ważne, że docenili ogólną urodę i psiość psa.
  • @DelfInn 12:47:11
    Pani Honorata już od dłuższej chwili czekała na klyjenta, z którym się umówiła na zewnącz celem przekazania bez świadków sporej siaty z zawartością.
    Cudny zapach zawartości przywabił już na zaplecze MHD Mięsny rudego kocura oraz dwa na trzy możliwe pinczerki hrabiny.
    Chwilowo udawały, że się nawzajem nie widzą; w końcu zawartość siaty była ważniejsza, a okazja czyni złodzieja, zaś kradzione nie tuczy.
    Chwilowo okazja nie chciała niczego uczynić dla ich dobra.
    Pani Honorata trwała na straży zawartości mieląc w ustach przekleństwa i wytwornego karmena, który był już cały cynobrowy od nadmiaru szminki, którą wytwornie i obficie umalowała wąskie wargi.
    - No i gdzież się szwenda ten pływający, z ktorym umówiła się na odbiór punkt szesnasta? Żadne nylony bez szwów nie zrekompensują jej utraty godności osobistej spowodowanej wyczekiwaniem na klyjenta! To psim obowiązkiem klyjenta było zjawić się na zapleczu pół godziny przed czasem i czekać na nią, kierowniczkę mięsnego, dawczynię życiodajnych szynek i polędwic!
  • @bez kropki 13:16:47
    Zanim jeszcze weszła ta zakichana ustawa o obowiązku trzymania wszytskiego na smyczy i w kagańcu - latami po naszej okolicy pętał się dzień w dzień nieduży, ale bardzo mądry kundelek patrolujący "swój" teren - a byl ci on rozległy. Dzięki niemu dokładnie wiedzieliśmy, kiedy nasza goldenica ma cieczkę - on to wiedział chyba jeszcze zanim o tym wiedziała Balunia;)
    Dożył lat ponad 20-u i zasadniczo mieszkał w bloku repatriantów.
    Po śmierci jego schorowanych właścicieli, wzięli go do siebie sąsiedzi z tegoż bloku.
    Całe szczęście, ze biedak nie dożył epoki, kiedy zostałby zhańbiony prowadzeniem na smyczy i w kagańcu - on, który z całą pewnością mądrością bił na głowę naszych ustawodawców. Przypominał mi psy z opowiadań Grabowskiego.
  • @tadman 10:21:21
    Tynisówki - powiadasz - a szerszelafam .
    Ale cóś w tym jest. Kiedyś znajomy w sile wieku ryczących czterdziestek obkupił się całym tym kosmicznym sprzętem, który wdziewa na siebie kolarz amator, aby przepedałować codzienne 10 km. Kosztowało to nieziemskie pieniądze i wzbudziło w znajomych solidne podejrzenia.
    No i miałeś rację! Chodziło jak zwykle o szerszelafam.
  • @KOSSOBOR 19:43:15
    Tak mnie męczy to pozostawanie w suspensie, co się stało z oślątkiem, że nie strzymam! Skoczmy do Zoo i się dowiedzmy jakoś?
    Możemy nawet wdziać na siebie rózowe czapraczki dla zmylenia przeciwnika.
  • @
    ...e no jaja...nie zapominajcie, że jaja to podstawa egzystencji..wszystko idzie na dalszy plan...:))

    http://m.natemat.pl/0152f47ff21f390502335c2ac862abfc,641,360,1,0.jpg
  • @trybeus 21:44:25
    O, kwadratowe jaja!
    Właśnie przeczytałam Twój post i dałam piątkę - nie ma to, jak kura non grata;)
  • @sigma 21:19:20
    Tymczasem niektóre z kotów...

    http://fun.fakt.pl/resources/funImg3/300/13606517994.jpg

    ... za nic sobie miały siatę Honoratki i nieobecność pływającego.
  • @trybeus 21:44:25
    http://1.bp.blogspot.com/-7Ylmaq77m_Q/TZHANyPGuVI/AAAAAAAABbM/oMMwPeYi3iw/s1600/Post%25C3%25A7powi%2B1.jpg
  • @sigma 21:29:02
    - Co za czasy, moja Woyciechowo, co za czasy... - wzdychała Gloria wspominając dawne lata, gdy jej wspaniałe dogi były królami dzielnicy, plaży i lasów oliwskich.
    Woyciechowa może nie była tak do końca zachwycona, bowiem to ona musiała gotować te ogromne gary żarcia, bowiem żadnej suchej karmy naonczas przecież nie było.
    - A tehaz co? Pinczehki!!! Noż ..... etc. - zakończyła Hrabina, jak to miała w zwyczaju.
  • Wasz Ptasznik jeszcze całkiem ho ho ...
    W ubiegłą sobotę o godz 12.00 siadłem za kierownicą mojego dorniera i już w niedzielę o godz 16.00 popijałem czerwone Monte Pulciano z moim włoskim dostawcą w Pescarze (prowincja Abbruzzo) , 1957 km od mojej wioski.
    W poniedziałek rano omówiliśmy sprawy w fabryce i pojechaliśmy na obiad a trzeba Wam wiedzieć że region Abbruzzo cieszy się w Italii regionu o najlepszej i najbardziej urozmaiconej kuchni.
    Restaurator chciał nas zabić przystawkami, których było dokładnie 24.
    Monte Pulciano tym razem nie piłem (zapakowali mi kilka butelek do bagażnika), bo już o 15.00 pożegnałem się z moimi gospodarzami i ruszyłem w drogę powrotną.
    Mijając Anconę przypomniałem sobie że wyzwolili ją nasi 18.lipca 1944r. więc skręciłem na Polski Cmentarz Wojenny w Loreto (przy samej bazylice), gdzie leży 1800 naszych chłopaków i zmówiłem za nich różaniec w swoim i Waszym imieniu.
    Dziś już o 21.00 witałem się z moją sunią u mnie we wiosce.

    No i niech ktoś powie że Ptasznik jest stary dziad. ;-))
  • @Ptasznik z Trotylu 00:17:17
    No nie, bo ma dobrą pamięć i pomodlił się za dusze naszych chłopaków. Będzie Ci to wypomniane kiedyś tam.
  • @Ptasznik z Trotylu 00:17:17
    Trudno po tym jajcarzyć. Dobrze, żeś znalazl czas na wizytę u naszych... Żarcia i wypitki - ZAZDROSZCZĘ. Taaaa... napakowali mu w bagaznik a nas nie poczęstował, osz skurczybyk jeden!
  • @KOSSOBOR 22:33:15
    he he..postępowo, czyli antykreacjonistycznie :))))

    http://th.interia.pl/51,b89709af41862394/5806.jpg
  • @sigma 21:56:39
    ..powstaje nowa rasa Kur...Kury Nongrata...są Kury Zielononóżki, Kury Kohiny...bedą Kury Nongrata, specjalna rasa kur wychodowana w Nowym Kurniku...na potrzeby kurzego piaru i marketingu...:)))pozdrawiam niepoprawnie
  • @Ptasznik z Trotylu 00:17:17
    ..generalnie Ptachu jesteś półtorej gościa...tzn Koguta, a przywiózł z podróży jaką Kure Włoszkę aaa ?
  • @trybeus 09:17:28
    Włoszki nie przywiozłem choć mają - bestie - dużo wdzięku (dałaby mi popalić Pani Ptasznikowa).
    No ale i popatrzeć przyjemnie, tym bardziej że tam dziewczyny się uśmiechają, w przeciwieństwie do naszych, które chodzą po ulicy jak chmura gradowa.
    Może to kwestia klimatu (tam i niebo się śmieje).
  • @Ptasznik z Trotylu 00:17:17
    Gloria ongi była w Montepulciano, w Toskanii, ale nie pomni, czy wino tam pite miało taką nazwę.
    Gloria zazdrości Ptachowi podróży, ale na jego miejscu zostałaby tam znacznie dłużej.
    Gloria dziękuje za modlitwę za Naszych w imieniu tutejszych.
    Gloria ma nadzieję, żeś Ptachu przywiózł oliwę i sery owcze. Bo bez tego nie idzie żyć.
    Gloria jest pod wrażeniem i w ogóle.
  • @KOSSOBOR 10:31:34
    Monte Pulciano to nazwa szczepu winnego, który wystepuje w róznych regionach. Oczywiście Abbruzzeńczycy twierdzą że to wino z ich regionu najlepiej się udaje.
    Ja też chętnie byłbym tam został na dłużej ale ktoś musi pracować.
    Znam Makaroniarzy z dobrej i ze złej strony i muszę powiedzieć że pozytywy przeważają a poza tym każdy Makaroniarz to artysta a to znaczy bardzo wiele.

    A tu coś specjalnie dla Glorii ( z tego klimatu)

    http://www.youtube.com/watch?v=2xMmAOrLd4Y&list=FLuXZ5YdYDOIQUertFMc8oyw&index=3
  • @Ptasznik z Trotylu 12:59:11
    :)
    No tak... Gloria dlatego nie pamięta, czy wino w Montepulciano miało nazwę montepulciano, gdyż zapewne je piła ;)
  • @Ptasznik z Trotylu 10:18:42
    ..wdzięk mają...włoska rasa Polverara..są blondynki i brunetki...:))

    http://www.woliera.com/editor/assets/polverara.jpg

    Polverara - odmiana biała i czarna
    Wśród wielu teorii dotyczących pochodzenia gatunku, najbardziej prawdopodobna cofa nas do XIV wieku, kiedy to markiz Giovanni Dondi (1318? - 1389) wrócił z podróży do Polski, gdzie jako dyplomata republiki Wenecji spędził jakiś czas w sądach. Markiz Dondi zabrał do swojej willi niedaleko Padwy kilka kurcząt specyficznego rodzaju i wyglądu. Z posiadłości Dondiego kurczęta zaczęły rozprzestrzeniać się na obszar wokół Padwy i uważa się że przez skrzyżowanie z lokalnymi gatunkami zapoczątkowały polverarę

    ..a może turczynki...:)))))


    http://faranda.websnadno.cz/Lipsko/064_rynska_cerna.jpg
  • Gdy Januszek orze morze,
    Gryzia gryzie się, niebożę.
    Dalej weny mi zabrakło,
    Siadło, klapło, no i zblakło.
    Pies co z lapka wyjął guzik,
    Zawył, charknął, potem ucik.

    Leoparda w naszyjniku z laptopów spoglądała nieco z oddali. Tylko miarowo kiwający się ogon świadczył, iż nie jest to rzeźba ozdobna w zameczkowym ogrodzie.
    Ekipa wywiadowcza, która poszła do Zooschwitz w celach rozpoznania położniczego przepadła bez śladu.
    Gryzelda (wylazwszy uprzednio z zawirowań czasoprzestrzeni) rozglądała się tocząc błędnym wzrokiem.
  • @bez kropki 09:04:04
    Świtało. Agent O;o dziarsko wskoczył na siodełko podwodnego traktora i ruszył wykonac swoje 300% normy.
    _ Oj, chyba zostanę bohaterem Polarnego Sajuza, jak tak dalej pójdzie - marzyl sobie, podczas gdy jego gąsienicowy rumak rwal przez gąszcza wodorostów i alg przewracając po drodze skromną chatkę - góóóra 300m2, w której mieszkała sobie Ruda Tantalowa (nb.ze znanym nam skądinąd Stefanem Cichym Zabójcą).
    Ruda jak Ruda, ale Stefan nie mógł agentowi darować takiego dyshonoru.
  • @trybeus 14:48:50
    Kura rzadkiej rasy Nongrata (Gallus gallus nongrata) w środowisku naturalnym nie występuje. Udomowienie miało prawdopodobnie miejsce w III tysiącleciu p.n.e. w Indiach, chociaż badania archeologiczne wykazały, że pierwsze kuraki udomowiono w Chinach już w VI tysiącleciu p.n.e po nieudaneych próbach udomowienia jaskółek w celu produkcji ptasich gniazd na zupę. Kura nongrata udomowić się dała, bo co jej tam!
    Jest jednoczesnie nośna, bojowa i lęgowa, i to jednoczesnie!
  • @KOSSOBOR 10:31:34
    Podpisuję się pod całokształtem.
  • @Ptasznik z Trotylu 00:17:17
    Któż by śmiał?

    "Dziś już o 21.00 witałem się z moją sunią u mnie we wiosce."
    A z Panią Ptasznikową?

    Bóg Ci zapłać, Ptaszniku, żeś pamiętał o naszych poległych.
  • @bez kropki 09:04:04
    Ekipa rozpoznania położniczego, składająca się z Mme i Hrabiny, po konstatacjach, iż niczego nie rozpoznała i jeszcze drugich konstatacjach, iż Stefan Śmierdziel przestał ryczeć /obie damy były uprzejme poszlochać nieco w koronkowe chusteczki, a jedna łania pokazała im język/, udała się następnie - w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku - do zameczku, gdzie już Woyciechowa wiedziała, jak utulić żal obu dam. Podała tartę ze szpinakiem, zieloną sałatę i delikatne, maleńkie patisony. Na deser zaś..... i tu zamilczmy, bowiem jak wiemy, Murzyni w Afryce głodują.
  • @KOSSOBOR 22:49:59
    Dzionek zaczął się od wyjęcia Bebe z pyska kości od kurczaka, którą gdzieś złasowała i to chyba parę dni temu - cholerstwo zablokowało jej się na podniebieniu na sicher. Że też dopiero dzisiaj mnie tknęło, żeby jej zajrzeć do paszczy! Przecież Balunia regularnie to miała - jak nie kość, to patyk.
  • @KOSSOBOR 11:53:08
    Tak, a jak nie głodują w Afryce, to w Ameryce ich biją! Wot, życje;(

    Ale deserek był pychotka:)
  • @sigma 11:42:39
    Zmówił się przeto Stefan Fluor z Walą traktorzystką i Walentyną Tiereszkową, córką kołchoźnika, który zginął za ojczyznę etc.. No ale tu już wkroczył, naturalnie, Stirlitz, bowiem wszystko zahaczało o sprawy państwowe. Problemem było, za co ma się Stirlitz przebrać: za algę, kraba pustelnika czy resztki atomowego okrętu podwodnego.
    Ooo to jednak nie robiło, póki co. I pomykał raźno ku świetlanej przyszłości. Owszem - pod wodą. Tak, że nikt tego dokładnie nie wiedział.
    Ogon Irbissy pracował miarowo, a błędny wzrok Gryzeldy usiłował ustalić kierunek, w którym podążał Ooo.
  • @sigma 11:54:06
    Mów jej tedy codziennie, iż dobrze wychowany pies nie żre kości z kurczaków i patyków. A także:
    "Dobrze wychowany pies nie wskakuje do łóżka swego pana albo pani,
    zwłaszcza po porannym spacerze, gdy pora jest słotna, a łapy są ubabrani." /To Ludwik Jerzy Kern, naturalnie :) On ze Stebnicką mieli fioła na punkcie psów :)))/
  • @
    Z pracowni artysty. Natchnienie nie jedno ma imię
    Woyciechowa pod nieobecność Pani weszła do pracowni, rozsunęła story i aż ją rzuciło, bo Pani całe trzy kilogramy dorodnych renklod wrzuciła do koszyka, oczywiście w celu ich namalowania.
    - Toż to marnotrawstwo - pomyślała i zgarnęła do fartucha tak z półtora, albo nawet dwa kilogramy. Rzuciła okiem i stwierdziła, że ta reszta w koszyku wygląda idiotycznie, więc zabrała i koszyk.
    - Hmmm, co tu zrobić? - powiedziała do siebie.
    - Ustawię je trochę w rządek to nie będzie takiej bidy.
    Zasunęła powtórnie story i wyszła z pracowni, zamykając za soba drzwi.
    Kiedy Gloria powróciła do domu, to już w sieni przywitał ją zapach kompotu śliwkowego. Tknięta złym przeczuciem złapała w biegu szpicrutę i skacząc po dwa schody wpadła do pracowni. Z gardła wyrwał się jej zgrzytliwy jęk, a następnie wrzasnęła
    - Woyciechowa!
    Woyciechowa na takie zaproszenie nie pozostała głucha i udała się nieśpiesznie do wieży.
    Gloria czekając na Woyciechową uderzała miarowo szpicrutą o łydkę.
    Woyciechowa weszła do pracowni razem z przebijającymi się spoza story promieniami zachodzącego słońca. To ostatnie zjawisko całkowicie oszołomiło Glorię. Po chwili kazała sobie podać fartuch i beret. Puszczając szpicrutę złapała nowe płótno, osadziła je na sztalugach i zaczęła szkicować renklody prześwietlone tylnym światłem.
    Żeby Woyciechowa nie myślała, że całkowicie się jej upiekło, rzuciła cokolwiek zimno:
    - Niech Woyciechowa przyniesie kompotu z onych sliwek, bo mi w gardle cokolwiek zaschło.
    -Tak, psze Pani i Woyciechowa wycofała się z pracowni.
    nadużycie link skomentuj usuń
    tadman 24.10.2013 17:36:54
  • @KOSSOBOR 12:02:22
    Stefan Fluor z Walą traktorzystką i Walentyną Tiereszkową, córką kołchoźnika oraz Pawką Morozowem, no i oczywiście Rudą Tantalową przeczesywali tyralierą dno morskie, aby wreszcie zdybać agenta O;o i dać mu do wiwatu oraz spuścić manto. Niestety, agent na swym traktorze był już hen, hen, albo i dalej, natomiast złapany krab pustelnik po pewnej dawce perswazji przyznał się, że jest Sztyrlicem.
  • @jazgdyni ;)
    Agent O;o tymczasem walczył do upadłości z postępem. Nie było pewne, która ze stron uzna się za przegraną i tę upadłość ogłosi, bowiem na razie wymieniali się z postępem inwektywami.
    - Ty postępacka zarazo, w te i nazad po moście Kierbedzia ganiana przy użyciu drutu kolczastego! - winoszwał postępowi agent O;o z lekka zapożyczając od Wiecha.
    - Ty podwodna, niedorobiona Franiu Traktorzystko podczas wykonu planu 6-letniego! - ryczał na to postęp.

    Mogli tak do upadłego.
  • @KOSSOBOR
    Gryzelda z niesmakiem spoglądała na nature morte.
    Znowu jej tam nie było! Wiecznie jakieś gruszki, śliwki, diamenty luzem i insze artefakty. Żadnej sprawiedliwości!
    Doprowadziwszy się tym prostym sposobem do furii, pomstując na czym świat stoi, poszła sobie do Tapira, który zdążył już z pozostawionych przez komorników zwałów dokumentacji zbudować całkiem solidne mieszkanko.
    Toteż przywitał Gryzię uprzejmie, a nawet moszcząc sie na znanej skądinąd kanapie wypchanej morską trawą, a przywleczonej aż zza koła polarnego - wskazał kopytkiem drugą takąż kanapę, którą cichcem gwizdnął agentowi O;o.
    - Pon mi razy dwa nie powie! - rzekła na ten gest Gryzia i uwiła na kanapie gniazdko zimowe, po czym zwinąwszy sie w kłębek zasnęła.
  • @sigma 19:26:34
    Molestowany nieprzystojnie krab pustelnik powtarzał w kółko i oczywiście bez sensu: limeryk - hipsteryk naprzemiennie z Daressalaam - popalam.
    Trzepnięty w łeb zaczął zmieniać płeć, co spowodowało u Mme spłonienie aż po korzonki włosów, a focze mamy zasłaniały swoim maleństwom płetwami oczy.
    Trzepnięty jeszcze raz w łeb przez któregoś z sealsów, rozmyślił się na dobre i nie czynił już więcej zgorszenia w toni morskiej, ani nigdzie indziej.
    Owo trzepnięcie pomogło mu zidentyfikować swoją płeć na stałe.
  • @tadman 20:05:31
    Gdy już ją zidentyfikował, postanowił, iż jednak będzie resztkami okrętu atomowego na dnie - co co jakiś czas jednak budzi zainteresowanie mediów.
  • @sigma 20:04:27
    Po udanych porannych galopach i podziwianiu nowego, zimowego futerka Irene, z gustownym serduszkiem, wygolonym na zadku, Mme udała się w niewyjaśnionym kierunku celem habilitacji, natomiast Hrabina postanowiła poszperać w starych pudłach z fotografiami, by odnaleźć konterfekt Stefana Śmierdziela wraz z pikantnymi szczegółami. Pikantne szczegóły naturalnie dotyczyć będą Mme, mimo że Mme ujęła się za panem de O. - który o dziwo nie był tym razem żadnym kuzynem. W przeciwieństwie do cher cousine'a Vladeczka z Transylwanii. Że był to kuzyn Glorii - to oczywiste, jednak zdumiewająca zbieżność nazw Transylwanii i Silvanne, a także wiadome zainteresowania względem palownictwa i cher Vladeczka, i Mme - budziły poważne podejrzenia...
  • @tadman 20:05:31
    Taak, bycie resztkami okrętu atomowego ma swoje plusy. Niby budzi ci on zainteresowanie mediów, ale takie - jak by tu rzec- z dość dużym dystansem, nie tyle do tematu, co do tych resztek.
  • @KOSSOBOR 20:53:25
    Zrehabilitowawszy się aż do stopnia docenta włącznie Mme popadła we wtórną amnezję i nijak nie mogła sobie przypomnieć, czy aby jednak nie jest skuzyznowana z panem de O. No bo - jak by się głębiej zastanowić - wszyscy jesteśmy skuzynowani od Adama i Ewy. Oczywiście poza tymi, co wolą pochodzić od małpy.
  • @sigma 20:58:22
    Dowódca sealsów wybrał trójkę szturmową, która ma kanałami podpłynąć pod cyrk tych, co pochodzą od małpy i przy pomocy tęgiego trzepnięcia niektórym małpom ustabilizować płeć. Całe to zdarzenie będzie miało już niedługo miejsce. Żegnajcie damskie fatałaszki i jednopłciowe związki partnerskie. A tej całej reszcie może kolejne trzepnięcia wstrząsną zawartością puszki mózgowej.
    Jeśli to faktycznie nastąpi to partia Sznuji Lipakota straci połowę stanu osobowego.
  • @sigma 20:58:22
    Jak wiadomo - pierwszym człowiekiem pochodzącym od małpy był Darwin. Czytając pamiętniki Jałowieckiego - trudno temu zaprzeczyć w odniesieniu do Angoli.
  • @tadman 21:31:00
    @sigma 19:19:41
    Szczególne oburzenie Gryzeldy powodowało zwłaszcza użycie żółcieni strontowej. Tadzinka zresztą też.
    nadużycie link skomentuj usuń
    KOSSOBOR 25.10.2013 20:34:50
    @KOSSOBOR 20:34:50
    Ta cholera świeci nawet głęboką nocą, a nie jak zimna fuzja, co to tylko od czasu do czasu grzyba posadzi. Że zęby po nim wypadają przekonał się Sztirlic. Szukał ich w wyciętych krzakach leszczyny i miał ich już chyba z gros, w tym jeden ząb był wyraźnie jadowy.

    Gloria dyskretnie skinęła głową w kierunku Józka i ten wygruził upitego na smutno Tadzinka. Odbyło się to tak szybko, że ów nie policzył ile stopni prowadzi do zameczku, a zaliczał chyba co drugi lub trzeci.

    Gloria spojrzała przez lorgnion w ciemność w której przed chwila zniknął Tadzinek i odwracając się powiedziała do Mme:
    - Wpuścisz hołotę na salony to nawet zamilczeć nie umie, a posłuchałaby co starsi i mądrzejsi mają do powiedzenia o sztuce i własności.
    - Nuturellement - dodała Mme i zatrzepotała rzęsami.
    nadużycie link skomentuj usuń
    tadman 25.10.2013 21:51:30
  • @KOSSOBOR 22:00:09
    - No wiesz, Sylwka!!! Taki mały i milusi blondasek, a już wypomina stahszym paniom wiek! Te dzieci....
    - Naturalmą - odparła Mme powtórnie, bowiem po habilitacji i docenturze francuski jej nie stanowił.

    Obie damy zatrzepotały rzęsami i przypomniały sobie o cotygodniowym obowiązku obejścia dzielni i zrobienia porządku w lesie.
    Psy były przygotowane - obroże sado-maso i keczup, oraz irokezy na łbach - a Woyciechowa dodatkowo jeszcze poupychała w kieszeniach dresów obu dam flaszki z winem Wino. Wierna sługa bowiem przyzwyczaiła się do tego, iż w każdą sobotę Hrabina i Mme zmieniają się nie do poznania, i już nawet nie wyciągała zza drzwi siekiery na ich widok.
  • @KOSSOBOR 22:13:54
    Słusznie należało mu się spuszczenie po schodach, bo bezczelny był aż za nadto; Glora puściłaby mimo uszu bajania o wieku, ale o skośnych oczach to już nie.
  • @tadman 21:31:00
    Wkroczenie trójki szturmowej sealsów do naszego narodowego cyrku wywołało spore zainteresowanie obecnych tam panów, a to ze względu na wyjątkową urodę i dziarskość rzeczonych komandosów. W ciągu sekundy w licznych kieszonkach mundurowych spoczywały dziesiątki numerów telefonów opatrzonych nierzadko serduszkiem, tęczą alibo czymś zbliżonym. Doszło nawet do gorszących scen, gdyż kilku posłów pobiło się twierdząc, że każdy z nich pierwszy zaklepał danego komandosa. Jednemu posłu rozmazał się wskutek tego makijaż, drugiemu przekrzywiła się blond peruka, a trzeciemu odpadl biust!
    Jednak dowódca sealsów po otrząśnięciu się ze wstrząsu błyskawicznie ukrócił tę degrengoladę moralną. Strategicznie też postanowił nie dopuścić, aby zaraza rozpełzła się na miasto. Przebiwszy się wraz z oddziałem do wyjścia naprędce je zamurował. Potem zamurował główne wejście do cyrku, a następnie okna. Teraz niekończący się sznur betoniarek podjeżdżal pod cyrk i wylewal beton we wskazanych miejscach tworząc ze znanego skądinąd budynku udatny sarkofag na miarę Czernobyla.
  • @KOSSOBOR 22:00:09
    Gdzie i dlaczego Tadzinek sugerował, że Gloria i Mme to zgrzybiałe Chinki, bo czegoś nie przyuważyłam???
  • @KOSSOBOR 22:13:54
    Kiedy ratowaliśmy Bajbusa od tej babiny, co to twierdziła, że nie będzie go karmić, ani poić, bo jest "na zdechnięcie" - miał ci on rzeczywiście na szyi resztki małej skórzanej obróżki typu sado-maso z kolcami - ponieważ jednak była już na niego za krótka, więc ją babina udatnie połączyła drutem. a do drutu doczepiła łańcuch - tak z pół metra.
    Czyli Bajbus musial się jako szczeniak zgubić się jakiemuś bęcwałowi, z tych, co to kupują takie obróżki.
  • @tadman 08:14:55
    Tadzinek jednak nie mial czasu na głupstwa, bo z marsem na czole wpatrywał się w jezioro łąbędzie, jakie przy użyciu szlaucha wytworzył w piaskownicy. Czego on tam nie widział! Poza pomniejszymi śmieciami oraz płynącym kraulem żuczkiem psiuczkiem - stwierdzał tam obecność krótkołancuchowch chlorowanych parafin, średniołańcuchowych parafin, a takoż wielu lekarstw - jako to: karbamazepiny, ibuprofenu, naproxenu, diclofenacu, triclosanu, już nie mówiąc o antybiotykach oraz substancjach hormonalnych ze środków antykoncepcyjnych.
    Wpatrywał się w tę breję ze zgrozą dłuższą chwilę, po czym jako dobre dziecko - patyczkiem sięgnął do zuczka psiuczka i go wyratował.
  • @sigma 17:32:27
    Tę lekcję Aśćka dobrze odrobiła, ale w tej poprzedniej szło o starszych i mądrzejszych, którzy - dodaję dla ułatwienia - nie mają w naturze skośnych oczu. Ha!
  • @sigma 17:14:08
    - Koooochaaanaaa, zgrzybiałe Chinki to mleczko z kaszką wobec inwektyw tego malusiego blond smahkacza! - jęknęła Gloria i zatopiła się w lekturze, bowiem nie miała tyle szczęścia, co żuczek psiuczek.
  • @KOSSOBOR 23:26:21
    Oj zapętlili my się, os zapętlili, więc autocytata z przeflancowanej notki przez KOSSOBORa z GALERII MALARSTWA:

    "- Wpuścisz hołotę na salony to nawet zamilczeć nie umie, a posłuchałaby co starsi i mądrzejsi mają do powiedzenia o sztuce i własności.
    - Nuturellement - dodała Mme i zatrzepotała rzęsami.

    tadman 25.10.2013 21:51:30"

    Starsi, no przeca, bo Tadzinek to pacholę w wieku około szkolnym, a mądrzejsi to już samo się rozumie.
  • @tadman 07:10:49
    Tadzinku, toż my poszli tropem panamichalkiewiczowskim! Co oczywiste.
  • @KOSSOBOR 23:26:21
    A co, wpadłaś do oczka wodnego?
    Ale swoją drogą to w oczku wodnym woda jest najzdrowsza - tak wynika z badań Tadzinkowych! Czyli jak ktoś wpadnie do oczka, to nie kwalifikuje się do ratowania;)
    To teraz przestaje mnie dziwić, że zwierzęta i ptacy wolą wodę z oczka, niż z miski. Bo do miski nalewam z kranu, a oczko napełnia się wodą deszczową.
  • @tadman 07:10:49
    A propos tych, co w naturze nie mają skośnych oczu. Któregoś dnia zajrzałam na niezalezną i zaczęłam czytać z SG poz.1 zalinkowany artykuł. Potem chciałam go komuś pokazać i nie mogłam znaleźć, bo zniknął. Wlazłam w wyszukiwarkę i znalazłam w archiwum.
    http://niezalezna.pl/47552-obama-nie-rozumie-kim-jest-putin-rozmowa-z-danielem-pipesem
    No i tylko popatrzcie - rodzice nie chcieli go uczyć polskiego! A sami umieli?
  • @sigma 11:46:20
    Jakby tak pogrzebać to wielu konserwatystów nie jest takimi konserwatystami. Już kiedyś Joseph Strauss mówił, że każdy zielony w środku jest czerwony, a tu widać, że konserwatysta też może być czymś innym faszerowany.
    Podoba mi się tłumaczenie nagłej zmiany zainteresowania z matematyki na... Ciekawe kto złożył zamówienie? Sądząc z owych trzech proroczych książek to chyba wiadomo. Nawet tu można znaleźć kilka osób, co to sporą część życia spędziło na Bliskim Wschodzie.
  • @KOSSOBOR 10:41:35
    Toż wiem, choć nie powinienem, bom małolat.
  • @sigma 11:42:31
    Nie, jestem wpadnięta w lekturę. No i nikt nie może mnie uratować patyczkiem, bowiem i tak bym nań nie dała rady wleźć: zakwasy jak Himalaje po 2 miechach przerwy w siodle :(
  • @tadman 12:30:30
    Nawet ja spędziłam mniejszą część tego zycia na Bliskim Wschodzie nurkując w Morzu Czerwonym;)
  • @KOSSOBOR 13:04:18
    Ewcia z czystych nudów zaszła nad opuszczone bajoro łabędzie i jak to dzieweczki w dawnych czasach jęła nucić czystym głosikiem "Hej, tam pod lasem". Już przy słowach "banda Cyganów ogień rozpala" do jej słabiutkiego głosiku dołączyła się - jak to w większości filmów z epoki - orkiestra symfoniczna w pełnym składzie oraz chór Akademii Medycznej w Gdańsku.
    Kiedy razem kończyli tę wzruszającą pieśń, słońce właśnie zachodziło nad bajorem, a z lasu wynurzył się jeleń i zdążał do tego podejrzanego wodopoju. Kiedy dotarł nad b.piaskownicę oczywiście zaryczał na tle zachodzącego słońca.
  • ?
    Od Milówki po sam Kraków
    dwóch niemajętnych chłopaków
    pozbywszy się kołów
    ciągnęli pospołu
    wóz pełen po brzegi pustaków.

    Jechali przez miasto Suwałki
    Cyganie wioząc cymbałki.
    Pod lasem blisko
    chcą palić ognisko
    lecz im leśniczy zabrał zapałki.
  • @sigma 17:52:14
    Fatalnym zbiegiem okoliczności tę akurat chwilę wybrała sobie Gloria, aby wyjrzeć przez okno i sprawdzić, co to za banda się tak głośno wydziera.
    Przez chwilę trwała w osłupieniu na tle zachodzącego słońca, po czym - kiedy jelen zaryczał - osunęła się omglała na pawiment.
  • @Ywzan Zeb 18:11:11 - utrzymujemy się w poetyce;)
    Krakowiaczek jeden
    Miał pustaków siedem
    Pojechał do sklepu
    I dokupił jeden

    oraz kilka worków cementu, rolkę papy i europaletę cegły, bowiem dysponował prawem wybudowania na swojej posesji psiej budy
  • @Ywzan Zeb & sigma
    - Nie dam się sprowokować, bo to niby tylko jeden lub dwa wierszyki, a potem to końca nie widać - powiedział Tadzinek, wziął z piwnicy kredę i poszedł smarować blok.
  • @
    Agent 0:o posilił się pożywnym cziken z kury, wcisnął na łeb uszatkę, na oczy gogle, a w zębach zdusił rukę z tlenem i wsiadł na podmorski traktor by udać się na scenę konfliktu. Otóż norweskie, więc komunistyczne dorsze ostro protestowały przeciwko prowadzeniu podwodnych robót na obszarze, które uznawały (prawem Kaduka) za swoje wczasowe Karaiby. Nie będą im się jakieś traktory i inne roboty szlajały i zaglądały w rurę.
    Dorszy przybyło tysiące, a na czele stał taki nieduży z sumiastym (właściwie dorszastym) wąsem.
    Gdy ten zaczął mówić, wypowiadając: - nie chcem ale muszem -, agent doznał takiego deżawu, że zakręciło mu się w głowie, a cziken z kury stanął mu w gardle.
    Co robić?! Generale ratuj!
  • @jazgdyni 01:47:15
    No żyjesz! Bo już myślelim, że niekoniecznie. Wiesz, te podwodne rajdy, Tierieszkowa, Stefan F. i Stirlitz niczego dobrego nie wróżyły! No ale masz czapkę uszatkę - a to najważniejsze.
    Zamień dorsza na stokfisza, lubo to pomuchla i będzie git. A w każdym razie - bardziej swojsko. W razie czego - pokaż im dwuznacznie, albo nawet jednoznacznie - patelnię. Niech gnojki nie myślą, że nawet przy tej cenie za kilogram są nieśmiertelne!
    3m się.
  • Gryzelda
    założyła jedwabna bluzkę. Lśniąca. Do spódnicy z rzucikiem w złoty wężowy wzór. Do tego perły. Rano. Do pracy. Zycie jej albowiem dopiekło gniotem godnym "Finów". Postanowiła wiec zakląć (urok).
  • @KOSSOBOR 09:19:28
    "lubo to pomuchla" Komu chla PO - zastanawiała się Gryzia licząc kostki brukowe. Liczyła je w zbożnym celu niewyrżnięcia zderzakiem w zderzak szefa (auta szefa). Okazało się, że ta śfinia Gryzleda jest niezła w liczeniu (na siebie oraz kostek brukowych). 1 cm od haka do zderzaka szefa (auta szefa) uznała za dobry wynik. Pysk Smoczycy i tak zwisał pół metra nad jezdnią. Szef albowiem zaparkował "z fantazją" (czyt. szeroko na długość i nie pytajcie o co chodzi). Tuptając chodniczkiem i chrzęszcząc perłami Gryzelda zastanawiała sie, czy aby nie należałoby ogłosić Pchlewa strefą zawieprzowaną*. A to z uwagi na coraz liczniejsze egzemplarze Buki z Muminków, które straszyły miejscową ludność.

    *Ze względu na władzie Pchlewa Gryzelda uczyniła rozróżnienie między "zawieprzowanym" a "zaświnionym".

    Delfina włączyła rykson. Na ten dźwięk Sztyrlicowi wypadły kawałki maskowania typu "odpady mokre". Postanowił więc się przemaskować na odpady wielkogabarytowe. Niestety przemianę tę wykorzystali dzik z tapirem szukający kanapy na zimowe leże. Zimna fuzja opływała potem z październikowego gorąca. Sztyrlic w postaci kanapy postanowił zapolować na czerwony październik.
  • @bez kropki 17:22:44
    Gryzelda, podtrzymując czujnie /i stale przeliczając/ perły, celem uchronienia ich przed wieprzami, nie mogła jednak przezwyciężyć swojej natury i - gdy nikt nie widział - szybko spróbowała siekaczami róg kanapy... Trafiła akurat w bok Stirlitza, nieco niżej pachy. Wrzask, jaki poniósł się po Pchlewie, przepędził czerwony październik, bowiem już nieuchronnie zbliżał się listopad wraz z opadami mokrymi. Ze spódnicy Gryzeldy czmychnęły złote węże, a miejscowa ludność wzięła je za ostatnie refleksy słońca w październiku. Jedynie smoczyca pozostawała niezmiennie nieruchoma i obojętna na otaczającą ją rzeczywistość. Wiedziała bowiem, że i tak - z perłami czy bez - Gryzelda do niej wróci.
    Po prostu lubimy swoje smoki i smoczyce.
  • @KOSSOBOR 20:19:56
    Tadzinek chciał wejść na leszczynę i odpalił ENIACa, po uprzednim zarzuceniu klem na druty biegnące do zameczku.
    Światła w siedzibie Glorii przygasły, czemu towarzyszył wystrzał z dwururki z okna wieży w kierunku Tadzinka schowanego za solidną konstrukcją.
    - Lubię gówniarza - powiedziała Gloria i ponownie załadowawszy dwururkę wypaliła w ciemność.
    Kule poszły rykoszetem po obudowie kompa, czym zestrachały Tadzinka okrutnie, ale nie na tyle, by zaprzestać przeglądania inernetu.

    Tadzinek odpalił Pożarnego Lisa i wszedł z niecierpliwością na ulubionego bloga, na którym była straszna posucha postów od kilku dni z powodu targów.
    Ucieszył się, bo był świeżutki post o kucykach i to nie u dziewczynek, ale u moralnych niepokojów.
    Te moralne niepokoje katowały ludzisków od wielu lat i stanowiły wykładnię tego czym człowiek powinien żyć.
    Jeden moralny niepokój nie wierzył w Boga i z fizyki uczynił sobie bożka i za to, jak rozumiał Tadzinek, Bóg utopił mu w stawiku syna, co stąpał po kruchym lodzie.
    Były jeszcze inne moralne niepokoje, no fajny był ten o znaczkach, bo Tadzinek też zbierał.
    Pewnie tych moralnych niepokojów byłoby więcej niż dziesięć, ale twórca moralnych niepokojów zaniepokojony naukami gender postanowił spróbować jak to jest, kiedy chłopczyk zamieni się z koleżanką, on założy sukienkę, a ona spodnie.
    - Phi - pomyślał Tadzinek - a jakby tak się oni na maksa zamienili, jak w pewnym starym grodzie to by był dopiero niemoralny niepokój.
    Czytał tak Tadzinek, aż mu od tej lektury wyszły niezdrowe wypieki.

    Zupełnie zbaraniał, jak przeczytał, że Gloria zdemaskowała słowem brzydkim, rzuconym w ciemności, innego moralnego niepokoja, co nie wiedzieć czemu nazywał się jak lodówka.
    O tej lodówce ktoś powiedział, że ładny ten moralny niepokój, ale jak zajrzysz do środka to wieje chłodem.
    Robienie niemoralnych niepokojów przez moralnych niepokojów tylko dla samego robienia to jakiś szwindel i to szwindel niemoralny - tak myślał Tadzinek i sam się zachwycił, że te niemoralne niepokoje tak go zintelektualizowały.
    Tadzinek był pełen podziwu dla Glorii, która, jak się okazało, i z tego niemoralnego niepokoja chleb jadła.
    Wrócił do domu i zderzył się w drzwiach z dziadkiem, co to na ferę wychodził.
    Zrobił wnuczkowi karczycho, zmierzwił włosy i zapytał
    - No, co tam u ciebie?
    Tadzinek coś zaczął mówić o niemoralnym niepokoju.
    - Eee, wnusiu, coś ci się pokręciło, chyba masz na myśłi moralnego niepokoja.
    Ech, widziałem ci ja jednego w telewizji z młodym Machulskim. Jak mu to szło? Chyba "Personel". To ci był kawał sztuki, jakiej nikt na naszej ferze nie widział. Boki zrywaliśmy z tego moralnego niepokoja chyba cały tydzień.
    Dziadek klepnął Tadzinka w plecy, co by się nie garbił i poszedł na ferę.
  • @tadman 22:22:14
    - Mój dhogi chłopcze - rzekła Gloria, gdy już Woyciechowa ściągnęła gówniarza z leszczyny i ryżandole w zameczku świeciły normalnie, natomiast bawarka i szneka z glancem właśnie wylądowały przed Tadzinkiem - A więc obsehwujemy otaczającą nas rzeczywistość zawsze i wszędzie, nawet z odległej phowincji, ale wtedy przez lohgnon, natuhalnie.
    - Ale ja nie mam tego całego lornią, psze pani - zmartwił się Tadzinek, popatrując trwożnie na dymiącą jeszcze dwururkę.
    - To taka przenośnia litehacka, dziecko, chodzi o bysthy wzhok. A tego ci nie bhakuje, niephawdaż? - Gloria zaciągnęła się papierosem, w którego dymie doskonale widziała analityczne zdolności Tadzinka, swobodnie kołujące nad jego blond główką.
    Analityczne zdolności, chwilowo zmęczone kołowaniem, przysiadły na ryżandolu, a Tadzinek miał okazję, by szybko wszamać sznekę i opróżnić kubek z bawarką. Co jego - to jego, a przyszłość jest niewiadoma.
  • @KOSSOBOR 00:41:38
    "Co jego, to jego" Te słowa Gryzelda gryzmoliła gruzem na zgwoździałym trotuarze. Ku pamięci.
  • @KOSSOBOR 20:19:56
    Kwik Sztyrlica-kanapy tak Gryzię zachęcił, że się zastanawiała gdzie by tu dokonać następnego wbicia ząbków. Jako świnka o wyrafinowanym podłożu, podwoziu i podniebieniu szukała dostatecznie wyrafinowanego kąska. To musi być elyta. Może naukowiec? Skręciła w lewo za nowoczesnymi ruinami antycznymi kontrowersjnie zwanymi sztuką nowoczesną i kontrowersyjną i pognała do budynku zwanego uczelnią. Na razie nei wiemy jednak, czyja krew się polała - Gryzeldy czy gryzeldowgo posiłku.

    Ciuje-muje-złote węże (jak mawia znajoma Gryzeldy) a perły i jedwab to lek na chandrę. Wraz z ostatnimi refleksami słońca.

    Zaś z zawieprzowaniem (analogia do zaminowania) Pchlewa i okolic, to chodzi o to, że chodzi za Gryzeldą pewien pomysł. Od dawna chodzi. Otóż robi się nam coraz ciaśniej: tam nie stąpnij, bo innowierca, tam nie idź w tej spódnicy, bo innowierca (dzikim wzrokiem cię przewierca), tak to nie, owo nie itede itepe. - Jesteś wszak we własnym domu, ale nie skarż się nikomu.
    Chodzi więc otóż za poczciwą Gryzią pomysł założenia Szajki Wielbicieli Szynki i Schabu. Słowiańskich żerców zapędzi się nie do żarcia, tylko do sprawowania ofiar zakładzinowych - to sie chopaki wyżyją w słowiańskich obrzędach! Oooo, pokażą pazur a pożytek z nich będzie. Oto, co autostrada, to bach - kropienie krwią prosiaka, co wizyta głowy państwa, to buch - prosię pieczone w całości i obnoszone wokół wizytowanego grodu, co święta - to szynka i schab (w sumie to nic nowego, idzie o nadanie temu pewnej rangi). Torebki - tylko ze świńskiej skóry, tym bardziej buty. Amulety (może być i światowid) z suchej krakowskiej. Obrzędowe procesje do masarza (z niezbędną asystą psów), kropieine krwią świńską granic domów, miast i wsiów. Zafoliowane makro-prosięta jako prezent "na nowy dom" dla imigrantów. Hojnie i z gestem.
    Wszystko po to, by szan. wyznawców religii "pokoju" (ze szczególnym uwzględnieniem sypialni i zbrojowni) trzymać z dala od pchlewskiej grzędy. Zdaje się, że inaczej z nimi się nie da.
    Ktoś się przyłącza? Dla zachęty Gryzia przewiduje podlewanie świniny winem (takoż zakazanym dla PT miłujących pokój z przyległościami).
  • @tadman 22:22:14
    Niemoralny niepokój to betka. Niemoralny pokój to dopióro osiągnięcie! Gryzelda już, już drobiła pazurkami po pawimentach Alma Mater. Alma Mater trwała w stuporze a oczy miała kołowate. Elementami ruchomymi były zatrzaskujące się drzwi i uciekający pracownicy naukowi (od adjunkta w gure), uciekający na stropodachy, kominy i wieże, w gure i w gure, od adjunkta.
    Ryżandol się bujał w towarzystwie rechtora.
    Powiało zapowiedzią listopadowego wiatru (rewolucja październikowa, jak pamietam,y miała miesjce w listopadzie).
  • @bez kropki 10:33:25
    Kierując się oną maksymą: co jego - to jego, Gryzekda szybko pozbierała złote węże i kilka ostatnich refleksów październikowego słońca, a mając mało czasu - jak to zawsze ona - poupychała dobytek /zdobytek/ po kieszeniach i kurcgalopem udała się do pchlewskiej Almy Matery. W Almie Materze zapanował istny popłoch, ale tylko od adiunktów w górę. Na samej górze, na ryżandolu, dyndał spanikowany Jego Magnificencja Rektor.
    Gryzelda, stanąwszy pod onym, splunęła ogniście, odrzuciła rozetkę tricolor i wrzasnęła:
    - Tyyy, eeee! Cho no tu!!!
    Jego Magnifiencja zadyndał jakoś tak niezdecydowanie, zgarnął gronostaje*, po czym dyskretnie, po suficie, w pozycji kucznej przesunął się w kierunku okna, przez które zamierzał wyskoczyć, gdyby coś.
    Szczęśliwie w tym momencie pani z kwestury otworzyła drzwi i Jego Magnificencja, kierując się podobną do Gryzeldy maksymą, udał się godnie po swoją pensję. Bowiem co jego - to jego.

    * Nawet najskromniejszy żaczek wie, że od wielu lat za gronostaje robią farbowane króliki, co jednak uchybia rektorskiej godności i pozostawia dojmujące poczucie erzatzu, rozciągające się na całokształt.
  • @bez kropki 10:47:24
    "SWSSIS? Hmm... To zupełnie dobhy pomysł" - myślała Gloria, szkicując plan i umieszczając jako ostatnie "S" słoninę. Bowiem zima za pasem i bez słoniny ani rusz.
    Woyciechowa w kapeluszu na głowie już stała na progu zameczku, oczekując na Józka z perpedykiem i przyczepką, bowiem zamierzali udać się na Kaszuby po pierwszego prosiaka.
    Hrabina czyściła dwururkę, by nie chybić.
    Tadzinek zmył się dość szparko, bowiem wyobraził sobie, że Woyciechowa, Józek i świniak wrócą już po zapadnięciu zmroku, a wtedy z celnością Hrabiny bywa różnie.
    Gloria przeklinała majdrowanie przez idiotów przy bożym czasie, gdyż cierpiała na kurzą ślepotę i wolałaby palnąć do prosiaka za dnia.

    Jednym słowem - wieczór zapowiadał się hardkorowy.
  • @KOSSOBOR 14:57:30
    "dojmujące poczucie erzatzu, rozciągające się na całokształt" - PIĘĘĘĘĘKNE. I nader prawdziwe. Niestety.

    W czasie, gdy Gryzelda zatrzymywała Rechtora metodą ala Rejtan (nadepnąć na gronostaje i grono staje, tj. zatrzymuje się całe szacowne grono, przeważnie w zbliżeniu z podłogą), na samej podłodze czaiło się inne niebezpieczeństwo. Oto Delfina czołgała się ruchem, jaki wszyscy instruktorzy na świecie usiłują wpoić swoim rekrutom-specjalsom. Wydawała przy tym okrzyki "EEEEEH", co w przekładzie z ogólnoludzkiego na polski znaczy "czy to się da zjeść?". Czołgała się pod krzesłami, rektorskim tronem, fotelem Pięknej Róży z Dziekanatu i pani z kwestury, stołkami (ale tylko od adiunktów w górę), szukając czy nie ma gdzieś ręki albo nogi, albo czegokolwiek innego, co by się dało obgryźć i pożreć.
    Zarówno malejący dzień, jak i manipulacje panów, którym się zdaje, że mogą zmieniać czas (hiehie), jak też rosnące trójki czyniły ten wampiryczny zamiar realną groźbą.
  • @KOSSOBOR 15:08:22
    SWSIS, nie SWSSIS. Bo szynka i schab jest dla ludzi. A sało, spirt i szmalec to dieta dla Sztyrlica, tfu.
    Ale nawet gdyby SWSSIS, to brzmi prawie jak Swiss, czyli elegancko.

    Rozwinięcie zamysłu Gryzeldy jest następujące: Szajka zbiera minimalną ilość członków i rejestruje się jako stowarzyszenie wyznaniowe. Bo wobec rozszalałych roszczeń pokojowców (tj. miłujących pokój wyznawców jedyniesusznej religii) można zbijać ich argumenty o wolności religijnej jedynie argumentami podobnej wagi. Wszak w naszym pięknym kraju szynka i schab to religijna tradycja (dla niewierzących praktykujących) a SWSSIS będzie tę tradycję (religijną) popierać, rozwijać, propagować, szermując hasłami o wolności religijnej. SWSSiS będzie bowiem zrzeszeniem religijnym. O. To jedyne wyjście, by nas nie uszczęśliwiono wprowadzeniem jedyniesłusznego prawa, przed którym jego wyznawcy od siebie uciekają, a które usiłują nam potem zaszczepiać w NASZYCH krajach.

    Tak więc zwłoki wieprza NIE będą wracać o zmroku (chyba żeby chodziło o tajemniczy performąs, nastrój, roztańczoną, kolorową paradę i temu podobne nowoczesne niezbędniki), tylko mit pompe und parade, tryumfalnie obnoszone, a jakby kto chciał to i oszczekane, oskakane i ołopatkowane. - Żeby wszyscy widzieli. WIEPRZA.

    A przy czasie majdrują faktycznie jeno idioci. Tłumaczą mi, że to dla oszczędności. Ja tam nie rozumiem, w jaki sposób skrócenie o godzinę dziennego światła po południu (czyt. wtedy gdy najbardziej i naprawdę do potrzebuję) miałoby prowadzić do oszczędności. Ale może chodzi o to, żeby się Słońce nie zużywało?? O to Gryzia postanowiła przy okazji zapytać Alma Matrę, gdy ta już wyjdzie z katatonii.
  • @bez kropki 15:55:32
    - Łi, łi, łi!!! Religijne!!! - zapiała ze szczęścia Hrabina, bowiem uznała pomysł Gryzeldy za doskonały.
    Jednakowoż od słoniny nie zamierzała odstępować: wszyscy przecież wiedzą, iż latające i palące się połcie onej są bronią wręcz doskonałą w razie rozp...duchy. Niewątpliwie Mme, gdyby tu była - przyklasnęłaby pomysłowi i słoninie, a nawet dorzuciłaby swój podręczny miotacz ognia.
  • @KOSSOBOR 16:28:48
    Słonina zatem zostaje. Gryzelda oponuje jedynie przy królikach. Tj. jako gryzoń uważa, że rektorskie gronostaje powinny być nie z królików, tylko z kotów. To i dla gryzonia lepiej, i dla rektora też - kocie skórki tradycyjnie pomogą (mu) wygrzać lumbago, heksenszus, anszlus, weltszmerc i może debilizm też??
  • Lodówka
    Lodówka z zewnątrz wyglądała całkiem, całkiem, nuale jak ma się 2 fakultety to nie można wyglądać jak jaki przygłup - pomyślał Tadzinek.
    Nie dała mu jednak spokoju zawartość lodówki, bo po otwarciu małym kozikiem okazało się, że nie dość iż była pusta, to wiało z niej chłodem.

    Wydawało mu się, że zawód wyrobnika fabryki snów zasadza się na ogniu gorejącym we środku, co nie pozwala spać, ani jeść dopóki nie zacznie się produkować jakiegoś następnego produktu fabryki snów.

    A tu widać, że produkcja szła bez serca, niejako z musu i treść była wydumana, zimna i dla widza obojętna. Nieobojętne dla lodówki było, że taka produkcja dostawała kasę z jakiegoś komitetu, albo nie przymierzając instytutu.

    Treść tych produktów z lodówki nie była dla Tadzinka atrakcyjna. No powiedzmy takie Barwy ochrany były tak zaprogramowane, że każdy głupi, nawet jak Tadzinek bez jednego nawet fakultetu, wiedział, że grubas będzie pływał w basenie, że docentka będzie cienko śpiewać, a szuja docent będzie w kulminacyjnej scenie nurzał się w błocku. To wszystko było podszyte reżyserem Fajdą, chociaż on wolał wysypisko śmieci i tańczące na wietrze pranie.

    Ten produkt był dość nietypowy dla lodówki, bo nie grała w nim jego muza, co to jest w każdej produkcji tak naturalna, że aż sztuczna.

    No ta muza grała w ulubionym przez Tadzinka produkcie lodówki Życie prorodzinne, które nie było takie pro. Przyjeżdża taki bubek do rodzinnego domu, który robi wbrew zapracowanej robotniczej klasie Śląska (w tle kominy i szyby kopalniane), bo rodzina się w tym jednorodzinnym domu rozkłada, choć jeszcze żyje i puszcza mniazmaty na blokowiska. Szczęście, że dom otoczony jest starodrzewiem i nikt biegającej goło muzy, poza tymi co na sali, nie widzi.
    Dla Tadzinka było wiadome, że one nie maja szans na przeżycie, nawet jakby stanęli na głowie, no chyba iż trzeba było ratować się ucieczką z tego zapowietrzonego miejsca.
    Lodówka postawiła się i upchnęła w tym małym domku i Olbrychskiego, i Kreczmara, i Mikołajską, i Nowickiego no i wspomniana wyżej muzę. Muza była najsłabsza, ale pokazała cycki. Za to Kreczmar i Mikołajska pokazali dużo, choć nie było widać ani kawałka cycka.

    Drugi ulubiony produkt lodówki to Cwel. Gra w nim jego muza, ale jest już starsza i razem z takim jednym gówniarzem walczy z komuchami na koniu. Tu nawet Tadzinkowi nie przeszkadzało, że mówi tak naturalnie, że aż skrzypi, bo dużo jeździła w produkcie na koniu, a wtedy cwel zatykał jej gębę. No ten towarzyszący jej małolat był w wieku Tadzinka, co było plusem dla produktu.
    Trzeba z ręka na sercu powiedzieć, że muza mimo wieku dobrze trzymała się na koniu i prezentowała całkiem po amazońsku na Cwelu i myliła pogonie komuchów. Tadzinkowi na tym filmie nawet kilka razy serducho żywiej piknęło. Musi lodówka była wtedy cały czas otwarta to i nie wiało z niej takim chłodem.

    Glorii pewnie by się ten film też podobał. A Mme też pewnie by go chętnie obejrzała.
  • @tadman 18:24:19
    Gryzelda nerwowo się rozglądała, gdzie też podziała się niania Tadzinka? No bo te niecenzuralne i wulgarne słowa w ustach blondaska?! Nie, nie Cwel. Uwaga, wrażliwi nie czytać - to ordynarne, jak można w obecności dam użyć słowa "lodówka"?!
    Okropność tego wydarzenia oderwała Gryzeldę od kontemplacji dyndającego (bimbającego także obowiązki) rektora.
  • @bez kropki 19:21:06
    To jeszcze nie takie najgorsze. Jak można mówić "szkoła"? To jest dopiero niekultuhalne i gohszące...ups. Przepraszam. Niekulturalne i gorszące. Nienacka bowiem kopnął pegaz. Wskutek tego ZNienacka spadł pan Tadeusz. Wraz z Nim Nienackowi spadły z serca kamienie. Teraz zaś, żując budyń waniliowy popijany uniwersalnym lekiem typu earl-grey dumał, jak to napisać - walc? walca?
    -Żeby tylko nie popełnić czegoś w stylu panadereckiego... Nosz Mohdunku, hatują! Ten tego. Mordunku, ratują. Ma się rozumieć.

    Nienacek bowiem żył i nieźle się miewał. Zaś jego główną zgryzotą były walce. Te na pięciolinii. Jeździły tak po niej, jak też po jego głowie. I nie dawały, choliery, o sobie zapomnieć!
  • @tadman 18:24:19
    Gloria, zanęcona opowieścią małego blondaska, odpaliła sobie w lapotopie /co to go zarekwirowała gówniarzowi, by jej prąd nie siadał w zameczku/ owe prorodzinne życie i zdębiała.
    Następnie pędem pobiegła do łazienki, zatykając usta.
    Zdążyła.
    O jokkerze nabrała jeszcze gorszego zdania, niż dotąd miała. Mimo tych cycków w liściach łopianu i innych liściach.
    Tytuł dołączony do obrazu lodówki/odkurzacza uważała za więcej, niż nadużycie.

    /To tylko glossa do dyskusji w krzakach leszczyny, nie przejmujcie się, a Tadziu wie, o co chodzi./
  • @KOSSOBOR 22:46:32
    Tadzinek wlazł w leszczyny i znalazł kartkę. Był to chyba brudnopis jakiejś notki, czy co.
    Musiała ją zapisać Gloria, bo r było pisane na modłę francuską.
    Okazało się, że prowadzone przez nią badania organoleptyczne o mało nie zakończyły się zgubieniem sztucznej szczęki, ale dzięki nim okazało się, że z lodówki nie tylko wieje chłodem, ale funkcja odkurzacza pozwoliła jej zassać i zatrzymać w worze wszystkie brudne idee propagowane przez komuchów, które to komuchy widziały w warstwie przedwojennych posiadaczy samo zło, wstecznictwo i zepsucie, zbzikowanie, degrengoladę, zapijaczenie oraz nietrzymanie moczu.

    Nie to co zwolennicy dialektycznego marksizmu, postępu i walki o pokój, którzy trudem i wbrew takim popaprańcom budowali nowy, wspaniały świat. Dzięki wykluczeniu posiadania własności prywatnej, a wprowadzeniu wspólnej własności, nowy wspaniały świat nadchodził milowymi krokami. Grupa poetów, na czele z Wisełką Rottermund sławiła świetlaną przyszłość słowami kapiącymi od czerwieni i wielu izmów.
  • Łysy amstaff
    prowadził na smyczy dresa w resztkach obróżki z kryształkami sfarofskiego. Irene krytycznie analizowała przejawy nowej mody.
    Widmo rektora (tego z poczuciem erzacu rozciągniętego na wszystko) powiewało kocim płaszczem w gronostaje. Temu fragmentowi garderoby Irene też poświęciła parę spojrzeń.
    Widma, halołin i widma. Widma oparte na prawach przyrody (podczerwień) umykały Sztyrlicowi. Stefan F. wolał się nie wychylać. Jeszcze by i jego przerobili na widmo w podczerwieni! Albo, co jszcze gorsze na derywatogram! - A bo to wiadomo co przyjdzie do głowy bandzie skarmaczy!
    Widmo rektora umykało więc przed realnymi kłykami Gryzeldy. Adiunkci poszczuci świnką morską trwali w stanie rozpierzchu.
  • @jazgdyni 01:47:15
    Agent O;o nareszcie wynurzył się z odmętów i dał głos!
    Niestety, w chwilę potem zanurzył się z powrotem i zapadła mrożąca krew w żyłach cisza przesycona agresywnym milczeniem niepoliczonych ławic pomuchli.
  • @bez kropki 17:13:14
    Gryzelda głowę przyozdobiła diademem z pereł a la królowa Bona, szyję dociążyła złotym łańcuchem a la rektor, a na każdy z knykci paluszków wraziła pierścień a la starodawne portrety. Tak przyozdobiona szczękając pierścieniami po kaflach Alma Mater, mogła stawić czoła każdemu. Oczywiście nie zamierzała stawiać czoła każdemu, ale nie zniżać się poniżej adiunkta!
    Kiedy już pełna obsada Alma Mater zwisała z ryżandoli, Gryzelda w poczuciu spełnienia wyciągnęła z niedużego plecaczka sznekę z glancem i wgryzła sie w nią żarłocznie.
  • @tadman 22:22:14
    Swego czasu w 1979 roku zeszłego tysiąclecia łosobiście poznałam p.Z. od lodówek tejże nazwy. Dzięki temu wiem, że była to już epoka, kiedy w bukietach były już nie wyłącznie goździki, ale różne dziwne, bliżej ni dalej nikomu nieznane kwiaty. Zresztą p.Z. też nie miał pojęcia, jak się zwą.
    Nie sprawiał ci on wrażenia demona, czy też faceta, którego trawią moralne/niemoralne niepokoje. Raczej był nijaki, niemęski, bezwolny.
    I tak było, ilekroć spotykałam się oko w oko z jakimś ówczesnym celebrytą/tką - zawsze w realu byli niepozorni, nijacy i bez jaj.
    Na pewno nie robili kariery z powodu swoich nadzyczajnych zdolności.
  • @sigma 19:19:42
    Znaczy, muszę sprostować sugestię, jakobym swego czasu szlajała się wśród celebrytów obserwując ich krytycznie. Co to, to nie! Po prostu od czasu do czasu człowiek natyka sie na kogoś znanego i wrażenie jest zawsze in minus. W latach późniejszych rozmawaiałam o tym zjawisku ze specjalistą w temacie i onże rzekł, że dobry kamerzysta tworzy celebrytę.
  • @KOSSOBOR 16:28:48
    Mme może przystać do tej ligi, jeżeli ustalimy przedwstępnie, że rektorskie gronostaje będą w całości sztuczne z poliwynylu, polichlorku , poliestru czy czegos w tym rodzaju. Żadnych królików czy kotów - to za dobre dla byle rektora!

    I do tej drugiej ligi przeciw mjdrowaniu przy czasie też z chęcią Mme przystabnie, bo cholery dostaje, kiedy psy i koty teraz o g.5 żądają żarcia i wyjścia na dwór w celach wyższych. Zabiję tego idiotę, który to wymyślił!
  • @sigma 19:40:42
    Był sobie taki jeden lekarz do dupy. więc zarabiał tylko na kaszkę z mlekiem, no ale chciał zaistnieć w przekaziorach, więc se usiadł i zaczął - o zgroozo! - myśleć.
    Siedział tak chyba z tydzień, a obsługa donosiła mu żarcie, i wynosiła zużyte pieluchy.
    W końcu wymyślił karmienie na żondanie.
    Nowoczesne matki tym się zachwyciły i zaczęły to stosować, mimo tego, że często powodowało to u nich słanianie się na nogach.
    Doktor zadowolony tym, że tak mu fajnie poszło wymyślił po dwóch tygodniach pracy - wiadomo żarcie + pieluchy - wychowanie bezstresowe.
    Trwało to bardzo długo, wszyscy byli zadowoleni, czyli doktor, matki, dzieci i wydawcy książek.
    Jednak po pewnym czasie matki zorientowały się, że nie wszystko w życiu idzie tak jak doktor opisał w książkach, więc wiele z nich chciało z nim poważnie porozmawiać na osobności, ale wtedy okazało się, że doktor przemyślnie odszedł z tego świata.
    Zwierzęta też chciały bezstresowego wychowania, a najbardziej jedzenia na żondanie... i dostały.

    Do wiadomości Drogich a Ciekawych Czytelników podajemy, że twórcą tego niewąskiego zamieszania był dr Benjamin Spock.
  • @sigma 19:40:42
    I od tej pory, wieczorami, Mme i Hrabina, także z doskoku /gdy nie musiała pilnować wisielców na ryżandolu/ Gryzia kombinowały, jak tu zaciukać tego idiotę od majdrowania przy czasie.
    Pomysły sypały im się jak z rękawa - były bowiem bestiami krwiożerczymi i nie liczyły się z konwenansami. W tej sytuacji, naturalnie. Bo w innych - to się liczyły.
  • @tadman 20:19:28
    No więc będąc "starą pierwiastką" i nie mając zielonego pojęcia o dzieciach, przeczytałam tego debila, Spocka, bowiem był modny i głośny. Czytając o tym karmieniu na żądanie - włos mi się zjeżył, ale gdym zoczyła w tekście, że gdy dziecko płacze i nic nie pomaga, to... trzeba je wsadzić do auta i tak długo jeździć po mieście, aż przestanie /jak Boga kocham!/ - stwierdziłam, że ten Amerykanin to oczywisty idiota. Kliniczny. No i to, że ileś tam mowlaków było karmionych przez dłuższy czas tylko buraczkami i rozwijały się dobrze. Kretynizm matek, które użyczyły swoich dzieci do takich "badań" był dla mnie niezrozumiały. Wypieprzyłam tego Spocka i zdałam się na swój rozsądek.

    Aha - wszystkie dzieci chowu bezstresowego tego debila ODWRÓCIŁY SIĘ OD TATUSIA.
  • @tadman 20:19:28
    A już szczególnie dobry kamerzysta tworzy aktorkę. Jakoś świeżo po ekranizacji "Potopu" pojechaliśmy latem na plażę w Dębkach i tamże po raz pierwszy zobaczyłam w realu cudną Oleńkę Billewiczównę i mało nie padłam. Rachityczna, brzydka mysza.
    Awantury, jakie wyrabiała kamerzystom na planie "Nocy i dni" 40-letnia Barańska, żeby wyglądać pięknie i młodo, to po dziś dzień ludzie z okolicy Stoczka Lubelskiego opowiadają, bo jako statyści napatrzyli się niejednego. Będąc żoną reżysera mogła wszystko.
    Zresztą Dzidzicowa też w te klocki była dobra, ale to znam tylko z literatury.
    Manieryczne fanaberie Niny Andrycz jako żony Cyrankiewicza też były znane.
    Ciekawe, że teraz światek celebrytów z branży polityka już tak chętnie nie łączy się ze światkiem aktorskim. Musi nawet w ich pojęciu zeszedł do reszty na psy i przestało to nobilitowac.
  • @KOSSOBOR 20:48:21
    Ja jestem wciąż za przerobieniem narodowego cyrku na Wiejskiej w schludny sarkofag. W ramach performansu może być. W końcu grono zebranych tam ch... chciałam powiedzieć posłów musiało przegłosować tę ustawę o zmianie czasu! A poza tym zauważcie, ze dzięki temu nie naruszamy zasady nietykalności posłów! Takie jesteśmy praworządne.
  • @KOSSOBOR 20:58:35
    Gloria w pierwszej chwili, po wypieprzeniu Spocka z jego książką do śmietnika, chciała chować swe małe stresowo, a na dodatek głodzić. Woyciechowa na takie zapędy stwierdziła:
    - Że też się Pani Boga nie boi.
    Tu Gloria zastanowiła się i po pierwsze nie dała Woyciechowej przez najbliższy tydzień wychodnego, aż Józek pod koniec tego okresu wyglądał jak jaki anorektyk, albo coś gorszego, a po drugie stwierdziła, że życie to rollercoaster i jego zasady będą dla niej święte.
    Dziecko od czasu do czasu z lekka stresowała, coby na mimozę nie wyrosło, a jedzenie dawała rzadziej niż rzadko, więc małe po szybkim szkoleniu jadło na zapas, stąd noce były spokojne.
    Tym oto sposobem Gloria rozpoczęła społeczny ruch antyspockowy, który jak oliwa rozlał się po kraju i zmusił lekarzy i matki do powrotu na łono rozsądku.
    Nie był to pierwszy, ani ostatni przypadek, kiedy śmietnik odegrał pomocną rolę w kształtowaniu właściwego światopoglądu.
  • @tadman 20:19:28
    Tadzio był karmiony flachą co cztery godziny, to ma umysł ściśnięty. Karmieni na żądanie i ZNienacka, exemplum Nienacek, mają, psze Pana, umysł wszechstronny! Tak jak Putin, który zniósł zmianę czasu.

    Uwaga, uwaga! Najświeższe wiadomości z ostatniej chwili! Gryzelda uważa Putina, który uważał za słuszne znieść zmiany czasu. Gryzelda takoż nie znosi zmian czasu.
  • @tadman 21:34:19
    "Nie był to pierwszy, ani ostatni przypadek, kiedy śmietnik odegrał pomocną rolę w kształtowaniu właściwego światopoglądu."

    - Z ust mi to tawariszcz wyjął! - ucieszył się Stirlitz, robiący właśnie za odpady mokre. Po czym stanął na baczność nie zważając na deprymujące i niestosowne okoliczności, odchrząknął i pełną piersią rozpoczął wiadomy hymn:
    - Na c... nam swaboda russkowo narooo.. - i dopiero w tym momencie zorientował się, że narodowość śmietnika nie jest obojętna, a on tu, na tym śmietniku pod zameczkiem przesiąkł był światopoglądem niewłaściwym.

    Było jednak za późno i szyfrogram poszedł do centrali, a także do Wszechzwiązkowego Związku Związkowych Kompozytorów oraz do Chóru Aleksandrowa.
  • @sigma 21:17:11 @ Kropka
    Można sarkofag, a można i zastosować nowy stan trwało - ruchomy, wymyślony przez Gryzeldę: "trwać w stanie rozpierzchu". Do ustalenia pozostaje - kto ich do tego... tfu! wróć! - czym ich do tego skłoniono. Obstaję przy latających połciach zapalonej słoniny. I sikawkach ze świńską krwią. To właściwie powinno oblecieć pozytywnie wszystkie aspekty tego problemu.
  • @sigma 21:17:11 und Maria Wesołowska 21:34:40
    Brunon K. był pomysłodawcą Latającego Cyrku Narodowego i nie wyszło mu to na zdrowie. Ciekawe czy zdrowszy będzie dla pomysłodawczyni ów Narodowy Schludny Sarkofag?
    A jakby tych dwoje spichnąć i pierwszego do akcji wpuścić Brunona K., a później naszą Mme, to sprawę mielibyśmy rozwiązaną superowo, no nie?

    "[...] Jakoś świeżo po ekranizacji "Potopu" pojechaliśmy latem na plażę w Dębkach..."
    No już od dawna wiem, że Kopernik to była kobieta, ale żę Jerzy Hoffman też to pierwsze słyszę. :)

    BTW Spock w realu to był dopiero ideał rodzica. Wiara w pisane słowo nie zna granic.

    Gratuluję świetnej pamięci
  • @tadman 22:12:44
    Jeżeli gratulacje są dla mnie, to niestety, nie zasłużyłam na nie;(
    Po prostu pamiętałam, że to spotkanie miało miejsce po premierze "Trojanek" Joanny Bruzdowicz, więc zajrzałam do nieocenionej wiki i już miałam rok;)

    Osz, qrcze, Tadziu, czepiasz się - "świeżo po ekranizacji" znowu miało uściślić datę - żeby nie wyszło, że czepiam się kobity, że dwadzieścia lat po występowaniu w roli Oleńki wygląda ciut gorzej.
  • @KOSSOBOR 22:03:21
    Latające połcie słoniny brzmią dobrze, ale koszmarnie śmierdzą - chyba nawet gorzej niż płonące opony. Poza tym efekt do chrzanu - gadziny rozpierzchną się , a potem znowu się spiechrzną.
    A mój sposób jest czysty, schludny i praworządny. No i załatwia problem raz na zawsze. A! I oszczędny. Nawet pogrzebów na koszt państwa nie trzeba dodatkowo wyprawiać.
  • @tadman 22:12:44
    Czy Spock, czy Rousseau, czy inna telewizyjna Niania, co to niby lepsza jest od wszytskich rodziców razem wzietych - jedna swołocz.
  • @KOSSOBOR 21:56:58
    Zaś Wszechzwiązkowy Związek Związkowych Kompozytorów nic a nic o Sztirlicu nie wiedział... Czyżby maczała w tym palce i pędzel ruda tantalowa? Nienacek tak się zastanawiał, że aż popadł w katatonię...
  • @sigma 10:20:41
    - Dobrze, skahbie - zgodziła się Gloria, gdyż na samą myśl o ponownym spierzchnięciu się gadzin spod berecika Mme zaczął wysnuwać się dym, a nawet iskrzyło.
  • @Maria Wesołowska 13:35:00
    Nieee, no ustalone było we WZZK, iż hymn brzmi jednoznacznie. Jednoznacznie pozytywnie, naturalnie. Natomiast Stirlitz zaśpiewał - owszem - jednoznacznie, ale negatywnie, bowiem przesiąkł był miazmatami śmietnika koło zameczku Hrabiny, gdzie od dłuższego czasu robił za odpady mokre. A był to, Drogi Nienacku, śmietnik wrogi klasowo i narodowościowo, gdzie swaboda ruskowo naroda była miejscowej ludności na ch.. . Pahdą, natuhalmą.
    Tak że weź tę katatonię i spokojnie wywal za okno z wysokiego piętra.
  • @KOSSOBOR 14:17:32
    ZNienacka spadła więc katatonia. Nienacek odetchnął z ulgą po czym przeprosił zebranych za zawracanie głowy, ale że on jest chłopię do wiedzy dążące, przeto spytał.
  • @Maria Wesołowska 13:35:00
    A to jest znakomity pomysł! Haniu, od dziś malujesz rudą tantalową - o ile agent O;o dostarczy choć parę tubek. Skoro nie przeszkadza Ci żółcień strontowa i inne radioaktywne paskudztwa, to tym bardziej niezłe efekty uzyskasz przy pomocy rudej. Nawet jesli wredota będzie się opierać rękami i nogami. Żeby tylko Stefan F., cichy zabójca, się nie dowiedział, bo ręka, noga, mózg na ścianie...
  • @Maria Wesołowska 14:29:34
    Nienacek trwał na posterunku w stanie skupienia, gdyż jako pilne chłopię starał się wykonac powierzone sobie zadanie dokładnie, a nawet, jakby co, z honorem lec. Tymczasem miał nagotowany kajecik i ołówek kopiowy - oba świśnięte z zapasów p.Władeczka. Tymże ołóweczkiem odhaczał posłów i senatorów wchodzących. Zadanie było nie byle jakie -miał dać znać, kiedy w narodowym cyrku znajdzie się zusammen do kupy 460 posłów i 100 senatorow. Jak na razie mijała już kolejna kadencja i nigdy do tego nie doszło.
  • @sigma 17:16:18
    No wiesz, ponoć kilogram tej rudej kosztuje 20 tysięcy dolarów, jak zapodał Ooo, a Ty o trzech tubach piszesz?! Przecież węże w kieszeniach Ooo padły na zawał zbiorowy!
    Stefana F., cichego zabójcę obchodzimy przy pomocy bezfluorowej pasty "Ziaja".
  • @KOSSOBOR 18:25:22
    Nie, nie, one tylko (te węże) zemglały na samą myśl , a zaraz potem zobaczyły te złote żmije, co zwiały ze spódnicy Gryzeldy i się wespół w zespół zdematerializowały. Wszystkie. Ponieważ te informacje mogą czytać dzieci i młodzież do lat 18-u, nie będziemy wchodzić w szczegóły.
  • @sigma 18:32:54
    Co ustaliwszy, Mme i Gloria wraz z psami sado - maso ruszyły na rutynowy obchód pobliskiego lasu, omijając starannie szczegóły. Dzieci i młodzież do lat 18-u były rozczarowane.
  • @sigma 10:17:14
    Nie, te gratulacje były dla Marii W., co to zapamiętała, że umysł u mnie ściśnięty i podała praprzyczynę tegoż.
    Dobrze, że Mama trzymała odstępy czterogodzinne, bo jakby zeszła niżej to Tadzinka już po pierwszym roku bytności po tej stronie świadomości trzeba by było wysłać między senatory i posły, co by te dwie izby sensownym zwieńczeniem połączyć.
  • @sigma 17:16:18
    -Brygnąć by ostrą bądzią o kuparę - zaklął szpetnie 0:o. Jak tu zapakować całą Rudą Tantalową do czech tubek i przesłać DHLem?
    Przecież ona rewolucję światową zaraz wywoła z samej złości i wściekłości. I jak tu ją podzielić na trzy tubki? Że niby co? Do jednej głowa, do drugiej tułów, a do ostatniej kończyny?
    A widzicie ją gdy agent jej powie podsuwając tubki: - pakuj się stara.
  • Tadzinek w akcji, cz. I chyba nie ostatnia
    Tadzinek zszedł do piwnicy i przyniósł kilka kawałków kredy. Położył je na podłodze, kiedy wiązał tynisówki. Pech chciał, ze z pokoju wyszedł dziadek i zapytał:
    - Hola, hola mospanie dokąd z tą kredą się wybieramy?
    - No, ostatnio wyczyszczono wszystkie ściany w Nowym Porcie, nawet komisariat jest czysty, więc idę poblokować.
    Dziadek kazał Tadzinkowi wejść do kuchni i chwilę z nim porozmawiał. Tadzinkowi w trakcie rozmowy mina wydłużała się coraz bardziej, aż w końcu pokraśniała, co świadczyło o tym, że malec dojrzał.
    Tadzinek poinstruowany przez dziadka mógł już pójść na miasto.
    Przed komendą przykląkł na jedno kolano, położył kredę na chodniku i zaczął zawiązywać/rozwiązywać sznurowadło. Trwało to dość długo, a w tym czasie Tadzinek dyskretnie rozglądał się wokoło.
    Po pięciu minutach takiego manipulowania przy sznurówkach z posterunku wyszedł dzielnicowy.
    - Dyżurny meldował mi, że sterczysz tu już jakieś 5 minut, O co chodzi?
    - Panie władzo rozwiązało mi się sznurowadło i nie mogę go zawiązać.
    - Daj, zawiążę ci.
    Dzielnicowy sapiąc pochylił się nad tynisówką Tadzinka tak, że prosto przed jego nosem znalazła się czapka. Tadzinek złapał kredę i chciał namalować rogi na wierzchu czapki z ogólnie wiadomych nowoporcianom powodów, ale szybko porzucił ten zamiar, bo firanka w oknie na parterze naprzeciwko komisariatu szaleńczo zatańczyła.
    - A co to za kreda? Chcesz smarować po murach? – zapytał dzielnicowy
    - Nnie, panie władzo. Ja idę na zajęcia z graffiti do MDK-u.
    - Aaa, skrafiti to co innego. Zmykaj mi stąd, bo zaciemniasz nam pole obserwacyjne.
    - Dobra, to zmykam panie władzo – powiedział Tadzinek, ale kiedy tylko zniknął za rogiem, to zaraz przelazł przez dziurę w płocie i przez cmentarz pognał na skróty do domu.
  • @tadman 00:19:22
    Dawaj dalej!
  • @KOSSOBOR 15:06:28
    Tadzinek kombinował przy kredzie i sznurówkach. Tymczasem Gryzleda (połapawszy ciuje-muje-złote-węże i rozbłyski Słońca) zabraął się za porządkiw opustoszałym zameczku. Woyciechowa bowiem stała na warcie i odpędzała od furtki rozmaitych kuglarzy. Gryzelda zatem wzięła MOP(s) i tym MOP(sem) zaczęła wyganiać MOPSy spod kanap i foteli, z lasku, pól i rozkułaczonych majątków. Łysym amstaffom darowała (uroczy młodziecy w dresach nie raz ratowali Gryzledę z różnych opresji, z iście XIX wieczną dżentelmenerią), podobnie jak psom na niedźwiedzie. O, psy na niedźwiedzie, zwł. fińskie to Gryzia szczególnie poważała. Bo to nie dosć, że broń na Miszkę, to jeszcze wysokospecjalistyczna broń snajperska, zwł. w zimie itp. Przez sen Gryzeldy zaczęły się przewijać "białe duchy", ale też widma (ze szczególnym uwzględnieniem IR i w asyście derywatogramów). Osobno straszyły wraże łapy wyciągające się po te resztki obróżki z bryliantami, co Gryzia znalazła w trawie jak latała z MOPem przeciwko MOPSom po terenie. Rektor zawezwał na dywanik, czy może raczej na ryżandol, wrażego krwiopijcę (w asyście adiunkótw). Razem zawiśli na ryżandolu, iście gacki i nocki hibernujące już na zimę. W sumie Gryzia nie miała nic przeciwko zapasom świeżego mięsa - niech se ta gadziny hibernujo - pomyślała - w zimie bedzie jak znalaz - taki ryżandol z wisielcami (hibernującym rektorem i adiunktami) to wszak pordęczna spiżarnia.
  • Walka z MOPSami spowodowała u Gryzeldy atak
    trosji, retorsji, zwykłej czkawki i charkania. Na fali wyżej wymienionych zjawisk Gryzelda wypluła pomysł. Uzupełnienie pomysłu. Otóż Szajka Wielbicieli Szynki, Schabu i Słoniny (Czyli Wszystkiego Co Nie-halal) byłaby zarejestrowana jako związek wyznaniowy. W celu obrony przed najazdem. Skutkiem uboczym rejestracji jako związek wyznaniowy byłoby zwolnienie od podatku posiadanych przez Szajkę nieruchomości? Trzeba tak napisać statut, by nie zaistniało wywłaszczenie Szajkowiczów. Ale żeby wobec narzuconego tubylcom "prawa" każda nieruchomość każdego Szajkowicza stanowiła np. teren obrzędów religijnych a zatem teren korzystający z w/w wolności podatkowej (chodzi o planowany wobec tubylczego pogłowia podatek katastrofalny zwany dla niepoznaki katastralnym).
  • @bez kropki 10:22:38
    PS. Strój obrzędowy (do uczty, nie do rozbioru tuszy, kropienia i innych uświniających Szajkowicza czynności) będzie tradycyjnie: tkany zlotą nicią, lub wyszywany/naszywany cekinami. Albo czerwońcami. Wobec braku cekinów i czerwońców (które stanowią nie dość, że zabytki, to jeszcze numizmaty) dopuszcza się: krugerrandy, bieliki, koale, filharmoników, sztabki i samorodki. Złota oczywiście. Dla początkujących może być srebro, dla oryginałów - platyna a dla bezjedynkówek - miedź ze złomu (serio: zastanawiam się nad zamianą posiadanych resztek złotówek na złom miedziany, ale to inny temat).
    Strój obrzędowy chyba nie będzie podlegał konfiskacie w razie wprowadzenia u nas obowiązku dobrowolnego, przymusowego chronienia swojego dobytku (tu: metali szlachetnych) w skarbcu państwowym (czyt. prywatnym wybranym w drodze przetargu)? Chodzi o to, by przewidywane obostrzenia w obrocie metalami szlachetnymi też zostały przez Szajkowiczów szlachetnie obchodzone (dookoła i z daleka).

    Wiszący na ryżandolu rektor w gronostajach z kota albo z poliestra, przelotnie wybudził się z hibernacji. Zainteresowało go jak by też wyglądał jego magnificencki erzacowy majestat obszyty koalami lub filharmonikami wiedeńskimi.
  • @bez kropki 09:17:26
    - De hy wa to ghamów - Gloria usiłowała nauczyć się tego wyrazu, ale nie mogła nadążyć za mopsem Gryzeldy. Poza tym - owładnęła ją migrena, która, jak wiemy, może dotyczyć tylko obrzydliwych i winnych wszystkiego hrabiń, natomiast gorzej urodzonym to tylko bańka napier...a. No nie ma sprawiedliwości na tym świecie!
  • @bez kropki 10:40:51
    Widząc niejakie poruszenie na ryżandolu Gryzia jeno pogroziła mopsem i splunęła siarczyście - mają tam te gacki akademickie wisieć i schnąć jako zapasy na ciężkie czasy. Które zawsze nadchodzą.
  • Niespodziewana akcja w stylu izraelskich komandosów
    Góral wyszedł po śniadaniu przed chałupę, wziął oparte o ścianę grabie i zaczął grabić liście.
    - Trzeba szybko z tym uwinąć się, bo muszę przecież doglądać wątasa, a chyba jeszcze wcześniej zajrzę do kurnika - pomyślał i wziął się do roboty.
    Ledwo zgrabił trochę liści, a od domu zaczęła go nawoływać żona, też prawdziwa góralka, a nie jakaś tam podróbka.
    - Czego?! - odezwał się treściwie.
    - Chodź ino do kompa, bo taki jeden kogut z zazdrości chce ci wątasa r.....ć - rzuciła zawiesiście w jego stronę.
    Góral uchylił się nieco, żeby nie zarobić guza i odstawiając grabie udał się do chałupy, co to jeszcze prosto stała, bo nie była obciążona katastrem, czy innym cholerstwem.
  • Rykson (ciemną nocą ok. 5tej, czyli 6tej rano - pamiętamy wszak zmianę czasu)
    uświadomił Gryzeldzie, że zaczyna się poranny obrządek. A więc: szturchanie placem w oko, fachowe duszenie chwytem na szyi i głowie, gryzienie w nos i policzek, przywalenie z byka i inne temu podobne. No, typowy love bombing. By Delfina.
    Gryzelda leżała (w niekompletnym dezabilu a kompletnej rozsypce) na podłodze, na kocyku. Głowa Gryzi spoczywała na poduszce z paczki pampersów. Wokół głowy Gryzi stały: srebrna marokańska taca z pieluchą (zużytą), miseczka (ćmielowska porcelana) z breją ryżową, oraz puszka po orzeszkach. Na puszce, niebieską świnią wygrywała werbel, Delfina oczywiście.
    Gryzia uznała, że ryżandolowych wisielców (rektor + adiunkci) trzeba podwędzić. Inaczej zepsują się całkiem na nic. Niemowlęca kołderka okrywała Gryzię na przestrzeni od kostek do pasa. Pół Gryzi więdło w komforcie termicznym, drugie pół - w jego braku.
    Jednym słowem: wstawał typowy dzień klasy robotniczo-babskiej a Gryzia miała nerwy, bo bycie w nerwach stało się ostatnio nieco bardziej egalitarne. W przeciwieństwie do migreny.
  • @bez kropki 14:49:02
    Wszystkie dzieci są nasze, a nasze najbardziej.
    Nie wiedziałem, że Delfina zna chiński. Musi te wszystkie poranne tortury wyczytała z jakiegoś ichniejszego podręcznika. Gorzej będzie, jak dojdzie do rozdziałów traktujących o torturach psychicznych.
  • @tadman 15:19:20
    Na obecnym etapie Delfina posługuje się językiem ogólnoludzkim, co wymaga tłumacza na nasze;).
    Ale to nie są tortury, tylko lawbombing właśnie;). Jednakowoż wzmianka o chińskim podręczniku jest nie bez uzasadnienia. Ostatnio Delfina podjęła bowiem badania nad nowością, tj. skakaniem po brzuchu. Dobrze, że Gryzia (stara dobra szkoła) została uprzednio zahartowana - sensei jej po brzuchu skakał, to może Delfina też może. Choć z drugiej strony, to nie wiadomo - te fachowe ciosy typu łokieć w krtań, punkt na udzie trafiony kolanem i inne takie, każą się zastanowić nad ciemnym potencjałem tkwiącym w główce każdego blondaska.

    "Wszystkie dzieci są nasze, a nasze najbardziej." To mi przypomina dowcip:
    -Czym się różni żaba od najbardzieja?
    - Bo żaba jest zielona a najbardziej na mordzie.
  • @bez kropki 15:35:07
    Bomba!

    A ja znam taki:

    Czym się różni wróbelek?
    Tym że ma jedną nóżkę bardziej.
  • Kolejny punkt do regulaminu
    Szajki Wielbicieli Szynki, Schabu i Słoniny:
    1. Każdy Szajkowicz ma prawo i obowiązek mieć przy sobie nóż. Zawsze. Choćby scyzór.
    1a. To obowiązek praktyczny (krojenie szynki, schabu, wędliny, słoniny), jak i religijny. Jak u Ghurków.
    Komentarz: chodzi o to, by idące z Unii zalecenia politpoprawnościowe i "dla poprawy bezpieczeństwa", zabraniające noszenia noża, nie naraziły na szwank możliwości obronnych Szajkowiczów. Patrzcie, że ten szajbus, co zabił żołnierza w GB miał nóż (pomimo zakazu). Rozzborojny żołnierz był bezbronny... Nie dajmy zrobić z siebie bezbronnego bydła. Ghurkom wolno nosić kukri publicznie, bo to kwestia religijna i szlus. My musimy tak samo - damask po przodkach, sawiecki bagnet z wojny, szwajc scyzór - to nasze tradycyjne i RELIGIJNE i basta. (Do krojenia szynki, schaby, wędliny, słoniny używane. Szlus.)
  • @bez kropki 20:12:22
    Gloria, kontemplując wspólnotę religijną SWSSS, przypomniała sobie jak przez mgłę jesienną, iż za jej czasów harcerz bez finki u pasa po prostu się nie liczył. Harcerki takoż.
  • @KOSSOBOR 23:27:23
    Harcerz nosił finkę (ciekawam, czy Bronek też - wybaczcie brzydkie słowo), bo finów na niedźwiedzie wtedy w Polsce nie było. Teraz za to jest okazja i każdy kto może (nie kto chce, tylko kto może) ma okazję nabycia na własność fina na niedźwiedzie. Nie tylko jako pendent do munduru, ale na Miszku, powiadam Wam.

    A religijne założenia SWSSiS to rzecz wcale nie jajcarska. Ja jak najbardziej na serio od paru lat o tym myślę, a to w przewidywaniu nieuchronnych kłopotów z przedstawicielami "religii pokoju" i naszymi własnymi władzami, które się nami nie zajmują a za to zajmą się każdym przybłędą, zwł. tym agresywnym i roszczeniowym.
    Z kolei passus o nożach to w przewidywaniu regulacji prawnych takich jak w niektórych krajach Unii, że scyzoryka nie wolno przy sobie mieć w plecaku!
  • @bez kropki 15:36:40
    Będąc młodą harcerką Gloria również nie pokazywała się w mundurze bez finki. A teraz o tych zakazach czytała i zemglała /ale czujnie, w pobliżu otomany/.
    Gloria uważa pądą i karelskiego pasa na niedźwiedzie za ekstrackie.

    Sama ma kocicę bojową Mimi II Kólską, którą może poszczuć każdego miszkę.

    Celem obrony przed pokojowymi roszczeniowcami Gloria posiadała ongi trzy dogi niemieckie, która to rasa, jak nas uczą przekazy, dość nerwowo reagowała na chałaciarzy. W ramach walki z dogami komuna skasowała mięso w mięsnych. Tylko te cholerne Honoratki sobie jakoś radziły.
  • A mnie moja religia nakazuje chodzenie z obuszkiem
    Obuszek rzecz praktyczna i nie rzucająca się w oczy (co poniektórzy dziwią się jeno: "jaka fikuśna laska").
    Historycznie jest to pierwszy przykład narodowego kombinatorstwa prawnego.
    Kiedy zbyt dużo trupa padało po karzczmach i sejmikach (bo ludność miała zwyczaj nosić nadziaki (młotki husarskie), Sejm , "konsitucyą" z 1627 r. zakazał noszenia takowych w miejscach publicznych w czasie pokoju.

    Polak nie kiep, poszedł do kowala i kazał sobie przekuć "ostrz" nadziaka i zawinąć ku dołowi i tak powstał obuszek (którego "konstitucya" nie zakazywała).
    I po staremu można było przyp....lić komuś w razie różnicy poglądów i to tak że od razu trzeba było zamawiać konterfekt trumienny.

    Kto chce wiedzieć jak wygląda nadziak oraz jego pochodne : obuch i czekan , niech sobie sprawdzi w wikipedii.

    Sługa WMć Państwa
  • @Ptasznik z Trotylu 22:14:40
    Ptachu!!! Ty jeden kumasz o co tu biega! Masz za to od nacz.żerczyni SWSSiS darmowy amulet, tj. kawałek suchej markowskiej do noszenia między muzułmany;) .
    Ptachu, wszak o to chodzi, by politpoprawnych lewaków pokonać ich własną bronią:), czyli idiotyzmem tego wszystkiego, co usiłują nam wmusić. My zatem, robimy Szajkę i bedziem patrzeć jak une będą jeść tę żabę.

    Przypomnę, że z Szajką chodzi o to by:
    - mieć zwolnienie od podatków (także chyba od katastru!!) - jako działki i domy będące miejscem obrzędów religijnych - każdy Szajkowicz jest obowiązany do odprawiania obrzędów u siebie, poza tym częścią obrzędowości będą wspólne uczty w domach wyznawców itp. itd.
    - inne zwolnienia podatkowe, w tym odpis od podatku na cele kultu religijnego (jak kupujesz od chłopa świniaka, to to będzie na cele kultu i fertyk, i szlus);
    - prawo noszenia noża (które co i raz to chcą nam zabrać, nawet tę iluzoryczną obronę!),
    - prawo legalnego:) nietolerowania różnych mniejszości religijnych:),
    - wreszcie nasze własne zwyczaje będą chronione przez prawo (bo będą kwestią mniejszości religijnej a nie znienawidzonej polskości),
    - chów świń według tradycyjnych metod! Żadnego GMO, przymusowych leczeń antybiotykami i hormonami!
    - oraz innego żarcia (tradycyjna uprawa i chów)
    - prawo do uboju gospodarczego (tylko patrzeć jak je zabiorą),
    - prawo do uprawy i korzystania z ziół (tysz une ino paczom, jakby to ukrócić)
    - prawo do wychowywania dzieci w swoim światopoglądzie, w tym świńskie olewanie obowiązku szkolnego od 6 lat. My po świńsku chcemy od 7mego roku i fertyk (od niem. fertig) i szlus.
    Najważniejsza jest obrona kraju przed przymusowym wciśnięciem nam muzułmanów. Przypomnij sobie, że co i raz wracają obłąkane unijne pomysły, by kraje wspólnoty przyjmowały uchodźców proporcjonalnie itp. Trzeba więc zrobić tak, by muzułmanie NIE chcieli do nas przyjeżdżać, tak sami z siebie. My zaś (cały czas nasza religia nam to nakazuje a toleraści muszą ją tolerować!) deklarujemy, że przyjmiemy tylko tych uchodźców, którzy z nami zjedzą świnię (tj. jak już musimy z Bliskiego Wschodu czy Afryki, to tylko chrześcijan... czyli ludzi, którzy u nas nie będą palić autami a u siebie są NAPRAWDĘ prześladowani).
    Jeszcze parę innch srok jest do ubicia tymjednym celnym strzałęm, ale wołają mnie domowe obrzędy wieczorne, więc lecę.
    I fertyk i szlus.
    Chałwa i tapir. Tapir na prezia!
  • @bez kropki 22:46:12
    - Fehtyg i szlus! - ucieszyła się Gloria, ponownie zapiała z radości na tak udatny pomysł Gryzeldy i przypomniała sobie z opowieści dawnych, iż każdy szwab za okupacji, jak jechał nach hajmat na urlaub, to uwoził z Generalnej Guberni suchą krakowską. Bez suchej krakowskiej nawet ichnie frauen w hajmacie nie działały.
  • @KOSSOBOR 00:09:04
    Sucha krakofska to nic. Tajemnicą strategiczną, ukrytą przed okupantem (bez względu na kierunek z którego przychodził) jest sucha MARKOWSKA. To jest absolutne dzieło sztuki masarskiej. Drobnym jej odpryskiem jest kiełbasa głogowska, która onegdaj szła z Galicyi na stół samego Franca Josefa. Wobec nich (markowskiej i głogowskiej, nie Franca i jego dworu) sucha krakowska to dla niższych szarż acz szkoda jej dla Szkopów.

    A na serio: w Szajce/ Sekcie/ Stowarzyszeniu Wielbicieli Szynki, prawo do wychowania dzieci "po swojemu" będzie statutowo określone jako: prawo do nauczania historii, prawdziwej a nie seksu (w szkole), prawo do homeschoolingu, odmowę lekcji deprawacji w przedszkolu (bo świństwo, jako pochodne od świni, to my mamy inne i to inne kultywujemy).

    Chodzi o to, że czasem błazen był mądrzejszy od swego króla... No więc gdy wszystko inne zawodzi, zostają nam błazeńskie sposoby ratowania ojczyzny. Uwaga: "błazeńskie" nie znaczy "śmieszne, płaskie, głupie". "Błazeńskie" znaczy "inteligentne zabicie wroga jego własną bronią".
    Wyśmiać trzeba "unych". I metodami unych bronić swojego. Także przed katastrem;).
  • @bez kropki 09:00:56
    rap:

    Zen, ajurweda, wodotryski,
    Śfinia Gryzelda kocha wszystkich.
    Dziekan na ry-żan-dolu się buja,
    Zaraz zestrzelę tego luja.

    * * *

    Na melodię "Czetry słonie, zielone słonie""

    Łoj, ryżandola Gryzia pilnuje,
    Łoj bo tam wiszą przeróżne luje.
    Ten plugawy, ten krościaty,
    Ten niepodobny do taty.
  • @KOSSOBOR 20:24:20
    Tu trzeba koniecznie dodać, że Januszek jest wielkim miłośnikiem noży, w tym w szczególności noży typu finka. Moze się poszczycić klasycznym Bowie, jak również batangas z dalekich Filipin.
    O swoje noże dba z dużym pietyzmem. Posiada zestaw ostrzynek, w tym najlepsze osełki Nortona.
    Januszek twierdzi, że noże muszą być cały czas ostre jak brzytwa, czyli tak samo jak on, co w swojej skromności o sobie mysli/
  • @bez kropki 22:46:12
    Chałwa i tapir!

    Jestem całym sobą za stworzenie i radosny rozwój Szajki według wyłożonych zasad.
    To jest coś, co mi najbardziej konweniuje i śmiało nawet mogę powiedzieć, że leży w mojej naturze.

    Chałwa i tapir!
  • @bez kropki 09:00:56
    Czekamy na jeden wielki manifest założycielski Szajki z wyłożonymi na patelni (tak, tak!) skwarkami zasad i obowiązków Szajkowicza.
  • @jazgdyni 14:24:07
    Kładźmyż więc podwaliny
    pod przyszłe liczne
    prace świniologiczne.

    (Uwaga: p. Sendecki naśladuje nasz pomysł - patrz pieczona świnia na obchodach patriotycznych, ale to erzatz. Nie o to chodzi a przynajmniej nie tylko.)

    W Szajce Wielbicieli Szynki, Schabu i Słoniny NIE ma konwersji. Wstąpić może każdy, czyja religia/wierzenia/światopogląd nie zabraniają spożywania świniny. Nie zachodzi więc potrzeba zmiany religii, nie ma więc klasycznie rozumianej konwersji. Z drugiej jednak strony, SWSSIS JEST wspólnotą religijną. I fertyk i szlus. Nie, nie ma w tym sprzeczności. Dogmatów się wszak nie tłumaczy, jeno przyjmuje na wiarę.
    Nie, nie będziemy się zmieniać, dostosowywać. Tak, jesteśmy nietolerancyjni. Musisz być tolerancyjny wobec naszej nietolerancji (to nie do Ciebie przyszły Szajkowiczu, to do tolerastów, euroentuzjastów i innych odmieńców, którzy wszystko wiedzą lepiej, w tym "Jak inni muszą żyć").

    Kij tam z kwestią "słoń a sprawa polska". "Świnia a sprawa polska" to jest esencja.

    Jeśli z czymś walczymy to z ześwinieniem. Uzupełniająco walczymy też o przywrócenie słowom ich prawdziwych znaczeń ("tolerancja", "aborcja", "związek partnerski" - na życzenie osobno wyjaśnię jaki jest zatarty, pierwotny sens tych słów). O. I zamiast "ty świnio" będzie się u nas mówić "tyurbanie" albo podobnie.

    Będziemy wypracowywać wzorce zachowań mających na celu obronę kraju. O, np. widzę w autobusie postać w worku na głowie. Nie wiem, czy to skazaniec wieziony na ścięcie, czy muzułmanka w stroju, który narusza mój światopogląd, ale prawo nie broni mego gwałconego światopoglądu. Zagadać nie mogę, bo i do skazańca, i do muzułmanki nie wolno się odzywać (podobno). Na taki widok oraz w poczuciu: braku rozstrzygnięcia i braku bezpieczeństwa doznaję szoku. To naturalna reakcja osoby wychowanej w naszym kręgu kulturowym.
    W sytuacji szoku zakładam nogę na nogę (więcej nóg nie mogę dać do góry w miejscu publicznym, jakim jest autobus) a to w celu przywrócenia zaburzonego krążenia. Następnie wyciągam amulet (kawałek suchej markowskiej) i się nim wachluję.
    Cywil będzie za to niedługo karany. A dla Szajkowicza to będą rytuały religijne, podlegające ochronie, tak samo dobre jak wór na łbie tamtej (zapewne) pani.
    Sedno w tym, ze widok podeszwy buta to dla "miłujących pokój" obraza. (Podkreślam, że to wszystko w sytuacji, gdy nasze uczucia są z premedytacją systemowo gwałcone).

    Zawołanie Szajki: Ole, ole, oleole, nie damy sieee, nie damy sie:).

    Miałam więcej pomysłów, ale obowiązki leżą i kwiczą (czyt. wzywają), przeto na razie szlus.

    Każdy Szajkowicz ma prawo i obowiązek dorzucania kolejnych skwarków do wspólnej patelni, dla dobra wspólnego.

    Chałwa i tapir!
  • @jazgdyni 14:24:07
    PS. Nie atakujemy, tylko bronimy tego, co nam zostało (resztki suwerenności, resztki praw obywatelskich i ludzkich oraz zdroworozsądkowych), jedyną bronią, jakiej nam jeszcze nie odbierają (inteligencją).

    Obowiązkiem Szajkowicza jest (bezwzględnie): szynka na śfięta, schab na niedziele (lub rosół albo ciele), noszenie galanterii ze świńskiej skóry. Z dumą:). Reszta to kwestie wtórne, które jako Szajka wypracujemy we wspólnym trudzie, pochylając się z troską nad patelnią ze smalcem i skwarkami (może być z jabłkami).

    Szajka jest wspólnotą religijną (docelowo jako taka ma być zarejestrowana), ale w Statucie, czy innych dokumentach oraz w obrzędach NIE używamy słów z zakresu słownictwa religijnego, nie robimy kpin z kwestii religijnych i fertyk i szlus!!
  • @bez kropki 11:24:23
    Były raz sobie cztery świnie,
    duże, tłuściutkie, tuczone świnie
    schaby, szynki, nóżki, słonina,
    hej wieprzowina.
  • @Ywzan Zeb 18:04:19
    Przy wtórze śpiewów skomponowanych w natchnieniu przez Ywzana Zeba, odbywał się tajemniczy obrzęd. Jakaś postać krzątała się wokół gryla. Ktoś dmuchał, ktoś śpiewał, ktoś nadziewał. Ktoś obracał, macał (szaszłyki!), ktoś inny tryumfalnie obnosił kąski suchej markowskiej na srebrnej tacy, częstując nimi towarzystwo jak tartinkami. Ktoś pilniował by wiatr nie rozwiewał serwetek i papierowych talerzyków. Zapach, niemożliwy do oddania zapach wędzonej kiełbasy, grilowanych żeberek i innych postaci wieprzowiny otaczał miejsce obrządku.
  • Seimu Koronnego czekanów a nadziaków zabronienie
    „Zabronienie czekanów. Objaśniając dawne prawa i statuta, około bezpieczeństwa i pokoju pospolitego uczynione, a przychylając się do konstytucyi anni 1578 et 1601 i do inszych, o zabronieniu niezwykłych broni i oręża postanowionych, bacząc, że co dalej większa swywola w ludziach roście, ani na miejsca poświęcone, ani na żadną zwierzchność nie oglądają się: przeto, aby się złym zamysłom zabieżało, postanawiamy omnium Ordinum unanimi consensu accedente, aby żaden cujuscunque conditionis nie ważył się odtąd zażywać, albo nosić czekanów in loco publico, pod winą dwuch set grzywien... Wszakże na wojnie przeciwko nieprzyjacielowi koronnemu, zażywanie czekanów i inszych broni, zachowujemy”.

    Vivant obuszki !
    Tapir naszym Elektem !!!
  • @bez kropki 11:24:23
    Rap mniodzio :)))
  • @jazgdyni 14:21:07
    Pierwsza broń podręczna Szajki: rozpylacz ze świńską juchą. Myślę, że gdy Mme wróci - zaakceptuje ten pomysł, choć zapewne doda do niego podręczny miotacz atomowy etc.. Jak to Mme. Ona lubi mieć pewność, no i oskakiwać zwłoki. Gloria zresztą też.
  • @Ptasznik z Trotylu 19:58:22
    W Szajce obuszek winien być wyklepany w kształt świńskiego łba.
  • @Ywzan Zeb 18:04:19
    Oooo, Zebu - wal dalej! To będą pamiętne wersy nasze!!!
  • @KOSSOBOR 20:10:17
    Wszystkie ludzie są równe, ale tym równiejszym należy się mały psik świńskiej juchy z pulweryzatorka, jak psu micha. Toż to piękny sposób.
    Naszło mnie, że może każdy powinien mieć 2 pulweryzatorki, jeden ze świńską juchą, a drugi z wodą święconą, Skomasowana akcja spowoduje, że żadne barachło żywe nie umknie.

    Widzi mi się, że Kuba Powiatowa dostała szprycę ze świńskiej juchy i już nie jest koszerna i dlatego wycofała się ze swoimi zeznaniami.
  • @tadman 22:17:23
    Tak. Sposób jest piękny i wart propagowania. Ale. Ale zamiast świńskiej juchy może być jakaś farbka. Bo krew to problemy z przechowywaniem itp.;)

    A propos pulweryzatorka, czy pisałam już autentyk z instrukcji obsługi spryskiwacza? Była tam następująca perła: Pulweryzacja medium instektotoksycznego usankcjonowana jest od aury.
    O ile dobrze liczę, to polskie słowa są tam dwa. "Jest" i "od".
  • @bez kropki 22:28:43
    Do dzisiaj pamiętam lek czechosłowacki /podówczas/, z ichnim tłumaczeniem na nasze. Szło tak: rozkąsane społknąć, zapijając haustem wody. To "rozkąsane społknąć" stosowaliśmy zawsze przy omawianiu leków, gdy ktoś w domu zachorzał.
  • @tadman 22:17:23
    - Polwehyzatohek???!!! - Gloria aż się zasapała. - Dziecinko, a hozpylacz, albo miotacz nie łaska? - Wyobhażasz sobie Mme z POLWEHYZATOHKIEM???!!! Przecież Mmme ci ucho ukhęci, jak już whóci! Podhęczny miotacz świńskiej juchy, ot co!

    Co mówiąc, Hrabina zatelefonowała do Tryba, coby obstalował u sąsiadów kilka świniaków. Rolnicy bowiem lubią mieć sprawy zakontraktowane.
  • Luuudzie!
    Wy tu se jaja, a tam...
    http://kossobor.neon24.pl/post/101478,galeria-malarstwa
  • @tadman 23:38:50
    A co tam ma być takiego odkrywczego? Że Autorka tych malunków jest genialna? To przecież nic nowego:), to wiadomo juz od dawna:).
    (Tak, "Konia polskiego" też objerzałam i coś mnie kopnęło. Może to był prąd a może powiew opowieści dziadka. A może jeszcze coś innego, co mi teraz każe brać się za robotę i ratować (niestety tylko lokalnie), to co jeszcze jest do uratowania?)

    Sztyrlic podpatrywał przez okno zameczku, jak hrabina maluje. Usiłował skorzsytać z osiągnięć technicznych wrogiego obozu (to standard - patrz wszystkie skopiowane przez sowietów przedmioty). Jego Smiena nie robiła bowiem takich zdjęć (real z psychoanalizą), jak ta przedstawicielka klas obcych klasowo (czy jak to się zwie).
  • @KOSSOBOR 23:27:59
    Miastowe tyż powinny lubieć mieć zakontraktowane. Żeby ich inne miastowe nie ubiegły w nabyciu przedmiotów niezbędnych do obrzędów (schab, słonina, szynka, boczek, SWOJSKA KIEŁBASA!). Obrzędy to: zaproszenie współszajkowców do stołu i spożycie darów natury z radością w sercu i niebem w gębie:). Uprzednio można obnosić świninę tryumfalnie, jak się niegdyś obnosiło papier toaletowy. Jeszcze lepiej by było skropić juchą co się tylko da (drogę, pole, GRANICE włości) i publicznie o tym poinformować tzw. eter (tj. rozpuścić plotkę, że nasza gmina jest cała skropiona juchą, juca jest w asfalcie i betonie, więc nie ma tak, że deszcz ją spłucze, więc strzeż się wyznawco anty-świnizmu i szlus.
  • @KOSSOBOR 23:27:59
    "hozpylacz, albo miotacz nie łaska? - Wyobhażasz sobie Mme z POLWEHYZATOHKIEM" Pulweryzatorek, miotacz, rozpylacz, mnie tam ganc pomada - pomyślała Gryzelda - ja go obuszkiem.
  • @bez kropki 08:59:57
    Z miotaczem do opery, teatru, filharmonii, albo na jakiego eventa nie wpuszczą.
  • @tadman 09:41:16
    W odpowiedzi na ogłoszony przez OZa pod jego postem konkurs, powtarzam koment:
    "konkurs na legalną, zamaskowaną, pospolitą broń Szajki" - zanim ten spraj (ze świńską juchą a nie gnojowicą), to na szybko i doraźnie proponuję kije do nordic walking PLUS obowiązkowe szkolenie z japońskiej szermierki kijem. Mając kije, w razie "wu" ujmujemy oba kije jak jeden i idziemy rum sobie czyniąc:). Póki co, kijków nie zabronili. A w przypadku spotkania z nożownikiem (ups! red alert) lepszy kij niż gołe ręce. Jako jedostka po rehabi dosyć często chodzę z kijami, wcale nie rekreacyjnie, bo nie mam czasu na pierdolety, tylko normalnie (sklep, kościół, praca). Innym też polecam. Kręgosłup będzie zadowolony, reszta mięśni i szkieletu też. A broń to-ci jest niezła. No i ten efekt zaskoczenia:).
    Kijki sa ogólnie dostępne i nie wymagają wszystkich męczarni związanych z wdrażaniem nowej technologii, czego zdaje się wymagać świnio-rozpylacz.
    A z kijami to tylko "na papieża" nie wpuszczają. Wszędzie indziej - wolno. Mnie kusi ten obuszek, ale musiałabym go zobaczyć w rzeczywistości, spróować tym popracować, żeby podjąć ostateczną decyzję. Ale obuszek mnie kusi - odpowiednio wykonany byłby imitacją laski. A tego wszak dotąd nie odmawiano. Muszę jeszcze poczytać ustawową definicję broni, żeby sprawdzić, czy obuszek pod nią nie podpada.

    W powyższych rozważaniach masz odpowiedź na swoje wątpliwości. Bo wszak wiesz, że na okazję wieczorową, to i strój wieczorowy być musi. A do stroju stosowne dodatki. Z tego wynika, że broń też musi być wieczorowa, jak nie przymierzając torebka albo lakierki:). To kwestia czysto techniczna, więc nie marudź technokrato;), tylko pomóż coś wymyślić.
    W tym momencie Gryzeldzie zaparło dech – wyobraziła sobie bowiem kolekcję koktajlowych, wieczorowych, roboczych, łikendowych, zurfiksowych rozpylaczy, działek, kijków i obuszków takiej np. Irene (każdy stosownie dobrany do innego czapraczka!). No!
  • @bez kropki 08:25:35
    P R O T E S T ! ! !

    Wypraszam sobie!!!

    Dlaczego PT. Towarzystwo z uporem maniaka pomija KARKÓWKĘ ???

    Przecież to kwintesencja świńskości. Nie takie suche jak schabik i nie takie tłuste jak słoninka. Wprost idealne i nachalne.
    To karkówka winna być w herbie!
  • @jazgdyni 13:51:03
    Tak jest! A najlepsza jest marynowana i upieczona. Nienacek popiera pomysł włączenia karkówki do obrzędów.
  • @jazgdyni 13:51:03
    Ona - słoninę, Ty- karkówkę, mąż Gryzeldy - golonkę, rodzina Gryzeldy - kiełbasa śląska lub biała, ew. mortadela - CZŁOWIEKU, to się wie, że nie będziemy marnować żadnego kawałka świni! Co najwyżej marynować, jako rzecze Nienacek, i fertyk.
    Obrzędy mogą i będą urozmaicone - schaboszczak, kiełbasa, gryl, golonka na piwie, no różne. Popieramy bowiem różnorodność;).

    Szajka popiera albowiem ekologizm (modne i cwelebrytów to zmyli). Czyli ze świni zjeść wszystko, co zjeść się da. A sama świnia ma żyć w przyzwoitym chlewie, w miarę możności by czasem wyszła na podwórko, wytaplać się w błocku (dla świni to zabieg higieniczny), karmiona ma być żarciem ludzkim (ziemniaki, pszenica, zielenina, pokrzywa, inne), nie brudna, nie faszerowana urbanizmami i szlus.
  • @jazgdyni 13:51:03
    PS. A dla uboższych uczestników Szajki - pasztetowa i boczek. Jak się bowiem rzekło, cenimy różnorodność (bioróżnorodność - też!). Oraz nie dyskryminujemy nikogo z powodów kasowych, co najwyżej umysłowych;), tęczowych i ogólnie wieprzowych:).
  • @Maria Wesołowska 15:59:34
    Dzisiaj
    Szajkowicz
    wpieprza wieprza,
    bo wieprzowina jest najlepsza*!

    Dzisiaj
    Szajkowicz
    soki żłopie,
    100 lat, na zdrowie babo, chłopie!

    Dzisiaj
    Szajkowicz
    pije wodę,
    woda jest doba na urodę.

    Do tego nabiał
    i warzywa
    oraz oliwa-sprawiedliwa **.

    Każdy
    Szajkowicz
    tako czyni,
    wiec zaśpiewajcie teraz Wy mi,

    że

    Dzisiaj
    Szajkowicz
    wpieprza wieprza...***

    * - dietetycznie to nie, ale ideologicznie - tak
    ** - oleje rodzime, zwł. konopny i lniany są wskazanymi zamiennikami oliwy
    *** - baranina, wołowina, ryby i inne gadziaństwo też są OK. Ale wieprzek (żarcie z wieprzka oraz okołowieprzkowe obrzędy) jest u nas tematem (nie obiektem!) kultu religijnego i szlus.

    W nin. utworze, słowo "dzisiaj" można zastąpić słowem "każdy".
    Oczywiście nie chodzi o obżarstwo (tolerujemy fakt, ze Szajkowicz może być na diecie), tylko o obrzędowość, bazę, nadbudowę i takie tam.
  • @tadman 21:19:03
    Jako Szajka tolerujemy psiozę nervosę, ale właściciele psów mają u nas punkty za posiadanie (psa), bo pies też jest nie-teges w obcej a zagrażającej nam kulturze "kochających" pokój (oraz sypialnie).
  • Dziś ani słowa o boczku, karkówce i temu podobnych wieprzowinach
    Dziś przecie piątek.
  • @Ptasznik z Trotylu 18:30:01
    Ale to jeść nie wolno, mówić - nie zabroniono. No, chyba, że komuś jest przykro i głodno. NO to zawsze jeszcze zostają: jarzyny, nabiał i oliwa-sprawiedliwa, co jest wspomniane w w/w pieśni:). Tudzież czysta woda i soczek - ku pokrzepieniu serca:).
  • @jazgdyni 14:24:07
    Gryzeldę pchało natchnienie. Ze strony i z winy Januszka.
    Wyostrzyła wzrok na jarzynkach (wszak to piątek, dzień poświęcony umartwieniu, przetoż nie jemy w nim wieprza ani nic innego nazbyt smakowitego).
    W poważnej części jej umysłu formułowały się zdania, że:
    - Korzystamy z najlepszych wzorców: świnia - z gospodarczego chowu, metr z Sevres, tolerancja z (automoderacja). No, w każdym razie, jako, że wzorce tolerancyi wywzorcowały tolerancję wybiórczą (coś jak gazeta), to i nasza tolerancja będzie takaż sama;
    - A skoro tak, to działania nasze nie będą kierowane przeciwko naszym Tatarom. Oni bowiem wykonali wysiłek adaptacyjny, zintegrowali się. Stanowią tym samym przykład i wzór dla innych potencjalnych naśladowców. Jednak ponieważ nasi Tatarzy to raczej ciekawostka a potencjalne zagrożenie (zwł. ze strony rządu, który akurat ans, to na pewno bronić nie będzie) pochodzi skąd inąd, to TAM BĘDZIEMY kierować podeszwy butów, obrzędowe kropienie świńską juchą pól,miedz, granic i kordonów, ofiary zakładzinowe oraz pomniejsze obrzędy, bacząc zwł. na zanieczyszczanie powietrza dymem z wędzonej/grilowanej wieprzowiny, i szlus.
  • @bez kropki 18:52:14
    Każdy
    Szajkowicz
    wpieprza wieprza,
    bo wieprzowina jest najlepsza*!

    DRUKOWANYMY LYTERAMY!!!!!!!!
  • @bez kropki 16:43:04
    No nie... przecież jeszcze są ZIMNE NÓŻKI !

    A boczek ze skórką, nazywany z angielska pork belly jadłem tak fantastyczny, że to powinno być klu ceremoniału Szajki.
  • @Ptasznik z Trotylu 18:30:01
    Gadać można. A co?
  • Nie samą wieprzowiną człowiek żyje
    Gloria i Mme zmęczone obijaniem sempiterny na koniach, usiadły w swoim ulubionym miejscu pod daszkiem i oddały się ukochanemu zajęciu, a mianowicie politykowaniu, które Gloria wspierała puszczaniem papierosowego dymu.
    Mówiły też dużo o nowej mięsnej inicjatywie KD+.
    Nagle Gloria zawiesiła głos i powiedziała:
    - Moja dhoga, phzecież nie samą wiephzowiną człowiek żyje!
    - No właśnie - zawtórowała Mme - powinniśmy trochę odchamić się kulturalnie, nespa?
    Nasze panie po powrocie do domu zmyły ślady końskiej przejażdżki, wyfiokowały się i razem z Bałtem udały się voiturem do Opery Bałtyckiej na galowe przedstawienie Carmen.
    Nieszczęśliwie złożyło się, że tuż przed Mme, wzrostu mniej niż średniego, usiadł gość w kapeluszu, którego nie miał zamiaru wcale ściągnąć. Mme zmieniała pozycję na krześle, wyciągała szyję, ale to nic nie pomagało, więc teatralnym szeptem zwróciła się do jegomościa prosząc go o zdjęcie nakrycia głowy. Niestety gość nie zamierzał tego uczynić, rzucając w stronę Mme z wyraźnym poczuciem wyższości wzrokiem niezbyt uprzejmym.
    Tego było Mme za wiele i dobyła z torebki pulweryzator i ostrzyknęła gościa dokładnie z czterech stron. Po chwili gość z cicha zacharczał, zaskrzeczał, wierzgnął kopytami i wypuszczając nieprzystojne gazy zaczął kolapsować. Po chwili na siedzeniu został tylko sam kapelusz i Mme mogła bez przeszkód oddać się kulturalnemu odchamianiu się.
    Zgadnij Drogi Czytelniku, którego pulweryzatora tym razem użyła Mme?
  • @tadman 23:18:18
    - Czy imaginujesz sobie, dziecinko - Gloria pogłaskała główkę małego blondaska - że ów onego czasu podawał się za bahona galicyjskiego?! Natuhalnie nam ani galicyjscy hhabiowie, a już zwłaszcza bahonowie nie hobią. No ale kiedy się ów za onego podawał, chodził bez kapelusza. Hozumiesz - sztuka mimikhy i mądhość etapu.

    Ale Tadzinek nie rozumiał, za to chętnie wziął rulonik dropsów cytrynowych i poleciał do domu. Indagowany w temacie dziadek stwierdził, iż Tadzinek jest za mały, żeby mu takie rzeczy mówić, i żeby lepiej trzymał się od onych z daleka.
    Tadzinek nie wiedział, od których onych, ale dziadek już spokojnie zasnął pod Dziennikiem Bałtyckim.
  • @KOSSOBOR 00:30:29
    Makabryczny obraz przeciętego żywcem na pół dorsza będzie prześladował oza przez długie noce. Było coś symbolicznego w tym zdarzeniu. Bezduszna maszyna sikająca strumieniem wody pod ciśnieniem tysiąca atmosfer i głupia, ciekawska ryba, która chciała rozkumać, o co tym ludziom w tych podwodnych robotach chodzi. I masz babo placek - jeden nieopatrzny ruch i nie ma już ciekawskiego dorsza, a mamy dwa zgrabe fileciki, którymi natychmiast zajął się krab pustelnik.
    Ech życie... Okrutne, jak zawsze, w każdym zakątku świata.
    Ozu trzyma paluszki daleko od potwornej maszynerii, choć panuje nad nią w sposób prawdziwie pański.
    Wsiadł na podwodny traktor i pojechał do domu.
  • @jazgdyni 09:30:44
    No to mamy drugie wynurzenie legendarnego Ooo. w tym samym miejscu - po polskiej stronie Bałtyku, na plaży w Trójmieście. Pierwsze było, o ile nas pamięć nie myli, razem z tą starą wywiadówą M. Ale to już dawno było.

    Fajnie, że wróciłeś.

    Muszę Ci opowiedzieć o nieprawdopodobnych przygodach małej flądry /wielkości połowy mojej dłoni/. Są prawdziwe, a bahon Munchausen przy tym siada. Jak tylko znajdę czas, to tutaj opowiem.
  • @KOSSOBOR 13:46:49
    Flądry, czyli generalnie płastugi, mają niedobrą przypadłość, że przyklejają mi się do pięt, gdy sobie brodzę. To nie jest miłe, gdy nagle piasek pod stopami nagle zaczyna się wiercić.

    Natomiast bardzo sobie cenię większe okazy, kuzynów flądry, mianowicie turbota i solę, nie mówiąc już o monstrualnych halibutach (czy kasikozaczkach). Widziałem takiego jednego płaskiego o rozmiarach półtora na półtora metra. Ale na Ale-asce.
  • @jazgdyni 15:31:38
    Qrfirst po raz pierwszy odetchnął pełną klatą. Aż mu grzebień pokraśniał.
    Jak te palanty teraz rzucą się na świnie, to definitywnie zapomną o rosołkach. Ciągły niepokój i stres zaczęły się rozmywać wraz z zapachem maggi i pietruszki. - Ziarna, ziarna dajcie - zapiał, - sfermentowanego!
  • @KOSSOBOR 21:32:33
    Skwierczenie skwarek i drażniący powonienie zapach pieczonego wieprza przedarły się do zarośli leszczynowych, z których dwaj tajni agenci Gminy pilnie lornetowali Zameczek.
    Kiedy Tadzinek polał skwierczącą karkówkę winem, chmura dymu z grilla szczelnie otuliła krzaki leszczynowe.

    - A myszygene gojim ! syknął ze złością Ranger.
    - o wej giewałt ! zawtórował mu MindSpecialServices.

    Obaj jednocześnie wcisnęli na wielkie nosy maski przeciwwieprzowe made in Israel.
  • WHAT'S UP wersja oryginalna murzyńska
    http://www.youtube.com/watch?v=UDTZCgsZGeA
  • WHAT'S UP wersja najpoprawniejsza politycznie
    http://www.youtube.com/watch?v=mgDQGk7E3mc
  • @Ptasznik z Trotylu 20:05:17
    Słuchaj, a jakbyśmy jednocześnie zaczęli produkować maski przeciwwieprzowe, to moglibyśmy dodatkową kasiorkę zarobić sprzedając ajwajom.
    Popularna gazeta chyba od razu kupiłaby hurtem z tysiąc.
  • @jazgdyni 20:54:32
    Panie Oz, Pan to masz kiepełe.
    Pan jesteś echt Lodzermensch.
    Na samym NE już jest kilkoro reflektantów.
  • @Ptasznik z Trotylu 09:12:21
    Czekaj, czekaj.... zanim zaczniemy robić interesy. Bezkropka, która jest Wielkim Miszczem Szajki musi napisać Księgę Świńtą. Taki tam Śworan albo Śwalmud.
  • @jazgdyni 10:43:39
    Łomatkozcórkom! Czytając powyższe po raz 1szy od tygodni się głośno i długo śmiałam... Wielkie dzięki, bo śmiech jest antidotum na hormony stresu. (I od razu wiadomo po co ją jaja).
    A teraz wracając do adremu i po kolei:
    Wcale nie taki wielki ten Miszcz! - Ja jestem, mimo wieku, dosyć szczupła (jeszcze). Tak więc, jak już, to Suchy Miszcz. Tu od razu mamy łądne nawiązanie do suchej: markowskiej, krakowskiej albo inszej kiełbasy (czyt. amuletu do noszenia i spożycia ku pokrzepieniu sił i życia).
    Księgę, to piszemy, jak sądzę wszyscy, jak na Szajkę przystało.
    Co do tytułu, to bardzo mnie się podoba Śwarny Śworan;). Ale może starczy Świniksięga? Na razie istnieje w postaci mych ulotnych okazjonalnych natchnionych (nie okazjonalnie natchnionych, tylko okazjonalnych iii natchnionych) wypowiedzi - całkiem jak w innych religiach, więc chwilowy brak księgi nie stanowi problemu;). Księga się rodzi wraz z kolejnymi obrzędami (dziś na śniadanie mielim chleb ze smalcem a do tego podarunek - kwas chlebowy! Trochę capił drożdżami, ale na bezrybiu i rak świnia, więc może być).

    Choć mówiąc serio, ja bym wolała nie robić se jaj z religii. Więc nasza religia jest taka bezreligijna: bez konwersji, bez rozważań o początku, końcu, winie, karze, zadośćuczynieniu, bo te akurat sprawy traktuję, i nie ja jedna, raczej serio. Tak więc stąpamy po cienkiej linii - ruch ma być religijny (dla osiągnięcia zakładanych skutków prawnych), ma być kpiną, ale nie ma być kpiną z religii. Coś trochę jak buddyzm;) (i znowu, to nie jest kpina z buddyzmu, tylko przykład dla porównania).

    Czyli: Suchy Miszcz wzywa do wyostrzenia smaku i innych zmysłów ku tworzeniu Świnioksięgi (z aneksem z przepisami, kulinarnymi oczywiście, które u nas są przepisami religijnymi tyż! Asso?!)
    No, to na razie szlus.
  • @bez kropki 11:39:37
    Taaajest!

    Święga nie ma być żadnym plagiatem początku i końca, tylko taka bardziej ćwierciakiewiczowa.

    Kto na ten przykład wie jak się smaży ładnie cieniutkie plasterki boczku do jajecznicy. Bo mi za chiny ludowe nie wychodzą. A jestem silnie od boczku uzależniony.
  • @bez kropki 11:39:37
    A propos wieprzowego amuletu do noszenia i spożycia to przypomniał mi się długi zimowy przemarsz, podczas którego tzw. ludność w pewnej gminie zaprosiła nas na wyżerkę i wypitkę.
    Jeden z kolegów skonsumował przydzielonego mu schabowego a drugiego zwędził w kuchni i po zawinięciu w serwetki włożył do kieszeni kurtki.
    W pół roku później , na poligonie, z niejakim zdziwieniem wyciągnął z kieszeni tegoż schabowego a ponieważ było głodno , spożył go zapijając obficie procentami.
    I przeżył.

    Oto siła polskiego schabowego.
  • @bez kropki 11:39:37
    Na takim jednym blogu trwa dyskusja na temat książki historycznej i jej kondycji w Polszcze. Wnioski są budująco-niebudujące w zależności od punktu siedzenia.
    Przeczytałem z zainteresowaniem, a tu wracam w domowe zacisze i okazuje się, że idzie nowe, a mianowicie książka kulinarna i jej wpływ na losy naszego kraju.

    Cholernie podoba mi się OZa Śwalmud albo Śworan.
    Ten pierwszy to my znamy tu od wieków, i mimo przepisów niezbyt nam smakujących, nauczyliśmy się jakoś żyć, ba polubiliśmy zapach cebuli i czosnku, i ba po raz drugi - pchamy sami je do mięs, a nawet do rządu.
    Gorzej sprawa ma się z tym drugim, bo to próbuje nam unia wlepić tytułem równego rozdzielania kwot imigracyjnych. Forpoczty Śworanu zainstalowały się w małych budkach już w wielu miastach i miasteczkach, i z obca zwą je kebabami. Badania niezależne udowodniły, że ci śworanowcy wcale jagnięciny nie używają do produkcji tych kebabów, jak być powinno, a używają kotów, psów, szczurów i innej żywizny, za wyjątkiem wieprzowiny, która z natury jest bardziej nieczysta niż zwierzaki wymienione wyżej, nawet świnina parzona nie łapie się,ot co.
  • @tadman 12:49:09
    Jak będziemy chcieli to wymyślimy sobie świński kebab i świńską macę.

    A co!
  • @tadman 12:49:09
    Kebab! Apage satanas, dawajcie ananas!!
    "Kupując kebaba, osiedlasz Araba" (Czasem Turka, ale wsio ryba - islamistę osiedlasz i to takiego nieprzyuczalnego do naszych warunków. A to jest groźne. Dla dobra zarówno naszego kraju, jak i tych biednych szariatówców, co u nas znoszą takie potforne tortury w zetknięciu z niehalal, trzeba temu zapobiec. Ot, dla dobra miłujących pokój z przyległościami.).
    Ergo: schabowy dla niektórych zdrowy, dla chorych dyjeta, to nasza zaleta. (Słaby rym, może Ywzan coś poprawi).

    Do recytacji podczas obrzędu np. obiadowego (schabowy, choć u nas dziś rosół z kaczki):
    Szajka wielbicieli Schabu i Szynki,
    Przystojni chłopcy,
    Śliczne dziewczynki!
    (Ma ktoś pomysł, jak to pociągnąć dalej?)
  • @jazgdyni 13:05:26
    No jasne? A kto nam zabroni?:)

    A propos "zabroni" - myślicie o broni? (Rymy w prozie są tu wyrazem dla wyrażenia szajkowej siły rażenia, tj. że się bawimy, a raczej na wesoło usiłujemy ratować co się da. Bez poczucia klęski a za to z poczuciem spełnianego obowiązku.)

    Oleoleoleole, nie damy sie, nie damy sieeee!

    (Chałwa i tapir! Tapir na prezydenta! Tako rzecze Suchy Miszcz.)
  • @Maria Wesołowska 13:46:49
    Instrukcja technologicznie wyśmienita.
    Boczek to odpowiednik porannej modlitwy:

    Kiedy ranne wstają zorze,
    tylko boczek ci pomoże...
  • @jazgdyni 12:07:58
    Smażyłam kiedyś takowe coś. W tym celu trzeba przy kupnie boczku poprosić o pokrojenie go na cienkie plasterki. W domu (jak już mamy czas na smażenie boczku, dołóżmy jeszcze kilka minut) bierzemy w dwa palce szczyptę soli i każdy plasterek obsypujemy z obu stron, następnie palcami rozsmarowujemy sól na całej powierzchni plasterka. Po posoleniu wszystkich przygotowujemy patelnię. Lejemy lub kładziemy tłuszcz (osobiście stosuję mieszaninę oliwy z oliwek i smalcu z przewagą tego ostatniego, wychodzi najsmaczniejsze). Ma go być trochę więcej niż tylko tyle, żeby pokryło powierzchnię. Na ledwo roztopiony (lub w przypadku oliwy lekko podgrzany) tłuszcz kładziemy plasterki. Nie kładziemy jednego na drugim, bo się nie usmażą dokładnie. Następnie przykrywamy i szukamy odpowiednich, ulubionych przypraw. Może być pieprz, mogą także być: cząber, tymianek, majeranek, curry, gałka muszkatołowa, w przypadku braku ziół nawet gotowe przyprawy (nie polecam tych z glutaminianem), ewentualnie (jeśli ktoś lubi) papryka w proszku. Nie wszystko razem, dokonać wyboru wedle gustu, czasu, zaopatrzenia domu, etc. Posypać tym boczek. I niech się smaży, aż do osiągnięcia ulubionego przez konsumenta stopnia usmażenia. W między czasie możemy przewrócić na drugą stronę. W przypadku jajecznicy, gdy boczek jest już ok, wbijamy odpowiednią ilość jajek. Nie mieszamy bardzo dokładnie, a jedynie z wierzchu (tak, żeby się ścięły porządnie).
    Ta metoda powinna się sprawdzić.

    W celu osiągnięcia efektu chrupiącości boczek powinien mieć mniej tłuszczu, a więcej mięsa. Przed wszystkimi procesami posypywania i smażenia lekko go tłuczemy tłuczkiem w dzioby. Jak smażymy, to długo i w sposób następujący - najpierw na malutkiej ilości tłuszczu. Potem, jeśli będzie go za mało, można troszkę dodać. Przewracamy, żeby się nie przypaliło i możliwie mało przywarło.
  • @jazgdyni 14:40:59
    Zmodyfikowałam trochę - narada z rodzina uzupełniła wiedzę.
  • @Maria Wesołowska 15:13:47
    - Fuj co za obrzydlistwo! - powiedział jeden taki od Śworanu. O dziwo, co do tego stwierdzenia zgodny był jeden taki od Śwalmudu.
    Patrzcie Państwo, niby wrzeszczą na siebie, a nawet broń przeciw sobie kierują, a tu taka zgoda. Św(i)at zwariował.
  • @jazgdyni 18:23:13
    " - Ziarna, ziarna dajcie - zapiał, - sfermentowanego!"
    Po czym zanurzył dziób we flaszce, co to ją dyskretnie odstawiła Woyciechowa pod stół.
    Łyknąwszy - zaniemówił /zaniezapiał/, ale przemówił:
    - Co za świństwo z kartofli!!!
    I splunął siarczyście.
    Niestety, w zameczku nie było aktualnie środków na sfermentowany jęczmień, który można było nabyć w Peweksie. Wszyscy więc liczyli na Ooo i flaszkę łyski. To znaczy liczył qrfirst, ale się przeliczył. Natomiast Woyciechowej i Józkowi z doskoku sfermentowane pyry pasowały. Bowiem był to lud prosty, nie skażony zamorską fermentacją ziarna.
  • @Ptasznik z Trotylu 20:05:17
    Natomiast w całkowity dysonans poznawczy wpadł Stirlitz. Przecież wiedział, że wieprzowiny mu zakon bronił, ale drugi zakon, ten z Centrali, nakazywał mu stosować sztukę mimikry w każdej sytuacji. A tu ta karkówka na grillu pachnie jak cholera, roztaczając niebiańskie wprost skojarzenia gastronomiczne, surowo zabronione w kahale. Jak w takiej sytuacji zachować pion moralno - polityczny?! Przeklęcie linii żeńskiej z mame włącznie przyszło mu bez problemu. Niestety, ze zintegrowaniem się z warstwą burżuazyjno - obszarniczą przy grolowanej karkówce było znacznie gorzej. Za to groziły prawdziwe kary doczesne. Westchnąwszy zatem na ciężki los agenta, Stirlitz zakopał się na samym dnie pojemnika na odpady mokre, by już żaden wrogi, gojski zapach go nie nęcił.
  • @jazgdyni 20:54:32
    "Słuchaj, a jakbyśmy jednocześnie zaczęli produkować maski przeciwwieprzowe, to moglibyśmy dodatkową kasiorkę zarobić sprzedając ajwajom.
    Popularna gazeta chyba od razu kupiłaby hurtem z tysiąc."

    OZu! Jesteś wielki!!!
  • @bez kropki 11:39:37
    - Majehanek!!! - wrzasnęła Gloria i opadła na otomę.
    Po czym przez łzy dodała:
    - Święga bez majehanku jest niczym cymbał brzmiący.
  • @bez kropki 13:16:48
    Sigmy brakuje!!! Ona zawsze potrafiła dokończyć każdy, najbardziej nawet pokręcony wers!
  • @jazgdyni 14:40:59
    Kiedy ranne wstają zorze,
    tylko boczek ci pomoże...

    I do tego
    świńska jucha.
    Kto nie słucha -
    - niech się dmucha. Cy cóś.
  • @Maria Wesołowska 15:13:47
    Marysiu, biednemu Stirlitzowi pociemniało w oczach!!! Ty wiesz, dziecko, jak on tam się męczy na dnie kibla z mokrymi?!
  • @KOSSOBOR 15:46:50
    Majehanek powinien być uznany za ziele kultowa wraz z mahihuaną.

    Świnski kult bez majehanku jest jak zapieprz o pohanku (nie mylić z durną funkcjonariuszką tefałenu)
  • @KOSSOBOR 15:52:18
    OSOBY NIESPOŻYWAJĄCE WIEPRZOWINY PROSZĘ O NIE CZYTANIE DALSZEJ CZĘŚCI!!!

    Świńska jucha rozejrzała się dookoła i spatrzyła garniec gotowanej kaszy stojący na kuchni i nie zastanawiając się długo wskoczyła do niego, przy okazji porywając Woyciechowej z przyprawnika trochę soli, pieprzu i majeranku oraz ze spiżarki połeć słoniny. Woyciechowa wszedłszy do kuchni pociągnęła nosem.
    - Aaaa Pani ma chcicę na swojskie jadło - pomyślała.
    Przemieszała zawartość gara, odstawiła na skraj płyty i pognała do Honoratki po dwa metry jelit baranich. Na szczęście dostała resztówkę. Nasoliła je, wyszorowała, przykręciła maszynkę uzbrojoną w tutkę do stołu i napakowała jelita, uprzednio pokroiwszy słoninę na małe kosteczki.
    Gloria zwabiona zapachem zajrzała do kuchni i usiadła za stołem.
    Woyciechowa wyciągnęła z gara sparzone kichy, pokroiła w grube plastry i rzuciwszy na patelnię obłożyła plastrami cebuli. Całość zaczęła powoli podgrzewać na płycie zwracając uwagę aby cebula i kaszanka, tak kaszanka, dochodziły do siebie jednocześnie.
    Wyłożyła plastry kaszanki na rodową miśnię, obłożyła zrumienionymi pierścionkami cebuli i podała wraz z grubymi pajdami chleba na stół.
    Gloria rzuciła się na to proste jadło doznając przyjemnego dreszczyku boskiej dekadencji, miśnia i kaszanka.
  • @jazgdyni 16:48:33
    OOoooO, majeran to jest to!
    Ozu, jesteś fakticznie wielki, jako rzekła przedmówczyni!
    Bez kminku i majeranku, czyli śfiętych ziół Szajka istnieć nie może. Oczywiście mile widziany jest imbir, kurkuma (gadalim kiedyś o bigosie...) oraz inne przyprawy, ale:
    Tylko kminek z majerankiem
    Gorsik ci usztywnią rankiem.
    (Alternatywnie: ze świnią idą rankiem/tankiem / inne teksty i znaczenia wynalezione przez Szajkę.)
  • @KOSSOBOR 15:27:22
    "nie skażony zamorską fermentacją ziarna" A piwo to co to jest?:) (Poza tym, że wygląda jak siuśki i capi kotem) Piwo to produkt fermentacji ziarna:). Raczej lokalny niż importowany (choć nie wyłącznie) i to nawet w dzisiejszych czasach kalających sztukę browarniczą wynalazkami wielkich koncernów.
    Ale nie o tym chciałam. Dwieściepięćdziesiąty koment. Ćwiarę czyli 250 podać mi - rzekła Gryzia. Rzekła, zbladła i padła. Padnięta łypałajednym okiem czekając miłosierdzia Pańskiego. (Łypaniejednym okiem to monitoring - ochrona przed zakusami stron trzecich na śfińskie mięso Gryzeldy.)
    A rektór z dziekanem, żeby tak parchów dostał, ale w trybie pilnym. Jemu maski przeciwwieprzowej NIE sprzedamy. No chyba żeby pierwej wyrównał kwotowo za riuny i zgliszcza, które uczynił ten nieróbstwem swojem. Niech se zatem dynda na ryżadnolu, Szajka go podwędzi w dymie z gryla, wędzarni ipapierosów nie koniecznie e- .
  • @Ptasznik z Trotylu 12:23:48
    Suszone mięso to dobra rzecz. Choć tradycyjnie suszy się wołowinę lub baraninę a wieprzka raczej nie. Ale widać wojsko nie takie rzeczy potrafi jak okopać się w wodzie i przewrócić hełm na lewą stronę. Potrafi ususzyć wieprzowinę, za co niech im będzie chawła, tapir i na zdrowie.
  • @jazgdyni 14:40:59
    Kiedy ranne wstają zorze, nie przesadźmy tylko może...
  • @tadman 16:49:39
    Innym przykładem dekadencji a może tylko degrengolady czy tam dziejowych przemian i nadbudowy może być wspomnienie Gryzeldy. Będąc młodą Gryzeldą, siedząc w kuchni z łazienką (mieszkanie bez łazienki i c.o. ale za to z 1 pokojem), jadła Gryzieńka jajko na mientko. Ze stołu przykrytego papierem kuchennym (bo na obrus nie stykło). Z oficerskiego szkopskiego rozentala (zdobycz wojenna babci). Bida wszędzie, przaśno fszędzie, lecz rozental i tak bendzie, i szlus.
    Teraz Gryzia duma jak tu uchować "rozentala" przed łapami komornika. Byłoby bowiem kijowo dać se domorosłym mafiozom wyrwać to, co tak skomplikowaną pamiątkę stanowi.
  • @bez kropki 08:58:37
    Rozwijnij żesz temat, bo jak na razie Gryzelda tylko gryzie jajko na mientko.
  • @jazgdyni 12:26:28
    Gryzia gryzie jajko (na mientko, nie bzdyklaczy) oraz się. Cały cas walczę z pewnym problemem. Postaram się opisać. Na razie z innej beczki:

    No i mosz. Po brytyjskiej pielęgniarce, jakiejś tam stewardesie, teraz pogodynka, tym razem w Norwegii. Tu: po polsku (za długie i nabełtane, podaję z kronikarskiego obowiązku):
    http://blogi.newsweek.pl/Tekst/swiat/680441,zagrozenie-ze-strony-islamu-a-dezinformacja---sprawa-siv-kristin-s%C3%A6llmann.html

    a tu źródłowo po norwesku (okropnie trudno się przebić przez norski tekst, ale z obowiązku podaję źródło):
    http://www.dagbladet.no/tag/siv_kristin_s%C3%A6llmann

    Mnie osobiście nie obchodzi, czy p. Krystynę zwolniła z pracy politpoprawność szefów telewizji, czy protesty muzułmanów. Mnie boli to, że chrześcijanka w pracy nie może się przyznać, że jest chrześcijanką. A równocześnie innym wolno to robić, tzn. w pracy świadczyć, że prywatnie są tymi „innymi”! (Wyobrażacie sobie zwolnienie pogodynki-muzułmanki, z powodu, że nosi chustę?!)

    Dlatego dopisujemy kolejny postulat: Szjakowicz ma religijny obowiązek (nie, że musi, ale wolno mu i wtedy to jest nakaz jego Szajkowej religii) noszenia emblematów. Oraz amuletów (sucha krakowska, galanteria z wieprzowej skóry!!!) Jakieś lepsze pomysły?
  • @bez kropki 12:35:14
    Proponuję robić amulety i wisiorki do kluczy z tych fikuśnych, zakręconych ogonów. Pełna utylizacja, pamiętajmy.
  • @tadman 16:49:39
    Miśnia, kaszanka i musztarda sarepska! Ona przecie najlepszą musztardą jest na świecie.
  • @bez kropki 08:46:48
    Prosty lud na zameczku jeno siwuchę pobierał. Oczywiście nielegalnie. To znaczy - tak się ludowi zdawało. A Hrabina na to przymykała zasadniczo oko.
  • @bez kropki 08:50:36
    Ale to Ozu się zaczął... ;)
  • @KOSSOBOR 15:56:10
    Jestem okrutna, więc się domyślam. Niech się przyzwyczaja.
  • Sztirlic w krzakach
    Sztirlic spał w krzakach leszczyny, kiedy obudził go dotkliwy chłód i przepełniony pęcherz. Ulżył sobie, ale nadal było mu zimno. Nie wiedział czy może skorzystać z żelaznego zapasu w postaci maniorki spirta, czy może bez wspomagania dotrzyma do rana.
    Szybko do podręcznego kalkulatora (счеты) wprowadził dane związane z temperaturą, ciepłem właściwym, współczynnikami stosownymi, a ciało przyrównał, tfu, do walca i wyszło mu, że wytrzyma jeszcze jakieś 5 godzin. No tak, ale która jest godzina. zakasał oba rękawy i w świetle padającym z ulicznych lamp zobaczył, ze jego czasy wskazywały różne godziny, a niektóre nie chodziły. Tu zaklął szpetnie po rusku i postanowił zasięgnąć języka. Niestety nikogo nie było w pobliżu. zaczął nasłuchiwać. po pewnej chwili usłyszał jakieś bełkotliwe śpiewanie, chyba od strony Sopotu. Zaczaił się w wyciętych krzakach leszczyny trzymając w pogotowiu jutowy worek do zarzucenia językowi na łeb i jedną z onuc przydatną do kneblowania. Pogładził kolbę nagana, który to mógł przydać się do uciszania, niekoniecznie ostatecznego.
    Napatoczył się w końcu facet, któremu zręcznymi ruchami Sztirlic wepchnął w otwór gębowy onucę, na głowę nadział wspomniany worek, a kolbą okiełznał szamotanie nieznajomego, który zmiększy w kolanach pokotem zaległ na ziemi.
    Sztirlic zakasał mu rękawy i zdumiał się, bo rzeczony miał tylko jeden zegarek na przegubie. Na szczęście zegarek był na chodzie, ale był jakiś trefny, bo mimo iż nosił go facet to był wysadzany brylantami.
    - Job twoju mat' - wycedził przez zęby Sztirlic i powiedział do siebie, że darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.
    Było prawie wpół do trzeciej. Zręcznym i ruchami obrał gościa z zegarka i wepchnął mu w kieszenie 7 swoich.
    - Nu, ty będziesz miał po jednym na każdy dzień tygodnia.
    Sztirlic postanowił szybko się oddalić, bo gość odzyskał władzę w członkach. Zerwał ze łba worek, wypluł onucę i zaczął jodłować.
    - Dziwne - pomyślał Sztirlic - takie śpiewy to tylko w Austrii albo Szwajcarii odchodzą.
    Gość stanął na nogi i zaczął szukać w kieszeniach zapewne papierosów i wyciągnął aż 7 zegarków.
    - Jasny gwint, przecież od wczoraj miałem tylko jeden i to podróbkę, a teraz 7. Jak ja wytłumaczę się w US.
  • @tadman 18:45:53
    Ha, ha....
    Ten facet to był słynny amant Pendolino.
  • @jazgdyni 21:59:53
    SZAJKA ŚWINIOŻERCÓW

    Przepis na dorsza snorweska

    Bierzemy sobie dorsza i gotujemy go ładnie w warzywach. Ostrożnie, żeby się nie rozleciał.
    Osobno ćwierć kilo wędzonego boczku siekamy na drobną kostkę i na patelni powolutku robimy sobie skwarki.
    Gdy dorsz już dojdzie, wyciągamy go za ogon i obieramy ze skóry i ości.
    Kawałki białej dorszyny układamy na talerzu, najlepiej z ziemniaczkami z wody. Całość obficie polewamy smalczykiem i posypujemy szczodrze skwareczkami.
    Zanim chwycimy za nóż i widelec nie zapomnijmy wychylić kieliszka aquavitu.
    Tak oto morze i ląd spotykają się w niebiańskim smaku ku chwale Szajki Świniożerców.
  • @jazgdyni 22:07:43
    Ozu! Nie "świnożerców", tylko właśnie wielbicieli. Bo np. w piątek mięska Ci u nas niet. Albo ktoś z zasady śwniożerny będzie na diecie.
    No, chyba, że "świno-żerców" (ale na to obrazą się "słowianie"), w sensie, że żerców odprawiających gusła z wpieprzowiną (oczywyzda w celu "zaświnienia" priwislańskiego kraju, coby wraże hordy nie wtykały tu mordy).
    O, a propos szajki: Grzyleda zdjęła z łebka kominiarkę (nie maskowanie, tylko neuralgia), odstawiła do kąta nordic-kije (aleszaleszalesz, skąd i jaka broń panie waaadzo?!) i rzekła, iż:
    - kominiarki nosić można, czy to służbowo, czy prywatnie,
    - nie uchodzi natomiast Szajkowiczowi pod groźbą kar (jakich??) noszenie śmiertelnego worka skazańców (baby) i ręcznika na głowie (chłopy) albo łącznych kombinacji tychże (wszelkie pozostałe konfiguracje płci).

    A przepis na dorsza snorweska - przyjmuje się do skarbnicy Świnioksięgi, wraz z amuletem z ogonka:).
    Rada dla zalatanych: boczku nie kroimy, tylko kupując w sklepie boczur bez kości, życzymy sobie, by nam go zmielono. Wielm, że konsystencja nie ta, ale mówię, że to dla zalatanych nie mających czasu na krojenie i międolenie się z surowcami przeznaczonymi wszak do zeżarcia (obrzędowego!).

    Inna obrzędowa potrawa to kapucha bez bulu brzucha (nie poprawiać!). Czyli świeża kapusta pocięta jakkolwiek, gotowana długo, odkryta z masą przypraw przeróżnych (Maria W. mi coś tam poradziła, ale to jej się pytajcie, bo tyle tego było, że ja juz zapomniałam, w każdym razie brzuch wtedy nie boli), do tego makaron typu grube wstązki (mogą być kupne) i mielony boczur usmażony na oliwie + cebulka. W/w składniki mieszamy w garze albo na talerzach, jak komu pasuje, posypujemy mielonym kminkiem albo majerankiem, jak kto woli.
    Szybkie toto (kapsuta wprawdzie gotuje się długo ale sama, tj. nie wymaga przy tym nazdoru), tanie a do tego zdrowe obrzędowe;).
  • @bez kropki 09:39:52
    W ilościach w zasadzie dowolnych i na oko, ale z umiarem: rozmaryn, kminek/majeranek, pieprz zwykły, kolendra, cząber, lubczyk, ziele angielskie, liść bobkowy mile widziany, gałka muszkatołowa. Ewentualnie odrobina bazylii. Dajemy kminek LUB majeranek, bo ich jest najwięcej i one tworzą smak. Można temu dowalić smażydło w postaci cebulki usmażonej z boczkiem. W zasadzie to tyle.
  • @Maria Wesołowska 17:46:07
    PS. Zamiast rozmarynu i bazylii można dać zioła prowansalskie. Pieprzu można oprócz mielonego dać też ziarnisty.
  • @bez kropki 09:39:52
    Słuchaj no Kropeczko, cóż takiego negatywnego zauważyłaś w pięknej i krótkiej nazwie ŚWINIOŻERCY ? Cały dział fauny to roślinożercy. Są jeszcze wszystkożercy i niejadki.
    To dumna i wzniosła nazwa w sam raz dla ważnego stowarzyszenia religijnego - katolicy świniożercy.
    .........

    Dziękuję za kapustkę i za radę z mieleniem boczku u rzeźnika. Kapucha jest na szczycie najbardziej przyjaznych nam warzyw, a na dodatek żyjemy w kraju kapuchy i jest ona naprawdę tania. Jest antybakteryjna i przeciw rakowa. Trzy razy w tygodniu i przestań się martwić rakiem jelita grubego.
    A już połączona z cebulką, to doprawdy apteka. No i jeszcze zioła...
  • @jazgdyni 07:52:48
    Przed chwilą własnie wymyśliłem kadzidełka o zapachu bekonu!

    Jak wiecie, każde podniosłe spotkanie musi mieć należytą oprawę. Dużą rolę odgrywają tutaj wrażenia zmysłowe. A najsilniejszym, jak wiadomo jest zapach. Moglibyśmy nieco, letko zmodyfikować kadzidło kościelne i do bursztynu dodać aromat bekonu. Byłby to nasz znak rozpoznawczy.

    Oczywiście również świece można by wytwarzać ze smalczyku, tu i ówdzie poprzetykanym skwareczką, która wesoło, od czasu do czasu by skwierczała.
    Ot skwiercząca skwareczka i i bekonowe kadzidełka.
  • @jazgdyni 07:52:48
    A coś tam mam przeciw nazwie świniożercy. Nie chodzi albowiem o sybarytyzm:) i celebrowanie niedzielnego obiadu z rodziną:). Chodzi o parę dodatkowych rodajów aktywności Szajkowicza: galanteria i odzież ze swińskiej skóry (i jeszcze powinno być na tym po arabsku napisane "świńska skóra", może Jeznach nam to robaczkami napisze), ofiary zakładzinowe WSZĘZDZIE, obrzędowe kropienie krwią świńską WSZĘDZIE. Do tego działalność informacyjna (żeby niepiśmienni przybysze z takiej np. słonecznej Somalii wiedzieli z góry i od razu, że PL jako miejse azylu jest niehalal w całości), edukacyjna i/lub prozdrowotna(do takiej zaliczam Twój passus o kapuście i ziołach). Wszystko to (oraz inne, które podpowie samo życie) ma służyć jako środki zapobiegawcze przeciwko problemowi, jaki ma teraz Zachód z nieintegrującymi się muzułmanami. Najważniejszą sprawą jest zaś dla mnie uchronienie Polski przed ponoć planowanym przez UE "kwotowym" przydzielaniem uchodźców - upychaniem ich przemocą (wbrew woli uchodźców i naszej) po państwach członkowskich. Bo widzisz, jak ten biedny Somalijczyk będzie wiedział, że PL jest fujfujfuj i nie halal, to wtedy wciśnięcie go do tejże PL będzie stanowić naruszenie JEGO praw (w tym religijnych), czyli problem nadal pozostanie po stronie UE a nie naszej;) i O TO WŁAŚNIE CHODZI w całej tej szopce.

    Poza tym nie tylko katolicy zgłaszają akces:). Znam jednego protestanta, który zachwycił się pomysłem. Spodobał mu się religijno-niereligijny chrakter Szajki (tj. że nie jest wymagana konwersja, że nie stulamy głupot o tetanach, czy jakichś innych dziwnych sprawach z zakresu okołoeschatologicznego, że w ogóle nie zabieramy głosu w tej sprawie, że tylko prawo I OBOWIĄZEK bycia konsumentem wyrobów ze świni jest obowiązkiem i to religijnym - hihi).
  • @jazgdyni 09:30:08
    Yes, yes, yes!! jak mawiał Kaziu Kochliwy. Osobiście pamiętam doneisienia prasowe o sprawie, w której muzułmanin mieszkający w GB wniósł do sądu o ukaranie sąsiada niemuzułmanina za to, że... on (muzułmanin) czuje zapach i dym wędoznego boczku od tamtego! Przypominam, że nie chodziło o np. Arabię Saudyjską tylko Wielką Brytanię. (Jak jedziemy w gości dostosowujemy się do gospodarza, ale na litośc, Anglik był w Anglii U SIEBIE).
    Tak więc nasze gryle i kadzidełka to obowiązkowa część/rodzaj obrzędów. Religijnych i fertyk, i szlus!
  • @bez kropki 09:47:10
    Noooodoooobra....
    Nie obstaję i nie upieram się. Twoje argumenty mnie przekonały. Dodałbym jeszcze obowiązkowe buty na słoninie do tej galanterii skórzannej.

    I oczywiście masz rację - katolicyzm nie jest obowiązkowy, pomieścimy braci protestantów i całe prawosławie, które ma przecież ogromne zasługi szajkowskie, jako, że podstawą wyżywienia jest przecież sało, czyli posolona słonina.

    A w Hiszpanii natrafiłem na małe kawałeczki marynowanej skórki świńskiej, z (Uwaga, uwaga!!!) nieogoloną szczeciną. To podobno fantastycznie przeczyszcza przewód pokarmowy. Taka szczoteczka dla brzucha.
  • @jazgdyni 10:46:54
    Celebrowanie obiadu z rodziną są OK:). W Szajce może istnieć koło świnożerców - nie ma przeszkód;). Bp np. Szajkowicz na diecie będzie miał tylko torebkę ze świńskiej skóry a świnożercą de facto nie będzie (dieta - echhhh!) :(

    A sałem to się też smaruje różne mechanizmy. Jako smar to jest do d*, ale z braku laku lepsze to niż nic. No i właśnie takie sprawki mamy obowiązek rozgłaszać po świecie w celach wiadomych:). Tj. oczywiście w celu tylko i wyłącznie zachwalania i opiewania świni i świniny i szlus!
    No, chiba żeby chodziło o dochód, to wtedy na tapetę wchodzi maska przeciwwieprzowa;) albo rozpylacz na juchę (możliwa wersja dwufunkcyjna: jucha i woda święcona) - jako Szajka możemy prowadzić działalność gospodarczą i jak jest z VATem na dewocjonalia??;)
  • @bez kropki 09:51:15
    Przed każdym domem, u wlotu każdej ulicy, na każdym placu, na wjazdach do miast i wsi - rytualne trójnogi z tymi świecami ze skwarkami i zapachami. Sejm też obstawim i wiele innych instytucji.

    Żem wczoraj posłuchała jakiejś gadaniny w osławionym Centrum Sztuki Współczesnej - luuuudzieeee, co za bełkoty!!! To nie mieści się w pale. A wszystko za nasze pieniądze. Świńską juchą ich!!!
  • @bez kropki 11:07:36
    Dodam jeszcze nieskromnie, że krewny naszej M'dame, gospodar Drakula używał sała w dużych ilościach do smarowania tępo zaostrzonych pali, przed nadzianiem delikwenta.
    Tą sztukę (tj. nabijanie na pal) powinniśmy sobie przypomnieć i przybliżyć.
    Nie wiem czy wiecie, że pal musiał być zaostrzony tępo, żeby tak zwany nadziany zbyt szybko się po nim nie obniżał.
    Nadziewało się pal w pozycji leżącej, a potem z nadzianym podnosiło się do pionu, wstawiając drugi koniec do estetycznie wykopanego dołka.
    Świadkowie twierdzą, że nadziany sprawiał, jak to określają, pocieszne wrażenie.
    Jestem sobie w stanie wyobrazić paru nadzianych.
  • @jazgdyni 13:05:19
    A oto dla przełamania jesiennego nastroju, koledzy mojego syna z Gdyni:

    http://youtu.be/X-7II3ahv9U

    http://youtu.be/a7XoyMYQrAM
  • polecam
    http://jeznach.neon24.pl/post/101916,powstanie-w-birobidzanie
  • @
    Januszek, ten idiota, wybrał się na poszukiwanie przygód. Coś go nieodparcie gnało, gryzło w pupę, tak, że nie mógł usiedzieć na miejscu.
    Zmęczyła go neonowa oprawa i postanowił zachowywać się niepoprawnie.
    No i spotkała go zasłużona kara. Czuł się tak jakby spadł z deszczu pod rynnę. Dostał w ucho, kazano mu się rozbierać, a nad wszystkim wisiał zapach Styrlitza.
    Chyba będzie uciekał...
    Rany... czy już tylko normalnie jest na jajach.be?


    Ps. Choć już nikt nie ma czasu tu pisać.
  • @jazgdyni 08:38:34
    Albo sił...
  • @Maria Wesołowska 14:00:01
    Ufff......... odetchnął Januszek i rozdygotanymi palcami zapalił mentolowego.
    Ludzie żyją i istnieją! Miał taki straszny sen, że wszyscy zniknęli.
    Po prostu, wzięli się obrazili i zniknęli. Tylko ślady po nich pozostały.

    Ale już M'dame odbyła podróż karocą na Wybrzeże i zaraz weźmie sprawy w swoje ręce.
  • @jazgdyni 14:07:27
    Mme wysiadła z karety nieukontentowana, gdyż z powodu nadmiaru obowiązków nie zdołała nadziać na pal tego popieprzonego makaroniarza - dyrektora Zamku Ujazdowskiego, ani wziąć udziału w udatnym happeningu, gdzie Professore grał jedne z kilku pierwszych skrzypiec a to modląc się na różańcu, a to mdlejąc, a to konferując z lekarzem karetki lub ochroną CSW.
    Tyle okazji straciła! Mogła - dajmy na to - zemdleć. Mogła w dodatku zemdleć udatnie lądując na dziele sztuki pt. kartonik z kupą artysty w środku, choć byłoby to wysoce nieestetyczne i wymagałoby sporego samozaparcia.
    Mogła zalac się łzami, a nawet dostać rozstroju nerwowego i żołądkowego jednocześnie.
    Mogła wydawać nieprawomyślne okrzyki, a nawet agresywnie pomilczeć.
    Mogła epatować symbolami religijnymi obrażając uczucia obecnych śród kadr muzeum zboczeńców.
    Ech! Po prostu łza się w oku kręci, bo to się już ne wrati;(
  • @sigma 17:32:07
    O! Obrzyganie tego "czegoś" to by było to! Dla dobra sprawy trzeba wytypować ochotnika, sprawić mu pióro z flaminga (bycie Dyletantem zobowiązuje, żadne tam dwa paluszki) i niech onże ochotnik ubarwi swem życiem wewnęcznem jaki pszepiekny eksponat!
  • @jazgdyni 08:38:34
    Sił, Ozu, Sił. Marysia dobrze gada. (Polać jej. Soczku albo co.)
  • @bez kropki 20:14:41
    Dobra sił, sił, sił.

    Paniał...
  • @jazgdyni 20:34:19
    Januszek siedział na brzegu piaskowniczki. Drobne ułomki zimnej fuzji drżały z zimna, być może na widok odpadów mokrych, czyli Sztyrlica pozbawionego 7 zegarków.
    Gryzelda z pustym wzrokiem konstatowała pustość (nie mylić z pustotą!) piaskowniczki (Januszek zwisał po zewnętrznej, wewnątrz nie było więc nikogo). Gryzeldę gryzł niezmiernie ten Stan rzeczy. A nawet Racja tego Stanu. Stan miał bowiem Rację. Ale do Szajki nikt nie chciał przystąpić. Powszechny deficyt ludzi myślących a przy tym odważnych został zatem poświadczony doświadczalnie, doświadczony i zaświadczony.
    W takim Stanie i jego Racji Gryzia zaczęła gryzmolić. Siwi. Biogram, biographie znaczy sie.
    Gryzelda von Rotszyld 1mo voto Offenbach (wesoło ma być, a co?!), żonata (no, bo jest żoną, no nie?). Wykształcenie? Wykształcone mam zęby i pazury. Trzy fakultety przerobiła na kotlety. Żyje ze środków własnych a nawet z zewnętrzy (czyt. "nie tylko ze środków) własnych. Wydała na ten świat przychówek, wydać ma zamiar książkę, ale nie przyjaciół. No, chyba żeby dla dobra sprawy, jakiegoś potrójnego agenta (bo podwójni są passe). MA ZEGAREK! (Gryzelda, znaczy się ma zegarek). 60cio letni. Wintydż. (Kudy tam Sławku Nowaku do Gryzi! Assso?!). I przeważnie ma Rację. W każdym Stanie.
    Zakleiła kopertkę, dygnęła, rozkleiła kopertkę, wsadziła do niej PIN, NIP, kit i RIP. Zakleiła ponownie. Po czym zaczęła się zastanawiać, ale nie nad tym, czy ją przyjmą do PS, PMS, tego! No! O! PRS!! NO więc nie dumała nad tym, czy jej siwi jest akceptable na PRS, tylko nad tym, czy wypada się pierwszej przedstawiać facetowi. Bo dotychczas było tak, że to pan się przedstawiał pani. A wogle, to można się było nie przejmować brakiem wiedzy o osobach, których nam nie przedstawiono. Ale Gryzia jest chyba zdecydowanie pase.

    Szajka jednak nadal tkwiła i kwitła w Gryziowym umyśle...
  • @jazgdyni 08:38:34
    "Januszek, ten idiota" jak zwykle nie posłuchał się swoich najlepszych koleżanek, Ewci i Hańci, a co gorsza, nawet już się ich nie zapytał o co tam kaman. A gdyby się zapytał, to za paczkę orężady w proszku by mu powiedziały o co tam i gdzie indziej kaman. To niech teraz rozciera sempiternę. Trudno.
  • @sigma 17:32:07
    Hrabina zarządziła iluminację zameczku, zimne ognie, gorące ognie i fontannę z szampana. A wszystko to na cześc Mme.
    Do fontanny Woyciechowa podeszła sceptycznie. Podejście sceptyczne polegało na tym, że szampana Woyciechowa odstawiła na zaś, czyli pod kuchenny stół, natomiast czujnie poradziła się małego blondaska z przyszłością TeddyBombera co do erzatzu napoju wybuchowego. Tadzinek zatarł radośnie małe, wredne łapięta i kurcgalopem udał się do piwnicy dziadków. Nareszcie miał wyzwanie na miarę swoich możliwości i swojej - wiadomej - pasji.
  • @bez kropki 21:25:27
    Zajebiste sivi!!!
  • @KOSSOBOR 23:58:12
    Nic dodać, nic ująć! Rozdyźdali Januszka na perłowo ze szlaczkiem na tych niepopkach;) I po co mu to było?
  • @KOSSOBOR 00:06:19
    Mme jednak nie zamierzała tak całkiem zaniechać udziału w happeningach na zaś. W końcu kiedyś dostanie wreszcie to wychodne i wtedy pokaże, na co ją stać! Toteż badania Tadzinka w piwniczce dziadków traktowała ze śmiertelną powagą, a uzyskane wyniki przymierzała do swych zamierzeń. Bo jak mówi poeta: mierz siły na zamiary, nie zamiar podług sił!
    Już nie mówiąc o wielkiej wadze badań jw. w jw piwniczce dla przyszłej działalności naszej Szajki!
  • @bez kropki 20:14:08
    Metody au naturel są z pewnością najprostsze i najskuteczniejsze - co do tego nie ma wątpliwości. Bo - dajmy na to - jeżeli Mme ciśnie do owego kartoniku w Zamku Ujazdowskim bombę atomową - z całą pewnościa podpadnie to pod działalność wywrotową, a i moralnie będzie ciut ambiwalentne. Natomiast jeśli tam narzyga - no coż, każdy ma prawo do wrażeń, jakie wywarło na nim dzieło artysty.
  • @sigma 12:04:33
    Januszek, ten idiota polazł tam i ma z tego kupę radochy.
    A z drugiej strony czytelność tam od razu wzrosła o 23,7%!!!

    To są tak zwane kuracje. Jak pójście do sauny albo na masaż tajski.

    Muszę zbierać materiały, żebyśmy błędów nie popełnili w naszym przyszłym gospodarstwie i nowym miejscu pracy.

    Ps. Styrlitz by chyba tam popełnił hara-kiri.
  • Tadzinek też zapodawał,..
    jakie niebezpieczeństwa czyhają na NP, ale okazało się, że sfrustrowanego doktora ze Szwecji to nie znał, bo z nim jakoś nie wszedł w bliższe zależności. Myszowaty zgłosił się nawet nie pytany i rozprowadzał, i rozprowadzał, a ów tajemniczy doktor ustawił się z boczku i czekał z mizerykordią na coup de grace.

    Hrabina usłyszała o tym od dobrze zorientowanej Woyciechowej i skwitowała:
    - Ah, gdybyż na żuhfix przyszedł ktoś nowy i zajmowałby hozmową zbyt wiele czasu to bym kazała Woyciechowej dosypać do jego pohzcyji szparagów pod beszamelem piephzu Cayenne.
    - Ależ Glorio!? - zdumiała się Mme, która dopiero co wróciła z Paradyża, a może Paryża.
    - Ależ tak, moja dhoga. Ale najpiehw kazałabym Woyciechowej by usunęła wszystkie napoje ze stołu i zakhęciła zawóh wody w piwnicy i ophóżniła spłuczki w WC.
    - Niehozumiem, przepraszam, ale nie rozumiem - rzekła zdumiona Mme.
    - To takie phoste. Trzeba pamiętać, że najbliższe źhódło wody to ta zahośnięta hzęsą sadzawka w oghodzie - powiedziała Gloria uśmiechając się złośliwie. To takie 2 w 1, delikwent przestaje mówić, a bez wypychania za dhzwi sam opuszcza żuhfix.
    Mme, zwolenniczka akcji bezpośredniej, spojrzała na hrabinę z nieukrywanym podziwem.
  • @tadman 14:48:52
    Sadyzm i knuizm Tadzinka rozwijał się fantastycznie. W lot łapał najdelikatniejsze subtelności dotyczące ewentualnego podłożenia komuś bomby, trucizny, lub w najgorszym wypadku, świni.
    Januszka, tego idiotę, wpuścił podstępnie w niepoprawne maliny i teraz zataczał się ze śmiechu i ogólnej radochy, jak różne myszy i smoki po głowie skakały Januszkowi.

    Ha, ha, żart stulecia - nadąsał się Januszek i sięgnął po kolejnego mentola.
  • @jazgdyni 15:53:43
    - Z malin już dawno opadły liście i te maliny są nawet przycięte i przecięte na wiosnę. Więc wszystko doskonale widac. Musi ślepy ten Januszek, cy cóś? - zastanawiały się Ewcia z Hańcią pod listopadowym, pochmurnym i szarym niebem. Mżyło bez przerwy. Stirlitz nareszcie docenił kibel z odpadami mokrymi, starannie zamykany przez Woyciechową, by dojmujący smród nie docierał do zameczku: owszem, śmierdziało, ale było ciepło i nic mu na głowę nie kapało. No, z wyjątkiem soku z gnijącej cebuli.
  • @jazgdyni 15:53:43
    Jakem w tamecznych stronach bawił, to Smokowaty był szeregowym i był OK, a teraz go na oborowego mianowali, co by trzódki doglądał. Zmienił on ci punkt siedzenia to i w smokowatym łbie mu się przewróciło. Dlatego Tadzinek zawsze zapierał się nogami i czepiał się czego popadnie byleby go nawet nie wybrali do trójki klasowej. Mimo tego, takie postępowanie nie uchroniło go od darmowego sadyzmu i takiejż knujności, którą szczodro rozdzielał wśród bliźnich. Jego knujność była natury podwójnej, bo nie dość, że wymierzona była bezpośrednio w Januszka to jeszcze wpędzała go w nałóg nikotyzowania się w chwilach stresu.
  • @tadman 17:43:28
    Smok się został oborowym i ożłopal wody sodowej do wypęku?!
    Ale heca!
    Na tę wiadomość Ewcia przez chwilę nie wierzyła własnym oczom, uszom i reszcie zmysłów, a kiedy wreszcie uwierzyła - padła jako ta ścięta lelija i straciła resztę złudzeń w temacie "godni szacunku blogerzy".
  • @sigma 17:57:39
    Smok w końcu ostatecznie się skompromitował, jako Smok Łgarz Muenchhausen.
    Wymyślił sobie bowiem i zarzucił z wysokości swojego urzędowego stanowiska AUTOPLAGIAT !!! Wyobrażacie sobie auto - plagiat. Gdzie plagiat (od plagium - kradzież) to ex def. skopiowanie cudzej pracy/pomysłu (lub jej części) i przedstawienie pod własnym nazwiskiem.
    Teraz patrzcie - cudzej, ale mojej, okradanie samego siebie, rany... jakiemu schorzeniu trzeba podlegać, by tego dokonać. Rozdwojenie jaźni? Mnoga osobowość? No, wymyślcie coś, bo ja wymiękam.

    Jako dowód podał nasz filut taki oto Kodeks Dobrych Praktyk polskich uczelni wyższych:
    http://www.us.edu.pl/files/wiadomosci/pliki/kode...

    Wytężając wzrok przeczytałem całe 16 stron kodeksu i nie znalazłem ani jednego, marnego słowa o czymś takim jak autoplagiat.

    Powiedzcie, co ja z tym Smokiem (pełnym władzy srogiej) mam zrobić?
  • @jazgdyni 18:20:15
    Przeca już żesmy mówiłyśmy - nie łazić tam, gdzie grasuje Pixi i Dixi.
    Co taka mysz może mieć we łbie, żeby jako motto każdej jadowitej głupoty, jaką wybełkocze, dać parafrazę z Wulgaty :"Rzekłem i (tym samym) zbawiłem swoją duszę."
    W najlepszym przypadku jest to ciężki przypadek megalomanii.
    I to przy zastosowaniu dobrodziejstwa wątpliwości.
  • @sigma 18:36:41
    A propos, wszystkie nasze damy i nie tylko, mają serdeczne pozdrowienia od Marusia.
  • @jazgdyni 18:20:15
    Zautoplagiatuję się i powiem: A nie mówiłam? ;)))
  • @jazgdyni 18:20:15
    Są smoki jedno, dwu i wielogłowe, jedno, dwu i wielojajowe i ten smok jest chyba wielogłowy i wielojajowy, i jak to sie ładnie w nowomowie mówi - na chwile obecną - każde jaje i każda głowa działa, że tak powiem na własną smoczą łapę.
    Musisz sobie nasz Januszku-Jerzy wyliczyć ile to daje możliwych stanów. Proponuję albo unikać takowego, przeczekać kiedy nie będzie go na służbie lub rozwiązać sprawę przez znalezienie tego jednego właściwego wszystkim smokom miejsca, zwanego w gwarze słabizną. Jak znajdziesz tę słabiznę i z nia sie rozprawisz to Mme z omdlenia, jako ta lelija wstanie i pion wykreśli, i przywrócisz jej wiarę w "godnych szacunku blogerów".
  • @tadman 20:04:10
    Niczego tak Hrabina nie nienawidziła, jak straty czasu. Przeto chcąc skierowac uwagę dziatek w inną stronę, przysiadła na bzysku piaskownicy i rzekła:
    - Dhogie dzieci, dawno, dawno temu pewien hycerz zapytał o dhogę przechodzącego właśnie kmiecia: któhędy do Szklanej Góhy, dobhy człowieku? A, to blisko - odpowiedział dobhy człowiek - ale tędy nie jedź, chociaż jest bliży, ale tu ghasuje sthaszny smok. Jedź tamtędy, chociaż jest dali. I sobie poszedł. Nasz hycerz nie namyślał się długo, bowiem był hycerzem i smoki mu nie hobiły, natuhalnie. Więc pojechał tędy. A tu z krzaków wyskakuje smok trzygłowy! Nasz hycerz nie namyślał się długo: ciach, ciach i ściął dwie głowy. A ta trzecia zhobiła wielkie oczy: popiehdoliło cię? Chciałem się tylko wody napic!

    Tadzinek natychmiast poleciał do babci i dziadka, by opowiedziec im o rycerzu i smoku. Doprawdy nie wiedział dlaczego dostał od babci ścierką w ucho...
  • @tadman 20:04:10
    A nie wiesz tego, kochany Tadzinku, gdzie te smoki mają zazwyczaj słabiznę?
    Albowiem czuje, ze tylko jeden cios będzie mi dany i jak nie trafię, to biada mi, oj biada!

    Ps. Żeby chociaż miał łaskotki lub lubił mentolowe....
  • @jazgdyni 21:17:27
    Tuman podpełzał zdradliwie pod brzegi. Hańcia zaciągnęła się mentolowym i zakaszlała. Przyzwyczajona była do Extra Mocnych. Ewcia bawiła się paluszkami w ene-due-rabe.
    A tuman pełznł.
    Styrlitz starał się przeczyścić szmatką soczewki swoich oczu, jak mgła zaczęła mącić mu krajobraz.

    Tapir westchnął...

    - Durnie, durnie, durnie! - zachłysnął się Januszek.

    - Taaa - westchnął Tadzinek
  • Tadzinek, bawił się w małego eskimożercę
    i śledził ich ślady tu i tam. Była noc, było oczywiście ciemno. Nasz Tadzinek był bardzo wyposzczony, bo od dość dawna nie udało mu się cegoś skonsumować. Dupa przysychała mu do krzyża, gdy... usłyszał dobiegające od wieży w starej dzielnicy miasta jakieś dziwne dźwięki. Takich dotąd nie słyszal, więc podążył w tamtą stronę. Odbywał się tam jakiś event, bo były światła, scena, jacyś muzycy i sporo potencjalnego jadła, Żołądek już zaczął trawić swe ściany gdy... zagrała muzyka.
    Tadzinek przystanął. Na scenę weszła ona i zaczęło się. Otworzył biedak japę, ale zupełnie zapomniał o jedzeniu, bo przecież muzyka łagodzi obyczaje.

    http://www.youtube.com/watch?v=619GY-vS8A0
  • @tadman 23:49:06
    Gloria postanowiła zafundowac' Tadzinkowi siatkę na motyle, celem ułatwienia mu eskimożerstwa:



    http://www.youtube.com/watch?v=sjejxVitQMc
  • @KOSSOBOR 16:36:42
    WIDZEW ŻYDZI
    CAŁA POLSKA SIĘ WAS WSTYDZI !!!!
  • @KOSSOBOR 16:36:42
    Spuścił nos na kwintę. Kwinta lekko się zachwiała, ale szybko wróciła do równowagi, która oczywiście też się wychyliła, ale już po chwili doszła do siebie.

    - Jesteśmy otoczeni przez agentów!
    Stirlitz niespokojnie poruszył się w kuble na odpady mokre i poprawił aparat nasłuchowy w kształcie zwiędłego kalafiora.
    Pijany jak bela dzik, co do którego do tej pory nie było żadnych wątpliwości, niespokojnie zastrzygł uszami i objął wzrokiem 360 stopni dookoła.
    W manierce Stirlitza niespokojnie zabulgotał spirytus.
    - O kogo tu chodzi? - rozmyślała cała trójka.
  • @jazgdyni 14:26:48
    Pragnę zauważyć, że w nomenklaturze OW manierka nosi nazwę maniorki, chyba tytułem zmylenia przeciwnika. To samo z płynem alkalicznym do czyszczenia broni z prochu, który nosi nazwę OW płynu alkaicznego.
  • @tadman 13:42:19
    - Nędza! - oświadczył zdegustowany Januszek.
    - Nędza! - potwierdziła Hańcia.
    - Bo po co chodzisz do piaskownicy na to dziwne osiedle? - wkurzył się Tadzinek.
    - Co się czepiasz?! Piasek taki sam? Taki sam. Dzieciaki takie same? Takie same. To co? - Januszek filozował.

    - To ja ci powiem - zagaiła Hańcia - będziesz tam chodził to rogi ci urosną. Albo ogon. Albo ogon i rogi. Zobaczysz...

    Zapadła cisza... Tylko fuzja w kącie cicho posapywała złowrogo i niepoprawnie.
  • @jazgdyni 16:58:11
    Eee tam - powiedziała Woyciechowa. Jak se obstalujesz jeszcze dwie głowy to będziesz tam swój. Podniosła ciężkie toboły i poszła na zamek.
    Januszkowi wydłużyła się mina, bo nie wiedział w jakim punkcie usług społecznych należałoby obstalować te dodatkowe głowy; zrobiona u garncarza byłaby tłukąca się, u szewca - miałaby tendencję do chodzenia własnymi drogami, a u krawca - mogłaby się zeszmacić. Januszek omal nie wpadł w trwałe osłupienie, ale zdrowy kuksaniec Ewci doprowadził go do pionu.
    - A myślałeś o kompozytowych - rzuciła kuksajaca.
    - Że co? - upewniał się Januszek.
    - No taka telesforowa. Nie widziałeś w TV? - z niedowierzaniem rzuciła Ewcia.
    Januszek puścił się biegiem w stronę domu wrzeszcząc:
    - Nianiu, nianiu, włącz szybko odbiornik telewizyjny!
    Hania, krztusząc się porzuconym mentolowym, rzekła sentencjonalnie
    - Każdy walczy o akceptację.
  • @tadman 17:55:26
    Nasza kochana bzdyklacz miała najwięcej informacji o smokach wielogłowych.
    - Z nimi to jest tak, im więcej mają głów, tym są głupsze. Bo mózg mają jeden i trzeba go wtedy dzielić na głowy. Praktycznie, smok trzygłowy to jest maksimum, co przyroda jest w stanie znieść. Więcej głów jest w nieustającym konflikcie i zapominają o całym świecie, w takim stopniu, że zdychają z głodu, albo złości. Trzygłowe też są strasznie konfliktowe. Są podobno gorsi niż Polacy - bzdyklacz dodała sentencjonalnie.

    Tymczasem Januszek zalewał się łzami i chlipał w poduchę: - mamusiu, oni mnie nie kochają !!!
  • @jazgdyni 18:36:34
    TU czy TAM?
  • @tadman 18:41:22
    NIIIIIIIIIGDZIIIIIEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!
  • @jazgdyni 18:59:07
    Gryzia gładziła po łebkach (znaczy się machinalnie i niedbale oraz po główkach): Nienacka, Wszelki Wypadek, kandydata na rektorzą wędzonkę, Delfinę, Januszka i Copopadło. Januszek chlipał zamiast brać się do życia, Delfina wyła zamiast spać. Sztyrlic wył resztką sił. Delfina rąbnęła go w łeb dziurkaczem i wtedy przestał (wyć). Znienacka spadło na wszystkich "Deszcze niespokojne".
  • @bez kropki 20:35:46
    Po chwili już całe towarzystwo nuciło zgodnym chórem, bez żadnych dysonansów, nawet na czy głosy:

    - Deszcze niespokojne
    potargały sad,
    a my na tej wojnie
    ładnych parę lat.
    Do domu wrócimy,
    w piecu napalimy,
    nakarmimy psa.

    Pies, który już dobrych parę lat nic nie jadł, był na prawdę głodny.
  • @jazgdyni 18:59:07
    - Słuchaj, Januszek - odezwała się w końcu wkurzona na maksa Hańcia, wypluwając resztki tytoniu. - Więc po pierwsze, kupuj mentolowe z filtrem. Po drugie - czemu szlajasz się niewiadomogdzie? Weź się ogarnij - jak powiedziała Nina do Sayonary, gdy ta przeniosła w pysku sporo wody na kilkadziesiąt metrów i wypluła tę wodę w stajni, pod nogi Niny - no więc weź się ogarnij, przestań szlajać się po próżnicy i jeszcze zawracać miejscowej ludności głowę. Nikt za tobą latać nie będzie po cudzych piaskownicach. Mamy własną i to nie tak znowu ciasną. Czasem tu różne przyłażą, ale ich olewamy.
    - Żółtym ostrołukiem! - dorzucił Tadzinek radośnie.
    Ewcia policzyła kolejny raz na paluszkach: ene due rabe i wyszło jej że Januszek już nie kocha własnej, nie tak znowu ciasnej piaskowniczki.

    Dzieci zastanawiały się, czego to Januszkowi brakuje. Rada w radę i wyszło na pawi ogon. Może i nie były zbyt precyzyjne, ale każdy powód, by wybrać się do Zooschwitz i wystrzępić nieco kupry pawiom był dobry.
  • @KOSSOBOR 15:32:48
    Januszek jeszcze przez 15 sekund odczuwał weltschmertz i nagle wszystko zgasło. Dosyć szlajania się, postanowił. Wybuduje szałas na drzewie i tam zamieszka. Przez chwilę rozważał przykład Szymona Słupnika, ale w końcu stchórzył. Słupy mu się źle kojarzyły.
    Przywołał wielkodusznie ululanego dzika do siebie i wypalił:
    - Opowiedz mi twoją historię.

    Dzika zamurowało...
  • @jazgdyni 19:05:05
    - No! Weltszmerc na własne życzenie, a chcącemu nie dzieje się krzywda, jak wiadomo - Hańcia była bezlitosna.

    Tak więc pomału wszystko wraca do normy: dzik opowiada swoją historię, Januszek karmi psa i w ogóle. Jeszcze tylko Mme brakuje, ale ona szlaja się z sensem. I podobno nadchodzą śnieżyce. Oraz wichry niespokojne.
  • @KOSSOBOR 19:21:17
    Weltszmerc zamyślony zakręcał pejsy na palcu...

    Agent 0:o zrzucił plecak z obolałych pleców. Rozmasował sińce na obolałych, pokopanych kostkach. Rozejrzał się za czymś, by ugasić pragnienie. Stirlitza chwilowo nie było, bo pisał raport, więc i samogonu nie było pod ręką.

    - Zadanie wykonane? - spytał się Szef.
  • @jazgdyni 10:38:50
    Nie zważając na rady swoich najlepszych koleżanek Januszek znowu wyskoczył na ulicę, pokazał język i natychmiast zebrało się wokół niego nieliczne, acz rozindyczone kółko interlokutorów. Januszek był w swoim żywiole, choć, przyznajmy, pawie jeszcze nie straciły piór w kuprach. Natomiast zamiar budowy szałasu kiwał się bezczynnie na gałęzi.
    Nawet Stirlitz uronił łzę z nudów i zamknął z hukiem wieko kibla. Nadchodził bowiem Ksawery i żartów nie było.
  • @KOSSOBOR 15:45:15
    Nadchodził Ksawery, Konrad, Kordian i cham. Napadli Copopadło. Niekoniecznie Znienacka, bo wszak zapowiadali się w mediach oraz wszemiwobec. Gryzelda przejawiała filozoficzny spokój. Wobec powietrza (rozpędzonego do prędkości Ksawerego) wojny (domowej za rubieżą) i bimbających (na ryżandolu) naukawców.
    Pomysł Szajki nie chwycił i to Gryzię mocno gryzło. Bardzo mocno. (Bo wszak w dymie pożarów i krwi blogerskiej ktoś musi pilnować racji stanu).
    I szlus.
  • @bez kropki 16:18:41
    Co nie chycił, co nie chycił?! Chycił!!! Przecież to REWELA!!! Jeno niektórzy tu zajmują się glebą, wyńglem i takimi tam.
    Kordian wraz z chamem nawalili śniegu i od strony ogrodów na zameczku jest piknie, a od strony drogi - brejka. Czy kocice solidarnie jak jeden mąż odmówiły wyjścia do ogrodu. Mimo tego, że jest tam piknie. I pomyśleć, że kiedyś nie miały zameczku nad głową, jeno niebo wysokie i prawo kociomoralne. Ten cały Kant z tym niebem to jednak durny był. Niech żyje zameczek! Czy cokolwiek nad głową. Chałwa! Howgh! Szlus!
  • @KOSSOBOR 18:34:13
    Bóg Ci zapłać za słowa pociechy, bo czeba, by Szajka trafiła pod strzechy!

    A z tym Kantem od nieba nad głową, to faktycznie był kant(*). Prawdę rzekła mądra osoba "Niech żyje zameczek! Czy cokolwiek nad głową." Tak, cokolwiek nad głową! Im lepiej zaizolowane tym lepsze. A zatem własność i szlus. A do tego Szajka. I fertyk.

    (*) Jeden mój znajomy mawia, że nowożytna europejska filozofia zaczęła się (uwaga: czytać fonetycznie!) Kantem a skończyła Nietzchem.
    Tak więc weg z nadmiarem filozofii a za to niech żyje szajkizm oraz (marginesowo) samoobrona spożywcza!
  • @KOSSOBOR 18:34:13
    "jeno niektórzy tu zajmują się glebą, wyńglem i takimi tam." Wungiel, wuńglem. Ale czemu zajmują się skakaniem w bok (by nie rzec w szkodę) niepoprawnie, czy jakoś tak;)?! Aaaaa, sorry za offtop. A tomiszcze nt. gleb, rekultywacji i zakłóconego obiegu wungla, zostawiłam poza domem. Dostęp odzyskam po weekendzie, jeno nie wiem jak będzie z czasem, bo ten zimny grudzień to dla nas czas gorący, żeby go wciórności i prawo kociomoralne wzięły!
  • @bez kropki 19:50:30
    Rany... Bezkropo!!!

    Szajkizm jest wiodącą współczesną ideologią, która jest w stanie zwalczyć ten cały dżenderyzm i inne pedalskie pomysły. Nocoty? Poddać się chciałaś? A gdzie w tobie duch małego rycerza i Wandyconiechciałaniemca?
    Weź się ogarnij i niech żyją świnie!!!!
  • @KOSSOBOR 15:45:15
    -Hmm... Jeno dlaczego akurat kibla? To jest antypralkizm...
  • @Maria Wesołowska 22:03:32
    Stirlitz już od dłuższego czasu siedzi w pojemniku na tzw. odpady mokre. Hrabinii w jej wysokich wyobrażeniach, nasunęło się słowo kibel.
    Biedny Styrlitz - nie pojemnik na odpady mokre, tylko kibel. Feee...
  • @jazgdyni 23:06:22 @ Marysia
    W Warszawie mówią: kotuch. W Gdańsku: kibel. Urzędasy piszą: pojemnik. Hrabina nie miała wyboru, po prostu. No i jak to by brzmiało: Stirlitz w pojemniku...
    Może by i brzmiało, ale nie na Jajach.be, zwłaszcza gdy Hańcia wqrzy się na Januszka, że ten się szlaja po próżnicy i jeszcze beczy potem.
  • @KOSSOBOR 09:37:09
    Szlaja się to fakt; po próżnicy to nadinterpretacja: a potem beczy to kłamstwo wierutne!!!
    On wie co robi i zobaczycie. Zobaczycie!!!
  • @KOSSOBOR 09:37:09
    Mme pod rączkę z Ksawerym przemierzała w zadymce stepy mazowieckie i inne dąząc do dom i nie bacząc na rózniste pomówienia rozsiewane o jej towarzyszu. Był ci on co prawda nieco narowisty, przez co spóźnili się o drobne dwie godziny do Gdańska, ale cóż to wbec wieczności! Marne byleco.
  • @jazgdyni 23:06:22
    Czterej pazerni i piec dobijali się rozpaczliwie do drzwi zameczku, bo Ksawery był tuż tuż, a oni od czasu II wojny światowej wprost nie znosili wichrów niespokojnych. Sztyrlic słysząc wycie Ksawerego, zwinął się w kłębek na dnie kubła i nakrył dla niepoznaki gwizdniętymi broszurami reklamowymi - z siłami natury nie zamierzał wojować, choćby tam nie wiem co.
  • @bez kropki 19:50:30
    Szajkizm połączony z doktryną przybierania barw naturalnych dla zmylenia przeciwnika (wyłączywszy kolory czerwony, niebieski i biały) - na stałe zagościły w piaskownicy. Nawet fuzja przyprawiła sobie lufę z gazrurki i cyngiel z byleczego i od razu poczuła się bezpieczniej, bo w końcu wiadomo, że jak pan Bóg dopuści, to i z gazrurki wypuści!
    Gryzelda zmierzwiwszy sierść i przyprawiwszy sobie szable z psiakości chrząkała znacząco ryjąc udające marmury lastriko pod ryżandolem, na którym dyndali wszyscy od adiunkta w górę labiedząc i jojcząc. Czasami spoglądała wściekłym wzrokiem do góry, a wtedy na ryżandolu zapadała trwożna cisza.
  • @tadman 17:55:26
    Hrabina trwała w głębokiej zadumie, jakie by tu przybrać barwy ochronne. Zastanawiała się nad hrabiną Batory podejrzewaną o czary, morderstwa młodych kobiet, a nawet kąpiele w ich krwi. Tego rodzaju image dawałby jej spore fory, bo któż śmiałby zaryzykować i powiedzieć: sprawdzam!
    Nikt. Toteż chociaż by zjawiła się w mięsnym i zążądała kilograma polędwicy wołowej, nikt nie śmiałby pisnąć. Nawet Honoratka, chociaż nie tak już młoda, bo w końcu złudzenia traci się na końcu.
  • @sigma 14:38:10
    A ktoto Mme kazał wędrować pod rączkę z Ksawerym? Tożto wszystkie górale mówiły, że będzie wiało, oj wiało. Nadzieję mam, że Mme ominęła słynną Obwodnicę, która przy najlżejszym opadzie białego puchu zamienia się w drogę do Timbuktu.

    Lecz jak to widać z powyższych traktacików Mme dotarła cała i zdrowa i zapewne również z dobrą nowiną.
  • @jazgdyni 15:29:51
    Niedoczekanie, żeby mi jakiś Ksawery dyktował, kiedy mam wracać ze stolycy! Skoro zaplanowałam na 6 grudnia wieczorem, to ruszę w drogę 6 grudnia wieczorem, a Ksawery może mi wskoczyć na plecy i tyle. Niech on sobie za dużo nie wyobraża.
  • @sigma 15:39:04
    Albo wskoczyć na drzewo i liście se poobgryzać.
  • @sigma 15:41:36
    Kuurcze.... no tak...
    Na chwilę zapomniałem z kim mamy do czynienia.
    Phi, taki Ksawery dla Mme to żaden przeciwnik. Taki sobie bylejaki orkanik.
    Mme nie takie moce może okiełznać, opanować, oćwiczyć batożkiem.

    Boi się natomiast dostawczych pikapów na obwodnicy. Ha!!! To miałem na myśli.
  • @jazgdyni 16:48:50
    Mme nie boi się żadnych pikapów, jeno ich nie lubi, jako że jeden taki próbował bezczelnie (i bezskutecznie) przerobić Mme na nalesnik. Mme uważa, że był to z jego strony duży nietakt, ręki mu odtąd nie poda i stosunków towarzyskich nie utrzymuje.
  • @jazgdyni 21:58:27
    "Poddać się chciałaś?" Poddać to nie. Jakby nikogo nie stało, to sama stanę ze świegą w ręce przeciw wrażym hordom i mordom (od "modra", ale "mord" też pasuje), bo jak ma upaść cywilizacja, to po co żyć dalej bez niej. Tylko po prostu "nec Hercules contra plures", no więc jeśli Dyletanci nie załapią o co chodzi w zamyśle z Szajką, to nikt nie załapie i znowu będzie musiała sama jedna baba ino z błaznem bronić twierdzy przeciw hordom i mordom, jak to już się kiedyś w historii trafiło:(. Cóż, mus to mus, (rzekła Gryzia celując łyżeczką musu jabłkowego w okolice Delfiniej paszczy).
  • @jazgdyni 23:06:22
    "Hrabinii w jej wysokich wyobrażeniach, nasunęło się słowo kibel." U nas kibel to naczynie wiadomego użytku, toaletowe znaczy się. I zawsze co fajans (a kible są wszak z fajansu i to bliskiego porcelanie), to nie PP (z którego są zrobione pojemniki na odpady mokre, śliskie, Sztyrlice et consortes).
  • @sigma 14:33:39
    Ksawery człapał cierpliwie za Mme, ciągnięty na postronku. Gryzia rozważała użyteczność Ksawcia dla zrobienia porządku na ryżandolu i w okolicach...
  • @sigma 14:46:09
    "Gryzelda zmierzwiwszy sierść i przyprawiwszy sobie szable z psiakości chrząkała znacząco ryjąc udające marmury lastriko pod ryżandolem, na którym dyndali wszyscy od adiunkta w górę labiedząc i jojcząc. Czasami spoglądała wściekłym wzrokiem do góry, a wtedy na ryżandolu zapadała trwożna cisza." Pięęęękne:)
    A propos rzeczy pięknych: Gryzelda zanabyła złoty płyn do kibli! Assso!? Fszak co fajans, to nie polipropylen i myć go trza z poszanowaniem odpowiednim do funkcji!
    Jednym okiem łypała (Gryzelda znaczy) na odkamieniający się kibel a drugim łypała w stronę Almy Matery, gdzie jak pamiętamy, nad lastrykiem udającym marmury, na ryżandolu bujali (się) rożni złoczyńcy (od adiunkta w górę). Umysł Gryzeldy dokonywał zaskakujących skojarzeń między zawartością butelki z kwasem (czyli ekskluzywnym płynem do kibli) a kliką na ryżandolu...
  • @sigma 15:39:04
    Ksawery, siedząc na plecach Mme, rozglądał się niespokojnie wokół i nie widział, kretyn, że Mme wraz z kluczami do twierdzy wyciąga z torebki podręczny miotacz ognia wraz z podręcznym pulweryzatorkiem SWSSIS.
    "Ja cię zaraz, gnoju, urządzę!" - pomyślała mściwie, ale tymczasem Ksawery już oklapł i zaległ na wycieraczce, zanieczyszczając również schody. Tak, że Mme nawet nie musiała oskakiwać zwłok, jeno wytarła zaśnieżone trzewiczki, resztki nawały skopała z wycieraczki i schodów, i radośnie zażądała od domowników mocnego żurku z kiełbasą i jajcem. Takoż z tłuczonymi ziemniaczkami, podanymi na osobnym talerzu i podlanymi trzecią literką ze SWSSIS.
    Gryzelda była zachwycona!
  • @bez kropki 18:49:15
    Zajzajerem ich! Trza kontynuować tradycję: ("Panna Klocia sercem szczerem/ Pali oczy zajzajerem"). Onże zajzajer to w końcu kwas solny, czyli zapewne ówże odkamieniacz nada się jak ulał! Jako argument nalezy do grupy argumentów nieodpartych!
  • @KOSSOBOR 19:01:54
    Ksawery nagrandził, ile wlazło, ale trza gnojowi przyznać, że ón po prostu z tych natur dominujących, co jak trafią na dominanta, od razu kuli uszy po sobie i grzecznie drepcze przy nodze popiskując i dopraszając się dobrego słowa.
    Po dotarciu do twierdzy, wyczerpany przezyciami Ksawery padl jak wafel na wycieraczkę i chrapnął. Mme odpięła postronek, nalała wody do miski, nasypała żeru do drugiej i poszła się kąpać pewna, ze już bałwan nie będzie jej wył w kominie jak potępieniec.
    Wstępnie ustaliła sama ze soba, ze da mu na imię Xafcio, zaraz w poniedziałek kupi porządną smyczkę i zacznie trening, po którym, jako subtelny i znakomicie wychowany zefirek, powinien budzić podziw i zazdrość okolicznych mieszkańców.
  • @sigma 19:44:54
    Skąd wiesz, że nabyty złoty (A co se bedziem żałować? Nam i naszemu zacnemu fajansowi?!) odkamieniacz do kibla (co fajans, to fajans a nie PP, jak pamiętamy) to właśnie kwas solny z dodatkami?!
  • @bez kropki 19:59:25
    A nie jest? Pomyśl tylko, jaki to będzie piękny happening! Ryżandol i zwisające z niego towarzystwo ociekające złocistym zajzajerem, którym z sikawki polewa ich zjeżona na maksa Gryzelda zgrzytając szablami, kłami, siekaczami i trzonowymi oraz resztą sztućców.
    A na to wszytsko Ksawery z zadymką, wyciem i gruchotem!
    A na to zasmażka!
  • @sigma 20:24:34
    Piękna wizja:). Zasmażka oczywiście z kapką słoniny. Żeby było świniowo i świnonicznie.
    I fertyk.

    Chałwa! Tapir na prezydenta!
  • @bez kropki 20:50:53
    ZNienacka spadł deszcz/śnieg skwarek z podsmażonego boczku. Mit słonina. Sztirlic jakby się przecknął.
    -Słonina? Tak! Słonina. Echhh... Stare czasy, kiedy i w butelczynie coś było... Żeby tylko ten burżuj Ksafcio nie zabierał wszystkiego...
  • Smuteczek
    Tadzinek napisał współgranta. Jest on o tym, jak ohydny koncern MONSANTO przepuszcza wszelkie świństwa - reklamowane jako specyfiki na wszystko - przez ludzi, a oni z kolei to wszystko pakują do środowiska. Tadzinek, jako Watson młodszy, będzie ich poszukiwał w środowisku, a współgranty, jak te świństwa szkodzą rozwietkom, stułbiom, zadychrom, oczlikom i ohyzdom. No taka, weźmy na przykład, rozwielitka futrowana MONSANTem może dostać trzech głów i se uzurpować prawo do pełnienia funkcyj w świecie ludzi. Są jeszcze gorsze scenariusze, ale ze względu na okres wyczekiwania na ocenę końcową współgranty mówią, że to i objęte jest tajemnicą z racji wiadomych, no i nie należy niepotrzebnego zamieszania wśród ludzi czynić.
    Tadzinek i tak z tego skołowania współgrantem i dwa miesiące bez celu po okolicy z Ksawerem by się szlajał, gdyby nie zajrzał do jaj.be.
    A tam radość wielka bo Mme ze świata wróciła i każdemu jakowyś prezent przywiozła. Tadzinek dostał swój o 14:51:28, ale zazdrośnie spoglądał na ten z 14:46:09.
    Widać z tego na przyszłość, że wszystkim trzeba kupować na ten przykład na Jarmarku Dominikańskim gipsowego Kościuszkiego na koniu, to obdarowane nie będą se z zazdrości zazdrościły.
  • @tadman 00:37:51
    Januszek siedział w kucki razem z tapirem i qrfirstem. Patyczkiem na glebie wykreślali różne linie i strzałki.
    - Teraz zaatakujemy z tej strony. Tu wykonamy okrążenie i weźmiemy ich w kocioł.
    Qrfirst się nieco wzdrygnął, bo aluzja do kotła nasunęła mu znowu myśli rosołowe. By szybko zmienić temat, zatrzepotał skrzydłami i rzekł:
    - Najlepsze są manewry oskrzydlające.
    - Hmmm... - zamyślił się tapir - ja jestem zwolennikiem broni pancernej i solidnego bombardowania.
    - Człowieku - dosyć dziwnie zwrócił się do tapira Januszek, - my przecież nie mamy tyle broni. Musimy stosować improwizowane środki zastępcze. No i działać znienacka.
    Wywołany Nienacek ocknął się i przyjął czujną postawę bojową.
  • @tadman 00:37:51
    Tadzinek od dwóch dni tkwił w piwnicy nie dając do niej dostępu nawet babci. Wezwany, aby coś zrobił z nieznośnym smarkaczem, dziadek , przecknął się na chwilę, jednak przyzwyczajenie okazało się drugą naturą i zasnął znowu, jak tylko babcia dramatycznie zawiesiła głos. Sytuacja była beznadziena i na obiad nie będzie ogóreczków kiszonych!

    Tymczasem Tadzinek w owej piwnicy od dwóch dni stał przed alternatywą. Alternatywa jak to ona patrzyła mu prosto w oko stalowym spojrzeniem i nie dopuszczała do żadnych kompromisów. Albo w tę, albo wewtę. Albo mógł przybrać barwy ochronne jako złotowłosy aniołek Rafaela, co to z bratem bliźniakiem tkwi u stóp Madonny rozmyślając, co by tu spsocić, albo jako dr Watson Jr, w meloniku na głowie rozwiązywać zagadki kryminalne nękające społeczeństwo. Obu wcieleń przybrać nie mógł. Alternatywa na taką propozycję wycedziła jeno przez zęby : Nielzja! i trzasnęła biczem o cholewę w sposób nie budzący wątpliwości, że to jest ostatnie pytanie, na które odpowiada słownie.
    Musiał więc wybierać.
    Jako aniołek wystarczyło nigdy się nie czesać, co mu pasowało i wyglądać na łobuza pierwszej ligi, co mu też pasowało. Skrzydełka etc. anielskie parafernalia w końcu były w domyśle.
    Jako dr Watson Jr musiałby - primo - wystarać się o melonik, co nie jest takie proste, a drugie primo - musiałby być głupszy od Holmesa, co go zawsze irytowało.
    Toteż Tadzinek z westchnieniem zdecydował się na aniołka. Tego z lewej.
  • @sigma 11:38:21
    "Jako aniołek wystarczyło nigdy się nie czesać..." - ooo tak, to Tadzinkowi BARDZO pasowało.
    W rozmarzonym zamyśleniu pomacał dłonią małe różki, które skrywała bujna blond czupryna.
    A ogonek rośnie dopiero po mutacji.
  • @jazgdyni 12:37:35
    Mme przemierzała pokój tam i z powrotem; tam i z powrotem...
    Gloria i Irene siedziały spięte na szezlongu i bały się zamrugać.

    - Jak się wszyscy będą tak lenić, to nigdy w tym roku nie dojdziemy do tysiąca. To skandal!!! Ledwo na chwilę opuszczę was, a wy się rozpełzacie po kątach.- Zaczęła już nawet dymić niebezpiecznie i pokazały się ognie świętego Elma.

    Gloria w konfuzji i poczuciu winy zapomniała nawet o rokrocznym jabłeczniku z renety szarej.
  • @jazgdyni 20:30:06
    Nienacek siedział zaszyty w na-tyle-na-ile cichym kąciku instytucji, której nazwy się w przyzwoitych kręgach nie wymawia. I rozmyślał, co mu o tyle szkodziło, że na pięknym czole i nie mniej pięknym mózgu powstawały zmarszczki.
    -Niech ja tylko tego Xafcia dorrrrwę! Wszystkich wywiał i uciekł... Taka jego melodia...
    Co mówiąc, chętnie by się szczelniej zawinął w koc. Tylko, że Xafcio (chyba z zemsty za robienie mu... hmm... nienajlepszej prasy) pozostawił po sobie ot, taką drobnostkę. Nienacek popłynął i płynął przez wsie, ulice, ugory i opłotki w oczekiwaniu na Smoczycę, która by ogniem z paszczy osuszyła nadmiernie zawodniony świat.
  • @Maria Wesołowska 14:09:48
    Który to fakt konieczności pływania w wysoce niesprzyjającym otoczeniu jeszcze bardziej wysoce go zdegustował.
  • @jazgdyni 12:37:35
    Ewentualnie jako Delfina, która radośnie ze śpiewem na ustach i żarciem W ustach przemieszczała się po miejscu zamieszkania z prędkością bliską prędkości światła. Co skutkowało rozczochrem, ubawem i ogólnym zacieszem Delfiny, oraz padnięciem opiekunów na okoliczne dywany, kanapy itp. Gryzi rozjechały się łapki oraz zwichrzyła rozetka.
    Wtem Delfina zaatakowała Nienacka ZNienacka. Nienacek bronił się, jak umiał. A Umiał to też był nie lada zawodnik...
  • @Maria Wesołowska 14:29:00
    Delfina na początek rewelacyjnie opanowała się poruszaniem stylem raka, co ją conieco konfundowało, bo wydawała kończynom rozkaz - do przodu marsz, a poruszała się wstecz. To kompletnie dezorientowało znienacka, który lubił prostolinijne ataki, a nie zachodzenie od tyłu. A tyłów z reguły nie zabezpieczał.
    Gryzelda dorwała lusterko i uporządkowała rozetkę tr-kolor.
  • @jazgdyni 17:14:32
    Rok 1492

    Kristobalo Janusso stanął na górnej rei grot-masztu. Wytężył wzrok. Na zachodnim horyzoncie piętrzyły się chmury. Czekał...
    Tak... to nie chmury! Ląd! Nowy ląd do zdobycia.
    Janusso był sławnym konkwistadorem. Wpadał i zdobywał. Prawdziwy veni, vidi...
    Opanował już tyle ziem, a ciągle poszukiwał raju.
    Choć donna Hanna powtarzała mu:- phi... dałbyś sobie spokój z tymi wycieczkami. Szlajasz się i szlajasz...


    Jak było - popatrzcie:


    http://youtu.be/WYeDsa4Tw0c
  • Tadzinek w sieci
    Nudziło się Tadzinkowi, oj nudziło się, więc wytargał z krzaków ENIACa, w czym pomagał mu dzik, licząc na przysługę za przysługę, ale nasz Tadzinek ani o tym myślał, bo właśnie tradycyjnie podłączał ustrojstwo do sieci. Od strony zameczku gruchnęły po chwili dwa strzały, które omal nie przyprawiły dzika o zawał serca, natomiast Qurfist nic sobie z tego nie robił i czyścił piórka na otwarcie nowego kurnika; był zrelaksowany, bo śmierdziało wkoło raczej siarką niż włoszczyzną.
    Tadzinek chciał poczytać sobie coś na najmocniejszym prawicowym portalu, ale zgłaszała mu się maska Drupala z obietnicami.
    - Eeee - powiedział Tadzinek - strasznie się grzebią i waląc koniuszkami palców po otworze gębowym wydał odwieczny okrzyk bojowy Komanczów, a może raczej w tym przypadku Apaczów.
    A może poczytam sobie coś u tych co odeszli nieodchodząc do św. Izydora. Wystukał adres
    http://www.blog-n-roll.net/
    i zdębiał.
    - Nooo, teraz wszystko jest jasne - powiedział do siebie szeptem.
  • @tadman 00:13:18
    Specjalnie dziwnie go jakoś zdenerwował
    tekst:

    Die Früchte vom verbotenen Baum

    Jaki zakazany owoc? Czyżby mnie rozszyfrowali?
  • @jazgdyni 09:58:41
    - Пятая колонна, вы знаете, что это такое? - podpowiedział basem Sztirlic z kubła na mokre odpady.
  • @tadman 10:23:18
    W związku ze zbliżającymi się Świętami, na zapleczu sklepu mięsnego trwała wytężona praca. Honorata z wysuniętym fioletowym językiem, tworzyła ołówkiem kopiowym skomplikowaną tabelę, która w przyszłości będzie nazywała się Excel.
    Dzieliła zasoby schabu, karkówki, polędwic i szynek (to w pionie) na doktorostwo, ks. proboszcza, dentystę, Leśniczego Żbika (to wymiana za choinkę), Felę z rybnego (karpie i śledzie), komendanta MO (dostarczał bimberek), rolnika Miedzę (jaja i śmietana), no i oczywiście Żanetę z Baltony.

    Mimo tego pożytecznego działania odczuwała niepokój. Spowodowany był on nieobliczalną hrabinią, która nie takie wspaniałe tabele potrafiła rozwalać na strzępy.
    Na razie zarezerwowała dla niej nereczki.
  • @jazgdyni 10:59:24
    Żurfix w zameczku odbywał się w dosyć ponurym nastroju, a to z powodu Glorii, która dostała hopla na punkcie gruszek General Leclerc. Żeby to jeszcze były normalne gruchy, ale to były niesamowite mutanty, pełne dziwnych wypukłości i tajemniczych szczelin.
    Gloria wręczała każdemu po gruszce i zamiast pozwolić ją zjeść ze smakiem, kazała się w nich doszukiwać luźnych skojarzeń, albo nawet, o zgrozo, drugiego dna. Coś jak w teście Rorschacha.
    Irene, która zaplotła sobie warkoczyki na grzywie i ogonie, w odróżnieniu od reszty gości, kompletnie się tym nie przejmowała, gdyż gruchy lubiła okrutnie i bez wizualnej analizy, wcinała je ze smakiem
  • @jazgdyni 11:51:25
    Agent 0:o w potajemnej kwaterze fok spotkał się na tajnej naradzie operacyjnej, której celem było...
  • @jazgdyni 18:20:04
    ... zapoznanie się z całokształtem perspektywicznego rozwoju twórczości ludowej w dziedzinie gęśli i cymbałów.

    Poza tym, co jeszcze ważniejsze...
  • @jazgdyni 19:57:42
    - No licho by to nadało... - pomyślał Januszek analizując wiadomości z tajnej narady agenta 0:o.

    Wabił Glorię, wabił Mme (usprawiedliwiona), Gryzeldę, Nienacka i Tadzinka. Nie mówiąc o rzeszy cichych miłośników.

    Nie... oni bigos, lepienie uszek do barszczu, albo inne pierepydyki związane nadchodzącą Wigilią.

    - Już pies z kulawą tu nie zagląda - smętnie stwierdził tapir, zwracając się do wyalienowanego qrfirsta.
  • @jazgdyni 19:57:42
    Gęśli, eee, tych, no! Gęsi Gryzia nie bardzo lubiła. Lepiej szły jej kaczki. Do rosołu ma się rozumieć. Z ato suchej markowskiej na święta i Sylwka nie zdołała Gryzia nabyć! W całym Pchlewie zabrakło. Prawie jak 40 lat temu. Echhh, te dawne czasy!

    A co do cymbałów, to tych też Gryzia nie lubiła. Odkąd musiała pilnować cymbałów wisących na ryżandolu (i przez to pilnwanie wściekło jej się pilnowanie suchej markowskiej a co to za święta bez świnięta??!) ciężko i nieodwracalnie znielubiła cymbałów grzmiących.

    Święta? Jakie święta? Jakie uszka? U nas jest ropa w kanale i zatoki. W sensie anatomicznym a nie geograficznym, geologicznym albo polarnomorskim.
  • @tadman 10:23:18
    Tadziowi gratulujemy współgranta (zwł. że temat frapujący!). Świątecznie życzymy, żeby mu się z granta nie zrobiła granda;). A pewnej Pani życzymy, żeby była silna ale nie sina;).
    Tadziowi radzimy złożenie publicznego uroczystego oświadczenia, że w zw. z grantem i jego tematem nie planuje zbiorowego samobójstwa. Ani pojedynczego też i szlus.
  • @bez kropki 09:56:15
    To ja polecam Gryzeldzie na te kanały i zatoki Sinulan. Naprawdę działa (ale nie błyskawicznie).
    To samiuśkie zioła: Gentiana, dziewanna, bez czarny, werbena, liście Andrygraphis.

    Albo czekać na wzrost cen ropy.
  • @jazgdyni 14:09:21
    - Brliubrluibrliu - rzekła Delfina (a to ziółko!) i jednym celowym ruchem zresetowała gryzin komputer. Tym samym komputer zeżarł odpowiedź, jaką Gryzelda w pocie rozetki wystukiwała koledze.
    Bo otóż tak:
    - na kanały od ręki działa eugenol (goździk do piernika), tj. pozwala przeżyć do czasu wizyty u dentysty,
    - na zatoki od ręki działa eukaliptus,
    - by się jeno pacjenci (usz, ziółka z nich niezłe) zechcieli posłuchać dobrych rad...

    W rozsypkę szły kolejne przedmioty. Delfina wybornie się sprawdzała jako niszczarka selektywna (niszczy tylko to, co ważne). Gryzeldzie opadały ręce, łapy, rozetka i ogon. Adrygraphis patrzył spod oka na postępujące degrengoladę oraz demontaż Gryzeldy.
    Gryzelda nie spod oka a wprost patrzyła na ryżandol i wiszące tamże obiekty będące obiektem zainteresowania innych pojawiających się zza horyzontu obiektach i ciałach urzędowych.
    Wiało grozą, ciągnęło chłodem, siąkało nosem, przydźwiękiwało kryształkami sfarowskiego, uciekało z Pchlewa na długi świąteczny weekend (ok. półtora tygodnia do Nowego Roku) wszystko co tylko mogło, ze szczególnym uwzględnieniem Andy'ego Graphisa.

    Gryzia nabyła przecier z dyni (odrzut z eksportu) tubylczego wyrobu. Odrzut z eksportu do Azji. Pyszne. I o połowę tańsze.
    Ochwacona ze szczętem Gryzia popiskiwała cichutko. Obowiązki ryczały za to wielkim głosem.

    Co na to wszystko Sztyrlic??
  • @bez kropki 20:17:39
    Przecier z dyni cenię ogromnie... choć prawdę powiedziawszy, to pestki dyni, które maja zbawienny wpływ na tą naszą samczą, no... prostatę.
    Ty sobie nie dworuj Montezumo.
    Oleje goździkowy, si, na kanały dobry, ale króciutko .
    A ja idiota miałem w wyobraźni pokrętne kanały nosowe i uszne oraz zatoki wszelakiego autoramentu.
    A tu ząbek. Tyci, tyci... A boli jak pierun. To, choroba, przed świętami prawdziwa okropność. Przyjdzie zatruć gada i zęba umartwić.
    Amen
  • @jazgdyni 20:34:31
    Na Święta, dla naszych uroczych kucharek, żeby to przemyślały:


    Smaki Norwegii - Lutefisk (danie dla odważnych lub desperatów)

    Lutefisk - ryba z ługu, znana też jako "ryba mydlana" - jedna z potraw, która może przyśnić się w nocnym koszmarze i której bodaj najtrafniejsza charakterystyka brzmi "ryba o wyglądzie i konsystencji zwłok, które zbyt długo leżały w wodzie"... Ponieważ zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, kiedy to ów specjał bywa podawany (a także dlatego, że jeszcze ich nie ma, a my nie chcemy psuć czytelnikom apetytu w same Święta) - zamieszczamy przepis na lutefisk teraz.


    Drugim powodem jest to, że gdyby ktoś odczuł potrzebę przygotowania całej potrawy od zera, będzie potrzebował na to co najmniej 12-13 dni...

    Uwagi wstępne

    Zanim przejdziemy do jednego z przepisów na świąteczną lutefisk (czyli rybę okraszoną dodatkami) słów kilka o uzyskiwaniu samej ryby z ługu. Jak sama nazwa wskazuje, potrzebna nam będzie ryba - konkretnie suszony dorsz (sztokfisz) - oraz ług sodowy.

    Krótka informacja dla osób, które były na bakier z chemią: Ług to wodorotlenek sodu rozpuszczony w wodzie, silnie żrąca substancja chemiczna, używana, między innymi, do czyszczenia odpływów, tępienia chwastów i produkcji biopaliwa. (No i oczywiście do produkcji lutefisk, ale to rozumie się samo przez się.) W zetknięciu ze skórą powoduje oparzenia, a z błonami śluzowymi (oczy, język) ślepotę lub utratę zmysłu smaku... miła perspektywa, czyż nie?




    Biedne sztokfisze, nie wiedzą, że wkrótce przemienią się w złowrogie lutefisk!



    No dobrze. Skoro już mamy naszego dobrze obsuszonego i twardego niczym sztacheta z płotu (bądź dobrze zmrożony nieboszczyk) sztokfisza oraz rzeczony ług, pozostaje nam tylko:

    primo: wymoczyć sztokfisza w wodzie (by pozbył się sztywności zwłok zostawionych na mrozie) - potrzeba na to około pięciu-sześciu dni. Wodę zmieniamy codziennie!

    secundo: wymoczyć go przez kilka dni w ługu sodowym (by nabrał konsystencji zwłok topielca).

    tertio: uzyskaną w ten sposób napęczniałą, galaterowato-mydlaną substancję rybną ponownie wymoczyć w wodzie (znów pięć-sześć dni z codziennym zmienianiem wody), w celu wypłukania ługu, by podczas świątecznej kolacji nie wyżarło nam języka.

    Tak przygotowaną rybę z ługu (lutefisk) można ugotować na parze lub upiec.

    Lutefisk z paciają z groszku

    Przepisów na tradycyjne świąteczne dania, w których gwoździem (nie, nie do trumny) gwoździem programu jest lutefisk jest kilka. Oto jeden z nich:

    Składniki (na 4 osoby)

    - 3 kg ryby z ługu

    - 2 łyżki stołowe soli

    - ok. 600 gr ziemniaków

    - 200 gr bekonu

    - grubo zmielony pieprz

    - 3 dl suszonego zielonego groszku

    - woda

    - 1 dl mleka

    - 1 łyżka stołowa mąki pszennej

    - 1 łyżeczka soli

    Przygotowanie:

    Ryba

    Najlepiej upiec lutefisk w piekarniku, w brytfannie lub naczyniu żaroodpornym. Piekarnik ustawić na temperaturę 200 stopni. Rybę ułożyć skórą do dołu naczynia i posypać solą. Przykryć pokrywką lub folią aluminiową i piec przez około 40 minut. (Krócej, jeśli pieczemy mniejszą ilość ryby).

    Groszek:

    Namoczyć przez noc groch w wodzie. Zmienić wodę i rozgotować groszek na miękko (do gotowania należy wziąć tylko taką ilość wody, żeby przykryła groszek). Dodawać stopniowo mleko i mąkę pszenną, cały czas mieszając, aż do uzyskania jednolitej paćki. Gotować przez około 5-6 minut. Doprawić solą do smaku.

    Ziemniaki i spółka:

    Pokroić bekon w kosteczkę i piec na małym ogniu, by tłuszcz się wytopił, a bekon zrobił się chrupki. Ugotować ziemniaki.

    Podawać gorącą rybę wraz z paciają z groszku i ziemniakami okraszonymi skwarkami z boczku.

    (Uwaga! Warto postawić na stole musztardę bądź inne przyprawy, którymi w razie potrzeby można próbować zamaskować smak lutefisk.)

    Uwagi końcowe

    Jeśli ktoś zdecydowałby się na zaserwowanie w Święta lutefisk (może w celu otrucia nielubianej teściowej?) i chciałby również z tej okazji wyciągnąć na stół rodowe srebra w postaci np. widelców, niech, na wszystkich bogów Walhalli, nie używa ich do jedzenia tego piekielnego dania, bo zostaną zniszczone na skutek wejścia w reakcję chemiczną z pozostałościami ługu.

    lutefisk-_smrodek_rybki.jpg



    Po drugie: lutefisk nie pachnie najlepiej (czy czytając opis przyrządzania, ktoś miał co do tego jakieś wątpliwości?), za to zapach jest bardzo trwały i "przykleja" się do zastawy stołowej. W związku z tym talerzy nie wystarczy po posiłku jak najszybciej umyć. Z reguły trzeba także spłukać je octem.

    Lutefisk w kulturze

    Nieważne z jakimi wyrzeczeniami wiąże się jedzenie lutefisk. Lutefisk jest częścią norweskiej kultury i tradycji, więc Norwegowie będą rybę z ługu jeść. Przynajmniej raz do roku. Z reguły nie więcej. Ale poza sztuką kulinarną są też inne rodzaje sztuki, za pomocą których można wyrazić niesłabnącą miłość do lutefisk,

    lutefisk-_survivor.png
    np. koszulki...
    lutefisk_-_fear_of_cod.png



    lub emblematy na samochód:

    lutefisk-_rybka_na_samochod.jpg


    W sztuce użytkowej widać także trendy przeciwne:

    lutefisk_-_make_love_not_lutefisk.png





    Na koniec ciekawostka: Lutefisk zajmuje zaszczytne(?) pierwsze miejsce portalu JoeMonster na najbardziej przerażające jedzenie świata!

    Smacznego!


    // Przepis Pani Barbary, którą pozdrawiamy Barbara Liwo, barbara@mojanorwegia.pl //
  • @
    ZNienacka Gryzelda przemówiła ludzkim głosem:
    -Gh...ghr...grrrryzunku!

    Bowiem święta były, należało je uczcić i tradycji się nie sprzeciwiać. Tej tradycji (mówienia ludzkim głosem) posłuszni byli wszyscy. W porywach i próbach nawet Delfina, która wszakże wolała być wierną swojej prywatnej tradycji jak najpóźniejszego chodzenia spać, które to jej prywatne przyzwyczajenie nie wiadomo czemu, u otoczenia budziło sprzeciw i takie jakieś zabawne miny.
  • Chrystus nam się narodził . Najpiękniej. W kontuszu w konfederatce i przy karabeli
    http://www.youtube.com/watch?v=UA1e9Xgex34
  • @Ptasznik z Trotylu 11:51:41
    Nienacek twierdzi, ze jest to świetne wykonanie. Dziękuję za wrzucenie :)
  • @Maria Wesołowska 10:37:43
    Cosik nam się piaskownicowe towarzystwo pochorowało, albo leży pod stołem. Oczywiście z niespodziewanego przejedzenia. W tym roku rzucili pomarańcze i mandarynki!!!
  • @jazgdyni 14:11:27
    Marijjjoooo!

    Do ciebie, jako niewiasty tutaj, będę uskuteczniał moje chimeryczne zaśpiewy. Ty oto jedyna nie zapadłaś w okrutny sen zimowy, zagarniając kołderkę wokół korpusu i odnóży.
    Trwasz, jak ta statua, wielka i nadobna, gotowa znienacka rozpostrzeć swe skrzydła.
    Och dzięki ci ... przywracasz nadzieję... gdy inne kurczaczki śpią smacznie w kurniku.
  • @Maria Wesołowska 20:33:35
    -Gryzunku! - Bryznęła spod wąsa(*) Gryzelda.
    Od strony ryżandola nie dochodził żaden głos. Ani ludzki, ani przeciwnie. Ani w Wigilię, ani w ogóle. W ogóle to wiało pustką i ciepłem (i na jajach, i tej zimy).

    (*) U Gryzi to nie są wąsy typu wałęsówki, tylko wibrysy! Żeby se tak kto nie myślał! No!
  • @jazgdyni 21:21:29
    Zgodnie z najtrendszymi tryndami winno być "statuja".
    A pomarańcze, to nie tylko rzucili, ale i wyrzucili (tacy jedni, którym one zapleśniały). Burżuje, wot. Ale bananów nie dowieźli. ANI SUCHEJ MARKOWSKIEJ!!
  • @bez kropki 21:50:33
    Ty mi tu lepiej zaraz opisz tą SUCHĄ MARKOWSKĄ!!! bo inaczej dostnę przodozgryzu. Ja znam wszystkie suche, a tej nie znam. Powoduje to dyskomfort ogromny.
    Ja na suche to jestem pies. I nasze suche są najlepsze. A ty z Marysi znienacka wyjeżdżasz z Markowską!!!

    CZY TY SOBIE MOŻESZ WYOBRAZIĆ CO JA CZUJĘ????

    Sucha poza moja jurysdykcją. To jest nie do pomyślenia.

    Wytłumacz się natychmiast
  • @jazgdyni 23:08:51
    O suchej markowskiej suchymiszcz już prawił! Było czytać. A co do opisu? Hmmm... koń jaki jest kazdy widzi. Sucha markowska to normalna kiełbasa sucha. Taka, jak sucha powinna być. Sama, można powiedzieć, suchość i kiełbasianość zmaterializowane jako wzór, wzorzec sewrski. I fcale Wasze suche nie są najlepsze, jeno tutejsza. Nie przez przypadek Francjozef sprowadzał se wędliny z okolicy (on co prawda brał głogwoską, ale z drugiejs trony, kto by zaborcy sprzedawał narodowy skarb tu: suchą markowską?!). A cysorz to ma wyżywienie klawe, co jest powszechnie wiadomym: te tam przepiórki, bażanty, kawior, frutti di mare, omszone butle i do tego głogowska (bo suchej markowskiej nam na niego szkoda).
    Zresztą jak mogą suche z wybrzeża pozostąc suche? Wszak tam mokro i Xsafcio narozrabiał?!
    Suchej markowskiej masz prawo nie znać, jako rzecze suchymiszcz. Jest to albowiem wyrób niemasowy choć masarski, trudny do upolowania nawet w rewirze swego naturalnego występowania (to co mówić poza owym rewirem).
    Wracając do opisu markowskiej: pełnia smaku suchokiełbasianego i jakość, która przebija wszystko. W takiej Francji po paru próbach nie brałam już do pyska ichnich wyrobów stanowiących obrazę sztuki wędliniarskiej. To smak. A jakość? Dość powiedzieć, że razu jednego żyłam pętkiem suchej markowskiej przez 2 tygodnie. Co dzień odcinałam coraz cieńsze krążki (bo w miarę dalszego schnięcia ostrym nożem można było coraz cieńsze płatki odkrawać). Sucha schła (w lodówce) kurcząc się, twardniejąc i nabierając smaku do wymiarów niewyobrażalnych. Inna wędlina by nie wytrzymała dwóch tygoni, nawet w lodówce...
    Innym razem zabrałam markowską w podróż. Nie, że kiełbasie podróż fundnęłam;), jeno se ją wzięłam jako furaż. Przetrzymała dobę w cieple i dała się spożyć jako świeża, nieszkodliwa, funkiel nówka.
    Po tych doświadczeniach, w razie ważnych wydarzeń (śfięta, wieszanie dziekana, podróż, inne przypadłości) staram się mieć w zapsie markowską. Jako rację żelazną i strategiczną.
  • @jazgdyni 11:15:27
    Lutefisk, czyli luta, czyli straszna ryba zdała się Gryzeldzie właściwym jej zastepcą na okoliczność pilnowania wisiadła-padła na ryżandolu.
  • @jajcarze
    Januszek, Agent 0:o, gurang i OZ stali przytuleni i ryczeli jak bobry.
    Tak było zawsze, gdy słuchali Luisa.

    SIC TRANSIT GLORIA MUNDI

    Pomyślcie o tym Jajcarze na progu 2014.

    http://youtu.be/2nGKqH26xlg
  • @jazgdyni 11:27:56
    Na progu 2014 Gryzelda postanowiła zdradzić (kolejny przepis). Uwaga, rzecz jest dla amatorów (czyli dyletantów).
    Przepis na utylizację odpadów po wyrobie piernika (można i bez produkcji piernika przejść od razu do "odpadów").
    Bierzemy porter i śmietanę (18stkę lub "uhatą", jaką kto lubi), mieszamy oba płyny (na śmietanę porcjami dodajemy portera) w proporcjach dowolnych - wedle upodobań osobistych. Mieszamy toto łygą (jak ktoś lubi grudkowate), widelcem lub mikserem (do lekkiego spienienia, takie jest wg mnie najlepsze). Kto lubi dosmacza miodem (nie jest to konieczne).
    Można pić samo, można pogryzać piernikiem, śfiniożercy mogą pogryzać stosownie do smaku dobraną wędliną (jakąś raczej delikatną).
  • @jazgdyni 11:27:56
    Bardziej do tańca (acz nie do końca kumam o czym ta piosenka jest, poza tym, że o delfinie, smutnym delfinie, ale czemu on jest smutny, to już nie łapę, może DelfInn się wypowie??):
    http://www.youtube.com/watch?v=GN7_20ulaqA
    Do spokojnego tańca w sam raz.
  • @bez kropki 18:09:55
    Kochani Dyletanci!
    Oby w Nowym Roku Bóg mial nas w swojej opiece.

    PS. Tak na pierwszy rzut ucha ówże mały , smutny delfin jest to porte parole śpiewającego artysty, który ubolewa, że sam jest takim przyjaznym, łagodnym delfinkiem, a nie amerykańskim rekinem finansjery. W kolejnej zwrotce zwraca się z lekkim żalem do jakiejś angielskiej delfinicy (nie mylić z delfiną), która go wyraźnie wystawiła rufą do wiatru i to pomimo, że jej ofiarował uprzednie lato. Z tychże, wyszczególnionych powodów, jest on smutny
  • @sigma 20:21:54
    cd. i nie zamierza dać się pocieszyć, choćby tam nie wiem co.
  • @sigma 20:30:22
    Delfina, Hrabina i drabina w pocie czoła tworzyły wspólne dzieło, a mnianowicie pieśń masową pod roboczym tytułem "La petite drabine triste". Pieśń traktowała smutnym losie drabiny porzuconej bez dobrego słowa przez złego rzemieślnika, który spylił ją za półlitry okolicznemu alkoholikowi. W przebraniu alkoholika występował sam Sztyrlic. W roli chóru greckiego: Delfina i Hrabina. Dzięki temu, że arcydzieło to powstało w jedno popołudnie na rancie piaskownicy - zachowana została antyczna jedność czasu, miejsca i akcji.
  • @sigma 20:37:26
    Dzięki za wyjaśnienia w kwestii piosenki. Co do utworu (dramatycznego) powstałego w dramatycznych sylwestrowych okolicznościach (kanonada petard, agent z odpadów mokrych przeflancowany do roli solisty śpiewaka a może nawet baletu, rant piaskowniczki), to było to andante. Allegro to albowiem portal handlowy (galerie też teraz są handlowe a nie sztuki - o tempora!). No więc andante Hrabina, tam stoi drabina.
    Dobra, to bez związku z delfinem, DelfInnem (oraz innymi długo nieobecnymi) i Delfiną.
    Sednem sprawy jest stwierdzenie, iż bardzo na czasie są Twe życzenia. Oby tak właśnie się nam działo! Tj, żeby nas dobry Pan nie wypuszczał ze swojej opieki! Dobrze to ujęłaś, oj! W konwencji jajcarskiej ujęłabym to tak: Dobrze gada, polać jej. I mam rację, bo mam markowską. No!
    A teraz wracam nie na parkiet, jedno do kompa żywić go wzorami itepe. Kto może niech się bawi, także na zapas i za mnie, plis!
  • @bez kropki 21:02:43
    Galerie teraz wciąż jeszcze mają sporo wspólnego ze sztuką, bowiem sprzedają na sztuki, a nie hurtem.
  • @sigma 21:21:22
    Udatne trio sisters w postaci Delfiny, Hrabiny i drabiny w uniesieniu tworzyło tragedię ludową pt. La petite drabine triste.

    Akt . I. Popołudnie Delfiny. Delfina z Faunem siedzi w piaskownicy i wytwarzają babki z piasku i hałas w równych proporcjach.

    Hrabina: gwałtownie otwiera okno i szczela w stronę źródła hałasu. Chybia - jak to kobieta. Śrut bębni po kuble, skąd wypada Sztyrlic z siatą i pośpiesznie znika z pola ostrzału. Po jakimś czasie wraca z tytułową drabiną i pustą siatą. Smutny.

    Drabina: robi afektowany wypad na jedną nogę i spiewa głośno i fałszywie o swoim tragicznym życiu. Po ukończeniu pieśni popada w samozachwyt i omglenie artystyczne.

    Hrabina: mieli w ustach przekleństwo i szczela do drabiny. chybia.

    Delfina: Briubrliu! (mocno krytycznie)

    Faun (kulturalnie): I tu bym się zgodził z przedmówcą.

    Il Professore (który akurat zbierał chrust do swego pieca c.o) - Ta drabina do wzięcia?

    Wszyscy unisono i z nadzieją: - Yhy!

    Il Professore łapie drabinę za zadnią nogę i wlecze w stronę mise en scene, gdzie ma w.w. piec c.o. Z dali dochodzą coraz cichsze przekleństwa drabiny , groźby karalne oraz próby negocjacji. Bezskuteczne.

    Kurtyna: zapada.
  • @sigma 22:03:00
    Na zakończenie oklaski. OKLASKI!


    PS. ZNienacka przeczytałam "bobki" zamiast pierwotnego "babki". Swoją drogą, coś w tym jest...
  • @jazgdyni 21:21:29
    Czemu zaśby chimeryczne? OZu, agent Ooo i Januszek na chimerę nie wyglądają...
  • @bez kropki 17:31:34
    Ależ bogomojsko wywaliłaś !!!

    Porter (czeba kupić bo nie trawię) + śmietana (nima bo wypijam) zmiksowana i coooooo?

    Muszę sie osobiście przekonać, zanim będę bluzgał.

    Może.............
  • @bez kropki 18:09:55
    Ty niemądra....
    O jakim Delfinie??????????

    Tu masz, a mua bedzie tłumaczył (marnie niestety, Ewa byłaby lepsza)

    I see trees of green,
    Red roses too.
    I see them bloom,
    For me and you.
    And I think to myself,
    What a wonderful world!

    I see skies of blue,
    And clouds of white.
    The bright blessed day,
    The dark sacred night.
    And I think to myself,
    What a wonderful world!

    The colours of the rainbow,
    So pretty in the sky.
    Are also on the faces,
    Of people going by.
    I see friends shaking hands,
    Sayin': "How do you do?"
    They're really sayin'
    "I love you".

    I hear babies cryin',
    I watch them grow.
    They'll learn much more,
    Than I'll ever know.
    And I think to myself,
    What a wonderful world!

    Yes...
    I think to myself,
    What a wonderful world!

    ****************

    Zielone drzewa,
    Czerwone róże też,
    I pączki młode,
    Dla ciebie i mnie
    I myślę sobie,
    Cóż za cudowny świat.

    Błękitne niebo
    i białe obłoki
    Czarna uświęcona noc,
    I myślę sobie,
    Cóż za cudowny świat.

    Kolory tęczy
    Tak piękne na niebie,
    I także na tych twarzach,
    tych co właśnie przechodzą,
    Widzę kumpli, miłych razem,
    Mówiących, co słychać,
    A tak na prawdę - kocham ciebie...

    Dziecko małe płacze,
    Widzę jak rośnie...
    Dowiedzą się tak dużo bardziej
    Niż ja kiedykolwiek wiedziałem
    I myślę tak sobie
    Cóż za cudowny świat

    Tak...
    Czyż to nie cudowny świat...
  • @sigma 22:03:00
    Jedziesz Mrożkiem !!!
    Co ci się stało???
    Mme, temperaturka w porządku? Poziomy płynów?
    PRc, cthw, OB, CKw, odczyn Wassermana (przepraszam, ale trzeba zrobić)???

    Drabina wam się kojarzy. Nie wątpię. To zazwyczaj taka suka, którą należy pogonić? A jeżeli ona jest kompletnie niewinna? To co? I Lasek nie może nic na nią powiedzieć?

    Oj dziewczyny, brzydko się bawicie. Znalazłyście sobie biedną drabinę, drabinę z powyłamywanymi szczeblami i po niej jedziecie.

    Wstyd.

    Panie do kątów ostrych.
  • @Maria Wesołowska 23:03:29
    Taaa....

    Myślę, że dranie nieco ostatnio zniewieścieli,

    Trzeba będzie pogonić na poligon, gdzie nie ma dezodorantowi pod pachy, a są krew, pot i łzy...
  • @sigma 22:03:00
    Tadzinek wytoczył z wyciętych, a pozbawionych Sztirlica, krzaków leszczyny ENIACa, starym zwyczajem podłączył się do zasilania, przeczekał ostrzał od strony zameczku i wszedł na jaja.be.
    O mogę ustrzelić czterechsetny koment - zauważył, ale wpierwej oddał się konsumpcji, bo znalazł nowy świeży materiał pozostawione przez osoby, które od dawna nie udzielały się tu.

    Czytając wersy Teatrzyku pod Zimną Fuzją wpadł w niemy zachwyt, połączony z zesztywnieniem ogólnoustrojowym. Trwał tak przed monitorem i pasł umysł swój słowem pisanym, czytając wkoło ów tekst. Czynności tej nie przerwały wybuchające od 00:00 (nie mylić z agentem 3X0) race, tlące się nakrycie głowy, ani przenikliwe zimno.

    Januszek wyszedłszy z racami a zauważywszy Tadzinka podszedł do niego i walnął mu siarczyste karczycho, a Tadzinek nic, a nic.
    Więc Januszek oddał się z zaciekawieniem lekturze.

    Rankiem Woyciechowa udając się na mszę zoczyła przy kompie chłopców, którzy sterczeli przy nim, nie dając specjalnych znaków życia.
    Wyciągnęła więc z torebki podręczną piersióweczkę ze spirytusem i rozdziawiwszychłopakom otwory gębowe otwieraczem do konserw wlała w udostępnione otwory po 50 gram. Boski eliksir spowodował zwiotczenie wszystkich stawów, jak i innych organów, więc można było chłopaków załadować na perpedykiel Józka, co to niby zupełnym przypadkiem się napatoczył i odwieźć na IWMS (Izba Wytrzeźwień Młodzieży Socjalistycznej), co ją w czynie społecznym prowadziła w godzinach pozahandlowych Honoratka - społeczna siostra PCK.
  • @jazgdyni 01:21:58
    Na guże ruże, Ozu-myszozu! W MOJEJ pieśni było o delfinie. to w TWOJEJ stało o tych różach-fiołkach-fikołkach. Świat jest całkiem cudowny, pod warunkiem, że nie musisz o 11 rano w środku nocy;) lecieć do awantury sąsiedzkiej, dzieci krzyczą z rozpaczy, tel. alarmowy zajęty, kosy nie wziąłeś, krew sika na boki i plami osiedle i bloki.
  • @jazgdyni 02:11:04
    O pardą! Drabina to jest żona draba. Tak się to u nas wykłada i szlus.
    :)
  • @jazgdyni 02:11:04
    Jakim Mrożkiem,, jakim Mrożkiem! Jeżeli już czymś "jadę", jak to kolokwialnie ująłeś, to ewentualnie Zieloną Gęsią, ale też nie całkiem!
    OZu, dwója z hakiem za absolutny b r a k słuchu literackiego oraz zakaz zajmowania się jw. na ćwierć wieku z zawieszeniem do lat dwóch!
    Tym niemniej skazany zachowuje prawa obywatelskie.

    Aha, dodatkowo skazany zostajesz na dożywocie za pitigrilenie się z dr Tevelde! Akces do "Gazety Wyborczej" też przewidujesz?
  • @Maria Wesołowska 22:32:52
    To są te tzw. "freudowskie pomyłki";)))

    Nb. OZu w tej branży bije wszelkie rekordy. Te jego skojarzenia! Nic, jeno Freud albo Young - czy to drabina, czy to sokowirówka - wszystko kojarzy mu się wyłącznie z dupą Maryny. Groza.
  • @tadman 02:54:06
    Akt.II
    Miejsce akcji: piaskownica i okolice.
    Czas akcji - podwieczerz.
    Delfina ze stoickim spokojem wykonuje setną babkę z piasku w formie bałwanka. Cały rant i wnętrze piaskownicy zajęty jest przez jej twórczość, której broni ponurym wyciem, więc przybyli na miejsce: Hańcia i Ewcia oraz Januszek i Tadzinek nie śmią przysiąść, jeno stoją nieopodal.
    Wykorzystując chwilę niepewności pojawia się Duch Drabiny, której doczesne szczątki ogrzały dom Profesora i śpiewa niemiłosiernie fałszując:

    Polały się me rzęsiste łzy,
    Choć przecie niedługo jest wiosna.
    Poszły precz piękne sny,
    Zostały się jeno bzy
    Oraz sosna.

    Hrabina słysząc nieznośny hałas z trzaskiem otwiera okno i szczela. Zapewne, jak zwykle, nieskutecznie, choć w wypadku Ducha Drabiny - trudno to stwierdzić. Tym niemniej Duch nie przechodzi do drugiej zwrotki, ale znika. Zawszeć sukces.

    Ostrzeliwani się rozpierzchają. Sztyrlic w kuble okrywa się blachą p.panc., którą wygrzebał na złomowcu i chrapie dalej.

    Delfina: - Briubliu (z uznaniem) - i wykonuje sto pierwszą babkę w kształcie bałwanka.

    Kurtyna: opada.
  • @bez kropki 10:56:35
    Dobra nasza! W trzecim akcie pojawi się Drab - niepocieszony wdowiec po ś.p.Drabinie. I będą śpiewać w duecie ku zgryzocie Hrabiny;)
  • @sigma 11:56:20
    Akt III
    Na miejsce akcji przybywa Drab - mąż ś.p.Drabiny. Po krótkiej chwili pojawia się Duch Drabiny. Oboje robią afektowany wypad jedną nogą do przodu i śpiewają z uczuciem, acz fałszywie w tempie andante maestoso:

    Drab (przepitym barytonem)
    Il Professore mnie wdowcem uczynił
    Dam ja mu za to popalić
    Moją małzonkę do pieca wtrynił
    Nie dało jej się ocalić.

    Duch Drabiny ( wysilonym dyszkantem z kiksami)
    Jużem drzewnym popiołem została ,
    Bezwzględnie ubita toporem
    Jeno się ze mnie dusza ostała
    Więc teraz straszę z uporem.

    Delfina: robi sto drugą babkę w kształcie bałwanka.

    Hrabina: szczela.

    Sztyrlic: zakłada dodatkowo nauszniki przemyślnie wykonane z odrzutów przemysłowych poprodukcyjnych.

    Psi: wyją.

    Kurtyna: opada.
  • @sigma 12:24:52
    Uzupełnienie:

    Drab:
    (...)
    Moją małzonkę do pieca wtrynił
    Nie dało jej się ocalić.
    Duszkiem opróżnia szklanę "utylizacji odpadów po wyrobie piernika"

    (...)

    Hrabina: szczela i poprawia śmietaną oraz zakąsza polędwicą (bez izolatu sojowego).
  • @bez kropki 13:11:16
    Bardzo dobrze - errata uwzględniona.
    Tylko Hrabina nie "zakąsza", tylko "zakansza" polędwicą (bez izolatu sojowego) oraz zmarnowanym ogóreczkiem.

    I na to zasmażka.
  • Akt
    Akt IV spotkał Draba z oddziałem drabantów i tak się przeląkł, że uciekł, schował się w garderobie i nie wyjdzie.
  • @Ywzan Zeb 14:08:08
    O, o!
    Akt.IV
    Uwagi sceniczne do Aktu IV:
    Oddział wyposażonych w halabardy drabantów zwanych częściej trabantami w zwartym szyku przemieszcza się w okolice piaskownicy. Okryci są plastikowymi karoseriami, a na puklerzach wymalowane mają wielkie czerwone litery BMW (BMW – Bakelitove Motorove Vozidlo). Ponieważ służą oni nie do obrony, jeno ku ozdobie, ich podstawową umiejętnością jest umiejętność tańczenia drabanta oraz umajanie pogrzebów.

    Drab tkwi asekuracyjnie za kubłem i dla kurażu popija zutylizowane odpady po wyrobie piernika. Ze środka Sztyrlic stłumionym szeptem domaga się równości w dostępie do odpadów jw.

    Hrabina kosym okiem spogląda na zgrupowanie nepla i ładuje gwintówkę kaczym śrutem. Jednocześnie wzmacnia strudzone ciało i ducha polędwicą jw. i barszczykiem z pierożkami.

    Oddzial trabantów w trakcie wykonywania drabanta zostaje otoczony przez Januszka i Tadzinka, którzy cichcem zaiwaniają im odłożone chwilowo halabardy i znikają jak sen jaki złoty.

    Na widok Delfiny wykonującej niezmordowanie 425-ą babkę pojawia się w piaskownicy Duch Górnika Dołowego - niejaki Алексей Григорьевич Стаханов, który wykonal normę 1475% i oddaje jej po dobroci swój Order Lenina i Order Czerwonego Sztandaru Pracy.

    Znęcony pojawieniem się nowego ducha pojawia się Duch Drabiny i w ramionach Ducha Górnika Dołowego dołącza się do pląsów drabantów.
    Widząc jawną zdradę żony Drab nie posiada się z oburzenia, ale nie czuje się na siłach aby owo oburzenie przkuć w jakiś czyn.
  • @sigma 12:24:52
    Nie, no oczywiście masz rację - Teatrzyk Zielona Gęś przedstawia.
    ja wczoraj byłem pod wrażeniem i nie bardzo kojarzyłem.
    W takich momętach kojarzynki mi się przegrzewają, tak, że mam nawet kłopoty z własną tożsamością (muszę zaczynać - Kto ty jesteś, itepe).

    Ps. A ta kurtyna to zawsze coś wyczyniała...
  • Tadzinkowe dochodzenie
    Tadzinek z Januszkiem opuścili wczesnym rankiem 1.01.2014 gościnne progi IWMS, obejmowani czułym a tęsknym spojrzeniem Honoratki, która nuciła coś pod nosem o pryszczastych gałubczikach.
    Tadzinkowi zwoje mózgowe przewiercał wolno a uporczywie kac na zmianę z resztkami wczorajszego zauroczenia słowem pisanym.
    Poranne mdłości pozwoliły mu ledwo dowlec się Nowego Portu i zalegnąć obok dziadka pod babcinym kompresem.
    Skąd nasz skapcaniały Tadzinek mógł wiedzieć, że powodem Mmowej erupcji literackiej było poranne znalezisko, którego wzmiankowana dokonała podczas sięgania pod łoże po naczynie porannej wygody. A mianowicie zamiast wzmiankowanego ustrojstwa wyciągnęła pomyślne perspektywy na cały 2014 rok.
  • @sigma 11:07:56
    To Ty mnie wrzuciłaś w ramiona strasznego doktora Tevelde!!!
    Czeba było troche pilnować jajów, a tak, jak się nic nie działo, to zacząłem z rozpaczy okrutnej wywoływać zamieszki w blogosferze. Taki już jestem i ty dobrze wiesz. Jak się mnie wsadzi na jajca, to jestem spokojny jak samica płastugi.
    Poza tym, chciałem sprawdzić, czy mnie też wywali, jak ciebie.
    Aha!
  • @jazgdyni 19:15:50
    Akt.IV cd.

    Na scenę wkracza Agent O;o przebrany za Gutanga. Pląsający trabantowie podcinają mu nogi, wskutek czego wpada z siłą wodospadu do piaskownicy niszcząc 78% urobku Delfiny.

    Delfina włącza rykson full ahead oraz tryska fontanną z ócz.

    Wrażliwa na hałas Hrabina szczela z dubeltówki siejąc śrutem pa wsjem w ramach urawniłowki.

    Jako pierwszy ofiarą pada nasz agent. Długo jeszcze będzie wydłubywał z sempiterny ziarnka śrutu.

    Drugą ofiarą jest podiziurawiony jak rzeszoto kubeł. W środku zapanowuje straszliwy przeciąg. Sztyrlic podejmuje błyskawiczną, męską decyzję. Wyskakuje z kubła i z zaskoczenia rekwiruje Drabowi zutylizowane odpady po produkcji piernika, które na poczekaniu spożywa jako panaceum na wszystkie choroby.
    Drab jest niepocieszony, bo to już druga strata w krótkim przeciągu czasu i kto wie, czy nie dotkliwsza.

    Kolejną ofiarą są trabanci, jako że karoseria pokrywa jeno górną część przodu korpusu. Reszta jest narażona na oszczał. Toteż przezornie wycofują się strategicznie na tzw.tyły, bo w końcu nie są jednostką bojową, a reprezentacyjną.

    Na placu boju zostaje więc jeno Delfina, która przebywa poniżej linii strzału, Duch Drabiny i Duch Górnika Dołowego, którzy są poniekąd odporni na kule, no i Drab.
    Bez specjalnego zainteresowania wysłuchują jojczenia Agenta O;o, które tenże wykonuje w tempie allegro skacowanym tenorem:

    Po co mi było rower odkrywać?
    Skoro i tak wolę sobie popływać
    Teraz tylko słyszę gwizdy wokół
    I nie szykuje mi się żaden cokół.

    Po wykonaniu tej smętnej pieśni Agent utykając pośpiesznie oddala się, bowiem Hrabina słysząc tę pieśń znów wychyliła się z okna.
  • @sigma 20:25:22
    "[...]Hrabina szczela z dubeltówki siejąc śrutem pa wsjem w ramach urawniłowki"

    No, no, Hrabina w ramach urawniłowki... znaczy się, że Mrożek odtąd będzie nosił Ewci worek z kapciami, by zrozumiał kto tu jest kim.

    Proponuję dla tej sztuki stworzyć osobną zakładkę, aby nie trzeba było się przedzierać przez komentarze, często wątpliwej urody.

    Akt I jest nie do pobicia; może to przez atak bez uprzedzenia?
  • @sigma 20:25:22
    Didaskalia

    "Bez specjalnego zainteresowania wysłuchują jojczenia Agenta O;o"*
    Agenta, nie bójmy się tego powiedzieć, będącego w stanie wskazującym (na przeżycie Sylwestra).
    Słysząc szczały, Delfina rozpłaszczyła się w pisakowniczce na piaseczku i tak, pod osłoną rantu piaskowniczki, zaczęła oszczyć kozik kamyczkiem z tejże pisakowniczki pochodzącym (w porywach na rancie). Ale potem zrezygnowała. Ciocia Gryzia może wszak dziekanuf i inne ryżandolo-wiszątka rzezać także tępym kozikiem. Będzie to może nawet uzasadnione historycznie?
    Babki w kształcie bałanków ewoluowały w bałwany a potem pękały z hukiem i błyskami - identyko jak ognie sztuczne sylwestrowe. Zimna fuzja patrzyła na to nie bez zawiści. Bezjedynkówki, wprost przeciwnie - patrzyły z zachwytem i nawet Hrabina przerwała na chwilę kanonadę.
  • @tadman 21:56:16
    Jak możesz? Komentarze na jajach są wszystkie jak jeden mąż i jedna żona urody niewątpliwej! Gryzelda w nerwach fuknęła i strzepnęła rozetką. Po czym poleciała rzucić okiem (albo i czem więcej) na wiszące u ryżandola postacie.
    Ale sztuka faktycznie wymiata...
  • @tadman 21:56:16
    A jeszcze jedno. Dziurawy Sztirlic przyniósł informację, że OZu będzie wkrótce dyrektorem ROMETu w likwidacji. No, na emeryturze - znaczy się OZa, a nie ROMETu.
  • @bez kropki 21:59:41
    No, zaczynam bardzo skromnie, by nie zdarzyło mi się przebić sufitu w połowie III kwartału. Muszę się trzymać nałożonych na mnie życzeniami zobowiązań na 2014 rok.

    Jeśli ryżandole są z głęboko rzniętego kryształu to tę czynność należy przenieść na ich wątpliwą ozdobę. Też im się coś należy na ten biegnący już Nowy Rok.
  • @tadman 22:10:55
    Zaczynam się bać. Gryzelda zaś zaczyna się zastanawiać, czy wobec wiejącej grozy nie zastąpić Tadzinkiem siebie samej w roli strażnika ryżandolo-zwisów (oraz w innych miejscach).
  • @bez kropki 09:59:13
    Aktr.IV cd.
    Kiedy ucichły ostatnie strzały i wybuchy bezjedynkówki wypełzły z krzaków, otrzepały się z zeschłych listków i badyli i z zastanowieniem wpatrzyły w Delfinę i jej urobek. Nawet w postaci pozostałych po zniszczeniach dokonanych przez Agenta O;o po spożyciu 22 procent - a jeszcze minus to, co wybuchło- wyglądal imponująco. W dodatku na śliniaczku błyszczał Order Lenina oraz ten drugi - oba tylko trochę upstrzone przecieranymi buraczkami. Kozik dzierżony krzepko w łapce też dodawał Delfinie powagi i godności osobistej.
    Delfina pod wbitym w nią wzrokiem bezjedynkówek przestała lać ślozy, wyłączyła rykson i spojrzała na Hańcię i Ewcię stalowym wzrokiem.
    To zdecydowało.
    - Dobra , bierzemy ją - oznajmiły jednym głosem.

    I tak Delfina dołączyła do frakcji bezjedynkówek, chociaż akurat jedynki to ona posiadała. Wyłącznie.
  • @sigma 12:20:39
    "- Dobra , bierzemy ją - oznajmiły jednym głosem. " Oczyma dusz swoich widziały bowiem ekskluzywny pojazd eksploatatorów paiskowniczki: perpedyk czasowo pożyczony od Józka (i co z tego, że bez wiedzy właściciela), oświetlony blaskiem pomyslów Tadzinka, napędzany biopaliwem (mentolowe + % Januszka/Oza + sucha markowska*), mający na dachu koguta (tu: kurfirst) oraz wydający sygnal dźwiękowy (tu: rykson by Delfina). Klękajcie narody, no! I kudy tam pojazdom uprzywilejowanym lub uprzywilejowanych do tak skonstruowanego monstrum lasków, dróg i poboczy! Nic, tylko ruszać z posad bryłę świata, czy może na posady, czy jak to szło.

    *polędwica bez izolatu sojowego została wyłączona i przeznaczona na użytek mieszkańców zameczku,
    utylizacja odpadów po wyrobie piernika też stanowi odrębne zagadnienie i nie wchodzi w zakres zasilania perpedyka
  • @bez kropki 12:35:02
    Pierwsze rozumne słowa, które Delfina wypowiedziała w improwizowanym ambulansie brzmiały:

    ALE FAJNA ROZPIERDUCHAAAA!!!!

    Damy zamarły zszokowane, a biedna Gryzelda dostała czkawki.

    Błyskawiczna, chwytająca w lot Ewcia, wychyliła się przez okno, lekko już dymiąc i wrzasnęła: - Jaaaaanuuuszek !!!! Nu pagadim!!!

    Sztyrlic zastygł. Zawsze bał się wilków.
  • Zupełnie nie na temat
    Młode pokolenie atakuje arcydzieło

    http://www.youtube.com/watch?v=kij_hHB_hyY
  • @Ptasznik z Trotylu 22:36:35
    Wgdbrrrzdręg!!!

    Walnęło dosyć mocno.




    ale zgasło....
  • Opowieści zzęzy (NIE POPRAWIAĆ!)
    Auućć! - krzyknął Januszek podskakując na jednej nodze trzymając się za stopę drugiej nogi.
    - Co to do cholery mogło być? - pomyślał.
    Rozejrzał się i zobaczył, że za rogiem domu przy Abrahama znikała grupa biegnących dzieciaków. Wtem jego wzrok padł na porozrzucane na ziemi pałki.
    - Aha, to pewnie ich właściciele dali właśnie dyla.
  • @tadman 23:49:18
    Pobucić to towarzych o Tadzinku, czy mi wybaczysz????

    Tu dlacie do rozweseliska:

    http://youtu.be/FivQ7ZSYEUo

    http://youtu.be/kU6Dz70ojzA

    i na zakończenie historia bluEsa:

    http://youtu.be/3fdTL1lYMck
  • Do wszystkich tu obecnych i nieobecnych.
    Czy Szajka zamierza zająć oficjalne stanowisko w sprawie oficjalnego zakazu wędzenia wędlin?

    Poza tym zapraszam do siebie, gdzie ZNienacka wrzuciłam post o dramacie osób odważnych, śmiałych, kolorowych, roztańczonych i wesołych, zdecydowanych stawić czoła Królikofobii i iść ku upragnionemu Transkróliczyzmowi. Króliki donoszą, że Transkróliczyści, z uwagi na krótszy czas życia królika, będą postulować obniżenie wieku emerytalnego dla transkróliczystów. A oto i link:

    http://maria-w.neon24.pl/post/104670,krolikofobii-mowimy-zdecydowane-nie
  • @Maria Wesołowska 18:35:51
    Szajka po naradzie zajmie oficjalne stanowisko z pewnością.
    Jednakże, już teraz dochodzą głosy z kuluarów, że jest jak najbardziej za wędzonką i kiełbaskami. O nie, brukselskie eunuchy - nie oddamy tak łatwo, wrrrrrrrr...óć - nigdy nie oddamy.

    Królikarnię odwiedzimy.

    Zdrufko
  • @Maria Wesołowska 18:35:51
    Qrfist wylądował zgrabnie na ryżandolu wpiwszy się z lekka w twarzoczaszkę euroentuzjasty i lustracjofoba z pchlewskiego uniwerstytetu.
    Lustracjofob wydał z siebie dźwięk niegodny euroentuzjasty i próbował wcisnąć gałkę óczną na swoje miejsce, ale tytułem huśtania się ryżandola wepchł ją sobie w otwór gębowy i przegryzł państwowym garniturem zastępczym.
    Zawartość gałki ócznej wylała się i skropiła rozetkę Gryzeldy, która tę postawiła ja na sztorc śpiewając niecosopranem "Na barykady ludu roboczy"... Ale lud miał barykady w głębokim poważaniu i oglądał kolejny odcinek z amantem Karolakiem na małej i dużej wódce.
    Wracając do ryżandolowego lustracjofoba to Qrfist zauważył, że miał ci on "nos dłuższy od nazwiska" choć se w środku zmajstrował von.
    Qrfist wyciągnął spod skrzydła monokl, wbił se go tam gdzie trzeba i zmierzył dokładnie tę jednooką łachudrę i stwierdził autorytarnie, czy jakoś tak, że ryżandolowy bez oka nadaje się na ojroentuzjastę, bo będzie nas mniej kosztował.
    Qrfist chciał troche popracować nad porządniejszym przygotowaniem ryżandolowego do pełnienia funcyj w Ojro Landzie, ale zauważył, że tapir, dzik, Gryzia (która z braku odzewu ludu gwizdała Pomoskowskije wiecziera) i Woyciechowa żywo dyskutują za szezlongiem, a podsłuchuje ich Sztirlic, co to rododendron udawał. Qrfist sfrunął z ryżandola i wpił się w wystający z rododendrona kuper agenta i ekspressowo zrobił mu z niego siedemnaście mgnień wiosny.
    Sztirlic znieczuliwszy się wyjętym z zanadrza "Krótkim kursem historii WKP(b)" oddalił się w kierunku pojemnika na odpady mokre.

    Przy głosie była właśnie Woyciechowa i mówiła, że ona sobie nie wyobraża, żeby Hrabina zrezygnowała z wędzonych węgorzy, gruszek, śliwek i oczywiście kiełbas oraz szynek, a także wędzonych płuc.
    Zapadła cisza. Qrfist chciał zabrać głos, ale uprzedził go przytomny o dziwo dzik, który stwierdził, że roboty ziemne przy tajnej wędzarni weźmie na siebie on i tapir. Ten ostatni nie zaprzeczył.
    Józek miał wykonać część nadziemną konstrukcji, a Woyciechowa miała uszyć namiot maskujący. Qrfist, który nachalnie chciał być potrzebny został wraz ze swoim kurnikiem oddelegowany do rozcieńczania zapachów, będących produktem ubocznym tajnej działalności i kierowania ich w stronę pojemnika na odpady mokre w celu ich całkowitej neutralizacji. Gryzia wyciągnęła cytrę i obiecała brzdąkaniem zwiększyć efektywność konspiracyjnej działalności.
    Gloria, która weszła do salonu momentalnie wyczuła pismo nosem i stwierdziła, że wywrotowej i haniebnej działalności w swoich posiadłościach nie będzie tolerować, bo choć nie jest euroentuzjastką i lustracjofobką, to ma cholerne poszanowanie dla prawa stanowionego i jako takiego.
    Woyciechowej oczy zrobiły się jak spodki i zaczęły jeszcze róść, ale Hrabina stwierdziła, że żartowała i należy dać odpór euroentuzjastom, co kalają staropolskie zwyczaje i, że ona może odmalować na namiocie hiperrealistyczne kwiatki i inne zielska, coby namiot wtopił się w otoczenie.
    Ustalono, ze prace ruszą już od jutra.
  • @bez kropki 12:35:02
    Kwestię transportu uwędzonych delicji załatwiał oczywiście perpedyk Józka - zgodnie z bezkropkową recepturą - oświetlony blaskiem pomyslów Tadzinka, napędzany biopaliwem (mentolowe + % Januszka/Oza + sucha markowska*), mający na dachu koguta (tu: kurfirst) oraz wydający sygnal dźwiękowy (tu: rykson by Delfina).
    Podjudzony przez Wojciechową Józek zażądał jednak procentowego udziału w biznesie.
  • @tadman 00:29:51
    W drodze pośpiesznego referendum ustalono, że tajna wędzarnia zostanie chytrze wykopana pod piaskownicą, zaś bezjedynkówki wraz z Tadziem, Januszkiem przyrzekli uroczyście palić w piaskownicy czym popadnie celem naukowego uzasadnienia wydobywającego się dymu. Oczywiście, Januszek zaznaczył, że jeśli chodzi o niego, będą to mentolowe. Nie chcąc być gorsza Delfina zgłosiła wniosek racjonalizatorski: obiecała włączać rykson w razie alarmu.
    Przechodzący nieopodal Il Professore poszukujący jak zwykle opału wywołał pierwsze włączenie alarmu, ale na szczęście Delfinę dało się dość szybko wyłączyć.
    W pewnym dystansie za Profesorem postępował smętny Duch Drabiny.
    Delfina już już miała włączyć alarm, więc na jej benefis Gryzelda wygłosiła krótki wykład monograficzny nt. rozpoznawania nepla w terenie. Oświecona w sprawie nepla Delfina popadła w osłupienie i lekką drzemkę, co wykorzystał Sztyrlic wyłażąc z kubła i podczołując się w pobliże w charakterze wiązki chrustu. Przechodzący Il Professore zgarnął błyskawicznie wiązkę chrustu i triumfalnie uniósł w stronę pieca c.o.
  • @sigma 15:08:52
    Mme zewlokła ze strychu kufer wielkości domku jednorodzinnego i pakowała doń co popadnie. Niby to tylko tydzień, ale kto wie, co się może przydać? Nieco drobiazgów dla wnuczek zasłało dno tak do wysokości okien, gdyby kufer takowe posiadał, a Mme niestrudzenie ładował dalej. Z lekka się zastanowiła przy dorodnym aloesie i go z żalem zostawiła. Boż taki aloes to właściwie przedmiot pierwszej potrzeby w szeregu sytuacji! No ale nie wchodzil do kufra w pionie, a przy próbie upchnięcia go w skosie gwałtownie zaprotestował.
    Co jakiś czas wyglądała przez okno rozmyślając, co by tu jeszcze zapakować niezbędnego i w jakiejś chwili zwrócił jej uwagę nietypowy ruch przy piaskownicy. Mme wyostrzyła wzrok, po czym dopomogła sobie lornetką. No tak... instynkt jej nie zawiódł. Lornetka przybliżyła jej tłusty zad Tapira, który zawzięcie rył wyrzucając spod piaskownicy piach jak jaka glebogryzałka mrówka. Obok tkwił Dzik i z półprzymkniętymi ślepiami coś ględził. Mme mogła przysiąc, że opowiada swoją histori ę zycia.
  • @sigma 15:08:52
    Tak cóś apropos. Lud nie za bardzo chciał pić procentowe napoje z amantem Karolakiem lub nie przymierzając z jakim Grabowskim i zdał się na własną produkcję. Z racji łamania przy tym monopolu państwowego robił to nocą.
    Posterunkowy Maliniak brał zawsze nocne dyżury i chodził na nos, gdzie najbardziej jechało bimbrem, walił w wybrane drzwi, rekwirował aparaturę, świeżutki bimberek i oczywiście zacier, który gdzieś dogorywał w kącie.
    Chłopy zrobiły naradę i następnej nocy we wsi smyrliły się pod płytą gumy, które maskowały zapach fuzli. Maliniak nie był w ciemię bity i walił do drzwi, gdzie śmierdziało z komina gumą.
    NASTĘPNEJ NOCY śmierdziało już we wsi z każdego komina. Maliniak poddał się i przystąpił do konsumpcji zarekwirowanych zapasów. Do wiosny zapewne mu starczy. Latem będzie prowadził inspekcję znanych sobie ziemianek, które nie były obecnie w użyciu, choć zima była wyjątkowo lekka tego roku.

    %

    Zimna fuzja zacierała łapki, bo zwędziła świetny pomysł bezjedynkówkom i miała zamiar wędzić cudze wędliny i mięsa na zimno bez ich zwędzaniana, bo ludziska same miały przynosić toto do piaskownicy. Zimna fuzja, jako podmiot bez osobowości prawnej mogła uprawiać ten proceder, bo nie imało się jej prawo unijne. A jakby jakiś urzędnik, albo komornik, nie daj Boże, zakłócił jej spokój to by się wnerwiła i nie była wtedy już taka zimna.
  • Relacja z pola walki.
    Gryzelda z rozwianą rozetką tricolor i obłędem w oczach usuwała wszelkie przedmioty z pola działania huraganu Delfina. Który to huragan radośnie zasuwał po całym mieszkaniu badając fascynujący świat, jednocześnie przyprawiając otoczenie o zwiększoną prędkość, zwinne ruchy, ciekawe miny i niespotykane dźwięki. Czyli dzieciątko odkrywa świat, a najbliższe otoczenie dzieciątka broni go (czyt. świat) przed zniszczeniem i ogólną katastrofą w postaci rozpierduchy. Nienacek ZNienacka usiłował Delfinę zainteresować czymś innym niż wyniki badań naukowych, proszek do prania i szklane butelki z oliwą, ale odnosiło to niewielki skutek. Znacznie bardziej tak Delfinę, jak też Nienacka interesowało, dlaczego na JajachBe wieje pustką, mroźną i przenikliwą...
  • @Maria Wesołowska 20:23:35
    Pierwsze kłopoty z małą Doną

    Dona była śliczną dziewczynką. W przedszkolu wszyscy strasznie ją lubili. Te rude kucyki, duże, przenikliwe oczy i to rozkoszne seplenienie.
    Mamusia już natychmiast po porodzie zdecydowała, że on będzie dziewczynką i wspólnie z tatusiem nadali mu imię Dona.
    Była ona grzecznym i posłusznym dzieckiem. Długo potrafiła sie sama w ciszy bawić piłeczkami. A dodatkowo była do szaleństwa zakochana w swojej straszej siostrze Andżeli. Wpatrzona w nią jak w obraz, chodziła wszędzie za nią i natychmiast spełniała wszystkie jej polecenia. Doprawdy, wielka siostrzana miłość.

    Gdy Dona miała cztery latka i w przedszkolu zaczynali właśnie zabawy i nowe lekcje z poznawania ciała, które prowadziła nowa Pani, która się przedstawiła – Koleżanka Onanka, nasza milusińska przyjrzała się dokładnie siostrzyczce Andżeli w kąpieli i zapytała:
    - Mamusiu, dlaczego ja mam siusiaka, a Andzia szparkę? My jesteśmy coś innego?
    - Nie, nie, kochanie – zaczęła pierwszy seksualny wykład mamusia i nawet tatę zawołała, żeby to poważniej wyglądało. – To jest tak: są dziewczynki z pisiorkiem i są dziewczynki z cipeczką. Dalej – są chłopczyki z pisiorkiem i chłopczyki z cipeczką. Potem są chłopczyki i z pisiorkiem i cipeczką oraz takie same dziewczynki. Potem tym dziewczynkom i chłopczykom ze szparką rosną cycuszki, a dziewczynkom i chłopczykom z siusiaczkiem rosną brody. Chłopcom i dziewczynkom z siusiaczkiem i cipcią nic nie rośnie.

    Po długiej chwili, gdy intensywne procesy myślowe uwidoczniły się na twarzy małej Dony, która przecież dopiero nauczyła się liczyć do czterech, twarz maleństwa się rozpromieniła i radośnie wykrzyknęła:
    - Już wiem! Koleżanka Onanka nam powiedziała, że to jest płeć.
    - Brawo! – krzyknął tata i klepnął mamę w pupę. – A co teraz robicie w przedszkolu? Pamiętaj, że już za rok będziesz miała 5 lat i idziesz do szkoły.
    - A my mieliśmy już pierwsze zajęcia z nową panią – odparła Dona. – Mieliśmy już gilganie, całowanie z języczkiem, ale Jarek miał kanapki z cebulą i nie smakował najlepiej. W ogóle to ten Jarek ciągle robi mi na złość. Jak mieliśmy całowanie w uszko, to wepchnął mi do ucha gumę balonówę i musiałam iść do pani higienistki, by mi ją wyciągnęła.
    - To straszne – stwierdziła mama – ale jak ja mam pogadać z jego rodzicami, gdy to straszni fanatycy. Wyobraźcie sobie, ze oni nawet chodzą do kościoła!
    Mała Dona, doprawdy chodzący komputer, kontynuowała:
    - A za tydzień będziemy mieli, jak pani powiedziała, lekcje rozkoszy indywidualnej, potem lekcje rozkoszy wzajemnej i na koniec, przed świętami, coś co się nazywa – trzy kroki do orgazmu.
    - No, no no! – zgodnym chórem mama i tata wyrazili swój podziw.

    Rodzice mieli pewien problem z Doną. Gdy tylko były wolne dni od przedszkola, a potem,gdy osiągnęła 5 lat, od szkoły. Dona wraz z grupką przyjaciółek, głównie filigranowej Sławci i masywnej i przebojowej Grzesi, grały w piłkę i regularnie spuszczały manto drużynie chłopaków, którzy nieraz wprost z babskim płaczem udawały się do domów, by szukać utulenia w ramionach rodziców. Dona była niekwestionowaną liderką, a przeciwników wycinała, nieraz brutalnie faulując.

    - Nie martw się – pocieszał mamę ojciec – jak Dona podrośnie i znajdzie sobie chłopaka, to się ustatkuje.

    Mama na to rozryczała się na całego.
    - Tak! Ale ja chcę mieć wnuuuki! Wiesz jak trudno będzie Donie znaleźć odpowiedniego chłopca!? Wszystkie te chłopaki ze szparką są wprost rozrywane, przez chłopaków z siusiakiem. Dla dziewczynek takich jak nasza Dona już nic nie zostaje.
    - A na dodatek ona teraz kocha się w Sławci, a to też dziewczynka z siurakiem!

    Tysiące rodzin w Polsce, ba... w całej Europie borykało się z problemem, który dopiero co powstał.
    Kiedyś w przyszłości Dona, jak zrobi karierę, usłyszy zrozpaczonego ojca:
    - Jak żyć pani premier !!!???
  • @jazgdyni 22:19:58
    Wątroby zła praca,
    Złe sny sprowaca. - Rzekła pchlewską chińszczyzną Gry-Zel-Da z fantazją zarzuciwszy rozetkę (tę na kuprze).

    Zły sen, to jak zły rząd, rozejdzie się przy pierwszym praniu - zaszeleściło od strony popielnika pieca, w którym il Professore spalił był wiązkę chrustu, stanowiącą jak pamiętamy kamuflaż Sztyrlica.

    Skoro więc z dwóch stron sceny (politycznej) i proscenium dobiegł tak zgodny dwugłos, nie pozostaje nam nic innego, jak stwierdzenie, że:
    - Po to TRZEBA utworzyć Szajkę, by naszych dzieci ów sen nie dotyczył;
    - Jako istoty staroświeckie a więc prymitywne a nawet mięsożerne, mamy statutowe prawo być naturalni do naturalizmu. I zgodnie z naturą i naturalizmem (kultowo i kulturowo ograniczonym, bo fszak jasnogród orzeknie iżeśmy ograniczone som) u nas są dwie płcie, określane krótko, zwięźle i prymitywnie: XX oraz XY. I fertyk, i szlus.

    W równoczasie i obokprzestrzeni Gryzelda śniła sen o końcówkach wtryskiwaczy, planowaniu (głowicy) i temu podobnych prepitetach.

    Delfina z uporem godnym lepszej sprawy bobrowała pod stołkiem, w koszu na odpady suche (umyte przed wyrzuceniem). (I od razu wiadomo, czemu Sztyrlic maskował się ongiś jako odpady mokre). Robiła im rozpirz i rozsort, rozkurz, szelest i temu podobne operacje technologiczne. Unia Europejska patrzyła na to z rozdziawioną gębą. Jej albowiem niektóre z owych operacji do łba nawet nie przyszły.
  • @bez kropki 20:18:16
    Mme podróżowała kufrem wielkości tira, tiry buksowały na zaskakującej zimie, jajacarze hibernowali, Sztyrlic rozpłynął się(?) w niebycie, nawet zimna fuzja chwilowo zaprzestała dymienia. Gryzia walczyła z mechanikami. Ryżandol postanowiła opalać (opalarką taką do odrzwi i stolarki okiennej) a to z powodu nieobecności Mme, która mogłaby być może pożyczyć Gryzi swój torebkowy podręczny miotacz ognia.
    Wiało chłodem, pustką i fędesjeklem.
  • @bez kropki 11:48:48
    Wieczorową porą Mme wracała z dobrowolnych zajęć niewolniczych, jakim oddawała się przez ostatnie trzy tygodnie z hakiem . Niestety, zepsuta klimatyzacja w autokarze sprawiała, że czuła się jak Rozalka w ostatnim stadium znanej lektury B.Prusa. Już w okolicach Mławy była lekko przyrumieniona, a w Ostródzie nawet gdzieniegdzie przypalona. Dymiąc z uszu wysiadła w Gdańsku i nadludzkim wysiłkiem woli przypomniała sobie, gdzie włożyła bilet bagażowy. Udar cieplny przeżyła jak na razie jeno po przejściu Doliny Królów bez zaopatrzenia się w coś do picia. Z tego, co sobie przypominała, było tam 55 stopni w skali Celsjusza. Coś zbliżonego własnie przetrwała wraz z gronem usmażonych pasażerów, którzy powoli wysnuwali się z czeluści autokaru na ten cudowny, zachwycający mróz.
    Nie miała nawet siły zrobić komuś awantury o próbę przerobienia jej na kaczkę po pekińsku, co już samo w sobie świadczyło o stopniu osłabienia funkcji życiowych.
  • @sigma 20:03:04
    W trzaskającym siedemnastostopniowym mrozie Il Professore tkwił na spadzistym dachu swego domu i z samozaparciem walczył o lepsze jutro.

    Dzisiaj przedstawiało się nie najlepiej, bowiem komin się zatkał i mieszkanie zasnuwał dym.

    Il Professore wywlókł na dach długi drąg, którym z całą mocą walił w bógwico w kominie, a ono ani dudu.

    W międzyczasie rozważał teoretycznie, co by to być mogło, co ów komin zatkało w nieprzekraczalnym terminie od grudnia, kiedy to komin czyszczony był ostatnio.

    Nie mogło to być gniazdo wyjątkowo nierozsądnego ptaka, bo one raczej w zimie gniazd nie wiją.

    Sam ze sobą ustalił, że jest to albo UFO, albo meteoryt.
    W odwodzie pozostawała jeszcze bomba podrzucona przez FSB, Mossad lub inszą agenturę.

    W trakcie tych rozważań, które umilały mu rąbanie drągiem w element zatykający, tenże znienacka ustąpił i z rumorem zwalił się w dół.

    Niestety, za nim zwalił się drąg zatykając komin.

    Il Professore posłał za nim wiązkę słów nie nadających się do powtórzenia, aż okolicznym gawronom wylazły gały z orbit.

    Jednak nie stracił woli walki.

    Zstąpił w czeluście domu, skąd po jakimś czasie wychynął dzierżąc długaśne narzędzie nieokreślonego przeznaczenia. Wraziwszy je w komin końcówką chwycił drąg. Jednak rozczapierzone elementy chwytające nie pozwoliły wydobyć ani jednego, ani drugiego.

    Il Professore w furii połamał nieużyteczne narzędzie nieznanego przenaczenia, po czym mamrocząc inwektywy znów zstąpił na niziny.

    Wyłonił się jednak niebawem i zawisł nad kominem dzierżąc krzepko postronek z zadzierzgni ętą pętlą samozaciskającą się, zwaną wisielczą.

    Przygodny widz, gdyby taki trwał gdzieś na okolicznej sośnie, nie musiałby się obawiać o życie Profesora.
    Tenże doświadczonym ruchem wpuścił postronek do komina i świecąc przemyślnie latarką zarzucił pętlę na drąg, po czym jednym rzutem na tzw.podrywkę drag wyciągnął!

    Oto klasyczny przykład zwycięstwa człowieka nad materią!
  • @sigma 21:18:58
    Kolejny przyczynek do wyższości ludu polskiego nad niepolskim.

    Homolkowie jakoś przeżyli straszne skutki awarii telewizora, a tu nasz Il Professore nie musiał przeżywać, bo sam świadomie odciął się od TV.
    W ramach zapewnienia sobie rozrywki, tudzież dla podtrzymania w kondycji ducha i ciała, sam sobie organizował rozrywki i trzeba przyznać, że jako Il Professore wymyślał je w sposób perfidny i utrudniał je w sposób niemożebny. Miejscowe ludziska opowiadały o tym w długie zimowe wieczory kręcąc z podziwu głowami.
  • @sigma 21:18:58
    Oczywiście, miało być: zwycięstwo d u c h a nad materią
    Nb. niezłomnego ducha.
  • @tadman 23:00:24
    Miejscowa ludność opowiadała sobie ze zgrozą wymieszaną z podziwem w stosunku 1: 1 , jak to swego czasu Il Professore walczył z zatkaną rurą kanalizacyjną.
    Oczywiście myśl o tym, żeby wezwać ekipę hydraulików, którzy po tygodniowym burzeniu domu, zdemontowaliby starą, żeliwną rurę i wstawili nową z PCV inkasując za powyższe czynności kwotę, do której przez pomyłkę by doliczyli dwa zera, z których zresztą przecież korzystali - nawet mu do głowy nie przyszła.
    Natomiast Il Professore spokojnie odkrył, że stara rura ma coś w rodzaju klapki; klapkę odemknął i starą, wypróbowaną metodą nagromadzony tamże kamień kotłowy skuł.
    Zwielokrotnione echo kucia rozlegało się po okolicy okraszane uwagami nie pozbawionymi wykrzykników, z których większośc była nieparlamentarna.
    Jak to powiada Poeta : "Umilkli strzelcy, stali szczwacze zadziwieni" nie mogąc się nadziwować bogactwu wykrzykników, jakimi dysponował Il Professore! Ech, nie ma to, jak dziecinstwo spędzone na Syberii! Jakżeż ono wzbogaca słownik!
  • @sigma 12:27:56
    Gloria, widząc - a raczej słysząc - działającego na dachu Il Professore, smętnie spojrzała na dach zameczku, gdzie kawał blachy udawał dymiącego kurka /na dachu/, a i tak dym ścielił się po salonie. Po takim ścieleniu się, wszystkie sofy i ryżandole nabywały gminnego zapachu kurnej chaty. Co Glorię nieprawdopodobnie wqrzało, naturalnie. Postanowiła przeto wypróbować zasłyszany sposób Il Professore na przetykanie komina co - jak powszechnie wiadomo - przychodziło jej łatwo. Zaczęła od zwyczajowego "noż qhna!", a potem było już znacznie gorzej. Ale z powodu obecności młodzieży i dziatek cytować Hrabiny nie będziemy. Gdy doszła do sążnistych wiązanek żołniersko-sowieckich - z przykrością stwierdziła, że sposób zasłyszany z oddali od Il Professore niestety nie działa. Zadumawszy się przeto nad losem oraz kilkoma sprawami ogólnemi, udała się do kuchni, by podczas nieobecności Woyciechowej sknocić coś na obiad.
  • @KOSSOBOR 14:36:26
    Aby skutecznie stosować opisaną wyżej metodę przetykania kominów i rur kanalizacyjnych trzeba po pierwsze primo: mieć i stosować kilka narzędzi naukowych takich jak: mesel, młot, drąg, etc. Po drugie primo, trza mieć niezłomnego ducha walki wyrobionego w ramach dzieciństwa spędzonego w warunkach survivalowych. No i po trzecie primo: trzeba być profesorem i to co zwyczajnym!
    Natomiast zastosowanie w trakcie walki z ww. materią odpowiedniego języka - służy jeno na okrasę cieżkiego losu profesora - czyli jako zasmażka,
  • @sigma 16:27:26
    "Taaa, zasmażka... hmm...." - Gloria westchnęła bezradnie, nabierając przekonania, że w jej sytuacji tytularnej za Chiny nie sprosta dymiącemu jak purchawka kurkowi i zasmrodzeniu gminnemu salonu. Chociaż przecież nos miała krótszy - i to wielokrotnie - od nazwiska. O piórach nie wspominając. Owszem, nieco przykurzonych - co skonstatowawszy, Gloria postanowiła, że ostro pogoni Woyciechową do wiosennych porządków. Woyciechowa zresztą już podążała kurcgalopem w kierunku zameczku, czując zdumiewający zapach, wydobywające się z kuchni. A przecież jej, Woyciechowej, w owej kuchni nie było!
    "Wojnę gazową pany robią, cy co?" - usiłowała domyśleć się przyczyn zadymienia i zaczadzenia, i za coś tam, czego nie mogła rozpoznać.
    Na progu zameczku Hrabina przywitała wierną sługę szerokim uśmiechem:
    - Moja Woyciechowo, jutho mamy zacnego gościa i już zaczęłam przygotowania kulinahne.
    - No właśnie czuję, pani Hrabino - Woyciechowa szybko zasłoniła pół twarzy kraciastą chustką udając, że koniecznie musi wytrzeć nos po ostrym biegu.
    Gloria, nie zwracając uwagi na wierną sługę i jej ordynarną chustkę do nosa, podskoczyła i wrzasnęła radośnie:
    - Mme whóciła!!!
    Co usłyszawszy, Stirlitz zaklął szpetnie na dnie kubła z odpadami mokrymi. Bowiem w ostatniej chwili czmychnął Il Professore spod jego kominka. Czego zwyczajnie roztargniony profesor i tak nie zauważył przecież.
  • @KOSSOBOR 17:02:33
    Mme smętnie wpatrywała się w swoje ulubione buty trapery, które po trzech tygodniach brnięcia w słonej brei warszawskich chodników, zeszły na psy.
    Nb.psy po powrocie Mme owe buty starannie obwąchały zapoznając się z najnowszymi wieściami ze stolycy. Największe ich zainteresowanie wzbudziła informacja o dzikich kaczkach, które na zimę zamieszkały w cieku wodnym naprzeciw domu Il Professore. Pani Profesorowa karmiła je co dzień rano i kaczki co dzień rano już czekały na końcu llesnej steczki wyciągając szyje, czy nie idzie i pokwakując filozoficznie.
    Od strony kaczek stolyca przedstawiała się nie najgorzej.
    Natomiast od każdej innej strony- beznadziejnie.
  • @sigma 18:08:47
    Mme nabyła w antykwariacie przedwojenny poradnik myśliwski co do polowań na kaczki. Przestudiowała uważnie okresy polowań i starała się jakoś skoordynować je ze swoimi licznymi podróżami wte i we wte. Nie wyglądało to zachęcająco, chociaż kaczuszki były spasione i całkiem ten tego. Ale bacząc na swoje rozplaćkane buty, na dodatek brzydko zaciągające stolycą - zdała się na twarożek wiejski - gdyby coś. Il Professore i Jego PT Małżonka odetchnęli z wyraźną ulgą. A tym bardziej kaczki. Znaczy - odetchnęły.

    Na zameczku tymczasem Hrabina wydawała co i raz radosne okrzyki, a nawet /skoro już niedawno zeszła na język żołniersko-sowiecki/ wycięła kilka hołubców oraz odtańczyła "Kalinkę" przy akompaniamencie własnym.
    Woyciechowa zza kraciastej chustki dopytywała się, co też pani Hrabina umyśliła przygotować na jutrzejszy dzień dla pani Mme.
    - Flaki w ogniu, moja dhoga Woyciechowo! - odparła Gloria, gdy mogła już złapać nieco tchu.
    - Aaa... A jużem myślała, że chałupa się pali! Pani Hrabino, flaki się GO-TU-JE! GO-TU-JE! No a potem przyprawia na ostro pode gustu pani Mme. I wtedy można je sobie nazwać jak się chce, nawet że to są flaki w ogniu. Ale nie wrzuca się flaków w otwarty ogień, krucafuks! - wściekła się nie na żarty Woyciechowa i popędziła otwierać okna celem wywietrzenia zameczku.
    Gloria z wyraźną ulgą udała się na wieżę, do pracowni. Ale żadna Wena jakoś nie nadlatywała. Mimo potężnego przeciągu.
  • @KOSSOBOR 21:51:27
    Pod wpływem kaczek Mme popadła w nastrój filologiczno-symboliczny, co nieuniknienie popchło ją w ramiona dramatu Ibsena.
    Jak bowiem wiadomo, najważniejszym z symboli w "Dzikiej kaczce"" jest dzika kaczka. Niczemu niewinny ptak służy tamże za punkt odniesienia dla wyobrażeń bohaterów o sobie samych i tych, którzy ich otaczają.

    Dajmy na to, stary Ekdal widzi siebie jako kaczkę zdradzoną i postrzeloną przez swojego niegdysiejszego partnera w interesach. Zraniona duma mężczyzny nigdy nie zostanie wyleczona.

    Mme przez chwilę usiłowała widzieć siebie jako dziką kaczkę - upieczoną i nadziewaną jabłkami - ale tu wyobraźnia ją zawiodła, więc zamiast tego poszła się wykąpać z mniej ambitnym dziełem pod pachą.
  • @KOSSOBOR 17:02:33
    W ten oto sposób bezjedynkówki i reszta użytkowników piaskownicy dowiedziała się, że inwigilujący raz zatykał swą osobą komin, a inną razą kamień kotłowy udając w rurze kanalizacyjnej.
    Dzieciaki zasięgnęły informacji u Woyciechowej, a ta mimo, że zajęta flakami (no, oczywiście kulinarnie jeno) udzieliła krótkiej a treściwej odpowiedzi, opartej o prowadzone badania własne:
    - Kretem juchę jedną i już.
    Dzieci udały się na poszukiwanie kreta, ale z racji mrozów i zalegającej pokrywy śnieżnej te nie miały wcale zamiaru walczyć z zatykaczami kominów, tudzież rur kanalizacyjnych.
    Il Professore nie mógł czekać do wiosny, więc zaczął prowadzić badania własne, ze skutkiem już opisanym.
  • @tadman 02:02:42
    Tadziu, chapeau bas! My tu dumamy i dumamy, co by to mogło było złośliwie utknąć w kominie Il Professore, a nie przychodzi nam do głowy najprostsze (genialne w swej prostocie) rozwiązanie!
    Oczywiście, był to jak zwykle Sztyrlic, który podczas mrozów zalągł się tamże myśląc - jakże błędnie - że nikt go stamtąd nie wykurzy. Łeh, łeh...
    I tak ma padalec szczęście, że Il Professore go w w tej kanalizacyjnej rurze potraktował jeno meslem po łbie, a nie potraktował kretem i tym powinien się pocieszać.
  • @sigma 12:33:13
    Miał ci on szczęście wielkie, że Il Professore nie sięgnął po stary środek domowy zwany zajzajerem (od niem. Salzsäure) i byłoby nie dość, że po jewropiejsku to na dodatek okulista byłby na bank.
  • @tadman 14:52:22
    Wczoraj wieczorową porą odbył się w zameczku tajny panel dyskusyjny. Dyskutanci (Hańcia, Ewcia) omówili szereg nurtujących nasz nieszczęśliwy kraj problemów docierając skutecznie do przyczyn tychże. Niestety, nie znalazłszy remedium na powyższe problemy - w ramach zalewania robaka frustracji - bezjedynkówki obżarły się truskawkami z bezami i śmietaną, co w jakimś stopniu osłodziło im ten smutny fakt.
  • @sigma 09:18:12
    Niektórzy to mają się dobrze - pomyślał Tadzinek kręcąc się wokół piaskownicy. Usiadł na obramowaniu, ale mróz go wnet przegonił.
    Zebrał się na odwagę i poszedł do mieszkania Januszka.
    Zadzwonił. Drzwi się otworzyły, ale nie była to niania tylko jakaś dziewczynka.
    - Ty czego? - burknęła.
    - Ja do kolegi, no do Januszka.
    - Januszka? Tu takiego nie ma.
    - Madziu! - dobiegło z głębi mieszkania - Z kim rozmawiasz?
    Po chwili pojawiła się pani i po krótkiej rozmowie Tadzinek usłyszał, że taki tu już nie mieszka, ale zostawił list. Pani wręczyła
    kartkę w kratkę
    złożoną w czworo. :)
    Tadzinek podziękował, szurnął nogami i zaczął schodzić schodami. Przysiadł na parapecie okna, rozwinął kartkę i zaczął czytać.

    ***List umrzyka***
    W oparach absurdu, nad duchem piaskownicy, z popiskującą cicho w kącie zimną fuzją, która wędrowała między światami, jak tylko chciała, unosiły się duchy Januszka (z mentolowym, a jakże), Agenta 0:o i Gutanga.

    Wzruszył ramionami i powiedział do siebie na głos:
    - Chyba zwariował, albo za dużo mentolowych wypalił.

    Styrlitz, ta ruska swołocz, przy pomocy wiernych siepaczy z oddziału Smiersz...

    - Ee, chyba śmierć - pomyślał.

    łysola SL i wąsacza KJW, wreszcie ich dopadli i unicestwili. Jednakże, jako prymitywne komuchy, nie zdawali sobie sprawy, że za granicą oparów absurdu istnieje inny świat, lepszy, bo duchowy.

    - Dziwne - pomyślał Tadzinek - przecież podobały mu się te nad granicą absurdów, czemu dawał wyraz na piśmie.

    Bezjedynkówki, które po ciężkiej zimie znowu wychyliły nosy, wydawały się nawet zadowolone z takiego obrotu sprawy, bo mogły terz swobodnie spacyfikować Tadzinka.

    Tu Tadzinek poruszył się niespokojnie.

    Brak równowagi w naturze niestety nie rokuje dobrze...

    - Ja pierdzielę - powiedział Tadzinek - Januszek w tym lepszym, duchowym świecie wpadł w ręce jakiejś genderówy, co to kwoty damsko -męskie ustala.
    Tadzinek aż pokraśniał na licach, że mu taki genderyzm przez zęby się przecisnął.

    Hmm, pod tym wszystkim nie było podpisu, więc nie było wiadomo czy toto spłodził Januszek, czy też ta cała Madzia. No, ale tylko Januszek pisze terz.

    - To chyba jakaś prowokacja - pomyślał Tadzinek i złożył kartkę w óśm, włożył do ust i zaczął delikatnie przeżuwać, aby najmniejszy ślad nie pozostał po owym liście. Papier miał smak wybitnie papierowy.
  • @tadman 21:52:16
    Tymczasem z pojemnika na odpady mokre dawał się słyszeć smętny, choć przychodzący z wyraźnym trudem zaśpiew: "Hej-hooo, na Umrzyka Skrzyni i butelka ruuumuuuu". Bowiem wymówienie "umrzyka skrzyni" było dla Stirlitza absolutnie niemożliwe, nawet po udanej akcji i butelce stolicznej. W samą porę przyszła Woyciechowa by wyciepać resztki wczorajszej uczty Mme i Glorii, czym skutecznie przerwała nawiązywanie Stirlitza do "Umrzyka Skrzyni" i zniknięcia Januszka. Na nieme pytanie Tadzinka syknęła:
    - Mamamadzi. Nie Madzia. Zapamiętaj, smarkaczu: mamamadzi to napisała.
    - Aaaa... odpowiedział Tadzinek i posiadł jasne przekonanie, iż kompletnie nie wie, o co chodzi z tym Januszkiem.
    Tymczasem zapadał zmierzch i Tadzinek z trudem rozpoznał siedzącą na trzepaku Hańcię, która kiwała giczołami.
    - Może ty wiesz, gdzie podział się Januszek? - ucieszył się Tadzinek.
    - Wiem, ale nie powiem - szybko odpowiedziała Hańcia. - Januszek udał się na Ścianę Wschodnią, celem nawiązywania europejskich stosunków. Ale to tajemnica - dodała stanowczo.
    - Jasssny gwint! - Tadzinek zasyczał przeciągle. - No ja cię kręcę...
    - I on już stamtąd nie wróci, bo stamtąd się nie wraca, mimo nawiązania tych tam, no... - dodała Ewcia, właśnie wychodząca z domu z pajdą chleba z wodą i cukrem.
    Dzieci zgodnie zasiadły na trzepaku i skonsumowały podwieczerz. Tymczasem zrobiło się już całkiem ciemno, przeto wszystkie udały się do domów na wieczerz, bowiem były już bardzo głodne. Nawet Tadzinek, mimo skonsumowania pewnej porcji celulozy odczuwał te niepokojące świerszcze w brzuchu, które zawsze sprawiały, że drogę do Nowego Portu odbywał lotem koszącym. Pod drzwiami już słyszał szczęk rozstawianych przez babcię Nińcię talerzy na stole, poczuł zapach smażonych ziemniaków i stwierdził, iż mimo mamymadzi i umrzyka sprawy świata tego toczą się względnie normalnie, czego widomym znakiem jest ciepła kolacja.
  • @wred 13:41:43
    No właśnie tylko na Jajach jest spokój! :)
  • Hej, igrzyska.
    Hen w odległym mieście Soczi,
    przecierają wszyscy oczi.
    Ci, co skaczą i biegają,
    nową miłość wszyscy mają.
    Nawet ta okropna Zocha
    kocha dziś Kamila Stocha.
  • @KOSSOBOR 19:02:36
    Wykonawszy sobie ujutną ziemlankę pod piaskownicą, Tapir sapiąc ściągnął tam swoją kanapę, przed nosem Woyciechowej gwizdnął suszący się pledzik w szkocką kratkę, po czym wlazłszy do swej nowej kwatery głównej zwalił się na kanapę, kopytka przykrył pledzikiem i zachrapał.
    U góry nudząca się jak mops zimna fuzja zadrżała w posadach, bo Tapir chrapać lubił i umiał.
  • @wred 10:05:01
    Januszek zapomniawszy, że dopiero co uprawiał kult Opary i to mimo ostrej i bezkompromisowej krytyki zarówno owego kultu jak i owego pana przez bezjedynkówki i Tadzinka - z marszu przerzucił się na kolejnego bożka, któremu zaczął oddawać wienopoddańczy hołd - a mianowicie na złej sławy dr Tevelde, naszego nieocenionego cenzora Targalskiego, którego okadzał z dużą gorliwością i samozaparciem, choć bez wzajemności.
    http://naszeblogi.pl/44301-bohaterowie-neonu24
    W wolnej chwili nawet zbudował nieduży ołtarzyk Coryllusowi, choć tu nie tylko o wzajemności mowy być nie mogło, ale nawet choćby o minimum kurtuazji.
    Wreszcie niesmiało ustawił się sam na ołtarzyku obok Seawolfa, Ściosa i i Coryllusa oczekiwał na piesni uwielbienia ze strony fanów. Jednak - hélas - doczekał się jeno gradu ogryzków ze strony zniesmaczonych bezjedynkówek oraz celnie ciśniętego przez Tadzinka zgniłego pomidora.
    Upragniona Sława za Chiny Ludowe nie chciała go otulić swoim płaszczem.
  • @wred 13:41:43
    Nie ubeckie robaczki, baranie, tylko WSIowe.

    Zapamiętaj wreszcie: Neon = WSI. Wojskówka czyli razwiedka. Lobby prorosyjskie, proatomowe, antypolskie, antykatolickie.

    Natomiast jeżeli szukać ubeckich robaczków, to prędzej Gapol = lobby proizraelskie, proatomowe, antypolskie i antykatolickie.

    W sumie - jeden diabeł. Nie piszę się ani na okupację sowiecką, ani Judeopolonię.
  • @tadman 21:52:16
    Na szczęście zimna fuzja długo w osamotnieniu nie trwała, bo po chwili przylazła tam ta nowa, niejaka Madzia. Z kieszonki fartuszka pożółkłymi paluchami wyciągnęła gwizdnięte mentolowe i zapałki, po czym przysiadła ciężko na parapecie piaskownicy i zaciągnęła się aż po opadnięte fildekosowe pończochy, wskutek czego gumowe podwiązki rozprysły się uszkadzając okoliczne krzaki leszczyny, bo Madzia rozkasłała się nie na żarty - co najmniej jak ofiara szczepionki przeciw kokluszowi.
    .- Job twoju mat - odezwała się wnerwiona leszczyna, po czym zgnębiony Sztyrlic wlazł z powrotem do kubła na odpady mokre.
  • @sigma 18:24:46
    Tuż za Madzią nadciągnęła mamamadzi, o fizjonomii dziwnie przypominającej znanego nam tu już dra Tevelde. Mamamadzi, jak to mamamadzi zatarła rąsie, postanowiła zrobić na Madzi /nawet mimo tych fildekosów i rozpryśniętych, sparciałych gumek/ konkietę, a następnie, jak to zwykle mamamadzi miała w zwyczaju..............................
    Nawet zimna fuzja, która lekce sobie ważyła okoliczności, była pod wrażeniem i trzęsła się - nie wiemy, czy z zimna, czy ze strachu.
  • @sigma 14:58:12
    Noż kurna, żal mnie Januszka.
    Poniewiera się gdzieś tam u starozakonnych a tu mógłby przecież nadal wkurzać i chamów i żydów jako rozkoszny enfant terrible.
  • @Ptasznik z Trotylu 20:42:50
    Przeca sam tego chciał, Januszek Dyndała jeden!
    A chcącemu nie dzieje się krzywda.
    A wyraźna skłonność do uprawiania kultu jednostki została u niego wykryta już za wczesnego Opary, którego tak swego czasu wenerował.
    Musi, ten typ tak ma.

    Nb.sama nie wiem, co gorsze: Opara czy Targalski. I to na domowym ołtarzyku! Kogoś pogięło na ament i tyle.
  • @wred 09:46:23
    Wrzaski w piaskownicy zirytowały Glorię, która akurat wzięła i zastanawiała się nad dwoma nowymi artykułami. Zastanawiała się tym bardziej, iż były one non profit, a jedynie ad majorem Dei gloriam. Nie mogąc się skupić, zawołała Woyciechową:
    - Moja dobha Woyciechowo, phoszę zobaczyć, co te nathętne bachohy wyhabiają w piaskownicy. I coś z tym zhobić!
    Wierna sługa, poza tym, że nie miała oczywiście wyjścia, sama chętnie pogalopowała do piaskownicy, bo już miała wszystkiego dosyć: wrzaski przeszkadzały i jej, owszem nie w wymyślaniu artykułów /te pańskie fanaberie!/, a w równiutkim krojeniu pora, po prawdzie.
    Za chwilę ciągnęła po trotuarze niejakiego Wredka, zasmarkanego i rozcierającego skopane dupsko. Wredek usiłował wyrwać się Woyciechowej i stale wrzeszczał, że on musi, no po prostu musi! Krzepka Kaszubka nie dała sobie dmuchać w kaszę, ani w ucho, naturalnie:
    - Czy ty, smarkaczu, ciągle musisz nam zawracać głowę? Poha, tfu! pora nie mogę przez ciebie pokroić! - wkurzyła się nie na żarty wierna sługa.
    - Ale ja po prostu nie mogę przestać, psze pani! - chlipał Wredek, zasmarkawszy się już na ament. - Ja Makiawel jestem! - dorzucił skromnie.
    - Ja ci dam Makiawela, czy tam coś! - wrzasnęła Woyciechowa, mając w pamięci nie pokrojonego pora do zupy. - Jak masz nadmiar czasu, to zawracaj głowę niani!

    - Co to za szahpanina, moja Woyciechowo? - rzuciła Hrabina przez okno i lorgnon.
    - To jakiś Makiawel tak wrzeszczy, pani Hrabino. - Znaczy wrzeszczy, że on musi i szlus.
    - Musi to na Husi, dhoga Woyciechowo. A czemuż on taki zasmarkany i horcierający skopaną sempitehnę jest?
    - No mówi, że to niby przez tego Makiawela i inną smarkaterię z piaskownicy - ja nic z tego nie rozumiem, proszę pani Hrabiny. Jeszcze, pohaniec jeden, narzeka na jakieś ołtarze, które stawia, ale nie stawia. Ołtarz to jest u nas w kościele. No ja naprawdę niczego nie rozumiem, co tu się wyrabia! - Woyciechowa była już bliska zalania się łzami.
    Gloria, nie chcąc oglądać w jasny dzień ordynarnej, kraciastej chustki do nosa swojej wiernej sługi, powiedziała szybko:
    - Phoszę dać Makiawelowi dhopsa i natychmiast odesłać smahkacza tam, skąd przyszedł. Sthaciłam do niego ciehpliwość! Już więcej bachohowi dupska nie uhatuję! Ostrzegałam go wielokhotnie, wubhaniałam od złego, kazałam ładnie się bawić w pihatów i śledziki, ale smahkacz jest niehefohmowalny! Jak mu się doktoh Tevelde dobierze do skóhy, to dopieho będzie wrzask! Ale już nie pod oknami zameczku! Szlus! - strzeliła na koniec oknem, aż zachwiała się wieża.
    Gloria była mocno wzburzona, ale co z tego, skoro koncepcja i chęci do do pisania artykułów non profit uleciały jak sen jaki złoty. Mimo koncertu skrzypcowego Czajkowskiego w fenomenalnym wykonaniu Michele O'Clair.
  • @wred 09:46:23
    Januszek doniósł kolejne naręcze kwiecia i pracowicie przystroił nimi ołtarzyk, na którym ustawił figurę wielkości naturalnej z prawdziwego plastiku przedstawiającą dr Tevelde. Dr Tevelde jedną ręką wskazywał świetlaną przyszłość Polski jako Judeopolonii, a drugą podtrzymywał makietę elektrowni atomowej produkcji Areva. Wyraz twarzy miał nie do opisania, ale ogólnie obrzydliwy.
    Januszkowi to nie przeszkadzało. Rozpromienionymi oczami wpatrywał się w cudną postać okadzając ją trociczkami i odganiając Qrfirsta, który usiłował usiąść na głowie dr Tevelde w celach dwuznacznych.
    Kult jednostki odchodził na całego i jego lojalność wobec nowego bóstwa była nie do przełamania przez jakiekolwiek ogryzki czy zgniłe pomidory, które usłały podnóże figury oraz nieco zanieczyściły ubranko Januszka.
  • @KOSSOBOR 15:25:18
    Wrzucona w krzaki figura byłego bóstwa, niejakiego Opary (gipsowa, skala 1:1) zasypana zwiędłym kwieciem i ogarkami świeczek nie posiadała się z oburzenia.
    Strąciwszy ze wstrętem pomiętą szarfę, na której stało jak byk napisane pozłotką: "Najdroższemu Oparze od największego wielbiciela, Januszka" - fiigura powstała na równe nogi, splunęła, cichcem podczołgała się do klęczącego przed dr Tevelde Januszka i przydzwoniła mu kawałkiem cegły po łbie.
  • @KOSSOBOR 15:25:18
    Siedzące na rancie piaskownicy bezjedynkówki żarły pestki słonecznika i dyndając nogami zastanawiały się nad sensem istnienia Januszka.
    Nie doszedłszy do nijakich pozytywnych wniosków i zmarzłszy, wlazły do ziemianki Tapira i korzystając z chwilowej absencji Tapira, rozwaliły się na kanapie, dorzuciły do tlącego się pod wędlinami ogieńka i wstępnie skontrolowały, czy wędzenie przebiega prawidłowo zjadając kilka kawałków jałowcowej i nieco szyneczki.
    Przebiegało (wędzenie) prawidłowo, nie było co do tego wątpliwości.
  • @KOSSOBOR 15:25:18
    Zanim niedoszły Makiawel zniknął na horyzoncie Mme profilaktycznie skopała mu cztery litery. Była to forma przypomnienia, że łgarstwo ma krótkie nogi.
    Potem zaś zaczęła się zastanawiać, czy jednak nie powinna opublikować artykułu pod jakże obiecującym tytułem "Penis a Jerzy Targalski" , którego z nadmiaru dodbrego wychowania swego czasu nie opublikowała. Teza wstępna ujęta w tytule była dobrze udokumentowana.
  • @wred 17:26:20
    Krakowiak lub oberek wywijany przez dwóch facecików, z których Januszek z góry ustawił się w pozycji zwanej przez Michalkiewicza "podległą" oznaczał, że w istocie kogoś tu pogięło do reszty.

    No cóż, jak to ujęła Iza, jeśli ktoś lubi chodzić w pampersie, to jest to jego sprawa, byle nie afiszował się swoimi skłonnościami na jajach be.

    Gipsowa figura Opary, który jedną ręką wskazywał świetlaną przyszłość Polski jako republiki sowieckiej, a drugą trzymał makietę elektrowni atomowej produkcji radzieckiej - leżała potrzaskana kopytami dziarskich, tańcujących chloptysiów, których sylwetki niknęły hen, na horyzoncie.
  • @wred 17:26:20
    Było to nie tyle pandemonium, ile panopticum - uznały zgodnie Gloria i Sylvianne. Po czym bardzo zadowolone, że niesmaczne przedstawienie się wreszcie skończyło, poszły do zameczku na herbatkę i truskawki z bezami i śmietaną.
  • @sigma 17:58:07
    Januszek rozwinął prześcieradło, co je zwędził z szafy, a na nim miał napisane maminą szminką "POTWORY, POCAŁUJTA MNIE W ...".

    Trochę trudno mu było owo prześcieradło utrzymać w stanie nadającym się do czytania, bo orłowski wiatr co rusz je zwijał. Januszek dwoił się i troił i trzymał ono to z jednej, a to z drugiej strony.
    Z leszczyny wygramolił się Sztirlic, co to między Polaki lubił swary rzucać, i złapał za drugi kraniec prześcieradła i wtedy pisanie stało się w pełni czytelne dla otoczenia.

    W wieży zameczku pokazała sie postać Mme i Glorii. Ta ostatnia trzymała dwururkę, co to na Tadzinka miała nabitą i wypaliła z obu rur w stronę trzymających prześcieradło. Tradycyjnie chybiła i tą razą.
    Ale co to? Januszek rzuca prześcieradło na ziemię, a za nim Sztirlic, bo zza leszczyny wybiegła pomstując głośno niania:
    - Ty paskudny huncwocie, najlepsze adamaszkowe prześcieradło doktorowej spaskudziłeś! Już ja ci pokażę!

    Sztirlic czmychnął do kubła na odpady mokre, a Januszek schronił się pod opiekuńcze skrzydła przyjaciela doktorostwa, starego weterynarza dr Tevelde. Ten mu krzywdy nie da zrobić, o nie.
  • @sigma 17:58:07, @ tadman
    Natomiast przy czekoladowym suflecie Gloria westchnęła:
    - Ach, widzisz, Sylvka, szczęśliwe takie dzieciństwo...
    - Nooo... - Mme dłubała srebrną łyżeczką w suflecie, wyciągając miękką i ciepłą czekoladę. - Ale że co?
    - Popatrz, życie płynie, sphawy się dzieją, a taki bachoh nie pamięta dnia wczohajszego. Jakby życie zaczynało się każdego hanka od nowa. Chodź, sphóbujmy tak!
    - Dobra, ale co zrobimy z wczorajszymi rachunkami za gaz, na ten przykład? - trzeźwo zauważyła zawsze trzeźwa Mme.
    - Upijemy się! - Gloria podskoczyła z radości i klasnęła w dłonie.
    Na to przyleciała Woyciechowa, trzymając w jednej ręce dwururkę, w drugiej pół litra, a w trzeciej ogórki:
    - Ale najsamwprzód pani Hrabina wypali do smarkacza! - powiedziała zdyszana.
    - A co, znowu khadnie phąd?
    - Nie do tego! - zdenerwowała się wierna sługa. - Do tego, co mi macha przed oknem zapaskudzonym prześcieradłem! W biały dzień, pani sobie wyobraża?!
    - W żadnym hazie sobie nie wyobhażam - odrzekła Gloria, złożyła się do strzału i - jak zwykle - spudłowała, chociaż była pewna, iż tą razą nie spudłuje. Efekt jednak został osiągnięty - niania zwijała zapaskudzone prześcieradło, pomstując przy tym i używając brzydkich wyrazów.
  • @KOSSOBOR 19:19:07
    - A nie mówiłam, że to idiota - zauważyła Mme znienacka gdzieś w okolicach trzeciej fiżylanki zielonej herbaty.
    Gloria przytaknęła, choć była już tematem lekko znużona, bo przecież trzeba było jeszcze omówić politykę międzynarodową, a pora robiła się późna i koty już chciały iść spać.
    - Niie widzę żadnych okoliczności łagodzących - oznajmiła więc zimno. - Jeżeli masz ochotę, możesz go odstrzelić. Ja tam nie będę już się sprzeciwiać.
    Na te złowieszcze słowa światła przygasły, miotane wichrem gałęzie załomotały w okno, a Woyciechowa zaczęła dzwonić w kuchni na zmianę garnkami i zębami.
    i tak "Operacja Januszek" weszła w fazę Endlösung.
  • @tadman 18:46:57
    Dr Tevelde z typowym dla starszych i mądrzejszych zacięciem do zbączeń zaczął też natychmiast namawiać Januszka, aby poświęcił prześcieradło na sztandar LGBTI, co ten ostatni z entuzjazmem zatwierdził i poleciał do domu po pudełko z farbkami.
  • @sigma 20:21:32
    Pozorny spokój spokojnie bulgotał. Pod warstwą oliwy na falach, działo się (nie „działo” rozumiane jako „armata”, tylko „wyrabiało się”). I tak, niereformowalny jeden westchnął i aż go wyrzuciło z piaskowniczki, jedna taka bezprzestankowa wypadła a areopagu (na szczęście nie był to aeroplan, tylko inna zbitka literek), hamulcowy hamował rozwój cenzury (robiony onże rozwój dla dobra naszego powszedniego, ofkors) i się burzył przeciwko logice dziejów. Gryzelda przeganiała tego mordercę Stefana F. a Ruda Tantalowa następowała jej na pięty. Dziekan na żyrandolu się bujał po dawnemu, tyle tylko, że w towarzystwie kołnierza ortopedycznego. Poza tym zaprosił na kafkę prokuratora. No i tak się razem raczyli Kafką. Wiosna lękliwie wyglądała zza krzaków ściętej leszczyny (co też porabia Sztyrlic – agent wiosna i czy go aby Il Professore spalił skutecznie??)
    Wędzenie stawało się bytem zagrożonym wyginięciem, Gryzia postanowiła więc zrobić zapasy suchej markowskiej (powiesić w lodówce i przez pół roku odkrawac po zuchelku).
    Na marginesie dżendera Gryzia podniosła też larum - oto dzieci nie miały prawa wyboru rodziców. Taka dajmy na to Dona została siłami natury (czyli po najmniejszej linii oporu i bez prawa do samodecydowania) rzucona między MamęDony a TataDony. I nikt jej nie spytał o zdanie czy by nie wolała Andżeliny Dżoli z Bratem, nie, z tym, no, BRADEM (PIT-em).
    Opary (absurdu?) oparzały ostatnich mohikanów/mohikanki/mohikanięta oraz inne mohi-płcie. Gryzelda przewiercała wzrokiem owe opary i obaczyła w nich praktykę Mysiej. Mysia, jak to mysia, nie myślała nic, jeno podgryzała.
    Aaaaaa, to już lepiej wrócić do lepienia bałwana.
  • @sigma 20:21:32
    Endlosung szarogęsił się jak prawdziwa szara eminencja. Oto znów ze 7 komentów się zdematerializowało - bez słowa, wieści i śladu przepadło w akcji. Ciekawe czyje tym razem?
  • @bez kropki 09:52:34
    "Oto znów ze 7 komentów się zdematerializowało - bez słowa, wieści i śladu przepadło w akcji. Ciekawe czyje tym razem?" - usłyszałą Hrabina w słuchawce telefonu.
    - Moja dhoga, to chyba dotyczy tego małego Whedka, co dokazywał z doktohem Tevelde. A potem się zasmahkał. Nic już na to pohadzić nie możemy. A nawet już nie chcemy, bo ileż można?! Noż q.! - dorzuciła Gloria jak to miała w zwyczaju.

    Z drugiej strony wszyscy żałowali Januszka - ale przede wszystkim za nieobecność na Jajach. Był nieodzowny i dawał asumpt do jajcarzenia. Cóż, nic nie trwa wiecznie.
  • @KOSSOBOR 14:51:48
    A Januszek niecnota w tym czasie dokonał iście diabelskiej sztuczki, a szło to tak.
    Najsampierw osobiście skolapsował, następnie przenicował się przez czarną dziurę w inny wymiar, a tam multiplikując byty dał się zauważyć tu i tam w formie pisanej.
    Jeden z bytów udało się zauważyć na niezalezna.pl, gdzie ów w dużej komitywie z drem Tevelede zajął się uzdrawianiem chorej rzeczywistości. Rzeczywistość nie mając przy uzdrawiaczach nic do gadania poddała się, choć z oporem, nieprzyjemnej operacji zwanej rewitalizacją połączonej z resuscytacją.
    Jak donosi wszystkowiedzący Qrfist efekty będą wkrótce.
  • Tadzinek się nudził,
    bo od dwóch dni pogoda była tak fatalna, że nawet psa... Tadzinek starym zwyczajem zszedł do piwnicy i oddał się zajęciom własnym. Babcia nie nachodziła Tadzinka, więc mógł pracować w spokoju.
    Babcia była zajęta naprawianiem szkód, które sama zrobiła, a mianowicie w widocznym miejscu sukienki z grempliny dla doktor Bąk wypaliła starym żelazkiem z duszą solidną dziurę. Musiała biedaczka użyć swojego całego kunsztu krawieckiego, aby sukienka nie zdradzała owej katastrofy.
    Drugiego dnia babcia zeszła do piwnicy, a spłoszony Tadzinek usilnie chciał coś ukryć za plecami.
    Babcia podeszła do wnusia i zręcznie mu ową rzecz wyłuskała.
    - A co to, drogi wnusiu? - zapytała trzymając w ręku cudo wykonane z tektury, bogato ozdobione różnokolorowymi papierkami z czekoladek, a na czymś w rodzaju półki stały dwie figurki.
    - A to jest ołtarzyk - na zamówienie - dodał Tadzinek.
    Babcia pokręciła głową.
    - Ten z prawej jakiś taki mglisty, a ten z lewej wygląda jakby go w pralce Frania ktoś wyprał, a na dodatek jeszcze dobrze odwirował.
    Tadzinek milczał, a w międzyczasie babcia się rozmarzyła i zaczęła:
    - No ładny ten ołtarzyk, wnusiu, ale my w krasnodarskiej sztrafkompanii mieliśmy naprawdę piękny ołtarzyk. Cały był w czerwieni, zasuszonych kwiatach, a na nim był postawny mężczyzna, z sumiastym wąsem.
    - Ten mój też ma wąsa - wtrącił Tadzinek.
    - Ten cherlak nie ma wąsa, zapamiętaj to sobie. No a ten z wąsem okazało się, że jest zwykłym kurduplem, i to fizycznie i umysłowo.
    - Chodź wnusiu na górę, umyjesz ręce i dam ci raczuchów.
    - Nie, znowu racuchy. One są takie zatykające, bo robisz je na śmietanie, a potem mnie zgaga piecze.
    Babcia się uśmiechnęła, lekko zmierzwiła Tadzinkowi włosy i powiedziała:
    - Na zgagę to musisz poczekać z czterdzieści lub pięćdziesiąt lat, a na dodatek to lepiej nie przedrzeźniaj dziadka.
  • @bez kropki 09:44:50
    Brat (ten od Andżeliny) wypełniał własnie PITa i nie miał czasu na głupstwa i inne takie tam czynności zbliżone, jak liczenie dzieci i bawienie się w ojca Wergilusza, toteż Dona miała wszelkie szanse dokonać wyboru nie tylko płci, ale rodziców, a nawet poglądów bez jakichkolwiek przeszkód.
    Przemyślawszy problem wybrała swoją mamę i tatę nie bacząc na to, że ma okropnie przestarzałe poglądy, w skutek czego nie będzie się mogła skutecznie i postępowo samorealizować.
    Brat po skończeniu PITa był oburzony wyborem Dony, ale było już za późno.
  • @KOSSOBOR 14:51:48
    Januszek tymczasem w nowych okolicznościach przyrody z wrodzonym sobie zacięciem bił się w cudze piersi oraz odkrywał coraz to nowe rzeczy. Najpierw odkrył rower,a zaraz potem koło. Potem zaś postanowił zostać ni mniej, ni więcej - sumieniem blogosfery i autorytetem moralnym.
    Odkrył, że Ukraińcom "chodzi o coś bardzo ważnego. Nie tylko o przejście na stronę Europy i uniezależnienie się od Moskwy. Czułem (już dawno) i chyba słusznie, że im chodzi o ostateczne pozałatwianie wszystkich spraw. O całkowitą suwerenność państwa, o prawdziwą demokrację i rozliczenie się z gangsterskim okresem, jak to nazwała prof. Staniszkis, post-komuny.
    Wstyd mi, że 25 lat temu nie byliśmy tacy mądrzy, jak Ukraińcy teraz. "

    W odróżnieniu od Dony - czuł się całkiem spełniony.
  • @tadman 22:40:04
    Tadzinek w głębokiej tajemnicy przed samym sobą ugadywał się na boku z Qrfirstem w kwestii strasznych skutków uzdrawiania rzeczywistości przez zgraną szajkę, czyli dr Tevelde oraz Januszka.
    Qrfirst jednak stwierdził półgębkierm, że zamierza pracować w dyplomacji i nie jest uprawniony do ujawniania tajemnic wagi państwowej, po czym się nadął, wskoczył na grzędę i udawał, że się pogrążył w medytacji.
    Tadzinek natychmiast porozumiał się sam ze sobą, zaszedł wredny drób od dzioba i przyłożył mu miotłą po grzebieniu, żeby sobie ten za wiele nie myślał.
    Uzdrowiony Qrfirst natychmiast przekazał wszelkie informacje.
    I tak to Tadiznkowi udało się uzdrowić choć ten fragment rzeczywistości, choć metodę zastosował prymitywną i głęboko niepoprawną politycznie.
  • @sigma 19:40:53
    Mme nie bacząc na rzeczywistość, która skrzeczała coraz ohydniej, zaczęła prace ogrodowe, które jakże współgrały z rzeczywistością!

    Grabiąc i paląc podśpiewywała sobie dumkę ukraińską:

    Trzech rezunów z Ukrainy
    Wzięło w pracy nadgodziny,
    Bo ta praca się opłaca,
    bo za Majdan niezła płaca.
    Oj diridi da, u ha!

    Tu wycięła niezbyt udatnego hołubca, potknęła się o grabie i tonem nie znoszącym sprzeciwu powiedziała kilka słów, których się nauczyła od Il Professore.
  • @sigma 21:29:33
    Tymczasem Januszek, który znalazł sobie piaskowniczkę pod kolejnym specjalnym nadzorem, tak udatnie założoną przez dra Tevelde, wynalazł w nieustającym entuzjazmie i nieskalanej młodzieńczości swej - koło. A powiem nawet więcej - wynalazł kwadrat! Postanowił też, że napisze dzieło wiekopomne.
    Dzieci, siedzące na parapecie piaskownicy w pierwszym, wiosennym słońcu, były jednak sceptyczne. Natomiast uparcie powtarzały za Mme tych kilka słów, które dobiegały zza muru twierdzy.
    Gloria była wstrząśnięta:
    - Moja Woyciechowo, phoszę zobaczyć, czemu te bachohy tak klną?
  • @KOSSOBOR 13:02:40
    Korzystając z niedzieli Mme siedziała po uszy w pamiętnikach Franiciszka Karpińskiego ostatni raz wydanych w 1892 roku za dozwoleniem ruskiej cenzury, jako że poeta urodził się w 1740 na Pokuciu ,czyli w sercu Rzeczpospolitej. Owszem bywają tam nie tylko Polacy - są rozbójnicy, chłopi, kozacy, czyli tzw.element lokalny, ale nazbyt w oczy się on nie rzuca, jeno siedzi w oczeretach.
  • @sigma 18:27:08
    No a potem z lasu wyszedł Łysenko, a za nim w prysiudach Miczurin. Sztirlic, nowym zwyczajem, twierdził, że mają się oni ku sobie i stąd ten las i te prysiudy. No, należy nadmienić iż obaj mieli się nie tylko ku sobie, ale pałali ogromną atencją względem rolnictwa i ogrodnictwa z dość dużą domieszką sadownictwa.
    Na skutek posiadania tytułu Bohaterów Związku Sowieckiego zarządzali gospodarką rolną. Z ich polecenia uświadomione chłopstwo, pod nadzorem rejkomisarzy, walczyło o potrojenie płodów i w tym celu zaczęlo osuszać siedliska oczeretów, a następnie je wypalać. Element ukrywający się dotychczas w oczeretach z ich braku przeniósł się do miast, zasilając w ten oto sposób zbiorowisko typów spod ciemnej gwiazdy. Typy te czekały na swój czas, bo wiedziały, że jako element bezpardonowy będzie władzy prędzej lub później potrzebny. Pardonowa reszta starała się wracać do domów przed zmrokiem w trosce o całość swej skóry.
    Któregoś dnia władza podstawiła autobusy, załadowała je bezpardonowym elementem i pojechaly one gdzieś w siną dal. Ze źródeł zbliżonych do Sztirlica donoszą, że niektóre autobusy dotarły do Syrii, inne do Afganistanu, a inne do nowo powstającego państwa Majdanu.
    Co niektórzy byli tym faktem zbudowani.

    Duch Wisławy pisze właśnie na tę okazję wiersz pt. "Autobusy wolności". Trzeba nadmienić, że duch Wisławy zawsze umiał znaleźć się na właściwym miejscu, bo ona sama była jakby mniej mobilna.
  • @tadman 00:21:31
    Wiśka wygrzebała się z zaprzeszłości, gdzie utknęła była na czas bliżej nieokreslony. Ledwo wylazła na światło dzienne, natychmiast popadła w natchnienie, bowiem brak gotówki dawał się jej ostro odczuć.

    ...Autobusy wolności... - niezłe... - zauważyła półgębkiem, po czym znalazłszy z pewnym trudem kawałek czystego papieru w kratkę i uzbroiwszy się w ołówek kopiowy, pośliniła go i zaczęła tworzyć ciąg dalszy sapiąc i smarkając z wysilenia.

    Hej, powiem ja coś ci,
    Z miłości do wolności,
    Jadą wozy pełne gości
    Niech nikt juz sobie nie rości
    Pewności co do przyszłości.
    Łoj, zostaną się jeno kości.

    Skończywszy, przepisała arcydzieło na czysto i pognała w stronę redakcji.
  • @sigma 12:37:03
    Z miłości do autobusa
    wolność Wisi jus nie rusa
    ani ziębi, ani grzeje
    Co się na tym świecie dzieje
    rusza za to brak gotówki
    dajcie więc choć te pół stówki
    albo lepiej trzy tysiaki
    a bo ja to byle jaki
    z byle dziury, byle golec
    czy też jak ten Bohomelc
    taki wieszcz, co zwalcza cienie,
    niesie braciom oświecenie,
    na dalekiej Ukrainie
    europejskiej ją rodzinie
    zwraca, lub z nich sobie szydzi
    jak kto woli, tak to widzi.
    A za wszystkim stoją... Uni
    odlot, sponton i rezuni.
    Lecz na gębę załóż skobel
    może wpadnie jakiś Nobel.
    Ale teraz brak gotówki
    rzućcie chociaż te pół stówki.
  • @tadman 00:21:31
    Tekst Tadzia godzien uwiecznienia:

    "Wychodząca publiczność zamiera, bo na scenę wtacza się Julcia na wózku inwalidzkim, a za nią para, on i ona, trzymają się za ręce, a z włosów spływa im keczup, następnie wpada jakiś tryzubnik z flagą, a z kulisy wnoszą autobus.
    Inspicjent teatralnym szeptem rzuca - opony!, gdzie są płonące opony!
    Na telebimie pokazują ucieczkę Janukowycza i zwiedzanie domku dla psa. Ludzie zaczynają bić brawo i wiwatować, a potem biorą się za krzesła i robią z nich barykadę.
    Obstawa teatru głupieje, bo nie wie czy to jeszcze artystyczny performance, czy lud zaczyna się już burzyć.
    Reżyser z reżyserki krzyczy:
    - Dajcie mi tu dwie gołe baby!

    A ja staję w kącie i nic z tego nie rozumiem. Czekam aż przyjdzie szklarz i wszystko mi to objaśni.


    Piszemy, że jaja.be są zwariowane, ale tam na Majdanie reżyser wykręca lepsze jaja. Wydaje mi się, ze zbyt mocno wciska pedał do dechy.
    Fajne w tym jest, że Januszek wszystko to bierze jak 1 : 1. Znowu później napisze, że on tego reżysera to wyczuł na milę i rok wcześniej.
  • @Ywzan Zeb 18:14:17
    Hej, majdanie, hej, zielony
    Ale jesteś popieprzony.
    Szto ty znaju, że wam daju
    W dupe w tym unijnym raju

    - nuciły sobie nasze bezjedynkówki świezymi głosikami obserwując jednoczesnie jednym okiem okna zameczku, bo a nuż Hrabinie piosneczka się nie spodoba. Drugim okiem przeczesywały leszczynę chcąc zlokalizować dzisiejsze przebranie Sztyrlica. Trzecim z upodobaniem wpatrywały się w błękitne niebo, czwartym sprawdziły, czy Tapir siedzi w swojej ziemiance, czy też dałoby się sprawdzić jakość wędzonych kiełbas, a piątym spojrzały ze zdumieniem na wyłaniającego się znienacka zza piaskownicy Ducha Drabiny. Duch wydawał się jakiś zdezelowany, niedowartościowany i ogólnie wyalienowany, więc ominęły go szerokim łukiem. Wiadomo, że w takim stanie zaraz im zacznie szlochać i opowiadać historię swego życia ze szczególnym uwzględnieniem tragicznego końca w piecu okrutnego i niepodatnego na perswazję Il Professore.
  • @sigma 19:31:10
    ja drabina nieszczęśliwa
    już ja sobie nie popływam
    bo okrutny Professore
    zaszedł mnie w zimową porę
    i porąbał, spalił w piecu
    bo mu tuż przy końcu pleców
    zimno było. O, okrutny
    to przez Ciebie los mój smutny,
    Professore ciepłoluby
    Tyś przyczyną mojej zguby.
  • @Ywzan Zeb 21:23:25
    - Brawo! Bis! Bis! - wrzeszczały zachwycone bezjedynkówki, a Duch Drabiny kłaniał się z pewną taką niesmiałością.
  • @Ywzan Zeb 21:23:25
    Oto on, Il Professore
    idzie tu ze swym toporem.
    Trzęsie się osika, brzoza,
    jodła, sosna, groza. Groza
    nawet mnie, Ducha przenika,
    więc usuwam się i znikam.
  • @Ywzan Zeb 20:51:38
    Tę własnie chwilę wybrał sobie Il Professore na codzienny obchód okolicy przepatrując ją bystrym wzrokiem pod kątem przedmiotów łatwopalnych. Ledwie jednak wynurzył się zza winkla, Duch Drabiny spojrzał i omglał - i choć z charakterystyczną dla siebie afektacją, lecz autentycznie.
    Jednak bezjedynkówki przekonane, że omglenie jest typowo sceniczną zagrywką, przestały klaskać, zrobiły w tył zwrot i poszły sobie, szczególnie że od pewnego czasu z mise-en-scène dochodziły okrzyki: Hańcia! Ewcia! Natychmiast na obiad!
  • @sigma 19:58:47
    Il Professore oddalił się, bezjedynkówki pobiegły do domu na obiad, a Duch Drabiny(DeDe, bez tytułu naukowego) był nadał omglały. W końcu górę wziął duch nad ciałem mdłem i DeDe wrócił do przytomności. Uwagę DeDe zwrócił młodziak stojący opodal i wlepiający w nią wzrok.
    - Z kim mam przyjemność? - zapytała DeDe.
    Ja... kub, Jakub jestem.
    DeDe zatrzepotał szczeblami. Jakub pomógł DeDe podnieść się i oddalili się na południowy zachód.
    Sztirlic zachichotał i wyrecytował przyswojone na szkoleniu stare polskie porzekadło "każda stwora znajdzie swego amatora".
  • @tadman 21:09:28
    Mme nabyła drogą kupna większą ilośc kordonków, naciągnęła płótno na tamborek i z wywieszonym jęzorem zaczęła haftować złotą myśl:
    "Jedyne, co sie w domu samo umyje, to kot"
    Wyhaftowawszy powyższe, zabrała się do szorowania reszty, bo ptacy śpiewali, kwiatki kwitły, a wiosna nadeszła zupełnie nie bacząc na obroty ciał niebieskich.
  • @sigma 14:43:51
    Szli obok siebie w milczeniu. Od czasu do czasu Jakub czuł ciepły oddech DeDe na karku. Trochę go to krępowało.
    Myślał intensywnie. Wyszło mu, że DeDe ma kłopoty ze swoją tożsamością, bo De od duch, wskazywało na pierwiastek męski, a drugie De, od dusza, na pierwiastek żeński.
    Słyszał kiedyś od wilków morskich, że takie dwupierwiastki zdarzają się, ale nie mógł w to jakoś uwierzyć, aż do momentu, kiedy takie dziwy zaczęły występować i w Polsce.
    Powinno się o takich mówić np. zjadłła, pojechałła, umyłła, zagłosowałła aby broń Boże nie urazić żadnego z pierwiastków... i tu przypomniał sobie dwuperwiastka z partii Sznuji Lipakota, co to jest w Sejmie i wielokrotnie głos zabierałła.
    Jednak niektóre słowa sprawiały Jakubowi problem np. jak: zżąć, pójść, odetchnąć, pchnąć itp.
    Jakub postanowił, że skoro po tej drabinie żadne anioły nie chodzą to najlepiej będzie ją zaprowadzić do Il Dottore albo Il Professore, a oni będą już wiedzieć co z DeDe zrobić. DeDe szła obok Jakuba i nie podejrzewała nawet co spotka ją w najbliższej przyszłości.
  • @sigma 14:43:51
    "Jedyne, co się w domu samo umyje, to kot"

    :))))))))))))!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Niekiedy trzy koty.
  • Zajęcia w podgrupach
    Przed podjazdem Mme i Hrabina dały sobie buzi buzi, Mme wsiadła do kabrioletu i powiewając szalem oddaliła się w znanym sobie kierunku. Gloria wykręciła się na pięcie i udała w stronę zameczku witana przez wierną a czujną sługę, która gimnastykowała się ante portas przez cykliczne wykonywanie głębokich skłonów.
    - Dajcie spokój Woyciechowa z tymi skłonami bo znowu Wam dysk wypadnie - rzuciła mimochodem i zrzucając z siebie jeździeckie przyodzienie celowała prosto do łazienki. Zadomowiła się tam chyba na cztery kwadranse, po czym wyszła w szlafroku z zawojem na głowie pogwizdując "La vie en rose" i udała się do wieży skacząc co dwa stopnie.
    - Woyciechowa przyniesie mi kawy i mały koniak - rzuciła za siebie.
    Ze sztalug zdjęła zasłaniające obraz płótno i wzięła się za malowanie.
    Nie słyszała kiedy weszła stara wierna sługa z zamówieniem, ale ponieważ lubiła porządek i wszystko musiało być na swoim miejscu to zupełnie podświadomie dotarła do kawy i koniaku.
    Malowanie pochłonęło ją całkowicie, ponieważ obraz był już prawie na ukończeniu. Wrzuciła pędzle do terpentyny i paląc papierosa kontemplowała dzieło, kiedy z owej czynności wyrwał ją jakiś mocno fałszujący głos, tym razem męski. Zaciekawiona otworzyła okno i wyjrzała.
    W wyciętych krzakach leszczyny stał jakiś facet i nie był to na pewno Sztirlic; śpiewał poprawną polszczyzną odę do natchnienia przygrywając sobie na cytrze.
    - Ja ci dam natchnienie - pomyślała i zamiast zwyczajowego śrutu załadowała swoje WW (wunderwaffe) czyli nabój z mieszanką soli i ciętej szczeciny tapira tudzież dzika i wypaliła z obu rur.
    I tym razem wydawało się, że Gloria chybi, ale przecież to było WW, które jednak trafiło w dolną część ciała śpiewającego i tnąc mu skórę szczeciną i soląc od ręki. Dał się słyszeć dziki wrzask. Artysta zgubił cytrę i trzymając się za sempiternę oddalał się w podskokach w zapadający właśnie mrok.
    Gloria dmuchnęła w obie lufy, odstawiła fuzję w potwornie zdobiony stojak i wzięła się za werniksowanie obrazu.
  • @tadman 22:15:06
    Oddaliwszy się na bezpieczną odległość usiadł Auuuu!!!! stanął i zaczął się zastanawiać, cóż tak rozzłościło Tadzinka, że podmienił Glorii naboje i ustawił prawidłowo celownik.
    Może źle ustrojona cytra, może poprawna polszczyzna, a może coś jeszcze inszego.

    PS.
    Z powyższego zdarzenia wynika , że problemy Glorii z trafieniem nie biorą się stąd, jakoby nie umiała celować, ale to Tadzinek ciągle jej przestawia celownik.
  • @Ywzan Zeb 18:11:02
    Ćśśś.... Gdyby tak nie było to Tadzinkowi udałoby się najwyżej ze dwa lub trzy razy podłączyć ENIACa, bo Gloria choć miłosierna to w końcu przez omyłkę by gówniarza trafiła. A podmienił on ci ostatnio naboje i ustawił celownik, bo uważał, że cytrzysta kradnie mu Glorię, a tym samym Tadzinek nie będzie miał wkrótce gdzie podłączyć komputera, gdyby kradzież owemu udała się całkowicie.
    Trzeba myśleć perspektywicznie, choć niektórych może wtedy coś zaboleć i to niekoniecznie głowa.
  • @tadman 22:15:06
    Zawerniksowawszy jakiś już wyschnięty obraz, Gloria poleciła Woyciechowej, bu zrobiła ulubiony suflet czekoladowy Mme, bowiem miały wiele spraw do omówienia. Zwłaszcza te walidacje metod analitycznych, w których - naturalnie - króluje statystyka. Obawiając się, iż Mme może być jednak zaszokowana tą informacją, postanowiła założyć kapelusz Gaussa , który zdał się jej nawet twarzowym i wyjść naprzeciw Mme, by uprzedzić ją o temacie rozmów przy suflecie. Bowiem nic tak nie wqrzało Glorii, jak gwałtowne zakrztuszenie się gościa ciepłą czekoladą, znajdującą się we wnętrzu sufletu. Cała robota Woyciechowej na nic i ślady na dywanie! To niedopuszczalne wręcz!
  • @Ywzan Zeb 18:11:02
    Stojąc już w kapeluszu Gaussa przy drzwiach, Gloria cofnęła się o krok i pstryknęła palcami w ciepłą jeszcze lufę gwintówki.
    - Hmm... coś takiego... - pomyślała. - Hmm...
    Następnie zawołała w stronę kuchni, skąd już rozchodził się zapach topionej czekolady:
    - Moja Woyciechowo, czy aby nie pałętał się w pobliżu zameczku ten smahkacz z eniakiem?
    - Koniak przecież pani Hrabinie podałam! - Woyciechowa przekrzykiwała robot do ubijania jajek na suflet.
    - No tak - machnęła ręką Hrabina i wyszła naprzeciw Mme.
    Skądinąd sama nie wiedziała, co to ten eniak, jednak przecież nie pomyliłaby go z koniakiem! Za Chiny!
  • @tadman 19:19:25
    - Moje dhogie dziecko - mówiła Gloria, gdy już ucapiła Tadzinka za ucho. - Sempitehna się mówi na niekoniecznie głowę. SEM-PI TEH-NA! Powtórz!
    Ku zdumieniu Hrabiny Tadzinek bezbłędnie powtórzył: SEM-PI-TEH-NA.
    - No, no, będą z ciebie ludzie - ucieszyła się Gloria wyraźnie przecież słysząc, iż ten mały smarkacz grasejuje.
    - Ghasejujesz?
    - Od uhodzenia, psze pani. Nawet "mama" i "tata" mówię z "h" w śhodku.
    - Hewelacja! Naheszcie nohmalny bachoh! To podłącz sobie tego eniaca, ale tehaz, bo wieczohem wywalę z gwintówki!
    Tadzinek zarechotał dyskretnie, bowiem to przecież on ustawiał celowniki w broni Hrabiny. A ponieważ Hrabina strzelała w szale - to nigdy niczego nie zauważyła.
  • @KOSSOBOR 01:25:02
    "Hrabina strzelała w szale". Gryzeldzie się widziało, że szczelała (Hrabina) raczej w portki ew. w inne części garderoby niż szale, ale niech jej tam będzie. Gryzeldę gryzło poczucie grozy i zgryzoty. Zagryzała więc wibrysy i mamrotała pod wąsem (wibrysem) mniej groźnie a więcej zrzędząco.
    Otóż Januszek wybył był z piaskowniczki, zimna fuzja się zdematerializowała, DeDe po udatnych występach - takoż się zdematerializował (co właściwie robi duch?) a po Il Professore było tyle samo śladu, co popiołu do Drabinie albo po zimnej fuzji, ew. po Stefanie F. (wyrugowanym, jak pamiętamy przez Gryzeldę).
  • @bez kropki 16:39:00
    Duch Drabiny się oczywiście zdespirytualizował; zdematerializował ją był bowiem Il Professore w celach wyższych, czyli grzewczych.
    Natomiast Hrabina szczelała - jak niegdyś Czesnik- jętyszałem.
  • @KOSSOBOR 01:25:02
    Bowiem, jak pamiętamy z klasyków, tamże Rejent skarzy się boleściwie, że Cześnik "jętyszałem strzelal do mnie!"
    Jętyszal to stara broń, która ma jednak to do siebie, że jest mało celna i to nawet bez udziału Tadzinka.
  • @tadman 22:15:06
    Wicie, baco, że mnie ten cytrzysta - zresztą brat rodzony trzech cytrzystek z grupy Trio Siostry Sisters - też wnerwia. Jak dla niego wszystko na świecie jest skutkiem chęci zarobienia forsy. Rozumiem, że każdy sądzi po sobie, więc w sumie nawet mnie to jego przekonanie nie dziwi, bo mniej więcej tak owego cytrzystę widzę, ale irytujące jest to, że wszyscy komentatorzy mu basują, kadzą i podlizują się na potęgę twierdząc z mocą i siłą, że jest genialny.
    Tyle dobrego, że zawsze jest nadzieja, iż w koncu od tych komplimentów nadmie się tak, że się rozpuknie.
  • @sigma 20:33:52
    Cytrzysta ma żonę, jest ci ona businesswoman cała gębą, a zwą ją Helutka. Jeśli tego helu użyczy mężowi to oboje mogą unieść się hen, znaczy się bardzo wysoko i wtedy na niebie może ukazać się nowy gwiazdozbiór. Znaczyć to będzie koniec jaj.be i dlatego do salonu dokooptowano Hrabinę i będzie ona kontrolowała ciśnienie parcjalne (fuj!) helu i delikatnie będzie je zmniejszała celną filipiką, bo one ostre bywają i do tego celu nadają się wybornie.
  • @bez kropki 16:39:00
    Proszę pilnuj Gryzeldy jak źrenicy w oku, bo dzisiaj jakieś złonety lub inne paskudztwa pisały, że jest takie coś, co zjada świnki morskie, ale bez głowy i nóżek. Tak mnie to ruszyło, że nie byłem w stanie zajrzeć do wiadomości. Widzi mi się, że ciemne siły zbierają się i chcą przetrzebić stan naszego posiadania. W niebezpieczeństwie może być również Qrfist, tapir, a także dzik. Zapewne za tym stoi Helga.
  • @sigma 20:26:33
    O tak! Nareszcie jest nazwa na starą giwerę Hrabiny, co to jej ona, zazwyczaj jeta szałem - za cholerę nie pamiętała. A jak już wypaliła - to zajmowała się czymś innym i ten jętyszał zupełnie jej z głowy wylatywał. Nawet jak założyła kapelusz Gaussa, to i tak ten jętyszał wylatywał, psiakrwia jeden!
  • @sigma 20:33:52
    Gloria jednakowoż, pomimo nie najlepszej aury otaczającej krzaki leszczyny, postanowiła, iż uczci cytrzystę jakimś dyskretnym - by nie rozsierdzić sąsiedztwa - pomniczkiem. Pomniczkiem, obeliskiem, tabliczką - jeszcze nie wiedziała. W zasadzie było jej wszystko jedno - poza, oczywiście, kosztami - co tam ufunduje. Bowiem grę na cytrze bardzo lubiła, jednakowoż każdy ranek zaczynała od kantat niejakiego Bacha. Dla równowagi. Którą ceniła na równi z wiedzą i tonami cytry.
    Ponieważ jednak miejscowy rzeźbiarz stęknął Glorii cenę zaporową, przeto Hrabina zaczęła wstępnie szybko wymawiać frazę "trzy cytrzystki czytają cytologię". Jak możemy się domyślać, łatwo jej to nie szło.
  • @tadman 22:24:50
    Helga i Stirlitz, oczywiście. Oni zawsze za tym stoją. Naturalnie bezinteresownie, całkowicie dla idei. Gryzia, tapir i dzik wyraźnie czuły zagrożenie nadciągające od południowego wschodu, a Qrfirst dodatkowo szczękał zębami. Był bowiem w dysonansie poznawczym: nie wiedział, który rosół gorszy - ruski, szwabski czy ten swojski, Woyciechowej. Po dłuższym rozmyślaniu i szczękaniu uznał, że każdy rosół jest do dupy. Pieczyste natomiast mu nie robiło - wiedział, że się nie nadaje.
  • @sigma 20:26:33
    Tymczasem w Zooschwitz przyszła na świat mała tapirzyca. Tapir był wstrząśnięty, bowiem za Chiny nie mógł sobie przypomnieć faktu ojcostwa, by tak rzecz ująć. Postanowił przeto przespacerować się po Zooschwitzu, ot tak, jakby nigdy nic i poprzyglądać się uważnie, do kogo ten bachor jest faktycznie podobny.
    Jednakowoż, gnany obowiązkiem domniemanego ojcostwa, wpadł do Brunhildy /Józio, ten idiota, jak zwykle niczego nie zauważył.../ by zapytać, czy zostały jeszcze jakieś dźwiękochłonne i wodoszczelne pieluchy po małej Bubie. Która teraz już ważyła dwie tony i pieluch nie używała.
  • @KOSSOBOR 01:45:48
    Woyciechowa wpadła do wieży i ze zgrozą stwierdziła, że Pani o tak późnej porze jeszcze przy komputerze siedzi. Woyciechowa nie dała się zbić z pantałyku choć Pani gadała po rusku, a na głowie miała Gaussa i zapodała, że jeśli Pani nie pójdzie natychmiast spać to suflet z czekoladą zobaczy jak własne plecy bez lusterka. Gloria w duszy przeklęła okrutnie po francusku, ale potulnie zgasiła komputer i udała się na spoczynek.
    - Tylko nie ma mi żadnego czytania w łóżku - rzuciła za wychodzącą Hrabiną; ta zrobiła unik i słowa trafiły na wiatr.
  • @KOSSOBOR 01:55:14
    Z tego powodu Gloria z Sylvanne udały się kabrioletem Mme do Zooschwitzu by zobaczyć przychówek, co to z reguły pojawia się wiosną ku zdumieniu tapira. Idąc do tapirzątka przeszły obok komanda sealsów, które ćwiczyły niszczenie celów nawodnych w pustym basenie. Zdziwione tym faktem zapytały przechodzącą mimo Helgę. Ta stwierdziła, że z powodu cięć budżetowych foki będą trzymane w tak zwanym suchym basenie.Następnie mijały klatkę gutanga, który zachęcająco gugał w ich stronę.
    Mme wyciągnęła z torebki banana i położyła go tak, że gutang aby go dosięgnąć musiałby przeniknąć przez kraty. Ślinił się biedak, a banan leżał sobie spokojnie i z wolna dojrzewał. Kiedy dotarły do klatki z tapirami to aż się wzruszyły, bo już uświadomiony tapiir gillgotał na zmianę maleństwo to żonę.
    Kondor Jacek był oburzony, że gutanga torturują widokiem nieosiągalnego banana, foki trzymają bez wody, a jego bez klatki, więc poleciał w stronę komitetu złożyć maleńki donosik.
    - Pewnie zapłata wystarczy na małe co nieco, a wścibskim powiem, że wygrałem w Toto Lotka.
  • @tadman 22:24:50
    Oj tam, oj tam;). Gryzia się byle czego nie boi. Te stfory, które pożerają śfinki morskie to znani od lat Indianie. Czyli mieszkańcy Ameryki. Bo Amerykanie to są tak na prawdę Ameroeuropejczycy a w Ameryce mieszkają Indianie, jak sama nazwa wskazuje. Za to w Indiach - Hindusi. I Oczywiście kanadyjka to taka łódka a nie tam zaraz mieszkanka Kanady. Baskinka to taki ciuch a nie pani z kraju Basków. Itp. Stąd zresztą Drabina jako żona Draba.
    Tak więc Gryzi powiewa koło portek info o śfinkożercach. Aczkolwiek uprzejmie dziękuje za troskę. :)
    Bardziej ją zastanawia postać cytrzysty, jakoś chyba ta Gryzia nie nadąża za jajami.
  • @KOSSOBOR 01:21:42
    O tak!! Jętszał! Gryzia wertowała ustawę o broni. W tę i nazad. Były tam wspominane (i zakazane) różne użyteczne sztućce, ale jętyszała nie było. W tym stanie prawnym oraz faktycznym jętyszał jest przedmiotem, którego posiadanie jest legalne a co więcej jest legalne bez zezwolenia. Co za ulga, że ustawodawca nie słyszał o jętyszale! Aczkolwiek mówiąc prawdę, Gryzia też nie słyszała. Gryzia słyszała jak w teatrze jeden pan krzyczał do innego, że przecież on chciał szczelać do makówki (a nie do główki) (z tego jętyszała). Ale Gryzelda nigdy nie była drobiazgowa. Bardziej niż dramat, Cześnik i inne interesowało ją jak się jętyszał nabywa, rozkłada i czyści... A potem składa i stosuje.

    (A w temacie Bacha i cytry, to Gryzia uprzejmie donosi, że najbardziej to lubi Bacha na lutni. Z powodów prywatnych.)
  • Cytr trzysta
    Był raz grajek, ot cytrzysta,
    miał on cytr chyba ze trzysta,
    i miał również ten artysta
    zwyczaj taki, nim skorzystał
    z cytry, których miał ze trzysta
    sprawdzał, czy ta cytra czysta
    sprawa chyba oczywista
    czyścił cytr trzysta do czysta
    ten cytrzysta, ot artysta.
  • @Ywzan Zeb 19:14:22
    Czyścioszek, psiakostka! Cytrzysta higienista, ot co! Ale czy on aby nie z Ostrzyc, ten cytrzysta znaczy? Bo taki jeden z Ostrzyc to nie dość, że strzygł się na strzygę, ale w dodatku ostrzył zęby na strzępiela! I strzelał do strzyżyków, na szczęście niecelnie. No i w końcu sczezł, Bogu dzięki.
    Już nie mówiąc o mistrzu skrzypiec z Przasnysza, oczywiście, który w szale strzaskał skrzypki trzy, bo zgrzyt mu zbrzydł.
    Ech, ci artyści..
  • @bez kropki 16:55:23
    Oczyma duszy widzę nasz oddzial bojowy uzbrojony po zęby w świeżo wyfasowane jętyszały. Ewentualnie do walki wręcz możemy sie dozbroić nadziakami. Też nie są objęte zakazem posiadania bez zezwolenia.
    Przezorny uzbrojony, jak powiada stare, góralskie przysłowie.
  • @bez kropki 16:49:42
    Chiba zdradzę okrutną tajemnicę, ale raz kozie śmierć - w końcu nie możesz się błąkać po piaskownicy bez klucza jak jakie pijane dziecię we mgle - cytrzysta to ksywa nadana Coryllusowi.
  • @tadman 22:18:34
    Tadziu, ty się tak nie wyrażaj! Ciśnienie parcjalne, krzywa Gaussa! Fi donc!
    Siadł i wstydził się!
  • @KOSSOBOR 01:45:48
    W Zooschwitz gotowało sie od plotek, które rozpuszczał kondor Jacek. Lada chwila miał nastąpić koniec świata, a może nawet co gorszego!

    Jednak foki interesowało wyłącznie, czy wreszcie ta cholera, która zamknęła śluzę, otworzy ją i napuści wody do ich basenu.
    Jeżeli chodzi o pp.Tapirów - mowy nie było, aby cokolwiek mogło naruszyć ich szczęście rodzinne.
    Qrfirst wzleciał na okoliczną topolę i z tej pozycji lekceważył wszelkie zagrożenia rosołem, dowolnej nacji.
    Gryzia zaś trwała dalej na lastriko pod ryżandolem i na przyniesionym badylu ostrzyła sobie siekacze co jakiś czas łypiąc złowrogo na towarzystwo zwisające z ryżandola, które było dziś jakby nieco osowiałe.
  • @sigma 19:43:14
    Oczywiście, gutang zainteresowany był wyłącznie, czy wreszcie jakaś łajza podsunie mu tego parszywego banana, którego Mme złośliwe położyła poza zasięgiem i sobie poszła, podła.
  • @sigma 19:47:14
    Oczywista, że cytrzysta
    ma porad dla wszystkich ze 300
    niewierne wciąż banuje niedojdy różne,
    co jego rady uważają za próżne.

    Chodzą słuchy, że Januszek wybiera się do Zooschwitzu by ulżyć żywota gutangowi. Jedni mówią, że podsunie banana, a inni iż go utrupi.
    Życie pokaże co będzie, jeśli wcześniej nie zgaszą nam www.

    Przecie napisałem w nawiasie fuj!
  • @Ywzan Zeb 19:14:22
    - Cyth czysta, cyth czysta - powtarza Gloria podczas czyszczenia jętyszała, a słone jej łzy kapały dźwięcznie na pawiment. - Żeby było chociaż "cythów" to by mi szło łatwiej, qhczę!
    Jętyszał musiał być w pogotowiu, bowiem stwierdziła, iż ten mały blondasek z enjakiem kręcił się po drugiej w nocy w okolicach zameczku i na sicher podkradał prąd. Owszem, miał to robić za dnia białego, jak się umówili, ale przecież te bachory są nieobliczalne.
  • @tadman 19:56:06
    Obstawiam, że Januszek po prostu zeżre gutangowi tego banana.
  • @sigma 19:35:29
    A walidacje z przeproszeniem metod analitycznych, w których króluje statystyka???!!! Toż same świństwa! Fuj i be!
  • @sigma 19:29:41
    "cytrzysta to ksywa nadana Coryllusowi" No to przecież dosyć pochwalne jest.
    Czysta, czy trzysta (czytać fonetycznie) zastawiała się Gryzelda. Klucz znakomicie spełniał swoją rolę pomagając Gryzi w orientacji ("A on wicie, rozumicie, jest z klucza.") Aczkolwiek orientacja ta była czyniona mimochodem a może nawet bokiem czy jakoś tak. Gryzelda bowiem karmiła Delfinę. Nie kaszką czy łyżeczką lecz podstępem.
  • @Ywzan Zeb 19:14:22
    Ukłony. Gryzia stoi z rozdziawioną paszczą i się cuduje nad udatnym Twym utworem.
  • @KOSSOBOR 20:25:37
    Tylko nie walidacje metod analitycznych! Ja cię proszę, ty się ogarnij i choć nie powtarzaj tych świństw!
  • @KOSSOBOR 20:25:37
    Mme też olewała przepowiadany przez kondora Jacka koniec świata. Zapasów nie zrobiła, okopów nie wykopała, schronu nie wyryła, ani apteczki nie zaopatrzyła w szarpie i bandaże. Nawet nie napisała noty protestacyjnej, ni poważnego strzeżenia!
    Prawdę mówiąc, po skończeniu porządków w ogrodzie i domu, ledwo zyła i jedyne, o czym marzyła to fiżylanka erlgreja z sokiem malinowym oraz gorąca kąpiel , po czym iść spać z kurami. Tylko skąd wziąć te kury?
  • @sigma 20:43:35
    Oj tam szarpie i bandaże! Spirt nie łaska?! Toż podstawowy medykament, środek wymiany, waluta ponadnarodowa itepe. Przynajmniej tak jakoś szeleściło od strony wyciętej leszczyny.
  • @bez kropki 20:36:19
    Czy ja wiem, czy to pochwalne? Brzdąka taka łajza bez sensu, szarpie te druty i udaje, że to muzyka.
    Bardzo dobrze, że Gryzelda karmi Delfinę podstępem. Byle ten podstęp kaloryczny był i lekkostrawny, co by maleństwo usnęło wieczorowa porą.

    Klucz po użyciu nalezy spalić, alibo zjeść, co by się straszliwa tajemnica nie rozniosła.
  • @bez kropki 20:36:19
    PS. Cytr trzysta czyli mały leszcz to i tak małe miki. Gryzia trwała w stuporze. Oto bowiem (CC)CP się było odezwało pod jej postem na tematy ogólnożyciowe... A (CC)CP to było coś, od czego Gryzia dostawała wysypki. Czerwonej.
  • @bez kropki 20:46:24
    Spirit do użytku wewnętrznego jest, a do użytku zewnętrznego to z klasyków wynika, ze oliwą rany zalewali. No to też jest.
  • @bez kropki 20:48:24
    Idę popaczeć.
  • @sigma 20:50:15
    A mnie nie tak dawno jeden wracz uczył, że rany to się zalewa oliwą I WINEM.
  • @bez kropki 20:53:25
    Ten miłosierny Samarytanin też to stosował.
  • @bez kropki 20:48:24
    Jak dziś pamiętam, że CCCP tłumaczono jako Cep Cepa Cepem Pogania. Akurat jak znalazł.
  • @sigma 21:13:57
    Tadzinek stracił instynkt samozachowawczy i w obecności Ywzana Zeba "popisał się" wątpliwej próby rymami częstochowskimi. Postanowił zaraz przejść na prozę i napisać coś.

    Helga była oburzona plotami o rychłym otworzeniu śluzy i napełnieniu sealsom basenu. Muszą wytrzymać do sezonu wiosennego, a w międzyczasie komando może ćwiczyć na sucho, co da kolosalne oszczędności na bebiko dla tapirząt.
    Hrlga dzielnie weszła do suchego basenu, stanęła na środku w rozkroku i miarowo uderzając szpicrutą o cholewkę buta wydawała komendy.
    Sealsy początkowo ospale, ale później już z wyraźnym ożywieniem wykonywały ćwiczenia, w tym przejęcie wrogich statków przez atak z wody.
    Tylko jedna foka, wyleniały szProtek najwyraźniej uważał, że on tu jest najważniejszy i stroił fochy.
    Helga zaczęła uderzać mocniej szpicrutą o cholewkę i w zdenerwowaniu nie zauważyła, że przeszła na wydawanie komend w natywnym języku.
    Chlasnęłą szProtka krótkim i ostrym - Schnell! A potem warkliwym "Raussss!".
    Tego szProtkowi było za wiele i zaczął krzyczeć: "Haj Hitla!" i "Hende ho!".
    Helga wyciągnęła swój telefon i dość szybko uzyskała połączenie i szybko zdała relację z zajścia w basenie.
    - To do ciebie szProtek - i Helga podała mu telefon.
    SzProtek wyciągnął się jak struna, bo to sam Ryży go obsobaczał. Kiwa"bł biedak głową i powtarzał uporczywie - tak, oczywiście.
    Po niedługim czasie przyjechali ludzie Ryżego i wysadzili go na zielona trawkę. Tam tłumaczył się zielonym żabkom, że mówił "Daj kitla!" i "Bende ho!" i przy tym drugim podnosił rękę by pokazać jak będzie wysoko.
    Bezjedynkówki spojrzały po sobie, wzruszyły ramionami i odwracając się na pięcie jednocześnie powiedziały:
    - Mięczak.
  • @ sigma
    Mme i Hrabina pilnie rozglądały się za kurami. Nie to, żeby przecież dla Glorii, ale koniecznie były one potrzebne Mme. Mme bowiem była bardzo zmęczona, a bez kur nijak nie mogła udać się na spoczynek. Niestety! Ostatnią kurę w okolicy podstępnie zarżnęła ongi Majorowa, chcąc dogodzić Gwintowi, który nie był czuły na paputki dziergane na szydełku - co było specjalnością Majorowej. Interesowało go jedynie nagie i konkretne białko; czy to w rosole, czy w potrawce - to mu już nie robiło.Oboje już dawno są tzw. "świętej pamięci", ale i kura niestety też.
    Gloria, która zupełnie nie potrzebowała kur do zaśnięcia, wszedłszy do zameczku spojrzała jakoś tak dwuznacznie na Qrfirsta. Onże przestał już szczękać zębami ze strachu przed wojną i rosołem, a siadłszy na ryżandolu drzemał taki więcej oklapnięty jakiś.
    "Od biedy za kuhę mógłby hobić" - pomyślała Gloria. "Tylko hano zacznie drzeć mohdę i Mme dostanie szału. No thudno!"
    Co pomyślawszy, Hrabina zawołała Woyciechową, kazała jej spakować Qrfirsta i migiem zanieść do Mme. Razem z termoforem i ćwiartką na dobry sen.
  • @tadman 23:01:15
    - Dhogie dziecko - mówiła głośno Gloria, jednocześnie celując jętyszałem w majaczące krzaki, gdyż ryżandol cienko kwilił bez zasilania. - Otóż dhogie dziecko, instynkt samozachowawczy zachowujemy na ten przykład wpadając w kałużę, lubo to poślizgnąwszy się na kurzym łajnie. Już nie mówiąc o khowim! Ale nigdy nie w szale twóhczym!
    Co powiedziawszy, wypaliła w ciemność, dmuchnęła w lufy i postanowiła również udać się na spoczynek. Tym bardziej, iż nie miała w perspektywie porannej pobudki, gdy Qrfirst zwyczajem odwiecznym darł mordę o brzasku. Qrfirsta przecież w roli kury tak udatnie podrzuciła Mme.
  • x
    Obawiam się jednak, że jętyszał jest nielegalny. Nawet jeśli go słownik nie rejestruje. Aby coś było legalne musi być zarejestrowane w urzędzie (mieć papiór, a najlepiej numer), nie w słowniku. Te rejestrowane w słowniku to byłyby lewnikowe, albo słogalne.

    Prawo dzieli broń na białą i palną, sieczną i miotającą, np kusza jest białą i miotającą. Hmm nic mi nie przychodzi do głowy na temat siecznej palnej...granat? Jeśli oczywiście poruszamy się w obrębie broni ręcznej, tudzież osobistej.
    Paradoksalnie, do czego prawo bardzo nie chce się przyznać, liczy się intencja. Prawu bardzo ciężko osądzać intencję (skoro osądza czyny) i z utęsknieniem wygląda "Raportu mniejszości". Do tego czasu posługuje się tzw prewencją.
    Więc dlatego prawo przechodzi niewzburzone obok gwoździownicy, ale już gwoździownica z zablokowanym zabezpieczeniem i położeniem horyzontalnym, wzbudza furie prawa. (Nawet bez magazynka) Nie padł również żaden strzał.
    Nazwa się nie zmieniła, a stosunek prawa jak najbardziej.

    Słyszałem ostatnio jedną historię, że poszedł człowiek do urzędu. Pomylił się góra o jedno biurko. No i oni mu powiedzieli, że może nawet i by chcieli, ale nie mają czapek, butów, pomysła, a co do saperki i łyżki, to trzeba się zdecydować jedno, albo drugie, bo to rozrzutność jest tak dublować.
    Więc przyszedł następnego dnia z własnymi butami, łyżką (od mamy), czapką, szelkami i sapiąc przytaszczył ze sobą jęczałbunkra.
    To go zamkli.

    Jest przepis, który mówi, że broń musi być wykrywalna, bo jeśli jest niewykrywalna, to właściciel z automatu jest terrorystą, którego udało się prewencyjnie ująć. Udaremniając przy tym olbrzymią zbrodnię, która musi być surowo ukarana.
    Istnieje martwy wyjątek. Jeśli ktoś ma taka broń i laminat CIA. Jednak takich nie ma, w każdym razie nie słyszałem, aby taki przypadek odnotowano.
  • @Torin 05:08:03
    Gryzelda zastanawiała się, co też takiego pije drogi dawno nie widziany Torin. No, chyba żeby to były opary absurdu, to jest tej, jak mu tam, rzeczywistości...

    Zastanawiała się oczywiście na siedząco i oczywiście pod ryżandolem na którym w charakterze nietoperzy wisieli niedopierzeni magnificencje mit pomocnicy (od adiunkta w górę, jak pamiętamy).
    W międzyczasie ostrzyła sobie zęby (na wspomnianym już kijaszku). Trociny padały wokół w charakterze odpadów biomasy i źródła energii odnawialnej.
    Ostrzyła też pazury. Także na zadnich łapach.
  • @bez kropki 08:20:38
    Właśnie, jaja.be nie wykorzystały oparów absurdu, którymi nasze prawo nasączone jest do granic możliwości. Witamy nowy rozdział w dziejach jaj.be.
  • @Torin 05:08:03
    Broń sieczno-palna to granat z żyletkami. To proste, Torinku. My tu wynajdziem każdą jedną bronię. Się nie boi!
  • @Torin 05:08:03
    Oj tam, oj tam, nie marudź waść! Bo niby co - mam zgłaszać się na policję po zezwolenie na tłuczek do mięsa? Alibo siekierę do rąbania opału? Czy na szpikulec do rożna? A wszystko to niby broń biała, sieczna...
    A może już na półcegłówkę też mam to zezwolenie załatwiać? Bo jak by nie było - biała, miotająca.
    Ale mam pytanie - do jakiej broni liczy się wrzący olej słonecznikowy?
  • @bez kropki 08:20:38
    Dawno nie widziany Torin nie tyle pije cokolwiek, ile pije do legalności zrobienia czegokolwiek w naszym nieszczęśliwym kraju.

    A przecież my tu na jajach już od wieków (albo i dawniej) wiemy że absolutnie wszystko, co zrobi się w naszym nieszczęśliwym kraju jest nielegalne i wrazie czego może zostać podpięte pod okreslony paragraf KK.

    I tak se jakoś żyjemy od przestępstwa do przestępstwa, od zbrodni do zbrodni, albo choć od wykroczenia do wykroczenia.

    W końcu jakaś rozrywka nam się od zycia nalezy.
  • @KOSSOBOR 01:02:39
    Mme bardzo była ukontentowana sprezentowanym Qrfirstem. Tego własnie było jej potrzeba! Kiedy tylko otrzepał pióra i kwokcząc kokosił się na wezgłowiu łoża, zasnęła jak kamień zamówiwszy jeszcze u niego budzenie na 6.07.
    Bladym świtem obowiązkowy ptak wykonał pobudkę; nie miał zresztą szansy jej nie wykonać, bo zarówno kot, jak i oba psy nastawione były również na tę godzinę. Taka czwórka umarłego by zerwała z pościeli, a co dopiero Mme, która jak by nie było - zasadniczo liczyła się do zywych.
  • @tadman 10:24:52
    Nic straconego, b ędziemy wykorzystywać i wykorzystywać te opary absurdu, aż do skutku. Bo niby dlaczego nie?
  • @Torin 05:08:03
    A co to jest jęczałbunkier?
  • @sigma 12:25:12
    Myślę Ewuś, że Torin przy oleum lini dostał fiksum dyrdum na naszą okoliczność i poszedł dla równowagi na setę do pobliskiej lodówki.

    @Torinku, porzuć wszelką nadzieję ty, który tu wchodzisz. I sam sobie szkodzisz. Ale - sądzimy - że nie wychodzisz?
    Najlepsza w broniach jest Kropka. Umi rozłożyć, złożyć i wypalić.
    Tadziu - w knuciu i pułapkach. To debeściak.
    My z Ewuś w akcjach bezpośrednich i jętyszłach. Wiesz, Mme ma podręczny miotacz ognia w torebce, a i jak cza - to i zadymić wulkanicznie potrafi.
    Pulweryzatorki ze świńską juchą to mamy wszyscy.
    A wierna sługa Woyciechowa potrafi dzwonić na trwogę; owszem, zębami, ale jej pomaga w tym Qrfirst.
  • @sigma 12:25:12
    Wrzący olej słonecznikowy, jako napęd do uciekających hord i drących się mord, to jest paliwo płynne biodegradowalne. A jako paliwo podpada pod przepisy skarbowe. No i jak użyjesz oleju bez akcyzy, to popełniasz przestępstwo karno-skarbowe, czyli dużo gorsze niż nielegalne posiadanie broni/Broni.
    Czym potwierdzasz to coś rzekła wyżej, jako to jajcarze żyją od wykroczenia do wykroczenia albo myślozbrodni, czy jakoś tak.
  • @bez kropki 08:20:38
    Skroplone na retorcie, tzw abstynt. Można tym też podlewać budyń, sieczkę, galaretę i groch z kapustą. Nawet puding idzie z tym zjeść, choć normalnie jest przydatny zupełnie do niczego. Ewentualnie do wypełniania ubytków w spękanej kanalizie. Tzw metoda bezinwazyjna, albo uszczelnianie bezwykopowe. WC doktor. Po zastosowaniu pudingu w sprawnym WC, uzyskuje się przepływy laminarne.

    sigma 05.03.2014 12:25:12
    No to weź siekierę, przerzuć przez ramię i wyjdź na trasę patrolu, tudzież pod czujne oko zatroskanych obywateli. Choć się załóż, że nie możesz.
    Ostrze siekiery powinno być zabezpieczone, a cała siekiera spakowana w taki sposób, aby uniemożliwić natychmiastowe użycie.

    Wrzący olej to będzie chyba oblężnicza obronna i dobrze pisze Kropka, że w tym przypadku ważne jest źródło. Tzw olej jadalny jest obciążony, do wysokości ropy, bo ludzie dokonywali na nim transportu. To niedopuszczalne. Ekologicznie oczywiście. To się nazywa "jeździć na plackach", bo zapach zostaje jak po frytkownicy.
    Znam prekursora, który pięć silników zarżnął na plackach, tak to się opłacało.
    No i oczywiście wątpię, aby ustawienie maźnicy w pozycji bojowej było legalne. Masz niecny zamiar, czyli intencję.

    To samo z półcegłówką. Gdy leży sobie w krzakach i eroduje, to możesz mieć, ale spróbuj ją choćby wmurować. Bez zezwolenia?

    Jęczałbunkier, to jest takie coś, że gdy to się włączy, zbrojenie w żelbecie dzwoni, tudzież śpiewa. Broń muzyczna.

    KOSSOBOR 05.03.2014 14:29:36
    Widzisz, po tych wszystkich przeprowadzkach, oświadczeniach i zaangażowaniach, po prostu zgubiłem karton z Jajami. wstyd przyznać. A wytropiłem, dzięki Kropce. Miała w świeżych komentach, na co me oko padło.
  • @Torin 18:19:12
    Torin, Ty jesteś jak zdrowie jako jajcarz. WC doktor przyprawił mnie (o śmiech). Również broń muzyczna to coś, co mnie rozśmieszyło, a wierz mi, potrzebuję teraz trochę ćwiczeń dla przepony...
    Jako kara za zgubienie kartonu z jajami - do końca tygodnia stachanowskie tempo przy jajcarzeniu!

    No i teraz autentyk (siadłam na jaja specjalnie po to, by go opowiedzieć, nie jest apropos, ale jest dosyć jajciarski).
    Otóż pewna osoba więcej niż młoda zdradziła podczas rozmowy, że myślała iż ZBOWiD (czytany fonetycznie, czyli z "t" na końcu) to rodzaj witaminy. Któraś tam wersja Wibowitu. Padłam. A zaraz potem poleciałam na jaja polecić innym te witaminy;). Chcesz być zdrowy, chrobry, siny, wpieprzaj zbowid witaminy!
  • @Torin 18:19:12
    Jętyszał i jęczałbunkier... wszystko w porządku. Ale czy ktoś pomyślał o gryziodrapie?
  • @Maria Wesołowska 19:32:39
    Tadzinek w czasach, gdy w sklepie był tylko ocet, turecka herbata i znudzone ekspedientki, wpadał do sklepu i zadawał pytanie:
    - Czy jest żółtyser?
  • @Torin 18:19:12
    Jak to "zgubiłem karton z jajami"! Jak to "zgubiłem karton z jajami"!!! A?! Nooo, niech no tylko tu przyjdzie Mme oraz zakwitną jabłonie! To dopiero będą jaja!
    I nie to, żebym kablowała, ale ulubioną bronią Mme - poza naturalnie podręcznym miotaczem ognia - jest półcegłówka. Bez certyfikatu.
    Normalnie strach się bać.
  • @tadman 23:33:07
    A jak zalała nas tandeta z Zachodu po 1989 roku, to chodziły fafkulce. Znaczy: czy jest Fa w kulce? /dezodoranty/ I zazwyczaj brało się dwa fafkulce zamiast jednego fafkulca.
  • @KOSSOBOR 00:44:45
    Pytam dziecka starszego co to fafkulec i odpowiada mi, że ptak, a na moje zdziwienie snuje przypowieść, że po angielsku jeśli ktoś przez pomyłkę napisze "a lot" razem to zamiast się wkurzać na niegramotność Anglik wyobraża sobie, że to jakiś zwierz i tak "alot of beer" to taki piwny zwierzak.
  • @tadman 23:01:15
    Tadzinek pewnie sobie wyobraża, że Ywzan Zeb nigdy nie rymował po częstochowsku.
  • @KOSSOBOR 01:19:17
    Tutaj hrabina nie ma racji, odnośnie zachowania instynktu samozachowawczego w szale twórczym.
    Bo jeśli go zabraknie to może "powstać" coś takiego jak "rozumni szałem" czy "poszli nasi w bój bez broni".
    Chociaż, na jajach to chyba nie trzeba.
  • @bez kropki 19:08:22
    Broń muzyczna znaną była już w starożytności, takie trąby Jerychońskie na przykład.
    Ciekawe, jakby tak uzbroić kilka dywizji odpowiednio nastrojonych trąbek do kruszenia czołgowych pancerzy, czy to też wymagałoby pozwolenia.
    Napisałem i se zdałem sprawę, że już słyszałem o aparaturze do rozpędzania tłumu dźwiękiem.
    Nihil novi sub sole, co się przekłada Nic nowego bez soli
  • @bez kropki 15:08:08
    Mme w patelni teflonowej podgrzewała broń oblężeniową pod cebulkę z pieczarkami, a jednocześnie, jak to mają w zywczaju Napoleoni wszelkiej maści, projektowała broń zaczepno-odporną ukrytą pod maską postępu, mody i wszelkiej feministycznej nowoczesności.
    Mnianowicie projektowała sobie nowoczesny kapelusz na wypadek gdyby przyszło jej zjawić się na Ascot czy na inszy hipodrom, czy w ogóle gdziekolwiek. Tą razą nie był to żaden udatny model w kształcie stajni z poddaszem, jeno model uzbrojony w kształcie ostro oranżowej dyni z wbitą w nią siekierą z jednej strony oraz indyczym piórem z drugiej. Oczyma duszy już się widziała, jak paraduje w tym arcydziele budząc ochy i achy zawistnych modniś oraz zupełny brak zainteresowania służb mundurowych.
    A w razie niespodziewanego zagrożenia - kapelusz jak znalazł!
  • @Ywzan Zeb 18:47:39
    Jednym słowem - samorealizowała się jak ta lala!

    Inszym pomysłem był kapelusz w typie mobil w formie hełmu z takim wiatraczkiem na szczycie, którego piórami były osadzone luźno noże. Przy silnym wietrze ostro zasuwające smigła wiatraka robiły naprawdę piorunujące wrażenie.
    Mme przymierzyła ten model i tak jej się spodobał, ze aż zionęła ogniem z pyska osmalając hełm z lekka i dodając mu owego nieodzownego je ne sais quoi, bez którego żadna sztuka nie jest prawdziwą sztuką.
  • @tadman 08:54:14
    Fafkulec vulgaris nalezy do ptaków drapieznych, osiadłych. Najchętniej przebywa w okolicznych krzakach wraz z kumplami, skąd co jakiś czas robi wypady pod budkę z piwem celem zjedzenia tego lub owego pod kufelek żywca z kija. Ptak dość niechlujny, rozmnaża się jak już, to niechętnie, ale i tak nie bierze udziału w wychowaniu potomstwa. Gniazd nie wije, najchętniej zasiaduje dziuple i nory, z których na chwilę wybyli lokatorzy. Brak dymorfizmu płciowego,
  • @KOSSOBOR 00:41:08
    Mme korzystając z faktu, że dzisiaj z naszej dzielnicy zabierali między innymi makulaturę wywlokła z garażu i zastawiła tretuar ogromnymi kartonami zapchanymi po wręby, dzięki czemu w opustoszałym garażu odsłoniła się jej oczom zachwycająca machina bojowa do wykonywania cegieł, którą niegdyś stworzył Karol. Najpierw przycięła sobie nią palec, potem zwaliła ją sobie na nogi, po czym stwierdziwszy, że ktokolwiek ją tknie, uszkodzi się nieodwracalnie - zostawiła ją do dalszych eksperymentów z ewentualnym neplem. Oczyma duszy już się widziała, jak prosi owego nepla "Pan tu potrzyma to ustrojstwo, bo nie przejdę" - wróg lekceważąc zagrożenie beztrosko łapie za dowolny fragment i jest załatwiony odmownie!
  • @Torin 18:19:12
    Żeby zrozumieć wypowiedź Mme z goryczą sięgnęła do nieocenionej wiki, gdzie posiadła wiedzę w kwestii przepływu laminarnego. Niestety, informacja, iż graniczną prędkość przepływu, przy której ruch laminarny przechodzi w turbulentny można dla określonego płynu i warunków przepływu obliczyć na podstawie liczby Reynoldsa - sprawiła, że jakby z lekka przywiędła, a przede wszystkim - doszczętnie zniechęciła się do wiedzy jako takiej.

    Poza tym ubocznie zastanawiała się, czy uwaga Torina, jakoby miała niecne intencje ma traktować jako komplement, czy też wręcz odwrotnie.

    Tym niemniej niewątpliwie te niecne intencje miała. I to był fakt.
    Natomiast nie miała maźnicy, niestety.
  • Z tym puddingiem, co to laminarny przepływ w rurach wymusza to ostrożnie!!!
    Januszek ostatnio się opuścił w czytaniu jaj.be i nie mógł uznać, jak w przypadku piekielnej machiny garażowej Glorii się zdarzyło, że żadnego pieruństwa przed sprawdzeniem należy używać z dużą ostrożnością
    .
    Januszek wysępił od niani cały sagan puddingu i postanowił w muszli WC wymusić przepływ laminarny.
    Zaczął spokojnie. Łyżeczka od herbaty puddingu nie spowodowała widocznej zmiany w funkcjonowaniu układu. Januszek pobiegł do kuchni i przyniósł łyżkę stołową i łyżkę wazową. Okazało się, że nawet łyżka wazowa puddingu na muszli nie zrobiła najmniejszego wrażenie i z uporem trwała w turbulencji.

    Januszek przyniósł swoje wiaderko, co to je do piaskownicy zabierał, ale muszla nie chciała się przestawić na laminarkę, więc Januszek przyniósł kilka garnków z kuchni, które załadował po brzegi puddingiem i zastosował prawo serii. Po czwartym garnku muszla czknęła, zastanowiła się chwilę, ale jednak z wyraźnym oporem przeszła na przepływ turbulentny.
    Zdesperowany Januszek postanowił zagrać na zmęczenie przeciwnika i zadać muszli resztę zawartości sagana. Przyszło mu to z niejakim trudem, ale dopiął swego.

    Muszła z lekka zakrztusiła się i z wyraźnym trudem przyjęła tę laminaryzującą miksturę.
    Januszek pociągnął za sznurek zwisający z rezerwuaru i...
    dopiął swego, bo woda ruchem laminarnym zaczęła wylewać się z muszli na mieszkanie. Dusza Januszka-badacza zaczęła śpiewać odę do radości.
  • @bez kropki 19:08:22
    Będzie ciężko:) Pod innym systemem robię, rzadko osiągam synchronizację Ddos"Mickiewicz", czy choćby dekadentyzmC+, kubizm V. Emulowanie często daje error na wyjściu, ewentualnie "blad w data". To przez odmienną strukturę magistrali, podejrzewam. Ścieżki też nie te co kiedyś. Jakieś paprochy, pająki się walają.

    :)
  • @sigma 19:58:57
    Mme się nie przejmuje. W tajemnicy powiem ,że nikt tego do końca nie kuma. Nawet ci, którzy twierdzą, że tak, a liczba RE, to liczba tajemna. Coś jak Pi, tylko w innej branży. No i moim zdaniem jest śmiertelna. Podejrzewam, że jej dni są policzone, bo stara już jest. Było kilku bohaterów, którzy ją atakowali, ich kości co prawda bieleją, ale...
    Z tymi przepływami to jest tak jak z króliczkiem, chodzi o to, by gonić go.

    Oczywiście, że komplement, nawet jeśli niezamierzony:)))
  • @tadman 21:18:20
    Tadziu, dlaczego się powielasz? To jakiś tajemny eksperyment?
    Poza tym wypotrzebujesz babci cały puding i co wtedy?
  • @tadman 21:08:44
    Januszkowi nikt nie powiedział, że to trzeba szpachlą nakładać do zaschnięcia i polerować strumieniem, najlepiej na gorąco. Strumień może być czystego medium, chodzi o termoplastykę i proces jest rozłożony w czasie. Osiąganie doskonałości nie jest natychmiastowe. Nic dziwnego, że Januszek doprowadził do zerwania strug i parkietu. Zamiast zlaminaryzować przepływ, zamknął go. To już przyśpieszanie przepływu, które rozważała Mme, było bliżej. Choć zazwyczaj nie pomaga.
  • @sigma 21:25:58
    Bo ja jestem reaktor samopowielający się. ;-)

    To nie ja, to Januszek i to nie Babcia a niania ma sagan.

    Proste, chrome się zawiesił przy puszczaniu na jaja, ale miałem na szczęście w schowku cały tekst, więc go puściłem z IE, a jak okazało się, że jednak wtedy wszystko przeszło to kopię wyciąłem, żeby nie śmiecić. Ot co!
  • @Torin 21:17:40
    Stara, smiertelna liczba RE okutana prześcieradłem wydając ciche a żałosne : piii, pii, pii przemieszczała się w ścisłej tajemnicy w stronę najbliższego cmentarza.
    Tak, tak - nosił wilk razy kilka, aż ponieśli i wilka... nie ma letko. Nawet ci, którzy niegdyś bezskutecznie próbowali wkraść się w jej łaski i przeniknąć jej tajemnice, teraz tylko uprzejmie uchylali kapelusza i pośpiesznie się oddalali.
    Była passé, przebrzmiała, przeżyta i niemodna - myślala sobie chlipiąc w mankiet i jednocześnie laminarnie i nieubłagalnie przemieszczając się w stronę mogiły.
  • @Torin 21:31:49
    Sie wie, że "Osiąganie doskonałości nie jest natychmiastowe.", nawet jak to jest wielkość fizyczna.
  • @tadman 21:37:44
    Tak, dokładnie. Jak np temperatura, która się osiąga i jest wielkością fizyczną.
  • @Ywzan Zeb 18:42:21
    No właśnie, na Jajch zachowujemy całkowitą swobodę i dziewczynę młodę odnośnie szału twórczego. Żadnych chomąt mentalnych.
  • @KOSSOBOR 23:05:43
    Mme z pewnym takim znużeniem i poczuciem déjà vu pakowała kufer podróżny.
    Ponieważ jechała na spotkanie z rotawirusem, musiała się uzbroić po zęby i to nie tylko w cierpliwość.
    Pamiętała na szczęście rady pewnej znachorki pierwszego kontaktu - na rotawirusa tylko pepsi i słone paluszki! Wiadomo że kwas siarkowy jest dobry na wszystko, więc rada musiała być dobra.
    Z rosnącą irytacją przeglądała długofalowe prognozy pogody, z których wynikało, że w najbliższym czasie mur beton nastąpi wiosna, lato, jesień lub zima.
    Co, do jasnej Anielki, miała zapakować? Futro i papachę, czy kostium kąpielowy?
  • @sigma 17:10:06
    Optimum to futro i kostium kąpielowy, a dla ryzykantów kostium kąpielowy i papacha.
    Na rotawirusa najlepsza kołatka. Dla wzmocnienia działania można ją natrzeć czosnkiem i cebulą.
    Spectrum działania można powiększyć przez dołączenie do zestawu podróżnego chińskiego młynka modlitewnego i egzemplarz prozy Karola Maya z którymś Winnetou. A to wszystko zapakować w sari, której to zawartość oślepiła kiedyś w Bombaju jednego z naszych rodaków.
  • @tadman 17:22:24
    Mme z żalem odłożyła płetwy i sięgnęła po gogle, które zaraz też odłożyła. W międzyczasie proces selekcji przeszedł warkocz czosnku i wełniane skarpetki; spoczęły na dnie kufra tworząc interesującą nature morte w różnych, lecz dopełniających się odcieniach bieli. Niestety, interesującą kompozycję zepsuła sterta ubranek niemowlęcych w tzw. wesołych kolorach, która spoczęła obok. Mme od tych wesołych kolorów zaczęły boleć zęby, więc dołożyła apteczkę, która cichcem gwizdnęła z samochodu.
  • @sigma 19:09:40
    Apteczka samochodowa polega na tym, że jej się nie używa. A jak już się nadarza okazja, by jej użyć, okazuje się, że wszystko dawno wywietrzało, a opatrunki są zalane jodyną. Też już dawno wywietrzałą.

    Gloria uzupełniła wodę w stawie, przystrzygła żywopłot, posprzątała kąty i piec piąty, i tym wszystkim wypełniła olbrzymi wór, celem wyrzucenia wszystkiego do pojemnika z odpadami nie segregowanymi /Stirlitz odetchnął z ulgą!/. Następnie nie mogła wora unieść, a Woyciechowej nie było ani pod ręką, ani pod miotłą, ani pod grabiami. W ogóle jej nie było, bo poleciała pod ruski konsulat, chcąc poskakać sobie razem ze związkowcami i Józkiem. Chociaż Hrabina jej mówiła, że jak poleci, to jej osobiście nogi z d. wyrwie. Ale, jak wiemy, na głupotę i miłość nie ma rady.
    Przeto wór został w ogrodach zameczku i straszy. Nawet kocice się go boją.
  • @tadman 17:22:24
    Gloria stanowczo wykluczyła kostium kąpielowy, bowiem mądrość ludowa mówi /ale już coraz rzadziej/, iż do wody przed św. Janem nie wchodzimy. Tak więc poleca Mme polary wszelakie, co to są naprawdę dobre na wszystko. Mme to w końcu zaakceptowała, dobrała jeszcze piosenkę, również dobrą na wszystko, przeczyściła podręczny miotacz ognia i pulweryzator wiadomo z czym - bowiem udawała się w regiony niebezpieczne i usiane gęsto. Na wszelki wypadek dorzuciła szybko do kufra jeszcze kilka półcegłówek, na które naturalnie wypisała sobie certyfikaty - zgodnie z radą Torinka i opatrzyła pieczątkami. Na te pieczątki zużyła całe dwa kartofle, co ją rozsierdziło do białości. Bowiem biurokracja była jedną z tych licznych spraw, które zazwyczaj Mme rozsierdzały.
    Tak uzbrojona - ruszyła na stolicę.
    Rotawirus już szczękał zębami ze strachu. Strzykawy bowiem mu nie robiły, ale nie półcegłówki!
  • @KOSSOBOR 20:07:12
    Tadzinek postanowił skorzystać i odpalić ENIACa podczas Gloriowego porządkowania przyzameczkowego ogrodu i wejść na jaja.be.
    Udało mu się podłączyć zasilanie i w końcu zaczął dukać trochę półgłosem i pomagać sobie językiem, aż w końcu zaczął ślimpać, bo odkrył, że wzruszyła go wysoka forma piszących Pań, a szczególnie absurdalno-surrealistyczne pomysły.
    Zachodził w głowę skąd ta forma i najpierw myślał, że sprawił to magiczny Dzień 8 marca, a potem doszedł do wniosku, że Panie będą startowały w jakiejś nietypowej konkurencji w czasie HMŚ w Sopot i to stąd właśnie.
  • @tadman 17:22:24
    Bez wątpienia lepszy już egzemplarz prozy Karola Maya niż Karola Marksa, ale Mme po krótkiej konsultacji z samą sobą, zrezygnowała z obu i miast tego wzięła Cambozzolę. Zamiast sari wzięła ser, zamiast kołatki koperek suszony, zamiast młynka modlitewnego młynek do pieprzu, a zamiast papachy papayę. A na to wszystko wrzuciła zamiast zasmażki, stertę polarów oraz sześć opasek na uszy, które - zgodnie z tradycją, którą sama ustanowiła - zamierzała zgubić .
  • @KOSSOBOR 20:07:12
    Teraz Mme jeszcze rozmyślała nad piosenką, co to jest dobra na wszystko, bo pójść w bój z rotawirusem bez pieśni na ustach - to prosić się o klęskę.
    Już po chwili bojowo nuciła pierwszą zwrotkę:

    Zaś w ogródku rotawirus
    Oj za bardzo on nam wyrósł
    Hu ha!, Hej ha!, Hu ha! Hej Ha!
    Niechaj wirus zna,
    Gdzie się kończy gra!
  • @sigma 20:51:59
    może druga zwrotka się nada:

    Hej ciągną wirusów roty
    poprzez deszcze, burze, słoty
    na nic zdają się uniki,
    pomóc mogą nauszniki.
    Już nas wirus nie odeprze
    w nausznikach oraz w swetrze.
  • @Ywzan Zeb 21:07:04
    Ano pewnie, że się nada! To na jakąś melodię, czy też ona dowolna?

    Teraz Mme pogrążyła sie w zadumie, który z kapeluszy wybrać na tę niebezpieczną misję, bo certyfikowane półcegłowki mogły nie wystarczyć. Zresztą półcegłówka jest bronią miotającą, a taka siekiera - sieczną. A należało sie dozbroić na każdą okoliczność.
    Tym niemniej olej postanowił;a kupić na miejscu.
  • @Ywzan Zeb 21:07:04
    Roty wirusów ciągną poprzez słoty
    A złe to cholerstwo, bo szuka roboty
    Pierzchają przed nimi ludzie, psy i koty,
    Na nic bieg szybki i jerseyowe nauszniki
    I sweter od babci w niebieskozielone koniki.
    Ale choć wirus nas złapie, to proszę bez paniki.
  • @tadman 21:35:21
    Tadziu, muza Cię napadła znienacka?! Brawo! Jestem pod wrażeniem.
  • @tadman 21:35:21
    Wirusów ciągnie ze czterdzieści sotni,
    a złe jak cholera, bo są bezrobotni
    za rotą rota i za sotnią sotnia
    oj, skończy się tragicznie ta noc sobotnia
  • @sigma 21:44:45
    Zajrzyj do bloga YZ, a odpowiedź tam czeka. :)
  • @Ywzan Zeb 21:45:14
    Tylko bez majdanienia. :)))
  • @Ywzan Zeb 21:45:14
    Proszę tylko bez paniki,
    Bo w sobotę czyni uniki,
    Wirus, gdyż liczy pliki
    Dolarów od NWO kliki.
  • @tadman 22:19:36
    ot, i na nic wszystkie czary
    bo tu pliki i dolary
    na nic swetry, nauszniki
    wszędzie pliki, pliki, kliki.
    strach się nie bać, strach się bać
    strach jest nie spać i strach spać
  • @Ywzan Zeb 22:27:33
    Wywieszam białą flagę, bo takiego łamanego wersowania nie umiem.
  • @tadman 22:49:56
    Toż to przecież żadne zawody :)
  • Biała flaga
    Już ciągną pieszo wirusów srogie rota,
    Aby nie tylko Dyletantom popędzić kota.
    Na nic Sigmy, Zeba, Tadzinka robota,
    Bo tym huncwotom dogadza słota,
    Kiedy ludziom sól niszczy drogie bota,
    A nogi wiodą wprost do zimnego błota,
    Zacierają swe nibynóżki jak jakiś idiota,
    Bo kiedy przeziębionego choroba omota,
    Idą szybko po wypłatę do kasy Monsanta.
  • @Poeci
    Gloria była wstrząśnięta. Gdy tak ją wstrząsało i wstrząsało, czujnie przesunęła się w kierunku otomany, by udatnie na nią opaść. Opadła, pobladła i stwierdziła, że by coś zjadła. Niestety, wierna sługa jeszcze nie wróciła spod licznych konsulatów, więc Hrabina, swoim zwyczajem, zapaliła papieroska i wówczas myśl zbawienna ją naszła.
    Złapała telefon:
    - Sylwka?! Mahlehem gnoja!!! Mahleha nic nie przetrzyma! Nawet hotawihus! A także hotwaileh, wichajsteh i jego pchły!
    "O choleha" - pomyslała - "Chyba coś pomyliłam. Ale co tam, intencja się liczy, a już Mme i tak przyładuje, komu tam będzie uważała. Taki Mahleh to wphost wundehwaffe. Do tego półcegłówki z cehtyfikatem. A na koniec koło gospodyń wiejskich po 70-tce, śpiewających. One zawsze śpiewają o dupie Mahyni, co się zaczyna: "Łoj, dała bym ja dała, gdybym jesce miała" po tej 70-ce i co zawsze hobi piohunujące whażenie. Majdany tym można spokjnie hozpędzić, a co dopieho hotawihusa i jego pchły. A nie, znowu coś pomyliłam."
    Co skonstatowawszy, udała się na spoczynek z mocnym postanowieniem, co i z czego wyrwie jutro Woyciechowej.
  • @KOSSOBOR 00:47:14
    Poeci
    jak dzieci
    zamiast świeczki świecić
    pod konsulatami
    oni się rymami
    zabawiają
    świata nie zbawiają.
  • @KOSSOBOR 00:47:14
    No tak - rozważała sobie w duchu Mme poradę Glorii - pal diabli rotawirusa, ale Mahlera to i ja nie przetrzymam. I to z całą pewnością, podczas gdy w przypadku rotawirusa, być może w trakcie żywota zdążyłam się na gnoja uodpornić i jakoś ujdę cało z pogromu ( razem z pieśnią, która - jak wiadomo - ujdzie cało). Zresztą z tą pieśnią to ciekawe, że taka odporna na rotawirusy i tych tam mieczowych złodziei oraz insze paskudztwo. A wieszcz wydawał się wtej kwestii wyjątkowo pewny siebie.
    Tak dumając w temacie Mme kompletnie się zatraciła i znienacka doszła do wniosku, że Konrad Wallenrod niewykluczone, że własnie wydusił Krzyżaków rotawirusem i sam legł na polu chwały, bo widocznie podówczas odpornośc jem zeszła na psy.
  • @sigma 18:26:56
    Bo czy ktoś pamięta, jakie objawy mieli Krzyżacy zapadnięci na tajemniczą zarazę przywleczoną przez Konrada? Na pewno był to lotny wirus.
  • @Ywzan Zeb 11:50:19
    Tadzinek prężył muskuły i cieszył się, że coś mu z tym rymowaniem wychodzi, aż wszedł na blog YZ, szczęka mu spadła na ziemię, bo czegoś takiego nigdy się nie spodziewał.
    Toż to regularna twórczość poetycka. Przeliczył sobie szybko, że taką rymowankę, przemilczmy ewentualną jakość produktu, pisałby chyba ze 3 lata, więc mamy tu do czynienia z profesjonalistą. No jest tam i kawałek historii naszej, więc Tadzinek zastanawiał się czy to może Rymkiewicz, a może poeta Welc lub Wencel to napisał. Ta konstatacja trochę mu humor poprawiła, bo przecież on tylko skromny amator.
    Aby przygotować stosownie podstawy teoretyczne postanowił przeczytać z półeczki w WC wszystkie Maigrety, Poiroty i jeszcze twórczość Joe Alexa i wdrożyć następnie dochodzenie. Drżyj Y. Zebie.
  • @sigma 18:29:15
    Idąc tym tropem - należałoby zarazić się jakąś chorobą wieku dziecięcego, a potem poleźć po warszawce i poświęcić się dla dobra ludzkości fraternizując się z tymi wszytskimi łachudrami w nadziei, że są co do jednego zaszczepieni przeciw tej chorobie, bo wtedy choruje się na nią z potwornymi komplikacjami, szczególnie w wieku dorosłym.
    Pomysł jest dobry, ale chyba poza szkarlatyną przeszłam wszystkie choroby wieku dziecięcego, psiakostka.
  • @sigma 18:46:54
    Rotawirus jest wybredny i miąs nieświeżych nie je. Trzeba by jednego z drugą w pułapkę od Jaguara lub Porsche'a złapać i jakąś zanęcającą pomadą wysmarować, najlepiej żeby była od Diora lub od Hugo Bossa i wtedy wirus weźmie, choć z niejakim ociąganiem, więc z otoczenia należy usunąć wszelaką młódź, aby plan powiódł się w całości.
    Taki Kalisz ma już własną pułapkę, tylko na cholerę dużo tej pomady wyjdzie. Może by do Zdrojewskiego o granta jakiegoś wystąpić, tylko jakiś lewak albo cep musi to podżyrować.
  • @tadman 19:11:44
    Czy to się już aby liczy jako broń biologiczna?
    Nie to, żebym się przejmowała, ale jako że 10 kwietnia 1972 podpisaliśmy Convention on the Prohibition of the Development, Production and Stockpiling of Bacteriological (Biological) and Toxin Weapons and on their Destruction, Biological Weapons Convention, BWC) – w związku z czym zobowiązujemy się do nie rozwijania, przekazywania oraz nabywania broni biologicznej - zapewne w razie dorwania człowiek jest już skazywany z czegoś wyższego od byle kodeksu Karnego. Tylko czy przekazanie komuś wirusa to już rozprzestrzenianie broni? Bo skoro tak, to wszyscy bezustannie to robią, szczególnie te zakatarzone cholery w autobusie miejskim.
  • @sigma 19:29:14
    Ależ skąd, one są w powietrzu i posmarowanego pomadą traktują jak osy lukier na pączkach w cukierni bardzo późną jesienią, więc my nie podpadamy, bo nie gromadzimy, nie składujemy, nie rozpowszechniamy i najważniejsze n i e p r o d u k u j e m y.
    Choć zaraz, zaraz, taki Saddam Hussein nie miał ani grama niedozwolonej broni, a...
  • @tadman 18:44:54
    Nie wiem czy po takiej laurce, jaką mi odmalował
    Tadzinek to powinienem się pokryć rumieńcem i nieśmiało odsunąć w kąt, czy też nadąć jak balon i wzlecieć hen wysoko...
  • @Ywzan Zeb 20:11:16
    Możesz cały w rumieńcach lekko lewitując dalej tutaj tworzyć ku pokrzepieniu naszych serc;)))
  • @tadman 19:40:25
    No więc sam widzisz! To już lepiej produkować, rozprzestrzeniać etc, bo potem przynajmniej wiadomo, za co człowieka mordują w majestacie prawa;)
  • @tadman 20:29:05
    Absurdalno-surrealistyczność brała się paniom nie z czego innego a z tzw. prozy życia... Wydatnie zresztą podbudowanej poezją serwowaną przez panów.
    Tak więc, owszem, kostium kąpielowy, ale z selskinów. Do tego kożuch-baranica, do tego czapka armii szwedzkiej, menażka armii szwedzkiej, portu
    ki marynarki (wojennej) miejscowej, buty armii miejscowej, pasta do buta bundesarmii a na rota(wirusa) jeszcze (pomocniczo) liść borówki czernicy (herbatka) i szczaw ale nie Stefkowy, tylko tzw. koński aka kobylak (druga herbatka).
    I jeszcze o tych rota(wirusach) - Wallenrod, jak Wallenrod, ale coś tam się Gryzi mota po głowie, że Maurów posady i żadne bronie jem nie dajo rady. No i ten jeden wpadł posłem, padł pod osłem i rzekł był "Grenadę rozniosłem" (czy jak to szło, co to "A w Grenadzie zaraza").
    O! I tak, jak padać pod młotem i sierpem prawa, to żeby choć wiadomo było za co! Czyli: posiadać, rozpowszechniać (wiedzę), wędzić (mięso), lać (na różne Europomysły ew. w mordę) itp.
  • @bez kropki 21:18:56
    Cholera, wcięło mi komentarz.

    I tak własnie na przykładzie zapodanym we wstępie do "Konrada Wallenroda" widać, jak kończy się dialog chrześcijaństwa z islamem! I to od zawsze!
    W dodatku wygląda na to, że Mickiewicz jest po stronie tego pieprzonego, zdradzieckiego dżihadysty, Almanzora!
  • @bez kropki 21:18:56
    Ponieważ nie miała w domu nikogo służącego w armii szwedzkiej, czy w Bundesmarine, czy w innych wojskach lądowych lub morskich, komu by mogła podpieprzyć ekwipunek, Mme postanowiła ubrać się jak na narty, ale bez nart. Może będzie budzić zdziwienie wśród tambylców stolycy, ale przynajmniej strój ten pozwalał na improwizację przy każdych warunkach pogodowych począwszy od dzikich upałów, a skończywszy na mrozie arktycznym.
  • @sigma 21:55:42
    O, i tu stwierdzić należy, iż Gryzelda zawsze (a przynajmniej od kiedy dostała niestrawności po Balladach) uważała, iż Mickiewicz wielkim szkodnikiem był. Iż, ponieważ, albowiem.

    A co do strojów i tambylców stolicznych, to Gryzia uważa, iż w stolycy nosi się lekką obojętność wobec strojów i nastrojów. Może być podniesiona nieco godność własna (jak jakaś patka, czy cuś). Albo lekka dezynwoltura. Po tym zestawie tambylcy rozpoznają innych tambylców. A jak się komuś coś nie podoba, to my go rejnoldsem (czyli przepływem burzliwym, czyli owym łukiem stromożółtym).

    Na pohybel rotawirusom, tfu, niegodziaje!
  • @sigma 22:02:31
    Ekwipunek każdej jednej porzonnej armii kupujemy w sklepie, jako rzekł był diadia Wołodia. A diadi czeba słuchać, no!
    I faktycznie, ekwipunek armijny pozwala przetrwać każde warunki pogodowe tudzież towarzyskie. No, bo słyszał kto, by osobę w mundurze galowym wyrzucono np. z balu? Albo z innej imprezy? Do tego osobnicy w mundurach udatnie się wpasowują w model tambylczej samoobrony. I w ogóle. Na bazie tego w ogóle pewna osoba wyznała mi swój pomysł. Iż otóż zamierza kupić w sklepie mundury armii szwedzkiej i pójść w nich przejąć polskie placówki dyplomatyczne, w ramach samopomocy dla gnębionych Polaków oraz odzyskiwania mienia Zyzia (Wazy czy tam innej zastawy) czyli ziem od dawna polskich.
  • @Ywzan Zeb 20:11:16
    Oj tam, oj tam! Poeta jest delikatny tylko w piórze, a w obejściu często jak Adam, znaczy się nasz wieszcz.

    No, ten cytrzysta też pisał, że Jasiek z Czarnolasu to też miał sporo za uszami i nawet tę Urszulkę uśmiercił (gadają dobrzy ludzie, że jeno w wierszu), choć córki ponoć nie posiadał. (Mam nadzieję, że nie było tak jak u Friedricha_Dürrenmatta w "Jesiennym Wieczorze" - Holoubek + Woszczerowicz).

    No dużo by można jeszcze o tym huncwocie Puszkinie dodać, więc czerwień się Waść, lewituj, rozpychaj się gdzie się da i nie pękaj, a pisz nadal, byśmy miarę własną mieli.
    Przyłoży się taki wiersz do mojego i już mi moje ego pfff zrobi i złe powietrze z człowieka ujdzie i zaraz zdrowszy będzie.
  • @sigma 18:46:54
    Poirytowana dywagacjami Mme i dzieleniem przez nią włosa na czworo, a nawet na dziesięcioro, Gloria schwyciła za słuchawkę telefoniczną:
    - Sylwka?! My, żyjąc od wykhoczenia do wykhoczenia, olewamy Convention on the Prohibition of the Development, Production and Stockpiling of Bacteriological (Biological) and Toxin Weapons and on their Destruction, Biological Weapons Convention, BWC) i na wszelką fhancę sami sobie wypisujemy cehtyfikaty i zezwolenia. To będzie cię kosztowało - owszem - dodatkowe dwa kahtofle na pieczęcie, ale cel przed tobą zbożny jest. Nie tuhbuj się! Podeślę Woyciechową z pióhami i epoletami genehalskimi, po phadziadku sthyjecznym zostały, jeszcze od Wilusia. Po dhugim phadziadku wujecznym zostały pagony od Mikołaja. Wybiehaj, albo weź jedne i dhugie - na Wahszawę jak znalazł. Pióha zeszłohoczne, od Helgi kupiłam. Wiesz, ona handluje pokątnie thofeami za plecami von Targova. W takim przebhaniu nikt cię w stolicy nie rozpozna, wtopisz się, po phostu. O choleha! Nie mam pejsów! Bez pejsów nie jedź!!! Zapytam Józka, może ma jakieś sprzed wojny.

    Mme popadła w stan prostracji istnej, bowiem kufer podróżny był już pełny. Na wszelki wypadek postanowiła jednak dodziergać lampasy z białego kordonka, by komponowały się z epoletami i piórami. Pejsy olała.
  • @tadman 22:40:47
    A w ogóle, to Gryzelda wielce sobie ceniła poezje Tadzia. Albowiem po nich następowały erupcje talentu Zeba. Tadzinkowi (umysł ściśnięty, jak pamiętamy) rola katalizatora powinna pasować i być nawet do twarzy. - Tak sobie myślała Gryzelda buszując w, nie, nie w żadnym zbożu czy cuś, tylko w armijnym sklepie, w którym nijak nie dawało się znaleźć sztućców większych niż łycha do oficerek.
  • @bez kropki 22:26:29
    PS wkradła się nam nieścisłość. Gryzelda otóż niestrawności dostała po PRZEGRYZIENIU SIĘ (dosłownym) przez owe Ballady.
    Na mocy przeprowadzonego doświadczona uważa odtąd niestrawność i szkodliwość Adama za fakt naukowo dowiedziony.
  • @KOSSOBOR 23:07:55
    Cd. Pejsy olała
    Źle zrobiła.
  • @tadman 22:40:47
    No i dodam, że poeta żadnym sposobem mimozą być nie może i najlepiej jakby miał skórę o grubości tapira + dzika + gutanga, bo tylko wtedy może strzymać, że jego czołowe dzieło "O Św. Bruno z Kwerfurtu i pięciu braciach męczennikach" lików ma tyle, ile ma.
    Pozostaje jeszcze pociecha, że hołota na prawdziwej sztuce się nie zna i tylko śmierć nobilituje twórczość poety. Oczywiście, w tym zakresie Kolega nie może liczyć na pomoc Il Dilettanti.
  • @bez kropki 23:11:25
    :)))
    Ach te erupcje nonsensów i surrealiów.
  • @Torin 21:08:55
    Wy się, Torin, towarzyszem Mickiewiczem nie zasłaniajcie. On na Krymie cierpiał (w dodatku w towarzystwie agentki S.) zanim to było modne. Towarzysz Mickiewicz prekursorem był a wy tu jakiś dekadencki i burżujski kubizm i "bladź w data" czy cuś klasie przodującej imputujecie. Może to i jest przez odmienną strukturę magistrali (przy okazji: której i kto wam o tym powiedział) ale teraz bez czynu rewolucyjnego - ani rusz. Musicie się, wicie-rozumicie, odciąć od braku synchronizacji z jedyniesłuszną ideą jaj.
    W ramach kary poczytacie sobie (siedząc na sągu lub pod pilnowanym dżewem) o Sekcie Wielbicieli Szynki Schabu (i Słoniny).
  • @bez kropki 22:26:29
    Trzeba przyznać, że Gryzia jest dzieckiem szczęścia, bo gdyby tak wdrapała się półkę wyżej i przegryzłaby się przez "Balladynę" to nie dość, że mogłyby zaszkodzić jej maliny (znany alergen), dzbanek w którym one były, że nie wspomnę o Kirkorze, Grabcu, Balladynie, sztylecie, no i jadzie, który sączył się uparcie z Aliny.
  • @bez kropki 12:21:33
    Ależ to z troski Kropeczko, aby nie popsować czegoś co działa i ma się świetnie.

    Co do poruszanego tematu, to mam trochę ospy na zbyciu. Niestety nie czarna, zwykła podła. Za to plus taki, że chyba legalna. Bez pozwolenia. Można pomyśleć nad upgade'm..
    Chętnie wymienię na, powiedzmy 2-3 metry rury zgrabnie walcowanej, tudzież kutej, twardkiej i wymiar wewnętrzny trzymajęcej.
    Za udatną rotację dopłacę, żeby się z tym nie piórkać.
    Mizerię w rurach mam straszną, a czas robi się jakby hydrologiczny, tudzież hydrauliczny. Może tłoczyć..

    Mme na Coniocradę do miasta stołecznego ściąga?

    bez kropki, miałaś rekorda na jedynce?:)) Najkrótsza jedynka portalu;p
    Takie teksty to tutaj teraz nie pomyśli. Mnie wystarczy, że Warlordziądka pchają na górę, żeby mieć obraz wysokiej rozdzielczości, co do obrazu kontrolnego. Czyli wzorca. Jeden mod chyba nie na bieżąco.:)

    Ty podmontowujesz coś ze Żwirkiem i Muchomorkiem? Ten post o Polakach..
    Jakbym się miał do czegoś przydać, to nawiń makaron. Znaczy dysponuj, jakby co, osobą moją nikczemną. Na razie i tak potencjał mojej nikczemności jest pomiatany, to się mogę karnąć, gdzie tam będzie wypadać.
  • @Torin 09:40:58
    Torin!!!! Do ospy skompletuj jeszcze różyczkę (wirusa, nie kfiatuszek) i świnkę (tyż wirusa a nie Szajkowe zwierzątko) i zacznij zarabiać na wirus-party. Rodzice będący szczepionkosceptykami się ucieszą z takiej nowej usługi na rynku medycznym.

    Co do ruły walcowanej i z udatną rotacją, to też chyba jakaś epidemia jest. U mnie niektórzy też coś podobnego majaczą. Zgoła nie wiem, co te chłopy mają do ruły inszej niż służąca do tańca;)). No dobra, wiem o co kaman z tom rułom, ale greps o Żwirku i Muchomorku mi umyka. Chyba, że to ściśle tajne jest;).
    Post o Polakach, to aż wstyd, że żaden z góry ani guru nie ruszył tego tematu i musiała "bez kropki" gorszyć populację.

    A że byłam na głównej? Już kto inny też mi to mówił. Ale zrzutu ekranu nikt nie zrobił;). Rekord mówisz;). No, taki Usain Bolt, to też szybko przemyka;))). Widać miszczowie tak majom:).

    A co do reszty to mej nikczemności potencjał też jest pomiatany. No i dobrze:). Bo dzięki temu mam komfort pisania tak, jak chcę:) i żaden sierioznyj ruskij hakier nie budiet na mienia hakować:).
  • Tadzinek
    siedział na rancie piaskownicy. Nudził się jak MOPS w pracującą sobotę, więc zaczął się bawić w plucie. Nie było to zbyt inspirujące, bo brak było wyzwania. Poszedł więc w wycięte krzaki leszczyny i znalazł nam butelkę po spircie, co to ją zostawił znany nam Sztirlic. Tadzinek postawił butelkę po spircie na sztorc i zaczął pluć. Po pewnym czasie udało mu się napluć do środka butelki, ale w końcu zabrakło mu śliny i zawody z przyczyn obiektywnych zostały zakończone.
    Tadzinek zaczął wymachiwać giczałami i poczuł, że coś cuchnie. Zaczął wąchać i wywąchał, że to chyba jego giczały. Zdjął pepegi i zapach wyraźnie się wzmógł. Zdjął skarpetki i spojrzał krytycznie na swoje stopy.
    Hmmm. Ich profil był wybitnie nieodpowiedni, bo nie ukrywając, Tadzinek miał regularnego platfusa.
  • @jazgdyni 22:19:58
    Gryzie zastanawiało kto ma większe jaja: dziewczynka z siurakiem Dona, czy chłopiec ze szparka Andżela...
    Oraz żałowała, ze jak dotąd formalnie i prawnie nie powstała Szajka. Bo w rezultacie nie miał kto bronic rolników i ich świń przed pomorem ze wschodu.
  • @bez kropki 14:50:45
    On ci nie był tak na prawdę ze Wschodu, a jak każda bieda był ci on z Afryki, ale ponieważ szukał ten pomór własnego i wygodnego domku dla siebie...

    Zdarzyło mu się obejrzeć internetową transmisję RT, a tam podawali, że u nich to demokracja, że łoj, że wszyscy dobrze zarabiają, że na urlop na Krym jeżdżą, że opieka lekarska jest darmowa (tu trochę pomór się otrząsnął) to i postanowił wyjechać do ogromnej, potężnej i demokratycznej Rosiji.
    Jak już tam zajechał to okazało się, że nie tylko afrykańska telewizja kłamie i rozczarowany pomór postanowił poszukać lepszego domu niż miał w Afryce. Ludziska w metro cmokali, ze na Zachodzie to dopiero jest życie, więc pomór postanowił tam się udać.
    Szedł na ten Zachód by znaleźć ów wymarzony domek. Kiedy dochodził do polskiej granicy zobaczył ciężarówkę na rosyjskich numerach, a na pace stały w klatkach dwa dorodne dziki.
    - O jaki piękny dom, bliźniak jak u nas mówią, niewiele się namyślając hycnął na pakę, bo tam właśnie był jego wymarzony dom.
    Dokąd zmierzała ta ciężarówka to nawet minister MHZ, ani MSZ, ani nikt ze służb podległych ukrywającemu się ostatnio pRezydentowi nie miał bladego pojęcia. Twitter też milczał jak zaklęty.
  • @tadman 17:36:04
    Noszkrucabomba, emigrantowi z Afryki to zawsze wiatr w oczy (zauważcie proszę, że bocianom też!) - pomyślał Pomór. Był bardzo zawiedziony. Zachód w swych rozważaniach traktował Matiuszkę jak cywilizowany kraj. A tymczasem Pomór już wiedział, wiedział co to pic na wodę fotomontaż i w przeciwieństwie do MSZ, MSW CBA, CIA i reszty abecadła miał pojęcie o matiuszkowej duszy.
    Media zwł. krymskie opiewały Rossiją jako kraj stabilny i dostatni. Pomór uznał, że przez szkło telewizora postrzega się inaczej niż przez szkła okularów.
    Trafiwszy do pticy-nie zagranicy Pomór doznał rozdwojenia. Zachód to, czy wciąż strefa wpływów i rdzenne ziemie Matiuszki?
    Gryzelda ze swym daltonizmem niewiele mogła mu pomóc. Wyjaśniła mu w dodatku, że najpopularniejszy język międzynarodowy (czyli te takie kawałki z panem Franklinem) właśnie dlatego są szare (a nie zielone jak che vox populi), by nawet daltoniści nie mieli wątpliwości o czym się z nimi rozmawia. Jak pamiętamy z wcześniejszych odcinków "jaj" Gryzleda bardzo lubiła stufki. Przeważnie Państwo miewali peeleny. I te nawet wolała. Franklin był bowiem nabity włosiem. Niestrawny.
    Pomór padł i zbladł.
    Wiosna szła a Sztyrlic nadawał do centrali.
    Satelity latały and głową geodety i wytyczanym wychodkiem.
    Rosjanie, których na Krymie nie ma złapali amerykańskiego drona, pochodzącego od Amrykanów, którzy tam są.
    Wietier duł, Państwo Gryzi stuwek żałowali, wiało grozą i fędesjeklem.
    Amerylani
  • @bez kropki 20:25:16
    Mme i Gloria udały się do Zooschwitzu perpedesem, bo była wyjątkowo wiosenna pogoda. Chciały zobaczyć co słychać u lamy Miąższ, jak się mają młode różnej maści, co to zwykle wiosną niepostrzeżenie pojawiają się ku zdumieniu swych rodziców.
    Helga już miała opracowany plan naprawczy w tym zakresie i zamierzała zaprowadzić kursa wychowania seksualnego w rodzinie. Sprawiały jej tylko pewien problem pawiany, bo ich ławki zapewne by świeciły pustkami, bo one były ustawicznie zajęte ćwiczeniami praktycznymi w podgrupach.
    Udała się do basenu sealsów, aby z nimi sprawę przyszłokrnąbnych uczniów omówić, gdy od baseny nadbiegły Mme i Gloria z włosem rozwianym, a ta ostatnia rzucała słowami nadziewanymi "h".
    Za obiema damami nadbiegło spłoszone komando sealsów.
    Helga przystąpiła do działania, wyciągnęła szpicrutę i miarowo uderzając nią o cholewkę prawego buta sprężystym krokiem podążyła w stronę basenu. Przystanęła w rozkroku, aby ukryć drżenie łydek, bo oto cały basen wypełniał ogromniasty kaszalot. Zza jego ciała (zdrowy eufemizm) wyjrzał Pomór, a zza niego nieśmiało...
    W tym momencie zadzwonił budzik stawiając Helgę na równe nogi i tym samym ocalił Tadzinka przed popełnieniem wykroczenia przeciwko Majestatowi.
  • @tadman 21:27:03
    Tymczasem ululany dzik w szale i z duszą dziczą na ramieniu poszukiwał jakiegokolwiek przyjaciela, by umknąć przed konsekwencjami Pomora. Niestety! Ponieważ przez tych kilka lat opowiedział już wszystkim i to wielokrotnie swoją historię, przeto nikt nie kwapił się, by ukrywać u siebie dzika. Poza tym wszyscy wiedzieli z telewizji, że jak ukrywasz, to i tak zapłacisz rachunek i jeszcze cię obmówią. Ostatecznie von Targow, kierując się dyrektorskim obowiązkiem, schował ululanego dzika pod biurkiem. Dzikowi oczy pod okularami krótkowidza zaszły łzami wzruszenia i już, już zamierzał z wdzięczności opowiedzieć... Ale von Targow, znający przecież sprawę od podszewki i na wylot, oraz na przestrzał, szybkim ruchem owinął trzy metry samoprzylepnej taśmy wokół pyska dzika. W ten sposób postanowił przeczekać Pomora i jego konsekwencje. Nie będzie mu jakiś Murzyn robił w Zooschwitzu!
  • @KOSSOBOR 22:39:50
    Historia, jako taka, nie lubiła sie powtarzać i była wbrew rozpowszechnianych bredniom bardzo zdecydowana i uważała, że wóz to przewóz i szlus.

    Kupiła sobie bilet i właśnie wyjeżdżała na Krym, by być przy nowym i niespodziewanym ponoć evencie. Historia zwierzyła się dziennikarzom przed odlotem, że deal był już dawno zawarty i ona wie, że jedni na tym stracą, inni zyskają, a innym nic się nie zmieni.

    Historia na koniec powiedziała, że:
    - Ci co mają stracić jeszcze o tym nic nie wiedzą i cieszą się, że historia ich tą razą ominie. Ba, ich wódz z naciskiem podkreślił iż tragiczne doświadczenia ich rodziców nie będą udziałem dzisiejszych pokoleń.

    - Mam w tej sprawie, jako historia, wiele do powiedzenia i nie będę dyskutowała z zaklinaczami i być może wyszykuję im małą niespodziankę - powiedziała historia uśmiechając się ambiwalentnie.

    Nagabywana przez dziennikarzy o szczegóły uchyliła się od odpowiedzi mówiąc, że śpieszno jej na Krym i skierowała swe kroki do rękawa. Zegar cykał.
  • @tadman 22:14:33
    Historia z chichotem obserwowała medialne sprawozdania. O, np. to:
    "Rosjanie przyszli i poprosili nas, byśmy opuścili bazę, co też uczyniliśmy - powiedział major Eduard Kusnarenko. - Jutro spróbujemy wrócić na nasze stanowiska - zapewnił ukraiński wojskowy."
    Chichot z Pomorem rozgladali się za następnymi ofiarami. Ich wzrok padl na małą Donę, która właśnie masowała główkę (proszę, nie pytajcie, którą!!) po tym, jak oberwała po tejże główce gazrurką wujka Władka.
    Scena była jednak słabo widoczna, gdyż ponieważ po raz kolejny, tradycyjnie tonęła w Oparach. Tym razem absurd owych oparów dotyczył propozycji refernedum, w którym U-boci mieliby się ochotniczo i jednogłośnie przyłączyć do podwórka Dony.
    Wszystkie te sceny (jedną w drugiej) od niechcenia obserwowała Gryzelda. Żałowała. Nawet bardzo żałowała tego, że wcześniej nie upubliczniła swych proroctw i przepowiedni. Bo może by się zatrudniła jako wróżka? Albo inszy szaman?
  • @bez kropki 10:44:17
    Qrfist szukał bezpiecznego miejsca do prowadzenia obserwacji. Jego wzrok padł na ryżandol, ale był zajęty przez pchlewskiego rechtora. Cóż to była za przeszkoda dla uzbrojonego w ostrogi Qrfista, więc pofrunął w górę i usiadłszy na tłustym rechtorskim dupsku zapuścił w nie swoje szpony. Rechtor zawył wcale nie po ludzku i lotem nurkowym dosięgnął parkietu. Szybko zebrał się do kupy i drobniuteńkim kroczkiem udał się na stronę. Qrfist ledwie zdążył usadowić się na ryżandolu, kiedy wtoczyła się Historia, a za nią Pomór. Pomór strasznie rozpychał się w drzwiach łokciami i nie miał zamiaru przepuścić damy pierwszej, ale Historia, przecie nie w ciemię bita, odwinęła się Traktatem Wersalskim i Pomór zaniewidział na jedno oko i zaczął odstawiać Nelsona. Historia, choć przecie wiotka kobitka, założyła mu suplesa i poprawiła Unią Lubelską. Na takie dictum Pomór dał takiego czadu, że muchy i ptaki w locie spadały, a było to pod Ypres; Historia oburzona pierwszym użyciem środków bojowych wysłała Pomora na klęczkach do Canossy.
    Qrfist spoglądał na to z zaciekawieniem z ryżandola, cichutko mrucząc pod dziobem:
    - Ach, ci cholerni historycy, aby ich pomór kurzy, a jeszcze lepiej afrykański zmógł.
    Już od embriona wiedział, że historycy to lisi naród i nikt tak nie zmienił dziejów świata, jak właśnie oni. Splunął za siebie i sfrunął na pożywną kolację, którą właśnie przygotowała jedna z qrfistowych żon.
  • @bez kropki 20:25:16
    Jako że rotawirus został pobity na łeb, Mme aż urosły od tego skrzydła, w ziwązku z czym wracała do dom dołączywszy się do jednego z licznych kluczy gęsi udających się do zimnych krajów na lato. Dla odróznienia jednak od ptactwa leciała w kluczu wiolinowym. Pogoda była piękna, ptaszki ćwierkały (ta uwaga nie dotyczy gęsi).
  • @tadman 22:41:30
    Historia niestety zgodnie ze swą naturą wciąż się zataczała sprawiając wrażenie wskazujące na spożycie. A przeciez każdy wie, że Historia kołem się toczy! Tym niemniej, bez względu na podejrzenia, Historia dalej uważała, że jest najwazniejsza z całej wsi. No i najpiękniejsza. Co to znaczy, uwierzyć w tzw.mądrości ludowe! No ale przecie po to łaziła na kursy samorealizacji oraz asertywności.
    Jednak Qrfist wiedział swoje, a konkretnie wiedzial, ze Historia zawsze jakoś idzie na rękę, że użyję eufemizmu, zwycięzcom. I nie zamierzał się fraternizować z pospolitym qrwiszonem, mimo że tez zaczynał się na q.
  • @KOSSOBOR 22:39:50
    Ponieważ von Targow jednak uwalniał ryj Dzika na okoliczność posiłków, nie uniknął wysłuchania przynajmniej części jego życiorysu, co w krótkim czasie doprowadziło go do stanu zbliżonego do nerwicy depresyjno-lękowej. Konieczność wchodzenia do gabinetu wywiływała w nim syndrom eskapiczny i mimo że zasadniczo lubił zwierzęta, teraz jakby zaczął się zastanawiać, czy nie lepiej było zostać, dajmy na to, notariuszem. Notariusze bowiem nader rzadko mają do czynienia w pracy zawodowej z dzikami.
  • @sigma 09:47:49
    Woyciechowa wyskoczyła jak oparzona z pościeli. Słońce było jeszcze nisko, a z wieży dobiegały krzyki nadziane gęsto h, tym razem cenzuralnie, a mianowicie:
    - Jezus Mahia! - a zaraz potem:
    - Huha, huha, huha! - a po chwili usłyszała strzały ze sławetnej dwururki.
    Zaniepokojona tak ranną działalnością pani wbiegła po schodach dysząc okrutnie. Otworzyła drzwi i jej pytające oczy mówiły wszystko.
    - Huha, huha, huha! Cieszmy się! Gemini ante portas!
    - Słucham, pszepani? - zapytała wierna sługa.
    - No ma się hozumieć Kastoh i Polluks.
    Złupiała do cna Woyciechowa, a trochę trochę uspokojona tym, że pani jest w całości i przy zdrowiu, odwróciła się na pięcie i zeszła do kuchni zaparzyć melissy dla pani a dla siebie melisy oraz polnych bratków na cerę i na wieczorne spotkanie z Józkiem.
  • @tadman 11:01:14
    I to wiele wyjaśnia! Gemini! Nie loty na księżyc, tylko trochu bliżej.
    Gemini, po przegnaniu rot wirusów rozglądały się ciekawie po najbliższym kawałku wszechświata. Z czubka józkowego perpedyka (pamiętamy: wypożyczony bez wiedzy Józka perpedyk czasowo doposażony w blask Tadzinka i rykson Delfiny oraz inne prepiteta) spoglądała na nie Delfina. To na Kastora, to na Polluksa. Trochę jej jednak było trudno sfokusować się na Gemini, bo w grę wchodziły jeszcze karelskie czy tam fińskie psy na niedźwiedzie. Delfina zapytowywuje, czy szczeniaki znalazły domy??
    W obecnych czasach, przy tej Historii, która właśnie zasiadła pod ryżandolem (zasiadła stapając po sadle tego euroentuzjasty pchlewskiego rechtora, którego to rechtora relegował był z ryżandola Qrfirst), psy na niedźwiedzie mogą być jedynym rodzajem wunderwaffe... Ze wspomaganiem ze strony pulweryzatorków, jętyszałów, nadziaków i oczywiście jęczałbunkrów. O.
  • @bez kropki 18:39:21
    Tadzinek chciał trochę porobić w nauce, tym bardziej, że był żywy eksponat w osobie (TFU przez duże T) euroentuzjasty rechtora.
    Chciał ci on wypróbować wunderwaffe pod nazwą sztukamięs.
    Babcia nie miała czegoś takiego na zbyciu, więc Tadzinek udał się do Honoratki. Kiedy przyszła jego kolejka wygrzebane z kieszeni drobniaki położył na kontuarze.
    - A czego kawalerze tu szukasz? Nie lepiej pójść do cukierni lub spożywczaka?
    - Nie, pszepani. Chciałem kupić sztukamięs.
    Honoratka z lekka się spłoszyła, ale dokonała operacji rozebrania szukimięs na składniki podstawowe i zaniosła się perlistym śmiechem.
    - Za takie grosze to możesz kupić plasterek kaszanki.
    - A czyona jest ześwini?
    - Oczywiście, że świńskiej krwi.
    - Toprosze.
    Honoratka odważyła plasterek kaszanki i zawinęła w gruby pakowy papier i wręczyła Tadzinkowi.
    Tadzinek w podskokach zmierzał do eksponatu, który nadal spoczywał rozciągnięty na parkiecie. Tadzinek zaszedł eksponat na paluszkach od tyłu i podsunął mu pod nos rozpakowany plaster kaszanki.
    Eksponat zerwał się na równe nogi i z wysoce nagannym kwikiem oddalił się kłusem w siną dal.
    - Ciekawe - pomyślał Tadzinek - Honoratce i mnie ten niewinny kawałek kaszanki zupełnie nie stanowi.
    Tadzinek postanowił wystąpić o granta na dalsze badania, aby z kaszanki wyizolować owego repelenta.
    - Można by go zapakować do pulweryzatora, albo do rozpylacza, takiego jak ma Mme. To dopiero byłaby jazda.
    Tadzinek rozmarzył się zupełnie i nie zauważył, że wpadł do gumowego worka z gwoździami.
  • Gemini orbitowały syte mleka i zabaw
    na niskiej a nawet bardzo niskiej orbicie. W istocie rzeczy szorowały brzuchami po Ziemi. Gryzelda patrzyła na to z pełną aprobatą. Zawsze bowiem uważała chód dwunożny za coś mniej stabilnego niż solidny czworonożny. Sealsi i reszta specjalsowego świata w pełni podzielała jej pogląd. Sztyrlic zakamuflowany w odpadach mokrych (którego oficjalnie w ogóle tam nie było, oczywyzda) też podzielał (pogląd).
  • @bez kropki 17:04:49
    Sealsom do basenu jakaś wroga siła podrzuciła żółte papieryopatrzone pieczątką tuszem lila; z całą pewnością było to obliczone na obniżenie morale naszego komanda.
    Toteż wszystkie foki zeszły do podziemia i zamiast wygrzewać się leniwie w słoneczku nerowowo pływały przy samym dnie, czasami tylko wynurzając pysk na powierzchnię i wypatrując wroga.
    Dopiero pojawienie się nad basenem Glorii i Mme uspokoiło sealsy i to tak znacznie, że kiedy obie damy wracając z inspekcji wiosennej Zooschwitz zajrzały znów do basenu, oblały się pąsem. Osobiście przez von Targowa podane sealsom pigułki antykoncepcyjne znowu nie poskutkowały!
    Zresztą w całym Zooschwitz nie poskutkowały i wszystko, co zyło, kwoktało, puszyło pierze i stroszyło ogony.
    Można było jednak miarodajnie stwierdzić, że problemy demo- , to znaczy właściwie zoo-graficzne - na pewno nie dotyczą Zooschwitz.
  • @tadman 19:51:59
    Mme uskarżała się Glorii boleściwie, że ostatnio nic tylko uspokaja okoliczną ludność, odpowiadając na monotonnie zadawane pytanie: Czy będzie wojna? - w negatywie, a właściwie w półnegacie. Mnianowicie albowiem jest ci ona zdania, że ona wojna - jeśli o nas chodzi - zaczęła się dla nas i skończyła 10 kwietnia 2010, kiedy to nam obcięto głowę i wykluczono z dalszej gry. Trudno nazwać owo wykluczenie satysfakcjonującym, ale jeżeli już musimy się czymkolwiek dowartościowywać , to znowu wszystko zaczęło się od nas.
  • @sigma 20:35:48
    Myjąc trzydzieste drugie okno i z irytacją zastanawiając się, na cholerę jej te usiane oknami metraże - Mme zastanawiała się posępnie, czy za lat ileś tam - jak już będzie po wszystkim - znowu jakiś zbiorowy międzynarodowy idiota nie dojdzie do wniosku, że skoro wszystko zaczęło się od Polski, to niewątpliwie ona jest temu wszystkiemu winna.
    Mogła przecież oddać ten korytarz swego czasu nie irytując Hitlera, albo też zdekapitować się sama nie czekając 10 kwietnia.
    Zresztą - rozmyślała Mme przy trzydziestym trzecim oknie - czy aby przypadkiem własnie tego nie wykonała sama ręcami i palcyma własnej razwiedki?
  • @sigma 20:44:26
    "czy aby przypadkiem własnie tego nie wykonała sama ręcami i palcyma własnej razwiedki" Własnej, jak własnej... Gryzelda na odgłos takich rozmów dostała czkawki. czkawka zaś oderwała ją od rozważań. Rozważań nader ściśle związanych z tematem posta( gupie prawo). Bo otóż jak nie naruszyć prawa a pobudować na rolny dom? Działkę rolną uzbrojoną (w media, nie gwintowaną rułe, co to jej Torin szuka) już oczy Gryzi widziały. No i powstał problem domu, który ma być budynkiem gospodarczym ale przeznaczonym dla ludzi a nie np. świń. I żeby to jeszcze było legalne.
    Naraz Gryzię olśniło - Królikarnia!! Toż, jak sama nazwa wskazuje obiekt przeznaczony na króliki z miłym, nawet dość dużym i wypasionym zapleczem dla ludzi. O.
    W takim Pchlewie (ukraszonym jak pamiętamy nowoczesnymi ruinami antycznymi i betonowymi esicami obok ławek), w Pchlewie, w którym drzewa ścinane są na pałę (tak, pielęgnacja zieleni sprowadza się tu do spałowania drzewa) Królikarnia jako obiekt rolniczy może by nawet przeszła??
    Zaprzyjaźnione satelity z obu obozów latały nad działką rolną uzbrojoną. Chłopu nie opłacało się orać a w ogóle, to nie miał traktora. Ani piły łańcuchowej. Miał za to plazmę (jeden chłop) i kanciapę-cieciownię (drugi chłop). Sarna uciekła z krzaków pola ornego uzbrojonego. Trzicna rosła i źródło było na szczycie pagórka. (Ostatni akapit cały jest prawdą. Gryzia nie wie, jak to przetrzymać bez wódki).
  • @bez kropki 21:01:56
    Działka uzbrojona - a na straży oddział noworodków - oto co nam zostało z sił zbrojnych.
    I smutno i grustno i nikamu ruki podat'. Wot żicje.
  • @bez kropki 21:01:56
    Jeżeli zaś chodzi o królikarnię - to masz już precedens tego rodaju budowli w postaci Królikarni. Zresztą budowano to wzorując się na grobowcu jakiejś cesarzowej rzymskiej - o wiele dobrze pamiętam. Więc może grobowiec? Albo kapliczka z zapleczem?
    Nb nazwa pochodzi z czasów saskich, kiedy to znajdował się tu zwierzyniec, w którym polowano na króliki. Swoją drogą, ciekawy to zwierzyniec, który służy do ułatwienia polowania na różne zwierzątka. Co za szczęście, że za naszych czasów chociaż to wygląda lepiej.
    Ale oznacza to, że zawsze myślano jedno, mówiono drugie, a robiono trzeciie. A wszystko bez sensu.
  • @sigma 20:44:26
    - Jezus Maria i przenajświętszy Józefie! - jęknęła Woyciechowa.
    Zdania skreślone przez Mme, co to dopiero z Paryża, czy jakiegoś Wiednia wróciła, postawiły Woyciechowej włos na grzbiecie.
    Tu należy nadmienić, że była ona - znaczy się wierna sługa, a nie Mme - kaukaskiej urody, jak mówią WASPy, więc z tego tytułu była owłosiona ponad normę.
    Następne wyjaśnienie skąd wierna sługa Glorii na jajach.be. Woyciechowa dowiedziawszy się, że od czasu do czasu występuje wraz z Józkiem na jajach.be podczytywała sobie jaja podczas nieobecności pani.

    A teraz wyjaśnimy ci drogi Czytelniku skąd ów jęk. Woyciechowa znając dobre serce Pani i zmęczenie tymi stolicami Mme, wiedziała iż do 125 okien w zameczku musi dodać 33 okna w Królikarni Mme, po czym sumę podzielić przez ilość dni pozostałych do Wielkiej Nocy, od tego w międzyczasie odjąć dni Wielkiego Tygodnia i wyszło jej że na tegoroczne święta Józek będzie smutny nad wyraz, no chyba że włączy w to nocną zmianę i tu Woyciechowa spłoniła się jak nie przymierzając bohater jednej z licznych powieści Karola Maya.
    Tadzinek w ferworze pisania nie zauważył, że do piwnicy zeszła babcia i czyta jego wypociny przez ramię.
    - No nie, moi drodzy państwo! Ledwo umie skrobać piórem, a tu takie androny wypisuje.
    Babcia złapała Tadzinka za kark i powiodła na górę. Tam wręczyła mu wiadro z mydlinami i z czystą wodą, szmatę i stosik Dziennika, Głosu i Wieczoru Wybrzeża i kazała od ręki wziąć się za mycie okien, bo właśnie dużymi krokami nadchodziły święta.
  • Tadzinek
    długo patrzył na 3 i doszedł do wniosku, że jest to obiekt obły i niezbyt reprezentacyjny, bo budzący niestosowne skojarzenia, więc walnął komentarz i wyskoczyło 4, które jest ostre i kanciaste, a jednocześnie zamknięte. Ot co!
    - A jak by tak jeszcze jeden komentarz napisać - pomyślał Tadzinek - to na końcu pojawi się 5. Hmm, 5 nie jest godne zaufania, bo chorągiewka na górze ustawia się raz w lewo, a raz w prawo, nie przymierzając jak Qrfist na wieży zameczku, potem idzie 6, o którym babcia mówiła, że parzy się z 9. Tadzinek też nie lubił chodzić w parze z Aśką, więc to rozumiał. 7 odpadało, bo za bardzo przypominało SLa, na widok 8 Tadzinek bezwiednie przymykał oczy, 9 z podanych powyżej względów odpadało, 0 było zbyt nihilistyczne, a 1 i 2 to przecież oznaki degrengolady. Tu Tadzinek skończył rozmyślania, wyłączył komputer, ściągnął druty i odtoczył ENIACa w wycięte krzaki leszczyny, przepłaszając przy okazji Sztirlitza.
  • @tadman 21:35:30
    Tadzinek najwyraźniej wpadł w łapy jakiejś feministki, że tak mu się kojarzy!
    Mme czytając jego uwagi na temat cyfr od jeden do dziesięciu najpierw z lekka osłupiała, potem zdębiała, wreszcie rozindyczona zaczęła się kokosić na jajach, żeby ukrócić te wybujałe miazmaty wyobraźni!
    Jednak znużenie po wymyciu kolejnych okien od 35 - 38 dało o sobie wkrótce znać. Ledwo zasiadła przed komputrem, poczuła że pozycja horyzontalna byłaby jeszcze lepsza.
    Żeby jednak nie dać poznać po sobie, że zaniedbała udzielenia moralnej reprymendy i nie ustawiła Tadzinka do pionu, mrucząc głośno skonfundowana zaczęła wylizywać sobie gorsik.
  • @sigma 20:46:38
    Gryzia z ulgą przyjęła wypoziomowanie (własne) oraz spionizowanie (Tadzinka). Nie rozumiała jednak emocji Mme. Cóż to bowiem jest ta alternatywna matematyka z Eniaca, gdy oto na głównej buszują krasnale, dinożarły, giganci (plus trolle dookoła). Do tego dziekan z rechtorem na ryżandolu, do tego Sztyrlic w najbliższych krzakach wyciętej leszczyny, do tego działka rolna uzbrojona i pomysły władziów Pchlewa!
    Okien Gryzia nie myła. Nie żeby specjalnie. Z braku czasu. I chęci. I miejsca (na postawienie nogi i miski).

    A oddziały niemowlaków to może nie jest takie głupie. Już tu raz pisałam kiedyś o tych fachowych trafieniach w punkt, uderzeniach łokciem idealnie w grdykę, kopnięciach w ten punkt na udzie, który "łamie pozycję" i innych tego typu morderczych sztuczkach dostępnych tylko i wyłącznie albo niemowlakom, albo posiadaczom 7 dan. A wszystkie one (sztuczki) przy wtórze śmiechu alternatywnie przy niewinnym spojrzeniu niebieskich ocząt typu "ale, że co, że ja??"
  • Królowa nauk,
    znaczy się matematyka (wymawiana ze stosownym akcentem na Ty) łaskawym okiem patrzyła na nieudolne radzenie sobie przez Tadzinka ze swoją ukochaną dziesiątką, przyjęła ze stoickim spokojem poziomowanie się Mme i dość przyjaznym okiem spoglądała na zaznajamianie się Delfiny z częściami anatomicznymi najbliższych, jak i przy okazji z systemem nerwowym i jego funkcjami w przenoszeniu informacji. Wróciła do Mme i stwierdziła, że posiada ona więcej cech kotowatych niż przed podróżami do Paryża i Wiednia. Próbowała zwalić Mme ze sofy, aby swe pierwiastki wyprostować, ale Mme wczepiona w pokrycie sofy nie miała zamiaru ustąpić. Dobrze, że Mme zdążyła przed mocowaniem się z matematyką okryć szalem wylizany gorsik, bo wieczór był wyjątkowo chłodny. Obie zaczęły kręcić nosami, bo przez okna wciskał się smród palonej gumy. Wiedziały, że to znowu Sztirlitz maskuje produkcję bimbru, który nazywał Spirtem L. Takie miano produktowi nadał Il Professore ponieważ żagiew nasączona tym produktem skutecznie wypłaszała wszelkie tatałajstwo z komina, na którym był zamocowany neon, który palił się nawet w dzień, czyli 24/24.
  • @tadman 23:44:08
    Nad piaskownicą świeciło lodowate słońce, mające pięć celsjuszy. Dzieciom to wyraźnie nie robiło, ponieważ ogrzewały się zimną fuzją.
    Co chwila coś przelatywało w pobliżu, ale to tylko Stirlitz pędził bimber. Woyciechowa, wykorzystując nieoczekiwane miejsce w kuble na odpady mokre, wywaliła tam wszystko, co pozostało ze sprzątania zameczku. Dużo tego nie było, ponieważ - po prawdzie - jeszcze nie zaczęła porządków. Hrabinie bowiem porządki zasadniczo wisiały.
    W okoconych na żółto krzakach leszczyny ktoś powiewał proporczykiem osadzonym na kiju. Prowadziły tam strzałki poukładane z patyczków. Dzieci, zajęte w wolnych chwilach ogrzewaniem się przy zimnej fuzji, skonstatowały zgodnie, że do żadnego harcerstwa nie wstąpią, mimo machania tym proporczykiem przez postać, która kojarzyła im się z dawno nie widzianym Januszkiem.
    Tadzinek uporczywie naciągał perkaty nos, by był dłuższy od uszu i by móc kandydować. Do czegokolwiek. Potem za to oberwał od babci. Ale dopiero wieczorem, gdy pochylił się nad owsianką i zamieszał cukier nosem. Tego nie mogła zdzierżyć nawet najbardziej kochająca babcia, a co dopiero babcia Tadzinka. Na wszelki wypadek przeleciała w myślach drzewo genealogiczne i upewniwszy się co do zasadności perkatego nosa Tadzinka - przyłożyła mu po raz drugi. Po prawdzie suchą ścierką i tylko symbolicznie, ale lekcję nosa Tadzinek zapamięta do końca życia.
    Ogólnie wiało nudą i dekadencją.
    Dekadencją wiało zwłaszcza z zameczku, niekiedy przerywaną dzikimi wrzaskami kłócących się kocic.
    Qrfirst odmówił robienia za qrka na dachu i udał się z wizytą do pobliskiego qrnika, bowiem produkcja jaj wielkanocnych przez zaprzyjaźnione qry winna się była już rozpocząć. Zwłaszcza na baby królewskie, wymagające sześćdziesięciu jaj na głowę. I zwłaszcza, że Woyciechowa wczytywała się w "Kucharza doskonałego" i akurat była przy: "weź kapłonów dwanaście.... etc.". A kapłonami Qrfirst gardził niepomiernie, jak wiadomo. Splunął przeto siarczyście, na wszelki wypadek podstawił nogę Stirlitzowi pędzącemu bimber, który właśnie przelatywał mimo i za Chiny nie mógł tego bimbru dopędzić. Po co więc miał się biedaczek tak dalej męczyć? Wywietrzył się przecież nieco, rozprostował kości i to powinno mu na jakiś czas wystarczyć.
  • @KOSSOBOR 03:18:23
    Dziecięta podgrzewałą zimna fuzja. Z kolei nudę i dekadencję podgrzewał kafkizm. Oto bowiem na jajachbe ubyło dwa (komenty). Wraz ze zmianą faz Księżyca i neonu, na KD, jak na Bugu we Włodawie, ubywało i ubywało. Znikały kolejne osoby, całkiem jak w komunalnym bloku w Moskwie lat 50tych. I tylko żagiew Il Professore połskiwała z daleka cieniem nadziei. A Bimber to świetne imię dla psa jest. Babcia Gryzi, z którą (Babcią, nie Gryzią) miało kiedyś na pieńku pół pchlewskiej komendy (nie straży pożarnej przecież...) postanowiła kupić sobie psa. I nazwac go Bimber. Tylko po to, by móc latać po osiedlu z rozwianym włosem i okrzykiem "bimber, biiibmber!" i na pytania móc odpowiadać "właśnie pędzam Bimbra". Życie postanowiło jednak inaczej. Babcia kupiła Gryzię. I stąd się wzięła Gryzelda w Pchlewie.
  • @bez kropki 08:58:15
    - Pani Hrabino, nie znamy dnia, ani godziny - westchnęła filozoficznie Woyciechowa, licząc srebrne łyżeczki z których ubyło dwie, jak - nie przymierzając - we Włodawie. I nie było pewności, czy w Zawichoście przybyło. W ogóle nie było żadnej pewności. Poza dwiema łyżeczkami zniknął właściciel pobliskiego qrnika, co szalenie martwiło sąsiadów, ale nie Qrfirsta. Teraz on tam wymiatał, po prostu. No chyba że Woyciechowa sprowadzała go na ziemię, każąc siedzieć na dachu zameczku i robić za qrka.
    Zdenerwowana Gloria chwyciła za słuchawkę telefoniczną:
    - Sylvka? Ktoś podpieprzył dwie łyżeczki! Wyobhażasz sobie?!
    - Zaraz mu przyleję - odpowiedziała spokojnie Mme, nie przerywając mycia okien, których już nie była w stanie policzyć, ponieważ ten mały, słodki blondasek zaburzył jej prostą matematykę. Nawet dymy ze słuchawki poszły i zapachniało gazem bojowym. Głos miała jednak spokojny, bo sytuacja była rutynowa.
    To nieco uspokoiło Glorię, ale zajęczy niepokój czaił się po katach tej tak miłej okolicy między Zooschwitz, zameczkiem, piaskownicą a twierdzą.
    - A la guehhe comme a la guehhe - westchnęła w końcu Hrabina, a Mme tymczasem, odłożywszy szmaty i denaturat, spokojnie wylizywała gorsik, nie zważając na okoliczności. Siły były bowiem wyższe i nic na to nie można było poradzić. Siły były na tyle wysokie, iż nie dostrzegały, że robią sobie do buta. Po prostu - między wysokością a ziemią nie było żadnego połączenia.
    Tymczasem Stirlitz pędził i pędził bimber, a gnał go zajęczy niepokój. Co wqrzało jaskółki, bowiem to one zazwyczaj niepokoiły się przed deszczem.
  • @KOSSOBOR 12:07:08
    No niby tak, ale z drugiej strony jedna jaskółka deszczu nie czyni. A zero jaskółek w ogóle niczego nie czyni, juz nie mówiąc o tym, że jest nihilistyczne, jak twierdzi Tadzio nie wiadomo czyim autorytetem się podpierając.
    Mme z braku jaskółek sama odczuwała ówże jaskółczy niepokój i chętnie by nawet wybyła na czas kiedy historia znowu będzie się toczyć kołem. Jednak był pewien szkopuł. Mnianowicie, nie było już dokąd wybyć. Historia toczyła się po wsjech nie bacząc na starców, dzieci i kobiety w ciąży.
  • @sigma 12:43:19
    I znowu było 656 komentarzy. Wszystko toczyło się kołem, nawet jaja. A właściwie one przede wszystkim z tytułu kształtu i charakteru.
  • @tadman 23:44:08
    Jednak zarówno królowa nauk, jak i Mme coraz bardziej ciągnęły z niesmakiem nosami, bo smród robił się coraz gorszy i w dodatku coraz mniej oponowy, a bardziej trupi. A jak wiadomo, gdzie ścierwo, tam się kruki gromadzą, więc całkiem sporo wyżej wzmiankowanych z towarzyszeniem inszych krukowatych gromadziło się w okolicy, gdzie historia się przetaczała, aby natychmiast po jej przetoczeniu paść się na tym, co stłamsiła pod swymi kołami.
    Matematyka z nerwów zaczęła się jąkać i przy przedstawianiu kłaść akcent a to na "ma", a to na "te".
    Tylko Sztyrlic pędził dalej swoje lekceważąc już palone opony etc duperele, bo teraz to już nikt nie będzie zwracał mu uwagi na takie głupstwa, jak jakieś liberalne spirytusy czy insze opary.
  • @bez kropki 08:58:15
    W Pchlewie przybywało Gryzi, a ubywało bimbru. Gryzi przybywało głównie na owym lastryko pod ryżandolem, bowiem wskutek pozycji stacjonarnej pod ryżandolem i wynikającego z powyższego nieaktywnego trybu życia oraz nerwów - roztyła się. Szczególnie że nerwy rekompensowała sobie kursując wte i wewte do lodówki. Żeby jednak ani na chwilę nie spuszczać z oka ryżandola w końcu dotoczyła lodówkę na pozycję i podłączyła zasilanie do ryżandola na tzw. złodziejkę. Odtąd miała zapewnione, że z głodu ne umrze, ale z otłuszczenia serca - niekoniecznie.
  • @sigma 13:25:12
    Hrabina poleciła Woyciechowej, by dokupiła w pobliskim AGD dwie aluminiowe łyżeczki, by stan się zgadzał co do królowej nauk.
    Tak więc: jedna aluminiowa łyżeczka...
  • @sigma 13:25:12
    ... i druga aluminiowa łyżeczka.

    Naturalnie Hrabina nie pozwoliła tych łyżeczek używać, bowiem - jak wiemy - powodują zajady.
    Ale jak przyjdą Ruskie - będą jak znalazł.

    Na wszelki wypadek postanowiła do spółki z Mme złapać jednak ten bimber, bo to zwłaszcza będzie jak znalazł, gdyby co. Czego nas nauczyła historia, która kołem się toczy. Osinowym kołem.
  • @KOSSOBOR 14:02:05
    Bezjedynkówki siedziały na rancie piaskownicy, dyndły nogami i śpiewały nie bacząc na różne celsjusze i insze koła historii w wolnym przekładzie:

    Dziesięć aluminiowych łyżeczek
    Leży na pianinie
    Dziesięc aluminiowych łyżeczek
    Lezy na pianinie
    Jeśli jedną aluminiową łyżeczkę
    Ktoś jednak cichcem zwinie
    Zostanie dziewięć aluminiowych łyżeczek
    Leżących na pianinie
  • @sigma 14:12:45
    Gonieniem króliczka celem złapania bimbru, aby mieć czym oliwić te koła historii, jak już nas będą przejeżdżać, zajęli się wszyscy. Pędzili jak szaleni ten bimber po drodze rozdeptując pod kopytami Sztyrlica, który jednak dzięki rozdeptaniu zmieścił się do kubła. Co dowodzi, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Bo poprzednio już się nie mieścił, odkąd Woyciechowa wrzucła tam śmieci.
  • @sigma 14:17:52
    Dziewięć aluminiowych łyżeczek
    Leży na pianinie
    Dziewięć aluminiowych łyżeczek l
    Leży na pianinie
    Jeżeli jedną aluminiową łyżeczkę
    Ktoś jednak cichcem zwinie
    Zostanie osiem aluminiowych łyżeczek
    Leżących na pianinie

    Wokół piaskownicy powoli zbierał się tłum......................
  • @KOSSOBOR 15:41:17
    Wobec niespodziewanego sukcesu, jaki odniosła ich całkowicie przecież abstrakcyjna i nijak nie odnosząca się do rzeczywistości piosneczka, bezjedynkówki postanowiły wytrwać na posterunku, mimo że celsjusze poszły w cholerę i z plusów dodatnich powoli poczęły chylić się ku plusowm ujemnym.
    Toteż solidnie już schrypnięte darły się dalej, a Tadzinek wtórował im chłopięcym sopranem oraz sztachetą, którą rytmicznie walił po rancie piaskownicy.
    Osiem aluminiowych łyżeczek
    Leży na pianinie
    Osiem aluminiowych łyżeczek
    LeZy na pianinie.
    Jeżeli jedną aluminiową łyżeczkę
    Ktoś jednak cichcem zwinie
    Zostanie siedem aluminiowych łyżeczek
    Leżących na pianinie.
  • Był 20-ty
    stopień zasilania i z tego powody ENIAC nieco rzęził, ale jaja dało się czytać. Tadzinek zestrachał się tego toczącego koła, bo był przecież umysł ściśnięty, znaczy się mocnoniehumanitarny.
    Bardzo ucieszyły go harcerzyki, ale zaraz posmutniał, bo babcia nie pozwoliła do nich wstąpić, gdyż argumentowała, że nie uchodzi, by smród biegał po mieście z jakąś świnką, bo może kogoś skaleczyć. A jak o smrodzie mowa to pierścień milicyjnej obławy zaciskał się wokół wyciętych krzaków leszczyny, bo zabrakło opon, co to smród dają. Sztirlitz przerwał produkcję liberalnego spirytusu, potoczne zwanego bimbrem, dosłownie w ostatniej chwili i tajemnym korytarzem teleportował się do kubła na odpady mokre, unikając w ten sposób konfrontacji polsko-radzieckiej. Z racji przerwanej produkcji Sztirlitz był mocno strapiony, bo musiał iść spać o suchym pysku, a tak nie lz'a i nie nada. Tadzinek czytał z wypiekami, jak Sztirlitz zrobił nazajutrz śledztwo i wyszło, że wszystkie opony w okolicy podprowadził Januszek i w ramach pomocy wysłał na Ukrainę, żeby im rewolucja się udała.
  • @sigma 16:23:07
    Ponieważ Tadzinek, nie zawsze trafiając sztachetą w rant piaskownicy /a to z powodu filozoficznych rozmyślań nad wieloznacznością natury królowej nauk/, poczuł pewien dyskomfort w łydce, przeto Ewicia i Hańcia, by nie spuszczać z tonu, kontynuowały:
    Siedem aluminiowych łyżeczek
    Leży na pianinie
    Siedem aluminiowych łyżeczek
    Leży na pianinie
    Jeżeli jedną aluminiową łyżeczkę
    Ktoś jednak cichcem zwinie
    Zostanie sześć aluminiowych łyżeczek
    Leżących na pianinie.

    Agata Christie z pewną trudnością, ale jednak, przewracała się w grobie. Wiśka zwijała się z zazdrości w kociołku ze smołą, której schładzanie opłaciła resztakami nobla.
    Dziewczynkom to w ogóle nie robiło.

    Gloria natomiast poleciła Woyciechowej, by ta upiekła suflet czekoladowy - ostatni suflet przed wojną, afrykańskim pomorem świń - w tym dwóch dzików /ale my ich osobiście nie znaliśmy/, wybuchem wulkanu pod Yellowstone i w ogóle - przed osinowym kołem historii. Co też wierna sługa zaczęła czynić skwapliwie, ubijając jaja w takt dochodzących z piaskownicy, rytmicznych dźwięków. Glorii ów rytm kojarzył się wręcz z poezją rzymską, albo i z De bello gallico. Które to De bello należało ongi wkuć na pamięć, zachowując podczas deklamacji odpowiedni rytm, kontrolowany przez niezapomnianego w Toruniu magistra Zenktelera. Zwanego z polska Zeniem.
    - Pani Hrabina się starzeje - syknęła Woyciechowa znad jajek.
    - Bo co? - odsyknęła Gloria.
    - Bo wspominki pani Hrabina zaczyna - dosyknęła wierna sługa.
    - Ssss......... - zaczęła Gloria, ale ugryzła się w język, bowiem przy służbie nie używała wyrazów.
  • @KOSSOBOR 18:27:31
    Tatatadzinka usłyszał piosnkę i szpetnie zaklął.
    - Za moich czasów śpiewało się o Murzynkach, a tu panie dziejku o jakiś łyżeczkach. Jak tak się będziemy cackać to któregoś dnia w Białym Domu jeszcze jakiś czarny zagości i będą mu mówić misterpezydent.
    - Tfu! - splunął siarczyście Tatatadzinka i wziął się za piłowanie klocków nomen omen z czarnej osiki.
  • @tadman 19:16:19
    *** głosy z zaświatów - Szczwany Oz ***

    Januszek siedział na czubku drzewa i lornetował piaskownicę. Obraz był niewyraźny, bo to była osika, więc się trzęsła. Lecz za to broniła go przed długokłymi krewnymi kuzyna Vlada, którzy, jak wiadomo, mogli przebywać w okolicy.
    Tadzinek swoim wspaniałym kozikiem, którego, nie wiadomo dlaczego, nazwał Muł, wystrugał sobie ładną pałeczkę. którą wkrótce będą nazywać bejzbolem. Teraz utwardzał drewno nad zimną fuzją, wcale zadowolony z tej morderczej broni.

    Bezjedynkówki, jak to często było w ich zwyczaju zwisały głowami na dół, kiwając się na giczołach na trzepaku.
    Milczały...
    Lecz obie, jakby połączone niewidzialną nicią rozmyślały: - Co z nas wyrośnie???
    Nie wiedziały niebożęta, że to już było postanowione.
    Ewcia zostanie frankofilką. Grand tempérament ! Będą wołać za nią. Albo La Petite! Potem Petite Dame! By skończyć na Mme.
    Hańcia natomiast zostanie, ja, ja... Prusaczką. Jako przedstawicielka Das Berlin Bohemiens, z opiumowanym cygaretem w pół metrowej cygarniczce, będzie malowała konie o rozedrganych nozdrzach i szalonych oczach. I złościła się na verfluchte Maciejowa. Coś się jednak pomieszało i na koniu nie anglezowała; za to w sposób, którego w przyszłości Ewcia będzie bardzo zazdrościć, z francuska nie wymawiała eh, tfu... er. Jak np. habahbah (co wcale nie jest po arabsku).
    No więc zwisały sobie.
    - Ja, ja... - zamruczała Hańcia
    - Łi, łi ... nieco filuternie, jak echo odpowiedziała Ewcia.
    Śnięty dzik, nie wiadomo dlaczego ocknął się w tym momencie i dzikim wzrokiem rozejrzał się dokoła.

    A Irbissa sobie siedziała nieruchomo wpatrzona w swój ogon :)))) Jaki jest on piękny - mruczała cichutko, a duchy latają, latają i latają.
  • @leoparda 19:23:16
    Na dobhy humoh habahbah "co wcale nie jest po arabsku". :)))
  • @tadman 19:38:13
    To wszystko przez ten ogon, zrobiło się tak gorąco na polu. On do takich gwałtownych zmian pogody nie jest przywykły :))))
  • @leoparda 19:23:16
    - No, to hozumiem - aprobująco syknęła Hrabina znad sufletu.
    Z którego, po prawdzie, Woyciechowa również odkroiła sobie spoty kawałek.
  • @leoparda 20:00:59
    - U kogo gohąco, u tego gohąco - syknęła tym razem z zazdrością Gloria widząc, jak jej trzy kocice spylają z ogrodu do zameczku. Damulkom w ogrodzie/na polu jest zbyt zimno. A do ogrzewania się przy zimnej fuzji czują wręcz odrazę.
  • @KOSSOBOR 21:31:37
    No tak to jest jak nadleci duszek i szepce ci do uszka, a Irbissa to czyni :)))
  • @KOSSOBOR 21:35:03
    No, my kotowate to tak mamy, oczywiście poza irbisami, które lubią niskie temperatury. Choć Irbissa jest wyjątkiem, bowiem nie lubi zimna, ogon jej wtedy marznie. Jednak Irbissa ma wielki kłopot, bo książę nie marznie, jemu jest bez przerwy za ciepło i w nocy dyszy, a dyszy. Koniec z tym dyszeniem, jutro będą postrzyżyny, tak zadecydowała.
  • @leoparda 21:48:24
    Dziewczynki się wqrzyły, wyciepały Tadzinkową sztachetę w pobliskie krzaki leszczyny, naturalnie zupełnie niechcący trafiając Stirlitza w bańkę z bimbrem. Rozdzierający ryk rozpaczy: mat' radnajaaaa!!!! przeszył powietrze, oraz poły jaskółki szytej właśnie dla pewnego dyrygenta u krawca mężczyźnianego, Srula Lewina.
    - Tadziu, będziesz li ty deklamował o tych Murzynkach, tfu! o tych łyżeczkach, czy też li nie będziesz? - wrzasnęła Ewcia i widać już było wyraźnie zadatki na przyszłą Mme.
    Hańcia aprobująco kiwała głową, rozglądając się za mentolowym, a to z powodu paczki, którą na brzegu piaskownicy złożyła Irbissa.
  • Tadzinek zastanawiał się
    nad przemysłem w Polsce. Nie brały go grafeny, ani niebieskie lasery. bo twierdził, że to zwykły pijar i wyciąganie grantów z kiesy podatnika (po prawdzie to powtarzał dziadkowe mruczanki spod gazety).
    Trochę się obruszył na przemysł spirytusowy, no wiecie - palikociarnia i rusznice, ale rozeźlił go przypisywany mu sentyment do przemysłu wyrobów drewnianych i w ramach reperkusji, a może torsji (spod gazety także) postanowił zająć się przemysłem gumowym i zagraniczną wersją MOPSu i tu Tadzinek ziewnął, wyłożył się na pianinie i brakujących łyżeczkach. Gniecenie tu i tam mu zupełnie nie stanowiło, bo sen był mocniejszy. Zasypiając mruczał coś, o nowych porządkach, o zakopywaniu jaj w piwnicy i o tym, że spirytus traci %%.
    Babcia przerażona tym co usłyszała przystąpiła do krępującego cokolwiek pomiaru temperatury.
  • @tadman 00:28:20
    Ewcia, uznawszy że z Tadzinkiem sprawa jest beznadziejna, dzielnie broniła Parnasu:
    Sześć aluminiowych łyżeczek
    Leży na pianinie
    Sześć aluminiowych łyżeczek
    Leży na pianinie
    Jeżeli jedną aluminiową łyżeczkę
    Ktoś jednak cichcem zwinie
    Zostanie pięć aluminiowych łyżeczek
    Leżących na pianinie.

    Gdy już obroniła Parnas - poszła kopać dołek na Jaja.be, chociaż była już bardzo zmęczona.
  • @KOSSOBOR 01:11:06
    Atmosfera w Zooschwitz gęstniała nieprzyjemnie. Zdenerwowany von Targow krążył w kólko targając swe srebrzyste loki. Co się dzieje?
    Tymczasem konspiracja szła na całego. Podążała sprężystym, wojskowym krokiem, by się zatrzymać przy klatce małp. Rezusów konkretnie. Wsystkie siedziały, albo zwisały, tworząc zasłuchane półkole. Najstarszy z nich, z potężnym czubem na głowie i opadającymi wąsami, namiętnie perorował ściszonym głosem.
    - To jest proste i już od dawna udowodnione. Tak? Człowiek pochodzi od małpy. Tak? Czyli od nas! Ale tu mała aszybka. Tak? Bo wszyscy mówią, że my rezusy. Tak? A my nie rezusy tylko rezuny! Job twoju mać! I teraz patrzcie - mówią małpa. Tak? A tak naprawdę to jest ma-upa! UPA! Widzicie!!! To my, prekursory cziełowieka!
    Więcej! To my prekursory małp! Nam się należy!!!
    Nie będzie niedźwiedź pluł nam w twarz!!!

    - Ura, ura, ura!!! - zaśpiewał jakiś głupek o wyłupiastych oczach, wystających kościach policzkowych. Gładko przylizany blondasek. Czapajew gieroj, za rodinu, za Stalina, ze biełowo cara!

    Szybkie śledztwo (próba wodna) udowodniły, że był to ruski prowokator, niedźwiadek kaukaski z przyprawionym ogonem.

    Zmartwienia von Targowa przybierały na sile.
    Tym bardziej, że lamia Miąższ też najprawdopodobniej coś knuła i wprowadzała dodatkowe zamieszanie.
    Idą ciężkie czasy…
    Helga zgłosiła zapotrzebowanie na paralizator i broń gładkolufową.

    Irbissa popatrzyła na swój ogon i sapnęła: niedźwiadek kaukaski i jeszcze ma przyprawiony ogon, to się nie zdarza.
  • Łyżeczki
    Pod drzwiami jajów be. ustawiono taki labirynt, że i sam Minotaur był sią o mało nie zgubił. Odnalezienie drogi nieco trwało i pozostało mu tylko pięć łyżeczek, szybko więc, zanim i je ktoś zwinie zaintonował:

    Pięć aluminiowych łyżeczek leży na pianinie
    jeżeli jeszcze dodać zdatną do spożycia świnie
    i trochę niedopędzonego bimbru od Sztyrlica
    to chociaż jedzenie tymi łyżeczkami raczej nie zchwyca
    to, szanowni Panowie i Panie
    niewiele z tej świni zostanie.
  • @Ywzan Zeb 19:21:22
    Gdyby nie to, że jaja be mam zawsze na listwie, sama bym tu nie trafiła. właśnie spróbowałam i nie dałam rady. Jak to się Tobie udało?
    Oj, chyba nas ta wojskówka bardzo nie lubi i lada chwila poszczuje nas sowieckim dzikiem chorym na afrykańską chaljerę, żeby się wreszcie pozbyć jaj.
    W sumie traktuję to jako dużej klasy komplement ;)
    Gorzej, gdyby nas hołubili.
  • @tadman 18:23:31
    Duch Drabiny , który błąkał się niepocieszenie po okolicy nucąc pod nosem, napotkał konkurencję w postaci Ducha Czasu. W dodatku od razu się okazało, że tegoż wspiera mądrość etapu oraz paru opryszków, wśród których wyróżniał się niejaki Dżender. Ten ostatni zaraz na początku wyłamał Duchowi Drabiny parę duchowych szczebli oraz zrobił parę nietaktownych uwag na temat fałszującej, zbutwiałej idiotki.
  • @sigma 19:52:10
    Tadzinek lizus i kujon chciał mieć ostatnie słowo i wymodził takie zakończenie, zerżnięte z pewnej pijackiej angielskiej piosnki.

    Jedna aluminiowa łyżeczka
    Leży na pianinie
    Jedna aluminiowa łyżeczka
    Leży na pianinie
    Jeżeli jedną aluminiową łyżeczkę
    Ktoś jednak cichcem zwinie
    Zostanie tylko po niej zapach
    Snujący się po pianinie.

    Ależ nie, oni nas wprost uwielbiają pasjami i w trosce o to, aby nikt jajom.be nie zrobił krzywdy to SL lub wątas zakopali je w piwnicy, okładając watą, co to im z bożonarodowego grilla została.
  • @KOSSOBOR 22:26:04
    Najbardziej dochodowa część przemysłu rozrywkowego dla mas zwana polityką jak zwykle rozwijała się zywiołowo. Różne wystrugane z patyka i przyodziane a to w generalskie mudnury, a to w garnitury od Armaniego pacyny udzielały masowo wywiadów, deklarowały to i owo, zajmowały stanowisko i ogólnie udawały, że rządzą.
    Mme tkwiła w swojej twierdzy i zbrzydzona spoglądała na mise-en-scène, gdzie rózne gnojki pociągały za sznurki.
    I po co było dawać ludziom tę wolną wolę - wyrzekała. - Gdyby nie to, można by w try miga zrobić porządek z tą hołotą. A tak! - zapić wodą.
  • @tadman 20:13:24
    Daj tego linka na te trzy nowe sigmy, co to je sobie neonowe gnojki wystrugały z patyka. Niech choć zobaczę, kogo szykują na moje miejsce, jak już mnie wykopią.
  • @sigma 20:27:30
    http://neon24.pl/catalog/?q=sigma
  • @Ywzan Zeb 20:31:03
    Sam byłem ciekaw, co się wyrabia.
    Ale jaja znalazłem przez mój blog -> ostatnie komentarze.
  • @Ywzan Zeb 20:31:03
    Ewidentna próba wrogiego przejęcia - ale chamstwo.

    Klasyczna robota jednej rączki te trzy awatary:
    sigma24 - komentarze: 1
    sigmamedia - komentarze: 4
    sigmapi- komentarze 0

    Na komentarze nie daje się wejść. A adminowi, jak widzę, nie przeszkadza ten kant.
  • @sigma 20:39:49
    Po długim niebywaniu na SG neonu, zajrzałam tam - widzę że Spirytus dalej robi swoje, TW Jeznach wzmógł aktywność, pojawił się p.Tymiński na areopagu, no i proszę - Wipler próbuje odnaleźć drogę do żłobu, co to ją zgubił po pijanemu. Natomiast P.Olchowik namawia, zeby nie przejewiać rusofobii - no proszę, miłośnik cygar, jaguarów i golfa zdobył nowego sponsora? No i te rózne jehowito/zielonoświątkowe sekty dalej sączą jad. Żałosne bagno różnych gnypków siódmej sorty odstawionych od żłobu.
  • @KOSSOBOR 01:11:06
    Tapir wlazłszy do salonu Hrabiny spoglądał bez zachwytu na swój derriere w wielkim tremie. No bo i co to za ogonek - w porównaniu z Irbissą? Po prostu nic.
    Natomiast na Irbissę Tapi spoglądał z prawdziwym uwielbieniem.
  • @sigma 21:45:35
    Nooo, swojego czasu Tapir spoglądał - acz nie tylko - z prawdziwym uwielbieniem na Brunhildę, żonę tego idioty, Józia, skutkiem czego przyszła na świat Buba. Gdyby ktoś miał słabsza pamięć - Brunhilda była hipopotamicą.
  • @leoparda 08:51:19
    Hańcia znalazła w paczuszce podrzuconej przez Irbissę na rancie piaskownicy całego mentolowego, którego natychmiast zapaliła, odpalając od zimnej fuzji i krztusząc się przy tym niemiłosiernie. Patyczkiem natomiast pisała na piasku: rezusy - rezuny - uny. I wyszło jej to, co zawsze, że uny.
    - No popatrz - powiedziała do Ewci. - Zawsze mówiłyśmy Januszkowi, że albo uny, albo uny, ale ten latał z proporczykiem na kijku i zaganiał do harcerzy.
    - Się nas nie słuchał - wydęła wzgardliwie usteczka Ewcia i przewinęła się filozoficznie przez trzepak.
    - Się nie nadaję do harcerzy - rzuciła Hańcia w dal. - Mam nałogi.
    - Z nałogami nie przyjmują. Sam druh Tevelde pilnuje szyku - dodała Ewcia między jednym zwisem a drugim zwisem.

    Tak więc dziewczynkom pozostało ćwiczenie nałogów i tężyzny fizycznej, bowiem Tadzinek zdradziecko zakończył przedwcześnie wierszyk o aluminiowych łyżeczkach, chociaż już Zebu dorzucił był w międzyczasie interesujący motyw wieprzowiny.
  • @sigma 20:20:44
    Hrabina otworzyła okno w wieży zameczku i wrzasnęła z całych sił:
    - Hohhendum! Mam poczucie bahaszkowania małpy z brzytwą przy zmniejszonym na dodatek budżecie. Masakha!
    Było dobrze. Skhypt był bahdzo athakcyjny, hozplanowanie SG i zakładek - także. Teraz niczego znaleźć nie można - tak nohmalnie, na piehwszy rzut oka i klawiatuhy.

    Athakcją neonu była przejrzystość, mnóstwo ilusthacji, możliwość znalezienia poglądów, któhe nie pochwalały skakania po majdanie whaz z hezunami.

    Jeszcze haz - dlaczego masakhujecie pohtal?

    Co wrzasnąwszy, zawołała Woyciechową i dla pewności kazała jej wysłać telegrammę do redakcji.
  • @KOSSOBOR 00:10:24
    Może da się jeszcze wierszyk uratować,
    gdyby te łyżeczki u Sztyrlica schować
    w jego kuble na dnie.
    Każdy łatwo zgadnie,
    że krasnoarmiejec żadnym nie pogardzi łupem,
    i dziesięć aluminiowych łyżeczek na kupę
    cichcem zwinie i w kuble
    schowa, by na ruble
    je wymienić potem,
    chociaż nie są złote.
    Ale, nie ma rady,
    kiedy z kubła te odpady
    zabierała ciężarówka
    to łyżeczek stówka
    upadła na ziemię.
    Tych łyżeczek plemię,
    co je Sztyrlic schował
    podniosła Wojciechowa,
    położyła wszystkie na pianie,
    i poszła przyrządzać świnie.

    Sto aluminiowych łyżeczek leży na pianinie.
  • @Ywzan Zeb 19:18:29
    Zebu! Jesteś genialnyyy!!!!!!!!!!!!!!!!
  • @KOSSOBOR 21:47:38
    Tadziu, za karę zaczynasz śpiewać rytmicznie. Pamiętaj, że STO aluminiowych łyżeczek leży na pianinieeeeeee...................
  • @KOSSOBOR 00:18:20
    Redakcja jednakowoż miała wszystko w d.. Nie dość, że zmienia tytuł bez wiedzy autora, to również zmienia kategorię: z KD na Historię. Również bez wiedzy i zgody autora.
    Wqurzona Gloria poszła przeto na wieżę zameczku, by spokojnie poprzeklinać - nigdy bowiem nie używała wyrazów przy osobach stanu niskiego.
  • @KOSSOBOR 22:05:59
    Sprawa wybitnie przykra i z gatunku tych, że "wadza zawsze wie lepiej, co dla obywatela jest korzystne".

    OSTATNIE stwierdzenie to absolutna bomba!

    Co do Zeba sprawności to mnie pozostaje tylko śpiewanie, choć przyznam się bez bicia, że w szkole miałem ze śpiewu 4 za nieśpiewanie.
  • @tadman 01:24:38
    - To nie władza, dhogie dziecko - westchnęła Gloria. - To małpa z brzytwą lata po pohtalu i za hedaktoha się nosi.
    - Małpa, znaczy rezus? - ucieszył się Tadzinek.
    - Hezun, dziecinko, hezun...
  • @KOSSOBOR 02:47:21
    Melduję, że donoszę, że Januszek znowu grandzi. Tym razem zebrało mu się na hymn KD.
    Nie dość, że wytypował Auld Lang Syne, to u Tevelde (sic!) daje własnoręczne, potworne tłumaczenie powyższego zupełnie nie zauważywszy, że rzecz została dawno temu przyswojona jako znana piosenka harcerska "Ogniska już przygasa blask".
    Jeszcze trochę i zbierze mu się (znaczy, Januszkowi) na Konstytucję, Radę Ministrów i Siły Zbrojne.
    To mówię ja, Dyletancik Oboczny numero nie pamiętam które.
  • @tadman 01:24:38
    I z tego własnie powodu ja tez bym zgłosiła zapotrzebowanie na broń gładkolufową (bo ładnie to brzmi).
    Ale póki co jestem w nastroju sielankowym, bo w bluszczu porastającym dom gnieżdżą się grzywacze, a w ogrodzie śpiewa pokrzewka czarnołbista. Ech, wiosna...
  • @sigma 10:16:38
    Ale oczywiście i tak ddobrze, że nie wytypował "Gdzie strumyk płynie zwolna".
  • @sigma 10:16:38
    Wykonanie co do którego mam cholerny sentyment, bo śpiewa to ś.p. Dan Fogelberg
    https://www.youtube.com/watch?v=wg4VJZTq8vU
  • @tadman 11:32:39
    Irbissa siedziała nad strumykiem, który jej szeptał do obu uszu.

    Januszek z lekka dostawał szała.
    On, skromny majsterkowicz, o wybitnie praktyczno - technicznym umyśle, jest krytykowany za poezję!!!
    Za poezję !!!! ROZUMICIE !!!

    Nie powiem, z Burnsa najbardziej lubi on kobzy. Kobzy wprowadzają go w ekstazę. Podobnie, jak organy (kościelne, żeby nie było śmichy-chichy).

    Ate zaprzańce, co to dopiero goniły Januszka, same służyły w harcerstwie !!! A ha! Widzicie! Wyszło szydło,a nożyce się odezwą.

    Sprężył się Januszek i zapodał:

    "Stare Dobre Dni"

    Czy przyjaźń stara zniknąć ma
    Choć pamięć wciąż się tli?
    Czy przyjaźń stara zniknąć ma,
    I stare dobre dni?

    Ref:

    Za stare dobre dni, my dear!

    Za stare dobre dni!

    Podzięki kielich wznieśmy dziś

    Za stare dobre dni.

    We dwójkę depcząc szczyty wzgórz
    Rwaliśmy świeże bzy,
    Nie raz nie czując swoich nóg
    W te stare dobre dni

    W strumyku pływalim nie raz
    Gdy tylko wstawał świt,
    Lecz morza toń dziś dzieli nas
    Od starych dobrych dni

    Ref....

    Więc przyjacielu , dłoń mą weź,
    Ty swoją podaj mi!
    Podzięki kielich wznieśmy dziś
    Za stare dobre dni"

    Irbissa zapatrzyła się w swój ogon i mruknęła cichutko.
  • @leoparda 16:04:23
    No, no - powiedział Sztrirlitz mażąc się, bo było to tak duszoszczypatielnyje.
  • @leoparda 16:04:23
    Ponieważ nigdy nie była w stanie znieść kretyńskich, sentymentalnych, ckliwych piosenek - nolens volens Mme znowu zaczęła zionąć ogniem z pyska i używać wyrazów.
    Januszek, nieszczęsny grafomanie - kiedy ostatni raz "pływałeś w strumyku" i to nawet niekoniecznie o swicie?
    Strumyk - jak z samej nazwy wynika - to taki ciek wodny, w którym żaba nie ma szansy się utopić. Pływanie - wykluczone.
    Natomiast pływanie o świcie uprawiałam jeno na Morzu Czerwonym w ramach pierwszego rannego nurkowania, kiedy trzeba było w ciągu dnia zmieścić cztery nurkowania- i nigdy, przenigdy więcej!

    I drugie pytanie: na cholerę "depcząc szczyty wzgórz" rwałeś te świeże bzy, co tam rosły? Nb. świeże/nieswieże odnosi się do potraw. W przypadku bzów można ew. użyć zwrotu "świeżo rozkwitłe bzy", ale na pewno nie "świeże". Rozumiem, że mogłeś jeszcze rwać zwiędłe, ale są chyba jakieś granice skretynienia.
    Jednak w dalszym ciągu nie jest jasne, dlaczego koniecznie musiałeś je rwać rączka w rączkę z kolegą na tym szczycie - w dodatku ów szczyt depcząc? Normalnie chodzić się nie dało?
  • @sigma 17:07:11
    w sumie wygląda mi na to, że kol.Januszek promuje nam tu dżender oraz uprawia homopropagandę. On i ten kolega, ż którym wspominają te "dobre, dawne dni", kiedy to trzymając się za rączki robili różne dziwne rzeczy.
  • @sigma 17:10:02
    Nie wiedziałam, że Szkoci mają takie skłonności...
  • @sigma 17:14:25
    Hmmm... Język skrywa w sobie nieoczekiwane treści, które mogą być modyfikowane przez lokalne zwyczaje i tak weźmy pierwszy przykład z brzegu: oglądać się za spódniczkami; po prawdzie powinno być za kitlami, ale wtedy rzecz nieoczekiwanie przenosi się w kręgi lekarskie, a tam niekompetencja i wziątki, i tu zahaczamy o pszczelarstwo, a miodek to każdy lubi i ten w i bez kitla, a ci w kitlu to wiedzą gdzie konfitury, oj wiedzą.
  • @sigma 17:10:02
    Irbissa pobladła z wrażenia, gdy nagle jak grom przeleciała błyskawica, która wrzasnęła:

    - Tu cię mam jadowita żmijo!!!!!!!!!! -ryknął Januszek okropnie.
    Albowiem przytoczony wiersz sentymentalny, "Stare Dobre Dni"

    Czy przyjaźń stara zniknąć ma
    Choć pamięć wciąż się tli?
    Czy przyjaźń stara zniknąć ma,
    I stare dobre dni?

    Ref:
    Za stare dobre dni, my dear!
    Za stare dobre dni!
    Podzięki kielich wznieśmy dziś
    Za stare dobre dni.
    [...]

    był autorstwa słynnego wieszcza młodego pokolenia Krzysztofa Sobolewskiego, ksywa Critto.
    http://www.sylwester.efbud.com.pl/www/php/showsong.php?id=1348

    Zyg, zyg, marchewka, pietruszka !!! Jak tylko Januszek (przy należytym wsparciu, a jakże) dokona własnego przekładu, to nie da to sępom czarnogłowym do czytania, tylko w trymiga wyśle do Komitetu Noblowskiego. Nooooooooooo......... chyba, że Ewcia zaproponuje własny przekład.

    Błyskawica zgasła, a Irbissa wpatrzyła się w swój ogon i myślała, myślała, myślała …
  • @leoparda 18:49:37
    Cholera jasna, wcięło mi komentarz. Gdzie jest ta gładkolufowa spluwa, żebym miała jakiś argument w rozmowach z administracją neonu?

    Doprawdy? To to arcydzieło autorstwa " słynnego wieszcza młodego pokolenia", łeh, łeh, łeh...
    A Januszek takie gnioty powtarza z uczuciem, bo czyta i tak bez zrozumienia, tak?

    Nb.coraz mniej mi się podoba Klub dyletantów, jako nasz patron.
    Ostatnio poczytałam sobie o jednym z założycieli jw. - Sir Francis Dashwood był satanistą, zbokiem, masonem i ćpunem. Jak zresztą większość członków owego klubu moczymordów.
    A że zwali się elytą?
    Owsik i Powiatowa Kupa też się tak zwą.
    Póki nalezność do KD była po prostu dla jaj, było w porządku. Ale skoro zrobiłeś sobie z tego nową formę wiary, to ja wychodze.

    Prosiłabym o rozważenie zmiany patrona. Mówię to serio!
    Na coś, co też zwie się KD. Ale bez takich konotacji, które grożą ekskomuniką.
    Nb.wiidzę, że się mną podpierasz, jako rzekomym członkiem kapituły (sic!) Dlubu Dyletantów i bardzo mi się to nie podoba.
    http://naszeblogi.pl/43785-jestem-dyletantem
  • @sigma 19:21:54
    O klubie moczymordów pisał Cytrzysta chyba w Miśku II.
  • @tadman 19:40:24
    Nie przyuwazyłam, ale niewątpliwie miał rację. Z tym, że alkoholizm to jeszcze najmniejsza z ich wad.
  • @sigma 19:21:54
    Żeby nie trzeba było zmieniać haftów na monogramach, zapodaję propozycje na KD = Kod Dostępu, Koleje Dolnośląskie, Kaczka Dziwaczka, Komisja dydaktyczna, Klkucz Dynamometryczny, Kontrola Drogowa, etc.
  • @sigma 20:03:50
    Klub moczymordów przy dworze Jagiellonów, czyli tu w Polsce.

    Janusz, jeśli czytasz, to wskoczyłem na naszeblogi i chciałem sprostować, że jestem tadman, przez małe t i nie jestem blogerem, bo tych kilka postów to psińco. Z jednego jestem zadowolony, kiedy po akcji przygotowawczej Izy napisałem o fałszywych czcicielach rotmistrza Pileckiego z fundacji Tyrpy i skutkiem wsparcia komentarzami bractwo wyniosło się na wpolityce.pl, motając sprawę od początku.

    Wbrew temu co piszesz nie chcę nikogo zbawiać, ani uczyć, a jedynie wymieniać poglądy. Nie jest mi do tego potrzebna nadbudowa, ani ideolo, ani osobowa, a jedynie przyjazne miejsce, gdzie nie będą zmieniać mi tytułu, zafiksowania do danej kategorii, zakopywać w piwnicy, czy usuwać na amen.

    >sigma
    Z podanych propozycji podoba mi się "kod dostępu" tylko z małą modyfikacją kot_dostepu i tu wylizałem sobie gorsik.
  • @tadman 20:33:46
    Bardzo dobry pomysł! Albo jednak zmienić monogram na Kot_Kreskowy;)
    Chociaż Kot_Dostepu też znakomity;)
  • @sigma 20:40:29
    Ja jestem za kotem_dostępu. Irbissa zawsze z kotami :)))
  • @leoparda 21:21:17
    No to już! Do kota_dostępu należeć będę z przyjemnością;)
    I pomyślcie tylko - żadnych durnych konotacji! Sami zaczynamy od zera!
  • @leoparda 21:21:17
    O, własnie! I zamiast portretu tych skretyniałych anglosaskich moczymordów w logo, naszym logo będzie piękny portret Irbissy;)
  • @sigma 20:10:05
    Irbissa dalej siedziała nad strumykiem, a jej ogon miarowo uderzał o wielki kamień na środku tej wodnej drogi. Rozmyślała. Jakie to dziwne. Skąd płynie ta woda? Nagle usłyszała potężny grzmot i zobaczyła wielkie masy wody. Zbladła. A woda dudniła.

    Pani od ideolo, Bohaterka Naszych Czasów, co to ustanawia zręby i jedyną słuszną linię,,oraz czynnik popierający (z małej litery) ocknęli się na wielkim kacu. Nagle okazało się, że byli w towarzystwie moczymord i podejrzanych osobników. Oczywiście, jak zwykle, niedomiar wiedzy nadrobili tupetem i słynnym spojrzeniem w dół. Nawet, jak na surrealistyczny cykl, to nie jest zabawne. Nie, to jest smutne.
    Mędrcy przestrzegali przed niektórymi niewiastami.
    - Idę się przejść - powiedział Januszek - nasze gdyńskie bukowe wzgórza właśnie pokryły się białym kwieciem. Podyletancę sobie bez byłych entuzjastek. Co tam... Może jeszcze książki zwrócą....

    Irbissa płynęła w spienionej wodzie próbując się z niej wydostać. Wreszcie, z wielkim trudem udało jej się zaczepić ogonem o drzewo i wydostać z tej odchłani. Sapała z wielkim trudem…
  • @leoparda 21:48:19
    A czego Januszek łgał korzystając z faktu, że nie ma mnie na miejscu?

    "Kapitułę klubu stanowią nieprzeciętni blogerzy – znana wszystkim Izabela Falzmann Brodacka, słynna artystka KOSSOBOR, skromna, ale wielka sigma, Tadman, oraz jazgdyni – ojciec założyciel." http://naszeblogi.pl/43785-jestem-dyletantem

    Kiedyż to ja byłam entuzjastką Klubu dyletantów? I kiedy to zgłosiłam swój akces do jakiejś (sic!) kapituły?
    Od początku pisałam, że to grono dupków mi się nie podoba. Ale oczywiście, równie dobrze mogłabym walić grochem o ścianę.

    Nie łżyj, bo ci to wejdzie w krew. Książki usiłujemy ci zwrócić od zeszłego lata. Są u Hani ,która wielokrotnie mówiła, żebyś je zabrał. Jeżeli podasz swój adres, wyślę je pocztą.
  • @leoparda 21:48:19
    czynnik popierający, jak zawsze z małej litery, robił porządki wśród książek, ale nie znalazł żadnej obcej, a na obcych przybiła faksymile Fruźka i książka była już nie do oddania. Ha!
    A jeśli już, to niemieckiego k